sobota, 5 listopada 2016

Rozdział 26





-A możesz powiedzieć mi to za pięć minut?- zapytał wskazując ręką na piekarnik. Cóż, najwyraźniej Harry nie zauważył tego, że jestem zestresowana. Oczywiście, że nie protestowałam i kiwnęłam tylko głową, po czym usiadłam przy stole. Harry z kolei wydawał się być podekscytowany tym, że zrobił dla mnie kolację i z każdą kolejną sekundą coraz ciężej było mi zebrać myśli. Nie chciałam mu o niczym powiedzieć, chciałam by D. zniknęło z mojego życia łącznie ze wszystkim wspomnieniami, SMS-ami i mailami, które od niego dostałam. Jadłam kolację i walczyłam z tym żeby nie krzyknąć „Harry mam tajemnicę!” jednocześnie walcząc z tym żeby nie zacząć ryczeć. On myślał, że zachowuję się tak przez te przeklęte guzki i częściowo miał rację. Niestety tylko częściowo, bo o tej drugiej części nie miał pojęcia. I wtedy, kiedy ja z każdą sekundą czułam się coraz gorzej a on coraz bardziej nakręcał się w pocieszaniu mnie i mówieniu, że zabieg się uda jego telefon zaczął dosłownie wrzeszczeć, bo Harry zawsze ustawiał sobie takie zdziczałe dzwonki, przez które wielokrotnie miałam już mini zawał serca. Spojrzał na ekran, przeprosił mnie na moment i wyszedł żeby porozmawiać.
-Ali przepraszam, że to trwało tak długo- powiedział, kiedy ja wkładałam już naczynia do zmywarki.
-Odgrzać ci to?- zapytałam i wskazałam na jego talerz, na którym wciąż znajdowała się niedokończona kolacja.
-Straciłem apetyt- westchnął i podszedł do mnie bliżej. Spojrzałam na niego podejrzliwie i wiedziałam już, że coś się stało. Harry przez cały czas mnie pocieszał, ale był przy tym niesamowicie pozytywny. Jego nastawienie było aż za bardzo pozytywne i mówił wszystko by tylko dodać mi otuchy.
-Co się stało?- zapytałam, bo wyraźnie stracił swój entuzjazm.
-Ostatnio dograliśmy ostatnie poprawki, właściwie cała płyta jest gotowa. Wszystko już poszło do góry, wszystko było ustalone i wiesz, co? Nagle wytwórni nie spodobało się kilka kawałków. W dodatku zgadnij czyjego autorstwa?
-Nie zrobili ci tego...- powiedziałam cicho i podeszłam do niego, po czym go przytuliłam.
-Co to ma być? Zemsta? Bo odchodzę? Ten dzień jest naprawdę do dupy. Kurewsko do dupy.
-Nie martw się- powiedziałam i zdałam sobie sprawę, że zabrzmiało to dosyć żałośnie.
-Nie wiem, po co to robią. Wszystkie piosenki były naprawdę dobre, chyba lepszych nigdy nie napisaliśmy. I nie wiem, czego oni chcą? Żebyśmy nagrywali ten album rok? A może chcą przeciągać to w nieskończoność?
-Nie wiem. Nie ogarniam tego.
-Najpierw ta wizyta u lekarza, teraz to. Co jeszcze? Jaka super nowina na mnie czeka?- jego słowa sprawiły tylko, że byłam już pewna, że nic mu nie powiem o D. Steve musiał dać mi więcej czasu. A ja musiałam powiedzieć Harry’emu o wszystkim w odpowiednim momencie tylko... Czy dla mnie kiedykolwiek miał nastąpić taki moment?
-Jeśli chcesz możemy iść od razu spać żeby już nic się nie wydarzyło- powiedziałam i jakby na zawołanie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Chyba jednak się wydarzy- nie miałam mieć gości i nie miałam pojęcia, kto jest moim niespodziewanym gościem.
-Blaine?  Czy ty nie miałeś być przypadkiem...- gdy otworzyłam drzwi przyjaciel od razu wszedł do środka i nawet nie pozwolił mi dokończyć pytania.
-Ali wiem, że przychodzę nie w porę, bo już późno- zaczął i przerwał, kiedy zobaczył Harry’ego. – Cześć. I chodzi o to, że nie przychodziłbym do ciebie gdyby to nie była najważniejsza rzecz w moim życiu. Boże jak to okropnie zabrzmiało. Kurt nie jest przecież rzeczą.
-Zwolnij, bo się zabijesz- powiedziałam. –Usiądź i mów spokojnie.
-W końcu udało mi się załatwić! Cały dzień biegam po mieście jak wariat.
-Nadal nie łapie, co załatwiłeś?
-Pamiętasz jak ci mówiłem, że planuję mu się oświadczyć?
-Jasne- odpowiedziałam i już wszystko wiedziałam. Blaine od kilku miesięcy planował oświadczyny. Ale miał problem, bo dyrektor szkoły, w której się poznali nie chciał mu udostępnić budynku.
-Wszystko dzisiaj załatwiłem. To znaczy nie wszystko, bo zostało jeszcze sporo rzeczy, ale udało mi się załatwić szkołę i Granta. No i zespół z liceum. I to będzie za tydzień. I właściwie chciałem cię prosić o pomoc, właściwie was, Harry też się przyda. Muszę wybrać piosenkę, którą zaśpiewam. I garnitur. I iść do Cassie. I zorganizować kilka prób. Wiem, że masz masę swoich zajęć, ale udało mi się załatwić szkołę i w przyszłym tygodniu jest jedyny dzień, kiedy to wszystko będzie mogło się odbyć.
-Blaine! Przecież to wspaniała wiadomość! Pomożemy ci we wszystkim! Tak się cieszę! Wiem, że lekarz zakazał mi wydawania wysokich dźwięków, ale będę piszczeć chyba codziennie ze szczęścia!- zaczęłam ściskać przyjaciela, który nagle zastygł w bezruchu. Przez kilka sekund milczał by potem odsunąć się ode mnie i spojrzeć na mnie z ogromnymi wyrzutami sumienia na twarzy.
-Przepraszam! Ali przepraszam, ale byłem tak przejęty tym wszystkim, że zapomniałem! Byłaś u lekarza. Co ci powiedział?
-Że to nic takiego. Muszę zrobić sobie przerwę, wziąć jakieś tabletki i wszystko będzie dobrze- powiedziałam uśmiechając się do przyjaciela. Spojrzałam szybko na Harry’ego, który miał dziwną minę, dlatego kiwnęłam nieznacznie głową w prawo i w lewo na znak by się nie wygadał. Blaine zamierzał oświadczyć się Kurtowi a ja nie zamierzałam nikogo martwić do tego czasu. Chciałam żeby mój przyjaciel planował oświadczyny bez jakiś niepotrzebnych zmartwień. Nina i Kurt też nie wiedzieli, co mi dokładnie dolega, dlatego nie zamierzałam im mówić prawdy. Właściwie to sama zamierzałam nie myśleć o tym, że coś mi dolega. Moi przyjaciele mieli się zaręczyć i to było po prostu piękne.
-Ali przepraszam, że nie zapytałem od razu.
-Nie ma o czym gadać. Poza tym, że dzięki tobie ten dzień stał się wspaniały! Prawda skarbie?
-Prawda- odpowiedział Harry i uśmiechając się patrzył jak ściskam Blaine’a tak mocno jak tylko potrafię. –I chyba mam już pomysł jaką piosenkę możesz dla niego zaśpiewać.

***

Stałam razem z Blainem, Niną i masą innych ludzi i nie mogłam się doczekać. W dzisiejszych czasach ludzie przestali być romantyczni. Przestali robić romantyczne rzeczy. Przestali mówić, że kochają mówiąc o tym cały czas. To być może paradoksalne, ale tak było. Ciągłe powtarzanie tych pięknych słów sprawiło, że dla ogromnej ilości osób straciły tak naprawdę pierwotny sens. Blaine i Kurt należeli do tego wąskiego grona osób, które wciąż znały potęgę miłości. Dla których „kocham cię” to nie zwykłe słowa, tylko prawdziwe wyznanie swoich uczuć. Obaj byli niepoprawnymi romantykami i samo patrzenie na nich było dla świata swego rodzaju nagrodą i nie umiałam pojąć tego, że wciąż zdarzało im się słyszeć czy czytać o tym, że ich uczucie nie jest prawdziwe, że jest złe, bo mężczyzna nie powinien kochać drugiego mężczyzny w ten sposób. Ich wzajemna troska, miłość i szczerość powinny być przykładem dla wszystkich, bo właśnie takich oddanych sobie par niestety ze świecą można by szukać.
-Wszyscy są gotowi? Jego tata dał mi znać, że będą za pięć minut- Blaine spojrzał na zegarek i uśmiechnął się szeroko. –Stresuję się tak jak jeszcze nigdy w życiu.
-Zupełnie niepotrzebnie- powiedziałam i poprawiłam swoją spódniczkę. Było kilka minut po ósmej. Rano. Kto normalny oświadcza się tak wcześnie? Blaine. Dlaczego? Bo zamierzał mu się oświadczyć dokładnie w tym samym miejscu i o tej samej godzinie, w której się poznali.
-Już są!- krzyknął ktoś i dało się wyczuć to niesamowite napięcie i radość, która wypełniała każdą osobę, która miała wziąć w tym udział. Właściwie jakby nie patrzeć to te oświadczyny to taki flash mob.
-Będzie idealnie- powiedziałam właściwie chyba do siebie i się zaczęło. Podeszłam do Blaine’a i poprawiłam jego muszkę zanim wyszedł przed budynek i zaczął śpiewać. Kurt wyglądał na zszokowanego a po chwili wszedł do środka razem ze swoim chłopakiem. Jeszcze chłopakiem. Kurt najpierw przywitał się z Niną, później przyszła kolej na Mercedes i trzecia byłam ja i naprawdę tylko cud sprawił, że się nie popłakałam ze szczęścia. Blaine wciąż śpiewał a Grant i chór, w którym Blaine był w czasach szkolnych tańczył i śpiewał razem z nim. Następnie pojawili się przyjaciele Kurta jeszcze z czasów szkolnych i wszyscy śpiewali razem z Blainem. Po chwili przyszła kolej na moje zadanie. Złapałam Kurta za rękę i razem z tancerką zaprowadziłam go do sali gdzie tańczyli tancerze, którzy uczęszczali na zajęcia Cassie. Nie było nam dane długo podziwiać ten mini pokaz, bo moje zadanie było proste. Trzymając przyjaciela za rękę i śpiewając mimo zakazu lekarza doprowadziłam chłopaka do schodów. Przytuliłam go i pokazałam dłonią, że teraz musi iść sam. Gdy schodził w dół z góry leciały płatki róż, ja szłam za nim a za mną reszta jego przyjaciół. Kiedy chłopak był już prawie na dole pojawił się Blaine i razem ze wszystkimi dokończył piosenkę. Oczywiście rozległy się gromkie brawa, które ucichły bardzo szybko. Nadszedł najważniejszy punkt. Byłam tak wzruszona i podekscytowana, że właściwie nie zarejestrowałam tego, co Blaine mówił. Jedyne, co zapamiętałam to jak pyta „Wyjdziesz za mnie?” a w pomieszczeniu czuć ogromne napięcie, które sama doskonale odczuwałam i tę ogromną radość, gdy Kurt powiedział „Tak”. Wszyscy bili im brawo, oni się pocałowali a na koniec pierścionek wylądował na palcu Kurta. Później nadeszła pora na niekończące się gratulacje a Blaine wszystkich zapraszał na wieczorną imprezę by świętować wspólnie ich zaręczyny. Oczywiście też dostałam zaproszenie, ale okłamałam chłopaków, że niestety nie mogę, bo lecę do LA na dwa dni. Prawda była taka, że nigdzie nie leciałam. Nie mogłam zjawić się na imprezie, bo musiałam jechać do szpitala. Miałam takie „szczęście” i właśnie na ten dzień zaplanowano mój zabieg. Miałam pojawić się w szpitalu już zeszłego dnia, ale przekonałam lekarza i mogłam się stawić w klinice równo o dziesiątej rano. Nikomu o tym nie powiedziałam oczywiście, poza rodzicami, Olivią, Stevem i Harrym. Nikt z moich znajomych o niczym nie wiedział, bo kiedy postanowiłam nic nie mówić Blaine’owi stwierdziłam, że nikomu nie powiem. Nie chciałam jakiś nieporozumień, bo komuś powiedziałam a komuś nie i szczerze mówiąc myślałam, że nie ten zabieg nie będzie tak od razu, tydzień po postawieniu diagnozy. I tak, gdy wsiadłam do samochodu nie jechałam na lotnisko jak wszyscy myśleli. Jechałam do szpitala w towarzystwie Steve’a, Harry’ego i Olivii. W samochodzie zajęłam się zmyciem makijażu i kolejny raz zaczęłam przeglądać papiery, które miałam w teczce. Lekarz zrobił mi pełno badań, dlatego nie musiałam być w szpitalu wcześniej. Badania krwi, prześwietlenia, wynik tomografii. Zabieg miałam zaplanowany na popołudnie, więc lekarz nie miał żadnych przeciwwskazań żebym w klinice pojawiła się w dzień zabiegu. Zakazał mi tylko nadwyrężania głosu. Gdy wysiadłam z auta Harry trzymał mnie za rękę a w drugiej dłoni trzymał moją torbę, w której miałam piżamę, szlafrok, dokumenty potwierdzające to, że legalnie przebywam w Stanach, wyniki badań, żel pod prysznic, książkę, iPoda i masę innych rzeczy. Co prawda nie zostawałam w szpitalu długo, bo właściwie dwa i pół dnia, ale wolałam wziąć wszystko gdyby okazało się, że muszę zostać dłużej.
Czas do zabiegu dłużył mi się niesamowicie. Poza tym, że pobrano mi krew po raz chyba tysięczny w ciągu tego tygodnia, założono mi dwa venflony i poza rozmową z foniatrą i anestezjologiem nic się nie działo. Siedziałam w sali razem z Harrym, Liv i Stevem i początkowo wciąż żyłam tym, co wydarzyło się rano, ale im bliżej było wyznaczonej godziny tym bardziej się stresowałam. Oczywiście zadzwoniłam do mamy, która płakała, że nie może być ze mną, ale nie miała możliwości by być, bo nie miała wizy. Ciągle powtarzała, że mnie kocha a później rozmawiała z Olivią. Na koniec porozmawiałam z tatą i bratem. Kiedy pielęgniarka przyszła by mnie przygotować cała drżałam. Nie chciałam by Harry wychodził. Chciałam żeby trzymał mnie za rękę tak jak to robił cały dzień. Pielęgniarka pomogła mi się ubrać w specjalną piżamę i kiedy to zrobiła weszło dwóch pielęgniarzy, którzy kazali mi się położyć na specjalnym łóżku. Później zrobiono mi zastrzyk i dosłownie kilka sekund później czułam jak całe moje ciało się rozluźnia. Nagle przestałam się stresować i praktycznie całkowicie opadłam z sił. Czyli to jest właśnie „głupi Jaś”?
-Teraz zawołam pani bliskich- oznajmiła pielęgniarka uśmiechając się przyjaźnie.
-Ali wszystko będzie dobrze- powiedziała Olivia, która weszła, jako pierwsza, podeszła do mnie i chwyciła mnie za rękę.
-Mam nadzieję- powiedziałam i nie sądziłam, że mówienie może być takie trudne.
-Ali, naćpali cię- słowa Steve’a sprawiły, że zaczęłam się śmiać, albo przynajmniej wydawało mi się, że się śmieję. Olivia spojrzała na niego i wyglądała tak jakby chciała go walnąć w twarz.
-Jak poprosisz to może też cię naćpią. To znaczy naćpają- słysząc moje słowa mężczyzna zaczął się śmiać i podszedł bliżej.
-Trzymaj się mała- powiedział już ciszej a uśmiech zniknął z jego twarzy. Nachylił się nade mną i pocałował mnie w czoło. Olivia puściła moją dłoń i razem ze Stevem odsunęli się od mojego łóżka. Ich miejsce zajął Harry. Chłopak odgarnął jakiś zabłąkany kosmyk włosów z mojej twarzy. Następnie złapał moją zimną dłoń w swoje ciepłe i zaczął zostawiać buziaki na opuszkach palców.
-Skarbie bardzo cię kocham- chciałam dotknąć jego twarzy, ale nie miałam siły. I przez to zrobiło mi się smutno.
-Pocałuj mnie- wyszeptałam a on nachylił się nade mną i przycisnął swoje wargi do moich. Chciałam żeby Harry był tam ze mną.
-Nie bój się- powiedział cicho muskając ustami moja usta.
-Będziesz na mnie czekał?
-Oczywiście. Nigdzie się stad nie ruszę. Będę trzymał cię za rękę i będę gapił się na ciebie cały czas a gdy się obudzisz będę zaraz obok ciebie- jego słowa dodały mi otuchy, ale stanowczo chciałam żeby mówił do mnie dłużej. Niestety pielęgniarze weszli do środka by zabrać mnie na sale operacyjną. To naprawdę dziwne uczucie, kiedy puszczasz dłoń ukochanej osoby, kiedy widzisz jak przyjaciel, który zawsze jest z tobą tym razem zostaje a ty jedziesz gdzieś, totalnie nie wiesz gdzie, jesteś totalnie bezsilna, ale oddajesz się w ręce właściwie obcego człowieka, któremu musisz zaufać w stu procentach i uwierzyć, że nie zrobi ci żadnej krzywdy. Moje analizy były być może jakieś głupie, ale naprawdę uważałam, że to po prostu dziwne. Gdy znalazłam się na sali stwierdziłam, że jest tam zimno. Nawet bardzo zimno i nie wiedziałam, jakim cudem nie zamarznę w trakcie zabiegu. Pielęgniarze przenieśli mnie na stół operacyjny i znowu zaczęłam drżeć z zimna. Pielęgniarka zaczęła podłączać mi jakieś kabelki i kroplówkę. Wtedy podszedł do mnie lekarz, powiedział, że wszystko będzie dobrze. Później jego miejsce zajęła inna pani doktor, która rozmawiała ze mną dwa dni wcześniej. Była ona anestezjologiem. Ona też powiedziała, że mam się nie martwić i kazała mi na siebie spojrzeć, co też uczyniłam. Patrzyła na mnie i spokojnie powiedziała, że mam zacząć liczyć w głowie do dziesięciu. Dlatego to zrobiłam.
Jeden.
Dwa.
Trzy.
Cztery.
Pięć.
Sze...

***

Czułam jak czyjaś dłoń ściska moją. Słyszałam pikanie. Było mi dziwnie. Chciałam spać, ale było mi jakoś zimno, miałam dreszcze i właściwie ta ciepła dłoń wydawała mi się aktualnie najprzyjemniejszą rzeczą w całym moim życiu. Nie umiałam poukładać sobie w głowie myśli i początkowo miałam coś w rodzaju amnezji. Nie wiedziałam, jaki jest za dzień? Czy jest rano? Czy muszę wstawać do pracy? Po prostu nie ogarniałam rzeczywistości. Miałam wrażenie, że próbuję się obudzić tak jak czasami robiłam to, gdy byłam wyczerpana i musiałam się zdrzemnąć, choć przez pięć minut. Wtedy też nie miałam siły otworzyć oczu, ale zawsze się do tego zmuszałam, bo wiedziałam, że muszę. I tym razem było tak samo. Podniosłam moje stukilogramowe powieki na jedną tysięczną sekundy. Po chwili uniosłam je na jedną setną sekundy, później na jedną dziesiątą. Aż w końcu otworzyłam oczy i zobaczyłam gdzie jestem. Na początku w ogóle nie rozpoznałam tego miejsca. Jedyne, co wiedziałam, to, że to nie jest mój dom. I wtedy powoli odwróciłam głowę w lewo i zobaczyłam jego. Gapił się na mnie i trzymał mnie za rękę. I wtedy mi się przypomniało.
-Ciiii, nic nie mów skarbie. Wszystko jest dobrze- powiedział niesamowicie zachrypniętym głosem i wiedziałam już, że płakał. Nawet w tej chwili w jego oczach zebrały się łzy. Chciałam powiedzieć, że ma nie płakać, ale on się odezwał. –Wszystko się udało, po prostu bardzo się denerwowałem, bardzo cię kocham skarbie- wyszeptał i pocałował moją dłoń. Wstał i pociągnął wiszący ponad moją głową kabelek z przyczepionym do niego jakby małym pilotem. –Lekarz powiedział, że gdy się obudzisz mam go wezwać.
Po jakimś czasie lekarz przyszedł do mnie i wyprosił Harry’ego. Powiedział, że operacja przebiegła bez zakłóceń i wszystko przebiegło zgodnie z planem. Kazał mi się odezwać i to mnie przeraziło, bo nagle wystraszyłam się, że nie będę mogła mówić, ale nic takiego nie miało miejsca. Mój głos brzmiał tragicznie, ale mimo wszystko wciąż brzmiał jak mój głos i przede wszystkim brzmiał. Lekarz poinformował mnie, że oczywiście muszę go oszczędzać, ale wszystko wygląda naprawdę dobrze a mój głos brzmi wręcz perfekcyjnie. Zdawałam sobie sprawę z tego, że lekarz mówi to by mnie uspokoić, ale wiedziałam też, że gdyby coś było nie tak powiedziałby mi o tym. Zanim wyszedł przypominał mi, że gdybym czuła duszności mam go natychmiast wezwać, ponieważ krtań po zabiegu jest nieco obrzęknięta, ale obrzęk może się powiększyć. Poza tym uprzedził mnie, że mogę mieć mdłości, ale gdybym poczuła, że mi niedobrze pielęgniarka poda mi coś, co mi pomoże. Gdy wyszedł myślałam, że Harry zaraz do mnie przyjdzie. Nie byłam już taka ospała i kontaktowałam normlanie. Nie mogłam mówić, ale lekarz dał mi notes i długopis i właśnie tak zamierzałam się komunikować. Chciałam też zobaczyć Steve’a i Olivię. Chciałam im napisać na kartce, że bardzo im dziękuję za całe wsparcie. Przez chwilę myślałam, że właśnie te osoby zaraz do mnie przyjdą, bo kiedy drzwi się otworzyły do środka rzeczywiście weszła Olivia a za nią Harry i Steve. Ale za moim ochroniarzem pojawiła się też Nina a za nią Kurt. Za Kurtem wszedł Blaine a za nim Niall! Oczywiście, kiedy ich wszystkich zobaczyłam od razu zachciało mi się płakać i to była moja najboleśniejsza próba płaczu w życiu. Oczy zaczęły mnie piec, ale przede wszystkim tak mnie ścisnęło w gardle, że aż mnie zatkało. Nie wiedziałam, kto im wszystkim powiedział, czy Harry czy Olivia a może Steve. Ale przyszli do mnie i to wywarło na mnie ogromne wrażenie. Chciałam z nimi porozmawiać, ale nie mogłam. Zamiast tego każdy coś do mnie mówił i wiedziałam już wszystko. Że to Steve razem z Harrym do wszystkich zadzwonili. Że Kurt i Blaine odwołali imprezę, bo chcieli być ze mną i od razu dodali, że nie mam się czuć winna. Nina powiedziała, że rozmawiała z moją mamą i zadzwoniła do niej na FaceTime’ie, przez co pokiwałam tylko do mamy i pokazałam jej karteczkę, że czuję się super. Moi goście mogli być tylko chwilę, bo takie było zalecenie lekarza, ale sam fakt, że do mnie przyszli jak tylko dowiedzieli się o tym, że mam zabieg był dla mnie prawdziwym dowodem na to, że mnie kochają. Nawet Nina, która spędziła ze mną prawie trzy miesiące i okazało się, że tak naprawdę nigdy nie przestała być dla mnie ważna. I ja dla niej też.
-Po pierwsze, Harry zadzwonił do mnie wczoraj, bo mega to przeżywał- powiedział Niall i mimo tego, że wszyscy wyszli, Kurt, Blaine, Nina poszli do domu a Harry, Olivia i Steve poszli na kolację, na którą ich wysłałam, wciąż utrzymywał jakiś dystans.
-Co ci jest?- napisałam na kartce, bo ewidentnie coś było nie tak. Znałam Nialla zbyt długo by nie widzieć tego, że coś go trapi.
-Zanim odpowiem muszę przyznać, że to dziwne jak tak do mnie piszesz.
-Dlaczego?- napisałam szybko i nieznacznie się uśmiechnęłam.
-No, bo słychać tylko mnie.
-No i?
-No i to jest dziwne, jakbym był jakiś psychiczny i odpowiadał na jakieś wyimaginowane pytania, które zadaje mi jakaś postać będąca tworem mojej wyobraźni- powiedział i zrobił jakiś mini krok w moją stronę a ja wydałam z siebie jakiś dziwny dźwięk, bo Horan mnie rozśmieszył i chyba to był mój śmiech a ja nie mogłam się śmiać! Moje gardło od razu zabolało okropnie.
-NIE ROZŚMIESZAJ MNIE!- moje pismo było jakieś okropnie koślawe. –Co ci jest?
-Po prostu... Nie powiedziałaś mi, że jesteś chora. Harry wyjaśnił dlaczego i rozumiem. Z drugiej strony nie rozumiem i chyba trochę jestem na ciebie zły, że nie powiedziałaś mi o tym. To znaczy czułem coś w rodzaju złości, bo ona minęła, kiedy tu wszedłem. Bo ostatni raz, kiedy widziałem cię w szpitalu... I teraz, gdy tu wszedłem... Gdy cię tu zobaczyłem przypomniało mi się, co czułem, gdy wtedy czekałem aż się obudzisz. I mimo że wiem, że to zupełnie inna sytuacja bardzo się wystraszyłem - chłopak zamknął na chwile oczy a kiedy je otworzył widziałam jak powstrzymuje łzy. Ostatni raz widział mnie w szpitalu, gdy trafiłam do niego po tym jak chciałam umrzeć.

Odwróciłam głowę w prawo i dojrzałam Nialla. Siedział na kanapie i jeździł palcem po telefonie. Wyglądał okropnie. Włosy miał poczochrane, sińce i opuchlizna pod oczami dodała mu chyba z dziesięć lat. Na dodatek cały czas miał te same ciuchy, co na imprezie. Chciałam wstać i go przytulić. Wiedziałam, że stan, w którym się znajduje jest spowodowany przeze mnie. Nie powinnam tego zrobić. Nie chciałam go skrzywdzić... Myśl o tym strasznie mnie zdenerwowała, przez co aparatura, do której byłam podłączona zaczęła głośniej działać. To spowodowało, że blondyn na mnie spojrzał. Gdy nasze oczy się spotkały miałam wrażenie, że coś zaraz wypali mi dziurę w sercu. Oczy miał całe czerwone a gdy zobaczył, że nie śpię od razu pojawiły się w nich łzy.
-Ali? Boże, Ali- chłopak wstał i od razu do mnie podszedł by mnie przytulić.
-Przepraszam- powiedziałam cicho, mój głos był strasznie zachrypnięty.

Był wtedy ze mną. Właściwie Niall był ze mną zawsze, choć teraz nie spotykaliśmy się codziennie, nie pisaliśmy ze sobą codziennie. Ale to, że nie gadaliśmy ze sobą non stop nie zmieniło faktu, że Niall był moim przyjacielem. Był osobą, która od mojego pierwszego dnia w tym świecie trzymała za mnie kciuki. Był pierwszą osobą, która chciała mnie wtedy poznać. Był pierwszą osobą w moim nowym życiu, którą pokochałam całym sercem. Mimo tego, że czułam jakieś dziwne odrętwienie wyciągnęłam w jego stronę ręce a on w końcu do mnie podszedł i mnie przytulił.
-Przepraszam- wyszeptałam, chociaż jak mi powiedział lekarz szept był jeszcze gorszy dla mojego głosu niż normalne mówienie.
-Nie możesz mówić, więc już nic nie mów. I nie przepraszaj- powiedział i się ode mnie odsunął. Mimo tego, że nie powinnam odczuwać takich emocji nie mogłam się pohamować. Po policzkach zaczęły mi spływać łzy, bo wszystko mi się zaczęło przypominać. To jak się ze mną przywitał, gdy witaliśmy się po raz pierwszy, to jak pierwszy raz jadłam z nim jedzenie z McDonald’s, to jak zabrał mnie na wycieczkę po Londynie. Jak poszliśmy razem na pierwszy mecz. Jak żartował, że jest najważniejszy i jest moim szefem, to jak ratując mnie przed głupimi wypowiedziami Harry’ego wrzucił mnie do basenu. To jak cieszył się, że wygraliśmy mecz siatkówki. Przypominałam sobie dosłownie wszystko. To jak poznałam Chloe, jak mnie skompromitowała a Niall pobiegł za mną by mnie pocieszyć. Pamiętałam nawet to, że gdy wracał wtedy ze mną do hotelu złościł się, że przez nią nie zjadł swojego deseru. Pamiętałam jak bardzo cieszyłam się, że będę mogła zatrzymać się w jego domu w Dublinie i to jak nieprzytomny leżał w stercie butelek po piwie i paczek od chipsów smacznie śpiąc a ja próbowałam go obudzić, bo miał mnie zawieźć do studia. Pamiętałam jak bardzo mnie wkurzył, gdy nie mógł przyjechać po mnie, gdy szalała burza, przez co musiałam spędzić noc z Harrym i to jak bardzo troskliwy był, gdy się rozchorowałam. Kiedy moja psychika coraz bardziej cierpiała to Niall i Lux byli moimi powodami do uśmiechu. Pamiętałam jak po śmierci babci przyjechał po mnie na lotnisko, jak zaprosił mnie do swojego domu, jak zrobił dla mnie tosty. W końcu pamiętałam jak obudziłam się w szpitalu a on tam był. W tych samych ciuchach, co na imprezie, z sińcami pod oczami był tam ze mną. Pamiętałam jak troszczył się o mnie, kiedy wyszłam ze szpitala, pamiętałam jak nie chciał mnie zostawiać samej, dlatego spałam z nim w jego pokoju. Pamiętałam jak jednej nocy wyszedł na imprezę a ja się obudziłam przez szalejącą burzę i ze strachem uciekłam do Harry’ego i to jak rano Niall postawił wszystkich na nogi, bo bał się, że coś sobie zrobiłam. Pamiętałam gitarę, którą od niego dostałam i nasze pierwsze lekcje, pamiętałam jak bardzo zły był, gdy wybaczyłam Harry’emu to, że mnie uderzył. Pamiętałam to, że kiedy dowiedziałam się, że Harry spał z Jess to do Nialla chciałam jechać i to do niego pojechałam. Niall się mną zajął, razem z Zaynem. Niall był ze mną zawsze. Też wtedy, kiedy się odcięłam i nie mogłam się przemóc by do niego pisać. To on pisał. To Niall pojawił się w Nowym Jorku, gdy zaczynałam od nowa, to on mnie podpuścił i sprawił, że zadzwoniłam do Olivii z tekstem, że mogę ponownie spotykać Harry’ego. To Niall był tym, który szczerze nam kibicował żebyśmy do siebie wrócili i to Niall częściowo się do tego przyczynił pomagając Harry’emu. Pamiętałam jak bardzo zła byłam na niego, kiedy nie przyszedł na pokaz i zamiast niego pojawił się Harry. Pamiętałam też jak przyjechał do mnie bez zapowiedzi i wzięłam go za jakiegoś złodzieja, przez co niechcący go znokautowałam. Przyjechał wtedy by móc przyjść na mój koncert. Przyjechał też by zobaczyć jak występując w Les Mis stawiam pierwsze kroki na deskach Broadway’u. Niall był przy mnie zawsze.
-Kocham cię i bardzo za tobą tęsknię- napisałam na kartce, przez co łzy znowu popłynęły mi po policzkach wyznaczonymi już strużkami. To był najboleśniejszy płacz w moim życiu.
-Też cię kocham i też za tobą tęsknię i nie płacz już, okej?- zapytał i starł z moich policzków łzy.

***

Kwiaty. Mój salon wręcz tonął w kwiatach. I czekoladki. I kartki. Od przyjaciół i znajomych. Nawet od Cassie. Nawet od Gigi. Nawet o Louisa. Nawet od Jesse’ego. Czytając te wszystkie życzenia szybkiego powrotu do zdrowia czułam, że zdrowieję z każdym przeczytanym słowem. Do momentu, kiedy natrafiłam na kartkę od Chloe. Nie mogłam mówić, więc tym bardziej nie mogłam krzyczeć, ale miałam ochotę wydrzeć się na Harry’ego za to, że przyniósł mi tę kartkę w ogóle do domu. Byłam na niego wściekła i to było okropne, bo nie mogłam się z nim kłócić. Właściwie nawet nie miałam na to czasu. Teoretycznie pierwszego dnia po powrocie ze szpitala miałam spokój. Nina musiała wracać do Polski, bo kończyła jej się wiza, ale mimo tego, że pożegnałyśmy się i było mi przykro, że musi wracać nie zostałam sama. Był ze mną Harry, na którego byłam zła i któremu wybaczyłam tę akcję z kartką, gdy dał mi swoją puchowa bluzę, w którą się ubrałam i szantażem wymusiłam na nim by mi ją po prostu oddał na stałe. Siedziałam z nim, w tej wielkiej bluzie, zwykłych leginsach, bez makijażu, z sianem na głowie i odpoczywałam. Ale już drugiego dnia zaczęli się do mnie schodzić goście. Oczywiście cieszyłam się, że przychodzą, ale jednocześnie te wizyty nieco mnie męczyły. Przede wszystkim, dlatego, że nie mogłam mówić a pisanie na kartce nie było wstanie zastąpić normalnej rozmowy. I to mnie męczyło najbardziej. Nie rozmawianie z gośćmi. Nie mogłam porozmawiać z Zaynem, który przyjechał do mnie z wielkim bukietem różowych róż, tak samo jak nie mogłam porozmawiać z Liamem, który także mnie odwiedził i to było nasze pierwsze spotkanie, od kiedy ostatni raz z nim rozmawiałam. Miałam zalecenie by nie odzywać się, co najmniej tydzień i przez tydzień odwiedzili mnie chyba wszyscy. Przyjechał Paul oraz Ian z Nikki. Przyszedł Brody. Przyszli moi znajomi z lekcji tańca, oraz ci z Brodway’u. Przez cały ten tydzień dostawałam też słowa wsparcia od moich fanów. Miliony tweedów od osób, które mnie kochały, ale też takich, które nawet nie były moimi fanami. Poza tym wspierały mnie też gwiazdy muzyki, bo dzień po zabiegu Olivia opublikowała oświadczenie o tym, że przeszłam zabieg. Część z tych życzeń sprawiała, że miałam ochotę piszczeć ze szczęścia, bo kiedy Barbra Streisand, Andrew Lloyd Webber albo Ramin Karimloo wysyła ci liścik właściwie zaczynasz się cieszyć, że musiałaś mieć ten zabieg... W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy to nie jest jakaś przesada? Poczułam się tak jakby wszyscy za bardzo się przejęli, bo przecież nie byłam umierająca...
Poza tym, że nie mogłam rozmawiać z moimi gośćmi był jeszcze jeden minus ich wizyt. Musiałam dobrze wyglądać. Musiałam ubierać jeansy i koszule albo sukienki, musiałam się czesać i malować, musiałam wysyłać Steve’a po jedzenie i musiałam być gospodynią, mimo że momentami nie miałam na to siły. Momentami dopadały mnie duszności albo oblewał mnie zimny pot. Lekarz uprzedził mnie, że właśnie takie mogą być skutki uboczne narkozy i mimo tego, że nagle zaczynałam się źle czuć nie chciałam stawiać gości w niezręcznej sytuacji i udawałam, że czuję się świetnie. Przy Harrym nie musiałam się stroić i nie stresowałam się, że siedzi obok mnie a ja nie mogę się odezwać. Przy nim czułam się swobodnie i komfortowo i gdy tylko robiło mi się duszno kładłam się na kanapę i miałam wszystko gdzieś.
Harry spędził ze mną właściwie cały okres rekonwalescencji. Co prawda musiał nagrywać, ale chyba nie miał na to ochoty. Był jakiś zniechęcony przez to, co zrobiła mu wytwórnia a chłopaki nie naciskali na niego. Niall pomógł mu nagrać część solówek w mojej sypialni, kilka dni spędził też w studio, ale nie sprawiało mu to ogromnej radości. Nie mówił mi o tym, ale wiedziałam, że stresowało go to, że i tym razem może otrzymać telefon, że komuś tam się to nie spodobało i znowu będzie musiał nagrywać. Oboje mieliśmy jakiś gorszy okres, ale co było zupełnie paradoksalne ten gorszy okres sprawił, że Harry praktycznie za mną zamieszkał i właściwie ten gorszy okres był cudowny. Spędzaliśmy razem bardzo dużo czasu a ja nie przejmowałam się nawet tym, że Harry wciąż nie wie o D. Miałam idealną wymówkę – nie mogłam przecież mówić. Nawet, gdy po tygodniu zaczęłam to robić podczas ćwiczeń z foniatrą wciąż się usprawiedliwiałam i co było okropne – nie odczuwałam nawet jakiś wielkich wyrzutów sumienia. Steve też o tym nie mówił. Jakbyśmy zupełnie zapomnieli o naszej rozmowie. A mi to odpowiadało w stu procentach. I tak mijały mi kolejne dni i nawet jak już mogłam mówić normalnie a od zabiegu minęły trzy tygodnie ja nadal udawałam, że D. nie ma i nie ma żadnego problemu.
-Ten film jest jakiś dziwny- powiedziałam i spojrzałam na zegarek. Mimo że leżałam z nim w łóżku i nie miałam na to ochoty musiałam wstać i wziąć lekarstwo.
-Myślałem, że będzie lepszy- Harry zatrzymał film i dał mi buziaka w usta.
-Muszę wziąć tabletkę- wstałam a raczej zwlekłam się w końcu z łóżka i poszłam do kuchni. Połknęłam pastylkę a gdy wróciłam do sypialni zdjęłam sweter i położyłam go na fotelu. Spojrzałam przez okno i musiałam przyznać, że pogoda tego wieczora była okropna.
-Nie oglądamy już tego... No tego... tego filmu, nie?- zapytał jednak w środku zdania zająknął się i zawiesił, dlatego odwróciłam się na niego by zobaczyć, co go rozproszyło. A gdy na niego spojrzałam wiedziałam już, że to byłam ja.
-Tęsknisz za mną, prawda?- przez moją chorą krtań nie kochaliśmy się prawie miesiąc. I przez ten miesiąc raczej nie wyglądałam i nie zachowywałam się zbyt seksownie. Tego wieczora także nie zrobiłam nic nadzwyczajnego. Ale gdy Harry tak na mnie patrzył zrozumiałam, że pierwszy raz od zabiegu ubrałam na siebie same obcisłe ciuchy. Obcisły top, pod którym nie miałam stanika, obcisłe legginsy, które podkreślały mój tyłek. I mimo tego, że to nie był seksowny strój patrząc na to, co nosiłam ostatnio codziennie wyglądałam wręcz wyzywająco. I właściwie bardzo chciałam żeby Harry rzucił się na mnie.
-Bardzo tęsknię- powiedział a ja podeszłam do niego i postanowiłam go pocałować.
-Wiem, że ostatnio nie byłam seksowna- powiedziałam i chwyciłam krawędź jego koszulki.
-Żartujesz? Nosisz te swoje legginsy i te szorty, śpisz czasami w samych majtkach. Jesteś mega seksowna- wymruczał mi do ucha. –Ale nie chcę zrobić niczego, przez co mogłabyś się źle poczuć.
-Źle się poczuję jak nic nie zrobisz. Poza tym w przyszłym tygodniu idę na siłownię, od kilku dni ćwiczę głos intensywnie. Seks mi z pewnością nie zaszkodzi- jeśli nie będę krzyczeć.
-Czyli, że możemy skończyć z tym... odwykiem?- zapytał a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu. Harry był na odwyku.
-Zdecydowanie możemy, ale nie biorę tabletek, bo lekarz kazał mi je odstawić do momentu, kiedy przestanę brać te na gardło- Harry zaczął mnie całować po szyi, więc wypowiedzenie tego zdania zajęło mi znacznie dłuższą chwilę niż powinno.
-Mam gumki- jak romantycznie, pomyślałam i niekontrolowanie znowu się zaśmiałam.  Mówiąc, że ma gumki myślałam, że ma je gdzieś indziej niż w kieszeni spodni. Spojrzałam na niego nieco dziwnie i tym razem to on się zaśmiał. –Chodzę z nimi w kieszeni już z tydzień.
Nie sądziłam, że Harry jest tak mnie spragniony dopóki nie zaczęliśmy się kochać. Miałam wrażenie, że jego usta i dłonie są na każdym skrawku mojego ciała i nie wydawanie z siebie wysokich dźwięków okazało się dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Jego pocałunki były pełne pasji, jego ruchy były takie perfekcyjne, że pewnie gdybym mogła się w tej chwili skupić na tyle by myśleć o czymkolwiek poza tym, co Harry ze mną robi stwierdziłabym, że koniec końców nasza przerwa w kochaniu nie była taka zła skoro teraz kochaliśmy się tak namiętnie. Gdy Harry położył się obok mnie nie miałam siły by się ruszyć. Leżałam tak czując jak każdy mój mięsień się odpręża. Harry chyba też się tak czuł. Jego ręka oplatała mój brzuch a palce delikatnie głodziły moją skórę. Po chwili chłopak usiadł na łóżku. Wiedziałam, że musi zdjąć zabezpieczenie. Ale on tak siedział i siedział nic nie mówiąc a ja początkowo w ogóle tego nie zauważyłam. Gapiłam się w sufit i czułam się cudownie i dopiero po jakimś czasie na niego spojrzałam. A on po prostu siedział na krawędzi łóżka i nic więcej nie robił. Harry zawsze po tym, gdy się kochaliśmy był bardzo czuły. Przytulał mnie, całował. Leżał ze mną i czasami nagle wyjeżdżał z jakimś dziwnym tematem do rozmowy, przez co zamiast się ogarniać leżeliśmy nadzy w łóżku przez godzinę i rozmawialiśmy o dziwnych rzeczach. Tym razem Harry po prostu siedział i milczał. Był odwrócony do mnie plecami i obserwowałam go dobrych kilka minut aż w końcu nie wytrzymałam.
-Coś się stało?- zapytałam.
-Skarbie...- wyszeptał i w końcu na mnie spojrzał. Był nieco wystraszony i zdenerwowany. -Tylko się nie denerwuj dobrze?- zapytał a ja usiadłam i przysunęłam się do niego.
-Harry, co się stało?- nie miałam pojęcia, o co mu chodzi.
-Skarbie...
-O co chodzi?
-Gumka. Gumka nam pękła- powiedział a mój wzrok od razu powędrował na zabezpieczenie. I nie wierzyłam w to, co widzę. Myślałam, że mam jakieś omamy. Ale ja nie miałam omamów tylko pustkę w głowie. Dosłownie zaniemówiłam. Co my teraz zrobimy?!



Hej!
Rozdział 26 za nami!
Jeśli ktoś jest ciekawy jak wyglądały zaręczyny Kurta i Blaine'a to tutaj macie filmik XD
Fragment pisany kursywą pochodzi z pierwszej częsci opowiadania.
Przepraszam za wszystkie błędy!

PS I love youuu all <3

piątek, 21 października 2016

Rozdział 25





-Popatrz. Wiem, że powinnam ci to pokazać wcześniej, ale myślałam, w sumie nie wiem, co sobie myślałam- w końcu się odważyłam. Oczywiście nie pokazywałam maila Harry’emu. Ale postanowiłam powiedzieć Steve’owi.
-Widziałem już to- odpowiedział a mnie jego odpowiedź wcale nie zdziwiła. Podejrzewałam, że wiedział.
-Skąd?- zapytałam by upewnić się, że moje podejrzenia są prawdziwe.
-Olivia i ja sprawdzamy takie rzeczy- odpowiedział i okazało się, że moje przypuszczenia to prawda. Wiedziałam, że Olivia czasami wrzuca coś na moje konta na portalach społecznościowych. Właściwie przez jakieś dwa lata to ona je prowadziła, ale od momentu ponownego pojawienia się Harry’ego przestałam unikać Internetu i sama zaczęłam prowadzić moje konta. Olivia tylko czasami wrzucała coś od siebie. Głównie były to posty czy zdjęcia dotyczące ogólnie mówiąc reklamy. Steve raczej sprawdzał wszystko pod kontem bezpieczeństwa. Dbał o to żebym zmieniała regularnie numer telefonu, zmieniał mi hasła a nawet zaklejał kamerkę w laptopie czy głośnik. Nie musiał tego robić, ale sam się zaoferował i sam wyznaczył sobie to zadanie. Na pocztę raczej nie zaglądał, przynajmniej tak myślałam.
-Dlaczego?
-Ali ona dba o twój wizerunek a ja o bezpieczeństwo. Muszę kontrolować twoją pocztę, nie tylko tą elektroniczną.
-Olivia nie wie o D., prawda?- co jeśli wie i nic mi nie mówi?
-Nie wie, bo raczej nie czyta twoich maili- odetchnęłam z ulgą słysząc odpowiedź przyjaciela. Nie do końca rozumiałam, dlaczego tak bardzo boję się, że ktoś się dowie. To chyba działo się podświadomie i nie kontrolowałam tego.
-A mój telefon? Czytasz moje SMS-y?- nieco mnie to krępowało. Sama myśl o tym, że mógłby, chociaż przez przypadek przeczytać niektóre SMS-y od Harry’ego była krępująca.
-A mam? Podałaś komuś nieodpowiedniemu swój numer?- zapytał i zmarszczył czoło.
-Nie. Oczywiście, że nie, ale skoro tak mnie nadzorujesz...
-Ali wiesz dobrze, że robię to żebyś była bezpieczna i dzięki temu, że ja się tym zajmuję z Olivią nie robi tego obcy facet wynajęty przez agencję- Steve chyba chciał mi to wszystko wyjaśnić, ale ja doskonale rozumiałam i znałam wszystkie zasady. Po prostu być świadomym to inna sprawa niż gadać o tym tak otwarcie.
-Wiem. Oczywiście, że wiem i nie mam nic przeciwko. Okej nie gadajmy o tym tylko o D. Podejrzewałam, że wiesz, bo ostatnio byłeś jakiś taki nadgorliwy.
-Widziałem te maile...- przyjaciel zaczął mi tłumaczyć, że mam się nie martwić. Mówił, że nie informuje mnie o pewnych sprawach, bo nie chce mnie niepokoić, ale wiadomości od D. nie są jedyne. Kiedy powiedział, że czasami dostaje naprawdę obraźliwe, chociażby listy, nie pokazuje mi ich by mnie nie denerwować. Nie miałam pojęcia, co wyczytał z mojej twarzy, ale chwycił moją rękę i nagle zaczął do mnie mówić tak jakby starał się wytłumaczyć coś dziecku. Stwierdził chyba, że mnie to wszystko wystraszyło, ale to nie była prawda. Ja doskonale zdawałam sobie z tego wszystkiego sprawę. Naprawdę. Nie zamierzałam zacząć panikować, bo Steve przez przypadek powiedział, że dostaję obraźliwe wiadomości w tym część od sfrustrowanych fanek Harry’ego. Ochroniarz tak się nakręcił, że chyba pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Oczywiście był spokojny, jak zwykle, ale mówił znaczne więcej niż zazwyczaj i właśnie ten potok słów wylewający się z jego ust mnie zaskoczył. Steve, co prawda był dość gadatliwym facetem, ale teraz naprawdę się nakręcił.
-Wiem. Wiem, że nie cały świat mnie kocha.
-Wiele gwiazd, właściwie wszystkie mają do czynienia z...- ta rozmowa przybrała nieco inny tor niż chciałam, dlatego musiałam ją naprostować.
-Wiem. Steve wiem to wszystko. Nie żyję w bańce szczęścia i naiwności. Wystarczy zalogować się na jakimkolwiek portalu społecznościowym żeby to widzieć i rozumieć. Ale tu nie chodzi o to, że pisze do mnie jakaś fanka Harry’ego, która mnie nienawidzi, bo go kocha i żyje jakąś iluzją, ze Harry z nią będzie. Chodzi o to, że pisze do mnie D.
-Pisze też SMS-y?
-Tak, ale...- Steve mi przerwał a ja westchnęłam tylko poirytowana.
-Czasami to się zdarza, kiedy pracowałem z chłopakami ludzie zdobywali ich numery...
-Wiem. Ale nie chodzi o to, że dostaję SMS-y. Chodzi o to, że dostaję je od D. Ta osoba nie pisze do mnie po raz pierwszy. Pisała do mnie od samego początku- udało mi się w końcu powiedzieć.
-Od samego początku, czyli?
-Czyli od samego początku, od kiedy byłam supportem.
-I pisze przez cały czas od tylu lat?- Steve wyglądał tak jakby mi nie wierzył.
-Nie. Przestała, kiedy rozstałam się z Harrym.
-Okej. Teraz powiedz mi wszystko od początku, ze szczegółami- w końcu, pomyślałam. W końcu dopuściłeś mnie do głosu.
-Jak już powiedziałam zaczęło się jak ich supportowałam. Dokładnie pierwszego maila dostałam w... Dublinie.
-Dublinie? To znaczy wtedy? W Dublinie?- Steve domyślił się od razu, o co chodzi i przez moment wyglądał jakby żałował, że kazał mi to wspominać.
-Tak. Wtedy.
-Poczekaj. Czyli wtedy nie byłaś z Harrym.
-Nie. Nie byłam z nim wtedy. Ale właśnie wtedy przyszła pierwsza wiadomość i doskonale pamiętam jej treść. Myślałam, że jakaś jego fanka zdobyła mój adres e-mail. Pamiętam, co ta osoba napisała. To było po tym jak spędziłam noc z Harry w hotelu. Pamiętasz? W Dublinie szalała burza, pękła nam opona, Niall nie miał jak po nas przyjechać i zatrzymaliśmy się w hotelu. Później okazało się, że ktoś nam zrobił zdjęcia i napisano, że dostałam...- nie sądziłam, że powrót do tego będzie taki trudny. Głos mi się załamał a Steve mnie przytulił. Kochałam Steve’a jakby był moim starszym bratem. Wiedziałam, że mężczyzna mnie kocha jak siostrę i przez większość czasu zapominałam, że tak naprawdę go zatrudniam. Steve był jak najbliższa rodzina i chyba zwierzałam mu się właśnie, dlatego a nie, dlatego, że zajmował się ochroną. –Napisali, że dostałam pracę dzięki romansowi z Harrym. Że dostałam pracę przez łóżko... Nieważne. Wtedy przyszedł pierwszy mail. Ta osoba napisała, że jedna noc z Harrym nic nie zmieni. Że Harry mnie nie pokocha. Że nic się nie zmieni, bo Harry nie mógłby być z kimś takim jak ja. Że jestem suką. Myślałam, że to jego fanka. Teraz wiem, że to nie fanka. Nawet wtedy mogłam się od razu domyślić. Bo przecież wszędzie pisali o tym, że mam z nim romans a ta osoba uważała, że spędziłam z nim jedną noc. Tak jakby coś wiedziała... Później dostawałam kolejne wiadomości coraz częściej. Wszystkie dotyczyły Harry’ego. Wszystkie były o podobnej treści. Że jestem beznadziejna i mam zniknąć z tego świata. Byłam tak podatna na te słowa, że postanowiłam wziąć rady D. do serca i zniknąć... Kiedy jakoś dogadałam się z Harrym i zostaliśmy parą wiadomości się zmieniły. Nadal przychodziły, ale ich treść była już inna. Harry cię zniszczy. Harry to demon. Harry sprawi, że będziesz chciała umrzeć. Ten ktoś pisał wszystko w taki sposób jakby wiedział o tym, co Harry zrobił. I chyba wiedział, bo kiedy już się wszystko posypało i prawda wyszła na jaw D. napisało, że powinnam mu podziękować za to, że znam prawdę. Harry wtedy dostał wiadomość od nieznanej osoby, która się nie podpisała, ale zagroziła mu, że się o wszystkim dowiem. On myślał, że może ty chcesz... Albo Louis. Że ktoś chce mi powiedzieć o tym, co zrobił. Jestem pewna, że D. wiedziało. D. znało prawdę i dzięki D. się dowiedziałam. Nie sądzę, że wiedziało o wszystkich akcjach Harry’ego, ale o Dublinie wiedziało na pewno. A później się rozstałam z Harrym i nie było SMS-ów i e-maili od D., teraz jestem z Harrym i wiadomości znowu przychodzą. D. napisało, że jest jego cieniem i to wygląda tak jakby rzeczywiście tak było.
-Kto o tym wie? Powiedziałaś komuś poza mną?
-Wtedy powiedziałam Niallowi. Teraz mówię tobie. Chcę żeby D. zniknęło i chcę cię prosić o pomoc, ale...
-Ale?
-Ale jeszcze nie teraz. To znaczy to nie tak, że chcę wciąż otrzymywać te wszystkie psychiczne wiadomości. Nie. Ja po prostu mówię ci to teraz, bo musiałam się komuś wyżalić. Komuś, komu ufam bardziej niż sobie samej. Komuś, kto nie będzie panikował, robił afery i nie będzie mnie obwiniał o zatajanie czegoś takiego. Nikt więcej nie wie i chcę żeby tak zostało. Przede wszystkim nie chcę żeby Harry wiedział. Powiem mu o wszystkim sama. Chcę żeby dowiedział się ode mnie a nie od kogoś innego. Ukrywałam to przed nim tak długo i nie wiem, jakim cudem mi się to udało utrzymać przed nim w tajemnicy. Po ostatniej wiadomości stwierdziłam jednak, że koniec z ukrywaniem D., ten ktoś zaznaczył w kilku wiadomościach, że nie mam nikomu mówić o tym, że do mnie pisze, że mam nie mówić Harry’emu, ale postanowiłam przestać słuchać tego psychola. Dlatego mu powiem nawet, jeśli wiem, że prawdopodobnie obrazi się na mnie i przestanie się do mnie odzywać.
-Kiedy się z nim spotkasz?
-Przyjedzie do mnie w przyszłym tygodniu, bo chce iść ze mną do tego laryngologa. Mówiłam mu, że nie musi specjalnie przylatywać z LA, ale wiesz, jaki on jest. Uparł się, że przyleci i nie chciało mi się z nim o to kłócić- tak naprawdę byłam Harry’emu niesamowicie wdzięczna, że pójdzie tam ze mną. Od jakiegoś czasu miałam problemy z gardłem. Podejrzewałam, że jest to wynik zbyt intensywnej pracy. Od wielu miesięcy śpiewałam praktycznie codziennie. Najpierw były próby do trasy, później trasa, po jej zakończeniu od razu zaczęłam nagrywać płytę, później dostałam rolę w Les Mis i codzienne próby tylko nasiliły dziwny dyskomfort, który odczuwałam, do tego pojawiła się u mnie chrypka i suchość w gardle. Wciąż śpiewałam czysto, ale nagle zaczęło sprawiać mi to coraz więcej wysiłku. Dlatego postanowiłam iść do lekarza. Podejrzewałam, że to zwykłe przemęczenie, ale gardło to moje narzędzie pracy i musiałam o nie dbać. Musiałam być „przewrażliwiona” na tym punkcie, bo gdyby z moim gardłem coś się stało, gdyby z moim głosem coś się stało... To byłby koniec. Straciłabym tę najbardziej wyjątkową i cenną część mnie. Na samą myśl o tym, że nie mogłabym już śpiewać poczułam jak po plecach przebiega mi nieprzyjemny dreszcz a w brzuchu wszystko mnie skręca. Nie było, bowiem niczego, w czym byłabym tak dobra jak śpiew.
-Rozumiem. Nie martw się, na pewno ta chrypka to objaw przepracowania.
-Nie martwię się- mój głos zadrżał zdradzając, że kłamię.
- Wszyscy i wszystko musi czasami odpoczywać, nawet twoje struny głosowe- powiedział a ja się zaśmiałam.
-Wiem... Nie ważne. Wróćmy do sedna. Nie mów Harry’emu sama mu powiem. Nikomu nie mów. Okej?- zapytałam a on przez moment coś analizował i później chyba przytaknął. Nie byłam pewna, bo miał dziwną minę. –Wiesz wcześniej miałam różny stosunek do tych wiadomości, ale kiedy D. znowu napisało chyba nie przejęłam się tak jak powinnam. Do tego ostatniego SMS-a. Nie wiem, dlaczego nie spłynął po mnie tak jak reszta wiadomości. Chyba, dlatego że wydaje mi się, że pierwszy raz ten ktoś mi naprawdę grozi. Nie, że Harry okaże się być inny niż myślę i mnie skrzywdzi tylko...  Sam zobacz- pokazałam przyjacielowi ostatnią wiadomość, jaką przysłał mi psychol i Steve przyglądał jej się naprawdę długo.
-„Już niedługo wszystko się zmieni. Już niedługo nie będziesz musiała grać. Niedługo staniesz się nią. Niedługo zostaniesz Éponine. Ukochana postać się urzeczywistni. Przysięgam. Obiecuję. Już niedługo suko! Całuski D.” Już niedługo wszystko się zmieni... Już niedługo. Niedługo staniesz sią nią... Zawsze wszystkie wiadomości dotyczą Harry’ego. A tutaj nie mówi o nim bezpośrednio, ale wiadomość dotyczy jego... Ali znam historię Éponine, ale D. może nie chodzić wcale o to jak się skończyła ta historia. Éponine była nieszczęśliwie zakochana a jej ukochany pokochał inną, wybrał inną.
- Ten cytat z piosenki na pewno D. wybrało nie przez przypadek. „Kocham go, ale każdego dnia uczę się, całe moje życie tylko udawałam, beze mnie jego świat wciąż będzie się kręcił ten świat, który pełen jest radości, ten, którego nigdy nie znałam”. Nie wiem jak mam to interpretować. Beze mnie jego świat wciąż będzie się kręcił. Gdy pomyślę o tym uważam, że może być to groźba, że gdy zniknę Harry będzie miał to gdzieś... Ale jak czytam dalej... Świat, który pełen jest radości, ten, którego nigdy nie znałam... Mam wrażenie, że to dotyczy tego kogoś. Że to fragment o D. Boże! Nie wiem! Nie wiem, co mam o tym myśleć. Całe moje życie tylko udawałam? Ta osoba uważa, że to ja udaję, że Harry mnie kocha czy to ta osoba go kocha i wyobraża sobie, że Harry ją kocha? Steve ja analizowałam to tyle razy i na tyle sposobów, że zaczęłam się już w tym plątać.
-Myślę, że żebym mógł ci pomóc muszę pogadać o tym z kilkoma osobami. Powinniśmy pokazać to komuś, kto zna się na tym, na tego typu przemocy. Bo to jest nękanie a nękanie jest przemocą.
-Nie! Steve nikomu nie mów, dopóki nie powiem Harry’emu i rodzicom nic nie mów. Muszą dowiedzieć się ode mnie. Jeśli komuś powiesz zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś nieodpowiedni też się dowie i nagle wycieknie to do mediów a moi bliscy nie mogą dowiedzieć się o tym, że mam tego typu problem z Internetu.
-Oczekujesz, że ci pomogę, ale jednocześnie związujesz mi ręce- mężczyzna westchnął a ja spojrzałam na niego przepraszająco.
-Po prostu chcę żebyś wiedział- powiedziałam i nagle zrozumiałam, że brzmię jak idiotka. Pomóż mi, ale mi nie pomagaj. Mniej więcej tak można to było streścić jednym zdaniem.
-Jesteś czasami trudna do zrozumienia i nie wiem, dlaczego cię słucham.
-Gdy powiem rodzicom i Harry’emu będziesz miał wolną rękę. Pójdziemy z tym gdzie tylko będziesz chciał, mogę iść to zgłosić nawet na policję i powiedzieć, że jestem nękana przez D. chociaż musisz wiedzieć, że policja to ostateczność. Nie chcę i nie mogę wywoływać skandali, sam wiesz to najlepiej. Kiedy mama, tata i Harry się dowiedzą zrobimy to po twojemu zgoda?
-Okej, ale masz to załatwić najszybciej jak się da.
***
-Nie bój się, na pewno wszystko będzie dobrze- Harry pocałował mnie w policzek, ale ani jego słowa ani buziaki nie sprawiły, że przestałam się bać. A bałam się dwóch rzeczy. Tego, że okaże się, że z moim gardłem jest coś nie tak i tego jak Harry zareaguje, kiedy powiem mu o D.
-Mam nadzieję- tak naprawdę sama nie wiedziałam, co bardziej mnie stresuje czy wizyta u lekarza czy to, że Harry w końcu dowie się o tym, że przez tyle czasu miałam przed nim tajemnicę.
-Kiedy wrócimy do domu zrobię ci kolację, kąpiel z bąbelkami i możemy cały wieczór leżeć w łóżku i oglądać, co tylko chcesz- starałam się nie słuchać tego, co mówił, bo doskonale wiedziałam, że ten wieczór nie będzie tak wyglądał.
-Dzięki- powiedziałam tylko i uśmiechnęłam się do niego sztucznie. Dzięki Bogu światło zmieniło się z czerwonego na zielone i Harry przestał patrzeć na mnie i zaczął na drogę. Gdy podjechaliśmy pod klinikę zaczęłam się denerwować jeszcze bardziej. Nie lubiłam chodzić do lekarzy jak chyba każdy. Harry trzymał mnie za rękę, kiedy czekaliśmy w poczekalni. Byłam umówiona na konkretną godzinę, ale tak obawiałam się tego, że będą korki, że byłam dwadzieścia minut za wcześnie. Gdy w końcu nadeszła moja kolej lekarz zaprosił mnie do gabinetu. Puściłam dłoń Harry’ego i poprosiłam go żeby poczekał na zewnątrz. W środku lekarz zaczął od przeprowadzenia ze mną wywiadu. Pytał, co mi dokładnie dolega, kazał opisać wszystkie objawy, czy mam katar, czy mam chrypkę, czy występują u mnie duszności, pytał czy palę, czy piję alkohol, czy biorę jakieś leki a jeśli tak to, jakie, stwierdził, że wie, czym się zajmuje, ale mimo tego zapytał o szczegóły mojej pracy. Później oglądał moje gardło i uszy, dotykał moją szyję by sprawdzić czy mam powiększone węzły chłonne. Następnie specjalnym wziernikiem nosowym zbadał mój nos. Na koniec pozostawił badanie laryngoskopowe krtani. Miałam wrażenie, że obejrzał moją krtań z każdej strony. Kiedy zakończył badanie kazał mi usiąść i zaproponował, że jeśli chcę do środka może już wejść mój partner, dlatego kiwnęłam tylko głową na znak, że chcę i ku mojemu zaskoczeniu lekarz sam wyszedł na moment z gabinetu by wrócić z Harrym.
-Niech się pani nie martwi- powiedział widząc moją minę. Lekarz uśmiechał się do mnie przyjaźnie, ale wiedziałam, że coś jest nie tak. Gdyby było wszystko w porządku nie poszedłby po wsparcie dla mnie. Harry siedział obok i trzymał mnie za rękę. –Zaprosiłem do środka pani partnera, bo widzę, że bardzo się pani stresuje. Po wykonaniu badań nie stwierdziłem zmian w błonie śluzowej nosa, nie zaobserwowałem też powiększonych węzłów chłonnych. Po przeprowadzeniu badania laryngoskopowego krtani zaobserwowałem wystąpienie symetrycznie położonych guzków krtani zwanych guzkami śpiewaczymi.
-Guzki?- Harry przerwał lekarzowi, co było nieco niegrzeczne, ale słowo „guzki” było dla niego chyba tak samo straszne, jak dla mnie.
- Pojawiają się dość często u osób pracujących głosem, to częsta przypadłość śpiewaków stąd ich nazwa, powstają też u nauczycieli i często krzyczących dzieci w wyniku nadwyrężenia strun głosowych. Ich przyczyną jest między innymi emisja zbyt wysokich dźwięków, dlatego występują najczęściej u kobiet. Nie są groźne jednak należy je usunąć. Jak pani już zauważyła prowadza do zaburzeń głosu, od niewielkiej chrypki a w skrajnych przypadkach nawet do całkowitej utraty głosu- całkowitej utraty głosu?! Poziom odczuwanego przeze mnie stresu zaczął rosnąć w zastraszającym tempie.
-W jaki sposób się je usuwa? Tabletkami?- Harry przestał trzymać moją dłoń i po prostu objął mnie ramieniem.
-W przypadku guzków miękkich na ogół zaleca się po prostu oszczędzanie głosu. Ponadto często stosuje się też jonoforezę i specjalne ćwiczenia z emisji głosu. Jednak taki rodzaj terapii można stosować w przypadku guzków miękkich. U pani zaobserwowałem guzki twarde i w tym przypadku jedyną skuteczną metodą jest ich chirurgiczne usunięcie - nie mogłam uwierzyć w to, co mówił lekarz. Operacja?! Miałam mieć operację krtani?! Fałdów głosowych?! Czegoś, co było dla mnie tak ważne?! Mój głos to największy dar i siła, jaką miałam. Nie mogłam tego stracić.
-Chirurgiczne?- zapytałam brzmiąc naprawdę dziwnie. –Nagrywam teraz płytę i nie mogę.
-Rozumiem. Ale chrypka może być coraz większa, barwa głosu także może ulec zmianie. Im dłużej będzie pani zwlekać tym większy będzie problem. Nie usunięcie tego typu guzów może w przyszłości prowadzić do ich zezłośliwienia- zezłośliwienia, czyli raka. Moja zwykła wizyta u lekarza zmieniła się w jakiś horror.
-Ali zdrowie jest najważniejsze. Płytę nagrasz później- Harry patrzył na mnie zmartwiony, ale jednocześnie czułam, że chce w tym momencie dać mi jak największe wsparcie.
-Do usuwania tego typu zmian używa się specjalnego lasera, co sprawia, że zabieg jest bezpieczny i o małym stopniu inwazyjności.
-A jakie jest ryzyko, że głos ulegnie zmianie?
-Albo, że mi się zepsuje?- nie do końca ogarniałam, co teraz mówię. Nic nie ogarniałam, bo przyszłam do lekarza z jakąś głupią chrypką i okazało się, że mam mieć operację. Może nieco się nakręcałam, bo w końcu to nie była jakaś straszna choroba a częsta dolegliwość wielu wokalistów, ale ja żyłam śpiewaniem. Ja żyłam muzyką i bez tego nie potrafiłabym być sobą.
-Oczywiście zawsze istnieje ryzyko, ale jest ono minimalne. Wiem, że głos w pani zawodzie jest narzędziem pracy, dlatego rozumiem pani obawy, ale proszę mi uwierzyć, że jest to zabieg wykonywany bardzo często. Nie ma powodów do obaw. Głos nie ulegnie zmianie tym bardziej, że pani nie pali. W przypadku wystąpienia takich zmian chory musi rzucić palenie, jak wiadomo samo palenie często powoduje zmianę barwy głosu, dlatego kiedy pacjent rzuca nałóg barwa nieznacznie ulega zmianie, ale nie jest to wynik wykonania samego zabiegu.
-Rozumiem.
-Proszę się nie martwić. Naprawdę zabieg ten jest prosty, szybki i już po około dwóch tygodniach będzie pani mogła zacząć ćwiczyć. Oczywiście pod nadzorem foniatry, ale sam powrót do pełnej sprawności jest bardzo szybki. Dam pani jeszcze skierowanie na dwa badania. Pierwsze to badanie krwi, zrobimy podstawową morfologię oraz oznaczymy poziom kreatyniny. Drugie badanie to tomograf komputerowy. Zlecę zrobienie badania z kontrastem wtedy będę widział czy nie ma więcej mniejszych zmian, które mógłbym przeoczyć ze względu na niewielkie rozmiary. Podczas zabiegu chcę usunąć pani wszystkie zmiany by w przyszłości nie było nawrotu. Do badania techniką CT ważny jest poziom kreatyniny, dlatego zleciłem wykonanie jej oznaczenia. Oba badania zrobi pani jutro. Myślę, że opis i nagrania z CT otrzymam także jutro, dlatego to jutro ustalimy więcej szczegółów- lekarz jeszcze chwilę rozmawiał z Harrym. Ja się prawie nie odzywałam, bo dotarło do mnie, że mam przecież masę rzeczy do zrobienia i nie mogę chorować. Gdy tylko wyszłam z gabinetu od razu zadzwoniłam do Olivii. Wiedziała o mojej wizycie i miała przylecieć do mnie nazajutrz. Liv od razu powiedziała, że mam się nie martwić, że zaraz wszystko załatwi. Powiedziała, że rano przyjedzie do mnie i pojedzie ze mną zrobić resztę badań. Powtarzała, że wszystko będzie dobrze, że nie mam się martwić.
Gdy znalazłam się w domu Harry od razu zaczął przygotowywać dla mnie kolację. Ja zadzwoniłam do mamy. Oczywiście się zdenerwowała, przez co przez kilkanaście minut musiał jej powtarzać, że ma się nie martwić, bo wszystko będzie dobrze. Później napisałam do Steve’a, któremu dałam dzień wolny, do Zuzy i do Niny, która zostawała u Kurta. Nie rozpisałam się. Napisałam tylko, że tym razem magiczne mikstury Blaine’a nie pomogą i pogadam z nimi jutro. Harry starał się być pogodny, nie chciał mnie dołować. Robił mi kolację, mimo że nie chciałam jeść. Był kochany. Powtarzał tylko, że wszystko będzie dobrze. Że nawet Adele miała taki zabieg. Mówił i robił wszystko, żeby mnie pocieszyć albo rozśmieszyć. W pewnym momencie po prostu objęłam go w pasie i przytuliłam się do jego pleców i nie chciałam go puścić. Byłam mu naprawdę wdzięczna za wszystko, co robił, bo naprawdę poprawił mi humor. Przygotował dla mnie nawet kąpiel, kiedy ja rozmawiałam przez telefon. Kazał mi się zrelaksować i przez dwie minuty leżąc w wannie myślałam, że mi się to uda. Nie chciałam myśleć już o wizycie u lekarza. Chciałam się skupić na czymś innym i skupiłam się. Na D. Musiałam mu powiedzieć. Obiecałam sobie, że zrobię to tego wieczora i musiałam to zrobić mimo wszystko. Zestresowana wyszłam z wanny i osuszyłam ręcznikiem całe ciało. Później stałam jakieś dziesięć minut przed lustrem i przypominałam sobie, co dokładnie chcę powiedzieć Harry’emu i stwierdziłam, że to jest bez sensu, bo i tak emocje wezmą nade mną górę i pewnie się poryczę, bo właściwie to chciałam robić. Chciało mi się płakać, bo ten dzień okazał się być beznadziejny a ja miałam sprawić, że będzie jeszcze gorszy. Ubrałam piżamę i wyszłam z łazienki. Zanim weszłam do kuchni wzięłam głęboki wdech. Czas w końcu pozbyć się tego ciężaru. Powiem mu od razu. Będzie zły i na pewno nie zareaguje tak jak wtedy, kiedy opowiadałam mu o tym jak chciałam go zniszczyć. Wiedziałam, że tym razem się na mnie obrazi, że się pokłócimy. Ale musiałam to powiedzieć.
-W końcu jesteś. Jedzonko jest już gotowe od jakiś piętnastu minut. Usiądź przy stole a ja wszystko przyniosę.
-Harry poczekaj- powiedziałam piskliwie zdradzając jak bardzo się denerwuję. –Muszę ci o czymś powiedzieć.






Hej!
Za nami rozdział 25!
Na moim koncie na Twitterze dodałam nowy "zwiastun" opowiadania (przypięty tweet) więc jeśli ktoś ma ochotę może go sobie obejrzeć. To w sumie taki bardziej filmik o Ali i Harrym niż zwiastun. Zrobiłam go głównie ze względu na piosenkę, która pojawia się w tym zwiastunie i jest absolutnie i niezaprzeczalnie magiczna, piękna, cudowna, wyjątkowa, idealna! ----> ZWIASTUN
Przepraszam za błędy!
Do następnego!

PS I love youuuuuu all<3

sobota, 8 października 2016

Rozdział 24





-Nie wierzę, że każesz mi to robić- powiedziałam z wyrzutem. Moje życie było nieprzewidywalne a niektóre osoby postanowiły powrócić do niego niczym bumerang. Ale o ile nagłe odwiedziny Niny uważałam za drugą szansę daną nam by wszystko naprawić o tyle pojawienie się Chloe było dla mnie czymś złym. Nie znosiłyśmy się. Wiedziałam o tym ja, ona, papież, kosmici i Harry też o tym wiedział, chociaż udawał, że jest inaczej. A ja nie miałam pojęcia, dlaczego to robił. Nie powinien mnie z nią umawiać. Ledwo znosiłam fakt, że podobno zostali dobrymi znajomymi. W moim życiu pod nieobecność Harry’ego wiele się zmieniło, więc to oczywiste, że w jego także zaszły zmiany. Chloe była z pewnością złą zmianą. Okropną. Tragiczną zmianą!
-Mówisz tak jakbym kazał sprzedać ci nerkę i pół wątroby- westchnął poirytowany.
-Wolałabym sprzedać nawet obie nerki i cała wątrobę niż tam iść. Wiesz jak niezręcznie będę się czuć- gdy podczas jednej z rozmów Harry powiedział, że odnowił z nią kontakt było to dla mnie nierealne, ukryłam swoją złość i zazdrość. Ale już nie umiałam się hamować. Ta dziewucha wylała swojego drinka na moją sukienkę w noc, kiedy chciałam się zabić. A Harry został jej dobrym znajomym.
-Ona się zmieniła. Mówiłem ci to już sto razy. To nie ta sama osoba, którą znasz.
-Z pewnością- zaśmiałam się i pokiwałam głową w dezaprobacie. Usiadłam na krześle i w dłoń wzięłam lewego buta.
-Nie zachowuj się tak- cały czas mnie pouczał. Nie zachowuj się tak. Nie mów tak o niej. Takim gadaniem doprowadzał mnie do jeszcze większej złości!
-Mam się tak nie zachowywać? Okej, ale nigdzie nie idę- but, który trzymałam w ręce wylądował na podłodze a Harry tracił już do mnie cierpliwość. Ale ja naprawdę nie chciałam tam iść. To nie miał być dla mnie miły wieczór, bo Chloe to wróg. To mój wróg i wiedziałam, że nigdy nie przestanę jej tak postrzegać.
-Chloe ma nowego chłopaka, tłumaczyłem ci to. Poza tym się zgodziłaś. Nie możesz się wycofać pięć minut przed wyjściem.
-Zgodziłam się, bo nie wiedziałam, o kogo chodzi! Nie sądziłam, że mówisz o niej!- warknęłam.
-Przestań zachowywać się jak dziecko. Poza tym miałem iść sam? Skoro mam ciebie? To podwójna randka- w tym momencie miałam ochotę go udusić.
-Przypominam ci tylko, że na pokazie, na który przylazłeś podstępnie by mnie denerwować powiedziałeś, że ona wciąż na ciebie leci- powiedziałam a on wywrócił oczami na moje słowa.
-Ale nie leci. Powiedziałem to, bo chciałem cię sprowokować wtedy.
-Do czego? Do tego żebym kopnęła cię w jaja?
-Chloe to moja dobra znajoma a sama mówiłaś, że chcesz spotykać się z moimi znajomymi- powtórzył po raz setny w ciągu ostatniej godziny. - Idziesz na boso czy jednak założysz buty?- zapytał ignorując mnie, moje racje i groźby.
-Przysięgam, że jak wrócimy nie odezwę się do ciebie słowem- może przesadzałam. Może powinnam dać jej szansę tak jak dawałam ją praktycznie wszystkim. Ale nie mogłam się przemóc by myśleć o niej, choć w jednym procencie pozytywnie. Dla mnie była zwykłą karierowiczką, która wykorzystała Harry’ego dla kasy i sławy. Była osobą, która wylała na mnie drinka w noc, kiedy nie chciałam żyć. Nie umiałam tego przeskoczyć. A najbardziej nie umiałam przeskoczyć tego, że Chloe to jego była! Była dziewczyna, którą kiedyś darzył uczuciem, jakim miał darzyć tylko mnie!
Obrażona na cały świat ubrałam buty. Wzięłam w dłoń torebkę i zanim wyszłam spojrzałam jeszcze raz w lustro by upewnić się, że na pewno wyglądam dobrze. Byliśmy w LA gdzie było ciepło i nie musiałam zakładać na siebie tony ciuchów nawet jeśli był wieczór. Miałam na sobie czarne spodenki, czarną bluzkę i biały żakiet, który z tyłu by dość mocno wycięty. Oczywiście moje stopy zdobiły piękne, czarne szpilki, które nie tylko wydłużały mi optycznie nogi, ale sprawiały też, że wyglądałam zgrabnie, seksownie i kobieco. Włosy miałam rozpuszczone, nieco podkręcone. Postawiłam też na dość mocny makijaż oczu, na usta nałożyłam jedynie bezbarwny błyszczyk. Całość wyglądała dobrze, choć bałam się, że nie wystarczająco dobrze. Chciałam wyglądać idealnie, bo wiedziałam, że tego wieczora świadomość, że wyglądam świetnie będzie dla mnie bardzo ważna. Doskonale wiedziałam, że ta małpa ma mnie za niską brzydulę. Dlatego chciałam wyglądać dobrze.
-Jesteś piękna, wyglądasz pięknie- może byłam na niego zła, ale te słowa dodały mi pewności siebie. Harry mnie kochał i mówił, że wyglądam pięknie nawet wtedy, kiedy rano budziłam się z sianem na głowie zamiast włosów, śladem poduszki na moim policzku i wielkim pryszczem na środku czoła. Ale tego wieczora wyglądam całkiem nieźle a jego słowa nie tylko spowodowały, że poczułam się pewniej. Jego słowa i dłoń, która splotła się z moją przypomniały mi, że Harry mnie kocha. Mnie. Harry kłóci się ze mną. Harry śpi w łóżku ze mną. Harry dla mnie zorganizował najpiękniejszą randkę w historii ludzkości. Harry jest mój. A ja jestem Harry’ego i żadna Chloe tego nie zmieni. 
Gdy dojechaliśmy na miejsce miałam ochotę wsiąść z powrotem do auta i odjechać najdalej jak się dało. Stresowało mnie to spotkanie o wiele bardziej niż powinno. Dobrze, że chociaż knajpkę, w której miała odbyć się ta szopka została wybrana przez Harry’ego. Gdy tylko weszliśmy do środka od razu na twarz ubrałam maskę. Wyprostowałam się, poprawiłam włosy, uniosłam głowę wyżej i powstrzymałam odruch wymiotny, który pojawił się u mnie od razu, gdy zobaczyłam mojego wroga o imieniu Chloe.
-Hej Harry- powiedziała blondynka i przytuliła Harry’ego na powitanie. To spowodowało, że od razu miałam ochotę wydłubać jej oczy. Nie bywałam o Harry’ego zazdrosna. Nie zdarzało mi się to, gdy przytulał fanki. Ale obejmująca go blond kukła była dla mnie jak płachta na byka.
-Hej- odpowiedział MÓJ chłopak.
-Hej Ali- ta głupia dziewucha wyciągnęła w moim kierunku rękę. Ona serio była taka głupia i myślała, że uścisnę jej dłoń?! Jej zachowanie sprawiło tylko, że spojrzałam na nią jak na idiotkę. A Harry spojrzał na mnie nie kryjąc złości i rozczarowania. Nie lubiłam rozczarowywać ludzi. Przede wszystkim tych, którzy byli dla mnie najważniejsi. Ale tym razem mi to nie przeszkadzało. Miałam gdzieś to, co Harry sobie myśli o moim zachowaniu. Miałam gdzieś, że zachowuję się infantylnie. Miałam to gdzieś, bo nie umiałam przestać widzieć tego jak jestem w klubie, jak przeciskam się przez tłum ludzi i ją zauważam a ona podchodzi do mnie i mnie miażdży.

Przedzierając się przez tłum ludzi zauważyłam Chloe, która stała z dwoma dziewczynami, równie ślicznymi jak ona. Gdy mnie zauważyła zaczęła iść w moim kierunku. Gdy stanęła przede mną pochyliła się i przybliżyła tak bym mogła ją usłyszeć.
-Wyglądasz prawie ładnie- powiedziała i oblała mnie drinkiem, którego trzymała w dłoni. -O, już nie. Teraz wyglądasz dokładnie tak jak zawsze- odwróciła się i wróciła do swoich koleżanek. Ja natomiast patrzyłam jak czerwony drink zdobi nie tylko mój dekolt i sukienkę, ale cieknie już po moich nogach. Moje oczy momentalnie zaczęły piec a ja zaczęłam panikować.

Wzięłam głęboki oddech. Tak było kiedyś, teraz byłam zupełnie inna kobietą. Spojrzałam na Harry’ego i nagle przypomniało mi się coś innego. Równie strasznego.

Ale wtedy obwiniałem cię o całe zło jakie mnie w życiu spotkało. To nie ty miałaś być naszym supportem. Miała być nim Chloe. Chciała bym wkręcił ją poza tym całym konkursem. Ja też tego chciałem.

Wykorzystała go. Mojego chłopaka. Miłość mojego życia. Jak tak można?!

Gdy powiedziałem Chloe, że nie uda mi się jej wkręcić ona tak po prostu ze mną zerwała. Powiedziała, że to wszystko moja wina. Ja natomiast obwiniałem ciebie. To przez ciebie ona mnie rzuciła.

Harry darzył ją kiedyś uczuciem. Nie chciałam by teraz utrzymywał z nią jakikolwiek kontakt.
-Cześć. Jestem Daniel- chłopak, a raczej ofiara tej modliszki, także wyciągnął w naszym kierunku dłoń, którą najpierw uściskał Harry a później ja. Zrobiłam to głównie, dlatego że zrobiło mi się strasznie żal tego chłopaka. Biedny nie wiedział, w co się pakuje i moim zdaniem powinniśmy go z Harrym ostrzec. Gdy usiedliśmy i Harry szepnął mi szybko „zachowuj się” postanowiłam nieco wyluzować. Nie dlatego, że nagle mi przeszło. Po prostu nie chciałam pajacować, nie chciałam być taka jak ona. Postanowiłam przyjąć to na klatę a później zabić Harry’ego, gdy tylko znajdziemy się sami i nie będzie świadków. Skupiłam się na pozytywnych rzeczach by nie myśleć o tym, że jestem zazdrosna. Po pierwsze to był piękny wieczór. Oczywiście pod względem warunków atmosferycznych. W LA było naprawdę ciepło, wiał delikatny wiatr a w powietrzu dało się wyczuć wiosnę. Po drugie knajpka, którą wybrał Harry była naprawdę przytulna. Co prawda, co jakiś czas podchodzili do nas ludzie prosząc o zdjęcia, ale nie było w tym chamskiej nachalności. Po trzecie muzyka grana na żywo sprawiła, że później wszyscy oglądali występ lokalnej kapeli, która swoją drogą była naprawdę dobra, i dzięki temu nie musieliśmy rozmawiać. Właściwie gdyby nie Chloe byłby to cudowny wieczór. Ale jej obecność sprawiła, że daleko było od „cudowności”. Nie robiła niby niczego złego, ale samo to, że siedziała przy tym samym stoliku co ja, mnie drażniła. Po prostu. Nie umiałam docenić nawet tego, że mnie przeprosiła za to, co kiedyś zrobiła. Musiałam przyznać, że mnie to zaskoczyło, ale nic poza tym. Dodatkowo, może miałam jakieś urojenia a może nie, ale przez cały czas wydawało mi się, że jej postawa i zachowanie nie są szczerze. Nie tylko w stosunku do mnie, ale w stosunku do nas wszystkich.
-Idę pod prysznic- oznajmiłam, kiedy tylko przekroczyliśmy próg mieszkania. Byłam zmęczona i cieszyłam się, że mam to spotkanie za sobą. Nie zamierzałam roztrząsać już tego wszystkiego. Byłam na niego zła i właściwie wszystko, co robił mnie denerwowało, ale miałam dość już kłótni.
-Mogę iść z tobą?- zapytał i złapał mnie w pasie przyciągając do siebie.
-Oczywiście, że nie- powiedziałam, bo naprawdę wciąż byłam wkurzona. Zdenerwowało mnie nawet to, że kiedy już stamtąd wyszliśmy musiał się wrócić do środka, bo zapomniał portfela. JAK MOŻNA ZAPOMNIEĆ PORTFELA?
-Ali będziesz się dąsać teraz na mnie? Przecież było miło...
-Będę się dąsać tyle ile chcę. Ty chodziłeś wkurzony za to, że umówiłam się z Gemmą, która przypominam jest twoją siostrą, przez jakiś miesiąc!- powiedziałam z wyrzutem i wtedy zrozumiałam, dlaczego kazał mi tam iść. To była zemsta! Był zły, że zaaranżowałam spotkanie z Gemmą i zemścił się w taki okropny sposób!
-Bzdura- ten idiota uśmiechnął się do mnie tylko potwierdzając moje przypuszczenia. Do tego próbował mnie pocałować!
-To była twoja zemsta! Uśpiłeś moją czujność i kazałeś iść na spotkanie z wrogiem!
-Możesz przestać przesadzać?
-Sam przesadzasz!
-Ali ona nie jest żadnym wrogiem- odsunął się ode mnie a ja zdjęłam żakiet.
-Jest- miałam gdzieś to co on mówił i myślał. Chloe to wróg i koniec kropka.
-Dlaczego wszystkim dajesz drugie szanse a jej nie?- zapytał i wiedziałam, że naprawdę chce to zrozumieć. Ale to przez moją niechęć nie potrafiłam tego zrobić. Innym dałam szansę, bo ich kochałam albo nadal kocham. Moje relacje z niektórymi osobami miały status to „skomplikowane”, ale to były osoby, na których mi zależało. Chloe była mi obojętna pod tym względem.
-Bo na innych mi zależy a na niej nie- naprawdę nie chciało mi się kłócić. Ale ten człowiek sam tę kłótnię sprowokował. Miałam nadzieję, że uda mi się to zatrzymać, dlatego poszłam do kuchni, bo nagle zaschło mi w gardle. Nie rozumiałam, dlaczego Harry chce mnie zmusić do polubienia jej. Ja tego nie chciałam. Nie musiałam przecież lubić wszystkich ludzi na świecie. A Chloe była dla mnie osobą, z którą już nigdy więcej nie chciałam mieć do czynienia. Tymczasem Harry odnowił z nią kontakt.
-Chloe to moja przyjaciółka i chcę...- poprawka, Harry się z nią ZAPRZYJAŹNIŁ.
-Przyjaciółka?- prawie zakrztusiłam się sokiem, którego udało mi się upić malutki łyczek, bo najwyraźniej Harry’emu zależało na tym, żeby się ze mną pokłócić. -Jeszcze kilka godzin temu była twoją dobrą znajomą, szybko awansowała na przyjaciółkę.
-Gdybyś zmieniła swoje nastawienie...- postanowiłam przerwać jego bezsensowne paplanie.
-Ale go nie zmienię, więc nie musisz się produkować.
-Ali ona nam kibicuje- zaraz rzucę w niego talerzem. Przysięgam, że to zrobię!
-Niezły żart! Ha ha ha! Zaraz pęknę ze śmiechu!
-Przeprosiła cię!- warknął i wskazał na mnie palcem.
-Mam to gdzieś! Niech spada na drzewo z tymi przeprosinami!- słyszałam jak serce wali mi jak oszalałe.
-Jesteś okropna!
-To ty jesteś okropny! Podstępem zmusiłeś mnie do tego spotkania!
-Wiesz co? Za tydzień, z pewnością wypadniesz znakomicie podczas przedstawienia, bo talent do dramatyzowania masz wrodzony- powiedział a ja nie wytrzymałam. Całe napięcie, które się między nami wytworzyło sprawiło, że miałam ochotę go zabić albo kochać się z nim namiętnie. Byłam wściekła, wzięłam talerz, który leżał na blacie do ręki i rzuciłam prosto w niego. Oczywiście nie trafiłam a talerz roztrzaskał się z hukiem.
-Wiem, dlaczego jej nie trawisz- jego głos był niższy i bardziej ochrypnięty niż chwilę wcześniej, teraz mówił wolno idąc w moim kierunku. –Jesteś zazdrosna.
-Nawet nie masz pojęcia jak bardzo- powiedziałam i wtedy on złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Zaczęliśmy się całować tak, że aż bolały mnie usta. Poczułam jego dłonie na tyłku a po kilku sekundach siedziałam już na granitowym blacie. Harry stanął między moimi nogami a moje dłonie wkradły się pod jego koszulkę. Pod wpływem dotyku i tego, że moje ręce były zimne jak lód jego plecy pokryły się gęsią skórką. Harry przygryzł moją wargę i zanim znowu zaczął mnie całować przejechał po niej szybko językiem. Moje palce sunęły powoli częściowo dotykając jego skóry i krawędzi spodni. Jego dłonie zajęły się moimi spodenkami, których pozbył się z moją pomocą tak szybko, że byłam pewna, że czuje dokładnie to samo, co ja. Po chwili nie miałam na sobie też bluzki i stanika. Ubrana byłam już tylko czarne majtki, kiedy on w pośpiechu zdejmował T-shirt a ja rozpinałam rozporek jego jeansów. Sekundę później, gdy stał już w samych bokserkach, złapał mnie za pośladki i uniósł do góry. Oplotłam go nogami w pasie, nasze nagie klatki piersiowe ocierały się o siebie, podczas gdy ja całowałam jego szyję a on niósł nas do salonu starając się nie zabić nas po drodze, czego w ogóle mu nie ułatwiałam. Jego ciche pomrukiwania i pojękiwania były dla mnie po prostu dźwiękami doskonałymi i cholernie mnie podniecały. Wiedziałam jak na niego działam, wiedziałam, że doprowadzam go do szału. Gdy dotarliśmy do salonu stałam na nogach kilka sekund. Harry szybko najpierw zdjął swoje bokserki, usiadł na kanapie i najszybciej jak potrafił zdjął moje majtki. Złapał mnie za rękę, odchylił się nieco do tyłu i wysunął biodra w przód tak żebym mogła na nim usiąść. Gdy to zrobiłam złapałam jego drugą dłoń i trzymając go za ręce zaczęłam się poruszać. Harry patrzył na mnie jak zahipnotyzowany. Chłonął wzrokiem każdy skrawek mojego ciała, a ja czułam się po prostu niesamowicie seksownie. Patrzyłam w jego oczy, patrzyłam na nasze splecione dłonie, słuchałam jak westchnienia i jęki opuszczają nasze usta, moje długie włosy muskały moje plecy, gdy odchyliłam głowę w tył i zasłaniały moje piersi, gdy pochylałam się do przodu. Sama nie wiedziałam czy wolałam się z nim kochać, kiedy było między nami romantycznie i spokojnie czy kiedy robiliśmy to po jakiejś kłótni i nasze ruchy były nieco pośpieszne, nieco niedbałe, ale wciąż tak samo czułe i pełne miłości. Gdy puściłam jego ręce położyłam dłonie na jego torsie. Całowałam go w usta. Czułam jego dotyk na plecach. Czułam jego dotyk na udach. Czułam jego dotyk na brzuchu.. Jego usta pieściły moje piersi. Gdy wszystko stawało się coraz bardziej intensywne, gdy jęki stawały się głośniejsze, pocałunki coraz krótsze, oddechy płytsze, wbiłam paznokcie w jego ramię a jego palce zacisnęły się niemal boleśnie na moich biodrach i oboje kolejny raz oddawaliśmy sobie siebie a ogarniająca nas euforia i bezkresna przyjemność sprawiła, że na moment zapomniałam dosłownie o wszystkim i wszystkich poza Harrym. Był tylko on i byłam tylko ja – przez chwilę byliśmy totalną jednością, wzdychając, jęcząc, drżąc w swoich ramionach. Gdy świat przestał mi wirować i mogłam znowu oddychać chwilowo nie miałam siły na nic. Uniosłam jedynie biodra by rozłączyć nasze ciała i opadłam na kanapę tuż obok Harry’ego. Położyłam głowę na jego torsie i wsłuchiwałam się w jego oddech. Wciąż był przyspieszony tak samo jak mój. Jego serce biło szybko a gdy uniosłam głowę do góry okazało się, że ma zamknięte oczy. Objął mnie i po prostu dał nam chwilę na ochłonięcie. Przytuliłam się do niego i słuchałam jak bije mu serce. Uwielbiałam to robić. Uwielbiałam ten dźwięk. Bicie serca było dla mnie jak muzyka a bicie serce Harry’ego było moją ukochaną, najpiękniejszą melodią. Wsłuchiwałam się w ten idealny dźwięk do momentu, kiedy zdałam sobie sprawę, że jesteśmy już zupełnie zrelaksowani i odprężeni. Zaczęło mi się robić chłodno i wiedziałam, że potrzebujemy prysznica. Ale mimo tego naprawdę nie chciało mi się wstawać. W jego ramionach było mi zbyt idealnie. Właściwie zrobiłam się wręcz senna i pewnie bym zasnęła gdyby nie zrobiło mi się naprawdę zimno i gdybym nie odczuwała coraz większej chęci wzięcia gorącej kąpieli. Usiadłam więc ociągając się najbardziej jak umiałam i na niego spojrzałam. Było mu dobrze jakkolwiek dziwnie i nieprecyzyjnie mogło to brzmieć. Ale błogi wyraz jego twarzy mówił właśnie to. Było mu dobrze. Spojrzał na mnie i przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Właściwie on patrzył na mnie jakby coś analizował i nagle uśmiechnął się szeroko i szybko przysunął się do mnie, przez co wylądowałam na plecach prawie spadając z kanapy. Jego ręka mi to na szczęście uniemożliwiła i zwisała mi z niej tylko prawa noga. Harry znalazł nade mną i uśmiechał się głupkowato. Zawsze się tak uśmiechał, kiedy miał powiedzieć coś, co wiązało się ze mną i czymś, co zrobiłam lub powiedziałam i w jego mniemaniu było to zabawne. Właściwie to kochałam ten uśmieszek. Nawet, jeśli był głupkowaty.
-Co?- zapytałam unosząc przy tym brew nie wiedząc, o co konkretnie mu chodzi.
-Nie wierzę, że rzuciłaś we mnie talerzem!

***

On my own
Pretending he's beside me
All alone, I walk with him till morning
Without him
I feel his arms around me
And when I lose my way I close my eyes
And he has found me...

Szlam powoli i śpiewałam. W tej chwili nie byłam Ali Rose. Nie byłam Alicją. W tym momencie byłam Éponine. I szczerze rozpaczałam. Szczerze tęskniłam z moim ukochanym, który wybrał inną. Właściwie to nie on dokonał tego wyboru. To jego serce wybrało, to jego serce zabiło szybciej na jej widok. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia a mnie nie zauważał. Śpiewałam o nim i robiłam to najlepiej jak potrafiłam. Starałam się oddać wszystkie targające mną emocje. Nie myślałam o tym, że właśnie spełniam kolejne marzenie, że gram na Broadway'u. Właściwie przez takie a nie inne oświetlenie sceny nie widziałam nawet publiczności, nie docierały do mnie tego typu bodźce, nie wiedziałam czy widownia jakoś reaguje na mój występ. Weszłam w rolę i śpiewając nie analizowałam tego czy ktoś bije brawo czy może panuje zupełna cisza. Podejrzewałam, że gdyby to było moje setne przedstawienie umiałabym zauważać takie rzeczy. Ale to był mój pierwszy spektakl i nie do końca ogarniałam, co się dzieje. Właściwie nawet przed rozpoczęciem spektaklu jeszcze to do mnie nie docierało. Siedziałam w garderobie i przeobrażałam się w postać, ale działo się to tak jakby obok mnie. Skupiłam się maksymalnie na roli i o dziwo nie odczuwałam nawet tremy. Oczywiście, że się denerwowałam, ale poza tym nie mogłam się doczekać aż w końcu wszystko się zacznie. Oklaski i ogólnie inne bodźce zaczęły do mnie docierać dopiero, gdy razem z całą obsadą wyszliśmy wspólnie na scenę by się ukłonić i podziękować widzom za to, że byli z nami tego wieczora. Kiedy szłam korytarzem wciąż słyszałam publiczność, która mimo tego, że nas już nie było na scenie biła brawo, a każda osoba, którą mijałam za kulisami mi gratulowała. Ja dziękowałam aktorom u boku, których mogłam wystąpić i każdej napotkanej przeze mnie osobie biorącej udział w całym przedsięwzięciu. Przytulałam wszystkich i właśnie to wszystko uświadomiło mi, że to już był koniec. Że się udało. Słyszałam, że poszło mi dobrze. Nie mogłam tego ocenić tak na gorąco, ale zamierzałam obejrzeć nagranie by móc to przeżyć na spokojnie i zobaczyć jak wypadłam w rzeczywistości.  
-Jestem z ciebie dumny- Harry wszedł do garderoby z wielkim bukietem czerwonych róż. Zaskoczył mnie tym, bo przyzwyczaił mnie do tego, że przeważnie dostawałam od niego symboliczną jedną różę.
-Gratuluję Ali! Byłaś świetna!- zaraz za Harrym wszedł Niall. Gdy obaj byli już w środku w pomieszczeniu pojawił się Steve, który tylko się do mnie uśmiechnął i uniósł kciuk w górę, po czym kontynuował rozmowę przez telefon.
-Są piękne! Dziękuję, wam obu dziękuję- powiedziałam, wzięłam bukiet w ręce i ich przytuliłam. A raczej oni przytulili mnie.
-Twoi przyjaciele są na, zewnątrz bo tutaj wszędzie panuje taki tłok, że nie chcieli robić dodatkowego sztucznego tłumu.
-Jasne. W sumie jestem już gotowa- zmycie całej charakteryzacji zajęło mi sporo czasu. Do tego musiałam się umalować i ogarnąć. - Dzwoniłam nawet do mamy, ale gadałam z nią tylko chwilę, bo cały czas ryczała i mówiła tylko, że jest dumna i żałuje, że nie mogła tu być ze mną- powiedziałam a minutę później szliśmy już korytarzem, na którym wciąż było pełno ludzi. Zanim wyszliśmy z budynku musieliśmy zaczekać w holu, w którym panował spokój, co bardzo kontrastowało z całym otoczeniem. Zastanawiałam się jak to możliwe, że wokół panuje taki hałas a tutaj było tak spokojnie. Obok nas stało kilkanaście osób, ale wszyscy byli bardzo dyskretni i rozmawiali niesamowicie cicho. Musieliśmy zaczekać na samochód, więc postanowiłam napisać do Kurta. Nie wiedziałam gdzie w końcu wszyscy są. Podałam Harry’emu ten ogromny bukiet, bo inaczej nie dałabym rady wyciągnąć komórki z torebki i napisałam wiadomość do przyjaciela. Steve przestał rozmawiać i patrzył na ochroniarza, który stał na zewnątrz i miał dać nam znać, gdy auto podjedzie pod wyjście. Niall po prostu stał i się rozglądał a Harry trzymając mój bukiet patrzył na mnie. Atmosfera, która panowała w tym pomieszczeniu była wręcz relaksująca. „Kiedy stałam w tej ciszy przed burzą, czekając na swój samochód, na ramieniu poczułam dotknięcie. Odwróciłam się – a za mną stała Barbra. „Chcę ci podziękować, że przedstawiasz mnie swojemu pokoleniu” – powiedziała. A ja ją mocno uściskałam i powiedziałam jej, jak bardzo ją cenię. (...) I tyle. W chwili, gdy odeszła, zaczęłam histerycznie płakać. Czasem spotykasz idola i okazuje się, że nie dorasta do twoich wyobrażeń, ale ta chwila była jedną z najwspanialszych w moim życiu.”* Gdy pojawił się mój samochód, nie wiedziałam nawet jak się w nim znalazłam. Siedziałam na tylnym siedzeniu pomiędzy Niallem i Harrym i zalewałam się łzami.
-„Poznałam Barbrę i nie muszę być więcej w tym biznesie. Spełniły się moje marzenia”*- powiedziałam jak uspokoiłam się na tyle, że mogłam mówić.
-Po spotkaniu z Raminem powiedziałaś dokładnie to samo... Ej skarbie uspokój się- Harry położył dłoń na moim udzie i ścisnął je delikatnie chcąc dodać mi otuchy. Patrzył na mnie tak jakby naprawdę się o mnie martwił.
-No przecież się uspokoiłam.
-Cała się trzęsiesz- stwierdził i naprawdę zaczął się martwić.
-Bo ja... Bo ona... Bo dzisiaj... Ja na scenie... Bo...- nie mogłam się wysłowić. Harry niepotrzebnie się martwił, bo ja po prostu zachowywałam się tak przez te wszystkie emocje.
-Właśnie to do niej dociera- stwierdził Niall i się zaśmiał.
-Właśnie to do mnie dociera- powtórzyłam słowa blondyna wywołując tym jego śmiech. –O nie! Właśnie to do mnie dociera! Matko!
-Ali opanuj się- Harry wyluzował widząc, że zaraz nie dostanę jakiegoś ataku paniki tylko po prostu „wychodzi” ze mnie wszystko, co przeżyłam i też się zaczął śmiać a do mojej świadomości naprawdę dopiero zaczęły przebijać się wydarzenia tego wieczora. Walnęłam ich, najpierw Nialla a chwilkę później Harry’ego, w te ich nieujarzmione czupryny i wiedziałam, co muszę i co chcę zrobić tego wieczora.
-Harry, skarbie. Dzisiaj się upiję. I to tak porządnie. Tak, że jutro będę mieć kaca mordercę.
-Też zamierzam się dzisiaj upić- powiedział i dał mi buziaka w policzek. –Chcę świętować.
-Skoro wy chcecie chlać to Niall seksiak Horan też!
Rzeczywiście tak jak powiedzieliśmy tak zrobiliśmy. W klubie od razu zamówiliśmy drinki i szampana. Tańczyliśmy cały czas robiąc przerwy tylko po to by wznieść kolejny toast. Raz tańczyłam z Harrym, raz z Niallem, choć to widok ich tańczących razem sprawił, że prawie popłakałam się ze śmiechu. To była wspaniała impreza. Bawiłam się, śmiałam, skakałam, tańczyłam – świętowałam kolejny sukces. I wszystko było idealne. Cały dzień był idealny. Do momentu, kiedy spojrzałam w telefon a tam czekała na mnie wiadomość. Inna niż wszystkie. O wiele bardziej przerażająca niż wszystkie, które dostałam do tej pory.
„I love him
But every day I'm learning
All my life I've only been pretending
Without me his world will go on turning
A world that's full of happiness
That I have never known!

Już niedługo... Przysięgam. Obiecuję. Już niedługo wszystko się zmieni. Już niedługo nie będziesz musiała grać. Niedługo staniesz się nią. Niedługo zostaniesz Éponine. Ukochana postać się urzeczywistni. Przysięgam. Obiecuję. Już niedługo suko! Całuski D.”

*- cytaty pochodzą z książki Piękna i ambitna (ang. Brunette ambition), jej autorką jest Lea Michele (która w opowiadaniu gra oczywiście Ali :D). Książka ta jest autobiografią i poradnikiem Lei. Fragmenty, które pojawiły się w tym rozdziale nie zostały przeze mnie zmyślone czy przerobione - przedstawiają one rzeczywiste wspomnienia Lei dotyczące spotkania jej największego idola czyli Barbry Streisand. 




Hej!
Na początek tłumaczenia cytatów!:
1)„Bez wzajemności
udaję, że stoi u mojego boku
samotna, spaceruję z nim aż do rana
bez niego
czuję, jak jego ramiona mnie obejmują
i kiedy gubię drogę zamykam oczy
i on mnie odnajduje”
2) (ten z wiadomości od D.):
„Kocham go,
ale każdego dnia uczę się
całe moje życie ja tylko udawałam
beze mnie jego świat wciąż będzie się kręcił
ten świat, który pełen jest radości
ten, którego nigdy nie znałam!”
Oba fragmenty pochodzą z piosenki On My Own oczywiście z  musicalu Les Misérables, w którym zagrała nasza Ali. Piosenka ta jest śpiewana przez Ali w tym rozdziale i oczywiście mam dla was nagranie XD:
A tutaj wersja z Glee:
Oczywiście zachęcam Was do obejrzenia i posłuchania obu tych nagrań nie tylko dlatego, że Ali/Lea pięknie śpiewa...
Ogólnie chcę Wam coś wyjaśnić, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy oglądali Les Mis. W wiadomości od D. znajduje się cytat z On My Own, śpiewanej jak już wiecie przez Éponine, którą zagrała Ali. Nie chcę spoilerować, ale fakt, że D. napisało Ali, że niedługo stanie się postacią, którą zagrała jest dość ważny. Każdy kto oglądał Les Mis wie jak się potoczyły losy Éponine... Jak już mówiłam nie chcę wam zdradzać fabuły tego musicalu, ale wiadomość z końca tego rozdziału jest naprawdę ważna ;)
Fragmenty pisane kursywą to wspomnienia z pierwszej części opowiadania.
Na koniec chcę przeprosić za wszystkie błędy!
Do następnego!

PS I love youuuu all! <3