wtorek, 27 października 2015

Rozdział 7




Krzątałam się w kuchni próbując wszystko ogarnąć. Jesse wracał z Londynu i postanowiłam zająć się nim tak jak na to zasługiwał. Zrezygnowałam z zaproszenia go do knajpy i postanowiłam zrobić dla niego obiad sama. Niestety wieczorem miałam próbę, bo jakimś cudem udało się w końcu ogarnąć salę, ale w grę wchodziły tylko wieczory. Dodatkowo za nieco ponad dwa tygodnie musiałam lecieć do LA, bo w końcu Olivia znalazła mi stylistkę. Kurt musiał „zostawić tę fuchę”, bo na uczelni i poza nią miał coraz więcej do roboty i nie mógł jeszcze zajmować się szukaniem ciuchów dla mnie. Bo o ile, jeśli chodziło o moje codzienne stylizacje nie było wielkiego problemu, sama kupowałam sobie ciuchy stosując się do rad przyjaciela, no i przecież idąc do spożywczego nie musiałam ubierać się nie wiadomo jak, o tyle na czerwonych dywanach czy udzielając wywiadów lub pokazując się publicznie gdzieś gdzie mieli być paparazzi musiałam wyglądać dobrze. A niestety ani ja ani Kurt nie mięliśmy czasu siedzieć i wyszukiwać najnowszych kiecek od Diora czy Chanel, które nie tylko pasowałyby do mnie, ale także do rodzaju wydarzenia, na którym miałabym się w takich kreacjach pokazać. Od tego był ktoś taki jak stylista i po długich miesiącach odrzucania kolejnych kandydatów Liv powiedziała, że znalazła w końcu kogoś idealnego. To nie tak, że byłam jakaś mega wybredna, ja po prostu, po pierwsze, nie chciałam zaliczyć żadnej wpadki nawet udając się na zwykłe zakupy, a po drugie, świadomość tego, co zaczęłam planować spowodowała, że zamierzałam wyglądać idealnie zawsze i wszędzie by w razie spotkania Harry’ego czuć się pewnie w swojej skórze. Może było to nieco płytkie a nawet głupie, ale między innymi wygląd był kiedyś powodem tego, że się krzywdziłam. Nienawidziłam siebie, własnego ciała, twarzy i teraz to uległo zmianie. To nie tak, że uważałam się za piękność. Nie. Uważałam jednak, że wyglądam zdrowo, dzięki uprawianiu sportu miałam ładną sylwetkę, miałam ładną cerę, polubiłam własną twarz a nawet mój niezgrabny nos. Uważałam, że jestem inna niż wszyscy, że się wyróżniam i zaczęłam postrzegać to jako atut, nie wadę. Długo zajęło mi przestawienie się z myślenia o sobie źle na myślenie o sobie dobrze i to, że czułam się dobrze w swojej skórze, że między innymi dzięki Cassie i jej lekcjom tańca byłam bardziej świadoma własnego ciała, to sprawiało, że zaakceptowałam siebie i stałam się o wiele bardziej pewna siebie. I mój jedyny problem polegał na tym, że kiedy spotkam Harry’ego ta pewność może wyparować a ja nie mogłam na to pozwolić. Dlatego zawsze chciałam wyglądać najlepiej jak tylko mogłam. By móc i przy nim czuć się pewnie, by widział zadbaną, wysportowaną, pewną siebie kobietę a nie wrak, cień człowieka, który kiedyś zostawił. Chciałam, aby wystarczyło mu spojrzenie na mnie żeby to wszystko zobaczył, żeby dotarło do niego, że teraz jestem silna a nie słaba jak kiedyś.
-Puk, puk- usłyszałam tuż przy uchu, przez co podskoczyłam i pisnęłam będąc wyrwaną z moich rozmyślań.
-Nie ładnie się tak skradać- powiedziałam odwracając się do niego.
-Nie skradałbym się gdybyś zamykała się na klucz- zanim zdążyłam odpowiedzieć Jesse przycisnął swoje wargi do moich jednak nie był to normalny pocałunek. On po prostu cmoknął mnie w usta i kiedy się ode mnie odsunął miałam wrażenie, że jest zły.
-Tęskniłam za tobą- powiedziałam i czekałam na jego reakcję. Chłopak przyglądał mi się przez chwilę, po czym wypowiedział słowa, przez które moje nogi zrobiły się dziwnie zwiotczałe.
-Naprawdę? A może wcale nie tęskniłaś, bo byłaś zajęta kimś innym.
-Słucham?- zapytałam za głośno.
-Ali nie udawaj głupiej. Wiem, z kim się widziałaś- oczywiście, że wiesz… Ale ja zamierzam trzymać się planu i udawać, że nie mam pojęcia, o kim mówisz.
-Przecież wiesz, że traktujemy się z Niallem jak rodzeństwo- powiedziałam udając zaskoczenie. Właściwie tylko w połowie musiałam je udawać, bo tak naprawdę byłam zaskoczona. Przede wszystkim tym, że Jesse przeszedł do sedna sprawy od razu. Na ogół nie był tak… bezpośredni?
-Nie mam na myśli Nialla.
-Chodzi ci o Paula?- zapytałam po chwili kiedy to udawałam, że się zastanawiam.
-Nie, nie chodzi o Paula- powiedział i chyba pierwszy raz odkąd byliśmy razem był na mnie zły. Bo tak właściwie nie umiałam sobie przypomnieć jakiejkolwiek naszej kłótni.
-Mówisz o Harrym- „przypomniałam” sobie w końcu wcześniej udając, że naprawdę nie nad tym zastanawiam.
-Tak, mówię o Harrym, twoim byłym chłopaku, którego spotkałaś a nawet z nim rozmawiałaś i nic mi o tym nie powiedziałaś.
-Przepraszam, ale zapomniałam- starałam się mówić przyjaźnie. Nie chciałam się z Jessem kłócić, wolałam realizować mój plan i przed wszystkimi grać obojętność jaką podobno odczuwałam w stosunku do Harry’ego, obojętność pomieszaną z nutką nienawiści. W rzeczywistości pałałam do niego czystą nienawiści z nutką czegoś, o czym nie zamierzałam myśleć, ale na pewno nie była to obojętność, przez co byłam na siebie niewyobrażalnie zła… a nawet wkurwiona.
-Zapomniałam? Ali to nie jest błahostka.
-No przecież mówię, że przepraszam. Ale jak go spotkałam to… Myślałam, że coś poczuję, złość albo coś takiego. Ale ja nie poczułam nic. Jakbym spotkała kogoś, kogo widziałam dwa razy w życiu na jakiejś imprezie… Jakby był znajomym znajomego. I jakoś tak to spotkanie spłynęło po mnie nie wywierając żadnego wrażenia, że zapomniałam, że to się w ogóle wydarzyło.
-I dlatego z nim rozmawiałaś? Dlatego się do niego uśmiechałaś?- Jesse był zazdrosny. Chyba pierwszy raz odkąd byliśmy razem był tak naprawdę zazdrosny, albo po prostu pierwszy raz tego nie krył.
-Rozmawiałam z nim pół minuty, bo tak wypadało a uśmiechałam się głównie dlatego, że staliśmy wśród tłumu gapiów i jakbyś jeszcze nie zdążył się zorientować moje życie nie jest zupełnie normalne. Nie zawsze mogę zachowywać się tak jakbym chciała. Gdybym była „normalna” przeszłabym obok niego udając, że go nie znam. Ale nie mogłam tak zrobić skoro wszyscy wokół nas robili zdjęcia, słuchali o czym rozmawiamy i czekali na sensację. Zachowałam się kulturalnie i jak cywilizowany człowiek, nie urządziłam żadnej szopki, bo wiem, że muszę zachowywać się dobrze, przede wszystkim w sytuacjach takich jak ta. Jestem osobą publiczną i chyba zdążyłeś już zauważyć, że tylko w domu mogę zachowywać się tak jak chcę, kiedy gdzieś wychodzę muszę zachowywać się dobrze, muszę się uśmiechać nawet, jeśli nie mam na to ochoty, Harry także. Za nim łazi jeszcze więcej ludzi, więc to logiczne, że nie urządziliśmy żadnej sensacyjnej szopki, tym bardziej, że Harry Styles jest mi zupełnie obojętny i przywitanie się z nim a nawet krótka rozmowa nie jest dla mnie niczym ważnym, ani wartościowym- mówiąc to starałam się brzmieć na urażoną tym, że Jesse mógł pomyśleć, że celowo go okłamałam. Była to prawda i chłopak miał prawo do tego by się na mnie złościć, ale wolałam to wszystko obrócić tak by wyszło na to, że serio zapomniałam mu wspomnieć o spotkaniu Harry’ego.
-Ali nie denerwuj się, po prostu…- zaczął wyraźnie poruszony tym, co powiedziałam, ale postanowiłam mu przerwać.
-Po prostu co?
-Po prostu zażądałaś od agencji, wytwórni i wszystkich by go nigdy więcej nie spotkać a tymczasem go spotkałaś i nic mi o tym nie powiedziałaś.
-Nie powiedziałam, bo wypadło mi to z głowy. A jeśli chodzi o to żądanie to po tym spotkaniu to odwołałam- powiedziałam patrząc prosto w jego oczy, w których znowu zaczęła pojawiać się złość.
-Co takiego?
-No odwołałam. Harry jest mi obojętny i nie muszę go unikać. A skoro nie muszę unikać jego to oznacza, że mogę się częściej spotykać z Niallem, bo w końcu będziemy mogli pojawiać się w tych samych miejscach razem- wytłumaczyłam powoli i jakoś tak… dobitnie.
-Zamierzałaś mi o tym powiedzieć?
-Oczywiście, że tak, ale nie od razu, minutę po tym jak tu wszedłeś. Nie jest to taka pilna sprawa żeby od razu o tym mówić. Jesse powiedziałabym ci wszystko, ale zaczynanie naszej rozmowy słowami: hej, jak ci minęła podróż? Jakiś czas temu spotkałam Harry’ego i dzięki temu spotkaniu zrozumiałam, że jest mi totalnie obojętny, dlatego odwołałam ten głupi punkt w umowie, który tylko utrudniał wszystkim życie…
-Mogłaś powiedzieć mi o tym choćby przez telefon- Jesse był zły jednocześnie wydając się w pewnym sensie usatysfakcjonowany.
-Ale zapomniałam, okej? Nie wydaje ci się, że mamy ważniejsze tematy do rozmów niż Harry.
-Może i mamy, ale jeśli chodzi o Harry’ego to ty nic mi nie mówisz. Nic. W ogóle nic mi nie powiedziałaś o was. Nigdy nie naciskałem na ciebie, bo wiedziałem, że Harry cię skrzywdził, ale nigdy nie wymusiłem na tobie byś powiedziała co się naprawdę wtedy stało. Nie wiem dlaczego, czy mi nie ufasz na tyle by o tym mówić czy jest jakiś inny powód, ale kiedy zobaczyłem w Londynie wasze zdjęcia to się po prostu wkurzyłem, bo dowiedziałem się tego zupełnie przypadkiem a nie od ciebie- powiedział szczerze. –A teraz mówisz, że tak nagle istnieje szansa, że znowu się spotkacie.
-Przepraszam. Naprawdę miałam ci powiedzieć, ale zapomniałam. Sam wiesz jakie mamy zalatane życie. Ten punkt odwołałam właściwie ze względu na Nialla, bo istnieje teraz szansa, że będziemy się widzieć częściej niż raz na trzy miesiące. A jeśli chodzi o to dlaczego rozstałam się z Harrym…- wiem, że Jesse zasługiwał na to by wiedzieć, zasługiwał na szczerość, którą sam mi dawał, ale jakaś siła sprawiała, że nie umiałam się przed nim otworzyć tak jak powinnam. -A jeśli chodzi o to, że nie powiedziałam ci dlaczego się z Harrym rozstałam… To nie tak, że ci nie ufam czy coś… Ja po prostu chcę to wyprzeć z pamięci, nie chcę o tym myśleć a tym bardziej mówić. Poza tym ja się chyba tego wstydzę… Bo on mnie upokorzył. Sprawił, że chciałam zamknąć się w domu i nigdy więcej z niego nie wychodzić i naprawdę musiało minąć sporo czasu żebym mogła go spotkać i patrząc na niego czuć obojętność- miałam wyrzuty sumienia, bo czułam się tak jakbym go naprawdę oszukiwała. Nie chciałam się z nim sprzeczać, dlatego nie za bardzo wiedząc co mam zrobić po prostu go przytuliłam i ku mojej uciesze Jesse odwzajemnił mój uścisk.
-Ali ja nie chcę żebyś myślała, że naciskam na ciebie, bo chcę żebyśmy powiedziała co się wtedy stało. Ja po prostu chcę żebyś wiedziała, że cię kocham i możesz mi powiedzieć wszystko, możesz mi ufać- wypowiedział wprost w moje włosy a ja tylko wtuliłam się w niego mocniej.
-Wiem i chcę żebyś miał świadomość, że ci ufam. Tylko po prostu ta sprawa jest chyba zbyt trudna… No i chcę żebyś ty ufał mi…- wcale nie powinnam tego mówić. Bo o ile ja wiedziałam, że mogę darzyć go zaufaniem i wiedziałam, że mogę powierzyć mu swoje sekrety, o tyle Jesse nie był świadomy tego wszystkiego. Nie tylko mojej przeszłości, ale także, a może przede wszystkim, przyszłości, w której ponownie miało znaleźć się miejsce dla chłopaka, który mnie tak skrzywdził. Zamierzałam wpuścić Harry’ego do swojego życia tylko po to by się na nim zemścić i byłam świadoma tego, że sama się tym pragnieniem zemsty nakręcałam tak mocno, że momentami leżąc w łóżku i planując wszystko nie zastanawiałam się, jakie to będzie miało konsekwencje, bo poza zranieniem Harry’ego mogłam zranić także Jesse’ego, mimo że tego nie chciałam.
-Ufam ci Ali, oczywiście, że tak jest. Po prostu… Nie ważne. Chcę tylko żebyś wiedziała, że zawsze możesz mi powiedzieć o wszystkim i tak właściwie to nie wiem czy zdajesz sobie w ogóle z tego sprawę, ale mimo tego, że jesteśmy razem już całkiem długo to wciąż jesteś dla mnie zagadką. Czasami jesteś radosna, pogodna, przytulasz się do mnie, całujesz mnie i wtedy czuję, że naprawdę nam to wyjdzie, ale innym razem potrafisz być nieco oziębła wręcz oschła i wiem, że robisz to nieświadomie, ale odrzucasz mnie i to mnie martwi- nie miałam pojęcia, dlaczego kiedy to mówił w moich oczach pojawiły się łzy. A może doskonale wiedziałam dlaczego zachciało mi się płakać, ale wolałam nie dopuszczać tego do swojej świadomości. -I wiem dlaczego taka jesteś. Wiem, że to przez niego. Pamiętam ciebie kiedy byłaś z nim i pamiętam, jaka byłaś wtedy. On cię zmienił Ali i chcę żebyś była świadoma, że ja to wiem. Może nie wiem co dokładnie zrobił, ale wiem, że cię zranił i to bardzo i dlatego wyskoczyłem z tą rozmową tak od razu. Po prostu nie dawało mi to spokoju, bo nie chcę żebyś się z nim spotykała a jeśli już go widzisz to chcę żebyś mi o tym mówiła. Nie wymagam od ciebie tego, że mi się zwierzysz, ale chcę żebyś mówiła, że go widziałaś, nawet, jeśli tobie to spotkanie wydaje się nieistotne, okej? Tym bardziej, że właśnie mi oznajmiłaś, że do takich spotkań może dochodzić częściej- powiedział już zupełnie łagodnie i nieco się ode mnie odsunął żeby na mnie spojrzeć.
-Yhym- wymruczałam jedynie, podczas gdy on starł łzy z moich policzków.
-Ali nie płacz… Dlaczego płaczesz?
-Nie wiem...- bo wiem, że jesteś dla mnie za dobry i boję się, że cię skrzywdzę a nie chcę tego. Nie chcę cię skrzywdzić, bo sama doskonale wiem jak to jest być zranioną przez ukochaną osobę. Chcę cię w końcu pokochać całym sercem, bo na to zasługujesz, ale nie wiem, naprawdę nie wiem czy kiedykolwiek będę umiała ci to dać.
-Nie chciałem cię zdenerwować. Ja się po prostu martwię, bo spotkałaś się z kimś, kto cię odmienił i trochę się wystraszyłem, że mogło to na ciebie źle wpłynąć.
-Jesteś dla mnie za dobry- wiedziałam, że to prawda. Był dla mnie za dobry i miał mnie za kogoś lepszego niż naprawdę byłam.
-Ali nie gadaj tak, bo też zacznę ci tu ryczeć a to byłaby niezła szopka- powiedział i uśmiechnął się do mnie, przez co i ja uśmiechnęłam się do niego i pierwszy raz poczułam coś w rodzaju wątpliwości związanych z moim planem by się zemścić.
-Widziałam już jak płaczesz, kiedy oglądaliśmy…- zaczęłam, ale on momentalnie mi przerwał.
-Nie przypominaj mi tego, okej?
-Ale to było słodkie- widząc jego minę na mojej twarzy pojawił się naprawdę szeroki uśmiech.
-Błagam, zamilcz kobieto i więcej mi o tym nie przypominaj.
-Każesz mi milczeć a ja mam niespodziankę dla ciebie… No, ale skoro mam milczeć to już nic nie mówię…
-Niespodziankę?- zapytał nieco podejrzliwie uśmiechając się szeroko. –W takim razie odwołuje to, co powiedziałem wcześniej.
-Masz szczęście, że nie mogę się doczekać żeby ci o tym powiedzieć, inaczej bym ci tego nie powiedziała jeszcze przez tydzień. Pamiętasz tę mega ważną sesję dla „TeenVogue’a”?
-Tak…
-Wiesz, że miałam ją mieć z modelem?
-W sumie chyba nie wiem- przyznał a ja wywróciłam oczami, bo przecież kiedyś pół godziny rozmawiałam na ten temat z Olivią, a Jesse był świadkiem tej rozmowy.
-No to już wiesz i uwaga, załatwiłam, że tym modelem będziesz ty!- powiedziałam a jemu oczy prawie wyleciały z oczodołów.
-Ali ja… Ja nie mogę…- wiedziałam, że zacznie protestować.
-Możesz a teraz przestań być w szoku tylko mi pomóż, bo zaraz nasz obiad będzie średnio zjadliwy- powiedziałam i starałam się przestać w końcu myśleć o Harrym, bo to nie on był teraz moim chłopakiem. Jesse zasługiwał na wszystko co najlepsze i musiałam się w końcu wziąć w garść.

***

Informacja o tym, że Jesse weźmie udział ze mną w sesji zamroczyła mu umysł tak bardzo, że właściwie nie gniewał się na mnie więcej i dziękował dosłownie codziennie aż do dnia kiedy w końcu polecieliśmy do LA by wziąć w niej udział. Wieczorem spotkaliśmy się z Zaynem i był to pierwszy raz kiedy Malik widział nas, jako parę dlatego nieco się tym stresowałam. Oczywiście obaj panowie znali się bardzo dobrze, ale mimo wszystko bałam się, że coś pójdzie nie tak, że Zaynowi się coś wymsknie, albo, że ja powiem coś głupiego. Oczywiście moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne i nie czułam między nimi, czy ogólnie między naszą trójką jakiejkolwiek niezręczności. Rano natomiast zjawiliśmy się z Jessem na planie, który był po prostu piękny. Sesja odbywała się w plenerze, na pięknej łące a nie w zimnym, bezuczuciowym studio. Dzień był idealny, było ciepło, wiał przyjemny, delikatny wiatr. Wszystko było utrzymane w niesamowicie romantycznym klimacie a moje stylizacje były niezwykle dziewczęce i idealnie wpasowywały się w ogólną koncepcję fotografa. Makijaż był subtelny, włosy miałam luźno upięte a ich dopełnieniem był wianek. Przebierałam się kilka razy jednak zawsze zmieniałam białą sukienkę na inną białą sukienkę, ewentualnie z delikatnym, różowym wzorkiem lub koronką, Jesse z kolei nie przebierał się w ogóle, cały czas był ubrany w białą koszulę i jasnobeżowe spodnie. Mimo tego, że właśnie pozowałam dla „TeenVogue’a” właściwie w ogóle tego nie czułam. Wszyscy mimo tego, że byli profesjonalni byli też niezwykle mili i nie czułam jakiegoś większego napięcia, że ta sesja jest najważniejszą, jak na razie, w całej mojej karierze. Do tego obecność Jesse’ego spowodowała, że traktowałam to bardziej jak naszą kolejną randkę niż pracę. Bo co to za praca siedzieć z własnym chłopakiem na trawie, przytulać się do niego, przeczesywać palcami jego włosy i się do niego uśmiechać? Totalnie żadna. Jedynym zmartwieniem był dla mnie fakt, że Jesse zaraz po sesji musiał wrócić do Nowego Jorku a ja zostawałam w Los Angeles. Miałam do załatwienia kilka pilnych spraw w tym poznanie Camile, mojej stylistki. Później miała przylecieć Zuza. To już drugi raz jak przylatywała do mnie do Stanów. Za pierwszym razem pokazałam jej Nowy Jork. Teraz miałyśmy zwiedzać Los Angeles… oraz plan serialu „Pamiętniki Wampirów”.
-Nie wierzę, że po tak długim czasie w końcu kogoś znalazłaś- powiedziałam do Olivii, idąc przed siebie.
-Ja też w to nie wierzę, jestem twoim menadżerem już całkiem sporo czasu i chyba wybór stylistki był najtrudniejszym zadaniem jak do tej pory- Liv spojrzała na mnie spod byka i głośno westchnęła.
-To nie była moja wina. Poza tym przez jakiś czas miałam Kurta i on się w roli mojego stylisty sprawdzał doskonale.
-Cami ma bardzo podobne wyczucie smaku jak Kurt, myślę, że się polubicie a ja już teraz mogę ci zagwarantować, że na pewno będziesz wyglądać dobrze. W ogóle bardzo ładnie dzisiaj wyglądasz, w ogóle ostatnio jakoś tak zawsze świetnie wyglądasz- powiedziała a ja znowu zaczęłam się zastanawiać czy mam ją wtajemniczyć. Ufałam Olivii bardziej niż samej sobie. Wiedziała o mnie praktycznie wszystko, znała powody mojego rozstania z Harrym i wiedziała dużo więcej niż Jesse. Nigdy mnie nie oceniała i zawsze trzymała moją stronę. Mój plan wymagał zdobywania pewnych informacji, których ja sama zdobyć nie potrafiłam. Ale mogła to zrobić Liv. Mogła dowiadywać się gdzie on jest i mogła pomagać mi zaplanować kilka naszych „przypadkowych” spotkań. Nie mogłam jednak poprosić jej o załatwienie mi takich informacji bez wyjaśnienia. Z drugiej strony sama nie wiedziałam czy mam o tym wszystkim rzeczywiście komukolwiek powiedzieć. Ale miałam plan, nieklarowny, ale mimo wszystko był coraz wyraźniejszy i zdecydowałam, że muszę Harry’ego widywać. Musiałam go przekonać, że ze mną jest dobrze, że podniosłam się po tym, co mi zrobił. Ba! Musiałam udawać, że widywanie go mi nie przeszkadza. Musiałam być miła, musiałam się uśmiechać i musiałam sprawić, że sam wpadnie w moją pułapkę.
-Dzięki…- powiedziałam nieco wytracona z równowagi przez własne myśli.
-Ali wszystko porządku?- Olivia często umiała mnie rozgryźć praktycznie tylko na mnie spoglądając.
-Tak… Po prostu muszę z tobą o czymś pogadać.
-Ale teraz? Bo już jesteśmy praktycznie na miejscu- powiedziała i spojrzała na kawiarnię znajdującą się kilkanaście metrów przed nami.
-Nie… Nie teraz, być może nawet nie dzisiaj, ale to bardzo delikatna sprawa.
-Ali to brzmi nieco przerażająco.
-Nie musisz się bać, jeśli o to chodzi, właściwie nie chcę żebyś myślała podczas tej rozmowy jak mój menadżer tylko przyjaciółka. Z resztą, nie ważne- powiedziałam pogodnie i uśmiechnęłam się do niej.
-W takim razie wejdźmy do środka- Liv patrzyła na mnie kilka sekund nieco podejrzliwie, ale kiedy mój uśmiech przekonał ją, że nie musi się martwić moim dziwnym zachowaniem, otworzyła nam drzwi.  
-W ogóle czyj to był pomysł żeby się tu spotkać? Nie wiecie, że nie mogę jeść słodyczy?- zapytałam i spojrzałam na Olivię, która weszła pierwsza i stała z telefonem przytkniętym do nosa odczytując wiadomość.
-Cami będzie za góra dziesięć minut- oznajmiła totalnie ignorując fakt, że spotkania w kawiarniach pełnych ciast, czekoladowych ciast i lodów nie służą dobrze mojej sylwetce.
-Zabawne, że kiedy wychodziłyśmy z hotelu mówiłaś, że się spóźnimy a tymczasem to ona się spóźnia- tym razem to ja dostałam wiadomość, przez co podążałam do stolika za Olivią, nie patrząc pod nogi czy przed siebie. Cóż myślałam, że niezdarności nie da się pozbyć, tymczasem ja szłam pisząc smsa, mając na nogach szpilki i robiłam to tak, że na nikogo nie wpadłam, nie potknęłam się i nikt przeze mnie nie ucierpiał, co dawniej byłoby wyczynem nie z tej planety.
-Gdyby nie ja wciąż siedziałabyś w pokoju rozmawiając przez FaceTime z Kurtem.
-Czepiasz się- powiedziałam i zorientowałam się, że jesteśmy już przy naszym stoliku. Położyłam na nim telefon, odsunęłam krzesło i usiadłam wygodnie czując jak robię się głodna przez te cudowne zapachy, które wręcz atakowały mój zmysł węchu. Przewiesiłam jeszcze torebkę na krześle, uniosłam głowę do góry i spojrzałam przed siebie. A kiedy to zrobiłam zobaczyłam zielone oczy patrzące centralnie na mnie.
-Zaczekamy z zamówieniem na Cami… Ali?- Olivia usiadła naprzeciwko mnie zasłaniając mi osobę, przez którą moje serce zaczęło bić jak szalone. To on. To on. To on.
-Harry- wyszeptałam prawie niesłyszalnie i spojrzałam na Liv.
-Co?- kobieta nie dosłyszała, przez co się pochyliła a ja znowu go zobaczyłam i poczułam się tak jakby ktoś wyssał z pomieszczenia tlen. Harry patrzył mi prosto w oczy i chyba nie wiedział jak ma się zachować. Ma udawać, że mnie nie zna? A co ja mam zrobić? I wtedy on wstał. Zrobił to powoli i niepewnie a do mnie doszło, że przecież sama tego chciałam. Spotykać Harry’ego. Przecież miałam plan. W jednej chwili sama przywołam siebie do porządku a w mojej głowie pojawiła się myśl. On nie może wyjść zanim nie powie mi choćby głupiego ‘cześć’, dlatego wstałam tak samo jak on. Zrobiłam mały kroczek w jego stronę a on wydawał się toczyć walkę z własnymi myślami. Sekundę później spuścił głowę i także zrobił krok w moim kierunku. Dzielił nas metr i mimo tego, że wiedziałam, że to wszystko trwa dosłownie sekundy, czułam jakby właśnie mijała wieczność.
-Hej- odezwałam się pierwsza. Uniosłam głowę wyżej i starałam się wyglądać tak jak to planowałam wyobrażając sobie nasze spotkanie.
-Hej- powiedział tym swoim idealnie zachrypniętym głosem. Byłam zła. Wręcz wściekała na samą siebie za to, że czuję coś, czego nie powinnam. Znowu. Zupełnie jak wtedy, na ulicy w Nowym Jorku. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. W moich wyobrażeniach wszystko miało przebiegać inaczej, miałam być górą. Tymczasem ja stałam i milczałam będąc pod wrażeniem jego osoby. Znowu. On też nie wiedział co powiedzieć i najwyraźniej jeszcze bardziej niż ja nie spodziewał się, że ujrzy mnie w tym mieście, w tej kawiarni.
-To jest Olivia- powiedziałam po chyba godzinie milczenia, przypominając sobie o obecności kobiety, która także wstała i uważnie się nam przyglądała.
-Harry- chłopak wyciągnął w kierunku kobiety rękę i uśmiechnął się nieznacznie.
-Olivia- powiedziała ściskając jego dłoń.
-Liv jest moim menadżerem- i jest zupełnie inna niż ta suka Jess, którą poznałeś aż za dobrze. Poznałeś ją o wiele lepiej niż ja!
-Miło cię poznać. To jest mój przyjaciel Nick- brunet ubrany praktycznie tak samo jak Harry wstał i dopiero wtedy zauważyłam, że tam jest. Nick to jeden z nielicznych przyjaciół, z którymi Harry mnie poznał. Większość jego przyjaciół to przedstawicielki płci pięknej, których nigdy nie zamierzał mi przedstawić.
-Nick, przepraszam nie zauważyłam cię- powiedziałam zupełnie szczerze po tym jak ten przywitał się z Liv.
-Nie szkodzi- mężczyzna uśmiechnął się do mnie przyjaźnie a ja nie pozostałam nieczuła na ten gest i także obdarzyłam go uśmiechem.
-A tak w ogóle, co tutaj robicie? Myślałam, że koncertujecie teraz w Europie, to znaczy Niall coś wspominał jak był u mnie ostatnio- powiedziałam zwracając się do Harry’ego i włożyłam całą siłę jaką posiadałam w to, żeby uśmiech nie zniknął z mojej twarzy. Nie podejrzewałam, że spotkanie Harry’ego drugi raz będzie równie ciężkie jak za pierwszym razem tym bardziej, że przecież byłam na nie w pewnym sensie przygotowana. Ale nic nie było łatwiejsze i musiałam udawać, że czuję się w jego towarzystwie pewnie i komfortowo, tak jak to planowałam. A kiedy Harry dosłownie zmierzył całą moją sylwetkę totalnie się nie kontrolując, uświadomiłam sobie, jak jestem ubrana, że mam na sobie szpilki, które wydłużają moje nogi i sukienkę, która podkreśla talię naprawdę poczułam się pewniej. Do tego mój makijaż był idealny, nie za mocny jednak kryjący wszelkie niedoskonałości, moje włosy także wyglądały świetnie, bo dzień wcześniej spędziłam całe trzy godziny u fryzjera, farbując je, podcinając nieznacznie i regenerując, dzięki czemu, choć mogło wydawać się to nieco głupie, naprawdę świadomość tego, że wyglądam tysiąc razy lepiej, niż kiedy Harry zostawił mnie w swoim mieszkaniu, wychodząc wtedy i zostawiając wrak człowieka, sprawiła, że poczułam się pewniej. A jeszcze więcej pewności dodało mi jego spojrzenie, bo miałam wrażenie, że nie może przestać na mnie patrzyć.
-Koncertowaliśmy, ale teraz mamy koniec części europejskiej- powiedział powoli z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Z mojej nie znikał delikatny uśmiech, który kosztował mnie więcej niż wszyscy zebrani wokół mnie mogliby przypuszczać.
-I jesteś, to znaczy jesteście, w LA na urlopie- bardziej stwierdziłam niż zapytałam a Harry w końcu obdarzył mnie uśmiechem. Delikatnym. A ja miałam ochotę uderzyć go z całej siły w twarz. Nienawidziłam go, ale ten uśmiech… Ten uśmiech też powinnam znienawidzić. Dlaczego to było takie trudne? Wiedziałam, że dobrze odgrywam rolę, którą sama sobie przypisałam. Ale tak było na zewnątrz. Byłam spokojna, pewna siebie z głową podniesioną wysoko. W środku cała drżałam od nadmiaru wszystkich emocji, stałam przed nim będąc miażdżona przez jego spojrzenie, jego usta, jego dłonie a nawet jego włosy, których kosmyk opadł mu na czoło a ja walczyłam sama ze sobą by tego kosmka nie odgarnąć tak jak robiłam to tysiące razy wcześniej. I doskonale wiedziałam jak Harry to lubił. Uwielbiał, kiedy przeczesywałam palcami jego włosy, bo jakimś cudem go to odprężało a kiedy skradał mi pocałunki kochałam za nie ciągnąć i wiedziałam, że on też to kochał… Stop! Skąd wiesz czy rzeczywiście tak było? Czy nie udawał wszystkiego, nawet tego, że lubi twój dotyk? Z drugiej strony chyba nie można udawać czegoś takiego, nie można udawać aż tak dobrze, nie można być aż tak przekonującym, prawda?
-A ty? Co ty, wy, tutaj robicie?- zapytał siląc się na przyjazny ton. Dlaczego wyglądał tak dobrze?
-My niestety jesteśmy tutaj nie by odpoczywać, ale by pracować.
-Cóż nasza przerwa też się wkrótce kończy i czeka nas powrót na trasę.
-Słyszałem Ali, że ty także niedługo zamierzasz koncertować po Stanach- zwrócił się do mnie Nick a ja zwróciłam uwagę na jedno słowo. Także. Nie pytałam Nialla o ich koncerty, ale Nick udzielił mi właśnie bardzo ważnej informacji. One Direction będzie koncertować po Stanach dokładnie w tym samym czasie co Ali Rose.
-Tak, zamierzam o ile wcześniej nie umrę od nadmiaru problemów, które wyskakują dosłownie codziennie- powiedziałam i zobaczyłam jak Harry cały się spina. Nie lubił kiedy żartowałam sobie w ten sposób. Spojrzał na mnie tak dziwnie, że się ugięłam i spuściłam głowę w dół. Sekundę później stwierdziłam jednak, że nie mogę ulegać sile jego spojrzenia, dlatego pewnie uniosłam głowę a na moją twarz jakimś cudem spadło pasmo włosów. Uniosłam dłoń by je odgarnąć i wtedy spojrzenie Harry’ego powędrowało na mój nadgarstek, na którym widniał tatuaż i kiedy go zobaczył na jego twarzy przez chwile malowało się zdziwienie i coś jeszcze. Coś, czego nie umiałam zdefiniować.
-Może będę teraz nieco niekulturalny, ale jeśli jednak ich dożyjesz to chcę się na jeden wprosić- oznajmił pogodnie Grimshaw.
-Oczywiście, wpraszaj się, choć takimi rzeczami zajmuje się Liv- spojrzałam na kobietę, która wyglądała tak jakby analizowała dosłownie każde nasze słowo.
-Skontaktuję się z tobą- powiedziała uśmiechając się i patrząc na Nicka, po czym zwróciła się do mnie- A jeśli chodzi o obowiązki to Ali nie przyszłyśmy tutaj na pogawędki tylko musimy obgadać jeszcze…
-Wiem, wiem.
-My też już was nie zagadujemy- powiedział szybko Harry a ja poczułam ból w sercu. Wielki i niczym niezakłócony ból spowodowany świadomością tego, co chcę zrobić. Naprawdę chcę go skrzywdzić? Naprawdę będę potrafiła to zrobić? Przecież spotkanie z nim jest dla mnie potwornie trudne. Odżywają wspomnienia i dosłownie wszystkie uczucia i emocje.
-Wiedzą panowie już co zamówią?- zapytała nagle wysoka dziewczyna, która dosłownie zmaterializowała się obok nas.
-Tak, właśnie chciałem iść zamówić…- zaczął Harry a my razem z Olivią posłałyśmy i jemu i Nickowi uśmiech, po czym usiadłyśmy przy swoim stoliku. Liv w żaden sposób nie skomentowała tego co się właśnie wydarzyło wiedząc, że nie jest to najlepszy moment zwłaszcza, jeśli on ciągle siedział przy stoliku za nią, centralnie naprzeciwko mnie. Po chwili dołączyła do nas Camile i naprawdę robiłam wszystko żeby skupić się na tym, o czym rozmawiały kobiety. Naprawdę się starałam, ale nic nie mogłam poradzić, że za każdym razem jak Olivia zupełnie nieświadomie przesuwała się na prawo odsłaniała jego i za każdym razem nasze spojrzenia się odnajdywały. Nie chciałam się na niego gapić, ale samo tak jakoś wychodziło, że przyłapałam się na tym, że tak naprawdę szukam jego spojrzenia niemalże w desperacji. I wiedziałam, że nie jest to jednostronne. Harry robił dokładnie to samo. Po prostu gapił się na mnie, dlatego o skupieniu się na tym, o czym rozmawiały kobiety nie było mowy. Harry samą swoją obecnością mnie dekoncertował a jego oczy dodatkowo mnie rozpraszały. I o ile ja starałam się udawać, że nasze spojrzenia krzyżują się przypadkiem, o tyle on cały czas po prostu patrzył centralnie na mnie ani przez chwilę nie spuszczając ze mnie wzroku. Gapił się na mnie tak intensywnie, że krępowałam się jeść przy nim mój mrożony jogurt naturalny z owocami, bo wtedy patrzył na mnie jeszcze dziwniej, jeszcze intensywniej a kiedy spojrzałam na niego szybko i przelotnie dostrzegłam na jego twarzy cień rozbawienia. Wiedziałam, że dopóki nie wyjdziecie, nie będę w stanie się choć trochę rozluźnić, dlatego poczułam nieopisaną ulgę kiedy wstał wraz z Nickiem a kawę, którą zamówił wziął na wynos. Myślałam, że po tym jak spojrzymy na siebie ostatni raz po prostu wyjdzie. I chyba taki miał na początku zamiar, bo odwrócił się już a ja wzięłam głęboki wdech by odetchnąć z ulgą. Spojrzałam jeszcze na Nicka i posłałam mu uśmiech, który chłopak odwzajemnił i wtedy Harry się zawahał, obrócił się i podszedł do mnie.
-My już idziemy- powiedział powoli patrząc na mnie, dlatego postanowiłam wstać.
-Miło było cię, was spotkać- wcale nie było miło. Mówię tak tylko dlatego, że słucha nas Liv, Cami, Nick i kilka zupełnie obcych nam osób.
-Was również- powiedział i chyba żałował, że po prostu nie wyszedł z tej przeklętej kawiarni, kiedy miał ku temu okazję.
-W takim razie… pa- zamierzałam ukrócić naszą wspólną mękę. Niech on już wyjdzie i da nam w końcu odetchnąć.
-Do zobaczenia- kiedy wypowiedział te słowa myślałam, że w końcu wyjdzie, że cała ta niezręczność wyparuje, gdy on pójdzie, ale zanim to zrobił wyciągnął w moim kierunku dłoń a ja spojrzałam w jego oczy nieco wytrącona z równowagi tym gestem. Nie chciałam tego robić, ale wiedziałam, że muszę zachować się kulturalnie, bo patrzy na nas zbyt wiele osób. A kiedy dosłownie musnęłam jego dłoń poczułam głupią iskierkę przeskakującą z jego ciepłej skóry na moja zimną a w jego oczach dojrzałam zaskoczenie… i satysfakcję. Jego uśmiech z niezręcznego zmienił się w cholernie usatysfakcjonowany. Jeden jego głupi dotyk wytrącił mnie z równowagi na chwilę pokazując, co czuję a jemu się to spodobało. Nienawidziłam go. Jednym małym gestem potrafił zniszczyć to, na co pracowałam miesiącami. A jeszcze bardziej nienawidziłam go za to, że moje ciało zareagowało na jego dotyk tak jak kiedyś. Jakby nic się nie zmieniło a przecież zmieniło się praktycznie wszystko. Przez całą naszą rozmowę a nawet później będąc dosłownie napastowana przez jego spojrzenie, trzymałam fason. Jednak ta iskra, która wywołała dreszcz przebiegający przez moje ciało powodując, że nie mogłam kontrolować gęsiej skórki, która zaczęła zdobić moją skórę sprawił, że poczułam ogromną, niczym niezmąconą złość. Myślałam, że udało mi się przetrwać tę rozmowę, ogólnie to wszystko z godnością, ale wystarczył jeden głupi gest i na moment spojrzała na niego stara, zagubiona, słaba Ali, która przywiązuje wagę do wszystkiego, do każdego jego słowa, do każdego gestu. I o to miałam żal sama do siebie. A ulga, tak upragniona przeze mnie nie nastąpiła nawet, kiedy w końcu Harry wyszedł. Czułam się totalnie niestabilna i nic ani nikt nie mógł mi w tym momencie pomóc. Dziękowałam jednak Bogu za to, że naprawdę umiałam grać i w momencie, kiedy spojrzałam na Olivię wiedziałam, że wyglądam na totalnie nieprzejętą tym, kogo spotkałam, komu podałam rękę. Dzięki opatrzności Liv nie poruszyła tego tematu ani razu a wieczorem zostawiła mnie samą z głową pełną myśli. Z głową pełną niekończących się pytań i wątpliwości. Z głową, w której nienawiść zatracała się w obrazach zemsty. Z głową pełną obaw, pragnień i niechcianych uczuć. Z głową pełną Harry’ego.



Heeeej!
Właściwie powinnam dodać na początku rozdziału informację, że rozdział jest praktycznie nie sprawdzany więc od razu, na samym początku chcę przeprosić za wszystkie błędy.
Druga sprawa jest taka... Kto chce zobaczyć wyniki sesji zdjęciowej Ali i Jesse'ego?? Wiem, że wszyscy więc proszę! Oto one!:




Tutaj macie słitaśnego gifa:


A tutaj sam Jesse:


No i jeszcze sama Ali:




Piękna ta sesja, nie??? :D:D
W ogóle mam ważenie że jestem jedyną osobą, która szipuję Ali z Jessem XD
Okej, to chyba wszystko!
Kolejny rozdział pojawi się pewnie tak jak ten czyli tak za około 2 tygodnie.
Proszę o komentarze!
Jak ktoś chciałby być informowany o rozdziałach na tt to śmiało możecie do mnie pisać w tej sprawie! :)
To do następnego!

PS I lovee youuu all! <3


poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 6




-Ali…- kiedy usłyszałam jego głos wszystko co czułam się po prostu spotęgowało. Wszystko. Nie byłam zdenerwowana, ja byłam jedną wielka mieszanką emocji. Miałam wrażenie, że przed oczami widzę wszystko, od naszego pierwszego spotkania do ostatniego pocałunku. Ali weź się w garść! Po co się uśmiechasz do niego idiotko?! Mentalnie walnęłam się pięścią w twarz. Spotkanie go to nic dobrego! Nie chciałaś go spotkać! A uśmiech, na dodatek szczery mówi mu, że się cieszysz, że go widzisz! A przecież się nie cieszysz!
-Harry- powiedziałam a głupi uśmiech zniknął z mojej twarzy. Uniosłam głowę wyżej, wyprostowałam się i starałam przestać czuć to co czułam.
-Miło cię widzieć- powiedział a uśmiech zniknął także z jego twarzy. Zanim zdążyłam zastanowić się co mam mu powiedzieć on odezwał się ponownie. -Ja nie wiedziałem, że cię tu spotkam. To przypadek- dodał nieco spanikowany.
-Wiem. Ja też nie wiedziałam, że cię spotkam- to była moja wina! Miało mnie nie być w Nowym Jorku od wczoraj! Ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie i nikogo o tym nie poinformowałam. Jak mogłam nikomu nie powiedzieć?! Przecież musiałam informować Liv o wszystkim by nie doszło do takiej właśnie sytuacji! Mój wyjazd był zaplanowany już z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, ale mi się odwidziało dzień przed! Była głupia! GŁUPIA!
-Co u ciebie słychać?- zapytał. Wiedziałam, że też się zdenerwował, ale zachowywał przyjazny ton, bo mięliśmy sporo świadków tej rozmowy. Wiedziałam, że muszę grać tak samo dobrze jak on dlatego cieszyłam się, że brałam lekcje aktorstwa. Bo w tym momencie musiałam grać po prostu oscarowo. I o ile z jakiegoś niewyjaśnionego powodu gdy go ujrzałam, poczułam coś w rodzaju chorej radości, że go widzę, przez głowę przemknęło mi nawet, że dobrze wygląda, o wiele lepiej niż podczas naszego pożegnania, o tyle stojąc przed nim chwilę dłużej mój umysł zaczęły zalewać same złe rzeczy. To on. Drań, który tak mnie skrzywdził! Stałam pośrodku Nowego Jorku i patrzyłam na człowieka, który mnie zniszczył i to przez niego wszystko musiałam robić od nowa.
-Wszystko w porządku- odpowiedziałam siląc się na neutralny ton. I wtedy przypomniało mi się coś. Spojrzałam na mojego ochroniarza i pokazałam na niego dłonią. -Jak widzisz Steve dla mnie pracuje- powiedziałam zwracając się do Harry’ego, uśmiechnęłam się do niego nieszczerze i spojrzałam na niego wymownie, Steve natomiast wyciągnął dłoń w jego kierunku i się przywitał a Harry obdarzył nas równie nieszczerym uśmiechem jak ja jego.
-To świetnie- odpowiedział i wiedziałam jak bardzo niekomfortowo się czuje mimo, że próbował to zamaskować uśmiechem. Ja czułam się jeszcze gorzej, ale nauczyłam się nie pokazywać publicznie tego co naprawdę czułam. Zamiast rzucić mu się do gardła ja po prostu stałam i się do niego uśmiechałam. Bo powinnam chcieć walnąć go w twarz a nie podziwiać jak piękne ma oczy. Boże, dlaczego uważam, że ma piękne oczy?! Przecież to oczy kłamcy! Nie mogą być piękne!
-A co u ciebie?- zapytałam i miałam wrażenie, że coraz więcej osób robi nam zdjęcia. Cała ta scena byłaby nawet zabawna. On i ja uśmiechający się do siebie, rozmawiający niczym starzy, dobrzy znajomi a wokół nas tłum gapiów. To byłoby zabawne gdyby nie fakt, że rozmawiałam z Harrym, którego nie chciałam spotkać nigdy więcej i to nie był sen. To była rzeczywistość i w tej chwili byłam zła o wiele bardziej na siebie niż na niego. Bo to spotkanie nie było jego winą tylko moją. Gdybym trzymała się zasad nie doszłoby do tego.
-Jakoś leci. Właściwie całkiem spoko- byłam pewna, że dziewięćdziesiąt procent ludzi na świecie nigdy nie przeżyło i nie przeżyje tak niezręcznej sytuacji jak ta. Bo w tym momencie nawet słowo „niezręczność” nie było w stanie opisać tego co się między nami działo dlatego postanowiłam skrócić tę mękę i po prostu odejść. Nie chciałam wyjść na tchórza, który ucieka z podkulonym ogonem, ale jeszcze bardziej nie chciałam na niego patrzeć.
-Harry wybacz, ale trochę się śpieszę, bo już jestem spóźniona…- powiedz mu, że na obiad z Jessem. Powiedz mu! -I muszę iść.
-Tak, ja też muszę iść- powiedział i wydawało mi się, że czuje jednocześnie ulgę i zawód. Idiota. Dlaczego nie wspomniałam o Jessem?!
-Miło było cię spotkać- powiedziałam to tak przesłodzonym i sztucznym głosem, że aż zaczęło mnie mdlić.
-Ciebie również.
-Żegnaj- rzuciłam tylko. Uniosłam głowę jeszcze wyżej, przestałam silić się na uśmiech i spojrzałam na niego z wyższością.
-Do zobaczenia. Musimy się kiedyś umówić…- powiedział kiedy go mijałam. Do zobaczenia? Musimy się kiedyś umówić?! MY?! Palant! Dlaczego do cholery uśmiechnęłam się jak go zobaczyłam?! Przez całą naszą rozmowę trzymałam fason. A przynajmniej tak mi się wydawało jednak byłam niesamowicie zła na siebie za ten głupi uśmiech. Tym bardziej, że wkurzyło mnie to co powiedział na koniec. Jakby nie mógł powiedzieć zwykłego „pa”. Nawet nie zorientowałam się, że idę tak szybko, że praktycznie biegnę. Steve oczywiście dotrzymywał mi kroku i dzięki Bogu milczał, nie komentując tej szopki w żaden sposób. Nie miałam najmniejszej ochoty rozmawiać o tym co się stało, ale kiedy byliśmy już niedaleko restauracji wiedziałam, że muszę go o coś poprosić.
-Steve?
-Hmm?- mężczyzna wydawał się być zamyślony a kiedy mnie usłyszał spojrzał na mnie i potarł dłońmi twarz.
-Nie mów Jesse’mu, okej?- oczywiście mężczyzna spojrzał na mnie totalnie niezadowolony. Wiedziałam, że lubił Jesse’ego i nie podobało mu się to, że chciałam go okłamać. Ale ja nie mogłam wejść do tej knajpy i powiedzieć: „Jesse! Co słychać? Ciekawa ta książka? Właśnie spotkałam Harry’ego i wiesz co? Zamiast udawać, że go nie znam albo, że go nie zauważyłam ja stanęłam jak wryta i się do niego UŚMIECHNĘŁAM. To co zamówimy? Może twoją ulubioną pieczeń?”. Nie mogłam mu powiedzieć, bo bałam się, że powiem coś czego mówić nie powinnam. Że nie oznajmię mu tylko, że widziałam Harry’ego, ale wymsknie mi się coś w stylu „wyglądał dobrze”, „nie wiem dlaczego pożegnał się mówiąc do zobaczenia” albo, co gorsza, że Jesse zacznie mnie o to wszystko wypytywać. Po prostu wolałam udawać, że to co wydarzyło się chwile wcześniej nie miało dla mnie żadnego znaczenia i było tak nieważne, że stwierdziłam, że nie warto o tym wspominać. No i przede wszystkim. Cały czas czułam, że po prostu w środku drżę. Czułam się roztrzęsiona i nie chciałam by Jesse widział, że to Harry wywołał u mnie taką reakcję.
-Okej. Ale Jesse to dobry chłopak i…- zaczął, ale natychmiast mu przerwałam.
-Wiem. Przecież go kocham. Po prostu nie chcę go martwić. To wszystko- powiedziałam starając się zabrzmieć pewnie i chyba mi to wyszło, bo Steve obdarzył mnie uśmiechem. Chwile później weszliśmy do restauracji.
-Jesteśmy- powiedziałam kiedy podeszłam do odpowiedniego stolika i przywitałam się z moim chłopakiem buziakiem.
-Jakoś szybko tu dotarliście- zauważył spoglądając na zegarek.
-Po prostu nie chciałam żebyś długo czekał- powiedziałam i zajęłam miejsce obok niego.
-Po zajęciach u Cassie wciąż masz tyle energii? Ali zaczynam mieć kompleksy przez twoją kondycję- powiedział a ja wiedziałam, że żartuje. Po chwili podszedł do nas kelner i cała nasza trójka złożyła zamówienie. Steve widział, że wciąż nie mogę dojść do siebie dlatego miałam wrażenie, że specjalnie zagadywał bruneta dając mi tym samym czas na to bym się w końcu otrząsnęła. Ale ja nie potrafiłam się otrząsnąć nawet jak już skończyliśmy jeść, jak żegnałam się z ochroniarzem, jak jechałam z Jessem do domu i jak w końcu zostaliśmy sami. Leżeliśmy na kanapie i doskonale wiedziałam, że Jesse’ego martwi moje zachowanie dlatego wysiliłam się na radosny ton i zaproponowałam żebyśmy obejrzeli film, który mięliśmy obejrzeć od pół roku, ale nigdy nie mięliśmy na to czasu. Zrobiłam dla nas kolację a kiedy ją zjedliśmy usiedliśmy na kanapie. Jesse mnie objął a ja wtulona w niego udawałam, że w ogóle widzę co oglądamy. Tak naprawdę przed oczami miałam Harry’ego. I nie mogłam nic poradzić na to, że analizowałam nasze spotkanie na wszystkie możliwe sposoby. Pod koniec filmu udałam, że zaczynam ziewać i kiedy nasz domowy seans się skończył poszliśmy spać. A raczej Jesse poszedł spać. Bo ja gapiłam się na niego i po prostu zachowywałam się jak idiotka. Dlaczego przywiązywałam do tego spotkania tak wielką wagę?! Dlaczego na jego widok moje serce zabiło szybciej? A co najgorsze dlaczego nigdy nie zabiło tak na widok chłopaka, który leżał obok mnie? Dlaczego mimo tego całego czasu, który minął spotkanie go wzbudziło we mnie takie emocje? Byłam wściekała na siebie za to. I za to, że kiedy zamknęłam oczy zobaczyłam Harry’ego. I nie rozumiałam dlaczego mam ochotę się uśmiechnąć. Dlatego postanowiłam zadać sobie ból. Jesse nie zasługiwał na to bym myślała o innym chłopaku. Bo przecież go pokochałam. Udało mi się to. Starałam się go pokochać od dnia, w którym powiedział mi, że mnie pokochał. Naprawdę chciałam dać mu to samo, bo Jesse był po prostu ideałem. Dlatego postanowiłam przypomnieć sobie każdą złą rzecz, która wydarzyła się dzięki Harremu. A wydarzyło się ich mnóstwo. Już podczas pierwszego spotkania sprawił, że poczułam się źle. To on był człowiekiem, przez którego prawie się zabiłam. Bo to było przez niego! Wszystkie nieszczęścia jakie mnie wtedy spotkały były przez niego i to on sprawił, że stałam się słaba i podatna na rozerwanie jak kartka papieru. A potem oszukał mnie jeszcze bardziej! Mamił mnie niby-miłością, zbudował mnie od nowa, tyle, że na własnych fundamentach, które były po prostu iluzją. Karmił mnie kłamstwami. A każde było gorsze od poprzedniego by na koniec pokazać prawdziwą twarz. Całe zło. Począwszy od głupiego wyjścia podczas kiedy chciałam się z nim przywitać, po zrujnowanie mojej psychiki groźbami, że się zabije. To przez niego Klaudia straciła pracę, przez niego ja nie pojechałam na ślub przyjaciółki, bo to on złożył jakiś chory, nieprawdziwy donos, to on przespał się z kobietą, która później udawała moją przyjaciółkę, podczas gdy ja byłam w pokoju obok i wszystko słyszałam a zrobił to specjalnie, przez niego ktoś mnie prawie zgwałcił, przez niego paparazzi nagrał film, przez który prawie wyleciałam z trasy i stałam się obiektem nienawiści wszystkich fanek One Direction i nie tylko. Każda z tych rzeczy spowodowała, że zamykałam się w sobie coraz bardziej. On i D. doprowadzili mnie do krawędzi i sprawili, że zrobiłam krok w przód i prawie spadłam. Ale w ostatniej chwili on wyciągnął w moją stronę rękę, ale nie dlatego, że chciał mi pomóc. Nie. Przeżyłam i mógł mi powiedzieć wszystko, ale zamiast tego on kłamał. Przez cały czas tylko udawał, że chce mnie uratować a tak naprawdę robił to dlatego, że był samolubny. Bo tak naprawdę byłam jedyną osobą na świecie, która kochała go tak bardzo, że byłabym w stanie oddać za niego życie. Byłam jedyną osobą, poza jego mamą i siostrą, która pokochała jego. A przynajmniej kogoś kim myślałam, że jest. A on to wykorzystał. Kłamał i robił kolejne świństwa. Zwolnił Steva, podał mi tabletki wbrew mojej woli, osaczał mnie, uderzył mnie i uzależniał od siebie do tego stopnia, że nie wiedziałam, że tak naprawdę u niego mieszkam. A potem wszystko wyszło na jaw i sama nie umiałam stwierdzić przez co cierpiałam bardziej. Czy przez to, że przez niego ktoś mógł mnie zgwałcić czy przez to, że nasz związek okazał się być jednym, wielkim kłamstwem a może przez coś innego. Przez zwolnienie Klaudii? A może przez wspomnienia z Dublina, z nocy kiedy pieprzył się z nią, kiedy uciekłam z pokoju, kiedy on gonił mnie w domu Nialla i krzyczał, że to wszystko było dla mnie. Ale Harry nie miał dość. Mimo tego co zrobił nie dał mi spokoju, którego tak bardzo potrzebowałam. Zamiast pozwolić mi odejść on wolał mnie zniszczyć do końca. Nie miał litości i nie wystarczało mu to, że miałam ochotę coś sobie zrobić przez to, że przez cały czas kiedy z nim byłam okłamywał mnie i tak naprawdę nie miałam pojęcia kim jest. Nie. To mu nie wystarczyło. On musiał po prostu mnie zniszczyć. I to zrobił. Prześladował mnie, obrażał, przepraszał i groził, że się zabije. I tak w kółko. Zachowywał się jak szaleniec i robił wszystko bym ja oszalała razem z nim. Mimo tego, że pragnęłam od niego odejść i się uwolnić nie mogłam tego zrobić. I wtedy stało się coś dzięki czemu on zrozumiał jak bardzo mnie rani i niszczy i łaskawie dał mi wolność. Dał mi ją, ale ja byłam już ruiną człowieka. Naprawdę myślałam, że to koniec. Że się nie podniosę po tym wszystkim co zrobił. Ale udało mi się. Zrobiłam to i byłam z siebie dumna. Ale poskładanie mojego życia wcale nie było proste i wymagało ode mnie ogromnego wysiłku. Nauczyłam się żyć od nowa. ”Przeszłam przez ogień, by ocalić swoje życie bo pragnęłam tego, pragnęłam mojego życia tak bardzo, że nawet on nie był w stanie mi tego odebrać. Wiedziałam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy by już nigdy nie dopuścić do tego by to życie stracić.”* By tamta Ali wróciła. Bo prawda była taka, że tamtą Ali zniszczył człowiek, któremu powierzyła wszystko, swoje życie, swoją duszę, swoje serce. A on z tego zakpił. Po prostu zakpił sobie ze mnie i był przy tym taki okrutny. Bezlitosny. I w momencie kiedy leżałam w łóżku i po prostu wszystko do mnie wracało przypomniało mi się co kiedyś sama sobie obiecałam. Obiecałam sobie zemstę. Miałam go już nigdy nie spotkać a jednak go spotkałam. W mojej głowie na nowo pojawiła się ta sama myśl co wtedy u Nialla. Chciałam by poczuł to co ja. By cierpiał tak jak ja, bo tylko na to zasługiwał. I kiedy uświadomiłam sobie, że zamiast rzucić się na niego z pazurami gdy go tylko zobaczyłam, ja się do niego uśmiechnęłam poczułam, że jestem po prostu wściekła. Byłam zła, bo uświadomiłam sobie, że zachowałam się jak idiotka. Ale nigdy więcej nie zrobię z siebie idiotki. Nigdy. Co prawda nie zamierzałam go więcej spotykać, ale wcześniej też tak myślałam i mimo tego go spotkałam. Dlatego jeśli to się jeszcze stanie, Harry spotka kompletnie obcą mu osobę. I pożałuje tego. Przysięgam, że zrobię wszystko by go upokorzyć tak samo jak on upokorzył mnie. Potraktuję go dokładnie w ten sam sposób. Będę z nim pogrywać tak jak on ze mną. I jeśli do tej pory nie znienawidził mnie zupełnie sprawie, że jedynym uczuciem jakim mnie obdarzy będzie nienawiść. I nie będę mieć żadnych skrupułów. I to właśnie ta myśl spowodowała, że spojrzałam na Jesse’ego. Bo o ile Harry’ego chciałam zniszczyć, o tyle Jesse nie zasługiwał na to bym go zraniła przez wypełniający mnie gniew. Ale obawiałam się, że nawet Jesse nie mógł sprawić, że zrezygnowałabym z chęci zemsty…

***

-Buuuu!- powiedziałam i złapałam chłopaka za ramiona przez co na serio się wystraszył.
-Ali czy ty chcesz abym zszedł tu na zawał?- zapytał łapiąc się teatralnie za serce.
-Przecież jesteś wampirem, może cię zabić kołek w serce lub ewentualnie promienie słoneczne- powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Ali nigdy ci to nie przejdzie?
-Nigdy- odpowiedziałam zgodnie z prawdą i usiadłam naprzeciwko niego. Bycie znaną osobą ma jedną, wyjątkową cechę. Poznaje się inne znane osoby. Na przykład aktorów twojego ulubionego serialu. I tak dzięki gali magazynu Glamour poznałam Stefana Salvatore, czyli Paula Wesley’a, czyli Pawła Wasilewskiego. Tak, Stefan z „Pamiętników Wampirów” był moim znajomym. Cóż dzięki tamtej gali poznałam też Iana Somerhaldera, czyli Damona Salvatore i jego żonę Niki Reed znaną dzięki wcieleniu się w postać Rosalie Hale ze Zmierzchu. Trzy wampiry. Oczywiście cała trójka jest niesamowita jednak to z Paulem załapałam najlepszy kontakt, głównie przez jego polskie korzenie. Właściwie całą galę i pół after party przegadaliśmy o tym skąd jestem ja i gdzie mieszka jego rodzina, o tym, że ja tęsknię za domem i o tym, że on chociaż raz w roku musi odwiedzić rodzinę w Polsce. Oczywiście wymienialiśmy nasze ulubione polskie potrawy i wtedy Damon, to znaczy Ian, opowiedział interesującą i totalnie zabawną anegdotkę o tym jak Paul przywiózł kiedyś z Polski wódkę… Wymieniliśmy się numerami telefonów a ja oczywiście zaproponowałam by dali znać jeśli będą kiedyś w Nowym Jorku czy w Polsce byśmy mogli się spotkać. Zabawne było, że kilka dni po gali zadzwonił Paweł mówiąc, że zamierza przylecieć do NYC i czy zechcę się z nim spotkać. Od tego momentu spotkaliśmy się kilka razy.
-Jakaś ty zabawna- powiedział sarkastycznie a ja wzięłam w tym czasie menu do ręki totalnie olewając jego uwagę. Chwilę później podeszła do nas kelnerka.
-Dzisiaj wezmę te z kapustą i grzybami- w Nowym Jorku jest chyba milion różnych restauracji, które proponują dosłownie wszystkie specjały świata. My jednak zawsze spotykaliśmy się w knajpce serwującej pierogi, bo jak się okazało oboje je kochamy.
-Też je wezmę- powiedział uprzejmie i dokładnie w tym momencie spojrzałam nieco w prawo przez co tym razem to ja prawie zeszłam na zawał. Zobaczyłam chłopaka, który w pierwszej sekundzie przypominał mi Harry’ego. Serce podeszło mi do gardła i mimo, że wiedziałam już, że to nie on totalnie straciłam humor. Właściwie nie miałam go od kilku dni, od naszego spotkania, ale spotkanie z Paulem sprawiło, że choć na chwilę zapomniałam o Harrym. Do tego momentu.
-Coś się stało?- zapytał sprowadzając mnie tym samym na Ziemię.
-Nie…
-Przecież widzę. Źle się poczułaś? Zrobiłaś się blada.
-Nie, wszystko w porządku. Po prostu za tobą siedzi taki chłopak i pomyliłam go z kimś innym.
-Z duchem? Bo wyglądasz jakbyś jakiegoś zobaczyła.
-Nie. Z moim byłym. Ostatnio wpadłam na niego przez przypadek a nie widzieliśmy się prawie dwa lata i teraz gdzie nie spojrzę to go widzę- wyjaśniłam.
-Rozumiem… Też przechodziłem przez coś podobnego kiedyś- powiedział a wyraz jego twarzy wskazywał na to, że rzeczywiście mnie rozumiał.
-Ech…- westchnęłam po czym szybko dodałam. -Nie gadajmy o tym.
-Okej.
-Powiedz mi lepiej dlaczego cię tu przywiało.
-Kręcimy tu jeden odcinek- powiedział i westchnął tak głośno, że chyba wszyscy wokół nas go słyszeli. A zrobił to dlatego, że przewidział moją reakcję.
-O mój Boże! Będzie odcinek w Nowym Jorku? Błagam o spoiler, musisz mi coś powiedzieć!
-Nie Ali, wiesz, że nic z tego i nawet nie zaczynaj- ostatnim razem wierciłam mu dziurę w brzuchu chyba z godzinę aż się poddał i mimo, że nie może powiedział co się stanie.
-No proszę… Maluteńki spoileruś…
-Stefan pojedzie do Nowego Jorku- powiedział po chwili i zaczął się śmiać widząc moją minę.
-To się nie liczy!
-Liczy!
-Oszukujesz!- udałam złość a tak naprawdę wiedziałam, że prędzej czy później coś z niego wyduszę. Teraz jednak wolałam zamilknąć, bo widziałam, że kelnerka niesie nasze zamówienie. Kiedy zaczęliśmy jeść na początku prawie się nie odzywaliśmy i jedyne co mówiliśmy to „jakie to jest pyszne”, „zaraz umrę”, „niebo w gębie”, jednak po początkowym zachwycie zaczęliśmy rozmawiać i nawet nie zorientowałam się kiedy musieliśmy się pożegnać. Wyszliśmy na zewnątrz a chłopak podszedł ze mną do samochodu, w którym siedział Jason, mój kierowca i ochroniarz, któremu dałam pracę tak samo jak Stevowi.
-Może cię podwieźć?- zapytałam i uśmiechnęłam się do bruneta.
-Nie trzeba.
-Jesteś pewien?
-Tak- powiedział i dziwnie się uśmiechnął. Miałam wręcz wrażenie, że jest jakiś dziwnie podekscytowany.
-Co jest?- zapytałam i spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Nic nie jest.
-Tak bardzo cieszysz się, że masz już spokój i nie musisz się ze mną męczyć?
-Przestań. Oczywiście, że nie- powiedział, ale poza tym, że wydawał się jeszcze bardziej podekscytowany był też rozbawiony.
-Okej… W takim razie pozdrów ode mnie Iana i Niki chociaż z nią widziałam się całkiem niedawno, bo wpadłyśmy na siebie w LA.
-Tak wiem, wspominała, że się widziałyście- o co temu człowiekowi chodziło? Byłam brudna od tych pierogów czy co, że tak się szczerzył?
-Możesz mi w końcu wyjaśnić o co chodzi? Jestem brudna?- zapytałam i przez ten jego zaraźliwy uśmiech sama zaczęłam się uśmiechać.
-Wiesz co? Wcale nie pozdrowię Iana czy Niki.
-Co? Pawełku powiedz mi co się dzieję, bo zaraz skołuję jakiś kawałek drewna i dźgnę cię nim prosto w serce.
-No nie pozdrowię ich. To się dzieje.
-A można wiedzieć dlaczego?
-A dlatego, że zapraszam cię na jeden dzień na plan serialu!
-Ale, że na plan „Pamiętników…”?- zapytałam z niedowierzaniem.
-Dokładnie tak- powiedział a ja zaczęłam piszczeć na cały głos.
-Jezu! Naprawdę?! Boże! Jesteś najlepszy!- wrzeszczałam i rzuciłam się na niego by go wyściskać.
-Wiesz, że jesteś jedyną osobą, poza moją rodziną, która mówi do mnie „Paweł”?- wydusił z siebie kiedy go ściskałam. -Taka mała a taka silna…
-Sporo pakuję na siłowni- zażartowałam szczerząc się szczęśliwa.
-Ali nie mogę tutaj stać- usłyszeliśmy kiedy Jason wysiadł z samochodu by mnie ponaglić.
-Kurde muszę jechać- powiedziałam z nieudawanym smutkiem.
-Spoko, niedługo się zobaczymy- chłopak przytulił mnie jeszcze raz.
-Dziękuję ci za tak wspaniałą niespodziankę i obiecuję, że przestanę cię męczyć prośbami o spoilery- powiedziałam a Paweł zaczął się śmiać.
-Wsiadaj zanim cię Jack zabije.
-Jason- poprawiłam go i się zaśmiałam. Paul miał ten sam problem co ja. Opornie szło mu zapamiętywanie imion.
-Do zobaczenia Alicjo- powiedział po polsku i otworzył mi drzwi.
-Dziękuję Pawełku- odpowiedziałam w moim ojczystym języku i wsiadłam do auta. Zdążyłam mu jeszcze pomachać i Jason ruszył z piskiem opon. Spędziłam z Paulem ponad dwie godziny. Dwie cudowne godziny podczas których nie musiałam się niczym martwić. Ani tym, że coś się poprzesuwało i moje próby i przygotowania do amerykańskiej części trasy były mega w tyle, że ktoś pomylił moje wymiary i wszystko zostało źle uszyte. Nie myślałam o tym, że Steve za dwa dni jedzie do Londynu na dziesięć dni, bo przed trasą chce wypocząć i spędzić czas z rodziną i ma urlop, że mimo tego, że nie mogłam się doczekać tego, że Zuza do mnie przyleci za miesiąc to przez to, że nie mogę teraz trenować mogę nie mieć czasu dla mniej kiedy już przyleci, ale będę musiała go znaleźć i chyba będę ćwiczyć nocami. No i nie myślałam o Harrym co od kilku dni było wręcz niemożliwe przez co ciągle chodziłam wkurzona, bo wcale nie chciałam o nim myśleć i byłam zła, że to wszystko wywarło na mnie takie wrażenie. Po spotkaniu z Paulem odwołałam wieczorny trening na siłowni, bo z niewiadomych przyczyn kiedy wsiadłam do samochodu przez pięć minut byłam jeszcze w euforii jednak nagle dopadło mnie jakieś głupie przygnębienie. Dlatego postanowiłam spędzić ten wieczór w łóżku oglądając jakiś film. Jesse musiał wyjechać do Londynu na kilka dni, Blaine i Kurt byli zajęci uczelnią dlatego nie miałam co liczyć na ich towarzystwo. I kiedy właśnie zamierzałam się przebrać dzwonek zadzwonił do moich drzwi a kiedy je otworzyłam okazało się, że nie spędzę wieczoru sama, bo ktoś postanowił mnie odwiedzić a tym kimś był mój kochany Irlandczyk, który przyjechał totalnie bez zapowiedzi robiąc mi tym samym ogromną niespodziankę. Przez cały wieczór gadaliśmy o wszystkim. O pracy, o rodzinie, o piłce. Niall zaczął narzekać kiedy zrobiłam dla niego zbyt zdrową kolację twierdząc, że nie jest królikiem, który je samą zieleninę dlatego zamówił pizzę i przez niego zjadłam dwa kawałki. A nie powinnam jeść takich rzeczy w ogóle, a już na pewno nie kiedy nie poszłam na siłownię i jadłam tego dnia pierogi. Później sprzeczaliśmy się o to, że ma zostać u mnie na noc. Kiedy byłam sama Horan nie miał większych problemów by u mnie nocować jednak odkąd związałam się z Jessem zawsze wymyślał, że lepiej będzie jak jednak wróci do hotelu. Wkurzał mnie tym, bo nawet Jesse nie miał nic przeciwko temu choć Niall upierał się, że brunet mówi tak tylko z grzeczności. Zawsze gadał to samo „A ty jakbyś się czuła jakby u niego spała jego przyjaciółka?” na co zawsze odpowiadałam, że nie miałabym nic przeciwko temu i to było w stu procentach zgodne prawdą. Nie chciałam się przyznać nawet sama przed sobą, że tak naprawdę nigdy nie bywałam o Jesse’ego zazdrosna co nie było tak do końca dobre, bo przecież odrobina zazdrości w związku jest potrzebna… Jako, że miałam dar przekonywania przeważnie udawało mi się postawić na swoim dlatego i tym razem Niall w końcu uległ i postanowił zostać do jutra. Niestety Horan przyleciał do Nowego Jorku tylko na chwilę, bo jak się okazało One Direction aktualnie koncertowało w Europie. Teraz mięli jednak tydzień wolnego dlatego przyleciał tylko na chwilę mnie odwiedzić i w sumie pewnie dlatego został na noc, był tu na chwilę więc musieliśmy zdążyć się nagadać i obejrzeć wszystkie nienormalne filmy na YouTube’ie, które Niall po prostu kochał. Wolałam udawać, że w ogóle mnie nie ruszyła informacja o tym, że są teraz w trasie i że to pierwszy raz jak Niall wspomniał coś o zespole. Na ogół nie mówił nic.
-Ali wiem, że się widzieliście- powiedział nagle, totalnie zmieniając temat a ja doskonale wiedziałam o kogo mu chodzi. Wolałam jednak udawać, że nie mam pojęcia a jako, że spojrzałam na prawie pustą butelkę po piwie, którą trzymał w ręce wstałam z kanapy i stwierdziłam, że to idealny moment by pójść do kuchni po kolejną butelkę.
-Tak? Kogo masz na myśli?- zapytałam i usłyszałam jak Horan wstaje z kanapy i idzie za mną.
-Doskonale wiesz kogo- podeszłam do lodówki, otworzyłam ją, wyciągnęłam z niej piwo, odwróciłam się i podałam je blondynowi. Spojrzałam na niego i udawałam, że zastanawiam się o kogo mu chodzi. Niall uniósł do góry brwi i miałam wrażenie, że serio uwierzył, że nie wiem o kogo mu chodzi.
-Aaaaa, mówisz o swoim koledze z zespołu- powiedziałam po chwili niby to przypominając sobie całe zdarzenie. Jako, że chciałam by Niall myślał, że nasze spotkanie nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam na butelkę, którą trzymał w dłoni orientując się, że jest zamknięta dlatego podeszłam do szuflady, z której wyciągnęłam otwieracz i podałam go nieco skołowanemu Horanowi. -Proszę.
-Dzięki… I tak mówię o Harrym.
-Rzeczywiście spotkaliśmy się, oczywiście przez przypadek.
-I jak?- zapytał zaciekawiony.
-Co i jak?
-No jak było?
-A jak miało być?- zapytałam i starałam się wyglądać tak jakbym nie wiedziała o co mu chodzi.
-Harry mówił, że gadaliście- powiedział a ja się zaśmiałam.
-Cóż rozmową bym tego nie nazwała, ale tak, powiedzieliśmy sobie cześć i chwilę „rozmawialiśmy”- wypowiadając ostatnie słowo nakreśliłam cudzysłów palcami.
-Tak po prostu?
-Tak, tak po prostu. A co mięliśmy zrobić?
-No nie wiem w sumie…- Niall się zamyślił i spojrzał na mnie podejrzliwie. A ja zrozumiałam dlaczego mnie odwiedził. Dlaczego stracił tyle wolnego czasu i przyleciał na dzień, na dodatek bez uprzedzenia. Chciał mnie sprawdzić.
-To dlatego tu jesteś, prawda? Nie przyleciałeś, bo się stęskniłeś tylko dlatego, że on ci powiedział, że się widzieliśmy i chciałeś sprawdzić czy przypadkiem nie wpadłam przez to w depresję- powiedziałam łagodnie. Nie miałam bowiem tego Niallowi za złe.
-Nie… No może… Bo wiesz jak to między wami było…- hmmmm, zastanówmy się. Czy ja wiem jak to między nami było? Tak Niall, wiem jak było i dlatego nie jestem na ciebie teraz zła.
-Cóż, wydaje mi się, że większość złych wspomnień udało mi się już wyprzeć z pamięci, ale wiem o co ci chodzi.
-I co w ogóle nie zrobiło to na tobie wrażenia? Przecież nie widzieliście się tak długo…- Niall próbował mnie sprytnie podpuścić, ale ja nie zamierzałam się dać. Horan, nie powiem ci tego co chcesz usłyszeć. Nie powiem ci, że od tamtego spotkania nic tylko myślę o Harrym i przeżywam to i analizuję na wszystkie sposoby, nawet jeśli to prawda.
- Niall, twój kolega jakby to powiedzieć… Stał mi się obojętny. Może gdybyśmy spotkali się rok temu… Ale teraz jest inaczej. Nie darzę go żadnymi uczuciami… No może poza jednym- powiedziałam a mój uśmiech się poszerzył.
-Jakim?- zapytał chociaż chyba się domyślał. Cóż Niall. Prawda jest taka, że on nie jest mi obojętny nigdy nie będzie, ale nikt poza mną nie musi o tym wiedzieć.
-Nie ważne. Liczy się to, że kiedy go ujrzałam wypełniła mnie totalna obojętność i tak właściwie mam go gdzieś.
-Aha… Czyli jakbyś go znowu zobaczyła nie zrobiłoby to na tobie wrażenia?
-Dokładnie tak.
-Ale przecież sama wynegocjowałaś punkt w umowie, że agencja zapewni ci, że się nie spotkacie.
-Wiem, ale umowę tę podpisywałam ponad rok temu.
-Czyli mogłabyś „odwołać” ten punkt, bo spotkanie Harry’ego i tak jest ci obojętne?- zapytał a ja wiedziałam do czego zmierza.
-Oczywiście- odpowiedziałam natychmiast w ogóle wcześniej tego nie przemyślając.
-I zrobiłabyś to choćby teraz?- zapytał i uniósł prawą brew do góry badawczo mi się przyglądając.
-Jasne.
-Wiesz, że wtedy moglibyśmy się częściej widywać, bo moglibyśmy pojawiać się w tych samych miejscach co ty, na tych samych imprezach i tak dalej.
-Zdaję sobie z tego sprawę.
-Ale mimo tego nie „odwołasz” tego punktu- stwierdził pewnie przez uśmiech z mojej twarzy zniknął.
-Nie zrobię? No to patrz- powiedziałam i wymijając go poszłam do salonu, w którym znajdowała się moja komórka. Natychmiast wybrałam odpowiedni numer a po trzech sygnałach odebrała Olivia.
-Hej.
-Hej.
-Coś się stało?
-Nie a dlaczego tak sądzisz?
-Bo jest już pierwsza w nocy i na ogół nie dzwonisz o tej porze- powiedziała a ja przez chwilę analizowałam jej słowa.
-Jeju! Nie wiedziałam, że jest tak późno… Ale ty chyba nie spałaś, no nie?- zapytałam by się upewnić. Liv miała całkiem „normalny” głos i nie wydawała się zaspana.
-Nie, nie spałam.
-Liv dzwonię w konkretnej sprawie. To znaczy chodzi o Harry’ego- powiedziałam i spojrzałam na Nialla, który skupiony przysłuchiwał się temu co mówię.
-Zamieniam się w słuch.
-Chodzi o to, że się spotkaliśmy, no wiesz… Parę dni temu.
-No wiem. I co w związku z tym?
-Tak jak ci wcześniej mówiłam, to spotkanie było dla mnie bez znaczenia- Niall zaśmiał się delikatnie a ja nie miałam pojęcia dlaczego co totalnie mnie poirytowało dlatego spojrzałam na niego tak, że od razu przestał się uśmiechać.
-No tak wiem.
-No i zmierzam do tego, że jeśli o mnie chodzi można skreślić ten punkt w umowie, że mam go nie spotkać- powiedziałam szybko i pewnie.
-Naprawdę?- nie szło nie usłyszeć zdumienia Liv kiedy to usłyszała.
-Tak. Widzisz, spotkałam go i  zrozumiałam, że mam go gdzieś a wiem, że na wielu imprezach One Direction nie pojawia się przeze mnie. A mogliby i dzięki temu spotykałabym częściej Nialla. Poza tym wiem jakie to kłopotliwe dla wszystkich. To ciągłe ustawianie grafików tak żebyśmy tylko na siebie nie wpadli. Myślę, że wcześniej to miało sens sama wiesz dlaczego, ale teraz… Teraz naprawdę mam gdzieś to, że go zobaczę.
-Cóż… W takim razie… Zadzwonię jutro do agencji i dam ci znać co z tego wynikło.
-Super- powiedziałam fałszywie entuzjastycznie. -Liv muszę kończyć już, bo Niall u mnie jest.
-Jasne, pozdrów go ode mnie.
-Okej.
-To do usłyszenia jutro.
-Dobranoc- powiedziałam, rozłączyłam się i byłam w tym momencie wściekła, bo chwilę wcześniej cieszyłam się, że Niall mnie nie podpuści a tymczasem to zrobił i to na moje życzenie. Oczywiście, że chciałam by ten punkt nadal w umowie widniał i był przestrzegany, ale przez to, że udawałam obojętność musiałam tak postąpić. Dodatkowo irytował mnie głupi uśmieszek, który znowu pojawił się na tej irlandzkiej twarzyczce. -Co? Coś cię bawi?- zapytałam starając się to zrobić neutralnie. Nie chciałam mu pokazać, że tak naprawdę w środku mega przeżywam to co się właśnie stało. Starałam się jakoś uspokoić, bo to co zrobiłam było nieprzemyślane i wykonałam ten telefon pod wpływem chwili i Horana. Poza tym część mnie pamiętała, że nie tylko ja zażądałam wtedy takiego punktu w umowie. On też nie chciał mnie widzieć więc dopóki on niczego nie odwoła wciąż będę żyć w spokoju i nie będę musiała się martwić, że go zobaczę.
-Bo kiedy Harry powiedział mi, że cię spotkał przeprowadziłem z nim praktycznie taką samą rozmowę jak teraz z tobą.
-Możesz jaśniej?

-Niby tylko mu się wspomniało, że cię spotkał, stwierdził, że właściwie to spotkanie było mu obojętne- powiedział a ja oczywiście poczułam ukłucie w sercu. -I kiedy tak samo jak ciebie zapytałem go czy byłby w stanie odwołać punkt o unikaniu ciebie natychmiast powiedział, że tak. Patrzyłem na niego i sam nie wiedziałem co myśleć i wtedy on, żeby udowodnić mi, że mówi prawdę zrobił dokładnie to co ty przed chwilą. Zadzwonił do menadżera i oznajmił, że właściwie wszystko mu jedno i może ciebie spotkać- powiedział i gapił się na mnie będąc ciekawym mojej reakcji. I o dziwno była ona zaskakująca nawet dla mnie. Bo o ile w pierwszej chwili byłam wściekła na Nialla za to, że mnie podpuścił i na siebie, że tak łatwo dałam się podejść, o tyle chwilę później moje nastawienie do tego wszystkiego się zmieniło. Uśmiechając się słodko do Nialla miałam w głowie tylko jedną myśl. A Horan nawet nie wiedział, że przez swoje głupie gierki właśnie skazał swojego przyjaciela na moją zemstę. I o dziwo dzięki temu wizja kolejnego spotkania z Harrym przestała napawać mnie niepokojem. Wręcz przeciwnie. Nie mogłam się doczekać kiedy poniżę go dokładnie w ten sam sposób jak on poniżał mnie… Harry Styles pożałuje, że mnie poznał, pożałuje, że się mną bawił, pożałuje każdej mojej, wylanej przez niego łzy…

*Fragment w cudzysłowie to przerobiony przeze mnie tekst piosenki Elastic Heart,którą śpiewa Sia. W oryginale brzmi on tak:
"I'll walk through fire to save my life
And I want it, I want my life so bad
I'm doing everything I can"
A tłumaczenie tak:
"Przejdę przez ogień, by ocalić swoje życie
I pragnę tego, pragnę mojego życia tak bardzo
Robię wszystko, co w mojej mocy"



Hej!
Jak widać Harold nam do opowiadania powraca, co prawda był tylko chwilę, ale wkrótce się to zmieni XD
Ali ma nowego znajomego... Kto się jara, że to wampir Stefan Sexi Salvatore z TVD?? :D Kto chce zobaczyć ich wspólne zdjęcie?? :D 

Btw kto razem ze mną szipuje Lea'ę i Paula?? :D Byliby piękną parą! *.*
Co do przyziemnych spraw... Kolejny rozdział pojawi się za około dwa tygodnie. Chciałabym dodawać rozdziały częściej ale nie mam czasu ich pisać i niestety z motywacją też nie jest za dobrze i jak zwykle chodzi mi tu o komentarze. Naprawdę szkoda, że tylko dwie osoby są takie kochane i komentują :( No ale cóż. Jak to się mówi, life is brutal XD
Aduś, nie wiem czy zadowala Cię ten fragment o pierogach no ale mam nadzieję, że choć troszkę Ci się podobał! <3
To chyba wszystko :)
Przepraszam za błędy, bo mam świadomość, że jest ich cała masa! Ogólnie mam wrażenie, że nie za dobry ten rozdział mi wyszedł więc za to też przepraszam! :/
Dziękuję Adzie i Lilly za komentarze!
I proszę innych czytelników o to by poszli w ślady dziewczyn i zaczęli mi tu komentować <3
Do następnego!

PS1 I love youuuu all <3
PS2 Kto zauważył, że na zdjęciu Ali ma nagrodę a w rozdziale o tym nie wspomina?
PS3 Kto uważa, że Niall tak naprawdę skrycie szipuję Ali i Harrusia? :D