niedziela, 3 czerwca 2018

Rozdział 49






Chloe wspięła się na palce, zarzuciła Harry’emu ręce na szyję a ja czułam się tak jakby mi nogi wrosły w podłogę. Ta lafirynda właśnie zamierzała pocałować mojego męża.
-Co ty robisz?!- powiedział Harry i zrobił krok w tył. Z tonu jego głosu wnioskowałam, że jest zaskoczony. Wciąż nie widziałam jego twarzy, bo stał do mnie tyłem. On też mnie nie widział.
-Przecież ci się podobam- odparła głośno, tak żebym słyszała. Znowu się do niego zbliżyła a on znowu się odsunął.
-O czym ty mówisz?- Harry był w szoku i chyba zaczynał czuć też złość.
-Nie udawaj...
-Odsuń się- powiedział stanowczo i głośno. Zareagował dokładnie tak jak powinien, szybko, stanowczo i to mnie odblokowało. Znowu czułam swoje nogi a moje serce biło jak oszalałe. Byłam wściekła przede wszystkim na tą podłą sukę, ale częściowo też na Harry’ego.
-Dlaczego teraz się tak zachowujesz? Bo jest po wszystkim?- zapytała sugerując, że coś między nimi zaszło.
-Po jakim wszystkim?- jeśli w takiej sytuacji istnieje jakiś idealny schemat zachowania to Harry spisał się wzorowo. Jego reakcja była bardzo naturalna i on po prostu niczego w tamtej chwili nie udawał w przeciwieństwie do Chloe, która postanowiła odegrać jakieś chore przedstawienie a ja zamierzałam zagrać w nim główną rolę.
-Brawo! Brawo!- powiedziałam i wchodząc do sypialni to właśnie robiłam. Biłam brawo patrząc w oczy tej lafiryndzie.
-Ali to nie tak- brunet był już nie tylko zły i w szoku, ale teraz na pierwszy plan wysunęło się przerażenie. Natychmiast do mnie podszedł i złapał mnie za ręce.
-Nie udawaj Harry! Przecież przed chwilą uprawialiśmy...
-Przed chwilą nawet cię tutaj nie było! Ali przysięgam do niczego nie doszło- Harry naprawdę bał się, że pomyślałam, że mnie zdradził nie zdając sobie sprawy, że nigdy w życiu nie byłam nikogo tak pewna jak jego w tej chwili. Owszem miał na sobie tylko ręcznik a ona była w samej koszuli, ale to dla mnie nie było żadnym dowodem. Właściwie wydawało mi się, że wiem, dlaczego to wygląda tak, bądź co bądź, dwuznacznie.
-Wiem- odpowiedziałam tylko, stanęłam między nią a nim i spojrzałam na zegarek, który miałam na ręce. –Masz piętnaście albo nie, daję ci pół godziny na opuszczenie mojego domu. Daję ci aż trzydzieści minut tylko, dlatego że masz się dokładnie spakować i wziąć ze sobą wszystko, co twoje, jeśli cokolwiek tutaj zostawisz by za dwa dni pod pretekstem tutaj wrócić mogę ci od razu powiedzieć, że to wyrzucę, choćby miała to być diamentowa kolia.
-Skarbie ja...- Harry chciał pewnie zacząć mówić, że mam w nic nie wierzyć, chciał mnie zapewniać, że do niczego nie doszło a ja nie musiałam tego słyszeć. Chciałam z nim porozmawiać, ale najbardziej na świecie pragnęłam żeby ona zniknęła.
-A z tobą porozmawiam później- powiedziałam wskazując palcem na Harry’ego, który wyglądał tak jakby wydawało mu się, że to wszystko nie dzieje się naprawdę tylko to jakiś głupi koszmar, z którego zaraz się obudzi.
-Porozmawiajmy teraz, ja naprawdę, przysięgam, naprawdę...
-Wiem. Uspokój się- powiedziałam, ale zamiast patrzyć na Harry’ego patrzyłam na Chloe, która miała tak dziwny wyraz twarzy, że sama nie wiedziałam, co właściwie się z nią dzieje. Patrzyła na mnie z ogromną nienawiścią, ale jednocześnie wydawało mi się, że widzę w jej oczach strach.
-Nie wyrzucaj mnie Harry- wyszeptała wyglądając tak jakby właśnie palił jej się grunt pod nogami, jakby zrozumiała, że zrobiła coś źle, popełniła błąd, którego nie może naprawić. Ja na jej słowa jedynie się zaśmiałam. Ona była najbardziej bezczelnym człowiekiem na Ziemi.
-Idę na dół a ty to załatw- powiedziałam do Harry’ego, który do tej całej palety emocji, które odczuwał dodał chyba zdziwienie spowodowane moim zachowaniem. Zanim wyszłam kazałam mu się jeszcze ubrać. Gdy znalazłam się na dole słyszałam jak Harry się na nią wydziera i dopiero powoli zaczynało do mnie docierać co się tak właściwie wydarzyło. Miałam jakąś nieopartą chęć opowiedzenia komuś o tym, więc zadzwoniłam szybko do Niny. W minutę powiedziałam jej, co się stało a ona zaproponowała, że do mnie przyjedzie. Nawet nie wiedziałam jak bardzo tego chcę dopóki mi tego nie zaproponowała, dlatego zgodziłam się natychmiast. Po zakończeniu rozmowy sprawdziłam ile minut minęło. Nie żartowałam dając tej wywłoce pół godziny, naprawdę byłam gotowa wyciągnąć ją siłą na ulicę, nie wspominając o wyrzuceniu jej rzeczy. Patrzyłam na zegarek jak zahipnotyzowana i nie mogłam uwierzyć, że czas może być taki dziwny, niby minuta zawsze miała sześćdziesiąt sekund, ale czasami wydawało mi się, że to jednak tak nie działa. Zostało jej osiemnaście minut, ale te poprzednie dwanaście zdawały się trwać wieczność.
-Skarbie wiem, co możesz sobie myśleć, ale zanim mnie zwyzywasz i się na mnie obrazisz pozwól mi powiedzieć jak było- powiedział Harry, gdy wszedł dokładnie po dwunastu minutach i dwudziestu sześciu sekundach od mojego wyjścia z sypialni. –Najpierw chcę wyjaśnić, dlaczego byłem goły, to znaczy w samym ręczniku. Strasznie dzisiaj zmokłem, jak wróciłem do domu od razu poszedłem pod prysznic a gdy wyszedłem z łazienki ona już była w naszej sypialni i urządziła tę chorą akcję. Nie wiem, dlaczego była tak ubrana, nie wiedziałem nawet, że jest w domu. Jak ją zobaczyłem byłem zaskoczony.
-Miałam rację- stwierdziłam tylko niegrzecznie mu przerywając. Bo miałam rację, co do tej wywłoki. Chloe zawsze wydawała mi się być zagrożeniem, nigdy nie wierzyłam w jej przemianę i szczerość. Miałam rację.
-Przysięgam, że już nigdy jej nie zobaczysz, nie przyprowadzę jej tutaj, nie będę kazał ci się z nią spotkać- oznajmił a to było przecież oczywiste. Zwróciłam jednak uwagę, że mówił tylko o mnie a co z nim? Może nie powinnam ich zostawiać samych, bo ta podła manipulantka mogła go jakoś przekabacić.
-A ty? O czym z nią teraz rozmawiałeś?
-Kazałem jej się wynosić. Teraz pakuje swoje rzeczy, zaraz ktoś po nią przyjedzie.
-Harry kiedyś powiedziałam ci, że nie będę ci mówić, z kim masz się przyjaźnić a z kim nie, ale teraz to zrobię. Masz usunąć ją ze swojego życia. Nie tylko z mojego. Co ona ci teraz powiedziała?
-Przeprosiła mnie, prosiła o wybaczenie- odpowiedział cicho. Wiedział jak idiotycznie to brzmi, dlatego nie patrzył mi w oczy.
-Dlaczego to zrobiła? Dlaczego tak się zachowała?- wydawało mi się, że znam odpowiedź na te pytania, ale byłam ciekawa, co mu powiedziała. Co takiego wymyśliła? Czym próbowała go zmanipulować?
-Bo myślała, że ja coś do niej... Nie wiem. Nie wiem, co jej strzeliło do głowy, nie umiała mi tego logicznie wytłumaczyć, może nie chciała tego zrobić. Nie wiem.
-Jaki ty jesteś ślepy- powiedziałam i przeczesałam palcami włosy. Ona doskonale wiedziała, że Harry nic do niej nie czuje a to przedstawienie odegrała, bo chciała nas skłócić.
-Przysięgam, że nie dawałem jej żadnych znaków. Przynajmniej nie celowo.
-I tego, że ona tobie dawała znaki nie widziałeś. Kłóciłeś się ze mną o nią wiele razy, ale ja widziałam to wszystko. Nie wyolbrzymiałam, nie chodziło nawet o zazdrość, bo nie przez zazdrość widziałam to, że ona na ciebie leci a ty... A ty teraz musisz dać jej jasno do zrozumienia, że...- właśnie przez to byłam zła na niego, bo nie wierzył mi tylko jej. Cały czas zapewniał mnie, że ona jest super a ja jestem uprzedzona i tak naprawdę nie słuchał mnie, gdy mówiłam, że jest inaczej i to przez jego ślepotę doszło do tej sytuacji. Przez to, że uparcie idealizował tą swoją ulubioną top model musiałam się zmierzyć z takim niepotrzebnym stresem.
-Już to zrobiłem. Ona wie, że kocham ciebie i tylko ciebie. Wie, że nic do niej nie czuję.
-Wiesz, że ona widziała, że stoję za wami i właśnie wtedy próbowała cię pocałować?- zapytałam a on nic nie odpowiedział. –A jak już weszłam do sypialni próbowała wmówić mi, że do czegoś miedzy wami doszło. Pytała dlaczego udajesz. Sugerowała, że mnie z nią zdradziłeś.
-A ty w to nie uwierzyłaś- stwierdził i się uśmiechnął. W takim momencie się uśmiechnął. Czubek.
-Oczywiście, że nie uwierzyłam.
-Kiedyś zrobiłabyś mega aferę- powiedział jakby do siebie.
-Kiedyś byłam inna. No i wciąż czeka cię mega afera, ale najpierw muszę pozbyć się problemu o nazwie Chloe. Nie chcę jej dawać satysfakcji. Chciała nas skłócić, chciała mnie zranić, ale jej się to nie udało. Dlaczego nic nie mówisz? Dlaczego nie przyznajesz mi racji? Wiem, że ci przykro, dlatego że to czupiradło zawiodło cię dzisiaj na całej linii, ale wkurzasz mnie, bo powinieneś mi przytakiwać a tego nie robisz.
-Bo jest mi najzwyczajniej w świecie wstyd, że to się stało. Nie wiem co mam ci powiedzieć, bo jest mi w chuj głupio- wyjaśnił a ja nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Jego słowa sprawiły, że zrobiło mi się jakoś przykro i było mi go żal. Złapałam jego dłoń i po prostu milczałam. To Harry przerwał panującą ciszę. -Naprawdę mnie dzisiaj zaskoczyłaś. Jakby nie patrzeć miałaś podstawy by jej uwierzyć.
-Ufam ci, znam cię. Wiem, że mnie kochasz.
-Ale nie weszłaś od razu. Sama powiedziałaś, że ona widziała, że nam się przyglądasz. Dlaczego?
-Nie wiem.
-Chciałaś mnie sprawdzić? Czekałaś na moją reakcję?
-Nie. Mnie chyba po prostu zatkało. Sama nie wiem, dlaczego dałam jej czas. Dlaczego pozwoliłam tej sytuacji się rozwinąć, ale byłam pewna, że mnie nie zawiedziesz. I mam nadzieję, że nie zrobisz tego teraz i naprawdę to koniec waszej znajomości.
-Po tym, co zrobiła możesz być tego pewna. Gdybyś uwierzyła w jej słowa, gdybyś chciała mnie zostawić... Nigdy jej tego nie wybaczę.
-Obiecaj, że...- byłam gotowa zmusić go siłą do złożenia obietnicy, że Chloe to tylko przykre, zaczynające już blaknąć wspomnienie, ale on mi przerwał.
-Obiecuję a kiedy Chloe wyjdzie będę cię przepraszał za to, co cię dzisiaj spotkało cały dzień.
-Spokojnie, zadzwoniłam już po wsparcie i powinieneś się cieszyć z tego powodu, bo im dłużej o tym myślę tym bardziej stwierdzam, że to twoja wina.
-Bo to jest moja wina i teraz sam to widzę. Ale ja serio nie wysyłałem jej żadnych sygnałów, ona musiała moje zainteresowanie jakoś błędnie interpretować.
-Co ty nie powiesz?
-Poza tym, Chloe po tej zdradzie Daniela...
-O nie, nie. Mówisz, że jej nie wybaczysz, że kazałeś jej się wynosić a już ją usprawiedliwiasz- powiedziałam z wyrzutem.
-Nie usprawiedliwiam. Przepraszam cię po prostu... Wybaczysz mi kiedyś?- zapytał i pocałował moją dłoń.
-Kiedyś- wymamrotałam zirytowana tym, że chyba nieświadomie próbował ją jakoś wybielić wciskając w to Daniela. A może on jej w ogóle nie zdradził? Może to wszystko było jednym wielkim kłamstwem? Jakąś jej grą?
-Mogę cię o coś zapytać?- Jak Harry mógł ją lubić? Jakim cudem? Jak ktoś taki jak on, miły, dobry, bezinteresowny, mógł mieć słabość do niej?
-Nie wiem.
-W takim razie zapytam. Co sobie pomyślałaś, gdy zobaczyłaś mnie prawie gołego z nią w naszej sypialni?
-Ty jesteś jakimś masochistą, dlaczego chcesz żebym powiedziała, że pomyślałam o najgorszym i rozważałam ucieczkę skoro tak nie było? Naprawdę nie zwątpiłam w ciebie nawet przez chwilę, nie musisz się o to martwić.
-Nie irytuj się.
-To nie bądź irytujący.
-Jestem gotowa- usłyszeliśmy i Harry odwrócił się w jej stronę a ja siedziałam na kanapie zupełnie ją ignorując. Nie miałam ochoty patrzyć na tę jej podstępną twarz, bo już było mi niedobrze.  Bałam się, że gdy na nią spojrzę zwymiotuję.
-Dobrze- powiedział Harry a jego głos brzmiał zupełnie inaczej niż jeszcze chwilę wcześniej, gdy rozmawiał ze mną. Cieszyłam się, że jest na nią aż tak zły, chciałam żeby na nią nawrzeszczał i jako, że znałam go chyba lepiej niż samą siebie wiedziałam, że jest bliski zrobienia tego. Jak dla mnie mógł się nie krępować.
-Ali, zanim wyjdę chciałam jeszcze z tobą porozmawiać- kiedy te słowa padły z jej ust zaśmiałam się. To było tak bezczelne i głupie z jej strony, że z bezsilności zachciało mi się śmiać.
-Chloe jedyne, co zrobisz w tej chwili to wyniesiesz się z naszego domu- słowa padające z ust mojego męża były w tamtym momencie, ta złowroga chrypka w jego niskim głosie były dla mnie czymś cudownym.
-Chciałam tylko...
-Przeginasz. Mówię to ostatni raz, wynoś się stąd- powiedział Harry.
-Chcę wszystko naprawić...
-Dobrze, masz minutę i to ostatnie sześćdziesiąt sekund mojego życia, jakie ci poświęcam. Ja nie mam ci nic do powiedzenia, bo chyba doskonale wiesz, jakie mam zdanie na twój temat. Ale słucham, mów, co chcesz mi powiedzieć- sama nie rozumiałam, dlaczego zgadzam się na to by jej wysłuchać. Chyba kierowała mną ciekawość a jak wiadomo ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
-Skarbie nie musisz tego robić.
-No to słucham. Co chcesz powiedzieć?
-Możemy na osobności?- zapytała a ja naprawdę byłam nie tylko coraz bardziej zła i zirytowana, ale też coraz bardziej docierało do mnie, z kim mam do czynienia. Harry oczywiście zaczął się wściekać, że nie ma prawa stawiać jakiś warunków a ja bez słowa ruszyłam na górę i jedynie spojrzałam na nią wymownie by szła ze mną. Kiedy weszłyśmy do gabinetu patrzyłam jej prosto w oczy i nie umiałam jej rozgryźć. Co takiego chciała mi powiedzieć? Że Harry mnie z nią zdradził? Doskonale wiedziała, że jej w to nie uwierzę.
-Masz minutę- odezwałam się. Oparłam się o biurko i splotłam ręce na piersiach czekając na atak. Przynajmniej tak mi się wydawało, że wszystko, co padnie z jej ust będzie atakiem wymierzonym w moją stronę.
-Przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale jedynym wytłumaczeniem...- miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Właściwie to był jeden z najbardziej surrealistycznych momentów w moim życiu, przynajmniej tak mi się wydawało.
-Wytłumaczeniem? Serio uważasz, że takie zachowanie da się jakoś wytłumaczyć?
-Naprawdę wydawało mi się, że Harry... Ale on kocha tylko ciebie- ta rozmowa z nią sprawiała, że czułam się jak idiotka. Dosłownie jakby obumierały komórki w moim mózgu.
-W co ty grasz?- zapytałam nie przestając się na nią gapić.
-W nic. Nie wiem, co mi odbiło.
-Przestań się pogrążać. Zrobiłaś to specjalnie, dlaczego? Tak samo jak ja wiesz, że Harry mnie kocha a do ciebie nic nie czuje. Po co to zrobiłaś?  Chciałaś nas skłócić? Myślałaś, że poczuję się zraniona, bo wyobrażę sobie najgorsze?
-Nie wiem.
-Myślałaś, że nas ze sobą skłócisz- chciała tego. Chciała nas poróżnić.
-Nie... Ja czuje się taka samotna, myślałam, że Harry... Po prostu wszyscy mnie źle traktują a on jako jedyny jest dla mnie dobry, okej może źle zinterpretowałam jego zachowanie, ale tylko jego tutaj mam. Przepraszam a to co zrobiłam. Nie nastawiaj go przeciwko mnie- jej usta mówiły jedno a oczy drugie. Owszem, przepraszała mnie, ale patrzyła na mnie w taki sposób, że nieszczerość, która od niej biła była wręcz namacalna.
-Sama nastawiłaś go przeciwko sobie. Przestań być taka bezczelna i powiedz o co ci właściwie chodzi?- nie rozumiałam po co odgrywa przede mną to przedstawienie. Po co to robi? Po co udaje? Przecież widzę, że ma w tym jakiś cel i nie przepraszam mnie, bo rzeczywiście żałuje.
-Cała moja rodzina, prawdziwi przyjaciele, wszyscy są w Anglii. Tutaj mam tylko jego. Nie odsuwaj go ode mnie. Mam tylko jego. Błagam cię Ali, nie wyrzucaj mnie- psychiczność tej rozmowy już dawno wykroczyła poza wszystkie możliwe skale.
-Myślisz, że mnie to obchodzi? Jedyne, co ci mogę radzić to znajdź sobie nowego przyjaciela, bo twoja przyjaźń z Harrym właśnie dobiegła końca.
-Nie możesz mu zakazać przyjaźnić się ze mną.
-Nie muszę mu niczego zakazywać, sama zakończyłaś tę pseudo-przyjaźń. Ale jeśli mimo wszystko, za jakiś czas chciałby choćby napisać do ciebie głupiego SMS-a nie powiem mu, że nie może tego zrobić. Każę mu wybrać, ja albo ty. Harry zawsze wybierze mnie- odparłam a wyraz jej twarzy nieco się zmienił. Jakby moje słowa, w końcu odsłoniły nieco jej prawdziwą twarz.
-Jesteś jego taka pewna- powiedziała i się uśmiechnęła. –Ale zapomniałaś, że byłam kiedyś jego dziewczyną.
-Masz rację, zapomniałam, bo było to tak dawno temu. Poza tym wiesz, co?- zapytałam i uniosłam do góry dłoń by lepiej widziała obrączkę na moim palcu. –Jestem jego żoną. On zawsze wybierze mnie.
-Jeszcze się zdziwisz- stwierdziła pewnie. Naprawdę wypowiedziała te słowa takim tonem jakby była w stu procentach przekonana, że tak będzie. Podeszła do mnie i jeszcze raz, patrząc na mnie z góry powtórzyła te słowa. Właściwie zrobiła to tak jakby składała mi obietnicę. –Jeszcze się zdziwisz.
-Nadal próbujesz? Jeszcze do ciebie nie dotarło, że nie zamącisz między Harrym a mną?
-Dlaczego zakładasz, że to ja zamącę? Dlaczego nie bierzesz pod uwagę twojego męża? Skąd wiesz, że czegoś przed tobą nie ukrywa? Czegoś ważnego? Być może mi o tym powiedział, bo choć cię to tak bardzo boli, Harry mi ufa.
-Skończyłaś?
-Na teraz- odparła a ja miałam ochotę pięściami zedrzeć jej ten uśmiech z twarzy.
-Wiesz, gdy tak patrzę teraz na ciebie jest mi ciebie nawet żal. Tak bardzo chciałabyś mną i to jest takie żałosne, że naprawdę zaczyna mi być ciebie szkoda. Uciekasz się do jakiś podstępów i gierek, bo kochasz faceta, który nigdy na ciebie nie spojrzy. To smutne.
-Taksówka czeka na dole- powiedział Harry, który wszedł do gabinetu i nam przerwał. Miałam wrażenie, że Chloe momentalnie ubrała na twarz maskę. Wredny, pewny siebie uśmieszek zniknął jak za pomocą czarodziejskiej różdżki a jego miejsce zastąpił nieszczery smutek. Ona zawsze przed Harrym grała ofiarę.
-Jeszcze raz przepraszam, za wszystko- wyskamlała niczym bezpański pies. Zrobiła do niego maślane oczka i wiedziałam, że mimo wszystko jest mu jej żal. Był na nią wściekły, bo go zawiodła, ale widziałam też współczucie w jego oczach. Szczerze jej współczuł a ja patrzyłam na nią i nie mogłam uwierzyć w to jak idealnie umie odgrywać rolę pokrzywdzonej. Chwilę wcześniej kipiała nienawiścią i patrzyła na mnie tak jak dawniej, z wyższością i pewnością, że to ona wygra. Gdy Harry wszedł do pokoju przeistoczyła się w pokrzywdzoną, samotną dziewczynkę. Zanim wyszła z gabinetu posłała mu jeszcze jedno żałosne spojrzenie a ja nie umiałam tego nawet skomentować. Niczym cierpiętnica schodziła po schodach a za nią szliśmy my słuchając jej głośnego szlochu. Wychodząc jeszcze raz powiedziała jak bardzo jej przykro i że przeprasza nas za wszystko. Kiedy w końcu zostałam z Harrym sama poczułam przede wszystkim zmęczenie. Chloe wyssała ze mnie całą energię niczym jakiś wampir. W dodatku zachciało mi się pić jakbym właśnie skończyła intensywny trening na siłowni, dlatego poszłam do kuchni. Za mną niczym cień podążał Harry, który tak jak ja milczał. Też chyba miał już dość, nagle spadła na nas taka afera i o ile ja właściwie nie byłam jakoś bardzo w szoku o tyle on zupełnie nie spodziewał się, że zdradzi go jego „przyjaciółka”.
-Chcesz?- zapytałam, gdy skończyłam pić.
-Nie- odparł i do mnie podszedł. Odłożyłam szklankę na blat i zarzuciłam mu ręce na ramiona. Przyciągnęłam go do siebie i po prostu przytuliłam.
-Wiem, że jest ci przykro, bo znowu źle cię potraktowała. Ale ona nie jest warta tego żebyś źle się z tym czuł- powiedziałam cicho, właściwie prawie wyszeptałam. Harry objął mnie mocniej i wyszeptał jedynie „kocham cię”. Chwilę później przyjechała Nina z Niallem i ja zamknęłam się z nią w sypialni gdzie mogłam wszystko jej opowiedzieć i z siebie to wyrzucić a Harry z Horanem poszli ze zgrzewką piwa do ogrodu gdzie też z pewnością rozmawiali o zaistniałej sytuacji. Wieczorem nie rozmawialiśmy już na ten temat, gdy nasi goście zostawili nas samych nie wracaliśmy już do Chloe. Ja nie myślałam o tym, co mi powiedziała, wiedziałam, że zrobiła to by zamącić mi w głowie. Leżąc w łóżku starałam się skupić na tym, że leżę w ramionach mojego męża i muszę napawać się tym uczuciem, bo zaraz znowu lecę w trasę i będę zasypać w samotności.
-Mogę cię o coś zapytać?- zapytał znienacka. Otworzyłam oczy, mimo że w pokoju panowały egipskie ciemności i nic nie widziałam.
-Yhym- odparłam nieco sennie.
-Co ona ci powiedziała?
-Nic. To znaczy nic wartego powtórzenia. Dlaczego myślisz, że coś mi powiedziała?- Bał się? Ona serio mogła cos wiedzieć? Harry jej coś powiedział? Na pewno nie. Po prostu jest ciekawy. No i ona mogła mi powiedzieć cokolwiek, mogła starać się wcisnąć mi jakąś nieprawdziwą historyjkę i Harry w końcu zrozumiał, że ona jest dwulicowa, podstępna i nie można jej ufać.
-Po tej akcji, którą urządziła boję się, że mogła to pociągnąć dalej i mogła ci powiedzieć, że coś zrobiłem, chociaż nic nie zrobiłem.
-Rozumiem. Nie bój się, nieważne, co powiedziała, nieważne czy przeprosiła. Ważne jest, że mogę ci ufać i dzisiaj tylko mnie utwierdziłeś w tym przekonaniu. Mogę ci ufać i nic przede mną nie ukrywasz.
-Oczywiście. Dobrze wiesz, że po tym, co się stało w przeszłości nie popełniłbym drugi raz tego samego błędu. Jeśli ona coś ci powiedziała, że coś między mną i nią było, jeśli stwierdziła, że coś do niej czuję to musisz wiedzieć, że to nie prawda.
-Ja to wiem.
-Kocham tylko ciebie i to w sposób, którego nawet nie umiem logicznie wytłumaczyć- powiedział. Chyba. Mówił jakoś tak cicho, jego głos wydawał się być taki niski, że niektórych słów jakby nie kończył.
-Wiem.
-Raz już cię straciłem, musiałbym być skończonym głupcem żeby zrobić coś przez co mógłbym cię stracić drugi raz.
-Skarbie nie musisz tego mówić.
-Ale chcę. Ostatnio prawie się nie widujemy i ja usycham z tęsknoty, myślę tylko o tobie i o tym, że nie mogę się doczekać kiedy twoja trasa się skończy. Nie umiałbym tak funkcjonować, bez ciebie, już zawsze, drugi raz nie potrafiłbym się pozbierać gdybyś ode mnie odeszła. Poza tym nawet nie umiem sobie wyobrazić, że miałbym myśleć o kimś innym- mówił a ja spojrzałam na to z drugiej strony. Harry nie mówił wprost, ubierał to wszystko w takie wielkie słowa, bo ewidentnie nie chciał powiedzieć prosto z mostu, że mnie nie zdradził i nigdy tego nie zrobi. Wiedziałam, że tego nie zrobi tak samo jak ja nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego jemu. Świata poza nim nie widziałam, ale jego słowa dały mi do myślenia. Ja bym mu nie wybaczyła zdrady, ale on tak bardzo się nakręcił i mówił takie rzeczy, że zaczęłam się zastanawiać, co on by zrobił.
-Co byś zrobił jakbyś wrócił do domu i zobaczył, że ktoś chce mnie pocałować? Co byś zrobił jakbym oddała ten pocałunek, jakbym cię zdradziła?- zapytałam i naprawdę byłam ciekawa jego odpowiedzi. Nie chodziło mi o to by wyniknęła z tego jakaś afera. –Nie zrozum opacznie mojego pytania. Wiesz, że nigdy tego nie zrobię i już nie chodzi nawet o to, jaką mamy relację czy coś tylko ja najzwyczajniej w świecie nie byłabym do tego zdolna. Ale chodzi mi o sam fakt. Czy byłbyś w stanie wybaczyć zdradę?
-To pytanie jest bezsensu- wymamrotał. Po tonie jego głosu mogłam poznać, że naprawdę nie spodobał mu się kierunek, w którym powędrowała ta rozmowa.
-Wiem, ale chcę żebyś odpowiedział- powiedziałam i w pokoju zapadła cisza. Harry długo milczał a ja żałowałam, że nie umiem czytać mu w myślach. Z każdą kolejną sekundą rosła we mnie coraz większa obawa. On się zastanawiał, naprawdę o tym myślał a przecież odpowiedź powinna być dla niego prosta i oczywista. Bez cienia zawahania powinien powiedzieć, że nigdy by mi tego nie wybaczył.
-Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, dlatego wybaczyłbym ci wszystko, nawet zdradę.
***
-Nie wierzę, że znowu dałam się do tego namówić. A jeszcze bardziej nie wierzę, że tak mi się podobało- powiedziała Nina, gdy szłyśmy do auta.
-Bo jesteśmy w domu- stwierdziłam i uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
-Boże to jest takie piękne- powiedziała łamiącym się głosem Zuza, która szła obok mnie. Objęłam ją ramieniem, na co blondynka zareagowała łzami.
-Nie rób tego, bo i ja się poryczę- wymamrotałam.
-Bo ja jestem z was taka dumna. I tak za wami tęsknię a wy jutro już mnie zostawiacie- słysząc te słowa Nina też się do nas przytuliła. Tęskniłyśmy za sobą i kilka dni w domu nie było w żaden sposób nadrobić tego czasu, gdy byłyśmy osobno, tym bardziej, że przez większość pobytu w Polsce musiałyśmy pracować. Koncert gonił koncert, wywiad gonił wywiad. Czasu dla rodziny i przyjaciół prawie nie miałyśmy, ale mimo tego czułyśmy, że jesteśmy w domu. Cudownie było zobaczyć najbliższych i choć przez chwilę poczuć, że jesteśmy u siebie. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do mieszkania za granicą, że gdy po jednym z koncertów poszliśmy do restauracji na kolację nie mogłam przestać cieszyć się, że zewsząd słyszę jak ludzie mówią po polsku. Dopiero później uświadomiłam sobie, że to naprawdę smutne. Zbyt rzadko bywałam w domu i obiecałam sobie, że muszę to zmienić. Nie miałam pojęcia jak tego dokonam, ale taki miałam cel. Gdyby Niny nie było chyba w ogóle zaczynałabym zapominać jak brzmi mój ojczysty język.
Następnego dnia siedząc w samolocie do Londynu walczyłam z emocjami, które mną targały. Nie chciałam wyjeżdżać a moje serce było w kawałkach. Żyjąc w takim szalonym tempie, będąc w ciągłym biegu czasami nie miałam czasu by choćby pomyśleć o tęsknocie. Poza tym byłam mistrzynią w wypieraniu tego uczucia jednak lecąc do Anglii miałam w głowie tylko to, że tak naprawdę mam nadzieję, że kiedyś wrócę do domu na stałe. Nie rozmawiałam o tym z Harrym, być może on chciał kiedyś zamieszkać w swoich rodzinnych stronach. Wiedziałam, że w tym momencie naszego życia nie chcę poruszać tego tematu jednak, gdy siedziałam w wygodnym fotelu, przeglądając zdjęcia, które zrobiłam, patrząc na moich bliskich byłam pewna, że przyjdzie w moim życiu taki moment, że będę chciała wrócić.
-Rozchmurz się- powiedziała Olivia, kiedy usiadła naprzeciwko mnie.
-Chciałabym zostać w domu trochę dłużej- przyznałam.
-Wiem, ale zamiast się dołować pomyśl o nadchodzących dniach- Liv była nieco zbyt rozentuzjazmowana, ale miała rację. Musiałam skupić się na najbliższej przyszłości. Do Londynu nie leciałam w ramach trasy, ale na wieczór panieński Gemmy. Właściwie to ja go organizowałam, oczywiście przy pomocy Olivii, Niny i kilku innych osób. Kiedy moje myśli skupiły się na mojej szwagierce rzeczywiście polepszył mi się humor. Jej ślub zbliżał się wielkimi krokami i organizowana dla niej impreza była tego najlepszym dowodem. Blondynka była siostrą mojego męża, ale z czasem i ja zaczęłam ją tak traktować. Byłyśmy rodziną, ale najważniejsze było dla mnie to, że zapomniałyśmy o tym, co nas dawniej podzieliło i traktowałyśmy się jak rodzone siostry. Naturalne było dla mnie to, że to na mnie spoczął obowiązek zorganizowana dla niej wieczoru panieńskiego i właściwie nie traktowałam tego w kategorii przymusu czy tego, że tak wypada. Podjęłam się tego zadania z wielką ochotą i miałam nadzieję, że to będzie dla niej niezapomniana noc. Przez Olivię moje myśli popłynęły w kierunku Gemmy i jej mamy. Zaczęłam myśleć o tym, że teraz to też moja rodzina i właściwie zostawiłam jeden dom i lecę do drugiego. Te myśli doprowadziły mnie do tego, co starałam się ignorować przez ostatnie dwa tygodnie. Przez ostatnie dni starałam się nie nakręcać, nie chciałam robić sobie nadziei, ale całe to moje myślenie o rodzinie sprawiło, że nie chciałam już dłużej czekać. Od dwóch tygodni spóźniała mi się miesiączka i cały czas udawałam, że to nic. W głębi mojego serca kiełkowała nadzieja, że tym razem się udało jednak nie chciałam kolejny raz poczuć zawodu. Być może powinnam poczekać aż Harry do mnie dołączy. On był współorganizatorem wieczoru kawalerskiego swojego przyszłego szwagra, który miał mieć miejsce tej samej nocy, co impreza Gemmy. Harry miał być w Londynie niebawem, ale nie chciałam czekać. Oczywiście, gdy wylądowaliśmy na miejscu było pełno rzeczy do zrobienia i nie miałam nawet jak poprosić żeby ktoś zawiózł mnie do apteki. W dodatku cały czas jeździli za nami fotografowie, jakby wiedzieli, że muszę kupić test ciążowy. Dopiero wieczorem, kiedy Steve odwiózł mnie i Ninę do willi Harry’ego były odpowiednie warunki do tego typu akcji.
-Idź do samochodu, zaraz do przyjdę- powiedział, gdy wraz z Jasonem wniósł nasze bagaże. –Ali lecę, jutro działamy według planu.
-Właściwie chciałam go nieco zmodyfikować- zaczęłam.
-Rozmawiałaś o tym z Liv?- zapytał nieco zdziwiony. Rzadko zmieniałam plany.
-To tylko taka niewielka zmiana. W sumie chciałam cię prosić żebyś przyjechał troszkę szybciej, bo muszę gdzieś jechać rano. To znaczy w sumie nad ranem- „wyjaśniłam”. Mężczyzna spojrzał na mnie podejrzliwie, zastanawiając się, co kombinuję.
-Co kombinujesz?
-Nic. Mam coś do załatwienia na mieście- odpowiedziałam a on tylko westchnął.
-O której mam być?- zapytał.
-A myślisz, że papsy zrobią mi zdjęcie o piątej rano?
-Istnieje taka możliwość. Wiesz, że obawiam się, że będą się czaić przez całą noc, dlatego zostawiam pod domem dwóch chłopaków- odpowiedział a ja pokiwałam tylko głową i od razu poczułam wkurzenie. Odkąd Chloe opuściła nasz dom a właściwie nasze życie nagle do prasy zaczęły przenikać jakieś głupie plotki od super informatorów. Debilizmy prześcigały kolejne debilizmy i dosłownie wszyscy pisali o tym, jaki to ogromy kryzys przechodzimy, Harry mnie zdradził, nie widzieliśmy się od roku nie mieszkamy razem, ja sobie kogoś znalazłam i inne tego typu idiotyzmy. Byłam pewna, że to sprawka tej blond wywłoki i właściwie miałam w nosie to, co wypisywano w szmatławcach. Byłam jednak zła, bo przez te sensacyjne newsy razem z Harrym byliśmy wręcz atakowani przez ludzi rządnych sensacji. Wszyscy uważali, że skoro nagle tyle czasopism i stron w Internecie pisze o naszym kryzysie to musi być coś na rzeczy. Wiedziałam, że każde nowe zdjęcie, nie ważne czy Harry’ego czy moje, generuje duże zyski, dlatego paparazzi tak nas męczyli.
-Chodzi o to, że muszę pojechać do apteki. To znaczy nie muszę osobiście, ale potrzebuję coś z apteki- może niepotrzebnie owijałam w bawełnę, ale nie było to spowodowane brakiem zaufania do Steve’a. Nie chciałam po prostu by poczuł się jakoś dziwnie skrępowany. Oczywiście nie miałam pewności, że się tak poczuje, ale poza tym wiedziałam, że może mu już do reszty odbić i pewnie pilnowałby mnie z jeszcze większym przewrażliwieniem. Już przesadzał, bo czasami nie pozwalał się do mnie zbliżyć dziesięciolatce. Gdybym go uświadomiła, że naprawdę staram się zajść w ciążę pewnie pod koniec trasy byśmy oszaleli. Dodatkowo najprawdopodobniej mój brak okresu i to, że czułam się jakoś inaczej było tylko fałszywym alarmem i nie chciałam robić z tego sprawy.
-Mogę kupić, co tylko chcesz- zaproponował a ja się uśmiechnęłam.
-Możesz, ale nie wiem czy nie będziesz się wstydził? To znaczy nie wiem, to w sumie nie jest wstydliwe- powiedziałam a on też się uśmiechnął.
-Kupowałem już damskie rzeczy w aptece- wyjaśnił a ja się zaśmiałam. Stwierdziłam, że chyba naprawdę niepotrzebnie owijam w bawełnę. Steve był dla mnie jedną z najbliższych, najważniejszych osób w moim życiu i niepotrzebnie robiłam jakieś tajemnice. Co prawda takie tematy omawiałam raczej z Zuzą, Niną i Olivią a nie ze Stevem czy Niallem, ale nie, dlatego że ufałam im mniej niż dziewczynom a dlatego że faceci po prostu nie rozmawiają o ciążach czy dzieciach.
-Chodzi o test.
-Jaki?
-Ciążowy- wyjaśniłam w końcu.
-Ali Niall na łączu, chce coś od ciebie, ale debil nie chce mi powiedzieć, co bo wie, że się wkurzam jak robi jakieś tajemnice z Bóg wie, czego- powiedziała Nina, gdy weszła do pomieszczenia w dłoni trzymając komórkę.
-Zrobiłaś na głośnomówiący specjalnie żebym słyszał jak nazywasz mnie debilem?- śmiech Horana wydobywający się z telefonu wypełnił hol a ja wzięłam od przyjaciółki urządzenie.
-Zaraz oddzwonię- rzuciłam tylko i się rozłączyłam. –To jak? Załatwisz to dla mnie?
-Załatwię wszystko, ale nie wiem czy jestem odpowiednią osobą- Steve, na ogół spokojny, trzymający emocje na wodzy w prawie w każdej sytuacji patrzył na mnie zszokowany. Nie był to negatywny szok, to znaczy tak mi się wydawało. On po prostu wyglądał tak jakby dopiero sobie uświadomił, że to przecież logiczne, że chcemy z Harrym mieć dzieci. –Nie znam się na tym, nigdy nie byłem w ciąży.
-Chcesz kupić test?- zapytała Nina, gdy przestałyśmy się śmiać z ochroniarza. W przeciwieństwie do niego była wtajemniczona. Wiedziała, że od jakiegoś czasu próbujemy i fakt, że chcę sprawdzić czy tym razem się udało nie był dla niej w żadnym stopniu dziwny.
-Chcę, ale nie chcę żeby cały świat wiedział.
-Nie ma sprawy, ja to załatwię- zaoferowała.
-Naprawdę?
-Jasne, nie ma problemu.
-Ja cię zawiozę- wtrącił Steve a ja poczułam nagle jakieś ogromne wzruszenie i sama nie rozumiałam, dlaczego aż tak bardzo zachciało mi się płakać. Nie była to żadna oznaka ciąży, bo takie zmiany nastroju ma się w późniejszej fazie. Chyba. W sumie nie wiedziałam, bo tak jak Steve, nigdy nie byłam w ciąży.
-Dziękuję, naprawdę- powiedziałam przejęta, rozbawiona i podekscytowana.
Nazajutrz działaliśmy zgodnie z planem a raczej oni działali. Steve przyjechał wcześniej i zabrał Ninę do apteki a ja przygotowywałam się do wyjścia tak jak zawsze. Miałam dobry humor, bo wiedziałam, że to będzie dobry dzień. Układałam sobie włosy i gdy doprowadziłam je do porządku zajęłam się makijażem. Na ogół, gdy malowałam się sama, nie nakładałam na twarz tony kosmetyków. Wyjątkiem był okres, gdy miałam swój idiotyczny plan zemsty i zawsze chodziłam w pełnym makijażu i szpilkach. Odkąd wróciłam do Harry’ego wyluzowałam i nie stroiłam się tak bardzo na co dzień. Tym razem miałam na to ochotę, dlatego postawiłam na mocniejszy make-up. W międzyczasie rozmyślałam o tym, co mnie tego dnia czeka a było tego sporo. Pierwszy raz w życiu organizowałam wieczór panieński i chciałam by wszystko wyszło idealnie. Oczywiście gdybym miała zająć się tym zupełnie sama wszystko skończyłoby się raczej totalną klapą, ale poza pomocą Olivii mogłam liczyć na pomoc przyjaciółek, rodziny i najbliższych znajomych Gemmy.
-Już jestem, mam test- powiedziała Nina, gdy bez pukania czy jakiegokolwiek uprzedzenia wparowała mi do łazienki.
-Dziękuję- odparłam i wzięłam pudełko do rąk. –Steve czeka na dole?
-Właściwie to czekam tutaj- odpowiedział brunet i wychylił się zza drzwi.
-Dziękuję, że...
-Nie ma sprawy. Chciałem tylko powiedzieć, że trochę o tym rozmyślałem i muszę ci coś powiedzieć. A raczej zakomunikować- powiedział poważnie, przez co nieco się zmartwiłam. Miałam nadzieję, że nie wyskoczy z czymś głupim w stylu „jeśli jesteś w ciąży odwołujemy wszystkie przedkoncertowe spotkania z fanami i zatrudniamy stu nowych ochroniarzy”.
-Tak?
-Jeśli to będzie chłopiec ja nauczę go grać w piłkę. Harry się do tego nie nadaje, on sam nie potrafi grać. Niall pewnie będzie się kłócił o to, ale on może go nauczyć grać w golfa. Ja zajmę się piłką i razem zaszczepimy w nim miłość do footballu. Może nawet zostanie piłkarzem?
-A jeśli to dziewczynka?
-Dziewczynki też się to tyczy. Nauczę ją grać i będę zabierać ją na mecze. Ją, jego. To bez różnicy. Wujek Steve dopilnuje żeby ten dzieciak pokochał piłkę nożną. Oczywiście o to, że będzie kibicem Królewskich nie musisz się martwić.
-W takim razie dziękuję ci za to już z góry- odparłam śmiejąc się nie tylko z tej powagi, którą miał wypisaną na twarzy, ale przede wszystkim jego słowa w jakiś dziwny sposób mnie uszczęśliwiły. Chwilę później zostałam w łazience sama z niewielkim pudełkiem w dłoniach. Pragnęłam by się udało. Harry też tego chciał. Wiedziałam, że nie będzie zawiedziony, że za nim nie poczekałam i zrobiłam test bez niego. Nie to się liczyło. Jeśliby się udało, to nie miałoby żadnego znaczenia. Zanim wykonałam test przeczytałam instrukcję obsługi, mimo że dokładnie wiedziałam jak to się robi, bo miałam już naprawdę spore doświadczenie. Po dwóch minutach było po sprawie i gdy czekałam na wynik nie czułam tego, co za pierwszym razem. Wtedy byłam prawie pewna, że się udało, ale tym razem przez to, że nie chciałam robić sobie nadziei byłam spokojna i właściwie nie miałam żadnego przeczucia. Stałam przed lustrem i malowałam tuszem rzęsy. Naprawdę, gdy tyle razy spotyka cię rozczarowanie przestajesz powoli wierzyć, że tym razem się udało. Właśnie dlatego, po upływie określonego na opakowaniu testu czasu, nie spojrzałam na niego pełna ekscytacji, nadziei i Bóg wie czego. Gdy telefon zakomunikował mi, że minął czas, odłożyłam tusz do kosmetyczki i zupełnie spokojnie wzięłam test do ręki a wtedy stało się coś o czym ostatnio bałam się choćby marzyć. Na moich oczach pojawiła się druga kreska. Najpierw była prawie niewidoczna, jasnoróżowa, ale w miarę upływu kolejnych sekund jej kolor ciemniał i ciemniał aż stała się wyraźna. Nagle nie byłam pewna, co to oznacza, dlatego wzięłam opakowanie i przeczytałam instrukcję jeszcze raz. Według tego, co tam było napisane dwie kreski świadczyły tylko o jednym. Byłam w ciąży.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Rozdział 48






-Raz, dwa, trzy i cztery! Obrót, głowa w prawo, obrót i raz, dwa, trzy i cztery! Świetnie! Pięć minut przerwy, ale dosłownie pięć i ani sekundy więcej- powiedział choreograf a ja podeszłam do Niny i Olivii. Wzięłam butelkę wody do ręki i upiłam ogromnego łyka.
-Ali po próbie zjemy lunch i do wieczora mamy luz, ale po kolacji pamiętaj, że nagrywamy podziękowania- przypomniała mi Liv a ja jedynie kiwnęłam głową na znak, że pamiętam.
-Przygotowałam ci tekst, później pomogę ci się go nauczyć- wtrąciła Nina.
-Mam nadzieję, że nie jest to jakieś długie wypracowanie- powiedziałam z obawą. Znałam brunetkę na tyle dobrze, że wiedziałam, że mogła przesadzić.
-Spokojnie, ogarniesz to bez problemu. Swoją drogą nie sądziłam, że w tej robocie przyda mi się niemiecki.
-Ja wciąż nie ogarniam jak ty możesz w ogóle posługiwać się tym językiem- stwierdziłam. Ja, jeśli chodziło o niemiecki to umiałam się tylko przedstawić, powiedzieć „kocham cię”, „dziękuję” i to byłoby na tyle. Nina zawsze miała do tego głowę i nawet nie musiała się jakoś specjalnie przykładać do nauki tego cholerstwa. W liceum miała same szóstki a ja ledwo wyrabiałam na trójach.
-Po prostu podoba mi się ten język- przyznała i wzruszyła ramionami.
-Nie ogarniam cię, ale tak czy siak super, że mi pomożesz. Swoją drogą jeszcze kilka lat temu w życiu by nie przypuszczała, że będę nagrywać podziękowania dla fanów. Tym bardziej za to, że wygrałam coś w Niemczech.
-Ali zaraz wysyłam listę do hotelu, chcesz ją sprawdzić?- zapytała Olivia a ja wzięłam tablet z jej ręki i przejrzałam wszystkie punkty dokładnie. Nie miałam jakiś wygórowanych żądań. Nie chciałam stu butelek najdroższego szampana, tureckich dywanów czy ogromnych bukietów róż. Na ogół zależało mi jedynie na spokoju by móc odpocząć i odpowiedniej temperaturze i wilgotności w pokoju żeby moje gardło mogło odpocząć. Czasami dorzucałam do tego coś głupiego jak zestaw filmów na DVD, ale raczej nigdy nie miałam jakiś dziwnych zachcianek.
-Najważniejsze żeby klimatyzacja nie szalała- stwierdziłam i oddałam kobiecie iPada. Chwilę później wróciłam na próbę i wszystko szło zgodnie z planem. Mój dzień był wypełniony i każda minuta zaplanowana i dawno nie zdarzyło się tak żeby wszystko udało się na czas. Dopiero na drugi dzień okazało się, że to była cisza przed burzą. Co prawda do pewnego momentu wszystko szło świetnie. Do południa byliśmy w hotelu, musieliśmy się spakować, bo po koncercie już tam nie wracaliśmy, później pojechaliśmy na arenę, tam mieliśmy jeszcze jedną próbę, zjedliśmy lunch a w wolnym czasie każdy robił coś by się zrelaksować. Kiedy przyszedł czas na meet&greet mój zespół się rozgrzewał, podobnie jak support. Właściwie był to zupełnie zwyczajny dzień i nie różnił się niczym od innych do momentu, kiedy zostało pięć minut do mojego wejścia na scenę. Byłam już gotowa. Zdążyłam jeszcze porozmawiać z mamą i Harrym, później rozgrzałam głos a technik podłączył moje słuchawki i mikrofon. Stałam z zespołem i naprawdę minuty dzieliły nas od wejścia na scenę. I właśnie wtedy do pomieszczenia weszły dwie dziewczyny, które były częścią mojego zespołu.
-Przewróciłam się- powiedziała ze łzami w oczach jedna z nich wsparta na ramieniu drugiej. Wszyscy natychmiast spojrzeliśmy na nogę brunetki, która już zaczęła puchnąć.
-Nie wygląda to dobrze- powiedział Sam, który pomógł kontuzjowanej dziewczynie usiąść na krześle.
-Chyba jest skręcona.
-Albo złamana.
-Za pięć minut zaczynamy!
-Jak to się przewróciłaś?
-Mocno cię boli?
-Nie możemy teraz niczego odwołać.
-Musi wystąpić?
-Niby jak? Nie widzisz jak wygląda jej stopa?
-Wiesz ile kosztuje odwołanie koncertu?
-Może dasz radę wystąpić dzisiaj?
-Ona nie da rady wstać, za pięć minut też raczej nie będzie w stanie- pomieszczenie natychmiast wypełniło się komentarzami wszystkich zebranych. Wszyscy zaczęli panikować a ja stałam z boku i patrzyłam jak każde kolejne słowo coraz bardziej przeraża Tinę.
-Uspokójcie się. Właściwie to wyjdźcie. Wszyscy, poza tobą- poleciłam stanowczo i wskazałam palcem na Katy, która przyjaźniła się z Tiną. Naprawdę w tym całym harmidrze razem z Katy byłyśmy chyba jedynymi osobami, które zamiast myśleć o tym, że nie wiadomo, co z koncertem tak naprawdę myślały tylko o zdrowiu brunetki. Dziewczyna była przestraszona a po jej policzkach spływały już łzy. Zanim znowu się odezwałam poczekałam aż zostałyśmy tylko my dwie, Katy, Olivia, Nina i –Nie denerwuj się, powiedz mi, co się stało.
-Schodziłam ze schodów i się zagapiłam, nie zauważyłam, że jest jeszcze jeden stopień- wyjaśniła i starała się wytrzeć łzy dłońmi.
-Nie zakręciło ci się w głowie? Poza bólem nogi coś ci jeszcze dolega?- zapytałam by mieć pewność, że jej wypadek był spowodowany przez zagapienie. W trasie żyje się inaczej, o wiele bardziej intensywnie. Wszyscy musieliśmy o siebie dbać by starczało nam sił nie tylko na scenie, ale w ogóle, każdy z nas musiał być w stu procentach sprawny by znosić trudy chociażby podróży. Dla Tiny to była pierwsza taka trasa a ja miałam w pamięci jak znosiłam to wszystko za pierwszym razem.
-Jest mi słabo- powiedziała drobna brunetka. –Ale to chyba przez nogę, niemiłosiernie mnie boli.
-Wcześniej nie byłaś osłabiona?
-Nie. Śpieszyłam się i nie zauważyłam tego głupiego schodka.
-Okej, w takim razie musimy sobie jakoś poradzić- stwierdziłam i spojrzałam na Olivię.
-Odwołanie koncertu nie wchodzi w ogóle w grę- powiedziała chyba mylnie interpretując moje słowa.
-Wiem i nie zamierzam niczego odwoływać. Po pierwsze niech ktoś idzie po Steve’a albo Jasona albo najlepiej po obu.
-Ja nie chciałam...
-Wiemy. Nic się nie stało. To znaczy stało się, ale nie myśl o tym teraz- stwierdziła Liv. Tak naprawdę brunetka powinna przejmować się przede wszystkim sobą i swoją nogą. Tina była naprawdę świetną tancerką, do tego umiała śpiewać i podczas trasy było to niesamowicie ważne, mieć kogoś takiego, ale jeśli jej kontuzja była poważna, to przecież nie chodziło o jeden koncert. To mogły być miesiące dochodzenia do zdrowia, miesiące rehabilitacji i ciężkiej pracy.
-Najważniejsze jest teraz twoje zdrowie- powiedziałam i objęłam roztrzęsioną dziewczynę.
-Nina ty idź do techników powiedz im, że mamy mały poślizg ja zaczekam na chłopaków i ustalimy, kto zawiezie Tinę do szpitala- zarządziła Olivia a ja przytuliłam dziewczynę nieco mocniej. Wiedziałam, że się bardzo denerwuje i doskonale rozumiałam jak się czuje. Pamiętałam jak zemdlałam podczas trasy z chłopakami i musiałam jechać do szpitala.
-Steve raczej będzie chciał tu zostać, więc pewnie oddeleguje Jasona.
-Z pewnością- powiedziałam i stwierdziłam, że tancerka nie może jechać sama do szpitala. Ktoś musiał jechać z nią, dlatego zaczęłam gapić się na Liv próbując jakoś oczami jej powiedzieć, że ma jechać z Tiną.
-Pojadę z wami? To znaczy pojadę z wami, tutaj i tak nie będę potrzebna. Tylko najpierw muszę jakoś ogarnąć, co zrobić, koncert musi się odbyć.
-Zastępstwo nie wchodzi w grę- powiedziałam. Nikt nam przecież nie mógł wyczarować drugiej Tiny w pięć minut. Gdyby show odbywało się nazajutrz z pewnością udałoby się kogoś znaleźć albo zmienić nieco choreografię, ale do tego potrzeba było czasu. A w tym momencie go praktycznie nie mieliśmy.
-Puszczą nagrania jeszcze raz, ale powiedzieli, że jeśli to się będzie przeciągać jakoś bardzo długo ktoś od nas ma wyjść na scenę i poinformować publiczność o tym co się dzieje- powiedziała Nina, kiedy weszła do środka.
-Cała oprawa graficzna i dźwiękowa nie ma sensu bez Tiny. Ale może w pół godziny uda się coś pozmieniać- mówiłam. Właściwie wypowiadałam na głos swoje myśli i wtedy Nina powiedziała coś co mnie zaskoczyło.
-Ile kosztowałoby odwołanie tego koncertu?- zapytała.
-Patrząc na nasz grafik i zakładając, że po tej części trasy ta hala jest zajęta i nie można przełożyć koncertu na później... Może chodzić nawet o miliony. I nie chodzi tylko o bilety, ale też o sponsorów.  
-Najprawdopodobniej będę tego za chwilę żałować, bo to fatalny pomysł, ale ja to zrobię- kiedy Nina wypowiedziała te słowa na głos miałam wrażenie, że już żałuje, że powiedziała to głośno.
-Przyznam szczerze, że przyszedł mi do głowy ten pomysł- powiedziałam. Nina oczywiście nie była tancerką, nie potrafiła śpiewać, ale znała doskonale przebieg całego show. Od pierwszej do ostatniej minuty. Znała nie tylko piosenki, ale też całe choreografie. Do tego umiała się całkiem nieźle ruszać, chodziła nawet na jakieś kursy, gdy byłyśmy w liceum i nawet później, na studiach. Kolejnym argumentem przemawiającym za tym, że ten pomysł jednak nie jest taki fatalny było to, że podczas prób Nina czasami zastępowała niektórych tancerzy, co prawda robiła głównie za statystę, ale mimo wszystko nie była całkiem „zielona”. Poza tym czasami ze mną ćwiczyła, tańczyłyśmy razem w pokojach hotelowych, bo zawsze chciałam być w pełni przygotowana a czasami ćwicząc te układy po prostu się wygłupiałyśmy i tak odreagowałyśmy cały ten stres związany z podróżami, wywiadami i koncertami. No i najważniejsze było to, że naprawdę mieliśmy nóż na gardle, bo jeśli chcielibyśmy zmienić przebieg koncertu potrzebowaliśmy, co najmniej pół dnia. A i wtedy pewnie nie udałoby się tego ogarnąć. Dlatego po pięciu minutach dyskusji i jej, co dziesięciosekundowych zmian decyzji zgodziła się i chwilę później ustalaliśmy, w których momentach brunetka ma się pojawić na scenie.
-Nie denerwuj się- powiedziałam trzymając ją za rękę.
-Udam, że tego nie słyszałam. I chcę tylko zaznaczyć, że robię to pierwszy i ostatni raz. I poważnie rozważam rezygnację. I żądam premii. Na tyle wysokiej, że po tym wszystkim będzie mnie stać na najlepszego psychiatrę. I wakacje na Hawajach.
-Załatwione. Tylko nie odchodź.
***
-I?- zapytał Harry, gdy wyszłam z toalety.
-Znowu tylko jedna kreska- odpowiedziałam nie kryjąc smutku. To już czwarty raz, kiedy otwierałam drzwi i widziałam Harry’ego, widziałam te jego zielone oczy pełne nadziei i musiałam mu powiedzieć, że znowu się nie udało.
-Trudno, musimy próbować dalej- powiedział i mnie przytulił. Wiedziałam, że powinnam podejść do tego racjonalnie. Mimo wszystko zajście w ciążę nie jest przecież takie proste. A ja żyłam ostatnio w szalonym tempie. Koncerty, podróże, stres – to ogromy wysiłek fizyczny i psychiczny dla mojego organizmu. I tak to sobie tłumaczyłam, biorąc to na logikę i rozum. Ale moje serce się niecierpliwiło i niepokoiło i coraz częściej pojawiała się w mojej głowie myśl, co jeśli jest ze mną coś nie tak?
-Myślisz, że powinnam się martwić?- zapytałam, chociaż znałam jego odpowiedź.
-Nie. Ja się nie martwię, bo wiem, że to nie jest takie proste.
-Harry to właściwie jest bardzo proste- powiedziałam, mimo że przed kilkoma sekundami pomyślałam dokładnie tak jak on.
-Wiesz, o co mi chodzi. Przecież żyjesz teraz na walizkach...
-Wiem i masz rację. Nie mamy powodu do zmartwień. Ale jeśli ta sytuacja będzie się przeciągać pójdziemy do lekarza.
-A dzisiaj wieczorem, gdy wrócę popracujemy trochę nad tym tematem- powiedział i zerknął na zegarek. –Będę musiał lecieć.
-Szkoda- wymamrotałam nieco nieszczerze. Oczywiście chciałam z nim spędzić jak najwięcej czasu tym bardziej, że miałam tylko nieco ponad tydzień „urlopu”, ale z drugiej strony chciałam w końcu mieć dzień dla siebie. Chciałam pobyć sama, poczytać książkę, obejrzeć serial, poopalać się. W samotności. Poza tym odkąd ustaliliśmy, że staramy się o dziecko właściwie nic więcej nie robiliśmy. Czasami widzieliśmy się przez dzień i cały ten dzień spędzaliśmy w łóżku. Z jednej strony po tych dniach bez niego potrzebowałam jego bliskości, ale z drugiej niekoniecznie chciałam się z nim tylko kochać. Czasami chciałam po prostu się poprzytulać, pogadać. Zająć głowę czymś innym niż praca i robienie dziecka. Dlatego, gdy Harry poszedł do pracy i mnie zostawił przez cały dzień robiłam... nic. Opalałam się, spałam, oglądałam telewizję. A wieczorem, gdy Harry wrócił nie minęło dużo czasu, kiedy brunet zaczął mnie rozbierać.
-Ali?- zaczął leżąc obok mnie.
-Hmm?- nie chciałam by pytał czy chcę już to powtórzyć czy jeszcze chcę chwilę odczekać. Byłam przejedzona seksem, o ile tak to mogłam nazwać.
-Było ci dobrze?- zapytał i na mnie spojrzał.
-Zawsze jest mi dobrze- odpowiedziałam zaskoczona. W sumie była to prawda, ale ostatnio rzeczywiście nie zawsze potrafiłam się „wczuć” i doznać spełnienia. Ale przecież nie zamierzałam mu o tym mówić, bo to nie on robił coś źle tylko ja podczas seksu miałam rozmyślania na temat życia.
-Bo wydaje mi się, że ostatnio jesteś jakaś spięta i nie odczuwasz takiej przyjemności jak ja, kiedy się kochamy- powiedział i nie ukrywał tego, że go to martwi. Wydawało mi się to w pewnym sensie urocze i kochane, dlatego się uśmiechnęłam.
-Po prostu jest mi dobrze, ale czasami mnie stresujesz tym ciągłym seksem- wyznałam a on zmarszczył brwi.
-Nie sądziłem, że to cię jeszcze stresuje.
-Nie chodzi mi o taki stres jak to było podczas pierwszych razów. To by było dziwne jakby seks z tobą mnie stresował. Ale ty mnie stresujesz, bo ciągle chcesz się kochać.
-A ty nie chcesz?- zapytał i sama nie wiedziałam czy jest mu przykro, czy jest zaskoczony, czy jest zmartwiony. Jedyne, co było dla mnie w tym momencie pewne to to, że nigdy nie widziałam by zmarszczył czoło tak mocno.
-Chcę, ale... Harry ja jestem kobietą i czasami potrzebuję innej bliskości- nie sądziłam, że on to w stu procentach zrozumie. Faceci jednak działają inaczej niż kobiety.
-Innej?- widziałam po jego minie, że zupełnie tego nie ogarnia.
-Chciałabym po prostu spędzić z tobą czas normalnie, poleżeć w łóżku albo posiedzieć na kanapie, obejrzeć coś, porozmawiać o tym, co się dzieje w trasie, co się dzieje na planie. Po prostu chciałabym pogadać przy lampce wina albo kubku herbaty, poprzytulać się do ciebie... A my ciągle... I ja nic tylko myślę o tym, że muszę zajść w ciążę, bo ty ciągle tylko atakujesz mnie tekstem „zróbmy sobie dzidziusia” i ja nawet nie zdążę ci nic powiedzieć, nie tylko o tym, co się dzieje w trasie, ale ja nawet nie zdążę zaproponować żebyśmy zrobili coś innego, kolację, żebyśmy poszli na spacer albo do kina, bo ty już mnie i siebie rozbierasz- powiedziałam i ku mojemu zdziwieniu Harry zmarszczył czoło jeszcze bardziej.
-Ja myślałem, że ty też chcesz...
-Bo chcę. Tylko tyle razy próbowaliśmy i ciągle tylko próbujemy i to mnie dodatkowo stresuje a ja chciałabym po prostu nie myśleć tylko o tym.
-Przeprasz...
-Nie przepraszaj, bo nie masz, za co. Ja mogłam przecież wcześniej coś powiedzieć. Może jutro wieczorem zamiast się seksić pójdziemy gdzieś? Albo nie! Zostańmy w domu i poleniuchujmy. Zróbmy sami coś dobrego do jedzenia, możemy obejrzeć jakiś mecz?
-Jasne, jutro spędzimy normalny wieczór.
-Ale nie myślisz chyba, że ja nie chcę mieć z tobą dzieci albo, że jestem jakaś zła, że ciągle się seksiliśmy?
-Nie. Bo nie jesteś zła, nie?
-Oczywiście, że tak. Jestem wkurwiona- powiedziałam poważnie a jego mina była epicka. Na jego twarzy automatycznie pojawiły się wyrzuty sumienia, nawet jego poliki zaczęły robić się różowe. I wtedy nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać a on ogarnął, że się z niego nabijam.
-Nie ładnie nabijać się tak z ukochanego męża! I teraz czeka cię kara i to najgorsza z możliwych!
-Proszę nie!- zdążyłam jeszcze z siebie wydusić zanim on zaczął mnie łaskotać. Oczywiście darłam się w niebogłosy i wymachiwałam rękoma i nogami na prawo i lewo.
-Przepraszaj!
-Nigdy!- piszczałam a on kontynuował te tortury. Oczywiście po kilku sekundach skapitulowałam. –Okej! Przepraszam! Przepraszam...
-Spójrz- powiedział i pokazał mi swoje obrażenie. Wierzgając się na wszystkie strony trochę go podrapałam a on z niewiadomych mi powodów uznał chyba, że to zabawne, bo szczerzył się do mnie jak idiota.
-Nie trzeba było ze mną zadzierać- powiedziałam nie siląc się na przeprosiny. Zamiast tego zaczęłam palcami przeczesywać najpierw swoje włosy, które po tym wszystkim były całe poczochrane a gdy to zrobiłam i spojrzałam na jego nieokiełznaną czuprynę zajęłam się też ułożeniem jego fryzury.
-No to, co teraz robimy?- zapytał i pod wpływem dotyku moich palców przymknął na moment powieki. Harry naprawdę lubił, gdy bawiłam się jego włosami.
-Chętnie opowiem ci dokładnie o tym jak Tina skręciła nogę i Nina ją zastąpiła. To było szalone! W Internecie są nawet filmiki, pokażę ci- powiedziałam podekscytowana. Patrzyłam na jego twarz kontynuując mizianie go po głowie i zrozumiałam, że jest zmęczony. Miał ogromne wory pod oczami.
-To opowiadaj- wymamrotał.
-Jutro- powiedziałam i dałam mu całusa w policzek.
Nazajutrz początkowo wszystko szło zgodnie z planem. Harry pojechał do pracy a ja razem z Olivią pojechałyśmy do spa. Spędziłyśmy pół dnia na regenerowaniu się i odprężaniu a później pojechałyśmy do Cami. Stylistka szykowała mi ciuchy na kolejną część trasy. Nie wymieniałam całej garderoby, ale sporą jej część, dlatego konieczne były przymiarki. Cały dzień byłam w kontakcie z Harrym. Nie chciałam mu przeszkadzać w pracy, ale jednocześnie byłam tak podekscytowana wizją spędzenia z nim normalnego wieczoru, że co jakiś czas po prostu musiałam mu to napisać. On też do mnie pisał, właściwie częściej niż powinien. Dlatego po powrocie do domu przeżyłam szok, bo wcale nie czekał mnie romantyczny wieczór z mężem. Mieliśmy gościa a Harry, mimo że cały czas byliśmy w kontakcie nie poinformował mnie o tej zmianie planów.
-Już jestem!- krzyknęłam entuzjastycznie, gdy zatrzasnęłam drzwi.
-Jestem w kuchni- usłyszałam i zdjęłam w pośpiechu buty.
-Jak super, że też już jesteś- powiedziałam i dałam mu całusa na powitanie. Harry się uśmiechnął i pocałował mnie jeszcze raz. Dłużej i czulej niż ja jego.
-Ali wiem, że mamy spędzić ten wieczór razem, ale pojawiła się komplikacja- zaczął a ja w ogóle nie zwróciłam uwagi ani na jego minę ani na słowa.
-O! Zrobiłeś dla nas herbatę- powiedziałam, wzięłam kubek do ręki i upiłam niewielkiego łyczka.
-To nie...- zaczął, ale przerwał, gdy zobaczył, że się skrzywiłam.
-To twoja, bo jest słodka- stwierdziłam i podniosłam drugi kubek jednak zanim i z niego upiłam choćby pół mililitra prawie wylałam na siebie parujący napój, bo do kuchni weszła Chloe.
-Hej- powiedziała a ja byłam skołowana.
-Cześć- wydukałam i spojrzałam pytająco na Harry’ego.
-Twoja herbata, idź do salonu zaraz do ciebie przyjdziemy- powiedział brunet a ona wzięła napój, który jak się okazało, Harry przygotował dla niej i dziękując mu za wszystko zostawiła nas samych.
-Co ona tutaj robi?- zapytałam, gdy znalazłam się z Harrym sam na sam.
-Musiałem jej pomóc, w mieszkaniu nad nią pękła rura i ją zalało- wyjaśnił. Nie chciałam jej pomagać, automatycznie poczułam złość i przede wszystkim ogromną zazdrość, wkurzyła mnie nawet ta nieszczęsna herbata, ale przypomniałam sobie, że obiecałam samej sobie, że będę dla niej miła. Nie chciałam urządzać jakiejś niepotrzebnej sceny zazdrości. Miałam świadomość, że na świecie są o wiele większe problemy niż Chloe. Poza tym miałam wrażenie, że przerabiam to z Harrym już tysięczny raz i jakoś łatwiej przyszło mi odpuszczenie.
-Masakra. To jakaś poważna awaria?- zapytałam, chociaż najchętniej zapytałabym, dlaczego akurat on musiał wybawiać ją z opresji. Ona serio nie miała żadnych innych przyjaciół? Żadnych dobrych znajomych?
-Niestety. Cała jej sypialnia i garderoba są do remontu, ale poza tym chyba wszystkie podłogi do wymiany. Jutro ma przyjść rzeczoznawca, ubezpieczyciel i mają oszacować szkody.
-To okropne.
-Nie jesteś zła, nie?
-Oczywiście, że nie. Szkoda tylko, że nasz wieczór przepadł.
-Jak to przepadł? Skarbie posiedzimy we trójkę, pogadamy. Wszystko mi opowiesz i szczerze mówiąc to nawet lepiej, że Chloe będzie z nami, bo w przeciwieństwie do ciebie ja wcale nie mam dość gorącego seksu i byłby mi naprawdę ciężko trzymać ręce przy sobie- powiedział a ja się uśmiechnęłam.
-A właściwie jak długo ona tutaj zostanie?- zapytałam. Jak mogłam o to nie zapytać od razu?
-Nie wiem jeszcze. Nie rozmawiałem z nią o tym- odpowiedział.
-No to może chodźmy i z nią to ustalmy- zaproponowałam. Chciałam wiedzieć, na czym stoję i jak później się okazało czekało mnie ciężkich kilka dni. Nie miałam serca się nie zgodzić. Najchętniej sama wynajęłabym jej jakiś hotel, ale zamiast tego z uśmiechem zgadzałam się na wszystko, o co prosiła ona albo Harry.
-Niczego nie mogę tam ruszać, wiesz jak to jest z tymi ubezpieczycielami, mam masę spraw do załatwienia, bo ja to mieszkanie wynajmuję z koleżanką. A ona aktualnie jest na kontrakcie w Chinach i nie ma szans, że tutaj przyleci- powiedziała i wyglądała na załamaną. Z pewnością była załamana i zestresowana, ale jakaś cząstka mnie miała wrażenie, że ona udaje i tak naprawdę cieszy się, że popsuła nam plany na te kilka dni, podczas których mieliśmy się sobą nacieszyć zanim znowu wyruszę w trasę. Wiedziałam, że mam takie wrażenie przez zazdrość. Chciałam zapytać, dlaczego zatrzymała się akurat u nas, dlaczego to Harry zawsze musi jej pomagać, dlaczego nie poprosiła o to kogoś innego, ale ugryzłam się w język i udawałam, że wszystko jest super.
-Rozumiem i bardzo ci współczuję- powiedziałam w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach szczerze.
-Nie mam nawet ciuchów, bo nawet tego nie pozwolili mi zabrać.
-To akurat jest najmniejszy problem- wtrącił Harry a my obie spojrzałyśmy na niego jak na kosmitę. Dla mnie to był spory kłopot, bo wiedziałam, że będę musiała jej coś pożyczyć, albo jeszcze gorzej, Harry jej coś pożyczy i byłam taką okropną osobą, że nie chciałam tego robić, albo żeby Harry to robił. Kiedy wszystko ustaliliśmy zamówiliśmy kolację. Zrezygnowaliśmy z pójścia do kina czy knajpki, bo Chloe nie miała na nic ochoty a Harry nie chciał jej zostawiać. Siedzieliśmy w domu i udawaliśmy, że jest super. Ja opowiedziałam nieco o trasie a Harry o tym jak mu idzie na planie filmu i to wszystko. Poszliśmy spać, choć ja budziłam się chyba pięć razy, bo cały czas było mi jakoś niekomfortowo z myślą, że Chloe zostaje z nami na noc. Następnego dnia nieco przyzwyczaiłam się do nowej sytuacji, pewnie przez to, że właściwie się z nią nie widziałam. Cały dzień jej nie było a wieczorem poszła szybko spać tłumacząc, że jest zmęczona. Niby wszystko było normalnie, ale coś dziwnego wydarzyło się podczas trzeciego dnia jej pobytu. Wróciłam do domu wcześniej, Harry’ego jeszcze nie było. Myślałam, że jestem sama. Na początek pobiegłam do kuchni i łapczywie wypiłam szklankę wody. Przeczytałam wszystkie wiadomości i gdy trochę odsapnęłam poszłam na górę. Chciałam się przebrać w coś wygodnego, więc poszłam do garderoby, w której znalazłam Chloe. Nie powinno jej tam być tym bardziej, że przywiozła już swoje ubrania do nas.
-Już jesteś- powiedziała zdziwiona.
-Jak widać- odparłam i zmierzyłam ją wzrokiem. –A co ty właściwie tutaj robisz?
-Nudziło mi się- odpowiedziała. Trzymała w dłoni moją sukienkę.
-To trochę niekulturalne grzebać komuś w szafie- powiedziałam nie siląc się na przyjazny ton. Byłam zła. Nie rozumiałam, po co to zrobiła.
-Przepraszam. Nie chciałam cię urazić czy coś- odparła a ja miałam wrażenie, że stara się nie uśmiechnąć. Coś w jej postawie mówiło mi, że to część jej planu? Coś mi w tym wszystkim nie grało. Na pewno jej „przepraszam” nie było szczere. -Dzisiaj rozmawiałam z właścicielem mojego mieszkania i przez to zalanie trzeba wyremontować całą garderobę i chciałam podejrzeć jak to wygląda u was. Zrobiłam nawet zdjęcia, bo to pomieszczenie jest takie idealne. Przemyślane i dopracowane a ja mam masę ubrań i fajnie byłoby mieć taką garderobę u siebie.
-Mogłaś zaczekać na mnie albo Harry’ego- powiedziałam. Spojrzałam jeszcze raz na sukienkę, którą trzymała w dłoni i najpierw chciałam zapytać, po co ją wyciągała skoro chodziło tylko o projekt. Po co grzebała w mich rzeczach skoro podobno zrobiła tylko kilka zdjęć potrzebnych do remontu, ale się powstrzymałam. Wolałam udawać, że jej odpowiedź mnie satysfakcjonuje i wystarcza mi do pełni szczęścia. W rzeczywistości postanowiłam baczniej się jej przyglądać i na nią uważać. Może mówiła prawdę i ja znalazłam sobie po prostu kolejny pretekst by jej nie ufać, ale może moja wzmożona czujność była w pełni uzasadniona. –Jeśli chcesz mogę poszukać projektów albo mogę dać ci namiary do naszego projektanta. Co prawda dom był urządzony, gdy go kupowaliśmy, ale niektóre rzeczy zmienialiśmy, w tym garderobę.
-Byłoby super- powiedziała tylko i posłała mi równie sztuczny uśmiech jak ja jej.
Tego dnia i przez kolejne dwa właściwie nie spuszczałam jej z oczu a ona chyba była tego świadoma. Oczywiście posprzeczałam się przez nią z Harrym, który nie widział w jej zachowaniu nic dziwnego. Powiedziałam, że grzebała mi w rzeczach, ale on to zbagatelizował, bo ona powiedziała mu o tym pierwsza. Sama przyznała się, że weszła bez pytania do garderoby i tak jak mi jemu wcisnęła kit o robieniu zdjęć i remoncie. Harry oczywiście jej uwierzył a kiedy zasugerowałam, że kilka dni minęło i mogłaby już się wynieść w porywie gniewu wygarnął mi, że chyba nie mam serca skoro chcę ją wyrzucić, mimo że praktycznie nie ma gdzie mieszkać. Gdy się o to kłóciliśmy byłam pewna, że ona stoi pod drzwiami, podsłuchuje i cieszy się, że Harry trzymał jej stronę a nie moją. Byłam jakaś niespokojna i miałam ją na oku, ale nie sądziłam, nawet w najśmielszych snach, że coś przebije tę akcję z przeglądaniem moich rzeczy a jak się później okazało prawdziwe oblicze blondynka miała dopiero pokazać. Właściwie to pokazała je już dawno temu i okazało się, że cała jej przemiana była tylko maską, którą ubrała by nas zmylić i oszukać. Trzy dni po akcji z ciuchami czekała na mnie „niespodzianka”. Wróciłam do domu po tym jak skończyłam przymiarki. W LA deszcz nie był częstym gościem, ale tego dnia padało. Kiedy weszłam do środka, od razu zauważyłam parę przemoczonych butów, które należały do Harry’ego. Cieszyłam się, że mój mąż już wrócił, chciałam się z nim pogodzić. Niby nie byliśmy pokłóceni, ale blondynka jak zwykle nas poróżniła. Wkrótce wyjeżdżałam i nie chciałam rozstawać się w takiej nieprzyjemnej atmosferze. Zanim udałam się na górę poszłam jeszcze do łazienki umyć ręce i kuchni napić się wody. Kiedy pokonywałam kolejne stopnie zastanawiałam się, co mam powiedzieć by załagodzić tę sytuację i nie sądziłam, że gdy dotrę do sypialni moim oczom ukaże się taki widok. Harry stał w samym ręczniku przewiązanym na biodrach a Chloe w majtkach i koszuli. Zamurowało mnie i zamiast wejść i zapytać, co się właściwie dzieje ja po prostu stałam i na nich patrzyłam. Wiedziałam, że ona mnie dostrzegła, ale Harry mnie nie widział. Nie rozumiałam, dlaczego nie wchodzę do środka. Nie wiedziałam czy nie wkraczam do akcji, bo jestem w szoku, czy dlatego że wiem, że do niczego między nimi nie doszło i nie dojdzie? Być może jedno i drugie. W głębi serca wiedziałam, że Harry mnie nie zrani. Kochał mnie i ufałam mu. Ufałam mu i w tym momencie czułam to bardziej niż kiedykolwiek wcześniej jednocześnie patrząc jak Chloe zbliża się do niego. Jej intencje były jasne a ja stałam w progu sypialni i patrzyłam jak ona zaraz pocałuje mojego męża.

wtorek, 27 marca 2018

Rozdział 47






-Uciekająca panna młoda! Kim właściwie jest nowa dziewczyna Nialla Horana? Nina Megger znana, jako przyjaciółka Ali Rose bla, bla, bla. Została dziewczyną Nialla Horana bla, bla, bla. I teraz słuchajcie! Jak donosi bliski znajomy Niny dziewczyna, która kreowana jest na nudną kujonkę całkiem niedawno... Uciekła sprzed ołtarza! Zrobiła do w iście hollywoodzkim stylu zostawiając w kościele niedoszłego męża i wszystkich gości!
-Nie czytaj tego- powiedziałam i zabrałam przyjaciółce komórkę.
-Jak będziemy w Irlandii mam poznać twoją mamę i jakie ja wrażenie zrobię po czymś takim?- zapytała Nialla, który przestał grać w FIFĘ i ją przytulił. To było tak słodkie, urocze i kochane, że musiałam się naprawdę postarać by się nie uśmiechnąć. Moi przyjaciele tworzyli piękną parę i jakaś część mnie wciąż nie mogła w to uwierzyć. Że oni są razem. Że Niall się zakochał i to tak na poważnie a jego serce skradła właśnie Nina. W pamięci miałam nie tylko te ich głupie docinki, ale przede wszystkim to jak długo Niall był sam.
-Kochanie nie czyta się tych gówien- powiedział Horan a ona spiorunowała go spojrzeniem.
-Muszę to czytać żeby wiedzieć jak bardzo mam przesrane.
-Moja mama nie czyta takich bzdur.
-To nie są bzdury. Przecież to prawda, popełniłam błąd i teraz cały świat o tym wie. Ja pierdolę mam przesrane. Kurwa mać- brunetka zakryła twarz w dłoniach a Niall spojrzał na mnie tak, że wiedziałam, co myśli. Jego oczy wręcz krzyczały do mnie - „Pomóż mi!”.
-Popełniłaś błąd, ale mama Nialla naprawdę nie czyta tych wypocin. No i może częściowo napisali prawdę, ale wiesz jak te pismaki to przedstawiają. Wszystko obrócą tak żeby wyszło sensacyjnie.
-Od kiedy ja jestem przez kogoś kreowana?! Na kujonkę?! Bo studia skończyłam?!
-Mnie na początku kreowali na dziwkę- powiedziałam a Nina spojrzała na mnie tak jakby nie wierzyła w to, co mówię.
-Nie musisz zmyślać żebym poczuła się lepiej.
-Nie zmyślam. Pamiętasz jak ci opowiadałam jak w Dublinie Harry’ego i mnie złapała potworna nawałnica i utknęliśmy w lesie?
-No tak. Znaleźliście hotel i Harry zachowywał się trochę jak zbok- odpowiedziała i cała nasza trójka uśmiechnęła się na te słowa.
-Jak się później okazało cały czas śledził nas fotograf, który zrobił nam zdjęcia. Na drugi dzień cały świat obiegła sensacyjna wiadomość, że robię karierę przez łóżko i wygrałam konkurs dzięki romansowi. Ile bzdur albo obrażających mnie tekstów napisano od tamtej pory? Tysiące. I wiem, że się stresujesz, że mama Nialla to zobaczy, ale po pierwsze nie zobaczy a po drugie nawet, jeśli zobaczy to cię nie osądzi na podstawie jakiegoś gówna.
-Moja mama jest przyzwyczajona do takich akcji i serio nie musisz się obawiać, że wyrobi sobie opinię na twój temat nawet, jeśli jakimś cudem by to przeczytała.
-Ale koniec końców się o tym dowie i...
-I wtedy pomyślimy o tym czy w ogóle warto się martwić- powiedział Niall i pocałował ją w czubek nosa a ja miałam ochotę zrobić im w tym momencie zdjęcie. Gdy kiedyś wezmą ślub mogłabym im dać je w prezencie. -Może pójdziemy na jakiś spacer po hotelu?
-Możemy iść coś zjeść- odpowiedziała Nina a ja już nie hamowałam się z uśmiechaniem. Wyszczerzyłam się do nich, bo patrzenie na nich i oglądanie ich takich sprawiało, że byłam szczęśliwa.
-Chętnie zjem drugą kolację- powiedział Niall śmiejąc się przy tym po swojemu. –Ali nie wyłączaj tego, jak wrócę to dokończę.
-Jasne- odpowiedziałam i odłożyłam pada, którego chłopak mi podał na stolik.
-Ja na serio nie wiedziałam, że oni piszą, że jestem kujonem- usłyszałam jeszcze zanim wyszli i zostałam sama. Zamierzałam wziąć prysznic, chwilę poleżeć, posłuchać muzyki i iść spać, bo nazajutrz czekał mnie kolejny koncert i wtedy do apartamentu wszedł Steve.
-Ali jadę sprawdzić arenę, plan na jutro znasz?
-Oczywiście- odpowiedziałam. –Dlaczego jedziesz teraz? Jest już późno.
-Tiry ze sprzętem dojechały szybciej i wolę to zrobić dzisiaj żeby nie było tak jak przedwczoraj. Wpadłem tylko po to żeby się pożegnać, bo gdy wrócę będziesz już spać. Gdyby coś się działo Jason zostaje z wami. Dobranoc. I nie siedź za długo- powiedział a wypowiadając ostatnie zdanie pogroził mi palcem.
-Tak jest. Dobranoc- odparłam z uśmiechem. Kiedy Steve wyszedł zaczęłam wcielać w życie mój plan. Wzięłam długi, gorący prysznic, napisałam do Harry’ego i się położyłam. Założyłam na uszy słuchawki, puściłam ulubioną muzykę i zamierzałam się zrelaksować i odpocząć. Nie myślałam o niczym ważnym. Wsłuchiwałam się po prostu w teksty piosenek i myślałam o kolejnych koncertach.
Patrzyłam na najpiękniejszy naszyjnik, jaki w życiu widziałam. Białe złoto w połączeniu z szafirami i diamentami tworzyło zjawiskową kompozycję.
-Wiedziałem, że ci się spodoba- powiedział Harry. Stał za mną a kiedy odwróciłam się by na niego spojrzeć okazało się, że jest w czarnym garniturze.
-Gdzie idziemy?- zapytałam i dopiero po chwili zauważyłam, że jestem ubrana w piękną, balową suknię. Chciałam się przejrzeć w lustrze żeby zobaczyć więcej, dostrzegłam jedynie, że jest czarna z domieszką innych kolorów, ale Harry wręczył mi do ręki kopertę i jej zawartość zaabsorbowała moją uwagę na tyle skutecznie, że mój ubiór od razu poszedł w zapomnienie. Próbowałam przeczytać treść zaproszenia, ale jedyne, co widziałam to słowo „Maskarada”. Gdy tylko mój wzrok lądował na pozostałych słowach totalnie wszystko mi się zlewało i rozmywało. Chciałam poprosić Harry’ego by powiedział mi, co dokładnie jest napisane na kartce, którą mi dał, ale gdy uniosłam głowę do góry okazało się, że nie jesteśmy już w domu tylko jedziemy autem. Wciąż trzymałam zaproszenie w dłoni i naprawdę chciałam zerknąć na nie jeszcze raz, ale nie mogłam. Nagle, nie do końca wiedząc jak tam dotarłam, stanęłam na schodach prowadzących do teatru? Opery? Sama nie byłam pewna, ale Harry złapał mnie za rękę i powoli, jakby w zwolnionym tempie pokonaliśmy wszystkie stopnie i weszliśmy do środka budynku. Wewnątrz, w wielkiej sali było pełno tańczących ludzi. Wszyscy byli ubrani w stroje jakby nie z tej epoki. Przyglądałam się im wszystkim, choć nikogo nie mogłam rozpoznać przez maski, które mieli na twarzach. Muzyka, do której tańczyli była taka znajoma, ale jednocześnie nie mogłam przypomnieć sobie skąd znam tę piękną, porywającą melodię. Nie zastanawiałam się nad tym długo, bo Harry, który też miał na twarzy maskę, porwał mnie do tańca i przez moment czułam się jak w bajce.
-Ali!- usłyszałam gdzieś za mną.
-Podoba ci się bal?- zapytał Harry a ja znowu usłyszałam czyjś głos.
-To nie ja- znałam go. Znałam ten głos. Zatrzymałam się na środku parkietu i zaczęłam się nerwowo rozglądać.
-Nie słuchaj go skarbie- powiedział Harry i chciał mnie pocałować, ale zrobiłam krok w tył.
-To nie ja. Odwróć się i zobacz, że to nie ja- usłyszałam jego głos tuż przy moim uchu. –Przypomnij sobie, że to nie ja.
-Jesse?- to jego głos cały czas słyszałam. Puściałam dłoń Harry’ego, który patrzył na osobę za mną. Był wściekły i przerażony.
-Spójrz, co on mi zrobił!- powiedział Jesse a ja zamknęłam oczy, bo bałam się, co zobaczę. Nie chciałam tego widzieć.
-Nie chcę- wyszeptałam i czułam jak robi mi się gorąco. Zaczęła mnie boleć ręka i nie miałam pojęcia, dlaczego.
-Spójrz na mnie!
-Jesteś D., nie wierzę, że złamałeś mi serce- powiedziałam, bo chyba to właśnie czułam. Czułam jakby właśnie to mi zrobił.
-Ali dobrze wiesz, że prawda jest taka, że ty złamałaś moje pierwsza- wyszeptał i te słowa sprawiły, że otworzyłam oczy i na niego spojrzałam. Miał na twarzy maskę tak jak wszyscy a mi zrobiło się go żal.
„Maskarada! Parada papierowych twarzy...
Maskarada! Skryj swą twarz,
aby ukryć się przed światem!
Maskarada!
Każda twarz innej barwy... Maskarada!
Obejrzyj się - Za tobą czai się inna maska!”
-Przepraszam- wyszeptałam patrząc w jego oczy. Miał na twarzy maskę, ale jego oczy poznałabym wszędzie. Nawet gdyby się nie odezwał wiedziałabym, że to on.
-Spójrz na mnie. Zobacz, co on mi zrobił- powiedział a ja dopiero zobaczyłam to, co cały czas próbował mi pokazać. Jego szyja była cała w siniakach a mi przypomniało się, co Harry mu zrobił. Chciał go udusić.
-Jesteś D., dlatego Harry to zrobił- chciałam jakoś usprawiedliwić zachowanie mojego męża nawet, jeśli było ono nie do usprawiedliwienia.
-Spójrz, co mi zrobił- powiedział jeszcze raz a ja widziałam jak na jego szyi siniaki zamieniają się w otwarte rany. Nie chciałam tego widzieć, chciałam uciec, chciałam żeby Harry mnie stamtąd zabrał. Nie słyszałam już muzyki, bo strach skutecznie ją zagłuszył.
-Harry...- wydusiłam z siebie, co i tak było dla mnie nie lada wyczynem.
„Dałem ci moją muzykę...
sprawiłem, że twoja piosenka rozwinęła skrzydła...
A teraz, jak ty
odwdzięczasz się mi,
wyrzekając się mnie
i zdradzając...
Musiał cię pokochać,
kiedy usłyszał jak śpiewasz...”
-Spójrz na swoje nadgarstki- powiedział Jesse. Mój wzrok od razu powędrował w dół i jak się okazało miałam całe pocięte ręce. Nie tylko nadgarstki, ale całe przedramiona. Moje ręce krwawiły równie mocno jak szyja Jesse’ego. Byłam przerażona. Nie miałam pojęcia, co się dzieje.
-Harry, dlaczego to zrobiłeś?- zapytałam, gdy uniosłam głowę do góry i nie wiedziałam już Jesse’ego. Przede mną w czarnej masce stał Harry.
-To nie ja- odpowiedział a w jego zielonych oczach dojrzałam nieśmiało pojawiające się łzy. –To D.
-Przecież mnie znasz, wiesz, że cię kochałem- usłyszałam głos Jesse’ego. Nie wiedziałam skąd dobiegał, ale wydawało mi się, że jest tuż za mną. Byłam skołowana, przerażona i nie miałam pojęcia, co się dzieje. Spojrzałam jeszcze raz na moje zakrwawione ręce i okazało się, że w dłoni wciąż trzymam zaproszenie. W dalszym ciągu nie mogłam przeczytać całości, byłam bliska płaczu i wtedy udało mi się przeczytać niewielki skrawek, właściwie kilka linijek tekstu, gdzieś na samym środku kartki.
„Maskarada! Parada papierowych twarzy...
Maskarada! Skryj swą twarz,
aby ukryć się przed światem!”
Przez moment patrzyłam na te słowa do momentu, kiedy bałam się tak bardzo, że zamknęłam oczy. Miałam nadzieję, że gdy je otworzę wszystko zniknie.
-Jesteś takim tchórzem- usłyszałam, ale nie wiedziałam, kto to powiedział. Głos należał do kobiety. Chciałam się dowiedzieć, kim ona jest, dlatego niepewnie i powoli otworzyłam oczy, ale jedyne, co widziałam to kartka. Znowu wszystko było dziwnie zamazane poza małym, krótkim, strasznym podpisem. „Całuski D.!”.
Gdy się obudziłam byłam cała spocona. Było mi niesamowicie duszno i przez kilka minut leżałam w bezruchu oddychając głęboko. To był tylko sen. Niesamowicie przerażający, ale to nie wydarzyło się naprawdę. Mimo tego, gdy odzyskałam zdolność poruszania się sprawdziłam swoje ręce. Nic im nie było, ale wciąż czułam jakby były pokryte krwią. Kontaktowałam już normalnie, byłam rozbudzona, ale wciąż czułam ogromny strach. Miałam ochotę iść obudzić wszystkich, chciałam zadzwonić do Harry’ego. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i okazało się, że wcale nie jest tak późno. To było głupie, bo bałam się wyjść z łóżka, ale musiałam z kimś porozmawiać i w tym momencie była tylko jedna taka osoba. Steve. Już od ponad miesiąca, od rozpoczęcia trasy, próbowałam z nim porozmawiać, ale jakimś cudem prawie nigdy nie zostawaliśmy sami a gdy już zostawaliśmy moment zawsze wydawał mi się jakiś nieodpowiedni. Z Harrym nie mogłam pogadać na temat Jesse’ego a odkąd go spotkałam cały czas miałam go w głowie i ten cholerny koszmar nawiedzał mnie, co jakiś czas. Liczyłam na to, że Steve mnie zrozumie, może sam też czuł tak jak ja, że D. to nie Jesse? Mimo jakiegoś idiotycznego lęku wstałam z łóżka, ubrałam szlafrok i wyszłam z pokoju. Przeszłam przez salon, który był centralnym pomieszczeniem w apartamencie, który dzieliłam z Olivią, Niną i Niallem i po przekroczeniu czegoś w rodzaju niewielkiego holu wyszłam na zewnątrz. Skierowałam się do pokoju ochroniarzy, w którym miał siedzieć Jason. Mężczyzna powiedział, że Steve jeszcze nie wrócił a ja postanowiłam odłożyć, kolejny raz, rozmowę z nim. Wiedziałam, że mój przyjaciel wróci zmęczony i nie powinnam męczyć go rozmowami, dlatego wróciłam do swojej sypialni i zamiast spać wchodziłam na wszystkie portale społecznościowe, na których miałam konta. Zaczęłam od Twittera a skończyłam na Snapchacie. Bałam się zamknąć oczy, bo za każdym razem, gdy to robiłam widziałam krew sączącą się z szyi Jesse’ego, słyszałam muzykę z Upiora, widziałam ten cholerny podpis D.. Zasnęłam ze zmęczenia, nad ranem. Przez pół nocy, by zająć czymś głowę, zajmowałam się pisaniem postów, pisaniem z fanami i czytaniem tego, co chcieli mi przekazać. Cały dzień chodziłam jak cień siebie nie, dlatego że się nie wyspałam, ale dlatego że cały czas przypominał mi się ten koszmar. Po koncercie zjedliśmy kolację i razem z częścią ekipy wylatywaliśmy do kolejnego miasta. Wiedziałam, że wszyscy jesteśmy zmęczeni, sama ledwo trzymałam się na nogach, ale mimo tego w samolocie bałam się zasnąć. Kiedy wstałam by pójść do toalety i zobaczyłam, że śpią wszyscy poza Stevem, Niną i Niallem nie zastanawiałam się ani minuty dłużej. Usiadłam obok ochroniarza i postanowiłam w końcu powiedzieć mu o moich wątpliwościach. Chciałam to zrobić w cztery oczy, ale wiedziałam, że lepsza okazja może się w najbliższych dniach już nie nadarzyć.
-Steve możemy pogadać?- zaczęłam o on uniósł wzrok znad laptopa.
-Oczywiście- odpowiedział i się uśmiechnął. Przesiadł się o jedno miejsce, dlatego mogłam usiąść obok niego.
-Tylko chcę żeby ta rozmowa pozostała między nami- zaznaczyłam a on spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Może poczekamy z tym aż dolecimy na miejsce?- zaproponował a ja już chciałam odpowiedzieć, że nie chcę czekać, ale podeszła do nas Olivia.
-Właśnie dostałam wiadomość, że jest jakiś kłopot z autami, które miały zabrać nas z lotniska- powiedziała do Steve’a. Mężczyzna spojrzał na mnie przepraszająco, więc uśmiechnęłam się do niego, bo rozumiałam, że musi się tym zająć.
-Mogę tutaj z tobą posiedzieć?- zapytałam jedynie i kolejny raz nie mogłam wyrzucić z siebie tego, co leżało mi na sercu. Jedynym pozytywem było to, że udało mi się zasnąć i była to zasługa ochroniarza, bo on zawsze roztaczał wokół siebie jakąś taką aurę spokoju. Po wylądowaniu i przejeździe do hotelu czułam, że wciąż jestem bardzo zmęczona, bo w samolocie drzemka wcale nie okazała się być długa. Mimo tego naprawdę obawiałam się, że gdy zasnę znowu przyśni mi się ten chory sen. I kiedy biłam się z myślami, co zrobić moim zbawieniem okazał się Steve. „Wciąż chcesz pogadać?” – napisał do mnie a chwilę później siedział w moim pokoju.
-Wypiłem za dużo kawy i energetyków- wyjaśnił, gdy zapytałam go, dlaczego nie śpi.
-Serce ci wysiądzie od tego. I nerki...
-I wątroba też. Wiem- wtrącił i usiadł na kanapie.
-Olewasz to i bagatelizujesz a to nie są żarty- powiedziałam, otuliłam się kołdrą i usiadłam na łóżku.
-O czym chciałaś ze mną porozmawiać?- zapytał zmieniając temat. Gdyby nie to, że od wielu dni chciałam z siebie wyrzucić to, co tak bardzo zatruwało mi głowę, zrządziłabym mu o zgubnym wpływie picia hektolitrów kawy i energetyków nieco dłużej.
-O Jessem- odpowiedziałam bez ogródek.
-Okej- Steve wcale nie był zaskoczony moimi słowami.
-On nie jest D.- być może po „on” powinnam dodać słowo „chyba”, ale wiedziałam, że ze Stevem nie muszę dobierać słów tak by przekazać mu coś w jakiś pokrętny sposób żeby sobie czegoś nie pomyślał tak jak to było w przypadku Harry’ego.
-A skąd ta pewność?
-Ty też w to wątpisz- stwierdziłam, bo widziałam jego minę. Nie był oburzony tym, co powiedziałam a raczej naprawdę zaciekawiony, dlaczego mówię to z takim przekonaniem.
-Wątpiłem, nie wiem może wciąż wątpię- przyznał.
-Nawet nie wiesz, jaka to ulga, że mówisz coś takiego. Bo Harry... On od razu się wkurzył. Nie szło z nim normalnie porozmawiać.
-Harry rozmawiał o tym ze mną- powiedział a ja wcale nie byłam zdziwiona.
-I?
-I on też miał wątpliwości. Ali my wszyscy cały czas wszystko sprawdzamy, monitorujemy na wszelki wypadek. Harry mógł się wkurzyć, bo patrzy na to wszystko bardzo emocjonalnie, Jesse był twoim chłopakiem, co dodatkowo Harry’emu zaburza logiczne myślenie, ale nawet on, mimo nienawiści, nie był pewien czy Jesse to rzeczywiście D.
-Był?
-Jest. Nie wiem. To nie jest takie proste, nie jest jednoznaczne. Są dowody przeciwko Jesse’emu, ale są też luki w tej sprawie. Po tym jak go spotkałaś wtedy w teatrze razem z Harrym, Olivią i twoim tatą podjęliśmy decyzję żeby skontaktować się z Jessem. Miała to zrobić Olivia z prawnikiem i ze mną, ale Jesse nie chciał z nami rozmawiać.
-Dlaczego nikt mi o niczym nie powiedział?- zapytałam nie kryjąc irytacji. Ja się zamartwiam, dręczą mnie nocami koszmary a oni urządzają akcję i nic mi nie mówią.
-Bo nic tak naprawdę to nie wniosło do sprawy. Nikt cię nie niepokoi, nie dostajesz żadnych wiadomości, na koncertach też wszystko przebiega zgodnie z planem. Jesse z nami nie rozmawiał, ale wiemy, gdzie jest i co robi i nie ma najmniejszych powodów do niepokoju.
-I stwierdziliście, że to jednak on, prawda? Że on serio jest D.
-Wiem, że ciężko to zrozumieć, ale on mógł się tego wyprzeć, ale powiedział tylko, że dla niego sprawa jest zamknięta i nie zamierza do tego wracać. Dlatego to chyba prawda, on jest D..
-Chyba. Ja uważam, że to nie on i jeśli mam rację to nadal nie wiemy kim jest D.. Co więcej wydaje mi się, że Jesse wziął winę na siebie, bo chodzi o Jess. On ją kryje- powiedziałam a Steve przez chwilę milczał. Wiedziałam, że też brał taki scenariusz pod uwagę. Ja myślałam o tym cały czas.
-Nawet, jeśli tak jest i to ona wysyłała te wiadomości to mimo wszystko on jest współwinny. Jeśli o tym wiedział i ją krył to jest winny. To właściwie tak jakby razem z nią pisał i wysyłał do ciebie te maile i SMS-y. Nie wiemy, co nim kierowało i jak duży wkład miał w tej sprawie, ale dowody świadczą przeciwko niemu. Pewnie nie dowiemy się jak było naprawdę, czy ją krył czy może nie, może to ona długo kryła jego? Niezależnie od tego kto kogo krył, czy pisali to razem czy nie, najważniejsze, że to się skończyło i nikt, ani ja, ani Liv a tym bardziej Harry czy twoi rodzice, nikt z nas nie dopuści by takie coś się powtórzyło.
***
Dwa pierwsze miesiące trasy nie dłużyły mi się tak jak zakładałam na początku. Tęskniłam za Harrym tak bardzo, że miałam wrażenie, że czasami, leżąc w łóżku tak bardzo chciałam by mnie przytulił, że byłam bliska odczuwania rzeczywistego bólu. Na szczęście takich dni i nocy miałam o wiele mniej niż zakładałam z jednego powodu – zmęczenia. I braku czasu. W gruncie rzeczy cieszyłam się, że tak jest, bo dzięki temu potrafiłam skupić się na występach, przeżywałam to, co się wokół mnie działo i postrzegałam to tylko i wyłącznie, jako coś pozytywnego. Fakt, że przetrwałam tak długą rozłąkę naprawdę nieźle nie był przeszkodą do tego żeby poryczeć się jeszcze na lotnisku, gdy Harry mnie z niego odebrał. Chyba wtedy dotarło do mnie jak długo się nie widzieliśmy i cała ta wypierana tęsknota wyszła ze mnie w postaci łez. Przez pierwsze dwa dni nie wychodziliśmy z domu. Ja miałam ponad tydzień przerwy pomiędzy pierwszą i drugą częścią trasy a Harry miał kilka dni wolnych między zdjęciami do filmu. Ten czas zleciał stanowczo zbyt szybko, ale kolejna przerwa, która nas czekała miała być po pierwsze krótsza a po drugie druga część trasy odbywała się w USA. Harry dogrywał w tym czasie sceny w studio w LA byliśmy więc w tym samym kraju i mogliśmy widywać się nieco częściej niż wtedy, gdy byliśmy na dwóch końcach świata.
-Dziękuję wam wszystkim za przybycie! Byliście niesamowici! Jesteście wspaniali i wyjątkowi! Jeszcze raz chcę wam podziękować! Kocham was i do zobaczenia!- powiedziałam żegnając się z publicznością, gdy zaśpiewałam ostatnią piosenkę. Światła zgasły, wszyscy jeszcze klaskali, krzyczeli a ja zeszłam ze sceny. Kolejny koncert przeszedł do historii. Zeszłam kilka stopni w dół patrząc pod nogi. Spodziewałam się, że zaraz ktoś z obsługi technicznej pomoże mi wyswobodzić się ze słuchawek a Olivia powie, że mam chwilę by się przebrać, ale zamiast tego usłyszałam najpiękniejszy głos na świecie.
-To było niesamowite- powiedział a ja uniosłam głowę z prędkością światła.
-Harry!- pisnęłam podekscytowana i nie zważając już na stopnie, kable i wszystkich dookoła od razu rzuciłam mu się na szyję.
-Witaj skarbie- wyszeptał mi do ucha, gdy go ściskałam.
-Dlaczego tutaj jesteś?- zapytałam tuląc go do siebie mocniej.
-Bo się cholernie za tobą stęskniłem- odpowiedział a ja odsunęłam się od niego i spojrzałam na niego nieco zaniepokojona.
-A teraz tak na serio, dlaczego tutaj jesteś?
-A nie chcesz żebym tutaj był?
-Chcę, ale wiem, że nie powinno cię tu być- powiedziałam podejrzliwie. Powinien być właśnie na planie i miałam nadzieję, że nie przyleciał, dlatego że zeszłej nocy zamiast spać pisaliśmy do rana a ja zakończyłam naszą rozmowę słowami „chciałabym żebyś tutaj był, nie wiem jak ja przetrwam bez Ciebie choćby kolejny dzień”. Przypomniało mi się, co mi powiedziała Chloe o tym, że Harry się dla mnie poświęca, dlatego zapaliło mi się czerwone światełko.
-Spokojnie, niczego nie rzuciłem, nie odszedłem, nie zrobiłem niczego głupiego. Reżyser się rozchorował i to na tyle poważnie, że wszystko zostało zawieszone- wyjaśnił. To było bardzo nietaktowne zarówno z mojej jak i jego strony, bo chyba powinniśmy współczuć temu facetowi, że się rozchorował a my po prostu staliśmy tam uśmiechając się z wdzięcznością, że komuś przytrafiło się coś złego.
-Wiem, że powinnam mu współczuć i współczuję, ale to nie zmienia faktu, że bardzo się cieszę, że tu jesteś. Oczywiście powód mnie nie cieszy, ale... Wiesz, o co mi chodzi.
-Wiem.
-A co mu się właściwie przytrafiło? Nie coś bardzo złego, prawda?- zapytałam i w końcu zaczęłam odpinać słuchawki.
-Atak wyrostka. Musiał mieć zabieg, ale wszystko już jest dobrze- odpowiedział. Chwilę później siedzieliśmy w samochodzie kierowanym przez Steve’a i jechaliśmy do hotelu. Tam zjedliśmy kolację i po tym jak załatwiłam z Olivią wszystkie pilne sprawy mieliśmy czas dla siebie. Tylko i wyłącznie dla siebie, dlatego nie minęło wiele minut, gdy wylądowaliśmy w łóżku. Całowaliśmy się, dotykaliśmy i wszystko zmierzało w jednym kierunku. Zrobiło się namiętnie i zmysłowo a pragnienie bliskości zaczęło zamraczać nam umysły.
-Nie biorę tabletek- przypomniałam Harry’emu gdzieś pomiędzy całowaniem go i zdejmowaniem majtek. Przestałam brać tabletki antykoncepcyjne, bo gdy nie widywałam się z Harrym nie były mi one potrzebne.
-Okej, użyjemy gumki- powiedział pospiesznie i wstał z łóżka. Podszedł do swojej niewielkiej walizki i po przeszukaniu jej zawartości okazało się, że mamy problem.
-Nie masz?- zapytałam a on zaczął przeszukiwać kieszenie spodni, portfel, bluzę, kurtkę i torbę jeszcze raz.
-Nie mam. A ty?
-Chyba też nie- odpowiedziałam i wstałam z łóżka. Ubrałam na siebie szlafrok i po pięciu minutach poszukiwań okazało się, że ja też nie posiadam prezerwatyw.
-Olejmy to- stwierdził Harry. Podniósł mnie i położył na łóżku i kontynuował to, co robiliśmy zanim okazało się, że nie możemy się kochać.
-Poczekaj- powiedziałam i złapałam jego twarz w dłonie.
-Nie chcę- wymruczał a ja położyłam dłonie na jego torsie i odepchnęłam go od siebie.
-Policzę chociaż, w której fazie cyklu jestem- wiedziałam, że ta metoda antykoncepcji nie jest najlepsza, ale nie pozostało mi nic innego. Harry westchnął zrezygnowany i położył się obok mnie na plecach. Zanim wstałam dałam mu jeszcze buziaka w policzek i wyjęłam z torebki kalendarz.
-I?- zapytał a ja nie miałam dla niego dobrych wiadomości.
-I mam dni płodne, więc albo skoczysz po gumki do sklepu, albo niestety musimy zająć się sobą w inny sposób.
-Jest też trzecie wyjście- powiedział a ja usiadłam obok niego.
-Jakie?- Zapytałam, chociaż domyślałam się, o co mu chodzi.
-Będziemy się kochać bez zabezpieczenia- stwierdził i pocałował mnie w ramię.
-Harry... Ja też chcę to zrobić, bo tęskniłam...
-Zróbmy to- wyszeptał i patrzył na mnie tak jakby właśnie był najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.
-Skarbie nie możesz myśleć tym, co masz między nogami.
-Nie myślę.
-Myślisz penisem a musisz myśleć mózgiem- stwierdziłam a on się zaśmiał.
-W tym momencie myślę sercem- powiedział a ja się zaśmiałam. To był super romantyczny tekst, rodem z meksykańskiej telenoweli, ale wiedziałam, że mówi szczerze.  
-To nie za wcześnie?- zapytałam a on pokiwał głową.
-Twoja trasa kończy się za pół roku. Jaka jest szansa, że od razu nam się uda?
-Patrząc na mój cykl całkiem duża- przyznałam a w pokoju zapanowała cisza. Harry patrzył na mnie a ja się zastanawiałam. Rozmawialiśmy na ten temat już wcześniej i moje zdanie nie uległo zmianie. Nie byłam po prostu pewna czy to nie za wcześnie. Gdyby rzeczywiście nam się udało kończyłabym trasę będąc w szóstym miesiącu ciąży i nie miałam pojęcia jak zniosę te miesiące. Zuza czuła się dobrze, ale ja przecież nigdy w ciąży nie byłam. Nie wiedziałam jak to jest. Z drugiej strony czułam, że chcę to zrobić. Im dłużej o tym myślałam tym bardziej moje serce krzyczało „Zrób to!”.
-Skarbie wszystko zależy od ciebie, jeśli jeszcze nie chcesz to nie ma sprawy. Rozumiem to- powiedział po jakimś czasie Harry. Przytulił mnie i zaczął mówić coś o tym, że jestem super a ja zrozumiałam, że jestem gotowa. Myślałam o dziecku już od dawna i wiedziałam, że jestem gotowa. Początkowo trochę mnie to przerażało, ale po wielu długich rozmowach z Harrym byliśmy zdecydowani. Ja byłam zdecydowana i naprawdę tego chciałam. Poczułam, że chcę to zrobić właśnie w tym momencie, odgoniłam od siebie jakiekolwiek wątpliwości a Harry zaczął gadać, że pójdzie poszukać prezerwatyw. Właśnie wtedy, kiedy byłam taka pewna.
-Zróbmy to- powiedziałam przerywając mu rozważania na temat tego gdzie ma znaleźć gumki.
-Ubiorę się- stwierdził a ja złapałam go za rękę, kiedy próbował wstać.
-Zróbmy to- powtórzyłam uśmiechając się do niego jak idiotka.
-Naprawdę?
-Tak.
-Jesteś pewna? Nie chcę żebyś myślała, że na ciebie naciskam- powiedział uśmiechając się od ucha do ucha.
-Gdybym nie była pewna to żadne naciski by mnie nie przekonały- wyjaśniłam a on patrzył na mnie jak na ósmy cud świata.
-Serio?- zapytał jeszcze raz, więc na potwierdzenie pokiwałam jedynie głową a Harry jakby się zawiesił i w dalszym ciągu się na mnie gapił.
-No to zacznij działać, bo patrzeniem mi w oczy to ty nic nie wskórasz- powiedziałam śmiejąc się a on w końcu wziął się do roboty i właściwie „pracował” prawie całą noc. Na drugi dzień byliśmy średnio przytomni a ja przez cały czas myślałam tylko o tym, że być może się udało. Harry też o tym myślał, bo przez cały dzień wymienialiśmy między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Za dwa dni mój mąż wracał do LA, ale zanim to miało nastąpić musieliśmy sprawdzić czy się udało. Nad ranem, z pomocą Steve’a i ochrony w hotelu, wybraliśmy się na przejażdżkę i na ogół te nasze przejażdżki nie miały żadnego konkretnego celu. Wsiadaliśmy w auto i jeździliśmy chcąc uciec od rzeczywistości. Tym razem naszym celem była apteka, w której kupiłam dwa testy. Kiedy weszłam do łazienki czułam tyle emocji, że serce prawie wyskoczyło mi z piersi. Instrukcję obsługi czytałam chyba pięć razy, bo nie mogłam się skupić i zrozumieć, co tam jest napisane – jakby to było coś skomplikowanego. Zawsze wszystko przeżywałam bardziej, taką już miałam naturę. Kiedy w końcu zrobiłam pierwszy test i zobaczyłam jego wynik postanowiłam zrobić też ten drugi by mieć pewność.
-Już- powiedziałam, gdy wyszłam z łazienki. Harry, który siedział oparty o ścianę natychmiast wstał i znalazł się przy mnie.
-I?





Cytaty ze snu Ali pochodzą z Upiora w Operze i w oryginale wyglądają tak:
1)Masquerade! Paper faces on parade...
Masquerade!
Hide your face, so the world will never find you!
Masquerade! Every face a different shade...
Masquerade!
Look around - there's another mask behind you!
2)I gave you my music...

made your song take wing...
and now, how you've
repaid me:
denied me
and betrayed me...
He was bound to love you
when he heard you sing...