niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 54






Being a part of something special makes you special





Kiedy odkluczałam drzwi od mieszkania nie wierzyłam w to, że robię to po raz ostatni. Większość moich rzeczy była już w Polsce a ja miałam zabrać już tylko ostatnią walizkę. Miałam jechać do hotelu na jedną noc by na drugi dzień po spotkaniu z Liv wrócić do domu. Na stałe. Tak właśnie kończyło się moje życie w tym świecie. Wszystko zaczęło się tak szybko by skończyć się jeszcze szybciej. Marzenia, miłość, radość, szczęście. W jednej chwili los odebrał mi wszystko. I zostałam z namiastką czegoś co kiedyś było moim życiem… W momencie kiedy weszłam do środka położyłam torebkę na szafce w przedpokoju. Boże wchodziłam do tego mieszkania tak wiele razy i nie mogłam uwierzyć w to, że robię to po raz ostatni… Na początek weszłam do kuchni… I wtedy przed oczami zobaczyłam nas.

-Hej!- usłyszałam jego głos w momencie kiedy zatrzasnął drzwi. Po chwili wszedł do kuchni i szybko dał mi buziaka w policzek.
-Nie wyjadaj!- powiedziałam i walnęłam go drewnianą łyżką w rękę, kiedy zamierzał skubnąć trochę klusek.
-Umieram z głodu- oznajmił a jego dłoń znowu zaczęła wędrować w zakazanym kierunku przez co zmuszona byłam go uderzyć. Znowu.
-Umyłeś w ogóle ręce?- zapytałam i uniosłam brwi do góry.
-Tak, mamo- powiedział i kolejny raz wystartował do moich klusek.
-Spadaj z tymi łapami- miałam nadzieję, że do trzech razy sztuka i więcej razy nie będę musiała do uderzyć.
-Auć, to boli. Nie dość, że jestem głodny to jeszcze mnie bijesz- powiedział i zaczął pocierać swoje pobite kostki. -Długo jeszcze?
-Jakbyś zadzwonił tak jak cię prosiłam to już byłoby gotowe. Zamiast tego musiałam się domyślać o której będziesz.
-Zapomniałem no...
-A prosiłam, zadzwoń jak będziesz wyjeżdżał, powtarzałam ci to rano ze sto razy…
-Moja wina, okej- westchnął głośno i odsunął się od kuchenki. Stanął gdzieś za mną i zaczął się na mnie gapić.
-Możesz zanieść do salonu talerze- powiedziałam chcąc jakoś zorganizować mu czas. Wykonał moje polecenie bez zbędnego komentarza, wychodząc klepnął mnie w tyłek, wracając ukradł w końcu kluskę.
-Wina?- zapytał a ja skinęłam tylko głową. Po chwili podał mi kieliszek a ja upiłam małego łyczka.
-Możesz iść już do pokoju, zaraz będzie gotowe- powiedziałam nie kryjąc dłużej swojego smutku.
-Ej… Co jest?- zapytał i odwrócił mnie w swoją stronę. Dobrze wiedział dlaczego mi smutno.
-Jutro wyjeżdżasz- powiedziałam nieco żałośnie.
-Tylko na cztery dni.
-Nie lubię kiedy tam latasz.
-Wiesz, że muszę- powiedział a kciukiem przejechał po mojej wardze.
-Wiem ale to nie zmienia faktu, że wolałabym, żebyś był tutaj- przyznałam a on nachylił się nade mną i jego wargi wylądowały w kąciku moich ust. Po chwili poczułam jak delikatnie przejeżdża w tym miejscu językiem i byłam w stu procentach gotowa by mnie pocałował.
-Pyszne- wyszeptał a ja zrozumiałam, że miałam na ustach trochę sosu.
-No wiesz! Ja ci się tu zwierzam a ty tylko o jedzeniu myślisz!- postanowiłam udać oburzenie ale zamiast tego zaczęłam się śmiać.
-Wiesz przecież, że jestem z tobą tylko dlatego, że dobrze gotujesz- powiedział a ja walnęłam go w głowie moją ukochaną bronią- drewnianą łyżką.
-Ciekawe dlaczego ja jestem z tobą… Niech pomyślę… A nie, totalnie nie wiem dlaczego… Chyba jestem jakaś ślepa, głucha i ogólnie…- niestety nie było mi dane dokończyć bo jego dłonie zaczęły napastować mój brzuch. -Przestań!- oczywiście zaczęłam się wydzierać jak opętana i próbowałam jakoś mu uciec ale staliśmy tak niefortunnie, że miałam niesamowicie ograniczone ruchy.
-Przepraszaj!
-Ale za co?- udało mi się wydusić z siebie i jakimś cudem uwolniłam jedną rękę. Idąc za jego śladem wbiłam mu palec w żebra i kiedy ode mnie odskoczył zamierzałam rzucić się do ucieczki. Niestety Harry oczywiście złapał mnie zanim w ogóle zdążyłam z kuchni uciec i po chwili trzymał obie moje ręce w swojej wielkiej dłoni, drugą łaskotał mnie niemiłosiernie i jakby tego wszystkiego było mało przyciskał mnie do lodówki tak, że nie mogłam się ruszyć.
-Okej! Przepraszam! Przepraszam! Jesteś super- wyjęczałam ledwo łapiąc powietrze. Słysząc moje słowa Harry przestał, ale nie odsunął się ode mnie. Zamiast tego spojrzał na mnie i nie czekając chwili dłużej złączył nasze usta w pocałunku, który po kilku sekundach przerodził się z delikatnego i czułego w zachłanny i namiętny a jego dłonie puściły moje i zawędrowały na mój tyłek. Kiedy Harry uniósł mnie do góry objęłam go nogami w pasie a palce wplotłam w jego włosy. Wtedy on przeniósł mnie kilka metrów, posadził na blacie i stanął pomiędzy moimi nogami. Jak on to robił, że swoimi pocałunkami umiał zamroczyć mi umysł? Dlaczego nie umiałam wtedy logicznie myśleć? Dlaczego zawsze kiedy tylko nasze wargi się dotykały cały świat znikał? Zawsze było tak samo. Tak samo perfekcyjnie. A takie pocałunki powinny być zakazane w momencie kiedy gotujesz kolację. Jego idealne usta jak zwykle zamroczyły mi umysł do tego stopnia, że dopiero po chwili zorientowałam się co się dzieje.
-H…Harry- starałam się powiedzieć, ale średnio mi to wyszło z jego językiem w moich ustach.
-Hmmm?- wymruczał i wydawało mi się, że to całe zamraczanie umysłu działało w obie strony tak samo mocno.
-Prze… stań.
-Nie chcę- powiedział szybko a jego usta znowu znalazły się na moich. Przez kolejne trzydzieści sekund też postanowiłam mieć wszystko w nosie i  całowałam go tak samo czule jak on mnie. W końcu jednak okazało się, że mam po coś pozostałe zmysły takie jak węch.
-Stop, pali się!- powiedziałam odpychając go od siebie kiedy w końcu zrozumiałam, że serio zaczęło nieprzyjemnie pachnieć. Natychmiast oboje, z tym samym przerażeniem wypisanym na twarzy, spojrzeliśmy na garnek, w którym gotowała się nasza kolacja. Harry odsunął się ode mnie a ja szybko zeskoczyłam z blatu i wyłączyłam kuchenkę. Próbowałam zamieszać to co było w środku ale wszystko przywarło do dna garnka i raczej średnio nadawało się do zjedzenia. Kiedy doszedł do nas fakt, że właśnie przez nasze mizdrzenie spaliliśmy kolację spojrzeliśmy na siebie z wyrzutem.
-To twoja wina- powiedzieliśmy w tym samym momencie a po chwili Harry stał z telefonem w ręce i zamawiał niezastąpioną pizzę…

Uśmiechnęłam się pamiętając ten wieczór. Wtedy było tak idealnie. Tak beztrosko. Okłamywał cię wtedy Ali, podpowiadała mi moja podświadomość. Ale serce jest głupie i mimo tego wszystkiego co o nim wiedziałam wciąż czułam do niego to samo co wtedy. Wciąż go kochałam i bałam się, że nigdy nie przestanę. Że mimo całej tej nienawiści jaką czułam nie będę umiała go nie kochać. Ali przestań o nim myśleć. Przyszłaś sprawdzić mieszkanie więc je sprawdzaj! Otwórz szafki i zobacz czy coś w nich nie zostało- nakazałam sobie i posłusznie sprawdziłam czy w kuchni nie zostało nic mojego. Okej, jest czysto, czas na kolejny przystanek. Łazienka. Musiałam sprawdzić wszystkie pomieszczenia, niby spakowałam swoje rzeczy już wcześniej ale lepiej sprawdzić wszystko raz jeszcze. Kiedy weszłam do łazienki wspomnienie samo pojawiło się w mojej głowie.

-Harry patrz! Mój nowy kąpielik!- powiedziała Lux kiedy weszłyśmy razem do łazienki, w której siedział Harry.
-Wow! Jest cały w motylki!- Harry wydawał się być tym faktem równie podekscytowany jak mała.
-No wiem, mama mi go kupiła na basen- wyjaśniła dziewczynka podchodząc do wanny wypełnionej wodą.
-Sprawdź czy nie jest za ciepła- powiedziałam a mała posłusznie włożyła rączkę do wody.
-Jest super- zakomunikowała i z pomocą chłopaka weszła do wanny, która miała robić za jej mini basen. Przez następne kilka minut po prostu siedziała w wodzie i myła swojej ukochanej lalce włosy.
-Czemu Lux nie przyjeżdża do nas częściej?- zapytałam. Lou miała jakąś mega ważną imprezę branżową czy coś. My w sumie też mięliśmy się na niej pojawić ale przez to, że byliśmy tacy zalatani zaoferowaliśmy się, że możemy popilnować małej tego wieczora kosztem tej jakże ciekawej imprezy. Louise się zgodziła właściwie od razu i tak Lux zostawała u mnie na noc. Dziewczynka już tydzień wcześniej zaplanowała co ma ze sobą wziąć i dlatego wzięła chyba połowę swojego pokoju. Niezbędne do życia okazały się misie, lalki, kolorowanki, milion ubrań a nawet jej nowy strój kąpielowy, który z wdziękiem nam właśnie prezentowała.
-Bo przeważnie nie mamy czasu- powiedział i mnie przytulił.
-Wiem...- westchnęłam głośno i zauważyłam kątem oka, że Lux nam się przygląda. Przypomniało mi się wtedy jak bystra i spostrzegawcza potrafi być. Nie raz umiała zaskoczyć wszystkich swoim trafnym komentarzem, jak chociażby wtedy kiedy powiedziała, że cieszy się, że w końcu się z Harrym lubimy… 
-Ali… Wiesz o tym bo mówiłem ci to już wiele razy, ale ja naprawdę chcę mieć z tobą dzieci. I już nie mogę doczekać momentu kiedy będziemy pilnować tak swoją małą dziewczynkę... - powiedział i przybliżył się do mnie by szepnąć mi do ucha. -Zrobimy sobie dużo dzieci… A wiesz co jest najlepsze? Że ich robienie jest takie przyjemne…
-Zrobić ci bańki?- zapytałam Lux, która uważnie mam się przyglądała ignorując totalnie wyznanie Harrego.
-Jasne!- mała klasnęła w dłonie a szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy. Po chwili w całej łazience unosiły się małe bąbelki stworzone z wody i mydła. Lux się śmiała i jak się okazało przy robieniu baniek także i my mięliśmy spory ubaw. W pewnym momencie, kiedy Harry był zajęty produkcją bąbelków, Lux spojrzała na mnie, skinęła głową na Harrego i uniosła rączkę tak, że wiedziałam co chodzi jej po głowie. Oczywiście, podobał mi się jej plan dlatego uśmiechnęłam się tylko i szepnęłam ‘okej’. Sekundę później twarz mojego ukochanego była cała mokra ku uciesze Lux no i mojej oczywiście też.
-Ali teraz ty!- krzyknęła Lux więc nie chcąc psuć nikomu zabawy zaczęłam chlapać wodą tak, że po chwili Harry był mokry. Oczywiście chłopak nie mógł być tak po prostu przez nas sponiewierany więc zaczął w ramach zemsty mnie oblewać wodą. Po kilku minutach w wannie prawie nie było wody, która znalazła się na podłodze robiąc w łazience małą powódź. Kiedy przestaliśmy się w końcu śmiać a Lux stwierdziła, że skóra na jej paluszkach pomarszczyła się wystarczająco Harry poszedł po ścierki ja pomogłam ubrać się małej w piżamkę.
-Ali, mogę u ciebie spać częściej?- zapytała i zrobiła tak słodką minę, że byłam pewna, że zrobiłabym wszystko o co by mnie poprosiła.
-Oczywiście- powiedziałam, uklęknęłam przed nią i ją po prostu wyściskałam. Dziewczynka odwzajemniła mój uścisk i w tym właśnie momencie zrozumiałam jak ważna jest dla mnie. Kochałam ją i przez cały ten czas ona była najjaśniejszym promyczkiem w moim nowym życiu. Od samego początku to ona, nawet w tych najgorszych chwilach, dawała mi radość.
-To co? Jemy kolację?- zapytał Harry wchodząc do pomieszczenia ze stertą suchych ścierek w rękach.
-Jemy. A później obejrzymy film, tak?- zapytała i po prostu szczęście biło z jej twarzy. Doskonale wiedziałam, że pozwalamy jej na dużo więcej niż pozwala jej Lou. No ale przecież od tego byliśmy, no nie?
-Jasne, High School Musical, tak jak chciałaś- potwierdził Harry a dziewczynka podeszła do niego i wyciągnęła rączki do góry. Chłopak natychmiast podał mi ścierki i wziął ją na ręce.
-Nie lubię kiedy tak się czeszesz- powiedziała i zdjęła mu gumkę z włosów. Ja oczywiście zaczęłam się śmiać bo wiedziałam jak Harry kocha swojego koczka. Zawsze był taki dumny kiedy go zrobił. Serio, nie wiedziałam o co mu chodziło i dlaczego tak bardzo się cieszył, że może chodzić w takiej fryzurze. Wiedziałam jednak, że dziewczynka uderzyła w jego czuły punkt i wydało mi się to niesamowicie zabawne.
-Czy ty nie jesteś za mądra?- zapytał i odgarnął jej włoski z czoła. -A ty się nie śmiej.
-Dobra, koniec tego gadania, wasza dwójka ma natychmiast pomaszerować do kuchni a ja za minutę do was przyjdę, tylko wytrę podłogę, zrozumiano?
-Zrozumiano- powiedzieli razem i w momencie kiedy wychodzili już z łazienki usłyszałam pewne pytanie padające z ust dziewczynki. A kiedy je usłyszałam żałowałam, że klęczę już na podłodze ze ścierką w dłoni. Żałowałam, że nie mogę zobaczyć w tym momencie miny Harrego.
-Harry?
-Hmm?
-A skąd się biorą dzieci?

Uśmiechnęłam się sama do siebie, przypominając sobie tamten wieczór. Jedno z moich najpiękniejszych wspomnień… Byłam idiotką. Skończoną idiotką, która planowała z nim przyszłość. Z osobą, która zamknęła mnie pod szklanym kloszem i hodowała karmiąc głupimi tekstami o wspólnej przyszłości, o tym, że mnie kocha, o tym, że jestem najważniejsza. Ale ja nigdy nie byłam choćby ważna. Nie byłam ważna na tyle by przyznać się do wszystkiego. Byłam za to tak naiwna i ślepa by nie widzieć tego całego zła, by go kochać bezwarunkowo i bezgranicznie. By nie widzieć jego wad. By patrząc w jego oczy nie widzieć tego całego kłamstwa, na którym zbudował naszą relację. Ali stop. Sprawdź szafki, wyjdź stąd i idź do salonu, nakazałam sobie i to właśnie zrobiłam. Sprawdziłam czy przez przypadek nie zostało tam nic mojego i poszłam do salonu.

Leżałam na kanapie w salonie, ze słuchawkami w uszach i zamkniętymi oczami. Na podłodze, oparty o kanapę siedział Harry. Za uchem miał ołówek, a w dłoni miał długopis i jak mówił miał wenę dlatego pisał. Nie wiedziałam co pisze, o czym i dla kogo. Czy jest to o miłości? Czy o marzeniach? Wiedziałam tylko, że naprawdę jest natchniony. I podekscytowany. Zawsze taki był jak pisał nową piosenkę. Wydawało się wtedy, że ma swój własny świat i nic go z niego nie wyciągnie. Podłogę pokrywało coraz więcej kartek a on co chwilę coś skreślał i porównywał wszystkie wersje i był przy tym tak pochłonięty, że gdyby świat się zaczął walić albo gdyby nagle Ziemię zaatakowali kosmici, on i tak by tego nie zauważył. Ja natomiast rozkoszowałam się tym, że nic nie muszę robić tylko mogę leżeć, słuchać muzyki i cieszyć się jego obecnością. I kiedy tak leżałam nagle w uszach usłyszałam znajomą melodię. Słuchałam muzyki z jego iPoda, mój magicznie się zagubił i nie wiedząc jakim cudem znalazł się u Nialla. Horan miał oddać mój sprzęt przy okazji dlatego teraz korzystałam z uprzejmości Harrego i przywłaszczyłam sobie jego własność. I doznałam szoku kiedy usłyszałam tę piosenkę. Harry ogólnie miał naprawdę dobry gust jeśli chodziło o piosenki. Jego mp4 zawierała naprawdę wiele wspaniałych utworów, wiele perełek, klasyków. Ale tej piosenki się nie spodziewałam.
„No one would listen
No one but her
Heard as the outcast hears.”- usłyszałam i jedyne co mi wpadło do głowy to wyciągnąć jedną słuchawkę z ucha i podać ją Harremu. Ten oczywiście nie zauważył nawet mojej wyciągniętej przed jego twarzą dłoni więc postanowiłam mu włożyć słuchawkę w ucho. A kiedy tak jak ja usłyszał piosenkę nagle znieruchomiał. Odłożył kartki i przez kilka sekund po prostu siedział w bezruchu.
-Nie wiedziałam, że lubisz tę piosenkę- powiedziałam. Nie pamiętałam nawet czy mu ja pokazałam, przecież piosenka nigdy nie znalazła się w filmie…
-To dziwne, że jestem chłopakiem i mam na iPodzie taką piosenkę?
-Nie… Może trochę, cóż playlista Nialla jest nieco inna…- ale nie o to mi chodzi! Co z tego, że jesteś chłopakiem i masz piosenkę z musicalu na iPodzie?! Harry ty masz tę piosenkę! Jedną z najpiękniejszych i najsmutniejszych piosenek na świecie!
-Wiem, pożyczył mi kiedyś jak nie miałem mojego…
-Dlaczego ją masz?- zapytałam i czułam się jak wariatka, która we wszystkim widzi jakieś drugie dno. Ale kurde! Wiem co on myśli o tym filmie, no i oczywiście o całej tej historii. I jakimś cudem zgrał sobie właśnie tę piosenkę.
-Bo ja lubię- powiedział a ja nie wiedziałam czy mam o coś jeszcze pytać czy mam mu dać po prostu spokój. Dlatego zdecydowałam się na drugą opcję. Zamierzałam wyciągnąć słuchawkę z jego ucha ale wtedy jego dłoń złapała moją a on sam odwrócił się tak, że widziałam jego twarz. -Usłyszałem ją jak pożyczyłem kiedyś twoją mp4… Kojarzy mi się z tobą. Z nami… Tak jakby umiem się z nią utożsamić- powiedział a ja poczułam się dziwnie. Totalnie dziwnie i sama nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
-Kocham cię- wyszeptałam bo wydawało mi się, że tylko to mogę powiedzieć i tylko to wydawało mi się w tym momencie słuszne.
-She saw my loneliness…- zaśpiewał głos w słuchawce i Harry a ja poczułam ukłucie w sercu. Zrobiło mi się jednocześnie smutno i poczułam bezgraniczne szczęście kiedy Harry dokończył piosenkę razem z Upiorem. Wiedziałam, że nie lubił tej postaci bo w pewnym stopniu się z nią identyfikował i to sprawiało, że naprawdę ogarniał mnie niewyobrażalny smutek, jednocześnie byłam świadoma tego, że to ja jestem tą, która zobaczyła w nim dobro którego on sam w sobie nie widział, zobaczyłam jego miłość, samotność. To ja byłam tą, która dzieliła z nim troski i świadomość, że ten piękny chłopak z motylem na brzuchu śpiewa to dla mnie mając na myśli mnie powodowała, że czułam się idiotycznie szczęśliwa. Czułam się wypełniona jego miłością dlatego kiedy skończył rzuciłam się na niego i zaczęłam go całować bez opamiętania. Po chwili nasze pocałunki przerodziły w coś więcej i czując się totalnie wyjątkowo kolejny raz dawałam mu malutką cząstkę siebie mając nadzieję, że on też czuje się wyjątkowo dzięki mnie…

Byłam naprawdę głupią owieczką niczego się nie domyślając. Nawet przez sekundę nie podejrzewałam, że ukrywał przede mną tak okropne rzeczy. Cały czas myślałam tylko i wyłącznie o tym, że ma problem ze sobą bo potrafi być chorobliwie zazdrosny, bo miewa napady agresji i to sprawia, że nie potrafi się zaakceptować. Że na tym polega jego zło. Ale za każdym razem kiedy mówił, że robił w życiu złe rzeczy, kiedy obwiniał się o to co mi zrobił nie miał na myśli momentu w którym mnie uderzył, miał na myśli całe zło, które mi wyrządził. Patrzył mi w oczy codziennie i mimo tego ja nie dostrzegłam w nich kłamstwa. Nie umiałam na niego patrzeć tak jak powinnam. Byłam nim tak bardzo pochłonięta, że pragnęłam tylko i wyłącznie jego szczęścia. Jego spokoju. Ale on nigdy miał go nie zaznać. Nie ze mną u jego boku. Nie dopóki dręczyło go to co ukrywał. Jess, Klaudia, Steve, tabletki, video, mieszkanie… Dopiero znając całą prawdę umiałam go zobaczyć. Dopiero kiedy odkrył ostatnią kartę zobaczyłam jego prawdziwą twarz i to do czego był zdolny. Wiedziałam, że mnie kochał, wiedziałam, że to nie była zdrowa miłość. Ale mimo wszystko byłam pewna. Mimo początkowych wątpliwości stojąc w naszym salonie, który był pusty jak nigdy, mimo wszystkiego co o nim wiedziałam byłam pewna, że mnie kochał… Westchnęłam głośno i podeszłam do okna by poprawić firankę. Rozejrzałam się dookoła i po tym jak upewniłam się, że nie zostawiłam niczego co należałoby do mnie poszłam do mojego pokoju. Kiedy tam weszłam wyglądał prawie tak jak zawsze. Prawie, bo ze ścian zniknęły zdjęcia, z półek płyty, książki… Wędrowałam wzrokiem po całym pokoju i wtedy spojrzałam na parapet.

-Dziękuję.
-Zie ku ji- starał się powtórzyć a ja starałam się z niego nie śmiać. Co było ciężkie. Serio.
-Prawie. DZIĘĘĘĘKUUUUJĘĘĘĘ- powtórzyłam starając się powiedzieć to najbardziej dokładnie, wyraźnie i powoli jak tylko umiałam.
-Dzieeee kuuuu jjiiiii.
-Dobrze, możesz to powtarzać naprawdę często, jak moja mama da ci jeść, jak tata da ci w twarz- powiedziałam i zaczęłam się śmiać widząc jego minę. -Żartuję! Sam najlepiej wiesz kiedy dziękować. Okej, teraz czas na proszę: proszę.
-Poszeee- powtórzył a ja zaczęłam się śmiać. -To jest głupie!
-Ej!- oburzyłam się i walnęłam go w głowę. -To mój ojczysty język i jest piękny, nie głupi.
-I w chuj trudny- zaskomlał i zrobił zbolałą minę.
-Nie narzekaj. Umiesz już powiedzieć, hej, dzień dobry, kocham cię, dziękuję no i teraz czas na proszę.
-Poszę.
-PROSZĘ.
-Pro… Posze.
-PRO SZĘ.
-Prosę- powiedział i wydawał się naprawdę dumny z tego, że prawie mu wyszło.
-No widzisz? To nie jest takie trudne i naprawdę szybko ci idzie- pochwaliłam go i wsadziłam mu do buzi kawałek pomelo.
-Mam po prostu dobrą nauczycielkę, no i oczywiście jestem zmotywowany- powiedział i spojrzał na moje cycki. Głupek. Obiecałam mu, że jak on pouczy się polskiego w nagrodę dostanie mnie… Psikus polegał na tym, że dostałam okres trzy dni wcześniej niż zwykle i Harry nie miał pojęcia, że jestem niedysponowana. Zwodziłam go cały wieczór, ale nie miałam żadnych wyrzutów sumienia. To on sam nalegał na to żebym nauczyła go parę słów, żeby mógł zabłysnąć przed moją rodziną kiedy pojedzie ze mną ich odwiedzić. Łaził za mną i jak w końcu mięliśmy czas on zawsze się wymigiwał i wymyślał głupoty bo tak naprawdę nie chciało mu się uczyć. Dlatego w końcu znalazłam na niego sposób i tak siedzieliśmy na parapecie i Harry  końcu uczył się podstaw podstaw podstaw tego czego chciałam go nauczyć.
-Taaa.
-Zapomniałaś, że nauczyłaś mnie jeszcze jednego słowa, już dawno temu- powiedział ciszej.
-Tak? Niby jakiego?- zapytałam i liczyłam, że powali mnie jakimś „jesteś piękna” czy coś w tym stylu.
-Kurwa- powiedział a ja znowu walnęłam go w głowę. Tego słowa to akurat nauczyłam chyba wszystkich i oczywiście było to ich ulubione polskie słowo. Boże, raz Louis powiedział to na koncercie. Oczywiście później wszyscy wiedzieli od kogo nauczył się tak mówić.
-Nie przeklinaj- upomniałam go.
-Koniec tej nauki na dziś- oznajmił i uśmiechnął się uwodzicielsko.
-Okej ale musimy się umówić na drugą lekcję.
-W przyszłym tygodniu- powiedział i wstał. Wziął z moich rąk miskę, w której wciąż znajdowało się kilka kawałków polmelo i odłożył ją na komodę. Kiedy szedł w moim kierunku postanowił pozbyć się koszuli, którą rzucił niedbale na podłogę. Kiedy to zrobił nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać jak opętana.
-Harry…- wyjęczałam trzymając się za brzuch. Chłopak patrzył na mnie nieco skołowany ale cały czas się uśmiechał.
-Co? Co cię tak bawi?- zapytał w końcu widząc, że chyba sama z siebie nie wyjawię mu powodu mojego dzikiego śmiechu.
-Bo… Bo ja mam okres- powiedziałam a uśmiech zniknął z jego twarzy. -A ty się tak napaliłeś…
-Skarbie nie masz okresu.
-Mam.
-Przecież wiem kiedy powinnaś go dostać.
-No właśnie, powinnam. Nie moja wina, że dostałam dzisiaj- powiedziałam nieco spokojniej jednak wielki banan ciągle nie schodził z mojej twarzy.
-Nie wierzę- powiedział.
-Mam iść do łazienki i pokazać ci zużyty tampon?- zapytałam i uniosłam brew do góry. Wtedy Harry tylko westchnął i spojrzał na mnie naprawdę zasmucony.
-Boże, życie jest takie niesprawiedliwe…- powiedział, w palcach trzymając swój krzyżyk…

Miałeś rację Harry. Życie jest niesprawiedliwe. Miłość powinna dawać nam szczęście, powinna zmuszać do samodoskonalenia. Nasza miłość tylko się taka wydawała. Do pewnego momentu. Podeszłam do łóżka, dotknęłam pościeli ostatni raz. Zabrałam z tego mieszkania prawie wszystko, została mi ostatnia walizka pełna ubrań. Ale części rzeczy nie umiałam zabrać ze sobą. Po prostu nie mogłam dlatego zostawiłam je w pudełku, które postawiłam na parapecie. Znajdowały się tam nasze zdjęcia, ususzona róża, klucze do jego domu, prezenty od niego… I teraz miałam tam włożyć coś co było tak symboliczne… Co było jak moje serce. Podeszłam do pudełka i je otworzyłam. Następnie zerwałam wiszący na mojej szyi wisiorek, zdjęłam z palca pierścionek i włożyłam je do pudełka a kiedy to zrobiłam z moich oczu wypłynęły łzy. To był koniec. Koniec. Czułam jak ciężar w moim sercu rośnie, jak nagle wszystko zaczyna mnie przygniatać. Mój płacz przerodził się w szloch dlatego nie czekając chwili dłużej spojrzałam ostatni raz na moje motyle i zamknęłam pudełko. Następnie wzięłam walizkę, wyciągnęłam z niej rączkę i zamierzałam wyjść z tego mieszkania najszybciej jak potrafiłam. Oparłam się pokusie sprawdzenia wszystkich pomieszczeń raz jeszcze i byłam już w przedpokoju kiedy kolejne wspomnienie zalało mój umysł.

-Doskonale wiesz, że tego nie lubię!- wrzasnęłam totalnie zła i poirytowana. Co on sobie do cholery wyobrażał?! Czy do niego nie dociera to co się do niego mówi?!
-Mam to w nosie, to jest zdrowe i będziesz to jadła!- krzyczał totalnie wkurwiony.
-Harry nie jestem umierająca, nie rozumiesz? Anemia to nic! Moja mama całe życie ma anemię!
-Ali kupiłem to i to zjesz, bez żadnych zbędnych dyskusji.
-Ale czy ty nie rozumiesz, że mi to nie smakuje?- ależ on był uparty! Jak osioł!
-A czy ty nie rozumiesz, że się o ciebie martwię?
-Jesteś taki uparty!
-Nie, to ty jesteś uparta!
-Nie zjem tego. Nie interesuje mnie co z tym zrobisz, ale masz zabrać te zakupy stąd bo po pierwsze nie będziesz zapełniał mi lodówki a po drugie jestem już duża i sama będę decydować o tym co jem- powiedziałam oschle wkładając całą siłę w to, żeby brzmieć nieustępliwie.
-Aha, czyli mam to teraz stąd wziąć i wyrzucić to do śmieci, tak?- zapytał z wyrzutem.
-Nie interesuje mnie co z tym zrobisz. Mam swoje pieniądze, sama mogę kupić to co lubię- on przeginał. Zawsze chciał za wszystko płacić a przez tą moją głupią anemię naprawdę padło mu na mózg. Musiał zrozumieć, że w tym mieszkaniu to ja zajmuję się wyposażeniem lodówki.
-Nawet nie masz pojęcia jak momentami możesz grać na nerwach!
-Ja gram na nerwach?! To ty zachowujesz się jakbym była jakaś ograniczona, traktujesz mnie jak dziecko i po prostu mnie drażnisz!
-Okej! Stop! Ta rozmowa nie ma sensu bo nie mogę rozmawiać z tobą skoro świadomie robisz wszystko, żeby mnie wkurwić!- wrzasnął, oczywiście zostawił te głupie zakupy i wyszedł trzaskając drzwiami. Stałam tak jeszcze z minutę wkurwiona na niego i zastanawiałam się jak mam odreagować.
-Kretyn!- krzyknęłam i niewiele się zastanawiając postanowiłam rzucić w drzwi moim kapciem. I w momencie kiedy to zrobiłam drzwi się otworzyły a Harry w ostatniej chwili uchylił się unikając ciosu prosto w twarz.
-Jesteś najbardziej nieznośną i wkurwiającą osobą jaką znam- powiedział, podszedł do mnie i złapał mnie w pasie po czym jego usta gwałtownie złączyły się z moimi zabierając mi powietrze, przesłaniając cały świat…

Stop! Koniec! Nie chcę dłużej tego pamiętać! Nie chcę pamiętać o nim, o tym co było o tym co zrobił! Chcę go wymazać z pamięci! Wszystko! Skrzywdził mnie w najgorszy możliwy sposób a ufałam mu ślepo! Pomógł mi zbudować siebie na jego kłamstwach! Dlaczego nie mogę go znienawidzić tak jak chcę?! Dlaczego ta cała krzywda, którą mi wyrządził nie może przesłonić tego co było między nami dobre?! Szlochałam nie mogąc się uspokoić i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że siedzę skulona pod ścianą. Nie miałam siły stać i wydawało mi się, że już zawsze będę się tak czuć. Zraniona, oszukana, totalnie do niczego. Nie chcę cię kochać! Nie chcę! Chcę cię nienawidzić! Chcę o tobie zapomnieć! Pozwól mi zapomnieć! Otworzyłam się przed tobą, poznałeś moje sekrety! Straciłam przy tobie bezpieczne schronienie, wystawiłam się na pełny widok! A ty to wykorzystałeś! I byłeś przy tym bezlitosny! Boże, dlaczego to tak boli?! Dlaczego nie mogę złapać normalnego oddechu? Dlaczego wydaje mi się jakbym zaraz miała się udusić? Dlaczego będąc świadomą tego co zrobił, całego zła, które wyrządził czuję, że to on jest wszystkim co posiadam, wszystkim czego potrzebuję. Jest powietrzem dla którego mogłabym zabić. Jest moim wszystkim. Miałam wrażenie, że to się nigdy nie skończy. Że już do końca swoich dni będę się tak czuć, że będę miażdżona przez to wszystko i jedyne co mi pozostało to nadzieja. Nadzieja, że kiedyś, pewnego dnia znowu złapię oddech… Znowu nauczę się oddychać. Sama.




Hello! Oto ja i mój rozdział numer 54... Rozdział pełen wspomnień...
W ogóle wiecie jak masakrycznie trudno piszę się taki rozdział kiedy w głowie masz same radosne i wesołe piosenki??? A musisz się skupić i pisać, że ci smutno! XD
No właśnie, jeśli chodzi o piosenki to ta, którą dodałam na samym początku rozdziału jest tak naprawdę inspiracją dla niego i w sumie pomysł na ten rozdział narodził się w mojej głowie już ponad rok temu (!!!!!!) w momencie kiedy usłyszałam tę piosenkę! Tak więc możecie podziękować Sarze Bareilles za to, że ten utwór powstał bo dzięki niemu powstał ten rozdział XD A tak w ogóle to ta piosenka jest taaaaka piękna!! Taka idealna! No normalnie Sara to geniusz jakiś!! Ostatni fragment rozdziału jest przeplatany cytatami z tej piosenki!!
W rozdziale kolejny raz pojawia się No One Would Listen no ale o tej piosence już pisałam pod tamtym rozdziałem więc teraz nie będę się powtarzać.
Cytat z początku rozdziału pochodzi z Glee:)  W opowiadaniu to motto życiowe Ali...
Dziękuję wszystkim za komentarze pod ostatnim rozdziałem!! <3
Jeśli chodzi o rozdział kolejny to postaram się go napisać w miarę szybko jednak w sumie czasu to ja w ogóle nie mam do 2 lipca XD No ale z tym rozdziałem się spięłam więc mam nadzieję, że następny dodam tak za około tydzień :)
Kolejny rozdział będzie nieco inny no i przede wszystkim będzie już ostatnim rozdziałem bo po nim tylko epilog będzie!!! A później podejmiemy decyzję czy chcemy 2 część (chociaż chyba chcemy, no nie?XD)
W ogóle ten miał być krótki a wyszło prawie 9 stron XD
Przepraszam za błędy, wszelkie niejasności i niespójności!!!
Proszę o komentarze!
Okej, to chyba wszystko :)
Miłej niedzieli Wam życzę!
Do następnego!

PS I loooooveee you all!!!!! <3 <3
PSS Czuję, że zapomniałam o czymś Wam napisać XD

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 53






„Then at last, a voice in the gloom
Seemed to cry „I hear you;
I hear your fears,
Your torment and your tears.”




Serce podeszło mi do gardła w momencie kiedy zobaczyłam nieruchomą postać siedzącą na kanapie. Nie miałam zielonego pojęcia co mam zrobić. Czułam jak strach zaczyna przejmować kontrolę nad moim ciałem. On wie, że w końcu zorientowałam się, że tu jest? Może powinnam udawać, że go nie widzę? Może powinnam spokojnie przejść koło niego a następnie biegiem ruszyć do wyjścia? Boże jak on się tu w ogóle znalazł?! Dlaczego mnie straszy?! Stałam sparaliżowana i patrzyłam na czarną postać bojąc się wszystkiego co mogło się wydarzyć w ciągu następnej chwili. Stałam jak wryta a wtedy on odwrócił głowę i nie mnie spojrzał.
-Nie bój się- powiedział cicho a ja wiedziałam, że jestem skończona.
-Jak tu?- nie mogłam skleić sensownego zdania.
-Dorobiłem klucz- wyjaśnił.
-Przecież miałeś być u mamy- powiedziałam bardziej do siebie niż do niego. Jakim cudem on wiedział, że przylecę? -Dlaczego tu jesteś? Skąd wiedziałeś?
-Jak mogłaś to zrobić?- zapytał z takim wyrzutem, że w moich oczach momentalnie zebrały się łzy.
-Skąd wiedziałeś, że przylecę akurat dziś? Dlaczego…
-Nie tylko za mną chodzą paparazzi- wyjaśnił powoli. -Dlaczego to zrobiłaś?
-Przerażasz mnie- wyszeptałam. Naprawdę mnie przerażał. Robił wszystko żebym się go bała.
-Myślałaś, że kiedy się dowiem będziesz tysiące kilometrów ode mnie? Kurwa! Ali! Myślałaś, że po miesiącu nieobecności nikt nie zrobi ci zdjęć kiedy nagle znajdziesz się w LA? Myślisz, że jestem głupi?! Że się nie domyślę po co tam poleciałaś?! Że nikt mnie nie poinformuje?! Wystarczyło, że tam zadzwoniłem rozumiesz? Jak kurwa mogłaś to zrobić?! Jak?!
-Przestań na mnie krzyczeć!- strach, smutek i wyrzuty sumienia. To czułam w tym momencie. Mimo tej całej psychicznej sytuacji umiał wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia.
-Zostawiłaś mnie jak psa!- wrzasnął i w tym momencie łzy spłynęły mi po policzkach.
-Jak możesz tak mówić?! Nie widzisz, że zrobiłam to bo się ciebie boję?! Bo grozisz mi od ponad miesiąca, że się zabijesz?! Bo dzwonisz codziennie i po każdym twoim telefonie mam ochotę podciąć sobie żyły?! Nie widzisz jak bardzo nas to niszczy?!
-Dlaczego nawet nie próbujesz tego zmienić? Dlaczego uciekłaś i mnie zostawiłaś? Dlaczego kurwa jestem w tym sam?
-Harry nie mogę już tego znieść. Nie mogę. Nienawidzę cię całym sercem. Za wszystko. Dręczysz mnie, dzień w dzień a teraz robisz wszystko, żebym to ja czuła się winna. To nie jest fair!
-Ty kurwa nie jesteś fair! Popełniłem wiele błędów ale dałem ci milion powodów do tego, żebyś mi wybaczyła, żebyś zobaczyła że cię kocham i że jesteś dla mnie całym kurwa światem. I po tym wszystkim odchodzisz bez pożegnania i kurwa mówisz, że mnie nienawidzisz?
-Harry błagam cię, zrozum mnie…
-Nie rozumiem, właśnie chodzi o to, że nie rozumiem. Co mam zrobić? Jak bardzo mam się jeszcze starać? Ali nie uwolnisz się ode mnie. Nigdy nie dam ci spokoju. Zerwałaś umowę ale to nic nie da. Ode mnie się nie da odejść- wysyczał przez zaciśnięte zęby.
-Jesteś nienormalny!
-Zabije się, przysięgam, że to zrobię!
-Błagam cię, nie mów tak. Nie wiesz co masz robić, żeby mnie odzyskać a mówisz coś takiego? Jak możesz?- płakałam to małe niedopowiedzenie. Jak wylewałam cały ocean łez.
-A jak ty mogłaś mi to zrobić?!
-Ja nic nie zrobiłam.
-Nic?! Kurwa! Po wszystkim nawet nie próbujesz się starać! Tylko ja cały czas wierzę! Kurwa cały czas próbuję walczyć bo, czuję się tak jakbyś rzuciła na mnie jakiś urok, całe moje życie jest teraz zależne od ciebie i ty mówisz, że nic nie zrobiłaś. Odeszłaś w najgorszy możliwy sposób. Kurwa Ali rozmawialiśmy dwa dni temu i nic nie powiedziałaś!
-A co miałam ci powiedzieć? Że lecę do LA żeby się od ciebie uwolnić? Żebyś przyleciał tam i robił wszystko żeby mi to uniemożliwić? Zrobił byś to, nawet nie zaprzeczaj.
-Oczywiście, że bym to zrobił. Potraktowałaś mnie jak śmiecia, dałem ci wszystko a ty nie dajesz mi nic. Dałem ci siebie a ty nie zająknęłaś się nawet, że odejdziesz! Zachowałaś się jak tchórz!- krzyczał a ja nie miałam siły już nawet stać. Ryczałam, szlochałam i nie mogłam uwierzyć, że on mi to robi. Że tak mówi. Upadłam przed nim na kolana i czułam, że nie wyrabiam. Że umieram.
-Do ciebie nic nie dociera- nie wiedziałam czy w ogóle rozumie co mówię, sama siebie nie rozumiałam. Chciałam tylko zamknąć oczy, chciałam żeby to się w końcu skończyło.
-Ali wstań- podszedł do mnie i nachylił się nade mną.
-Chciałam tylko nas uratować- Harry chwycił mnie za ramiona i pociągnął do góry. Po chwili trzymał mnie w swoich ramionach a ja nie miałam nawet grama siły by go od siebie odepchnąć.
-Ali wiesz o tym, że cię kocham. Wiesz, że zrobię wszystko by mieć cię przy sobie.
-Dlaczego nie rozumiesz, że ja nie chcę być przy tobie? Dlaczego mówisz to wszystko? Harry dałam ci wszystko co miałam a ty mówisz, że potraktowałam cię jak śmiecia? Jak moje wszystko możesz nazywać niczym? Jak możesz tak w ogóle myśleć? Jak? Po tym wszystkim co razem przeżyliśmy?
-Nie rozumiem jak po tym wszystkim ty możesz tak po prostu odejść?
-Bo wiem, że to nie ma sensu.
-To, że cię kocham nad życie nie ma dla ciebie sensu? Nadal w to nie wierzysz? Nadal uważasz, że cały czas udaję?
-Miłość to nie wszystko, nie zawsze wystarcza.
-Miłość to jedyne co mi zostało… Wierzyłem w to, że kiedy będziesz koło mnie cały czas… Że uda mi się. Że znowu mnie pokochasz- wyszeptał i z jego oczu wypłynęły łzy.
-Przecież wiesz, że wciąż cię kocham. Kocham i nienawidzę najbardziej na świecie- powiedziałam a w pokoju na ułamek sekundy stało się zupełnie jasno. Burza na zewnątrz stawała się coraz gwałtowniejsza, przez otwarte okno do mojego mieszkania wdzierał się nie tylko wiatr ale też deszcz ale ja nie zwracałam na to uwagi. Jedyne o czym myślałam to, że on trzyma mnie w swoich ramionach i to uczucie wciąż jest niesamowite. Że moje ciało cały czas reaguje na jego dotyk tak samo. Że nie mogę dopuścić do czegoś więcej a mimo tego nie odsuwam się od niego. Powiedziałam, że go kocham. Jak mogłam to powiedzieć? Dopiero co wykrzyczał, że dał mi wszystko a ja jemu nie dałam nic. Jak wszystko co mu ofiarowałam może nazywać niczym?
-Chcę żebyś stąd wyszedł- powiedziałam podejmując próbę odepchnięcia go od siebie.
-Nie chcesz tego, chcesz żebym został- wyszeptał a ja wiedziałam co planuje. Nie chciałam go ranić, ale bałam się, że jeśli nie powiem tego co powinnam wszystko może skomplikować się jeszcze bardziej. Musiałam być równie bezwzględna jak on. Musiałam wierzyć, że pomimo jego ciągłych gróźb nic sobie nie zrobi.
-Nie chcę, nie chcę cię znać. Mam dosyć walczenia z tobą. Mam dosyć ciebie, dlatego odchodzę, wolę poświęcić wszystko co mam by uratować swoje życie rozumiesz? Siebie. Muszę odejść i ty musisz się z tym pogodzić. Między nami nic już nie ma. To koniec, za parę dni wyjeżdżasz beze mnie.
-Wcale tak nie myślisz- powiedział a pewność w jego głosie była wręcz przerażająca.
-Nienawidzę cię, nie chcę cię znać, nie chcę, żebyś mnie teraz dotykał, nie chcę cię widzieć, nie chcę cię słyszeć. Jedyne czego chcę to zapomnieć o tobie.
-Kochasz mnie.
-Boję się ciebie- powiedziałam mając nadzieję, że to jakoś na niego wpłynie.
-Nie chcę, żebyś się bała…
-Jesteś takim hipokrytą… Nie chcesz żebym się bała ale zakradasz się tu w nocy, siedzisz w ciemnościach… Ukrywasz przede mną fakt, że dorobiłeś klucz… Codziennie piszesz mi takie smsy, że boję się w ogóle dotykać telefonu, wykrzyczałeś mi prosto w twarz, że to ty jesteś tym poszkodowanym. Że ja nic tobie nie dałam. Boję się ciebie, boję się że coś sobie zrobisz bo cały czas mnie straszysz. Boję się tego, że nie wiem co teraz zrobisz. Boję się, że nie będziesz chciał stąd wyjść, boję się, że to wszystko się nigdy nie skończy. Nie chcesz mnie straszyć ale to właśnie robisz, boje się ciebie- nie miałam zielonego pojęcia czy to co mówię chociaż w kilku procentach do niego dociera ale w końcu mnie puścił i milczał. Nic nie mówił tylko stał a ja sama nie wiedziałam co mam zrobić. Może powinnam do kogoś zadzwonić? Napisać smsa do Nialla? Na początek postanowiłam zamknąć okno i zapalić lampkę stojącą w kącie. Kiedy w pokoju zrobiło się jaśniej i spojrzałam na niego miałam ochotę wyrwać sobie resztki tego co kiedyś nazywałam sercem. Nienawidziłam widzieć go w tym stanie. Zmęczonego, wyczerpanego, załamanego, zapłakanego.
-Ali co chcesz żebym zrobił?- zapytał cicho a ja wiedziałam, że nie chodzi mu o chwilę obecną. Codziennie zadawał to pytanie. Co chcesz żebym zrobił? Zrobię wszystko żeby było dobrze.
-Chcę żebyś stąd wyszedł- powiedziałam cicho i łzy które na minutę przestały wypływać z moich oczu na nowo spłynęły po moich policzkach.
-Dlaczego mi to robisz?- zapytał, podszedł do mnie bliżej i spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Dlaczego ja tobie to robię?!
-Dlaczego mnie odrzucasz?! Ali błagam cię nie bądź taka!- myślałam, że ten etap kiedy na siebie krzyczymy mamy za sobą. Najwyraźniej się myliłam.
-Ja nie mam być taka?! Kurwa Harry!- wrzasnęłam i zaczęłam rozważać opcję ucieczki przez balkon. -Jaka według ciebie jestem?!
-Jesteś najbardziej wkurwiającą osobą na świecie! Doprowadzasz mnie do szaleństwa, dosłownie! A wiesz co w tym wszystkim jest najgor…- ja doprowadzam go do szaleństwa?! To on robi wszystko żebym wylądowała w pokoju bez klamek!
-Wynoś się stąd! Natychmiast!- warknęłam i odepchnęłam go od siebie. Jak się okazało moje zachowanie było bezcelowe bo on natychmiast złapał moją dłoń i przyciągnął mnie do siebie. Wszystko działo się tak szybko, że nie miałam nawet czasu na zorientowanie się, że jego usta znajdują się kilka centymetrów od moich. Zaczęłam się z nim szarpać, próbowałam go odepchnąć od siebie- Puść mnie!- odzywanie się w momencie kiedy jego usta są praktycznie na twoich nie było dobrym pomysłem. I mimo tego, że chciałam by mnie pocałował, sama tego nie rozumiejąc dlaczego, nie mogłam do tego dopuścić. Nie mógł mnie pocałować i musiałam pokazać mu, że nie może tego zrobić. To było złe. Ten chory pocałunek mógł dać mu nadzieję, a ja nie zamierzałam mu jej dawać. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i dzięki temu, że był w koszuli moje palce z łatwością wkradły się pod nią. . W momencie kiedy to zrobiłam poczułam pod opuszkami palców, że na jego skórze pojawiła się gęsia skórka. Wytrąciło mnie to z równowagi dosłownie na ułamek sekundy, przez ułamek sekundy się wahałam by po chwili wbić paznokcie w jego skórę. Zamierzałam przejechać dłońmi w dół, chciałam zadać mu ból, chciałam dać mu do zrozumienia jak ja czuję się w tym momencie ale nie mogłam. Po prostu nie mogłam.
-Zrób to- wyszeptał mi prosto do ucha i w tym momencie z moich oczu wypływały wodospady łez.
-Tak bardzo cię nienawidzę- powiedziałam cicho i wbiłam paznokcie jeszcze mocniej w jego skórę. Wtedy jego dłonie z moich pleców przeniosły się na dłonie. Nie miałam pojęcia dlaczego pod wpływem jego dotyku poczułam się tak jakbym straciła wszelką władzę w rękach. Zamiast zadać mu największy ból fizyczny na jaki było mnie stać ja po prostu dałam mu się trzymać za ręce.
-Ciągle go nosisz- powiedział a ja zaczęłam tracić wszelką wiarę w to, że to wszystko się kiedyś skończy. Byłam głupia nosząc ciągle pierścionek i wisiorek od niego. Ale nie umiałam przestać ich nosić. Byłam żałosna.
-Nienawidzę cię, nienawidzę cię, nienawidzę cię…- zaczęłam powtarzać szlochając.
-Nie mów tak…
-Bo co? Znowu zaczniesz mi grozić, że się przeze mnie zabijesz? Droga wolna- zanim w ogóle zdążyłam sobie uświadomić co powiedziałam on zdążył się już ode mnie odsunąć. Wcale nie chciałam tego powiedzieć!
-Naprawdę ci na mnie nie zależy?- zapytał z wyrzutem a ja nie byłam w stanie wydać z siebie żadnego dźwięku. Byłam podłą suką i w tej chwili nienawidziłam siebie bardziej niż jego. Moje milczenie było dla niego potwierdzeniem. Na jego twarzy malowało się tak wiele uczuć, że nie umiałam przewidzieć co się może stać.
-J…ja- zaczęłam ale było już za późno. Jego zdjęcie znalazło się na podłodze.
-Kurwa! Cały ten jebany czas walczę ciebie jak skończony idiota a ty masz mnie kurwa w dupie!- wrzasnął i złapał kryształowego kangurka, którego przywiozłam jako pamiątkę z Australii. Sekundę później była ona roztrzaskana tak samo jak zdjęcie. -Wiem, że kurwa źle zrobiłem ale to ty! To ty zachowujesz się teraz jak zwykła suka!- krzyknął i kolejna rzecz wylądowała na podłodze.
-Przestań!- nie miałam zielonego pojęcia co mam zrobić. Podejść do niego? Próbować go uspokoić? Jeśli do niego podejdę uderzy mnie.
-Sama kurwa przestań! Robisz z siebie ofiarę chociaż to ja jestem tutaj jedyną osobą, która potrzebuje ratunku!- wrzasnął i złapał moją gitarę. Tę którą dostałam od Nialla na urodziny.
-Harry proszę nie!- krzyknęłam a on tylko spojrzał mi w oczy i z całej siły uderzył gitarą o podłogę. Po kilku sekundach ponowił ten ruch, raz i jeszcze raz aż gitara przestała przypominać gitarę.
-Grasz świętą a jesteś tak samo podła jak one wszystkie- wysyczał przez zaciśnięte zęby. -Ale skoro ani mi ani tobie już nie zależy to kurwa skończę to i przestanę nas męczyć, zabiję się skoro oboje tego chcemy- powiedział i po prostu wyszedł a kiedy to zrobił ja stałam przez jakiś czas i nie wiedziałam co robić. Biec za nim? Sprzątać cały ten bałagan? I kiedy w końcu dotarło do mojej tępiej głowy co się stało było już za późno, Harrego już nie było. Nie wiedziałam gdzie poszedł ale mimo szalejącej burzy musiałam go znaleźć. Biegłam w deszczu do niego ale tam go nie było. Nie miałam pomysłu gdzie mam iść i jedyne co mi przyszło do głowy to zadzwonić do Louisa. Poinformowałam go pokrótce o tym co się stało, że Harry do mnie przyszedł, że dowiedział się, że odchodzę, że się pokłóciliśmy a on wpadł w szał i nie wiem czy sobie czegoś nie zrobi. Po dwóch godzinach poszukiwań okazało się, że Harry pojechał do Gemmy gdzie się upił do nieprzytomności. Mimo tego, że wiedziałam, że jest bezpieczny nie spałam całą noc. W mojej głowie niczym zacięta płyta pojawiał się obraz naszej rozmowy. Po całym dniu milczenia wieczorem dostałam on niego smsa. Napisał, że przeprasza i błagał, żebym nie odchodziła. Praktycznie aż do rozpoczęcia trasy codziennie przychodził do mnie, dzwonił, zastraszał mnie, obrażał, przepraszał, całował mnie po rękach by chwilę później wpaść w szał do tego stopnia, że potrafił popchnąć mnie na ścianę i ciskać pięściami centymetr od mojej głowy. Potrafił przynieść mi bukiet kwiatów mówiąc, że jestem miłością jego życia by za minutę grozić, ze zrobi sobie coś przeze mnie. Z każdym dniem to szaleństwo się nasilało do tego stopnia, że dzień przed koncertem w Cardiff kiedy do mnie przyszedł nie miałam już nawet siły by prosić go żeby wyszedł. Po prostu siedziałam jak lalka, nie odzywałam się, nie płakałam, nie robiłam nic. Wiedziałam, że cokolwiek powiem to i tak nic nie da. Nic nie miało już na niego wpływu. Nic ani nikt. Niall, Louis, Gemma. Harry oszalał a ja oszalałam razem z nim i nie dzwoniłam już do nikogo kiedy Harry przychodził, kiedy mnie straszył. Nie powiedziałam Niallowi nawet o tym, że Harry zniszczył mi gitarę, którą dwa dni później odkupił a ja nie chciałam jej przyjąć i znowu się pokłóciliśmy. Z każdym dniem było gorzej, codziennie umieraliśmy od nowa, codziennie umierała kolejna cząstka nas.

***

-Hej- powiedziałam otwierając drzwi.
-Hej- odpowiedział brunet a gdy zamknęłam drzwi rozłożył ramiona bym mogła się do niego przytulić.
-Co słychać? Jak się ma Perrie?- zapytałam kiedy mnie puścił a ręką pokazałam, że ma wejść do środka.
-Z Perrie wszystko w porządku, w sumie nawet lepiej niż w porządku mimo tego, że ostatnio kłócimy się praktycznie codziennie- Zayn zaśmiał się pod nosem a ja przed oczami od razu miałam mnie i Harrego. My też kłóciliśmy się dzień w dzień i mi do śmiechu w ogóle nie było.
-To super- powiedziałam bez entuzjazmu co Zayn od razu wyłapał i chyba żałował, że to powiedział uważając to za nietaktowne. -Ale ze mnie gapa! Chcesz coś do picia? Nie mam red bulla od razu mówię. Herbata? Sok?
-Sok- powiedział a ja pobiegłam do kuchni po szklanki, lód i sok. Kiedy to wszystko przyniosłam wróciłam się jeszcze po ciastka i podstawiłam je chłopakowi po nos.
-Jedź bo schudłeś znowu- powiedziałam z wyrzutem bo serio wydawało mi się, że jest jeszcze chudszy niż ostatnio.
-To samo się tyczy ciebie- powiedział i pokiwał głową z dezaprobatą. Na początku gadaliśmy o jakiś pierdołach zupełnie nie zahaczając o moje odejście czy o Harrego. Widziałam, że Zayn nie jest tu po to by sobie poplotkować. Przyjechał do mnie bo miał jakiś powód.
-Co jest?- zapytałam w końcu, widząc, że coraz bardziej się denerwuje.
-Nic takiego tylko…- zaczął ale się zaciął.
-Jezu Zayn nie strasz mnie. Coś się stało?
-Chodzi o odejście- wydusił z siebie w końcu, wcześniej upijając wielki łyk soku.
-Tak?- zapytałam podejrzliwie nie wiedząc o co mu chodzi. Przecież sam mnie do tego namawiał.
-Chodzi o to, że… No bo odchodzisz… I ja…- to jego zacinanie i jąkanie w tym momencie doprowadzało mnie do szału.
-Zayn powiedz wreszcie. Myślisz, że źle zrobiłam? Ale sam mówiłeś, że tak będzie lepiej, dla Harrego, dla mnie…
-Ja też odchodzę- powiedział nieco głośniej niż powinien a ja zakrztusiłam się przełykaną śliną.
-C..co?
-Odchodzę. Z zespołu. Też nie będę kontynuował trasy- widziałam ulgę malującą się na jego twarzy kiedy w końcu się dowiedziałam.
-Ale… Jak? Jak długo już to wiesz? Chłopaki wiedzą? Co na to zespół? Wytwórnia? Wszyscy? Odchodzisz ale wrócisz tak? Robisz przerwę?- nie rozumiałam tego co powiedział. Przecież on nie może odejść tak na stałe!
-Odchodzę definitywnie, z One Direction, zespół ma teraz czterech członków. Jeśli chodzi o chłopaków to w sumie przyjęli to dobrze, przedyskutowałem to z nimi. Najgorzej przyjął to Lou, jest na mnie w chuj zły i się obraził.
-Jak długo wiedzą?
-Dwa tygodnie.
-Niall wiedział dwa tygodnie i nic mi nie powiedział?!
-Ej spokojnie, nie kazałem im mówić, sam chciałem ci powiedzieć. Jesteś moją przyjaciółką, pamiętasz? Musiałem powiedzieć ci to osobiście, nie przez posłańca czy telefon.
-Ale dlaczego? Czemu odchodzisz? Ja odchodzę przez Harrego ale ty?- nie mogłam w to uwierzyć. Dlaczego to robi? Co skłoniło go do podjęcia takiej decyzji?
-Bo meczy mnie to wszystko, po prostu już nie daję rady i to wszystko zamiast sprawić mi radość jest dla mnie zwykłym obowiązkiem.
-Myślałam, że to lubisz…- okej, może i Zayn czasami wydawał się nieco wycofany ale on po prostu taki już był. W życiu bym nie przypuszczała, że przyjedzie do mnie by powiedzieć, że odchodzi. Musiał być jakiś powód. Nie możliwe, żeby odszedł bo nagle coś mu się przestało podobać. -To ma związek z plotkami o Perrie? Wiem, że to się nasiliło ostatnio… Widziałam co wypisywali…
-To jeden z powodów…  Ja po prostu zrobiłem rachunek sumienia i naprawdę nie widzę się dłużej w zespole. Ja nie mogę tak wszystkich oszukiwać. No i przede wszystkim nie mogę oszukiwać siebie, muszę żyć w zgodzie sam ze sobą…
-Poczekaj- powiedziałam totalnie niegrzecznie mu przerywając. Wstałam z kanapy i poszłam do szafki w której trzymałam alkohol. Zignorowałam głupie ukłucie w sercu kiedy zobaczyłam butelkę ulubionego wina Harrego i wyciągnęłam pół litra wódki, która została mi jeszcze z mojej imprezy, którą urządziłam zimą. Zayn zaczął się śmiać kiedy postawiłam przed nim butelkę. Zostawiłam go na moment i pomaszerowałam do kuchni po kieliszki, więcej lodu i soku.
-Wybacz ale nie możemy rozmawiać a tym wszystkim na trzeźwo- wyjaśniłam kiedy podałam mu butelkę. Zayn milczał, gapił się na mnie i nie otwierał wódki. Boże, faceci! Wszystko trzeba im tłumaczyć? -Otwórz, nalej nam i kontynuuj.
-Jesteś pewna?
-Jestem Polką, nie bój się, umiem pić.
-Okej- chłopak zaśmiał się totalnie uroczo i w końcu nam polał. Podał mi kieliszek a ja oczywiście już na samym początku musiałam nieco rozlać. -To za co pijemy?
-Za to żeby nasze decyzje okazały się dobre- powiedziałam i  zanim wypiliśmy stuknęliśmy się kieliszkami przez co znowu trochę mi się rozlało. Widząc mój totalny brak poszanowania do alkoholu Zayn patrzył na mnie tak jakby chciał powiedzieć „Kobieto, to jest wódka! Tego się nie rozlewa!”. Po dwóch godzinach picia i rozmawiania stanowczo mogłam stwierdzić, że po pierwsze nigdy chyba nie dotrze do mnie fakt, że Zayn odszedł, po drugie, że jestem już nawalona a po trzecie, że Zayn odwrócił moją uwagę od Harrego. No przynajmniej przez większość czasu ją odwracał albo prawie odwracał.
-Ali mogę zapalić?- zapytał Malik po tym jak wznieśliśmy kolejny toast. Tym razem niczym rasowe miss świata za ‘pokój na świecie’.
-Oczywiście. Ale nie tu, na balkonie, chodź- powiedziałam i chwiejnym krokiem dotarłam do balkonu. Gdy już w końcu się na nim znaleźliśmy chłopak zapalił fajkę i totalnie olał to, żeby spytać czy ja też chcę. A przecież chciałam! -Ej!
-Co?- fajnie, że Zayn też był wstawiony.
-Gdzie się podziali gentelmani…- westchnęłam i wskazałam palcem na jego papierosa.
-Chcesz?- zapytał niepewnie a ja uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
-Chcę!
-Ludzie zbliża się koniec świata! Ali chce fajkę!- Zayn zaczął się drzeć więc żeby przerwać te piski (serio, to były piski!) zasłoniłam mu usta ręką.
-Zamknij się. Wiesz, gdybyś przyszedł na moją imprezę zimą to byś wiedział, że czasami palę.
-Tak? A kto ci niby dał fajkę wtedy?
-A Liam- powiedziałam i wytknęłam na niego język.
-Wow! W takim razie proszę- powiedział i podał mi paczkę, w której było sześć albo osiem papierosów. Nie umiałam stwierdzić dokładnie. Wzięłam jednego do ust a Zayn przysunął zapalniczkę. W momencie kiedy się zaciągnęłam widziałam na jego twarzy ten sam głupi podziw, który widziałam u Liama. Jezu… Święta Ali umie palić. Halo? Wszyscy chodziliśmy kiedyś do szkoły, na imprezy i tak dalej. No przecież każdy kiedyś spróbował jak smakują fajki. To po prostu nieuniknione w życiu każdego człowieka. No nie?
-Nie gap się tak na mnie, nie zacznę się zaraz krztusić i dławić- powiedziałam i pomachałam mu papierosem przed twarzą. Po tym jak Zayn przestał być w szoku, że umiem robić kółka z dymu a ja spaliłam drugiego papierosa zaczęło mi się kręcić w głowie jeszcze bardziej niż wcześniej. Jako, że nie chciało nam się wchodzić do środka usiedliśmy na płytkach na balkonie i pewnie bym tak zasnęła gdyby nie to, że znowu uświadomiłam sobie fakt, że odeszliśmy.
-Nie boisz się?- zapytałam i spojrzałam na Zayna, który miał zamknięte oczy.
-Czego?
-No, że obudzisz się w piątek, piątego czerwca i będziesz żałował. Że jesteś tu a nie tam. A kiedy wybije dwudziesta będziesz siedział w domu i będziesz żałował, że mogłeś być teraz z nimi, w ich świecie.
-Nie wiem.
-Ja się tego boję- przyznałam.
-Ali oboje podjęliśmy słuszne decyzje.
-No ale dla mnie to koniec. To wszystko zaczęło się tak szybko a skończyło jeszcze szybciej, totalnie niespodziewanie.
-Dla ciebie to nie jest koniec.
-Dobrze wiesz jak będzie.
-Ali nie możesz tak mówić bo w życiu jest pewne, że nic nie jest pewne.
-Ale ja się boję, że źle zrobiłam. Ja kocham śpiewać. Dlaczego ty jesteś taki spokojny? Dlaczego się nie boisz? Dlaczego nie boisz się, że za pięć lat włączysz telewizor, zobaczysz ich i pomyślisz „Boże! Byłem taki głupi! Mogłem tam być z nimi! Mogłem zostać.”
-Boję się, okej? Jasne, że się boję. Że będę żałował ale… Ja nie wytrzymuję już. Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę siedem dni w tygodniu jestem pod presją, ciągle w blasku fleszy. To jest straszne. Okej, poszedłem do X-Factora bo tego chciałem. Ale prawda jest taka, że nigdy w życiu nie przypuszczałem, że to się rozrośnie do takich rozmiarów. Że każdy będzie wiedział co robię i z kim robię. Może gdybyśmy nie byli tak popularni… Jak kocham swoich fanów, naprawdę. Uważam, że są świetni i wiem, że kiedy się dowiedzą poczują ogromny zawód. Wiem, że ich zawiodę ale… Kurwa. Perrie nie może nosić pierścionka zaręczynowego bo dostaje miliony nieuzasadnionych hejtów. Kocham ją i ludziom nic do tego. Nikt nie ma prawa się do tego mieszać, nikt nie ma prawa jej obrażać. Nie masz pojęcia ile razy wracałem do niej i musiałem ocierać jej łzy. To najbardziej chujowe uczucie na świecie. Wracać do ukochanej osoby i widzieć, że płacze przez ciebie. Płacze bo z tobą jest. Ali kiedy dałem jej ten pierścionek… Byliśmy najszczęśliwsi na świecie a teraz ona zdejmuje go gdy chce sobie zrobić zdjęcie. Ludzie wyzywają ją od najgorszych chociaż nie mają pojęcia jaka jest naprawdę. Nie widzą tego jak ją ranią. To nie jest normalne i sama o tym wiesz. Byłaś z Harrym. Stałaś się popularna. Nikt nie wie lepiej jak to jest niż ty- Zayn był chodzącym ideałem. Harry też kiedyś mi powiedział, że mógłby dla mnie odejść…
„-Naprawdę rzuciłbyś to wszystko dla mnie?
-Oczywiście- powiedział i nawet się przy tym nie zająknął.
-Ale Harry ty kochasz swoje życie!
-Ale ciebie kocham bardziej- to było chyba najpiękniejsze co mógł w tej chwili powiedzieć.”
Harry wynocha z mojej głowy! Gadam teraz z Zaynem i nie myślę o tobie!- moje myśli były w tym momencie nieźle poplątane dlatego aby wyrzucić z głowy to wspomnienie potrząsnęłam nią energicznie. Gdybyśmy nie byli nawaleni Malik pewnie wziąłby mnie za chorą psychicznie. Ale w tym momencie nie zwracał uwagi na to, że nagle zaczęłam dziwnie potrząsać głową na boki.
-Wiem… I rozumiem cię, w stu procentach rozumiem i popieram. Podziwiam cię za to. Robisz to mimo tego, że wiesz jakie czekają cię konsekwencje ale…- ale to nie zmienia faktu, że ja nadal miałam wątpliwości. Nawet mimo tego co odwalał Harry. Nawet mimo tego, że z każdym dniem było coraz gorzej.
-Ty też zrobiłaś dobrze-powiedziała ja zrozumiałam dlaczego tak naprawdę doradzał mi w podjęciu tej decyzji. Sam przecież musiał podjąć taką samą i najwyraźniej uważał, że to najlepsze wyjście dla naszej dwójki.
-Czytasz mi w myślach?- zapytałam i spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Ali Harry ma naprawdę destrukcyjny wpływ na ciebie i na samego siebie. Rozłąka tylko wam…- postanowiłam przerwać mu bo już to dzisiaj słyszałam i wiedziałam, że ma rację i w głębi duszy wiedziałam, że podjęłam słuszną decyzję. Po prostu wątpliwości pojawiają się zawsze. To jest nieuniknione.
-Dobra, już. Przecież wiem. Po prostu dziwnie tak zmienić całe, życie z dnia na dzień.
-Ale przecież nie musisz rezygnować z muzyki.
-Ale ja nie umiem aktualnie zaśpiewać głupiego „Panie Janie” bo kojarzy mi się to z nim.
-Serio? Panie Janie z Harrym?- zapytał i się zaśmiał.
-Nie śmiej się! Tak! Pamiętam jak to śpiewał przed koncertem… Nagrałam to i… Nie ważne. Teraz to już nie jest ważne- Zayn, Niall czy Zuza. Wszyscy wiedzieli jak między mną i Harrym jest. Najwięcej oczywiście wiedziała Zuzka, ale… Prawda była taka, że nikt poza mną i nim nie wiedział co się dzieje. Nie pisałam Zuzie o wszystkim co robił Harry. Co mówił, co pisał… Większość tego wszystkiego dusiłam w sobie.
-Ali tylko się nie dołujemy teraz, jasne?
-Jasne- westchnęłam smętnie.
-Poważnie mówię. Wszystko się jakoś ułoży, obiecuję- powiedział i objął mnie ramieniem starając się dodać mi otuchy.
-Myślę, że mimo tego, że twoja decyzja jest sensacyjna jest też słuszna- powiedziałam i oparłam głowę na jego ramieniu. -I wymagała wielkiej odwagi.
-Twoja też jest słuszna- zamknęłam oczy i o dziwo poczułam jakiś dziwny spokój. Wydawało mi się, że nigdy w życiu nie byłam spokojna, nie pamiętałam kiedy ostatni raz czułam się spokojna.
-Wiem, mimo wszystkich wątpliwości, wiem o tym- nawet jeśli go zostawiamy. Harry musi usunąć mnie ze swojego życia, tylko tak będzie mógł żyć. Inaczej go zniszczę. Zniszczymy siebie nawzajem.
-Czasami musimy po prostu odpuścić i wtedy… wtedy wszystko nabiera sensu.
-Tylko nie odpuszczaj sobie nas, okej?- co jak Zayn mnie zostawi? Nie chcę, żeby mnie zostawiał!
-Dlaczego miałbym sobie nas odpuścić?
-Nie wiem, ale Zayn… Tak bardzo mi pomogłeś… Jeśli mam być szczera, nigdy nie sądziłam, że to będziesz ty. Że będziesz jak Niall, jak Zuza… I ja nie mogę ciebie stracić- nie wiedziałam czy to alkohol pomaga mi mówić tak szczerze, czy rzeczywiście jesteśmy już z Zaynem na takim ‘poziomie’ naszej znajomości, że mówienie czegoś takiego mnie w ogóle nie krępuje.
-Jesteśmy przyjaciółmi i nie zamierzam sobie tego odpuścić- powiedział szczerze.
-Okej… W takim razie mam jeszcze jedną prośbę.
-Słucham?
-Nie kłóć się z Lou- poprosiłam i spojrzałam w te jego piękne oczy.
-Ale to on zaczyna- powiedział natychmiast.
-To co… Po prostu nadstaw drugi policzek.
-Taaa, łatwo ci mówić.
-Nie łatwo ale… Nie odpuszczaj sobie ich… Wszystkich. Pamiętaj o Joshu, Sandym, Louise- Lou… Kilka razy z nią rozmawiałam odkąd rozstałam się z Harrym ale miałam wrażenie, że jest ona bardziej po jego stronie, jakby nie do końca wierzyła w to, że mógłby zrobić coś strasznego. Niby była świadoma tego jaki Harry potrafił być, ale po prostu nie chciała tego do siebie dopuścić. Z drugiej strony w pamięci miała to jakie Harry miał o mnie zdanie na początku, pamiętała też, że podniósł na mnie rękę i to wszystko było chyba dla mniej po prostu zbyt trudne. Nie wiedziała co powinna myśleć i nie chciała się mieszać. Nie chciała wybierać a ja wiedziałam, że i tak wybrałaby jego… Wiedziałam, że wszyscy wybiorą jego a ja nie chciałam nikogo stawiać w niezręcznej sytuacji. Miałam już tylko Nialla i Zayna. Nie mogłam ich stracić. -Pamiętaj, żeby w urodziny wysłać małej Lux wielkiego pluszowego misia…
-Nie bój się Ali, nie zapomnę.
-Pamiętaj o nim… Okej? Pamiętaj i obiecaj, że nie odpuścisz sobie Harrego, że będziesz z nim nawet w najgorszych chwilach… Wtedy kiedy mnie już przy nim nie będzie.
-Ali obiecuję. Przysięgam, że to, że znikam z ich świata nie znaczy, że znikam z ich życia i oni nie znikną z mojego.
-Dobrze… Byłoby głupio gdybyś tak nagle wszystko sobie olał.
-Nie oleję… Ale się zaraz poleję w gacie tak mi się siku chce- zaskomlał i wstał przez co ja prawie poleciałam na bok.
-To jak? Jeszcze po jednym?- zapytałam wstając z jego pomocą.
-Jeśli chcemy mieć kaca mordercę jutro to okej.
-W takim razie, szykuj się na jutrzejszy zgon- powiedziałam i w momencie kiedy Zayn poszedł siku, ja nalałam nam po kolejnym kieliszku.
-Co z tego, że kobiecie nie wypada- prychnęłam sama do siebie.
-To za co pijemy teraz?- zapytał kiedy wrócił z siusiania.
-Za to żeby w gwiazdkę spadł śnieg- powiedziałam i wyszczerzyłam się do niego jak pajac.
-Za śnieg- powiedział Zayn i obdarzył mnie równie idiotycznym uśmiechem…

***

Jak głupim i łatwowiernym trzeba być żeby wierzyć, że praca i odległość sprawią, że on odpuści? Byłam głupia bo naprawdę wierzyłam w to, że kiedy znajdzie się w trasie, kiedy wpadnie w wir pracy, odpuści albo przynajmniej przestanie mnie dręczyć z taką częstotliwością. Myślałam też, że najgorszym dniem dla niego jak i dla mnie będzie ten pierwszy. Myślałam, że najtrudniejszy będzie koncert w Cardiff, ale nic z tego. Każdy dzień był coraz gorszy. Ta jego obsesja nie słabła a wręcz przeciwnie, z każdym dniem tylko przybierała na sile i naprawdę nie miałam pojęcia jakim cudem nic sobie nie zrobiłam. Harry niszczył wszystko czego się tknęłam. Nie mogłam pojechać nawet na wakacje z rodziną bo przez jego ciągłe telefony byłam cały czas zdenerwowana przez co wróciliśmy wcześniej i przez mój kompletny brak nastroju i przez to, że cały czas byłam zdenerwowana, ani ja nie wypoczęłam ani moi rodzice. Myślałam, że trasa po Stanach, jakimś cudem chociażby dzięki tej głupiej różnicy czasu, odizoluje go ode mnie. Ale nic ani nikt nie było w stanie sprawić bo przestał… Prawie nikt. I prawie nic. Czasami wystarczy jedna chwila by zmienić nasze życie. Jedna minuta może obrócić wszystko o sto osiemdziesiąt stopni.
-Tak mamuś, zaraz będę wchodzić do mieszkania- powiedziałam w jednej ręce trzymając telefon, w drugiej przewalając wszystko w torebce w poszukiwania kluczy.
-Pamiętaj żeby zadzwonić jutro do Klaudii- przypomniała mi dziesiąty raz w ciągu naszej rozmowy.
-Wiem, ale najpierw muszę pogadać z Olivią- po tym jak spędziłam czas w Polsce od tygodnia byłam znowu w Londynie. Mama, odkąd moje życie zaczęło przypominać koszmar, non stop panikowała i cały czas była nerwowa. Denerwowała się, że jestem w Londynie sama. Wszyscy, poza Zaynem byli w USA. Zayn był na wakacjach we Włoszech. Właściwie mogłam siedzieć w Polsce nadal, ale nie chciałam już denerwować rodziców. Nie wiedzieli oni praktycznie o dziewięćdziesięciu procentach tego co się między mną a Harrym działo a mimo tego mama się o mnie martwiła. Poza tym w kraju nie mogłam wyjść normalnie bo ciągle łazili za mną paparazzi. Chciałam dać im odetchnąć od tego szału dlatego wróciłam do Londynu. Nawet jeśli nie miałam w nim nic do roboty…
-W takim razie zadzwoń do niej zaraz.
-Nie bo już jest późno i zrobię to rano, poza tym jestem głodna bo dopiero wracam.
-Gdzie byłaś? Jest już po dziesiątej?- moja mama to taki sam nie ogar jak ja.
-Byłam w sklepie- wcale nie byłam w sklepie, byłam na spacerze.
-W jakim sklepie?- dlaczego mama traktuje mnie jak pięcioletnie dziecko? Przecież jestem dorosła i jakoś udało mi się przeżyć w Londynie już całkiem sporo czasu.
-Spożywczym, mamuś kończę już bo nie mogę znaleźć kluczy w torebce. Odezwę się jutro.
-Pamiętaj żeby zadzwonić…
-Wiem- Boże! Przecież pamiętam!
-Ali nie denerwuj się.
-Przecież się nie denerwuję.
-Dobranoc- powiedziała mama głośno wzdychając.
-Branoc- odpowiedziałam i się rozłączyłam. Wrzuciłam telefon do torebki i podeszłam do drzwi. Włożyłam klucz do zamka i próbowałam przekręcić w prawo, ale coś się zacięło. Po minucie szarpania się z tym cholerstwem odruchowo złapałam z klamkę, nadusiłam na nią a drzwi się otworzyły.
-Wariuję… Oszalałam- wyszeptałam sama do siebie. Dlaczego drzwi były otwarte? Przecież je zamykałam gdy wychodziłam. Zamykałam? A może nie? Po moich plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Nie pamiętałam. Nie wiedziałam czy zostawiłam mieszkanie otwarte czy nie. Zawsze je zamykałam ale… Przecież nikt się nie włamał. Na dole jest ochrona, nie każdy może sobie wejść tak po prostu do budynku. Czułam jak strach zaczyna przejmować władzę nad moim ciałem. To nie mógł być Harry. On był przecież w Stanach, miał koncert. Harry był w trasie. A nawet jeśli nie byłby w trasie nie wszedłby. Zmieniłam zamek w drzwiach i upewniłam się, że Harry nie dorobi sobie klucza. Po kilku minutach analizowania tego dlaczego mieszkanie jest otwarte, postanowiłam wejść do środka. Wcześniej wzięłam do ręki telefon i flakonik perfum, który zawsze nosiłam w torebce. W razie gdyby w moim mieszkaniu znajdował się jakiś seryjny morderca, może uda mi się do kogoś zadzwonić zanim mnie zabije? Albo psiknę mu w twarz Diorem, może jakoś go to powstrzyma a ja zdążę uciec. Kiedy weszłam do przedpokoju wszystko wydawało się w porządku. Postanowiłam nie ściągać butów bo przecież mogłam za chwilę walczyć o życie i lepiej mieć wtedy buty na sobie. Boże Ali! Opanuj te głupie myśli! Jesteś roztrzepana, zapomniałaś ich zamknąć! Proste!- sama siebie starałam zapewnić, że naprawdę nie mam się czego bać. Z drugiej strony uważałam, że jestem głupia i nie powinnam wchodzić sobie ot tak skoro widzę, że coś jest nie tak. Najpierw poszłam do kuchni, ale nikogo tam nie było. Sprawdziłam salon, ale też był pusty, poszłam do łazienki ale tam też było „czysto”. Została mi tylko moja sypialnia. Kiedy podeszłam do drzwi wiedziałam, że coś jest nie tak. Ktoś tam był. Przecież ja nie zostawiam drzwi od sypialni otwartych. Mam taki głupi nawyk, że zawsze kiedy wychodzę je zamykam. Uniosłam telefon do góry i zamierzałam zadzwonić, nie ważne do kogo. Ktoś włamał się do mojego mieszkania! Nie widziałam czyj numer wybieram, ręce zbyt bardzo mi się trzęsły. Zaczęłam powoli się cofać, krok po kroczku z telefonem przyciśniętym do ucha. W momencie kiedy usłyszałam pierwszy sygnał w sypialni usłyszałam ten głupi dzwonek. Spojrzałam na telefon. Dzwoniłam do Harrego. Dzwoniłam do niego a jego telefon słyszałam w moim domu. Ale on nie mógł tu być! On był w Stanach! Był! Przecież tam był! Bądź odważna, wejdź tam- nakazałam sama sobie i w momencie gdy się rozłączyłam weszłam do pokoju i w panującej ciemności widziałam jedynie jego kontury. Siedział na parapecie. Tam gdzie zawsze przesiadywał kiedy na mnie czekał podczas gdy ja się szykowałam, malowałam, tam gdzie karmił mnie lodami, truskawkami, tam gdzie zasypywał mnie milionami głupich żartów.
-Moja mama…- zaczął zanim ja zdążyłam się odezwać. Zaczął, ale głos mu się załamał i wiedziałam już, że stało się coś poważnego. Natychmiast podeszłam do szafki na której stała lampka i zapaliłam światło. Rzuciłam niedbale telefon na łóżko bo nagle jakoś zaczął przeszkadzać mi w dłoniach.
-Harry co się stało?- zapytałam zestresowana. Ale nie stresowało mnie to, że tu jest tylko to, że mogło stać się coś strasznego.
-Razem z Robinem mieli wypadek- powiedział i spuścił głowę a ja niewiele się zastanawiając podeszłam do niego i zajęłam swoje miejsce na naszym parapecie.
-Nic im nie jest, prawda?- zapytałam łamiącym się głosem. Błagam, powiedz, że czują się dobrze!
-Robin ma wstrząs mózgu, mama ma złamaną nogę- powiedział i na mnie spojrzał. Pierwszy raz od momentu kiedy to wszystko się stało wyglądał inaczej. Był załamany, przybity ale wyglądał inaczej. Był też zdeterminowany, ale najbardziej zwróciłam uwagę na to, że w jego oczach nie było szaleństwa.
-Nic więcej im nie jest?- zapytałam ciągle przerażona.
-Nic.
-Dzięki Bogu- powiedziałam z ulgą i ledwo opanowałam chęć chwycenia go za rękę.
-Rozmawiała wtedy ze mną  Ali. Kłóciliśmy się o ciebie- wyszeptał i spojrzał mi w oczy. Chciałam się odezwać, ale nie wiedziałam co powiedzieć. Jak to kłócili się o mnie? -Nie wiem jak to zrobiłem ale wysłałem do mamy przez przypadek jednego smsa. Miał być do ciebie. Mama do mnie oddzwoniła… Powiedziała, że się na mnie zawiodła, że nie może uwierzyć w to, że to ja napisałem… Zacząłem się z nią kłócić, że nie ma prawa mnie oceniać, że nie wie jak to jest. Mama chyba pierwszy raz w życiu się na mnie wydarła, że mam dać ci spokój, że mam tak nie pisać… Kłóciliśmy się Ali… I wtedy usłyszałem jej krzyk a po chwili nic… Później zadzwoniła do mnie, że mieli wypadek, że mam się nie denerwować ale ja już byłem w drodze na lotnisko. Ali myślałem, że nie żyją. Poczułem to samo kiedy zobaczyłem ciebie w wannie pełnej krwi… I chyba wtedy to do mnie doszło.
-Wiem, że to było straszne ale dzięki Bogu nic im…- zaczęłam ale on podniósł rękę pokazując, że mam przestać gadać.
-Ali byłem u mamy, ma nogę w gipsie… Rozmawiałem z nią… I jutro wracam do Stanów. Ale zanim tam wrócę muszę ci powiedzieć. Nie byłem z tobą szczery. Tak bardzo chciałem cię odzyskać, że w momencie kiedy prosiłaś mnie o szczerość nie było mnie na nią stać. Ale w chwili kiedy myślałem, że mama… Kiedy przypomniałem sobie jak wciągałem cię z wody, jak nie mogłem wyczuć tętna… Zrozumiałem, że tak naprawdę pośród tego całego bogactwa, które posiadam tylko wy jesteście dla mnie cenne. Mama, Gemma i ty. Moja rodzina, chłopaki. I nie mogę już dłużej ci tego robić. Czuję, że cię niszczę a ja nie mogę niszczyć mojego skarbu. Dlatego obiecuję, że dziś rozmawiamy po raz ostatni- powiedział patrząc mi w oczy a ja czułam, że tym razem jest szczery, że mówi prawdę.
-Harry…- sama nie wiedziałam co czuję, co chcę powiedzieć.
-Musisz mnie wysłuchać. Po tym co teraz powiem będziesz żałować wszystkiego co ze mną przeżyłaś, będziesz żałować, że mnie poznałaś. Klaudia, Jessica, Steve to nie wszystko. Wszystko co złe spotkało cię przeze mnie… Pamiętasz video, które ktoś nagrał? Krzyczałaś na mnie- powiedział poważnie a ja pokiwałam głową. Oczywiście, że pamiętałam. Przez ten film prawie wyleciałam z trasy. -Nagrał go wynajęty przeze mnie paparazzi. Obiecałem mu sensację. Zamierzałem cię wtedy pocałować. Chloe ciągle mnie dręczyła i nie rozumiała, że jej nie chcę. Chciałem cię pocałować, chciałem, żeby to zostało nagrane, sfotografowane, cokolwiek. Chciałem żeby cały świat to zobaczył, żeby ona to zobaczyła i w końcu dała mi spokój. Wierzyłem w to, że kiedy cię pocałuję upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Czułem, że ci się podobam i miałem nadzieję, że ten pocałunek wszystko rozwiąże. Zamiast tego wyszła jakaś totalna klęska i w momencie kiedy na mnie krzyczałaś wiedziałem już, że tego nie odkręcę. Przecież nikt mi nie odda takiego nagrania…- mówił spokojnie, nie płakał i o dziwo ja też jeszcze jakoś się trzymałam. Nawet jeśli w tym momencie kolejne jego tajemnice wypływały na wierzch i kolejny raz utwierdzałam się w przekonaniu, że go nie znam. -Ale to nie jest najgorsza rzecz którą zrobiłem. Pamiętasz imprezę, na której ten kutas prawie cię… Kiedy prawie cię zgwałcił?- zapytał a ja nagle nie mogłam złapać powietrza. Po prostu nagle świat został pozbawiony tlenu.
-Nie, proszę nie- wydukałam jedynie kiedy doszło do mnie, że w tym też maczał palce.
-To ja dosypałem ci…
-Nie mów tego, błagam- wyszeptałam mając nadzieję, że nie dokończy tego co chciał powiedzieć.
-Byłem wtedy na ciebie taki zły. Zaprosiłem cię tam sama wiesz dlaczego. Chciałem cię uwieźć, chciałem tego najbardziej na świecie a ty ocierałaś się tyłkiem o obcych kolesi. Dlatego kiedy tańczyłaś dosypałem ci środek uspakajający, który w połączeniu z alkoholem powodował, że po jakimś czasie się po prostu zasypia. Patrzyłem na ciebie i uważałem, że jak zaczniesz się robić zmęczona wkroczę do akcji i cię stamtąd wyciągnę. Zawsze noszę te środki na imprezy. Odkąd zacząłem mieć problemy z agresją, zapisał mi je lekarz… Po prostu ochroniarz siłą wpychał mi je do buzi i jakoś udawało mi się uspokoić. A wtedy dosypałem je tobie… A ty zniknęłaś. Nie było cię w toalecie a ja wiedziałem już, że właśnie może dziać ci się krzywda. Dlatego pojawiłem się tak szybko, po prostu przez cały wieczór się na ciebie gapiłem a kiedy zniknęłaś mi z oczu natychmiast zacząłem cię szukać… Uratowałem cię chociaż gdyby nie ja w ogóle by do tego nie doszło. A wiesz co w tym wszystkim jest najgorsze?
-Nie ma nic gorszego, nie może być- wyszeptałam i nie mogłam uwierzyć w to, że znowu przeprowadzamy tę rozmowę a ja znowu dowiaduję się wszystkiego od nowa. Harry był tak zakłamany, że nie miałam pojęcia jak mógł ze mną żyć i patrzyć mi codziennie w oczy. Ale mimo tego wszystkiego co mówił nie czułam się tak jak kiedy dowiadywałam się o Jess czy Klaudii. Teraz czułam się pusta.
-Zrobiłem to jeszcze raz. Na urodzinach Nialla. Wystarczył moment twojej nieuwagi… Upiłaś się ale przytomność straciłaś przeze mnie- powiedział dobitnie a ja przypomniałam sobie jak okropnie się czułam myśląc, że mam niesamowitego kaca na drugi dzień. Zostaliśmy wtedy razem chociaż wszyscy pojechali.
-Zatrułeś mnie wtedy.
-Wiem. Za pierwszym razem nie zareagowałaś tak gwałtownie, za drugim razem robiłem to w pośpiechu i wsypałem za dużo. Gdy cię rano zobaczyłem wiedziałem, że to przeze mnie.
-Nie wiem co powiedzieć- to wszystko nie mieściło się w mojej głowie.
-Ali… Wiem, że powiedziałem, że to ostatni raz kiedy cię nachodzę dlatego muszę to zrobić, muszę dać ci wypowiedzenie- powiedział, wstał i podszedł do łóżka, na którym leżała jakaś teczka, której wcześniej nie zauważyłam. Kiedy mi ją podał usiadł ponownie koło mnie.
-Co to?- zapytałam.
-Jako prawny właściciel tego mieszkania właśnie wręczam ci wypowiedzenie.
-Jesteś właścicielem…- ze wszystkich informacji, które otrzymałam to ta była dla mnie wyjątkowo straszna. To dlatego zgodził się żebym mieszkała sama, dlatego płaciłam za wszystko grosze, mogłam robić co chciałam. To dlatego kiedy wymieniłam zamek wszedł do środka. Sama wysłałam mu klucz. Musiałam to zrobić bo właściciel musiał mieć klucz… Osaczał mnie to wielkie niedopowiedzenie, on po prostu sterował całym moim życiem.
-Nie chcę stawiać ci jakiś terminów ale najlepiej będzie jeśli wyprowadzisz się do mojego powrotu. Inaczej mogę mieć problem z dotrzymaniem obietnicy. Znasz mnie.
-Dlaczego?- wyszeptałam a on milczał. Zebrałam się w sobie by zadać to pytanie. -Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego nic nie powiedziałeś wcześniej? Dlaczego mieszkałam u ciebie…
-Postanowiłem uzależnić cię ode mnie w każdy możliwy sposób, chciałem by każda cząstka twojego życia należała do mnie- powiedział wprost a jego szczerość była dla mnie miażdżąca. -Wierzyłem w to, że jeśli to zrobię nie zdołasz ode mnie odejść, że zawsze będziesz w jakiś sposób ode mnie zależna.
-Jak mogłeś być tak…- urwałam bo sama nie wiedziałam jak mam go nazwać. Na myśl przychodziły mi najgorsze oszczerstwa ale jakaś siła sprawiła, że nie mogłam tego powiedzieć.
-Ali wiem, zdaję sobie sprawę z tego co zrobiłem. Naprawdę rozumiem, że nie chcesz mnie znać, uwierz mi. Ale zanim stąd wyjdę muszę ci powiedzieć coś jeszcze. Powiedziałem ci tyle okropnych rzeczy ale muszę powiedzieć dlaczego cię kocham- powiedział a w jego oczach pojawiły się łzy. -Szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć… Kocham w tobie wszystko, dosłownie wszystko. Każdą zaletę, każdą wadę. Kocham twoje oczy, kocham to, że widać w nich mądrość. Kocham to, że czasami mówisz do mnie o jakiś skomplikowanych rzeczach, których uczyłaś się na studiach. Kocham to, że złościsz się kiedy zjem twoje ciastka. Kocham sposób w jaki się śmiejesz bo masz najszczerszy śmiech jaki w życiu słyszałem. Uwielbiam jak żartujesz, jak mi dogryzasz, jak się ze mną droczysz. Uwielbiam patrzeć jak chodzisz, jak poruszasz wtedy biodrami. Za każdym razem zakochuję się w tobie na nowo kiedy widzę jak się zawstydzasz kiedy prawię ci komplementy. Albo kiedy się kochamy… Kiedy dotykam cię, kiedy mówię, że jesteś piękna odwracasz wzrok, zawsze to robisz. A ja nie lubię kiedy to robisz bo wiem, że mimo moich zapewnień wciąż nie wierzysz w siebie wystarczająco mocno. Nie wiesz jak bardzo chciałbym przeżyć z tobą to jeszcze raz. Jak bardzo chciałbym cię dotykać, jak bardzo chciałbym sprawiać, że czujesz się dobrze, jak bardzo chciałbym ci wtedy mówić, że jesteś najpiękniejsza na świecie… Ali to dzięki tobie zrozumiałem, że seks tak naprawdę nic nie znaczy. Kiedy ludzie są w związku i uprawiają seks tak naprawdę nie ma między nimi miłości. Bo kiedy robisz to z miłością swojego życia, kochasz się z nią, nie uprawiasz seks. I kiedy to robicie tak naprawdę w ogóle nie chodzi o to żeby w jakiś sposób zaspokoić swoje potrzeby. Chodzi o to by być z kimś najbliżej jak się da. To dzięki tobie zrozumiałem jak to jest kochać się z kimś, dawać mu cząstkę siebie. Wiem, że pewnie żałujesz tego, że dawałaś mi to, że zbierałem te wszystkie kawałeczki. Wiem, że gdybyś mogła cofnąć czas, noc w LA kiedy kochaliśmy się pierwszy raz i każda następna nie miałyby miejsca- powiedział i głos mu się załamał. Miałam ochotę dać mu w twarz za to co mówił, za to, że kiedy to mówił był znowu mój. Mój Harry właśnie taki był. Dlaczego tak bardzo chciałam z nim przeżyć to jeszcze raz? -Ali nie wiem co w tobie jest ale pokochałem cię tak bardzo, że jeśli miałbym oddać za ciebie życie zrobiłbym to bez wahania. Miałem wiele dziewczyn, to nie tajemnica. Ale coś sprawiło, że to na twoim punkcie mam obsesję. To w tobie się zakochałem tak bardzo, że nie umiem sobie wyobrazić życia bez ciebie… Jesteś inna Ali. Inna niż wszystkie. Spośród nich wszystkich ty jedyna nie widziałaś we mnie Harrego Stylesa, tylko ty dostrzegłaś zwykłego Harrego, to ty sprawiłaś, że ten zwykły Harry mi się spodobał i chciałem nim zostać. Nie chciałaś mojej sławy, nie chciałaś się na mnie wybić. Nie chciałaś mojego bogactwa, zrobiłaś aferę jak kupiłem ci telefon. Kupno iPhone’a to żaden wydatek dla mnie, to jak kupno paczki cukierków dla przeciętnego człowieka. A mimo tego przeżywałaś to jakbym co najmniej podarował ci BMW.  Zabawne było patrzeć na ciebie totalnie dumną z siebie, że oddałaś mi pieniądze przelewem. Nie chciałem się o to kłócić więc za kasę, którą mi oddałaś kupiłem ci coś innego. Albo kiedy zabrałem cię do mnie na basen, byłaś taka zszokowana, że mam w domu basen. Chloe kiedy go zobaczyła stwierdziła, że widziała większe a dla ciebie była to najbardziej niezwykła rzecz na ziemi. Pokochałem cię za to, że w swojej zwyczajności byłaś taka nadzwyczajna. Taka niezwykła. Taka inna. Potrafiliśmy siedzieć na tym parapecie całą noc i rozmawiać o tym dlaczego lubię sushi a dlaczego ty wolisz spaghetti, planowaliśmy całą naszą przyszłość łącznie z imionami naszych wnuków, śmiałaś się z moich żartów i chyba jesteś jedyną osobą na świecie, którą one rzeczywiście bawią, kłóciliśmy się o to, że noszę rozpięte koszule, o mój dzwonek w komórce, o to, że moim zdaniem założyłaś za krótką sukienkę, że zapłaciłaś za nasze zakupy… Nigdy nie zapomnę momentu, w którym przez cały wieczór uczyłaś mnie mówić po polsku a nagrodą za naukę miałaś być dla mnie ty a kiedy przyszło do dawania nagrody wykiwałaś mnie…- wspominając to uśmiechnął się mimo spływających po policzkach łez. Nie zorientowałam się, że ja też się uśmiecham. I płaczę tak jak on. To był koniec. Prawdziwy koniec. Mimo tego, że wcześniej nie raz zapewniał mnie, że odchodzi to w tym momencie czułam, że jest szczery. -Wiedziałaś co lubię, a czego nie. Interesowało cię to i jeśli mam być szczery żadna inna nie była tym zainteresowana i dla mnie była to zupełna nowość. Byłaś ciekawa mnie tak samo jak ja byłem ciekaw ciebie. Codziennie od nowa. Codziennie była kolejna rzecz do odkrycia… Codziennie pokazywałaś mi nowy uśmiech i wiedziałem już, że niektóre są zarezerwowane tylko dla mnie. Kiedyś, zanim w ogóle jeszcze byliśmy razem, kiedy zaczynałem się zakochiwać liczyłem je. Liczyłem ile razy w ciągu dnia się uśmiechasz i z każdym dniem było ich coraz mniej. Wiem, że do końca moich dni będę obwiniał się, że wtedy nie umiałem ci pomóc, że widziałem jak gaśniesz i nic nie zrobiłem. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Kiedy wróciłaś z pogrzebu babci nie miałem czego liczyć bo uśmiech w ogóle nie gościł na twojej twarzy. Żałuję, że nie porozmawiałem wtedy z tobą szczerze, a kiedy miałem na to szansę nie umiałem jej wykorzystać. Wtedy po kolacji z Johnem i Viki… Mogłem ci powiedzieć… Mogłem cię pocałować. To był ten moment. Ten cholerny moment, który przegapiłem. Miałaś tak wielki problem i ci nie pomogłem, to chyba najgorsza rzecz, którą ci zrobiłem. Przynajmniej ja tak uważam. Miałaś problem tak samo jak ja. Tak samo jak ja nie radziłaś sobie z tym wszystkim, a ja wiedziałem jak to jest nie radzić sobie z presją, jak to jest kiedy mimo tłumu ludzi, którzy cię otaczają czujesz, że jesteś sam…- powiedział i pociągnął nosem. Nie wiedziałam czy powinnam się odezwać, czy powinnam coś powiedzieć. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam. Po prostu byłam zmiażdżona przez jego wyznanie i nie umiałam wydusić z siebie słowa. Harry spojrzał na mnie i zamknął oczy. A kiedy to zrobił po policzkach znowu spłynęły mu łzy. Nienawidziłam kiedy płakał! Kiedy otworzył oczy wziął głęboki wdech i kontynuował. -Ali naprawdę widziałaś mnie. Widziałaś to moje popapranie, widziałaś moją samotność, moją obsesję, moją zazdrość. Moją miłość… Wiedziałaś o moich wadach i mimo tego ze mną byłaś. Uderzyłem cię a ty przyszłaś do mnie z sercem na dłoni, pokazałaś mi, że mnie kochasz… Naprawdę żałuję, że dostrzegłem w tobie miłość mojego życia za późno, żałuję, że nie widziałem tego od pierwszej sekundy kiedy tylko cię poznałem. Żałuję, że nie byłem szczery od początku, że kiedy zorientowałem się jakim jestem chujem po prostu się do tego nie przyznałem. Mogłem to zrobić kiedy zaczynałem cię lubić, kiedy cię polubiłem, kiedy zrozumiałem, że stajesz się dla mnie ważna, kiedy doszło do mnie, że się w tobie zakochuje, kiedy zrozumiałem, że cię kocham. Ale byłem taki samolubny… Tak bardzo bałem się, że mnie zostawisz, że pogrążałem się w kłamstwach. Żałuję, że kiedy w końcu dowiedziałaś się o Jessice nie powiedziałem wszystkiego, żałuję, że dręczyłem cię moją głupią nadzieją… Myślałem, że kiedy będę dzwonił, pisał zobaczysz jak bardzo mi zależy… Nie chciałem cię zastraszać ani denerwować. Ja po prostu chciałem, żeby wszystko było tak jak wcześniej. A teraz wiem, że to nie jest możliwe, nie mogę cię dręczyć. Mama, Gemma i ty. Żadna z was nie ma prawa cierpieć i ja nie mam prawa was ranić. Przysięgam, że przestanę. Nie wiem jak dam radę żyć ze świadomością, że osobie, która jest dla mnie najważniejsza na świecie wyrządziłem tak wielką krzywdę… Ale postanowiłem odpokutować, postanowiłem zrobić jedyną słuszną rzecz. Postanowiłem, że dam ci odejść Ali. Bez straszenia, że coś sobie zrobię, że cię znajdę… Po prostu daję ci wolność, na którą zasługujesz. Wolność to jedyne co mogę ci dać… Gdybym mógł wymazać ci z głowy wszystkie wspomnienia… Gdybym mógł zniknąć z twojego życia… Zrobiłbym to. Kiedy przyjechałem po ciebie do Zayna, kiedy siedzieliśmy w samochodzie powiedziałeś, że czujesz się jakbym zabrał ci wszystko. Ale ja nie chcę zabrać wszystkiego, chcę zabrać tylko wspomnienie o mnie, o nas, o tym co zrobiłem. Wiem, że nie mogę tego zrobić ale uwierz mi, że gdybym mógł sprawiłbym, że zapomniałabyś o mnie, o tej mojej całej popapranej otoczce. Może to co zrobiłem w jakiś sposób pomoże ci wymazać to co było między nami dobre… Może dzięki temu czego się o mnie dowiedziałaś uda ci się wymazać choć część wspomnień… Mam nadzieję, że teraz odzyskasz spokój. Jestem z ciebie taki dumny Ali… Mimo tego piekła jakie ci zgotowałem radzisz sobie… I wiem, że tak będzie już zawsze bo jesteś najsilniejszą osobą jaką znam. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa bo zasługujesz na to jak nikt inny. Szczęście, spokój, radość, wiem, że możesz to osiągnąć ale tylko kiedy będziesz wolna. Beze mnie będzie ci lepiej i przepraszam, że dopiero teraz to zrozumiałem. Że przez tak długi czas cię gnębiłem. Przepraszam Ali. Przepraszam za wszystko. Obiecuję, że już mnie nie zobaczysz, nie usłyszysz. Przysięgam i przepraszam- wyszeptał i starł dłońmi łzy z policzków. Wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie tak jak kiedyś. Tak jak wtedy kiedy wtykałam mu do buzi same cytrynowe i pomarańczowe żelki żeby nie wyjadał mi jabłkowych i truskawkowych… Dlaczego to wszystko musiało być takie trudne? Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Co mam zrobić. Jak się zachować. Chciałam mu powiedzieć. Chciałam zrobić coś. Ale nie umiałam. Nie mogłam.
-Daj telefon- powiedział po chwili a ja nie rozumiałam o co mu chodzi.
-Po co?- wydusiłam jedynie ciągle oszołomiona przez wszystko co powiedział, a on spojrzał na łóżko. Po chwili stał już z telefonem w dłoni i rozglądał się po pokoju. W końcu otworzył szafkę w z której wyciągnął spinacz, który wygiął tak, żeby pasował do otworu w telefonie. -Co robisz?- zapytałam kiedy mała szufladka się wysunęła a on wyciągnął z niej moją kartę sim i ponowił to wszystko tylko, że z jego telefonem. Nic mi nie odpowiedział tylko zaczął wychodzić z pokoju przez co ja wstałam i zaczęłam iść za nim, kiedy wszedł do łazienki nawet nie zdążyłam zareagować. On po prostu wrzucił obie karty do ubikacji.
-Nie zadzwonię do ciebie, ty nie zadzwonisz do mnie- powiedział w ramach wyjaśnień i zaczął iść w moją stronę przez co ja zaczęłam się cofać. Myślałam, że idzie do mojego pokoju ale on skierował się do wyjścia. Wychodził. Boże, on mnie właśnie zostawiał! Naprawdę to robił a ja zaczęłam panikować. Od chwili kiedy dowiedziałam się o Jess najbardziej na świecie pragnęłam, żeby to zrobił. Od miesięcy marzyłam o tej chwili kiedy do Harrego w końcu dociera to jak bardzo mnie rani i daje mi żyć w spokoju. A kiedy właśnie to robił czułam się tak jakby z tych wszystkich złych rzeczy, które już zrobił teraz robił tę najgorszą.
-Harry…- powiedziałam żałośnie nie wiedząc co powinnam powiedzieć. Kiedy stanął przy drzwiach odwrócił się i spojrzał mi w oczy.
-Wypowiedzenie z twoim podpisem przyślij mi na adres w LA, po trasie w UK planuję przeprowadzkę, nie wiem jeszcze gdzie ale wszystkie papiery mam w LA, zresztą nie ważne- powiedział a w jego oczach znowu pojawiły się łzy. On mnie zostawiał. Naprawdę odchodził…- Żegnaj Ali- wyszeptał, odwrócił się i położył dłoń na klamce. Nie wiedziałam co zrobić. Byłam głupia ale nie chciałam żeby po prostu wyszedł. Po tym wszystkim zasługiwałam na coś więcej. Staliśmy tak, on przy drzwiach a ja kilka metrów za nim i wydawało mi się, że żadne z nas nie ma pojęcia co zrobić, żadne z nas nie chce takiego zakończenia.
-Harry…- wyszeptałam i wtedy zrobił coś czego się nie spodziewałam. A może spodziewałam? Coś czego nie chciałam by robił i coś o czym marzyłam. Coś na co podświadomie liczyłam.
-Poddałem się w tej walce, ale nie odejdę tak po prostu- powiedział, odwrócił się, złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i nim zdążyłam się w ogóle zorientować jego usta przyciśnięte były do moich. Chciałam coś powiedzieć, sama nie wiedząc co, chciałam go odepchnąć jednocześnie chcąc go przyciągnąć do siebie. A on wykorzystał ten moment mojego zawahania i jego język znalazł się pomiędzy moimi wargami. Po moim kilkusekundowym proteście polegającym na próbie odepchnięcia go od siebie, wplątałam palce w jego włosy i przyciągnęłam go do siebie jeszcze bliżej. Jego dłonie wylądowały na moich plecach i tak samo jak ja jego, on przyciągnął mnie do siebie tak, że między nami nie było już żadnej przerwy. Nigdy nie sądziłam, że dowiem się jak smakuje nasz ostatni pocałunek i nie rozumiałam dlaczego wydaje mi się jakby był najlepszy ze wszystkich. Był pełen pasji, miłości, dopiero teraz zrozumiałam, że mimo tej całej krzywdy, którą mi wyrządził, naprawdę mnie kochał. Wcześniej w to wątpiłam, ale w tym momencie byłam pewna.  W jego ramionach oddając ten pocałunek byłam pewna, że kochamy się wciąż tak samo.
-Kocham cię. Jesteś spełnieniem moich marzeń, w życiu nie mogło mi się przydarzyć nic lepszego od ciebie- wyszeptał kiedy jego usta niespodziewanie oderwały się od moich. -Kocham cię i zawszę będę cię kochał, do końca moich dni- szeptał w momencie kiedy tuliłam się do niego. Kiedy z zamkniętymi oczami trzymałam go w ramionach i wiedziałam, że robię to ostatni raz. -Żegnaj skarbie- powiedział, pocałował mnie w mokry od łez policzek a kiedy otworzyłam oczy jego już nie było. Zostawił mnie. Odszedł. Naprawdę odszedł… Myślałam, że zrobił to już dawno temu. Że mój Harry odszedł w momencie kiedy dowiedziałam się o Jess. Ale myliłam się. Mój Harry odszedł właśnie teraz. Mój Harry mnie zostawił. Odszedł i zabrał ze sobą moje serce. To był koniec. Prawdziwy koniec i wiedziałam, że już nigdy więcej nie będę miała prawa nazwać go moim Harrym…


„She saw my loneliness
Shared in my emptiness
No one would listen
No one but her
Heard as the outcast hears”



Jestem!! Tak wiem!! Jestem okropna bo spóźniłam się z dodaniem o ponad tydzień! :(:(
PRZEPRASZAM za to raz jeszcze!
Jeśli chodzi o rozdział to po wszystkich korektach ma on 16 stron (nie 17) bo usunęłam z niego naprawdę psychiczną scenę z początku rozdziału XD
A teraz przejdźmy do cytatów i piosenek XD
Soł, cytaty:
1) Pierwszy pochodzi z piosenki No One Would Listen śpiewanej przez Gerarda Butlera, piosenka pochodzi z musicalu Upiór w Operze, który jest ulubionym filmem Ali XD No i jednym z moich ulubionych też. Piosenka i scena nie znalazły się w filmie:( Szczerze to nie wiem jak mogli ją wyciąć?!?!?! Przecież jest genialna!!! Inna wersja tej piosenki to Learn To Be Lonely o której już była mowa w opowiadaniu XD
Tłumaczenie cytatu:
Wtedy w końcu
Głos w mroku
Zdawał się wołać:
"Słyszę cię,
Słyszę twe lęki,
Twe męki i łzy."
2) Drugi cytat ten z końca też jest z tej samej piosenki XD Tłumaczenie:
Ona ujrzała mą samotność,
Dzieliła mą pustkę...
Nikt nie usłyszałby.
Nikt oprócz niej
Nie usłyszałby tak, jak słyszy wyrzutek.
Okej, przechodząc do piosenek to nie mogłam się zdecydować i dodałam obie XD Jak się komuś nudzi to może sobie przeczytać tę scenę 2 razy a nawet poszukać tłumaczenia tych piosenek bo serio obie są idealne*.*
Z ciekawostek to na początku rozdziału jak Harry mówi Ali, że za nią też chodzą paparazzi to Hazza ma na myśli ten "artykuł", który dodałam w mojej przepraszającej notce tydzień temu XD
Jeśli chodzi o rozdział następny to nie wiem kiedy go dodam bo niestety do 2 lipca w sumie nie mam czasu nic pisać no ale może uda mi się go napisać bo UWAGA będzie on naprawdę krótki :) W ogóle trzy ostatnie rozdziały będą mega krótkie, łącznie będą miały mniej stron niż ten, który teraz dodaję XD Zbliżamy się do końca i w sumie mogłabym skończyć już teraz, w tym momencie, tym rozdziałem XD No ale dopiszę jeszcze małe co nie co XD
Jeden z tych trzech ostatnich rozdziałów będzie pisany oczami Harrego!
W ogóle Harry to świnia!! Jak on mógł to wszystko zrobić??? (No dobra, wiem, że i tak go kochamy XD) Swoją drogą ja na miejscu Ali umarłabym podczas tego rozdziału już 2 razy  XD Pierwszy na początku jak się zorientowała, że Harry tam jest a drugi jak myślała, ze ktoś jej się włamał i znowu to był Harry XD Normalnie przez niego miałabym koszmary do końca życia XD Boże znowu nadużywam "XD" A tak w ogóle to kocham Zayna w moim opowiadaniu!!! <3 <3 <3 <3 <3 <3... (Poza nim oczywiście też go kocham <3 <3 <3 <3 <3 <3...)
Okej, myślę, że to wszystko!
Przepraszam za błędy!! Sprawdzałam ten rozdział w nocy i wiecie jak to jest, spać mi się chciało itp... XD
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i każdy kto go przeczyta postanowi go skomentować!
Dziękuję za wszystko!

Do następnego!


 PS I LOVE YOUUU ALL!! <3