środa, 15 listopada 2017

Rozdział 42





-Muszę panią poinformować, że dziś do naszego szpitala przywieziono pani męża, który brał udział w wypadku samochodowym. Nasi lekarze zrobili wszystko, co w ich mocy, niestety po prawie godzinnej reanimacji, nie udało się go uratować. Proszę panią o jak najszybszy przyjazd do szpitala w celu identyfikacji zwłok.
-Słucham?
-Pani mąż, Harry Styles, nie żyje- odpowiedziała a ja niewiele się zastanawiając po prostu się rozłączyłam. To co czułam... Przez chwilę wydawało mi się, że to sen. Czułam się jak we śnie. W tym okropnym śnie, gdy nie możesz się ruszyć, nie możesz krzyczeć, nie możesz oddychać. Kiedy nie tylko nogi robią się jak z waty, ale całe ciało jakby odmawia posłuszeństwa. Spojrzałam na telefon i wybrałam numer Harry’ego. Nie odbierał. Nie odbierał. Nie odbierał. A ja byłam gotowa wpaść w panikę. Nie umiałam oddychać. Nie wiedziałam, co mam myśleć. Jedyne, co słyszałam to jej słowa. Nie żyje. Nie żyje. Harry nie żyje. Przecież to nie mogła być prawda. Kolejny raz spróbowałam się do niego dodzwonić. A on znowu nie odebrał. To nie była prawda. Harry zaraz wróci. To była pomyłka. Nikt nie dzwoni i nie mówi, że twój mąż nie żyje. To nie była prawda. Nie mówi się tego przez telefon. Nie mówi się przez telefon, że najważniejsza osoba w twoim życiu nie żyje. Nie wiedziałam, co mam robić, dlatego zadzwoniłam do niego jeszcze raz. Kolejny i kolejny. Powinnam zadzwonić do kogoś innego. Do Olivii albo Steve’a ale chciałam dzwonić tylko do Harry’ego. Wiedziałam, że będę to robić tak długo aż nie odbierze. Wykonywałam kolejne połączenia jakbym była w transie. Serce biło mi jak szalone, czułam jak na szyi pulsują mi żyły. Byłam bliska osunięcia się na podłogę, bo zdrętwiały mi nogi. I wtedy usłyszałam śmiech i dwa głosy.
-Jesteśmy, Steve się wprosił na obiad- powiedział roześmiany Harry, gdy wszedł do kuchni. Powiedział. Roześmiany. Harry. Kiedy na mnie spojrzał od razu zorientował się, że coś jest nie tak. – Co się stało?- zapytał a ja niewiele się zastanawiając po prostu rzuciłam się na niego. Dosłownie.
-Żyjesz, o mój Boże... Harry... Skarbie... - mówiłam niezrozumiale ściskając go najmocniej jak potrafiłam.
-Co się stało?- zapytał kolejny raz, ale ja nie mogłam odpowiedzieć. Najpierw musiałam być pewna, że to on.
-Ali- wtrącił się Steve.
-Ktoś zadzwonił, powiedział, że Harry...- wiedziałam, że muszę się wziąć w garść. Że oni próbują się ze mną komunikować a ja niepotrzebnie to utrudniam. Mimo że to była aktualnie ostatnia rzecz, jaką chciałam zrobić odsunęłam się nieco od Harry’ego i przestałam go przytulać tak mocno, że pewnie zaczęły go boleć żebra. Objęłam go jedną ręką i nie pozwoliłam mu się w pełni wyswobodzić z mojego uścisku. On widząc jak się zachowuję nie miał zamiaru mnie wypuszczać z objęć i byłam mu za to ogromnie wdzięczna.
-Zacznij od początku- poprosił Steve. Jak zwykle był spokojny i opanowany.
-Ktoś do mnie zadzwonił i powiedział, że Harry nie żyje- powiedziałam w końcu głośno i wyraźnie.
-Podaj telefon- ponieważ wciąż byłam jakby otumaniona ochroniarz sam wziął komórkę z mojej dłoni, którą wciąż kurczowo trzymałam.
-Powiedziała, że nie żyjesz. Że miałeś wypadek, że cię reanimowali. Powiedziała, że nie żyjesz. Że mam przyjechać do szpitala żeby zidentyfikować... Zwłoki. Powiedziała, że nie żyjesz- mówiłam patrząc Harry’emu prosto w oczy. A on przycisnął na moment swoje usta do moich i zaczął mnie ściskać tak mocno jak ja jego chwilę wcześniej.
-Już dobrze, nic mi nie jest. Jestem cały i zdrowy- wyszeptał mi do ucha i gładził delikatnie moje plecy.
-Nie wiem, co bym zrobiła...
-Ciiiii... Wszystko jest dobrze- szeptał a ja powoli się uspokajałam. O ile tak mogłam to nazwać. Czułam jego dotyk, czułam jego zapach, czułam jego ciepło i nigdy w życiu nie czułam tego wszystkiego tak bardzo.
-Tak. Dobrze. Zaraz oddzwonię- powiedział Steve i podszedł do nas. Nawet nie wiedziałam, że zdążył wyjść. -Ali wiem, że wciąż jesteś w szoku, ale powiedz wszystko jeszcze raz dokładnie, to ważne. Niczego nie pomijaj.
-Może usiądziemy? Skarbie jesteś blada. Chcesz wody?- może i chciałam, ale nie chciałam żeby Harry odsunął się ode mnie choćby na metr, dlatego tylko pokiwałam głową i kurczowo trzymając się jego ramienia usiadłam na krześle.
-Co robiłaś, kiedy cię odwiozłem do domu?- zapytał Steve.
-Poszłam pobiegać. Biegałam przez godzinę, wróciłam i wzięłam prysznic. Później chciałam zrobić obiad. Zadzwoniłam do Harry’ego, ale zostawił komórkę w domu a służbowej nie odbierał. I wtedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam i ona powiedziała...
-Ona? Przedstawiła się?
-Tak, powiedziała, że nazywa się... Nie pamiętam. Ale to było popularne nazwisko... Powiedziała, że jest rezydentką chyba w California Hospital Medical Center.
-I gdy się przedstawiła powiedziała, że Harry nie żyje?
-Powiedziała, że Harry miał wypadek, że go reanimowali, ale go nie uratowali, że mam szybko przyjechać do szpitala i zidentyfikować... A mnie zatkało. Wydusiłam z siebie coś jeszcze a ona powiedziała, że mój mąż, Harry Styles nie żyje i gdy to powiedziała rozłączyłam się natychmiast.
-Rozłączyłaś się? Dlaczego?
-Nie wiem. Spanikowałam? Wystraszyłam się? Takich informacji chyba nie udziela się telefonicznie? W ogóle... Ty dupku! Skończony draniu!- powiedziałam i odepchnęłam od siebie Harry’ego. Nie jakoś bardzo, ale wystarczająco żebym mogła widzieć jego twarz. Cóż jego mina mówiła jedno. Nie wiedział, o co mi chodzi. –Dlaczego nie odbierałeś?!
-Przepraszam- naprawdę na twarzy miał wręcz wypisane to słowo, ale to wcale nie sprawiło, że poczułam się lepiej. Steve po otrzymaniu ode mnie wszystkich informacji znowu wyszedł by zadzwonić a ja bez skrępowania mogłam nakrzyczeć na mojego męża.
-Przepraszasz? Jesteś okropny! Sprawdź ile razy dzwoniłam! Gdybyś odebrał nie czułabym tego... Nie przeżyłabym tego... No nie! W ogóle widziałeś, że nie wziąłeś swojej komórki?! Tylko tą głupią służbową, której i tak nie odebrałeś!- nie krzyczałam na niego, ale miałam podniesiony głos. Zrozumiałam, że wystarczyło żeby po prostu odebrał telefon. Tylko tyle.
-Wyciszyłem na czas rozmowy z producentem i o tym zapomniałem- wyjaśnił i pocałował wewnętrzną stronę mojej dłoni.
-Przez twoją sklerozę...
-Przepraszam- powiedział bezczelnie mi przerywając. Ujął moją twarz w dłonie i pochylił się nade mną. –Naprawdę cię przepraszam. Ale już się nie gniewaj.
-To mnie przytul- odparłam i gdy spełnił moją prośbę stwierdziłam, że to będzie jego zajecie do końca tego dnia. Przytulanie mnie i całowanie.
-Naprawdę zapomniałem o włączeniu dźwięku.
-Wiem, ale nie wybaczę ci tego do końca życia- może i dramatyzowałam, ale miałam do tego prawo.
-Nie przesadzasz?
-Poczekaj niech do ciebie ktoś zadzwoni, powie, że nie żyję a ty masz przyjechać do szpitala zidentyfikować moje zwłoki! A ja ci powiem, że przesadzasz, bo zapomniałam odebrać telefon!- powiedziałam i przytuliłam go jeszcze mocniej.
-Przepraszam- powtórzył kolejny raz. –Ale może mi jednak kiedyś wybaczysz?
-Może- uniosłam głowę by móc na niego spojrzeć, ale on przycisnął swoje usta do moich. Zostawiłam na jego wargach całusa i chciałam wrócić do tulenia go do siebie, ale wtedy on spojrzał mi głęboko w oczy. I mnie pocałował. Nie tak jak wcześniej. To nie był buziak, ale czuły, namiętny, pełen miłości pocałunek, który na moment odebrał mnie dech w piersiach.
-Przepraszam- wyszeptał, delikatnie przejechał językiem po mojej dolnej wardze i znowu zaczął mnie całować. To, że ja tego potrzebowałam było oczywiste, ale zachłanność, z jaką jego usta i język pieściły moje uświadomiły mi, że on też tego potrzebował.
-Wiem, że dzisiaj idziesz ze Stevem na mecz- zaczęłam cicho czując na wargach jego pocałunek.
-Jaki mecz?- zapytał i uśmiechnął się szeroko.
-Jesteś cudowny- odparłam. Byłam już spokojna, ale tego dnia nie chciałam już zostawać sama. –Nie musisz zmieniać swoich planów. Jeśli chcesz iść na mecz to idź tylko weź mnie ze sobą.
-W tym momencie mecz to ostatnia rzecz, na którą mam ochotę.
-To super, bo ja straciłam ochotę na cokolwiek poza siedzeniem w domu- powiedziałam. Tak naprawdę jedyne, co chciałam robić to patrzeć na Harry’ego.
-Ali chciałbym cię o coś zapytać, bo widzę i czuję, że już jesteś spokojniejsza- oznajmił po chwili wpatrywania się w moje oczy.
-Pytaj- zachęciłam go.
-Nie poznałaś głosu tej kobiety, która dzwoniła?
-Nie- odpowiedziałam i wiedziałam, co mu chodzi po głowie. -Myślisz, że to mógłby być ktoś, kogo znam?
-Nie wiem. Co jeśli to on? Ali... Jeśli to on... Jeśli komuś kazał...  Jessice...
-Nie wydaje mi się. Nie martw się. Na pewno wkrótce wszystko się wyjaśni- powiedziałam i dotknęłam dłonią jego policzka. Wiedziałam po jego minie, że myśli o najgorszym. W jego oczach mogłam dostrzec wszystkie emocje, które zdawały z nim właśnie pogrywać. Ale ja byłam prawie pewna, że to nie D.. Przypomniało mi się, o czym myślałam, gdy biegałam i zanim zaczęłam się zastanawiać czy w ogóle poruszać ten temat w tym właśnie momencie jego komórka zaczęła dzwonić.
-Tak?- odebrał i sekundę później odsunął telefon od ucha, bo osoba, która dzwoniła zaczęła piszczeć tak głośno, że nawet ja słyszałam to wszystko wyraźnie.
-Harry! O Boże! To Harry! Harry!- krzyczała jakaś dziewczyna. Brunet spojrzał na mnie zaskoczony i przyłożył telefon ponownie do ucha.
-Halo?- powiedział i w telefonie znowu było słychać wrzask.
-To twoje fanki- stwierdziłam, bo było to oczywiste. Tylko jakim cudem miały jego numer?
-Słyszę- przyznał i się rozłączył. –Powiedz Steve’owi a ja zadzwonię do Ricka.
-Okej- odparłam jedynie i nie sądziłam, że przejście z kuchni do jadalni, w której siedział mój przyjaciel i rozmawiał przez telefon będzie dla mnie aż tak trudne. Nie chciałam zostawiać Harry’ego. Wiedziałam, że przesadzam, ale uczuciami nie da się sterować i nie da się nad nimi panować i nic nie mogłam zrobić z tym, co czułam. Zanim wyszłam spojrzałam jeszcze raz na Harry’ego a on posłał mi niewielki uśmiech. Pół godziny później wszystko było już jasne i okazało się, że miałam rację. D. nie miało z tym nic wspólnego. Ktoś wykradł wszystko z telefonu Gemmy. Zdjęcia, numery telefonów. Moja szwagierka padła ofiarą hakerów, dlatego nie tylko nasze numery telefonów, Harry’ego i mój, znalazły się w sieci, ale dosłownie wszystkich, których blondynka miała w kontaktach. Poza tym w Internecie krążyło już wiele zdjęć, w tym kilka z naszego ślubu czy zaręczyn Gemmy. Wciąż nie wszystko było jasne, nie wiadomo, kto dzwonił do mnie, ale Olivia zapewniła mnie, że to tylko kwestia czasu. Po rozmowie z brunetką zadzwoniliśmy do Gemmy, Nialla, naszych rodziców. Do wszystkich, których ta sytuacja w jakiś sposób dotyczyła i mogła na nich wpłynąć.
-Ali twój numer jest już zablokowany, na razie używaj tylko służbowej komórki a wieczorem wpadnę i podrzucę ci nową kartę- powiedział Steve.
-Nie musisz specjalnie przyjeżdżać, dasz mi ją rano- najchętniej zrobiłabym sobie, co najmniej tygodniową przerwę od komórek i komputerów.
-Właściwie Olivia to załatwia, ale mogę ci ją podrzucić jak będę wracał z meczu.
-Naprawdę nie musisz. Mam jak komunikować się ze światem, poza tym nie mam ochoty tego robić. Na dzisiaj mam dość telefonów i Internetu- wyjaśniłam.
-Rozumiem. W takim razie do jutra- odparł i się uśmiechnął.
-Do jutra- powiedziałam i na pożegnanie uściskałam przyjaciela. Kiedy wyszedł przez chwilę nie wiedziałam, co mam zrobić. Byłam wykończona. Jakbym tego dnia przebiegła maraton a nie osiem kilometrów. Marzyłam o tym żeby się położyć, żeby zasnąć w objęciach Harry’ego i zapomnieć o tym, co się wydarzyło.
-Co robisz?- zapytał Harry, gdy weszłam do kuchni i zaczęłam wyciągać garnki z szafek i jedzenie z lodówki. On wciąż rozmawiał przez telefon z siostrą.
-Obiad- odpowiedziałam a on zmarszczył brwi i zrobił dziwną minę. Nie miałam ochoty na gotowanie, ale wiedziałam, że Harry nic nie jadł na mieście, bo rano umówiliśmy się, że obiad zjemy razem, w domu. Nie chciałam żeby mój mąż chodził głodny przez jakiegoś chuja, który kradnie ludziom prywatność.
-Nie przejmuj się, powiedz mamie żeby się nie martwiła. Dam wam znać jak będę znał więcej szczegółów. Tak. Na pewno. Jak nie zadzwonię to napiszę. Tak do mamy też. Okej. Nie, Ali numer już dezaktywowano. Jutro do ciebie zadzwoni jak jej Olivia kartę załatwi. Dobrze. Paaa- powiedział i się rozłączył. Zanim znowu się odezwał podszedł do mnie i mnie przytulił. –Pomogę ci.
-Możesz obrać i pokroić marchewkę.
-Jeśli nie chcesz nie musimy tego robić.
-Chcę- powiedziałam tylko a on po prostu to zrozumiał.
-Okej- odparł jedynie i zanim zaczął robić to, o co go poprosiłam dał mi całusa w czubek głowy. Przez cały czas, kiedy przygotowywaliśmy posiłek i później, gdy już jedliśmy staraliśmy się udawać, że jest normalnie. Bo właściwie tak przecież było. Ale ja wciąż słyszałam to, co powiedziała mi ta dziewczyna przez telefon a Harry martwił się tym, że to jego siostra padła ofiarą hakerów. Ja też się tym przejmowałam. Wiedziałam też, że tego dnia już nic nie uratuje. Był po prostu okropny.
-Położymy się? Chociaż na chwilę?- zapytałam, gdy włożyłam ostatnią szklankę do zmywarki.
-Jasne- odpowiedział i zaczął mi się przyglądać.
-Jestem zmęczona i boli mnie głowa- zakomunikowałam, złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę schodów. W sypialni, gdy tylko się położyłam poczułam się troszkę lepiej, głównie za sprawą Harry’ego i jego ramion, które mnie przytulały. Udało mi się wyciszyć, słuchałam jak mu bije serce, napawałam się jego zapachem i dotykiem. Byłam w tym dziwnym stanie, kiedy jeszcze nie śpisz, ale jednocześnie nie ogarniasz już rzeczywistości, kiedy Harry postanowił mnie zostawić. Momentalnie otworzyłam oczy i na niego spojrzałam.
-Myślałem, że śpisz- powiedział zanim ja się odezwałam.
-Gdzie idziesz? Nie zostawiaj mnie.
-Nie mogę zasnąć, chciałem popracować- wyjaśnił a ja spiorunowałam go spojrzeniem.
-Popracuj tutaj- powiedziałam a on się uśmiechnął i nachylił nade mną po to by pocałować mnie w policzek.
-Pójdę po komputer- wyszeptał mi do ucha a minutę później siedział na łóżku z laptopem na udach i ze mną przyklejoną do jego ramienia. Nie chciałam żeby pracował, ale wiedziałam, że chce czymś zająć myśli, więc rozumiałam, że praca jest dla niego odskocznią. Ja wybrałam sen a on coś produktywnego. Przez jakiś czas miałam zamknięte oczy, później udało mi się chyba nawet zdrzemnąć, ale nie byłam pewna. Gdy się obudziłam i spojrzałam na ekran komputera zobaczyłam, że Harry ogląda film. Na uszach miał słuchawki i co chwilę, dosłownie, co trzydzieści sekund robił pauzę i pisał coś w notesie. Po trzydziestu sekundach odtwarzał dany fragment jeszcze raz. Niektóre sceny oglądał po kilka razy, inne omijał. Oglądał film, na którego premierze stałam u jego boku. Jego pierwszy film. Harry przygotował się do castingu już od jakiegoś czasu i wcześniej nie miałam z tym problemu. A w tej konkretnej chwili... Skupił się w pełni na wykonywanych czynnościach i nie widział, że nie śpię tylko patrzę na ekran. Mimo że byłam z nim na premierze nigdy nie obejrzałam filmu do końca. Tamtego wieczora przyjechała Nina, dlatego wyszliśmy w połowie seansu. Nie widziałam zakończenia historii postaci, w którą wcielił się Harry. Zobaczyłam ją dopiero teraz. Widziałam jak ktoś do niego strzela. Wiedziałam, że jego postać zginęła, ale kiedy to zobaczyłam... W połączeniu ze słowami, które wciąż odbijały się echem w mojej głowie... Harry nie wiedział, że wszystko widzę i obejrzał tę scenę jeszcze raz. Gdy zapisał coś w zeszycie przewinął na początek i znowu ją puścił. I jeszcze raz. A ja kolejny raz widziałam jak mój mąż umiera. Dla mnie to nie był film i postać. Nie po tym, co przeżyłam kilka godzin wcześniej. Nie chciałam już tego oglądać, dlatego usiadłam raptownie, przez co na moment zupełnie mnie zamroczyło.  
-Już nie śpisz?- zapytał brunet, pochylił się w moją stronę i musnął wargami mój policzek.
-Tak. Chce mi się pić- odparłam a w moim głosie słyszalnych było wiele emocji. W tym nutka złości.
-Przyniosę...
-Nie, ja pójdę- powiedziałam i wstałam. Nie rozumiałam jak mogę się na niego złościć, ale jednocześnie czułam wkurzenie... Bo jak mógł oglądać i jak mógł mi pokazywać scenę, w której umiera po tym, co przeżyłam?! Co z tego, że nie widział, że ja patrzę na ekran? Kiedy znalazłam się w kuchni nalałam sobie do szklanki wody. Zrobiło mi się duszno i cały czas czułam się jakoś nieswojo. Wyszłam więc na taras i mimo że wcześniej udawało mi się nie dopuszczać do siebie tych wszystkich uczuć i myśli w końcu wypełniły mnie w każdym calu. Gdyby Harry’emu coś się stało, gdyby zniknął z mojego życia ja zniknęłabym razem z nim.
„Postanowiłem uzależnić cię ode mnie w każdy możliwy sposób, chciałem by każda cząstka twojego życia należała do mnie”
Nie sądziłam by tym razem kierowały nim takie pragnienia. Wiedziałam, że nie. Wiedziałam, że dojrzał, że przestał się bać, bo nie było już tajemnicy i mrocznych sekretów. Ale właśnie to zrobił. Uzależnił mnie od siebie w każdy możliwy sposób. Każda cząstka mnie i mojego życia należała do niego. Nie umiałam bez niego istnieć i wiedziałam, że w pewnym sensie to jest złe. Wydawało mi się przecież, że jestem silną, niezależną kobietą. Miałam przecież wszystko, ale tak naprawdę bez niego byłam nikim i nie miałam nic. Nie byłam niezależna, byłam uzależniona od niego. Poczułam się przytłoczona i ogarnął mnie niepokój. Moje myśli zaczęły krążyć wokół tematów, o których na ogół nie myślałam. Bo poza uświadomieniem sobie, kolejny już raz, że moje praktycznie należy do Harry’ego nie mogłam pozbyć się wrażenia, że coś mi umyka. Że czegoś nie widzę, że mam to przed nosem, ale nie wiem o co chodzi. Nie można mieć takiego życia jakie miałam ja, prawda? Nie mogło wszystko układać się tak idealnie, dlatego zaczęłam się zastanawiać, czego nie widzę?
-Przed chwilą dzwoniła Olivia- powiedział Harry i jednocześnie stając za mną mnie przytulił. –Wiadomo już, kto do ciebie dzwonił. To jakaś szesnastolatka. Znalazła numer, bo hakerzy udostępnili go w sieci. Wszystko opisała na Twitterze. Nagrała całą rozmowę i wrzuciła ją do Internetu.
-Naprawdę? I zrobiła to nastolatka?- zapytałam po chwili przetwarzania nowych informacji. Nie mogłam uwierzyć, że praktycznie jeszcze dziecko wpadło na taki pomysł. Dlaczego? Po co?
-Ali bardzo cię za nią przepraszam- powiedział pełen wyrzutów sumienia.
-Dlaczego?- zapytałam nie rozumiejąc jego zachowania.  
-To moja fanka. Choć powinienem chyba powiedzieć psychofanka- odpowiedział a mi zrobiło się przykro, bo jemu było przykro.
-Skarbie nie musisz mnie przepraszać. To nie twoja wina- powiedziałam i odwróciłam się by móc go przytulić. To, że ta dziewczyna wpadła na taki chory pomysł nie miało z nim nic wspólnego. Bo co z tego, że była jego fanką? Przecież to nie miało żadnego znaczenia.
-Muszę coś z tym zrobić. Nie chcę by coś takiego się powtórzyło.  
-Ona jest praktycznie jeszcze dzieckiem.
-Wiem i jestem przerażony, kiedy pomyślę, że coś takiego mogło jej przyjść do głowy.
-Nie rozumiała, co tak naprawdę robi- przynajmniej taką miałam nadzieję. Patrząc na niego rozumiałam w stu procentach to dlaczego jest taki oburzony i przejęty. Czułam to samo. Jednocześnie w pewnym sensie poczułam też ulgę. Bo to nie było D.. Na pewno to nie był on.
-Nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić. Wiesz, że coraz rzadziej korzystam z oficjalnych kont w Internecie. A teraz wszedłem na profil tej dziewczyny i naprawdę jestem przerażony. Nie tylko tym, w jaki sposób ona odnosi się do ciebie, jak przedstawiła tę sprawę, ale chodzi mi też o te osoby, które to komentowały. O ogół. Rick już napisał oświadczenie w moim imieniu, bo postanowiłem, że zawieszam wszystkie konta- powiedział poważnie.
-Myślisz, że gdy przestaniesz udzielać się w sieci taka akcja więcej się nie powtórzy?
-Nie, nie wiem. Ale chcę dać znać, że wszystko ma swoje granice, chcę dać sygnał, że moja granica została przekroczona i może, gdy się zdystansuję, może to coś da. Nie wiem. Aktualnie jestem wściekły i nie wiem, co mogę zrobić żeby to pokazać.
-Nie wściekaj się. Nie lubię, kiedy się denerwujesz- przytuliłam się do niego i nie myślałam o tym, co powiedział. O fance. O tym, że w pewnym sensie „obraził się” na fanów, których przecież tak uwielbia. Mimo że wszystko było jasne ja tak naprawdę wcale nie poczułam się lepiej. Nie umiałam się pozbierać. Czułam się znokautowana. –Nie zauważyłeś, ale nie spałam i widziałam co oglądasz... Wiem, że to tylko film, ale... Nigdy więcej mi tego nie pokazuj.
-Okej- odparł tylko i przytulił mnie mocniej. –Co się dzieje? Wiem, że bardzo przeżyłaś to, co się dzisiaj stało, ale chodzi o coś więcej, prawda?
-Nie wiem- odpowiedziałam i nie chciałam mu wyjawiać, o czym myślałam. Poza tym on wiedział. Wiedział, że nie umiem bez niego żyć. Wiedział, że potrzebuję go by móc oddychać. Już nie raz mu o tym mówiłam. Chciałam tylko żeby znowu mi coś obiecał.
-Powiedz mi- powiedział cicho i patrzył mi w oczy tak jakby chciał w nich zobaczyć, o czym myślę.
-Po prostu musisz mi obiecać, że nigdy mnie nie zostawisz- Harry doskonale wiedział, że mówię poważnie. Że to nie są słowa, które nic nie znaczą. Wiedział, o co go proszę.
-Skarbie- westchnął i dał mi całusa.
-Obiecaj.
-Obiecuję- wyszeptał a grymas na jego pięknej twarzy zdradził, że wcale nie chciał tego powiedzieć. Nie można przecież komuś kazać obiecać, że się nie umrze, ale Harry właśnie to zrobił.
-Zanim ta dziewczyna zadzwoniła biegałam. I w trakcie biegu uświadomiłam sobie, że muszę ci coś powiedzieć. Chodzi o to, co ty mi powiedziałeś ostatnio. Wiem, że nie umiałbyś... No wiesz. Pobicie kogoś a... Mimo, że nienawidzę przemocy wciąż uważam, że Jesse zasłużył na to by dostać w twarz. I naprawdę nie lubię siebie za to, że tak myślę. Ale dałeś mu wtedy nauczkę i wiem, że gdyby on znowu zaczął świrować nie zrobiłbyś tego, co myślisz że byś zrobił.
-Ali zaczynam się gubić- przyznał a ja widząc jego minę uśmiechnęłam się na sekundę.
-Byłeś wtedy taki wściekły, kiedy się dowiedziałeś, że pojechałeś tam i dałeś mu w pysk. I to wszystko. Dobrze wiesz, że nie byłbyś zdolny do czegoś gorszego. Ja to wiem. Jesteś dobry Harry i nikt o takim sercu nie zrobiłby czegoś tak strasznego. To chciałam ci powiedzieć.
-Dziękuję- dopiero, gdy wypowiedział to słowo dotarło do mnie, że naprawdę powinnam to powiedzieć wtedy w nocy.
-Dzisiejszy dzień jest taki dziwny i okropny- stwierdziłam i nie zamierzałam już rozmawiać na poważne tematy. Emocjonalnie byłam wykończona.
-Dlatego pomyślałem, że dobrze byłoby odreagować- powiedział po chwili zastanowienia i uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
-Co masz na myśli?- zapytałam.
-Chciałbym cię zaprosić na kolację. Co ty na to?
-Randka?
-Jutro. O dwudziestej. Nasza ulubiona włoska knajpka.
***
-Jak ci minął dzień?- zapytałam mojego męża, gdy zamówiliśmy kolację. Starałam się zachowywać normalnie, jak cywilizowany człowiek, ale nie widziałam go przez prawie cały dzień i ta randka była dla mnie niesamowicie ekscytująca. Cieszyłam się, że jesteśmy już razem, bo po tym, co się wydarzyło dnia poprzedniego cały czas myślałam tylko o Harrym. Wiedziałam, że będzie musiało minąć jeszcze kilka dni zanim przestanę przez dwadzieścia cztery godziny na dobę zastanawiać się czy na pewno z nim wszystko w porządku.
-Produktywnie- odpowiedział i uśmiechnął się tajemniczo. Przez jego natarczywe spojrzenie jeszcze bardziej miałam ochotę zachowywać się w sposób mało cywilizowany. Najchętniej wpakowałabym mu się na kolana i całowała do utraty tchu. Nie widziałam go dzień, ale naprawdę się za nim stęskniłam.
-To znaczy?
-Wiem, że się powtarzam, ale pięknie wyglądasz- odpowiedział a ja zamiast podziękować za komplement wywróciłam oczami. Dobrze wiedziałam jak wyglądam, bo na randkę przyjechałam prosto z sesji, na której mnie umalowali i uczesali. No i całkiem niedawno kupiłam śliczną małą czarną. Idealną na randkę.
-Jutro musimy jechać na zakupy- postanowiłam, że zmienię temat. Harry z kolei miał gdzieś to, że jesteśmy w miejscu publicznym i staram się zachowywać kulturalnie i mnie pocałował. Namiętnie.
-Nie wiem czy jutro wypuszczę cię z łóżka- wyszeptał mi do ucha a gdy się ode mnie odsunął wiedziałam, że chodzi o coś więcej. Był podekscytowany, ale z pewnością nie chodziło tylko o to, że wybraliśmy się na randkę.
-To, że mam wolne nie znaczy, że zmarnuję cały dzień- powiedziałam a on zmarszczył brwi i zrobił zabawną minę.
-To nie byłby zmarnowany dzień- odparł i uśmiechnął się szeroko. Miał naprawdę dobry humor, który zaczął mi się udzielać. Przez cały dzień byłam w pracy. Od samego rana udzielałam wywiadów by na koniec wziąć udział w sesji. Przez cały dzień z entuzjazmem i optymizmem musiałam odpowiadać na pytania, nie tylko te dotyczące nowej płyty. Przez cały dzień byłam chodzącym szczęściem, bo musiałam. Musiałam się uśmiechać nawet, jeśli cały czas tylko myślałam o Harrym i o tym czy na pewno wszystko z nim dobrze. Wiedziałam, że tak. Jednak mimo wszystko byłam przewrażliwiona. Właściwie, jeśli chodziło o niego zawsze taka byłam. Ale tego dnia chodziło o coś więcej, za każdym razem, gdy dzwonił mój telefon zanim odebrałam przeżywałam mini zawał bojąc się, że znowu usłyszę coś okropnego. Dlatego przez cały dzień nie potrafiłam się cieszyć tym, co się wokół mnie działo. Dopiero, gdy zobaczyłam Harry’ego poczułam spokój i dopiero w restauracji siedząc przy nim i patrząc na jego uśmiech, na dołeczki i oczy, z których wręcz biła radość rozluźniłam się i pod jego wpływem i urokiem poczułam entuzjazm. I radość. Choć nie do końca wiedziałam, dlaczego się cieszymy. Cóż, mi wystarczyła do tego jego obecność. Tylko tyle musiał zrobić żebym zapomniała o wszystkim i była najszczęśliwsza na świecie.
-W sumie... Masz rację...- powiedziałam starając się brzmieć zmysłowo.
-Wiem, że mam i uwierz mi, że naprawdę zamierzam wcielić ten idealny plan w życie- odparł. Ton jego głosu, jego spojrzenie, jego dłoń spleciona z moją – to wszystko spowodowało, że poczułam motyle w brzuchu.
Przez cały wieczór było idealnie i właściwie zapomniałam o otaczającym nas świecie. Byłam totalnie pochłonięta Harrym. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Gdy zjedliśmy kolację zagadaliśmy się zupełnie. Kiedy poszłam do toalety zaczęłam się nawet zastanawiać jak to się dzieje, że mimo tego, że tyle się już znamy, że codziennie rozmawiamy, wciąż jest jeszcze tyle rzeczy, których chcę się o nim dowiedzieć i tyle, które chcę mu opowiedzieć.
-Już jestem- powiedziałam i zanim usiadłam dałam mu szybkiego całusa w policzek. Kiedy zajęłam swoje miejsce pierwszy raz tego wieczora wyjęłam telefon z torebki. Chciałam sprawdzić, która jest godzina, ale natychmiast o tym zapominałam, gdy zobaczyłam, że na ekranie komórki pojawił się SMS od Niny. Właściwie MMS. Brunetka wysłała mi zdjęcie. Z Niallem! „Nie wierzę w to, ale poszliśmy na randkę! Stwierdziłam, że wyślę Ci zdjęcie, bo inaczej mi nie uwierzysz. Gdy przyjedziesz do NY muszę ci wszystko opowiedzieć.”
-Kiedy cię nie było zamówiłem dla nas szampana- powiedział a ja gapiłam się na zdjęcie.
-Nie tylko my jesteśmy dziś na randce- od razu przytknęłam mu telefon pod nos a on nie wydawał się być zaskoczony. –Wiedziałeś?!
-Doradzałem mu w tej sprawie- odpowiedział i uśmiechnął się szeroko.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? Albo Niall?- zapytałam z wyrzutem.
-Bo bałem się, że za bardzo się wkręcisz. W tym też mu doradziłem. To znaczy żeby nie gadał z tobą o tym- przyznał a ja trzepnęłam go w ramię udając złość. Tak naprawdę wcale się nie gniewałam. Doskonale wiedziałam, że gdyby Niall z tym przyszedł do mnie zrobiłabym z tego jedno z najważniejszych wydarzeń tego roku niepotrzebnie Horana stresując. Z drugiej strony jednak mogłam mu jakoś pomóc, bo przecież znałam Ninę nieporównywalnie lepiej niż Harry. No i byłam kobietą.
-Może i bym się wkręciła, ale skoro chciał ze mną pogadać to jak mogłeś mu to odradzić?
-Po prostu. Jesteś za bardzo zaangażowana i pogadacie już po fakcie.
-Ale...
-Niall był mega zestresowany. Cały czas mi pisał, że nie wie gdzie ma ją zabrać, że tak naprawdę nie wie, co ona lubi robić, co lubi jeść. Chciał o tym z tobą pogadać, bo w końcu znasz ją i wiesz to wszystko i z pewnością byś mu doradziła, ale z drugiej strony... Czy właśnie odkrywanie tego wszystkiego nie jest najlepsze?- zapytał i dał mi całusa w czubek nosa.
-Nie- odpowiedziałam i odepchnęłam go delikatnie od siebie. Doskonale wiedziałam, że ma rację.
-Ali... Niech Niall sam ją pozna i ona jego.
-Ale mogliście mi chociaż powiedzieć- westchnęłam nieco zawiedziona. Mimo wszystko byłam jednak zadowolona, że sprawy między tą dwójką w końcu zaczynają się układać.
-Żebyś sama, od deski do deski, zaplanowała im ten wieczór? Każdą jedną minutę?- zapytał a ja spiorunowałam go spojrzeniem.
-Nie zaplanowałabym...
-Taaaa, musiałbym cię nie znać. Poza tym jutro z pewnością oboje wszystko ci opowiedzą. Nie gniewaj się na mnie- powiedział rozbawiony i pochylił się by mnie pocałować. Oczywiście odwróciłam głowę w drugą stronę, przez co on musiał ująć moją twarz w dłonie by mógł dotknąć moich ust. A gdy zaczął mnie całować moja „złość” od razu mi minęła i właściwie poczułam taki przypływ radości, że wczułam się w pocałunek aż za bardzo. Jako że nie byłabym sobą gdybym jakoś nie uprzykrzyła mu życia postanowiłam ugryźć go w wargę. Za karę, że nie wiedziałam, że tego wieczora nie tylko my randkujemy. –Auć! Ale ty jesteś okropna!
-Wiem. Ale teraz jesteśmy kwita- powiedziałam zadowolona z siebie, gdy on dotykał palcami swoje wargi. –Pamiętaj. Ze mną się nie zadziera.
-Właśnie widzę- odparł równie rozbawiony jak ja. Kiedy na mnie patrzył jego oczy wyrażały więcej niż słowa, które mógłby wypowiedzieć w tej chwili.
-Kocham cię- powiedziałam, bo naprawdę musiałam to zrobić.
-Chciałbym ci coś dać- oznajmił po chwili czarowania mnie swoim spojrzeniem. Niby przez cały wieczór wydawało mi się, że Harry jest jakiś wyjątkowo roześmiany, ale kiedy wypowiedział te słowa byłam naprawdę zaskoczona. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Tak?- zamówił szampana, bo coś świętowaliśmy. Tylko ja jeszcze nie wiedziałam co.
-Wczoraj mnie bardzo korciło żeby ci to dać, bo byłaś taka smutna, ale jakimś cudem się opanowałem- wyjaśnił i machnął ręką w kierunku kelnera. Gdybyśmy nie byli już małżeństwem byłabym pewna, że zaraz mi się oświadczy.
-To znaczy?
-Rozważałem też danie ci tego na tej imprezie, którą organizujemy. Wiesz, parapetówka i świętowanie wydania twojej i naszej płyty. Ale stwierdziłem, że dzisiaj jest najodpowiedniejszy dzień.
-Harry?- byłam skołowana, podekscytowana i zdenerwowana jednocześnie, kiedy kelner do nas podszedł i wręczył Harry’emu... książkę?
-To dla ciebie- powiedział i wręczył mi prezent.
-Przewodnik po Włoszech?- przeczytałam tytuł na głos i na niego spojrzałam.
-Otwórz- polecił a ja zrobiłam, co kazał. Moim oczom ukazała się mapa, na której czerwonym markerem zaznaczone były: Werona, Wenecja, Rzym i Mediolan.
-Harry- spojrzałam na niego zszokowana, przejęta i totalnie wzruszona.

-Skarbie, co powiesz na przedświąteczny, dwutygodniowy wyjazd do Włoch?  

niedziela, 8 października 2017

Rozdział 41





-Możesz mi powiedzieć jak mam się kurwa nie złościć?- częściowo go rozumiałam. Miał prawo być wkurzony. Z drugiej strony to była tylko jedna, stara, nic nieznacząca fotografia i mógł być zły, ale bez przesady. Mimo że nie odczuwałam potrzeby żeby się z czegokolwiek tłumaczyć postanowiłam to zrobić. Nie chciałam afery. Ten dzień był wspaniały i psucie go awanturą było niepotrzebne.
-To tylko głupie zdjęcie. Znalazłam je w książce. Musiałam użyć go jako zakładki i po prostu o nim zapomniałam- wyjaśniłam.
-Zapomniałaś?- zapytał i spojrzał na mnie tak, że serce podeszło mi do gardła. Był naprawdę wściekły a ja nie rozumiałam tej jego przesadzonej reakcji.
-Tak. Zapomniałam- odpowiedziałam a on się zaśmiał szyderczo. –Nie rozumiem, o co ci chodzi.
-Nie rozumiesz? Masz poukrywane zdjęcia psychola, który cię dręczył tyle czasu, ale to ty nie rozumiesz mnie- powiedział głośno a jego głos był niski i głęboki. Jeszcze nie krzyczał, ale to chyba było kwestią czasu. Zamiast jednak zastanawiać się jak ugasić ten tlący się pożar zwróciłam uwagę na słowo, którego użył.
-Zdjęcia?- zapytałam.
-Nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi- warknął a ja naprawdę nie wiedziałam, o jakich zdjęciach właśnie rozmawiamy.
-Jeśli znalazłeś jakieś zdjęcie Jesse’ego to chyba wiesz, że nie zostawiłam go specjalnie. Wszystko, co było z nim związane wyrzuciłam- powiedziałam i miałam nadzieję, że mój pewny ton głosu go przekona, że mówię prawdę. Po rozstaniu z Jessem wszystkie jego rzeczy mu oddałam a zdjęcia i inne pamiątki wyrzuciłam. Zrobiłam to zanim okazało się, że to on mnie dręczy, ale nawet, jeśli wcześniej ukryłabym coś na pamiątkę pozbyłabym się tego po tym jak się okazało, że Jesse jest nienormalny.
-Nie wszystko- wyszeptał a ja zrozumiałam, dlaczego nagle popsuł mu się humor i wydawało mi się, że jest jakiś zły. On też znalazł takie zdjęcie i dlatego tak się zachowywał. Był taki wściekły, że na jego szyi widoczne były żyły a na policzkach rumieńce. Był na mnie zły. Na mnie! Przecież nie zostawiłam tych zdjęć celowo! Nie chciałam mu sprawić przykrości a on zachowywał się jakbym zrobiła to specjalnie.
-Nie złość się na mnie. Nie sądziłam, że coś po Jessem zostało, ale dobrze wiesz ile mam rzeczy, miałam prawo coś przeoczyć. Jak chociażby zdjęcie robiące za zakładkę w książce, o której istnieniu zapomniałam wieki temu.
-Tak sobie to tłumaczyłem do tego momentu. Ale przed chwilą, kiedy tutaj wszedłem widziałem jak gapiłaś się przez pięć jebanych minut na to pieprzone zdjęcie! Dlaczego?
-Nie wiem. Okej? Nie wiem- co miałam mu niby powiedzieć?  
-Chciałaś je zostawić?- zapytał.
-Nie- odpowiedziałam natychmiast.
-Super, w takim razie pozbądźmy się go od razu- wycedził przez zaciśnięte zęby i podarł zdjęcie gapiąc mi się prosto w oczy.
-Uspokój się. Te zdjęcia nic nie znaczą. Wiesz o tym. Przyznaję, że patrzyłam na nie chwilę dłużej niż powinnam, ale od jakiegoś czasu nie myślę już o D. i kiedy spojrzałam na Jesse’ego na tym zdjęciu znowu na moment pojawiło się w mojej głowie niedowierzanie, że był on zdolny do czegoś tak okropnego. Nie złość się na mnie.
-Nie potrafię się nie złościć na ciebie w tym momencie- powiedział i wciąż świdrował mnie wzrokiem. Opanowałam się i nie westchnęłam, nie wywróciłam oczami i nie powiedziałam, że przesadza, bo mogłam tym wywołać burzę.
-Kiedy znalazłeś inne zdjęcie?- zapytałam a on odsunął się ode mnie.
-Dzisiaj.
-Dlatego byłeś zły- stwierdziłam a on wyjął pogniecioną fotografię z tylnej kieszeni dżinsów. Podał mi ją a ja, mimo że nie chciałam przypomniałam sobie okoliczności, kiedy została zrobiona.
-Wkurwiony. Nie zły- powiedział a ja nie wiedziałam, co mam zrobić. Miałam go przepraszać? Błagać o wybaczenie? Niby dlaczego?
-Harry nie zrozum mnie źle, ale...- zaczęłam, ale od razu mi przerwał.
-Nie rozumiesz, dlaczego aż tak się złoszczę. Myślisz, że robię z igły widły. Ale to nie pierwszy raz, kiedy widzę „pamiątki” po tym psycholu.
-Możesz przestać bawić się w pana tajemniczego i powiedzieć, o co właściwie chodzi.
-Nie ma sprawy. Chodź, pokażę ci, o co chodzi- odparł. Złapał mnie za rękę i zupełnie niepotrzebnie używając siły zaprowadził mnie do naszego gabinetu. Bez zbędnych komentarzy włączył komputer i wskazał na fotel, na którym usiadłam. W międzyczasie on wyszedł na moment z pokoju a gdy się w nim znowu pojawił w dłoni trzymał pendrive’a. Podłączył urządzenie do laptopa a ja siedząc jak trusia zaczęłam się stresować. Nie miałam pojęcia, co zaraz zobaczę, ale domyślałam się, że to nic dobrego. Chwilę później mój stres wzrósł o jakieś milion procent, bo na ekranie pojawił się pierwszy filmik. Oczywiście byłam na nim ja i Jesse, właściwie był to „zlepek” trzech nagrań ze Snapchata. Mimo że wtedy nie używałam swoich kont i właściwie się nie udzielałam w Internecie, prywatnie często korzystałam ze Snapchata czy Instagrama by komunikować się ze znajomymi, przyjaciółmi czy rodziną. Nagranie, które właśnie pokazywał mi Harry wysłałam wtedy do Nialla. Zapisałam sobie je na pamiątkę, bo tamten wieczór był wspaniały. Przynajmniej wtedy. Jesse i ja byliśmy w klubie gdzie swoje występy miały drag queen. Właściwie ta impreza nazywała się „Drag night” i wtedy wydawało mi się, że nigdy w życiu nie bawiłam się tak dobrze. Siedziałam Jesse’emu na kolanach, przytulaliśmy się, śpiewaliśmy, piliśmy drink za drinkiem. Naprawdę nie udawałam wtedy swojej radości, która swój szczyt osiągnęła, gdy nagle usłyszałam moją pierwszą piosenkę. Cannonball. Nie sądziłam, że usłyszę ją w takim miejscu. Nikt nie wiedział wtedy, że jestem w tym klubie, więc nie wybrano jej specjalnie. Poza tym, że świetnie się bawiłam, poczułam dumę. Byłam w klubie, na szalonej imprezie w Nowym Jorku i nagle salę wypełniła moja piosenka. Od raz sięgnęłam po telefon i nagrałam kilka snapów, wysłałam je do Nialla. Zapisałam je na pamiątkę. Tak samo jak wiele innych filmików, które później zgrałam na pendrive, gdy zmieniałam telefon.
-Skarbie... Ty wiesz jak było... Ja...- zaczęłam się jąkać, bo nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Cała ta sytuacja była po prostu bardzo niezręczna.
-Oglądałem te nagrania przez całą noc. Znalazłem je, gdy pakowaliśmy twoje rzeczy- wyjaśnił nieco spokojniej.
-Nie chciałam ich zostawiać. Przysięgam, że myślałam, że pozbyłam się wszystkiego, co było z nim związane- wiedziałam, kiedy znalazł tego pendrive’a i kiedy oglądał te filmiki. Myślałam, że mam przewidzenia i wydaje mi się, że jest na mnie obrażony, ale jednak nic mi się nie przewidziało.
-Wiem. Dlatego przetrawiłem to jakoś. Byłem na ciebie zły. Tak samo jak jestem teraz. I nie chodzi o to, że zapomniałaś się tego pozbyć tylko o to, że w ogóle z nim byłaś. A jeszcze bardziej wkurwia mnie to, że byłaś z nim szczęśliwa a przecież to psychol.
-Nie wiedziałam, że to D.
-Wiem, ale sam fakt, że ty się świetnie bawiłaś a ja w tym samym czasie umierałem z tęsknoty za tobą mnie wkurza. Bo obejrzałem te filmiki. Wszystkie po kilka razy.
-Harry...
-Na jednym idziecie przez miasto i robicie głupie miny, na innym leżycie w łóżku i się wygłupiacie, na jeszcze innym nagrywałaś go jak prowadził samochód, kolejny jak rozmawiał przez telefon, jeszcze inny to kulisy waszej wspólnej sesji a tam co? Idziecie przytuleni a ty trzymasz dłoń w tylnej kieszeni jego spodni. Albo to, kiedy zrobił ci kawę i przyniósł ją do łóżka- byłam w szoku słysząc jak Harry wymienia to wszystko. Naprawdę musiał się katować i oglądać to po sto razy skoro zapamiętał wszystko ze szczegółami a mi zrobiło się przykro, bo nie chciałam żeby się dręczył takimi głupotami.  
-Przecież to wszystko nie ma teraz znaczenia. Po co robić z tego jakąś sensację? Po co do tego wracać? Może gdyby nie okazało się, że jest moim największym wrogiem patrzyłabym na te zdjęcia i nagrania inaczej. Nie uważałabym tego czasu, kiedy z nim byłam za stracony. Ale Jesse to największy błąd mojego życia i co ja mogę teraz zrobić? Nie cofnę czasu i nie zmienię przeszłości.
-Czyli gdyby Jesse nie był D. nie widziałabyś potrzeby...
-Przestań. Po co w ogóle drążysz ten temat? Nieumyślnie sprawiłam ci przykrość i bardzo cię za to przepraszam, ale...
-Ale gdyby Jesse był po prostu twoim byłym nie przepraszałabyś mnie i w ogóle nie widziałabyś powodu by kasować jakieś zdjęcia i nagrania, na których się kurwa całujecie- czasami wydawało mi się, że na tym świecie nie ma dwóch tak idealnie do siebie pasujących osób jak Harry i ja. Z drugiej strony bywały momenty, w których totalnie nie umieliśmy się zrozumieć i wtedy byliśmy jak najbardziej niedobrana para świata. I to był ten moment. On miał do mnie pretensje o to, że miałam kiedyś chłopaka i zapomniałam pozbyć się jakiś głupich zdjęć a sam zapomniał o tym, że cały czas utrzymywał kontakt z byłą dziewczyną. I zamiast załagodzić sytuację, ja byłam osobą, która oczywiście musiała dolać oliwy do ognia i brnąc dalej w jakąś bezsensowną kłótnię.
-Chyba się troszeczkę zagalopowałeś. O ile się nie mylę to ja muszę znosić twoją byłą, z którą nagle postanowiłeś się przyjaźnić - powiedziałam. Jak to mówią, najlepszą obroną jest atak i właśnie taką taktykę obrałam.
-Chloe to zupełnie inna historia.
-Nie. Doskonale wiesz, że jej nie lubię a mimo to nie dość, że się z nią przyjaźnisz to jeszcze mnie zmuszasz do spotkań z nią- Harry wywrócił oczami słysząc moje słowa czym mnie tylko dodatkowo zirytował.
-Nie wiem ile razy jeszcze muszę ci to powiedzieć żebyś zrozumiała. Chloe się zmieniła- powiedział. Słyszałam te słowa już setki razy i wiedziałam, że mogę usłyszeć kolejne tyle, ale i tak nie zmienię swojego nastawienia.
-Ale mam to w nosie. Ile razy ja mam ci to jeszcze powiedzieć żebyś ty to zrozumiał?
-Jesteś niemożliwa-prychnął pod nosem.
-Ja?
-Tak. Jeszcze niedawno pomogłaś jej, gdy przyłapała faceta na zdradzie a teraz...- nie wiedziałam, dlaczego jest taki zawiedziony moim słowami skoro sam miał pretensje o jakieś zdjęcia i to, że kiedyś miałam chłopaka.
-A teraz co? Doskonale wiesz, że nadal jej nie lubię. I nie podoba mi się to, że jest w twoim życiu. Że zapomniałeś wszystko, co zrobiła. Jak ona cię potraktowała? Ja mnie potraktowała? Harry to ona wylała na mnie drinka godzinę przed tym jak podcięłam sobie żyły. A ty jej to wybaczyłeś. Zapomniałeś. Zaprosiłeś ją już na parapetówkę i nawet nie zapytałeś mnie o zdanie. A teraz urządzasz mi awanturę o zdjęcia. I o to, że byłam z Jessem choć nie masz prawa- mój głos oczywiście był już żałośnie wysoki i zaczął głupio drżeć zdradzając wszystkie drzemiące we mnie emocje.
-Chloe przeprosiła- powiedział nie patrząc na mnie. Wiedział jak idiotycznie brzmi a ja miałam już dość tej rozmowy.
-Zamknij się. W dupie mam Chloe. Tak nagle jest taka super, wspaniała, zmieniona na lepsze. Tylko wiesz co? Żebyś się jeszcze kiedyś nie zdziwił i nie przejechał na tej wasze przyjaźni. Nie chcę się już kłócić, nie chcę właśnie teraz, w tym momencie i w tym miejscu rozpamiętywać przeszłości a już na pewno nie chcę rozmawiać o Jessem czy Chloe. A ty, jeśli chcesz to siedź sobie tutaj zły i sam i niszcz nagrania i zdjęcia, jeśli to ci jakoś pomoże. Ja idę na dół, układać płyty, bo przebywanie teraz z tobą w jednym pomieszczeniu jest trudne jak cholera- powiedziałam i wyszłam trzaskając drzwiami. Byłam wkurwiona i w myślach przez kolejne pięć minut przeklinałam na wszystko i wszystkich. Nie zwracałam na nic uwagi, weszłam do pomieszczenia, które przerobiono na domowe studio nagraniowe, bo właśnie tam miała być ulokowana większość naszych płyt. Otworzyłam z impetem jeden karton i zamiast cokolwiek zrobić stałam nad nim i przeżywałam. Do moich oczu zaczęły nawet napływać łzy, ze złości i jakieś dziwnej bezsilności. Zrozumiałam, że Harry ma jakiś wyidealizowany obraz swojej byłej i niesamowicie mnie to irytowało. Byłam taka wściekła, że przez chwilę rozważałam powrót na górę i wykrzyczenie Harry’emu, że Chloe i Jesse byli kiedyś zakochani, ale Chloe wolała pieniądze i szybką karierę, dlatego wybrała Harry’ego. Miałam w nosie to, że ona poprosiła mnie bym tego nie robiła. Niczego nie byłam jej winna a bądź, co bądź patrząc na wszystko, co wydarzyło się później to nie była błaha sprawa i Harry powinien o tym wiedzieć. Ułożyłam sobie w głowie całą przemowę, która miała na celu pokazać Harry’emu, że Chloe wcale nie jest taka dobra skoro do tej pory nie wyjawiła mu wszystkiego i zataiła istotne fakty, ale gdy już wchodziłam na górą stwierdziłam, że nie mogę mu tego powiedzieć w złości. A tym bardziej w sposób, jaki planowałam. Może i byłam na niego zła, ale nie mogłam tam wejść i palnąć „Chloe nie powiedziała ci, że przed laty ona i Jesse zakochali się w sobie, ale był jeden mały szczegół. On nie był bogaty i sławny, więc zarzuciła sidła na ciebie. Powiedziała Jesse’emu, że mu ją odbiłeś i wykorzystała cię, mimo że jej się nie podobałeś. Jak przyznała, właściwie nic w tobie jej się nie podobało. A teraz niby jest inna a i tak nie powiedziała ci o Jessem” – to nie brzmiało dobrze i nie ważne czy się na niego gniewałam czy nie, nie chciałam by było mu przykro a przecież każdemu byłoby źle gdyby coś takiego usłyszał. Poza tym było coś jeszcze. Znałam jego tok rozumowania i wiedziałam, że znając jego na koniec zacznie się obwiniać, że to przez niego Jesse był D.. Ugryzłam się, więc w język i wróciłam do układania płyt. Mimo że wciąż miałam okropny humor i zaczęłam się robić głodna przemyślałam sobie wszystko jeszcze raz i po przeanalizowaniu naszej kłótni i słów Harry’ego udało mi się coś zrozumieć. Harry znalazł pendrive, gdy pomagał mi się pakować. Doskonale wiedziałam, kiedy dokładnie się to stało, bo jego dziwne zachowanie od razu zwróciło moją uwagę. Najpierw wydawało mi się, że jest na mnie zły, ale później, gdy mu przeszło zmienił swoje nastawienie odnośnie domu w LA i cieszył się, że tu zamieszkamy. Przestał pytać czy jestem pewna i wręcz nie mógł się doczekać, kiedy się przeprowadzę. Miałam ochotę walnąć się w czoło za to, że wcześniej nie wpadłam, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Zamierzałam iść do niego i zapytać go wprost czy mam rację. Poza tym siedziałam w samotności wystarczająco długo i zdążyłam już ochłonąć po naszej bezsensownej kłótni. Wyszłam, więc z pokoju i idąc przez prawie cały dom nie byłam pewna czy dobrze robię. Nie chciałam się znowu kłócić a nie wiedziałam czy on też zdążył już ochłonąć.
-Hej- zaczęłam, gdy stanęłam przy otwartych drzwiach. Harry przeniósł swój wzrok znad papierów na mnie. I spojrzał na mnie tak, że aż zaparło mi dech w piersiach. Dosłownie zmierzył całą moją sylwetkę a ja nie wiedziałam, na czym stoję. Wciąż się na mnie gniewa czy, tak jak mi, przeszła mu złość? Harry, gdy chciał potrafił być naprawdę tajemniczy i nie wiedziałam czy kiedykolwiek uda mi się go przejrzeć w stu procentach.
-W końcu przyszłaś- powiedział cicho, wstał z fotela i do mnie podszedł.
-Chcę...- zaczęłam, ale on mi przerwał.
-Cię pocałować- wyszeptał i przycisnął swoje wargi do moich. Sekundę później czułam jak jego dłonie dotykają moich ramion i powoli suną w dół by zatrzymać się na moim tyłku. Ja z kolei pod wpływem tego nagłego przypływu adrenaliny i podniecenia wplotłam palce w jego włosy i delikatnie za nie pociągałam całując go bez opamiętania.
-Harry...- wymamrotałam i zanim udało mi się złożyć jakieś zdanie jego usta i język zdążyły mnie skutecznie uciszyć.
-Hmm?- wymruczał i śmiało mogłam stwierdzić, że o ile wcześniej nie wiedziałam czy się gniewa i czy wciąż siedzą w nim te wszystkie emocje o tyle teraz jeszcze bardziej nie wiedziałam.
-Dlaczego powiedziałeś, że w końcu przyszłam?- zapytałam, gdy udało mi się odsunąć od jego ust na pół centymetra. Dopiero, gdy zadałam to pytanie zrozumiałam, że nie o to chciałam pytać.
-Bo czekałem na ciebie całe wieki- odpowiedział i widząc moją minę uśmiechnął się totalnie rozbrajająco.
-Czyli? Nie uśmiechaj się tak- powiedziałam, bo nie wiedziałam, o co mu chodzi i przez to nie wiedziałam, na czym stoję. Miałam wrażenie, że właśnie wyobraził sobie coś nieprzyzwoitego i próbuje odgonić od siebie ten obraz.
-Obiecałem ci kiedyś, w dzień, gdy się oświadczyłem, że dam ci czas i przestrzeń i nie będę na ciebie naciskać po kłótniach, nawet jak wyjdziesz i trzaśniesz drzwiami. I to kolejny raz, kiedy mimo ogromnej chęci nie pobiegłem za tobą- wyjaśnił a ja w końcu też się uśmiechnęłam.
-Jestem z ciebie dumna- powiedziałam zgodnie z prawdą i mimo że nie chciałam psuć tego iluzorycznego rozejmu musiałam. Nie mogliśmy udawać, że nic się nie stało. –A wracając do naszej kłótni...
-Nie przeszła mi złość, jeśli chodzi o filmiki i zdjęcia. I nigdy mi nie przejdzie, jeśli będzie chodzić o tego chorego pojeba- powiedział i gdy chciałam mu przerwać z jego ust padły słowa, którymi mnie zaskoczył. –A jeśli chodzi o Chloe to masz rację.
-Mam?- zapytałam. Byłam gotowa usłyszeć wszystko, ale nie to.
-Tak i nie wiem, dlaczego wcześniej tego nie rozumiałem. Lubię ją. To znaczy, gdy się z nią pogodziłem nie sądziłem, że zaczniemy się dobrze dogadywać. Nie sądziłem też, że ty i ja, że wrócimy do siebie... Ale masz racje, nie powinienem wymuszać na tobie tego żebyś ją akceptowała, bo ja w życiu nie zaakceptowałbym twojego byłego. Dlatego powiem jej, że nie jest zaproszona na parapetówkę i ograniczę kontakt z nią. No i nie musisz się obawiać, że ją spotkasz, bo już do tego nie dopuszczę.
-Naprawdę?- wiedziałam, że muszę śmiesznie wyglądać. Wytrzeszczyłam oczy, zmarszczyłam czoło i otworzyłam usta, bo po prostu nie wierzyłam w to, co usłyszałam.
-Ona wylała na ciebie drinka w noc, kiedy chciałaś odebrać sobie życie. Więc naprawdę- odparł a ja zrozumiałam, że właśnie o tym myślał, gdy byliśmy pokłóceni. Dlatego jak tylko weszłam do pokoju do mnie podszedł i od razu mnie pocałował.
-A co ze zdjęciami i filmikami, które znalazłeś?- zapytałam.
-Mam nadzieję, że już nigdy nie natrafię na takie niespodzianki. Bo jeśli natrafię prawdopodobnie się wkurwię- przyznał.
-Ale wiesz, że nawet, jeśli gdzieś kiedyś jednak znalazłbyś jakieś zdjęcie, ja nie zachowałam go specjalnie, tylko przez nieuwagę?
-Taaa...- westchnął a ja zanim w końcu powiedziałam to, co miałam powiedzieć na początku dałam mu całusa.
-Wiem, dlaczego odpuściłeś i przestałeś nalegać na dom w Nowym Jorku. Nie dlatego, że cię przekonałam. Chodziło o Jesse’ego- właśnie to sobie uświadomiłam. O to chodziło. Byłam tego pewna. Nie wiedziałam tylko jednego.
-Im dalej od niego będziesz tym lepiej- przyznał a jego głos z każdym kolejnym słowem był coraz niższy. Wiedziałam, że stąpamy po cienkim lodzie, ale mimo wszystko zadałam kolejne pytanie.
-Chodzi tylko o moje bezpieczeństwo, prawda?- zapytałam. Gdy znalazł pendrive’a naoglądał zdjęć i filmików ze mną i z Jessem w roli głównej. I to go zezłościło. Ale później zrozumiał, że przeprowadzka z Nowego Jorku, w którym mieszkał Jesse, do Los Angeles, w którym Jesse’ego nie ma, jest tak naprawdę darem od losu. Dlatego zaczął się cieszyć, że wybraliśmy LA. Bał się, że w Nowym Jorku drogi Jesse’ego i moja jakimś cudem znowu się skrzyżują i nie chciał do tego dopuścić. Miałam jednak nadzieję, że nie wmówił sobie czegoś głupiego. Nie chciałam by bał się o mnie w ogóle, ale jeszcze bardziej nie chciałam by myślał, że gdyby Jesse mnie przeprosił ja bym mu to wybaczyła.
-Twoje bezpieczeństwo zawsze jest moim priorytetem. A teraz przestańmy o tym rozmawiać. W ogóle przestańmy już się rozpakowywać. Na dzisiaj ogłaszam koniec.
-I po zobaczeniu tych bzdurnych zdjęć nic głupiego ci się nie uroiło?- zapytałam pomimo tego, co powiedział.
-Jeśli myślę o tym, co ty to nie, chcę tylko żebyś była bezpieczna- odparł a jego odpowiedź właściwie mnie usatysfakcjonowała.
-Ja też chcę żebyś ty był bezpieczny i szczęśliwy i nie chcę ci niczego nakazywać czy zakazywać, dlatego wracając do Chloe, nie musisz kończyć tej znajomości. Niech przyjdzie na parapetówkę- powiedziałam. Być może zbyt pochopnie. Nie chciałam jednak kazać mu z czegoś lub kogoś rezygnować. Mimo niechęci, jaką czułam do blondynki postanowiłam ją tolerować.
-Serio?- zapytał i zdziwienie malujące się na jego twarzy było tak duże, że aż wyglądał przez to zabawnie. Z pewnością mnie nie rozumiał w tym momencie.
-No tak. Skoro pogodziłeś się z nią zanim jeszcze pogodziłeś się ze mną i uważasz, że jest spoko i ją lubisz to przecież nie zakażę ci utrzymywać z nią kontaktów. Ufam ci. Pod każdym względem i skoro twierdzisz, że Chloe jest okej to ci wierzę. Jednak mam jedno ale.
-Jakie?
-Zanim ją zaprosisz, zanim postanowisz się z nią umówić konsultuj to ze mną i nie stawiaj mnie przed faktem dokonanym. I nie mów, że się zmieniła, że jest teraz miła, bo to nie zmienia faktu, że jej nie lubię i nie polubię. I nie chodzi mi wcale o to, że była dla mnie kiedyś taka okropna. Gdyby chodziło tylko o to najprawdopodobniej sama zaprosiłabym ją na parapetówkę, urodziny czy podwójne randki. Chodzi o to, że to twoja była. To wystarczający powód żeby jej nie znosić- powiedziałam a on się uśmiechnął. Zbliżył się do mnie i odgarnął moje włosy z ramion.
-Nie musisz być o nią zazdrosna- powiedział a ja doskonale wiedziałam, że lubi, kiedy taka jestem.
-Nie muszę, ale jestem. Nie tylko o nią- przyznałam a on pochylił się i zostawił delikatnego całusa na moim odsłoniętym ramieniu.
-Tak?- zapytał a jego usta kontynuowały obdarowywanie mojej skóry pocałunkami.
-Dobrze wiesz, że tak- odpowiedziałam, odsunęłam się od niego i położyłam dłonie na jego torsie. –Łaskoczesz mnie.
-Jestem głody- powiedział i oblizał dolną wargę.
-Rzeczywiście zrobiło się już późno- stwierdziłam, gdy spojrzałam na zegarek.
-A ty jesteś głodna?- zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
-Bardzo- odpowiedziałam i udawałam, że nie wiem o co chodzi. Uwielbiałam prowadzić z nim takie dwuznaczne rozmowy.
-No to chodźmy zjeść coś pysznego- powiedział tym swoim uwodzicielskim tonem i wskazał na drzwi. Wyszłam więc pierwsza i zamiast iść w prawo, do sypialni, ja poszłam w lewo.
-To, na co masz ochotę?- zapytałam, gdy on złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę.
-Na ciebie- wyszeptał i zaczął mnie całować a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. -Czas najwyższy przetestować łóżko w sypialni.
-Yhym- to było niesamowite, ale pocałunki Harry’ego w dalszym ciągu działały na mnie tak samo jak na początku, może nawet bardziej. Budziły w moim brzuchu stado motyli i sprawiały, że czułam się wspaniale. Nigdy nie miałam dość. Uwielbiałam, gdy mnie całował i uwielbiałam całować jego. Kiedy potykając się o własne nogi dotarliśmy do sypialni zapomniałam zupełnie o tym, że jeszcze chwilę wcześniej byliśmy pokłóceni. Nie myślałam już o niczym i nikim innym tylko o Harrym. Patrzyłam na niego, gdy usiadł na łóżku a ja stanęłam między jego nogami. Przeczesałam palcami jego włosy odgarniając z czoła zagubione kosmyki. Jego dłonie gładziły moje uda. Patrzyliśmy sobie w oczy i wiedziałam, że on też to przeżywa. Chwilę później pozbywaliśmy się swoich ubrań. Gdy położyłam się na łóżku a Harry na mnie objęłam go w pasie i po prostu go przytuliłam. Rozkoszowałam się tym uczuciem. Jego skóra dotykająca mojej. Uwielbiałam gładzić jego plecy opuszkami palców i całować jego szyję. Mimo że temperatura między nami zdawała się rosnąć z każdą sekundą, mimo delikatnych rumieńców, jakie wkradły się na jego policzki pod wpływem moich pocałunków i mojego dotyku jego skóra pokryła się gęsią skórką. Kochałam się z nim, kochałam go i czułam to całą sobą. Czułam, że nasze uczucie jest czymś najprawdziwszym na świecie. Kochaliśmy się w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Gdy patrzyłam mu w oczy wiedziałam, że on jest moim wszystkim. Przy nikim nigdy nie potrafiłam czuć tego, co czułam przy nim. Nigdy nie byłam bardziej sobą niż leżąc w jego ramionach, które były moim ulubionym miejscem. Wiedziałam, że tak naprawdę to Harry jest moim prawdziwym domem.
-Jesteś głodna?- zapytał, kiedy zmęczeni i zrelaksowani leżeliśmy tuląc się do siebie.
-Ale mówimy teraz o prawdziwym jedzeniu i kolacji?- zapytałam by mieć pewność.
-Tak- odpowiedział i się zaśmiał.
-Trochę- przyznałam i pocałowałam jedną z jego jaskółek.
-W takim razie zaraz wracam- odparł i zanim wyswobodził się z moich objęć dał mi całusa w czubek głowy. Chwilę później ubrał bokserki i wyszedł zostawiając mnie samą. Leżałam zupełnie naga i szczęśliwa przez kilka minut nie myśląc o czymkolwiek. Lubiłam ten stan, kiedy udawało mi się zupełnie wyłączyć, ale rzadko mi się to udawało. Po chwili totalnego relaksu wstałam i ubrałam majtki i koszulkę Harry’ego i znowu się położyłam. Czekałam aż mój mąż wróci z kolacją. Nuciłam pod nosem „Perfect” Eda, bo byłam w totalnie romantycznym stanie a ta piosenka była dla mnie jak idealny soundtrack w tamtym momencie. Nie wiedziałam, która jest godzina, nie wiedziałam nawet gdzie jest mój telefon. Rozkoszowałam się po prostu chwilą i nie mogłam się doczekać, kiedy Harry do mnie przyjdzie.
-W końcu- powiedziałam, gdy wszedł do sypialni.
-Tak bardzo za mną tęskniłaś?- zapytał i położył tacę, którą trzymał w dłoniach na łóżku.
-Rozpieszczasz mnie i dajesz mi zakazane jedzenie- stwierdziłam, kiedy zobaczyłam, że tak naprawdę nie powinnam zjeść niczego, co przygotował, łącznie z truskawkami i szampanem.
-Zamierzam cię dzisiaj upić. W końcu mamy, co świętować- powiedział ignorując moje słowa. Podał mi kieliszek i wlał odrobinę trunku. Kiedy wznieśliśmy toast zabraliśmy się za jedzenie kolacji. Później powoli łyczek po łyczku piliśmy bąbelkowy napój, od którego zaczęło kręcić mi się w głowie i wszystko wydawało mi się zabawniejsze. Biorąc wspólną kąpiel zamiast poddać się romantycznej atmosferze ja gadałam jak najęta i śmiałam się dosłownie ze wszystkiego, co mówił Harry. Jego z kolei bawiło moje zachowanie. Jak zwykle po alkoholu byłam też bardziej bezpośrednia, jeśli chodziło o intymne tematy. Naprawdę nie umiałam zrozumieć, dlaczego gdy się upiłam byłam zboczona. Oczywiście mój mąż cieszył się z takiego obrotu spraw, bo nie minęło wiele czasu, gdy znowu wylądowaliśmy w łóżku kochając się bez opamiętania. Czułam, że jestem niemiłosiernie zmęczona i siły wystarczało mi tylko na leżenie w ramionach Harry’ego. Właściwie świat wciąż mi wirował i nie byłam pewna czy od alkoholu czy od przeżyć, jakie zafundował mi mój mąż. Leżałam tuląc go do siebie, w pokoju panował półmrok i byłam już bliska zaśnięcia, kiedy Harry się odezwał.
-Nie byłem z tobą dzisiaj w stu procentach szczery- powiedział. W jego głosie słyszałam obawę, ale też coś jeszcze.
-To znaczy?- zapytałam, bo nie wiedziałam, co konkretnie ma na myśli.
-Chodzi o to, dlaczego przestałem nalegać na mieszkanie w Nowym Jorku- odpowiedział a ja wiedziałam, że to, co chce powiedzieć jest czymś trudnym dla niego. Harry odsunął się nieco ode mnie, właściwie tylko kilka centymetrów, tak by móc mi patrzyć w oczy.
-Dlaczego?- zapytałam i dotknęłam dłonią jego policzka.
-Przede wszystkim chciałem żebyś była bezpieczna a dowiedziałem się, że Jesse jest w Nowym Jorku. Ale to nie był jedyny powód... Nie chodziło tylko o ciebie. Chodziło też o mnie. Przede wszystkim chciałem cię chronić, ale jeśli on postanowiłby się z tobą skontaktować, nawet, jeśli wpadlibyście na siebie przypadkiem, jeśli bym go gdzieś zobaczył... Zgodziłem się na LA, bo muszę chronić też siebie. Przed samym sobą. Ciebie muszę chronić nie tylko przed nim, ale też przed sobą. Bo boję się, że gdyby... Ali boję się, że bym go udusił, tym razem bym to zrobił. Gdyby coś się stało... Zabiłbym go.
***
-Ali! Wspaniale cię znowu widzieć!- powiedziała blondynka i na powitanie mnie objęła.
-Ciebie również. Bardzo się cieszę, że mogę tutaj dzisiaj być- uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na publiczność. Ellen wskazała na jeden z dwóch foteli, więc zajęłam na nim miejsce. Poprawiłam swoją sukienkę i spojrzałam na kobietę. Przez kolejne kilka minut rozmawiałyśmy na tematy poboczne. Występ w programie był pierwszym zapoczątkowującym serię kolejnych. Właśnie rozpoczynała się promocja mojej drugiej płyty i byłam tym szczerze podekscytowana.
-Oficjalnie możesz w końcu ogłosić coś, na co twoi fani czekają już bardzo długo- powiedziała blondynka zgodnie z ustalonym wcześniej scenariuszem.
-Tak. W końcu mogę ogłosić, że mój drugi album będzie miał premierę pod koniec przyszłego miesiąca- odparłam a w studio publiczność zareagowała bijąc brawo.
-A jak się nazywa?
-Jak moi fani wiedzą od kilku dni na moim Instagramie i Twitterze pojawiają się zdjęcia, które miały być wskazówką dotyczącą nazwy- zaczęłam i naprawdę byłam przejęta tym, że w końcu to się dzieje.
-Te zdjęcia- wyjaśniła prowadząca a na ekranie zaczęły pojawiać się fotografie, o których była mowa.
-Tak. Widziałam wiele postów z pomysłami a teraz oficjalnie mogę powiedzieć...- zrobiłam pauzę i widząc minę Ellen zaczęłam się śmiać. Moje przeciąganie tej chwili nie było planowane i byłam pewna, że reżyserowi programu się to nie podoba. –Tytuł płyty to Places.
-Jeśli teraz o tym pomyślę, to wydaje się całkiem logiczne- przyznała.
-Prawda?
-Opowiedz nam coś więcej o Places.
-Mój pierwszy album, Louder, powstał kilka lat temu. Teraz wracam z drugą płytą, z której jestem bardzo dumna. Oczywiście pierwszy krążek wciąż uwielbiam, ale drugi album będzie się nieco różnił od poprzedniego. Jestem starsza, dojrzalsza i taka jest płyta. Za pierwszym razem poszukiwałam własnego brzmienia a teraz jestem o wiele bardziej świadoma, wiem, jaka jestem i wiem, jaką muzykę chcę tworzyć.
-To znaczy?
-Druga płyta jest bardziej moja. Tak jak mówiłam, kocham Louder, ale nagrywałam ją w zupełnie innym sposób niż Places. Jak wiadomo, moje życie w tamtym okresie było bardzo intensywne. Część utworów nagrywałam będąc w trasie z chłopakami- powiedziałam a na sali momentalnie podniosła się wrzawa. One Direction zawsze działali, działają i będą działać na ludzi w ten sam euforyczny sposób. – Tym razem było inaczej. Skupiłam się w stu procentach na tej płycie, na muzyce i tym, co chcę nagrać i jak chcę to zrobić.
-Jak się domyślam płyta jest o miłości.
-Tak, oczywiście. O różnych typach miłości.
-Ale większość o jednym typie miłość... Lokowanym typie- drążyła blondynka a ja się zaczęłam śmiać.
-O tym też. Ale nie tylko. Starałam się otworzyć pisząc te utwory. Tworząc płytę nie byłam przez cały czas super szczęśliwa. Wiadomo jak jest w życiu, raz z górki a raz pod górkę i wydaje mi się, że udało mi się zawrzeć w tych piosenkach różne emocje, różne typy miłości. Poza tym zależało mi by wokalnie ten album był na najwyższym poziomie, by pokazać w pełni mój głos i to, jaka siła w nim drzemie, by pokazać moje możliwości. By pod względem emocjonalnym, ale także wokalnym ta płyta była świetna. Wydaje mi się, że po wielu godzinach spędzonych w studio udało mi się osiągnąć to, co chciałam. Płyta jest moja, nie ma w niej przypadku.
-Ponieważ słyszałam już twój pierwszy singiel mogę stwierdzić, że przynajmniej on jest nieco inny niż aktualne hity, jest nieco mniej komercyjny i jak się domyślałam cała płyta taka jest- uśmiechnęłam się szerzej słysząc te słowa. Przed nagraniem rozmawiałam z Ellen, o czym dokładnie będziemy mówić. Powiedziałam jej wówczas, że płyta nie wpisuje się w aktualny rynek w stu procentach i wytwórnia dość długo zwlekała z akceptacją albumu z obawy, że się nie sprzeda. Nie mogłam o tym powiedzieć w telewizji, bo takie wywlekanie „brudów” zawsze było tępione. Przez agentów, wytwórnię, agencję. Powiedziałam, więc blondynce, że płyta nie jest tak komercyjna jak pierwsza i uważam, że to jej największy atut, ale nie mogę powiedzieć o tym publicznie.
-Cóż... Dla mnie moja muzyka to moment, w którym mogę i muszę być szczera. Odrzuciłam, więc wszelkie chwytliwie triki stawiając na pierwszym palnie mój głos i emocje, przez co rzeczywiście nie jest to typowy popowy album. Dlatego szczerość to słowo, które najlepiej opisuje płytę.
-Skoro wydajesz Places to pewnie myślisz też o koncertowaniu.
-Tak! Jak wiadomo szykuję się do trasy i jestem tym bardzo podekscytowana!- powiedziałam rozentuzjazmowana. Przez dalszą część wywiadu opowiadałam głównie o moich planach zawodowych a na koniec powiedziałam, kiedy dokładnie wyjdzie mój pierwszy singiel, czyli Love is Alive. Gdy wyszłam ze studia dzień wciąż był młody a ja miałam już czas wolny. Pojechałam, więc do domu, w którym wciąż było sporo pracy, ale zamiast zająć się rozpakowywaniem stwierdziłam, że mam ochotę pobiegać.  Od trzech dni nic tylko siedziałam w pudłach, dlatego stwierdziłam, że przyda mi się godzinny jogging. Ubrałam, więc legginsy, sportowy stanik, koszulkę i buty do biegania, włosy związałam w kucyk, na ramię ubrałam opaskę z telefonem. Gdy wyszłam z domu włożyłam jeszcze w uszy słuchawki, puściłam muzykę i po prostu biegłam. Wybrałam trasę, którą znałam, bo biegałam nią już wcześniej, gdy przyjeżdżałam do Nialla. Wiedziałam, że muszę się przejść po okolicy i lepiej ją poznać. Początkowo, gdy biegłam myślałam właśnie o tym, o poznawaniu otoczenia. Nie myślałam o niczym ważnym czy konkretnym. Po prostu biegłam a moje myśli nie były skupione na czymś konkretnym. Do czasu. Bo nagle przypomniało mi się, co Harry powiedział trzy dni temu. „Ali boję się, że bym go udusił, tym razem bym to zrobił. Gdyby coś się stało... Zabiłbym go.” Kiedy to powiedział od razu odpowiedziałam, że to nie prawda. A on milczał. I ja też milczałam. Przytuliłam go wtedy mocniej i po długich minutach zastanawiania się, co on właściwie powiedział zasnęłam. Rano, gdy wstaliśmy wydawało się, że te słowa nie padły z jego ust. Udawaliśmy, że to się nie wydarzyło i nie umiałam stwierdzić, dlaczego. Biegnąc do domu myślałam już tylko o tym, że czy chcemy czy nie musimy o tym porozmawiać. Nie chodziło nawet o rozmowę, bo on nic nie musiał mówić. Ale musiał usłyszeć, że go kocham i wiem, że nie jest zdolny do wyrządzenia takiego zła. Harry nie był zły. Obawiał się, że jest zdolny do zrobienia czegoś złego, ale byłam pewna, że w głębi duszy wie, że by tego nie zrobił. Po prostu się bał, że w napadzie gniewu znowu zareagowałby tak jak wtedy, gdy powiedziałam mu, że Jesse jest D.. Kiedy znalazłam się w domu jego wciąż nie było. Wzięłam szybki prysznic i postanowiłam, że zrobię obiad. Nie zastanawiałam się, co konkretnie mu powiem, nie układałam w głowie scenariuszy, bo stwierdziłam, że nie potrzebuję jakiś przygotowań do tej rozmowy. Wiedziałam przecież, co chcę mu powiedzieć. Zanim zabrałam się za przygotowywanie jedzenia postanowiłam do niego zadzwonić. Chciałam zapytać, o której wróci żeby wiedzieć, na którą przygotować obiad. Wybrałam jego numer i zanim przyłożyłam telefon do ucha usłyszałam dobiegający z holu dźwięk jego komórki, której najwyraźniej zapomniał. Mimo że mnie nie widział i nie słyszał westchnęłam głośno i wywróciłam oczami. Ile to już razy zapominał telefonu? Zanim zdążyłam się na niego wkurzyć zadzwoniłam też pod jego drugi, służbowy numer. Oczywiście nie odebrał. Po minucie wkurzania się na niego zabrałam się za obieranie fasolki szparagowej. By jakoś umilić sobie czas włączyłam swoją ulubioną playlistę i mimo że powinnam oszczędzać gardło cały czas podśpiewywałam pod nosem. I wtedy zadzwonił mój telefon. Nie spojrzałam nawet, kto dzwoni. Byłam pewna, że to Harry.
-Tak?
-Pani Alice Styles?- zapytała jakaś kobieta.
-A kto mówi?- zmarszczyłam brwi, bo nie spodziewałam się tego. Mój numer telefonu posiadali tylko moi najbliżsi, dlatego ta sytuacja była dla mnie czymś kompletnie niespodziewanym.
-Nazywam się Katherine Webber. Jestem rezydentką w California Hospital Medical Center. Rozmawiam z panią Alice? Żoną Harry’ego Stylesa?
-Tak. O co chodzi?

-Muszę panią poinformować, że dziś do naszego szpitala przywieziono pani męża, który brał udział w wypadku samochodowym. Nasi lekarze zrobili wszystko, co w ich mocy, niestety po prawie godzinnej reanimacji, nie udało się go uratować. Proszę panią o jak najszybszy przyjazd do szpitala w celu identyfikacji zwłok.





środa, 20 września 2017

Rozdział 40





Siedziałam w samochodzie i co minutę spoglądałam na zegarek. Wiedziałam, że Blaine kończy za dwadzieścia minut, ale i tak uparcie sprawdzałam, która jest godzina. Nienawidziłam siedzieć bezczynnie i czekać. Spojrzałam na Steve’a, który jak zaczarowany gapił się w telefon i co chwilę przesuwał po nim palcem.
-Co robisz?- zapytałam, mimo że widziałam, czym dokładnie zajmuje się brunet.
-Sprawdzam wyniki wczorajszych meczyków, nasi wygrali- odpowiedział podekscytowany. Właściwie wyglądał jakby naprawdę miło spędzał czas i było to dla mnie zupełnie niezrozumiałe.
-A ja się nudzę- powiedziałam a przyjaciel spojrzał na mnie w taki sposób, że wiedziałam, że nie ma zamiaru nigdzie ze mną łazić i mam sobie wybić z głowy każdy pomysł zakładający wyjście z auta.
-Real wygrał, są nie do zatrzymania- wiedziałam, że próbuje udawać, że nie wie, co zaraz powiem.
-Wiem, sprawdziłam wyniki i skrót meczu już przy śniadaniu. Strzał Asensio to poezja.
-A Modrić? Ty widziałaś jak czaruje w środku pola?
-Wiem, widziałam. To po prostu magia- odpowiedziałam dając mu jeszcze pół minuty zanim oznajmię, że idę się przejść.
-W tym składzie nie ma słabych ogniw. Oni wszyscy są na dwa razy wyższym poziomie niż reszta zespołów. I nie mam tutaj na myśli samej Hiszpanii, ale mówię o całej Europie.  
-W końcu to Real. Wiesz co? Ty sobie tutaj posiedź i oglądaj te gole a ja się przejdę- powiedziałam w końcu a on wywrócił na mnie oczami.
-A nie możemy po prostu posiedzieć w aucie?- zapytał wyraźnie zirytowany.
-Ale, po co siedzieć jak można się przejść?
-Jesteś gorsza niż pięcioletnie dziecko i nawet minuty nie możesz usiedzieć w miejscu.
-Przecież nie musisz ze mną iść- zauważyłam i dopiero w tym momencie coś do mnie dotarło.
-Taaa. Nie muszę- westchnął zrezygnowany i zaczął gramolić się z auta.
-No nie musisz. Bo właściwie, dlaczego nadal mnie tak pilnujesz?- zapytałam, bo właściwie dopiero to zauważałam. –Przecież nie ma już D., okazało się, że pożar domu Harry’ego był wypadkiem. Myślałam, że przez to chodzę z obstawą cały czas.
-Męczę cię już?- zapytał Steve i się uśmiechnął.
-Dobrze wiesz, że nie o to chodzi. Po prostu miało być mniej ochrony. No chyba, że jest coś, o czym nie wiem?- zapytałam podchodząc do sprawy nieco sceptycznie. Może jednak było coś jeszcze, coś o czym nie mówił, bo nie chciał mnie niepokoić.
-Nie ma nic, o czym nie wiesz- odpowiedział.
-Na pewno?- zapytałam i spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Na pewno. Ali wybacz, ale to ja w tej kwestii jestem szefem i czy chcesz czy nie pewne rzeczy się nie zmienią. Nie jesteś osobą anonimową i moim zadaniem jest dopilnować żeby nic ci się nie stało. Znam się na swojej robocie i skoro uważam, że centrum Nowego Jorku może stwarzać dla ciebie zagrożenie to nie puszczę cię samej.
-No okej, wyluzuj. Nie podważam twoich kompetencji tylko tak po prostu powiedziałam o tym, bo myślałam, że wrócimy do tego, co było kiedyś.
-Rozumiem i wiem, że gdy jeszcze byłaś z Jessem miałaś więcej swobody, ale od tego czasu wiele się zmieniło.
-Wiem. Nie musisz mi tego mówić.
-Bo wy nie zdajecie sobie z tego sprawy. Tak samo było z chłopakami, gdy dla nich pracowałem. Nie rozumieli, że stali się bardzo rozpoznawalni. I tak samo jest z tobą Ali.
-Ale żeś się nawiedził. Czaję, jestem rozpoznawalna. Zadowolony?- zapytałam i uśmiechnęłam się szeroko a Steve zamiast prawić mi kazanie zaśmiał się tylko i westchnął głośno. Nic więcej już na ten temat nie powiedział i ja też nie miałam już nic więcej do dodania. Zaczęłam się zastanawiać nad jego słowami. Od tego czasu wiele się zmieniło. To było jak niedopowiedzenie, bo w ciągu roku moje życie zmieniło się diametralnie i to pod każdym względem. Rozmyślałam o tym przez chwilę nie zwracając uwagi na otaczających mnie ludzi. Szłam powoli i po chwili spaceru znaleźliśmy się pod jednym z broadwayowskich teatrów. Nad wejściem wisiał wielki afisz, na którym było napisane „ANASTASIA THE NEW MUSICAL” a nieco niżej widniała krótka informacja, że na premierowe przedstawienie bilety zostały wyprzedane. Patrzyłam przez chwilę na ten ogromny plakat a w mojej głowie od razu pojawił się milion myśli. Moja wyobraźnia od razu zaczęła mi podsuwać różne scenariusze. W tym roku wydam płytę, w kolejnym pojadę w trasę, później zrobię sobie przerwę a po niej wrócę do świata muzyki w innej formie niż dotychczas. Wyobraziłam sobie, że to ja jestem na takim plakacie, że dostaję główną rolę w nowym musicalu i z ekscytacji poczułam jak przez ciało przebiega mi dreszcz. Spełniałam się zawodowo, ale cześć mnie wciąż marzyła o tym by wystąpić właśnie na deskach tak uwielbianego przeze mnie Broadwayu. I kiedy moja wyobraźnia zaczynała szaleć coraz bardziej postanowiłam zejść z obłoków na ziemię i spojrzałam w prawo. Dostrzegłam dziewczynę, która tak samo jak ja chwilę wcześniej patrzyła w górę a jej rozmarzone spojrzenie sprawiło, że poczułam, że chcę ją poznać. Podeszłam, więc nieco bliżej i wtedy ona spojrzała na mnie. Na chwilę. Rozpoznała mnie. Wiedziałam o tym, bo nagle jej oczy zrobiły się dwa razy większe a ona sama wydawała się być speszona. Mimo wszystko nie chciałam odpuścić.
-Hej- powiedziałam a ona rozejrzała się dookoła. Na jej policzki zdążyły się już wkraść pokaźne rumieńce.
-Hej?- odparła wciąż nie do końca wiedząc czy powiedziałam to do niej.
-Jestem Ali- przedstawiłam się i wyciągnęłam w jej kierunku dłoń.
-W... Wiem. Bardzo lubię. To znaczy fanką. To znaczy bardzo cię lubię i jestem twoją fanką. Przepraszam- dodała i mimo tego, że była teraz skrajnie zawstydzona i speszona było w niej coś, co sprawiło, że była wyjątkowa.
-A jak ty masz na imię?- zapytałam i starałam się dodać jej pewności siebie uśmiechem.
-Madison- odparła.
-Lubisz teatr?- zadałam kolejne pytanie a ona wydawała się nieco rozluźnić.
-Kocham. Broadway to moja prawdziwa miłość- wyznała i gdy wypowiadała te słowa nie dało się nie dostrzec błysku w jej oczach.
-Wybierasz się na przedstawienie?- zapytałam i wskazałam na plakat.
-Nie. Nie jestem stąd. Pochodzę z Ohio. Do Nowego Jorku przyjechałam wraz ze szkolnym chórem, bo w tym roku tutaj odbywają się mistrzostwa- odpowiedziała i z każdym wypowiadanym słowem wydawała się być coraz bardziej pewna siebie.
-Śpiewasz?- zapytałam, choć odpowiedź była oczywista.
-Śpiew to całe moje życie- odpowiedziała i naprawdę było w niej coś takiego, że zwykłymi słowami potrafiła przekazać, że naprawdę to jest jej życie. A może rozumiałam ją tak dobrze, bo byłam taka jak ona?
-Zdaje mi się, że właśnie znalazłam swoją bliźniaczkę- powiedziałam podekscytowana a ona najpierw się uśmiechnęła a zaraz potem posmutniała. –Opowiedz mi o sobie coś więcej.
-Nie wiem co- przyznała. Z jednej strony zupełnie nie rozumiałam, dlaczego rozmowa ze mną ją krępuje, ale z drugiej wiedziałam dokładnie, co czuje się w momencie, kiedy poznajesz osobę, którą wcześniej widziałaś tylko na YouTube’ie.
-W której klasie jesteś?- zapytałam, bo to było pierwsze, co przyszło mi na myśl.
-W ostatniej. W tym roku kończę liceum. A po liceum zamierzam aplikować tutaj, na AAoDA* by później za kilka lat zostać gwiazdą Broadwayu. Taki mam plan. Wiem, że wydaje się być łagodnie mówiąc, nierealny. Słyszę to codziennie.
-Moim zdaniem to całkiem dobry i solidny plan. Nie nierealny- powiedziałam szczerze. Tak naprawdę wydawało mi się, że ta dziewczyna ma większą szansę by wystąpić Broadwayu niż ja. Ona była jak czysta karta a ja może i miałam już doświadczenie i w pewnym sensie byłam znaną marką, ale związana byłam tyloma umowami i miałam tyle zobowiązań, że stojąc obok niej wiedziałam, że mimo wszystko i mimo że ona nie była tego świadoma to ona z nas dwóch miała w tym momencie większą szansę na spełnienie tego marzenia.
-W mojej szkole chór to dno dna a ja dzień w dzień słyszę, że jestem loserem. Ale naprawdę staram się wierzyć w moje marzenia. Przeważnie- dodała a ja zauważyłam, że kilka metrów od nas idzie Blaine.
-Warto marzyć. Wiem co mówię. Warto mieć cel i do niego dążyć. A ci którzy ci dokuczają robią to dlatego, że widzą jak wyjątkowa jesteś i to ich wkurza- ludzie potrafią być tacy okrutni. Ciężko jest się stawiać i walczyć o siebie cały czas.
-Hej, już jestem- przerwał nam głos mojego przyjaciela.
-Hej. Blaine poznaj Madison.
-Miło mi cię poznać- powiedział mój przyjaciel i wtedy zwrócił się do mnie. –Musimy już iść, bo trochę się śpieszę.
-Jasne. Bardzo cieszę się, że cię spotkałam Madison.
-To ja się cieszę... Nikt mi nie uwierzy, że rozmawiałam z tobą, kiedy im opowiem- wyraz jej twarzy nieco się zmienił. Znowu wyglądała tak jakby nie dowierzała, że to się dzieje naprawdę.
-To wyciągaj telefon- zaproponowałam i kilka sekund później pozowałam do zdjęcia. Wiedziałam, że to naprawdę wiele dla niej znaczy i najdziwniejsze było to, że dla mnie to spotkanie też miało ogromną wagę. Drugi raz w ciągu kilku dni rozmawiałam z kimś, kto użył słowa „loser”. Drugi raz poczułam, że chcę jakoś tej osobie pomóc i w mojej głowie pojawił się plan. Właściwie to nie był plan tylko pomysł. Te dwie rozmowy, jedna z Niną, moją przyjaciółką i druga z Madison, dziewczyną, którą poznałam i rozmawiałam zaledwie dwie minuty sprawiły, że poczułam natchnienie. Wena i pomysły często przychodziły do mnie nagle. Tak już chyba po prostu jest. Coś zobaczymy, usłyszymy i nagle w naszej głowie pojawia się pomysł. Tak było w tym przypadku.
-Kiedy macie występ? To znaczy, kiedy są te zawody?- zapytałam jeszcze zanim w eskorcie Blaine’a i Steve’a udałam się do samochodu.
-Jutro- odpowiedziała a ja wiedziałam, że mam swego rodzaju misję do spełnienia.
***
-Dziękuję, że zechcieliście przyjechać tutaj ze mną- powiedziałam uradowana do Blaine’a i Kurta.
-Wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć- odparł Kurt. To była święta prawda.
-Wiem. Jesteście super. Jestem taka podekscytowana. Nigdy wcześniej nie byłam na takich zawodach i w sumie nie wiem, czego się spodziewać.
-Myślę, że te dzieciaki mogą cię bardzo zaskoczyć- stwierdził Blaine a za jego plecami dostrzegłam mężczyznę, który szedł w naszym kierunku i gdy tylko na niego spojrzałam obdarzył mnie szerokim uśmiechem.
-Witam. To ogromy zaszczyt, że mogę cię poznać. Jestem Will- powiedział na powitanie mężczyzna. Will był nauczycielem i trenerem chóru, do którego należała Madison. Wszystko rano ogarnęła dla mnie Olivia, która nie miała ze mną łatwego życia. W nocy, gdy nie mogłam zasnąć stwierdziłam, że muszę nieco pozmieniać swoje plany i muszę zaleźć się na tym konkursie. Zadzwoniłam o drugiej do Olivii by ją poprosić by mi w tym pomogła i na szczęście udało nam się poprzesuwać wszystko tak bym mogła zobaczyć konkurs.
-Bardzo miło mi pana poznać- odparłam i wyciągnęłam dłoń w kierunku mężczyzny. Chwilę później poszłam razem z nim by przywitać się z jego uczniami i życzyć im powodzenia. Zaraz potem razem z chłopakami i Willem udaliśmy się na salę gdzie zajęliśmy swoje miejsca i zanim konkurs się rozpoczął nauczyciel opowiedział mi nieco o chórze i tym jak wyglądają jego realia. Zdradził, że jego uczniowie nie mają łatwego życia nie tylko, dlatego że w ich szkole przynależność do chóru to tak zwany obciach, ale też, dlatego że dyrekcja patrzy na chór krzywym okiem i nie chce go finansować. Przede wszystkim mężczyzna jednak opowiadał o tym jak utalentowani są jego podopieczni. Robił to z taką pasją, że jeszcze bardziej nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę ich w akcji. A gdy już to się stało byłam w szoku. Spodziewałam się, że zobaczę dobry występ, ale nie sądziłam, że aż tak! Cały konkurs był na o wiele wyższym poziomie niż mogłabym się spodziewać. Te dzieciaki były jak nieoszlifowane diamenty i w głowie mi się nie mieściło jak ktoś może się z nich śmiać i mówić, że są frajerami. Wiedziałam, że takich osób jak oni jest więcej a gdy dłużej o tym myślałam stwierdziłam, że właściwie każdy może się z nimi utożsamiać. Nawet ktoś taki jak Nina. Dla otoczenia pewna siebie, arogancka, ambitna. A naprawdę? Zagubiona, zawiedziona i przerażona tym jak wygląda jej codzienność. Dlatego dzień po poznaniu chóru z liceum Mckinley’a powiedziałam Olivii, że chcę nagrać jeszcze jedną piosenkę. Nie na płytę, ale na trasę. Byłam zainspirowana ostatnimi rozmowami, historią chóru, historią Niny, historią Kurta, który w liceum był prześladowany. Dodatkowo moje własne przeżycia, wzloty i upadki, każdy zawód, ale też sukces, każde złe słowo, każdy hejt i każda łza, którą wylałam czytając jaka jestem brzydka, beznadziejna, bez talentu, wszystko to sprawiło, że doskonale rozumiałam jak ciężko jest czasami wierzyć w siebie, w swoje marzenia, w to czy mają one w ogóle sens. Wiedziałam jak czasami może być ciężko i zajęło mi sporo czasu zanim od łez przeszłam do myślenia „Niech mówią co chcą, niech piszą, co chcą. Znam swoją wartość i żaden bezpodstawny hejt tego nie zmieni”. Miałam już pewien pomysł odnośnie piosenki, ale do jej nagrania potrzebowałam więcej wokalistów i stwierdziłam, że w jej tworzeniu i późniejszych nagraniach pomogą mi osoby, które pojadą ze mną w trasę, jako moi goście. Przez aferę związaną z Jessem i tym, że wtedy byłam rozkojarzona i zła obejrzałam jedynie nagrania castingowe tych osób a główne castingi przełożono. Oczywiście nie wszyscy musieli przechodzić tego etapu, bo w przeciwieństwie do poprzedniej trasy tym razem na niektórych koncertach razem ze mną mieli wystąpić też znani artyści. Wciąż jednak zależało mi na promowaniu młodych, utalentowanych, ale nieznanych osób. Dlatego przeprowadzany był casting. Początkowo miałam być tylko jednego dnia, ale później stwierdziłam, że chcę zobaczyć ich wszystkich i jak się okazało to był strzał w dziesiątkę. Wybór gości na trasę był ostatnią dużą sprawą, którą miałam do załatwienia w Nowym Jorku. Oczywiście niektóre rzeczy wciąż były otwarte, chociażby lekcje tańca. Co prawda nie zamierzałam latać dwa razy w tygodniu przez cały kraj po to by przez godzinę sobie potańczyć na zajęciach Cassie, ale blondynka była zaangażowana w tworzenie choreografii na trasę a dokładniej miała mnie jej nauczyć, bo tancerzami zajmowali się trenerzy. W związku z tym część prób miałam mieć w Nowym Jorku, dlatego tak naprawdę nie żegnałam się ze znajomymi czy współpracownikami, bo do momentu rozpoczęcia koncertowania miałam się w Nowym Jorku pojawiać regularnie. Dodatkowo zamierzałam tam pracować nad nową piosenką i traktowałam ją, jako projekt specjalny. Po przesłuchaniach nawet nie miałam czasu wrócić do mojego mieszkania by pożegnać się z Niną i chłopakami. Z sali prób wsiadłam w samochód i od razu pojechałam na lotnisko skąd poleciałam do Londynu. Nie myślałam o tym, że po krótkim pobycie w Anglii będę wracać na kilka dni do domu, czyli do LA. Nie do Nowego Jorku. Nie rozmyślałam o tym, co wydarzy się w ciągu następnych dni, bo ja właściwie nie miałam siły na myślenie o czymkolwiek. Byłam wykończona. Założyłam słuchawki na uszy, włączyłam muzykę i chwilę po starcie zasnęłam. Mimo że na ogół nie spałam podczas podróży tym razem było inaczej, bo przespałam prawie cały lot. W Londynie wysiadłam, więc względnie wypoczęta. Jeszcze na lotnisku pożegnałam się ze Stevem, który miał mieć tydzień wolnego. Gdy zapakował mnie do taksówki rozpoczął się jego urlop a ja pojechałam prosto do mieszkania Harry’ego. Tam wypiłam kawę i gdy się odświeżyłam po podróży spotkałam się z Gemmą. Blondynka przyjechała do mnie obładowana całym stosem albumów i czasopism przedstawiających miliony sukien ślubnych, butów, wiązanek, biżuterii...
-Moja mama ma mnie już dość. Sama mam już siebie dość. Ale chyba pierwszy raz w życiu jestem aż tak niezdecydowana- powiedziała, gdy z małej walizki zaczęła wypakowywać gazety i teczki.
-Ja jestem niezdecydowana zawsze- myślałam, że ją tym rozbawię albo pocieszę, ale ona spojrzała na mnie jeszcze bardziej zdesperowana i wręcz nieco przestraszona. –Ale spokojnie, postaram się ci pomóc w wyborze.
-Ali w tobie jedyna nadzieja. Jesteś moją ostatnią deską ratunku- Gemma raczej nie bywała taka nerwowa i spięta, ale w tamtej chwili wydawała się być zniechęcona, zmartwiona, zdenerwowana.
-Może zanim w ogóle zaczniemy przeglądać to, co przywiozłaś wypijemy kawę? Albo herbatę?- zaproponowałam a ona kiwnęła głową i westchnęła głośno.
-Nigdy nie rozumiałam moich przyjaciółek czy kuzynek, gdy mówiły, że ślub to nic poza stresem. Myślałam, że przesadzają, ale teraz i tak wydaje mi się, że były jakieś bardziej ogarnięte niż ja- powiedziała, gdy weszłyśmy do kuchni by zrobić napoje. Gemma stanęła przy oknie a ja wyciągnęłam z szafki dwie filiżanki.
-Najważniejsze to nie panikować- stwierdziłam. Co prawda dla mnie było to oczywiste, ale blondynka wyglądała tak jakby panika była nieodłączną częścią planowania ślubu.
-Łatwo ci mówić- westchnęła.
-Z mlekiem czy bez?- zapytałam, gdy nalałam do filiżanek kawę. Gemma spojrzała na mnie jakby była zaskoczona a ja zrozumiałam, że ona naprawdę żyje jakby na innej planecie.
-Szybko ci poszło- stwierdziła i chyba nie mogła zrozumieć, jakim cudem udało mi się zaparzyć napój tak szybko.
-Wypiłam kawę zanim przyszłaś. Jest świeżo parzona- wyjaśniłam. –To jak? Mleka?
-Nie dzięki- odpowiedziała.
-Dwie łyżeczki cukru?- zapytałam, bo o ile dobrze pamiętałam właśnie tyle słodziła.
-Nie!- odparła szybko i zdecydowanie. –Nie. Muszę dbać teraz o linię.
-Przeginasz- powiedziałam a ona spiorunowała mnie spojrzeniem.
-Łatwo ci mówić, bo ty nie przechodziłaś przez to. Stwierdziliście sobie z Harrym „O weźmy sobie jutro ślub” i mając wszystko w nosie po prostu to zrobiliście.
-Nie musisz być dla mnie niemiła- wiedziałam, że nie chciała sprawić mi przykrości, ale ostry ton jej wypowiedzi sprawił, że poczułam się niepewnie.
-Przepraszam. Nie chcę być niemiła i nie chciałam cię urazić.
-Luz. Wiem. Nie uraziłaś mnie- zapewniłam i podałam jej filiżankę z kawą.
-Właściwie to zazdroszczę wam tego, co zrobiliście. Naprawdę- przyznała idąc za mną do salonu.
-Pamiętaj, że mimo wszystko i przed nami ślub kościelny. Wtedy najprawdopodobniej wszystko będzie wyglądać bardziej typowo niż przy tym naszym pierwszym, szalonym ślubie- powiedziałam i usiadłam wygodnie na kanapie. Blondynka zajęła miejsce koło mnie i zanim znowu się odezwała upiła niewielki łyczek kawy. Zmarszczyła przy tym nieco nos, dokładnie tak jak Harry, przez co momentalnie poczułam ogromną tęsknotę. Wzięłam telefon do ręki i wysłałam do niego krótką wiadomość. „Tęsknię”.
-Znając was poczujecie natchnienie i załatwicie to od razu i wtedy nawet mnie nie zaprosicie.
-O to nie musisz się bać. Nasze rodziny muszą się w końcu kiedyś poznać.
-Masz rację. Moje ciotki już się nie mogą doczekać i ciągle wypytują mamę o to, kiedy weźmiecie, jak to mówią, ten drugi, cywilizowany ślub.
-Nie prędko- powiedziałam i się uśmiechnęłam, bo na wyświetlaczu mojej komórki pojawił się SMS. „Jeszcze 2 dni”.
-Serio?- zapytała Gemma a ja stwierdziłam, że dwa dni to jednak bardzo dużo czasu. Wiedziałam też, że jeśli będę miała przy sobie telefon nie będę mogła się opanować i zacznę pisać milion SMS-ów, więc odłożyłam go na stolik i przykryłam gazetą żeby mnie nie korciło.
-No tak. Początkowo mieliśmy to zrobić w przyszłym roku, równo rok po ślubie cywilnym, ale mamy tyle pracy, że już uzgodniliśmy, że jeśli przyszły rok będzie wchodzić w grę prędzej w okolicy później jesieni a może w Boże Narodzenie? A jeśli nie wtedy to po prostu zimą, ale nie chcemy też zbyt długo czekać- powiedziałam i się uśmiechnęłam. Gemma chyba się domyśliła, dlaczego nie chcemy „zbyt długo czekać”. Wiedziała, że chcemy z Harrym założyć rodzinę i domyśliła się, że mam na myśli dziecko. Chcieliśmy zdążyć ze ślubem kościelnym zanim zajdę w ciążę ewentualnie zaraz na początku jej trwania. Te kwestie mieliśmy dość dobrze zaplanowane i pewnej nocy, gdy siedzieliśmy w samochodzie, gdzieś na jakimś parkingu rozmawialiśmy o tym długo i szczerze i oboje wiedzieliśmy, czego oczekujemy i w tej kwestii byliśmy bardzo zgodni. –Nie rozmawiajmy o tym, bo to odległa przyszłość. Pogadajmy o tobie. Co konkretnie cię tak stresuje?
-Wszystko- westchnęła a na jej twarzy pojawił się grymas.  
-Przede wszystkim musisz zmienić swoje nastawienie.
-Łatwo ci to mówić skoro... No wiesz.
-Skoro wyszłam za mąż mając wszystko w nosie. Wiem. Ale właśnie o to chodzi- powiedziałam pełna entuzjazmu.
-Ali konkretniej proszę. Jeśli znasz jakiś sekret i wiesz jak zachować spokój w takim momencie życia to mi go zdradź- powiedziała i znowu brzmiała nerwowo. Jej zachowanie naprawdę do niej nie pasowało.
-Przede wszystkim musisz się cieszyć tym wszystkim. Tymi przygotowaniami.
-Nie pomagasz.
-Chodzi mi o to, że wychodzisz za mąż za cudownego mężczyznę, którego kochasz i który kocha ciebie. To będzie wasz dzień, wasze święto i tak naprawdę nic poza tym się nie liczy. Nie liczą się buty, suknie, wiązanka, garnitur, tort, sala weselna. Liczycie się tylko wy i przecież oto w tym chodzi. O was i to, że się kochacie. A cała otoczka wizualna tak naprawdę schodzi na drugi, trzeci czy nawet setny plan i gdy będziesz stać przed ołtarzem patrząc w jego oczy, przysięgając mu miłość do końca życia nie będziesz myśleć o tym, w co jesteś ubrana. Dla mnie się to nie liczyło. Kiedy patrzyłam wtedy na Harry’ego nic się nie liczyło tylko to, że go kocham i on kocha mnie. Cieszyłam się, że mogę obiecać mu, że będę z nim do końca moich dni w obecności najbliższych. Pewnie byłoby mi trochę przykro, że mimo wszystko nie było tam ze mną wszystkich bliskich mi osób, ale przez to, że planujemy ślub kościelny w ogóle się tym nie martwię i o tym nie myślę, bo wiem, że wtedy będą z nami. A jeśli mam być tak zupełnie szczera, to w tamtym momencie nie myślałam nawet o was. Wtedy w mojej głowie był tylko Harry i myślałam tylko o nim i o tym jak bardzo jestem szczęśliwa. I uwierz mi, z tobą będzie tak samo.
-Masz rację- przyznała i przez moment wyglądała na przekonaną moimi słowami. –Ale z drugiej strony Adam jest jedynakiem. Jego mama już wszystko ustala po swojemu. Myślisz, że, od kogo dostałam te albumy i gazety o ślubach? Ona chce żeby było tak bardzo uroczyście, bo Adam to jej oczko w głowie. Ona wybiera mi już nawet suknię, wybiera jakieś falbany, kryształy Swarovskiego...
-Rozumiem. Teściowa to zupełnie inna sprawa i niestety dla ciebie ja mam cudowną teściową a mój mąż na szczęście jedynakiem nie jest- pod tym względem naprawdę miałam szczęście.
-Mama Adama nie jest jakaś okropna. Ona jest naprawdę kochana. Tylko, że nie widzi tego, że mnie stresuje i narzuca swoje zdanie.
-Wiem, że nie chcesz się z nią kłócić, ale to ty wychodzisz za mąż nie ona i to ty masz być tego dnia najszczęśliwsza.
-Nie chodzi o kłótnię, bo ona serio jest cudowna. Ja nie chcę jej sprawić przykrości.
-Za bardzo to wyolbrzymiasz i za bardzo się nakręcasz. Skoro to taka super babka to zrozumie wszystko, kiedy z nią spokojnie o tym porozmawiasz. A teraz proponuję żebyś przestała być tak negatywnie nastawiona. Pamiętaj, że ślub nie ma być stresujący, masz się cieszyć i ekscytować a nie podchodzić do wszystkiego negatywnie. Nie możesz myśleć o uszczęśliwianiu innych tylko w tej kwestii musisz być samolubna i przede wszystkim musisz skupić się na uszczęśliwianiu samej siebie. No i przyszłego męża. Więc jeśli już chcesz coś robić dla kogoś to właśnie dla niego. Zrozumiano?- wiedziałam, że entuzjazm, który był słyszalny w moim głosie może jej się wydawać nieco udawany, do tego cały czas się uśmiechałam, ale mnie naprawdę cieszył ten ślub i ta radość była szczera.
-Taaa. Choć nie obiecuję, że nie zacznę panikować jeszcze ze sto milionów razy.
-Ważne żebyś przestała się dołować i zaczęła cieszyć tym wszystkim. To jak? Gotowa by przejrzeć na spokojnie zdjęcia sukni? Pójdę po kolorowe karteczki i możemy od razu zaznaczać modele, które ci się spodobają i te, które kategorycznie odrzucasz- zaproponowałam.
-Okej. Zacznijmy- powiedziała i nie umiałam określić czy poprawił jej się nastrój dzięki temu, co jej powiedziałam czy może jest bardziej pobudzona, bo kawa tak na nią podziałała.
-Na początek mam podstawowe pytanie. Chcesz klasyczną biel czy może coś innego?- zapytałam, gdy wróciłam z karteczkami a ona się uśmiechnęła. Pierwszy raz. W końcu.
-Klasyczna biel. To chyba jedyne, czego jestem pewna. Choć nie wykluczam na przykład jakiś delikatnych beżowych wstawek. Ale tylko, jeśli mi się spodobają. Ogólnie wybieram biel- odpowiedziała a chwilę później przeglądałyśmy zdjęcia i z każdą kolejną minutą Gemma wydawała się być coraz bardziej spokojna i podekscytowana jednocześnie. Oglądałyśmy projekty sukni, ale też wiązanki, buty, biżuterię aż do wieczora. Udało nam się wybrać kilka projektów i miałam wrażenie, że Gemma z pesymistki znowu stała się optymistką. Chyba potrzebowała kogoś, kto jej wysłucha i przypomni, o co w tym wszystkim chodzi, bo ewidentnie w tym przedślubnym szale o tym zapomniała. Gdy już miałyśmy wyraźnie nakreślone, czego będziemy szukać nazajutrz zostawiłyśmy temat ślubu i do nocy po prostu rozmawiałyśmy. Obie się rozluźniłyśmy i obie chyba potrzebowałyśmy takiej zwykłej, normalnej rozmowy. Długo się nie widziałyśmy, dlatego miałyśmy sporo do nadrobienia i gadałyśmy nawet, gdy leżałyśmy już w łóżku. Rano, kiedy jadłyśmy śniadanie widziałam, że blondynka znowu nieco się stresuje, ale jak się później okazało zupełnie niepotrzebnie. Gdy piłyśmy kawę dołączyła do nas Anne i najlepsza przyjaciółka Gemmy i razem ruszyłyśmy na poszukiwania wymarzonej sukni ślubnej. Po wizytach w dwóch domach mody poszłyśmy na lunch a po nim udałyśmy się do jeszcze jednego sklepu i wtedy blondynka stwierdziła, nie kryjąc radości, że suknia, którą widziała w pierwszym salonie spodobała jej się tak bardzo, że nie zamierza szukać już niczego innego. Wiedziałam, że spadł jej ogromny kamień z serca, z resztą nie tylko jej. Wszystkie tryskałyśmy dobrym humorem i mimo że tego nie planowałyśmy wieczorem wybrałyśmy się do kina. Musiałam przyznać, że dawno nie spędziłam tak odstresowującego dnia. Poza tym cieszyłam się, że byłam z Gemmą i Anne. Rozmowy przez telefon nie są w stanie choćby w jednym procencie zastąpić tych w cztery oczy. Naprawdę wspaniale było z nimi spędzić czas i żałowałam, że nie mogę sobie pozwolić częściej na takie wizyty. Cieszyłam się, że udało mi się wygospodarować jakoś te trzy dni, choć mimo całej sympatii, jaką miałam do mojej teściowej i szwagierki, mimo że były moją rodziną i obie je kochałam w Londynie znalazłam się nie tylko dlatego, że Gemma poprosiła mnie o pomoc. Trzecim, głównym powodem był Harry. Trzeciego dnia mojego pobytu miałam mu towarzyszyć w miejscu gdzie wszystko dla niego się zaczęło. Rano spotkałam się z Anne i Gemmą, zjadłyśmy wspólnie śniadanie a po nim udałyśmy się na „Wembley Arena”. Harry już tam był, razem z chłopakami. Prosto z lotniska od razu pojechali do studia. Nikt nie wiedział o tym, co się wydarzy tego wieczora. Wszystko było trzymane w tajemnicy. Ale to był właśnie ten dzień. X Factor. Wszystko zaczęło się w tym programie i właśnie tam miało się zakończyć. Chłopaki postanowili właśnie tam ogłosić światu zakończenie wspólnej kariery. To nie miało nastąpić od razu. Ale w tę sobotę miał być emitowany pierwszy odcinek na żywo. Zgodnie z menadżerem i agencją ustalono, że chłopaki zaprezentują swoją nową piosenkę, pierwszy singiel pochodzący z ich ostatniej wspólnej płyty. W grudniu, podczas finału i ostatniego odcinka sezonu mieli wystąpić razem po raz ostatni. I to wszystko zamierzali ogłosić światu a ja nie wyobrażałam sobie nie być przy nich w tej chwili. Zamierzałam być tam z nimi, podczas gdy będą wydawać oficjalne oświadczenie o końcu zespołu oraz gdy w grudniu będą występować ostatni raz. Wiedziałam, że to nie jest dla nich łatwe. Wiedziałam, że dla Harry’ego to nie będzie łatwe, ale nie było już odwrotu a on mimo wszystko chciał zacząć robić coś innego, swojego. Chciał być wolny. Przynajmniej tak mi tłumaczył, gdy wciąż powtarzałam, że przyczyniałam się do tego, że kilku milionom dziewczyn na świecie pękną serca z rozpaczy, że ich ukochany zespół postanowił zakończyć karierę. Z jednej strony wiedziałam, że dla całej czwórki nadchodzące wydarzenia będą ciężkie, ale po wielu długich rozmowach zrozumiałam, że tak naprawdę każdy z nich tego chce. Zbyt długo żyli na walizkach, zbyt długo ktoś non stop narzucał im swoje zdanie. Na początku nie mieli nic przeciwko, ale z każdym kolejnym rokiem byli coraz dojrzalsi i wyrośli z tego jak wytwórnie i agencje chciały ich kreować. Było im ciężko zakończyć coś tak pięknego jak One Direction, w końcu osiągnęli bardzo dużo w życiu właśnie dzięki zespołowi, ale jednocześnie chcieli zrobić coś, co wyraziłoby ich bardziej i pokazało od nowej, nieznanej strony. Wiedziałam, że nie mogą się doczekać by zrobić coś innego. By pojechać na wakacje, by pojechać do domu, by zrobić coś, na co mają ochotę i wiedziałam, że są podekscytowani, że wkrótce będą mogli być po prostu sobą i będą mogli robić to, co im w duszy gra. Jedyne, co ich ogromnie smuciło to fani. Chyba wszyscy z ich otoczenia wiedzieli jak bardzo oddani są i wiadomość o rozpadzie ukochanego zespołu miała sprawić im ogromną przykrość. Niall powiedział, że w pewnym stopniu czuje, że ich zawiodą i to było w ich rozstaniu najgorsze. Bo żaden z nich nie myślał o tym, co będzie za pięć lat. Nie wiedzieli, co będą robić i czy będą chcieli wrócić. Liczyło się tylko tu i teraz a w tym momencie chcieli zmiany i fani musieli to zrozumieć.
-Synku! Jak ja tęskniłam- Anne rzuciła się na szyję Harry’ego od razu, gdy weszłyśmy do garderoby. Zaczęła go ściskać i robiła to tak długo, że ja zdążyłam się przywitać z chłopakami i całą ekipą. Gdy go puściła jej miejsce zajęła Gemma a ja nie mogłam doczekać się, kiedy i mi w końcu uda się go objąć. Mimo że to było niestosowane cieszyłam się w myślach, że blondynka nie witała się z nim tak długo jak jej mama. Gdy w końcu nadeszła moja kolej, podeszłam do niego a on spojrzał mi w oczy, uśmiechnął się do mnie i nagle cały świat zniknął.
-Skarbie- wyszeptał i właśnie w tym momencie, gdy miał mnie przytulić wszedł mężczyzna, który powiedział, że nadeszła kolej chłopców i muszą iść na próbę.
-Nigdzie nie pójdziesz dopóki mnie nie przytulisz. I to tak porządnie- powiedziałam a Harry w końcu mnie objął.
-Tęskniłem- wyszeptał mi do ucha i dał mi szybkiego całusa w usta. Właściwie tylko je delikatnie musnął.
-Nie przeciągajmy tego, próba musi się odbyć teraz- powiedział postawny brunet, przez którego nie mogłam pocałować mojego męża. Harry niestety odsunął się ode mnie i wtedy zdałam sobie sprawę, że Anne się nam przygląda.
-Chodź ze mną- dłoń bruneta wylądowała na mojej i chwilę później szłam z nim na próbę. Nie chciałam przeszkadzać, więc stanęłam za kulisami, podczas gdy on wraz z zespołem ćwiczyli przed wieczornym występem. Mimo że Harry zawsze był pełen energii na scenie i zawsze oddawał całego siebie, nawet na próbach tym razem było inaczej. Od razu widać było, że jest nieswój. Był podenerwowany a gdy zaczęłam przyglądać się całej czwórce zrozumiałam, że pierwszy raz od bardzo dawna się stresują. Kiedy zeszli ze sceny Harry od razu mnie objął i robił to cały czas idąc do garderoby a także, gdy się już w niej znaleźliśmy.
-Stresujesz się?- zapytałam cicho tak żeby tylko on słyszał. Jako że obok niego siedziała Anne ona też usłyszała moje pytanie i spojrzała na niego w sposób, w jaki tylko mama może patrzeć na swoje dziecko.
-Trochę- przyznał a na czole jego mamy od razu uformowało się kilka zmarszczek. Wiedziałam, że skoro Harry „trochę” się denerwuje ona jest już kłębkiem nerwów. W końcu mamy już tak mają.
-Jeśli chcesz wciąż możesz się wycofać- powiedziałam, chociaż to nie było przecież takie proste.
-Ale ja nie chcę się wycofać.  Nie zmieniłem decyzji. Wręcz przeciwnie. Po prostu ogłoszenie tego światu jest stresujące.
-Nie będziecie z tym sami. Jesteśmy tutaj wszyscy dla was- spojrzałam na Anne a ona posłała mi niewielki uśmiech. –Ale jeśli nie jesteś w stu procentach...
-Jestem. Bo to nie tak, że nie będę za tym tęsknił a z drugiej strony chcę żeby to się już skończyło, takie życie. A po wielu rozmowach wiem, że chłopaki też tego chcą. Wszyscy tego chcą- poza milionami waszych fanów. Niby wiedziałam, że to jednak nie jest moja wina, ten ich rozpad i koniec zespołu. Niby rozmawiałam z Harrym i chłopakami o tym milion razy, ale wciąż jakaś część mnie obwiniała się o to, co się miało stać. To ja, prawie rok temu, dokładnie w tym pomieszczeniu wykrzyczałam wszystko, co wtedy leżało mi na sercu. Obwiniłam ich o to, że się ode mnie odsunęli i wyjawiłam to, co mi zrobili. Powiedziałam, że dla mnie są martwi. A Harry wtedy dowiedział się choćby o tym jak potraktowała mnie Gemma... Przeze mnie, przez to, że wtedy nie zachowałam spokoju Harry podjął tę decyzję i nikt ani nic mnie nie przekona by myśleć inaczej. –Skarbie wiem, o czym teraz myślisz i to nie przez ciebie.
-Mów co chcesz, ale wiem, że to ja dałam ci ten impuls- wiedziałam, że Anne wszystko słyszy, ale nie krępowało mnie to z jednego powodu. Już wcześniej z nią o tym rozmawiałam.
-Ali, mój syn już wcześniej chciał to zrobić. Ile nocy nie spał i bił się z myślami jak ma to zrobić i czy da radę. Jeśli rzeczywiście ty dałaś mu ten impuls to to nie jest nic złego- powiedziała brunetka a ja posłałam jej uśmiech. „To nie jest nic złego”, ale dobrego też nie – pomyślałam.
-Dzwonili do mnie dzisiaj z LA. W domu są już wszystkie nasze rzeczy i w sumie wszystko jest już gotowe- Harry postanowił zmienić temat na o wiele przyjemniejszy, dlatego od razu cała nasza trójka nieco się rozluźniła. Przez jakiś czas rozmawialiśmy o tym, pokazywaliśmy Anne zdjęcia i to, co miało się wydarzyć wieczorem zeszło na drugi plan jednak im bliżej było rozpoczęcia programu tym bardziej wszyscy się denerwowali. Mimo że ich występ miał być trzymany w sekrecie do samego końca w pewnym momencie Twitter obiegło zdjęcie Louisa i Nialla zrobione przez kogoś, gdy siedzieli na miejscach dla jurorów. Nagle połowa światowych trendów dotyczyła One Direction i wszyscy pisali tylko o tym, że na pewno zespół zaprezentuje nową muzykę. Wystarczyła chwila by tajemnica przerodziła się w szał i ekscytację tysięcy osób. Nikt jednak nie przypuszczał, że poza piosenką usłyszą dzisiaj coś jeszcze. Kilka minut przed występem razem z rodzinami i przyjaciółmi chłopaków zajęliśmy miejsce za kulisami. Nie sądziłam, że czekanie na ten występ będzie aż tak stresujące również dla nas. Nie mogłam się doczekać, kiedy już będzie po wszystkim i zejdzie z nas całe to napięcie. Mimo że starałam się skupić na występie, gdy w końcu się zaczął nie potrafiłam tego zrobić.
-Co to był za występ!- wykrzyczał prowadzący starając się zagłuszyć aplauz publiczności. –Louis, Liam, Niall i Harry! Chłopaki dajecie nieźle czadu. Jak się czujecie, tutaj, na tej scenie?
-Tutaj zawsze czujemy się świetnie. Uwielbiamy tutaj wracać, bo ta scena jest dla nas jak prawdziwy dom- odpowiedział Liam. Po jego słowach znowu wszyscy zaczęli krzyczeć i bić brawo, dlatego prowadzący kolejny raz musiał podnieść głos by chłopcy mogli go usłyszeć.
-A my uwielbiamy jak do nas wracacie. Tym bardziej w takim stylu, z nowy singlem. Nikt się nie spodziewał, że usłyszymy go właśnie dziś- powiedział mężczyzna, tym razem patrząc na Harry’ego.
-Lubimy zaskakiwać- odparł mój ukochany i wydawało mi się, że nie ma nic więcej do dodania. Uśmiechnął się jedynie udając, całkiem przekonywująco, totalnie wyluzowanego.
-Fani od jakiegoś czasu znają już datę premiery płyty, ale mimo tego lubimy zrobić coś niezapowiedzianego by nie tracili czujności- Niall się bardziej wykazał. Zaśmiał się po swojemu, ale w przeciwieństwie do Harry’ego wciąż było po nim widać, że tak naprawdę najtrudniejsze dopiero przed nimi.
-Skoro jesteśmy już przy niezapowiedzianym... Wydaje mi się, że macie nam coś do przekazania- to był ten moment. Harry spojrzał w lewo, tam gdzie były kulisy. Nie widział nas, ale wiedziałam, że chciałby żeby jego bliscy stali tam z nim.
-Tak. Chcielibyśmy coś ogłosić- zaczął Lou. Wydawało mi się, że nawet przez chwilę nie zastanawiali się, który z nich ma zakomunikować światu, że to koniec. Louis zawsze był ich liderem i to właśnie na jego barki spadło to zadanie. –Otóż od momentu, kiedy wystąpiliśmy tutaj pierwszy raz aż do teraz minęło już kilka wspaniałych, szalonych lat... Lat, które były dla nas czymś, o czym nawet nie marzyliśmy przychodząc na przesłuchanie do tego programu. Lat pełnych niesamowitych przeżyć, podróży dookoła świata, zwiedzania najpiękniejszych miejsc na Ziemi, poznawania tysięcy pięknych, oddanych, najlepszych fanów na świecie... Ale też lat bez wytchnienia, pełnych wyrzeczeń, pracy czasami kosztem zdrowia i naszych najbliższych...- głos Lou zadrżał a on się uśmiechnął. –Dziś chcielibyśmy ogłosić, że płyta, którą wkrótce wydamy będzie ostatnią a nasza niesamowita przygoda pod tytułem One Direction dobiega końca...
***
Kiedy wsiedliśmy na pokład samolotu lecącego do LA początkowo wciąż żyliśmy tym, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. Harry się cieszył, że ma to już za sobą a ja zaczęłam sprawdzać Twittera. Po pięciu minutach odpuściłam, bo panowała tam tak wielka rozpacz i histeria, że od razu zrobiłam się nerwowa. Brunet widzą moją minę zabrał mi telefon i powiedział, że mam przestać o tym myśleć i skupić się na najbliższych dniach. Po ogłoszeniu światu, że One Direction, niestety, wkrótce przestanie istnieć wszyscy dostali kilka dni wolnego by dać ochłonąć i zespołowi i ich fanom. Ja też miałam mieć te dni luźniejsze i dzięki temu mogliśmy w spokoju wprowadzić się do domu, choć prawda była taka, że lecąc do LA nie czułam, że lecę do domu. Niby wiedziałam, że teraz to tam mieszkam, ale naprawdę to do mnie nie docierało. By to sobie uzmysłowić musiałam się tam znaleźć. Przez brak czasu nie myślałam o tym, wciąż coś się działo i dopiero, gdy wysiadłam z samolotu i zobaczyłam minę Harry’ego, który patrzył na mnie tak, że nie dało się nie dostrzec w nim podekscytowania sama też zaczęłam być podekscytowana i w pełni udało mi się odciąć od tego, o czym myślałam jeszcze kilka godzin wcześniej. Jadąc samochodem byliśmy bardzo rozgadani. Niby auto, którym jechaliśmy nie było nadzwyczajne, ulice Los Angeles też nie zmieniły się od ostatniego razu, kiedy nimi jechaliśmy, podobnie jak nasza ulubiona restauracja, w której wzięliśmy obiad na wynos, supermarket, do którego wstąpiliśmy by zrobić zakupy nie wyróżniał się niczym na tle milionów innych supermarketów, ale tym razem wszystko wydawało mi się być jakieś niesamowite. Mój umysł podświadomie zapamiętywał wszystkie szczegóły i dodatkowo je idealizował. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce serce biło mi jak szalone. Harry wysiadł z samochodu, jako pierwszy. Ja wciąż siedziałam na miejscu pasażera i po prostu przeżywałam ten moment. Wtedy mój mąż otworzył drzwi i pomógł mi wyjść z auta. Nie zdążyłam jednak zrobić nawet kroku, bo Harry mnie podniósł, szybko i sprawnie i sekundę później trzymał mnie w swoich ramionach.
-Nie możemy zapominać o tradycjach- powiedział i zaczął iść w stronę drzwi.
-A czy to nie chodzi o przeniesienie przez próg panny młodej po ślubie?- zapytałam i przysięgam, że czułam ekscytację nie do opisania. Właśnie do mnie docierało, że zaraz wejdziemy do naszego domu. Wcześniej tego nie czułam. Byłam w wirze pracy, myślami byłam już w trasie, pisałam nową piosenkę i moje myśli skupiały się na innych rzeczach. Dopiero, kiedy Harry pokonywał ostatnie metry niosąc mnie na rękach zrozumiałam, że właśnie wprowadzam się z moim mężem do naszego domu.
-Gotowa?- zapytał zanim weszliśmy do środka. Jako że nagle byłam niesamowicie wzruszona nie mogłam z siebie nic wydusić i kiwnęłam tylko głową na znak, że jestem gotowa. I wtedy on otworzył drzwi i wniósł mnie do środka. Kiedy znaleźliśmy się w holu spojrzeliśmy sobie w oczy. W moich nieśmiało zatańczyły łzy, ale oczy Harry'ego też wyrażały wzruszenie. Patrzyliśmy na siebie ogarnięci wieloma uczuciami i emocjami. Wciąż trzymając mnie w swoich ramionach Harry pochylił głowę w moją stronę i nasze usta się spotkały w wyjątkowym pocałunku, który był nadzwyczajnie niespieszny i delikatny. Był jednym z tych, które miałam zapamiętać do końca życia. Był pierwszy w naszym domu. Był inny niż wszystkie dotychczasowe. Był idealny.
-Udało się- wyszeptałam, gdy Harry postawił mnie na nogi.
-Ja wciąż nie mogę w to uwierzyć- wyznał i wiedziałam, dlaczego nie dowierza. Patrząc na całą naszą znajomość, od momentu, kiedy się poznaliśmy aż do teraz rozumiałam, że mamy prawo czuć to wszystko, co czuliśmy w tej chwili. Mieliśmy prawo przeżywać to bardziej niż powinniśmy, bo przeszliśmy długą i krętą drogę by być właśnie w tym miejscu. W dużej mierze chodziło o nas i pokonywanie nas samych, naszych demonów, ale też czegoś, co nie zależało od nas.
-Jestem szczęśliwa- wyszeptałam przerywając na moment pocałunek. Byłam szczęśliwa, wzruszona i zakochana.
-To co robimy najpierw?- zapytał, gdy jego usta przestały całować moje i przeniosły się na moją szyję.
-Nie mam pojęcia- wyszeptałam i objęłam go w pasie. Przytuliłam go z wdzięcznością za to, że go mam.
-A ja mam już pewien pomysł- wyszeptał zmysłowo. Oczywiście wiedziałam, na jaki genialny pomysł wpadł, przez co odsunęłam się od niego i pokiwałam tylko głową z dezaprobatą.
-Nic z tego. Na początek chcę wszystko jeszcze raz obejrzeć- powiedziałam a on westchnął nie do końca zadowolony.
-Okej, ale ostrzegam, że wszędzie jest wciąż pełno pudeł z naszymi rzeczami.
-Wiem- odparłam. Wiedziałam o tym, bo firma przeprowadzkowa jedynie przewiozła nasze rzeczy. Nie mieli ich wypakowywać, bo chcieliśmy to zrobić sami. Może to było dziwne, ale skoro nie mogliśmy sami urządzić domu od podstaw to chcieliśmy, chociaż sami się rozpakować. Poza tym nie chciałam by obcy ludzie grzebali w moich rzeczach i wolałam spędzić tydzień czy dwa na rozpakowaniu. W tych wszystkich pudłach było moje życie, nie tylko prywatne zdjęcia, pamiątki, ubrania, ale też dokumenty, dlatego wolałam to zrobić sama, ewentualnie z pomocą przyjaciół.
-Na moje oko zejdzie nam ze dwa tygodnie zanim wszystko znajdzie się na swoim miejscu- powiedział Harry, gdy weszliśmy do salonu. Na początku „zwiedziliśmy” parter. Co z tego, że wiedziałam już wcześniej jak wygląda, teraz wyglądał jakoś inaczej i nie chodziło o to, że na przykład w salonie stały dwa pudła. Wszystko było inne, bo uświadomiłam sobie, że wszystko, na co patrzę jest nasze. 
-Proponuję żebyśmy zaczęli od garderoby, sypialni i gabinetu. Moje ciuchy nie mogą się gnieść w walizkach i musimy na początek urządzić nasz pokój i lepiej mieć od razu porządek w dokumentach- powiedziałam nieskładnie a mój głos zdradzał jak bardzo to przeżywam i jak wielkie emocje szaleją wewnątrz mnie.
-A ja proponuję żebyśmy zjedli obiad.
-Jesteś głodny?- zapytałam a on kciukiem starł łzę z mojego policzka.
-Nie, ale widzę, że potrzebujesz chwili żeby się ogarnąć- odpowiedział i się uśmiechnął.
-Przepraszam. Nie wiem, dlaczego jestem aż taka rozemocjonowana- wymamrotałam i wzięłam głęboki oddech. –Nie zwracaj na mnie uwagi.
Po obiedzie byłam już nieco bardziej stabilna emocjonalnie. Właściwie stało się tak chyba, dlatego że zrozumiałam ile pracy przed nami. Na piętrze było zdecydowanie więcej do zrobienia a ja miałam o wiele więcej rzeczy niż myślałam, że mam.
-Ali nie wiem, po co ci to wszystko, już mnie bolą ramiona od układania tych ton twoich swetrów... Po co ci swetry w LA?- westchnął Harry nieco poirytowany, gdy po godzinie wciąż stał na musiał układać moje ubrania na górnych półkach.
-Nie narzekaj. Poza tym ty też masz sporo ubrań- odparłam i pomachałam jego koszulą, którą właśnie miałam w ręce.
-W porównaniu z tobą wydaje mi się, że w ogóle ich nie mam- wymamrotał a ja opanowałam śmiech. Zawsze w takich sytuacjach, gdy widziałam jego naburmuszoną minę, miałam ochotę śmiać się jak opętana.
-Kiedy już poukładasz wszystko na górnych półkach możesz iść ogarniać dokumenty- powiedziałam a on od razu się uśmiechnął. Zabrał się żwawo do roboty i miał tyle energii jakby wypił kilka dużych kaw. Gdy tylko zrobił to, co musiał, dał mi szybkiego całusa i poszedł do sypialni by zająć się papierami. Właściwie cieszyło mnie, że tak ochoczo podjął się tego zadania, bo ja wolałam wieszać moje sukienki, układać buty i biżuterię niż stosy dokumentów. Może to było dziwne, ale to zajęcie mnie odprężyło. Nuciłam sobie pod nosem ulubione piosenki, piłam którąś kawę z kolei i wcale nie czułam, że tracę czas czy robię coś monotonnego. Początkowo Harry zaglądał do mnie co chwilę, przynosił kawę, gdy go o to poprosiłam i mimo że nie powinnam jeść słodyczy przyniósł dla mnie tabliczkę mlecznej czekolady, którą nieświadomie, kosteczka po kosteczce zjadłam prawie całą. Później Harry zajął się na poważnie papierami. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nie zwróciłam uwagi na to, że nagle przestał pytać czy chcę pić albo jeść, przestał przychodzić, co pięć minut by mnie przedrzeźniać i się wygłupiać, przestał śpiewać razem ze mną. Myślałam, że wynikało to z tego, że bądź, co bądź musiał się skupić by posortować umowy, ubezpieczenia, część rachunków, bo niestety jakimś cudem wszystko się pomieszało podczas przeprowadzki. Także część naszych zapisów dotyczących pracy. Nie wiedziałam jak to się stało, choć wydawało mi się, że to wina mojego męża, który jeszcze w Nowym Jorku zadeklarował się, że to on zajmie się papierami.
-I jak ci idzie? Ja skończyłam i przyszłam ci pomóc- powiedziałam, gdy weszłam do gabinetu i podeszłam do niego. Przez moment, gdy usłyszał mój głos, miałam wrażenie, że coś bardzo szybko przede mną schował, ale zwaliłam to na zmęczenie, które już odczuwałam.
-Dam sobie radę, ale możesz zająć się książkami i płytami- o ile kilka sekund wcześniej myślałam, że mam jakieś przewidzenia o tyle teraz, gdy jego głos zadrżał w doskonale znany mi sposób wiedziałam, że jednak coś jest nie tak. Był zdenerwowany i zły. Coś ewidentnie popsuło mu humor.
-Jesteś zły?- zapytałam a on pokiwał głową próbując zaprzeczyć.
-Nie, po prostu irytują mnie już te papiery- odpowiedział a ja nie doszukiwałam się drugiego dna.
-No to może za chwilę zrobimy sobie przerwę?- zapytałam a on tylko kiwnął głową wpatrzony w kartkę papieru. Jako że nie chciałam mu przeszkadzać otworzyłam jeden w z wielu kartonów z napisem „książki” i starałam się je ulokować tak by to miało ręce i nogi. Na swój sposób sprawiało mi to przyjemność. Cieszyłam się, że mieliśmy takie pomieszczenie, w którym mogliśmy przechowywać książki i dokumenty. Było to takie biuro połączone z biblioteką i fakt, że miałam w domu takie pomieszczenie był cudowny. W Nowym Jorku nie miałam miejsca na takie rzeczy. Część książek trzymałam w pudłach w garderobie i sypialni a po wprowadzeniu się Niny musiałam wynająć magazyn i część rzeczy musiałam po prostu wyeksmitować, bo nie było dla nich miejsca. Harry też miał sporo swoich rzeczy. Właściwie miał ich bardzo dużo i jak się okazało potrzebowaliśmy całego pokoju by pomieścić same książki nie wspominając już o reszcie innych przedmiotów choćby płyt, nagród, gitar... Naprawdę mieliśmy tego sporo. Gdy wyciągałam kolejne książki i ustawiałam je na półkach w dłoń wpadła mi pozycja, o której zapomniałam. Była to książka, którą czytałam dość dawno temu i nigdy jej nie skończyłam. Stwierdziłam, że aby i tym razem o niej nie zapomnieć od razu wyniosę ją do sypialni. Idąc z jednego pokoju do drugiego czytałam opis, który znajdował się z tyłu książki by przypomnieć sobie, o czym jest. Zanim odłożyłam ją na szafkę nocną otworzyłam ją jeszcze żeby zobaczyć gdzie skończyłam. Co prawda zamierzałam ją czytać od początku, ale chciałam sprawdzić, do którego momentu doczytałam za pierwszym razem z nadzieją, że znam treść tylko kilku pierwszych rozdziałów. W pół sekundy moje myśli zmieniły się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy zobaczyłam, czego użyłam, jako zakładki. Zamknęłam książkę nie patrząc na numer strony i odłożyłam ją na łóżko, po czym zaczęłam przyglądać się zdjęciu, które nieświadomie ukryłam między jej stronami. Fotografia, którą trzymałam w dłoniach przedstawiała Jesse’ego i mnie. Staliśmy przytuleni a w tle było widać część LA. Doskonale pamiętałam, kiedy zrobiliśmy to zdjęcie. Tego dnia było pięknie i nie chodziło wcale o pogodę. Jesse przyleciał wtedy z Londynu. Mimo że był zmęczony uległ moim namowom i wsiadł na rower. Jechał obok mnie a ja pierwszy raz wtedy przebiegłam taki dystans. Wybrałam wymagającą trasę i przez pół biegu cały czas mieliśmy pod górę. Gdy wbiegłam na szczyt byłam cała podekscytowana. Przez cały bieg Jesse mnie motywował. „Mała ciałem, ale wielka duchem! Dasz radę! Później będzie już z górki! Uda ci się!” Kiedy dotarłam na półmetek zrobiłam sobie przerwę a gdy ochłonęłam i złapałam oddech zgodnie stwierdziliśmy, że taką chwilę trzeba uwiecznić. Poprosiliśmy jakiegoś mężczyznę by zrobił nam zdjęcie. Przytuliliśmy się... Mimo że minęło tyle czasu ja doskonale pamiętałam, co wtedy czułam. W tamtej chwili nie myślałam o nikim innym poza Jessem. Cieszyłam się, że wrócił i że jest ze mną. Patrzyłam na to zdjęcie i nie widziałam na nim D. tylko osobę, która była dla mnie naprawdę ważna. Patrzyłam na jego uśmiech i w tym momencie nie czułam nienawiści. Jakby część mnie wciąż nie wierzyła, że to on mnie nękał. Przecież przeżyliśmy razem wiele takich chwil i to nie mogło być bez znaczenia. Skoro dla mnie nie było... Nawet mimo tego, że wiedziałam, że moją jedyną prawdziwą miłością był, jest i będzie Harry, mimo że potrafiłam kochać tak tylko Harry’ego... Mimo wszystko Jesse nie był mi obojętny i niby cała sprawa D. była już wyjaśniona i zamknięta, ale patrząc na to zdjęcie czułam w głębi serca, że Jesse z tej fotografii nie mógłby mnie skrzywdzić.   
-Możemy zrobić już tę przerwę- usłyszałam za swoimi plecami. Harry. Mój umysł z prędkością światła ogarnął, że ja wpatrująca się w zdjęcie Jesse’ego i Harry odkrywający, że w ogóle mam takie zdjęcie to totalnie zła kombinacja.
-Okej, napijemy się herbaty?- zapytałam i uniosłam nieco lewą nogę, pod którą wcisnęłam zdjęcie z nadzieją, że Harry tego nie widział.
-Może być- odpowiedział i podszedł do mnie. Spojrzał na mnie a potem na książkę, która leżała obok mnie. Wyglądał dziwnie. Był zły.
-To idź już do kuchnia a ja zaraz zejdę na dół- naprawdę starałam się brzmieć normalnie, ale to było trudne z Harrym stojącym nade mną i patrzącym na mnie tak jakby miał jakieś promienie prześwietlające w oczach.
-Wstań- polecił a ja udawałam, że nie wiem dlaczego. Poczułam jak moje policzki zaczynają płonąć.
-Dlaczego?- zapytałam cicho.
-Błagam cię nie rób ze mnie idioty. Widziałem jak coś przed mną chowasz- powiedział a z tonu jego głosu wnioskować mogłam, że nie odpuści.

-Okej, tylko się nie złość- odparłam cicho i podałam mu zdjęcie a on zaczął się mu przyglądać i to tak intensywnie, że gdyby mógł wypaliłby w nim dziurę. Już wcześniej był poirytowany, ale ta fotografia była jakby jedną kroplą za dużo. Widziałam, że jego złość przeradza się we wściekłość i wiedziałam już, że Harry z delikatnego wietrzyku przerodził się w prawdziwe tornado a mnie czeka pierwsza, epicka awantura w nowym domu.

*American Academy of Dramatic Arts