niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział 8





-Padam na twarz- wyjęczała Zuzka i praktycznie rzuciła się na łóżko, tak, że serio upadła na twarz, przez co zaczęłam się śmiać.
-Widzę, że ktoś tu wymięka.
-Ja się dziwię jak ty dajesz radę tak żyć.
-Kwestia przyzwyczajenia, poza tym ty żyjesz w innej strefie czasowej- zauważyłam.
-Racja. Ale te ciągłe loty same w sobie też są mega męczące.
-Jak już mówiłam kwestia przyzwyczajenia. No i nie narzekaj, byłaś na planie „Pamiętników Wampirów”, poznałaś Stefana i Damona…
-I nie wiem jak ja ci się za to odwdzięczę, za takie wakacje, ogólnie za wszystko- westchnęła a ja wywróciłam oczami słysząc jej słowa.
-Przestań tak gadać, bo wiesz, że tego nie lubię.
-Ali zafundowałaś mi najcudowniejsze wakacje w życiu, w sumie drugi raz już więc będę tak gadać- powiedziała i w końcu usiadła a ja słysząc jej słowa znowu wywróciłam oczami. Byłam bowiem najszczęśliwszą osobą na Ziemi, że mogłam ściągnąć Zuzę na tydzień do USA. Planowałam jej już kolejne wakacje, ale tym razem chciałam by przyleciała z mężem i małym Kubusiem, którego nie widziałam już stanowczo zbyt długo.
-Jeśli chodzi o wakacje, byłaś u mojej mamy? Wiesz, że musi się w końcu zgodzić i tu przylecieć.
-Gadałam z nią i myślę, że wizja zobaczenia cię dopiero na święta ją przekona- moja mama była mega uparta i chyba po niej odziedziczyłam tę cechę. Marzyłam o tym by spędzić z nią, tatą i bratem wakacje tutaj. W USA. Chciałam im w końcu pokazać gdzie mieszkam, chciałam pokazać im Nowy Jork, chciałam ich zabrać do LA, ale moja mama się upierała, że przylecą dopiero jak będą w stanie sami opłacić cały pobyt. W ogóle kłóciłyśmy się o pieniądze, nawet tata się czasami wtrącał przyznając mamie racje. Ale ja naprawdę chciałam im to wszystko dać. Chciałam się dzielić tym co miałam, ale oni zachowywali się tak jakby to, że mogę zaprosić ich na dwa tygodnie do Stanów, czy że chcę pomóc w remoncie naszego domu albo nawet mogę im kupić nowy dom, było czymś złym. Umiałam zrozumieć sprawę domu, bo tak naprawdę był piękny i mieszkaliśmy w nim odkąd się urodziłam dlatego rozumiałam to, że mają do niego sentyment, bo przeżyli w nim kawał swojego życia i nie chcą kupować nowego, umiałam w pewnym sensie zrozumieć to, że nie chcieli pomocy przy remoncie, bo nasz dom tak naprawdę nie potrzebował jakiś wielkich przemeblowań i remontów, bo tak naprawdę rodzice dbali o niego i stać ich było na wiele rzeczy, w tym remont, ale jeśli chodziło o wakacje nie umiałam się z nimi zgodzić. Wiedziałam, że przyjazd do USA i cały pobyt tutaj, zwłaszcza taki, jaki ja miałam dla nich w planach wymagał posiadania naprawdę sporej kasy, ale ja zarabiałam tyle, że było mnie na nie stać i naprawdę marzyłam o tym, żeby w końcu przestali wymyślać i do mnie przylecieli. Najzwyczajniej w świcie tęskniłam za nimi i gdyby w końcu przyjęli mój prezent sprawiliby mi przeogromną radość.
-Ja już nie wiem jak mam im do rozumu przemówić. Zaczęłam nawet rozważać wysłanie kilku moich ochroniarzy, którzy by po prostu siłą wsadzili ich do samolotu. No i wiesz co? Ostatnio mi się coś przypomniało. Oni mają w tym roku dwudziestą piątą rocznicę ślubu, dlatego wymyśliłam, że może dotrę do nich jakoś jeśli powiem, że to prezent.
-Wątpię żeby to do nich dotarło, ale twoja mama naprawdę jest przejęta tym, że jeśli się nie zgodzi zobaczy cię dopiero w grudniu i myślę, że to może być główny argument, który ją jednak przekona do tego żeby się jednak zgodzić. No i jakby nie patrzeć dla mnie to też był główny powód, przez który się zgodziłam, bo wiesz, ty może nie rozumiesz swoich rodziców, ale ja tak i doskonale rozumiem, że mogą czuć się niekomfortowo w tej sytuacji, bo mi też jest głupio, że cię wykorzystuję…
-Zamilcz. Jeśli ty w taki sposób przekonujesz moją, mamę żeby tu przyleciała to ja chyba już wiem, dlaczego to tak opornie idzie.
-Ali ja naprawdę robię, co w mojej mocy, ale postaw się na ich, na naszym miejscu, jakbym ja…
-Skończ zanim się pokłócimy- dlaczego oni nie mogą zrozumieć, że ja chcę wydawać pieniądze na nich? Kocham ich i chcę im sprawiać przyjemność chociażby w tak banalny sposób a oni muszą to wszystko utrudniać. –Chcesz zjeść kolację?
-Mogę chcieć- odpowiedziała cicho a ja kolejny raz wywróciłam oczami.
-To zbieraj się, ogarnijmy się trochę, powiem Stevowi, że ma być w gotowości…- mówiłam, ale widząc minę Zuzy nie byłam przekonana do tego, że rzeczywiście chce gdzieś jechać. –No chyba, że wolisz zjeść tutaj, w tej restauracji na dole…
-Byłoby świetnie- powiedziała nieśmiało.
-Albo mam jeszcze lepszy pomysł- dopiero po chwili dogłębniejszego przyglądania się stwierdziłam, że moja przyjaciółka naprawdę wygląda na zmęczoną, dlatego stwierdziłam, że najlepiej będzie jak zjemy po prostu w pokoju. –Jeśli chcesz możesz iść się umyć a ja zorganizuję nam kolację tutaj.
-Ali jesteś najlepsza- Zuza wstała i w ramach podziękowań uwiesiła mi się na szyi. Chwilę później brała prysznic a ja czekałam na kolację poważnie myśląc o tym, co mówiła mi ostatnio Olivia, czyli o kupnie mieszkania w LA. Byłoby to o wiele bardziej wygodne niż to ciągłe siedzenie w hotelach albo ewentualnie zwalanie się na głowę Zaynowi kiedy akurat jest w mieście. Moje rozmyślania przerwał chłopak z obsługi, który był tak miły, że przyniósł nam kolację do pokoju. Chwilę później Zuza wyszła z łazienki w szlafroku, pod którym miała jedną ze swoich śmiesznych piżam, z wielkim turbanem na głowie.
-Jedzonko! Super, do tej chwili nie zdawałam sobie sprawy, że jestem taka głodna- powiedziała entuzjastycznie a ja od razu zauważyłam, że prysznic ją nieco pobudził.
-W takim razie jedz a ja też szybko się umyję i może po prostu posiedzimy w łóżku i obejrzymy jakiś film? Tak jak kiedyś?- Zuza nie odpowiedziała tylko pomachała energicznie głową ładując do buzi wielki kawałek pizzy a kiedy wchodziłam do łazienki wybełkotała coś w stylu „pośpiesz się, bo ci wystygnie”, chociaż ja nie zamierzałam jeść tej pizzy, lecz moją mega zdrową sałatkę, która, mimo że była niczym zastrzyk zdrowia, nie dorównywała ani wyglądam ani smakiem ani zapachem tej pięknej, idealnej pizzy, którą z takim zapamiętaniem pałaszowała Zuzka… Stojąc pod strumieniem ciepłej wody, mimo tego, że wcześniej skutecznie odganiałam od siebie pewne myśli, mój umysł jak zwykle przypomniał mi o moim problemie. O dylemacie. O Harrym. Zuza nie wiedziała o tym, co chcę zrobić. Nikt jeszcze nie wiedział. Chciałam jej powiedzieć, ale się bałam. Nie chciałam żeby pomyślała o mnie źle, nie wiedziałam czy mnie zrozumie. Ja sama przecież nie byłam w stu procentach czy chcę to zrobić, czy naprawdę umiałabym go skrzywdzić nawet, jeśli on mnie skrzywdził. Widziałam go dwa razy i mimo tego, że czułam wiele żadne z tych spotkań nie utwierdziło mnie w przekonaniu, że zemsta to dobry pomysł. Tym bardziej, że miałam wrażenie, że moje zdanie zmieniało się z częstością raz na godzinę a ja miałam jakąś obsesję i wszystko non stop analizowałam. Z jednej strony widziałam jego oczy, w których za każdym razem pojawiał się blask, kiedy tylko na mnie spojrzał, z drugiej przypominał mi się ten głupi uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, kiedy z mojej na kilka sekund zniknęła idealna maska. Z każdym dniem a właściwie z każdą chwilą, którą poświęcałam na myślenie o Harrym byłam coraz bardziej skołowana, dlatego kiedy weszłam do pokoju i spojrzałam na Zuzę postanowiłam to w końcu z siebie wyrzucić. W końcu to moja najlepsza przyjaciółka, którą traktowałam jak rodzoną siostrę. Zuza znała mnie najlepiej, właściwie nikt nie znał mnie tak dobrze jak ona i jeśli miałam z kimś o tym porozmawiać to tylko z nią, bo nikt nie umiał mnie zrozumieć tak jak ona.
-Zuza… Jezu, jaka ty byłaś głodna- powiedziałam i spojrzałam na prawie pusty karton po pizzy.
-Nie zjadłabym tyle, ale ty masz sałatkę, dlatego zostawiłam ci tylko dwa kawałki- wyjaśniła spokojnie.
-Czy ty nie jesteś przypadkiem znowu w ciąży?- Ali miałaś z nią o czymś pogadać!
-Udam, że tego nie słyszałam. Oglądamy czy najpierw chcesz zjeść swoją zieleninę?
-Właściwie… To zanim zaczniemy oglądać i zanim zjem… Chciałam z tobą o czymś pogadać.
-Czułam, że w końcu padną te słowa- powiedziała obdarzając mnie pięknym uśmiechem.
-Serio?- zapytałam i usiadłam po drugiej stronie łóżka, centralnie naprzeciwko niej.
-Znam cię i wiem, kiedy coś cię dręczy a ostatnio miewasz dość często zmiany nastroju i często się zamyślasz.
-Naprawdę mnie znasz.
-Nawet nie wiesz jak bardzo, dlatego wiem nawet, o czym a precyzyjniej mówiąc, o kim chcesz pogadać. Chłopak. Zielone oczy. Sławny. Wytatuowany. Totalny dupek.
-Tak chcę pogadać o Harrym, ale się boję.
-Ali ja doskonale wiem, że to spotkanie w Nowym Jorku czy to tutaj wcale nie były ci obojętne. No, bo komu by były? Przecież macie za sobą kawał historii. I to takiej historii.
-Wiem i tak. Ani to spotkanie ani on nie jest mi obojętny. I odkąd go spotkałam cały czas o nim myślę i to mnie po prostu doprowadza do szału, bo po pierwsze, nie chcę o nim myśleć a po drugie, nie powinnam tego robić.
-Ali nie musisz się obwiniać, to naturalne, że o nim myślisz.
-Ale to nie jest po prostu myślenie… Ja planuję- powiedziałam i sama nie wiedziałam czy naprawdę mówię to nagłos.
-Co planujesz?
-Jak się na nim odegrać. Bo Zuzka… Nie wiem czy pamiętasz jak byłam z Jessem u Nialla na ognisku, to było zaraz po tym jak Niall kupił dom i zaprosił nas do siebie. To było wtedy, kiedy Jesse zapytał mnie czy zostaniemy parą.
-Pamiętam.
-Ja wtedy podsłuchałam pewną rozmowę, która była swego rodzaju bodźcem- powiedziałam a Zuza spojrzała na mnie tak dziwnie, że postanowiłam to wyjaśnić. –Nie specjalnie ją podsłuchałam. Po prostu chciało mi się siku, poszłam do toalety i już miałam wejść, kiedy je usłyszałam. One gadały o tym, że nie ma prawdziwej miłości i wtedy kuzynka Nialla powiedziała, że doskonałym dowodem tej teorii jestem ja i Harry. Dlatego postanowiłam stać tam i słuchać co więcej powie. A ona mówiła. Powiedziała, że Niall wspomniał o mnie na jakiejś imprezie i Harry tam był. Powiedziała, że rozmawiała z nim o mnie i wiesz co jej powiedział? Że on mnie nigdy nie kochał. Że to coś, w czym byliśmy nie można nazwać nawet związkiem. Że to wszystko co było między nami to zwykła ściema, rozumiesz? Nie wiem dlaczego tak powiedział, czy to prawda czy powiedział to z innego powodu, ale liczy się fakt. I w tym wszystkim najgorsze jest to, że te słowa sprawiły mi ból. I to ogromny. Zrobiły na mnie wtedy tak wielkie wrażenie, że mimo tego, że leżałam z Jessem w łóżku nie mogłam przestać myśleć o Harrym i o tym jak bardzo mnie tymi słowami zranił. Poczułam się wtedy słaba, taka jak kiedyś. Myślałam, że w końcu kontroluję wszystko, przede wszystkim siebie, swoje uczucia i emocje a tu bum. Jedno wspomnienie o nim, jedna jego wypowiedź sprawiła, że poczułam się maluteńka, żałośnie mała. Taka jak kiedyś. A przecież już nigdy nie miałam się tak czuć. I wtedy obiecałam sobie, że to naprawdę ostatni raz. Że Harry nigdy więcej mnie nie zrani. Obiecałam sobie, że jeśli jakimś cudem jednak bym go spotkała, jeśli pojawiłby się w moim życiu na nowo… To ja zranię jego. Obiecałam sobie, że go poniżę, że się zemszczę. Ale przecież miałam go nigdy więcej nie spotkać. Mięliśmy się nie spotkać… A tymczasem los, Bóg, przeznaczenie, sama nie wiem, co albo kto postawił go na mojej drodze. Spotkałam go na ulicy Nowego Jorku, w piękny wiosenny dzień i wiesz co zrobiłam, kiedy go zobaczyłam? Uśmiechnęłam się do niego. Jak skończona idiotka. Oczywiście chwilę potem przywołałam się do porządku i nawet z nim przez moment rozmawiałam. Wywarło to na mnie duże wrażenie, nie powiedziałam o niczym Jesse’mu, Niallowi, właściwie powiedziałam tylko tobie i Olivii, ale sama wiesz co ci powiedziałam. Udawałam, że mam to gdzieś, choć w głębi serca wcale tak nie było. Myślałam o tym co sobie obiecałam, ale chyba wcale nie chciałam go więcej spotkać by się odegrać. I wtedy Niall mnie podpuścił a ja zachowałam się jakbym nie umiała używać mózgu. Zgodziłam się widywać Harry’ego i to był dla mnie kolejny bodziec. Po wykonaniu telefonu do Liv stwierdziłam, że skoro mam go widywać to Harry w końcu za wszystko zapłaci. On nie jest mi obojętny, ale uczucia, jakimi go darzę nie są pozytywne, bo przede wszystkim go nienawidzę. Stwierdziłam, że jeśli istnieje teraz tak duże prawdopodobieństwo, że go spotkam postanowiłam wyglądać zawsze dobrze, bo jeśli mam go spotkać to spotkanie to odbędzie się na moich warunkach a on zobaczy jak dobrze mi się żyje bez niego. Myślałam, że do naszego ponownego spotkania dojdzie później tymczasem wybraliśmy się do tej samej kawiarni i to spotkanie było jeszcze dziwniejsze niż to w Nowym Jorku. Bo on patrzył na mnie tak… dziwnie. Z jednej strony wydawał się zakłopotany a z drugiej cholernie pewny siebie. I to spotkanie tylko namieszało mi w głowie. Bo z jednej strony tylko dodało mi pewności, że nienawidzę go najbardziej na świecie, ale z drugiej… Kiedy zażartowałam w sposób, którego on po prostu nie znosił… Zareagował tak jak kiedyś… I sama nie wiem dlaczego mnie to poruszyło… w pewnym stopniu- mówiąc to wszystko na głos zdałam sobie sprawę z tego, że brzmię nieco jak szaleniec i przede wszystkim dotarło do mnie jak bardzo niezdecydowana nadal jestem. Zuza milczała a ja nie wiedziałam co mam jeszcze powiedzieć.
-Ali nigdy nie byłam w takiej sytuacji jak ty. Nikt mnie nigdy nie skrzywdził tak bardzo jak on skrzywdził ciebie i oczywiście, jako kobieta rozumiem twoje starania by super wyglądać, by pokazać mu, że bez niego jest ci lepiej, ale słuchając ciebie teraz… Nie wiem jak to nazwać, ale ty wcale nie brzmisz jak ktoś, kto pragnie zemsty.
-Mylisz się, pragnę tego za każdym razem, kiedy przypomnę sobie co zrobił, jak mnie skrzywdził. Zuza ty nie wiesz o wszystkim, nie wiesz o wszystkich akcjach, które on robił. Nie wiesz jak się wtedy czułam. I nie mam tu na myśli tego co ukrywał, nie. Mam na myśli to, co robił jak z nim zerwałam, jak mnie zastraszał, jak przychodził i mnie dręczył. Przecież on nawet do ciebie dzwonił! Nie wiesz jak się czułam, kiedy wróciłam do Londynu a on zakradł się do mojego, jak się później okazało, do jego mieszkania, jak siedział ciemnościach, jak urządził mi awanturę, jak krzyczał na mnie, że nic nigdy mu nie dałam, że tylko on się starał, jak ze złością roztrzaskał moją gitarę i wyszedł mówiąc, że się zabije, przeze mnie. Nie wiesz jak przed wyjazdem w trasę przyszedł do mnie i przystawił sobie nóż do gardła krzycząc, że beze mnie nie pojedzie, że to wszystko moja wina. O tym wszystkim nie wiesz. Nie wspominając już o tym, co zrobił wcześniej. To przecież on wyrzucił Steva, Klaudię czy choćby przez niego nie mogłam przyjechać na twój ślub. Na ślub mojej siostry, choć doskonale wiedział jak bardzo mi zależy żeby być z tobą w ten dzień. Kłamał, manipulował mną i sprawił, że straciłam chęć do życia, straciłam jego sens. Dlatego pragnę zemsty. Bo widzę go, widzę jak świetnie wygląda, jak się uśmiecha i czuję, że to jest niesprawiedliwe. Że powinien poczuć, choć w małym stopniu to, co ja czułam, kiedy ze mną skończył. Za każdym razem, kiedy sobie o tym przypominam jedyne, o czym myślę to chęć odegrania się na nim. Chciałabym żeby poczuł się tak jak ja.
-Ali nie wiem czego ode mnie oczekujesz, zgody czy zakazu, ale chcę żebyś wiedziała, że masz moje zrozumienie i nie ważne co się stanie, zawsze będę stać po twojej stronie i nigdy nie będę cię oceniać- powiedziała szczerze. -No i znam ciebie i Ninę. Ja nigdy nie byłam taka jak wy. Ale wy zawsze byłyście odważniejsze i miałyście różne pomysły, przede wszystkim Nina. Ja najprawdopodobniej w ogóle bym się nie podniosła po tym, co ty przeżyłaś albo zajęłoby mi to pół życia. Dlatego nie powiem ci teraz Ali zrób to, zemścij się na nim, zmieszaj go z błotem, bo to nie ja, ja bym tak nie zrobiła, bo po prostu bym tak nie umiała. Jedyne, co ci powiem to, że nie chcę widzieć jak cierpisz. Nie chcę widzieć ciebie takiej jak wtedy i nie chcę żebyś skrzywdziła kogoś, kto na to nie zasługuje, kogoś, kto cię kocha i jest naprawdę dobrym człowiekiem.

***

-Kochani chciałabym wam wszystkim bardzo podziękować- powiedziałam łamiącym się głosem. Byłam mega wzruszona, bo mega się bałam tego dnia. Dzięki Bogu i tym ludziom zgromadzonym w garderobie wszystko się udało i mój pierwszy koncert w USA był już historią, piękną historią. –To dzięki wam wszystko się dzisiaj udało i wszyscy jesteście moimi bohaterami. Naprawdę dziękuję i cieszę się, że mam tak cudowną ekipę. Większość z was towarzyszyła mi już w Europie, dlatego tak naprawdę wiedziałam, że wszystko się uda. Jeszcze raz dziękuję a teraz wszyscy marsz do hotelów, do łóżek i jutro czeka nas powtórka- dodałam na koniec totalnie poważnie. Doskonale wiedziałam, że większość osób wybiera się na małe świętowanie pierwszego koncertu, bo przecież sama też początkowo miałam z nimi iść. Postanowiłam jednak to świętowanie przełożyć, bo oczywiście, na moje nieszczęście dwa dni przed koncertem zaczęło mnie drapać w gardle i bałam się, że po prostu się rozchoruję. Spojrzałam na twarze wszystkich i zaczęłam się śmiać, przez co rozładowałam własne wzruszenie. –Żartuję, wiem, że idziecie na imprezkę, więc bawcie się dobrze.
-Steve już czeka- oznajmił zdyszany Jesse, kiedy po prostu wpadł do pomieszczenia.
-W takim razie, do jutra- powiedziałam uśmiechając się do wszystkich. Miałam świetny humor. Naprawdę wszystko wyszło dobrze, tak jak na próbach a nawet lepiej. Koncerty w Stanach miały się nieco różnić od tych w Europie, dlatego naprawdę się stresowałam, że coś pójdzie nie tak. Na każdym koncercie miałam mieć gościa. Nie kogoś sławnego i znanego, lecz osoby mega utalentowane, które poznałam między innym na lekcjach śpiewu. Oczywiście w cały projekt zaangażowałam też Kurta i Jesse’ego. Ten drugi wystąpił ze mną podczas pierwszego koncertu, zaśpiewaliśmy Hello. Przed każdym takim występem pokazywany był film o różnej tematyce, ale przeważnie była to jakaś scenka z moim udziałem i mojego gościa. Naprawdę chciałam jakoś pomóc innym, chciałam pokazać ich moim fanom, mojej publiczności, bo każda osoba, którą pokazywałam na scenie była wyjątkowa, pracowita i utalentowana. Cieszyłam się, że mogę im jakoś pomagać, bo doskonale wiedziałam jak to jest marzyć o tym by być na scenie, śpiewać i dawać innym radość. I miałam zamiar pomóc jak największej liczbie utalentowanych osób.
-Kotku byłaś dzisiaj świetna- Jesse objął mnie ramieniem a mi nie pozostało nic innego niż odwzajemnić jego gest.
-Ty też dałeś radę- powiedziałam i stanęłam w miejscu tylko po to by go po prostu wyściskać. Jesse zaśmiał się cicho a po tym jak oderwałam się od niego i zamierzałam iść dalej złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował, sprawiając, że poczułam spokój i wytchnienie od całego tego stresu, na który byłam narażona cały dzień.
-Choć, zanim Steve zacznie panikować, że cię nie ma- wymruczał mi do ucha, gdy skończył nasz pocałunek.
-Też masz wrażenie, że zachowuje się jak mój starszy brat albo nawet ojciec?- zapytałam i zaśmiałam się przypominając sobie jak ostatnio zachowywał się mój szef ochrony.
-Zdecydowanie nie idzie tego nie zobaczyć- Jesse zaśmiał się głośno a chwilę później siedział obok mnie w samochodzie prowadzonym przez Steva. Byłam zmęczona i z każdą minutą zdawałam sobie z tego coraz bardziej sprawę. Olivia, która siedziała obok kierowcy żywiołowo kreśliła coś w jej wielkiej księdze potocznie zwanej kalendarzem. Ja położyłam głowę na ramieniu Jesse’ego i z przymkniętymi oczami oddawałam się emocjom, które opadały niesamowicie wolno. Ciągle słyszałam krzyczących ludzi, słyszałam jak śpiewają razem ze mną, widziałam blask świateł, w których byłam tego wieczora skąpana. Byłam pogrążona w myślach i było mi niesamowicie dobrze i dokładnie w tym momencie musiał zadzwonić Niall.
-Cześć- powiedziałam, kiedy wzięłam od Jesse’ego mój telefon i nadusiłam na zielone kółeczko.
-Gratuluję pierwszego koncertu!- Niall był niemożliwy. Nie miałam pojęcia jak dokładnie to robił, że był taki, jaki był, ale zdecydowanie był niemożliwy. Wystarczyło jedno zdanie wypowiedziane z tym jego irlandzkim akcentem żebym miała ochotę śmiać się do rana.
-Dzięki- powiedziałam tylko.
-Ali w związku z tym, to znaczy twoim wielkim sukcesem no i w sumie moim i chłopaków też, chcę cię zaprosić na imprezę do mnie. To znaczy na grilla albo na ognisko. To znaczy w sumie nie wiem czy później nie poszlibyśmy potańczyć. Ale w sumie… To znaczy jeszcze nie wiem, po prostu chcę cię zaprosić- powiedział popełniając przy tym chyba z milion błędów stylistycznych, jedząc coś i mlaszcząc przy tym mega głośno. Przez chwilę po drugiej stronie panowała cisza a kiedy Niall kontynuował swoją wypowiedź stwierdziłam, że przełknął to, co miał w buzi. Zanim zaczął mówić odbiło mu się na tyle głośno, że mogłam to usłyszeć i zorientować się, że popił to, co jadł po tym jak to w końcu przeżuł. –No i poza tym, że dzwonię ci pogratulować dzwonię żeby zapytać, kiedy ci pasuje. Najlepiej by było tak za około dwa tygodnie.
-Muszę…- się zapytać Liv, która siedzi właśnie księgą i doskonale wie, kiedy mam wolne a w jakie dni są koncerty w przeciwieństwie do mnie, miałam powiedzieć. Zanim jednak to zrobiłam zorientowałam się, że to przecież Niall urządza imprezę, na którą może zaprosić kogo chce. W samochodzie siedział Steve, Olivia i Jesse a ja chciałam się dowiedzieć czy Niall zaprosił Harry’ego. Nie chciałam jednak robić tego przy nich. –Jak dojadę do hotelu to ci oddzwonię, okej?
-Okej- powiedział tak nie wyraźnie, że musiałam się domyślić, że to rzeczywiście było okej.
-No to pa- powiedziałam i się rozłączyłam zanim Niall wybełkotał coś na pożegnanie.
-Czego chciał Horan?- zapytał Jesse.
-Pogratulować koncertu.
-I coś jeszcze?
-Taaa, ale aktualnie coś je i nic go nie mogłam zrozumieć, dlatego powiedziałam, że do niego oddzwonię- tak naprawdę to nie chcę gadać z nim przy was, właściwie to chodzi mi głównie o ciebie Jesse. Bo widzisz od jakiegoś czasu Harry zaprząta moje myśli i tak naprawdę sama nie wiem, co mam z nim zrobić. Na razie widziałam go dwa razy i mimo tego, że w mojej głowie powstał pewien plan sama nie wiem czy chcę go zrealizować, bo po pierwsze oba te spotkania były dla mnie niesamowicie trudne pod względem emocjonalnym i nie wiem czy dam radego widywać częściej a po drugie patrząc w jego oczy czułam coś, co w okrutny sposób sprawia, że sama nie wiem czy dam radę się na nim odegrać. No i dlatego Jesse zadzwonię do Nialla jak ty będziesz brał prysznic żebyś nie słyszał tej rozmowy. Byłam najgorszą dziewczyną na świecie mając u swego boku wymarzonego chłopaka. Kochałam go. Ale odkąd zobaczyłam Harry’ego nie wiedziałam czy kocham go wystarczająco by go nie skrzywdzić. Byłam okropna. Byłam tak bardzo okropna, że zanim do Nialla zadzwoniłam podjęłam pewną decyzję. Nie mogę jechać na tego grilla, ognisko czy co tam Horan planował z Jessem. Muszę wybrać taki termin, w którym Jesse nie będzie mógł mi towarzyszyć, bo jeśli Harry rzeczywiście tam będzie, a znając Nialla istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo, że tak, wtedy podejmę decyzję. Po wieczorze spędzonym w jego towarzystwie zdecyduję, co zrobię i nie ważne co się będzie działo w przyszłości, decyzja ta będzie nieodwracalna.
  
***

-Na wstępie chcę powiedzieć, że jestem szybciej nie po to żeby siedzieć w kuchni robiąc przekąski, o których zapomniałeś.
-Jakie miłe powitanie- Niall uśmiechając się szeroko podszedł do mnie z rozłożonymi rękoma, dlatego nie pozostało mi nic innego jak przytulić się do blondyna.
-Po prostu cię znam.
-Cóż nie da się ukryć- powiedział a ja dźgnęłam go palcem w bok.
-Weź lepiej moją torbę i się do czegoś przydaj.
-Jezu taka wielka torba, po co ci to?
-Nie wiem czy pamiętasz, ale aktualnie jestem w trakcie koncertowania i za dwa dni mam kolejny koncert, na który lecę prosto od ciebie tak, więc teoretycznie twoja impreza jest w pewnym sensie dla mnie przystankiem a jak to na ogół bywa w podróży człowiek wozi ze sobą bagaż.
-O mój Boże, co ty masz w tej torbie, przecież ona nie dość, że jest od ciebie większa to i jakieś sto razy cięższa- wyjęczał wchodząc z torbą po schodach, totalnie ignorując moje słowa. Kiedy weszliśmy do środka poczułam ulgę. Nikogo nie było. A ja zastanawiałam się czy będzie, czy on będzie, bo kiedy gadałam z Niallem oczywiście nie wiedział, dlatego żyłam w niepewności, bo później wolałam się nie dopytywać żeby Horan sobie czegoś nie pomyślał.
-O której wszyscy przychodzą?- zapytałam, kiedy Niall po wielkim wzdychaniu i narzekaniu, że zaraz kolano go rozboli wniósł moją walizkę do góry.
-O dwudziestej.
-To super, jest dopiero po szesnastej, więc zanim zamienię się w twoją ukochaną kucharkę możemy w końcu pogadać, bo mimo tego, że mnie wykorzystujesz strasznie się stęskniłam.
-Ali, jeśli nie chcesz to mam jeszcze czas żeby załatwić jakieś jedzenie… Bo ja i tak zamówiłem sporo jedzenia i w sumie tylko szaszłyki trzeba zrobić, kiedyś je zrobiłaś i były pyszne a te kupne mi nie smakowały, dlatego pomyślałem, że…- policzki mojego przyjaciela zaczęły robić się różowe, przez co wiedziałam, że się zawstydził. Postanowiłam mu przerwać, bo to logiczne, że mu pomogę.
-Przecież wiesz, że żartuję i chętnie ci pomogę, poza tym wniosłeś mi tę wielką walizkę na górę. Ale nie gadajmy już o tym. Może pójdziemy na dół, dzisiaj jest tak ładnie?
-Jasne, a chcesz się przebrać czy coś? W bikini, chcesz sobie poleżeć na leżakach?
-Nie. Po prostu chcę posiedzieć na zewnątrz, jest tak pięknie dzisiaj, że grzechem byłoby siedzenie w domu.
Po godzinie siedzenia z nogami w basenie, popijania soku pomarańczowego i dzielenia się nowinkami z naszych żyć przyszła pora na zajęcie się przekąskami. Do imprezy zostały dwie godziny, dlatego poszliśmy do kuchni gdzie jak zwykle to ja coś robiłam a Niall dotrzymywał mi towarzystwa bardziej zainteresowany tym, co właśnie oglądał na ekranie laptopa niż pomocą. Kiedy byłam mniej więcej w połowie robienia warzywnych szaszłyków, które Niall miał zaś grillować na grillu udając przy tym, że się na tym zna usłyszeliśmy domofon. Horan przeskakując z nogi na nogę niczym mała dziewczynka wybiegł z kuchni zostawiając mnie samą. Kiedy wrócił nie był sam, za nim stał chłopak, przez którego moje serce zaczęło bić tak mocno, że aż zaczęło mi dźwięczeć w uszach. A więc to dziś. Dziś podejmę decyzję o tym co zrobić, odpuścić czy wręcz przeciwnie.
-Hej- odezwałam się pierwsza i totalnie nieświadomie pomachałam mu dłonią, w której trzymałam nóż. Nie wiem co, czy wzrok Harry’ego czy jego mina, kiedy zobaczył ten nóż rozbawiła mnie tak bardzo, że uśmiechnęłam się naprawdę szczerze i w jakiś pokręcony sposób zyskałam nieco więcej pewności siebie.
-Hej- odpowiedział i spojrzał na Nialla. –Wiem, że impreza zaczyna się później, ale załatwiłem sprawy w agencji szybciej i nie opłacało mi się jechać do siebie, bo zajęłoby mi to wszystko za dużo czasu.
-Jasne, spoko, nie ma sprawy. Chcesz piwko?- zapytał go blondyn siadając na krześle, na którym siedział wcześniej.
-Nie dzięki- Harry był spięty. Był dziwnie spięty i w chory sposób dodawał mi tym odwagi. –Co robicie?- zapytał po minucie krępującej ciszy.
-Chyba, co ja robię. Niall siedzi i się obija a ja robię szaszłyki warzywne i zostały mi jeszcze te z warzywami i kurczakiem.
-Przecież sama się zgodziłaś- Niall udał oburzenie i wydawało mi się, że jest zadowolony z takiego obrotu spraw. Uśmiechał się idiotycznie a ja nie rozumiałam jak po wszystkim co się stało on mógł się cieszyć, że siedzę w kuchni z nim i Harrym i udaję, że czuję się przy tym komfortowo.
-Pomagać a nie robić wszystko sama.
-Jeśli chcesz to ja mogę ci pomóc- Harry powiedział to tak niepewnie, że wiedziałam, że ostatnią rzeczą o jakiej marzy to krojenie ze mną warzyw i natykanie ich na patyczki. Z resztą, miałam identycznie odczucia w stosunku do niego i już nigdy w życiu nie chciałam niczego z nim robić. Zamiast tego uśmiechnęłam się do niego i powiedziałam:
-Byłoby super- Ali nie widzisz, że to jest chore? CHORE. Jak wy tak w ogóle możecie?! Jak on może po prostu wstawać z krzesła, podchodzić do szuflady, wyciągać z niej nóż i stawać koło mnie, dosłownie dziesięć centymetrów dalej, jak może kroić te cholerne warzywa po tym wszystkim?! I co gorsza jak ja mogę, czując jego zapach stwierdzić, że pachnie dokładnie tak jak kiedyś, że to wciąż piękny zapach, że stojąc obok niego czuję jakby tak naprawdę wszystko było zupełnie na swoim miejscu, chociaż nie powinnam tego czuć.
-Więc jesteście w trakcie kolejnej wielkiej trasy…- nie miałam pojęcia co ja mam w ogóle mówić i najbardziej na świecie miałam ochotę walnąć Nialla w głowę za to, że zdawał się nie zauważać tego jak krępująca jest ta cholerna cisza.
-Yhym- aż tyle powiedział Horan a Harry wyglądał tak jakby myślał intensywnie nad odpowiedzią.
-Cóż ja też jestem aktualnie w trasie i jako że działamy w jednej branży podzielę się z wami moimi przemyśleniami- nie miałam zielonego pojęcia jakim cudem mogę stać obok Harry’ego, kroić warzywa nie odcinając sobie przy tym palców i na dodatek mówić całkiem spokojnie. –To głupie, że uważa się, ze trasa po Stanach jest najważniejsza.
-Dla mnie każda jest tak samo ważna- powiedział Harry całkiem normalnie.
-Dla mnie też, ale nie chodzi mi o to tylko o to, że wszyscy tak uważają. To znaczy środowisko. No bo doskonale pamiętam jak wy mięliście m&g tylko w Stanach jakby inne części trasy nie były takie ważne. I w sumie moja trasa w USA różni się od tej po Europie. Jest bardziej spektakularna i na każdym koncercie mam gościa. No i zanim w ogóle ta część się rozpoczęła dano mi do zrozumienia, że mam się do niej szczególnie przyłożyć.
-Coś w tym jest, w sumie my też to zauważyliśmy no, ale… Stany to bardzo ważny rynek, jak tu wypadniesz dobrze to znaczy, że albo odniosłaś albo odniesiesz sukces- mówiąc to Harry przestał na moment kroić i spojrzał mi prosto w oczy. Przez sekundę, gdzieś w środku się zawiesił, dlatego odwrócił swój wzrok i mówiąc dalej nie patrzył na mnie tylko wydawał się skupiać na krojeniu.
-Wiem, ale uważam to za wielką niesprawiedliwość, bo przecież…
-Jezu! Musicie to zobaczyć!- Niall, który cały czas zajmował się laptopem, krzyknął podekscytowany, przez co aż podskoczyłam. Zanim w ogóle zdążyłam to jakoś skomentować Horan włączył jakiś filmik i odwrócił komputer tak żebyśmy widzieli wszystko. Jak się okazało video przedstawiało mash-up Cannonball i Story Of My Life, wszystko zaczynało się jak moja piosenka, ale zamiast mnie zaczął śpiewać Harry. Osoba, która stworzyła ten film pomieszała nie tylko piosenki, ale też teledyski i oglądając to całą minutę czułam się skrępowana, zawstydzona i zaczęłam się zastanawiać czy imprezę Nialla poza Harrym zaszczyci ktoś z moich dawnych „przyjaciół” na przykład Liam-kłamca nie wspominając o Louisie-jeszcze większym kłamcy. Jako, że nie chciałam oglądać tego głupiego filmu spojrzałam na jakże interesującą zieloną paprykę, którą kroiłam, ale przez Horana zmuszona byłam przestać.
-Zarąbisty ten mash-up, nie?- entuzjazm Nialla nawet w jednym procencie mi się nie udzielił a gdy spojrzałam na Harry’ego stwierdziłam, że jemu też nie.
-Taaa zarąbisty a teraz nie przeszkadzaj, bo zostało już mało czasu a jeszcze muszę się uszykować.
-Po co? Przecież wyglądasz super- słysząc te słowa wypowiadane totalnie spontanicznie przez Harry’ego nie mogłam nic poradzić na to, że poczułam się jak zwycięzca. Byłam pewna, że powiedział to, bo po prostu mu się wymsknęło, świadczyła o tym nawet jego mina, bo kiedy to powiedział otworzył szeroko oczy zszokowany własną wypowiedzią.
-Dzięki- powiedziałam, uśmiechnęłam się do niego i miałam nadzieję, że nie wyglądam na skrępowaną tak jak on. –Niall weź zostaw tego laptopa i utykaj wszystko na patyczki.
-Co?- Horan wydawał się być w szoku słysząc, że ma coś zrobić a mi było gorąco. Niemiłosiernie gorąco. I sama nie byłam pewna czy jest to spowodowane przez ten głupi komplement czy przez to, że stoję obok Harry’ego już długo cały ten czas mając ochotę jednocześnie go dotknąć i poderżnąć mu gardło.
-Pomóż nam- niby zwyczajne zdanie. Właściwie dwa słowa. Ale słysząc jak mówi „nam” coś ścisnęło mi gardło.
-Ale…
-Nie ma ale. Ja serio chcę się jeszcze uszykować, chcę wziąć prysznic, wiesz, że przyjechałam do ciebie prosto z lotniska.
-No okej- miałam wrażenie, że Niall układał w głowie jakiś plan i zastanawiał się czy może do niego wpisać punkt: Pomoc. Przez następne dwadzieścia minut panowała w kuchni cisza. Właściwie nie zupełnie cisza, bo blondyn włączył muzykę, która umilała nam czas, choć w moim przypadku umilała to raczej nadużycie. Kiedy jakimś cudem skończyłam kroić nie obcinając przy tym sobie palców, kiedy wszystko przyprawiłam a naczynia włożyłam do zmywarki poszłam do siebie. Gdy weszłam do pokoju czułam się tak jakbym w końcu mogła odetchnąć. Nie miałam pojęcia jak uda mi się przetrwać cały wieczór w jego towarzystwie i nie zwariować. Po pięciu minutach leżenia na łóżku i normowaniu własnego oddechu poszłam wziąć prysznic. Później zajęłam się fryzurą, delikatnie podkręcając włosy i makijażem, podkreślającym moje długie, gęste rzęsy i ciemne oczy. Na koniec wybrałam odpowiednie ciuchy. Ubrałam zwykłą, czarną, obcisłą spódniczkę, która sięgała mi mniej więcej do połowy ud i podkreślała ładnie moją pupę, do tego dobrałam luźną, zwykłą białą koszulkę z wcięciami w rękawach a na nogi ubrałam czarne sandały na szpilce. Całość prezentowała się całkiem seksownie i być może nie pasowała do formy imprezy. Właściwie początkowo planowałam nieco luźniejszy zestaw, ale ubrałam się tak pod wpływem emocji a dokładniej pod wpływem Harrego. Po prostu chciałam wyglądać seksownie, ale nie wiedziałam czy po to żeby go wkurzyć czy żeby zrobić na nim wrażenie czy może po prostu chciałam… mu się podobać. Kiedy zeszłam na dół okazało się, że jestem jakieś pół godziny spóźniona i już większość gości była na dole. Zaczęłam się witać ze wszystkimi i zdziwiłam się, że większości z tych wszystkich ludzi nie znam, ale Niall szepnął mi na ucho, że to jego nowi znajomi, których poznał w LA. Ku mojej uciesze swoją obecnością nie zaszczycił nas ani Liam ani Louis. Zastanawiałam się gdzie wcięło Harry’ego, którego nigdzie nie było. I dokładnie w momencie, kiedy Harry pojawił się w ogrodzie i spojrzał na mnie dosłownie wytrzeszczając oczy usłyszałam znajomy głos za swoimi plecami.
-Ali?
-Josh! Sandy!- nie widziałam ich dwa lata. Całe długie dwa lata! Tak bardzo ucieszył mnie ich widok, że rzuciłam się by przytulić najpierw Josha a później Sandy’ego.
-Ali jak ty wyglądasz!- Josh zmierzył mnie od stóp do głów dwa razy a ja zaczęłam się śmiać. Obaj panowie znali bowiem Ali noszącą dżinsy zawsze i wszędzie i na każdą okazję zakładającą trampki.
-No jak?- zapytałam i zaczęłam się śmiać.
-Pięknie, naprawdę się zmieniłaś…- powiedział Josh a ja zaczęłam się zastanawiać, co oznaczają słowa „naprawdę się zmieniłaś”.
-Dzięki- powiedziałam tylko, bo obok mnie stanął Harry.
-Hej- chłopak wyciągnął dłoń w kierunku kolegów a gdy się przywitali zarówno Josh jak i Sandy odsunęli się ode mnie.
-A wy się prawie nic nie zmieniliście, no może poza obrączką na twoim palcu- powiedziałam i wskazałam na Sandy’ego.
-Jakby coś to ja nadal jestem do wzięcia- słysząc żart perkusisty zaśmiałam się zupełnie szczerze, natomiast Harry napiął się jak struna. Josh z kolei się zarumienił i chyba stwierdził, że nie powinien tak mówić. Jako, że uznałam tę całą sytuację za surrealistyczną postanowiłam się napić czegoś co miało w sobie procenty, inaczej nie udałoby mi się przebrnąć przez ten wieczór.
-Zapamiętam to sobie a teraz pójdę do Nialla i zobaczę jak mu idzie udawanie, że zna się na grillowaniu- powiedziałam obdarzając ich wszystkich uśmiechem. Mówiąc wszystkich mam na myśli wszystkich, nawet Harry’ego, który stał koło mnie i patrzył na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Super. Kiedy podeszłam do Nialla rozmawiał on z jakąś dziewczyną, swoją nową znajomą. Ogólnie Horan nie zaprosił tłumu gości, razem z nim i ze mną było dwanaście osób. Kiedy wszyscy się zapoznali chłopak poprosił nas żebyśmy zajęli miejsca przy stole. Na początku było nieco sztywno, ja siedziałam koło Sandy’ego i znajomej Horana. Harry usiadł koło Nialla, tak, że prawie go nie widziałam. Do czasu. Kiedy wszyscy wypili już tyle żeby rozmawiać bez skrępowania zaczęły się tasowania przy stole. No i oczywiście jak na każdej imprezie u Nialla musiała pojawić się gitara i Horan ze stałym tekstem.
-Ali dalej zaśpiewajmy coś!- oczywiście mój irlandzki, nie do końca normalny przyjaciel, cierpiący na ADHD, musiał usiąść tak, że jak siedziałam pomiędzy nim a Harrym, który cały wieczór zachowywał się… dobrze.  W porządku. Nie pił za dużo, rozmawiał ze wszystkimi, zerkał na mnie i nawet się uśmiechał, choć rzadko a jeśli to robił uśmiech ten był niewielki. Sama nie wiedziałam czy przestałam się krępować przez to, że tak się właśnie zachowywał czy przez to, że wypiłam i byłam lekko wstawiona. Lekko. Nie mogłam dużo pić, bo nie pozwalała mi na to dieta, ale picie dla humoru i odwagi raz na pół roku nie sprawi, że przytyję sto kilo.
-Okej, zaśpiewamy, ale coś innego niż…
-Hero! Nawet nie próbuj się wykręcać!- ja byłam tylko delikatnie wstawiona za to Niall… On był w nieco gorszym stanie.
-Zawsze śpiewamy „Hero”, choć raz możemy…
-Nie- Horan wyglądał jak małe, naburmuszone dziecko.
-O co chodzi z tą piosenką?- zapytał Kevin? Luke? Kyle? Nie miałam pojęcia jak on ma na imię. Wiedziałam za to, że jest sąsiadem Nialla.
-Tajemnica- oznajmił blondyn i zaczął się śmiać tak głośno jakby usłyszał właśnie jakiś super żart. Zanim ktokolwiek jeszcze się odezwał chłopak zaczął grać „naszą” piosenkę. Słuchaliśmy jej zawsze, właściwie zawsze od roku, kiedy mięliśmy „doła”, choć słuchaliśmy to mało powiedziane. Na ogół kończyło się tak, że darliśmy się w niebogłosy a raczej Niall się darł naśladując głos Enique Iglesiasa, czym zawsze tak samo mnie rozśmieszał. –„ Would you dance, if I asked you to dance? Would you run, and never look back? Teraz ty Ali!
-„Would you cry, if you saw me crying?”- zaśpiewałam i sama nie wiedziałam, dlaczego przed zaśpiewaniem kolejnych słów spojrzałam na Harry’ego. -And would you save my soul, tonight?- musiałam być chyba bardziej pijana niż myślałam śpiewając resztę zwrotki gapiąc się na Harry’ego, który patrzył na mnie tak… cholernie czule. Nie wiem, dlaczego poczułam coś magicznego. Niall się nie wygłupiał tylko śpiewał naprawdę pięknie. A słowa tej piosenki zaczęły mi coraz bardziej ciążyć. Mimo tego nie mogłam przestać patrzeć w te piękne, zielone oczy. A kiedy piosenka się skończyła uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Szczery, niewymuszony. Po tym jak już razem z pozostałymi gośćmi zaśpiewaliśmy kolejne dwie piosenki przypomniało mi się, że muszę zadzwonić.
-Ali a ty gdzie?- zapytał Josh, który chyba wciąż nie wierzył, że mnie widzi. Miałam też wrażenie, że co chwilę zerka na mnie i Harry’ego i to sprawiło, że zastanawiałam się jak dużo wie. Jak dużo i co wiedzą pozostali? Przecież kiedy żegnałam się z nimi w Dubaju miałam wrócić na resztę trasy. Miałam, ale nigdy nie wróciłam. Zniknęłam i nikt, dosłownie nikt się do mnie nie odezwał. Jakby wyrzucili mnie z życia, jakby zapomnieli o mnie w minutę…
-Zaraz wrócę- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego nieco sztucznie. Kiedy weszłam do domu moim celem stał się „mój pokój”. Byłam okropna, bo właśnie zamierzałam zadzwonić do mojego chłopaka, który znajdował się na drugim końcu USA. A był tam a nie tu, bo tak to sobie zaplanowałam. Spędzić w towarzystwie Harry’ego wieczór i podjąć decyzję. I choć to było okropne nie chciałam Jesse’ego wtedy przy mnie, bo mógł mi wszystko tylko jeszcze bardziej skomplikować.
-Halo?
-To ja. Co słychać?- zapytałam pogodnie.
-Jestem wykończony, a co u was? Jak impreza? Jest… Harry?- wiedziałam, że o to zapyta. Wiedziałam!
-Impreza jak to impreza u Nialla, nic tylko się śmiejemy i teraz jest ten etap, kiedy Niall wyciągnął maleństwo i przygrywa dla rozrywki.
-A Harry?
-Jest, ale bez obaw. Właściwie nie zwracamy na siebie uwagi. Poza tym, że czasami na siebie spojrzymy. No i jest też Josh! I Sandy! W ogóle Sandy ma obrączkę na palcu!- Ali zastanów się jak obrócić tę rozmowę na swoją korzyść. –No i Niall wykorzystał mnie do robienia jedzenia. Na szczęście część miał gotową, kiełbaski i takie tam. Ja zrobiłam szaszłyki warzywne, te co kiedyś zrobiłam dla nas…
-Ali ja chyba będę już kończył.
-Co? Dlaczego?- był zły. Wkurzył się, że on jest w Nowym Jorku a ja jestem w Los Angeles na imprezie, w dodatku na tej samej, co Harry Styles.
-Jestem zmęczony- od samego początku nie chciał żebym do LA przylatywała. Ciągle powtarzał, że Niall zrozumie, że jestem w trakcie koncertowania i wolę odetchnąć niż latać na imprezę. Odradzał mi ten pomysł, choć ja wiedziałam, dlaczego tak naprawdę to robił. Bał się, że Harry przyjdzie a jego nie będzie przy mnie. Bał się tego, chociaż o tym nie mówił. A ja byłam na tyle bezczelna, że zapewniałam go, że Harry na pewno się nie pojawi. Że jestem prawie pewna. A byłam prawie pewna, że będzie wręcz przeciwnie.
-Jesteś zły prawda?- zapytałam chociaż doskonale znałam odpowiedź.
-Nie jestem zły- powiedział tak, że nawet na drugim końcu Stanów wiedziałam, że się wkurzył.
-Nie gniewaj się… Naprawdę myślałam, że go nie będzie… Niall tak gadał… Że nie wie…
-Tylko, że to jest twój były…
-No właśnie były. Nie ma co się martwić. Przysięgam, że wolałabym żebyś tu był ze mną. Ratowałbyś mnie przed Niallem i jego ukochanymi piosenkami, które każe mi śpiewać. Ukradłbyś mnie na pół godziny na spacer…
-Niall kazał ci śpiewać „Hero”?- zapytał nieco rozbawiony, przez co wiedziałam, że jestem na wygranej pozycji.
-Tak! I nawet nie wiesz jakie to było straszne!
-Wyobrażam sobie- Jesse się zaśmiał a ja poczułam jak na moje barki ktoś rzuca poczucie winny. A dokładniej tym ktosiem byłam ja i moje zachowanie.
-Kochanie, bo ja będę już kończyć, okej? Jutro rano się odezwę i pogadamy na spokojnie.
-Jasne. Baw się dobrze a gdyby coś się działo od razu do mnie dzwoń.
-Oczywiście.
-No to pa, kocham cię.
-Ja ciebie też- powiedziałam i się rozłączyłam. Byłam oszustką, ale nie mogłam o tym myśleć w tym momencie. Czas na poczucie winny będzie rano. Teraz musiałam wyglądać na zadowoloną z życia. Kiedy zeszłam na dół poszłam jeszcze do kuchni. Miałam ochotę napić się zwykłej, niegazowanej wody. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej zimną, orzeźwiającą wodę, którą nalałam do szklanki. Byłam w trakcie picia, kiedy głos Harry’ego sprawił, że prawie się udławiłam.
-Ali, co ty robisz?- zapytał, kiedy ja krztusząc się odwróciłam się w jego stronę.
-Piję wodę- odpowiedziałam, kiedy przestałam się dusić.
-Robisz zdjęcia tego ekspresu?- Harry wydawał się być całkiem… rozbawiony?
-Tak. Widzisz Blaine kocha dobre jedzenie i dobrą kawę i kiedy byliśmy u Nialla kiedyś wypił kawę…- po minie chłopaka zorientowałam się, że nie ma pojęcia, o kim mówię. -Blaine to mój przyjaciel gej. No i wracając do kawy. Uparł się, że kupi taki sam ekspres jak ma Niall, bo tak mu ta kawa smakowała. I za każdym razem, kiedy wspominam o Niallu on nawiedza się, że zapomniał jaka to firma, model czy coś tam. A robię zdjęcie, bo zawsze zapominam tę nazwę, w sumie pierwszy raz widzę tę firmę i jakoś tak teraz mi się przypomniało, że miałam zrobić dla niego zdjęcie żeby mógł kupić dokładnie taki sam ekspres jak ma Niall. Ej, co to za mina?- zapytałam i zdałam sobie sprawę z tego, że mówię bez składu i ładu i właściwie nie czuję już żadnego skrępowania rozmawiając z nim. Może dlatego, że nie uświadomiłam sobie jeszcze, że jesteśmy w kuchni sami.
-Masz przyjaciela geja?- zapytał zaciekawiony.
-Taaa. Blaine jest naprawdę spoko.
-Bo wiesz Nick też jest gejem i w sumie chyba przydałby mu się facet.
-Niestety Blaine jest zajęty. Ma chłopaka, którego zresztą też uwielbiam. Właściwie Kurta, bo tak ma na imię jego druga połówka, poznałam jako pierwszego i zaprzyjaźniłam się z nim najpierw. Ogólnie tworzą oni cudowną parę.
-Szkoda. Nick ostatnio jest dziwnie humorzasty- powiedział powoli i uśmiechnął się delikatnie.
-Wybacz, musisz znaleźć sobie innych przyjaciół gejów. Moi są zajęci. A właściwie, po co tu przyszedłeś?
-Po lód.
-Zauważyłeś, że Niall lubi się nami wysługiwać?- zapytałam i zanim podeszłam do zamrażarki odstawiłam szklankę z wodą na blat.
-Zauważyłem- odpowiedział a kiedy nachyliłam się by z szufladki wyciągnąć lód miałam dziwne wrażenie, że Harry gapi się na mój tyłek.
-Proszę- powiedziałam, gdy się wyprostowałam i podałam mu worek pełen małych kostek zamrożonej wody.
-Dzięki- odpowiedział i wyciągnął z szuflady nóż by rozciąć torebkę, ja natomiast wzięłam moją szklankę i już miałam przyłożyć ją do ust, kiedy usłyszałam jak chłopak głośno zassał powietrze przez zęby. Kiedy odwrócił się w moją stronę okazało się, że przeciął sobie palec.
-Aua- powiedział cicho a ja pohamowałam uśmiech. Westchnęłam tylko głośno i podeszłam do niego.
-Pokaż to- powiedziałam, bo patrząc na krew sączącą się z jego palca Harry zrobił się blady. Pamiętałam jak zmusił mnie do zrobienia badań krwi, przez co ja zmusiłam jego żeby też je zrobił, w momencie kiedy zobaczył igłę myślałam, że odpłynie, wypominałam mu to chyba z miesiąc… Ali nie myśl o tym. -Będziesz żył, wystarczy plaster i ewentualnie woda utleniona. Niall na pewno ma tu coś takiego.
-Co Niall?- zapytał Horan wchodząc do kuchni.
-Masz plaster?
-Mam. Dlaczego leci ci krew?- zapytał spokojnie, wyglądając tak jakby nie wiedział co się wokół niego dzieje.
-Bo się przeciąłem.
-Jezu, ale ta krew ci leci!- powiedział o wiele głośniej niż chwilę wcześniej jakby właśnie się obudził i przypomniał, że też jest takim mięczakiem jak jego przyjaciel i widok sączącej się czerwonej cieczy z palca to jedna z najokropniejszych rzeczy na świecie.
-Przestań panikować i przynieś plaster- powiedziałam a Horan spojrzał na mnie jak na debila. -Albo sama go przyniosę tylko powiedz gdzie jest.
-W łazience. Nie lubię widoku krwi.
-Której? Masz ich chyba ze sto.
-Mojej, to znaczy na górze, tej w mojej sypialni. Jezu Harry zakrwawisz mi kuchnię, niedobrze mi- Niall był jakiś przewrażliwiony i to mega, dlatego zanim w ogóle zdążyłam przemyśleć to co robię i mówię podałam Harremu kawałek ręcznika papierowego, który leżał na blacie i wypowiedziałam chyba najgłupsze zadnie na świecie.
-Choć ze mną- kiedy te słowa opuściły moje usta zorientowałam się, co powiedziałam. –Nie chcę żeby Niall zemdlał czy coś- ale z ciebie idiotka Ali. Harry nic nie powiedział tylko skinął głową i zaczął iść za mną. Szliśmy w ciszy, ja przodem a on za mną, po drodze „zahaczając” o mój pokój, w którym zostawiłam komórkę.  Następnie cały czas nic nie mówiąc stanęliśmy przed sypialnią Horana a kiedy otworzyłam drzwi okazało się, że to wcale nie jest jego pokój.
-Nie te drzwi- powiedziałam odwracając się do Harry’ego. Spojrzałam w jego oczy i poczułam coś dziwnego. Coś dziwnie znajomego. Coś, o czym wciąż zdarzało mi się śnić. -To na pewno te obok- powiedziałam szybko. Kiedy otworzyłam kolejne drzwi, które pokazały pokój, ale z pewnością nie Nialla i kolejny raz spojrzałam na bruneta, uśmiechnął się on do mnie szeroko ukazując coś, czego nie widziałam od dwóch lat. Dołeczki.
-Może to te po drugiej stronie?
-Nie, przecież byłam już u Nialla i pamiętam…- nie dokończyłam, bo Harry otworzył pokój, naprzeciwko którego stałam. I jak się okazało była to sypialnia blondyna. Spojrzałam na niego totalnie oburzona a on zaśmiał się delikatnie. ZAŚMIAŁ i co gorsza ten śmiech wzbudził we mnie pewne uczucie, którego nigdy nie chciałam czuć w stosunku do niego, a mianowicie tęsknotę.
-Zawsze miałaś słabą orientację w terenie- powiedział ciągle się uśmiechając, ale kiedy wypowiedział te słowa na głos, uśmiech z jego twarzy zniknął w jednej sekundzie. Ali pamiętaj, on nie może zobaczyć niczego, czego ty nie chcesz, dlatego przestań się ze sobą cackać i po prostu graj. Postanowiłam nic nie odpowiedzieć tylko weszłam do pokoju, następnie do łazienki a Harry zrobił to samo. Otworzyłam jedyną szafkę w całej łazience i rzeczywiście znalazłam tam apteczkę.
-Pokaż tą wielką ranę- powiedziałam a chłopak odwinął palec z papieru i niczym mały chłopczyk praktycznie przytknął mi go do nosa żebym miała jak najlepszy widok. Nie wiem czy było to zabawne czy zaczęłam się śmiać po prostu z bezsilności spowodowanej sytuacją, w jakiej się znalazłam. To wszystko było chore. Nie tak powinnam się zachowywać. Powinnam być wyniosła. Powinnam patrzeć na niego z pogardą a nie zachowywać się tak jak się zachowywałam. Ale nie umiałam tego zmienić.
-Ty się śmiejesz a ja przez Nialla i jego lód mogłem pół palca stracić- Harry zażartował a do mnie dotarł fakt,  że właśnie muszę dotknąć dłoń Harry’ego a nie chciałam tego robić. Zamiast tego straciłam jakieś dziesięć sekund na wykombinowanie jak mam tego nie zrobić i nic mądrego nie przyszło mi do głowy. Skapitulowałam i wylałam troszkę wody na mały gazik.
-Może troszkę zapiec- powiedziałam gdy chwyciłam jego dłoń i zaczęłam dokładnie oczyszczać małą rankę znajdującą się na jego palcu. Oczywiście dotykanie jego ręki spowodowało u mnie jakieś idiotyczne emocje, których nawet nie potrafiłam nazwać, dlatego nie patrzałam na niego. Skupiłam się na tym, żeby pozbyć się całej krwi a kiedy zebrałam waciki by wyrzucić je do kosza Harry sam postanowił przykleić plaster.
-To nie jest aż takie trudne- skomentowałam widząc jego nieporadność i to jak nieudolnie próbował poradzić sobie z tak skomplikowaną czynnością, jaką było przyklejenie małego paseczka na palec.
-Taaa, spróbuj to robić mając do dyspozycji tylko jedną dłoń.
-Daj ja to zrobię- powiedziałam w końcu a kiedy w dwie sekundy, bez większych problemów na jego rozciętym palcu znalazł się plaster, spojrzałam na jego twarz i mogłabym przysiąc, że Harry zakładał plaster tak nieumiejętnie specjalnie. Jego twarz zdobił uśmiech, ale nie wdzięczności, wymuszony, zakłopotany czy jakikolwiek inny, który pasowałby do sytuacji. Był to uśmiech, który widziałam tylko ja. Nigdy nie uśmiechał się tak do kogokolwiek poza mną. Staliśmy kilka sekund w całkowitej ciszy a atmosfera miedzy nami zdawała się gęstnieć. Totalnie nie wiedziałam co zrobić, ale jakaś chora cząstka mnie chciała tak stać i na niego patrzeć czując niezręczność naszych spojrzeń dosłownie w każdej komórce mojego ciała.  Świadomość tego wszystkiego zaczęła do mnie docierać w momencie, kiedy Harry odważył się i zrobił krok w moją stronę.
-Czas na nas- powiedziałam, bo nagle wszystko zaczęło mi ciążyć. Moje myśli, jego oczy, świadomość tego, że przed chwilą dotykałam jego dłoń. Odwróciłam się i zamierzałam stamtąd wyjść, ale jego dłoń wylądowała na mojej uniemożliwiając mi ucieczkę. Ali miałaś pokazać mu coś zupełnie innego a ty uciekasz jak zwykły tchórz.
-Poczekaj…- dlaczego to zabrzmiało jak rozpaczliwa prośba?!
-Krew już ci nie leci- powiedziałam jak ostatnia idiotka.
-Ali musimy w końcu pogadać.
-Ale o czym?- nie wiem czy udawanie głupiej było dobrym pomysłem.
-O wszystkim.
-Harry my nie mamy…- zaczęłam, ale on mi przerwał.
-A mi się wydaje, że mamy. Jeśli chodzi o spotkanie w Nowym Jorku chcę żebyś wiedziała, że to nie było specjalnie, tak samo to w kawiarni, ale to teraz, ten grill…- przerwij mu zanim powie coś, co tylko bardziej zamąci ci w głowie.
-Harry nie musisz się tłumaczyć. Minęło sporo czasu i…po prostu mi nie przeszkadza to, że spotkamy się raz na jakiś czas przez przypadek. Jesteśmy dorosłymi, cywilizowanymi ludźmi i nie widzę sensu w tym, żeby o tym rozmawiać.
-Ale to co było dwa lata temu…- na pewno nie powiem ci, że o tym zapomniałam. Nie rzucę ci się w ramiona. Nie powiem, że już dawno ci to wybaczyłam. Nie rzucę ci się do gardła. Nie zrobię nic, czego oczekujesz.
-Nie wiem jak ty, ale ja chcę zejść na dół- powiedziałam i zdałam sobie sprawę, że on wciąż trzyma moją dłoń.
-Nie skończyliśmy rozmawiać.
-Skończyliśmy- powiedziałam stanowczo i spojrzałam na jego rękę, która wciąż trzymała moją. Harry chyba nie zdawał sobie z tego sprawy, bo kiedy zorientował się, że wciąż mnie dotyka puścił moją dłoń i spojrzał na mnie speszony. Ja natomiast nie zamierzałam czekać na nic więcej i po prostu stamtąd wyszłam. Harry nie poszedł za mną i kiedy ja znalazłam się już na dole i dołączyłam do wszystkich jego wciąż nie było. Przyszedł po jakiś piętnastu minutach, nie usiadł koło mnie, zaczął pić jednego shota za drugim i wydawał się po prostu wkurzony. Ja natomiast udawałam, że bawię się super. Uśmiechałam się do wszystkich i starałam się wyglądać na zrelaksowaną i totalnie niewzruszoną tym, co stało się między nami w tej nieszczęsnej łazience. Po jakiejś godzinie Harry zniknął. Na początku myślałam, że poszedł do ubikacji, ale po upływie około trzydziestu minut go nadal nie było. Zapytałam nieźle wstawionego już Nialla o to czy nie widział gdzieś bruneta, ale Horan stwierdził, że Harry wrócił już do siebie. Zastanawiałam się czy przyjechał po niego ochroniarz czy może pojechał taksówką. Wiedziałam, że do Nialla przyjechał sam, swoim samochodem, ale przez to, że wypił nie mógł prowadzić. Przez kolejną godzinę starałam się w ogóle o Harrym nie myśleć, byłam bowiem zajęta żegnaniem się z gośćmi Nialla, którzy zaczęli się wykruszać, głównie przez Horana, który narąbał się tak, że zastanawiałam się co on będzie w ogóle pamiętał z tego wieczora. Gdy wszyscy wyszli Josh i Sandy pomogli mi zaprowadzić praktycznie nieprzytomnego blondyna do jego sypialni i też poszli. Kiedy w końcu zostałam sama i napiłam się wody musiałam sprawdzić czy samochód Harry’ego rzeczywiście stoi tam gdzie go zaparkował jak przyjechał. Jedyne co poczułam, kiedy okazało się, że auto jest dokładnie w tym samym miejscu co wcześniej to ulga. Podświadomie cały czas denerwowałam się, że być może wkurzyłam go bardziej niż to pokazywał i bałam się, że mógł mieć tak wielką ochotę by przestać mnie widzieć, że po prostu pojechał nie zważając na to, że w jego żyłach wraz z krwią krąży alkohol, który mógłby doprowadzić do tragedii. Zanim poszłam na górę sama nie wiedziałam dlaczego usiadłam na schodach. Chyba po prostu musiałam w końcu to wszystko do siebie dopuścić zanim głowa by mi eksplodowała. Cały ten wieczór był przepełniony emocjami. Musiałam podjęć w końcu decyzję i miałam to zrobić mając na uwadze te kilka godzin spędzonych w jego towarzystwie. Musiałam być szczera sama ze sobą. Wszystkich dookoła mogłam zwodzić wyuczonym uśmiechem, ale sama przed sobą musiałam przyznać, że po dwóch latach, patrząc Harry’emu w oczy, dotykając jego dłoni, czując jego zapach, nie czułam jedynie nienawiści. Chciałam czuć tylko to. Ale z uczuciami jest tak, że nie da się czuć tego co się chce. Miałam podjąć decyzję. Albo potraktować go jego własną bronią, albo odpuścić, zapomnieć i mimo wszystko starać się go unikać. Nienawidziłam go, ale kiedy uśmiechnął się do mnie tak jak kiedyś… Wcale nie chciałam się mścić. Jako, że w moim ciele wciąż znajdował się alkohol postanowiłam, że rano przemyślę wszystko na trzeźwo, chociaż wiedziałam jaką decyzję podejmę. Czułam, że odpuszczę, że mimo tego jaka chciałam być nie potrafiłam tego zrobić. Zdjęłam w końcu te sandały, przez które stopy mi odpadały, wzięłam je w dłoń i na boso poszłam do mojego pokoju. A kiedy do niego weszłam buty wypadły mi z dłoni, z hukiem spadając na podłogę.
-Co ty tutaj robisz?- zapytałam czując jak zmęczenie opuszcza moja ciało. Fakt, że Harry siedzi na łóżku w moim pokoju spowodował natychmiastowy wyrzut adrenaliny do mojej krwi.
-Nie skończyliśmy rozmawiać- powiedział nie kryjąc złości i poirytowania.
-Skończyliśmy, nie ma o czym rozmawiać- Ali pamiętaj co sobie powtarzałaś. Jesteś silna i cokolwiek się teraz wydarzy to ty wyjdziesz z tego jako zwycięzca.
-Niczego nie skończyliśmy, bo nie dałaś mi dojść do słowa- chrypka w jego głosie spowodowała, że poczułam jak moje ciało przechodzi dreszcz. Gdy wstał z łóżka i zaczął iść w moja stronę bałam się, że zacznę się trząść pod wpływem wszystkiego co czułam. Byliśmy sami w wielkiej willi Nialla. Tak, był jeszcze blondyn. Nieprzytomny i niereagujący na żadne bodźce, narąbany Horan, który nie mógł mi pomóc wybrnąć z tej sytuacji.
-Średnio interesuje mnie co masz do powiedzenia- oznajmiłam i zamierzałam wyjść z tego pokoju i iść gdziekolwiek, ale dłoń Harry’ego wylądowała na wysokości moich ramion i zamknęła drzwi z hukiem. Mimo tego, że przez jego bliskość czułam, że moje nogi robią się jak z waty nie dawałam tego po sobie poznać.
-Ali, dlaczego taka jesteś?- zapytał a ja czułam od niego alkohol. Był pijany.
-Harry nie wiem o co ci chodzi, ale chcę iść spać więc wyjdź stąd- powiedziałam spokojnie stojąc twarzą do niego, opierając się o drzwi.
-Najpierw coś ci powiem, okej? Nie wierzę, że taka teraz jesteś, nie wierzę, że spotkanie mnie jest ci obojętne. Nie może być obojętne, bo ja nigdy nie byłem ci obojętny- powiedział przekonany o tym, że to co mówi to czysta prawda. I miał rację, ale nie zamierzałam się do tego przyznawać a już na pewno nie przed nim, kiedy oboje nie byliśmy do końca trzeźwi.
-Harry, ale ty jesteś mi obojętny. Dlaczego tego nie rozumiesz? Bo co? A już wiem… Bo ja nie jestem obojętna tobie- powiedziałam a on przysunął się bliżej. Jego dłonie wylądowały na drzwiach, po obu stronach mojego ciała powodując, że nie mogłam się ruszyć. Mogłam tylko stać, patrzyć mu w oczy i mówić. -Wkurzasz się, bo myślałeś, że kiedy cię zobaczę, że kiedy ty zobaczysz mnie ujrzysz małą dziewczynkę, wiecznie potrzebującą pomocy? No co myślałeś? Że jaka jestem? Że jak się zachowam?
-Nie zmieniłaś się- wypowiedział spokojnie po chwili patrzenia mi w oczy. -Wiem to. Możesz się przebierać i chować za uśmiechem, ale w głębi serca wciąż jesteś taka sama, krucha, zraniona, naiwna, taka jak wtedy kiedy cię oszukiwałem i mamiłem historyjkami o miłości aż po grób- kiedy wypowiedział te słowa totalnie mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Myślałam, że powie coś innego. Tymczasem on… znowu to robi. Próbuje mnie złamać.
-Według ciebie ja się nie zmieniłam a wiesz co ja ci powiem? To ty się nie zmieniłeś, wciąż jesteś tym samym samotnym chłopcem, który boi się odrzucenia, boi się, tego co ma w głowie, boi się, że żadna go nie pokocha, bo każda poleci tylko na jego kasę i sławę- powiedziałam równie spokojnie jak on, czując jego oddech na twarzy. Był tak cholernie blisko i jedyne, o czym marzyłam to żeby dał mi trochę przestrzeni. Chciałam żeby się odsunął, żeby wyszedł z tego pokoju, z tego domu, z miasta, z mojego życia. Ale on się nie odsunął, wręcz przeciwnie. Przysunął się jeszcze bliżej, przez co zmuszona byłam położyć ręce na jego klatce piersiowej. Przyciskał mnie do tych cholernych drzwi, ale nie zamierzałam się z nim szarpać, nie zamierzałam urządzać szopek, bo wiedziałam, że jest to bezcelowe.
-Wiesz co?- szepnął wprost do mojego ucha. –Wiesz dlaczego musisz grać obojętność w stosunku do mnie? Bo mnie kochałaś. Całym sercem mnie kiedyś kochałaś i wiesz na czym polega różnica między nami? To była jednostronna miłość. Tylko z twojej strony i kiedy odeszłaś uświadomiłaś mi to. Uświadomiłaś mi, że nigdy cię nie kochałem Ali. Miałem na twoim punkcie obsesję, ale to nie była miłość- wyszeptał i odsunął się ode mnie chcąc sprawdzić jak zareaguję na jego słowa. A ja nie miałam w oczach łez, nie byłam zrozpaczona, nie okazałam nawet smutku. Nie. Ja stojąc przed nim, słysząc to co powiedział po prostu pokiwałam głową tak jakbym się z nim zgadzała z uśmiechem, który nawet na moment nie zniknął z mojej twarzy. Otworzyłam mu drzwi i czekałam aż wyjdzie. Miałam wrażenie, że nie takiej reakcji spodziewał się z mojej strony. –Nigdy cię nie kochałem- powtórzył a kiedy wyszedł z pokoju musiałam coś zrobić, musiałam mu coś powiedzieć. Bo od teraz to ja będę mieć ostatnie słowo. Zawsze.
-Harry?- chłopak odwrócił się w moją stronę i nie rozumiałam, dlaczego wydaje się być tak bardzo zraniony. Spojrzał na mnie a ja patrząc prosto w jego piękne, zielone oczy musiałam to powiedzieć. –Do zobaczenia…




Heeeeelloooooooo!!!
Na początek chcę przeprosić, ze tak długo nie było rozdziału, ale niestety mam masę obowiązków i przez to piszę tak powoli :( Mam nadzieję, że mi wybaczycie! 
No i przez brak czasu chcę od razu przeprosić za błędy, bo rozdział sprawdzałam po łebkach :/
Jeśli chodzi o następny to myślę, że tak około dwa tygodnie, może nieco więcej będę potrzebować żeby go napisać, bo z dnia na dzień niestety mam coraz mniej czasu :(
Jeśli chodzi o przyjemniejszą sprawę to... MITAM JEST GENIALNA!!! XD
A jeśli chodzi o rozdział to tutaj macie mash-up, który Horan pokazał Ali i Harrusiowi! (Wyobraźcie sobie jak niezręcznie musieli się poczuć XD Cannonball/SOML )
W rozdziale pojawia się też piosenka "Hero" (już kiedyś pojawiła się w opowiadaniu XD) i tutaj macie tłumaczenie tych fragmentów, które Ali zaśpiewała z Niallem:
„Czy zatańczyłabyś, gdybym poprosił Cię do tańca ?
Czy pobiegłabyś i nigdy nie spojrzała wstecz ?
Czy płakałabyś widząc mnie we łzach ?
I czy ocaliłabyś moją duszę tej nocy ?”
Okej, myślę, że to wszystko :)
Rozdział ma 16 stron pisanych czcionką 11 w Wordzie! XD
Proszę o komentarze!
Jak ktoś chce być informowany na tt to może śmiało do mnie pisać :)
To do następnego!

PS I love youuuu all <3