poniedziałek, 19 lutego 2018

Rozdział 45





-Jeszcze raz chcę ci podziękować za to, że znalazłaś dla mnie chwilę. Serio- gdybym za każdym razem dostawała dolara, gdy Zayn wypowiadał te słowa zarobiłabym chyba z milion w godzinę.
-Przestań mi dziękować i się tak przymilać- powiedziałam i upiłam łyczka zielonej herbaty.
-Nie przymilam się- wymamrotał i podał mi kolejną teczkę pełną jego szkiców.
-Są świetne- przyznałam i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego on właściwie prosił mnie o pomoc. Wszystkie rysunki, które mi pokazał były bardzo dobre. Zauważyłam, że w porównaniu z pierwszym komiksem Malik zrobił naprawdę duży postęp.
-Ale mówisz szczerze?- zapytał niepewnie.
-Oczywiście. Są dużo lepsze, niż gdy robiłeś pierwszy projekt.
-Bo są bardziej dopracowane, ale jako całość coś mi nie gra. Nie ma w tym spójności. Wydaje mi się, że widać, że robiłem to na siłę- Zayn raczej nie należał do największych optymistów na świecie, ale ten pesymizm słyszalny w jego głosie był zbyt duży nawet jak na niego.
-To tylko twoje subiektywne spojrzenie. Ja jestem obiektywna i moim zdaniem naprawdę widać jak wiele pracy w to włożyłeś. Pod względem wizualnym wszystko jest super, ale wydaje mi się, że postaci jest za dużo. Wątków jest za dużo i można się pogubić.
-Też mi się tak wydaje. Cały czas coś mi tutaj nie gra- westchnął nieco zrezygnowany. Zayn na ogół był wyluzowany, ale tym razem było po nim widać, że coś go trapi.
-Po prostu z czegoś zrezygnuj, z jakiegoś pobocznego wątku. Czasami lepiej, gdy jest czegoś mniej. Na pewno tak jest w tym przypadku. Lepiej skupić się na czymś konkretnym, lepiej dopracować jedną rzecz. W tym, co mi pokazałeś widzę kilka pomysłów, ale co za dużo to niezdrowo. Wyeliminuj ten wątek o nowym bohaterze, moim zdaniem jest zbędny. Poza tym możesz go wykorzystać kiedyś, za rok czy dwa gdy wrócisz do tego projektu kolejny raz. Tak, zdecydowanie ten wątek jest niepotrzebny -powiedziałam.
-Jesteś pierwszą osobą, która stwierdziła, że to nie jest arcydzieło- brunet zrobił tak dziwną minę, że poczułam, że muszę go przeprosić.
-Przepraszam, jeśli sprawiłam ci przykrość czy coś- niby chciał szczerej opinii, ale może moje słowa jakoś go uraziły.
-Nie! Nie o to chodzi. Po prostu w końcu usłyszałem coś pomocnego a nie tylko „wszystko jest super”.
-A komu jeszcze to pokazywałeś?
-Mamie i Gigi- odpowiedział a ja się zaśmiałam.
-Czyli dwóm kobietom, które cię bardzo, bardzo, bardzo mocno kochają- powiedziałam a on spojrzał na mnie w jakiś dziwny sposób. Znowu.
-No tak, one mnie kochają- wymamrotał w dalszym ciągu patrząc na mnie po prostu dziwnie. Miałam wrażenie, że zrobiło się nawet jakoś niezręcznie. Jakby Zayn stwierdził, że go nie kocham, bo umiem go skrytykować. Jakby zrobiło mu się przykro? Chyba po prostu coś mi się przewidziało. Albo padało mi na mózg od nadmiaru obowiązków.
-Yyyyy w każdym razie cieszę się, że jakoś ci pomogłam. Bo pomogłam, nie?- zapytałam nieco się jąkając. Uświadomiłam sobie, że tak naprawdę mu przecież nie pomogłam.
-Tak, dzięki- Zayn już u mnie na imprezie wydawał mi się nieco przytłoczony, ale gdy spędziłam z nim godzinę sam na sam, oglądając jego prace byłam pewna, że coś go trapi. Wiedziałam, że brunet jest skryty. Zawsze taki był. Przyjaźniłam się z nim, ale to nie była taka przyjaźń jak ta z Niallem, czy chłopakami. O nich wiedziałam wszystko. A Zayn? On nigdy nie pokazywał wszystkiego. Właściwie był nieco podobny go Harry’ego. Różnica polegała na tym, że jeśli Harry chciał coś ukryć, kiedy miał zły humor, kiedy coś było nie tak po prostu go o to pytałam a jeśli nie chciał mi powiedzieć albo próbował mnie spławić praktycznie zaczynałam go dręczyć żeby mi powiedział. Poza tym Harry się zmienił i coraz rzadziej dusił coś w sobie. Jeśli chodziło o Zayna nie do końca wiedziałam czy mam prawo go wypytywać. Ufa mi na tyle żeby zwierzyć się ze swoich problemów? Wydawało mi się, że gdy zapytam go czy coś go trapi naruszę jakoś jego przestrzeń osobistą albo wyjdę na wścibską. Gdy rozstał się z Perrie nie powiedział mi przecież. Dowiedziałam się od kogoś obcego. Gdyby traktował mnie jak przyjaciółkę powiedziałby mi nawet, jeśli się tego wstydził... Z drugiej strony on po prostu taki był. Małomówny. Skryty. A ja i tak byłam dużą częścią jego życia.
-Zayn mogę cię o coś zapytać?- kiedy zadałam to pytanie na jego twarzy pojawiła się obawa. Mimo wszystko skinął głową na znak, że się zgadza. –Dlaczego właściwie poprosiłeś mnie o pomoc?
-Bo nie mam weny a nie chciałem się z tego wycofywać i chciałem żeby ktoś mi doradził. Wiesz, że to charytatywna akcja. I nie chodzi o to, że w mediach zaraz zmieszaliby mnie z błotem, tylko chodzi o te dzieciaki, chcę im pomóc.
-Niestety wiem, co to brak weny z własnego doświadczenia- wiedziałam, że to go raczej nie pocieszy, ale tylko tyle mogłam zrobić. Ja cierpiałam na brak natchnienia, gdy moją głowę zajmowało coś innego i nie umiałam się skupić, gdy miałam problemy, gdy moje serce było rozdarte. Podczas nagrywania drugiej płyty w ogóle ochotę do jej tworzenia miałam dopiero, gdy dogadałam się z Harrym. Wtedy wena wróciła i umiałam to robić. Pisać, tworzyć, śpiewać. Nagle miałam głowę pełną pomysłów, poprzez muzykę chciałam wszystko wszystkim opowiedzieć.
-To mnie nie pociesza.
-Wiem. Ale wiem też jak to działa w moim przypadku. Gdy moje myśli zajmuje coś innego, gdy nie umiem się skupić na pracy choćby przez pięć minut wiem, że będę mogła w studio przesiedzieć cały dzień a i tak nic nie napiszę, nic nie nagram. Dopóki nie rozwiążę problemu, który mi zaprząta myśli nie będę mieć weny- powiedziałam a Zayn spojrzał na mnie tak jakbym czytała mu w myślach.
-A co jeśli tego problemu nie da się rozwiązać?
-Zawsze się da. Nawet jak wydaje ci się, że jest inaczej- odpowiedziałam i korciło mnie żeby zapytać go, wprost co go trapi. Zamiast tego złapałam go za rękę, ścisnęłam ją i uśmiechnęłam się do niego.
-W tym momencie mam tyle problemów, że nie da się ich wszystkich po prostu magicznie rozwiązać.
-To może nie myśl o magicznych rozwiązaniach, ale takich realnych? Może zacznij od tych mniejszych problemów?
-Okej. Zacznę od wcale nie małego. Jutro idę odwiedzić dzieciaki. Do szpitala. Może to zabrzmi bardzo źle, ale nienawidzę tego robić. Nienawidzę patrzyć na dzieci, które umierają. Po prostu tego nienawidzę. Nie umiem się odnaleźć gdy tylko wchodzę do szpitala a gdy stamtąd wychodzę przez tydzień nie mogę spać. Od miesiąca myślę o tym codziennie, że muszę tam iść. To po prostu nie na moje nerwy. Nienawidzę patrzeć na to jak cierpią, chociaż nie zrobiły nic złego, nie zasługują na to by tak bardzo cierpieć. A ja nie mogę nic zrobić. Przytulam je, rozmawiam, ale co to da? Nic. Bo nic nie mogę zrobić. Nie umiem im pomóc. Nienawidzę tego.
-Mylisz się. Większość z tych dzieci marzy by cię poznać, kochają cię i sama twoja obecność dodaje im sił. Daje im nadzieję. Spełniasz ich marzenia. A to nie jest nic. To jest pomoc i to ogromna- powiedziałam z przekonaniem. Wiedziałam, że mam rację, ale jednocześnie doskonale rozumiałam, o co chodzi mojemu przyjacielowi.
-Może, ale to nie zmienia faktu, że nie zmniejszam ich cierpienia.
-Nieprawda. Zayn jest mnóstwo publikacji naukowych na temat wpływu psychiki na nasze ciało, jeśli chory myśli pozytywnie ma o wiele większą szansę na wyzdrowienie. A dzięki tobie te dzieciaki, choć przez chwilę zapominają o chorobie, dajesz im chwilę szczęścia, dajesz im zastrzyk pozytywnej energii do walki z chorobą. I nie mówię tego żeby ciebie pocieszyć, bo przecież nie ty potrzebujesz pocieszenia tylko te biedne istotki, które już na początku swojego życia muszą o nie walczyć. I ty im to pocieszenie dajesz.
-Mówił ci już ktoś, że masz całkiem niezłą gadkę?- zapytał i się uśmiechnął.
-Taaaa, pary razy coś tam niektórzy mówili- odparłam i uniosłam głowę wyżej.
-Pójdziesz ze mną?- zapytał a ja musiałam zrobić jakąś zabawną minę, bo Zayn się zaśmiał.
-Co?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Zawsze chodzę z kimś, ale tym razem jakoś tak wyszło, że mam iść sam. A naprawdę bardzo, bardzo nie chcę tego robić sam.
-Ale...- chciałam powiedzieć, że mam masę zajęć, które ciężko będzie mi przełożyć jednak Zayn mi przerwał i spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi oczami, którym ciężko jest odmówić.
-To dla tych dzieci Ali- chłopak zrobił, jaką minę, że chyba każdy by mu w tym momencie uległ. Nie myśląc, więc o tym, że następny dzień mam cały zaplanowany stwierdziłam, że muszę mu pomóc.
-Okej. Pójdę z tobą- dopiero, gdy wypowiedziałam te słowa na głos zrozumiałam, że naprawdę nie powinnam się zgadzać. Moja nagła zmiana planów mogła być kłopotliwa dla wielu osób. No i może powiedziałam Zaynowi, że jego odwiedziny są dla tych dzieci czymś ważnym, ale to nie zmieniało faktu, że doskonale rozumiałam, co ma na myśli, gdy mówi, że nienawidzi tego robić. Rozumiałam jak to jest iść tam, widzieć tak wielką tragedię i mieć świadomość, że nie mogę im pomóc. Nienawidziłam czuć tej bezsilności. Bo nic nie mogłam zrobić. Nie mogłam ich wyleczyć, nie mogłam sprawić by przestały cierpieć.
-Jesteś najlepsza, naprawdę najlepsza- Malik obdarzył mnie swoim olśniewającym uśmiechem i pierwszy raz podczas naszej rozmowy wydawało mi się, że ten uśmiech jest naprawdę szczery.
-Mam nadzieję, że powiesz to Olivii, gdy ją poinformuję, że postanowiłam zmienić plan dnia. Tak dla twojej informacji mam ten dzień zaplanowany już prawdopodobnie od pół roku a Liv zamienia się w potwora, kiedy zmieniam coś bez ustalenia tego z nią wcześniej.
-Zrozumie, bo robisz to dla chorych dzieci.
-I dla ciebie- dodałam.
-I dla mnie- powtórzył i przysięgam, że nagła cisza, która zapanowała i fakt, że trzymaliśmy się za ręce sprawił, że zrobiło się BARDZO niezręcznie.
-Jest coś jeszcze? Coś, co zaprząta ci głowę na tyle skutecznie, że nie możesz się skupić na tworzeniu?- zapytałam i puściłam jego dłoń.
-Jest sporo rzeczy, które zaprzątają mi głowę- odpowiedział i mogłam przyrzec, że Zayn był tego popołudnia jakiś inny. Patrzył na mnie inaczej. Patrzył na mnie tak jakbym była jedną z tych rzeczy zaprzątających mu głowę.
-Nie chcę być wścibska, ale może, gdy się wygadasz...- wiedziałam, że to moje urojenia. Wiedziałam, że chłopak jest nieswój nie przeze mnie a mimo tego jakaś część mnie bała się, że jest inaczej.
-Chcesz być wścibska- stwierdził.
-No może troszkę, ale dlatego, że chcę ci pomóc- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Chodzi o to, że zaraz wydaję płytę- chodzi mu o płytę! Oczywiście!
-I to jest ten problem?- zapytałam brzmiąc tak jakbym myślała, że chodzi o coś strasznego a on ma na myśli zwykłą płytę. Dopiero po dwóch sekundach zdałam sobie sprawę, że płyta może być ogromnym problemem i przede wszystkim, że to nie jest taka „zwykła” rzecz.
-Tak.
-Dlaczego? Boisz się, że się nie spodoba? Albo nie sprzeda?
-Nie. Wiesz, kiedy nagrywałem myślałem tylko o muzyce, naprawdę żyłem tylko tym by pisać, nagrywać, śpiewać. Ale teraz płyta jest gotowa, wyznaczone są już daty i sama wiesz, z czym to się wiąże. Z promocją i trasą.
-I nie chcesz tego?- zapytałam by mieć pewność, że właśnie o to mu chodzi.
-Nie chcę- przyznał szczerze.
-Ale...- mógł o tym nie myśleć podczas tworzenia albumu, ale przecież robił to już wcześniej, wielokrotnie, dlatego wiedział z czym to się wiąże. Był już przecież doświadczonym artystą a nie przypadkowym facetem, który nagle postanowił nagrać płytę.
-Ty tego nie rozumiesz. Ja po prostu nie umiem tego robić. Promowanie może jeszcze jakoś mi wychodzi. Mogę udzielić paru wywiadów, choć i to przychodzi mi z trudem. Zwłaszcza, gdy mam to robić na żywo. W telewizji. Ale koncerty? Ali moja pierwsza płyta nie miała jakiejś wielkiej akcji promocyjnej, nie było trasy. A teraz ma być i ja tego nie chcę. Ja nie umiem tego robić. I nie chcę o tym mówić, więc nie bądź wścibska.
-Ale przecież robiłeś to przez wiele lat. Każda wasza nowa płyta od razu oznaczała ogromną trasę. Tęsknisz za byciem w zespole?- może nie powinnam drążyć tego tematu, ale po pierwsze chciałam go zrozumieć a po drugie chciałam mu pomóc.
-Nie. Nie tęsknię i nie żałowałem swojej decyzji ani razu. Ale wtedy nie występowałem sam. Musiałem to robić z nimi i z nimi było łatwiej. Zawsze coś powiedzieli, wyratowali mnie z opresji, tak samo było na koncertach- widziałam, że z każdą sekundą jest coraz bardziej poirytowany, dlatego gdy chciałam się odezwać od razu mi przerwał.
-Nie...
-Skończmy ten temat, bo ty tego nie rozumiesz i nie zrozumiesz. Dla ciebie scena, występy, koncerty to coś wspaniałego. Wiem to od pierwszego dnia, gdy cię poznałem. Już wtedy, gdy weszliśmy na twoją próbę i cię zobaczyłem wiedziałem, że jesteś idealną osobą by to robić. Już widząc twoją pierwszą próbę widziałem jak lekko ci to przychodzi i nie mogłem uwierzyć, że nie masz jakiegoś większego doświadczenia. Niektórzy byli zdziwieni, że konkurs wygrała dziewczyna, która tak naprawdę nigdy tego nie robiła, umiała śpiewać i to wszystko, ale wystarczyło na ciebie popatrzeć przez pięć sekund, gdy stałaś na scenie by zrozumieć, że nie potrzebowałaś doświadczenia. Byłaś, jesteś po prostu do tego stworzona. Cieszy cię to. Czerpiesz z tego radość. Nie wiesz, co to trema.
-Przestań to wyolbrzymiać. To nie prawda. Przed pierwszym koncertem Liam musiał mnie praktycznie cucić, bo byłam na skraju omdlenia. Ze strachu- na samo wspomnienie tamtej chwili zrobiło mi się słabo.
-Przed pierwszym koncertem. A co czułaś przed dziesiątym? Dwudziestym? Pięćdziesiątym? Bo ja za każdym razem czuję to samo. I nie wiem jak mam dać radę. Nie wiem. Nie tęsknie za zespołem, ale z nimi było mi po prostu łatwiej. Ty zawsze występowałaś solo, ja nie- wiedziałam, że nie chodzi mu o to żebym czuła się winna temu, że mi występy przed publicznością przychodzą łatwiej niż jemu, ale przez sekundę tak się właśnie poczułam.
-Skoro z nimi było ci łatwiej to może powinieneś pomyśleć o wsparciu?- zapytałam bo ten pomysł wydał mi się oczywisty.
-Wsparciu?
-No tak. Zaproś kogoś do współpracy- wydało mi się, że to dobry pomysł, ale Zayn chyba był innego zdania.
-Nie wiem czy to, że ktoś będzie miał ze mną wykonać jedną piosenkę coś da.
-Nie wiesz. Może właśnie o to chodzi. Nie wiesz i powinieneś się przekonać. Spróbować.
-Nie rozumiesz. Nie boisz się tego- powiedział sfrustrowany. Miał rację. Nie rozumiałam tego, bo nie czułam tego, co on. Ja kochałam występować nawet, jeśli się stresowałam. To był ten pozytywny rodzaj stresu.
-Chciałabym ci jakoś pomóc- niewiele się zastanawiając objęłam go i robiłam to przez jakiś czas. Zayn nic nie mówił, ale pod wpływem mojego uścisku czułam jak powoli się rozluźnia. Przytulanie ma o wiele większą moc niż można by przypuszczać. Czytałam kiedyś nawet o tym jak silny uścisk wpływa na układ nerwowy.
-Opowiedz mi o twoich przygotowaniach. O próbach i ogólnie o wszystkim- poprosił po chwili milczenia. Odsunęłam się nieco od niego i zaczęłam opowiadać. Mówiłam i mówiłam a Zayn na początku patrzył na mnie tak jakby nie rozumiał mojej nagłej ekscytacji. I chyba rzeczywiście tak było. Opowiadałam o technicznej stronie koncertów, o tym, jakie problemy pojawiały się właściwie codziennie. Jego mina zmieniła się, gdy zaczęłam opowiadać jak natchniona o tym, jaki miałam ogólny pomysł na trasę o tym, kto mnie inspirował o tym, kto zgodził się wystąpić ze mną.
-Wiem, że większość moich fanów to nastolatki. Wiem też, że niezależnie od wieku każdy z nas w pewnym momencie czuł, że nie wie, co robi, czuł, że nie pasuje do nikogo i niczego. Każdy był zagubiony. Każdy w siebie zwątpił. Każdy miał poczucie beznadziejności. Każdy czuł się jak dziwak, jak przegrany. Każdy z nas zadawał sobie pytanie „co ja właściwie robię?”. I stwierdziłam, że opierając się na moich doświadczeniach i przeżyciach i tym, czego doświadczyli i przeżyli moi bliscy i nie tylko, nie tylko osoby, które są moimi przyjaciółmi, ale widząc, co czują moi fani stwierdziłam, że chcę im wszystkim dać coś od siebie. Nie chcę po prostu wyjść na scenę, wyśpiewać dziesięć piosenek i po zakończeniu koncertu wyjechać do innego miasta, do innego państwa i znowu zrobić swoje i tak dalej. Chcę żeby wszyscy, którzy przyjdą wyszli z poczuciem, że to, że czują się inni, że mają wrażenie, że są jakimiś cholernymi dziwakami, to właśnie sprawia, że są wyjątkowi i powinni być z tego dumni. Każdy z nas jest inny i to właśnie czyni nas wszystkich tak wspaniałymi. Oczywiście nadal najważniejsza będzie muzyka, bo przecież po to się chodzi na koncerty, ale jednocześnie chcę żeby szło za tym wszystkim jakieś przesłanie. Natchnęło mnie do tego wiele osób. Duży udział miały w tym dzieciaki, które oglądałam na zawodach chórów. Sporo się wtedy o nich dowiedziałam. No i wiem też, że przez to, że są wyjątkowi niektórzy kładą im kłody pod nogi. Z resztą nam też kładli.
-Mówisz o tym z taką pasją- powiedział brunet i nie wiedziałam czy powiedział to do mnie czy do siebie samego.
-Bo to jest pasjonujące. Życie jest za krótkie żeby przejmować się opinią innych. Weźmy takiego Kurta. Gdy był w liceum nagrał filmik. Tańczył w nim do piosenki Beyonce. Jakimś cudem nagranie obejrzała cała szkoła i chyba sam wiesz jak zareagowano. Jak bardzo go wyśmiewano. A teraz po latach Kurt będzie na moich koncertach tańczył do Single Ladies przed tysiącami ludzi.
-Chciałbym kiedyś móc się przełamać i być jak ty, Kurt i wszyscy inni.
-Możesz być jak ja. Naprawdę. Może zamiast rzucać się od razu na głęboką wodę i wyruszać w ogromną trasę zacznij od małych rzeczy. No właśnie! Zayn! Mam pomysł! Że też ja na to wcześniej nie wpadłam!- powiedziałam niesamowicie entuzjastycznie.
-Może nie wpadłaś na to coś, bo nigdy wcześniej nie mówiłem ci, że boję się publicznych występów?
-Nie! W ogóle nie chodzi o to! Wiesz przecież, że na moich koncertach zawsze są jacyś specjalni, super utalentowani goście- na samą myśl, że Malik mógłby wystąpić ze mną na jednym z koncertów poczułam ogromną radość.
-No tak, ale czy to nie były anonimowe osoby, takie no wiesz? Co dopiero zaczynają?
-Tak było podczas pierwszej trasy. Teraz poza tymi, których chce promować, bo jak powiedziałeś są anonimowe, udało nam się namówić do współpracy znanych już artystów.
-Serio? Nie wspominałaś o tym- Zayna ewidentnie zaskoczyła ta informacja.
-Wspomniałabym gdybyś raczył częściej ze mną rozmawiać. A tak muszę wybierać te najważniejsze informacje, które chce ci przekazać. Wracając do sedna. Udało mi się namówić, choć właściwie nawet nikogo nie namawiałam. Po prostu Olivia przedstawiła kilku osobom swoje pomysły i tak jakoś wyszło, że na kilku koncertach będę mieć Adama Lamberta, Demi Lovato, Ricky’ego Martina, Kristin Chenoweth, Ashley Tisdale- wymieniałam i uśmiechając się od ucha do ucha na zakończenie mojej wyliczanki dodałam jeszcze jedno imię i nazwisko. - Zayna Malika?
-Ali czy przypadkiem ta twoja trasa nie jest już zaplanowana od A do Z?- zapytał a ja zwróciłam uwagę tylko na jeden fakt. Nie powiedział nie!
-Jest, ale co z tego? Zayn dla mnie to byłby niewyobrażalny zaszczyt gdybyś był moim gościem, gdybyśmy zaśpiewali coś razem- oczami wyobraźni już to widziałam. Jak stoję na scenie, tłum piszczy z ekscytacji, bo właśnie przedstawiam im wspaniałego artystę, który zgodził się dla nich wystąpić. Mówię, że to mój przyjaciel, opowiadam jak wyglądało nasze pierwsze spotkanie, wspominam, że kiedyś był w zespole, dziękuję mu za to, że kilka lat temu, które teraz wydają się być całymi wiekami, dostałam szansę i jako nikomu nieznana Ali mogłam występować, jako support przed koncertami największego boysbandu na świecie...
-Stop, stop, stop. Ali wiem, byłoby super, ale ja nawet nie wiem czy chcę.
-Chciej- powiedziałam a on się zaśmiał.
-Mogę się chociaż zastanowić?- zapytał, choć nie byłam pewna czy w ogóle rozważa zastanowienie się.
-Możesz- odparłam. -Ale weź pod uwagę, że to by było po prostu epickie. Ty i ja. Po latach.
-Dziękuję ci Ali- powiedział nagle a ja poczułam się nieco zawstydzona, bo to kolejny raz w ciągu naszej rozmowy, kiedy Zayn mi podziękował, mimo że nic nie zrobiłam. Całe nasze spotkanie było zdecydowanie jednym z najdziwniejszych, być może, dlatego że od ostatniego razu, gdy widzieliśmy się sami, w cztery oczy, minął chyba rok. No i może wyciągnęłam z bruneta nieco za dużo informacji? Może wcale nie chciał mi mówić o swoich lękach? A może chodziło o coś zupełnie innego?
-Nie ma sprawy- powiedziałam z nadzieją, że nazajutrz rozmawianie z Zaynem nie będzie takie zakręcone.
***
Siedziałam w sypialni, otulona moim ulubionym kocem a wokół mnie leżała chyba tona zużytych chusteczek higienicznych. Płakałam odkąd tylko wróciłam ze szpitala. Zawsze reagowałam tak samo. Życie bywa niesprawiedliwe, ale jak nazwać to, że trzylatek potrzebuje przeszczepu serca? Jak nazwać to, że dwunastolatka od czterech lat walczy z rakiem? Jak? Niesprawiedliwością? To nie jest niesprawiedliwe, bo niesprawiedliwe jest to, że po latach oddanej pracy wciąż nie dostałeś awansu, niesprawiedliwe jest to, że ktoś dostaje pracę po znajomościach a nie, dlatego że jest najlepszy, niesprawiedliwa jest gorsza ocena od kolegi, który ściągnął od ciebie cały sprawdzian, niesprawiedliwe jest robić za całą grupę projekt i zostać ocenionym tak jak oni. Dwunastolatka walcząca od czterech lat z rakiem to nie jest niesprawiedliwość. To słowo jest po prostu za małe by opisać to okrucieństwo, które ją dotyka. Życie potrafi być okrutne, choć i to słowo nie jest wystarczająco duże. Chyba żadne w pojedynkę nie jest w stanie opisać tego ogromu tragedii, którym jest choroba dziecka. Płakałam i nie mogłam przestać, chociaż wiedziałam, że to nic nie da. Moje łzy nie sprawią, że te dzieci, które odwiedziłam razem z Zaynem wyzdrowieją i ta ogarniająca mnie bezsilność przytłaczała mnie niczym potężny głaz.
-Halo?- nie siliłam się by zabrzmieć normalnie. Poza tym on i tak wiedział, w jakim jestem stanie.
-Skarbie jak się czujesz?- zapytał od razu na powitanie Harry a ja pociągnęłam nosem. Głos ukochanego dodał mi odrobiny otuchy. Chociaż przecież to nie ja byłam poszkodowana i to nie ja powinnam dostawać otuchę. To te dzieci zasługiwały na całe dobro tego świata.
-Tak jak zawsze po przyjściu ze szpitala.
-Chciałbym cię teraz przytulić.
-Będziesz to robił cały wieczór i noc. Czuję się okropnie, bezsilnie i jest mi bardzo smutno- powiedziałam i przypomniało mi się, że zaraz po powrocie do domu praktycznie wyczyściłam swoje i nasze wspólne konto. Właściwie trochę tego nie przemyślałam, bo była połowa miesiąca i praktycznie pozbawiłam się wszystkich środków. Harry chyba powinien o tym wiedzieć.
-Skarbie mam sprawę- powiedział w momencie, gdy zamierzałam mu wyznać, co zrobiłam.
-Jaką?- zapytałam i zrobiłam na głośnomówiący. Musiałam wydmuchać nos i otrzeć łzy z twarzy.
-Tylko się nie denerwuj i nie wkurzaj.
-Dlaczego miałabym się denerwować?- zapytałam łamiącym się głosem. Wiedziałam, że bywam panikarą, że czasami za bardzo coś przeżywałam, że zdarzało mi się dramatyzować i coś wyolbrzymiać, przez co z błahostki robiłam ogromną sprawę. Ale tym razem nie dramatyzowałam i nie wyolbrzymiałam. Ja naprawdę byłam przybita przez to, co zobaczyłam i przeżyłam tego dnia. Trzymanie za rączkę dziecko, które przez większość swojego życia musi o nie walczyć to coś, czego nie da się opisać żadnymi słowami.
-Bo chodzi o Chloe- wyjaśnił a ja spojrzałam na telefon podejrzliwie. Jakby Harry mógł zobaczyć moje spojrzenie.
-A konkretnie?
-Przyjedzie oddać moją bluzę i nie wiem czy zdążę wrócić do tego czasu. Mogłabyś ją wpuścić i odebrać od niej? W sensie tę bluzę odebrać?- zapytał a ja wiedziałam, że nie jestem gotowa by widzieć tego dnia Chloe. Byłam w tragicznym stanie zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznym i było naprawdę wąskie grono osób, którym mogłam się tak pokazać. Chloe do nich nie należała. –Ali jesteś tam?
-Tak. Okej, niech przyjedzie- odpowiedziałam. Tego dnia widziałam prawdziwe piekło, więc moja niechęć do blondynki i w ogóle cała sprawa z nią związana nagle zaczęła mi się wydawać śmiesznie mała. Zrozumiałam, że przesadzam i naprawdę Chloe nie jest problemem.
-Super. Zaraz do niej napiszę- powiedział a ja stwierdziłam, że to chyba dobry moment by uświadomić mu, że może mieć problemy z płaceniem kartą.
-Harry możesz płacić dzisiaj i w sumie do końca miesiąca swoją kartą? To znaczy w sumie musisz.
-Domyśliłem się, że wyczyścisz nam konto- przyznał i chyba się zaśmiał.
-Właściwie fajnie by było jakbyś mi pożyczył... Albo zlikwiduję jakąś lokatę i przeleję kasę na nasze konto.
-Już wczoraj przewidziałem, co dzisiaj się stanie, dlatego przelałem część naszych wspólnych środków do siebie. Jak wrócę to znowu zrobię przelew, więc nie musisz likwidować lokat- jego dobry humor nieco poprawił mi nastrój.
-Uczysz się na błędach- stwierdziłam a on się zaśmiał. Już dwa razy zrobiłam coś takiego. Tak działało na mnie cierpienie niewinnych istot. Robiłam przelew i najgorsza w tym była świadomość, że tylko tyle mogę zrobić. Wiedziałam, że zdrowia się nie da kupić, ale chociaż tyle mogłam zrobić.
-Po prostu wolę mieć pewność, że stać mnie na kawę, którą zamówiłem- odparł i tym razem to ja się zaśmiałam. Za pierwszym razem, kiedy zrobiłam coś takiego Harry najadł się wstydu w knajpie, kiedy chciał zapłacić za obiad a nie miał żadnych środków na koncie. Co prawda to tylko w połowie była moja wina, bo może wyczyściłam nasze wspólne konto, ale jego „prywatnego” nie ruszałam i sam zapomniał wziąć swojej karty.
-Kocham cię- powiedziałam jedynie. Byłam naprawdę wdzięczna za to, że mogę mu to powiedzieć i że Harry jest, jaki jest. Idealny.
Po zakończeniu naszej rozmowy postanowiłam się ogarnąć. Przede wszystkim przestałam ryczeć. Gdy spojrzałam na swoje odbicie w lustrze stwierdziłam, że wyglądam tak tragicznie, że mogłabym grać jakąś maszkarę w niskobudżetowym horrorze. Tusz, którym rano pomalowałam rzęsy spływał mi razem z łzami po policzkach i sprawił, że nie wyglądałam jak panda a jak jakieś straszydło. Właściwie całą twarz miałam opuchniętą a oczy czerwone. Włosy oczywiście musiały mi się splątać tak, że ich rozczesanie graniczyło z cudem. Musiałam się doprowadzić do stanu, w którym nie straszyłam swoim wyglądem. Zaczęłam od demakijażu i związania włosów w koka a raczej coś, co miało go przypominać. Po umyciu twarzy wklepałam w nią krem a później nałożyłam podkład. Wytuszowałam rzęsy a po rozczesaniu włosów związałam je w kucyk. Byłam gotowa na spotkanie z Chloe i chyba pierwszy raz nie byłam do niej nastawiona wrogo. Wręcz przeciwnie. Skoro Harry ją lubił to nie mogła być zła. Zdradził ją chłopak a mój mąż się o nią martwił, bo może naprawdę bardzo to przeżywała. Skoro kochała tego całego Daniela i przyłapała go w łóżku z inną musiała czuć się okropnie a do mnie w końcu to dotarło.
-Cześć, mam nadzieję, że nie przeszkadzam- powiedziała na powitanie.
-Nie przeszkadzasz. Wejdź- odparłam i otworzyłam drzwi szerzej. Moją głowę wypełnił milion myśli. Będę dla niej miła. Nie tak bardzo, że zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami, ale będę po prostu miła. Zapomnę o tym, co zrobiła w przeszłości. Nie... Kogo ja chcę oszukać? Jestem pamiętliwa i to jedna z moich największych wad, na pewno nie zapomnę o tym, co było kiedyś. Ale nauczę się to ignorować, schowam to gdzieś w głowie i przestanę na nią patrzeć przez pryzmat przeszłości. I tego, co powiedziała mi Gigi.
-Nie chcę ci przeszkadzać- powiedziała, kiedy wchodziła do środka.
-Nie przeszkadzasz. Chcesz się czegoś napić? Kawy? Herbaty?- zapytałam i wiedziałam, że Harry się ucieszy, że zachowałam się jak cywilizowany człowiek.
-Może być herbata- odpowiedziała. Zanim zrobiłam dla nas napoje zaprowadziłam ją do salonu i powiedziałam, że ma się rozgościć. W kuchni podczas parzenia herbaty zaczęłam się zastanawiać, o czym ja właściwie mam z nią rozmawiać. Nie chciałam czuć się niezręcznie, ale wydawało mi się, że naprawdę nic nas nie łączy i nie mamy żadnego tematu do rozmowy. Weszłam do pokoju i zaczęłam mówić o tym, jaki piękny jest dzień, ona stwierdziła, że dawno nie było tak ciepło i wtedy dotarło do mnie, że nie łączy mnie z nią nic poza mężczyznami. Poza moim mężem i D..
-Naprawdę piękny dzisiaj dzień- jak oklepane jest rozmawianie o pogodzie? Bardzo. W dodatku czułam się z tym jakoś tak żałośnie.
-Tak, miałam dzisiaj sesję w plenerze i cała ekipa cieszyła się, że pogoda dopisała- odparła a ja miałam w głowie jakąś czarną dziurę i naprawdę nie wiedziałam, co mam do niej mówić. Przez moment zapanowała niezręczna cisza a ona jakby sobie o czymś przypomniała. Otworzyła torbę i wyjęła z niej bluzę Harry’ego. –Przyjechałam ją oddać a prawie o niej zapomniałam. Proszę.
-Dzięki- powiedziałam biorąc ciuch z jej rąk. Czy to nie dziwne, że Chloe fatygowała się aż do mojego domu by oddać jakąś zwykłą bluzę? Czy to był zwykły pretekst by spotkać się z Harrym? –A jak poszła sesja? Jakaś skomplikowana była?
-Poszła super i była to jedna z tych przyjemniejszych. Żadnego rozbierania, dziwnych strojów czy innych udziwnień- odpowiedziała.
-Gigi mi opowiadała, że raz dosłownie cały dzień pozowała w wannie i później przez dwa tygodnie leżała w łóżku, bo miała grypę- z jednej strony miałam nadzieję, że Harry nie spóźni się jakoś bardzo i wyratuje mnie z tej rozmowy, z drugiej miałam nadzieję, że mimo wszystko spóźni się tak bardzo, że nie będę musiała patrzyć jak zachowują się w swoim towarzystwie, bo to mogło sprawić, że zaczęłabym z zazdrości widzieć coś, czego między nimi nie ma.
-Ja kiedyś miałam sesję, w której praktycznie przez godzinę biegałam w bikini po śniegu- przez pół godziny rozmawiałyśmy o jej i mojej pracy udając, że przeprowadzamy takie rozmowy codziennie, że codziennie rozmawiamy jak dobre znajome, które spotkały się by poplotkować. Później dostałam wiadomość od Harry’ego, że będzie za co najmniej godzinę i byłam wręcz przerażona wizją siedzenia z blondynką sam na sam jeszcze przez tyle czasu.
-Harry będzie dopiero za godzinę, to znaczy napisał, że jak dobrze pójdzie- poinformowałam ją a ona spojrzała na wyświetlacz swojej komórki.
-Nie mam aż tyle czasu- powiedziała a ja, mimo że siedziałam w bezruchu wewnątrz siebie odprawiałam jakieś dzikie tańce radości i ulgi.
-Cóż, Harry jest ostatnio zapracowany- sztuczność tej rozmowy już dawno wkroczyła na jakiś kosmiczny poziom.
-Tak wiem. W takim razie będę się zbierać- nie chciałam się uśmiechnąć słysząc te słowa, dlatego użyłam całej mojej wewnętrznej siły by tego nie zrobić. Nie sądziłam, że spędzanie z nią czasu i bycie przyjaźnie do niej nastawionym będzie wymagało ode mnie aż takiego wysiłku. Chciałam być dobrym człowiekiem, ale najwyraźniej było przede mną jeszcze sporo pracy.
-Przepraszam w imieniu Harry’ego, że czekałaś na niego niepotrzebnie- powiedziałam a ona schowała do torebki swój telefon.
-Nie ma sprawy. Miło się gadało i dzięki za herbatę. Doceniam to- odparła i już miała wstać, ale się zawahała.
-Nie ma za co i nie ma czego doceniać- przez jej słowa zrozumiałam, że ma mnie za niezłą jędzę i wcale nie zrobiło mi się z tego powodu smutno.
-Obie wiemy jak to między nami było i... I wydaje mi się, że Gigi mogła ci coś o mnie naopowiadać- powiedziała a ja chyba pierwszy raz odkąd z nią rozmawiałam byłam sobą. Nie uśmiechałam się sztucznie, nie byłam przesadnie miła, nie robiłam jakiś wymuszonych min. Byłam ciekawa, o co jej chodzi.
-Gigi? Nic mi o tobie nie mówiła- skłamałam i zmarszczyłam czoło.
-Bo wydawało mi się, że już nie było między nami tej niezręczności. No wiesz po tym jak przyszłam wtedy do ciebie. A ostatnio na imprezie odniosłam wrażenie, że ona mogła ci coś powiedzieć i nie chcę teraz nic mówić za jej plecami, tym bardziej, że chyba się przyjaźnicie, ale Gigi bywa trudna i czasami, gdy coś jest nie po jej myśli... Nie wiem jak to powiedzieć żeby nie zabrzmiało źle. Po prostu raz czy dwa podczas sesji i pokazu miałyśmy małe kłótnie. Nie przepadamy za sobą. Gdy zobaczyłam ją tutaj byłam nieco zaskoczona, bo nie sądziłam, że jesteście blisko.
-To dziewczyna Zayna a on jest moim przyjacielem.
-Jego obecność też mnie zdziwiła. Wiesz w środowisku krążą plotki o tym, że nie układa się im, że raczej się rozstaną, ale najwyraźniej to bzdury- jeśli byłabym postacią z kreskówki właśnie zbierałabym szczękę z podłogi.
-Bo to są bzdury. Zayn i Gigi mają się świetnie- zapewniłam ją. Zrobiłam to automatycznie i dopiero po chwili dotarło do mnie, że może nie mam racji.
-Być może chociaż słyszałam, że ona jest tak zaborcza, że on już z nią nie wytrzymuje- patrząc na nią wydawało mi się, że zależało jej na tym by mi to powiedzieć. Ta beznadziejna rozmowa przerodziła się w zaskakującą w ciągu dwóch sekund.
-Gigi zaborcza?- starałam się brzmieć jakbym w to nie wierzyła, ale sama zdążyłam zauważyć, że niestety może być w tym nieco prawdy.
-W pracy bywa nie do zniesienia, ale przez to, że jest w tej chwili absolutną gwiazdą świata mody wiele jej uchodzi na sucho. Zachowuje się czasami jak diwa, ale wszyscy jej to wybaczają. Nie znam jej dobrze, ale sama byłam świadkiem niezłej sceny zazdrości, którą urządziła Zaynowi. Ona jest bardzo o niego zazdrosna i jestem w szoku, że pozwala mu mieć przyjaciółkę. W sensie, że ciebie, dziewczynę.
-Myślę, że ją trzeba poznać, spędzić z nią trochę czasu żeby ją lepiej poznać. A praca to praca, każdy jest inny w pracy i w domu- nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Tak naprawdę nie znałam Gigi, nie znałam Chloe. Najlepiej znałam Zayna, który był jakiś smutny i być może coś niedobrego się między nim a jego dziewczyną działo, ale nie zamierzałam mówić o tym Chloe.
-Być może, chociaż nie wydaje mi się żebyśmy się kiedykolwiek dogadały. No i może ciebie lubi, bo masz męża, więc nie widzi w tobie potencjalnej rywalki. Ale jestem pewna, że kiedyś i o ciebie była zazdrosna.
-Wiesz zazdrość w związku jest czymś normalnym a Zayn jest przystojnym, utalentowanym facetem i nie trudno być o kogoś takiego zazdrosnym- nie wiedziałam czy czuję potrzebę bronienia Gigi czy nie, ale jedno było pewne. Ona i Chloe były w stanie zimnej wojny a ja chyba dostawałam rykoszetem. Skoro były jakieś pokłócone powinny to załatwić między sobą a nie gadać mi na siebie nawzajem. Miałam wrażenie, że jedna chce mnie nastawić przeciwko drugiej. Pewnie nie miałabym problemu by stwierdzić po czyjej jestem stronie gdyby nie dziwne zachowanie Zayna. Coś go męczyło i było to po nim widać. Może chodziło o koncerty, ale może nie? Może rzeczywiście źle się działo między nim a Gigi? Co jeśli Chloe mówiła prawdę? Przecież to nie zmieniało faktu, że Gigi też mogła ją mówić. Mogła powiedzieć mi o tym, że Harry podoba się Chloe, bo to po prostu prawda. A mogła też to zrobić po to by jeszcze bardziej nastawić mnie przeciwko swojej rywalce. Nie miałam pojęcia, co mam o tym wszystkim myśleć i miałam nadzieję, że załatwią to między sobą. Nie chciałam być wciągana w jakieś konflikty.
-Masz rację a poza tym nie obchodzi mnie jej życie miłosne. Najważniejsze żeby nikogo nie nastawiała przeciwko mnie.
-Mnie nie nastawiała przeciwko nikomu- odparłam a ona się uśmiechnęła.
-To super. Nie mówmy już o niej. Będę lecieć. Jeszcze raz dzięki za herbatę.
-Nie ma za co. Szkoda, że Harry’emu się przeciągnęło- powiedziałam a w mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl: to kolejna bardzo dziwna rozmowa do mojej kolekcji bardzo dziwnych rozmów.
-Wiedziałam, że tak może być, więc byłam przygotowana. Odkąd chce zdążyć ze wszystkim przed rozpoczęciem twojej trasy nie ma na nic czasu- powiedziała i wstała. Wzięła do ręki torebkę i spojrzała na mnie jakoś tak inaczej. –To niesamowite jak bardzo zależy mu na tym by być wtedy z tobą.
-Tak, to niesamowite- nie do końca wiedziałam, co ma na myśli mówiąc to wszystko i ona chyba to dostrzegła, bo postanowiła rozwinąć swoją wypowiedź.
-No wiesz, o czym mówię. Dowiedział się o tych próbnych zdjęciach i zbzikował. Może ci o tym nie mówił żeby cię nie martwić, ale prawie rzucił tę rolę- „wyjaśniła” a ja nie miałam pojęcia, o czym ona mówi. Zamiast tego wolałam udawać, że jest inaczej.
-Harry jest bardzo impulsywny i pod wpływem emocji zdarza mu się robić różne głupstwa- szkoda tylko, że ja o tych głupstwach nic nie wiem.
-Święta prawda- z jednej strony cieszyłam się, że w końcu dotarłyśmy do drzwi i ona zaraz wyjdzie, ale z drugiej mogłam się od niej dowiedzieć o czymś, czego Harry mi nie powiedział. Zdziwiłam się, że miał jakieś problemy, o których nic nie wiedziałam i o których mi nie mówił. Zdziwiłam się, że ma przede mną jakieś tajemnice. Nie podobało mi się to, ale jeszcze bardziej nie podobało mi się, że zwierzał się Chloe. A nie mi. Kiedy blondynka wyszła byłam skołowana. Niby nic takiego mi nie powiedziała, ale czułam się jakoś źle. Miałam mętlik w głowie przez to, co mówiła o Gigi, przez Zayna i przez Harry’ego. Jednocześnie nie miałam siły by o tym rozmawiać, więc gdy Harry wrócił nie poruszyłam żadnego z tych tematów. Nazajutrz z kolei wylatywałam do Nowego Jorku i stwierdziłam, że porozmawiam z Harrym po moim powrocie. Gdy pracowałam nie miałam czasu myśleć o czymkolwiek innym niż o pracy, ale właśnie rozmowę z Chloe miałam w głowie przed sesją. Siedziałam z kubkiem kawy w dłoniach korzystając z tego, że nie wszyscy byli jeszcze gotowi. Udawałam, że słucham Niny, która była przejęta tym, że miała wystąpić na tej sesji razem ze mną i innymi muzykami, którzy mieli być częścią trasy. Sesja miała być utrzymana w takim typowo amerykańsko-licealnym stylu. Miała być częścią promocji i była inspirowana dzieciakami z chóru. Wszyscy mieliśmy wyglądać jak licealiści a pozować mieliśmy na scenie. Poza tym, że czekałam aż wszyscy odpowiednio się wystylizują musiałam czekać aż sala się zwolni, bo ktoś miał próbę.
-Wszystko będzie super i nie wyjdziesz na zdjęciach tragicznie- powtórzyłam po raz setny.
-Jasne. W ogóle nie pisałam się na taką robotę. Miałam być asystentką a nie!- jej panikowanie zaczęło na mnie działać w negatywny sposób, dlatego chciałam się na sekundę od Niny odizolować.
-Pójdę zobaczyć jak długo jeszcze będzie trwać ta próba- zakomunikowałam i uciekając przed spojrzeniem brunetki wyszłam z garderoby. Szłam dobrze znanym mi korytarzem i początkowo nie zwróciłam uwagi, że ktoś przede mną stoi, bo idąc nie patrzyłam przed siebie, ale palcem jeździłam po ekranie telefonu. Kątem oka dostrzegłam jedynie, że stoi przede mną jakaś postać. Uniosłam więc głowę i spojrzałam do góry. I zaniemówiłam. Zamarłam w miejscu. Zamurowało mnie. Moje serce stanęło na moment po to by zacząć bić jak szalone.
-Witaj Ali- powiedział. Odezwał się pierwszy, ale wyglądał na równie zaskoczonego jak ja.
-Jesse?- udało mi się z siebie wydusić, ale jedyne, co miałam w tej chwili głowie to, co do cholery D. tutaj robi?!