piątek, 24 lipca 2015

Burn With You




Uwaga!! 
Cóż było to raczej do przewidzenia no ale napiszę to oficjalnie:
POWSTANIE DRUGA CZĘŚĆ OPOWIADANIA!!











Druga część 'Turn To Stone' nazywać się będzie tak jak tytuł tego posta czyli 'Burn With You'!
Nie wiem kiedy dodam tutaj pierwszy rozdział (myślę, że tak ok. 10 sierpnia) bo planuję małe zmiany w wyglądzie bloga i takie tam, no i chcę mieć już coś napisane zanim zacznę dodawać XD No i muszę dodać w końcu wszystko na Wattpada bo strasznie się ociągam z tym XD
Jeśli chodzi o spoilerki to pojawi się wiele nowych postaci, które pochodzić będą z Glee, nie zmienię im nawet imion i nazwisk XD Tak, pojawi się Kurt, Blaine i inni choć nie wiem jak ważne to będą postacie XD 
Więcej nie spoileruję XD
Mam też prośbę, chodzi o zwiastun :) Chciałabym zrobić zwiastun, ale nie umiem XD Jeśli ktoś ma czas i chęci to przyjmę każdą pomoc!
Na koniec chcę wszystkim podziękować bo to dzięki Wam powstanie 2 część!!!




PS I love youuuuuuu <3 


czwartek, 16 lipca 2015

Epilog





Let's take a better look
beyond a story book
and learn our souls are all we own
before we turn to stone...



-Obrót i... koniec- powiedziała Cassie a ja złapałam powietrze jakbym łapała mój ostatni oddech. Byłam wykończona. Wykończona i totalnie dumna z siebie. Spojrzałam w wielkie lustro i uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Wyszło mi! W końcu załapałam te wszystkie kroki! Pożegnałam się z Brody'm i poszłam do szatni. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, umalowałam i w momencie kiedy zamierzałam wyjść wpadłam na Cassandrę.
-Dzisiaj było nieźle- powiedziała i mogłam przysiąc, że widzę cień uśmiechu na jej twarzy.
-Dziękuję- powiedziałam i uśmiechnęłam się od ucha do ucha robiąc wszystko by nie zacząć skakać z radości jak debil. Kobieta wywróciła oczami, prychnęła pod nosem i z wysoko podniesioną głową weszła z powrotem na salę by przeprowadzić zajęcia dla studentów. „Było nieźle” w ustach Cassie brzmi niemal tak samo jak „Zatańczyłaś wspaniale, zjawiskowo. Jesteś świetna, wręcz genialna” od mistrzyni świata w we wszystkich stylach tańca. Cassandra July była najbardziej surową nauczycielką jaką było mi dane spotkać w życiu. Nasze początki nie były łatwe, tym bardziej, że mam przecież dwie lewe nogi, o które umiem się potknąć po prostu idąc prostą drogą. A raczej miałam. Byłam dla niej totalną ofiarą losu i gdyby nie to, że ktoś kazał jej mieć te zajęcia, gdybym była zwykłą studentką pewnie wyleciałabym na stałe z jej zajęć już w pierwszym tygodniu. Ale dzięki Bogu ja nie byłam studentką i mogłam liczyć na pewne przywileje. Kiedy wyszłam na zewnątrz czułam się naprawdę dobrze. Zawsze po tych zajęciach tak się czuję. Blondynka może i daje mi w kość, czasami mam wrażenie, że się nade mną znęca, ale chyba tego potrzebuję. Porządnego wycisku. Potrząsnęłam energicznie głową bo przecież nie miałam czasu by stać pół dnia i po prostu rozmyślać o moich lekcjach tańca. Wyjęłam telefon z torebki i wybrałam odpowiedni numer.
-Ali czekam już- odezwał się głos w słuchawce.
-Już?- udałam zaskoczenie i mimo, że wiedziałam, że mnie teraz nie widzi spojrzałam na zegarek jakbym naprawdę nie wiedziała, która jest godzina.
-Dlaczego to ja zawsze czekam na ciebie?- zapytał i westchnął najgłośniej jak potrafił by pokazać mi jak bardzo jest niezadowolony.
-Cassie mnie dzisiaj pochwaliła!- powiedziałam przejęta totalnie ignorując jego pytanie, udając, że było ono czysto retoryczne.
-Serio?! Kochanie! Coś ty wyprawiała? Podwójne salto w tył czy co?
-Nie wiem, chyba była dumna bo w końcu nauczyłam się kroków- odpowiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Jestem z ciebie dumny, ale powiedz mi lepiej jak długo będę na ciebie czekał.
-Dwadzieścia, no góra trzydzieści minut. Wiesz, że odprawiłam Jasona a dzisiaj jest tak ładnie, że stwierdziłam, że się przejdę.
-Jest z tobą Steve?
-Tak, idzie koło mnie i chyba nie jest zadowolony, że musi iść, wolałby jechać- powiedziałam patrząc na mojego ochroniarza, który szedł obok mnie i cały czas coś marudził pod nosem, ale byłam tak zajęta tym, że mamy piękny dzień, że postanowiłam to zignorować.
-Okej. W takim razie czekam na ciebie i cieszę się zabrałem książkę, nie będzie mi się nudzić pani spóźnialska- powiedział, ale wiedziałam, że nie jest zły. Po prostu mnie znał.
-Jesse będę już kończyć- oznajmiłam kiedy w moim kierunku zaczęły iść dwie nastolatki.
-Okej, w takim razie czekam. Uważaj na siebie- powiedział poważnie.
-Jak zawsze.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też- powiedziałam i się rozłączyłam.
-Ali możemy prosić o zdjęcie?
-Oczywiście- odpowiedziałam i się uśmiechnęłam starając się rozładować jakoś stres, który malował się na twarzach dziewczyn. -Jak macie na imię?
-Victoria i Aria- odpowiedziała jedna z nich a ja wzięłam od niej telefon i podałam go mojemu ochroniarzowi.
-To jest Steve- powiedziałam kiedy ustawiłam się między nimi.
-Uśmiech- powiedział ten wysoki facet na co ja wyszczerzyłam się szeroko. Po kilku sekundach mężczyzna oddał dziewczynom ich telefon.
-Miło było was poznać- powiedziałam a odchodząc pomachałam im na pożegnanie. Spojrzałam na Steva, któremu chyba już przeszło i nie dąsał się na mnie i zaczęliśmy iść w stronę restauracji, w której czekał na mnie mój chłopak.
-Dzisiaj jest naprawdę ładnie- powiedział po chwili ochroniarz a ja szłam i rozkoszowałam się ciepłem. Nowy Jork był taki piękny i stanowczo, z ręką na sercu mogłam powiedzieć, że to było moje miejsce na Ziemi. Niektórzy mówią, że to zimne, betonowe miasto z czym nie mogłam się zgodzić, a już na pewno nie mogłam się zgodzić w tak piękny, wiosenny dzień. Szłam przed siebie i rozmyślałam o tym, że mam już do końca dnia wolne, zaczęłam się zastanawiać jak je wykorzystać kiedy usłyszałam pisk. Początkowo nie zareagowałam, w końcu to Nowy Jork. Tu hałas jest czymś normalnym. Szłam przed siebie patrząc pod nogi. I wtedy uniosłam głowę i spojrzałam przed siebie. I nie mogłam w to uwierzyć to widzę. Stanęłam na środku chodnika bo moje nogi nagle odmówiły mi posłuszeństwa. Patrzyłam przed siebie, patrzyłam na niego. Na niego stojącego pośrodku grupy dziewczyn. Nie widziałam go tyle czasu... Steve coś do mnie powiedział, ale nie miałam pojęcia co bo go nie słyszałam. Jedyne co do mnie docierało w tej chwili to to, że go widzę i patrzę mu w oczy. Że mimo, że pozuje do zdjęcia patrzy prosto na mnie. Że widzę te piękne, zielone oczy, które wyglądają tak samo jak kiedyś, które nie zmieniły się nawet w jednym procencie. Stoję w bezruchu jakbym nagle zapuściła korzenie i wrosła w ten chodnik a on powoli zaczyna iść w moim kierunku i zatrzymuje się naprzeciwko mnie. Dzieli nas dosłownie metr a w jego oczach widzę wszystko, każdą pojedynczą emocję. Nie rozumiem dlaczego zamiast go ominąć i iść przed siebie po prostu stoję i patrzę w jego oczy. Nie rozumiem dlaczego nie mogę pohamować uśmiechu, który pojawia się na mojej twarzy. Nie rozumiem tego dziwnego ukłucia w brzuchu kiedy on niepewnie odwzajemnia mój uśmiech. Nie rozumiem co się właśnie dzieje ani dlaczego czuję to co czuję. A czuję wszystko. Patrzę na niego i wiem, że jest tak samo zaskoczony i zdezorientowany jak ja. Nie mogę zrozumieć dlaczego jego spojrzenie i jego uśmiech wywołują we mnie tak wiele emocji. Nie rozumiem dlaczego w ogóle się uśmiecham. Żadne z nas nie wie co zrobić, żadne z nas się tego nie spodziewało. Mięliśmy się już nigdy nie zobaczyć… Dopilnowałam tego tak samo jak on. Oboje nie chcieliśmy się już nigdy w życiu spotkać jednak zamiast tego stoimy na środku Nowego Jorku, patrzymy na siebie a ja wiem, że to nie jest sen. To rzeczywistość. Stoję, patrzę na niego i czuję się zagubiona jak jeszcze nigdy w życiu. A wszystko przez jedno spojrzenie w te zielone oczy, wszystko przez jeden uśmiech tego pięknego chłopaka z motylem na brzuchu… 

Spójrzmy głębiej
Za opowieść
I nauczmy się, że nasze dusze są wszystkim, co mamy
Zanim obrócimy się w kamień...






Nie wierzę, że dodaję epilog.
Dokładnie 2 lata temu, 16 lipca 2013 roku dodałam tutaj prolog a dziś dodaję epilog...
Dziękuję każdej osobie, która odwiedziła mojego bloga!
Dziękuję, za każdy komentarz, za każde miłe słowo!
Wiem, że chyba wszystkie chcecie część 2 ale ja serio jeszcze się nieco waham dlatego po prostu dodam post tutaj na blogu czy będzie kontynuacja czy nie, chociaż jestem bardziej nastawiona na tak bo jakoś tak chyba nie umiem jeszcze (po tych 2 latach) pożegnać się z Ali :) 
Piosenka, którą dodałam na początku już raz pojawiła się w opowiadaniu i była inspiracją dla niego. Cytaty z początku i końca pochodzą z tej właśnie piosenki i ten drugi jest tłumaczeniem pierwszego. W ogóle pamiętacie w którym momencie opowiadania dodałam ją za pierwszym razem? 
Okej, dzisiaj nie będę się niepotrzebnie rozpisywać.
Chcę Wam tylko jeszcze raz za wszystko podziękować!


PS I love you <3

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 55





***HARRY***



Pojechałem do niej od razu. Nie zatrzymałem się do zdjęć, nie podpisałem żadnego autografu. Po prostu pobiegłem do samochodu gdy tylko przeszedłem odprawę. Wiedziałem, że jej tam nie ma ale mimo tego jak zwykle biegłem do niej. Miałem nadzieję? Nie. Nie miałem głupiej i chorej nadziei, że kiedy tam wejdę ona tam będzie. Nie rzuci mi się na szyję, nie powie, że tęskniła, nie zrobi tego co robiła zawsze kiedy do niej wracałem. Bo jej tam nie ma. Powtarzałem to sobie w głowie non stop, od momentu kiedy wsiadłem na pokład samolotu powrotnego do Londynu. Ale moja wyobraźnia była poza moją władzą i nie umiałem jej kontrolować. To nie była moja wina, że kiedy jechałem windą, kiedy odkluczałem jej mieszkanie moja wyobraźnia sama podsuwała mi takie obrazy do głowy. A kiedy wszedłem do środka moja wyobraźnia musiała zderzyć się ze ścianą w postaci rzeczywistości. Kiedy otworzyłem drzwi i wszedłem do środka na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało tak jak zawsze. Zdjąłem buty i najpierw poszedłem do łazienki umyć ręce. Zawsze musiałem umyć ręce od razu po powrocie. Wiedziałem, że ma na tym punkcie obsesję. Odkręciłem wodę i okazało się, że w mydelniczce nie ma mydła, spojrzałem w prawo- brak ręcznika. Nie ma jej. Zrozum to wreszcie. To koniec. Ona odeszła- słyszałem w swojej głowie przez co poczułem jak w ustach robi mi się sucho. Zakręciłem wodę, dłonie wytarłem w spodnie i szybko poszedłem do kuchni. Nie wiem na co liczyłem kiedy tam wszedłem, ale po przeszukaniu szafek szybko zorientowałem się, że jest w nich pusto. Po co miała coś w nich zostawiać? Po co miałaby cokolwiek zostawić? W ogóle po co tu przyjechałem? Na co liczyłem? Że po tym wszystkim nasza historia zakończy się happy endem? Że będzie jak w romantycznym filmie? Gdyby ona tu została… Gdyby została ze mną świadczyłoby to tylko o jednym. Musiałaby być chora psychicznie. Bo kto normalny chciałby ze mną być? Kto chciałby ze mną zostać po tym wszystkim? Po każdej rujnującej jej psychikę akcji? Po każdej chorej awanturze, którą urządziłem? Byłem potworem nie zasługującym na nikogo a już na pewno nie na nią.

-Ej… Co jest?- zapytałem chociaż doskonale znałem odpowiedź. Podszedłem do niej i odwróciłem w swoją stronę kładąc dłonie na jej tali.
-Jutro wyjeżdżasz- praktycznie wyszeptała.
-Tylko na cztery dni.
-Nie lubię kiedy tam latasz- powiedziała głośniej a ja doskonale wiedziałem dlaczego nie lubi kiedy tam latam.
-Wiesz, że muszę- powiedziałem starając się zabrzmieć uwodzicielsko. Skarbie pora odwrócić twoją uwagę od smutnych spraw.
-Wiem ale to nie zmienia faktu, że wolałabym, żebyś był tutaj- wymruczała cicho i zamierzała odwrócić się ode mnie dlatego nachyliłem się nad nią i początkowo planowałem ją po prostu pocałować. Byłem tu już tak długo a wciąż nie dała mi prawdziwego buziaka jednak kiedy zauważyłem, że w kąciku jej ust jest odrobinka sosu wpadłem na lepszy pomysł. Przejechałem w tym miejscu delikatnie językiem, całą swoją siłę wkładając w to, żeby jej nie pocałować co było cholernie trudne widząc, że ona też tego chce. Miała przymknięte powieki i liczyła na to, że ją pocałuję. Ale jeszcze nie teraz. Teraz skarbie muszę cię rozbawić.
-Pyszne- wyszeptałem a ona nieudolnie próbowała się na mnie zezłościć. Zamiast tego otrzymałem to na czym mi zależało. Zaczęła się śmiać.

Nie mogłem dopuścić do tego, żeby te wszystkie wspomnienia zaczęły napływać mi do głowy dlatego pośpiesznie wyszedłem z kuchni i zamierzałem wyjść z mieszkania. Wyjść i nigdy więcej nie wracać.  Zamiast tego poszedłem do salonu. Jak skończony idiota poszedłem tam licząc na to, że zobaczę choćby ślad jej obecności. Ale kiedy się rozejrzałem doszło do mnie, że wszystko wygląda tak jakby jej nigdy tutaj nie było. Nie znalazłem nawet plamy na dywanie. Plamy od soku, który wylała.

-Nie wiedziałam, że lubisz tę piosenkę.
-To dziwne, że jestem chłopakiem i mam na iPodzie taką piosenkę?- zapytałem nieudolnie chcąc jakoś zmienić tor tej rozmowy.
-Nie… Może trochę, cóż playlista Nialla jest nieco inna…
-Wiem, pożyczył mi kiedyś jak nie miałem mojego…
-Dlaczego ją masz?- zapytała doskonale wiedząc, że nie zgrałem akurat tej piosenki ot tak. Przez przypadek.
-Bo ją lubię- odpowiedziałem chociaż nie miałem jej tylko przez to, że to była naprawdę dobra piosenka. Ta piosenka była jak kartka z mojego pamiętnika. W naszej historii to ja byłem Upiorem. To ja robiłem jej krzywdę. To ja byłem tym złym i wiedziałem, że nie zapomnę o tym nigdy. Mimo tego, że starałem się odpuścić w mojej głowie ciągle jest to całe zło, które wyrządziłem. Ale ta piosenka jest… Ta piosenka pokazuje, że nawet największy potwór ma uczucia… Że nawet taki demon może mieć swojego anioła, który go ratuje. -Usłyszałem ją jak pożyczyłem kiedyś twoją mp4… Kojarzy mi się z tobą. Z nami… Tak jakby umiem się z nią utożsamić- powiedziałem szczerze a ona patrzyła na mnie tak, że nie miałem pojęcia o czym myśli.
-Kocham cię- wyszeptała po chwili.
-She saw my loneliness…- zacząłem śpiewać otwierając się przed nią, będąc jednocześnie zalewany niewyobrażalnym poczuciem winy…

Mogłem jej powiedzieć. Mogłem to zrobić tyle razy. Mogłem to zrobić choćby wtedy. Świadomość, że ona mi ufa a ja jestem powodem przez który tak wiele zła spotkało ją w życiu powodowała, że nie umiałem żyć spokojnie. Zawsze kiedy myślałem, że udało mi się zepchnąć poczucie winny gdzieś w głąb podświadomości wszystko wracało ze zdwojoną siłą. Miałem tyle okazji żeby się przyznać. Tyle razy mówiłem jej, że mnie zostawi a ona za każdym razem zapewniała, że będzie ze mną na zawsze. Ale ja ją znałem i wiedziałem, że odejdzie gdy się dowie. Bałem się powiedzieć prawdę nawet jeśli dała mi siebie zaraz po tym jak skrzywdziłem ją fizycznie. Jak pokazałem prawdziwą twarz. Kiedy pokazałem jaki jestem naprawdę. Wróciła wtedy do mnie chociaż powinna mnie zostawić. Powinienem powiedzieć jej wtedy wszystko, powinienem kupić bilet powrotny do domu i dać jej żyć w spokoju. Ale jak miałem to zrobić w momencie kiedy z całej siły starała się mnie zapewnić, że mnie kocha, że ze mną jest, że ze mną zostanie? Jak miałem powiedzieć to wszystko w momencie kiedy czułem się tak okropnie? Kiedy nie mogłem wytrzymać sam ze sobą i jedynym powodem dla którego się wtedy trzymałem była ona? Byłem samolubny pozwalając jej mnie wtedy pocieszać. Nie powinienem trzymać tego wszystkiego w tajemnicy. Nigdy nie powinienem tego zrobić ale skoro byłem na tyle straszny powinienem jej to powiedzieć. Powinienem ją uświadomić. Milczenie było najgorszą opcją, którą musiałem wybrać. Dlatego teraz umieram. Dlatego dostałem to na co zasługiwałem a chcąc się katować jeszcze bardziej poszedłem do jej sypialni… I to właśnie tam poczułem prawdziwa pustkę. Zniknęły zdjęcia, jej ulubione książki, płyty… Zniknęło wszystko i wtedy spojrzałem na parapet. Miejsce gdzie przesiadywaliśmy godzinami… Dostrzegłem pudełko. Byłem tchórzem bo bałem się do niego podejść. Bałem się bo wiedziałem co jest w środku. Nie chciałem tego wszystkiego widzieć. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech i wtedy przed oczami zobaczyłem jedno ze wspomnień, które nawiedzało mnie praktycznie codziennie odkąd zostałem sam.

-Proszę, wyjdź i daj mi spokój- powiedziała a we mnie zaczynało się wszystko gotować.
-A jeśli nie wyjdę… Wyrzucisz mnie? Zaczniesz na mnie krzyczeć? To nie zadziała. Wyrzucisz mnie siłą? Uwierz mi, że nie masz szans, jestem od ciebie o wiele silniejszy…- nie chciałem, żeby to zabrzmiało jak groźba ale po prostu chciałem żeby w końcu dotarło do niej, że mimo tego, że tak bardzo mnie odpycha ja nie dam jej spokoju. A już na pewno nie kiedy wiem co sobie robi. -Powiedz mi coś. Dlaczego każdy może się do ciebie zbliżyć tylko nie ja?
-Nie wiem o co ci chodzi- powiedziała cicho a ja miałem wrażenie, że naprawdę nie wie do czego zmierzam.
-Weźmy na przykład dzisiejszy dzień. Za każdym razem gdy się do ciebie zbliżyłem ty natychmiast zwiększałaś między nami odległość. Ale gdy ten palant do ciebie zagadał ty aż promieniałaś- byłem na nią o to zły. Unikała mnie. Cały czas to robiła a gdy zagadał do niej obcy koleś zachowywała się inaczej.
-Dlaczego go obrażasz? Poza tym ja byłam dla niego uprzejma, to wszystko.
-Wyglądało to tak jakby ci się spodobał- cały czas patrzyliśmy sobie w oczy a ja już nie kontrolowałem tego co mówię.
-Coś ci się uroiło. On był uprzejmy dla mnie, to i ja byłam dla niego, proste.
-Nawet nie wiesz jak on się na ciebie gapił. Ty też się na niego gapiłaś!- podniosłem głos i miałem gdzieś, że brzmię jak zazdrosny wariat. Tak Ali! Jestem o ciebie zazdrosny!
-Harry przestań. A nawet jeśli by mi się spodobał to co ci to tego?!
-Hmm, no nie wiem, nie wiem dlaczego polubiłaś tego debila a mi wykrzyczałaś prosto w twarz, że mnie nienawidzisz!- praktycznie wykrzyczałem będąc tak blisko niej, że czułem jej oddech na twarzy.
-Harry…ja…
-Naprawdę mnie nienawidzisz?!- wykrzyczałem i wtedy zrobiłem coś pod wpływem tych wszystkich emocji, które tkwiły we mnie już od dłuższego czasu. Złapałem ją w talii, przyciągnąłem do siebie i wpiłem się w jej usta zanim w ogóle zdążyłem się zorientować co robię. Ale robiłem to. Mimo jej chwilowego oporu zaczęła to odwzajemniać, rozchyliła wargi, pozwalając na to bym mógł poczuć smak jej ust. Przycisnąłem ją do siebie mocno i robiłem to o czym co noc marzyłem. Co noc leżąc w łóżku wyobrażałem sobie tę chwilę, a w momencie kiedy to się działo okazało się, że moje wyobrażenia były niczym w porównaniu z tym jak było w rzeczywistości. Pierwszy raz w życiu pragnąłem kogoś pocałować aż tak bardzo i pierwszy raz w życiu czułem coś takiego całując drugą osobę. Nigdy nawet przez myśl nie przeszło mi to, że można czuć się tak cudownie, tak przyjemnie i jednocześnie nadal tak niepewnie. Z totalną obawą i niechęcią przerwałem pocałunek i delikatnie sunąc ustami po linii jej szczęki dotarłem do ucha. Tak bardzo bałem się jej odpowiedzi. -Proszę, powiedz, że kłamałaś. Że nie czujesz do mnie jedynie nienawiści…
-Harry, masz rację, kłamałam i to co wykrzyczałam… To nie było prawdą- szepnęła po kilku sekundach, które dłużyły mi się niemiłosiernie. A kiedy usłyszałem jej odpowiedź po prostu pragnąłem jej najbardziej na świecie dlatego przejechałem językiem po jej dolnej wardze i otrzymując jej pozwolenie kolejny raz zacząłem ją całować w końcu tak naprawdę czując, że się w niej zakochałem.

Miałem dość. Czułem, że zwariuję, że naprawdę sam sobie nie poradzę. Nieważne gdzie pójdę, co zrobię wszystko kojarzy mi się z nią. Nie mogłem zamknąć oczu bo za każdym razem mój umysł robił wszystko, żeby mnie katować kolejnym wspomnieniem o niej. Nie miałem już siły, ale zamiast wyjść stamtąd, jechać do baru i narąbać się do nieprzytomności usiadłem z pudełkiem na łóżku i je otworzyłem. Pierścionek, który dałem jej w Boże Narodzenie. Wisiorek, który dostała ode mnie na urodziny. Miś, którego zrobiłem dla niej własnoręcznie. Ususzona róża. Cała masa zdjęć naszych wspólnych zdjęć. Listy, które pisałem do niej, kiedy mieliśmy nie widzieć się kilka dni albo kiedy chciałem po prostu sprawić jej przyjemność opisując każdą jej zaletę. Jej egzemplarz umowy najmu, drugi, mój, był w LA. Pieniądze. Dużo pieniędzy. Klucze do mojego domu. Oddała mi praktycznie wszystko. A kiedy przeglądałem te wszystkie rzeczy spojrzałem na puste miejsce obok mnie i zobaczyłem coś co mnie dobiło. Włos. Jej włos. Poza pudełkiem nie zostawiła po sobie śladu. Mieszkanie wyglądało tak jakby nikt w nim nigdy nie mieszkał. I wtedy zobaczyłem jedyny prawdziwy dowód jej obecności. Nie coś co chciała zostawić tylko coś co świadczyło o tym, że jeszcze nie tak dawno tu była. A kiedy sobie to uświadomiłem nie wytrzymałem. Wstałem ale zamiast wyjść usiadłem na podłodze z wisiorkiem i pierścionkiem w jednej dłoni, z naszym zdjęciem w drugiej i zacząłem płakać. Nie miałem już siły. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i jak ostatni debil wykręciłem jej numer chociaż wiedziałem, że nie odbierze, że się nie dodzwonię. Ona odeszła. Na dobre. Przez mnie. Wyrządziłem jej tak wielką krzywdę…  Jak mogłem jej to zrobić? Tak ranić, niszczyć a na koniec zastraszać! Jak mogłem ją zastraszać w tak ohydny sposób?! Po tym co się wydarzyło? Po tym jak targnęła się na swoje życie?

-Ona się nigdy nie zamyka…- powiedział Niall a ja poczułem jak moje ciało robi się całe jakby było z waty. Boże ona się zamknęła. Cały czas każdy jej powtarzał, że musi zamykać drzwi! Liamowi raz fanka ukradła bokserki, przecież każdy mógł wejść do jej pokoju i zabrać co chciał. A ona mimo tego zawsze zostawiała pokój otwarty. I postanowiła zamknąć się teraz? Niewiele myśląc naparłem na drzwi całym ciałem. Miałem przeczucie. Bałem się. Niall mi pomógł. Zaczął uderzać o drzwi tak samo jak ja i nagle coś strzeliło a my praktycznie wpadliśmy do środka. Przez ułamek sekundy miałem chorą nadzieję, że naskoczy na nas, że spała, zapyta co wyprawiamy a wtedy ja wezmę ją w objęcia, przytulę i nigdy w życiu nie puszczę. Ale to się nie stało. W pokoju było ciemno, światło świeciło się tylko w łazience. Wszedłem tam a kiedy to zrobiłem czułem się tak jakbym stał nad przepaścią, nagle ziemia zaczęła osuwać mi się spod nóg a ja spadam.
-Boże Ali!- krzyknąłem zrozpaczony i podbiegłem do niej. W wannie było pełno krwi, ona się nie ruszała, była przerażająco blada i wtedy wziąłem ją na ręce a w chwili kiedy to zrobiłem wszystko do mnie dotarło. Wcześniej bałem się do tego przyznać. Na początku oszukiwałem sam siebie. Później oszukiwałem też ją. W momencie kiedy ją pocałowałem wiedziałem, że się w niej zakochałem. Że jakiś cud sprawił, że zakochałem się w dziewczynie, którą obwiniałem o całe zło jakie mnie w życiu spotkało. Ale w momencie kiedy wyciągnąłem ją z wody byłem pewny, że ją kocham. Że jest dla mnie wszystkim. Że zrobię dla niej wszystko. A ona się nie budzi. Ona się nie rusza. Ona nie oddycha. A ja ją kocham… I w tym momencie czuję, że będę ją kochał już zawsze.

Uratowałem ją raz. Jeden jedyny raz kiedy to ja uratowałem ją. Kiedy było prawie za późno. Kiedy myślałem, że ją straciłem. Raz, który wydarzył się prawie za późno bo powinienem ją uratować w momencie kiedy zobaczyłem ją z żyletką w dłoni. Ona ratowała mnie setki razy. Ratowała mnie codziennie. Codziennie od nowa. Wypełniała pustkę, sprawiała, że nie czułem się tak cholernie samotny. Czułem się potrzebny. Czułem się kochany. A teraz jej nie ma. Nie ma jej w moim życiu. A ja siedzę na środku jej pokoju i nie widzę nic oprócz niej. To ona mnie ratowała a teraz jestem sam. Bez niej nie umiem istnieć i patrząc na jej zdjęcie błagam, „niech mnie ktoś ocali bo jestem zmieszany i zagubiony, zraniony i na kolanach. Niech mnie ktoś ocali bo jestem posiniaczony i potłuczony zraniony i błagam, proszę”* chociaż wiem, że nie zasłużyłem na ocalenie. Nie zasłużyłem na nic poza tą cholerną pustką i samotnością, na którą sam siebie skazałem. Na którą zasłużyłem. Jej życie to teraz oddzielna linia. Ona nie chce mnie znać. Nie chce mnie w swoim życiu i wcale jej się nie dziwię. Mój skarb nie jest już mój. Moja Ali mnie nienawidzi. A ja ją kocham. I w tym momencie czuję, że będę ją kochał już zawsze...



*Cytat pochodzi z piosenki z Save Me dodanej przeze mnie na samym początku rozdziału i dokładnie w oryginale brzmi tak:
Somebody save me
Cause I'm confused and lost
And hurt and on my knees
Somebody save me
Cause I'm bruised, and knocked
And hurt and begging please





Nie wierzę, że to piszę ale właśnie dodaję rozdział 55, ostatni. (Oczywiście jeśli chodzi o tę część jest ostatni XD)
Na początek piosenka śpiewana przez Toma Howe'go pod tytułem Save Me! Poznałam ją rok temu dzięki reklamie "Lekarzy" których nawet nie oglądałam XD No i oczywiście moim zdaniem jest piękna i wręcz idealnie wpasowuje się do opowiadania! Była inspiracją dla tego rozdziału tak jak Breathe Again dla poprzedniego. 
Przed nami już tylko epilog, który będzie naprawdę krótki (ten rozdział wyszedł mi na 4 strony i 2 linijki XD), tak ze strona, góra 2 więc dodam go raczej szybko :)
A teraz jeśli chodzi o część 2 to decyzję podejmę po opublikowaniu epilogu. Napiszę wtedy o tym albo w notce pod epilogiem albo stworzę oddzielny post :) 
Dziękuję Adzie za komentarz pod ostatnim rozdziałem! Aduś kocham Cię <3
Ogólnie na 196 wyświetleń poprzedniego rozdziału tylko Aduś skomentowała i nie powiem, zrobiło mi się troszeczkę przykro... :( No ale cóż, wierzę, że pod tym pojawią się chociaż 2 komentarze XD W końcu jestem optymistką! XD
Ogólnie miałam problem z pisaniem tego rozdziału bo zawsze piszę z perspektywy Ali i tylko raz napisałam kawałek oczami Nialla i miałam teraz taki mętlik w głowie, że nie mogłam się zdecydować jak to wszystko ma wyglądać. Nie wiedziałam jakie wspomnienia wybrać żeby pokazać je z perspektywy Harrego bo kurde ciężko jest coś wybrać jak opowiadanie ma 543 strony :D No ale napisałam co napisałam, wybrałam te wspomnienia a nie inne i mam nadzieję, że dałam radę! Serio, dziwnie pisać nie jako Ali XD
Czuję, ze coś jeszcze miałam powiedzieć ale nie pamiętam co XD
Przepraszam za błędy!
Proszę o komentarze!
Dziękuję za wszystko!

PS I loveeee yoooouuu!! <3