czwartek, 3 sierpnia 2017

Rozdział 39






Poranki bywają różne. Czasami budzimy się, spoglądamy na zegarek i okazuje się, że zaspaliśmy, dlatego w pośpiechu wyskakujemy z łóżka, automatycznie jesteśmy rozbudzeni i zestresowani. Innym razem budzimy się tak po prostu, jesteśmy wyspani i możemy poleżeć jeszcze kilka dodatkowych minut wiedząc, że nigdzie się nie śpieszymy. Jedną z najlepszych rzeczy bycia z kimś są właśnie wspólne poranki. Te ulotne chwile, kiedy budzisz się w ramionach ukochanej osoby. Razem z Harrym dane nam było przeżyć wiele takich momentów, kiedy zostawaliśmy w łóżku minutę dłużej by móc jeszcze przez moment śnić na jawie. Ale nawet jego ramiona i fakt, że nie muszę się nigdzie śpieszyć nie sprawiły, że ten poranek był choćby znośny. „Poranki poimprezowe” cechuje bowiem ból i cierpienie. I właśnie to czułam, gdy otworzyłam oczy. Bolała mnie głowa, chciało mi się pić i jak zwykle po zbyt dużej ilości wypitego przeze mnie alkoholu bolał mnie brzuch. Kac to kara i nauczka. Kac to sygnał od naszego organizmu, że wypicie za dużej ilości trunków było błędem. A na błędach powinniśmy się uczyć, choć w tym przypadku ja uczyłam się strasznie opornie i co jakiś czas popełniałam ten bolesny błąd.
-Nigdy więcej nie tknę alkoholu- powiedziałam, gdy Harry otworzył jedno oko na pół sekundy.
-Witaj skarbie- odpowiedział i dodał. –Nie tak głośno. I dlaczego tutaj jest tak jasno?
-Bo zapomniałeś o roletach i ich nie zasunąłeś- odparłam a on nakrył sobie głowę poduszką. Cierpiał tak jak ja.
-Jak się czujesz?- zapytałam, chociaż znałam odpowiedź na to pytanie.
-Umieram... Pić...- wyszeptał i zdjął poduszkę z głowy. Rozejrzał się dookoła i tak jak ja chwilę wcześniej przekonał się, że jesteśmy skazani na uschnięcie, bo o wodzie też nie pomyśleliśmy.
-Źle się czuję- powiedziałam i zdałam sobie sprawę, że poza głową i brzuchem boli mnie bardzo gardło.
-Chodź tu do mnie- Harry wyciągnął w moją stronę rękę i mnie przytulił. Gdy położyłam się na prawym boku i wtuliłam w niego zaczął boleć mnie łokieć, noga i prawy pośladek. Przez moment zastanawiałam się, dlaczego i po minucie intensywnego myślenia przypomniało mi się, że przecież spadłam z łóżka.
-Boli mnie łokieć i noga i tyłek. Chyba mam siniaki- powiedziałam i odsunęłam się od niego, bo naprawdę odczuwałam dyskomfort. Harry spojrzał na mnie zmartwiony a ja uniosłam do góry rękę.
-Rzeczywiście jest siniak i zdarta skóra- przyznał i usiadł ociężale na łóżku. Zdjął ze mnie kołdrę i podciągnął nogawkę moich spodenek po czym przyjrzał się moim obrażeniom. –Masz ogromnego sińca na tyłku i mniejszego na kolanie.
-Boli mnie to. Muszę kupić jakąś maść na stłuczenia- powiedziałam a raczej wyjęczałam zrezygnowana. Dlaczego po tak udanym wieczorze człowiek musiał tak cierpieć?
-Skarbie... Twój głos- zauważył brunat i chyba to go najbardziej zmartwiło.
-Boli mnie gardło- przyznałam. Poczułam się jak taka sierotka Marysia. Wszystko mnie bolało i miałam same kontuzje. Harry przeciągnął się jeszcze raz i wstał z łóżka.
-Zaraz wrócę- rzucił i wyszedł a ja położyłam się na placach. Po sekundzie przewróciłam się na lewy bok a gdy minęła kolejna położyłam się na brzuchu, na którym leżałam chwilę. W każdej pozycji było mi niewygodnie i coś bolało mnie bardziej. Albo tyłek, albo głowa, albo brzuch... Usiadłam, więc zrezygnowana i oparłam się o zagłówek łóżka. Czekałam na Harry’ego, który domyślałam się, że poszedł po wodę. Kiedy wrócił owszem w jednej dłoni miał butelkę z wodą, ale w drugiej trzymał kubek z parującym napojem.
-To dla mnie?- zapytałam, gdy wyciągnął rękę z herbatą w moją stronę.
-No tak- odpowiedział i spojrzał na mnie jak na małe, nieporadne dziecko. Wzięłam od niego napój i gdy zamierzałam zrobić małego łyczka poczułam jak dziwnie pachnie ta herbata i zrozumiałam, że to jedna z magicznych mikstur Blaine’a. Właściwie większość z nich nie była taka zła, ale w momencie, kiedy jest ci niedobrze i mdli cię, gdy tylko pomyślisz o czymś innym niż woda, taki leczniczy napój wydawał się być po prostu okropny.
-Nie przełknę tego- powiedziałam i ostrożnie postawiłam kubek na szafce nocnej.
-Skarbie skoro tak cię boli to gardło to tym bardziej musisz...
-Nie. Jest mi niedobrze, jak to wypiję to chyba zwymiotuję- wyjaśniłam i wzięłam od niego butelkę z wodą. Napiłam się i poczułam się odrobinę lepiej. –Mam wrażenie, że wszystko mnie boli. Brzuch, głowa, gardło, łokieć, nogi, tyłek. Właściwie nawet kręgosłup i stopy od tańców. W sumie kręgosłup chyba nie od tańców tylko od naszego wspólnego prysznica. Ale narzekam. Jak jakaś stara baba. W sumie to pewnie będę ci tak narzekać i stękać za pięćdziesiąt lat jak będę już stara, gruba i pomarszczona a ty będziesz musiał tego słuchać. Będziemy się budzić rano i ledwo otworzysz oczy a ja od razu będę informować cię o stanie mojego zdrowia.
-Nie myśl sobie, że tylko ty będziesz tak zrzędzić. I w sumie... Trochę boli mnie głowa, więc możemy przez chwilę jeszcze poleżeć i nic nie mówić?- zapytał subtelnie. Po jego zmrużonych oczach widziałam jak bardzo boli go głowa i wiedziałam, że jedyne, czego pragnie w tej chwili to cisza, którą moim gadaniem zakłócałam.
-Ha! Widzisz już irytuje cię moje zrzędzenie a tu jeszcze czeka cię tyle lat wysłuchiwania takiego marudzenia- mówiłam a on w tym czasie wypił całą wodę. Później bez zbędnych ceregieli dał mi szybkiego całusa i dosłownie położył mnie na lewym boku, po czym przytulił się do mnie. Schował twarz w moich włosach, powiedział tylko „ciiiiii” i jak się domyślałam zamierzał podelektować się ciszą a być może jeszcze się zdrzemnąć. Chciałam iść jego śladem. Naprawdę. Zamknęłam oczy, splotłam dłoń z jego dłonią i zamierzałam poleżeć w milczeniu a może nawet zasnąć. I wtedy mi się przypomniało najważniejsze. Niall i Nina! Harry nawet nie wiedział jak wiele siły włożyłam w to by po prostu leżeć. Chyba tylko moja miłość do niego sprawiła, że nie zaczęłam przeżywać tego pocałunku jak wariatka. Zamiast szaleńczego okazywania moich emocji na zewnątrz zaczęłam piszczeć w myślach. Tak bardzo cieszyłam się, że oni naprawdę mają się ku sobie. Niall był cudownym chłopakiem i zasługiwał na miłość jak nikt inny. Miał różne epizody z dziewczynami, ale nigdy to nie było prawdziwe uczucie. Nigdy nie poczuł tego, co ja a przecież kochanie Harry’ego i w ogóle Harry był bezapelacyjnie sensem mojego życia. Nina z kolei przeżyła coś, co nieco ją zmieniło. Uciekła z przed ołtarza i zmieniła praktycznie całe swoje życie. Wiedziałam, że pragnie się zakochać, pragnie tak jak ja budzić się rano w ramionach ukochanej osoby. Jednak przez niedoszły ślub chyba nie sądziła, że jej się to uda. Była ostrożna. Niall również. Oboje wybierali bezpieczne strategie, dlatego skoro mimo ich kłótni się pocałowali i oboje zaryzykowali to musiało coś znaczyć. Wiedziałam, że żadne z nich nie wykonałoby tego kroku gdyby nie czuło czegoś do siebie. Analizowałam to wszystko chyba przez godzinę. Nie mogłam się już doczekać, gdy wstaniemy i wspólnie wszyscy zjemy śniadanie. Obawiałam się nieco, że będę tak niedyskretna w mojej radości i obserwacjach, że oni się domyślą, że coś wiem i wszystko popsuję. Być może ktoś mógłby stwierdzić, że za bardzo to przeżywam, ale znałam swoich przyjaciół i wiedziałam, że ten pocałunek może być dla nich początkiem czegoś pięknego. Wiedziałam, że ta noc nie była dla nich bez znaczenia. Myślałam o tym przez godzinę. Harry w końcu się rozbudził i mimo złego samopoczucia wstaliśmy z łóżka. Kiedy mój mąż brał zimny prysznic w łazience ja poszłam do kuchni. Tam spotkałam Nialla, który... robił śniadanie! A raczej stał tam gapiąc się na lodówkę. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko a na jego twarzy zaczęła malować się ulga.
-Zrobimy śniadanie? Dla wszystkich?- zapytał na powitanie a ja się zaśmiałam. Niall chciał zrobić śniadanie... Dla niej!
-Jasne- odpowiedziałam i już chciałam go zapytać, dlaczego ma taki świetny humor, ale ugryzłam się w język. Niech sam mi powie. –Jak się czujesz?
-Jestem mega głodny i mam kaca. A ty?
-Ja? Jakbym zaczęła ci mówić, co mnie boli to dnia by nie starczyło, dlatego powiem tylko, że też mam kaca i boli mnie chyba wszystko.
-Gardło też- zauważył i spojrzał na mnie nieco inaczej niż sekundę wcześniej.
-Niall śpiewałam z tobą wszystkie piosenki Enrique. A raczej darłam się, ale podczas Hero? Darliśmy się tak głośno, że gdyby mój laryngolog to zobaczył to chyba dałby mi skierowanie do psychiatry, bo pomyślałby, że jestem jakaś stuknięta. Nie martw się. To od tego śpiewu i trochę wczoraj wypiłam alkoholu, więc to logiczne, że podrażniłam gardło.
-Miałaś uważać i nie szarżować.
-Wyluzuj. Ty też masz chrypkę- powiedziałam a on uniósł do góry brwi i myślał o tym co pomyślałam przez kilka sekund.
-Racja. I tak sobie teraz myślę, że chyba powinniśmy już teraz razem umówić się do laryngologa dzień po koncercie Enrique, bo wtedy na bank zaniemówimy- stwierdził po chwili milczenia. Później przez cały okres przygotowywania śniadania kilka razy miałam wrażenie, że chce mi powiedzieć „coś” ważnego, ale za każdym razem w ostatniej chwili się rozmyślał. Oczywiście wiedziałam, o co chodzi, ale cierpliwie czekałam aż sam mi to powie. Patrząc na niego byłam przekonana, że teraz już wszystko im się ułoży. Niall był cały w skowronkach i gdy tylko ktoś wchodził do kuchni odwracał się z nadzieją, że to Nina. Kiedy okazywało się, że to nie ona nawet nie krył tego, że jest zawiedziony. Czekał aż ją zobaczy a ja myślałam tylko o tym, że jeśli jest jakaś osoba na tym świecie, która rozumie go w tym momencie w stu procentach to tą osobą byłam ja, bo to było dla mnie niezmienne i ja też zawsze z utęsknieniem czekałam aż zobaczę Harry’ego, nawet, jeśli nie widziałam go dopiero chwilę. Gdy w kuchni pojawił się Kurt Niall nie bawił się już w podchody i wprost zapytał czy Nina już wstała. Obserwowałam go nie komentując ani nie pytając go o nic. Cieszyłam się po prostu, że wszystko się tak potoczyło. I wtedy nadszedł czas śniadania i wszyscy usiedliśmy przy wspólnym stole. Nina, gdy tylko weszła do pomieszczenia spojrzała na nas i już wiedziałam, że coś jest nie tak. Spojrzała na Nialla szybko i zamiast usiąść obok niego usiadła obok Harry’ego. Horan nie krył nawet zawodu i zdziwienia, kiedy brunetka nie usiadła koło niego, bo kazał mi zająć to konkretne miejsce między mną a nim dla Niny. A później było już tylko gorzej. Nina była jak królowa śniegu. Komentowała wszystko, co Niall powiedział czy zrobił w najgorszy możliwy sposób. Podczas tego śniadania była najwredniejszą osobą na świecie. „Niall zrobił jajecznicę. Sam.” – powiedziałam pełna podziwu. „Widać, tego nie da się przełknąć.”- odpowiedziała Nina. „Zaparzyłem kawę. Kto chce? Nina?” – zapytał Niall. „Oszalałeś? Nie wypije tego okropieństwa!”- odpowiedziała mu brunetka. „Niall urządziłeś najlepszą imprezę urodzinową, na jakiej byliśmy”- powiedział Kurt. „Chyba sobie żartujecie i chyba nie byliście jeszcze na fajnej imprezie. W życiu się tak nie nudziłam jak wczoraj wieczorem” – wyskoczyła moja przyjaciółka. I tak przez cały czas. Patrzyłam tylko na Nialla, który najpierw wyglądał tak jakby nie wiedział, co się właściwie dzieje, później było mu po prostu przykro a na koniec się zdenerwował. Zrobił się cały czerwony i zanim zaproponował nam wszystkim wyjście do ogrodu żeby się regenerować przy basenie zaznaczył, że propozycja ta nie obejmuje Niny, która prychnęła tylko, że w życiu nie chciałaby widzieć Nialla w kąpielówkach, bo to z pewnością smutny i żenujący widok. Siedziałam tam i gapiłam się na nich nie kryjąc szoku. Harry wyglądał podobnie. Kurt i Blaine w ogóle się tym nie przejęli, bo często słyszeli takie wymiany zdań w wykonaniu Niny i Nialla tylko, że teraz nie wiedzieli, że ta dwójka kilka godzin temu się pocałowała! Kuzyni Nialla czuli się niekomfortowo i chyba nie wiedzieli jak mają się zachować i czy powinni bronić Nialla czy nie. Zanim zdążyłam się zorientować Nina wstawała już od stołu i nazywając Horana beznadziejnym debilem a on ją psychiczną idiotką wyszła z jadalni. Pięć sekund później to samo zrobił Niall.
-Idę z nią pogadać- powiedziałam do Harry’ego. Niall przyczynił się do tego, że razem z Harrym byliśmy szczęśliwi. Kibicował nam i pomagał. Był świadkiem na naszym ślubie. Musiałam mu pomóc, dlatego postanowiłam porozmawiać szczerze z brunetką i dowiedzieć się, dlaczego była taka wredna.
-Okej, ale zaczynam się zastanawiać czy w nocy coś ci się nie przewidziało- przyznał mój mąż i przez pół sekundy sama już nie byłam pewna czy ten ich pocałunek mi się nie przyśnił. Na ogół lubiłam mieć przygotowane, co powiem podczas ważnej rozmowy, ale postanowiłam iść na żywioł. Zanim weszłam do pokoju brunetki wzięłam głęboki wdech i zapukałam do drzwi.
-Proszę- usłyszałam i weszłam do środka. Miałam wrażenie, że nie wchodzę do zwykłego pokoju tylko do lodowej komnaty.
-Przyszłam pogadać- powiedziałam i podeszłam bliżej. Nina siedziała na łóżku i na początku nie widziałam jej twarzy. Dopiero po chwili zobaczyłam, że ona płacze.
-Wiem, że jesteś na mnie zła bo zachowałam się chamsko a on mnie tu zaprosił i mnie tu gości. Przepraszam. Ale musiałam tak się zachować- powiedziała a ja usiadłam obok niej i zrozumiałam, że to wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane niż mi się wydawało.
-Dlaczego musiałaś być taka wredna? Myślałam, że już się trochę lubicie?- zapytałam a ona spojrzała mi w oczy i chyba stwierdziła, że może mi powiedzieć.
-Bo go polubiłam. Nawet bardzo. Jak ostatnia idiotka- przyznała i otarła łzy z policzków.
-On też cię polubił- powiedziałam od razu.
-Wiem- odparła a głos jej przy tym nie zadrżał.
-To o co chodzi? Pokłóciliście się wczoraj?- po tym jak się pocałowaliście?
-Wręcz przeciwnie. Pocałowaliśmy się- wyznała a ja nic nie mogłam poradzić na to, że się uśmiechnęłam. -Właściwie całowaliśmy się nie raz. To było takie dziwne. Pierwszy raz w życiu tak miałam, ale jak pocałowaliśmy się raz to chciałam tylko więcej. Chcieliśmy się całować cały czas. Już na tej imprezie prawie to zrobiliśmy, kiedy on poprosił mnie do tańca.  Wszystko, co się wydarzyło wczoraj było piękne.
-Więc, dlaczego teraz płaczesz? I dlaczego byłaś taka niemiła?- zapytałam starając się zrozumieć, o co jej właściwie chodzi.
-Bo muszę go zniechęcić. I to mnie dobija- odpowiedziała a w jej oczach znowu pojawiły się łzy.
-Ej nie płacz. Powiedz spokojnie. O co chodzi?
-O to, że ja tutaj nie pasuję. Uświadomiłam to sobie, kiedy Niall odprowadził mnie nad ranem do pokoju. Pocałował mnie ostatni raz. Powiedział, że widzimy się za parę godzin i zostawił mnie samą. I wtedy wszystko do mnie dotarło. Co ja najlepszego robię? Kogo ja chcę oszukać? Siebie? Cały wieczór wczoraj czułam się tak jakbym była jedną z was. Ubrałam tę suknię, diamentowe kolczyki. Twoja ekipa zrobiła mi profesjonalny make-up, fryzurę. Czułam się jak gwiazda. Później pozowałam do zdjęć z tobą. Z chłopakami. Z Niallem. Robili nam zdjęcia a ja spojrzałam na niego. On trzymał dłoń na mojej talii. Przyciągnął mnie do siebie. Patrzyłam na niego i czułam się wyjątkowo. Czułam się jakbym była najszczęśliwszą dziewczyną na świecie i właściwie dzięki Niallowi czułam się nie jak gwiazda, ale jak księżniczka. Przez cały wieczór świetnie się bawiłam, zapominając o wszystkim. Naprawdę czułam się świetnie. Znani ludzie podchodzili by ze mną porozmawiać a ja nie czułam skrępowania. Obiecałam sobie, że tego wieczora zapominam o wszystkim i będę się świetnie bawić i tak właśnie było. Nie sądziłam, że uda mi się to z taką łatwością. Myślałam, że obecność osób, które widuję w telewizji będzie mnie krępować, ale nic takiego nie miało miejsca. Może to dlatego, że wiedziałam, że dobrze wyglądam. To chyba płytkie, ale kiedy widzisz jak chłopak, który ci się podoba patrzy na ciebie jak zaczarowany czujesz się pewnie. Przynajmniej ja się tak czułam i to sprawiło, że byłam taka otwarta- wyznała a do mnie powróciło pewne wspomnienie.
Przez cały wieczór byłam smutna. Sama nie wiedziałam czemu, przecież dziś, oficjalnie moje marzenia zaczęły się spełniać. Dlaczego więc patrząc na tych wszystkich ludzi miałam ważenie, że tam nie pasuję? Że to miejsce nie jest dla mnie? Może to przez to jak wyglądałam. Nie miałam na sobie sukni od Channel czy Gucciego. Widać, że kupiłam ją w zwykłej sieciówce. Podobnie buty, torebka i żakiet. Nikt mi oczywiście tego nie wytknął, ale nie czułam się tam komfortowo. Z drugiej strony ciuchy nie powinny być powodem złego samopoczucia i ja raczej nigdy się takimi sprawami nie przejmowałam. Ciuchy nigdy nie były powodem moich kompleksów. A mimo tego czułam się w jakiś sposób od nich gorsza.
-Podziwiałam cię wczoraj. Naprawdę- z ręką na sercu mogłam przyznać, że cieszą mnie słowa Niny na temat tego jak czuła się podczas imprezy. Nie chciałam żeby przeżywała coś takiego jak ja na początku.
-Żartujesz? Kiedy tutaj wróciłam i zostałam sama dotarło do mnie, że zachowałam się bezsensownie.
-Uwierz mi, że moje pierwsze tego typu imprezy to było coś strasznego. Podziwiałam twoją pewność siebie i swobodę. Ja tak nie potrafiłam. Nie czułam się komfortowo. Czułam się gorsza i nie potrafiłam nawet dokładnie zdefiniować, dlaczego.
-Ale co z tego jak teraz to jest twój świat? Twój. Nie mój- powiedziała z nutką goryczy w głosie.
-Jesteś moją przyjaciółką, jesteś dla mnie bardzo ważna, jesteś częścią mojego życia, więc należysz też do mojego świata. Naprawdę wczoraj dałaś czadu- czułam, że nie ważne, co powiem ona i tak będzie wiedzieć swoje.
-Czadu to dajesz ty. Wszędzie gdzie się pojawiasz jesteś taka... Nawet nie wiem jak to nazwać.
-Wybacz, że ci teraz przerywam, ale pleciesz bzdury. Nie było cię ze mną na początku. Nie wiesz jak się wtedy czułam. Jak przeżywałam każdą wpadkę i niepowodzenie. Jak bardzo wydawało mi się, że nie pasuję do świata, o którym marzyłam od zawsze. Nie mówię tego żeby było ci przykro. Nie mam do ciebie pretensji o to, że się pokłóciłyśmy. Chcę ci pokazać, że jeśli czasami przytłacza cię to, że przeze mnie czy Nialla ktoś...
-Nie Ali. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że tutaj nie pasuję. Do was. Wszyscy żyjecie innym życiem- powtórzyła.
-Też się tak czułam.
-Nie czułaś się tak. Nie rozumiesz mnie. Wiem, że było ci ciężko wiem, że nagle stałaś się osobą publiczną, że fanki Harry’ego bywały okropne, że ludzie potrafili cię obrażać, wiem to. Ale mimo wszystko wychodziłaś na scenę i śpiewałaś. Ten świat, który był niedostępny z każdym kolejnym koncertem stawał się coraz bardziej twój. Nie byłaś z boku, nie stałaś obok Harry’ego, kiedy on pisał muzykę i nie zastanawiałaś się, o czym on do cholery mówi. Było ci ciężko w tym świecie, ale to jest twój świat. Poznawałaś innych muzyków i mimo że nie byłaś pewna siebie i mimo że tego nie widziałaś pasowałaś tam. Do tych ludzi. A ja nie. Ja przyjechałam tutaj, bo uciekłam z przed ołtarza. I nigdy tego nie zapomnę. Pomogłaś mi wtedy tak bardzo, że chyba nie zdajesz sobie z tego sprawy. A ja poznałam twoich przyjaciół, twoją pracę, twoje nowe życie i też zapragnęłam mieć to wszystko. Wiedziałam, że kiedy wrócę do domu rodzina i znajomi będą we mnie widzieć tą okropną dziewczynę, która zraniła tego dobrego chłopaka. Tylko mama mi wybaczyła. Ale tak naprawdę uciekając z przed ołtarza spaliłam za sobą wszystkie mosty. Dlatego stwierdziłam, że przylecę tutaj na stałe. Dlaczego ma mi się nie udać? Jestem młoda, wykształcona i przebojowa. Jestem taka jak Ali, skoro on pognała za marzeniem w nieznane to ja też mogę. I tak zamknęłam tamten rozdział życia i zaczęłam wszystko od nowa tutaj. Ale nic nie jest takie jak sobie to wyobrażałam.  Pracuję, jako kelnerka. Zarabiam tyle, że starcza mi tylko na przeżycie miesiąca. Nie chcę żebyś płaciła za mnie czynsz a i tak wiem, że płacę mniej niż powinnam. Codziennie widzę jak rano wstajesz, pełna energii, nawet mimo problemów. Idziesz na siłownie, taniec, jogę, do studia, na próbę i wracasz wieczorem zmęczona, ale szczęśliwa. Do tego masz Harry’ego. Faceta, który nie widzi świata poza tobą. Jest twoim mężem i nawet nie trzeba was znać żeby widzieć jak bardzo się kochacie i wspieracie. Widzę jak czasami w nocy wymykacie się z domu. Widzę jak się rozumiecie. Jak się kłócicie. Jak się śmiejecie. Masz też Blaine’a i Kurta i Nialla.  Oni też cię kochają. I dzielisz z nimi tę samą pasję. Z Harrym też. Wszyscy jesteście przesiąknięci muzyką, wytwórniami, teatrem, premierami. A ja? Ja podaję kawę i ciastka. I nie wiem nic o tym, czym wy żyjecie. Nie pasuję tutaj- powiedziała a jej słowa były jak małe igły, które wbijały mi się w serce. Ciężko było mi słyszeć coś takiego, bo miałam wrażenie, że w jakiś sposób to moja wina. Jej złe samopoczucie i takie postrzeganie spraw. Czuła się gorsza a ja znałam to uczucie aż za dobrze.  
-Ale to tak nie działa. Mimo tego, że tak jak Harry czy Niall zajmowałam się śpiewaniem wcale nie czułam przez to, że tutaj pasuję. Bywały dni gdy zastanawiałam się jak mogłam w ogóle myśleć, że może mi się udać. Chyba dopiero za drugim podejściem zrobiłam to dobrze. Ale koniec końców praca to praca i to, że robisz coś innego niż ja czy Niall nie jest w ogóle ważne. Nikt z nas nie myśli o tobie przez pryzmat tego i jeśli daliśmy tobie odczuć, że jest inaczej to bardzo cię przepraszam. Zawsze myślałam, że dobrze czujesz się w naszym towarzystwie. Nigdy nie chciałam żebyś czuła że nie pasujesz. Przysięgam. Poza tym...
-Poza tym studiowałam pięć lat żeby zostać kelnerką. Później pracowałam w laboratorium genetycznym żeby być kelnerką. Mam wiedzę, z którą spokojnie mogłabym zacząć robić doktorat, ale jestem kelnerką. Wiesz, jakie to demotywujące?
-Ta praca jest tylko przejściowa. Dobrze o tym wiesz. Przyjęłaś ją, bo musisz pracować żebyś mogła tutaj zostać. Wiadomo, że nie będziesz kelnerką cały czas- nie wiedziałam już, co jeszcze mam powiedzieć żeby w końcu przemówić jej do rozumu.
-Zaczynam w to wątpić. W kraju miałam, chociaż pracę, w której się spełniałam a tutaj? Przyjechałam, bo ubzdurałam sobie, że mogę zacząć tutaj moje życie od nowa. Że to będzie piękne i ekscytujące. Że to będzie mój amerykański sen. Że to będzie przygoda. Że przyjadę tutaj i będę robić niezapomniane rzeczy, coś, o czym będę mogła opowiadać za pięćdziesiąt lat wnukom. Tymczasem rzeczywistość zaśmiała mi się w twarz. A wczoraj nie wiem, po co udawałam, że jestem częścią tego wszystkiego. Stałam w ogrodzie z Niallem i chyba nigdy w życiu nie czułam się tak dobrze. Zapomniałam o wszystkim, widziałam panoramę miasta, miałam na sobie tę suknię i przede wszystkim byłam tam z nim. On mi się podoba. I to bardzo. Za bardzo. To nie ma sensu.
-Czyli zachowałaś się przy śniadaniu tak okropnie bo uważasz, że tutaj nie pasujesz i chciałaś odstraszyć Nialla?- zapytałam, bo zaczynałam się w tym gubić.
-Dokładnie tak. Bo, po co mam się angażować skoro to nie ma przyszłości? Bo owszem chciałabym przeżyć przygodę życia, ale jeśli chodzi o miłość nie chcę przygody. Chcę kogoś, kto pokocha mnie całą, kogoś, kto ze mną wytrzyma, kogoś kto będzie już na całe życie.
-Dlaczego z góry zakładasz, że Niall byłby tylko przygodą?- zapytałam i poczułam się nieco dotknięta jej słowami. Bo mój Irlandczyk nie był takim chłopakiem. Nie szukał przygód kosztem uczuć innych.
-Bo ja jestem kelnerką, która być może wkrótce z podkulonym ogonem zmuszona będzie wrócić do kraju a on jest super gwiazdą. Nawet, jeśli tego po nim nie widać, na co dzień. Mój świat i jego? Jesteśmy tacy inni. Nie łączy nas praktycznie nic. To nie ma prawa się udać, więc, po co w ogóle zaczynać?
-Ja zaryzykowałam i teraz mam wspaniałego męża.
-Ale ja nie mam siły na ryzyko. Ja się boję. Po prostu.  Po tym, co zrobiłam... Nie wiem czy umiem zaryzykować. On jest taki... Inny. Nie umiem tego wyjaśnić, ale kiedy na mnie patrzy nie chcę by patrzył już kiedykolwiek na inną dziewczynę tak jak na mnie. Boże! Gdyby on był taki jak ja. Ale on jest gwiazdą! A ja? Przecież to nie ma prawa się udać. On jutro poleci, znowu wyruszy na podbój świata. Jest pełen sukcesu, pełen radości a ja? Nigdy w życiu nie byłam tak niepewna siebie. Czuję się jak loser*. Niall może teraz coś we mnie widzi, ale prawda jest taka, że zaraz wyjedzie i co? Ile dziewczyn z jego świata spotka po drodze? W końcu stwierdzi, że któraś do niego pasuje a ja jestem zwykłą przygodą, albo gorzej. Porażką.
-Bardzo się mylisz i nie chcę już tego słuchać. Nie jesteś porażką ani przygodą.
-Serio? Bo moim zdaniem on i ja to dwa przeciwieństwa i ja uważam, że przeciwieństwa się nie przyciągają. Jeśli dwie osoby dzieli wszystko nie uda im się. Tak już jest-naprawdę dawno nie rozmawiałam z Niną tak szczerze i mimo jej pesymistycznego nastawienia cieszyłam się, że się przede mną otworzyła i wyrzuciła z siebie to co jej leżało na sercu. Czasami taka rozmowa potrafiła dać naprawdę dużo.
-Rozumiem twoje obawy. Nawet jeśli uważam je za bezpodstawne. Ale jeśli mogę coś ci powiedzieć to tylko tyle, że znam tego oszołoma Horana już ładnych parę lat. Wiem, co lubi a czego nie. Wiem nawet, jakim wynikiem zakończył się ostatni mecz, który rozegrał w FIFĘ. Wiem też, że Niall nie bawi się ludźmi. Szanuje wszystkich, przede wszystkim kobiety. Poza tym wiem, co sądzi o miłości, o związkach, o uczuciach. Owszem miał kilka dziewczyn, ale z żadną nie umiał stworzyć związku. W sumie nawet nie chodzi o związek. On po prostu nigdy nie trafił na dziewczynę, w której by się zakochał. Przez tyle lat miał pod nosem modelki, aktorki, piosenkarki i żadna nie skradła jego serca. I nagle pojawiłaś się ty. Osoba, za którą nie przepadał, z którą się kłócił. Wiem, dlaczego to robił. Wiem, że bał się o mnie, o to, że zechcesz mnie wykorzystać i zranić, bo taki Niall właśnie jest. Troskliwy, opiekuńczy, przyjacielski, oddany. Ale wiem też, że teraz jest gotowy by zaryzykować i pokazał to wczoraj, kiedy się z tobą całował. Podjął to ryzyko. Widziałam jak patrzył na ciebie, kiedy zobaczył cię w tej pięknej sukni i przysięgam, że nie widziałam by patrzył tak na kogokolwiek jak na ciebie. A dziś kiedy pojawiłaś się w jadalni posłał ci dokładnie takie samo spojrzenie zanim wszystko popsułaś- z jednej strony chciałam ją namawiać by mimo mętliku w głowie dała im szanse z drugiej jednak nie chciałam jej na siłę do czegoś zmuszać. Nie opowiadałam jej, jaki Niall jest super, dlatego że uroiłam sobie, że oni muszą być razem, ale dlatego że Nina miała wiele wątpliwości i jedyne, co w takiej sytuacji mogłam zrobić to powiedzieć, jaki Horan jest naprawdę.
-Nie popsułam- odpowiedziała i miała tak dziwną minę, że sama nie wiedziałam, co ona wyraża.
-Tak popsułaś. Bo zanim zaczęłaś miażdżyć mu serce na naszych oczach mogłaś przyjść do mnie i ze mną porozmawiać. Z nim mogłaś porozmawiać. A teraz on siedzi pewnie i po pierwsze nie wie, co się wydarzyło, po drugie jest mu przykro a po trzecie przypomniało mu się, że przecież kiedyś cię nie lubił, po czwarte nie daj Boże żeby stwierdził, że się nim po prostu bawisz. Dlatego, nie wiem jak, ale musimy to naprawić, bo ja popełniałam takie błędy z Harrym. Były między nami same niedopowiedzenia i pretensje. A wy nie musicie przez to przechodzić. Znam ciebie i znam jego i chyba nie widziałam jeszcze dwóch osób, które tak bardzo pasowałyby do siebie. Jednocześnie nie musisz robić nic na siłę, ale musisz być z nim szczera a nie przyjmujesz jakąś głupią strategię odstraszenia go od siebie. A poza tym przecież to nie jest tak, że nie macie ze sobą nic wspólnego. Bo co z tego, ze nie śpiewasz? Kogo to w ogóle obchodzi? Masz inną pracę, ale co z tego?  Wiem, że nadajecie na tych samych falach. Gdy tylko sobie nie dogryzacie tematy do rozmów wam się nie kończą, lubicie jeść dokładnie to samo, lubicie słuchać tej samej muzyki, lubicie leniuchować, zawsze wybieracie łóżko zamiast siłowni. Przecież jest tyle małych rzeczy, które was łączą. Jest tyle dużych rzeczy, które was łączą. Nie możesz przekreślać wszystkiego, bo nawet nie wiesz, co on o tym sądzi. Nie możesz decydować za niego, bo skoro on cię pocałował...
-Całował całą noc- wtrąciła a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
-Skoro całował cię całą noc to znaczy, że myśli o tobie na poważnie. Zaufaj mi. Wiem, co mówię. I nie powiem ci nie bój się, bo sama przeżyłam wiele i wiem jak to jest. Wiem jak to jest zderzyć się z rzeczywistością, jak to jest być rozczarowanym. Ale wiem też, że ciężką pracą można dążyć do postawionych celów. Przecież nie muszę tobie tego mówić. Jesteś piękna, mądra, zdolna. To tylko kwestia czasu, kiedy wyjdziesz z dołka. A Niall może ci w tym pomóc. On jest naprawdę wspaniały. Zawsze był przy mnie. Zawsze. Gdy było super, ale też, gdy było strasznie. Daj mu szansę, dajcie sobie szansę... Jeśli nie teraz to być może kiedy będziecie już na to gotowi, ale nie przekreślaj go. Wiem, że on cię nie zrani. Właściwie to z waszej dwójki to chyba ty mogłabyś go zranić...
-Wiem. Wiem, że jestem okropna- stwierdziła i nie widziałam na jej twarzy cienia oburzenia moimi słowami.
-Nie jesteś, ale obie wiemy, że masz charakterek- przyznałam, bo z naszej trójki :Zuzka, Nina i ja, to Zuza była najbardziej spokojna, miła, cierpliwa. Nina stanowczo była najbardziej przebojowa, ale tez nerwowa, pyskata a nawet wredna. Ja byłam pośrodku i miałam część cech wspólnych z blondynką a część z brunetką.
-Naprawdę myślisz, że on będzie mnie chciał? Że nie poleci na drugi koniec świata i nie znajdzie kogoś lepszego?- zapytała, ale brzmiała już spokojniej niż na początku tej rozmowy.
-Skoro masz takie obawy tak naprawdę go w ogóle nie znasz.
-Po prostu się boję...
-Uwierz mi, że w kwestii Nialla nie masz się, czego bać. Powinnaś się cieszyć, że jego serce wybrało ciebie- powiedziałam wiedząc, że zarzucając takim tekstem brzmię jakbym grała w brazylijskiej telenoweli. Ale naprawdę byłam gotowa powiedzieć jej wszystko byle tylko uwierzyła, że może być z Niallem szczęśliwa.
-Jego serce, co?- zapytała i uniosła do góry brew. A ja się zaśmiałam, bo nigdy wcześniej tak nie robiła. Niall tak robi.
-Porozmawiaj z nim. Szczerze. Otwórz się przed nim i uwierz w siebie. Przecież jesteś super.
-Chciałabym być super, bo w tym momencie sama nie poznaję tego losera*, którym się stałam.
-Przestań tak mówić i obiecaj mi coś. Porozmawiasz z Niallem, wyjaśnisz, dlaczego tak się zachowałaś przy śniadaniu. Jeśli sama nie wiesz, co czujesz i czy jesteś gotowa na coś więcej powiedz mu to. Powiedz, że potrzebujesz czasu, ale wyjaśnij mu, że to nie jest jego wina.
-Bo nie jest, to tylko moja wina. Moich dziwnych uczuć. I okej, obiecuję, że wszystko mu wyjaśnię, ale nie obiecuję, że zrozumie, co chcę mu przekazać, bo sama nie rozumiem tego, co się dzieje.
-Wątpię żeby zrozumiał. Faceci na ogół nas kobiet nie ogarniają.
-Święta prawda.
-Jest jeszcze coś, co musisz mi obiecać- powiedziałam już zupełnie poważnie. Chciałam żeby mi obiecała to, co było dla mnie tak ważne. –Nie możesz go skrzywdzić. Niall jest jedną z nielicznych osób, które zawsze się o mnie troszczyły, dlatego nie mogę postąpić inaczej. Nie chcę postąpić inaczej i zawsze będę się troszczyć o niego.
***
 -I jak sytuacja? Opanowana?- zapytał Harry. Leżał już w łóżku i mimo że z pewnością bardzo chciało mu się spać czekał aż wrócę.
-Chyba tak. To znaczy pogadali. Niall powiedział, że niczego nie postanowili. Stwierdzili, że zobaczą jak to będzie. On chyba rozumie, że ona jest po prostu bardzo zagubiona- odpowiedziałam i położyłam się koło niego. Dokładnie pół sekundy potrzebował mój osobisty cud świata żeby przyciągnąć mnie do siebie, przytulić i pocałować.
-Nigdy nie powiedziałbym, że ona jest zagubiona- powiedział patrząc mi w oczy.
-Wiem. Ale sam chyba wiesz najlepiej jak to jest, kiedy cały świat myśli, że jesteś super pewny siebie a w środku tak naprawdę wszystko jest nie tak.
-Wiem, wiem. Po prostu stwierdzam fakt.
-Niall chyba umie to dostrzec w niej. Myślę, że oni będą razem, tylko teraz muszą się trochę postarać żeby się dogadać. Poza tym Niall najpierw powiedział, że stwierdzili, że nie są gotowi na żadne poważne kroki by później dodać, że pod koniec tej rozmowy znowu się pocałowali.
-Ewidentnie potrzebują czasu żeby się dotrzeć.
-Też tak uważam i wiem, że prędzej czy później skończą, jako para- powiedziałam i w pokoju nastała cisza. Zaczęłam myśleć o nich, przede wszystkim o brunetce i o tym, co mi tego dnia powiedziała. Rozumiałam, że mogła czuć zawód tym jak wszystko w jej życiu się potoczyło, rozumiałam, że marzyła o przeżyciu czegoś niesamowitego, bo każdy marzy o czymś takim. Przede wszystkim jednak zrozumiałam, że mam możliwości by jej pomóc i musiałam to wszystko sobie przemyśleć. Chciałam jej pomóc i mogłam to zrobić i uświadomienia sobie tego napełniło mnie spokojem i radością. Wiedziałam, że wszystko jakoś się ułoży.
-Nie chcę jutra- wyszeptał mi do ucha Harry i zanim dał możliwość odpowiedzenia pocałował mnie czule i jakoś tak tęsknie, mimo że rozstawaliśmy się dopiero nazajutrz.
-Ja też...
-Masz czasami takie myśli, że chciałabyś to wszystko rzucić w cholerę i uciec gdzieś tylko we dwójkę? I chodzi mi o to, że nie tak na kilka dni. Nie na jedną noc. Tylko już na zawsze.
-Czasami, jak bardzo za tobą tęsknię. Wtedy miewam takie momenty- przyznałam i na niego spojrzałam. Wydawał się być tego wieczora nieco rozkojarzony i jakby wycofany.
-Ja też. Ostatnio, kiedy wyjechałem miałem różne myśli- powiedział i brzmiał zupełnie poważnie.
-Ale chyba nie chcesz...
-Nie. Jasne, że nie. Za bardzo kocham to, co robię. Ale z drugiej strony to ciebie kocham najmocniej i kiedy przeanalizowałem ten rok, a nawet pół roku dotarło do mnie jak mało czasu spędzamy razem. Kocham moją pracę, ale ciebie kocham nieporównywalnie bardziej. Zacząłem o tym myśleć i stwierdziłem, że nie wiem czy w przyszłym roku nie zrobię sobie przerwy i nie pojadę z tobą w trasę- powiedział a ja nie miałam pojęcia, co myśleć i co mu odpowiedzieć. Nie rozumiałam, dlaczego o tym mówi. Dlaczego chciałby robić sobie przerwę akurat teraz, kiedy wszystko jest już przecież ustalone. Przyszły rok miał być dla nas w dużej mierze czasem pełnym pożegnań, moja trasa, jego film i solowa płyta. Ale po tym roku mieliśmy mieć przerwę i on i ja.
-Nie zrozum mnie źle, ale dlaczego o tym rozmawiamy?- zapytałam z nadzieją, że mówi to wszystko tak po prostu. Że nie kryje się za tym coś głębszego. –Oczywiście to nie tak, że nie chciałabym żebyś mi towarzyszył podczas trasy, to nie tak, że nie chciałabym zamknąć się z tobą w naszym pięknym domu i spędzać każdą sekundę życia z tobą. Ale jednak praca to praca, trzeba wywiązywać się z obowiązków. Poza tym szczerze? Nie mogę się już doczekać tej trasy... Koncertowania...
-Wiem i ja tak tylko gadam. Nie słuchaj mnie- powiedział szybko i znowu mnie pocałował. Później, gdy skończył mnie zapewniać, że tak po prostu go naszło, bo o poranku musimy się rozstać na ponad tydzień i nienawidzi, gdy się rozstajemy, mocno mnie przytulił i robił to tak długo aż zasnął. A ja oczywiście zamiast także zasnąć i się w końcu wyspać tym bardziej, że rano czekał mnie lot do Nowego Jorku i bardzo dużo rzeczy do zrobienia wolałam leżeć i gapiąc się jak jakaś psycholka na jego piękną twarz rozmyślałam i analizowałam ostatnie dni i doszłam do wniosku, że Harry był dziwny. Być może nie doszłabym do tego gdybyśmy nie przeprowadzili tej krótkiej, lecz dziwnej rozmowy, ale naprawdę jego zachowanie od kilku dni było nieco inne. Zaczęło się od tego, że razem z Blainem, Niną i Kurtem pakowaliśmy moje rzeczy. Firma przeprowadzkowa miała je przetransportować do LA. Tego wieczora byłam wykończona, wszyscy byliśmy. Poza Harrym. Ja poszłam spać a on stwierdził, że obejrzy jeszcze film. Przez cały kolejny dzień byliśmy tak zajęci, że nie zauważyłam, że prawie się do mnie nie odzywał. A później przez kolejne dni wręcz przeciwnie. Jednak najdziwniejsze było to, że przestał ciągle pytać mnie o dom i o to czy nie żałuję, że zamieszkam w LA. Wcześniej nie uważałam, że to źle, właściwie cieszyłam się, że wyluzował, ale może to było podejrzane? Im dłużej o tym myślałam tym bardziej wszystko mieszało mi się w głowie. Na koniec, będąc już jedną noga w krainie Morfeusza stwierdziłam, że jestem nienormalna i szukam dziury w całym. Zagalopowałam się z moimi analizami i podejrzeniami. Rano właściwie postanowiłam nie wracać już myślami do tej sprawy i gdy razem z Niną i chłopakami byliśmy gotowi by jechać na lotnisko Harry otrzymał telefon. Wiedziałam, że ważny, bo przeprosił nas na chwilę i poszedł do ogrodu, w którym rozmawiał naprawdę długo. Gdy do nas dołączył poprosił mnie o pięć minut rozmowy, mimo że musieliśmy już wychodzić.
-Co jest?- zapytałam pełna podejrzeń. Co prawda nie wyglądał na zmartwionego a raczej wręcz przeciwnie, ale ja i tak zdążyłam już się zestresować.
-Zadzwonił Rick, że jest ostateczny raport w sprawie pożaru mojego domu- odpowiedział a mi momentalnie ze strachu przebiegł nieprzyjemny dreszcz po plecach. –Sprawa została umorzona.
-Co? Jak to umorzona? Ktoś podpalił ci dom i policja to olała? Oszaleli?
-Nie. Spokojnie, nie nakręcaj się i daj mi wyjaśnić- odparł i zamierzał mnie pocałować, ale szybko położyłam mu dłoń na ustach i mu to uniemożliwiłam.
-No to wyjaśniaj- zażądałam a on się uśmiechnął.
-Po przeprowadzeniu kolejnych analiz i po przesłuchaniu wszystkich świadków umorzono sprawę. Śledczy stwierdzili, na podstawie dowodów, które zebrali, że pożar wybuchł częściowo z winy ogrodnika, który tego dnia zajmował się ogrodem.
-Co?
-Nie było to umyślne działanie i ogrodnik podczas kolejnego przesłuchania przyznał, że uszkodził tego dnia kosiarkę- niby otrzymałam od niego klarowną informację, ale wciąż nie do końca ją ogarniałam.
-Co? Niby jak?
-Substancja, której śladowe ilości jakimś cudem znaleziono podczas ekspertyz pochodziły z uszkodzonego zbiornika zwykłej kosiarki.
-Dlaczego nie powiedział o tym od razu?
-Ze strachu. Bał się, że będę chciał go zaskarżyć. Przy kolejnym przesłuchaniu przyznał, że uszkodził sprzęt, ale nie miał już czasu go naprawić. Zamierzał wrócić na drugi dzień i to zrobić, nie sądził, że uszkodzenie jest na tyle poważne, że od tego spłonie cały dom. Pomieszczenie, w którym przechowywałem tego typu sprzęty było nie tylko pomieszczeniem gospodarczym, ale znajdowały się tam miliony kabli, bezpieczniki. Właściwie to była tam mała rupieciarnia, bo nikt tak naprawdę o to nie dbał. Ja tam wchodziłem raz na rok i jakoś średnio przeszkadzało mi, że jest tam tyle rzeczy. Poza tym dwa dni przed tym wysiadł w domu prąd, bo wyskoczyły bezpieczniki. Już wtedy coś się działo i to wszystko było po prostu splotem niefortunnych zdarzeń. Przecież wiesz, że od razu o tym powiedziałem, gdy składałem zeznania i przez to główną hipotezą było zwarcie instalacji. Dopiero później znaleźli ślady tego płynu z kosiarki i przez to zaczęli rozważać jakieś inne hipotezy.
-Nie wiem, dla mnie to mega podejrzane.
-Skarbie to opinia specjalistów, którzy wiedzą, co robią- powiedział i mnie przytulił. Wiedziałam, że mu ulżyło. W końcu zamknął tę sprawę. Do mnie jednak to wciąż nie docierało. Tyle czasu żyłam z myślą, że ktoś to zrobił celowo, że ciężko było mi nagle myśleć inaczej. –Nie cieszysz się?
-Cieszę, ale to jest jakieś dziwne, że tak nagle stwierdzili, że to przypadek- wiedziałam, że doszukuję się dziury w całym.
-Ali, skarbie, nikt nie chciał mi zrobić krzywdy. Potwierdzili to ludzie, którzy się na tym znają. Możesz przestać się martwić i zacząć cieszyć razem ze mną- powiedział a ja się uśmiechnęłam. Miał rację. Powinnam się cieszyć, właściwie chyba powinnam skakać z radości.
-Wiem i to naprawdę super. Bardzo się cieszę, po prostu ta informacja dociera do mnie w opóźnionym tempie- wymamrotałam. Zdawałam sobie sprawę z tego, że liczył na inną reakcję z mojej strony.
-Najlepsze jest to, że nie potrzebuję już tyle ochrony, w końcu wszystko wróci do normalności. Wszyscy wyluzują, nawet ty jak już dotrze do ciebie, że to jednak był wypadek i nikt nie zrobił tego specjalnie- powiedział i znowu mnie objął. Sekundę później przyszła Nina i zaczęła nas ponaglać, bo musieliśmy już jechać.  
Gdy jechaliśmy na lotnisko w pewnym momencie zupełnie się wyłączyłam. Spojrzałam na Harry’ego i zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo wdzięczna jestem za to, co mam. Bo miałam wszystko. Nie dostałam tego tak po prostu, ale na tym etapie mojego życia miałam dosłownie to, o czym marzy chyba każdy. Miałam miłość. Kochałam i byłam kochana. Mój mąż był wspaniałym człowiekiem. Dobrym, ciepłym, wrażliwym. Darzył mnie równie silnym uczuciem jak ja jego. Nasze małżeństwo z każdym dniem było coraz bardziej mocne, my byliśmy z każdym dniem coraz bardziej zakochani w sobie, byliśmy coraz szczęśliwsi. Miałam wspaniałych rodziców, którzy od najmłodszych lat pozwalali mi marzyć. Zawsze byli dla mnie przykładem. Miałam brata, który potrafił się ze mną kłócić o wszystko, ale jednocześnie zawsze stał za mną murem. Miałam niesamowitych przyjaciół, którzy nauczyli mnie, że czasami warto zaufać innym. Byli przy mnie w najgorszych chwilach, wspierali mnie, dlatego ja zawsze chciałam być dla nich, pomagać im. Niall, Kurt, Blaine, Steve, Nina, Zuza, Olivia, Zayn – oni byli moją drugą rodziną. Miałam też wymarzoną pracę, której właściwie nie traktowałam jak pracy. Mogłam śpiewać i tworzyć muzykę i to było niesamowite. Byłam zdrowa. Moje wcześniejsze problemy z gardłem poszły praktycznie w niepamięć. Byłam zdrowa pod względem fizycznym i psychicznym. Moja kariera rozwijała się coraz bardziej i bardziej a ja nie czułam nawet w najmniejszym stopniu wypalenia. Wręcz przeciwnie. Chciałam tworzyć więcej, chciałam większej trasy, chciałam więcej śpiewać, chciałam robić więcej. Miałam pieniądze. Jakkolwiek płytko to zabrzmi. Mogłam pozwolić sobie na rzeczy, na które nie każdego było stać. Prywatne samoloty, apartamenty w najbardziej ekskluzywnych hotelach, obiady w drogich restauracjach, imprezy w najmodniejszych klubach, ciuchy od najlepszych projektantów. Kupiłam dom razem z mężem i mimo tego, że kosztował on fortunę nie odczułam nawet tego ile pieniędzy zniknęło z mojego konta. Miałam wszystko. Prawie wszystko. Ale wiedziałam, że to tylko kwestia czasu, kiedy z Harrym założymy prawdziwą rodzinę. Kiedy będzie ktoś więcej niż tylko on i ja. Kiedy pojawi się w naszym życiu ktoś najważniejszy. Miałam życie, o którym można marzyć. To uderzyło we mnie jak fala tsunami. Bo poza tym, że uświadomiłam sobie jak bardzo szczęśliwa jestem dotarło do mnie, że nie mam pojęcia, czym sobie na to zasłużyłam. Co takiego zrobiłam, że mam wszystko? Dosłownie wszystko a przecież w życiu nie można mieć wszystkiego. Nie można osiągać sukcesów na każdym polu. Nie można od tak pozbyć się wszystkich trosk i zmartwień. Nie można nie mieć problemów, bo one są częścią życia. Nikt nie żyje jak w bajce, choć nawet w bajkach jest „ten zły bohater”. Ten, który próbuje zniszczyć miłość i szczęście głównych bohaterów. Moje życie przypominało bajkę i wśród wszystkich dobrych ludzi, którzy mnie otaczali zapomniałam, że zło zawsze gdzieś czai się w kącie. Nigdy nie znika. Zupełnie straciłam czujność żyjąc wymarzonym życiem i nie wiedziałam, że dzieje się tak tylko, dlatego że ktoś pozwala mi cieszyć się chwilą, nie wiedziałam, że wszystko jest już zaplanowane. Nie wiedziałam, że w mojej bajce dobro wcale nie zwyciężyło. Nie wiedziałam, że zło dopiero pokaże swoje oblicze i to w momencie, kiedy będę zupełnie nieprzygotowana, zaślepiona i bezbronna...



*loser- chyba nie muszę tłumaczyć na polski co oznacza to słowo, chcę jednak wyjaśnić, ze używam tutaj angielskiego wyrazu, bo łączyć się to będzie z pewnym, niewielkim wątkiem w kolejnym rozdziale (chodzi o piosenkę XD) 

piątek, 7 lipca 2017

Rozdział 38




-Wszystko jest jasne?- zapytał mężczyzna ubrany w elegancki garnitur. Spojrzałam na Harry’ego i uśmiechnęłam się do niego. Miałam nadzieję, że mój szczery uśmiech ostatecznie rozwieje jego wątpliwości. O ile wciąż je miał.
-Tak, wszystko jest jasne- odpowiedział mój mąż.
-Przejdźmy więc do najważniejszego- powiedział agent nieruchomości i podał nam plik kartek. Kupowaliśmy dom! Kiedy podpisywałam umowę byłam taka podekscytowana, że myślałam, że nie dam rady już dłużej usiedzieć na miejscu. Chciałam skakać i śpiewać z radości! Gdy było po wszystkim i złożyliśmy razem z Harrym chyba z milion podpisów, wypiliśmy lampkę szampana by to uczcić. Ta sytuacja sprawiła, że nie umiałam się skupić. Omawialiśmy wraz z architektem ostatnie szczegóły dotyczące wykończenia wnętrz, ale ja byłam jakby poza tą sytuacją. Moją głowę zaprzątały już zupełnie inne rzeczy. Wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał nasz pierwszy poranek w naszej sypialni, co zjemy na naszą pierwszą kolację, co w ogóle ugotuję pierwszy raz w naszej kuchni, jaki będzie pierwszy film, który obejrzymy w salonie. Nie mogłam się już doczekać tych wszystkich pierwszych razy. Nie mogłam się doczekać, kiedy przyleci nasza rodzina, do nas, do naszego prawdziwego domu. Do miejsca, które było czymś więcej niż moje mieszkanie w Nowym Jorku. Naprawdę chciałam to zrobić natychmiast. Sama wizja tego wszystkiego nie tylko napawała mnie optymizmem i entuzjazmem, ale też ogromną niecierpliwością.
-Ziemia do Ali- Harry pomachał mi ręką przed twarzą a ja się ocknęłam.
-Co?- zapytałam, bo wydawało mi się, że o coś mnie pytał.
-Zgadzasz się z tym?
-Tak oczywiście- odpowiedziałam, choć nie miałam pojęcia, na co właśnie się zgodziłam. Harry spojrzał na mnie zagadkowo i nagle zapanowała cisza.
-Możemy dać odpowiedź wieczorem? Razem z żoną musimy jeszcze raz przejrzeć plan- powiedział brunet a architekt zgodził się od razu. Wiedziałam, że to przeze mnie. Harry widział, że ciałem jestem tam z nimi, ale myślami już dawno uciekłam do innego świata. Byłam rozkojarzona, bo wszystko docierało do mnie w zwolnionym tempie i ze zdwojoną siłą.
-Nie ma takiej potrzeby. Wszystko jest tak jak chcieliśmy, nie potrzebujemy przeglądać planów- zapewniłam starając skupić się na tym, co w tamtej chwili było najważniejsze. –Mam tylko jedno pytanie. Ile będziemy musieli czekać żeby się wprowadzić?
-Dwa, trzy tygodnie. Zakładając pesymistycznie za cztery tygodnie, ale to naprawdę czarny scenariusz.
-Świetnie, choć liczę na to, że dwa tygodnie wystarczą na dokończenie remontu- odparłam a Harry patrzył na mnie z tą swoją miną. Niby był spokojny, ale wiedziałam, że wewnątrz panikuje, że coś mi się odwidziało i nie chcę z nim kupić tego domu.  Gdy jechaliśmy na lotnisko, co minutę musiałam powtarzać, że nie żałuję tego, że kupiliśmy ten dom. Harry nabrał jakiś absurdalnych podejrzeń źle interpretując moje zachowanie.
-Wyluzuj, serio jestem taka podekscytowana tym, że za dwa tygodnie tam zamieszkamy, że nawet nie wiesz, jakie masz szczęście, że nie wyrażam tego w jakimś bardziej ekspresyjny sposób- powiedziałam, gdy on udawał, że już o tym nie myśli.
-Miałem wrażenie, że gdy podpisałaś umowę jakoś przygasłaś. Nie chcę żebyś była nieszczęśliwa. Jeśli wolisz jednak Nowy Jork wszystko możemy jeszcze odkręcić- miałam ochotę wywrócić oczami.
-Przygasłam, bo najpierw skupiałam się żeby nie przynieść ci tam wstydu a potem zaczęłam planować- powiedziałam i poprawiłam się na swoim fotelu. Siedzieliśmy już w samolocie i nie mogłam się doczekać, kiedy wzbijemy się w przestworza. Chciałam jak najszybciej dotrzeć do Nowego Jorku.
-Dlaczego miałabyś przynieść mi wstyd?- zapytał i tak jak ja chwilę wcześniej zmienił swoją pozycję by mnie lepiej widzieć.
-Bo chciałam skakać tam jak piłka. Ze szczęścia. Chciałam się rzucić na ciebie i całować cię bez opamiętania. Dlatego powiedziałam, że powinieneś się cieszyć, że nie okazuję swojej radości jakoś wylewnie, bo z pewnością najadłbyś się przeze mnie wstydu. I może nabiłabym ci kilka siniaków gdybym z radości na ciebie wskoczyła. Właściwie to nadal mam na to ochotę, ale jako osoba kulturalna zrobię to dopiero, gdy nikt nie będzie widział.
-A co planowałaś?- zapytał a jego głos brzmiał inaczej niż chwilę wcześniej. Uwierzył w moje słowa, bo miał taką minę jakby właśnie wyobrażał sobie jak na niego skaczę i go całuję w tym samolocie.
-Wszystko! Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu tam zamieszkamy- nie chciałam mówić zbyt głośno, bo lecieliśmy normalnym samolotem rejsowym i nie byliśmy na pokładzie sami, ale byłam taka radosna, że naprawdę było to ciężkie.
-Ja też- powiedział i skradł mi całusa.
-Dzisiaj dam do podpisania umowę Blaine’owi i Kurtowi. Oni też zamieszkają w nowym miejscu. To kolejny powód do świętowania. W końcu wyrwą się z tej patologicznej dzielnicy. Nina będzie mieć współlokatorów. Będą bezpieczni.
-A jak sprawa napadu?- zapytał.
-Zapomniałam ci powiedzieć. Umorzyli ją. Nie było żadnych nagrań z monitoringu, świadków w sumie też nie. Nikt nie wiedział, kto to był, ale w tej dzielnicy zdążają się takie napady. To był najprawdopodobniej jakiś pijak- powiedziałam i nieco posmutniałam. A właściwie poczułam złość, bo przecież nikt nie powinien być bezkarny.
-Jakie to chore. Ktoś atakuje dwójkę ludzi i nie zostanie nawet ukarany. Ale z tego, co wiem Kurt nie liczył na inne rozstrzygnięcie. Nawet, jeśli to takie niesprawiedliwe.
-Wiem, też mnie to złości. Ale teraz, gdy chłopaki przeprowadzą się do Niny będę o wiele spokojniejsza. Prawie wszystko będzie na swoim miejscu. Prawie- prawie, bo nieważne co robiłam i jak bardzo byłam szczęśliwa w głowie zawsze miałam wspomnienie płomieni trawiących piękną willę Harry’ego.
-Nie zadręczaj się pożarem- westchnął i kciukiem zaczął kreślić niewielki kółka po wewnętrznej stronie mojej dłoni.
-Będę się tym zadręczać dopóki policja nie złapie podpalacza.
-Nie wiemy czy ktoś podp...- nie chciałam tego słuchać, bo wiedziałam, co powie, dlatego niegrzecznie mu przerwałam.
-Nie zaczynaj- powiedziałam. Kilka razy już się o to pokłóciliśmy. Harry uważał, że niepotrzebnie panikuję a ja nie wiedziałam czy on naprawdę uważa, że to mógł być wypadek czy po prostu ma gdzieś to, że ktoś chciał mu zrobić krzywdę. Być może przyjmował taką postawę tylko przy mnie żebym się nie denerwowała, ale to nie działało. Ja i tak wiedziałam swoje i jego postawa chojraka tylko mnie wkurzała. Dodatkowo czasami miałam wrażenie, że wie coś więcej i mi o tym nie mówi. Ten pożar był jedyną sprawą, w której nie ufałam mu w stu procentach.
-Okej. Nie chcę się kłócić- odpowiedział i spojrzał na mnie tak jakby jednak chciał coś powiedzieć. Był uparciuchem, tak jak ja i czasami ustępowanie i ugryzienie się w język kosztowało go równie dużo jak mnie, kiedy milczałam zamiast powiedzieć o dwa słowa za dużo.
-Ja też. Poza tym dzisiaj jest taki wspaniały dzień, nie psujmy go- powiedziałam i dotknęłam dłonią jego policzka. To w jaki sposób Harry zareagował na tak niewielki gest z mojej strony było wręcz niewiarygodne. Jego policzki się zaróżowiły i to była najsłodsza rzecz jaką widziałam od dawna. –Harry! Twoje różowe policzki są takie piękne!
-Skarbie, ty i te twoje komplementy...
-Co z nimi nie tak?- zapytałam specjalnie gapiąc się na jego policzki.
-Są dziwne.
-Czyli pasują do ciebie jak ulał- odparłam i jego mina była po prostu epicka. Naprawdę musiałam się opanować żeby nie zacząć śmiać się jak uciekinierka z psychiatryka. I tak było przez cały lot. Nie chciałam przeszkadzać innym pasażerom, ale nie było to łatwe, kiedy przez całą podróż się przekomarzaliśmy i Harry’ego nawiedziło na opowiadanie kawałów.
-Jesteśmy!- wydarłam się wchodząc do mieszkania. Harry śmiał się ze mnie, ale miałam go gdzieś.  Byłam podekscytowana, bo chciałam pogadać z Niną i podzielić się wrażeniami, ale przede wszystkim chciałam już przedstawić chłopakom umowę. Nie wiedzieli, co planuję.  Chciałam żeby to była niespodzianka.
-Wydawanie milionów dolarów tak uszczęśliwia ludzi?- zapytał Kurt zanim mnie wyściskał.
-A żebyś wiedział- odpowiedziałam i przywitałam się z Blainem i Niną. -Mam nadzieję, że jesteście głodni, bo w drodze z lotniska kupiliśmy kolację!
-I bardzo drogiego szampana- zauważył Kurt, który zdążył już zajrzeć do torby, w której było jedzenie. Zamierzałam zjeść kolacje w gronie najbliższych i po kolacji przedstawić przyjaciołom moją ofertę.
-Mamy co świętować- powiedziałam i jeszcze raz uściskałam Kurta. –Pomożesz mi?- zapytałam Harry’ego a on uśmiechając się jak debil skinął tylko głową.
-Ja też pomogę- zaoferowała się Nina.
-Nie. Wy usiądźcie w salonie i się odprężcie- powiedziałam znacząco. Nina wiedziała o moim pomyśle. Oczywiście zapytałam ją czy nie miałaby nic przeciwko gdyby po mojej wyprowadzce zamieszkała z chłopakami. Musiałam mieć pewność, bo chociaż wiedziałam, że cała trójka bardzo się lubi lepiej wiedzieć gdyby jednak coś było nie tak. Nina oczywiście się zgodziła i przyznała, że moja wyprowadzka ją stresowała. Nie chciała mieszkać sama, ale jeszcze bardziej bała się, że nie da rady opłacić czynszu. Dlatego po szczerej rozmowie wiedziałam, że ma nadzieję, że Kurt i Blaine zostaną jej współlokatorami.
-To kiedy się przenosicie do LA?- zapytał Blaine. Zrobił to chyba, dlatego że gapiłam się na niego, gdy jadł. Brunet zawsze miał wielki apetyt, ale w tym momencie nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu się naje i usłyszy moją propozycję.
-Za dwa tygodnie. Nałożyć ci jeszcze?- zapytałam w dodatku nietaktownie stukając palcami o blat stołu.
-Nie, dzięki- odpowiedział. Miałam wrażenie, że wprowadziłam jakąś nerwową atmosferę a przecież nie o to mi chodziło. Ja po prostu się cieszyłam. Blaine i Kurt mieli zamieszkać w miejscu bezpiecznym. Naprawdę stresowało mnie to, że może im się coś stać. Po tym napadzie właściwie myślałam o tym codziennie i jedynym powodem, dla którego nie namawiałam ich by natychmiast się przeprowadzili było to, że chciałam by zamieszkali u mnie.
-To może skoro kupiliście szampana wzniesiemy w końcu toast? Kupiliście piękny dom, wypijmy za to- powiedział Kurt a ja spojrzałam na Harry’ego. Patrzył na mnie z fascynacją. Kochałam go. Kochałam najmocniej na świecie.
-Wypijemy, ale nie tylko za to- zaczęłam. W końcu! Pobiegałam szybko do sypialni a gdy wróciłam w dłonie trzymałam dokumenty. –Przejdźmy do salonu.
-Coś się właśnie dzieje? Jeśli tak to nie jestem odpowiednio ubrany- powiedział skołowany Kurt. W tym jakże ważnym momencie, na który czekałam tak długo zadzwonił telefon Niny.
-Przepraszam. Odbiorę a wy kontynuujcie.
-Poczekamy- powiedziałam, ale brunetka machnęła ręką. Nina już wcześniej stwierdziła, że powinnam z chłopakami porozmawiać bez niej tak jak pogadałam z nią. Sam na sam. Ale tak naprawdę nie miałam okazji na spotkanie z nimi w cztery oczy a poza tym uważałam, że nie jest ono nam potrzebne. Znałam moich przyjaciół i wiedziałam, że chętnie zamieszkają z Niną. Właściwie wiedziałam, że zamieszkaliby nawet z kimś obcym byle tylko wyprowadzić się z tej ich nory.
-Jak wiecie, wkrótce się wyprowadzam. I w związku z tym mam dla was propozycję- powiedziałam, bo czułam, że Nina będzie rozmawiać przez godzinę i nie ma sensu za nią czekać. Nie chciałam wygłaszać jakiś przemów wyjaśniających, o co mi chodzi i po prostu podałam im papiery.
-Umowa najmu?
-Co wy na to?- zapytałam i położyłam na stoliku długopis.
-Ali miło, że o nas pomyślałaś, ale...- przysięgam, że serce stanęło mi w piersi, gdy zobaczyłam ich miny.
-Rozmawiałyśmy wcześniej z Niną i ona chce z wami mieszkać- zapewniłam ich. –Ale jeśli wy nie chcecie mieszkać z nią...
-Nie o to chodzi. Kochamy Ninę i chcielibyśmy z nią mieszkać, ale nas po prostu nie stać na mieszkanie tutaj-wyjaśnił Blaine a mi kamień spadł z serca. Nie chodziło o coś poważnego tylko o kasę.
-To nie jest w ogóle problem- powiedziałam szybko. Obawiałam się tego już wcześniej. Ale przecież pieniądze w tym wypadku nie grały żadnej roli.
-Jest. Nie zarabiamy dużo, wciąż spłacamy studia, do tego wydaliśmy wszystkie oszczędności na kaucję i remont tamtego mieszkania.
-Przeczytajcie całą umowę i zobaczcie, jaka byłaby cena- poleciłam wywracając oczami. Nawet nie zdążyli jeszcze dobrze się zapoznać z moją propozycją a już byli na nie.
-Jeśli nie chcecie mieszkać ze mną...- wtrąciła się Nina, kiedy weszła do salonu i zobaczyła ich zbolałe miny.
-Kochanie wiesz, że cię uwielbiamy. Nie chodzi o ciebie czy o nas tylko o pieniądze- wyjaśnił Kurt.
-Czytaj umowę i przestań nas wszystkich stresować- powiedziałam głosem nieznoszącym sprzeciwu.
-Ali czynsz jest jakieś pięć razy za niski- odezwał się Blaine po przestudiowaniu dokumentów.
-Nie. Czynsz jest taki, jaki ustalę ja. Jestem właścicielem. Dlatego nie musicie płacić mi. Ta suma, która jest w umowie to czynsz odgórny. Nie znam się na tym, ale wiecie, o co chodzi. W tej cenie są wszystkie media. No wiecie. Prąd, gaz. Macie to napisane. A ja nie ustalę wam dodatkowych opłat, bo nie chcę wynajmować mieszkania po to by na tym zarobić. Będziecie płacić tak jak płacę ja, jako właścicielka. Naprawdę nie proponowałabym wam tego gdybym wiedziała, że nie podołacie finansowo.
-Ali możesz mówić, co chcesz, ale nie wierzę, że tyle kosztuje utrzymanie tego mieszkania. Wiem, że chcesz dla nas dobrze i to bardzo szlachetne z twojej strony, ale nie będziesz za nas płacić- powiedział Blaine. Doskonale wiedziałam, że nie przyjaźnimy się, dlatego że jestem popularna i mam pieniądze. Wiedziałam, że oni nie chcą na mnie żerować. Ale czasami było mi przykro, gdy nie chcieli przyjąć mojej pomocy. Gdybym była taka jak oni z pewnością chętniej przyjmowaliby pomocną dłoń. W przypadku mieszkania naprawdę składałam im uczciwą ofertę, dla mnie i dla nich. Wiedziałam przecież, jacy są.
-A nie przyszło wam do głowy, że część kosztów pokrywa agencja? Gdy negocjowałam umowy Olivia zadbała o takie rzeczy. Ja pewnie bym o tym nie pomyślała, ale ona dzięki Bogu zna się na tym.
-Myślałem, że odkupiłaś to mieszkanie od agencji- Blaine nie tylko wypowiedział te słowa podejrzliwym tonem, ale spojrzał na mnie jakby nie do końca mi ufał.
-Częściowo. Mam pewne przywileje i sami wiecie, że nie za wszystko muszę płacić- odparłam i na moment w pokoju zapanowała cisza. -Naprawdę z mojej strony to uczciwa oferta. Gdyby było inaczej przysięgam, że byłabym szczera i powiedziałabym, że dopłacam do tego interesu. Ale tak nie jest.
-Po prostu nie chcemy cię wykorzystywać- powiedział Kurt po kilku minutach milczenia i czytania jeszcze raz umowy.
-Nie wykorzystujecie. A ja będę najszczęśliwsza pod słońcem, jeśli tutaj zamieszkacie. Przestanę się o was martwić. Jeśli chcecie przedyskutować to we dwójkę albo, jeśli chcecie pogadać z Niną to śmiało. Mogę poczekać. Jeśli chcecie przeczytać to wszystko jeszcze raz, na spokojnie to ja nie mam nic przeciwko. Nie wiem czy doczytaliście, ale w umowie jest napisane, że możecie wyremontować mieszkanie jak chcecie i macie wolną rękę a koszty remontów pokrywa właściciel. Wiem, że musimy tutaj zrobić małe przemeblowanie, myślę, że moja garderoba może zostać przerobiona na pokój i ja za to zapłacę. Zanim zaprotestujecie chcę tylko powiedzieć, że macie nie unosić się honorem tylko pomyśleć logicznie. Zbieracie kasę na ślub, więc mogę wam chyba jakoś pomóc, prawda? A przecież wiele osób, które wynajmują mieszkania je remontuje zanim je wynajmie. Mogłabym to zrobić zanim się wyprowadzę, w ciągu tych dwóch tygodni, po swojemu bez pytania was o zgodę, ale chcę żeby wam mieszkało się tutaj dobrze i chcę żeby było to zrobione tak jak wy chcecie, zgodnie z waszymi pomysłami- rozmawialiśmy o tym jeszcze godzinę. Nie chciałam na nich naciskać nawet, jeśli najchętniej siłą zmusiłabym ich do podpisania umowy. Zamiast tego starałam się być otwarta i odpowiadać na ich pytania i rozwiewać obawy. Później do rozmowy włączyła się też Nina i skończyło się na tym, że umowy zostały podpisane.
-Za Ali, najlepszą przyjaciółkę na świecie- powiedział Kurt wznosząc kieliszek szampana do góry.
-Za to żebyście byli tutaj szczęśliwi- naprawdę tego dla nich pragnęłam. Moi przyjaciele byli wspaniali i zasługiwali na wszystko, co najlepsze.
-Gdyby nie to, że wszyscy musimy jutro iść do pracy i jesteśmy odpowiedzialnymi ludźmi zabrałbym was do mojego ulubionego klubu żeby porządnie opić i wytańczyć te nasze przeprowadzki- powiedział Blaine i już chciałam odpowiedzieć, że wytańczymy wszystko na urodzinach Nialla, ale zadzwonił mój telefon.
-Wybaczcie na moment- przeprosiłam i żeby nie przeszkadzać poszłam do kuchni. –Tak?
-Ali udało się!- praktycznie wykrzyczała rozentuzjazmowana Olivia. –Dzięki tobie.
-Ale chwila, co się udało?- zapytałam, bo nie miałam pojęcia o co jej chodzi. Tego dnia udało mi się wiele rzeczy i nie wiedziałam czy to możliwie, że odniosłam kolejny sukces.
-Dzwonił przed chwilą do mnie menadżer Enrique! Bilety są w drodze!
-Nie! Serio?!- zapiszczałam do telefonu. Urodziny Nialla zbliżały się wielkimi krokami. Z tej okazji mój przyjaciel postanowił urządzić imprezę w stylu latino. Chyba każdy, kto znał Nialla wiedział, kto jest jego ulubionym latynoskim artystą. Nie sądziłam, że mi się uda, ale to był mój prezent urodzinowy. Enrique Iglesias. A raczej jego koncert.
-Serio!- odpowiedziała a raczej zapiszczała podobnie jak ja. Załatwienie tych biletów graniczyło z cudem. Wbrew powszechnym przekonaniom znane osoby nie dostają wszystkiego, co zapragną i ten koncert był najlepszym na to dowodem.
-Nie wierzę! Ludzie!- zaczęłam się drzeć i pobiegłam do salonu. –Załatwiłam Niallowi Iglesiasa!
***
-Pomożesz mi?- zapytałam i przerzuciłam włosy na prawe ramię.
-Jasne- odpowiedziała Nina i pomogła mi zapiąć sukienkę. Mimo że to Niall był tego dnia najważniejszy, mimo tego, że to było jego święto postanowiłam zrobić małą niespodziankę też mojemu mężowi. Ubrałam sukienkę, którą miałam na sobie tylko raz w życiu, w jego urodziny. To była ta biała sukienka z wycięciami na dekolcie i w talii, którą ubrałam, gdy w ramach niespodzianki urodzinowej pojechaliśmy do Dublina, do hotelu, który okazał się naszym wybawieniem podczas burzy. Właściwie to była moja pierwsza taka sukienka. Kupiłam ją wtedy dla Harry’ego. Później nie założyłam jej już ani razu. Nie potrafiłam tego zrobić. Ale teraz nie myślałam już o tym. Dublin nie kojarzył mi się źle. Kojarzył mi się bardzo dobrze. W mojej pamięci jaskrawo rysowały się te dobre wspomnienia, te, kiedy biegliśmy w burzy, czy te, kiedy Harry miał urodziny. Wszystko, co było złe wyblakło.
-I jak?- zapytałam obracając się wokół własnej osi.
-Wyglądasz jak milion dolarów- przyznała przyjaciółka a ja spojrzałam w lustro i poprawiłam jeszcze szybko włosy.
-Teraz ty. Pomogę ci- powiedziałam i wskazałam na jej czarną sukienkę, która leżała na łóżku. Nina zdjęła satynowy szlafrok a ja pomogłam jej się ubrać, tak by nie rozmazała sobie makijażu czy nie popsuła fryzury.
-Wiem, że się powtarzam, ale nadal nie wiem, co ja właściwie tutaj robię i po co ten pajac zaprosił mnie na te urodziny- Nina była cała podekscytowana. Odkąd tylko dostała zaproszenie. Ale cały czas usiłowała pokazać mi, że wolałaby być teraz w Nowym Jorku w piżamie w łóżku. Mogła mówić, co chciała, ale oczy błyszczały jej jak nigdy i stroiła się ze mną już dwie godziny, bo chciała pięknie wyglądać. Ja chciałam podobać się Harry’emu i tylko dla niego się tak szykowałam. Nina robiła to dla Nialla. Wiedziałam, że cieszy się, że spędzi z nim jego urodziny i żadne jej słowa czy przeaktorzone wzdychanie nie zamydliło mi oczu.
-Jesteście dobrymi znajomymi. Często się widujecie. Kurt i Blaine też zostali zaproszeni- powiedziałam, chociaż byłam pewna, że Niall nie traktuje Niny jak zwykłej znajomej. Wolałam jednak udawać, że nie dostrzegam tego, że tak naprawdę, mówiąc kolokwialnie, Nina i Niall na siebie lecą.
-W sumie racja. Muszę przestać narzekać, bo zamierzam się świetnie bawić. I jak wyglądam?- zapytała, gdy zapięłam jej sukienkę a ona ubrała szpilki. Odsunęłam się od niej na kilka kroków i gdy zmierzyłam jej sylwetkę zaparło mi dech w piersiach.
-Pięknie. Naprawdę wyglądasz nie jak milion, ale ja sto milionów dolarów- przyznałam szczerze. Mój komplement nie zawstydził brunetki, bo z naszej trójki – Zuza, Nina i Ali – to Nina była zawsze najbardziej pewna siebie i zawsze chodziła z głową uniesioną wysoko. Wiedziała, że jest piękna i nigdy w to nie wątpiła. Miała tak odkąd ją poznałam. Ja w przeciwieństwie do niej musiałam dojrzeć do tego by tak siebie postrzegać. Musiałam się nauczyć jak akceptować siebie i swoje wady. Nina nie miała takich problemów. Wydawało mi się, że jeśli chodzi o wygląd brunetka nie miała żadnych kompleksów.
-Dzięki- odpowiedziała tylko i spojrzała na swoje odbicie w lustrze.
-Skoro jesteśmy gotowe możemy iść. Chłopaki pewnie już się niecierpliwią- powiedziałam i wzięłam kopertówkę do ręki.
-Ja jeszcze zadzwonię do mamy. Zaraz do was dołączę- powiedziała i posłała mi niewielki uśmiech.
-Jasne, ale nie gadaj za długo- nie byłam pewna czy rzeczywiście, dlatego chce zostać na chwilę sama, ale wolałam udawać, że jej uwierzyłam. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Kiedy weszłam do salonu Niall, Harry, Kurt i Blaine pili przedimprezowego shota.
-Ja już jestem gotowa, Nina zaraz też zejdzie- powiedziałam przyciągając uwagę chłopaków. Każdy z nich na mnie spojrzał, ale tylko jeden z nich patrzył na mnie jak na ósmy cud świata. Kurt, Blaine, Niall i Steve, który do nas dołączył spojrzeli na mnie tak jak patrzą na mnie zawsze. Tylko Harry gapił się na mnie jakby zapomniał o istnieniu świata. Podeszłam do niego a on objął mnie w talii.
-To ta sukienka...-wyszeptał mi do ucha.
-Cieszę się, że pamiętasz- powiedziałam przytulając się do niego. –I mam nadzieję, że ci się podoba ta moja mała niespodzianka.
-Bardzo. Mam najpiękniejszą żonę na świecie. Gdybym jeszcze ci się nie oświadczył zrobiłbym to teraz- mówił a ja się zaśmiałam.
-Już jestem- usłyszeliśmy, gdy do salonu weszła Nina. Wyglądała zjawiskowo.
-Świetnie. W takim razie się zbieramy- powiedział Steve, który tak jak Blaine i Kurt zdawał się nie zauważać tego jak pięknie wygląda moja przyjaciółka. Harry nawet na nią nie spojrzał, bo cały czas patrzył na mnie. A Niall... Niall był pod wrażeniem. Nie patrzył na nią w taki sposób jak Harry patrzył na mnie. Harry mnie kochał. Ja kochałam Harry’ego. Byliśmy dla siebie całym światem i właśnie tak na siebie patrzyliśmy. Ale Niall nie patrzył na nią obojętnie. Nie patrzył na nią z miłością, to przecież zrozumiałe. Ale patrzył na nią tak jakby była najpiękniejszą dziewczyną na świecie, jakby w tym momencie kradła jego serce. Mimo tylu lat znajomości widziałam to spojrzenie Nialla pierwszy raz. Gdy przeniosłam wzrok na przyjaciółkę także widziałam coś zaskakującego. Mimo tej postawy pewnej siebie wyglądała na nieco speszoną i zawstydzoną. Patrzyli sobie prosto w oczy a ja chciałam tak stać i patrzeć na tę scenę przez kolejną godzinę, bo to był po prostu piękny widok, jednak Harry postanowił mnie pocałować i sprawił, że wszystko i wszyscy na moment zniknęli.
-Eeee to chodźmy, będziecie się migdalić później- odezwał się Niall. Kiedy na niego spojrzałam okazało się, że na jego policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Bez zbędnych komentarzy wzięłam torebkę i patrząc na nim miałam po prostu nadzieję, że w końcu coś z tego będzie. Że ta impreza może pomóc im się ogarnąć, że może zbliżą się do siebie właśnie tego wieczora. Bo naprawdę z ręką na sercu mogłam powiedzieć, że chcę kiedyś ich ponaglać, chcę im powiedzieć „będziecie migdalić się później a teraz chodźmy”.
Kiedy zajechaliśmy na miejsce przywitał nas błysk fleszy. Fotografowie byli poinformowani o imprezie i mieli zrobić gościom zdjęcia przed przyjęciem. Na samą imprezę oczywiście nie byli proszeni. Po niej także miało ich już nie być. Gdy wysiadłam z samochodu do głowy wpadł mi pewien pomysł. Niall stał przez klubem i pozował do zdjęć, później przez pół minuty pozowałam razem z Harrym, obejmowaliśmy się i uśmiechaliśmy. Zrobiono nam także zdjęcia z Niallem i w tym czasie Nina, Blaine i Kurt stali z boku, tak by nie przeszkadzać. A ja chciałam by oni także byli w blasku fleszy, przede wszystkim Nina. Puściałam więc rękę Harry’ego i podeszłam do przyjaciół. Powiedziałam, że wyglądają pięknie i zaproponowałam by także zapozowali do zdjęć i tak zamiast minutę pozowaliśmy tam do zdjęć znacznie dłużej.
-Jeszcze sam Niall z Niną!- rzuciłam w pewnym momencie dumna z siebie. Harry starał się nie wybuchnąć śmiechem widząc moje niedyskretne zachowanie a ja udawałam, że wcale nie postawiłam ich pod ścianą. Niall spojrzał na Ninę, która wzbudziła naprawdę spore zainteresowanie wśród fotografów. Ona kiwnęła głową na znak, że się zgadza i wtedy Horan objął ją delikatnie w talii i przyciągnął do siebie. Uśmiechnął się a ona przez chwilę nie patrzyła przed siebie tylko na niego. Byłam pewna, że te zdjęcia wzbudzą ogromne zainteresowanie i wszyscy nazajutrz będą się zastanawiać, kim jest Nina. I to mnie zaniepokoiło. Bo nie pomyślałam o tym, że być może ona wcale tego nie chce. Niby czasami powtarzała, że mi zazdrości, że chciałaby, choć raz w życiu poczuć coś takiego, ubrać piękną suknię i pozować fotografom jakby była gwiazdą. Ale może nie chciała być źródłem plotek. Dlatego gdy w końcu znaleźliśmy się w środku od razu musiałam z nią to wyjaśnić i kiedy usłyszałam, że ma plotki w nosie i niech mówią, co chcą kamień spadł mi z serca. Wydawało mi się, że ona była po prostu szczęśliwa, że stała tam z Niallem. Stwierdziłam, że jeśli tego wieczora nic się między nimi nie wydarzy zamknę ich w jednym pokoju na klucz i będę trzymać tak długo aż w końcu nie przyznają, że ciągnie ich ku sobie.
-Jestem pewien, że jeśli Niall sam jej nie poprosi do tańca ty zrobisz to za niego- powiedział Harry tak bym tylko ja słyszała.
-To całkiem prawdopodobne- przyznałam i rozejrzałam się dookoła. Niall zaprosił tyle znanych osób, że pojawienie się tutaj tego wieczora było czymś wręcz prestiżowym. Razem z nim jego urodziny mieli świętować nie tylko znani muzycy, ale też sportowcy czy modelki. Ku mojemu zaskoczeniu Nina nie miała najmniejszego problemu z odnalezieniem się w tym towarzystwie. Właściwie nieświadomie przyciągała uwagę wielu osób. Była piękna i uśmiechnięta. Co prawda patrzyła spod byka, gdy Niall witał się z modelkami, ale naprawdę starała się tego po sobie nie pokazywać. Szybko łapała kontakt z osobami, które podchodziły także do mnie i do Harry’ego. Przez moment ją nawet podziwiałam w pamięci mając moje pierwsze takie imprezy i to jak niekomfortowo się na nich czułam. Brunetka nie miała z tym problemu. Gdy kelnerzy podali szampana i wznieśliśmy toast a muzyka zaczęła rozbrzmiewać z głośników razem z Blainem i Kurtem ochoczo ruszyła na parkiet.
-Widziałeś jak wszyscy patrzą na Ninę?- zapytałam Harry’ego. My wciąż nie tańczyliśmy, bo co chwilę ktoś do nas podchodził by zamienić kilka słów. Z niektórymi osobami widywaliśmy się tylko na takich właśnie imprezach i choć nie do końca interesowało nas to, że sąsiad kuzyna kuzynki Nialla kupił sobie psa nie wypadło nie porozmawiać.
-Nie- odpowiedział i zaczął mnie całować.
-Jak nie?- zapytałam przerywając szybko pieszczotę. Jak mógł tego nie widzieć?!
-Cały czas gapię się na ciebie jak wariat- odpowiedział, czym sprowokował mnie do pocałowania jego idealnych ust. Całowaliśmy się i całowaliśmy odstraszając tym chyba od siebie naszych potencjalnych rozmówców, kiedy w kubie zabrzmiała jedna z moich ulubionych piosenek.
-Hasta el Amanecer!- zapiszczałam odsuwając się od niego. Wstałam raptownie i chwyciłam jego dłoń. Sekundę później znaleźliśmy się na parkiecie. Zarzuciłam mu dłonie na kark i zaczęłam kręcić seksownie biodrami. I tak już było do końca imprezy. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, przytulaliśmy się, całowaliśmy. To było niesamowite. Harry przez cały czas był skupiony na mnie. A ja prawie cały czas miałam w głowie tylko jego. Prawie, bo kilka piosenek Enrique musiałam przetańczyć z Niallem. Gdy DJ puścił nam Hero dosłownie darliśmy się w niebogłosy i tańczyliśmy całą piosenkę przytuleni wyznając sobie, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi na świecie. W mówieniu takich rzeczy pomógł nam, a raczej Niallowi alkohol, choć zdziwiłam się widząc Horana w całkiem niezłym stanie. Większość imprezy przetańczyłam jednak z mężem. Skupiłam swoją uwagę na nim i dopiero, gdy wracaliśmy zaczęłam się zastanawiać czy Nina tańczyła z Niallem? Byłam tak ciekawa, że aż mnie świerzbiło żeby zapytać. Siedziałam w samochodzie, Harry oparł głowę o moje ramie i przysypiał a ja walczyłam ze sobą żeby zadać Niallowi to pytanie. Stwierdziłam jednak, że lepiej zadać je Ninie, która niestety wracała drugim autem razem z Blainem i Kurtem. Gdy dojechaliśmy do domu blondyna Nina przyszła do naszego pokoju by życzyć nam dobrej nocy a ja postanowiłam wstrzymać się z pytaniami. Właściwie okazało się to bardzo proste, bo Harry się ożywił i dosłownie zaniósł mnie do łazienki gdzie wzięliśmy wspólny prysznic. Nie sądziłam, że po przetańczeniu połowy nocy wciąż mam siłę na kochanie się z Harrym, ale okazało się, że jest inaczej. Po tej naszej namiętnej kąpieli brunet padł na łóżko wykończony i jedyne, na co starczyło mu sił to objęcie mnie ramionami. Mój ukochany zasnął w pięć minut. I do tego momentu mogłam powiedzieć, że wszystko tej nocy było wspaniałe i romantyczne. Właściwie ten wieczór był wspaniały pod każdym względem. Byliśmy pijani, roześmiani a na koniec kochaliśmy się tak jakby zmęczenie nie istniało. Ale to wszystko skończyło się, gdy Harry zasnął i zaczął chrapać. Niemiłosiernie głośno. Wiedziałam, że to przez alkohol, bo często zdarzało mu się chrapać, gdy wcześniej pił. Ale nigdy nie chrapał tak głośno. On dosłownie charczał mi do ucha i wiedziałam już, że zaśniecie w takich warunkach będzie wyczynem nie z tej ziemi. Szturchałam go, mówiłam żeby przestał, ale to działało na pięć sekund. Po piętnastu minutach zaczęłam nawet na niego krzyczeć, ale on tylko zarzucił mi na brzuch rękę, swoją wielką nogę na moje nogi i przytulił mnie tak mocno, że nie dość, że chrapał mi prosto do ucha to jeszcze ściskał żebra tak, że ledwo oddychałam. Zrozumiałam, że Harry jest o wiele bardziej pijany niż myślałam, kiedy zaczął chuchać mi na twarz i jedyne, co czułam to alkohol i doszłam do wniosku, że ja też jestem narąbana. Kręciło mi się w głowie i przypomniało mi się, że zawsze z Zuzką i Niną mówiłyśmy na to „helikopter”. Uświadomiłam sobie, że mam helikopter, Harry charczy mi do ucha, ściska żebra a z ust dosłownie wali mu jak z gorzelni i to strasznie mnie rozbawiło. Zaczęłam się śmiać jak idiotka a najbardziej w tej sytuacji bawiło mnie to, że przecież pół godziny wcześniej było tak romantycznie. Udało mi się wyswobodzić z jego objęć i jedyne, co mogłam zrobić w tej sytuacji to znaleźć sobie jakieś miejsce do spania. Wyszłam z pokoju i już wiedziałam, że to nie będzie takie proste. Owszem w domu Nialla było pełno pokoi, ale poza nami zatrzymała się tam też Nina, Blaine i Kurt, kuzyn Nialla i jego kuzynka i nie miałam pojęcia, które to są ich pokoje. Być może gdybym była trzeźwa przypomniałabym sobie gdzie, kto nocuje, ale nie potrafiłam. W dodatku było ciemno i to jeszcze bardziej zamazywało mi poprawną ocenę. Poza tym, że byłam już niewyobrażalnie zmęczona zachciało mi się pić. Postanowiłam więc zejść na dół. Poszłam do kuchni i cały czas musiałam świecić sobie telefonem, bo nagle zupełnie nie widziałam gdzie są kontakty i włączniki światła. Nalałam sobie wody do szklanki i pijąc wpadłam na genialny pomysł. Skoro nie ogarniałam pokoi mogłam położyć się na jednej z kanap w salonie. Mentalnie przybiłam sobie piątkę za tak genialny pomysł i potykając się dwa razy o jakieś niewidzialne przeszkody dotarłam do ogromnego pokoju, w którym nie było tak ciemno przez światła oświetlające ogród. Kiedy zobaczyłam, że na fotelu leży złożony w kostkę koc pomyślałam, że w końcu los mi sprzyja. Położyłam szklankę z wodą na stoliku i kiedy chciałam już wziąć koc do ręki zauważyłam, że drzwi prowadzące do ogrodu są otwarte. Chciałam je zamknąć, ale gdy podeszłam bliżej zapragnęłam wyjść na moment na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza. Przez mój stan „lekkiego” upojenia alkoholowego wcale nie wydało mi się dziwne to, że te drzwi są otwarte. Wyszłam do ogrodu, spojrzałam na podświetlony basen i dopiero wtedy zobaczyłam w oddali Nialla i Ninę. Nie słyszałam, o czym rozmawiają, ale stali blisko siebie. Stałam tam kilka sekund gapiąc się na nich niedyskretnie nie wiedząc, co mam zrobić. Właściwie wiedziałam, że powinnam iść i zostawić ich samych, ale nie mogłam, gdy on nagle złapał ją za rękę. Powinnam wejść do domu, ale bałam się, że kiedy się ruszę wszystko zepsuję. Ali daj im chwilę prywatności! Nie powinno cię tu być! – krzyczałam na siebie w myślach i wtedy stało się! Nawet nie wiedziałam jak! Ale zaczęli się całować! I wtedy właśnie dotarło do mnie, co robię. Odwróciłam się i z prędkością światła pobiegłam do domu. Zanim do niego weszłam odwróciłam się by upewnić się, że nie zorientowali się, że tam byłam i kamień spadł mi z serca, gdy zobaczyłam, że niczego nie zauważyli. Całowali się! W końcu! Nagle poczułam tak wielki przypływ szczęścia i ekscytacji, że myślałam, że zacznę wydawać dziwne, pierwotne dźwięki niczym jakiś prehistoryczny człowiek z buszu. Zapominając o tym, że miałam spać w salonie pobiegłam na górę. Musiałam powiedzieć Harry’emu! Biegłam po schodach jakimś cudem się nie zabijając. I wtedy wbiegłam do naszej sypialni i gdy byłam już przy łóżku zahaczyłam o coś nogą i padłam jak długa prosto na Harry’ego, którego nie tylko obudziłam takim atakiem, ale tak przestraszyłam, że siadając raptownie zaczął wymachiwać rękoma we wszystkie strony i dosłownie zrzucił mnie z łóżka.
-Co się dzieje?!- zapytał przerażony, gdy ja leżałam na podłodze. Miałam wrażenie, że gdy upadłam zatrząsnął się cały dom. –Ali? Ali gdzie jesteś?
-Na podłodze- odpowiedziałam skołowana. Wtedy w pokoju zrobiło się jasno, bo Harry zapalił światło. Próbowałam się podnieść, ale byłam tak zamroczona, że to on mnie podniósł i posadził na łóżku. Spojrzałam na podłogę i okazało się, że leżą na niej jego spodnie. –Prawie się zabiłam! Ile razy mówiłam, że masz sprzątać ten syf!
-Przepraszam. Coś cię boli? Uderzyłem cię? Przepraszam, nie chciałem! Ale tak mnie wystraszyłaś. Boli cię coś?- zapytał przejęty całą tą sytuacją.
-Wszystko- odpowiedziałam a on zaczął oglądać moje dłonie i je dotykać.
-Boli jak tak robię?- po chwili zastanowienia stwierdziłam, że boli mnie tylko łokieć, udo i przede wszystkim prawy pośladek.
-Nie. Boli mnie łokieć- powiedziałam i uniosłam rękę do góry a on od razu na niego spojrzał.
-Zdarłaś sobie delikatnie skórę. Ali przepraszam. Naprawdę, nie chciałem żeby coś ci się stało. Coś jeszcze cię boli?
-Taa, tyłek- odparłam, wstałam i podwinęłam nogawkę spodenek do góry a Harry przyjrzał się dokładnie mojemu czerwonemu pośladkowi.
-Będzie siniak. Skarbie przepraszam, naprawdę- brunet był tak przejęty moim wypadkiem, że aż mnie tym rozbawił i stwierdziłam, że to musiało wyglądać komicznie i zaczęłam śmiać się tak bardzo, że nie mogłam oddychać. Harry też się zaczął śmiać i mówić, że miał zawał i jak zobaczył, że leżę na podłodze to miał jeszcze większy zawał i w ramach przeprosin i pocieszenia zaczął masować mi tyłek zupełnie zapominając o moim biednym zdartym łokciu. –Właściwie, dlaczego jeszcze nie spałaś? I czemu chodziłaś po pokoju?- zapytał a ja usiadłam raptownie i rzuciłam się na niego. Położyłam dłonie po obu stronach jego głowy i w końcu mogłam mu to powiedzieć.
-Całowali się! Całowali! Nina z Niallem! W ogrodzie! Przed chwilą! Całowali się! W końcu! Harry! Wiedziałam, że oni są dla siebie stworzeni! Skarbie jak ja ciebie kocham! Kocham! Kocham cię najmocniej na świecie Harry!



Hej!
Gif na górze rozdziału przedstawia oczywiście Ninę!
A tutaj zdjęcie przedstawiające Ali!

W tym rozdziale pojawiła się też wzmianka o tej piosence:

Do następnego!

czwartek, 1 czerwca 2017

Rozdział 37






Planowanie. Czym w ogóle jest planowanie? Jak często to robimy? Jak często leżymy w łóżku i mimo zmęczenia planujemy? Jest na tym świcie ktoś, kto tego nie robi? Można żyć i nie planować? Dla mnie to ciężkie do wyobrażenia, bo ja należę do osób, które mają zaplanowany prawie każdy dzień z rocznym wyprzedzeniem, ale nawet, gdy moje życie tak nie wyglądało, gdy byłam zupełnie anonimową osobą, gdy chodziłam do szkoły czy później na uczelnię wciąż planowałam. Leżałam w łóżku i moją głowę zaprzątały różne rzeczy. Od błahych po te ważne. Każdy z nas przecież snuje jakieś plany. Planujemy, w co się ubierzemy, gdy będzie padać albo, gdy będzie niesamowicie gorąco. Planujemy, co zjemy na obiad. Planujemy, co będziemy robić następnego dnia. Ile godzin poświęcimy na naukę? Ile na odpoczynek? Planujemy wakacje. Planujemy podróże. Czasami nasze plany nie są przyziemne i bardziej przypominają marzenia niż coś, co rzeczywiście może wydarzyć się nazajutrz. Wyobrażamy sobie jak by to było wygrać fortunę na loterii albo zastać zauważonym przez łowcę talentów, który zrobi z nas gwiazdę formatu Celine Dion. Niekiedy największym marzeniem byłoby zostać zauważonym przez chłopaka, w którym skrycie podkochujemy się od miesięcy. Planujemy całą rozmowę nawet, jeśli wiemy, że nigdy się nie spełni. Wyobrażamy sobie wiele nierealnych sytuacji i mimo tego wciąż planujemy. Czasami jednak snucie jakichkolwiek planów, nawet na najbliższą przyszłość, jest zupełnie bez sensu. Czasami nasze wyobrażenia przerastają rzeczywistość tak bardzo, że jest to prawie bolesne. Razem z Harry jeździłam całą noc po ulicach Nowego Jorku planując coś, co okazało się nierealne. Jak się okazuje kupno wspólnego domu wcale nie musi być czymś wspaniałym nawet pomimo tego idealnego planu, który zdążyliśmy ułożyć.
-Nie chcę tam mieszkać, jak inaczej mam to powiedzieć żebyś zrozumiał?- zapytałam siedząc na łóżku z książką w dłoni.
-Może po prostu powiedz, co nie podobało ci się w tych domach w Nowym Jorku? Moim zdaniem były świetne- powiedział i usiadł obok mnie.
-Po pierwsze nie podobała mi się okolica.
-Okolica?- zapytał i parsknął sarkastycznie jak jakiś koń. To miało wyglądać inaczej, wszystko było nie tak. Kupno wspólnego domu miało być czymś wspaniałym. W naszych planach było czymś, co pozwoli zapomnieć o problemach i pozwoli się skupić na budowaniu przyszłości. Jak los pokazał owszem udało nam się zapomnieć o tym, co nas męczyło, ale nie było to wynikiem urzeczywistniania naszych marzeń o wspólnym domu. Był to raczej wynik tego, że byliśmy pokłóceni.
-Najpierw każesz mi mówić, co mi się nie podobało w tamtych domach a gdy zaczynam o tym mówić zachowujesz się jak jakiś koń?- powiedziałam ironicznie i chciałam żeby dał mi spokój. Jak się okazało kupowanie domu z moim mężem nie ma nic wspólnego radością czy przyjemnością. Była to raczej katorga, bo nie umieliśmy dojść do porozumienia.
-Słucham?
-Jutro i pojutrze oglądamy posiadłości tutaj. Czy możemy kłócić się za dwa dni, gdy wszystko już zobaczymy?- zadałam pytanie retoryczne i otworzyłam książkę by dać mu do zrozumienia, że nie chcę już się kłócić.
-Po prostu nie rozumiem jak możesz nie chcieć mieszkać tam- powiedział sfrustrowany.
-Nie rozumiesz a gdy zaczynam ci tłumaczyć nie słuchasz! Nie podobają mi się te domy w Nowym Jorku. Jeden był jakiś ponury, nie podobał mi się ogród, drugi był jakiś ogromny- naprawdę nie podobały mi się wille, które oglądaliśmy. To nie była moja bajka.
-Wiesz co? Jesteś moją żoną i liczyłem, że tym razem będę mógł w końcu kupować posiadłość nie patrząc na nią jak na budynek tylko miejsce, w którym stworzę z tobą rodzinę. W końcu przyszedł ten moment, kiedy mogłem zaangażować się emocjonalnie i nie myśleć o tych willach jak o zwykłych górach cegieł i betonu, w których od czasu do czasu spędzę kilka dni. Ale ty udając i wymyślając jakieś głupie wymówki zepsułaś mi to. W moich wyobrażeniach to miał być niesamowity czas a w rzeczywistości sprawiłaś, że się zawiodłem- powiedział wkładając w każde wypowiedziane słowo tyle jadu na ile tylko było go stać. Nie rozumiałam, o co mu chodzi i jak zepsułam jego wyobrażenia skoro ja tylko wyraziłam swoje zdanie. Taka była prawda. Nie podobały mi się te dwa domy w Nowym Jorku. Po prostu. I nie rozumiałam, dlaczego on mówi mi coś takiego, ale oczywiście byłam okropną osobą i nie umiałam trzymać języka za zębami.
-Sprawiłam, że jesteś zawiedziony?- zapytałam i się zaśmiałam. Odłożyłam książkę, która miałam czytać na stolik i wstałam tak samo jak on chwilę wcześniej. –Ty? Jesteś zawiedziony?
-Popsułaś moje wyobrażenia a tym jak...- zaczął, ale mu przerwałam po to by powiedzieć coś, co go zaboli tak samo jak jego słowa zabolały mnie.
-Ja popsułam twoje wyobrażenia? Skarbie! Wiesz, co? To ty byłeś pierwszy, który podczas naszej znajomości psuł wszystkie wyobrażenia i to od pierwszego spotkania! Już wtedy sprawiłeś, że zderzyłam się ze ścianą w postaci rzeczywistości, która różniła się tak bardzo od mojego wymarzonego pierwszego dnia, że to aż boli! Od początku pokazywałeś mi jak okrutne jest zejście z chmur na ziemię!
-Czyli wracamy do początku? Super tylko skarbie w tym momencie wspominanie tego zupełnie nie ma sensu, bo jakbyś nie zauważyła rozmawiamy o czymś innym.
-My nie rozmawiamy! To ty masz do mnie jakieś dziwne pretensje! I to, co ty mówisz nie ma w sobie choćby mikrograma sensu.
-Skoro tak uważasz to może lepiej będzie jak pójdę się umyć i po prostu pójdziemy spać- powiedział cicho tym swoim zachrypniętym głosem wyrażającym wściekłość.
-W końcu powiedziałeś coś, z czym mogę się zgodzić- odparłam a on posłał mi spojrzenie pełne złości i wyszedł z sypialni trzaskając drzwiami. Byłam na niego wściekła, bo naprawdę nie rozumiałam, dlaczego obwinia mnie o psucie wyobrażeń skoro nic takiego nie zrobiłam. Wyraziłam swoją opinię.  Nie chciałam mieszkać gdzieś gdzie nie będę czuć się dobrze. Nie ogarniałam, dlaczego on nie może tego pojąć i dlaczego chce mi narzucić swoje zdanie. Stałam i gapiłam się na drzwi rzucając im jakieś nienawistne spojrzenia. Być może Harry miał jakiś problem, może coś w pracy, może wille, które obejrzeliśmy bardzo mu się spodobały, ale nie ważne, co go trapiło nie musiał się na mnie wyładowywać. Podeszłam do okna i stwierdziłam, że jestem naprawdę wkurzona. Ja wszystko mu zepsułam? Ja? To on stroił fochy! Nagle zupełnie odechciało mi się spać, czytać i przede wszystkim znowu z nim kłócić a wiedziałam, że gdy tylko się wykąpie i wróci do sypialni znowu zaczniemy. Patrzyłam przez okno i zapragnęłam się przejść. Tak po prostu, jak normalny człowiek. Było, co prawda kilka minut po dwudziestej drugiej a ja byłam już umyta i miałam na sobie piżamę, ale stwierdziłam, że potrzeba spaceru jest tak ogromna, że nie mogę jej zignorować. Napisałam, więc kartkę, że poszłam na spacer i położyłam ją na łóżku. Ubrałam szybko legginsy i bluzę, na nogi założyłam trampki i mając gdzieś to, że być może nie powinnam spacerować o tej porze sama po prostu wyszłam z mieszkania. Zabrałam ze sobą tylko klucze i telefon. Gdy znalazłam się na zewnątrz od razu stwierdziłam, że podjęłam słuszną decyzję. Ruszyłam przed siebie i po prostu szłam. Jak każdy, zupełnie anonimowy człowiek. Nie obawiałam się, że zaraz zza rogu wyskoczy jakiś napastnik, który mnie zaatakuje, bo po pierwsze ta dzielnica LA była zupełnie bezpieczna, po drugie nie byłam tam zupełnie sama tylko wiele osób spacerowało tak jak ja, niektórzy biegali. No i po trzecie ukończyłam kurs samoobrony i wiedziałam jak się zachować gdyby ktoś chciał mi zrobić krzywdę a odkąd powaliłam kiedyś Nialla byłam prawie pewna, że z każdym potencjalnym napastnikiem poradzę sobie tak samo dobrze jak z Horanem. Nie przejmowałam się też tym, że gdzieś zza krzaka może wyskoczyć fotograf. Nie myślałam o Harrym i jego humorkach. Szłam powoli i zwracałam uwagę na coś, na co ostatnio prawie nigdy nie zwracam uwagi. Zauważyłam, że mimo późnej pory wciąż jest bardzo ciepło. Właściwie duszno. Spojrzałam na niebo, które było zasnute chmurami. Zanosiło się na burzę a mi zachciało się śmiać. Nawet pogoda musiała obrazować to, co się dzieje właśnie pomiędzy mną i Harrym. Stwierdziłam, że poczekam aż zacznie się błyskać. Uwielbiałam burzę, ale chyba jeszcze bardziej lubiłam na nią czekać. Lubiłam patrzyć na ciemne chmury leniwie snujące się po niebie. Lubiłam widzieć pojedyncze błyski, które początkowo pojawiały się raz na kilka minut. Idąc wzdłuż ulicy dostrzegłam jak część nieba gdzieś w oddali rozświetla się i poczułam prawdziwą ekscytację. Tak dawno nie robiłam tego, co robiłam w tamtym momencie. Miałam wrażenie, że minęły lata odkąd ostatni raz czekałam na burzę. Ogarnął mnie szczery smutek, gdy zrozumiałam, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz w ogóle wybrałam się na spacer sama. Nie ze Stevem czy Harrym. Kiedy ostatni raz po prostu wyszłam z domu i spędziłam czas spacerując, patrząc w niebo, przyglądając się innym ludziom, rozkoszując się chwilą wolności? Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, kiedy zrozumiałam, że naprawdę nie pamiętam. Równie nieprzyjemne ukłucie w brzuchu poczułam, gdy mój telefon zaczął dzwonić. Koniec wolności. Kochałam Harry’ego całym sercem, całą duszą i całym ciałem, ale nawet ja potrzebowałam czasami pobyć sama bez niego. Nie odebrałam za pierwszym razem. Za drugim też nie. Musiałam go jakoś ukarać za to jak okropnie mnie traktował od dwóch dni. Gdy moja komórka zaczęła dzwonić trzeci raz przestałam się nad nim znęcać i postanowiłam zapytać, czego chce.
-Tak?- zapytałam, chociaż wiedziałam, co powie.
-Gdzie ty do cholery jesteś? Oszalałaś? Sama szlajasz się po nocach? Nie widzisz, że idzie burza? Ja pierdole Ali! Gdzie jesteś? Przyjadę po ciebie- być może było to okrutne z mojej strony, ale jego panika i złość były dla mnie nawet nieco zabawne.
-Widzisz jak mnie wkurzyłeś?- zapytałam i starałam się nie brzmieć na rozbawioną. Mój nastrój potrafił ostatnio zmieniać się tak szybko, że ciężko było z nim nadążyć.
-Co?
-No gdybyś się na mnie nie wyżywał to nie miałabym potrzeby spacerowania w nocy. I nie panikuj- powiedziałam i zastanawiałam się czy miedzy jego brwiami pojawiła się ta zmarszczka, która pojawiała się, gdy się denerwował.
-Gdzie jesteś? Błyska się. O właśnie się błysnęło! Mów gdzie mam przyjechać?- słysząc jak bardzo jego głos jest zachrypnięty i niskiego wywnioskowałam, że zmarszczka pojawiła się na sto procent.
-Nigdzie- odpowiedziałam elokwentnie.
-Nie widzisz, że jest burza?!
-No właśnie! A ja uwielbiam burzę i wrócę sama, gdy mi się zachce. Poza tym nie poszłam daleko. Pa- powiedziałam i się rozłączyłam. Harry się wkurzył i to bardzo a ja usiadłam na ławce i choć to było bardzo dziecinne, cieszyłam się, że siedzi tam w domu i się o mnie martwi. Skoro on mógł psuć mi nerwy przez ostatnie dni ja mogłam psuć jego nerwy przez kilkadziesiąt minut. Telefon znajdujący się w mojej kieszeni zadzwonił jeszcze dwa razy i to wszystko. Nieco mnie to zdziwiło, bo myślałam, że Harry jednak trochę bardziej się postara, ale najwyraźniej odpuścił i stwierdził, że poczeka z krzyczeniem na mnie aż wrócę. Cieszyłam się, że tak postanowił, bo dzięki temu skupiłam się na otoczeniu. Chmury kłębiące się nad miastem coraz szczelniej zakrywały niebo. Wydawało mi się, że kotłują się i schodzą coraz niżej. Obserwowałam coraz częstsze błyski i słyszałam, że coraz głośniej grzmi. Burza była coraz bliżej, ale ja nie chciałam jeszcze wracać. Nie umiałam nazwać uczucia, które mnie ogarnęło, ale było mi po prostu dobrze. Siedziałam na ławce, obserwowałam nadchodzącą burzę i to było tak przyjemne, że mogłabym tak siedzieć całą noc. Postanowiłam, że pójdę do domu, gdy zacznie kropić. Zamierzałam cieszyć się chwilą dopóki deszcz mnie nie wygoni.
-Ali!- usłyszałam w pewnym momencie i jedyne, na co się wysiliłam to wywrócenie oczami. -Czy ciebie pogięło?
-Nie. Gdzie masz samochód?- zapytałam i naprawdę prawie wybuchłam śmiechem. Harry nie mógł przyjechać samochodem, bo miałam na sobie jego bluzę, w której zostawił kluczyki.
-Wracamy do mieszkania.
-Nie. Jeszcze nie pada. Poza tym irytujesz mnie i sprawiasz mi przykrość i nigdzie z tobą nie pójdę- w sumie nie wiedziałam, dlaczego się tak upieram. Nagle zerwał się wiatr, zaczęło się błyskać z każdej strony i siedzenie na zewnątrz przy takiej pogodzie było nieodpowiedzialne. Ludzie, którzy wcześniej spacerowali teraz chodzili w pośpiechu a ich liczba znacznie się zmniejszyła. Z drugiej strony Harry roztaczał jakąś taką nerwową aurę, że znowu poczułam, że jestem na niego zła. Bo zamiast powiedzieć, o co mu chodzi ja musiałam się domyślać, dlaczego mój mąż tak dramatyzuje i przede wszystkim źle mnie traktuje.
-Pójdziesz czy tego chcesz czy nie!- wrzasnął i pochylił się nade mną. Sprawnie mnie podniósł i przerzucił sobie przez ramię jakbym była workiem ziemniaków i po prostu zaczął iść przed siebie.
-Poczekaj, puść mnie! Okej, pójdę sama, ale mnie puść- powiedziałam a on przystanął na moment i postawił mnie na ziemi. –Pójdę, ale najpierw powiedz w końcu, o co ci chodzi.
-Deszcz zaczyna padać. Świetnie. Przez ciebie zmokniemy i możesz się już zacząć modlić żebyśmy nie zachorowali- co za irytujący dupek! I zrzęda!
-Zachowujesz się tak samo jak wtedy, kiedy pękła nam prezerwatywa i coś sobie uroiłeś. Wtedy też byłeś na mnie zły a ja nie wiedziałam, dlaczego. Musiałam się domyślać. I teraz też muszę, więc możesz mi w końcu powiedzieć jak ci zepsułam wymarzone kupowanie domu? Bo wybacz, ale nie zamierzam spędzić tygodnia na domyślaniu się, o co ci chodzi.  Nienawidzę, gdy tak się zachowujesz. Masz problem to mi powiedz a nie! Co ty sobie w ogóle wyobrażasz!- każde kolejne słowo, które padało z moich ust wypowiadałam coraz głośniej. Nie chciałam urządzać scen, dlatego postanowiłam, totalnie wbrew mojej naturze, się opanować.
-A ty?! Wiesz, co się mogło stać?! Wymyśliłaś sobie spacer w nocy, dodatku w burzy!
-Powiedz o co chodzi. Wtedy myślałeś, że nie chcę mieć z tobą dzieci a teraz? Harry mógłbyś się ze mną komunikować jak człowiek? Gdy mi coś nie pasuje od razu ci mówię a ty? Wiem, że dziewczyny lubią, kiedy facet jest tajemniczy, ale ty nie jesteś tajemniczy tylko wkurzający. Irytujący. Tak irytujący to idealne określenie. Bo widzę, że jesteś na mnie zły a kiedy chcę pogadać mam wrażenie jakbym zderzała się ze ścianą.
-I mówi to dziewczyna, która...- po jego minie widziałam, że ma przygotowaną jakąś, jego zdaniem, błyskotliwą ripostę, ale nie mógł jej powiedzieć, bo ktoś nam przerwał.
-Ali! Harry! Ali!- usłyszeliśmy. Obok nas podjechał samochód a w nim siedział fotograf, który już zakładał odpowiedni obiektyw na aparat.
-Zajebiście. Przez kilka dni miałem być niewidoczny, bo wiesz, że Liam nagrał remix i na tym wszyscy mieli się skupić. A teraz...- Harry zrzędził jak jakiś stary dziad a ja chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam za sobą. Jeśli dalej stalibyśmy w miejscu jak kołki to oczywiście, że zrobiliby nam zdjęcia. Nie chciałam psuć tego, nad czym pracował Liam a fotki, które mógł nam zrobić paparazzi z pewnością mogłyby być podłożem do bardzo ciekawych, wyssanych z palca sensacyjnych informacji. Zaczęliśmy, więc biec. Deszcz padał coraz mocniej, właściwie to była już prawdziwa ulewa. Paparazzi krzyczał za nami a my wbiegliśmy w jednokierunkowa uliczkę. Wjazd na nią znajdował się z drugiej strony. To oczywiście nie zatrzymało mężczyzny, który był zmotywowany by zrobić nam zdjęcia. Fotograf wysiadł z samochodu i zaczął biec za nami, ale nie był tak szybki jak my. W pewnym momencie w ogóle przestałam o nim myśleć. Deszcz moczył nam ubrania, wiatr rozwiewał włosy. Trzymaliśmy się za ręce, biegliśmy w burzy i to było jak deja vu.
-No okej- powiedziałam, wzięłam parasol ze schowka i wyszliśmy na zewnątrz. Ta nawałnica w niczym nie przypominała pogody, którą rozkoszowałam się rano. Była groźna, mocno padało, błyskało się cały czas, bez przerwy, do tego wszystkiego wiał silny wiatr. Gdy rozłożyłam parasol od razu powyginał mi się na wszystkie strony, cały się połamał.
-Harry?!- pokazałam mu zniszczenia i zaczęłam się śmiać. Musiałam wyglądać jak głupek śmiejąc się w takiej sytuacji.
-Wyrzuć go!- krzyknął a ja wykonałam jego polecenie. -Daj mi rękę! Pobiegniemy!- pokiwałam tylko głową i zaczęliśmy biec. Harry strasznie ciągnął mnie za rękę, ale ja nie mogłam biec szybciej przez obijającą się o nogi torebkę. -Ali nie dasz rady szybciej?
-Torebka mi przeszkadza!
-To daj mi ją!
-Ale wtedy tobie będzie niewygodnie!- cały czas musieliśmy krzyczeć przez wiatr, deszcz i grzmoty.
-To nic. Ja i tak mam dłuższe nogi od ciebie, więc będę biegł szybko- serio musiał o tym wspominać? O swoich zgrabnych, długich nogach, przez które miałam kompleksy? Widząc moją minę zaczął się śmiać.
-Proszę- podałam mu torebkę a on zawiesił ją sobie na ramię i wyciągnął ponownie rękę. Po chwili biegliśmy z nadzieją odszukania schronienia. Cała sytuacja mimo szalejącej burzy wydawała mi się strasznie zabawna i chichrałam się jak debilka. Harry też się śmiał. W pewnym momencie dojrzałam jakieś światła i wiedziałam, że nic mi się nie przewidziało i jesteśmy uratowani. Puściłam rękę chłopaka i najszybciej jak potrafiłam zaczęłam biec w stronę oświetlonego budynku.
-Ej mała czekaj!- zawołał Harry, ale ja ani przez chwilę nie myślałam by spełnić jego prośbę.
-Złap mnie!- odwróciłam się i krzyknęłam. Chwilę później dopadłam do drzwi i szybko je otworzyłam. Harry dobiegł w tym samym momencie i dosłownie wpadliśmy do hotelu cali zdyszani, mokrzy i roześmiani.
-Mam cię!
-Harry- wypowiedziałam tylko przypominając sobie tamtą burzę, tamten bieg.
-Wiem- odpowiedział i na mnie spojrzał. Też mu się to przypomniało. Patrzył na mnie w taki sposób, że nie mogłam się nie uśmiechnąć a kiedy on też się uśmiechnął zaczęłam się śmiać. Puściłam jego dłoń i zaczęłam biec najszybciej jak potrafiłam.
-Ej mała czekaj!- nie mogłam uwierzyć, że pamięta, co wtedy powiedział. Tymi słowami obudził motyle w moim brzuchu.
-Złap mnie!- krzyknęłam tylko. Czułam to co wtedy, jakąś taką wolność i przede wszystkim było mi idiotycznie wesoło. Biegłam najszybciej jak potrafiłam nie myśląc o niczym innym jak o tym, że w tej chwili jestem po prostu szczęśliwa. Bluza i legginsy, które miałam na sobie były mokre, moje włosy także. Po twarzy spływały mi stróżki deszczu, nade mną niebo przecinały błyskawice i to było niesamowite. Harry był niesamowity. Śmiał się tak jak ja. Czuł to co ja. Tak jak ja zapomniał o problemach i czuł wolność. Do apartamentowca, w którym znajdowało się nasze mieszkanie wpadliśmy mokrzy, zdyszani i roześmiani. Nie zwracaliśmy uwagi na ochronę i na kilka osób znajdujących się w lobby. Weszliśmy do windy i jadąc na odpowiednie piętro patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Nasz śmiech powoli przeradzał się w uśmiech. Po kilku sekundach uśmiech na twarzy Harry’ego przerodził się w minę, którą doskonale znałam. Miałam wrażenie, że temperatura wokół nas wzrosła o jakieś dwadzieścia stopni, wydawało mi się, że jeszcze chwilę a wokół nas powietrze będzie tak duszne i parne, że burza rozpęta się także tutaj. Gdy tylko weszliśmy do mieszkania Harry od razu przyparł mnie do drzwi i zaczął całować moje usta, moją szyję, mój dekolt.
-Wtedy powinienem zrobić właśnie to- powiedział i znowu zaczął mnie całować. Wiedziałam, że wciąż wspomina tamten wieczór w Dublinie.
-A żebyś wiedział. Powinieneś- odparłam. Chwile później byłam już zupełnie naga. Tej nocy udawaliśmy, że nie mamy żadnych problemów. Kochaliśmy się. Po prostu. Właściwie kochaliśmy się w sposób, w jaki już dawno tego nie robiliśmy. Odkąd zamieszkała z nami Nina na ogół musieliśmy zachowywać spokój i ciszę. Nie chciałam żeby moja przyjaciółka musiała doświadczać takich niezręcznych momentów. Oczywiście nie miałam jej tego za złe. Ale teraz byliśmy sami i mogliśmy kochać się gdzie chcieliśmy i jak głośno chcieliśmy. Dlatego zrobiliśmy to w każdym pomieszczeniu. Kochaliśmy się jęcząc, wzdychając głośno. To było coś, czego po prostu potrzebowaliśmy. Nasz seks zawsze był dobry, ale ten był niesamowity. Był pełen pożądania i oddania. Pełen pragnienia i tęsknoty. Pełen złości i miłości. Nie mieliśmy zahamowani i nie mogliśmy się nasycić. To było jak zaprzeczenie całej tej grzeczności, w której sidłach tkwiliśmy, gdy wiedzieliśmy, że za ścianą, w pokoju obok jest Nina. W końcu, gdy nasze ciała otulała przyjemność mogliśmy krzyczeć swoje imiona, prosić o więcej, żądać mocniej i szybciej z zupełnie wyłączonymi głowami. Nie musieliśmy myśleć o innych, myśleliśmy wyłącznie o sobie i o tym jak cholernie jest nam dobrze.
-Nie mam siły wstać- powiedział Harry a ja mu się przyglądałam. Było rano. Słońce wpadające do sypialni oświetlało jego twarz. Wyglądał na zmęczonego, ale przede wszystkim na zrelaksowanego.
-Jestem cała obolała- przyznałam zgodnie z prawdą. Ta noc była szalona.
-Nie pamiętam, kiedy ostatni raz robiliśmy to tyle razy jednej nocy. Kiedy robiliśmy to na tyle sposobów. Musimy to robić częściej. W ogóle...- mówił i nagle zrobił pauzę. Uśmiechnął się głupkowato, więc byłam pewna, że zamierza powiedzieć coś, co mnie wkurzy albo przynajmniej zirytuje.
-W ogóle? No dokończ- ponagliłam go.
-Pracowałaś ostatnio na siłowni nad swoją elastycznością?- zapytał a przez to, że niedawno się obudziłam i mój mózg miał jeszcze problemy z myśleniem nie zrozumiałam go od razu.
-No tak, rozciągałam się i- widząc jak porusza znacząco brwiami w końcu ogarnęłam, do czego zmierza. -Ty zboczeńcu!
-To co wyprawiałaś, skarbie... Jesteś bardzo gibka- przyznał a moja mina bardzo go rozbawiła.
-Zamknij się. Wstajemy, jemy śniadanie, pijemy kawę, ubieramy się i jedziemy oglądać domy!- powiedziałam szybko, bo nie chciałam rozmawiać o tym, jaka rozpustna i giętka byłam w nocy.
-Ale serio, potrafisz zarzucić nogę tak wysoko i...- nie zamierzałam tego słuchać. Tak, kochać się można w wielu ciekawych pozycjach i nie zawsze musimy to robić w łóżku leżąc na sobie. Ale co się działo w nocy zostaje w nocy, dlatego Harry oberwał ode mnie poduszką w głowę. –Okej już milczę.
Właściwie ten poranek był jednym z najidealniejszych poranków w moim życiu. Byłam zmęczona, bo nie przespałam nocy, ale jednocześnie czułam, że moje ciało jest odprężone. Miedzy mną a Harrym nie było żadnej złej energii, jakbyśmy tą nocą zaczęli rozdział „Kupno domu” od nowa. Jakbyśmy mieli białą kartkę. Harry był taki wesoły, robiliśmy wspólnie śniadanie, które jedliśmy o wiele za długo. Ale my po prostu rozmawialiśmy, dawaliśmy sobie buziaki, trzymaliśmy się za ręce, zakochiwaliśmy się w sobie kolejny raz. Nasza rozmowa nie dotyczyła ani domów, ani pracy, ani policji czy sądów. On opowiadał mi, co słychać u jego mamy, ja opowiadałam o Zuzie. Opowiadaliśmy sobie, co nam się śniło tej nocy i poprzedniej. Zastanawialiśmy się, na co pójdziemy do kina, sprawdziliśmy nawet repertuar. Stwierdziliśmy, że naprawdę to zrobimy. Nie wynajmiemy pół kina na jeden wieczór. Pójdziemy normalnie, jak normalni ludzie. Doszliśmy do wniosku, że możemy trochę tej normalności pomóc i możemy się nieco wystylizować. Harry miał doczepić brodę, ubrać jeansy z szerokimi nogawkami, trampki. Ja miałam założyć blond perukę, jakąś niemodną sukienkę, którą mogliśmy kupić między obiadem a oglądaniem drugiego domu. Znowu planowaliśmy. Planowaliśmy dzień. I znowu okazało się, że było to zupełnie niepotrzebne a nasze plany boleśnie nierealne. Nasza sielanka skończyła się po obejrzeniu pierwszej posiadłości, która bardzo mi się spodobała. Harry wrócił do bycia nadętym palantem, któremu nie wiedziałam, o co chodzi. Po obejrzeniu drugiej willi mój mąż zupełnie zapomniał o kinie i o tym jak tego poranka opowiadał mi swoje idiotyczne żarciki a ja śmiałam się z nich do rozpuku. Zapomniał jak się śmialiśmy, gdy ja suszyłam włosy a on się golił i wysmarował mi twarz pianką do golenia. Zapominał o wszystkim i znowu był jak stary, zrzędliwy dziad. Gdy nastał wieczór a konkretnie godzina dwudziesta pierwsza poszedł się umyć, bo stwierdził, że jest bardzo zmęczony. Powiedział to tak jakby obwiniał mnie o to, że ja chciałam uprawiać z nim dziki seks poprzedniej nocy a on po prostu nie chciał mi odmówić. Znowu obwiniał mnie za wszystko. Znowu wszystko, co zrobiłam go drażniło. Znowu mnie zirytował, dokładnie tak samo jak poprzedniego wieczora. Znowu miałam ochotę wyjść na spacer, najlepiej taki prosto do Nowego Jorku. Ale postanowiłam być tą mądrzejszą stroną w tym małżeństwie. Schowałam, więc dumę do kieszeni, usiadłam na łóżku i po prostu za nim czekałam. Gdy wszedł do sypialni zachowywał się tak jakby mnie wcale w niej nie było. Rzucił swoje ubrania na fotel wcześniej zwijając je w kulkę. Doskonale wiedziałam, że zrobił to, bo wie jak mnie to denerwuje i zawsze na niego krzyczałam, gdy robił taki bałagan. W dalszym ciągu mając mnie za powietrze położył się po swojej stronie łóżka, nakrył się kołdrą, zgasił lampkę stojącą na jego szafce nocnej i zamknął oczy. Zupełnie szczerze sama przed sobą przyznałam się, że jedyne, na co miałam ochotę w tamtym momencie to udusić go poduszką. Albo przynajmniej walnąć go w tą obrażoną, idiotyczną twarz. Podeszłam do niego i uniosłam dłoń do góry. Naprawdę chciałam go uderzyć. Za to jak okropnie znowu mnie traktował. Ale zamiast tego wzięłam głęboki wdech i zamknęłam na moment oczy a gdy je otworzyłam wiedziałam, że przemocą niczego nie wskóram. Harry był problematyczny, chodził do specjalisty, bo nie zawsze potrafił rozmawiać o uczuciach, lękach, problemach. Wiedziałam, że taki jest i zamiast wyżywać się na nim, że czuję się zraniona pochyliłam się nad nim i położyłam swoje usta na jego. Miałam otwarte oczy, więc widziałam jak on otworzył swoje szeroko. Wtedy odsunęłam się od niego na kilka centymetrów i przez jakiś czas patrzyliśmy na siebie. Nagle poczułam jak ujmuje moją twarz w swoje wielkie dłonie i przyciąga mnie do siebie. Tym razem przymknęłam oczy a on złączył nasze wargi w naszym pocałunku. W naszym namiętno-delikatno-perfekcyjnym pocałunku.
-A teraz powiedz, dlaczego zachowujesz się jak palant- zaczęłam, gdy przestaliśmy się całować.
-Przepraszam- powiedział i w końcu brzmiał łagodnie i przede wszystkim w oczach nie miał już tej złości.
-Wiem, że coś się trapi, po prostu mi powiedz- starałam się go jakoś zachęcić do wyznania prawdy więc dałam mu szybkiego buziaka w policzek.
-Okej- westchnął głośno i w końcu wyjawił mi, dlaczego od kilku dni jest jak tykająca bomba. -Wiem, że chcesz się poświęcić dla mnie. A nie chcę żebyś to robiła. Nie poświęcaj się dla mnie już nigdy więcej.
-W jakim sensie poświęcić?- zapytałam, chociaż wiedziałam już, dlaczego jest taki nerwowy. Zrozumiałam, o co mu chodzi.
-Wiesz, w jakim. Mieszkasz w Nowym Jorku i kochasz tam mieszkać. Ale wiesz też, że ja mieszkałem tutaj, wiesz, że większość moich przyjaciół mieszka tutaj, tutaj nagrywam najwięcej, tutaj toczyło się moje życie, kiedy nie byliśmy razem, chodzi ci pewnie nawet o to, że kocham słońce, które tutaj świeci codziennie, dlatego chcesz poświęcić się dla mnie i chcesz zamieszkać tutaj. I nie zaprzeczaj, że jest inaczej. Dlatego z góry założyłaś sobie, że to, co będziemy oglądać w Nowym Jorku ci się nie spodoba.
-Nie. Nie założyłam sobie tego z góry. Po prostu nie podoba mi się dom, w którym pomieszczenia są tak wielkie, że potrzebowalibyśmy megafonu żeby móc się słyszeć. I nie próbuj mi wmawiać, że tobie się tam podobało. Wiem, że tak jak ja lubisz, gdy jest po prostu przytulnie. I skończ z tym poświęcaniem. Robisz ze mnie cały czas jakąś świętą, która wiecznie poświęca się dla ciebie, kiedy to zupełna bzdura.
-Moim zdaniem to nie bzdura tylko prawda- powiedział a ja spojrzałam na niego spod byka. Starałam się wyglądać groźnie, ale on jedynie się uśmiechnął. -Okej, być może zgadzam się z tobą, pierwszy był trochę wielki, ale drugi dom?
-Nie mów mi, że nie byłeś tam przytłoczony?- ja naprawdę czułam się tam jakaś stłamszona. 
-Nie byłem- mogłam przewidzieć, że nie przyzna mi racji tak dla zasady.
-Ja byłam, było tam ciemno. Ogród był jakoś... za blisko. Było tam tak mało światła. Poza tym nie podobały mi się podłogi i cały budynek na zewnątrz. Wszystko było tam za ciemne. Nie było tam w ogóle życia.
-Podłogi można zmienić, ogród zaprojektować od nowa, cały budynek można przearanżować...
-Ale, po co?- zapytałam i ujęłam jego twarz w dłonie. -Można też kupić budynek, który po prostu będzie nam się podobać. I nie mówię tego by się poświęcać dla ciebie. Czy tak ciężko ci zrozumieć, że chcę tutaj zamieszkać? Chcę zmienić otoczenie? Chcę codziennie cieszyć się słońcem?
-I nie chcesz widywać się z Niną, Kurtem? Chodzić na tańce? Do ulubionej kawiarni?- gdy Harry coś wbije sobie do głowy ciężko jest mu to wybić.
-Zamknij już się! Jesteś uparty jak osioł! Możesz zacząć mnie słuchać? Poza tym, doskonale wiesz, że gdyby twój dom nie spłonął, to w nim byśmy zamieszkali. Prawdopodobnie już wcześniej. I nie było by żadnych dyskusji- taka była prawda i Harry o tym wiedział.
-Nie prawda. Mógłbym go sprzedać i kupić coś w Nowym...- ja swoje a on swoje. Jedynym plusem tej rozmowy był atmosfera, w której się odbywała. Nie sprzeczaliśmy się, nie denerwowaliśmy tak jak wcześniej.
-Nie zrobiłbyś tego. Nie sprzedałbyś go. Poza tym twierdzisz, że zamierzam się poświęcić, chociaż nie wiem, co to za poświęcenie, ale sam twierdzisz, że ty nie poświęcisz swoich ulubionych miejsc i ludzi, gdy zamieszkamy w Nowym Jorku?- zapytałam próbując go jakoś podejść.
-To coś innego.
-Jesteś taki irytujący! To nie coś innego!
-Nie jestem irytujący. To ty się irytujesz, bo wiesz, że mam rację- odparł i wydawało mi się, ze zaraz nasza przyjazna atmosfera pęknie jak bańka mydlana. Harry i te jego zmiany nastroju!
-Ostatnio zachowujesz się jakbyś miał napięcie przedmiesiączkowe- zauważyłam a on się uśmiechnął. Nasza bańka została uratowana.
-Teraz widzisz jak mam ciężko, kiedy ty masz te swoje napięcia i okresy?  Nie da się z tobą wtedy wytrzymać- stwierdził a ja spiorunowałam go spojrzeniem.
-Ale w moim przypadku to wina hormonów i ogólnie biologii a w twoim to jakieś twoje błędne oceny i wyobrażenia- powiedziałam. W końcu udało nam się normalnie rozmawiać. Z Harrym czasami ciężko było to robić, dlatego cieszyłam się, że wyrzucił z siebie to, co leżało mu na sercu. Częściowo miał rację, bo chciałam zamieszkać w LA głównie dla niego, ale sama także lubiłam tu przebywać. Poza tym dom, który jak do tej pory spodobał mi się najbardziej był nie tylko piękny, ale był niedaleko domu Nialla. A to był dla mnie ogromy plus. Kiedy wyjaśniliśmy sobie nieporozumienia w końcu zaczęliśmy rozmawiać o tych posiadłościach na spokojnie. Początkowo chcieliśmy by były zupełnie w stanie surowym, ale później szybko zrozumieliśmy, że to jest bez sensu. Leżeliśmy przytuleni i wymienialiśmy uwagi na temat tego, co można by zmienić w posiadłości, która jak się okazało Harry’emu też najbardziej się spodobała. Wciąż mieliśmy też do obejrzenia jeden dom. Nasza rozmowa była normalna, ale nagle poczułam, że coś jest nie tak. Nie wiedziałam, co ale coś nagle zupełnie się zmieniło. To uderzyło we mnie jak fala.
-Co jest?- zapytał Harry, gdy zorientował się, że go nie słucham.
-Nie wiem, ale coś mi się przypomniało- odparłam i poczułam jak zaczyna mnie boleć głowa.
-Co?
-Nie wiem. O czymś zapomniałam. A ta rozmowa... Nie wiem, o czym zapomniałam, ale to jest ważne- to co czułam było niepokojące. To uczucie było podobne do tego, które pojawia się, gdy rano zaśpisz i się śpieszysz a gdy jedziesz do pracy nie jesteś pewna czy wyłączyłaś żelazko? Zamknęłaś drzwi na klucz? Zdajesz sobie sprawę z tego, że pada i wieje huraganowy wiatr i nie masz pojęcia czy pozamykałaś okna. To właśnie poczułam tylko o wiele bardziej spotęgowane.
-Chodzi o domy?
-Nie. O czym rozmawialiśmy?- stwierdziłam, że muszę sobie przypomnieć. To było zbyt ważne.  
-O domach, o poświęcaniu się- powiedział, ale mi nie chodziło o to.
-O czym jeszcze?- zapytałam.
-O tym, że dom koło Nialla jest super i podoba nam się najbardziej.
-A wcześniej? Co powiedziałam wcześniej?- wiedziałam, że moje psychiczne zachowanie wzbudziło w Harrym niepokój, ale musiałam ogarnąć, o co mi chodzi.
-Że domy w Nowym Jorku były okropne.
-A coś nie o domach? Co powiedziałam?
-Że cię irytuję. Że zachowuję się jakbym miał okres- odpowiedział i to było to. Wykonałam tak gwałtowny ruch, że Harry aż cały się wzdrygnął, bo go przestraszyłam. A ja dopadłam telefon i spojrzałam na datę. Natychmiast wstałam i podeszłam do stolika, na którym leżał mój kalendarz. Otworzyłam go i zaczęłam szukać odpowiedniego dnia. –Ali nie lubię, kiedy robisz coś takiego i nagle zaczynasz milczeć. Co się dzieje do cholery?
-Spóźnia mi się. Okres. Miałam dostać okres ponad dwa tygodnie temu- odpowiedziałam spokojnie. Chodziło mi o okres. Wcześniej w ogóle o nim nie pomyślałam, zapomniałam. Pierwszy raz w życiu zapomniałam o miesiączce. Ale to nie było wcale najdziwniejsze. Najbardziej zaskakujące było bowiem to, że wcale się nie zdenerwowałam. Właściwie cieszyłam się, że odkryłam, o co mi chodziło.
-Jesteś w ciąży?- nie byłam pewna czy zapytał tak spokojnie, bo nie chciał mnie straszyć czy naprawdę był spokojny. A może nie dotarło do niego, o co mnie pyta?
-Nie wiem. Biorę tabletki, ale może raz czy dwa nie wzięłam? Może nie pamiętam? Nie wiem- odpowiedziałam i położyłam się koło niego. Przytuliłam się do mojego męża i nie panikowałam.  
-Stresujesz się, że to może być dziecko?- zapytał i spojrzał mi prosto w oczy. On też nie panikował, ale chyba tak jak ja był świadomy tego, że rozmawiamy o być może najważniejszej sprawie w naszym życiu. O czymś, czego nie planowaliśmy a być może stało się i zmieni wszystko.
-Nie. Nie stresuję się. Ale muszę zrobić test- odpowiedziałam.
-Naprawdę nie panikujesz? Wtedy, gdy pękła nam gumka byłaś cała roztrzęsiona.
-Wiem. Może właśnie, dlatego że już raz coś takiego nam się przydarzyło teraz jestem spokojna. A ty?
-Ja też jestem spokojny. Mamy już doświadczenie. Czy to nie wspaniałe?
***
Weszłam do łazienki z testem ciążowym w ręce. Harry wszedł ze mną i patrzył na mnie tak, że momentalnie zaczęłam się krępować.
-Możesz wyjść?- zapytałam, bo nie byłam pewna czy on jest świadomy tego, że nie zrobię tego przy nim. Nic nie mówiąc spełnił moją prośbę i zostałam w łazience sama.
-Już? Jaki jest wynik?- zapytał po pięciu minutach.
-Jeszcze nie wiem- odpowiedziałam, bo nawet jeszcze nie nasikałam na ten patyczek. Po prostu nagle zaczęłam się denerwować. Właściwie zaczęłam żałować, że od razu wypaplałam wszystko Harry’emu. Mogłam to zrobić sama, sama kupić test i sama sprawdzić czy noszę pod sercem nowe życie. Czułam, że test wyjdzie negatywny. Byłam pewna na dziewięćdziesiąt procent, że nie jestem w ciąży. Ale Harry wydawał się być pewny, że jest inaczej i gdy wracaliśmy z apteki a on zaczął nadawać naszym nienarodzonym dzieciom imiona przestraszyłam się, bo nie chciałam go zawieść. Nie chciałam żeby mu odbiło, nie chciałam żeby ubzdurał sobie, że cieszę się, że nie jestem w ciąży, bo nie chcę mieć z nim dzieci. Nie chciałam żeby było tak jak ostatnim razem.
-I?- zapytał, gdy otworzyłam drzwi. Nie wiedziałam, co czuje i co myśli i w tym właśnie momencie żałowałam, że nie jestem Edwardem ze Zmierzchu i nie umiem czytać mu w myślach. To by bardzo pomogło.
-Jeszcze tego nie zrobiłam- odpowiedziałam.
-Siedziałaś tam piętnaście minut i jeszcze tego nie zrobiłaś?
-Po prostu wyjaśnijmy sobie coś. Ja chcę mieć z tobą dzieci, ale jeszcze nie teraz- powiedziałam. Ostatnim razem, gdy cieszyłam się, że nie jestem w ciąży Harry’emu odbiło i musiałam być pewna, że tym razem mu nie odbije.
-Wiem. I ja też wolałbym żeby test był negatywny- odpowiedział a ja zaczęłam przyglądać mu się podejrzliwie.
-Po prostu ostatnim razem uroiło ci się, że nie chcę założyć z tobą rodziny i zachowywałaś się dziwnie i nie gadałeś ze mną... No wiesz jak było- powiedziałam a jego twarz zaczęły zdobić rumieńce. Zawstydził się. Harry był najdziwniejszym człowiekiem na świecie.
-Wiem, zachowywałem się jak oszołom. Ale nie musisz się teraz o to martwić- odparł i spuścił głowę w dół.
-Bo wiesz zacząłeś już wymyślać imiona a ja jestem pewna, że nie jestem w ciąży. I nie chcę cię tym zawieść- położyłam dłoń na jego policzku i zmusiłam go do patrzenia na mnie.
-Skarbie nie zawiedziesz mnie i w ogóle tak nie myśl. Ale nie możesz być pewna.
-Jestem prawie pewna. Ostatnio chodziłam taka zestresowana. Wydaje mi się, że przez to nie mam okresu. Stres bardzo wpływa na cykl miesiączkowy i ja jestem chodzącą definicją stresu- powiedziałam a on ujął moją dłoń w swoje i złożył na niej delikatny pocałunek.
-Skarbie, po prostu zrób test. Jeśli będzie negatywny to super, jeśli będzie pozytywny to super. Ale zrób go i nie przejmuj się swoim psychicznym mężem. Nie odbije mi, gdy zobaczę jak kamień spada ci z serca, bo nie zostaniemy teraz rodzicami.
-Byłoby miło gdybyś nie zaczął zachowywać się dezorientująco.
-Nie zacznę, ale przestań trzymać nas w niepewności.
-Okej- powiedziałam jeszcze i znowu weszłam do łazienki. Nie odwlekałam już tego, co i tak musiałam zrobić. Wykonałam wszystko zgodnie z instrukcją, która znajdowała się na opakowaniu poza czasem, jaki musiałam odczekać by zobaczyć wynik. Odczekałam dokładnie pięć minut więcej by mieć pewność, że nic się nie zmieni.
-I?- zapytał kolejny raz, gdy wyszłam z łazienki a ja zamiast odpowiedzieć podałam mu test. –Jedna kreska. Czyli co to znaczy?
-Że nie jestem w ciąży- odpowiedziałam i przyglądałam mu się jak jakaś psycholka. A on nie zbzikował tylko mnie przytulił.
-Nie ważne, co by się stało byłbym z tobą. Przepraszam, że wtedy mi odbiło- wyszeptał mi do ucha.
-Dziękuję.
-Miałaś rację. 
-Po prostu czułam, że to nie to.
-Ale z jakiegoś powodu nie masz okresu. O ile test się nie myli. Tak czy siak musisz iść do lekarza. Co jak jesteś chora? Nie znam się na tych sprawach, ale chyba każdy wie, że miesiączka to niesamowicie ważna sprawa. A skoro nie masz jej tak długo to może coś ci jest- powiedział. Widziałam po jego minie, że naprawdę się o mnie martwi. Pod tym względem Harry zawsze przesadzał a od sprawy z guzkami był nieco przewrażliwiony. Wystarczyło, że powiedziałam, że boli mnie głowa a on już najchętniej wysłałby mnie do lekarza.
-To stres. Ale nie przejmuj się. Pójdę do lekarza i zobaczę, co mi powie- dałam mu całusa i uśmiechnęłam się do niego. -Już drugi raz mieliśmy taką akcję.
-Nabieramy coraz więcej doświadczenia- odparł a ja się zaśmiałam. Wyobraziłam sobie, że piszę CV i w rubryce doświadczenie wpisuję, że już dwa razy miałam akcję pod nazwą ciąża.
-W końcu kiedyś wyjdę z toalety i zobaczysz dwie kreski na patyczku- obiecałam a jego oczy momentalnie zaczęły błyszczeć z radości.
-Już nie mogę się doczekać.
***
-Już jestem po- powiedziałam do telefonu. –Lekarz uważa, że to przez stres i siłownię. Kazał mi zwolnić no i na jakiś czas mam odstawić tabletki antykoncepcyjne. Mam zrobić badanie krwi jeszcze żeby zobaczyć jak tam moje hormony, ale ogólnie nie musimy się martwić. Musimy się tylko odstresować. No i mniej ćwiczyć.
-Ale na pewno wszystko jest w porządku?- zapytał a ja wywróciłam oczami. Wiedziałam, że Harry po prostu się o mnie martwi i troszczy, ale tak przejmował się, że nie będzie mógł ze mną iść do lekarza, że aż zaczęło mnie to denerwować.
-Na pewno. A jak tobie mija dzień? Mówiłeś Niallowi, że zostaniemy jego sąsiadami?- postanowiłam zmienić temat i odwrócić nieco jego uwagę. Nie powiedziałam mu, że lekarz zapisał mi tabletki na wywołanie miesiączki, bo nie zamierzałam ich jeszcze brać. Chciałam się wyciszyć, przystopować, zacząć znowu jeść regularnie, przestać brać tabletki na antykoncepcję i zobaczyć czy to pomoże. Tabletki były ostatecznością, ale gdyby Harry o nich wiedział sam pilnowałby czy biorę je regularnie. Gdy skończyliśmy rozmawiać postanowiłam urzeczywistnić mój plan. Stwierdziłam, że skoro nie mogę tyle ćwiczyć to chętnie zastąpię te zajęcia jakimiś innymi. Musiałam się wyciszyć, więc stwierdziłam, że idealna do takich zadań jest joga. Może nieco przesadzałam, ale zawsze traktowałam moje zajęcia z jogi bardzo poważnie. Starałam się na nie uczęszczać regularnie, bo po prostu je uwielbiałam. Umówiłam się, więc na dodatkowe zajęcia na drugi dzień. Nazajutrz rano zgodnie z planem udałam się na wyciszające i kojące nerwy zajęcia i... jedyne, co czułam przez cały czas to złość i irytacja. Zajęcia te odbywały się zawsze w niewielkiej grupie osób i do tej grupy dołączyła pewna kobieta. Na oko była przed czterdziestką – z wyglądu. Zachowaniem przypominała raczej dziesięcioletnie dziecko. Joga pozwalała mi się wyciszyć, zawsze. Ale na tych zajęciach ta baba po prostu przeszkadzała. Była głośna, śmiała się, gdy nie potrafiła wykonać jakiejś pozycji, dosłownie cały czas pytała instruktorki czy wykonuje wszystko poprawnie. Miałam się odstresować, ale przez to babsko byłam jeszcze bardziej zestresowana. Przyjmowałam kolejne pozycje, które miały mnie zrelaksować, ale przez piski i śmiech tej kobiety jedyne, co robiłam to notoryczne przeklinanie w myślach. Halo! To jest joga! Ja tutaj próbuję zapomnieć o trudach mojego życia! Traktuję to serio a nie jak jakieś wygłupy i wygibasy a ten babsztyl zachowuje się jakby był na imprezie w klubie!
-Ta pani- gdy tylko zajęcia się skończyły od razu podeszłam do instruktorki i wskazałam jej babę, która doprowadzała mnie do szału. –Ta pani musi zmienić grupę. Nie może być z nami. Prawda?- spojrzałam na dziewczynę, która stała za mną i też chciała porozmawiać o czymś z Jennifer, miałam nadzieję, że o tym samym, co ja. Nie czekając na odpowiedź blondynki kontynuowałam. –Ta pani musi się przepisać a inne zajęcia. Musimy ją przenieść i musimy się upewnić, że już nigdy tutaj nie wróci. Z kim musimy porozmawiać żeby to załatwić? Chodźmy i to załatwmy od razu- powiedziałam i zarówno instruktorka jak i dziewczyna, która stanęła obok mnie patrzyły na mnie wzrokiem mówiącym jedno. Ali Rose popadła w szaleństwo. Patrzyły na mnie jak na wariatkę i wyglądały na nieco przestraszone. I wtedy podeszła do nas kobieta, którą właśnie starałam się wyrzucić z zajęć.  Spojrzała na mnie niepewnie a gdy się odezwała wydawało mi się, że podziela uczucia moich wcześniejszych rozmówczyń.
-Hej. Wydaje mi się, że napisałam piosenkę na twój album- powiedziała.
-Jaką piosenkę?- zapytałam nadal będąc wkurzona dodatkowo moją złość podkręcając nadmierną gestykulacją.
-Nazywa się Anything’s Possible- odpowiedziała a ja z pewnością wyglądałam jak szajbuska.
-Tak i mi jej nie dałaś!- powiedziałam sarkastycznie wciąż kipiąc złością a ona spojrzała na mnie jakby obawiała się nieco o własne życie.
-Możesz ją sobie wziąć- usłyszałam jak cicho i niepewnie wypowiada te słowa i dopiero wtedy ogarnęłam, co się dzieje. W mojej głowie przełączył się odpowiedni przełącznik i dotarło do mnie, z kim rozmawiam.
-Poczekaj, o mój Boże! To ty!- moja złość automatycznie przerodziła się w ekscytację. To była ona! –Naprawdę? To znaczy przepraszam, że byłam taka niemiła. Ta piosenka jest genialna.
-Jeśli nadal ją chcesz jest już twoja- byłam taką idiotką! Jak mogłam być dla niej niemiła?
-Ja nie chciałam żeby pani poczuła, że musi mi ją dać. Ostatnio jestem trochę zestresowana, jeszcze raz przepraszam za ton i to jak się do pani odezwałam- powiedziałam skruszona. Uśmiechnęłam się do niej i kamień spadł mi z serca, gdy ona uśmiechnęła się do mnie.
-Masz czas żeby pójść na kawę?- zapytała. Cieszyłam się, że nie zraziłam jej do siebie.
-Teraz?
-Tak, możemy ustalić szczegóły żeby jak najszybciej wejść do studia. Bo muszę być przy nagraniu- każdy mój dzień jest zaplanowany. Ten także był. Ale taka zmiana planu była wspaniała.
-Oczywiście, że mam czas- oczywiście, że go nie mam, ale pójdę z tobą kobieto nawet do Honolulu, jeśli dzięki temu dasz mi tę piosenkę.
-W takim razie chodźmy.
Nawet najlepszy plan może zawieźć, gdy zdarzy się coś nieoczekiwanego, bo plany mają to do siebie, że nie uwzględniamy w nich zdarzeń, których się nie spodziewamy. Dlatego czasami, gdy coś lub ktoś znowu psuje nam nawet najlepszy plan, nie pozostaje nam nic innego jak improwizacja. Musimy improwizować. Musimy zmieniać. Czasami zmiana planów jest niesamowicie stresująca. Wytrąca nas z równowagi. Na poczekaniu musimy wymyślić plan awaryjny. Musimy rozwiązać problem najlepiej jak potrafimy. Musimy pogodzić się z tym, że czasami pewne rzeczy dzieją się niezależnie od nas i naszych idealnych planów. Ale czasami nagłe zmiany planów nie są wcale takie złe. Czasami są to dobre zmiany. Czasami te zmiany są aż tak dobre, że cieszymy się, że one nastąpiły i jedyne, co nam pozostaje to stworzenie nowego, lepszego planu.




Heeeeej!
Wiem, że obiecałam, że dodam rozdział jeszcze w maju, ale gdy dwa dni temu go napisałam stwierdziłam, że poczekam te dwa dni i dodam go dzisiaj jako prezent na dzień dziecka ode mnie dla Was! <3 Tak więc wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka! (Jeśli myślicie, że jesteście za stare by świętować powiem Wam, że moja babcia co rok przyjeżdża do nas 1 czerwca żeby dać mojemu tacie prezent z okazji jego święta XDDD) Mam nadzieję, że mój prezent Wam się spodobał!
Przechodząc do piosenki... KOCHAM JĄ!!!! Historia pozyskania przez Ali Anything's Possible to prawdziwa historia pozyskania tej piosenki przez Leę! Co prawda trochę przerobiłam to żeby pasowało do opowiadania, ale większość się zgadza. Lea nagrywała Scream Queen's gdy pierwszy raz usłyszała piosenkę i miała wtedy doła. Gdy ją usłyszała stwierdziła, że to piosenka, której desperacko potrzebuje, ale okazało się, że nie może jej dostać. Cały Album był już skończony i Lea zagroziła, że wyrzuci wszystko do śmieci jeśli nie dostanie Anything's Possible, ale nawet te groźby nic nie dały i musiała się pogodzić ze stratą XD Później Lea wróciła do LA, poszła na zajęcia z jogi i była tam jakaś mega wkurzająca baba, która krzyczała i śmiała się nie zważając na innych XD No i Lea chciała ją wywalić z tej grupy i wtedy ta kobitka powiedziała, że napisała dla Lei Anything's Possible- część dialogu pod koniec rozdziału żywcem wzięłam z opowieści Lei z jej koncertu w Londynie XD Koniec końców MoZella - autorka (znana m.in. z napisania Wrecking Ball) dała Lei piosenkę i piosenka ta znalazła się na płycie XD Tutaj dodam Wam filmik z Londynu gdzie jest część tej historii (całość jest na filmiku z całego koncertu) i możecie to sobie same wyobrazić no i posłuchać wykonania na żywo, które jest genialne i takie piękne!! Lea na żywo brzmi tak pięknie!! Lea jest taka piękna!!!<3 <3 <3 <3 <3  

Przepraszam za wszystkie błędy!
Fragment pisany kursywą to oczywiście część z Turn To Stone
Do następnego!
PS I love youuuuu all!!! <3 <3 <3 <3 <3