niedziela, 8 października 2017

Rozdział 41





-Możesz mi powiedzieć jak mam się kurwa nie złościć?- częściowo go rozumiałam. Miał prawo być wkurzony. Z drugiej strony to była tylko jedna, stara, nic nieznacząca fotografia i mógł być zły, ale bez przesady. Mimo że nie odczuwałam potrzeby żeby się z czegokolwiek tłumaczyć postanowiłam to zrobić. Nie chciałam afery. Ten dzień był wspaniały i psucie go awanturą było niepotrzebne.
-To tylko głupie zdjęcie. Znalazłam je w książce. Musiałam użyć go jako zakładki i po prostu o nim zapomniałam- wyjaśniłam.
-Zapomniałaś?- zapytał i spojrzał na mnie tak, że serce podeszło mi do gardła. Był naprawdę wściekły a ja nie rozumiałam tej jego przesadzonej reakcji.
-Tak. Zapomniałam- odpowiedziałam a on się zaśmiał szyderczo. –Nie rozumiem, o co ci chodzi.
-Nie rozumiesz? Masz poukrywane zdjęcia psychola, który cię dręczył tyle czasu, ale to ty nie rozumiesz mnie- powiedział głośno a jego głos był niski i głęboki. Jeszcze nie krzyczał, ale to chyba było kwestią czasu. Zamiast jednak zastanawiać się jak ugasić ten tlący się pożar zwróciłam uwagę na słowo, którego użył.
-Zdjęcia?- zapytałam.
-Nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi- warknął a ja naprawdę nie wiedziałam, o jakich zdjęciach właśnie rozmawiamy.
-Jeśli znalazłeś jakieś zdjęcie Jesse’ego to chyba wiesz, że nie zostawiłam go specjalnie. Wszystko, co było z nim związane wyrzuciłam- powiedziałam i miałam nadzieję, że mój pewny ton głosu go przekona, że mówię prawdę. Po rozstaniu z Jessem wszystkie jego rzeczy mu oddałam a zdjęcia i inne pamiątki wyrzuciłam. Zrobiłam to zanim okazało się, że to on mnie dręczy, ale nawet, jeśli wcześniej ukryłabym coś na pamiątkę pozbyłabym się tego po tym jak się okazało, że Jesse jest nienormalny.
-Nie wszystko- wyszeptał a ja zrozumiałam, dlaczego nagle popsuł mu się humor i wydawało mi się, że jest jakiś zły. On też znalazł takie zdjęcie i dlatego tak się zachowywał. Był taki wściekły, że na jego szyi widoczne były żyły a na policzkach rumieńce. Był na mnie zły. Na mnie! Przecież nie zostawiłam tych zdjęć celowo! Nie chciałam mu sprawić przykrości a on zachowywał się jakbym zrobiła to specjalnie.
-Nie złość się na mnie. Nie sądziłam, że coś po Jessem zostało, ale dobrze wiesz ile mam rzeczy, miałam prawo coś przeoczyć. Jak chociażby zdjęcie robiące za zakładkę w książce, o której istnieniu zapomniałam wieki temu.
-Tak sobie to tłumaczyłem do tego momentu. Ale przed chwilą, kiedy tutaj wszedłem widziałem jak gapiłaś się przez pięć jebanych minut na to pieprzone zdjęcie! Dlaczego?
-Nie wiem. Okej? Nie wiem- co miałam mu niby powiedzieć?  
-Chciałaś je zostawić?- zapytał.
-Nie- odpowiedziałam natychmiast.
-Super, w takim razie pozbądźmy się go od razu- wycedził przez zaciśnięte zęby i podarł zdjęcie gapiąc mi się prosto w oczy.
-Uspokój się. Te zdjęcia nic nie znaczą. Wiesz o tym. Przyznaję, że patrzyłam na nie chwilę dłużej niż powinnam, ale od jakiegoś czasu nie myślę już o D. i kiedy spojrzałam na Jesse’ego na tym zdjęciu znowu na moment pojawiło się w mojej głowie niedowierzanie, że był on zdolny do czegoś tak okropnego. Nie złość się na mnie.
-Nie potrafię się nie złościć na ciebie w tym momencie- powiedział i wciąż świdrował mnie wzrokiem. Opanowałam się i nie westchnęłam, nie wywróciłam oczami i nie powiedziałam, że przesadza, bo mogłam tym wywołać burzę.
-Kiedy znalazłeś inne zdjęcie?- zapytałam a on odsunął się ode mnie.
-Dzisiaj.
-Dlatego byłeś zły- stwierdziłam a on wyjął pogniecioną fotografię z tylnej kieszeni dżinsów. Podał mi ją a ja, mimo że nie chciałam przypomniałam sobie okoliczności, kiedy została zrobiona.
-Wkurwiony. Nie zły- powiedział a ja nie wiedziałam, co mam zrobić. Miałam go przepraszać? Błagać o wybaczenie? Niby dlaczego?
-Harry nie zrozum mnie źle, ale...- zaczęłam, ale od razu mi przerwał.
-Nie rozumiesz, dlaczego aż tak się złoszczę. Myślisz, że robię z igły widły. Ale to nie pierwszy raz, kiedy widzę „pamiątki” po tym psycholu.
-Możesz przestać bawić się w pana tajemniczego i powiedzieć, o co właściwie chodzi.
-Nie ma sprawy. Chodź, pokażę ci, o co chodzi- odparł. Złapał mnie za rękę i zupełnie niepotrzebnie używając siły zaprowadził mnie do naszego gabinetu. Bez zbędnych komentarzy włączył komputer i wskazał na fotel, na którym usiadłam. W międzyczasie on wyszedł na moment z pokoju a gdy się w nim znowu pojawił w dłoni trzymał pendrive’a. Podłączył urządzenie do laptopa a ja siedząc jak trusia zaczęłam się stresować. Nie miałam pojęcia, co zaraz zobaczę, ale domyślałam się, że to nic dobrego. Chwilę później mój stres wzrósł o jakieś milion procent, bo na ekranie pojawił się pierwszy filmik. Oczywiście byłam na nim ja i Jesse, właściwie był to „zlepek” trzech nagrań ze Snapchata. Mimo że wtedy nie używałam swoich kont i właściwie się nie udzielałam w Internecie, prywatnie często korzystałam ze Snapchata czy Instagrama by komunikować się ze znajomymi, przyjaciółmi czy rodziną. Nagranie, które właśnie pokazywał mi Harry wysłałam wtedy do Nialla. Zapisałam sobie je na pamiątkę, bo tamten wieczór był wspaniały. Przynajmniej wtedy. Jesse i ja byliśmy w klubie gdzie swoje występy miały drag queen. Właściwie ta impreza nazywała się „Drag night” i wtedy wydawało mi się, że nigdy w życiu nie bawiłam się tak dobrze. Siedziałam Jesse’emu na kolanach, przytulaliśmy się, śpiewaliśmy, piliśmy drink za drinkiem. Naprawdę nie udawałam wtedy swojej radości, która swój szczyt osiągnęła, gdy nagle usłyszałam moją pierwszą piosenkę. Cannonball. Nie sądziłam, że usłyszę ją w takim miejscu. Nikt nie wiedział wtedy, że jestem w tym klubie, więc nie wybrano jej specjalnie. Poza tym, że świetnie się bawiłam, poczułam dumę. Byłam w klubie, na szalonej imprezie w Nowym Jorku i nagle salę wypełniła moja piosenka. Od raz sięgnęłam po telefon i nagrałam kilka snapów, wysłałam je do Nialla. Zapisałam je na pamiątkę. Tak samo jak wiele innych filmików, które później zgrałam na pendrive, gdy zmieniałam telefon.
-Skarbie... Ty wiesz jak było... Ja...- zaczęłam się jąkać, bo nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Cała ta sytuacja była po prostu bardzo niezręczna.
-Oglądałem te nagrania przez całą noc. Znalazłem je, gdy pakowaliśmy twoje rzeczy- wyjaśnił nieco spokojniej.
-Nie chciałam ich zostawiać. Przysięgam, że myślałam, że pozbyłam się wszystkiego, co było z nim związane- wiedziałam, kiedy znalazł tego pendrive’a i kiedy oglądał te filmiki. Myślałam, że mam przewidzenia i wydaje mi się, że jest na mnie obrażony, ale jednak nic mi się nie przewidziało.
-Wiem. Dlatego przetrawiłem to jakoś. Byłem na ciebie zły. Tak samo jak jestem teraz. I nie chodzi o to, że zapomniałaś się tego pozbyć tylko o to, że w ogóle z nim byłaś. A jeszcze bardziej wkurwia mnie to, że byłaś z nim szczęśliwa a przecież to psychol.
-Nie wiedziałam, że to D.
-Wiem, ale sam fakt, że ty się świetnie bawiłaś a ja w tym samym czasie umierałem z tęsknoty za tobą mnie wkurza. Bo obejrzałem te filmiki. Wszystkie po kilka razy.
-Harry...
-Na jednym idziecie przez miasto i robicie głupie miny, na innym leżycie w łóżku i się wygłupiacie, na jeszcze innym nagrywałaś go jak prowadził samochód, kolejny jak rozmawiał przez telefon, jeszcze inny to kulisy waszej wspólnej sesji a tam co? Idziecie przytuleni a ty trzymasz dłoń w tylnej kieszeni jego spodni. Albo to, kiedy zrobił ci kawę i przyniósł ją do łóżka- byłam w szoku słysząc jak Harry wymienia to wszystko. Naprawdę musiał się katować i oglądać to po sto razy skoro zapamiętał wszystko ze szczegółami a mi zrobiło się przykro, bo nie chciałam żeby się dręczył takimi głupotami.  
-Przecież to wszystko nie ma teraz znaczenia. Po co robić z tego jakąś sensację? Po co do tego wracać? Może gdyby nie okazało się, że jest moim największym wrogiem patrzyłabym na te zdjęcia i nagrania inaczej. Nie uważałabym tego czasu, kiedy z nim byłam za stracony. Ale Jesse to największy błąd mojego życia i co ja mogę teraz zrobić? Nie cofnę czasu i nie zmienię przeszłości.
-Czyli gdyby Jesse nie był D. nie widziałabyś potrzeby...
-Przestań. Po co w ogóle drążysz ten temat? Nieumyślnie sprawiłam ci przykrość i bardzo cię za to przepraszam, ale...
-Ale gdyby Jesse był po prostu twoim byłym nie przepraszałabyś mnie i w ogóle nie widziałabyś powodu by kasować jakieś zdjęcia i nagrania, na których się kurwa całujecie- czasami wydawało mi się, że na tym świecie nie ma dwóch tak idealnie do siebie pasujących osób jak Harry i ja. Z drugiej strony bywały momenty, w których totalnie nie umieliśmy się zrozumieć i wtedy byliśmy jak najbardziej niedobrana para świata. I to był ten moment. On miał do mnie pretensje o to, że miałam kiedyś chłopaka i zapomniałam pozbyć się jakiś głupich zdjęć a sam zapomniał o tym, że cały czas utrzymywał kontakt z byłą dziewczyną. I zamiast załagodzić sytuację, ja byłam osobą, która oczywiście musiała dolać oliwy do ognia i brnąc dalej w jakąś bezsensowną kłótnię.
-Chyba się troszeczkę zagalopowałeś. O ile się nie mylę to ja muszę znosić twoją byłą, z którą nagle postanowiłeś się przyjaźnić - powiedziałam. Jak to mówią, najlepszą obroną jest atak i właśnie taką taktykę obrałam.
-Chloe to zupełnie inna historia.
-Nie. Doskonale wiesz, że jej nie lubię a mimo to nie dość, że się z nią przyjaźnisz to jeszcze mnie zmuszasz do spotkań z nią- Harry wywrócił oczami słysząc moje słowa czym mnie tylko dodatkowo zirytował.
-Nie wiem ile razy jeszcze muszę ci to powiedzieć żebyś zrozumiała. Chloe się zmieniła- powiedział. Słyszałam te słowa już setki razy i wiedziałam, że mogę usłyszeć kolejne tyle, ale i tak nie zmienię swojego nastawienia.
-Ale mam to w nosie. Ile razy ja mam ci to jeszcze powiedzieć żebyś ty to zrozumiał?
-Jesteś niemożliwa-prychnął pod nosem.
-Ja?
-Tak. Jeszcze niedawno pomogłaś jej, gdy przyłapała faceta na zdradzie a teraz...- nie wiedziałam, dlaczego jest taki zawiedziony moim słowami skoro sam miał pretensje o jakieś zdjęcia i to, że kiedyś miałam chłopaka.
-A teraz co? Doskonale wiesz, że nadal jej nie lubię. I nie podoba mi się to, że jest w twoim życiu. Że zapomniałeś wszystko, co zrobiła. Jak ona cię potraktowała? Ja mnie potraktowała? Harry to ona wylała na mnie drinka godzinę przed tym jak podcięłam sobie żyły. A ty jej to wybaczyłeś. Zapomniałeś. Zaprosiłeś ją już na parapetówkę i nawet nie zapytałeś mnie o zdanie. A teraz urządzasz mi awanturę o zdjęcia. I o to, że byłam z Jessem choć nie masz prawa- mój głos oczywiście był już żałośnie wysoki i zaczął głupio drżeć zdradzając wszystkie drzemiące we mnie emocje.
-Chloe przeprosiła- powiedział nie patrząc na mnie. Wiedział jak idiotycznie brzmi a ja miałam już dość tej rozmowy.
-Zamknij się. W dupie mam Chloe. Tak nagle jest taka super, wspaniała, zmieniona na lepsze. Tylko wiesz co? Żebyś się jeszcze kiedyś nie zdziwił i nie przejechał na tej wasze przyjaźni. Nie chcę się już kłócić, nie chcę właśnie teraz, w tym momencie i w tym miejscu rozpamiętywać przeszłości a już na pewno nie chcę rozmawiać o Jessem czy Chloe. A ty, jeśli chcesz to siedź sobie tutaj zły i sam i niszcz nagrania i zdjęcia, jeśli to ci jakoś pomoże. Ja idę na dół, układać płyty, bo przebywanie teraz z tobą w jednym pomieszczeniu jest trudne jak cholera- powiedziałam i wyszłam trzaskając drzwiami. Byłam wkurwiona i w myślach przez kolejne pięć minut przeklinałam na wszystko i wszystkich. Nie zwracałam na nic uwagi, weszłam do pomieszczenia, które przerobiono na domowe studio nagraniowe, bo właśnie tam miała być ulokowana większość naszych płyt. Otworzyłam z impetem jeden karton i zamiast cokolwiek zrobić stałam nad nim i przeżywałam. Do moich oczu zaczęły nawet napływać łzy, ze złości i jakieś dziwnej bezsilności. Zrozumiałam, że Harry ma jakiś wyidealizowany obraz swojej byłej i niesamowicie mnie to irytowało. Byłam taka wściekła, że przez chwilę rozważałam powrót na górę i wykrzyczenie Harry’emu, że Chloe i Jesse byli kiedyś zakochani, ale Chloe wolała pieniądze i szybką karierę, dlatego wybrała Harry’ego. Miałam w nosie to, że ona poprosiła mnie bym tego nie robiła. Niczego nie byłam jej winna a bądź, co bądź patrząc na wszystko, co wydarzyło się później to nie była błaha sprawa i Harry powinien o tym wiedzieć. Ułożyłam sobie w głowie całą przemowę, która miała na celu pokazać Harry’emu, że Chloe wcale nie jest taka dobra skoro do tej pory nie wyjawiła mu wszystkiego i zataiła istotne fakty, ale gdy już wchodziłam na górą stwierdziłam, że nie mogę mu tego powiedzieć w złości. A tym bardziej w sposób, jaki planowałam. Może i byłam na niego zła, ale nie mogłam tam wejść i palnąć „Chloe nie powiedziała ci, że przed laty ona i Jesse zakochali się w sobie, ale był jeden mały szczegół. On nie był bogaty i sławny, więc zarzuciła sidła na ciebie. Powiedziała Jesse’emu, że mu ją odbiłeś i wykorzystała cię, mimo że jej się nie podobałeś. Jak przyznała, właściwie nic w tobie jej się nie podobało. A teraz niby jest inna a i tak nie powiedziała ci o Jessem” – to nie brzmiało dobrze i nie ważne czy się na niego gniewałam czy nie, nie chciałam by było mu przykro a przecież każdemu byłoby źle gdyby coś takiego usłyszał. Poza tym było coś jeszcze. Znałam jego tok rozumowania i wiedziałam, że znając jego na koniec zacznie się obwiniać, że to przez niego Jesse był D.. Ugryzłam się, więc w język i wróciłam do układania płyt. Mimo że wciąż miałam okropny humor i zaczęłam się robić głodna przemyślałam sobie wszystko jeszcze raz i po przeanalizowaniu naszej kłótni i słów Harry’ego udało mi się coś zrozumieć. Harry znalazł pendrive, gdy pomagał mi się pakować. Doskonale wiedziałam, kiedy dokładnie się to stało, bo jego dziwne zachowanie od razu zwróciło moją uwagę. Najpierw wydawało mi się, że jest na mnie zły, ale później, gdy mu przeszło zmienił swoje nastawienie odnośnie domu w LA i cieszył się, że tu zamieszkamy. Przestał pytać czy jestem pewna i wręcz nie mógł się doczekać, kiedy się przeprowadzę. Miałam ochotę walnąć się w czoło za to, że wcześniej nie wpadłam, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Zamierzałam iść do niego i zapytać go wprost czy mam rację. Poza tym siedziałam w samotności wystarczająco długo i zdążyłam już ochłonąć po naszej bezsensownej kłótni. Wyszłam, więc z pokoju i idąc przez prawie cały dom nie byłam pewna czy dobrze robię. Nie chciałam się znowu kłócić a nie wiedziałam czy on też zdążył już ochłonąć.
-Hej- zaczęłam, gdy stanęłam przy otwartych drzwiach. Harry przeniósł swój wzrok znad papierów na mnie. I spojrzał na mnie tak, że aż zaparło mi dech w piersiach. Dosłownie zmierzył całą moją sylwetkę a ja nie wiedziałam, na czym stoję. Wciąż się na mnie gniewa czy, tak jak mi, przeszła mu złość? Harry, gdy chciał potrafił być naprawdę tajemniczy i nie wiedziałam czy kiedykolwiek uda mi się go przejrzeć w stu procentach.
-W końcu przyszłaś- powiedział cicho, wstał z fotela i do mnie podszedł.
-Chcę...- zaczęłam, ale on mi przerwał.
-Cię pocałować- wyszeptał i przycisnął swoje wargi do moich. Sekundę później czułam jak jego dłonie dotykają moich ramion i powoli suną w dół by zatrzymać się na moim tyłku. Ja z kolei pod wpływem tego nagłego przypływu adrenaliny i podniecenia wplotłam palce w jego włosy i delikatnie za nie pociągałam całując go bez opamiętania.
-Harry...- wymamrotałam i zanim udało mi się złożyć jakieś zdanie jego usta i język zdążyły mnie skutecznie uciszyć.
-Hmm?- wymruczał i śmiało mogłam stwierdzić, że o ile wcześniej nie wiedziałam czy się gniewa i czy wciąż siedzą w nim te wszystkie emocje o tyle teraz jeszcze bardziej nie wiedziałam.
-Dlaczego powiedziałeś, że w końcu przyszłam?- zapytałam, gdy udało mi się odsunąć od jego ust na pół centymetra. Dopiero, gdy zadałam to pytanie zrozumiałam, że nie o to chciałam pytać.
-Bo czekałem na ciebie całe wieki- odpowiedział i widząc moją minę uśmiechnął się totalnie rozbrajająco.
-Czyli? Nie uśmiechaj się tak- powiedziałam, bo nie wiedziałam, o co mu chodzi i przez to nie wiedziałam, na czym stoję. Miałam wrażenie, że właśnie wyobraził sobie coś nieprzyzwoitego i próbuje odgonić od siebie ten obraz.
-Obiecałem ci kiedyś, w dzień, gdy się oświadczyłem, że dam ci czas i przestrzeń i nie będę na ciebie naciskać po kłótniach, nawet jak wyjdziesz i trzaśniesz drzwiami. I to kolejny raz, kiedy mimo ogromnej chęci nie pobiegłem za tobą- wyjaśnił a ja w końcu też się uśmiechnęłam.
-Jestem z ciebie dumna- powiedziałam zgodnie z prawdą i mimo że nie chciałam psuć tego iluzorycznego rozejmu musiałam. Nie mogliśmy udawać, że nic się nie stało. –A wracając do naszej kłótni...
-Nie przeszła mi złość, jeśli chodzi o filmiki i zdjęcia. I nigdy mi nie przejdzie, jeśli będzie chodzić o tego chorego pojeba- powiedział i gdy chciałam mu przerwać z jego ust padły słowa, którymi mnie zaskoczył. –A jeśli chodzi o Chloe to masz rację.
-Mam?- zapytałam. Byłam gotowa usłyszeć wszystko, ale nie to.
-Tak i nie wiem, dlaczego wcześniej tego nie rozumiałem. Lubię ją. To znaczy, gdy się z nią pogodziłem nie sądziłem, że zaczniemy się dobrze dogadywać. Nie sądziłem też, że ty i ja, że wrócimy do siebie... Ale masz racje, nie powinienem wymuszać na tobie tego żebyś ją akceptowała, bo ja w życiu nie zaakceptowałbym twojego byłego. Dlatego powiem jej, że nie jest zaproszona na parapetówkę i ograniczę kontakt z nią. No i nie musisz się obawiać, że ją spotkasz, bo już do tego nie dopuszczę.
-Naprawdę?- wiedziałam, że muszę śmiesznie wyglądać. Wytrzeszczyłam oczy, zmarszczyłam czoło i otworzyłam usta, bo po prostu nie wierzyłam w to, co usłyszałam.
-Ona wylała na ciebie drinka w noc, kiedy chciałaś odebrać sobie życie. Więc naprawdę- odparł a ja zrozumiałam, że właśnie o tym myślał, gdy byliśmy pokłóceni. Dlatego jak tylko weszłam do pokoju do mnie podszedł i od razu mnie pocałował.
-A co ze zdjęciami i filmikami, które znalazłeś?- zapytałam.
-Mam nadzieję, że już nigdy nie natrafię na takie niespodzianki. Bo jeśli natrafię prawdopodobnie się wkurwię- przyznał.
-Ale wiesz, że nawet, jeśli gdzieś kiedyś jednak znalazłbyś jakieś zdjęcie, ja nie zachowałam go specjalnie, tylko przez nieuwagę?
-Taaa...- westchnął a ja zanim w końcu powiedziałam to, co miałam powiedzieć na początku dałam mu całusa.
-Wiem, dlaczego odpuściłeś i przestałeś nalegać na dom w Nowym Jorku. Nie dlatego, że cię przekonałam. Chodziło o Jesse’ego- właśnie to sobie uświadomiłam. O to chodziło. Byłam tego pewna. Nie wiedziałam tylko jednego.
-Im dalej od niego będziesz tym lepiej- przyznał a jego głos z każdym kolejnym słowem był coraz niższy. Wiedziałam, że stąpamy po cienkim lodzie, ale mimo wszystko zadałam kolejne pytanie.
-Chodzi tylko o moje bezpieczeństwo, prawda?- zapytałam. Gdy znalazł pendrive’a naoglądał zdjęć i filmików ze mną i z Jessem w roli głównej. I to go zezłościło. Ale później zrozumiał, że przeprowadzka z Nowego Jorku, w którym mieszkał Jesse, do Los Angeles, w którym Jesse’ego nie ma, jest tak naprawdę darem od losu. Dlatego zaczął się cieszyć, że wybraliśmy LA. Bał się, że w Nowym Jorku drogi Jesse’ego i moja jakimś cudem znowu się skrzyżują i nie chciał do tego dopuścić. Miałam jednak nadzieję, że nie wmówił sobie czegoś głupiego. Nie chciałam by bał się o mnie w ogóle, ale jeszcze bardziej nie chciałam by myślał, że gdyby Jesse mnie przeprosił ja bym mu to wybaczyła.
-Twoje bezpieczeństwo zawsze jest moim priorytetem. A teraz przestańmy o tym rozmawiać. W ogóle przestańmy już się rozpakowywać. Na dzisiaj ogłaszam koniec.
-I po zobaczeniu tych bzdurnych zdjęć nic głupiego ci się nie uroiło?- zapytałam pomimo tego, co powiedział.
-Jeśli myślę o tym, co ty to nie, chcę tylko żebyś była bezpieczna- odparł a jego odpowiedź właściwie mnie usatysfakcjonowała.
-Ja też chcę żebyś ty był bezpieczny i szczęśliwy i nie chcę ci niczego nakazywać czy zakazywać, dlatego wracając do Chloe, nie musisz kończyć tej znajomości. Niech przyjdzie na parapetówkę- powiedziałam. Być może zbyt pochopnie. Nie chciałam jednak kazać mu z czegoś lub kogoś rezygnować. Mimo niechęci, jaką czułam do blondynki postanowiłam ją tolerować.
-Serio?- zapytał i zdziwienie malujące się na jego twarzy było tak duże, że aż wyglądał przez to zabawnie. Z pewnością mnie nie rozumiał w tym momencie.
-No tak. Skoro pogodziłeś się z nią zanim jeszcze pogodziłeś się ze mną i uważasz, że jest spoko i ją lubisz to przecież nie zakażę ci utrzymywać z nią kontaktów. Ufam ci. Pod każdym względem i skoro twierdzisz, że Chloe jest okej to ci wierzę. Jednak mam jedno ale.
-Jakie?
-Zanim ją zaprosisz, zanim postanowisz się z nią umówić konsultuj to ze mną i nie stawiaj mnie przed faktem dokonanym. I nie mów, że się zmieniła, że jest teraz miła, bo to nie zmienia faktu, że jej nie lubię i nie polubię. I nie chodzi mi wcale o to, że była dla mnie kiedyś taka okropna. Gdyby chodziło tylko o to najprawdopodobniej sama zaprosiłabym ją na parapetówkę, urodziny czy podwójne randki. Chodzi o to, że to twoja była. To wystarczający powód żeby jej nie znosić- powiedziałam a on się uśmiechnął. Zbliżył się do mnie i odgarnął moje włosy z ramion.
-Nie musisz być o nią zazdrosna- powiedział a ja doskonale wiedziałam, że lubi, kiedy taka jestem.
-Nie muszę, ale jestem. Nie tylko o nią- przyznałam a on pochylił się i zostawił delikatnego całusa na moim odsłoniętym ramieniu.
-Tak?- zapytał a jego usta kontynuowały obdarowywanie mojej skóry pocałunkami.
-Dobrze wiesz, że tak- odpowiedziałam, odsunęłam się od niego i położyłam dłonie na jego torsie. –Łaskoczesz mnie.
-Jestem głody- powiedział i oblizał dolną wargę.
-Rzeczywiście zrobiło się już późno- stwierdziłam, gdy spojrzałam na zegarek.
-A ty jesteś głodna?- zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
-Bardzo- odpowiedziałam i udawałam, że nie wiem o co chodzi. Uwielbiałam prowadzić z nim takie dwuznaczne rozmowy.
-No to chodźmy zjeść coś pysznego- powiedział tym swoim uwodzicielskim tonem i wskazał na drzwi. Wyszłam więc pierwsza i zamiast iść w prawo, do sypialni, ja poszłam w lewo.
-To, na co masz ochotę?- zapytałam, gdy on złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę.
-Na ciebie- wyszeptał i zaczął mnie całować a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. -Czas najwyższy przetestować łóżko w sypialni.
-Yhym- to było niesamowite, ale pocałunki Harry’ego w dalszym ciągu działały na mnie tak samo jak na początku, może nawet bardziej. Budziły w moim brzuchu stado motyli i sprawiały, że czułam się wspaniale. Nigdy nie miałam dość. Uwielbiałam, gdy mnie całował i uwielbiałam całować jego. Kiedy potykając się o własne nogi dotarliśmy do sypialni zapomniałam zupełnie o tym, że jeszcze chwilę wcześniej byliśmy pokłóceni. Nie myślałam już o niczym i nikim innym tylko o Harrym. Patrzyłam na niego, gdy usiadł na łóżku a ja stanęłam między jego nogami. Przeczesałam palcami jego włosy odgarniając z czoła zagubione kosmyki. Jego dłonie gładziły moje uda. Patrzyliśmy sobie w oczy i wiedziałam, że on też to przeżywa. Chwilę później pozbywaliśmy się swoich ubrań. Gdy położyłam się na łóżku a Harry na mnie objęłam go w pasie i po prostu go przytuliłam. Rozkoszowałam się tym uczuciem. Jego skóra dotykająca mojej. Uwielbiałam gładzić jego plecy opuszkami palców i całować jego szyję. Mimo że temperatura między nami zdawała się rosnąć z każdą sekundą, mimo delikatnych rumieńców, jakie wkradły się na jego policzki pod wpływem moich pocałunków i mojego dotyku jego skóra pokryła się gęsią skórką. Kochałam się z nim, kochałam go i czułam to całą sobą. Czułam, że nasze uczucie jest czymś najprawdziwszym na świecie. Kochaliśmy się w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Gdy patrzyłam mu w oczy wiedziałam, że on jest moim wszystkim. Przy nikim nigdy nie potrafiłam czuć tego, co czułam przy nim. Nigdy nie byłam bardziej sobą niż leżąc w jego ramionach, które były moim ulubionym miejscem. Wiedziałam, że tak naprawdę to Harry jest moim prawdziwym domem.
-Jesteś głodna?- zapytał, kiedy zmęczeni i zrelaksowani leżeliśmy tuląc się do siebie.
-Ale mówimy teraz o prawdziwym jedzeniu i kolacji?- zapytałam by mieć pewność.
-Tak- odpowiedział i się zaśmiał.
-Trochę- przyznałam i pocałowałam jedną z jego jaskółek.
-W takim razie zaraz wracam- odparł i zanim wyswobodził się z moich objęć dał mi całusa w czubek głowy. Chwilę później ubrał bokserki i wyszedł zostawiając mnie samą. Leżałam zupełnie naga i szczęśliwa przez kilka minut nie myśląc o czymkolwiek. Lubiłam ten stan, kiedy udawało mi się zupełnie wyłączyć, ale rzadko mi się to udawało. Po chwili totalnego relaksu wstałam i ubrałam majtki i koszulkę Harry’ego i znowu się położyłam. Czekałam aż mój mąż wróci z kolacją. Nuciłam pod nosem „Perfect” Eda, bo byłam w totalnie romantycznym stanie a ta piosenka była dla mnie jak idealny soundtrack w tamtym momencie. Nie wiedziałam, która jest godzina, nie wiedziałam nawet gdzie jest mój telefon. Rozkoszowałam się po prostu chwilą i nie mogłam się doczekać, kiedy Harry do mnie przyjdzie.
-W końcu- powiedziałam, gdy wszedł do sypialni.
-Tak bardzo za mną tęskniłaś?- zapytał i położył tacę, którą trzymał w dłoniach na łóżku.
-Rozpieszczasz mnie i dajesz mi zakazane jedzenie- stwierdziłam, kiedy zobaczyłam, że tak naprawdę nie powinnam zjeść niczego, co przygotował, łącznie z truskawkami i szampanem.
-Zamierzam cię dzisiaj upić. W końcu mamy, co świętować- powiedział ignorując moje słowa. Podał mi kieliszek i wlał odrobinę trunku. Kiedy wznieśliśmy toast zabraliśmy się za jedzenie kolacji. Później powoli łyczek po łyczku piliśmy bąbelkowy napój, od którego zaczęło kręcić mi się w głowie i wszystko wydawało mi się zabawniejsze. Biorąc wspólną kąpiel zamiast poddać się romantycznej atmosferze ja gadałam jak najęta i śmiałam się dosłownie ze wszystkiego, co mówił Harry. Jego z kolei bawiło moje zachowanie. Jak zwykle po alkoholu byłam też bardziej bezpośrednia, jeśli chodziło o intymne tematy. Naprawdę nie umiałam zrozumieć, dlaczego gdy się upiłam byłam zboczona. Oczywiście mój mąż cieszył się z takiego obrotu spraw, bo nie minęło wiele czasu, gdy znowu wylądowaliśmy w łóżku kochając się bez opamiętania. Czułam, że jestem niemiłosiernie zmęczona i siły wystarczało mi tylko na leżenie w ramionach Harry’ego. Właściwie świat wciąż mi wirował i nie byłam pewna czy od alkoholu czy od przeżyć, jakie zafundował mi mój mąż. Leżałam tuląc go do siebie, w pokoju panował półmrok i byłam już bliska zaśnięcia, kiedy Harry się odezwał.
-Nie byłem z tobą dzisiaj w stu procentach szczery- powiedział. W jego głosie słyszałam obawę, ale też coś jeszcze.
-To znaczy?- zapytałam, bo nie wiedziałam, co konkretnie ma na myśli.
-Chodzi o to, dlaczego przestałem nalegać na mieszkanie w Nowym Jorku- odpowiedział a ja wiedziałam, że to, co chce powiedzieć jest czymś trudnym dla niego. Harry odsunął się nieco ode mnie, właściwie tylko kilka centymetrów, tak by móc mi patrzyć w oczy.
-Dlaczego?- zapytałam i dotknęłam dłonią jego policzka.
-Przede wszystkim chciałem żebyś była bezpieczna a dowiedziałem się, że Jesse jest w Nowym Jorku. Ale to nie był jedyny powód... Nie chodziło tylko o ciebie. Chodziło też o mnie. Przede wszystkim chciałem cię chronić, ale jeśli on postanowiłby się z tobą skontaktować, nawet, jeśli wpadlibyście na siebie przypadkiem, jeśli bym go gdzieś zobaczył... Zgodziłem się na LA, bo muszę chronić też siebie. Przed samym sobą. Ciebie muszę chronić nie tylko przed nim, ale też przed sobą. Bo boję się, że gdyby... Ali boję się, że bym go udusił, tym razem bym to zrobił. Gdyby coś się stało... Zabiłbym go.
***
-Ali! Wspaniale cię znowu widzieć!- powiedziała blondynka i na powitanie mnie objęła.
-Ciebie również. Bardzo się cieszę, że mogę tutaj dzisiaj być- uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na publiczność. Ellen wskazała na jeden z dwóch foteli, więc zajęłam na nim miejsce. Poprawiłam swoją sukienkę i spojrzałam na kobietę. Przez kolejne kilka minut rozmawiałyśmy na tematy poboczne. Występ w programie był pierwszym zapoczątkowującym serię kolejnych. Właśnie rozpoczynała się promocja mojej drugiej płyty i byłam tym szczerze podekscytowana.
-Oficjalnie możesz w końcu ogłosić coś, na co twoi fani czekają już bardzo długo- powiedziała blondynka zgodnie z ustalonym wcześniej scenariuszem.
-Tak. W końcu mogę ogłosić, że mój drugi album będzie miał premierę pod koniec przyszłego miesiąca- odparłam a w studio publiczność zareagowała bijąc brawo.
-A jak się nazywa?
-Jak moi fani wiedzą od kilku dni na moim Instagramie i Twitterze pojawiają się zdjęcia, które miały być wskazówką dotyczącą nazwy- zaczęłam i naprawdę byłam przejęta tym, że w końcu to się dzieje.
-Te zdjęcia- wyjaśniła prowadząca a na ekranie zaczęły pojawiać się fotografie, o których była mowa.
-Tak. Widziałam wiele postów z pomysłami a teraz oficjalnie mogę powiedzieć...- zrobiłam pauzę i widząc minę Ellen zaczęłam się śmiać. Moje przeciąganie tej chwili nie było planowane i byłam pewna, że reżyserowi programu się to nie podoba. –Tytuł płyty to Places.
-Jeśli teraz o tym pomyślę, to wydaje się całkiem logiczne- przyznała.
-Prawda?
-Opowiedz nam coś więcej o Places.
-Mój pierwszy album, Louder, powstał kilka lat temu. Teraz wracam z drugą płytą, z której jestem bardzo dumna. Oczywiście pierwszy krążek wciąż uwielbiam, ale drugi album będzie się nieco różnił od poprzedniego. Jestem starsza, dojrzalsza i taka jest płyta. Za pierwszym razem poszukiwałam własnego brzmienia a teraz jestem o wiele bardziej świadoma, wiem, jaka jestem i wiem, jaką muzykę chcę tworzyć.
-To znaczy?
-Druga płyta jest bardziej moja. Tak jak mówiłam, kocham Louder, ale nagrywałam ją w zupełnie innym sposób niż Places. Jak wiadomo, moje życie w tamtym okresie było bardzo intensywne. Część utworów nagrywałam będąc w trasie z chłopakami- powiedziałam a na sali momentalnie podniosła się wrzawa. One Direction zawsze działali, działają i będą działać na ludzi w ten sam euforyczny sposób. – Tym razem było inaczej. Skupiłam się w stu procentach na tej płycie, na muzyce i tym, co chcę nagrać i jak chcę to zrobić.
-Jak się domyślam płyta jest o miłości.
-Tak, oczywiście. O różnych typach miłości.
-Ale większość o jednym typie miłość... Lokowanym typie- drążyła blondynka a ja się zaczęłam śmiać.
-O tym też. Ale nie tylko. Starałam się otworzyć pisząc te utwory. Tworząc płytę nie byłam przez cały czas super szczęśliwa. Wiadomo jak jest w życiu, raz z górki a raz pod górkę i wydaje mi się, że udało mi się zawrzeć w tych piosenkach różne emocje, różne typy miłości. Poza tym zależało mi by wokalnie ten album był na najwyższym poziomie, by pokazać w pełni mój głos i to, jaka siła w nim drzemie, by pokazać moje możliwości. By pod względem emocjonalnym, ale także wokalnym ta płyta była świetna. Wydaje mi się, że po wielu godzinach spędzonych w studio udało mi się osiągnąć to, co chciałam. Płyta jest moja, nie ma w niej przypadku.
-Ponieważ słyszałam już twój pierwszy singiel mogę stwierdzić, że przynajmniej on jest nieco inny niż aktualne hity, jest nieco mniej komercyjny i jak się domyślałam cała płyta taka jest- uśmiechnęłam się szerzej słysząc te słowa. Przed nagraniem rozmawiałam z Ellen, o czym dokładnie będziemy mówić. Powiedziałam jej wówczas, że płyta nie wpisuje się w aktualny rynek w stu procentach i wytwórnia dość długo zwlekała z akceptacją albumu z obawy, że się nie sprzeda. Nie mogłam o tym powiedzieć w telewizji, bo takie wywlekanie „brudów” zawsze było tępione. Przez agentów, wytwórnię, agencję. Powiedziałam, więc blondynce, że płyta nie jest tak komercyjna jak pierwsza i uważam, że to jej największy atut, ale nie mogę powiedzieć o tym publicznie.
-Cóż... Dla mnie moja muzyka to moment, w którym mogę i muszę być szczera. Odrzuciłam, więc wszelkie chwytliwie triki stawiając na pierwszym palnie mój głos i emocje, przez co rzeczywiście nie jest to typowy popowy album. Dlatego szczerość to słowo, które najlepiej opisuje płytę.
-Skoro wydajesz Places to pewnie myślisz też o koncertowaniu.
-Tak! Jak wiadomo szykuję się do trasy i jestem tym bardzo podekscytowana!- powiedziałam rozentuzjazmowana. Przez dalszą część wywiadu opowiadałam głównie o moich planach zawodowych a na koniec powiedziałam, kiedy dokładnie wyjdzie mój pierwszy singiel, czyli Love is Alive. Gdy wyszłam ze studia dzień wciąż był młody a ja miałam już czas wolny. Pojechałam, więc do domu, w którym wciąż było sporo pracy, ale zamiast zająć się rozpakowywaniem stwierdziłam, że mam ochotę pobiegać.  Od trzech dni nic tylko siedziałam w pudłach, dlatego stwierdziłam, że przyda mi się godzinny jogging. Ubrałam, więc legginsy, sportowy stanik, koszulkę i buty do biegania, włosy związałam w kucyk, na ramię ubrałam opaskę z telefonem. Gdy wyszłam z domu włożyłam jeszcze w uszy słuchawki, puściłam muzykę i po prostu biegłam. Wybrałam trasę, którą znałam, bo biegałam nią już wcześniej, gdy przyjeżdżałam do Nialla. Wiedziałam, że muszę się przejść po okolicy i lepiej ją poznać. Początkowo, gdy biegłam myślałam właśnie o tym, o poznawaniu otoczenia. Nie myślałam o niczym ważnym czy konkretnym. Po prostu biegłam a moje myśli nie były skupione na czymś konkretnym. Do czasu. Bo nagle przypomniało mi się, co Harry powiedział trzy dni temu. „Ali boję się, że bym go udusił, tym razem bym to zrobił. Gdyby coś się stało... Zabiłbym go.” Kiedy to powiedział od razu odpowiedziałam, że to nie prawda. A on milczał. I ja też milczałam. Przytuliłam go wtedy mocniej i po długich minutach zastanawiania się, co on właściwie powiedział zasnęłam. Rano, gdy wstaliśmy wydawało się, że te słowa nie padły z jego ust. Udawaliśmy, że to się nie wydarzyło i nie umiałam stwierdzić, dlaczego. Biegnąc do domu myślałam już tylko o tym, że czy chcemy czy nie musimy o tym porozmawiać. Nie chodziło nawet o rozmowę, bo on nic nie musiał mówić. Ale musiał usłyszeć, że go kocham i wiem, że nie jest zdolny do wyrządzenia takiego zła. Harry nie był zły. Obawiał się, że jest zdolny do zrobienia czegoś złego, ale byłam pewna, że w głębi duszy wie, że by tego nie zrobił. Po prostu się bał, że w napadzie gniewu znowu zareagowałby tak jak wtedy, gdy powiedziałam mu, że Jesse jest D.. Kiedy znalazłam się w domu jego wciąż nie było. Wzięłam szybki prysznic i postanowiłam, że zrobię obiad. Nie zastanawiałam się, co konkretnie mu powiem, nie układałam w głowie scenariuszy, bo stwierdziłam, że nie potrzebuję jakiś przygotowań do tej rozmowy. Wiedziałam przecież, co chcę mu powiedzieć. Zanim zabrałam się za przygotowywanie jedzenia postanowiłam do niego zadzwonić. Chciałam zapytać, o której wróci żeby wiedzieć, na którą przygotować obiad. Wybrałam jego numer i zanim przyłożyłam telefon do ucha usłyszałam dobiegający z holu dźwięk jego komórki, której najwyraźniej zapomniał. Mimo że mnie nie widział i nie słyszał westchnęłam głośno i wywróciłam oczami. Ile to już razy zapominał telefonu? Zanim zdążyłam się na niego wkurzyć zadzwoniłam też pod jego drugi, służbowy numer. Oczywiście nie odebrał. Po minucie wkurzania się na niego zabrałam się za obieranie fasolki szparagowej. By jakoś umilić sobie czas włączyłam swoją ulubioną playlistę i mimo że powinnam oszczędzać gardło cały czas podśpiewywałam pod nosem. I wtedy zadzwonił mój telefon. Nie spojrzałam nawet, kto dzwoni. Byłam pewna, że to Harry.
-Tak?
-Pani Alice Styles?- zapytała jakaś kobieta.
-A kto mówi?- zmarszczyłam brwi, bo nie spodziewałam się tego. Mój numer telefonu posiadali tylko moi najbliżsi, dlatego ta sytuacja była dla mnie czymś kompletnie niespodziewanym.
-Nazywam się Katherine Webber. Jestem rezydentką w California Hospital Medical Center. Rozmawiam z panią Alice? Żoną Harry’ego Stylesa?
-Tak. O co chodzi?

-Muszę panią poinformować, że dziś do naszego szpitala przywieziono pani męża, który brał udział w wypadku samochodowym. Nasi lekarze zrobili wszystko, co w ich mocy, niestety po prawie godzinnej reanimacji, nie udało się go uratować. Proszę panią o jak najszybszy przyjazd do szpitala w celu identyfikacji zwłok.





środa, 20 września 2017

Rozdział 40





Siedziałam w samochodzie i co minutę spoglądałam na zegarek. Wiedziałam, że Blaine kończy za dwadzieścia minut, ale i tak uparcie sprawdzałam, która jest godzina. Nienawidziłam siedzieć bezczynnie i czekać. Spojrzałam na Steve’a, który jak zaczarowany gapił się w telefon i co chwilę przesuwał po nim palcem.
-Co robisz?- zapytałam, mimo że widziałam, czym dokładnie zajmuje się brunet.
-Sprawdzam wyniki wczorajszych meczyków, nasi wygrali- odpowiedział podekscytowany. Właściwie wyglądał jakby naprawdę miło spędzał czas i było to dla mnie zupełnie niezrozumiałe.
-A ja się nudzę- powiedziałam a przyjaciel spojrzał na mnie w taki sposób, że wiedziałam, że nie ma zamiaru nigdzie ze mną łazić i mam sobie wybić z głowy każdy pomysł zakładający wyjście z auta.
-Real wygrał, są nie do zatrzymania- wiedziałam, że próbuje udawać, że nie wie, co zaraz powiem.
-Wiem, sprawdziłam wyniki i skrót meczu już przy śniadaniu. Strzał Asensio to poezja.
-A Modrić? Ty widziałaś jak czaruje w środku pola?
-Wiem, widziałam. To po prostu magia- odpowiedziałam dając mu jeszcze pół minuty zanim oznajmię, że idę się przejść.
-W tym składzie nie ma słabych ogniw. Oni wszyscy są na dwa razy wyższym poziomie niż reszta zespołów. I nie mam tutaj na myśli samej Hiszpanii, ale mówię o całej Europie.  
-W końcu to Real. Wiesz co? Ty sobie tutaj posiedź i oglądaj te gole a ja się przejdę- powiedziałam w końcu a on wywrócił na mnie oczami.
-A nie możemy po prostu posiedzieć w aucie?- zapytał wyraźnie zirytowany.
-Ale, po co siedzieć jak można się przejść?
-Jesteś gorsza niż pięcioletnie dziecko i nawet minuty nie możesz usiedzieć w miejscu.
-Przecież nie musisz ze mną iść- zauważyłam i dopiero w tym momencie coś do mnie dotarło.
-Taaa. Nie muszę- westchnął zrezygnowany i zaczął gramolić się z auta.
-No nie musisz. Bo właściwie, dlaczego nadal mnie tak pilnujesz?- zapytałam, bo właściwie dopiero to zauważałam. –Przecież nie ma już D., okazało się, że pożar domu Harry’ego był wypadkiem. Myślałam, że przez to chodzę z obstawą cały czas.
-Męczę cię już?- zapytał Steve i się uśmiechnął.
-Dobrze wiesz, że nie o to chodzi. Po prostu miało być mniej ochrony. No chyba, że jest coś, o czym nie wiem?- zapytałam podchodząc do sprawy nieco sceptycznie. Może jednak było coś jeszcze, coś o czym nie mówił, bo nie chciał mnie niepokoić.
-Nie ma nic, o czym nie wiesz- odpowiedział.
-Na pewno?- zapytałam i spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Na pewno. Ali wybacz, ale to ja w tej kwestii jestem szefem i czy chcesz czy nie pewne rzeczy się nie zmienią. Nie jesteś osobą anonimową i moim zadaniem jest dopilnować żeby nic ci się nie stało. Znam się na swojej robocie i skoro uważam, że centrum Nowego Jorku może stwarzać dla ciebie zagrożenie to nie puszczę cię samej.
-No okej, wyluzuj. Nie podważam twoich kompetencji tylko tak po prostu powiedziałam o tym, bo myślałam, że wrócimy do tego, co było kiedyś.
-Rozumiem i wiem, że gdy jeszcze byłaś z Jessem miałaś więcej swobody, ale od tego czasu wiele się zmieniło.
-Wiem. Nie musisz mi tego mówić.
-Bo wy nie zdajecie sobie z tego sprawy. Tak samo było z chłopakami, gdy dla nich pracowałem. Nie rozumieli, że stali się bardzo rozpoznawalni. I tak samo jest z tobą Ali.
-Ale żeś się nawiedził. Czaję, jestem rozpoznawalna. Zadowolony?- zapytałam i uśmiechnęłam się szeroko a Steve zamiast prawić mi kazanie zaśmiał się tylko i westchnął głośno. Nic więcej już na ten temat nie powiedział i ja też nie miałam już nic więcej do dodania. Zaczęłam się zastanawiać nad jego słowami. Od tego czasu wiele się zmieniło. To było jak niedopowiedzenie, bo w ciągu roku moje życie zmieniło się diametralnie i to pod każdym względem. Rozmyślałam o tym przez chwilę nie zwracając uwagi na otaczających mnie ludzi. Szłam powoli i po chwili spaceru znaleźliśmy się pod jednym z broadwayowskich teatrów. Nad wejściem wisiał wielki afisz, na którym było napisane „ANASTASIA THE NEW MUSICAL” a nieco niżej widniała krótka informacja, że na premierowe przedstawienie bilety zostały wyprzedane. Patrzyłam przez chwilę na ten ogromny plakat a w mojej głowie od razu pojawił się milion myśli. Moja wyobraźnia od razu zaczęła mi podsuwać różne scenariusze. W tym roku wydam płytę, w kolejnym pojadę w trasę, później zrobię sobie przerwę a po niej wrócę do świata muzyki w innej formie niż dotychczas. Wyobraziłam sobie, że to ja jestem na takim plakacie, że dostaję główną rolę w nowym musicalu i z ekscytacji poczułam jak przez ciało przebiega mi dreszcz. Spełniałam się zawodowo, ale cześć mnie wciąż marzyła o tym by wystąpić właśnie na deskach tak uwielbianego przeze mnie Broadwayu. I kiedy moja wyobraźnia zaczynała szaleć coraz bardziej postanowiłam zejść z obłoków na ziemię i spojrzałam w prawo. Dostrzegłam dziewczynę, która tak samo jak ja chwilę wcześniej patrzyła w górę a jej rozmarzone spojrzenie sprawiło, że poczułam, że chcę ją poznać. Podeszłam, więc nieco bliżej i wtedy ona spojrzała na mnie. Na chwilę. Rozpoznała mnie. Wiedziałam o tym, bo nagle jej oczy zrobiły się dwa razy większe a ona sama wydawała się być speszona. Mimo wszystko nie chciałam odpuścić.
-Hej- powiedziałam a ona rozejrzała się dookoła. Na jej policzki zdążyły się już wkraść pokaźne rumieńce.
-Hej?- odparła wciąż nie do końca wiedząc czy powiedziałam to do niej.
-Jestem Ali- przedstawiłam się i wyciągnęłam w jej kierunku dłoń.
-W... Wiem. Bardzo lubię. To znaczy fanką. To znaczy bardzo cię lubię i jestem twoją fanką. Przepraszam- dodała i mimo tego, że była teraz skrajnie zawstydzona i speszona było w niej coś, co sprawiło, że była wyjątkowa.
-A jak ty masz na imię?- zapytałam i starałam się dodać jej pewności siebie uśmiechem.
-Madison- odparła.
-Lubisz teatr?- zadałam kolejne pytanie a ona wydawała się nieco rozluźnić.
-Kocham. Broadway to moja prawdziwa miłość- wyznała i gdy wypowiadała te słowa nie dało się nie dostrzec błysku w jej oczach.
-Wybierasz się na przedstawienie?- zapytałam i wskazałam na plakat.
-Nie. Nie jestem stąd. Pochodzę z Ohio. Do Nowego Jorku przyjechałam wraz ze szkolnym chórem, bo w tym roku tutaj odbywają się mistrzostwa- odpowiedziała i z każdym wypowiadanym słowem wydawała się być coraz bardziej pewna siebie.
-Śpiewasz?- zapytałam, choć odpowiedź była oczywista.
-Śpiew to całe moje życie- odpowiedziała i naprawdę było w niej coś takiego, że zwykłymi słowami potrafiła przekazać, że naprawdę to jest jej życie. A może rozumiałam ją tak dobrze, bo byłam taka jak ona?
-Zdaje mi się, że właśnie znalazłam swoją bliźniaczkę- powiedziałam podekscytowana a ona najpierw się uśmiechnęła a zaraz potem posmutniała. –Opowiedz mi o sobie coś więcej.
-Nie wiem co- przyznała. Z jednej strony zupełnie nie rozumiałam, dlaczego rozmowa ze mną ją krępuje, ale z drugiej wiedziałam dokładnie, co czuje się w momencie, kiedy poznajesz osobę, którą wcześniej widziałaś tylko na YouTube’ie.
-W której klasie jesteś?- zapytałam, bo to było pierwsze, co przyszło mi na myśl.
-W ostatniej. W tym roku kończę liceum. A po liceum zamierzam aplikować tutaj, na AAoDA* by później za kilka lat zostać gwiazdą Broadwayu. Taki mam plan. Wiem, że wydaje się być łagodnie mówiąc, nierealny. Słyszę to codziennie.
-Moim zdaniem to całkiem dobry i solidny plan. Nie nierealny- powiedziałam szczerze. Tak naprawdę wydawało mi się, że ta dziewczyna ma większą szansę by wystąpić Broadwayu niż ja. Ona była jak czysta karta a ja może i miałam już doświadczenie i w pewnym sensie byłam znaną marką, ale związana byłam tyloma umowami i miałam tyle zobowiązań, że stojąc obok niej wiedziałam, że mimo wszystko i mimo że ona nie była tego świadoma to ona z nas dwóch miała w tym momencie większą szansę na spełnienie tego marzenia.
-W mojej szkole chór to dno dna a ja dzień w dzień słyszę, że jestem loserem. Ale naprawdę staram się wierzyć w moje marzenia. Przeważnie- dodała a ja zauważyłam, że kilka metrów od nas idzie Blaine.
-Warto marzyć. Wiem co mówię. Warto mieć cel i do niego dążyć. A ci którzy ci dokuczają robią to dlatego, że widzą jak wyjątkowa jesteś i to ich wkurza- ludzie potrafią być tacy okrutni. Ciężko jest się stawiać i walczyć o siebie cały czas.
-Hej, już jestem- przerwał nam głos mojego przyjaciela.
-Hej. Blaine poznaj Madison.
-Miło mi cię poznać- powiedział mój przyjaciel i wtedy zwrócił się do mnie. –Musimy już iść, bo trochę się śpieszę.
-Jasne. Bardzo cieszę się, że cię spotkałam Madison.
-To ja się cieszę... Nikt mi nie uwierzy, że rozmawiałam z tobą, kiedy im opowiem- wyraz jej twarzy nieco się zmienił. Znowu wyglądała tak jakby nie dowierzała, że to się dzieje naprawdę.
-To wyciągaj telefon- zaproponowałam i kilka sekund później pozowałam do zdjęcia. Wiedziałam, że to naprawdę wiele dla niej znaczy i najdziwniejsze było to, że dla mnie to spotkanie też miało ogromną wagę. Drugi raz w ciągu kilku dni rozmawiałam z kimś, kto użył słowa „loser”. Drugi raz poczułam, że chcę jakoś tej osobie pomóc i w mojej głowie pojawił się plan. Właściwie to nie był plan tylko pomysł. Te dwie rozmowy, jedna z Niną, moją przyjaciółką i druga z Madison, dziewczyną, którą poznałam i rozmawiałam zaledwie dwie minuty sprawiły, że poczułam natchnienie. Wena i pomysły często przychodziły do mnie nagle. Tak już chyba po prostu jest. Coś zobaczymy, usłyszymy i nagle w naszej głowie pojawia się pomysł. Tak było w tym przypadku.
-Kiedy macie występ? To znaczy, kiedy są te zawody?- zapytałam jeszcze zanim w eskorcie Blaine’a i Steve’a udałam się do samochodu.
-Jutro- odpowiedziała a ja wiedziałam, że mam swego rodzaju misję do spełnienia.
***
-Dziękuję, że zechcieliście przyjechać tutaj ze mną- powiedziałam uradowana do Blaine’a i Kurta.
-Wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć- odparł Kurt. To była święta prawda.
-Wiem. Jesteście super. Jestem taka podekscytowana. Nigdy wcześniej nie byłam na takich zawodach i w sumie nie wiem, czego się spodziewać.
-Myślę, że te dzieciaki mogą cię bardzo zaskoczyć- stwierdził Blaine a za jego plecami dostrzegłam mężczyznę, który szedł w naszym kierunku i gdy tylko na niego spojrzałam obdarzył mnie szerokim uśmiechem.
-Witam. To ogromy zaszczyt, że mogę cię poznać. Jestem Will- powiedział na powitanie mężczyzna. Will był nauczycielem i trenerem chóru, do którego należała Madison. Wszystko rano ogarnęła dla mnie Olivia, która nie miała ze mną łatwego życia. W nocy, gdy nie mogłam zasnąć stwierdziłam, że muszę nieco pozmieniać swoje plany i muszę zaleźć się na tym konkursie. Zadzwoniłam o drugiej do Olivii by ją poprosić by mi w tym pomogła i na szczęście udało nam się poprzesuwać wszystko tak bym mogła zobaczyć konkurs.
-Bardzo miło mi pana poznać- odparłam i wyciągnęłam dłoń w kierunku mężczyzny. Chwilę później poszłam razem z nim by przywitać się z jego uczniami i życzyć im powodzenia. Zaraz potem razem z chłopakami i Willem udaliśmy się na salę gdzie zajęliśmy swoje miejsca i zanim konkurs się rozpoczął nauczyciel opowiedział mi nieco o chórze i tym jak wyglądają jego realia. Zdradził, że jego uczniowie nie mają łatwego życia nie tylko, dlatego że w ich szkole przynależność do chóru to tak zwany obciach, ale też, dlatego że dyrekcja patrzy na chór krzywym okiem i nie chce go finansować. Przede wszystkim mężczyzna jednak opowiadał o tym jak utalentowani są jego podopieczni. Robił to z taką pasją, że jeszcze bardziej nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę ich w akcji. A gdy już to się stało byłam w szoku. Spodziewałam się, że zobaczę dobry występ, ale nie sądziłam, że aż tak! Cały konkurs był na o wiele wyższym poziomie niż mogłabym się spodziewać. Te dzieciaki były jak nieoszlifowane diamenty i w głowie mi się nie mieściło jak ktoś może się z nich śmiać i mówić, że są frajerami. Wiedziałam, że takich osób jak oni jest więcej a gdy dłużej o tym myślałam stwierdziłam, że właściwie każdy może się z nimi utożsamiać. Nawet ktoś taki jak Nina. Dla otoczenia pewna siebie, arogancka, ambitna. A naprawdę? Zagubiona, zawiedziona i przerażona tym jak wygląda jej codzienność. Dlatego dzień po poznaniu chóru z liceum Mckinley’a powiedziałam Olivii, że chcę nagrać jeszcze jedną piosenkę. Nie na płytę, ale na trasę. Byłam zainspirowana ostatnimi rozmowami, historią chóru, historią Niny, historią Kurta, który w liceum był prześladowany. Dodatkowo moje własne przeżycia, wzloty i upadki, każdy zawód, ale też sukces, każde złe słowo, każdy hejt i każda łza, którą wylałam czytając jaka jestem brzydka, beznadziejna, bez talentu, wszystko to sprawiło, że doskonale rozumiałam jak ciężko jest czasami wierzyć w siebie, w swoje marzenia, w to czy mają one w ogóle sens. Wiedziałam jak czasami może być ciężko i zajęło mi sporo czasu zanim od łez przeszłam do myślenia „Niech mówią co chcą, niech piszą, co chcą. Znam swoją wartość i żaden bezpodstawny hejt tego nie zmieni”. Miałam już pewien pomysł odnośnie piosenki, ale do jej nagrania potrzebowałam więcej wokalistów i stwierdziłam, że w jej tworzeniu i późniejszych nagraniach pomogą mi osoby, które pojadą ze mną w trasę, jako moi goście. Przez aferę związaną z Jessem i tym, że wtedy byłam rozkojarzona i zła obejrzałam jedynie nagrania castingowe tych osób a główne castingi przełożono. Oczywiście nie wszyscy musieli przechodzić tego etapu, bo w przeciwieństwie do poprzedniej trasy tym razem na niektórych koncertach razem ze mną mieli wystąpić też znani artyści. Wciąż jednak zależało mi na promowaniu młodych, utalentowanych, ale nieznanych osób. Dlatego przeprowadzany był casting. Początkowo miałam być tylko jednego dnia, ale później stwierdziłam, że chcę zobaczyć ich wszystkich i jak się okazało to był strzał w dziesiątkę. Wybór gości na trasę był ostatnią dużą sprawą, którą miałam do załatwienia w Nowym Jorku. Oczywiście niektóre rzeczy wciąż były otwarte, chociażby lekcje tańca. Co prawda nie zamierzałam latać dwa razy w tygodniu przez cały kraj po to by przez godzinę sobie potańczyć na zajęciach Cassie, ale blondynka była zaangażowana w tworzenie choreografii na trasę a dokładniej miała mnie jej nauczyć, bo tancerzami zajmowali się trenerzy. W związku z tym część prób miałam mieć w Nowym Jorku, dlatego tak naprawdę nie żegnałam się ze znajomymi czy współpracownikami, bo do momentu rozpoczęcia koncertowania miałam się w Nowym Jorku pojawiać regularnie. Dodatkowo zamierzałam tam pracować nad nową piosenką i traktowałam ją, jako projekt specjalny. Po przesłuchaniach nawet nie miałam czasu wrócić do mojego mieszkania by pożegnać się z Niną i chłopakami. Z sali prób wsiadłam w samochód i od razu pojechałam na lotnisko skąd poleciałam do Londynu. Nie myślałam o tym, że po krótkim pobycie w Anglii będę wracać na kilka dni do domu, czyli do LA. Nie do Nowego Jorku. Nie rozmyślałam o tym, co wydarzy się w ciągu następnych dni, bo ja właściwie nie miałam siły na myślenie o czymkolwiek. Byłam wykończona. Założyłam słuchawki na uszy, włączyłam muzykę i chwilę po starcie zasnęłam. Mimo że na ogół nie spałam podczas podróży tym razem było inaczej, bo przespałam prawie cały lot. W Londynie wysiadłam, więc względnie wypoczęta. Jeszcze na lotnisku pożegnałam się ze Stevem, który miał mieć tydzień wolnego. Gdy zapakował mnie do taksówki rozpoczął się jego urlop a ja pojechałam prosto do mieszkania Harry’ego. Tam wypiłam kawę i gdy się odświeżyłam po podróży spotkałam się z Gemmą. Blondynka przyjechała do mnie obładowana całym stosem albumów i czasopism przedstawiających miliony sukien ślubnych, butów, wiązanek, biżuterii...
-Moja mama ma mnie już dość. Sama mam już siebie dość. Ale chyba pierwszy raz w życiu jestem aż tak niezdecydowana- powiedziała, gdy z małej walizki zaczęła wypakowywać gazety i teczki.
-Ja jestem niezdecydowana zawsze- myślałam, że ją tym rozbawię albo pocieszę, ale ona spojrzała na mnie jeszcze bardziej zdesperowana i wręcz nieco przestraszona. –Ale spokojnie, postaram się ci pomóc w wyborze.
-Ali w tobie jedyna nadzieja. Jesteś moją ostatnią deską ratunku- Gemma raczej nie bywała taka nerwowa i spięta, ale w tamtej chwili wydawała się być zniechęcona, zmartwiona, zdenerwowana.
-Może zanim w ogóle zaczniemy przeglądać to, co przywiozłaś wypijemy kawę? Albo herbatę?- zaproponowałam a ona kiwnęła głową i westchnęła głośno.
-Nigdy nie rozumiałam moich przyjaciółek czy kuzynek, gdy mówiły, że ślub to nic poza stresem. Myślałam, że przesadzają, ale teraz i tak wydaje mi się, że były jakieś bardziej ogarnięte niż ja- powiedziała, gdy weszłyśmy do kuchni by zrobić napoje. Gemma stanęła przy oknie a ja wyciągnęłam z szafki dwie filiżanki.
-Najważniejsze to nie panikować- stwierdziłam. Co prawda dla mnie było to oczywiste, ale blondynka wyglądała tak jakby panika była nieodłączną częścią planowania ślubu.
-Łatwo ci mówić- westchnęła.
-Z mlekiem czy bez?- zapytałam, gdy nalałam do filiżanek kawę. Gemma spojrzała na mnie jakby była zaskoczona a ja zrozumiałam, że ona naprawdę żyje jakby na innej planecie.
-Szybko ci poszło- stwierdziła i chyba nie mogła zrozumieć, jakim cudem udało mi się zaparzyć napój tak szybko.
-Wypiłam kawę zanim przyszłaś. Jest świeżo parzona- wyjaśniłam. –To jak? Mleka?
-Nie dzięki- odpowiedziała.
-Dwie łyżeczki cukru?- zapytałam, bo o ile dobrze pamiętałam właśnie tyle słodziła.
-Nie!- odparła szybko i zdecydowanie. –Nie. Muszę dbać teraz o linię.
-Przeginasz- powiedziałam a ona spiorunowała mnie spojrzeniem.
-Łatwo ci mówić, bo ty nie przechodziłaś przez to. Stwierdziliście sobie z Harrym „O weźmy sobie jutro ślub” i mając wszystko w nosie po prostu to zrobiliście.
-Nie musisz być dla mnie niemiła- wiedziałam, że nie chciała sprawić mi przykrości, ale ostry ton jej wypowiedzi sprawił, że poczułam się niepewnie.
-Przepraszam. Nie chcę być niemiła i nie chciałam cię urazić.
-Luz. Wiem. Nie uraziłaś mnie- zapewniłam i podałam jej filiżankę z kawą.
-Właściwie to zazdroszczę wam tego, co zrobiliście. Naprawdę- przyznała idąc za mną do salonu.
-Pamiętaj, że mimo wszystko i przed nami ślub kościelny. Wtedy najprawdopodobniej wszystko będzie wyglądać bardziej typowo niż przy tym naszym pierwszym, szalonym ślubie- powiedziałam i usiadłam wygodnie na kanapie. Blondynka zajęła miejsce koło mnie i zanim znowu się odezwała upiła niewielki łyczek kawy. Zmarszczyła przy tym nieco nos, dokładnie tak jak Harry, przez co momentalnie poczułam ogromną tęsknotę. Wzięłam telefon do ręki i wysłałam do niego krótką wiadomość. „Tęsknię”.
-Znając was poczujecie natchnienie i załatwicie to od razu i wtedy nawet mnie nie zaprosicie.
-O to nie musisz się bać. Nasze rodziny muszą się w końcu kiedyś poznać.
-Masz rację. Moje ciotki już się nie mogą doczekać i ciągle wypytują mamę o to, kiedy weźmiecie, jak to mówią, ten drugi, cywilizowany ślub.
-Nie prędko- powiedziałam i się uśmiechnęłam, bo na wyświetlaczu mojej komórki pojawił się SMS. „Jeszcze 2 dni”.
-Serio?- zapytała Gemma a ja stwierdziłam, że dwa dni to jednak bardzo dużo czasu. Wiedziałam też, że jeśli będę miała przy sobie telefon nie będę mogła się opanować i zacznę pisać milion SMS-ów, więc odłożyłam go na stolik i przykryłam gazetą żeby mnie nie korciło.
-No tak. Początkowo mieliśmy to zrobić w przyszłym roku, równo rok po ślubie cywilnym, ale mamy tyle pracy, że już uzgodniliśmy, że jeśli przyszły rok będzie wchodzić w grę prędzej w okolicy później jesieni a może w Boże Narodzenie? A jeśli nie wtedy to po prostu zimą, ale nie chcemy też zbyt długo czekać- powiedziałam i się uśmiechnęłam. Gemma chyba się domyśliła, dlaczego nie chcemy „zbyt długo czekać”. Wiedziała, że chcemy z Harrym założyć rodzinę i domyśliła się, że mam na myśli dziecko. Chcieliśmy zdążyć ze ślubem kościelnym zanim zajdę w ciążę ewentualnie zaraz na początku jej trwania. Te kwestie mieliśmy dość dobrze zaplanowane i pewnej nocy, gdy siedzieliśmy w samochodzie, gdzieś na jakimś parkingu rozmawialiśmy o tym długo i szczerze i oboje wiedzieliśmy, czego oczekujemy i w tej kwestii byliśmy bardzo zgodni. –Nie rozmawiajmy o tym, bo to odległa przyszłość. Pogadajmy o tobie. Co konkretnie cię tak stresuje?
-Wszystko- westchnęła a na jej twarzy pojawił się grymas.  
-Przede wszystkim musisz zmienić swoje nastawienie.
-Łatwo ci to mówić skoro... No wiesz.
-Skoro wyszłam za mąż mając wszystko w nosie. Wiem. Ale właśnie o to chodzi- powiedziałam pełna entuzjazmu.
-Ali konkretniej proszę. Jeśli znasz jakiś sekret i wiesz jak zachować spokój w takim momencie życia to mi go zdradź- powiedziała i znowu brzmiała nerwowo. Jej zachowanie naprawdę do niej nie pasowało.
-Przede wszystkim musisz się cieszyć tym wszystkim. Tymi przygotowaniami.
-Nie pomagasz.
-Chodzi mi o to, że wychodzisz za mąż za cudownego mężczyznę, którego kochasz i który kocha ciebie. To będzie wasz dzień, wasze święto i tak naprawdę nic poza tym się nie liczy. Nie liczą się buty, suknie, wiązanka, garnitur, tort, sala weselna. Liczycie się tylko wy i przecież oto w tym chodzi. O was i to, że się kochacie. A cała otoczka wizualna tak naprawdę schodzi na drugi, trzeci czy nawet setny plan i gdy będziesz stać przed ołtarzem patrząc w jego oczy, przysięgając mu miłość do końca życia nie będziesz myśleć o tym, w co jesteś ubrana. Dla mnie się to nie liczyło. Kiedy patrzyłam wtedy na Harry’ego nic się nie liczyło tylko to, że go kocham i on kocha mnie. Cieszyłam się, że mogę obiecać mu, że będę z nim do końca moich dni w obecności najbliższych. Pewnie byłoby mi trochę przykro, że mimo wszystko nie było tam ze mną wszystkich bliskich mi osób, ale przez to, że planujemy ślub kościelny w ogóle się tym nie martwię i o tym nie myślę, bo wiem, że wtedy będą z nami. A jeśli mam być tak zupełnie szczera, to w tamtym momencie nie myślałam nawet o was. Wtedy w mojej głowie był tylko Harry i myślałam tylko o nim i o tym jak bardzo jestem szczęśliwa. I uwierz mi, z tobą będzie tak samo.
-Masz rację- przyznała i przez moment wyglądała na przekonaną moimi słowami. –Ale z drugiej strony Adam jest jedynakiem. Jego mama już wszystko ustala po swojemu. Myślisz, że, od kogo dostałam te albumy i gazety o ślubach? Ona chce żeby było tak bardzo uroczyście, bo Adam to jej oczko w głowie. Ona wybiera mi już nawet suknię, wybiera jakieś falbany, kryształy Swarovskiego...
-Rozumiem. Teściowa to zupełnie inna sprawa i niestety dla ciebie ja mam cudowną teściową a mój mąż na szczęście jedynakiem nie jest- pod tym względem naprawdę miałam szczęście.
-Mama Adama nie jest jakaś okropna. Ona jest naprawdę kochana. Tylko, że nie widzi tego, że mnie stresuje i narzuca swoje zdanie.
-Wiem, że nie chcesz się z nią kłócić, ale to ty wychodzisz za mąż nie ona i to ty masz być tego dnia najszczęśliwsza.
-Nie chodzi o kłótnię, bo ona serio jest cudowna. Ja nie chcę jej sprawić przykrości.
-Za bardzo to wyolbrzymiasz i za bardzo się nakręcasz. Skoro to taka super babka to zrozumie wszystko, kiedy z nią spokojnie o tym porozmawiasz. A teraz proponuję żebyś przestała być tak negatywnie nastawiona. Pamiętaj, że ślub nie ma być stresujący, masz się cieszyć i ekscytować a nie podchodzić do wszystkiego negatywnie. Nie możesz myśleć o uszczęśliwianiu innych tylko w tej kwestii musisz być samolubna i przede wszystkim musisz skupić się na uszczęśliwianiu samej siebie. No i przyszłego męża. Więc jeśli już chcesz coś robić dla kogoś to właśnie dla niego. Zrozumiano?- wiedziałam, że entuzjazm, który był słyszalny w moim głosie może jej się wydawać nieco udawany, do tego cały czas się uśmiechałam, ale mnie naprawdę cieszył ten ślub i ta radość była szczera.
-Taaa. Choć nie obiecuję, że nie zacznę panikować jeszcze ze sto milionów razy.
-Ważne żebyś przestała się dołować i zaczęła cieszyć tym wszystkim. To jak? Gotowa by przejrzeć na spokojnie zdjęcia sukni? Pójdę po kolorowe karteczki i możemy od razu zaznaczać modele, które ci się spodobają i te, które kategorycznie odrzucasz- zaproponowałam.
-Okej. Zacznijmy- powiedziała i nie umiałam określić czy poprawił jej się nastrój dzięki temu, co jej powiedziałam czy może jest bardziej pobudzona, bo kawa tak na nią podziałała.
-Na początek mam podstawowe pytanie. Chcesz klasyczną biel czy może coś innego?- zapytałam, gdy wróciłam z karteczkami a ona się uśmiechnęła. Pierwszy raz. W końcu.
-Klasyczna biel. To chyba jedyne, czego jestem pewna. Choć nie wykluczam na przykład jakiś delikatnych beżowych wstawek. Ale tylko, jeśli mi się spodobają. Ogólnie wybieram biel- odpowiedziała a chwilę później przeglądałyśmy zdjęcia i z każdą kolejną minutą Gemma wydawała się być coraz bardziej spokojna i podekscytowana jednocześnie. Oglądałyśmy projekty sukni, ale też wiązanki, buty, biżuterię aż do wieczora. Udało nam się wybrać kilka projektów i miałam wrażenie, że Gemma z pesymistki znowu stała się optymistką. Chyba potrzebowała kogoś, kto jej wysłucha i przypomni, o co w tym wszystkim chodzi, bo ewidentnie w tym przedślubnym szale o tym zapomniała. Gdy już miałyśmy wyraźnie nakreślone, czego będziemy szukać nazajutrz zostawiłyśmy temat ślubu i do nocy po prostu rozmawiałyśmy. Obie się rozluźniłyśmy i obie chyba potrzebowałyśmy takiej zwykłej, normalnej rozmowy. Długo się nie widziałyśmy, dlatego miałyśmy sporo do nadrobienia i gadałyśmy nawet, gdy leżałyśmy już w łóżku. Rano, kiedy jadłyśmy śniadanie widziałam, że blondynka znowu nieco się stresuje, ale jak się później okazało zupełnie niepotrzebnie. Gdy piłyśmy kawę dołączyła do nas Anne i najlepsza przyjaciółka Gemmy i razem ruszyłyśmy na poszukiwania wymarzonej sukni ślubnej. Po wizytach w dwóch domach mody poszłyśmy na lunch a po nim udałyśmy się do jeszcze jednego sklepu i wtedy blondynka stwierdziła, nie kryjąc radości, że suknia, którą widziała w pierwszym salonie spodobała jej się tak bardzo, że nie zamierza szukać już niczego innego. Wiedziałam, że spadł jej ogromny kamień z serca, z resztą nie tylko jej. Wszystkie tryskałyśmy dobrym humorem i mimo że tego nie planowałyśmy wieczorem wybrałyśmy się do kina. Musiałam przyznać, że dawno nie spędziłam tak odstresowującego dnia. Poza tym cieszyłam się, że byłam z Gemmą i Anne. Rozmowy przez telefon nie są w stanie choćby w jednym procencie zastąpić tych w cztery oczy. Naprawdę wspaniale było z nimi spędzić czas i żałowałam, że nie mogę sobie pozwolić częściej na takie wizyty. Cieszyłam się, że udało mi się wygospodarować jakoś te trzy dni, choć mimo całej sympatii, jaką miałam do mojej teściowej i szwagierki, mimo że były moją rodziną i obie je kochałam w Londynie znalazłam się nie tylko dlatego, że Gemma poprosiła mnie o pomoc. Trzecim, głównym powodem był Harry. Trzeciego dnia mojego pobytu miałam mu towarzyszyć w miejscu gdzie wszystko dla niego się zaczęło. Rano spotkałam się z Anne i Gemmą, zjadłyśmy wspólnie śniadanie a po nim udałyśmy się na „Wembley Arena”. Harry już tam był, razem z chłopakami. Prosto z lotniska od razu pojechali do studia. Nikt nie wiedział o tym, co się wydarzy tego wieczora. Wszystko było trzymane w tajemnicy. Ale to był właśnie ten dzień. X Factor. Wszystko zaczęło się w tym programie i właśnie tam miało się zakończyć. Chłopaki postanowili właśnie tam ogłosić światu zakończenie wspólnej kariery. To nie miało nastąpić od razu. Ale w tę sobotę miał być emitowany pierwszy odcinek na żywo. Zgodnie z menadżerem i agencją ustalono, że chłopaki zaprezentują swoją nową piosenkę, pierwszy singiel pochodzący z ich ostatniej wspólnej płyty. W grudniu, podczas finału i ostatniego odcinka sezonu mieli wystąpić razem po raz ostatni. I to wszystko zamierzali ogłosić światu a ja nie wyobrażałam sobie nie być przy nich w tej chwili. Zamierzałam być tam z nimi, podczas gdy będą wydawać oficjalne oświadczenie o końcu zespołu oraz gdy w grudniu będą występować ostatni raz. Wiedziałam, że to nie jest dla nich łatwe. Wiedziałam, że dla Harry’ego to nie będzie łatwe, ale nie było już odwrotu a on mimo wszystko chciał zacząć robić coś innego, swojego. Chciał być wolny. Przynajmniej tak mi tłumaczył, gdy wciąż powtarzałam, że przyczyniałam się do tego, że kilku milionom dziewczyn na świecie pękną serca z rozpaczy, że ich ukochany zespół postanowił zakończyć karierę. Z jednej strony wiedziałam, że dla całej czwórki nadchodzące wydarzenia będą ciężkie, ale po wielu długich rozmowach zrozumiałam, że tak naprawdę każdy z nich tego chce. Zbyt długo żyli na walizkach, zbyt długo ktoś non stop narzucał im swoje zdanie. Na początku nie mieli nic przeciwko, ale z każdym kolejnym rokiem byli coraz dojrzalsi i wyrośli z tego jak wytwórnie i agencje chciały ich kreować. Było im ciężko zakończyć coś tak pięknego jak One Direction, w końcu osiągnęli bardzo dużo w życiu właśnie dzięki zespołowi, ale jednocześnie chcieli zrobić coś, co wyraziłoby ich bardziej i pokazało od nowej, nieznanej strony. Wiedziałam, że nie mogą się doczekać by zrobić coś innego. By pojechać na wakacje, by pojechać do domu, by zrobić coś, na co mają ochotę i wiedziałam, że są podekscytowani, że wkrótce będą mogli być po prostu sobą i będą mogli robić to, co im w duszy gra. Jedyne, co ich ogromnie smuciło to fani. Chyba wszyscy z ich otoczenia wiedzieli jak bardzo oddani są i wiadomość o rozpadzie ukochanego zespołu miała sprawić im ogromną przykrość. Niall powiedział, że w pewnym stopniu czuje, że ich zawiodą i to było w ich rozstaniu najgorsze. Bo żaden z nich nie myślał o tym, co będzie za pięć lat. Nie wiedzieli, co będą robić i czy będą chcieli wrócić. Liczyło się tylko tu i teraz a w tym momencie chcieli zmiany i fani musieli to zrozumieć.
-Synku! Jak ja tęskniłam- Anne rzuciła się na szyję Harry’ego od razu, gdy weszłyśmy do garderoby. Zaczęła go ściskać i robiła to tak długo, że ja zdążyłam się przywitać z chłopakami i całą ekipą. Gdy go puściła jej miejsce zajęła Gemma a ja nie mogłam doczekać się, kiedy i mi w końcu uda się go objąć. Mimo że to było niestosowane cieszyłam się w myślach, że blondynka nie witała się z nim tak długo jak jej mama. Gdy w końcu nadeszła moja kolej, podeszłam do niego a on spojrzał mi w oczy, uśmiechnął się do mnie i nagle cały świat zniknął.
-Skarbie- wyszeptał i właśnie w tym momencie, gdy miał mnie przytulić wszedł mężczyzna, który powiedział, że nadeszła kolej chłopców i muszą iść na próbę.
-Nigdzie nie pójdziesz dopóki mnie nie przytulisz. I to tak porządnie- powiedziałam a Harry w końcu mnie objął.
-Tęskniłem- wyszeptał mi do ucha i dał mi szybkiego całusa w usta. Właściwie tylko je delikatnie musnął.
-Nie przeciągajmy tego, próba musi się odbyć teraz- powiedział postawny brunet, przez którego nie mogłam pocałować mojego męża. Harry niestety odsunął się ode mnie i wtedy zdałam sobie sprawę, że Anne się nam przygląda.
-Chodź ze mną- dłoń bruneta wylądowała na mojej i chwilę później szłam z nim na próbę. Nie chciałam przeszkadzać, więc stanęłam za kulisami, podczas gdy on wraz z zespołem ćwiczyli przed wieczornym występem. Mimo że Harry zawsze był pełen energii na scenie i zawsze oddawał całego siebie, nawet na próbach tym razem było inaczej. Od razu widać było, że jest nieswój. Był podenerwowany a gdy zaczęłam przyglądać się całej czwórce zrozumiałam, że pierwszy raz od bardzo dawna się stresują. Kiedy zeszli ze sceny Harry od razu mnie objął i robił to cały czas idąc do garderoby a także, gdy się już w niej znaleźliśmy.
-Stresujesz się?- zapytałam cicho tak żeby tylko on słyszał. Jako że obok niego siedziała Anne ona też usłyszała moje pytanie i spojrzała na niego w sposób, w jaki tylko mama może patrzeć na swoje dziecko.
-Trochę- przyznał a na czole jego mamy od razu uformowało się kilka zmarszczek. Wiedziałam, że skoro Harry „trochę” się denerwuje ona jest już kłębkiem nerwów. W końcu mamy już tak mają.
-Jeśli chcesz wciąż możesz się wycofać- powiedziałam, chociaż to nie było przecież takie proste.
-Ale ja nie chcę się wycofać.  Nie zmieniłem decyzji. Wręcz przeciwnie. Po prostu ogłoszenie tego światu jest stresujące.
-Nie będziecie z tym sami. Jesteśmy tutaj wszyscy dla was- spojrzałam na Anne a ona posłała mi niewielki uśmiech. –Ale jeśli nie jesteś w stu procentach...
-Jestem. Bo to nie tak, że nie będę za tym tęsknił a z drugiej strony chcę żeby to się już skończyło, takie życie. A po wielu rozmowach wiem, że chłopaki też tego chcą. Wszyscy tego chcą- poza milionami waszych fanów. Niby wiedziałam, że to jednak nie jest moja wina, ten ich rozpad i koniec zespołu. Niby rozmawiałam z Harrym i chłopakami o tym milion razy, ale wciąż jakaś część mnie obwiniała się o to, co się miało stać. To ja, prawie rok temu, dokładnie w tym pomieszczeniu wykrzyczałam wszystko, co wtedy leżało mi na sercu. Obwiniłam ich o to, że się ode mnie odsunęli i wyjawiłam to, co mi zrobili. Powiedziałam, że dla mnie są martwi. A Harry wtedy dowiedział się choćby o tym jak potraktowała mnie Gemma... Przeze mnie, przez to, że wtedy nie zachowałam spokoju Harry podjął tę decyzję i nikt ani nic mnie nie przekona by myśleć inaczej. –Skarbie wiem, o czym teraz myślisz i to nie przez ciebie.
-Mów co chcesz, ale wiem, że to ja dałam ci ten impuls- wiedziałam, że Anne wszystko słyszy, ale nie krępowało mnie to z jednego powodu. Już wcześniej z nią o tym rozmawiałam.
-Ali, mój syn już wcześniej chciał to zrobić. Ile nocy nie spał i bił się z myślami jak ma to zrobić i czy da radę. Jeśli rzeczywiście ty dałaś mu ten impuls to to nie jest nic złego- powiedziała brunetka a ja posłałam jej uśmiech. „To nie jest nic złego”, ale dobrego też nie – pomyślałam.
-Dzwonili do mnie dzisiaj z LA. W domu są już wszystkie nasze rzeczy i w sumie wszystko jest już gotowe- Harry postanowił zmienić temat na o wiele przyjemniejszy, dlatego od razu cała nasza trójka nieco się rozluźniła. Przez jakiś czas rozmawialiśmy o tym, pokazywaliśmy Anne zdjęcia i to, co miało się wydarzyć wieczorem zeszło na drugi plan jednak im bliżej było rozpoczęcia programu tym bardziej wszyscy się denerwowali. Mimo że ich występ miał być trzymany w sekrecie do samego końca w pewnym momencie Twitter obiegło zdjęcie Louisa i Nialla zrobione przez kogoś, gdy siedzieli na miejscach dla jurorów. Nagle połowa światowych trendów dotyczyła One Direction i wszyscy pisali tylko o tym, że na pewno zespół zaprezentuje nową muzykę. Wystarczyła chwila by tajemnica przerodziła się w szał i ekscytację tysięcy osób. Nikt jednak nie przypuszczał, że poza piosenką usłyszą dzisiaj coś jeszcze. Kilka minut przed występem razem z rodzinami i przyjaciółmi chłopaków zajęliśmy miejsce za kulisami. Nie sądziłam, że czekanie na ten występ będzie aż tak stresujące również dla nas. Nie mogłam się doczekać, kiedy już będzie po wszystkim i zejdzie z nas całe to napięcie. Mimo że starałam się skupić na występie, gdy w końcu się zaczął nie potrafiłam tego zrobić.
-Co to był za występ!- wykrzyczał prowadzący starając się zagłuszyć aplauz publiczności. –Louis, Liam, Niall i Harry! Chłopaki dajecie nieźle czadu. Jak się czujecie, tutaj, na tej scenie?
-Tutaj zawsze czujemy się świetnie. Uwielbiamy tutaj wracać, bo ta scena jest dla nas jak prawdziwy dom- odpowiedział Liam. Po jego słowach znowu wszyscy zaczęli krzyczeć i bić brawo, dlatego prowadzący kolejny raz musiał podnieść głos by chłopcy mogli go usłyszeć.
-A my uwielbiamy jak do nas wracacie. Tym bardziej w takim stylu, z nowy singlem. Nikt się nie spodziewał, że usłyszymy go właśnie dziś- powiedział mężczyzna, tym razem patrząc na Harry’ego.
-Lubimy zaskakiwać- odparł mój ukochany i wydawało mi się, że nie ma nic więcej do dodania. Uśmiechnął się jedynie udając, całkiem przekonywująco, totalnie wyluzowanego.
-Fani od jakiegoś czasu znają już datę premiery płyty, ale mimo tego lubimy zrobić coś niezapowiedzianego by nie tracili czujności- Niall się bardziej wykazał. Zaśmiał się po swojemu, ale w przeciwieństwie do Harry’ego wciąż było po nim widać, że tak naprawdę najtrudniejsze dopiero przed nimi.
-Skoro jesteśmy już przy niezapowiedzianym... Wydaje mi się, że macie nam coś do przekazania- to był ten moment. Harry spojrzał w lewo, tam gdzie były kulisy. Nie widział nas, ale wiedziałam, że chciałby żeby jego bliscy stali tam z nim.
-Tak. Chcielibyśmy coś ogłosić- zaczął Lou. Wydawało mi się, że nawet przez chwilę nie zastanawiali się, który z nich ma zakomunikować światu, że to koniec. Louis zawsze był ich liderem i to właśnie na jego barki spadło to zadanie. –Otóż od momentu, kiedy wystąpiliśmy tutaj pierwszy raz aż do teraz minęło już kilka wspaniałych, szalonych lat... Lat, które były dla nas czymś, o czym nawet nie marzyliśmy przychodząc na przesłuchanie do tego programu. Lat pełnych niesamowitych przeżyć, podróży dookoła świata, zwiedzania najpiękniejszych miejsc na Ziemi, poznawania tysięcy pięknych, oddanych, najlepszych fanów na świecie... Ale też lat bez wytchnienia, pełnych wyrzeczeń, pracy czasami kosztem zdrowia i naszych najbliższych...- głos Lou zadrżał a on się uśmiechnął. –Dziś chcielibyśmy ogłosić, że płyta, którą wkrótce wydamy będzie ostatnią a nasza niesamowita przygoda pod tytułem One Direction dobiega końca...
***
Kiedy wsiedliśmy na pokład samolotu lecącego do LA początkowo wciąż żyliśmy tym, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. Harry się cieszył, że ma to już za sobą a ja zaczęłam sprawdzać Twittera. Po pięciu minutach odpuściłam, bo panowała tam tak wielka rozpacz i histeria, że od razu zrobiłam się nerwowa. Brunet widzą moją minę zabrał mi telefon i powiedział, że mam przestać o tym myśleć i skupić się na najbliższych dniach. Po ogłoszeniu światu, że One Direction, niestety, wkrótce przestanie istnieć wszyscy dostali kilka dni wolnego by dać ochłonąć i zespołowi i ich fanom. Ja też miałam mieć te dni luźniejsze i dzięki temu mogliśmy w spokoju wprowadzić się do domu, choć prawda była taka, że lecąc do LA nie czułam, że lecę do domu. Niby wiedziałam, że teraz to tam mieszkam, ale naprawdę to do mnie nie docierało. By to sobie uzmysłowić musiałam się tam znaleźć. Przez brak czasu nie myślałam o tym, wciąż coś się działo i dopiero, gdy wysiadłam z samolotu i zobaczyłam minę Harry’ego, który patrzył na mnie tak, że nie dało się nie dostrzec w nim podekscytowania sama też zaczęłam być podekscytowana i w pełni udało mi się odciąć od tego, o czym myślałam jeszcze kilka godzin wcześniej. Jadąc samochodem byliśmy bardzo rozgadani. Niby auto, którym jechaliśmy nie było nadzwyczajne, ulice Los Angeles też nie zmieniły się od ostatniego razu, kiedy nimi jechaliśmy, podobnie jak nasza ulubiona restauracja, w której wzięliśmy obiad na wynos, supermarket, do którego wstąpiliśmy by zrobić zakupy nie wyróżniał się niczym na tle milionów innych supermarketów, ale tym razem wszystko wydawało mi się być jakieś niesamowite. Mój umysł podświadomie zapamiętywał wszystkie szczegóły i dodatkowo je idealizował. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce serce biło mi jak szalone. Harry wysiadł z samochodu, jako pierwszy. Ja wciąż siedziałam na miejscu pasażera i po prostu przeżywałam ten moment. Wtedy mój mąż otworzył drzwi i pomógł mi wyjść z auta. Nie zdążyłam jednak zrobić nawet kroku, bo Harry mnie podniósł, szybko i sprawnie i sekundę później trzymał mnie w swoich ramionach.
-Nie możemy zapominać o tradycjach- powiedział i zaczął iść w stronę drzwi.
-A czy to nie chodzi o przeniesienie przez próg panny młodej po ślubie?- zapytałam i przysięgam, że czułam ekscytację nie do opisania. Właśnie do mnie docierało, że zaraz wejdziemy do naszego domu. Wcześniej tego nie czułam. Byłam w wirze pracy, myślami byłam już w trasie, pisałam nową piosenkę i moje myśli skupiały się na innych rzeczach. Dopiero, kiedy Harry pokonywał ostatnie metry niosąc mnie na rękach zrozumiałam, że właśnie wprowadzam się z moim mężem do naszego domu.
-Gotowa?- zapytał zanim weszliśmy do środka. Jako że nagle byłam niesamowicie wzruszona nie mogłam z siebie nic wydusić i kiwnęłam tylko głową na znak, że jestem gotowa. I wtedy on otworzył drzwi i wniósł mnie do środka. Kiedy znaleźliśmy się w holu spojrzeliśmy sobie w oczy. W moich nieśmiało zatańczyły łzy, ale oczy Harry'ego też wyrażały wzruszenie. Patrzyliśmy na siebie ogarnięci wieloma uczuciami i emocjami. Wciąż trzymając mnie w swoich ramionach Harry pochylił głowę w moją stronę i nasze usta się spotkały w wyjątkowym pocałunku, który był nadzwyczajnie niespieszny i delikatny. Był jednym z tych, które miałam zapamiętać do końca życia. Był pierwszy w naszym domu. Był inny niż wszystkie dotychczasowe. Był idealny.
-Udało się- wyszeptałam, gdy Harry postawił mnie na nogi.
-Ja wciąż nie mogę w to uwierzyć- wyznał i wiedziałam, dlaczego nie dowierza. Patrząc na całą naszą znajomość, od momentu, kiedy się poznaliśmy aż do teraz rozumiałam, że mamy prawo czuć to wszystko, co czuliśmy w tej chwili. Mieliśmy prawo przeżywać to bardziej niż powinniśmy, bo przeszliśmy długą i krętą drogę by być właśnie w tym miejscu. W dużej mierze chodziło o nas i pokonywanie nas samych, naszych demonów, ale też czegoś, co nie zależało od nas.
-Jestem szczęśliwa- wyszeptałam przerywając na moment pocałunek. Byłam szczęśliwa, wzruszona i zakochana.
-To co robimy najpierw?- zapytał, gdy jego usta przestały całować moje i przeniosły się na moją szyję.
-Nie mam pojęcia- wyszeptałam i objęłam go w pasie. Przytuliłam go z wdzięcznością za to, że go mam.
-A ja mam już pewien pomysł- wyszeptał zmysłowo. Oczywiście wiedziałam, na jaki genialny pomysł wpadł, przez co odsunęłam się od niego i pokiwałam tylko głową z dezaprobatą.
-Nic z tego. Na początek chcę wszystko jeszcze raz obejrzeć- powiedziałam a on westchnął nie do końca zadowolony.
-Okej, ale ostrzegam, że wszędzie jest wciąż pełno pudeł z naszymi rzeczami.
-Wiem- odparłam. Wiedziałam o tym, bo firma przeprowadzkowa jedynie przewiozła nasze rzeczy. Nie mieli ich wypakowywać, bo chcieliśmy to zrobić sami. Może to było dziwne, ale skoro nie mogliśmy sami urządzić domu od podstaw to chcieliśmy, chociaż sami się rozpakować. Poza tym nie chciałam by obcy ludzie grzebali w moich rzeczach i wolałam spędzić tydzień czy dwa na rozpakowaniu. W tych wszystkich pudłach było moje życie, nie tylko prywatne zdjęcia, pamiątki, ubrania, ale też dokumenty, dlatego wolałam to zrobić sama, ewentualnie z pomocą przyjaciół.
-Na moje oko zejdzie nam ze dwa tygodnie zanim wszystko znajdzie się na swoim miejscu- powiedział Harry, gdy weszliśmy do salonu. Na początku „zwiedziliśmy” parter. Co z tego, że wiedziałam już wcześniej jak wygląda, teraz wyglądał jakoś inaczej i nie chodziło o to, że na przykład w salonie stały dwa pudła. Wszystko było inne, bo uświadomiłam sobie, że wszystko, na co patrzę jest nasze. 
-Proponuję żebyśmy zaczęli od garderoby, sypialni i gabinetu. Moje ciuchy nie mogą się gnieść w walizkach i musimy na początek urządzić nasz pokój i lepiej mieć od razu porządek w dokumentach- powiedziałam nieskładnie a mój głos zdradzał jak bardzo to przeżywam i jak wielkie emocje szaleją wewnątrz mnie.
-A ja proponuję żebyśmy zjedli obiad.
-Jesteś głodny?- zapytałam a on kciukiem starł łzę z mojego policzka.
-Nie, ale widzę, że potrzebujesz chwili żeby się ogarnąć- odpowiedział i się uśmiechnął.
-Przepraszam. Nie wiem, dlaczego jestem aż taka rozemocjonowana- wymamrotałam i wzięłam głęboki oddech. –Nie zwracaj na mnie uwagi.
Po obiedzie byłam już nieco bardziej stabilna emocjonalnie. Właściwie stało się tak chyba, dlatego że zrozumiałam ile pracy przed nami. Na piętrze było zdecydowanie więcej do zrobienia a ja miałam o wiele więcej rzeczy niż myślałam, że mam.
-Ali nie wiem, po co ci to wszystko, już mnie bolą ramiona od układania tych ton twoich swetrów... Po co ci swetry w LA?- westchnął Harry nieco poirytowany, gdy po godzinie wciąż stał na musiał układać moje ubrania na górnych półkach.
-Nie narzekaj. Poza tym ty też masz sporo ubrań- odparłam i pomachałam jego koszulą, którą właśnie miałam w ręce.
-W porównaniu z tobą wydaje mi się, że w ogóle ich nie mam- wymamrotał a ja opanowałam śmiech. Zawsze w takich sytuacjach, gdy widziałam jego naburmuszoną minę, miałam ochotę śmiać się jak opętana.
-Kiedy już poukładasz wszystko na górnych półkach możesz iść ogarniać dokumenty- powiedziałam a on od razu się uśmiechnął. Zabrał się żwawo do roboty i miał tyle energii jakby wypił kilka dużych kaw. Gdy tylko zrobił to, co musiał, dał mi szybkiego całusa i poszedł do sypialni by zająć się papierami. Właściwie cieszyło mnie, że tak ochoczo podjął się tego zadania, bo ja wolałam wieszać moje sukienki, układać buty i biżuterię niż stosy dokumentów. Może to było dziwne, ale to zajęcie mnie odprężyło. Nuciłam sobie pod nosem ulubione piosenki, piłam którąś kawę z kolei i wcale nie czułam, że tracę czas czy robię coś monotonnego. Początkowo Harry zaglądał do mnie co chwilę, przynosił kawę, gdy go o to poprosiłam i mimo że nie powinnam jeść słodyczy przyniósł dla mnie tabliczkę mlecznej czekolady, którą nieświadomie, kosteczka po kosteczce zjadłam prawie całą. Później Harry zajął się na poważnie papierami. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nie zwróciłam uwagi na to, że nagle przestał pytać czy chcę pić albo jeść, przestał przychodzić, co pięć minut by mnie przedrzeźniać i się wygłupiać, przestał śpiewać razem ze mną. Myślałam, że wynikało to z tego, że bądź, co bądź musiał się skupić by posortować umowy, ubezpieczenia, część rachunków, bo niestety jakimś cudem wszystko się pomieszało podczas przeprowadzki. Także część naszych zapisów dotyczących pracy. Nie wiedziałam jak to się stało, choć wydawało mi się, że to wina mojego męża, który jeszcze w Nowym Jorku zadeklarował się, że to on zajmie się papierami.
-I jak ci idzie? Ja skończyłam i przyszłam ci pomóc- powiedziałam, gdy weszłam do gabinetu i podeszłam do niego. Przez moment, gdy usłyszał mój głos, miałam wrażenie, że coś bardzo szybko przede mną schował, ale zwaliłam to na zmęczenie, które już odczuwałam.
-Dam sobie radę, ale możesz zająć się książkami i płytami- o ile kilka sekund wcześniej myślałam, że mam jakieś przewidzenia o tyle teraz, gdy jego głos zadrżał w doskonale znany mi sposób wiedziałam, że jednak coś jest nie tak. Był zdenerwowany i zły. Coś ewidentnie popsuło mu humor.
-Jesteś zły?- zapytałam a on pokiwał głową próbując zaprzeczyć.
-Nie, po prostu irytują mnie już te papiery- odpowiedział a ja nie doszukiwałam się drugiego dna.
-No to może za chwilę zrobimy sobie przerwę?- zapytałam a on tylko kiwnął głową wpatrzony w kartkę papieru. Jako że nie chciałam mu przeszkadzać otworzyłam jeden w z wielu kartonów z napisem „książki” i starałam się je ulokować tak by to miało ręce i nogi. Na swój sposób sprawiało mi to przyjemność. Cieszyłam się, że mieliśmy takie pomieszczenie, w którym mogliśmy przechowywać książki i dokumenty. Było to takie biuro połączone z biblioteką i fakt, że miałam w domu takie pomieszczenie był cudowny. W Nowym Jorku nie miałam miejsca na takie rzeczy. Część książek trzymałam w pudłach w garderobie i sypialni a po wprowadzeniu się Niny musiałam wynająć magazyn i część rzeczy musiałam po prostu wyeksmitować, bo nie było dla nich miejsca. Harry też miał sporo swoich rzeczy. Właściwie miał ich bardzo dużo i jak się okazało potrzebowaliśmy całego pokoju by pomieścić same książki nie wspominając już o reszcie innych przedmiotów choćby płyt, nagród, gitar... Naprawdę mieliśmy tego sporo. Gdy wyciągałam kolejne książki i ustawiałam je na półkach w dłoń wpadła mi pozycja, o której zapomniałam. Była to książka, którą czytałam dość dawno temu i nigdy jej nie skończyłam. Stwierdziłam, że aby i tym razem o niej nie zapomnieć od razu wyniosę ją do sypialni. Idąc z jednego pokoju do drugiego czytałam opis, który znajdował się z tyłu książki by przypomnieć sobie, o czym jest. Zanim odłożyłam ją na szafkę nocną otworzyłam ją jeszcze żeby zobaczyć gdzie skończyłam. Co prawda zamierzałam ją czytać od początku, ale chciałam sprawdzić, do którego momentu doczytałam za pierwszym razem z nadzieją, że znam treść tylko kilku pierwszych rozdziałów. W pół sekundy moje myśli zmieniły się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy zobaczyłam, czego użyłam, jako zakładki. Zamknęłam książkę nie patrząc na numer strony i odłożyłam ją na łóżko, po czym zaczęłam przyglądać się zdjęciu, które nieświadomie ukryłam między jej stronami. Fotografia, którą trzymałam w dłoniach przedstawiała Jesse’ego i mnie. Staliśmy przytuleni a w tle było widać część LA. Doskonale pamiętałam, kiedy zrobiliśmy to zdjęcie. Tego dnia było pięknie i nie chodziło wcale o pogodę. Jesse przyleciał wtedy z Londynu. Mimo że był zmęczony uległ moim namowom i wsiadł na rower. Jechał obok mnie a ja pierwszy raz wtedy przebiegłam taki dystans. Wybrałam wymagającą trasę i przez pół biegu cały czas mieliśmy pod górę. Gdy wbiegłam na szczyt byłam cała podekscytowana. Przez cały bieg Jesse mnie motywował. „Mała ciałem, ale wielka duchem! Dasz radę! Później będzie już z górki! Uda ci się!” Kiedy dotarłam na półmetek zrobiłam sobie przerwę a gdy ochłonęłam i złapałam oddech zgodnie stwierdziliśmy, że taką chwilę trzeba uwiecznić. Poprosiliśmy jakiegoś mężczyznę by zrobił nam zdjęcie. Przytuliliśmy się... Mimo że minęło tyle czasu ja doskonale pamiętałam, co wtedy czułam. W tamtej chwili nie myślałam o nikim innym poza Jessem. Cieszyłam się, że wrócił i że jest ze mną. Patrzyłam na to zdjęcie i nie widziałam na nim D. tylko osobę, która była dla mnie naprawdę ważna. Patrzyłam na jego uśmiech i w tym momencie nie czułam nienawiści. Jakby część mnie wciąż nie wierzyła, że to on mnie nękał. Przecież przeżyliśmy razem wiele takich chwil i to nie mogło być bez znaczenia. Skoro dla mnie nie było... Nawet mimo tego, że wiedziałam, że moją jedyną prawdziwą miłością był, jest i będzie Harry, mimo że potrafiłam kochać tak tylko Harry’ego... Mimo wszystko Jesse nie był mi obojętny i niby cała sprawa D. była już wyjaśniona i zamknięta, ale patrząc na to zdjęcie czułam w głębi serca, że Jesse z tej fotografii nie mógłby mnie skrzywdzić.   
-Możemy zrobić już tę przerwę- usłyszałam za swoimi plecami. Harry. Mój umysł z prędkością światła ogarnął, że ja wpatrująca się w zdjęcie Jesse’ego i Harry odkrywający, że w ogóle mam takie zdjęcie to totalnie zła kombinacja.
-Okej, napijemy się herbaty?- zapytałam i uniosłam nieco lewą nogę, pod którą wcisnęłam zdjęcie z nadzieją, że Harry tego nie widział.
-Może być- odpowiedział i podszedł do mnie. Spojrzał na mnie a potem na książkę, która leżała obok mnie. Wyglądał dziwnie. Był zły.
-To idź już do kuchnia a ja zaraz zejdę na dół- naprawdę starałam się brzmieć normalnie, ale to było trudne z Harrym stojącym nade mną i patrzącym na mnie tak jakby miał jakieś promienie prześwietlające w oczach.
-Wstań- polecił a ja udawałam, że nie wiem dlaczego. Poczułam jak moje policzki zaczynają płonąć.
-Dlaczego?- zapytałam cicho.
-Błagam cię nie rób ze mnie idioty. Widziałem jak coś przed mną chowasz- powiedział a z tonu jego głosu wnioskować mogłam, że nie odpuści.

-Okej, tylko się nie złość- odparłam cicho i podałam mu zdjęcie a on zaczął się mu przyglądać i to tak intensywnie, że gdyby mógł wypaliłby w nim dziurę. Już wcześniej był poirytowany, ale ta fotografia była jakby jedną kroplą za dużo. Widziałam, że jego złość przeradza się we wściekłość i wiedziałam już, że Harry z delikatnego wietrzyku przerodził się w prawdziwe tornado a mnie czeka pierwsza, epicka awantura w nowym domu.

*American Academy of Dramatic Arts

czwartek, 3 sierpnia 2017

Rozdział 39






Poranki bywają różne. Czasami budzimy się, spoglądamy na zegarek i okazuje się, że zaspaliśmy, dlatego w pośpiechu wyskakujemy z łóżka, automatycznie jesteśmy rozbudzeni i zestresowani. Innym razem budzimy się tak po prostu, jesteśmy wyspani i możemy poleżeć jeszcze kilka dodatkowych minut wiedząc, że nigdzie się nie śpieszymy. Jedną z najlepszych rzeczy bycia z kimś są właśnie wspólne poranki. Te ulotne chwile, kiedy budzisz się w ramionach ukochanej osoby. Razem z Harrym dane nam było przeżyć wiele takich momentów, kiedy zostawaliśmy w łóżku minutę dłużej by móc jeszcze przez moment śnić na jawie. Ale nawet jego ramiona i fakt, że nie muszę się nigdzie śpieszyć nie sprawiły, że ten poranek był choćby znośny. „Poranki poimprezowe” cechuje bowiem ból i cierpienie. I właśnie to czułam, gdy otworzyłam oczy. Bolała mnie głowa, chciało mi się pić i jak zwykle po zbyt dużej ilości wypitego przeze mnie alkoholu bolał mnie brzuch. Kac to kara i nauczka. Kac to sygnał od naszego organizmu, że wypicie za dużej ilości trunków było błędem. A na błędach powinniśmy się uczyć, choć w tym przypadku ja uczyłam się strasznie opornie i co jakiś czas popełniałam ten bolesny błąd.
-Nigdy więcej nie tknę alkoholu- powiedziałam, gdy Harry otworzył jedno oko na pół sekundy.
-Witaj skarbie- odpowiedział i dodał. –Nie tak głośno. I dlaczego tutaj jest tak jasno?
-Bo zapomniałeś o roletach i ich nie zasunąłeś- odparłam a on nakrył sobie głowę poduszką. Cierpiał tak jak ja.
-Jak się czujesz?- zapytałam, chociaż znałam odpowiedź na to pytanie.
-Umieram... Pić...- wyszeptał i zdjął poduszkę z głowy. Rozejrzał się dookoła i tak jak ja chwilę wcześniej przekonał się, że jesteśmy skazani na uschnięcie, bo o wodzie też nie pomyśleliśmy.
-Źle się czuję- powiedziałam i zdałam sobie sprawę, że poza głową i brzuchem boli mnie bardzo gardło.
-Chodź tu do mnie- Harry wyciągnął w moją stronę rękę i mnie przytulił. Gdy położyłam się na prawym boku i wtuliłam w niego zaczął boleć mnie łokieć, noga i prawy pośladek. Przez moment zastanawiałam się, dlaczego i po minucie intensywnego myślenia przypomniało mi się, że przecież spadłam z łóżka.
-Boli mnie łokieć i noga i tyłek. Chyba mam siniaki- powiedziałam i odsunęłam się od niego, bo naprawdę odczuwałam dyskomfort. Harry spojrzał na mnie zmartwiony a ja uniosłam do góry rękę.
-Rzeczywiście jest siniak i zdarta skóra- przyznał i usiadł ociężale na łóżku. Zdjął ze mnie kołdrę i podciągnął nogawkę moich spodenek po czym przyjrzał się moim obrażeniom. –Masz ogromnego sińca na tyłku i mniejszego na kolanie.
-Boli mnie to. Muszę kupić jakąś maść na stłuczenia- powiedziałam a raczej wyjęczałam zrezygnowana. Dlaczego po tak udanym wieczorze człowiek musiał tak cierpieć?
-Skarbie... Twój głos- zauważył brunat i chyba to go najbardziej zmartwiło.
-Boli mnie gardło- przyznałam. Poczułam się jak taka sierotka Marysia. Wszystko mnie bolało i miałam same kontuzje. Harry przeciągnął się jeszcze raz i wstał z łóżka.
-Zaraz wrócę- rzucił i wyszedł a ja położyłam się na placach. Po sekundzie przewróciłam się na lewy bok a gdy minęła kolejna położyłam się na brzuchu, na którym leżałam chwilę. W każdej pozycji było mi niewygodnie i coś bolało mnie bardziej. Albo tyłek, albo głowa, albo brzuch... Usiadłam, więc zrezygnowana i oparłam się o zagłówek łóżka. Czekałam na Harry’ego, który domyślałam się, że poszedł po wodę. Kiedy wrócił owszem w jednej dłoni miał butelkę z wodą, ale w drugiej trzymał kubek z parującym napojem.
-To dla mnie?- zapytałam, gdy wyciągnął rękę z herbatą w moją stronę.
-No tak- odpowiedział i spojrzał na mnie jak na małe, nieporadne dziecko. Wzięłam od niego napój i gdy zamierzałam zrobić małego łyczka poczułam jak dziwnie pachnie ta herbata i zrozumiałam, że to jedna z magicznych mikstur Blaine’a. Właściwie większość z nich nie była taka zła, ale w momencie, kiedy jest ci niedobrze i mdli cię, gdy tylko pomyślisz o czymś innym niż woda, taki leczniczy napój wydawał się być po prostu okropny.
-Nie przełknę tego- powiedziałam i ostrożnie postawiłam kubek na szafce nocnej.
-Skarbie skoro tak cię boli to gardło to tym bardziej musisz...
-Nie. Jest mi niedobrze, jak to wypiję to chyba zwymiotuję- wyjaśniłam i wzięłam od niego butelkę z wodą. Napiłam się i poczułam się odrobinę lepiej. –Mam wrażenie, że wszystko mnie boli. Brzuch, głowa, gardło, łokieć, nogi, tyłek. Właściwie nawet kręgosłup i stopy od tańców. W sumie kręgosłup chyba nie od tańców tylko od naszego wspólnego prysznica. Ale narzekam. Jak jakaś stara baba. W sumie to pewnie będę ci tak narzekać i stękać za pięćdziesiąt lat jak będę już stara, gruba i pomarszczona a ty będziesz musiał tego słuchać. Będziemy się budzić rano i ledwo otworzysz oczy a ja od razu będę informować cię o stanie mojego zdrowia.
-Nie myśl sobie, że tylko ty będziesz tak zrzędzić. I w sumie... Trochę boli mnie głowa, więc możemy przez chwilę jeszcze poleżeć i nic nie mówić?- zapytał subtelnie. Po jego zmrużonych oczach widziałam jak bardzo boli go głowa i wiedziałam, że jedyne, czego pragnie w tej chwili to cisza, którą moim gadaniem zakłócałam.
-Ha! Widzisz już irytuje cię moje zrzędzenie a tu jeszcze czeka cię tyle lat wysłuchiwania takiego marudzenia- mówiłam a on w tym czasie wypił całą wodę. Później bez zbędnych ceregieli dał mi szybkiego całusa i dosłownie położył mnie na lewym boku, po czym przytulił się do mnie. Schował twarz w moich włosach, powiedział tylko „ciiiiii” i jak się domyślałam zamierzał podelektować się ciszą a być może jeszcze się zdrzemnąć. Chciałam iść jego śladem. Naprawdę. Zamknęłam oczy, splotłam dłoń z jego dłonią i zamierzałam poleżeć w milczeniu a może nawet zasnąć. I wtedy mi się przypomniało najważniejsze. Niall i Nina! Harry nawet nie wiedział jak wiele siły włożyłam w to by po prostu leżeć. Chyba tylko moja miłość do niego sprawiła, że nie zaczęłam przeżywać tego pocałunku jak wariatka. Zamiast szaleńczego okazywania moich emocji na zewnątrz zaczęłam piszczeć w myślach. Tak bardzo cieszyłam się, że oni naprawdę mają się ku sobie. Niall był cudownym chłopakiem i zasługiwał na miłość jak nikt inny. Miał różne epizody z dziewczynami, ale nigdy to nie było prawdziwe uczucie. Nigdy nie poczuł tego, co ja a przecież kochanie Harry’ego i w ogóle Harry był bezapelacyjnie sensem mojego życia. Nina z kolei przeżyła coś, co nieco ją zmieniło. Uciekła z przed ołtarza i zmieniła praktycznie całe swoje życie. Wiedziałam, że pragnie się zakochać, pragnie tak jak ja budzić się rano w ramionach ukochanej osoby. Jednak przez niedoszły ślub chyba nie sądziła, że jej się to uda. Była ostrożna. Niall również. Oboje wybierali bezpieczne strategie, dlatego skoro mimo ich kłótni się pocałowali i oboje zaryzykowali to musiało coś znaczyć. Wiedziałam, że żadne z nich nie wykonałoby tego kroku gdyby nie czuło czegoś do siebie. Analizowałam to wszystko chyba przez godzinę. Nie mogłam się już doczekać, gdy wstaniemy i wspólnie wszyscy zjemy śniadanie. Obawiałam się nieco, że będę tak niedyskretna w mojej radości i obserwacjach, że oni się domyślą, że coś wiem i wszystko popsuję. Być może ktoś mógłby stwierdzić, że za bardzo to przeżywam, ale znałam swoich przyjaciół i wiedziałam, że ten pocałunek może być dla nich początkiem czegoś pięknego. Wiedziałam, że ta noc nie była dla nich bez znaczenia. Myślałam o tym przez godzinę. Harry w końcu się rozbudził i mimo złego samopoczucia wstaliśmy z łóżka. Kiedy mój mąż brał zimny prysznic w łazience ja poszłam do kuchni. Tam spotkałam Nialla, który... robił śniadanie! A raczej stał tam gapiąc się na lodówkę. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko a na jego twarzy zaczęła malować się ulga.
-Zrobimy śniadanie? Dla wszystkich?- zapytał na powitanie a ja się zaśmiałam. Niall chciał zrobić śniadanie... Dla niej!
-Jasne- odpowiedziałam i już chciałam go zapytać, dlaczego ma taki świetny humor, ale ugryzłam się w język. Niech sam mi powie. –Jak się czujesz?
-Jestem mega głodny i mam kaca. A ty?
-Ja? Jakbym zaczęła ci mówić, co mnie boli to dnia by nie starczyło, dlatego powiem tylko, że też mam kaca i boli mnie chyba wszystko.
-Gardło też- zauważył i spojrzał na mnie nieco inaczej niż sekundę wcześniej.
-Niall śpiewałam z tobą wszystkie piosenki Enrique. A raczej darłam się, ale podczas Hero? Darliśmy się tak głośno, że gdyby mój laryngolog to zobaczył to chyba dałby mi skierowanie do psychiatry, bo pomyślałby, że jestem jakaś stuknięta. Nie martw się. To od tego śpiewu i trochę wczoraj wypiłam alkoholu, więc to logiczne, że podrażniłam gardło.
-Miałaś uważać i nie szarżować.
-Wyluzuj. Ty też masz chrypkę- powiedziałam a on uniósł do góry brwi i myślał o tym co pomyślałam przez kilka sekund.
-Racja. I tak sobie teraz myślę, że chyba powinniśmy już teraz razem umówić się do laryngologa dzień po koncercie Enrique, bo wtedy na bank zaniemówimy- stwierdził po chwili milczenia. Później przez cały okres przygotowywania śniadania kilka razy miałam wrażenie, że chce mi powiedzieć „coś” ważnego, ale za każdym razem w ostatniej chwili się rozmyślał. Oczywiście wiedziałam, o co chodzi, ale cierpliwie czekałam aż sam mi to powie. Patrząc na niego byłam przekonana, że teraz już wszystko im się ułoży. Niall był cały w skowronkach i gdy tylko ktoś wchodził do kuchni odwracał się z nadzieją, że to Nina. Kiedy okazywało się, że to nie ona nawet nie krył tego, że jest zawiedziony. Czekał aż ją zobaczy a ja myślałam tylko o tym, że jeśli jest jakaś osoba na tym świecie, która rozumie go w tym momencie w stu procentach to tą osobą byłam ja, bo to było dla mnie niezmienne i ja też zawsze z utęsknieniem czekałam aż zobaczę Harry’ego, nawet, jeśli nie widziałam go dopiero chwilę. Gdy w kuchni pojawił się Kurt Niall nie bawił się już w podchody i wprost zapytał czy Nina już wstała. Obserwowałam go nie komentując ani nie pytając go o nic. Cieszyłam się po prostu, że wszystko się tak potoczyło. I wtedy nadszedł czas śniadania i wszyscy usiedliśmy przy wspólnym stole. Nina, gdy tylko weszła do pomieszczenia spojrzała na nas i już wiedziałam, że coś jest nie tak. Spojrzała na Nialla szybko i zamiast usiąść obok niego usiadła obok Harry’ego. Horan nie krył nawet zawodu i zdziwienia, kiedy brunetka nie usiadła koło niego, bo kazał mi zająć to konkretne miejsce między mną a nim dla Niny. A później było już tylko gorzej. Nina była jak królowa śniegu. Komentowała wszystko, co Niall powiedział czy zrobił w najgorszy możliwy sposób. Podczas tego śniadania była najwredniejszą osobą na świecie. „Niall zrobił jajecznicę. Sam.” – powiedziałam pełna podziwu. „Widać, tego nie da się przełknąć.”- odpowiedziała Nina. „Zaparzyłem kawę. Kto chce? Nina?” – zapytał Niall. „Oszalałeś? Nie wypije tego okropieństwa!”- odpowiedziała mu brunetka. „Niall urządziłeś najlepszą imprezę urodzinową, na jakiej byliśmy”- powiedział Kurt. „Chyba sobie żartujecie i chyba nie byliście jeszcze na fajnej imprezie. W życiu się tak nie nudziłam jak wczoraj wieczorem” – wyskoczyła moja przyjaciółka. I tak przez cały czas. Patrzyłam tylko na Nialla, który najpierw wyglądał tak jakby nie wiedział, co się właściwie dzieje, później było mu po prostu przykro a na koniec się zdenerwował. Zrobił się cały czerwony i zanim zaproponował nam wszystkim wyjście do ogrodu żeby się regenerować przy basenie zaznaczył, że propozycja ta nie obejmuje Niny, która prychnęła tylko, że w życiu nie chciałaby widzieć Nialla w kąpielówkach, bo to z pewnością smutny i żenujący widok. Siedziałam tam i gapiłam się na nich nie kryjąc szoku. Harry wyglądał podobnie. Kurt i Blaine w ogóle się tym nie przejęli, bo często słyszeli takie wymiany zdań w wykonaniu Niny i Nialla tylko, że teraz nie wiedzieli, że ta dwójka kilka godzin temu się pocałowała! Kuzyni Nialla czuli się niekomfortowo i chyba nie wiedzieli jak mają się zachować i czy powinni bronić Nialla czy nie. Zanim zdążyłam się zorientować Nina wstawała już od stołu i nazywając Horana beznadziejnym debilem a on ją psychiczną idiotką wyszła z jadalni. Pięć sekund później to samo zrobił Niall.
-Idę z nią pogadać- powiedziałam do Harry’ego. Niall przyczynił się do tego, że razem z Harrym byliśmy szczęśliwi. Kibicował nam i pomagał. Był świadkiem na naszym ślubie. Musiałam mu pomóc, dlatego postanowiłam porozmawiać szczerze z brunetką i dowiedzieć się, dlaczego była taka wredna.
-Okej, ale zaczynam się zastanawiać czy w nocy coś ci się nie przewidziało- przyznał mój mąż i przez pół sekundy sama już nie byłam pewna czy ten ich pocałunek mi się nie przyśnił. Na ogół lubiłam mieć przygotowane, co powiem podczas ważnej rozmowy, ale postanowiłam iść na żywioł. Zanim weszłam do pokoju brunetki wzięłam głęboki wdech i zapukałam do drzwi.
-Proszę- usłyszałam i weszłam do środka. Miałam wrażenie, że nie wchodzę do zwykłego pokoju tylko do lodowej komnaty.
-Przyszłam pogadać- powiedziałam i podeszłam bliżej. Nina siedziała na łóżku i na początku nie widziałam jej twarzy. Dopiero po chwili zobaczyłam, że ona płacze.
-Wiem, że jesteś na mnie zła bo zachowałam się chamsko a on mnie tu zaprosił i mnie tu gości. Przepraszam. Ale musiałam tak się zachować- powiedziała a ja usiadłam obok niej i zrozumiałam, że to wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane niż mi się wydawało.
-Dlaczego musiałaś być taka wredna? Myślałam, że już się trochę lubicie?- zapytałam a ona spojrzała mi w oczy i chyba stwierdziła, że może mi powiedzieć.
-Bo go polubiłam. Nawet bardzo. Jak ostatnia idiotka- przyznała i otarła łzy z policzków.
-On też cię polubił- powiedziałam od razu.
-Wiem- odparła a głos jej przy tym nie zadrżał.
-To o co chodzi? Pokłóciliście się wczoraj?- po tym jak się pocałowaliście?
-Wręcz przeciwnie. Pocałowaliśmy się- wyznała a ja nic nie mogłam poradzić na to, że się uśmiechnęłam. -Właściwie całowaliśmy się nie raz. To było takie dziwne. Pierwszy raz w życiu tak miałam, ale jak pocałowaliśmy się raz to chciałam tylko więcej. Chcieliśmy się całować cały czas. Już na tej imprezie prawie to zrobiliśmy, kiedy on poprosił mnie do tańca.  Wszystko, co się wydarzyło wczoraj było piękne.
-Więc, dlaczego teraz płaczesz? I dlaczego byłaś taka niemiła?- zapytałam starając się zrozumieć, o co jej właściwie chodzi.
-Bo muszę go zniechęcić. I to mnie dobija- odpowiedziała a w jej oczach znowu pojawiły się łzy.
-Ej nie płacz. Powiedz spokojnie. O co chodzi?
-O to, że ja tutaj nie pasuję. Uświadomiłam to sobie, kiedy Niall odprowadził mnie nad ranem do pokoju. Pocałował mnie ostatni raz. Powiedział, że widzimy się za parę godzin i zostawił mnie samą. I wtedy wszystko do mnie dotarło. Co ja najlepszego robię? Kogo ja chcę oszukać? Siebie? Cały wieczór wczoraj czułam się tak jakbym była jedną z was. Ubrałam tę suknię, diamentowe kolczyki. Twoja ekipa zrobiła mi profesjonalny make-up, fryzurę. Czułam się jak gwiazda. Później pozowałam do zdjęć z tobą. Z chłopakami. Z Niallem. Robili nam zdjęcia a ja spojrzałam na niego. On trzymał dłoń na mojej talii. Przyciągnął mnie do siebie. Patrzyłam na niego i czułam się wyjątkowo. Czułam się jakbym była najszczęśliwszą dziewczyną na świecie i właściwie dzięki Niallowi czułam się nie jak gwiazda, ale jak księżniczka. Przez cały wieczór świetnie się bawiłam, zapominając o wszystkim. Naprawdę czułam się świetnie. Znani ludzie podchodzili by ze mną porozmawiać a ja nie czułam skrępowania. Obiecałam sobie, że tego wieczora zapominam o wszystkim i będę się świetnie bawić i tak właśnie było. Nie sądziłam, że uda mi się to z taką łatwością. Myślałam, że obecność osób, które widuję w telewizji będzie mnie krępować, ale nic takiego nie miało miejsca. Może to dlatego, że wiedziałam, że dobrze wyglądam. To chyba płytkie, ale kiedy widzisz jak chłopak, który ci się podoba patrzy na ciebie jak zaczarowany czujesz się pewnie. Przynajmniej ja się tak czułam i to sprawiło, że byłam taka otwarta- wyznała a do mnie powróciło pewne wspomnienie.
Przez cały wieczór byłam smutna. Sama nie wiedziałam czemu, przecież dziś, oficjalnie moje marzenia zaczęły się spełniać. Dlaczego więc patrząc na tych wszystkich ludzi miałam ważenie, że tam nie pasuję? Że to miejsce nie jest dla mnie? Może to przez to jak wyglądałam. Nie miałam na sobie sukni od Channel czy Gucciego. Widać, że kupiłam ją w zwykłej sieciówce. Podobnie buty, torebka i żakiet. Nikt mi oczywiście tego nie wytknął, ale nie czułam się tam komfortowo. Z drugiej strony ciuchy nie powinny być powodem złego samopoczucia i ja raczej nigdy się takimi sprawami nie przejmowałam. Ciuchy nigdy nie były powodem moich kompleksów. A mimo tego czułam się w jakiś sposób od nich gorsza.
-Podziwiałam cię wczoraj. Naprawdę- z ręką na sercu mogłam przyznać, że cieszą mnie słowa Niny na temat tego jak czuła się podczas imprezy. Nie chciałam żeby przeżywała coś takiego jak ja na początku.
-Żartujesz? Kiedy tutaj wróciłam i zostałam sama dotarło do mnie, że zachowałam się bezsensownie.
-Uwierz mi, że moje pierwsze tego typu imprezy to było coś strasznego. Podziwiałam twoją pewność siebie i swobodę. Ja tak nie potrafiłam. Nie czułam się komfortowo. Czułam się gorsza i nie potrafiłam nawet dokładnie zdefiniować, dlaczego.
-Ale co z tego jak teraz to jest twój świat? Twój. Nie mój- powiedziała z nutką goryczy w głosie.
-Jesteś moją przyjaciółką, jesteś dla mnie bardzo ważna, jesteś częścią mojego życia, więc należysz też do mojego świata. Naprawdę wczoraj dałaś czadu- czułam, że nie ważne, co powiem ona i tak będzie wiedzieć swoje.
-Czadu to dajesz ty. Wszędzie gdzie się pojawiasz jesteś taka... Nawet nie wiem jak to nazwać.
-Wybacz, że ci teraz przerywam, ale pleciesz bzdury. Nie było cię ze mną na początku. Nie wiesz jak się wtedy czułam. Jak przeżywałam każdą wpadkę i niepowodzenie. Jak bardzo wydawało mi się, że nie pasuję do świata, o którym marzyłam od zawsze. Nie mówię tego żeby było ci przykro. Nie mam do ciebie pretensji o to, że się pokłóciłyśmy. Chcę ci pokazać, że jeśli czasami przytłacza cię to, że przeze mnie czy Nialla ktoś...
-Nie Ali. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że tutaj nie pasuję. Do was. Wszyscy żyjecie innym życiem- powtórzyła.
-Też się tak czułam.
-Nie czułaś się tak. Nie rozumiesz mnie. Wiem, że było ci ciężko wiem, że nagle stałaś się osobą publiczną, że fanki Harry’ego bywały okropne, że ludzie potrafili cię obrażać, wiem to. Ale mimo wszystko wychodziłaś na scenę i śpiewałaś. Ten świat, który był niedostępny z każdym kolejnym koncertem stawał się coraz bardziej twój. Nie byłaś z boku, nie stałaś obok Harry’ego, kiedy on pisał muzykę i nie zastanawiałaś się, o czym on do cholery mówi. Było ci ciężko w tym świecie, ale to jest twój świat. Poznawałaś innych muzyków i mimo że nie byłaś pewna siebie i mimo że tego nie widziałaś pasowałaś tam. Do tych ludzi. A ja nie. Ja przyjechałam tutaj, bo uciekłam z przed ołtarza. I nigdy tego nie zapomnę. Pomogłaś mi wtedy tak bardzo, że chyba nie zdajesz sobie z tego sprawy. A ja poznałam twoich przyjaciół, twoją pracę, twoje nowe życie i też zapragnęłam mieć to wszystko. Wiedziałam, że kiedy wrócę do domu rodzina i znajomi będą we mnie widzieć tą okropną dziewczynę, która zraniła tego dobrego chłopaka. Tylko mama mi wybaczyła. Ale tak naprawdę uciekając z przed ołtarza spaliłam za sobą wszystkie mosty. Dlatego stwierdziłam, że przylecę tutaj na stałe. Dlaczego ma mi się nie udać? Jestem młoda, wykształcona i przebojowa. Jestem taka jak Ali, skoro on pognała za marzeniem w nieznane to ja też mogę. I tak zamknęłam tamten rozdział życia i zaczęłam wszystko od nowa tutaj. Ale nic nie jest takie jak sobie to wyobrażałam.  Pracuję, jako kelnerka. Zarabiam tyle, że starcza mi tylko na przeżycie miesiąca. Nie chcę żebyś płaciła za mnie czynsz a i tak wiem, że płacę mniej niż powinnam. Codziennie widzę jak rano wstajesz, pełna energii, nawet mimo problemów. Idziesz na siłownie, taniec, jogę, do studia, na próbę i wracasz wieczorem zmęczona, ale szczęśliwa. Do tego masz Harry’ego. Faceta, który nie widzi świata poza tobą. Jest twoim mężem i nawet nie trzeba was znać żeby widzieć jak bardzo się kochacie i wspieracie. Widzę jak czasami w nocy wymykacie się z domu. Widzę jak się rozumiecie. Jak się kłócicie. Jak się śmiejecie. Masz też Blaine’a i Kurta i Nialla.  Oni też cię kochają. I dzielisz z nimi tę samą pasję. Z Harrym też. Wszyscy jesteście przesiąknięci muzyką, wytwórniami, teatrem, premierami. A ja? Ja podaję kawę i ciastka. I nie wiem nic o tym, czym wy żyjecie. Nie pasuję tutaj- powiedziała a jej słowa były jak małe igły, które wbijały mi się w serce. Ciężko było mi słyszeć coś takiego, bo miałam wrażenie, że w jakiś sposób to moja wina. Jej złe samopoczucie i takie postrzeganie spraw. Czuła się gorsza a ja znałam to uczucie aż za dobrze.  
-Ale to tak nie działa. Mimo tego, że tak jak Harry czy Niall zajmowałam się śpiewaniem wcale nie czułam przez to, że tutaj pasuję. Bywały dni gdy zastanawiałam się jak mogłam w ogóle myśleć, że może mi się udać. Chyba dopiero za drugim podejściem zrobiłam to dobrze. Ale koniec końców praca to praca i to, że robisz coś innego niż ja czy Niall nie jest w ogóle ważne. Nikt z nas nie myśli o tobie przez pryzmat tego i jeśli daliśmy tobie odczuć, że jest inaczej to bardzo cię przepraszam. Zawsze myślałam, że dobrze czujesz się w naszym towarzystwie. Nigdy nie chciałam żebyś czuła że nie pasujesz. Przysięgam. Poza tym...
-Poza tym studiowałam pięć lat żeby zostać kelnerką. Później pracowałam w laboratorium genetycznym żeby być kelnerką. Mam wiedzę, z którą spokojnie mogłabym zacząć robić doktorat, ale jestem kelnerką. Wiesz, jakie to demotywujące?
-Ta praca jest tylko przejściowa. Dobrze o tym wiesz. Przyjęłaś ją, bo musisz pracować żebyś mogła tutaj zostać. Wiadomo, że nie będziesz kelnerką cały czas- nie wiedziałam już, co jeszcze mam powiedzieć żeby w końcu przemówić jej do rozumu.
-Zaczynam w to wątpić. W kraju miałam, chociaż pracę, w której się spełniałam a tutaj? Przyjechałam, bo ubzdurałam sobie, że mogę zacząć tutaj moje życie od nowa. Że to będzie piękne i ekscytujące. Że to będzie mój amerykański sen. Że to będzie przygoda. Że przyjadę tutaj i będę robić niezapomniane rzeczy, coś, o czym będę mogła opowiadać za pięćdziesiąt lat wnukom. Tymczasem rzeczywistość zaśmiała mi się w twarz. A wczoraj nie wiem, po co udawałam, że jestem częścią tego wszystkiego. Stałam w ogrodzie z Niallem i chyba nigdy w życiu nie czułam się tak dobrze. Zapomniałam o wszystkim, widziałam panoramę miasta, miałam na sobie tę suknię i przede wszystkim byłam tam z nim. On mi się podoba. I to bardzo. Za bardzo. To nie ma sensu.
-Czyli zachowałaś się przy śniadaniu tak okropnie bo uważasz, że tutaj nie pasujesz i chciałaś odstraszyć Nialla?- zapytałam, bo zaczynałam się w tym gubić.
-Dokładnie tak. Bo, po co mam się angażować skoro to nie ma przyszłości? Bo owszem chciałabym przeżyć przygodę życia, ale jeśli chodzi o miłość nie chcę przygody. Chcę kogoś, kto pokocha mnie całą, kogoś, kto ze mną wytrzyma, kogoś kto będzie już na całe życie.
-Dlaczego z góry zakładasz, że Niall byłby tylko przygodą?- zapytałam i poczułam się nieco dotknięta jej słowami. Bo mój Irlandczyk nie był takim chłopakiem. Nie szukał przygód kosztem uczuć innych.
-Bo ja jestem kelnerką, która być może wkrótce z podkulonym ogonem zmuszona będzie wrócić do kraju a on jest super gwiazdą. Nawet, jeśli tego po nim nie widać, na co dzień. Mój świat i jego? Jesteśmy tacy inni. Nie łączy nas praktycznie nic. To nie ma prawa się udać, więc, po co w ogóle zaczynać?
-Ja zaryzykowałam i teraz mam wspaniałego męża.
-Ale ja nie mam siły na ryzyko. Ja się boję. Po prostu.  Po tym, co zrobiłam... Nie wiem czy umiem zaryzykować. On jest taki... Inny. Nie umiem tego wyjaśnić, ale kiedy na mnie patrzy nie chcę by patrzył już kiedykolwiek na inną dziewczynę tak jak na mnie. Boże! Gdyby on był taki jak ja. Ale on jest gwiazdą! A ja? Przecież to nie ma prawa się udać. On jutro poleci, znowu wyruszy na podbój świata. Jest pełen sukcesu, pełen radości a ja? Nigdy w życiu nie byłam tak niepewna siebie. Czuję się jak loser*. Niall może teraz coś we mnie widzi, ale prawda jest taka, że zaraz wyjedzie i co? Ile dziewczyn z jego świata spotka po drodze? W końcu stwierdzi, że któraś do niego pasuje a ja jestem zwykłą przygodą, albo gorzej. Porażką.
-Bardzo się mylisz i nie chcę już tego słuchać. Nie jesteś porażką ani przygodą.
-Serio? Bo moim zdaniem on i ja to dwa przeciwieństwa i ja uważam, że przeciwieństwa się nie przyciągają. Jeśli dwie osoby dzieli wszystko nie uda im się. Tak już jest-naprawdę dawno nie rozmawiałam z Niną tak szczerze i mimo jej pesymistycznego nastawienia cieszyłam się, że się przede mną otworzyła i wyrzuciła z siebie to co jej leżało na sercu. Czasami taka rozmowa potrafiła dać naprawdę dużo.
-Rozumiem twoje obawy. Nawet jeśli uważam je za bezpodstawne. Ale jeśli mogę coś ci powiedzieć to tylko tyle, że znam tego oszołoma Horana już ładnych parę lat. Wiem, co lubi a czego nie. Wiem nawet, jakim wynikiem zakończył się ostatni mecz, który rozegrał w FIFĘ. Wiem też, że Niall nie bawi się ludźmi. Szanuje wszystkich, przede wszystkim kobiety. Poza tym wiem, co sądzi o miłości, o związkach, o uczuciach. Owszem miał kilka dziewczyn, ale z żadną nie umiał stworzyć związku. W sumie nawet nie chodzi o związek. On po prostu nigdy nie trafił na dziewczynę, w której by się zakochał. Przez tyle lat miał pod nosem modelki, aktorki, piosenkarki i żadna nie skradła jego serca. I nagle pojawiłaś się ty. Osoba, za którą nie przepadał, z którą się kłócił. Wiem, dlaczego to robił. Wiem, że bał się o mnie, o to, że zechcesz mnie wykorzystać i zranić, bo taki Niall właśnie jest. Troskliwy, opiekuńczy, przyjacielski, oddany. Ale wiem też, że teraz jest gotowy by zaryzykować i pokazał to wczoraj, kiedy się z tobą całował. Podjął to ryzyko. Widziałam jak patrzył na ciebie, kiedy zobaczył cię w tej pięknej sukni i przysięgam, że nie widziałam by patrzył tak na kogokolwiek jak na ciebie. A dziś kiedy pojawiłaś się w jadalni posłał ci dokładnie takie samo spojrzenie zanim wszystko popsułaś- z jednej strony chciałam ją namawiać by mimo mętliku w głowie dała im szanse z drugiej jednak nie chciałam jej na siłę do czegoś zmuszać. Nie opowiadałam jej, jaki Niall jest super, dlatego że uroiłam sobie, że oni muszą być razem, ale dlatego że Nina miała wiele wątpliwości i jedyne, co w takiej sytuacji mogłam zrobić to powiedzieć, jaki Horan jest naprawdę.
-Nie popsułam- odpowiedziała i miała tak dziwną minę, że sama nie wiedziałam, co ona wyraża.
-Tak popsułaś. Bo zanim zaczęłaś miażdżyć mu serce na naszych oczach mogłaś przyjść do mnie i ze mną porozmawiać. Z nim mogłaś porozmawiać. A teraz on siedzi pewnie i po pierwsze nie wie, co się wydarzyło, po drugie jest mu przykro a po trzecie przypomniało mu się, że przecież kiedyś cię nie lubił, po czwarte nie daj Boże żeby stwierdził, że się nim po prostu bawisz. Dlatego, nie wiem jak, ale musimy to naprawić, bo ja popełniałam takie błędy z Harrym. Były między nami same niedopowiedzenia i pretensje. A wy nie musicie przez to przechodzić. Znam ciebie i znam jego i chyba nie widziałam jeszcze dwóch osób, które tak bardzo pasowałyby do siebie. Jednocześnie nie musisz robić nic na siłę, ale musisz być z nim szczera a nie przyjmujesz jakąś głupią strategię odstraszenia go od siebie. A poza tym przecież to nie jest tak, że nie macie ze sobą nic wspólnego. Bo co z tego, ze nie śpiewasz? Kogo to w ogóle obchodzi? Masz inną pracę, ale co z tego?  Wiem, że nadajecie na tych samych falach. Gdy tylko sobie nie dogryzacie tematy do rozmów wam się nie kończą, lubicie jeść dokładnie to samo, lubicie słuchać tej samej muzyki, lubicie leniuchować, zawsze wybieracie łóżko zamiast siłowni. Przecież jest tyle małych rzeczy, które was łączą. Jest tyle dużych rzeczy, które was łączą. Nie możesz przekreślać wszystkiego, bo nawet nie wiesz, co on o tym sądzi. Nie możesz decydować za niego, bo skoro on cię pocałował...
-Całował całą noc- wtrąciła a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
-Skoro całował cię całą noc to znaczy, że myśli o tobie na poważnie. Zaufaj mi. Wiem, co mówię. I nie powiem ci nie bój się, bo sama przeżyłam wiele i wiem jak to jest. Wiem jak to jest zderzyć się z rzeczywistością, jak to jest być rozczarowanym. Ale wiem też, że ciężką pracą można dążyć do postawionych celów. Przecież nie muszę tobie tego mówić. Jesteś piękna, mądra, zdolna. To tylko kwestia czasu, kiedy wyjdziesz z dołka. A Niall może ci w tym pomóc. On jest naprawdę wspaniały. Zawsze był przy mnie. Zawsze. Gdy było super, ale też, gdy było strasznie. Daj mu szansę, dajcie sobie szansę... Jeśli nie teraz to być może kiedy będziecie już na to gotowi, ale nie przekreślaj go. Wiem, że on cię nie zrani. Właściwie to z waszej dwójki to chyba ty mogłabyś go zranić...
-Wiem. Wiem, że jestem okropna- stwierdziła i nie widziałam na jej twarzy cienia oburzenia moimi słowami.
-Nie jesteś, ale obie wiemy, że masz charakterek- przyznałam, bo z naszej trójki :Zuzka, Nina i ja, to Zuza była najbardziej spokojna, miła, cierpliwa. Nina stanowczo była najbardziej przebojowa, ale tez nerwowa, pyskata a nawet wredna. Ja byłam pośrodku i miałam część cech wspólnych z blondynką a część z brunetką.
-Naprawdę myślisz, że on będzie mnie chciał? Że nie poleci na drugi koniec świata i nie znajdzie kogoś lepszego?- zapytała, ale brzmiała już spokojniej niż na początku tej rozmowy.
-Skoro masz takie obawy tak naprawdę go w ogóle nie znasz.
-Po prostu się boję...
-Uwierz mi, że w kwestii Nialla nie masz się, czego bać. Powinnaś się cieszyć, że jego serce wybrało ciebie- powiedziałam wiedząc, że zarzucając takim tekstem brzmię jakbym grała w brazylijskiej telenoweli. Ale naprawdę byłam gotowa powiedzieć jej wszystko byle tylko uwierzyła, że może być z Niallem szczęśliwa.
-Jego serce, co?- zapytała i uniosła do góry brew. A ja się zaśmiałam, bo nigdy wcześniej tak nie robiła. Niall tak robi.
-Porozmawiaj z nim. Szczerze. Otwórz się przed nim i uwierz w siebie. Przecież jesteś super.
-Chciałabym być super, bo w tym momencie sama nie poznaję tego losera*, którym się stałam.
-Przestań tak mówić i obiecaj mi coś. Porozmawiasz z Niallem, wyjaśnisz, dlaczego tak się zachowałaś przy śniadaniu. Jeśli sama nie wiesz, co czujesz i czy jesteś gotowa na coś więcej powiedz mu to. Powiedz, że potrzebujesz czasu, ale wyjaśnij mu, że to nie jest jego wina.
-Bo nie jest, to tylko moja wina. Moich dziwnych uczuć. I okej, obiecuję, że wszystko mu wyjaśnię, ale nie obiecuję, że zrozumie, co chcę mu przekazać, bo sama nie rozumiem tego, co się dzieje.
-Wątpię żeby zrozumiał. Faceci na ogół nas kobiet nie ogarniają.
-Święta prawda.
-Jest jeszcze coś, co musisz mi obiecać- powiedziałam już zupełnie poważnie. Chciałam żeby mi obiecała to, co było dla mnie tak ważne. –Nie możesz go skrzywdzić. Niall jest jedną z nielicznych osób, które zawsze się o mnie troszczyły, dlatego nie mogę postąpić inaczej. Nie chcę postąpić inaczej i zawsze będę się troszczyć o niego.
***
 -I jak sytuacja? Opanowana?- zapytał Harry. Leżał już w łóżku i mimo że z pewnością bardzo chciało mu się spać czekał aż wrócę.
-Chyba tak. To znaczy pogadali. Niall powiedział, że niczego nie postanowili. Stwierdzili, że zobaczą jak to będzie. On chyba rozumie, że ona jest po prostu bardzo zagubiona- odpowiedziałam i położyłam się koło niego. Dokładnie pół sekundy potrzebował mój osobisty cud świata żeby przyciągnąć mnie do siebie, przytulić i pocałować.
-Nigdy nie powiedziałbym, że ona jest zagubiona- powiedział patrząc mi w oczy.
-Wiem. Ale sam chyba wiesz najlepiej jak to jest, kiedy cały świat myśli, że jesteś super pewny siebie a w środku tak naprawdę wszystko jest nie tak.
-Wiem, wiem. Po prostu stwierdzam fakt.
-Niall chyba umie to dostrzec w niej. Myślę, że oni będą razem, tylko teraz muszą się trochę postarać żeby się dogadać. Poza tym Niall najpierw powiedział, że stwierdzili, że nie są gotowi na żadne poważne kroki by później dodać, że pod koniec tej rozmowy znowu się pocałowali.
-Ewidentnie potrzebują czasu żeby się dotrzeć.
-Też tak uważam i wiem, że prędzej czy później skończą, jako para- powiedziałam i w pokoju nastała cisza. Zaczęłam myśleć o nich, przede wszystkim o brunetce i o tym, co mi tego dnia powiedziała. Rozumiałam, że mogła czuć zawód tym jak wszystko w jej życiu się potoczyło, rozumiałam, że marzyła o przeżyciu czegoś niesamowitego, bo każdy marzy o czymś takim. Przede wszystkim jednak zrozumiałam, że mam możliwości by jej pomóc i musiałam to wszystko sobie przemyśleć. Chciałam jej pomóc i mogłam to zrobić i uświadomienia sobie tego napełniło mnie spokojem i radością. Wiedziałam, że wszystko jakoś się ułoży.
-Nie chcę jutra- wyszeptał mi do ucha Harry i zanim dał możliwość odpowiedzenia pocałował mnie czule i jakoś tak tęsknie, mimo że rozstawaliśmy się dopiero nazajutrz.
-Ja też...
-Masz czasami takie myśli, że chciałabyś to wszystko rzucić w cholerę i uciec gdzieś tylko we dwójkę? I chodzi mi o to, że nie tak na kilka dni. Nie na jedną noc. Tylko już na zawsze.
-Czasami, jak bardzo za tobą tęsknię. Wtedy miewam takie momenty- przyznałam i na niego spojrzałam. Wydawał się być tego wieczora nieco rozkojarzony i jakby wycofany.
-Ja też. Ostatnio, kiedy wyjechałem miałem różne myśli- powiedział i brzmiał zupełnie poważnie.
-Ale chyba nie chcesz...
-Nie. Jasne, że nie. Za bardzo kocham to, co robię. Ale z drugiej strony to ciebie kocham najmocniej i kiedy przeanalizowałem ten rok, a nawet pół roku dotarło do mnie jak mało czasu spędzamy razem. Kocham moją pracę, ale ciebie kocham nieporównywalnie bardziej. Zacząłem o tym myśleć i stwierdziłem, że nie wiem czy w przyszłym roku nie zrobię sobie przerwy i nie pojadę z tobą w trasę- powiedział a ja nie miałam pojęcia, co myśleć i co mu odpowiedzieć. Nie rozumiałam, dlaczego o tym mówi. Dlaczego chciałby robić sobie przerwę akurat teraz, kiedy wszystko jest już przecież ustalone. Przyszły rok miał być dla nas w dużej mierze czasem pełnym pożegnań, moja trasa, jego film i solowa płyta. Ale po tym roku mieliśmy mieć przerwę i on i ja.
-Nie zrozum mnie źle, ale dlaczego o tym rozmawiamy?- zapytałam z nadzieją, że mówi to wszystko tak po prostu. Że nie kryje się za tym coś głębszego. –Oczywiście to nie tak, że nie chciałabym żebyś mi towarzyszył podczas trasy, to nie tak, że nie chciałabym zamknąć się z tobą w naszym pięknym domu i spędzać każdą sekundę życia z tobą. Ale jednak praca to praca, trzeba wywiązywać się z obowiązków. Poza tym szczerze? Nie mogę się już doczekać tej trasy... Koncertowania...
-Wiem i ja tak tylko gadam. Nie słuchaj mnie- powiedział szybko i znowu mnie pocałował. Później, gdy skończył mnie zapewniać, że tak po prostu go naszło, bo o poranku musimy się rozstać na ponad tydzień i nienawidzi, gdy się rozstajemy, mocno mnie przytulił i robił to tak długo aż zasnął. A ja oczywiście zamiast także zasnąć i się w końcu wyspać tym bardziej, że rano czekał mnie lot do Nowego Jorku i bardzo dużo rzeczy do zrobienia wolałam leżeć i gapiąc się jak jakaś psycholka na jego piękną twarz rozmyślałam i analizowałam ostatnie dni i doszłam do wniosku, że Harry był dziwny. Być może nie doszłabym do tego gdybyśmy nie przeprowadzili tej krótkiej, lecz dziwnej rozmowy, ale naprawdę jego zachowanie od kilku dni było nieco inne. Zaczęło się od tego, że razem z Blainem, Niną i Kurtem pakowaliśmy moje rzeczy. Firma przeprowadzkowa miała je przetransportować do LA. Tego wieczora byłam wykończona, wszyscy byliśmy. Poza Harrym. Ja poszłam spać a on stwierdził, że obejrzy jeszcze film. Przez cały kolejny dzień byliśmy tak zajęci, że nie zauważyłam, że prawie się do mnie nie odzywał. A później przez kolejne dni wręcz przeciwnie. Jednak najdziwniejsze było to, że przestał ciągle pytać mnie o dom i o to czy nie żałuję, że zamieszkam w LA. Wcześniej nie uważałam, że to źle, właściwie cieszyłam się, że wyluzował, ale może to było podejrzane? Im dłużej o tym myślałam tym bardziej wszystko mieszało mi się w głowie. Na koniec, będąc już jedną noga w krainie Morfeusza stwierdziłam, że jestem nienormalna i szukam dziury w całym. Zagalopowałam się z moimi analizami i podejrzeniami. Rano właściwie postanowiłam nie wracać już myślami do tej sprawy i gdy razem z Niną i chłopakami byliśmy gotowi by jechać na lotnisko Harry otrzymał telefon. Wiedziałam, że ważny, bo przeprosił nas na chwilę i poszedł do ogrodu, w którym rozmawiał naprawdę długo. Gdy do nas dołączył poprosił mnie o pięć minut rozmowy, mimo że musieliśmy już wychodzić.
-Co jest?- zapytałam pełna podejrzeń. Co prawda nie wyglądał na zmartwionego a raczej wręcz przeciwnie, ale ja i tak zdążyłam już się zestresować.
-Zadzwonił Rick, że jest ostateczny raport w sprawie pożaru mojego domu- odpowiedział a mi momentalnie ze strachu przebiegł nieprzyjemny dreszcz po plecach. –Sprawa została umorzona.
-Co? Jak to umorzona? Ktoś podpalił ci dom i policja to olała? Oszaleli?
-Nie. Spokojnie, nie nakręcaj się i daj mi wyjaśnić- odparł i zamierzał mnie pocałować, ale szybko położyłam mu dłoń na ustach i mu to uniemożliwiłam.
-No to wyjaśniaj- zażądałam a on się uśmiechnął.
-Po przeprowadzeniu kolejnych analiz i po przesłuchaniu wszystkich świadków umorzono sprawę. Śledczy stwierdzili, na podstawie dowodów, które zebrali, że pożar wybuchł częściowo z winy ogrodnika, który tego dnia zajmował się ogrodem.
-Co?
-Nie było to umyślne działanie i ogrodnik podczas kolejnego przesłuchania przyznał, że uszkodził tego dnia kosiarkę- niby otrzymałam od niego klarowną informację, ale wciąż nie do końca ją ogarniałam.
-Co? Niby jak?
-Substancja, której śladowe ilości jakimś cudem znaleziono podczas ekspertyz pochodziły z uszkodzonego zbiornika zwykłej kosiarki.
-Dlaczego nie powiedział o tym od razu?
-Ze strachu. Bał się, że będę chciał go zaskarżyć. Przy kolejnym przesłuchaniu przyznał, że uszkodził sprzęt, ale nie miał już czasu go naprawić. Zamierzał wrócić na drugi dzień i to zrobić, nie sądził, że uszkodzenie jest na tyle poważne, że od tego spłonie cały dom. Pomieszczenie, w którym przechowywałem tego typu sprzęty było nie tylko pomieszczeniem gospodarczym, ale znajdowały się tam miliony kabli, bezpieczniki. Właściwie to była tam mała rupieciarnia, bo nikt tak naprawdę o to nie dbał. Ja tam wchodziłem raz na rok i jakoś średnio przeszkadzało mi, że jest tam tyle rzeczy. Poza tym dwa dni przed tym wysiadł w domu prąd, bo wyskoczyły bezpieczniki. Już wtedy coś się działo i to wszystko było po prostu splotem niefortunnych zdarzeń. Przecież wiesz, że od razu o tym powiedziałem, gdy składałem zeznania i przez to główną hipotezą było zwarcie instalacji. Dopiero później znaleźli ślady tego płynu z kosiarki i przez to zaczęli rozważać jakieś inne hipotezy.
-Nie wiem, dla mnie to mega podejrzane.
-Skarbie to opinia specjalistów, którzy wiedzą, co robią- powiedział i mnie przytulił. Wiedziałam, że mu ulżyło. W końcu zamknął tę sprawę. Do mnie jednak to wciąż nie docierało. Tyle czasu żyłam z myślą, że ktoś to zrobił celowo, że ciężko było mi nagle myśleć inaczej. –Nie cieszysz się?
-Cieszę, ale to jest jakieś dziwne, że tak nagle stwierdzili, że to przypadek- wiedziałam, że doszukuję się dziury w całym.
-Ali, skarbie, nikt nie chciał mi zrobić krzywdy. Potwierdzili to ludzie, którzy się na tym znają. Możesz przestać się martwić i zacząć cieszyć razem ze mną- powiedział a ja się uśmiechnęłam. Miał rację. Powinnam się cieszyć, właściwie chyba powinnam skakać z radości.
-Wiem i to naprawdę super. Bardzo się cieszę, po prostu ta informacja dociera do mnie w opóźnionym tempie- wymamrotałam. Zdawałam sobie sprawę z tego, że liczył na inną reakcję z mojej strony.
-Najlepsze jest to, że nie potrzebuję już tyle ochrony, w końcu wszystko wróci do normalności. Wszyscy wyluzują, nawet ty jak już dotrze do ciebie, że to jednak był wypadek i nikt nie zrobił tego specjalnie- powiedział i znowu mnie objął. Sekundę później przyszła Nina i zaczęła nas ponaglać, bo musieliśmy już jechać.  
Gdy jechaliśmy na lotnisko w pewnym momencie zupełnie się wyłączyłam. Spojrzałam na Harry’ego i zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo wdzięczna jestem za to, co mam. Bo miałam wszystko. Nie dostałam tego tak po prostu, ale na tym etapie mojego życia miałam dosłownie to, o czym marzy chyba każdy. Miałam miłość. Kochałam i byłam kochana. Mój mąż był wspaniałym człowiekiem. Dobrym, ciepłym, wrażliwym. Darzył mnie równie silnym uczuciem jak ja jego. Nasze małżeństwo z każdym dniem było coraz bardziej mocne, my byliśmy z każdym dniem coraz bardziej zakochani w sobie, byliśmy coraz szczęśliwsi. Miałam wspaniałych rodziców, którzy od najmłodszych lat pozwalali mi marzyć. Zawsze byli dla mnie przykładem. Miałam brata, który potrafił się ze mną kłócić o wszystko, ale jednocześnie zawsze stał za mną murem. Miałam niesamowitych przyjaciół, którzy nauczyli mnie, że czasami warto zaufać innym. Byli przy mnie w najgorszych chwilach, wspierali mnie, dlatego ja zawsze chciałam być dla nich, pomagać im. Niall, Kurt, Blaine, Steve, Nina, Zuza, Olivia, Zayn – oni byli moją drugą rodziną. Miałam też wymarzoną pracę, której właściwie nie traktowałam jak pracy. Mogłam śpiewać i tworzyć muzykę i to było niesamowite. Byłam zdrowa. Moje wcześniejsze problemy z gardłem poszły praktycznie w niepamięć. Byłam zdrowa pod względem fizycznym i psychicznym. Moja kariera rozwijała się coraz bardziej i bardziej a ja nie czułam nawet w najmniejszym stopniu wypalenia. Wręcz przeciwnie. Chciałam tworzyć więcej, chciałam większej trasy, chciałam więcej śpiewać, chciałam robić więcej. Miałam pieniądze. Jakkolwiek płytko to zabrzmi. Mogłam pozwolić sobie na rzeczy, na które nie każdego było stać. Prywatne samoloty, apartamenty w najbardziej ekskluzywnych hotelach, obiady w drogich restauracjach, imprezy w najmodniejszych klubach, ciuchy od najlepszych projektantów. Kupiłam dom razem z mężem i mimo tego, że kosztował on fortunę nie odczułam nawet tego ile pieniędzy zniknęło z mojego konta. Miałam wszystko. Prawie wszystko. Ale wiedziałam, że to tylko kwestia czasu, kiedy z Harrym założymy prawdziwą rodzinę. Kiedy będzie ktoś więcej niż tylko on i ja. Kiedy pojawi się w naszym życiu ktoś najważniejszy. Miałam życie, o którym można marzyć. To uderzyło we mnie jak fala tsunami. Bo poza tym, że uświadomiłam sobie jak bardzo szczęśliwa jestem dotarło do mnie, że nie mam pojęcia, czym sobie na to zasłużyłam. Co takiego zrobiłam, że mam wszystko? Dosłownie wszystko a przecież w życiu nie można mieć wszystkiego. Nie można osiągać sukcesów na każdym polu. Nie można od tak pozbyć się wszystkich trosk i zmartwień. Nie można nie mieć problemów, bo one są częścią życia. Nikt nie żyje jak w bajce, choć nawet w bajkach jest „ten zły bohater”. Ten, który próbuje zniszczyć miłość i szczęście głównych bohaterów. Moje życie przypominało bajkę i wśród wszystkich dobrych ludzi, którzy mnie otaczali zapomniałam, że zło zawsze gdzieś czai się w kącie. Nigdy nie znika. Zupełnie straciłam czujność żyjąc wymarzonym życiem i nie wiedziałam, że dzieje się tak tylko, dlatego że ktoś pozwala mi cieszyć się chwilą, nie wiedziałam, że wszystko jest już zaplanowane. Nie wiedziałam, że w mojej bajce dobro wcale nie zwyciężyło. Nie wiedziałam, że zło dopiero pokaże swoje oblicze i to w momencie, kiedy będę zupełnie nieprzygotowana, zaślepiona i bezbronna...



*loser- chyba nie muszę tłumaczyć na polski co oznacza to słowo, chcę jednak wyjaśnić, ze używam tutaj angielskiego wyrazu, bo łączyć się to będzie z pewnym, niewielkim wątkiem w kolejnym rozdziale (chodzi o piosenkę XD)