czwartek, 1 czerwca 2017

Rozdział 37






Planowanie. Czym w ogóle jest planowanie? Jak często to robimy? Jak często leżymy w łóżku i mimo zmęczenia planujemy? Jest na tym świcie ktoś, kto tego nie robi? Można żyć i nie planować? Dla mnie to ciężkie do wyobrażenia, bo ja należę do osób, które mają zaplanowany prawie każdy dzień z rocznym wyprzedzeniem, ale nawet, gdy moje życie tak nie wyglądało, gdy byłam zupełnie anonimową osobą, gdy chodziłam do szkoły czy później na uczelnię wciąż planowałam. Leżałam w łóżku i moją głowę zaprzątały różne rzeczy. Od błahych po te ważne. Każdy z nas przecież snuje jakieś plany. Planujemy, w co się ubierzemy, gdy będzie padać albo, gdy będzie niesamowicie gorąco. Planujemy, co zjemy na obiad. Planujemy, co będziemy robić następnego dnia. Ile godzin poświęcimy na naukę? Ile na odpoczynek? Planujemy wakacje. Planujemy podróże. Czasami nasze plany nie są przyziemne i bardziej przypominają marzenia niż coś, co rzeczywiście może wydarzyć się nazajutrz. Wyobrażamy sobie jak by to było wygrać fortunę na loterii albo zastać zauważonym przez łowcę talentów, który zrobi z nas gwiazdę formatu Celine Dion. Niekiedy największym marzeniem byłoby zostać zauważonym przez chłopaka, w którym skrycie podkochujemy się od miesięcy. Planujemy całą rozmowę nawet, jeśli wiemy, że nigdy się nie spełni. Wyobrażamy sobie wiele nierealnych sytuacji i mimo tego wciąż planujemy. Czasami jednak snucie jakichkolwiek planów, nawet na najbliższą przyszłość, jest zupełnie bez sensu. Czasami nasze wyobrażenia przerastają rzeczywistość tak bardzo, że jest to prawie bolesne. Razem z Harry jeździłam całą noc po ulicach Nowego Jorku planując coś, co okazało się nierealne. Jak się okazuje kupno wspólnego domu wcale nie musi być czymś wspaniałym nawet pomimo tego idealnego planu, który zdążyliśmy ułożyć.
-Nie chcę tam mieszkać, jak inaczej mam to powiedzieć żebyś zrozumiał?- zapytałam siedząc na łóżku z książką w dłoni.
-Może po prostu powiedz, co nie podobało ci się w tych domach w Nowym Jorku? Moim zdaniem były świetne- powiedział i usiadł obok mnie.
-Po pierwsze nie podobała mi się okolica.
-Okolica?- zapytał i parsknął sarkastycznie jak jakiś koń. To miało wyglądać inaczej, wszystko było nie tak. Kupno wspólnego domu miało być czymś wspaniałym. W naszych planach było czymś, co pozwoli zapomnieć o problemach i pozwoli się skupić na budowaniu przyszłości. Jak los pokazał owszem udało nam się zapomnieć o tym, co nas męczyło, ale nie było to wynikiem urzeczywistniania naszych marzeń o wspólnym domu. Był to raczej wynik tego, że byliśmy pokłóceni.
-Najpierw każesz mi mówić, co mi się nie podobało w tamtych domach a gdy zaczynam o tym mówić zachowujesz się jak jakiś koń?- powiedziałam ironicznie i chciałam żeby dał mi spokój. Jak się okazało kupowanie domu z moim mężem nie ma nic wspólnego radością czy przyjemnością. Była to raczej katorga, bo nie umieliśmy dojść do porozumienia.
-Słucham?
-Jutro i pojutrze oglądamy posiadłości tutaj. Czy możemy kłócić się za dwa dni, gdy wszystko już zobaczymy?- zadałam pytanie retoryczne i otworzyłam książkę by dać mu do zrozumienia, że nie chcę już się kłócić.
-Po prostu nie rozumiem jak możesz nie chcieć mieszkać tam- powiedział sfrustrowany.
-Nie rozumiesz a gdy zaczynam ci tłumaczyć nie słuchasz! Nie podobają mi się te domy w Nowym Jorku. Jeden był jakiś ponury, nie podobał mi się ogród, drugi był jakiś ogromny- naprawdę nie podobały mi się wille, które oglądaliśmy. To nie była moja bajka.
-Wiesz co? Jesteś moją żoną i liczyłem, że tym razem będę mógł w końcu kupować posiadłość nie patrząc na nią jak na budynek tylko miejsce, w którym stworzę z tobą rodzinę. W końcu przyszedł ten moment, kiedy mogłem zaangażować się emocjonalnie i nie myśleć o tych willach jak o zwykłych górach cegieł i betonu, w których od czasu do czasu spędzę kilka dni. Ale ty udając i wymyślając jakieś głupie wymówki zepsułaś mi to. W moich wyobrażeniach to miał być niesamowity czas a w rzeczywistości sprawiłaś, że się zawiodłem- powiedział wkładając w każde wypowiedziane słowo tyle jadu na ile tylko było go stać. Nie rozumiałam, o co mu chodzi i jak zepsułam jego wyobrażenia skoro ja tylko wyraziłam swoje zdanie. Taka była prawda. Nie podobały mi się te dwa domy w Nowym Jorku. Po prostu. I nie rozumiałam, dlaczego on mówi mi coś takiego, ale oczywiście byłam okropną osobą i nie umiałam trzymać języka za zębami.
-Sprawiłam, że jesteś zawiedziony?- zapytałam i się zaśmiałam. Odłożyłam książkę, która miałam czytać na stolik i wstałam tak samo jak on chwilę wcześniej. –Ty? Jesteś zawiedziony?
-Popsułaś moje wyobrażenia a tym jak...- zaczął, ale mu przerwałam po to by powiedzieć coś, co go zaboli tak samo jak jego słowa zabolały mnie.
-Ja popsułam twoje wyobrażenia? Skarbie! Wiesz, co? To ty byłeś pierwszy, który podczas naszej znajomości psuł wszystkie wyobrażenia i to od pierwszego spotkania! Już wtedy sprawiłeś, że zderzyłam się ze ścianą w postaci rzeczywistości, która różniła się tak bardzo od mojego wymarzonego pierwszego dnia, że to aż boli! Od początku pokazywałeś mi jak okrutne jest zejście z chmur na ziemię!
-Czyli wracamy do początku? Super tylko skarbie w tym momencie wspominanie tego zupełnie nie ma sensu, bo jakbyś nie zauważyła rozmawiamy o czymś innym.
-My nie rozmawiamy! To ty masz do mnie jakieś dziwne pretensje! I to, co ty mówisz nie ma w sobie choćby mikrograma sensu.
-Skoro tak uważasz to może lepiej będzie jak pójdę się umyć i po prostu pójdziemy spać- powiedział cicho tym swoim zachrypniętym głosem wyrażającym wściekłość.
-W końcu powiedziałeś coś, z czym mogę się zgodzić- odparłam a on posłał mi spojrzenie pełne złości i wyszedł z sypialni trzaskając drzwiami. Byłam na niego wściekła, bo naprawdę nie rozumiałam, dlaczego obwinia mnie o psucie wyobrażeń skoro nic takiego nie zrobiłam. Wyraziłam swoją opinię.  Nie chciałam mieszkać gdzieś gdzie nie będę czuć się dobrze. Nie ogarniałam, dlaczego on nie może tego pojąć i dlaczego chce mi narzucić swoje zdanie. Stałam i gapiłam się na drzwi rzucając im jakieś nienawistne spojrzenia. Być może Harry miał jakiś problem, może coś w pracy, może wille, które obejrzeliśmy bardzo mu się spodobały, ale nie ważne, co go trapiło nie musiał się na mnie wyładowywać. Podeszłam do okna i stwierdziłam, że jestem naprawdę wkurzona. Ja wszystko mu zepsułam? Ja? To on stroił fochy! Nagle zupełnie odechciało mi się spać, czytać i przede wszystkim znowu z nim kłócić a wiedziałam, że gdy tylko się wykąpie i wróci do sypialni znowu zaczniemy. Patrzyłam przez okno i zapragnęłam się przejść. Tak po prostu, jak normalny człowiek. Było, co prawda kilka minut po dwudziestej drugiej a ja byłam już umyta i miałam na sobie piżamę, ale stwierdziłam, że potrzeba spaceru jest tak ogromna, że nie mogę jej zignorować. Napisałam, więc kartkę, że poszłam na spacer i położyłam ją na łóżku. Ubrałam szybko legginsy i bluzę, na nogi założyłam trampki i mając gdzieś to, że być może nie powinnam spacerować o tej porze sama po prostu wyszłam z mieszkania. Zabrałam ze sobą tylko klucze i telefon. Gdy znalazłam się na zewnątrz od razu stwierdziłam, że podjęłam słuszną decyzję. Ruszyłam przed siebie i po prostu szłam. Jak każdy, zupełnie anonimowy człowiek. Nie obawiałam się, że zaraz zza rogu wyskoczy jakiś napastnik, który mnie zaatakuje, bo po pierwsze ta dzielnica LA była zupełnie bezpieczna, po drugie nie byłam tam zupełnie sama tylko wiele osób spacerowało tak jak ja, niektórzy biegali. No i po trzecie ukończyłam kurs samoobrony i wiedziałam jak się zachować gdyby ktoś chciał mi zrobić krzywdę a odkąd powaliłam kiedyś Nialla byłam prawie pewna, że z każdym potencjalnym napastnikiem poradzę sobie tak samo dobrze jak z Horanem. Nie przejmowałam się też tym, że gdzieś zza krzaka może wyskoczyć fotograf. Nie myślałam o Harrym i jego humorkach. Szłam powoli i zwracałam uwagę na coś, na co ostatnio prawie nigdy nie zwracam uwagi. Zauważyłam, że mimo późnej pory wciąż jest bardzo ciepło. Właściwie duszno. Spojrzałam na niebo, które było zasnute chmurami. Zanosiło się na burzę a mi zachciało się śmiać. Nawet pogoda musiała obrazować to, co się dzieje właśnie pomiędzy mną i Harrym. Stwierdziłam, że poczekam aż zacznie się błyskać. Uwielbiałam burzę, ale chyba jeszcze bardziej lubiłam na nią czekać. Lubiłam patrzyć na ciemne chmury leniwie snujące się po niebie. Lubiłam widzieć pojedyncze błyski, które początkowo pojawiały się raz na kilka minut. Idąc wzdłuż ulicy dostrzegłam jak część nieba gdzieś w oddali rozświetla się i poczułam prawdziwą ekscytację. Tak dawno nie robiłam tego, co robiłam w tamtym momencie. Miałam wrażenie, że minęły lata odkąd ostatni raz czekałam na burzę. Ogarnął mnie szczery smutek, gdy zrozumiałam, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz w ogóle wybrałam się na spacer sama. Nie ze Stevem czy Harrym. Kiedy ostatni raz po prostu wyszłam z domu i spędziłam czas spacerując, patrząc w niebo, przyglądając się innym ludziom, rozkoszując się chwilą wolności? Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, kiedy zrozumiałam, że naprawdę nie pamiętam. Równie nieprzyjemne ukłucie w brzuchu poczułam, gdy mój telefon zaczął dzwonić. Koniec wolności. Kochałam Harry’ego całym sercem, całą duszą i całym ciałem, ale nawet ja potrzebowałam czasami pobyć sama bez niego. Nie odebrałam za pierwszym razem. Za drugim też nie. Musiałam go jakoś ukarać za to jak okropnie mnie traktował od dwóch dni. Gdy moja komórka zaczęła dzwonić trzeci raz przestałam się nad nim znęcać i postanowiłam zapytać, czego chce.
-Tak?- zapytałam, chociaż wiedziałam, co powie.
-Gdzie ty do cholery jesteś? Oszalałaś? Sama szlajasz się po nocach? Nie widzisz, że idzie burza? Ja pierdole Ali! Gdzie jesteś? Przyjadę po ciebie- być może było to okrutne z mojej strony, ale jego panika i złość były dla mnie nawet nieco zabawne.
-Widzisz jak mnie wkurzyłeś?- zapytałam i starałam się nie brzmieć na rozbawioną. Mój nastrój potrafił ostatnio zmieniać się tak szybko, że ciężko było z nim nadążyć.
-Co?
-No gdybyś się na mnie nie wyżywał to nie miałabym potrzeby spacerowania w nocy. I nie panikuj- powiedziałam i zastanawiałam się czy miedzy jego brwiami pojawiła się ta zmarszczka, która pojawiała się, gdy się denerwował.
-Gdzie jesteś? Błyska się. O właśnie się błysnęło! Mów gdzie mam przyjechać?- słysząc jak bardzo jego głos jest zachrypnięty i niskiego wywnioskowałam, że zmarszczka pojawiła się na sto procent.
-Nigdzie- odpowiedziałam elokwentnie.
-Nie widzisz, że jest burza?!
-No właśnie! A ja uwielbiam burzę i wrócę sama, gdy mi się zachce. Poza tym nie poszłam daleko. Pa- powiedziałam i się rozłączyłam. Harry się wkurzył i to bardzo a ja usiadłam na ławce i choć to było bardzo dziecinne, cieszyłam się, że siedzi tam w domu i się o mnie martwi. Skoro on mógł psuć mi nerwy przez ostatnie dni ja mogłam psuć jego nerwy przez kilkadziesiąt minut. Telefon znajdujący się w mojej kieszeni zadzwonił jeszcze dwa razy i to wszystko. Nieco mnie to zdziwiło, bo myślałam, że Harry jednak trochę bardziej się postara, ale najwyraźniej odpuścił i stwierdził, że poczeka z krzyczeniem na mnie aż wrócę. Cieszyłam się, że tak postanowił, bo dzięki temu skupiłam się na otoczeniu. Chmury kłębiące się nad miastem coraz szczelniej zakrywały niebo. Wydawało mi się, że kotłują się i schodzą coraz niżej. Obserwowałam coraz częstsze błyski i słyszałam, że coraz głośniej grzmi. Burza była coraz bliżej, ale ja nie chciałam jeszcze wracać. Nie umiałam nazwać uczucia, które mnie ogarnęło, ale było mi po prostu dobrze. Siedziałam na ławce, obserwowałam nadchodzącą burzę i to było tak przyjemne, że mogłabym tak siedzieć całą noc. Postanowiłam, że pójdę do domu, gdy zacznie kropić. Zamierzałam cieszyć się chwilą dopóki deszcz mnie nie wygoni.
-Ali!- usłyszałam w pewnym momencie i jedyne, na co się wysiliłam to wywrócenie oczami. -Czy ciebie pogięło?
-Nie. Gdzie masz samochód?- zapytałam i naprawdę prawie wybuchłam śmiechem. Harry nie mógł przyjechać samochodem, bo miałam na sobie jego bluzę, w której zostawił kluczyki.
-Wracamy do mieszkania.
-Nie. Jeszcze nie pada. Poza tym irytujesz mnie i sprawiasz mi przykrość i nigdzie z tobą nie pójdę- w sumie nie wiedziałam, dlaczego się tak upieram. Nagle zerwał się wiatr, zaczęło się błyskać z każdej strony i siedzenie na zewnątrz przy takiej pogodzie było nieodpowiedzialne. Ludzie, którzy wcześniej spacerowali teraz chodzili w pośpiechu a ich liczba znacznie się zmniejszyła. Z drugiej strony Harry roztaczał jakąś taką nerwową aurę, że znowu poczułam, że jestem na niego zła. Bo zamiast powiedzieć, o co mu chodzi ja musiałam się domyślać, dlaczego mój mąż tak dramatyzuje i przede wszystkim źle mnie traktuje.
-Pójdziesz czy tego chcesz czy nie!- wrzasnął i pochylił się nade mną. Sprawnie mnie podniósł i przerzucił sobie przez ramię jakbym była workiem ziemniaków i po prostu zaczął iść przed siebie.
-Poczekaj, puść mnie! Okej, pójdę sama, ale mnie puść- powiedziałam a on przystanął na moment i postawił mnie na ziemi. –Pójdę, ale najpierw powiedz w końcu, o co ci chodzi.
-Deszcz zaczyna padać. Świetnie. Przez ciebie zmokniemy i możesz się już zacząć modlić żebyśmy nie zachorowali- co za irytujący dupek! I zrzęda!
-Zachowujesz się tak samo jak wtedy, kiedy pękła nam prezerwatywa i coś sobie uroiłeś. Wtedy też byłeś na mnie zły a ja nie wiedziałam, dlaczego. Musiałam się domyślać. I teraz też muszę, więc możesz mi w końcu powiedzieć jak ci zepsułam wymarzone kupowanie domu? Bo wybacz, ale nie zamierzam spędzić tygodnia na domyślaniu się, o co ci chodzi.  Nienawidzę, gdy tak się zachowujesz. Masz problem to mi powiedz a nie! Co ty sobie w ogóle wyobrażasz!- każde kolejne słowo, które padało z moich ust wypowiadałam coraz głośniej. Nie chciałam urządzać scen, dlatego postanowiłam, totalnie wbrew mojej naturze, się opanować.
-A ty?! Wiesz, co się mogło stać?! Wymyśliłaś sobie spacer w nocy, dodatku w burzy!
-Powiedz o co chodzi. Wtedy myślałeś, że nie chcę mieć z tobą dzieci a teraz? Harry mógłbyś się ze mną komunikować jak człowiek? Gdy mi coś nie pasuje od razu ci mówię a ty? Wiem, że dziewczyny lubią, kiedy facet jest tajemniczy, ale ty nie jesteś tajemniczy tylko wkurzający. Irytujący. Tak irytujący to idealne określenie. Bo widzę, że jesteś na mnie zły a kiedy chcę pogadać mam wrażenie jakbym zderzała się ze ścianą.
-I mówi to dziewczyna, która...- po jego minie widziałam, że ma przygotowaną jakąś, jego zdaniem, błyskotliwą ripostę, ale nie mógł jej powiedzieć, bo ktoś nam przerwał.
-Ali! Harry! Ali!- usłyszeliśmy. Obok nas podjechał samochód a w nim siedział fotograf, który już zakładał odpowiedni obiektyw na aparat.
-Zajebiście. Przez kilka dni miałem być niewidoczny, bo wiesz, że Liam nagrał remix i na tym wszyscy mieli się skupić. A teraz...- Harry zrzędził jak jakiś stary dziad a ja chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam za sobą. Jeśli dalej stalibyśmy w miejscu jak kołki to oczywiście, że zrobiliby nam zdjęcia. Nie chciałam psuć tego, nad czym pracował Liam a fotki, które mógł nam zrobić paparazzi z pewnością mogłyby być podłożem do bardzo ciekawych, wyssanych z palca sensacyjnych informacji. Zaczęliśmy, więc biec. Deszcz padał coraz mocniej, właściwie to była już prawdziwa ulewa. Paparazzi krzyczał za nami a my wbiegliśmy w jednokierunkowa uliczkę. Wjazd na nią znajdował się z drugiej strony. To oczywiście nie zatrzymało mężczyzny, który był zmotywowany by zrobić nam zdjęcia. Fotograf wysiadł z samochodu i zaczął biec za nami, ale nie był tak szybki jak my. W pewnym momencie w ogóle przestałam o nim myśleć. Deszcz moczył nam ubrania, wiatr rozwiewał włosy. Trzymaliśmy się za ręce, biegliśmy w burzy i to było jak deja vu.
-No okej- powiedziałam, wzięłam parasol ze schowka i wyszliśmy na zewnątrz. Ta nawałnica w niczym nie przypominała pogody, którą rozkoszowałam się rano. Była groźna, mocno padało, błyskało się cały czas, bez przerwy, do tego wszystkiego wiał silny wiatr. Gdy rozłożyłam parasol od razu powyginał mi się na wszystkie strony, cały się połamał.
-Harry?!- pokazałam mu zniszczenia i zaczęłam się śmiać. Musiałam wyglądać jak głupek śmiejąc się w takiej sytuacji.
-Wyrzuć go!- krzyknął a ja wykonałam jego polecenie. -Daj mi rękę! Pobiegniemy!- pokiwałam tylko głową i zaczęliśmy biec. Harry strasznie ciągnął mnie za rękę, ale ja nie mogłam biec szybciej przez obijającą się o nogi torebkę. -Ali nie dasz rady szybciej?
-Torebka mi przeszkadza!
-To daj mi ją!
-Ale wtedy tobie będzie niewygodnie!- cały czas musieliśmy krzyczeć przez wiatr, deszcz i grzmoty.
-To nic. Ja i tak mam dłuższe nogi od ciebie, więc będę biegł szybko- serio musiał o tym wspominać? O swoich zgrabnych, długich nogach, przez które miałam kompleksy? Widząc moją minę zaczął się śmiać.
-Proszę- podałam mu torebkę a on zawiesił ją sobie na ramię i wyciągnął ponownie rękę. Po chwili biegliśmy z nadzieją odszukania schronienia. Cała sytuacja mimo szalejącej burzy wydawała mi się strasznie zabawna i chichrałam się jak debilka. Harry też się śmiał. W pewnym momencie dojrzałam jakieś światła i wiedziałam, że nic mi się nie przewidziało i jesteśmy uratowani. Puściłam rękę chłopaka i najszybciej jak potrafiłam zaczęłam biec w stronę oświetlonego budynku.
-Ej mała czekaj!- zawołał Harry, ale ja ani przez chwilę nie myślałam by spełnić jego prośbę.
-Złap mnie!- odwróciłam się i krzyknęłam. Chwilę później dopadłam do drzwi i szybko je otworzyłam. Harry dobiegł w tym samym momencie i dosłownie wpadliśmy do hotelu cali zdyszani, mokrzy i roześmiani.
-Mam cię!
-Harry- wypowiedziałam tylko przypominając sobie tamtą burzę, tamten bieg.
-Wiem- odpowiedział i na mnie spojrzał. Też mu się to przypomniało. Patrzył na mnie w taki sposób, że nie mogłam się nie uśmiechnąć a kiedy on też się uśmiechnął zaczęłam się śmiać. Puściłam jego dłoń i zaczęłam biec najszybciej jak potrafiłam.
-Ej mała czekaj!- nie mogłam uwierzyć, że pamięta, co wtedy powiedział. Tymi słowami obudził motyle w moim brzuchu.
-Złap mnie!- krzyknęłam tylko. Czułam to co wtedy, jakąś taką wolność i przede wszystkim było mi idiotycznie wesoło. Biegłam najszybciej jak potrafiłam nie myśląc o niczym innym jak o tym, że w tej chwili jestem po prostu szczęśliwa. Bluza i legginsy, które miałam na sobie były mokre, moje włosy także. Po twarzy spływały mi stróżki deszczu, nade mną niebo przecinały błyskawice i to było niesamowite. Harry był niesamowity. Śmiał się tak jak ja. Czuł to co ja. Tak jak ja zapomniał o problemach i czuł wolność. Do apartamentowca, w którym znajdowało się nasze mieszkanie wpadliśmy mokrzy, zdyszani i roześmiani. Nie zwracaliśmy uwagi na ochronę i na kilka osób znajdujących się w lobby. Weszliśmy do windy i jadąc na odpowiednie piętro patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Nasz śmiech powoli przeradzał się w uśmiech. Po kilku sekundach uśmiech na twarzy Harry’ego przerodził się w minę, którą doskonale znałam. Miałam wrażenie, że temperatura wokół nas wzrosła o jakieś dwadzieścia stopni, wydawało mi się, że jeszcze chwilę a wokół nas powietrze będzie tak duszne i parne, że burza rozpęta się także tutaj. Gdy tylko weszliśmy do mieszkania Harry od razu przyparł mnie do drzwi i zaczął całować moje usta, moją szyję, mój dekolt.
-Wtedy powinienem zrobić właśnie to- powiedział i znowu zaczął mnie całować. Wiedziałam, że wciąż wspomina tamten wieczór w Dublinie.
-A żebyś wiedział. Powinieneś- odparłam. Chwile później byłam już zupełnie naga. Tej nocy udawaliśmy, że nie mamy żadnych problemów. Kochaliśmy się. Po prostu. Właściwie kochaliśmy się w sposób, w jaki już dawno tego nie robiliśmy. Odkąd zamieszkała z nami Nina na ogół musieliśmy zachowywać spokój i ciszę. Nie chciałam żeby moja przyjaciółka musiała doświadczać takich niezręcznych momentów. Oczywiście nie miałam jej tego za złe. Ale teraz byliśmy sami i mogliśmy kochać się gdzie chcieliśmy i jak głośno chcieliśmy. Dlatego zrobiliśmy to w każdym pomieszczeniu. Kochaliśmy się jęcząc, wzdychając głośno. To było coś, czego po prostu potrzebowaliśmy. Nasz seks zawsze był dobry, ale ten był niesamowity. Był pełen pożądania i oddania. Pełen pragnienia i tęsknoty. Pełen złości i miłości. Nie mieliśmy zahamowani i nie mogliśmy się nasycić. To było jak zaprzeczenie całej tej grzeczności, w której sidłach tkwiliśmy, gdy wiedzieliśmy, że za ścianą, w pokoju obok jest Nina. W końcu, gdy nasze ciała otulała przyjemność mogliśmy krzyczeć swoje imiona, prosić o więcej, żądać mocniej i szybciej z zupełnie wyłączonymi głowami. Nie musieliśmy myśleć o innych, myśleliśmy wyłącznie o sobie i o tym jak cholernie jest nam dobrze.
-Nie mam siły wstać- powiedział Harry a ja mu się przyglądałam. Było rano. Słońce wpadające do sypialni oświetlało jego twarz. Wyglądał na zmęczonego, ale przede wszystkim na zrelaksowanego.
-Jestem cała obolała- przyznałam zgodnie z prawdą. Ta noc była szalona.
-Nie pamiętam, kiedy ostatni raz robiliśmy to tyle razy jednej nocy. Kiedy robiliśmy to na tyle sposobów. Musimy to robić częściej. W ogóle...- mówił i nagle zrobił pauzę. Uśmiechnął się głupkowato, więc byłam pewna, że zamierza powiedzieć coś, co mnie wkurzy albo przynajmniej zirytuje.
-W ogóle? No dokończ- ponagliłam go.
-Pracowałaś ostatnio na siłowni nad swoją elastycznością?- zapytał a przez to, że niedawno się obudziłam i mój mózg miał jeszcze problemy z myśleniem nie zrozumiałam go od razu.
-No tak, rozciągałam się i- widząc jak porusza znacząco brwiami w końcu ogarnęłam, do czego zmierza. -Ty zboczeńcu!
-To co wyprawiałaś, skarbie... Jesteś bardzo gibka- przyznał a moja mina bardzo go rozbawiła.
-Zamknij się. Wstajemy, jemy śniadanie, pijemy kawę, ubieramy się i jedziemy oglądać domy!- powiedziałam szybko, bo nie chciałam rozmawiać o tym, jaka rozpustna i giętka byłam w nocy.
-Ale serio, potrafisz zarzucić nogę tak wysoko i...- nie zamierzałam tego słuchać. Tak, kochać się można w wielu ciekawych pozycjach i nie zawsze musimy to robić w łóżku leżąc na sobie. Ale co się działo w nocy zostaje w nocy, dlatego Harry oberwał ode mnie poduszką w głowę. –Okej już milczę.
Właściwie ten poranek był jednym z najidealniejszych poranków w moim życiu. Byłam zmęczona, bo nie przespałam nocy, ale jednocześnie czułam, że moje ciało jest odprężone. Miedzy mną a Harrym nie było żadnej złej energii, jakbyśmy tą nocą zaczęli rozdział „Kupno domu” od nowa. Jakbyśmy mieli białą kartkę. Harry był taki wesoły, robiliśmy wspólnie śniadanie, które jedliśmy o wiele za długo. Ale my po prostu rozmawialiśmy, dawaliśmy sobie buziaki, trzymaliśmy się za ręce, zakochiwaliśmy się w sobie kolejny raz. Nasza rozmowa nie dotyczyła ani domów, ani pracy, ani policji czy sądów. On opowiadał mi, co słychać u jego mamy, ja opowiadałam o Zuzie. Opowiadaliśmy sobie, co nam się śniło tej nocy i poprzedniej. Zastanawialiśmy się, na co pójdziemy do kina, sprawdziliśmy nawet repertuar. Stwierdziliśmy, że naprawdę to zrobimy. Nie wynajmiemy pół kina na jeden wieczór. Pójdziemy normalnie, jak normalni ludzie. Doszliśmy do wniosku, że możemy trochę tej normalności pomóc i możemy się nieco wystylizować. Harry miał doczepić brodę, ubrać jeansy z szerokimi nogawkami, trampki. Ja miałam założyć blond perukę, jakąś niemodną sukienkę, którą mogliśmy kupić między obiadem a oglądaniem drugiego domu. Znowu planowaliśmy. Planowaliśmy dzień. I znowu okazało się, że było to zupełnie niepotrzebne a nasze plany boleśnie nierealne. Nasza sielanka skończyła się po obejrzeniu pierwszej posiadłości, która bardzo mi się spodobała. Harry wrócił do bycia nadętym palantem, któremu nie wiedziałam, o co chodzi. Po obejrzeniu drugiej willi mój mąż zupełnie zapomniał o kinie i o tym jak tego poranka opowiadał mi swoje idiotyczne żarciki a ja śmiałam się z nich do rozpuku. Zapomniał jak się śmialiśmy, gdy ja suszyłam włosy a on się golił i wysmarował mi twarz pianką do golenia. Zapominał o wszystkim i znowu był jak stary, zrzędliwy dziad. Gdy nastał wieczór a konkretnie godzina dwudziesta pierwsza poszedł się umyć, bo stwierdził, że jest bardzo zmęczony. Powiedział to tak jakby obwiniał mnie o to, że ja chciałam uprawiać z nim dziki seks poprzedniej nocy a on po prostu nie chciał mi odmówić. Znowu obwiniał mnie za wszystko. Znowu wszystko, co zrobiłam go drażniło. Znowu mnie zirytował, dokładnie tak samo jak poprzedniego wieczora. Znowu miałam ochotę wyjść na spacer, najlepiej taki prosto do Nowego Jorku. Ale postanowiłam być tą mądrzejszą stroną w tym małżeństwie. Schowałam, więc dumę do kieszeni, usiadłam na łóżku i po prostu za nim czekałam. Gdy wszedł do sypialni zachowywał się tak jakby mnie wcale w niej nie było. Rzucił swoje ubrania na fotel wcześniej zwijając je w kulkę. Doskonale wiedziałam, że zrobił to, bo wie jak mnie to denerwuje i zawsze na niego krzyczałam, gdy robił taki bałagan. W dalszym ciągu mając mnie za powietrze położył się po swojej stronie łóżka, nakrył się kołdrą, zgasił lampkę stojącą na jego szafce nocnej i zamknął oczy. Zupełnie szczerze sama przed sobą przyznałam się, że jedyne, na co miałam ochotę w tamtym momencie to udusić go poduszką. Albo przynajmniej walnąć go w tą obrażoną, idiotyczną twarz. Podeszłam do niego i uniosłam dłoń do góry. Naprawdę chciałam go uderzyć. Za to jak okropnie znowu mnie traktował. Ale zamiast tego wzięłam głęboki wdech i zamknęłam na moment oczy a gdy je otworzyłam wiedziałam, że przemocą niczego nie wskóram. Harry był problematyczny, chodził do specjalisty, bo nie zawsze potrafił rozmawiać o uczuciach, lękach, problemach. Wiedziałam, że taki jest i zamiast wyżywać się na nim, że czuję się zraniona pochyliłam się nad nim i położyłam swoje usta na jego. Miałam otwarte oczy, więc widziałam jak on otworzył swoje szeroko. Wtedy odsunęłam się od niego na kilka centymetrów i przez jakiś czas patrzyliśmy na siebie. Nagle poczułam jak ujmuje moją twarz w swoje wielkie dłonie i przyciąga mnie do siebie. Tym razem przymknęłam oczy a on złączył nasze wargi w naszym pocałunku. W naszym namiętno-delikatno-perfekcyjnym pocałunku.
-A teraz powiedz, dlaczego zachowujesz się jak palant- zaczęłam, gdy przestaliśmy się całować.
-Przepraszam- powiedział i w końcu brzmiał łagodnie i przede wszystkim w oczach nie miał już tej złości.
-Wiem, że coś się trapi, po prostu mi powiedz- starałam się go jakoś zachęcić do wyznania prawdy więc dałam mu szybkiego buziaka w policzek.
-Okej- westchnął głośno i w końcu wyjawił mi, dlaczego od kilku dni jest jak tykająca bomba. -Wiem, że chcesz się poświęcić dla mnie. A nie chcę żebyś to robiła. Nie poświęcaj się dla mnie już nigdy więcej.
-W jakim sensie poświęcić?- zapytałam, chociaż wiedziałam już, dlaczego jest taki nerwowy. Zrozumiałam, o co mu chodzi.
-Wiesz, w jakim. Mieszkasz w Nowym Jorku i kochasz tam mieszkać. Ale wiesz też, że ja mieszkałem tutaj, wiesz, że większość moich przyjaciół mieszka tutaj, tutaj nagrywam najwięcej, tutaj toczyło się moje życie, kiedy nie byliśmy razem, chodzi ci pewnie nawet o to, że kocham słońce, które tutaj świeci codziennie, dlatego chcesz poświęcić się dla mnie i chcesz zamieszkać tutaj. I nie zaprzeczaj, że jest inaczej. Dlatego z góry założyłaś sobie, że to, co będziemy oglądać w Nowym Jorku ci się nie spodoba.
-Nie. Nie założyłam sobie tego z góry. Po prostu nie podoba mi się dom, w którym pomieszczenia są tak wielkie, że potrzebowalibyśmy megafonu żeby móc się słyszeć. I nie próbuj mi wmawiać, że tobie się tam podobało. Wiem, że tak jak ja lubisz, gdy jest po prostu przytulnie. I skończ z tym poświęcaniem. Robisz ze mnie cały czas jakąś świętą, która wiecznie poświęca się dla ciebie, kiedy to zupełna bzdura.
-Moim zdaniem to nie bzdura tylko prawda- powiedział a ja spojrzałam na niego spod byka. Starałam się wyglądać groźnie, ale on jedynie się uśmiechnął. -Okej, być może zgadzam się z tobą, pierwszy był trochę wielki, ale drugi dom?
-Nie mów mi, że nie byłeś tam przytłoczony?- ja naprawdę czułam się tam jakaś stłamszona. 
-Nie byłem- mogłam przewidzieć, że nie przyzna mi racji tak dla zasady.
-Ja byłam, było tam ciemno. Ogród był jakoś... za blisko. Było tam tak mało światła. Poza tym nie podobały mi się podłogi i cały budynek na zewnątrz. Wszystko było tam za ciemne. Nie było tam w ogóle życia.
-Podłogi można zmienić, ogród zaprojektować od nowa, cały budynek można przearanżować...
-Ale, po co?- zapytałam i ujęłam jego twarz w dłonie. -Można też kupić budynek, który po prostu będzie nam się podobać. I nie mówię tego by się poświęcać dla ciebie. Czy tak ciężko ci zrozumieć, że chcę tutaj zamieszkać? Chcę zmienić otoczenie? Chcę codziennie cieszyć się słońcem?
-I nie chcesz widywać się z Niną, Kurtem? Chodzić na tańce? Do ulubionej kawiarni?- gdy Harry coś wbije sobie do głowy ciężko jest mu to wybić.
-Zamknij już się! Jesteś uparty jak osioł! Możesz zacząć mnie słuchać? Poza tym, doskonale wiesz, że gdyby twój dom nie spłonął, to w nim byśmy zamieszkali. Prawdopodobnie już wcześniej. I nie było by żadnych dyskusji- taka była prawda i Harry o tym wiedział.
-Nie prawda. Mógłbym go sprzedać i kupić coś w Nowym...- ja swoje a on swoje. Jedynym plusem tej rozmowy był atmosfera, w której się odbywała. Nie sprzeczaliśmy się, nie denerwowaliśmy tak jak wcześniej.
-Nie zrobiłbyś tego. Nie sprzedałbyś go. Poza tym twierdzisz, że zamierzam się poświęcić, chociaż nie wiem, co to za poświęcenie, ale sam twierdzisz, że ty nie poświęcisz swoich ulubionych miejsc i ludzi, gdy zamieszkamy w Nowym Jorku?- zapytałam próbując go jakoś podejść.
-To coś innego.
-Jesteś taki irytujący! To nie coś innego!
-Nie jestem irytujący. To ty się irytujesz, bo wiesz, że mam rację- odparł i wydawało mi się, ze zaraz nasza przyjazna atmosfera pęknie jak bańka mydlana. Harry i te jego zmiany nastroju!
-Ostatnio zachowujesz się jakbyś miał napięcie przedmiesiączkowe- zauważyłam a on się uśmiechnął. Nasza bańka została uratowana.
-Teraz widzisz jak mam ciężko, kiedy ty masz te swoje napięcia i okresy?  Nie da się z tobą wtedy wytrzymać- stwierdził a ja spiorunowałam go spojrzeniem.
-Ale w moim przypadku to wina hormonów i ogólnie biologii a w twoim to jakieś twoje błędne oceny i wyobrażenia- powiedziałam. W końcu udało nam się normalnie rozmawiać. Z Harrym czasami ciężko było to robić, dlatego cieszyłam się, że wyrzucił z siebie to, co leżało mu na sercu. Częściowo miał rację, bo chciałam zamieszkać w LA głównie dla niego, ale sama także lubiłam tu przebywać. Poza tym dom, który jak do tej pory spodobał mi się najbardziej był nie tylko piękny, ale był niedaleko domu Nialla. A to był dla mnie ogromy plus. Kiedy wyjaśniliśmy sobie nieporozumienia w końcu zaczęliśmy rozmawiać o tych posiadłościach na spokojnie. Początkowo chcieliśmy by były zupełnie w stanie surowym, ale później szybko zrozumieliśmy, że to jest bez sensu. Leżeliśmy przytuleni i wymienialiśmy uwagi na temat tego, co można by zmienić w posiadłości, która jak się okazało Harry’emu też najbardziej się spodobała. Wciąż mieliśmy też do obejrzenia jeden dom. Nasza rozmowa była normalna, ale nagle poczułam, że coś jest nie tak. Nie wiedziałam, co ale coś nagle zupełnie się zmieniło. To uderzyło we mnie jak fala.
-Co jest?- zapytał Harry, gdy zorientował się, że go nie słucham.
-Nie wiem, ale coś mi się przypomniało- odparłam i poczułam jak zaczyna mnie boleć głowa.
-Co?
-Nie wiem. O czymś zapomniałam. A ta rozmowa... Nie wiem, o czym zapomniałam, ale to jest ważne- to co czułam było niepokojące. To uczucie było podobne do tego, które pojawia się, gdy rano zaśpisz i się śpieszysz a gdy jedziesz do pracy nie jesteś pewna czy wyłączyłaś żelazko? Zamknęłaś drzwi na klucz? Zdajesz sobie sprawę z tego, że pada i wieje huraganowy wiatr i nie masz pojęcia czy pozamykałaś okna. To właśnie poczułam tylko o wiele bardziej spotęgowane.
-Chodzi o domy?
-Nie. O czym rozmawialiśmy?- stwierdziłam, że muszę sobie przypomnieć. To było zbyt ważne.  
-O domach, o poświęcaniu się- powiedział, ale mi nie chodziło o to.
-O czym jeszcze?- zapytałam.
-O tym, że dom koło Nialla jest super i podoba nam się najbardziej.
-A wcześniej? Co powiedziałam wcześniej?- wiedziałam, że moje psychiczne zachowanie wzbudziło w Harrym niepokój, ale musiałam ogarnąć, o co mi chodzi.
-Że domy w Nowym Jorku były okropne.
-A coś nie o domach? Co powiedziałam?
-Że cię irytuję. Że zachowuję się jakbym miał okres- odpowiedział i to było to. Wykonałam tak gwałtowny ruch, że Harry aż cały się wzdrygnął, bo go przestraszyłam. A ja dopadłam telefon i spojrzałam na datę. Natychmiast wstałam i podeszłam do stolika, na którym leżał mój kalendarz. Otworzyłam go i zaczęłam szukać odpowiedniego dnia. –Ali nie lubię, kiedy robisz coś takiego i nagle zaczynasz milczeć. Co się dzieje do cholery?
-Spóźnia mi się. Okres. Miałam dostać okres ponad dwa tygodnie temu- odpowiedziałam spokojnie. Chodziło mi o okres. Wcześniej w ogóle o nim nie pomyślałam, zapomniałam. Pierwszy raz w życiu zapomniałam o miesiączce. Ale to nie było wcale najdziwniejsze. Najbardziej zaskakujące było bowiem to, że wcale się nie zdenerwowałam. Właściwie cieszyłam się, że odkryłam, o co mi chodziło.
-Jesteś w ciąży?- nie byłam pewna czy zapytał tak spokojnie, bo nie chciał mnie straszyć czy naprawdę był spokojny. A może nie dotarło do niego, o co mnie pyta?
-Nie wiem. Biorę tabletki, ale może raz czy dwa nie wzięłam? Może nie pamiętam? Nie wiem- odpowiedziałam i położyłam się koło niego. Przytuliłam się do mojego męża i nie panikowałam.  
-Stresujesz się, że to może być dziecko?- zapytał i spojrzał mi prosto w oczy. On też nie panikował, ale chyba tak jak ja był świadomy tego, że rozmawiamy o być może najważniejszej sprawie w naszym życiu. O czymś, czego nie planowaliśmy a być może stało się i zmieni wszystko.
-Nie. Nie stresuję się. Ale muszę zrobić test- odpowiedziałam.
-Naprawdę nie panikujesz? Wtedy, gdy pękła nam gumka byłaś cała roztrzęsiona.
-Wiem. Może właśnie, dlatego że już raz coś takiego nam się przydarzyło teraz jestem spokojna. A ty?
-Ja też jestem spokojny. Mamy już doświadczenie. Czy to nie wspaniałe?
***
Weszłam do łazienki z testem ciążowym w ręce. Harry wszedł ze mną i patrzył na mnie tak, że momentalnie zaczęłam się krępować.
-Możesz wyjść?- zapytałam, bo nie byłam pewna czy on jest świadomy tego, że nie zrobię tego przy nim. Nic nie mówiąc spełnił moją prośbę i zostałam w łazience sama.
-Już? Jaki jest wynik?- zapytał po pięciu minutach.
-Jeszcze nie wiem- odpowiedziałam, bo nawet jeszcze nie nasikałam na ten patyczek. Po prostu nagle zaczęłam się denerwować. Właściwie zaczęłam żałować, że od razu wypaplałam wszystko Harry’emu. Mogłam to zrobić sama, sama kupić test i sama sprawdzić czy noszę pod sercem nowe życie. Czułam, że test wyjdzie negatywny. Byłam pewna na dziewięćdziesiąt procent, że nie jestem w ciąży. Ale Harry wydawał się być pewny, że jest inaczej i gdy wracaliśmy z apteki a on zaczął nadawać naszym nienarodzonym dzieciom imiona przestraszyłam się, bo nie chciałam go zawieść. Nie chciałam żeby mu odbiło, nie chciałam żeby ubzdurał sobie, że cieszę się, że nie jestem w ciąży, bo nie chcę mieć z nim dzieci. Nie chciałam żeby było tak jak ostatnim razem.
-I?- zapytał, gdy otworzyłam drzwi. Nie wiedziałam, co czuje i co myśli i w tym właśnie momencie żałowałam, że nie jestem Edwardem ze Zmierzchu i nie umiem czytać mu w myślach. To by bardzo pomogło.
-Jeszcze tego nie zrobiłam- odpowiedziałam.
-Siedziałaś tam piętnaście minut i jeszcze tego nie zrobiłaś?
-Po prostu wyjaśnijmy sobie coś. Ja chcę mieć z tobą dzieci, ale jeszcze nie teraz- powiedziałam. Ostatnim razem, gdy cieszyłam się, że nie jestem w ciąży Harry’emu odbiło i musiałam być pewna, że tym razem mu nie odbije.
-Wiem. I ja też wolałbym żeby test był negatywny- odpowiedział a ja zaczęłam przyglądać mu się podejrzliwie.
-Po prostu ostatnim razem uroiło ci się, że nie chcę założyć z tobą rodziny i zachowywałaś się dziwnie i nie gadałeś ze mną... No wiesz jak było- powiedziałam a jego twarz zaczęły zdobić rumieńce. Zawstydził się. Harry był najdziwniejszym człowiekiem na świecie.
-Wiem, zachowywałem się jak oszołom. Ale nie musisz się teraz o to martwić- odparł i spuścił głowę w dół.
-Bo wiesz zacząłeś już wymyślać imiona a ja jestem pewna, że nie jestem w ciąży. I nie chcę cię tym zawieść- położyłam dłoń na jego policzku i zmusiłam go do patrzenia na mnie.
-Skarbie nie zawiedziesz mnie i w ogóle tak nie myśl. Ale nie możesz być pewna.
-Jestem prawie pewna. Ostatnio chodziłam taka zestresowana. Wydaje mi się, że przez to nie mam okresu. Stres bardzo wpływa na cykl miesiączkowy i ja jestem chodzącą definicją stresu- powiedziałam a on ujął moją dłoń w swoje i złożył na niej delikatny pocałunek.
-Skarbie, po prostu zrób test. Jeśli będzie negatywny to super, jeśli będzie pozytywny to super. Ale zrób go i nie przejmuj się swoim psychicznym mężem. Nie odbije mi, gdy zobaczę jak kamień spada ci z serca, bo nie zostaniemy teraz rodzicami.
-Byłoby miło gdybyś nie zaczął zachowywać się dezorientująco.
-Nie zacznę, ale przestań trzymać nas w niepewności.
-Okej- powiedziałam jeszcze i znowu weszłam do łazienki. Nie odwlekałam już tego, co i tak musiałam zrobić. Wykonałam wszystko zgodnie z instrukcją, która znajdowała się na opakowaniu poza czasem, jaki musiałam odczekać by zobaczyć wynik. Odczekałam dokładnie pięć minut więcej by mieć pewność, że nic się nie zmieni.
-I?- zapytał kolejny raz, gdy wyszłam z łazienki a ja zamiast odpowiedzieć podałam mu test. –Jedna kreska. Czyli co to znaczy?
-Że nie jestem w ciąży- odpowiedziałam i przyglądałam mu się jak jakaś psycholka. A on nie zbzikował tylko mnie przytulił.
-Nie ważne, co by się stało byłbym z tobą. Przepraszam, że wtedy mi odbiło- wyszeptał mi do ucha.
-Dziękuję.
-Miałaś rację. 
-Po prostu czułam, że to nie to.
-Ale z jakiegoś powodu nie masz okresu. O ile test się nie myli. Tak czy siak musisz iść do lekarza. Co jak jesteś chora? Nie znam się na tych sprawach, ale chyba każdy wie, że miesiączka to niesamowicie ważna sprawa. A skoro nie masz jej tak długo to może coś ci jest- powiedział. Widziałam po jego minie, że naprawdę się o mnie martwi. Pod tym względem Harry zawsze przesadzał a od sprawy z guzkami był nieco przewrażliwiony. Wystarczyło, że powiedziałam, że boli mnie głowa a on już najchętniej wysłałby mnie do lekarza.
-To stres. Ale nie przejmuj się. Pójdę do lekarza i zobaczę, co mi powie- dałam mu całusa i uśmiechnęłam się do niego. -Już drugi raz mieliśmy taką akcję.
-Nabieramy coraz więcej doświadczenia- odparł a ja się zaśmiałam. Wyobraziłam sobie, że piszę CV i w rubryce doświadczenie wpisuję, że już dwa razy miałam akcję pod nazwą ciąża.
-W końcu kiedyś wyjdę z toalety i zobaczysz dwie kreski na patyczku- obiecałam a jego oczy momentalnie zaczęły błyszczeć z radości.
-Już nie mogę się doczekać.
***
-Już jestem po- powiedziałam do telefonu. –Lekarz uważa, że to przez stres i siłownię. Kazał mi zwolnić no i na jakiś czas mam odstawić tabletki antykoncepcyjne. Mam zrobić badanie krwi jeszcze żeby zobaczyć jak tam moje hormony, ale ogólnie nie musimy się martwić. Musimy się tylko odstresować. No i mniej ćwiczyć.
-Ale na pewno wszystko jest w porządku?- zapytał a ja wywróciłam oczami. Wiedziałam, że Harry po prostu się o mnie martwi i troszczy, ale tak przejmował się, że nie będzie mógł ze mną iść do lekarza, że aż zaczęło mnie to denerwować.
-Na pewno. A jak tobie mija dzień? Mówiłeś Niallowi, że zostaniemy jego sąsiadami?- postanowiłam zmienić temat i odwrócić nieco jego uwagę. Nie powiedziałam mu, że lekarz zapisał mi tabletki na wywołanie miesiączki, bo nie zamierzałam ich jeszcze brać. Chciałam się wyciszyć, przystopować, zacząć znowu jeść regularnie, przestać brać tabletki na antykoncepcję i zobaczyć czy to pomoże. Tabletki były ostatecznością, ale gdyby Harry o nich wiedział sam pilnowałby czy biorę je regularnie. Gdy skończyliśmy rozmawiać postanowiłam urzeczywistnić mój plan. Stwierdziłam, że skoro nie mogę tyle ćwiczyć to chętnie zastąpię te zajęcia jakimiś innymi. Musiałam się wyciszyć, więc stwierdziłam, że idealna do takich zadań jest joga. Może nieco przesadzałam, ale zawsze traktowałam moje zajęcia z jogi bardzo poważnie. Starałam się na nie uczęszczać regularnie, bo po prostu je uwielbiałam. Umówiłam się, więc na dodatkowe zajęcia na drugi dzień. Nazajutrz rano zgodnie z planem udałam się na wyciszające i kojące nerwy zajęcia i... jedyne, co czułam przez cały czas to złość i irytacja. Zajęcia te odbywały się zawsze w niewielkiej grupie osób i do tej grupy dołączyła pewna kobieta. Na oko była przed czterdziestką – z wyglądu. Zachowaniem przypominała raczej dziesięcioletnie dziecko. Joga pozwalała mi się wyciszyć, zawsze. Ale na tych zajęciach ta baba po prostu przeszkadzała. Była głośna, śmiała się, gdy nie potrafiła wykonać jakiejś pozycji, dosłownie cały czas pytała instruktorki czy wykonuje wszystko poprawnie. Miałam się odstresować, ale przez to babsko byłam jeszcze bardziej zestresowana. Przyjmowałam kolejne pozycje, które miały mnie zrelaksować, ale przez piski i śmiech tej kobiety jedyne, co robiłam to notoryczne przeklinanie w myślach. Halo! To jest joga! Ja tutaj próbuję zapomnieć o trudach mojego życia! Traktuję to serio a nie jak jakieś wygłupy i wygibasy a ten babsztyl zachowuje się jakby był na imprezie w klubie!
-Ta pani- gdy tylko zajęcia się skończyły od razu podeszłam do instruktorki i wskazałam jej babę, która doprowadzała mnie do szału. –Ta pani musi zmienić grupę. Nie może być z nami. Prawda?- spojrzałam na dziewczynę, która stała za mną i też chciała porozmawiać o czymś z Jennifer, miałam nadzieję, że o tym samym, co ja. Nie czekając na odpowiedź blondynki kontynuowałam. –Ta pani musi się przepisać a inne zajęcia. Musimy ją przenieść i musimy się upewnić, że już nigdy tutaj nie wróci. Z kim musimy porozmawiać żeby to załatwić? Chodźmy i to załatwmy od razu- powiedziałam i zarówno instruktorka jak i dziewczyna, która stanęła obok mnie patrzyły na mnie wzrokiem mówiącym jedno. Ali Rose popadła w szaleństwo. Patrzyły na mnie jak na wariatkę i wyglądały na nieco przestraszone. I wtedy podeszła do nas kobieta, którą właśnie starałam się wyrzucić z zajęć.  Spojrzała na mnie niepewnie a gdy się odezwała wydawało mi się, że podziela uczucia moich wcześniejszych rozmówczyń.
-Hej. Wydaje mi się, że napisałam piosenkę na twój album- powiedziała.
-Jaką piosenkę?- zapytałam nadal będąc wkurzona dodatkowo moją złość podkręcając nadmierną gestykulacją.
-Nazywa się Anything’s Possible- odpowiedziała a ja z pewnością wyglądałam jak szajbuska.
-Tak i mi jej nie dałaś!- powiedziałam sarkastycznie wciąż kipiąc złością a ona spojrzała na mnie jakby obawiała się nieco o własne życie.
-Możesz ją sobie wziąć- usłyszałam jak cicho i niepewnie wypowiada te słowa i dopiero wtedy ogarnęłam, co się dzieje. W mojej głowie przełączył się odpowiedni przełącznik i dotarło do mnie, z kim rozmawiam.
-Poczekaj, o mój Boże! To ty!- moja złość automatycznie przerodziła się w ekscytację. To była ona! –Naprawdę? To znaczy przepraszam, że byłam taka niemiła. Ta piosenka jest genialna.
-Jeśli nadal ją chcesz jest już twoja- byłam taką idiotką! Jak mogłam być dla niej niemiła?
-Ja nie chciałam żeby pani poczuła, że musi mi ją dać. Ostatnio jestem trochę zestresowana, jeszcze raz przepraszam za ton i to jak się do pani odezwałam- powiedziałam skruszona. Uśmiechnęłam się do niej i kamień spadł mi z serca, gdy ona uśmiechnęła się do mnie.
-Masz czas żeby pójść na kawę?- zapytała. Cieszyłam się, że nie zraziłam jej do siebie.
-Teraz?
-Tak, możemy ustalić szczegóły żeby jak najszybciej wejść do studia. Bo muszę być przy nagraniu- każdy mój dzień jest zaplanowany. Ten także był. Ale taka zmiana planu była wspaniała.
-Oczywiście, że mam czas- oczywiście, że go nie mam, ale pójdę z tobą kobieto nawet do Honolulu, jeśli dzięki temu dasz mi tę piosenkę.
-W takim razie chodźmy.
Nawet najlepszy plan może zawieźć, gdy zdarzy się coś nieoczekiwanego, bo plany mają to do siebie, że nie uwzględniamy w nich zdarzeń, których się nie spodziewamy. Dlatego czasami, gdy coś lub ktoś znowu psuje nam nawet najlepszy plan, nie pozostaje nam nic innego jak improwizacja. Musimy improwizować. Musimy zmieniać. Czasami zmiana planów jest niesamowicie stresująca. Wytrąca nas z równowagi. Na poczekaniu musimy wymyślić plan awaryjny. Musimy rozwiązać problem najlepiej jak potrafimy. Musimy pogodzić się z tym, że czasami pewne rzeczy dzieją się niezależnie od nas i naszych idealnych planów. Ale czasami nagłe zmiany planów nie są wcale takie złe. Czasami są to dobre zmiany. Czasami te zmiany są aż tak dobre, że cieszymy się, że one nastąpiły i jedyne, co nam pozostaje to stworzenie nowego, lepszego planu.




Heeeeej!
Wiem, że obiecałam, że dodam rozdział jeszcze w maju, ale gdy dwa dni temu go napisałam stwierdziłam, że poczekam te dwa dni i dodam go dzisiaj jako prezent na dzień dziecka ode mnie dla Was! <3 Tak więc wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka! (Jeśli myślicie, że jesteście za stare by świętować powiem Wam, że moja babcia co rok przyjeżdża do nas 1 czerwca żeby dać mojemu tacie prezent z okazji jego święta XDDD) Mam nadzieję, że mój prezent Wam się spodobał!
Przechodząc do piosenki... KOCHAM JĄ!!!! Historia pozyskania przez Ali Anything's Possible to prawdziwa historia pozyskania tej piosenki przez Leę! Co prawda trochę przerobiłam to żeby pasowało do opowiadania, ale większość się zgadza. Lea nagrywała Scream Queen's gdy pierwszy raz usłyszała piosenkę i miała wtedy doła. Gdy ją usłyszała stwierdziła, że to piosenka, której desperacko potrzebuje, ale okazało się, że nie może jej dostać. Cały Album był już skończony i Lea zagroziła, że wyrzuci wszystko do śmieci jeśli nie dostanie Anything's Possible, ale nawet te groźby nic nie dały i musiała się pogodzić ze stratą XD Później Lea wróciła do LA, poszła na zajęcia z jogi i była tam jakaś mega wkurzająca baba, która krzyczała i śmiała się nie zważając na innych XD No i Lea chciała ją wywalić z tej grupy i wtedy ta kobitka powiedziała, że napisała dla Lei Anything's Possible- część dialogu pod koniec rozdziału żywcem wzięłam z opowieści Lei z jej koncertu w Londynie XD Koniec końców MoZella - autorka (znana m.in. z napisania Wrecking Ball) dała Lei piosenkę i piosenka ta znalazła się na płycie XD Tutaj dodam Wam filmik z Londynu gdzie jest część tej historii (całość jest na filmiku z całego koncertu) i możecie to sobie same wyobrazić no i posłuchać wykonania na żywo, które jest genialne i takie piękne!! Lea na żywo brzmi tak pięknie!! Lea jest taka piękna!!!<3 <3 <3 <3 <3  

Przepraszam za wszystkie błędy!
Fragment pisany kursywą to oczywiście część z Turn To Stone
Do następnego!
PS I love youuuuu all!!! <3 <3 <3 <3 <3


poniedziałek, 15 maja 2017

Rozdział 36



Getaway Car

Cause if I got you, if you got me
We don't need nothing else at all
Sleeping all day, driving all night
Looking for a place we want to go
Stole the night, now this world is ours, love
Just us kids in a getaway car

Byłam zmęczona. Robiłam kolejną serię przysiadów i czułam, że mięśnie ud i tyłka dosłownie mi się palą. Mimo tego nie przestawałam. Nogi zaczęły mi się delikatnie trząść od nadmiaru wysiłku, ale jedyne, o czym myślałam to, że muszę ćwiczyć dalej. Było mi gorąco, byłam spocona, mój oddech był ciężki, ale potrzebowałam tego. Od kilku dni robiłam to samo. Ćwiczyłam tak mocno i intensywnie, że nie miałam później siły chodzić. Nie do końca rozumiałam, dlaczego znajduję się w takim stanie. Mijał  tydzień odkąd odpuściłam D. a D. odpuściło Harry’emu, ale mimo tego wciąż nie pozbyłam się tego zdenerwowania i złości. Byłam jakaś wkurzona, bo wciąż żyłam tym wszystkim, co się wydarzyło. Nie umiałam odpuścić i zapomnieć. Zacząć żyć tak jakby wszystko było w porządku. Starałam się, ale część mnie wciąż tkwiła w tym martwym punkcie. Bo ciężko ruszyć tak po prostu przed siebie po czymś takim. Nie byłam jednak w tym sama. Harry też wciąż przeżywał w środku całą tą patologiczną sytuację tak samo jak ja. On jednak był bardziej nieobecny niż zły. Wiedziałam, że obwinia się o to, że D. uniknie kary. A ja chodziłam rozdrażniona i nie umiałam określić, dlaczego akurat to czuję. Dlaczego nie jestem przygnębiona? W końcu Harry nie był zamieszany w sądy, rozprawy i pobicia. Wiedziałam też, że nie jestem taka zła, dlatego że Jesse’emu się upiecze. Obie te sprawy były zakończone. Moja złość jednak nie malała i na siłowni zrozumiałam, dlaczego. Nie dostałam odpowiedzi. Nie wiedziałam, dlaczego Jesse to robił? Czy robił to wcześniej? Czy ktoś mu pomagał? Co oznaczały jego słowa, gdy mówił, że mam więcej wrogów? To właśnie przez to chodziłam zła. Nie dostałam odpowiedzi i wciąż nie potrafiłam tego zrozumieć. To z kolei sprawiało, że nie potrafiłam się w pełni skupić. Chodziłam zdekoncentrowana i to przeszkadzało mi wykonywać moją pracę. Z kolei świadomość tego, że mimo starań nie daję z siebie stu procent, bo cały czas myślę, analizuję i tworzę własne teorie na temat D. tylko potęgowało to, że byłam jeszcze bardziej rozdrażniona i zła. To było jak zamknięte koło. Potrzebowałam odpowiedzi. Kiedy przeprowadzałam z Jessem ostatnią rozmowę i zadałam mu pytania odnośnie D. zignorował mnie a ja byłam tak zdeterminowana żeby przekonać go do wycofania oskarżeń i uratowania Harry’ego, że odpuściłam i od razu pogodziłam się z porażką. Moim priorytetem był wtedy Harry a nie otrzymanie odpowiedzi. Ale po kilku dniach coraz bardziej żałowałam, że nie byłam wtedy bardziej stanowcza. Że tak szybko się poddałam i teraz musiałam żyć z tymi wszystkimi pytaniami bez odpowiedzi. Miałam wrażenie, że nagle w moim życiu nie ma nic pozytywnego, nic, co sprawiłoby, że wyzbyłabym się tych negatywnych myśli i uczuć.
-Jestem taka głodna- powiedziałam wchodząc do kuchni, w której Nina robiła sobie kolację. Wzięłam do ręki jabłko i zamierzałam wyjść, ale głos brunetki mnie powstrzymał.
-Nie jesz kolacji? To znaczy normalnej?- zapytała zdziwiona.
-Nie mam siły jej zrobić i muszę przesłuchać jakąś piosenkę. Amanda mi wysłała i napisała, że to ważne- odpowiedziałam. Amanda była jedną z kilku osób, którzy pomagali mi tworzyć płytę.
-Myślałam, że masz już nagrane wszystkie piosenki- zauważyła brunetka, która wciąż uczyła się, że w moim świecie nic nie jest pewne, stałe. Zawsze było coś. Coś nieplanowanego, cos niekontrolowanego, coś zaskakującego.
-Bo mam, ale być może to super piosenka i może ją jeszcze nagram- wytłumaczyłam bez entuzjazmu. Nina nic już nie odpowiedziała a ja poszłam do sypialni i włączyłam komputer. Oczywiście nie włączył się tak po prostu tylko musiałam czekać aż pobierze aktualizację. Później czekałam jeszcze aż pobierze mi się plik, który przysłała Amanda. Jak na złość trwało to całą wieczność.
-Wiem, że przeszkadzam, ale to dla ciebie- Nina położyła talerz pełen kanapek na moim łóżku i kubek herbaty na komodzie i uśmiechając się uroczo wyszła tak szybko, że nie zdążyłam jej nawet podziękować za kolację. Miałam wrażenie, że to była najmilsza rzecz, jaka spotkała mnie od dawna. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wtedy pliki w końcu zostały pobrane. Najpierw weszłam w demo.
„It's time to leave it all behind
It's time to pick up the pieces of my scattered mind
And after all my petals fall
I can finally find beauty beneath once and for all”
Dokładnie w tym momencie zatrzymałam piosenkę. Byłam totalnie oczarowana. Co prawda wokal kompletnie nie pasował, ale wiedziałam, dlaczego. Do tej piosenki pasował głos tylko jednej osoby na świecie a tą osobą byłam ja. Wzięłam głęboki wdech i nadusiłam play. Musiałam wysłuchać całość.
„I push through the limits, I climb every wall
I keep on believing anything's possible”
Po przesłuchaniu pierwszej zwrotki i refrenu byłam tak rozemocjonowana i pobudzona, że kompletnie zapomniałam o tym, że jestem zmęczona.
„It's time to crack the open door
It's time to leave every teardrop on the bathroom floor
If I'm scared I'll go in scared
Yeah I've got nothing to lose, it's only up from here”
Musiałam mieć tę piosenkę. Przesłuchałam ją kilka razy, za trzecim razem włączyłam też plik tekstowy i słuchając czytałam jednocześnie słowa piosenki. Ona była jak druga część Cannonball. Tak bardzo pasowała do tego momentu w moim życiu, że mimo tego, że nie ja napisałam te słowa czułam się tak jakby było inaczej. Bo aktualnie wszystko wydawało mi się dołujące, przygnębiające a ta piosenka była czymś, czego potrzebowałam. Spojrzałam jeszcze raz na słowa i czytając je miałam gęsią skórkę. „It's time to leave it all behind. It's time to pick up the pieces of my scattered mind” – „Czas by zostawić wszystko za sobą, czas by pozbierać kawałki mojego rozproszonego umysłu” No przecież już dwa pierwsze wersy mówią wszystko! Z każdym kolejnym słowem coraz mocniej czułam, że to moja piosenka. „It's time to leave every teardrop on the bathroom floor” – „Nadszedł czas by zostawić każdą łzę na podłodze w łazience” – automatycznie przed oczami zobaczyłam moją rozmowę z Harrym, gdy wróciłam od Jesse’ego, to jak siedzieliśmy na brzegu wanny, dosłownie słyszałam słowa, które Harry wtedy mówił, ale przede wszystkim pamiętałam łzy spływające mi po twarzy, spadające na podłogę. Anything’s Possible to moja piosenka, moja kartka z pamiętnika, moja motywacja, że wszystko jest możliwe, wszystko zależy ode mnie. W końcu przyszedł czas żeby wrócić do siebie, zacząć pozytywnie myśleć i widzieć świat w kolorach a nie szarościach czy nawet czerni. Wstałam więc z łóżka, wzięłam telefon w dłonie i ignorując SMS-y, które wyświetlały się na ekranie zadzwoniłam do Amandy.
-Halo?
-Ta piosenka jest genialna, jutro o ósmej rano widzimy się w studio- powiedziałam szybko.
-Wiedziałam, że ci się spodoba- kobieta nawet w jednym procencie nie podzielała mojego entuzjazmu. Wypowiedziała te słowa tak po prostu, stwierdzając fakt.
-Jest piękna. Wiesz jak świetnie będę brzmieć? Mam już kilka pomysłów...- zignorowałam jej przyziemny ton nakręcona wizją tego jak wspaniale będzie mieć taka piosenkę na płycie.
-Ali cieszę się, że ci się spodobała, ale autorka nie chce ci jej dać- że co kurwa?!
-To po co mi ją wysyłałaś?- zapytałam od razu nie brzmiąc już entuzjastycznie.
-Przepraszam, po prostu zaszła pomyłka. Piosenka nie będzie twoja- słysząc te słowa jedyne, na co miałam ochotę to popełnić seppuku! No przecież ta piosenka była stworzona dla mnie! Może i gdybym wypowiedziała to na głos zabrzmiałabym jak ostatnia egoistka, ale naprawdę w tym momencie nie było na świecie nikogo, kto tchnąłby w nią tyle emocji ile ja byłam w stanie tchnąć. Poza tym, czy autorka słyszała jak śpiewam? Wie jaką skalą dysponuję? Halo! Ja przeżyłam jakieś guzki, które zaatakowały moje gardło! I mój głos nie stracił na tej chorobie ani pół procenta ze swojej oryginalności, siły i czystości. Ludzie! Gdzie autorka znajdzie kogoś tak idealnego do tej piosenki jak ja? Gdzie znajdzie kogoś z takimi możliwościami wokalnymi i ukrytymi w głosie emocjami? No przecież nie ma drugiej tak idealnej do tej piosenki osoby jak ja. Walić to, że zabrzmię jak egoistka i jakaś nadęta lala. Chcę Anything’s Possible na mojej płycie!
-Nie da się nic zrobić? Piosenka naprawdę mi się podoba, wiem, że mój wokal pasuje do niej idealnie. Właściwie jestem najlepsza do tego utworu. Nie wiem, kto śpiewał na demo, ale ta osoba nie oddaje przekazu i piękna tego piosenki. W przeciwieństwie do mnie. Wiem jak powinna być zaśpiewana by wydobyć z niej ten przekaz. Przecież wiesz, że nadaję się najlepiej- byłam zdesperowana i czułam się jak na jakiejś rozmowie kwalifikacyjnej, na której muszę przekonać do siebie potencjalnego pracodawcę, dlatego wychwalałam siebie pod niebiosa stanowczo przesadzając z tym samozachwytem.
-Niestety Ali, autorka chce zatrzymać piosenkę. Przykro mi, ale musisz odpuścić- ja pierdole! Odpuścić! Muszę znowu odpuścić! I to nie z własnej winy!
-Okej, skoro nic się nie da zrobić to trudno- zanim jakimś cudem udało mi się wypowiedzieć te słowa wzięłam głęboki wdech i stwierdziłam, że muszę się ogarnąć. Po co denerwować się na coś na co nie ma się wpływu? Odpuść. Po prostu. Co z tego, że znowu czujesz jakbyś przegrywała. Odpuść i się nie zadręczaj – starałam się wmówić samej sobie. Zanim poszłam do Niny musiałam posiedzieć chwilę sama. Zjadłam kolację i gdy się uspokoiłam i wbiłam sobie do głowy, że Anything’s Possible to tylko piosenka a nie coś, co jest mi potrzebne do życia jak tlen na przykład, poszłam do salonu gdzie Nina oglądała jakiś mało interesujący program.
-Dziękuję za kolację- powiedziałam i usiadłam obok brunetki.
-Nie ma sprawy. I jak piosenka? Beznadziejna?- zapytała.
-Wręcz przeciwnie. Jest świetna- odpowiedziałam i znowu zrobiło mi się smutno. Dlaczego zawsze w życiu jest tak, że jak stanie się coś złego to to nigdy nie jest jedna rzecz? Gdy masz dobrą passę to wszystko ci wychodzi a gdy coś się zepsuje to psuje się wszystko.
-To dlaczego jesteś taka zrezygnowana?
-Bo autorka się rozmyśliła i jednak mi jej nie odda- odpowiedziałam i już widziałam po minie Niny, że najchętniej to kopnęłaby autorkę w tyłek.
-Jej strata- powiedziała tylko a ja wiedziałam, że musiała ugryźć się w język żeby nie użyć bardziej dosadnych słów.
-Bolą mnie nogi i plecy. Przesadzam ostatnio, jeśli chodzi o wysiłek fizyczny- postanowiłam zmienić temat, bo nie chciałam dłużej myśleć o tym, że być może pojadę kiedyś samochodem a w radio usłyszę moją piosenkę, której ktoś nie chciał mi dać.
-Wyglądasz na przemęczoną- przyznała brunetka.
-Przydałby mi się masaż. Harry jest w tym świetny- powiedziałam a moja wyobraźnia natychmiast zaczęła działać. -Jego dłonie są stworzone do masowania, serio, gdyby nie został muzykiem z pewnością zrobiłby karierę, jako masażysta albo fizjoterapeuta. Chcę żeby tutaj był i zrobił mi masaż- wyznałam rozmarzona i niemal czułam jego dotyk na swojej skórze.
-Tylko bez szczegółów- Nina spojrzała na mnie tak jakby obawiała się, że zaraz powiem coś, co powinno zostać między mną a moim mężem a ja przestałam marzyć i oczywiście jak zawsze od kilku dni poczułam irytację tym razem przez to, że Harry’ego nie ma, bo zamiast siedzieć ze mną i masować mi stopy i plecy wolał iść ze Stevem na mecz. Naprawdę zaczynałam zachowywać się coraz gorzej. Poczułam się jak diwa jednak, gdy uświadomiłam sobie, że Harry zirytował mnie tym, że poszedł na mecz zamiast siedzieć ze mną, narzekającą, zrzędliwa mną, stwierdziłam, że zaczyna mi odbijać i mentalnie przeprosiłam mojego męża za to, że byłam na niego zła. Moje myśli stawały się coraz bardziej chaotyczne i sama siebie nie ogarniałam. Jak mogłam w myślach być zła na Harry’ego i również w myślach przepraszać go za to, że byłam zła na niego, bo chciałam masaż a on był na meczu?
-Okej, ale naprawdę bolą mnie plecy. Chyba coś sobie nadwyrężyłam- powiedziałam i przyjęłam jakąś dziwną pozę w nadziei, że jakoś się rozciągnę.   
-Powinnaś sobie odpuścić. Po co się tak katujesz? Przecież masz świetną figurę.
-Ale mi nie o figurę chodzi. Zauważyłaś pewnie, że ostatnio jestem dość nerwowa.
-Nerwowa?- przyjaciółka uniosła znacząco brew dając mi do zrozumienia, że nazwałam mój emocjonalny stan dość delikatnie.
-Nerwowa, zestresowana, zła. I próbuję jakoś to wszystko rozładować ćwicząc- przyznałam a w mieszkaniu rozległ się dźwięk. Dzwonił domofon.
-Kto to?- zapytała brunetka będąc nie mniej zaskoczona niż ja.
-Nie mam pojęcia- ten domofon nie był zwykłym domofonem. Nie każdy mógł po prostu stanąć pod apartamentowcem, wdusić odpowiedni numer i czekać aż ktoś mu otworzy. Te urządzenie służyło do kontaktu z ochroniarzem i to on dzwonił a robił to tylko wtedy, kiedy nie był pewien czy dana osoba może dostać się na górę.
-Tak?- powiedziałam gdy przyłożyłam słuchawkę do ucha. Przez to co ostatnio działo się w moim życiu byłam przygotowana na wszystko. Nina stanęła obok mnie z telefonem w dłoni. Obie byłyśmy gotowe na wszystko, na Jesse’ego, na Jessicę, właściwie na wszystkich.
-Dobry wieczór. Z tej strony James. Przepraszam, że przeszkadzam, ale niejaka pani Chloe Davids twierdzi, że jest umówiona z panem Harrym. Nie ma jej na liście, poza tym nikt mnie nie informował, że mogę ja wpuścić a ona upiera się przy swoim- byłam gotowa na wszystko. Nawet na Jesse’ego. Ale Chloe?!
-Co?- zapytałam, bo nie byłam pewna czy dobrze zrozumiałam.
-To ja! Daj mi ten telefon ja z nim pogadam- usłyszałam głos blondynki gdzieś w oddali. Byłam w szoku.
-Możesz jej przekazać, że Harry’ego nie ma- powiedziałam nie wiedząc, co konkretnie się właśnie dzieje.
-Pana Harry’ego nie ma w domu.
-A jest Ali? Ali! Uuuuu! Ty też możesz być!- usłyszałam jak blondynka krzyczy do słuchawki. Moje komórki nerwowe w końcu zaczęły przekazywać impulsy do mózgu i było tylko jedno słuszne wytłumaczenie tej sytuacji.
-Czy ona jest pijana?- zapytałam by mieć pewność.
-Ledwo trzyma się na nogach- przyznał ochroniarz. Spojrzałam na Ninę, która nie miała pojęcia o kim mówię. Nie chciałam wchodzić w rolę siostry miłosierdzia, ale to, co powiedziałam kiedyś Harry’emu, gdy przyszedł do mnie z gorączką było prawdą. Może Chloe nie była chora tylko pijana, ale nie mogłam jej odesłać z kwitkiem. Czułam, że muszę jej pomóc.
-Okej- żebym tylko tego nie żałowała. –Niech tutaj przyjdzie, możesz ją wpuścić.
-Co się dzieje?- zapytała brunetka, gdy odłożyłam słuchawkę.
-Przyjaciółka Harry’ego przyszła do niego. To jego była. Chloe. Jest nawalona i nie wiem, po co przylazła, ale zaraz się dowiem- odparłam i stwierdziłam, że okropnie wyglądam. Nie miałam już jednak czasu na przebranie. Rozpuściłam jedynie włosy. Nie chciałam wyglądać jak sto nieszczęść podczas rozmowy z kimś, kogo nie lubię. Wzięłam puste kubki po herbacie i wyniosłam je do kuchni, Nina poukładała poduszki i wtedy usłyszałyśmy dzwonek.
-Hej!- gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się obraz, jakiego się nie spodziewałam. Chloe miała na sobie jeansy, bluzę i zwykłe trampki a jej twarzy nie zdobił perfekcyjny makijaż tylko delikatnie rozmazany tusz do rzęs. I nic więcej. Włosy miała zawiązane w kucyka, choć nie do końca to coś, co miała na głowie można było nazwa kucykiem. Przede wszystkim jednak już na pierwszy rzut oka było widać, że jest naprawdę pijana.
-Hej- odpowiedziałam i zamiast jakoś zareagować po prostu stałam i się na nią gapiłam.
-Cześć ty!- Chloe przywitała się także z Niną a ja wciąż nie ogarniałam sytuacji. –Mogę wejść?
-Proszę- powiedziałam i wpuściłam ją do środka. –Harry’ego nie ma i nie wróci prędko. Poszedł na mecz.  Nie wiem, co od niego chciałaś, ale jak widzisz nie ma go.
-Wiem. Ochroniarz mówił. Mogę usiąść?- zapytała kołysząc się we wszystkie strony.
-Siadaj- odpowiedziałam a ona runęła na kanapę. Nina się nie odzywała tylko wszystko obserwowała. Obie stanęłyśmy nad blondynką i spojrzałyśmy na siebie wymownie. –Chloe Harry’ego nie ma. Umów się z nim na jutro czy coś.
-Nie miałam się komu wygadać, chciałam pogadać z Harrym, bo wiesz, jesteśmy przyjaciółmi, ale w sumie ty też możesz być. Wy możecie być. Jak masz na imię?- zapytała Ninę i wyciągnęła w jej stronę rękę. Brunetka zanim się przedstawiła spojrzała na mnie pytająco a ja skinęłam tylko głową, że jasne może się z nią przywitać.
-Nina.
-Chloe- powiedziała. –No nie wiście nade mną, bo jak patrzę w górę to kręci mi się w głowie i robi mi się nie dobrze. Siadajcie.
-Gdzie masz komórkę?- zapytałam, bo stwierdziłam, że pewnie ma tam numer do menadżera albo swojego chłopaka. Kogoś, kto po nią przyjedzie.
-A teraz skoro nie ma Harry’ego, ale jesteście wy to wam powiem. Nawet jeśli za sobą nie przepadamy a ciebie nawet nie znam. Zdradził mnie. Daniel- powiedziała a ja wszystko zrozumiałam. Wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia z Niną i w końcu usiadłyśmy obok niej. A ona schowała twarz w dłoniach i chyba płakała. Owszem, nie lubiłam jej, ale nikomu nie życzy się czegoś takiego. Zdrada to coś ohydnego i naprawdę zrobiło mi się jej żal. Nie widziałam jak mam się zachować. Patrzyłyśmy na siebie z Niną i nie wiedziałyśmy, co robić. Nie umiałam jej tak po prostu objąć i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Podniosłam jednak dłoń i mimo zawahania położyłam rękę na jej ramieniu na parę sekund. Ta sytuacja była bardzo niezręczna.
-Jesteś pewna?- zapytałam w sumie nie wiedząc, dlaczego. Chyba byłam jednak lepszym człowiekiem niż sama o sobie myślałam.
-Widziałam ich jak się bzykali. Nawet mnie nie zauważyli- odpowiedziała. Nie wyobrażałam sobie jak mogła się poczuć, gdy zobaczyła coś takiego.
-Przykro mi- powiedziałam szczerze.
-Nie jest ci przykro. Wiem, że mnie nie lubisz, ale jestem taka pijana i zdesperowana, że mi wszystko jedno.
-To prawda, nie lubię cię, ale naprawdę mi przykro, że coś takiego cię spotkało. Nikt na to nie zasługuje. Współczuję ci.
-Wiesz, że w przyszłym tygodniu jest kolejny fashion week. Miałam przymiarki, ale skończyłam szybciej. On nie wiedział, chciałam mu zrobić niespodziankę. A to on zrobił mi taką niespodziankę! I to właśnie teraz! Przecież ja się w nim zakochałam. Dlaczego mam takiego pecha? Pojechałam do knajpy i się urżnęłam. Żałuję, że nie miałam odwagi żeby stanąć z nim oko w oko. On nawet nie wie, że wiem. Nie zadzwonił. Nie chcę go znać. Nie wiem, dlaczego nic nie zrobiłam. Kiedyś rzuciłabym się na niego i na nią. Wyciągnęłabym ją z tego łóżka za włosy. A teraz? Straciłam ten pazur. Chciałam pogadać z Harrym, bo tylko jego tutaj mam. Te wszystkie moje pseudo przyjaciółki już wysyłałyby prasie najnowsze plotki i pewnie zrobiłyby mi zdjęcia żeby mnie pogrążyć- jej mowa tylko w połowie była zrozumiała. Druga połowa to był pijacki bełkot. –Mogę iść siku?
-Jasne. Zaprowadzę cię- jej historia naprawdę mnie poruszyła, ale nie do końca wiedziałam, co mam zrobić. Stwierdziłam, że najlepiej będzie, jeśli ktoś się nią zajmie. Ktoś z jej bliskich.
-I co z nią zrobimy?- zapytała Nina, gdy na moment zostałyśmy same.
-Musimy po kogoś zadzwonić. Nie wiem o niej za wiele, nie znam nikogo poza Harrym, kto ją zna. Zadzwońmy do Olivii i niech ona zadzwoni do jej menażera czy kogoś, kto ją zabierze i się nią zaopiekuje.
-Liv ma numery do wszystkich ludzi pracujących w show biznesie?
-Nie, ale zna kogoś, kto zna kogoś i tak dalej. Poza tym, ten świat jest tak naprawdę mały i tworzy go zamknięte grono osób. Ja zadzwonię do Olivii a ty zrób jej herbatę. Może trochę wytrzeźwieje- powiedziałam i wzięłam telefon do ręki. Wykonałam telefon i powiedziałam przyjaciółce, o co chodzi a on stwierdziła, że postara się pomóc. Spróbowałam dodzwonić się też go Harry’ego, ale tak jak podejrzewałam, nie odebrał.
-Nie wiem, dlaczego on mi to zrobił. A ty wiesz?- miałam nadzieję, że Liv szybko ogarnie jakieś wsparcie dla mnie, bo sytuacja i tak była już dziwna.
-Nie wiem. Usiądź i odpocznij- powiedziałam a on spojrzała na mnie jak na idiotkę, dlatego sama usiadłam i wtedy jej mózg zadziałał, bo zajęła miejsce obok mnie.
-Ja też nie wiem. Przecież jestem ładna i już nie jestem jędzą. Dojrzałam. Może wciąż bywam okropna, ale nie krzyczę już na ludzi i nie wylewam na nich drinków. Niby zmieniłam się na lepsze, ale czy nie stałam się przez to taka żałosna? Uciekłam stamtąd jak tchórz- nie do końca wiedziałam, co mam jej powiedzieć. W ogóle nie wiedziałam nawet czy jest sens by się wysilać i ją pocieszać, bo była taka pijana, że byłam pewna, że rano nie będzie pamiętać nic z tego, co się właśnie działo.
-Wypij to- Nina podała jej kubek z herbatą i wyratowała mnie z opresji siedzenia z nią sam na sam.
-Co to?- zapytała Chloe i upiła niewielki łyk. –Jakie gorące.
-Uważaj- moja przyjaciółka nie należała do osób cierpliwych i wiedziałam, że zachowanie Chloe, która właśnie prawie oblała siebie i ją herbatą zaczyna ją irytować.
-Nie macie czegoś lepszego? Coś z procentami? Może się wszystkie napijemy?
-Wypij herbatę- powiedziałam spokojnie a ona spojrzała na mnie tak jakby się właśnie obraziła, ale posłusznie siedziała z nami, przestała gadać i piła powoli napój.
-Wiesz, może to dobrze, że jednak się zmieniłam. Może nie w tej sytuacji, bo chyba jednak nie powinnam tak się zachować, ale w gruncie rzeczy chyba dobrze, że się zmieniłam. Gdy jestem pijana zawsze robię coś głupiego i zawsze mówię wszystko, co mi leży na sercu. Jak wtedy, kiedy cię poznałam i obraziłam, albo, gdy wylałam na ciebie drinka. Przepraszam cię za to, że przeze mnie twoje życie było takie skomplikowane.
-Bez przesady. Aż tak bardzo go nie skomplikowałaś- jej słowa mnie nieco rozbawiły. Mówiła o tym jak bardzo się zmieniła, ale jednak ten egocentryzm pozostanie z nią już na zawsze.
-Skomplikowałam, ale ty nie wiesz. Wiem o Jessem. Harry wspominał, że ktoś cię prześladuje a ostatnio, gdy z nim pisałam zapytałam, co z tym twoim stalkerem. Harry napisał, że to Jesse.
-Zaraz. Ty znasz Jesse’ego?- zapytałam zupełnie zaskoczona.
-No mówię, że skomplikowałam ci życie. Wydaje mi się, że on pisał przeze mnie.
-Kazałaś mu to robić?- nagle jej osobista tragedia, jaką była zdrada zeszła dla mnie zupełnie na drugi plan a nasza rozmowa wskoczyła na zupełnie inny poziom niż jeszcze chwilę wcześniej.
-Nie. Oszalałaś? To trochę zagmatwana historia, ale ci opowiem, bo skoro to przeze mnie to chyba powinnaś wiedzieć- chwilę wcześniej marzyłam o tym by ktoś ją zabrał z mojego domu. Dosłownie kilka minut temu. Ale w ciągu tych kilku minut wszystko obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni i miałam nadzieję, że Chloe zostanie u mnie choćby całą noc, jeśli właśnie tyle czasu potrzebowałaby, aby mi opowiedzieć. Bo być może miałam dzięki niej otrzymać coś, czego jak mi się wydawało nikt poza Jessem nie mógł mi dać. Znienawidzona przeze mnie była dziewczyna mojego ukochanego mogła właśnie odpowiedzieć na pytania, które codziennie przewiercały mi umysł pozostawiając po sobie jedynie negatywne emocje i ból głowy. -Widzisz to dość stare czasy. Kiedyś, gdy jeszcze byłam, jaka byłam robiłam dużo głupich rzeczy. No i jedną z nich był Jesse. To znaczy on nie jest rzeczą tylko człowiekiem. Robiłam wtedy dużo głupich człowieków? Jak to nazwać?
-Do sedna- ponagliła ją Nina gdy blondynka zaczęła się śmiać. Była pijana i jej zachowanie nieco ostudziło mój entuzjazm. Chloe mogła przecież pominąć wiele ważnych faktów będąc w tym stanie.
-Poznałam go na jakiejś domówce u naszych wspólnych znajomych. Pogadałam z nim. Powiedziałam, że jestem modelką, chociaż wtedy wcale nie byłam jeszcze jakąś profesjonalistą, to były moje początki, ale musiałam mu się pochwalić. Jesse też opowiedział czym się zajmuje. „Piszę piosenki, nagrywam coś swojego, czasami nagrywam jakieś chórki dla gwiazd.” Możesz sobie chyba wyobrazić jak bardzo mi tym zaimponował. Od razu stwierdziłam, że musi znać wpływowych ludzi i może mi pomóc. Bo szczerze średnio mi szło w modelingu. Chodziłam na castingi i ze wszystkich odsyłali mnie z kwitkiem. A Jesse wydawał się być jak przepustka do lepszego życia. Na początku udawałam, że w ogóle mnie nie interesuje, ale zapytałam, z kim niby takim super znanym pracuje. Z One Direction odpowiedział. Właśnie nagrywali płytę. Gdy to usłyszałam wiedziałam już, że musi mi się udać ich poznać, musiałam owinąć któregoś z nich wokół palca i musiałam w końcu zacząć odnosić sukcesy. Od razu powiedziałam, że poza modą zajmuję się śpiewaniem i zawsze chciałam robić coś w tym kierunku. Jesse zaproponował mi, że może mi pokazać studio, więc udając obojętność zgodziłam się. Spotkałam się z nim kilka razy i naprawdę go polubiłam. Spodobał mi się. Był taki pozytywny. Właściwie to się w nim zakochałam- powiedziała i się uśmiechnęła. A ja byłam w takim szoku, że nic do mnie nie docierało. To było takie surrealistyczne, że wiedziałam, że będę potrzebować kilku dni na ułożenie sobie tego w głowie. –Ale Jesse nie był znany. Nie był sławny. Nie miał milionów na koncie. Nie mógł mi dać tego czego chciałam, mógł mi dać to czego potrzebowałam, ale wtedy tego nie widziałam. Spotykaliśmy się, bo Jesse pomagał mi nagrywać kilka kawałków nieświadomie rozkochując mnie w sobie. To działało w dwie strony. Wiecie jak to jest, nie? Gdy poznajesz kogoś i za każdym razem gdy widzisz tę osobę, gdy dzwoni do ciebie, gdy o niej myślisz czujesz ekscytację. I my to mieliśmy. Ale mi to nie wystarczało. Dlatego pewnego dnia przyszłam do studia wiedząc, że Jesse pracuje z One Direction. Udałam, że pomyliły mi się terminy i wtedy poznałam Harry’ego. Było ich pięciu, z czego trzech miało dziewczyny, ale uważałam, że to nie jest dla mnie żadna przeszkoda. Gdybym chciała mogłam rozbić ich związki. Ale nie zamierzałam tego robić, bo doskonale wiedziałam, który z tej piątki jest najbardziej popularny. Harry. Poza tym wizualnie był najbardziej podobny do Jesse’ego, za którym szalałam w duchu. Byłam jednak zawzięta i wiedziałam, że skoro postawiłam sobie za cel rozkochać w sobie Harry’ego to zrobię to bez względu na to, co czuję. Harry nie był taki jak Jesse. Był bardziej mroczny i nie podobało mi się to. Właściwie mało rzeczy w nim mi się podobało, ale miał coś, co kochałam najbardziej. Sławę i pieniądze i wiedziałam, że może mi to dać. Odsunęłam na bok to, co czułam do Jesse’ego. Nie było to łatwe, bo on też coś do mnie czuł. Najpierw się tylko domyślałam, ale później mi to powiedział. A ja nie byłam z nim szczera. Powiedziałam, że może gdybym nie poznała Harry’ego... Właściwie to zrzuciłam wszystko na Harry’ego. Teraz żałuję tego. Czuję, że gdybym posłuchała głosu serca byłabym szczęśliwa. Naprawdę żałuję, że byłam taka. Wydaje mi się, że Jesse pisał do ciebie, bo miał żal, że drugi raz oddał swoje serce dziewczynie, która wykorzystała go w pewien sposób i znowu rzuciła go dla Harry’ego. Może miał więcej powodów. Nie wiem. Ale to mógł być jeden z nich. To mogło być przeze mnie i przez to, co mu zrobiłam przed laty. Jesse nie jest rzeczą, ale tak go potraktowałam. Harry’ego też. Ale serce pękało mi tylko przez Jesse’ego. Na Harrym w ogóle mi nie zależało i naprawdę nie czułam się winna, gdy dzięki niemu zaczęłam dostawać propozycje sesji czy pójścia w pokazie. Chciałam by dawał mi więcej i więcej. Gdy powiedział o konkursie na ich support od razu zażądałam by to dla mnie załatwił a kiedy powiedział, że nie jest w stanie tego zrobić zerwałam z nim, choć byłam przekonana, że dzięki temu Harry bardziej się postara i załatwi to, co chcę. Później wszystko potoczyło się nie po mojej myśli i oczywiście tego żałowałam, ale Harry nie chciał być już ze mną. Próbowałam odnowić kontakt z Jessem. To też rozegrałam źle, powiedziałam mu, że ty ukradłaś mi chłopaka i możliwość wybicia się. Przyznałam się, że czułam coś do niego, gdy się poznaliśmy, ale zakochałam się w Harrym, który mnie zranił. Choć to nie była prawda. Straciłam ich obu. Z tym wyjątkiem, że Jesse’ego straciłam na zawsze. 
-Harry nigdy nie wspominał, że ty i Jesse...- zdecydowanie mogłam to przyznać. Otrzymałam część swoich odpowiedzi. To było pewne. Usłyszałam tę opowieść kolejny raz. Zobaczyłam ją oczami trzeciej osoby. Zawsze myślałam, że to był swego rodzaju trójkąt, że chodziło o Harry’ego, Chloe i mnie. A teraz dowiedziałam się, że jest jeszcze czwarta osoba. Czwarta historia.
-Bo Harry nie wie. Wtedy nie powiedziałam mu z wiadomych względów a teraz po prostu nie chcę. Wiem, że dla niego nie jestem przyjaciółką, wiem, że traktuje mnie jak dobrą znajomą, ale dla mnie jest przyjacielem i nie chcę do tego wracać- przyjacielem. Jak mogła zrobić Harry’emu coś takiego? Jak w ogóle mogła potraktować ich obu w taki sposób? Jak można patrzyć na kogoś jak na worek z kasą? Nie jak na człowieka, ale na przepustkę do lepszego życia? Jak można zakochać się w kimś i zamiast miłości wybrać pieniądze? Może i teraz rzeczywiście się zmieniła, ale dawniej Chloe była zwykłą dziwką, która się sprzedała. A Harry nawet nie wiedział, że ją sobie kupił. Wybrała go, bo z wyglądu jest podobny do Jesse’ego. Gdy to powiedziała poczułam ścisk w brzuchu. Czy nieświadomie ja widziałam w Jessem podobieństwo do Harry’ego i dlatego to z nim byłam? Nie. Nie byłam z Jessem przez wygląd.  
-Przecież on to wie. Wie, że leciałaś na jego kasę- nie mogłam przestać zaciskać dłoni w pięści. To było okropne. To wszystko. Jesse był zraniony. Skoro Chloe się w nim zakochała a on w niej to choćby nie wiem jak się starali nie mogli tego ukryć. Ona dała mu nadzieję i nagle go zostawiła. Dla innego. Dla pieniędzy. Jesse’ego rozkochała i zostawiła a Harry’ego wykorzystała. Nie ważne na miejscu, którego z nich bym była, w obu przypadkach czułabym się koszmarnie.
-Ale nie musi znać szczegółów. Nie chcę go ranić opowiadając mu to w takim sposób jak opowiadam wam teraz. Tym bardziej, że udało nam się pogodzić i przeszłość mamy za sobą. Nie chcę żeby wiedział, że kochałam Jesse’ego.  
-Ale zważając na to, że Jesse okazał się być D. Harry powinien wiedzieć, bo to naprawdę bardzo wyostrza cały obraz. Odpowiada na wiele pytań- nie byłam pewna czy zachowam to w tajemnicy. Po pierwsze moim zdaniem Harry powinien wiedzieć a po drugie Chloe nie była dla mnie kimś bliskim. Nie lubiłam jej i nie czułam, że jestem jej winna trzymanie czegoś takiego w sekrecie. Tym bardziej w tej sytuacji.
-Możliwe, ale nie chcę mu o tym mówić. Przynajmniej nie teraz. Może kiedyś, może gdy ta sprawa ucichnie. Nie chce mu teraz o tym mówić, nie chcę by wiedział, że przeze mnie ktoś zastraszał jego żonę, bo boję się, że to go ode mnie odsunie i stracę kolejną osobę, jedną z nielicznych, które mi wybaczyły i chcą w ogóle utrzymywać ze mną kontakt- powiedziała a ja zaczęłam ją częściowo rozumieć. Nie wiedziałam jak na takie coś zareagowałby mój mąż. Może rzeczywiście odciąłby się od niej? Ukrywała przecież coś ważnego patrząc na to jak potoczyły się wszystkie zdarzenia. Jesse był D. a Chloe zataiła coś tak istotnego. Być może gdybyśmy o tym wiedzieli, odkrylibyśmy, kto wysyła wiadomości dużo wcześniej.  
-Harry nie wie, że odbił cię Jesse’emu- powiedziałam po chwili. To było przecież tak istotne! To było jak brakujący kawałek układanki. Ta informacji nadała wszystkiemu sens.
-Nie wie i zupełnie nieświadomie odbił mu dziewczynę drugi raz. Bo nie wiem jak ty, ale ja odbyłam z Jessem rozmowę i powiedziałam mu wprost, że wybieram Harry’ego. Jeśli mogę to tak nazwać. Dość dosadnie dałam mu do zrozumienia, że Harry mnie w sobie rozkochał. Chociaż to była bzdura. Tak wiem, byłam podłą suką. Jesse był jedynym chłopakiem, do którego poczułam to coś, gdybym była inna wiem, że byłabym z nim szczęśliwa. Dopiero Daniel znowu sprawił, że poczułam to coś. Że się zakochałam. Postawiłam na niego. Nie chciałam popełnić drugi raz tego samego błędu. A teraz on się bzyka z jakąś lafiryndą. To chyba moja kara. Oko za oko, ząb za ząb.
-Złamane serce za złamane serce.
***
Patrzyłam na Harry’ego, który prowadził samochód. Musieliśmy uciec, chociaż na chwilkę. Ja nie mogłam dojść do siebie po tym, co powiedziała Chloe a Harry był zbulwersowany tym, co zrobił Daniel. Dlatego gdy blondynką zajęła się jej agentka a mój mąż wrócił z meczu i powiedziałam mu, co się stało zamiast pójść spać wybraliśmy się na nocną przejażdżkę.
-Zadzwonię do niej rano, może się umówimy. Nie wierzę, że Daniel okazał się być takim palantem. Wydawał się być spoko kolesiem. Wiesz, nie chodzi mi o to jak zachowywał się przy niej, ale o to, co mówił, gdy byliśmy tylko w męskim gronie- powiedział a ja pokiwałam tylko głową. Chloe zachowała się okropnie. Od razu ją oceniłam. Skupiłam się na jej grzechach. Nie wiedziałam jak mogła tak bawić się ludźmi, ale gdy jechałam samochodem i patrzyłam na mojego ukochanego zrozumiałam, że jestem równie podła jak ona. Uświadomiłam sobie, że nie jestem od niej lepsza. Zemsta. Na samą myśl o tym, że wpadłam na taki pomysł i chciałam zranić Harry’ego nie zważając na Jesse’ego zrobiło mi się niedobrze. Byłam taka podła jak Chloe. Nie chciałam taka być. Bezduszna. Idąca po trupach do celu, za wszelką cenę. Co prawda nasze historie nie były podobne. Ja czułam się zraniona przez Harry’ego dlatego straciłam zdrowy rozsądek, ale czy to miało w ogóle jakieś znaczenie? To nie usprawiedliwiało mojego durnego zachowania. Nie mogłam się usprawiedliwiać. Ona chciała wykorzystać Harry’ego dla kasy a ja chciałam go zniszczyć. To było nawet gorsze! Mówiłam, że nie skrzywdzę Jesse’ego, ale właśnie to zrobiłam. Byłam taka jak ona. Byłam taka zapatrzona w siebie. Jakbym to tylko ja cierpiała. Nikt się nie liczył tylko ja i moje złamane serce, które po jakimś czasie zamieniło się w kamień. Żałowałam, że taka byłam. Gdybym mogła cofnąć czas wszystko bym naprawiła. Patrzyłam na Harry’ego i chciało mi się płakać mając w głowie jej słowa. „Harry nie był taki jak Jesse. Był bardziej mroczny i nie podobało mi się to. Właściwie mało rzeczy w nim mi się podobało, ale miał coś, co kochałam najbardziej. Sławę i pieniądze i wiedziałam, że może mi to dać.” Smutek ściskał mi wnętrzności, gdy pomyślałam o tym jak bardzo Harry potrzebował miłości i bliskości mierząc się ze swoimi demonami i lękami a dostał coś takiego. Ale jeszcze bardziej bolało mnie to, że ja chciałam zrobić coś jeszcze gorszego.
-Jest ci bardzo przykro, że ją to spotkało- stwierdziłam widząc jak bardzo go to dotknęło. Wiedziałam, że nie powinnam, ale byłam zazdrosna. Nie chciałam być. Naprawdę. Przecież nawet mi było jej żal a nawet jej nie lubiłam. Ale byłam zazdrosna. I zła na siebie. Smutna. Przybita. Poza tym czułam, że muszę przeprosić Harry’ego. Właściwie chyba aż do tej rozmowy z Chloe nie zdawałam sobie sprawy jak wielkie miałam szczęście, że Harry mi wybaczył.
-Jest mi przykro, bo cieszyłem się, że jej też się udało. Wiesz kiedyś była okropna, ale przecież ja też byłem. Uważałem, że skoro ja dostałem drugą szansę to ona też powinna. Nie rób takiej miny- jak mam nie robić takiej miny skoro Chloe pod wpływem alkoholu zdradziła mi ze szczegółami jak to jej się nie podobałeś i chciała tylko twojej sławy? Jak skoro ona i Jesse mogli być szczęśliwi, ale ona była pazerną suką i wybrała ciebie nie, dlatego że jej się podobałeś tylko przez te wszystkie zera na twoim koncie? Jak mam nie robić takiej miny skoro właśnie dotarło do mnie, że jestem równie potworna jak ona?
-Zatrzymamy się? Muszę ci coś powiedzieć- oznajmiłam a on na moment na mnie spojrzał. Kiedy zatrzymał auto od razu chwyciłam jego dłoń i spojrzałam mu prosto w oczy. –Przepraszam cię. Bardzo cię przepraszam.
-Za co?- zapytał totalnie skołowany.
-Za to, że chciałam się mścić. Przepraszam. Byłam wtedy straszna, moje zachowanie było odpychające, perfidne wręcz skandaliczne. Nie wiem, jakim cudem chciałeś ze mną być.
-Dlaczego teraz o tym mówisz?- bo Chloe zdradziła mi szczegóły dotyczące tego jak cię wykorzystała i zdałam sobie sprawę, że zachowywałam się w stosunku do ciebie równie ohydnie jak ona.
-Po prostu. Chcę żebyś wiedział, że mam się za prawdziwą szczęściarę, bo mam ciebie. A wcale nie musiało to się tak potoczyć. Mogłeś mi nie wybaczyć. Przepraszam. Bardzo cię kocham. Nie! Kocham cię najbardziej na świecie- powiedziałam a on cały czas mi się przyglądał.
-O czym rozmawiałaś z Chloe?- zapytał domyślając się, dlaczego wracam do przeszłości.
-Nie ważne. Po prostu chcę cię przeprosić za każdą złą rzecz, którą zrobiłam- odparłam.
-Chodź tutaj do mnie- powiedział i złapał za wajchę znajdującą się pod jego fotelem. Odsunął siedzenie w tył a ja od razu usiadłam na nim okrakiem i go przytuliłam. –Nie chcę żebyś mnie przepraszała, bo nigdy nie czułem, że zrobiłaś mi coś złego. Nie wracaj już do tamtych dni. Jeśli miałbym ci coś wybaczać zrobiłbym to już dawno.
-Jesteś najlepszym mężem na świecie- powiedziałam a on słysząc mój komplement pocałował delikatnie moją szyję by po chwili zacząć całować moje usta.
-Nie chcę już więcej słyszeć jak mnie przepraszasz. Rozumiesz?- zapytał między pocałunkami a ja odpowiedziałam, że rozumiem, chociaż nie do końca wiedziałam, co mówię, bo jego usta zamroczyły mi mózg. Dopiero, gdy zaczęły mnie boleć usta i przestaliśmy się całować mój umysł znowu zaczął działać. –Cieszę się, że pomogłaś Chloe. Może teraz się do niej przekonasz i w końcu się dogadacie.
-Wybacz, ale wciąż jej nie lubię- powiedziałam. Jak po takim całowaniu Harry mógł wrócić do rozmowy o niej? Przez to znowu zrobiło mi się przykro i naprawdę musiałam się kontrolować żeby nie wspomnieć o niej i Jessem. Skoro ona nie chciała go wtajemniczać to ja chyba też nie powinnam. Właściwie nie wiedziałam czy mu o tym nie powiem. Ale być może później. Teraz i tak cały czas chodził przygnębiony i nie powinnam dokładać mu zmartwień. Z drugiej strony on też chciał wiedzieć, dlaczego. Dlaczego D. nas prześladowało.
-Jestem z ciebie dumny- odparł po chwili gapienia się na mnie i analizowania czegoś.
-Bo wciąż jej nie lubię, mimo że spotkało ją coś okropnego? Nie wydaje mi się żeby to był powód do dumy.
-Zajęłaś się nią, nie pozwoliłaś żeby coś jej się stało. Dzięki tobie rano będzie miała tylko kaca. No i będzie musiała zerwać z tym chujem. Ale nie skończy się to gorzej.
-Nie gadajmy już o niej. Po prostu pobądźmy ze sobą, bo to bardzo nieładnie z twojej strony, że mnie zostawiłeś i zdradzałeś cały wieczór ze Stevem- powiedziałam, bo naprawdę nie chciałam już rozmawiać o Chloe.
-Nie gniewaj się. Musiałem wyjść i choć na chwilę odwrócić myśli w inną stronę- mogłam zobaczyć w jego oczach jak momentalnie posmutniał.
-Chętnie pomogłabym ci odwracać myśli w inną stronę- wyszeptałam i zostawiłam całusa tuż przy kąciku jego ust. Gdy to zrobiłam ponownie spojrzałam w jego oczy i wiedziałam już, że mój całus dodał mu otuchy. By rozpalić nieco jego wyobraźnię wplotłam palce w jego włosy i zrobiłam to samo, co chwilę wcześniej z tą różnicą, że nie odsunęłam się od niego. Nasze usta prawie się dotykały. Harry przymknął oczy i kiedy zamierzał mnie pocałować odsunęłam się od niego w ostatniej chwili. –Ale wolałeś Steve’a więc odwracaj sobie myśli w inną stronę z nim.
-Moja zazdrośnica. Nawet nie wiesz jak uwielbiam, kiedy mnie kusisz i nakręcasz i sprawiasz, że wariuję- wyszeptał i znowu próbował skraść mi całusa. Położyłam palec na jego ustach i zadałam pytanie, na które znałam odpowiedź.
-Od czego próbowałeś odwrócić myśli?- zapytałam i jego mina mówiła jedno. To nie tak miało wyglądać. Byłam pewna, że stwierdził, że wcale nie jestem taka super i nie lubi, kiedy go kuszę, nakręcam, sprawiam, że wariuje a na koniec robię coś takiego i psuję całą erotyczną otoczkę.
-To nie oczywiste?- zapytał i zamiast patrzeć na mnie spojrzał gdzieś w bok.
-Po prostu powiedz to na głos. Wiem, że cię to męczy.
-Ty pierwsza. Powiedz, co męczy cię tak bardzo, że mimo katowania się na siłowni, pracowania od rana do wieczora, nie śpisz po nocach a teraz mimo dodatkowych wrażeń dostarczonych przez Chloe, mimo że jest już prawie druga w nocy wolałaś ze mną uciec zamiast odpocząć- powiedział i położył dłonie na mojej tali.
-Gdy rozmawiałam z Jessem- zaczęłam, ale Harry ścisnął moje biodro tak mocno, że momentalnie przestałam mówić. Spojrzałam na niego i pokiwałam w dezaprobacie głową a on wyszeptał tylko ‘przepraszam’, więc postanowiłam kontynuować. –Gdy z nim rozmawiałam wtedy w szpitalu nie prosiłam tylko o wycofywanie zarzutów. Patrzyłam na niego i wtedy coś we mnie puściło. Zamiast prosić go żeby ci odpuścił zaczęłam go pytać, dlaczego to robił. Skąd tyle o tobie wiedział? Co w ogóle znaczy litera D.? Po prostu zadałam mu te wszystkie pytania, które pojawiały się w mojej głowie odkąd dostałam pierwszą wiadomość. A on nie odpowiedział. Zostawił mnie z tymi pytaniami i teraz muszę żyć w tej niewiedzy a dobrze wiesz, że nienawidzę nie wiedzieć. To wynika z mojej natury. Nawet studia wybrałam sobie takie. W biologii nie ma domysłów. Stawiasz tezę, wykonujesz doświadczenie, opracowujesz wyniki, analizujesz je i wtedy masz czarno na białym czy twoja teza jest prawdziwa czy nie. Niczego nie bierze się na domysły. Wszystko musi być podparte dowodami. Jeśli masz jakieś pytanie to po prostu robisz coś, doświadczenie, badania, obliczenia, coś co jasno sprecyzuje na nie odpowiedź. Gdy naukowcy czegoś nie wiedzą robią wszystko by poznać odpowiedzi. A ja ich nie poznam. Co znaczy ta cholerna litera? Nie jest skrótem od jego imienia czy nazwiska. Był D. od samego początku? Przecież ja poznałam jego rodziców. Jego mama robi pyszny pudding. Jeśli był D. od początku, dlaczego zabrał mnie do swojego domu? A jeśli nim nie był poczuł się aż tak zraniony, że chciał mi zrobić to samo? Zrobił to, bo myślał, że go zdradziłam? Może Jess mu wmówiła, że to zrobiłam. Ale ja przecież go nie zdradziłam. Pamiętasz? Pamiętasz imprezę u Jona?
-Prowokuję? Harry ja cię nie prowokuję- powiedziałam głosem niewiniątka, chociaż wiedziałam, że nie do końca mam rację.
-Doskonale wiesz, że to robisz i wiesz, co się stanie zaraz.
-Co niby się stanie?
-To- powiedział i przyciągnął mnie do siebie gwałtownie, po czym przycisnął swoje wargi do moich. Trwało to jakąś sekundę, bo odepchnęłam go od siebie natychmiast a moja dłoń wędrowała prosto na jego policzek jednak się z nim nie zderzyła, bo Harry zdążył się uchylić i szybko złapał moją rękę, przez co przyciągnął mnie do siebie.
-Oszalałeś?! Co ty sobie do cholery wyobrażasz? Dlaczego chciałeś to zrobić?!- warknęłam i znowu odepchnęłam go od siebie.
-Ty też tego chcesz- odpowiedział o wiele spokojniej niż ja.
-Nie chcę! Poza tym na dole siedzi mój chłopak, który martwi się właśnie, dlaczego tak długo nie wracam!- nigdy w życiu nie mogłabym nikogo zdradzić. Nigdy nie pocałowałabym innego. Po prostu umarłabym później przez ogromne wyrzuty sumienia.
-Prawie dostałem wtedy w twarz za to, że chciałem skraść ci całusa- powiedział, gdy tak samo jak ja przypomniał sobie, co się wtedy wydarzyło.
-Nie mogłam cię wtedy pocałować, nawet jeśli chciałam.
-A chciałaś?- miałam wrażenie, że tylko to do niego dotarło.  Że wtedy chciałam się z nim całować. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie teraz.
-Nie wiem. Ale nie o to mi chodzi. Ja po prostu nie umiałabym zdradzić. Nikogo. Dlatego pozwoliłam ci mnie pocałować dopiero na imprezie halloweenowej, gdy już nie byłam z Jessem. Ale nie wcześniej- mówiłam a on zamiast mnie słuchać próbował mnie pocałować. Położyłam, więc dłonie na jego barkach, odepchnęłam od siebie i przycisnęłam do fotela. Postanowiłam przejść do sedna, bo Harry i tak mnie nie słuchał i był już w swoim świecie. -Męczą mnie te pytania. Zadałam mu je a on je zignorował a ja byłam wtedy tak przejęta tym żeby namówić go do wycofania zarzutów, że nie naciskałam na niego. Miałam misję do wykonania i skoro nie chciał mi powiedzieć to trudno. Ale teraz żałuję, że nie byłam bardziej stanowcza. Sama siebie skazałam na to życie w niewiedzy. Może mogłabym mu coś wyjaśnić. Skoro przyszedł do mnie sam... A ja go nie wpuściłam. Później ty go pobiłeś... Wszystko się tylko skomplikowało i tak pokręciło, że już nikt tego nie odkręci. Podsumowując, pytania bez odpowiedzi to mnie właśnie męczy. Teraz twoja kolej. I nie ma wykręcania się. Wyrzuć to z siebie- Harry patrzył na mój biust. Jego dłonie wylądowały na moim tyłku. Jego umysł był już dawno w krainie erotycznych fantazji.
-Ale ja nie mam czego z siebie wyrzucać.
-Wiem, że masz. Powiedz to tak jak ja powiedziałam. Poświęć temu chwilę, ostatnią chwilę i więcej o tym nie mów i nie myśl.
-Okej, ale może zawrzemy umowę?- zapytał a mi na myśl przyszły same nieprzyzwoite rzeczy.
-Jaką?
-Ty też nie będziesz się zadręczać- odparł, czym mnie zaskoczył. Myślałam, że wyskoczy z czymś zboczonym a on podszedł do sprawy poważnie. Gdy uniósł głowę i spojrzał mi w oczy zrozumiałam, że Harry wcale nie ma głowy gdzieś w chmurach. Wcale nie myśli teraz o seksie mimo że starał się pokazać, że to właśnie robi. On po prostu nie chciał mówić o tym co go trapi.
-Zgoda- powiedziałam. Doskonale wiedziałam, że to tak nie działa i ani on ani ja nie zapomnimy o tym tak po prostu. Nikt przecież nie posiada magicznego pstryczka w głowie, który można by przełączyć, kiedy się chce o czymś zapomnieć. Ale to całe zadręczanie się do niczego nie prowadziło, jedynie przeszkadzało w normalnym życiu. No i ja miałam chyba teraz nieco łatwiej. Bądź, co bądź Chloe nieco rozjaśniła mi wszystko i odpowiedziała, chociaż na część pytań. Wiedziałam już czym D. się kierowało, poznałam powody. Oczywiście wciąż nie wiedziałam chociażby co znaczy ta głupia litera, ale i tak moja wiedza na ten temat się poszerzyła.
-Jestem po prostu zły na siebie. Przeze mnie ktoś kto cię krzywdził uniknie kary. Jak zwykle to ty uratowałaś mnie. Poświęciłaś się dla mnie- to głupie z jego strony, że próbował wszystko, co go trapi zamaskować postawą napaleńca. Ale cieszyłam się, że mimo wszystko wyrzucił z siebie to, co leżało mu na sercu. Najdziwniejsze było jednak to, że nie słowa zdjęły z jego twarzy maskę. To spojrzenie, jakim mnie obdarzył, to jego oczy sprawiły, że zupełnie się odsłonił.    
-To bzdura- powiedziałam natychmiast.
-To prawda- jego głos nagle stał się niższy i tak bardzo przepełniony bólem i poczuciem winy, że nie mogłam uwierzyć w to, że chwilę temu wydawało mi się, że Harry próbuje mnie uwieść.
-Mylisz się- powiedziałam i ujęłam jego twarz w dłonie tak by musiał patrzeć mi w oczy. -I nie rób ze mnie jakieś świętej Matki Teresy. Nie wiem czy uwierzysz czy nie, ale ostatnio doszłam nawet do wniosku, że cieszę się, że tak wyszło. Cieszę się, że uniknę tego całego szumu wokół tej sprawy. Najważniejsze, że on nic już nie zrobi.
-Nie wierzę ci i szczerze? Mam nadzieję, że mówisz to tylko po to żeby mnie pocieszyć, bo jeśli nie, jeśli naprawdę się cieszysz to powinienem cię chyba w tym momencie pilnie umówić z Philem, bo zdecydowanie potrzebujesz rozmowy z psychologiem- powiedział i dostał za to ode mnie cios prosto w żebra. -Poza tym właśnie o to chodzi, że nie wiemy czy on znowu czegoś nie zrobi. Gdyby został ukarany przez sąd byłbym spokojniejszy.
-Nie zrobi. Dałam mu jasno do zrozumienia, że jeśli jeszcze kiedyś się do mnie odezwie od razu go oskarżę, zagroziłam, że wytoczę ciężkie działa i powiem, że to przez niego kiedyś się cięłam, że chciałam umrzeć będąc pod wpływem jego wiadomości. Wiesz ile lat więzienia grozi stalkerowi, jeśli osoba, którą nęka zrobi sobie przez niego krzywdę?- to było niesamowite, z jaką łatwością ja mogłam mówić o tym, że chciałam się zabić i z jakim trudem Harry mógł mnie słuchać. Momentalnie cały się spiął i wyglądał tak jakbym właśnie wyrwała mu serce.
-Wiem i to kurewsko straszne, że wiem coś takiego.
-Kurewsko straszne?- zapytałam i uśmiechnęłam się do niego. Chciałam nieco rozładować atmosferę.
-Tak. I chujowe. Pojebane. Popierdolone- mówił i opanowując uśmiech zrobił pauzę. Ostatnie słowo, które miało podkreślić jego frustrację, wypowiedział po polsku. –Kurwa.
-To okropne, że kurwa było pierwszym słowem, którego się nauczyłeś mówić w moim ojczystym języku.
-Ale to słowo jest najlepsze. Wiesz, że czasami, gdy przeklinam wpadam w ciąg wypowiadania tego słowa?
-Wiem- przyznałam a on się szczerze uśmiechnął.
-Nawet w myślach, gdy się denerwuję. Kurwa to najlepsze przekleństwo świata. Poza tym nie zapominaj, że to ty powtarzałaś to tak często, że nauczyłem się tego zanim w ogóle zaczęliśmy ze sobą rozmawiać.
-Powtarzałam, bo wszyscy chcieli żebym ich tego nauczyła. Poza tym nie moja wina, że podsłuchiwałeś, o czym rozmawiam z innymi- powiedziałam i uniosłam znacząco brew do góry. Harry się zaśmiał a ja wiedziałam, że mimo nagłej poprawy naszych nastrojów muszę wrócić do głównego tematu. –Skarbie, ale już na poważnie, nie martw się. Nie przejmuj się tym, że wycofałam oskarżenia. Jesse musiałby być nienormalny gdyby znowu coś napisał albo w ogóle zrobił.
-Musiałby? Ali on jest nienormalny. I to o wiele bardziej niż ja- jego słowa mnie zabolały. Jak mógł o sobie tak myśleć?
-Ty nie jesteś nienormalny. Nie chcę żebyś tak o sobie mówił. Nie myśl tak.
-Ludzie bez problemów nie chodzą do psychologa.
-No właśnie. Bez problemów. Ty jesteś po prostu nieco problematyczny, ale nie jesteś jakiś psychiczny tak jak Jesse. Nie jesteś nawet tak pokręcony jak ja a nie uważam, że jestem jakaś nienormalna- przeważnie. Czasami zdarzało mi się zachowywać jakbym miała nierówno pod sufitem, ale czy na tym świecie jest ktoś, kto przez cały czas zachowuje się normalnie?
-A ja się czasami zastanawiam czy aby na pewno nie bark ci piątej klepki- powiedział i widziałam, że mimo wszystko ma już lepszy humor. Oczywiście za karę wbiłam mu palec w żebra, bo wiedziałam, że nienawidzi, gdy tak robię.
-Jesse jest świadomy tego, że mu się upiekło. Gdybym udowodniła, że doznałam przez niego fizycznej krzywdy mógłby iść siedzieć i to na całe lata więc nawet jeśli mnie nienawidzi wątpię by chciał aż tak ryzykować. No i to przecież nie jest tak, że nie spotkała go żadna kara. Ty i tak dałeś mu popalić. Obrobiłeś mnie.
-Zawsze będę cię bronić, zawsze cię obronię- powiedział. Patrzył mi w oczy, złapał moją dłoń i brzmiał tak jakby właśnie to mi przysięgał.
-Wiem. Dlatego czuję się tak bezpiecznie przy tobie- czując nagłą potrzebę bycia jeszcze bliżej niego przytuliłam go i dosłownie utonęłam w jego ramionach. Co prawda nogi mi zdrętwiały od tak długiego siedzenia na nim, ale w tej chwili to nie miało znaczenia.   
-To może zabrzmieć mało męsko, ale ja też czuję się bezpiecznie przy tobie. Pod naprawdę wieloma względami.
-Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się, że tak mówisz- przyznałam i zostawiłam niewinnego całusa na jego policzku. Dla niego było to jednak za mało. Ujął szybko moją twarz w dłonie i gwałtownie naprał swoimi ustami na moje. Zrobił to w taki sposób jakbyśmy nie widzieli się kilka miesięcy, jakby wrócił z dalekiej podróży. Był to pocałunek pełen miłości, ale też tęsknoty. Pełen pożądania i wdzięczności. Całowaliśmy się w tak niesamowity sposób w akompaniamencie niesamowicie pięknej piosenki. Wcześniej nie zwracałam uwagi na to, co leci w radio, ale ta chwila była wyjątkowa i miałam wrażenie, że wszystkie moje zmysły są wyostrzone.
-Keep with me forward all through the night- zaśpiewał prosto w moje usta a ja się zaśmiałam.
-To jedna z moich ulubionych piosenek- oznajmiłam wsłuchując się w słowa, moim zdaniem jednego z najpiękniejszych i zarazem najsmutniejszych utworów w historii muzyki.
-Moich też.
-Wiesz, że ten utwór wcale nie należy do Cyndi Lauper? Oryginał należy do...
-Julesa Sheara- dokończył i obdarzył mnie zapierającym dech w piersi uśmiechem.
-Może to dziwne, ale uważam, że niesamowicie romantycznie byłby się kochać przy tej piosence- powiedziałam a on tylko mi się przyglądał.
-Mam dla ciebie niespodziankę- powiedział nagle po chwili milczenia. –Wiem, że nie tak łatwo jest się odciąć od tego, co nas męczy, ale naprawdę chcę żebyś przestała się zadręczać. Ja też zrobię wszystko żeby o tym nie myśleć i wydaje mi się, że nam się to uda i będzie łatwiej niż myślimy. Chciałem ci powiedzieć jutro, bo zabieram cię na obiad, ale nie chcę już czekać. Dzwonili do mnie w sprawie naszego domu. Znaleźli pięć posiadłości. Spełniają nasze wymagania. Jesteśmy umówieni z agentem nieruchomości i za trzy dni lecimy do LA.
-Serio?- to była świetna nowina! I dość zaskakująca, bo jeszcze niedawno nie było żadnej pasującej oferty a nagle znalazło się ich aż pięć!
-Serio. Chciałem żeby to była niespodzianka, bo już ustaliłem wszystko z Olivią a ona z innymi.
-Ale jest coś jeszcze, widzę. Nie uśmiechaj się tak tylko mi powiedz- ponagliłam go widząc jak oczy mu błyszczą. Była jeszcze jedna niespodzianka.
-Dwie wille są tutaj w Nowym Jorku i je będziemy oglądać jutro po obiedzie. Wiem, że ustaliliśmy, że chcemy zamieszkać w LA, ale wiem też, że chętnie zostałabyś tutaj- powiedział a ja zarzuciłam mu ręce na szyję i przyciągnęłam do siebie tak gwałtownie, że niechcący naparłam plecami na kierownicę i zatrąbiłam przyprawiając nas o zawał.
-Ja... Nie wiem, co powiedzieć. Ale nie mogę się doczekać. Kocham cię, bardzo, bardzo mocno- mówiłam ściskając go najmocniej jak potrafiłam. W końcu wszystko miało się ułożyć. Tak naprawdę. Mieliśmy kupić dom, w którym chcieliśmy założyć rodzinę. Pod względem zawodowym też wszystko układało się po naszej myśli. Najważniejsze, nie było już D. W tamtym momencie byłam szczęśliwa i czułam, że wszystko mi się uda. Miałam wspaniałego męża, planowaliśmy założyć prawdziwą rodzinę, miałam niesamowitych i oddanych przyjaciół, miałam pracę, którą uwielbiałam. W tamtej chwili nie myślałam o problemach. Musieliśmy ruszyć dalej. Uciekliśmy w środku nocy i pełni nadziei obiecaliśmy sobie, że przestaniemy się zadręczać czymś, na co nie mamy już wpływu. Całą noc jeździliśmy po mieście planując. Planowaliśmy wszystko. Jak będzie wyglądać nasza sypialnia, jak będą wyglądać nasze poranki i wieczory, planowaliśmy Boże Narodzenie, które spędzimy w gronie najbliższych, planowaliśmy jak urządzimy pokój naszego małego skarbu, planowaliśmy dosłownie wszystko. Zachowaliśmy się jak dwójka zakochanych ignorantów planując przyszłość zupełnie zapominając o czymś niesamowicie istotnym. Aby powstał pożar potrzebna jest choćby jedna, mała iskra. Zapomnieliśmy, że niektórzy mimo tego, że wyrządziliśmy im krzywdę wciąż próbują nas ostrzec. Nawet, jeśli złamaliśmy czyjeś serce. Wielokrotnie. Z premedytacją. Niektórym wciąż na nas zależy, nawet jeśli na to nie zasługujemy. Ale jesteśmy zbyt zaślepieni sobą i naszymi planami by umieć to w porę dostrzec. Otwieramy oczy dopiero jak jest już za późno na ratunek...

*fragment piosenki All Through The Night (tłumaczenie: dzisiejszej nocy zróbmy krok do przodu)


Heeej!
Cytat z początku rozdziału pochodzi z piosenki Getaway Car (ta piosenka tak pasuje do tego ff, że to aż nierealne!!). Tutaj dodaję jego tłumaczenie:
Bo jeśli mam Ciebie, jeśli masz mnie
Nie potrzebujemy niczego innego wcale
Śpimy cały dzień, jeździmy całą noc
Szukając miejsca, by nazwać je naszym własnym
Tylko ta jedna noc, kiedy świat jest nasz, skarbie

Tylko dwoje dzieciaków w samochodzie do ucieczki
Fragmenty piosenki które pojawiają się w rozdziale pochodzą z utwory Anything's Possible Lei Michele.
Następny rozdział pojawi się jeszcze w maju XD
Do osoby, która przeniosła się tutaj: mi Wattpad często się psuje i ogólnie go nie ogarniam :( Mam nadzieję, że uda i się na niego wrócić i tam będziesz czytać bo tutaj zaniedbuję notki a w notkach czasami piszę coś ważnego XDDD