niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 19





Although loneliness has always been a friend of mine
I'm leaving my life in your hands
People say I'm crazy and that I am blind
Risking it all in a glance
And how you got me blind is still a mystery
I can't get you out of my head
Don't care what is written in your history
As long as you're here with me
I don't care who you are
Where you're from
What you did
As long as you love me

Wydawało mi się, że echo moich słów nadal nie ucichło, wydawało mi się, że te wielkie nerwy szalejące niczym pożar zostały ugaszone, gdy tylko zobaczyłam Harry’ego, ale to nagłe szczęście okazało się być tylko chwilą. Harry chciał mi odpowiedzieć, kiedy nagle jego dłoń wylądowała na jego klatce piersiowej, chciał wziąć wdech, ale nie mógł. Odsunął się ode mnie a na jego twarzy pojawił się grymas bólu.
-Ali...- powiedział i zaczął kaszleć. Trwało to chwilę, bo próbując zrobić głębszy wdech znowu położył dłoń na torsie. Wiedziałam co to znaczy. Harry mi kiedyś opowiadał, mówił, że to się działo do pewnego momentu, że miewał ataki nawet na koncertach, ale potem to ustało.
-Wiem, spokojnie- mimo że właśnie czułam jak cały ten strach znowu do mnie wraca musiałam być opanowana i przede wszystkim nie mogłam zacząć panikować. –Nie masz przy sobie inhalatora?- zapytałam, bo nie wiedziałam czy to pierwszy od dawna atak czy miewa je częściej i może ma inhalator gdzieś przy sobie.
-Nie- powiedział tylko i znowu wykrzywił twarz.
-To nic. Poczekaj tu- karetka stała na ulicy, zaraz przy wjeździe i zamierzałam pobiec do ratowników i prosić ich o pomoc, ale kiedy się odwróciłam dosłownie wpadłam z impetem na Steve’a. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale wystarczyło mu spojrzenie na Harry’ego by wiedzieć co się dzieje.
-Ma atak- powiedział jakby do siebie. Steve musiał widzieć go w takim stanie skoro tak szybko się domyślił, o co chodzi. –Zawołam ratowników.
-Spokojnie, zaraz ci pomogą- starałam się nie brzmieć jakbym zaraz miała zemdleć, ale średnio mi to wyszło. A fakt, że chłopak już nie stał tylko usiadł spowodował, że stres i nerwy brały nade mną górę.
-Nie mogę oddychać- powiedział a właściwie ledwo z siebie wydusił. Uniosłam dłoń by go dotknąć i dodać mu jakoś otuchy i zobaczyłam jak bardzo moja ręka się trzęsie. Nie miałam pojęcia, jakim cudem nie zeszłam na zawał, dopiero co umierałam biegnąc ile sił miałam w nogach, modląc się, że Harry’emu nic nie jest i kiedy okazało się, że moje modlitwy zostały wysłuchane mogłam czuć ulgę jakieś dwie minuty.
-Przy wjeździe stoi karetka i zaraz na pewno Steve przybiegnie z ratownikiem, który ci pomoże- właściwie powiedziałam to nie dlatego, że chciałam uspokoić jego, ale przede wszystkim chciałam uspokoić siebie. Przed moimi oczami zaczęły pojawiać się ciemne kropeczki i obawiałam się, że za chwilę naprawdę zemdleję a nie zamierzałam tego robić. Dzięki Bogu sekundę później stał już przy nas ratownik i po upływie kolejnej minuty Harry siedział w karetce z inhalatorem w ustach a ja czułam się odrobinkę lepiej. Gdy chłopak doszedł do siebie podeszli do nas policjant i strażak, którzy przekazali Harry’emu jak wygląda sytuacja, powiedzieli, że nazajutrz ma zgłosić się na komisariat gdzie dowie się więcej i zapewnili, że jedyną lekko ranną osobą była gosposia. Policjant polecił żebyśmy w końcu stamtąd odeszli mówiąc, że narażamy własne życie i zdrowie oraz innych chociażby strażaków, którym przeszkadzamy w wykonywaniu ich pracy, dlatego od razu zaproponowałam Harry’emu, że pojedziemy do mnie. Chłopak zgodził się natychmiast nie kryjąc swojego zadowolenia, co było dziwnie komiczne biorąc pod uwagę całą tę sytuację.
-Jak długo tutaj byłeś?- zapytał lekarz udzielający Harry’emu pomocy.
-Nie wiem.
-W takim razie jeśli długo to poza dusznością możesz odczuwać też nudności, możesz też wymiotować, jeśli...
-Zaraz rzygnę- powiedział jakże subtelnie i wymownie Harry i tak jak powiedział tak zrobił puszczając pawia, który wylądował dokładnie na moich trampkach bo lekarz zdążył się odsunąć i dlatego to ja zostałam trafiona. Spojrzałam na swoje buty a po chwili na Steve’a i jego mina mówiła wszystko.
-Przepraszam!- powiedział od razu i próbował nawet wstać, ale lekarz zagrodził mu drogę i znów stanął przed nim.
-Kręci ci się w głowie?- zapytał mężczyzna i poświecił małą latareczką Harry’emu prosto w oczy.
-Nie, Ali naprawdę przepraszam.
-Spójrz na mój palec- polecił mężczyzna a Harry wykonał jego polecenie mrucząc coś pod nosem.
-Nie chciałem narzygać ci na buty, to znaczy zwymiotować.
-Wydaje mi się, że wszystko jest w porządku, ale zalecam ci pojechać z nami do szpitala na kilkugodzinną obserwację...- lekarz nie zdążył dokończyć, bo Harry przerwał mu tak szybko i głośno, że aż podskoczyłam.
-Nie! To znaczy nie. Nie ma takiej potrzeby, czuję się dobrze, zrobiło mi się po prostu niedobrze. Ali odkupię ci te trampki, przysięgam.
-Harry jeśli pan doktor mówi, że powin...- zaczęłam, ale Harry natychmiast mi przerwał.
-Nie. Wolę jechać do ciebie- powiedział nieco panicznie a ja wszystko zrozumiałam. Chciał jechać do mnie, bo pewnie bał się, że jeśli pojedzie do szpitala ja znowu mu ucieknę. Nie wiedział tylko, że nie zamierzałam tego robić.
-Harry nie ucieknę ci. Jeśli chcesz mogę być z tobą w tym szpitalu.
-Ale ja się już dobrze czuję. Nie chcę jechać do szpitala- lekarz spojrzał na mnie wymownie a ja posłałam mu niewielki uśmiech, bo totalnie nie wiedziałam, co innego mam zrobić.
-W takim razie, jeśli wymioty się nasilą zgłoś się do najbliższego szpitala. Zatrucia dymem podczas pożarów mogą mieć różne skutki a objawy różne nasilenie- mężczyzna chyba stwierdził, że nie ma sensu się z Harrym spierać, napisał coś notesiku, z którego wyrwał kartkę i podał ją mi. – To wykupcie w aptece. Jeśli poczuje się gorzej natychmiast ma zgłosić się do szpitala. Zatrucia tlenkiem węgla to tylko jedno z zagrożeń, dlatego dobrze będzie, jeśli będziesz go obserwować kilka godzin, niech coś zje i przyjmie tabletki. Zapisałem też inhalator, ale gdyby duszności i bóle w klatce znowu się pojawiły lepiej zadzwonić na pogotowie- powiedział do mnie, bo chyba uznał, że to ja jestem w tym przypadku bardziej ogarnięta. Harry bowiem olał to, co lekarz ma mu do przekazania i już po trzech słowach mężczyzny ukucnął przede mną i zaczął zdejmować moje zniszczone buty.
-Oczywiście- powiedziałam zestresowana, bo słowa lekarza uświadomiły mi, że Harry naprawdę powinien jechać do szpitala, bo gdyby jednak coś się stało od razu udzieliliby mu pomocy. A ja? Co ja zrobię, jeśli zacznie się z nim coś dziać? Spanikuję i nawet po karetkę nie będę umiała zadzwonić.
-Spokojnie, na ogół objawy pojawiają się szybko, u niego już się pojawiły i nie powinny się nasilić. Z resztą pacjent chyba czuje się już dobrze- powiedział i spojrzał na Harry’ego tak dziwnie, że aż mi się zrobiło głupio.
-Podnieś nogę- polecił chłopak a ja stwierdziłam, że chyba powinnam przeprosić tego lekarza za tak lekceważący stosunek Harry’ego.
-Przepraszam za niego i dziękuję za pomoc.
-Nie ma za co. Dobranoc- mężczyzna chyba z ogromną radością oddalił się na kilka metrów a ja zorientowałam się, że stoję na jednej nodze, bo drugą mam bez buta.
-Jutro ci je odkupię, albo nawet dzisiaj zamówię przez Internet.
-Nic się nie stało- powiedziałam w końcu, bo aktualnie miałam gdzieś moje obuwie. Spojrzałam na Steve’a który chyba starał się nie śmiać. Mężczyzna nagle bez ostrzeżenia mnie podniósł a Harry pozbył drugiego buta z mojej nogi.
-Możemy iść?- zapytał ochroniarz a ja tylko pokiwałam głową, chociaż wiedziałam, że nie pyta mnie tylko dwóch policjantów, którzy stali obok i z pewnością mieli iść z nami. Steve mnie niósł a Harry szedł obok nas i wydawało mi się, że to wszystko nie dzieje się naprawdę. Że to wszystko, co się wydarzyło mi się tylko śni i zaraz się obudzę. Spojrzałam na Harry’ego, który w tym samym momencie spojrzał na mnie i miałam wrażenie, że to on chciałby mnie nieść i zachciało mi się śmiać. Dlaczego moje życie jest takie dziwne? Kiedy wsiedliśmy do samochodu nie wiem dlaczego od razu usiadłam z tyłu i dlaczego spojrzałam wyczekująco na Harry’ego, kiedy ten stał przed autem i płukał usta wodą, którą dał mu Steve. Gdy chłopak usiadł koło mnie miałam wrażenie, że nieświadomie od razu się do mnie przysunął. Zupełnie tak jak kiedyś. Złapał moja dłoń w swoje a ja włożyłam mu do ust miętową gumę, którą ze schowka wyciągnął Steve. Podczas drogi nie rozmawialiśmy, bo chyba nikt nie miał na to siły. Byliśmy wykończeni i wydawało mi się, że wciąż czujemy to zdenerwowanie, przynajmniej ja je czułam. Denerwowałam się już chyba wszystkim, nawet tym, że musiałam odwołać lot. Chciałam znaleźć się już w mieszkaniu, chciałam wziąć prysznic, chciałam się położyć. Ale to także zaczęło mnie stresować.
-Jesteśmy na miejscu- powiedział ochroniarz, kiedy zorientował się, że jestem tak zamyślona, że nie ogarniam, co się wokół mnie dzieje.
-Mógłbyś pojechać też do sklepu? Nie mam nic do jedzenia. Zrobisz mi zakupy?- zapytałam, bo przypomniało mi się, że kiedy wsiedliśmy do samochodu mój mózg zarejestrował to, że Steve powiedział, że najpierw nas przywiezie a potem pojedzie do apteki.
-Jasne- odpowiedział i cudowne było to, że nawet nie musiałam mu mówić, co ma kupić, bo sam doskonale wiedział. Steve to jedna z najwspanialszych osób, jakie dane mi było spotkać w życiu. Niby był moim ochroniarzem, ale ja właściwie tak go nie postrzegałam. Był moim przyjacielem, osobą, której ufałam bezgranicznie a tak naprawdę był jedną z kilku osób, których darzyłam zaufaniem.
-Super, dziękuję. Jakby coś to dzwoń- powiedziałam z wdzięcznością i spojrzałam na Harry’ego. –Idziemy?
-Idziemy- odpowiedział i wiedziałam już, że znowu czuje się gorzej.
-Jak się czujesz?- zapytałam, kiedy wysiedliśmy i przemierzaliśmy hol, w którym znajdował się portier. Mężczyzna dziwnie na mnie patrzył i na początku totalnie nie wiedziałam, o co mu chodzi.
-Znowu mi niedobrze- odpowiedział Harry a ja miałam nadzieję, że jak Steve przywiezie leki to chłopakowi się polepszy. Nie chciałam żeby źle się czuł.
-Jakby coś było nie tak od razu mi powiedz, jakby duszności wróciły albo ból brzucha się nasilił. Masz mi od razu powiedzieć, jasne?
-Nie panikuj- Harry uśmiechnął się szeroko słysząc moje słowa i chyba totalnie nieświadomie powiedziałam coś, co pragnął usłyszeć.
-Po prostu...- boję się o ciebie, cholernie się boję, bo cię kocham, nigdy nie przestałam i nigdy nie przestanę i nie zniosłabym gdyby coś ci się stało.
-Po prostu?- zapytał patrząc mi w oczy i wiedziałam, że chce usłyszeć to, co właśnie pomyślałam.
-Lekarz powiedział, że masz jechać do szpitala na obserwację, ale się nie zgodziłeś. Dlatego panikuję- powiedziałam a on wywrócił oczami i głośno westchnął wyraźnie zawiedziony moją odpowiedzią.
-Masz mieszkanie w LA. Wow- skomentował a w jego głosie usłyszałam nutę rozżalenia, ale postanowiłam to olać. Winda w końcu wwiozła nas na odpowiednie piętro i cieszyłam się, że w końcu tu dotarłam. I wtedy doszło do mnie, dlaczego portier się gapił.
-Gdzie są moje buty?- zapytałam, kiedy weszliśmy do środka i właśnie miałam je zdjąć.
-Zostały tam.
-Moje zarzygane trampki?
-Ali z pewnością masz piękne mieszkanie, ale pokażesz mi gdzie jest łazienka?- zapytał i spojrzał na mnie wymownie, dlatego olałam temat butów i szybko zaprowadziłam go do łazienki. Kiedy z niej wyszedł wyglądał na zmarnowanego.
-Steve na pewno załatwi wszystko szybko, ale na razie mogę dać ci tylko wodę. Usiądź sobie tutaj- powiedziałam i pokazałam na kanapę a chłopak tylko kiwnął głową. Był zmęczony i wiedziałam, że nie ma na nic siły, ale nagle zachciałam mu powiedzieć o wszystkim co zrobiłam.
-Mogę od ciebie zadzwonić? Nawet nie wiem gdzie teraz jest mój telefon- Harry odezwał się w momencie, kiedy toczyłam jakąś wewnętrzną grę sama ze sobą. Nie wiedziałam czy mam mu to powiedzieć tak prosto z mostu czy zrobić jakiś wstęp. Co miałam mu powiedzieć? Co ja w ogóle miałam zrobić?
-Jasne- odpowiedziałam i w momencie, kiedy podawałam mu telefon do ręki nic nie mogłam poradzić na to, że po prostu musiałam odgarnąć zabłąkany kosmyk włosów z jego czoła. Nie wiem co mną kierowało, ale kiedy to zrobiłam chciałam zrobić coś jeszcze dlatego delikatnie przeczesałam palcami całą jego nieujarzmioną czuprynę. Patrzyłam wtedy na jego twarz, przymknął powieki i wydawało mi się jakby to, co zrobiłam sprawiło mu jednocześnie ogromną przyjemność i jeszcze większy ból.
-Ali...- wyszeptał, otworzył oczy i spojrzał na mnie tak, że jedyne o czym w tej chwili marzyłam, jedyne czego chciałam to być znowu jego.
-Ciiii- powiedziałam i przyłożyłam palec do jego ust. –Wiem, że się źle czujesz. Muszę przyznać, że wyglądasz trochę okropnie.
-Umiesz pocieszyć człowieka jak nikt inny- wtrącił i się zaśmiał.
-Wiem, jestem super. Nie ważne. Chodzi mi o to, że powinieneś się umyć i położyć. Musisz odpocząć. Jutro czeka cię ciężki dzień, dlatego jeśli chcesz mogę zadzwonić wszędzie gdzie trzeba. Mogę to za ciebie załatwić- zaoferowałam. Harry stracił właśnie dom. Co z tego, że jest majętnym człowiekiem i mimo tej tragedii nie będzie klepać biedy. To był jego dom i z pewnością, mimo że starał się nie pokazywać musiało mu być niewyobrażalnie smutno. Dlatego chciałam jakoś mu pomóc.
-Naprawdę?- zapytał i znowu się zaśmiał.
-Jasne- powiedziałam szybko i spojrzałam na niego nie do końca rozumiejąc co go tak bawi.
-Wiesz, że znam na pamięć tylko trzy numery?
-Jakie?
-Twój, mimo że ostatnio go zmieniłaś, mamy i Gemmy. Zamierzałem zadzwonić do siostry, ale jeśli chcesz...
-Jednak poradzisz sobie sam- powiedziałam od razu i odsunęłam się od niego.
-Tak myślałem- mimo że starał się uśmiechać nie zdołał ukryć grymasu, który wkradł się na jego twarz na chwilę. Cóż, z pewnością przypomniał sobie to samo co ja. Moje przedstawienie wtedy w garderobie.
-No to dzwoń- powiedziałam, bo on trzymał tylko ten telefon jakby się zastanawiał czy na pewno chce to zrobić.
-Nie rozmawiałem z nią od wtedy- ta informacja sprawiła, że dosłownie mnie zatkało. Nie miałam pojęcia, co mam mu powiedzieć. Przeze mnie pokłócił się z siostrą?
-To może zadzwoń do mamy.
-Z nią też nie rozmawiam- też przeze mnie? Pokłócił się z nimi przeze mnie? Z Gemmą to raczej oczywiste, ale z mamą?
-Okej, w takim razie może Niall? Do niego mam numer- starałam się udawać, że wcale nie mam zawału przez to co powiedział. Anne i Gemma to dwie osoby, które Harry kochał najbardziej na świecie a teraz mimo pożaru, mimo tego, że wie jak bardzo jego mama i siostra się denerwują nie chce do nich zadzwonić.
-Niall jest na randce.
-Co?!- ile jeszcze sensacyjnych informacji otrzymam?
-Nie powiedział ci?- Harry się zdziwił a ja spojrzałam na niego z wyrzutem.
-Nie! A to mały, irlandzki... Jak mógł to zataić? Kim ona jest? Jest znana? Znasz ją? Jest z Irlandii? Ile się już znają? Myślisz, że...
-Wcale się nie dziwię, że ci nie powiedział- chłopak mi przerwał i zaczął się śmiać.
-Ha, ha, ha. Ja mu o wszystkim... mówię- powiedziałam zacinając się po drodze, bo zdałam sobie sprawę, że wcale nie mówię mu o wszystkim.
-Bo jesteś paplą.
-Nie prawda. Poza tym nadal uważam, że możesz do niego zadzwonić. Okej, przerwiesz mu randkę, ale przecież masz powód.
-Niby tak, ale...
-Z nim też nie rozmawiasz- dokończyłam za niego.
-Tak jakby się na mnie obraził.
-Ale mimo tego tobie powiedział, że się z kimś spotyka a mi nie- nie wiem, dlaczego tak bardzo to przeżywałam. To nie była przecież wielka sprawa patrząc na to, co się wydarzyło, ale właśnie na tym mój umysł się skupił żeby nie myśleć o prawdziwych problemach. Przynajmniej przez chwilę.
-Powiedział mi przez przypadek. Wiesz jaki on jest.
-No właśnie myślałam, że wiem, ale teraz nie wiem czy wiem- powiedziałam a mina Harry’ego sugerowała, że nie do końca ogarnia mój tok myślenia. -Ale nie gadajmy już o tym. Wiem gdzie zadzwonimy- stwierdziłam, że najlepiej będzie jak skończymy rozmawiać i zajmiemy się tym co najważniejsze. Dlatego wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Olivii. Ona z kolei zadzwoniła do menadżera Harry’ego i podała mu mój numer, dzięki czemu mężczyzna zadzwonił do mnie. Harry zaczął mu wyjaśniać wszystko i zajęło to tyle czasu, że Steve zdążył wrócić z zakupami. Mój przyjaciel zadziwił mnie kolejny raz, bo okazało się, że jest o wiele bardziej ogarnięty ode mnie. Poza lekami, jedzeniem i szczoteczką do zębów kupił Harry’emu nawet koszulkę, bokserki i spodenki, bo jego ciuchy stanowczo nie nadawały się do spania. Było to nawet zabawne, bo Steve chyba bał się, że Harry po prostu będzie spał nago i wydawało mi się, że stanowczo był przeciwny takiemu rozwiązaniu. Ogólnie wszystko szło dobrze, Harry się umył, wziął to, co zapisał mu lekarz i zjadł pół kanapki, którą wmusiłam w niego siłą, Steve pojechał do hotelu a ja się umyłam, zjadłam kolację i pojawił się problem. Kiedy weszłam do sypialni myślałam, że Harry będzie już spał, ale on stał przy oknie i wydawało mi się, że czekał na mnie.
-Dlaczego nie śpisz?- zapytałam, bo kiedy szłam się myć wyraźnie powiedziałam, że ma się położyć. Powiedziałam mu nawet dobranoc.
-Bo zapomniałaś mi dać jakąś poduszę i coś do przykrycia a nie chciałem ci grzebać w szafach- wyjaśnił.
-Co?- Harry spojrzał na mnie jakbym była jakaś głupia.
-Po prostu wiem, że nie będziemy tutaj spać razem i będę spać na kanapie.
-Nie, ty śpisz tutaj, ja idę na kanapę- jasne, że to by było dziwne gdybyśmy spali w jednym łóżku, ale przecież nie zamierzałam go wysłać na kanapę tym bardziej, że źle się czuł.
-Nie sprzeczajmy się o to- powiedział i podszedł do mnie.
-No właśnie. Kładź się tutaj.
-Ali proszę cię nie stwarzaj niepotrzebnego problemu.
-Nie, to ja proszę ciebie, bo to ty go stwarzasz, poza tym tam nie będzie ci wygodnie...- byłam zmęczona, on też i nie rozumiałam, o co ta cała sprzeczka.
-Tobie też...- zaczął, ale mu przerwałam.
-Jestem mała, drobna i nie potrzebuję tyle miejsca co ty.
-Ali to twoje mieszkanie i nie widzę powodu...- postanowiłam mu przerwać kolejny raz.
-A ja widzę powód, źle się czujesz i musisz wypocząć.
-Ale ja nie chcę tutaj spać. W tym łóżku- powiedział podnosząc nieco głos.
-A można wiedzieć dlaczego?- zapytałam poirytowana.
-Bo on tu spał. Z tobą- Harry nie hamował się w tym momencie i jego głos doskonale zdradzał jak bardzo go to złości.
-Nie Harry. Wynajęłam to mieszkanie po naszym zerwaniu. Jesse nie spał w tym łóżku- powiedziałam i westchnęłam głośno a jego nastrój zmienił się diametralnie, przez co chłopak uśmiechnął się idiotycznie, na co wywróciłam oczami.
-I tak wolę kanapę- kiedy to usłyszałam miałam ochotę walnąć go w twarz.
-Uparty. Nadal taki uparty. Jak osioł- powiedziałam do siebie tak, że nie mógł tego słyszeć i po prostu go olałam. Skoro chciał się gnieść na tej kanapie nie ma sprawy. Wyciągnęłam koc z szafy i zabrałam jedną poduszkę z łóżka, wcisnęłam mu to w ręce i postanowiłam więcej z nim nie dyskutować. -Jakby coś było nie tak to mnie obudź. Dobranoc- powiedziałam, zgasiłam światło i po prostu się położyłam. Nakryłam się kołdrą tak, że wystawał mi z niej tylko nos i udawałam, że Harry wcale nie stoi na środku pokoju i się nie śmieje. Po tym jak powiedział mi „No to dobranoc. Śpij dobrze. Dziękuję za to, że mnie przenocujesz. To dobranoc. Kolorowych snów. Idę. Szkoda, że... Nieważne. Dobranoc.” Wyszedł by wrócić po dosłownie dziesięciu sekundach. Wiedziałam dlaczego przyszedł, dlatego powiedziałam tylko, że ma w końcu się położyć i dać nam spać. Harry nie kryjąc zadowolenia od razu ułożył się wygodnie obok mnie i powiedział jeszcze raz, że mi dziękuje. Leżeliśmy na dwóch końcach łóżka i tylko fakt, że byłam niewiarygodnie zmęczona sprawił, że zasnęłam właściwie natychmiast. Gdy się obudziłam było jeszcze wcześnie. Kiedy wstałam i zobaczyłam, że Harry leży zajmując zdecydowanie większą część łóżka i poczułam coś w rodzaju deja vu. Dopiero kiedy się zamachnął i odrzucił kołdrę na bok zobaczyłam, że jest bez koszulki, która leżała na podłodze obok łóżka. Przede wszystkim jednak widok śpiącego Harry’ego uświadomił mi, że wszystko co się wydarzyło to prawda. Poszłam do kuchni, bo musiałam zrobić sobie kawę i miałam wrażenie, że z każdą sekundą czuję się coraz dziwniej. Harry tutaj jest. Spałam z nim w jednym łóżku. Kocham go. Co teraz będzie? Nie mogę z nim być. W ogóle jak mogę myśleć o tym by z nim być? Przecież to nierealne. Ale go kocham i chciałabym żeby był ze mną. Harry nie wie co zrobiłam, jak mu powiem nie będzie chciał mnie znać. Co mam zrobić? Przecież ja też nie chcę go znać. Nie chciałam. Teraz pragnę tylko by być blisko niego. Chcę go przytulić. Nie chcę żeby mnie zostawił. Jak mogę myśleć w tej chwili o sobie? Przecież to on stracił dom. Muszę mu pomóc. Jak można w jednej chwili czuć to wszystko? Moje myśli, moje uczucia to jakaś kiepska komedia. Jak poukładać sobie wszystko? Co zrobić by żyć w zgodzie ze sobą? Jak mam się zachować, kiedy on wstanie? Pokłócił się przeze mnie z Gemmą. Z mamą też przeze mnie? Z kim jeszcze nie rozmawia? Dlaczego Niall się na niego obraził?
-Dzień dobry- usłyszałam zachrypnięty głos tuż przy uchu. Boże, co mam zrobić? Co mu powiedzieć?
-Hej- powiedziałam i odwróciłam się w jego stronę. –Jak się czujesz?
-Zdecydowanie lepiej niż wczoraj. Właściwie czuję się bardzo dobrze.
-Cieszę się. Masz dużo do załatwienia dzisiaj.
-Wiem i może nie powinienem, ale mogę cię o coś prosić?- zapytał a ja patrząc na niego byłam totalnie pod wrażeniem. Dlaczego on zawsze wygląda idealnie? Dlaczego patrzy na mnie w ten sposób?
-Jasne- wyjąkałam, bo jak się okazało Harry po prostu patrząc na mnie totalnie mnie onieśmielił.
-Mogłabyś mi towarzyszyć?- zapytał i czekał na moją odpowiedź. A ja milczałam, bo byłam właśnie zawstydzona. -Albo zapomnij, że...
-Nie ma sprawy- powiedziałam w końcu kiedy ogarnęłam, że stoję i gapię się na niego jak jakaś idiotka.
-Serio?- jego zaskoczenie i szeroki uśmiech były tak szczere, że miałam ochotę po prostu go przytulić. Kiedy uświadomiłam sobie, że Harry odetchnął głęboko słysząc moją odpowiedź, poczułam się też nieco pewniej.
-Serio- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Nie wiedziałam co właściwie mną kieruje i dlaczego się zgadzam, ale nie chciałam żeby był sam... Okej, wiedziałam co mną kieruje. Miłość i troska. Byłam tego świadoma, ale jednocześnie wciąż ciężko było mi się do tego przyznać.
-Dziękuję. Za wszystko- powiedział, pochylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. Jak mógł to zrobić? Nie widzi co ze mną robi?! Ja przez niego mam palpitacje serca, kiedy po prostu na mnie patrzy i nie potrzebne mi dodatkowe bodźce.
-Najpierw pojedziemy do szpitala?- zapytałam przypominając sobie jak wieczorem mówił menadżerowi, że rano pojedzie odwiedzić gosposię, która ucierpiała w pożarze.
-Tak- odpowiedział gapiąc się na moje usta, dlatego odsunęłam się od niego. Harry nie powinien tak robić, bo przez niego mogłam zejść na zawał, dlatego wolałam zachować między nami dystans. To było takie nierealne. Takie niemożliwe. Takie skomplikowane. Bo jak inaczej nazwać to co między nami było? Te wszystkie gesty, wszystkie wypowiedziane i niewypowiedziane słowa. Byłam tak bardzo zagubiona. Nie wiedziałam co robić, czym się kierować, bo skąd miałam to wiedzieć skoro nie wiedziałam co czuję, co powinnam czuć a czego nie? Wszystko mi się pomieszało i patrząc w jego oczy wiedziałam, że przeżywa to co ja. Nie miałam pojęcia jak uda nam się przetrwać ten dzień, ale nie wyobrażałam sobie by nie być tam z nim. Na policji czy w szpitalu. Po prostu czułam, że muszę go wspierać i kiedy już z nim tam byłam przekonałam się jak bardzo tego chciał. Jak bardzo potrzebował wsparcia. Nie wiedziałam czy chodziło o mnie czy po prostu ktoś musiał przy nim być. Ale przez cały dzień nie dzwonił do nikogo prócz menadżera, z którym nie rozmawiał tak jak rozmawia się z kimś bliskim. Rozmawiali służbowo i tego dnia poza mną nie było przy nim nikogo. Nawet, kiedy odzyskał swój telefon nie przychodziły smsy, nikt nie dzwonił. Jakby Harry był sam. Byłam tylko ja. Trzymałam go za rękę cały czas. Kiedy szliśmy do szpitala, kiedy szliśmy na komisariat, obejmowałam go, kiedy pojechaliśmy zobaczyć jego dom, który już nie przypominał pięknej willi, przytulałam z całych sił, kiedy policjanci nas zostawili i Harry nie wytrzymał i w jego oczach pojawiły się łzy, które spłynęły po jego policzkach a ja starałam się go pocieszyć, chociaż nie miałam pojęcia, co może pocieszyć kogoś, kto patrzy na coś, co jeszcze wczoraj było jego domem. Zaproponowałam mu, że zrobię dla niego kolację, zaproponowałam, że może zostać u mnie ile chce, kazałam Olivii odwołać wszystkie moje zajęcia, bo zgodnie z planem rano powinnam pojawić się w Nowym Jorku. Ale mój plan miał na imię Harry i skupiłam się tylko na nim.
-W czym ci pomóc?- zapytał, kiedy wszedł do kuchni.
-W niczym, dam sobie radę- odpowiedziałam i starałam się uśmiechnąć.
-Pozwoliłaś mi zostać, chcę się jakoś odwdzięczyć.
-Nie musisz się odwdzięczać.
-Ale chcę, dziękuję ci za to i za to wszystko dzisiaj. I za wczoraj- Harry obdarzył mnie pięknym uśmiechem, który wywołał u mnie poczucie winy.
-Możesz zrobić herbatę- nie chciałam żeby mi dziękował, bo za każdym razem, gdy to robił głos sumienia odzywał się i mówił, że Harry nie wie jaka jestem okropna.
-A jaką chcesz?- zapytał, kiedy znalazł szafkę, w której trzymałam chyba z milion rodzajów herbaty.
-Zieloną.
-A którą zieloną, bo tu jest ich chyba ze sto?- chłopak się zaśmiał, ale mi nie było do śmiechu.
-Obojętnie- Harry coś do mnie mówił. Odpowiadałam mu tylko pojedynczymi słowami, bo nie umiałam się skupić na niczym innym tylko na tym, że go okłamuję. Przygotowałam z nim kolację, zjadłam siedząc naprzeciwko niego, choć bardziej niż na jedzeniu skupiona byłam na patrzeniu mu w oczy. To, co było między nami było coraz bardziej intensywne a ja nie wiedziałam co mam robić. Patrzyłam na mężczyznę mojego życia i nie wiedziałam co mam robić. Chciałam zapomnieć. O tym co było złe. Z mojej i z jego strony. Ale to uderzało we mnie o wiele bardziej niż zazwyczaj. Myślałam, że oszaleję. Kiedy skończyliśmy jeść powiedziałam, że pozmywam a on poszedł się umyć. Później to ja wzięłam długi prysznic i gdy weszłam do sypialni miałam deja vu z poprzedniego wieczoru. On stał przy oknie i na mnie czekał.
-Jeszcze raz dziękuję za to, że mogę tu zostać. Ali jesteś najwspanialsza osobą, jaką znam...- postanowiłam mu przerwać, bo nie mogłam już tego słuchać.
-Jestem zmęczona, chcę iść spać- powiedziałam i usiadłam na łóżku. Odłożyłam na szafkę zegarek i się położyłam a on westchnął tylko i kiwnął głową. Podszedł do łóżka i położył się obok mnie.
-Chcę cię przytulić- powiedział a ja byłam już na skraju. Stałam nad przepaścią. Wiedziałam, że jeszcze jedno jego słowo i spadnę.
-To nie jest dobry pomysł- jak zwykle mój głos stał się zbyt wysoki i zdradził jak bardzo się denerwuję.
-To jest nie do zniesienia- wyszeptał.
-Skoro ci źle...
-Nie o to chodzi. Dziękuję ci za to wszystko, nawet nie wyobrażasz sobie ile to dla mnie znaczy. Dziękuję, ale...- powiedział i w końcu straciłam równowagę.
-Przestań. Przestań mi dziękować i przestań mówić takie głupoty- powiedziałam i zapaliłam światło. Usiadłam i spojrzałam na niego. Wiedział, że to ten moment. Ta rozmowa. -Nie jestem wspaniała, jestem okropna. Wiesz dlaczego nie przyszłam wczoraj do ciebie, dlaczego nie było mnie w twoim domu? Bo jestem tchórzem. Bo się bałam powiedzieć ci prawdę. Nie jestem wspaniała, nie jestem dobra. Nie jestem taka jak myślisz. Musimy porozmawiać. Cały dzień udawałam, że nie musimy przeprowadzić tej rozmowy, ale ty ciągle mi dziękujesz, ciągle powtarzasz, że jestem super i już dłużej nie mogę. Harry ja chciałam cię zranić, chciałam się zemścić za to, co mi zrobiłeś. Obiecałam sobie, że zniszczę cię tak ja ty zniszczyłeś mnie- wstałam i zaczęłam mówić, nieco chaotycznie, ale w końcu mówiłam. Harry też usiadł, nie przerywał mi tylko cały czas na mnie patrzył a ja wyrzucałam z siebie to, co wyżerało mnie od środka i to przynosiło mi w pewnym sensie ulgę. –Kiedy przyszedłeś do mnie z gorączką zrozumiałam, że nie chcę żeby działa ci się krzywda. I już nie chciałam tego robić, nie chciałam się złościć i planować jak ci dokopać. Ale wtedy ty przyszedłeś na imprezę z Sophie i byłam tak zazdrosna i wściekła, że nagadałam jej na ciebie. Powiedziałam, że ma na ciebie uważać, że jesteś kłamliwym oszustem, powiedziałam, że byłeś u mnie. Nie chciałam żebyście zerwali przeze mnie. Właściwie to chciałam żebyście zerwali, ale nie chciałam. Wiem, że to skomplikowane i tego nie da się zrozumieć, ale uwierz mi, że sama siebie nie rozumiem. Chcę cię tylko przeprosić. Bardzo cię przepraszam. Za wszystko. Naprawdę nie wiem, co mną kierowało. Dlaczego się taka stałam. Przepraszam- nie wiedziałam, co jeszcze powiedzieć. Ale on milczał. Nic nie mówił i tylko na mnie patrzył. Jakby analizował to wszystko i nagle wstał. Myślałam, że wyjdzie bez słowa. Że trzaśnie drzwiami i nigdy więcej go nie zobaczę, ale zamiast tego on podszedł do mnie, złapał mnie w tali, przyciągnął do siebie i... chciał mnie pocałować.
-Co ty robisz?- zapytałam i odsunęłam się od niego na sekundę, bo Harry nie dał mi się odsunąć. Przyciągnął mnie do siebie i trzymał w żelaznym uścisku.
-Chcę cię w końcu pocałować. Cały dzień walczę z tą pokusą i już dłużej nie wytrzymam- ostatnie słowa wyszeptał by po chwili móc swoimi ciepłymi ustami całować moje. Oczywiście, że mu się poddałam, oczywiście, że to było wspaniałe, oczywiście, że motyle zaczęły szaleć w moim brzuchu i oczywiście, że chciałam go tak całować do końca życia.
-Dlaczego mnie całujesz?- zapytałam, kiedy głos rozsądku kazał mi przerwać ten pocałunek. -Harry ty mnie słuchałeś?!
-Tak słuchałem i chcę cię całować zanim to ja zacznę mówić i powiem to, co miałem powiedzieć ci wczoraj- spokój w jego głosie był dla mnie w tym momencie po prostu nienormalny.
-Jak możesz chcieć mnie całować? Po tym co powiedziałam?- nie mieściło się to w mojej głowie.
-Myślisz, że nie wiedziałem? Ali wiedziałem o wszystkim. O nagraniu wiedziałem już na drugi dzień. Zayn zadzwonił do mnie i powiedział, że najprawdopodobniej nagranie wyciekło przez ciebie. Wiedziałem o wszystkim, poza tym uwierz mi nie trudno było się domyślić- jak mógł mówić to i uśmiechać się do mnie. Jak mógł o wszystkim wiedzieć?!
-Jak możesz tak mówić?! Czemu na mnie nie krzyczysz?
-Skarbie...
-A Sophie? Powiedziałam jej, że jesteś oszustem! Zerwała z tobą przeze mnie!
-Uspokój się. Sophie ze mną nie zerwała, bo nie byliśmy parą. Swoją drogą od razu mi o wszystkim powiedziała i było jej przykro, bo bardzo mi kibicowała i cały czas liczy na to, że jednak... że wrócisz. Do mnie. Że mi się uda. Bo wiesz... Ty obiecałaś sobie, że mnie zniszczysz a ja obiecałem sobie, że cię odzyskam.
-Co? Co ty mówisz? Przecież widziałam wasze zdjęcia, na jachcie i inne, wszędzie pisali, że jesteście razem- totalnie zignorowałam to, co powiedział o naszych obietnicach. Sophie nie dawała mi spokoju.
-Sophie podpisała umowę z wytwórnią Louisa. Wiesz on ją mega lubi i namówił mnie żebym pokazał się z nią parę razy żeby zrobiło się o niej głośno. Zgodziłem się, bo dlaczego miałem tego nie zrobić? A kiedy ty znowu się pojawiłaś okazało się, że masz chłopaka. Na imprezie u Jona chciałem cię pocałować, ale ty tego nie chciałaś i powiedziałaś coś, co mnie zabolało. Że byłoby ci obojętne gdybym to ja kogoś miał. Dlatego zadzwoniłem do Soph. Początkowo nie chciała się w to mieszać, ale tak ją o to męczyłem, że zgodziła się mi towarzyszyć na urodzinach Nialla. I już wtedy wiedziałem, że jesteś zazdrosna, że czujesz to, co ja.
-Ona nie była twoją dziewczyną?- naprawdę to była ustawka? Nie mogłam tego pojąć.
-To właśnie powiedziałem- Harry się zaśmiał i pocałował mnie w czubek głowy. -Zawsze ci powtarzałem, że z nią nie jestem a ty ciągle wiedziałaś lepiej. Jesteś taka uparta.
-No, ale dlaczego się na mnie nie złościsz? Co z tego, że nie byliście razem? Mogliście być i ona mogła z tobą zerwać przeze mnie. Dlaczego się na mnie nie wściekasz?
-Bo nie ma takiej potrzeby- ja na jego miejscu już bym pewnie uciekała poprzedzając to dramatycznym krzykiem i trzaskaniem drzwiami. A on zamiast to robić wydawał się... szczęśliwy.
-Ale przecież jestem zła- naprawdę uważałam, że zmieniłam się w kogoś, kim nie chciałam być.
-Zła? Ali jaka zła?
-Przecież cię zraniłam. Mówiłam i robiłam wszystko żeby cię ranić. Dlaczego teraz tak się zachowujesz? Dlaczego nie trzaskasz drzwiami, dlaczego nie krzyczysz? Dlaczego nie jesteś na mnie zły?- powtarzałam się, ale naprawdę nie mogłam zrozumieć, dlaczego trzyma mnie w ramionach skoro powiedziałam mu właśnie takie okropne rzeczy.
-Bo cię kocham- odpowiedział a mnie zatkało. Kocha mnie. Powiedział, że mnie kocha. Stałam oszołomiona a on pocałował mnie delikatnie w policzek. I w czoło. I znowu w policzek. – Nigdy nie przestałem. Właściwie z każdym dniem kocham cię coraz mocniej- dodał i musnął swoimi wargami moje. Chciał mnie znowu pocałować, ale zamiast tego spojrzał mi w oczy i zadał pytanie, które chyba było dla niego najtrudniejsze, bo naprawdę bał się odpowiedzi. -Nienawidzisz mnie? Wtedy powiedziałaś że mnie nienawidzisz, że zamieniłem twoje serce w kamień. To prawda?
-Kiedyś wydawało mi się, że cię nienawidzę. Pragnęłam tego całym sercem. Pragnęłam cię znienawidzić, ale nie potrafiłam. Nie umiem cię nienawidzić Harry. Nie potrafię wydrzeć ciebie z mojej głowy, z mojej duszy, z mojego serca- wyszeptałam i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że mam łzy w oczach. Uświadomienie sobie tego spowodowało tylko tyle, że zaczęłam płakać. W końcu płakałam a on przycisnął usta do moich ust i to było cudowne.
-Skarbie nie płacz- wyszeptał, kiedy przestał mnie całować. Przytulił mnie i przysięgam, że nie wiedziałam co czuję. Było tego za dużo.
-Mam mętlik w głowie- wyszeptałam, bo nie mogłam mówić. Odsunęłam się od niego i usiadłam na łóżku.
-Chciałbym żeby to było proste... Wiem, że nie jest. Nigdy nie było- powiedział i usiadł obok mnie.
-Nie wiesz jak się czuję. Czuję, że postępuję dobrze i źle jednocześnie.
-Nie płacz- wyszeptał i kciukiem starł łzy z mojego policzka.
-Przytul mnie- mój głos w tym momencie był tak żałosny, że gdyby nie to, że już płakałam z pewnością zaczęłabym ryczeć. Harry natychmiast wykonał moją prośbę. Przytulił mnie a po chwili leżałam w jego ramionach i starałam się uspokoić. Ale to było niemożliwe. Bo jak miałam się uspokoić skoro leżałam z nim w łóżku, słyszałam jak bije mu serce, jego usta co chwilę skradały mi pocałunki a ja czułam się szczęśliwa i miałam wyrzuty sumienia jednocześnie. To wszystko było nie do pogodzenia. –Zraniłam ciebie.
-Nie zraniłaś.
-Zraniłam Jesse’ego. Nie powinnam z nim być. Nie powinnam go ranić. Nie powinnam złamać mu serca. On jest dobry. Co ja najlepszego narobiłam? Co ja robię?
-Ali błagam, możesz tak nie mówić teraz? Możesz nie mieć wyrzutów sumienia w momencie, kiedy ja pierwszy raz od niepamiętnych czasów jestem szczęśliwy?. 
-Przepraszam- powiedziałam i go pocałowałam. –Przepraszam. Jestem taka samolubna.
-Przestań tak mówić.
-Ale to prawda. Jestem egoistką. Nawet teraz mówię o sobie. Jestem okropna.
-Byłaś ze mną cały dzień. Byłaś tam dla mnie. Jak możesz mówić, że jesteś egoistką?
-Zawsze chciałam być dobra, dawać ludziom radość, ale nie jestem dobrą osobą- naprawdę czułam się jak czarny charakter. Jak zadufana w sobie księżniczka, która myśli, że cały świat kręci się wokół niej.
-Ali przed chwilą powiedziałem, że jestem szczęśliwy. Nie słyszysz co do ciebie mówię?- moje słowa wydawały się sprawiać mu przykrość i nie mogłam pojąć jego rozumowania. Jak na „Harry, myślałam, że cię nienawidzę i chciałam cię zniszczyć” może reagować „Nic się nie stało, chcę cię całować” a na „Harry jestem złą osobą” reaguje smutkiem?! Co z nim nie tak?!
-Słyszę. I jest mi jeszcze gorzej, bo też jestem szczęśliwa. A nie powinnam. Ale leżenie tutaj z tobą jest cudowne. Przytulasz mnie, ale nie powinieneś. Bo to przeze mnie dzisiaj nikt nie dzwonił, prawda? Przeze mnie pokłóciłeś się z Gemmą. Z mamą też?- mimo tego, że znałam odpowiedź i tak się jej bałam.
-Nigdy nie sądziłem, że oni cię zostawili. Że tak cię potraktowali. Że Gemma i mama... Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać wczoraj.
-Twoja mama nie zrobiła nic złego. Nikt nie zrobił. Mam żal do twojej siostry, ale przecież wszystko co wtedy zrobiła i powiedziała było spowodowane tym, że cię kocha- długo zajęło mi zrozumienie i zaakceptowanie tego, ale w końcu, w pewnym sensie mi się udało. Po tak długim czasie.
-Mama wiedziała. Gemma jej powiedziała o tym, że źle cię oceniła. Wiedziała też, że to ja skrzywdziłem ciebie i mimo tego cię nie przeprosiła. Nikt cię nie przeprosił- jad, którym przepełniony był jego głos mnie przeraził. 
-Nie mają mnie za co przepraszać- złość, którą zobaczyłam w jego oczach spowodowała, że z moich przestały lecieć łzy.
-Nawet nie wiesz, co czułem, kiedy stałaś na środku tej pieprzonej garderoby i walczyłaś jak lwica. Nie wiesz jak się czułem dowiadując się, że nie znam ludzi, którzy są moimi przyjaciółmi, moją rodziną. Stałaś tam i walczyłaś. A nie powinnaś. Nie powinnaś być sama. Wiesz, nie rozumiałem tej nerwowości, kiedy przyjechałaś dać Lux kolorowanki. Kiedy wszedłem wtedy do garderoby widziałem twoja postawę. Wyglądałaś pięknie, ale jednocześnie miałem wrażenie jakbyś czekała na moment, kiedy będziesz musiała się bronić. Nie rozumiałem tego. Myślałem, że to było spowodowane mną, moją obecnością. Ale teraz rozumiem. Wszystko już rozumiem.
-Pokłóciłeś się z nimi?- zapytałam.
-Nie Ali. Nie pokłóciłem się z nimi- odpowiadając zaśmiał się nieco szyderczo.
-Przecież wiem, że tak.
-Nie pokłóciłem się z nimi- powtórzył i mówił to tak spokojnie, że sama już nie wiedziałam, co mam myśleć.
-To dlaczego nikt dzisiaj nie dzwonił? Dlaczego byłam tylko ja? Dlaczego mówisz, że się nie pokłóciliście skoro wiem, że jest odwrotnie?
-Nie pokłóciłem się z nimi. Ja...- zawahał się na moment a potem spojrzał mi prosto w oczy i powiedział coś czego się nie spodziewałam. -Ja odszedłem Ali. Po prostu odszedłem.

Mimo, że samotność zawsze była moim przyjacielem
Zostawiam moje życie w twoich rękach
Ludzie powiadają że jestem szalony i ślepy
Ryzykując wszystko w mgnieniu oka
To, jak mnie oślepiłaś, wciąż pozostaje tajemnicą
Nie mogę pozbyć się ciebie z mojej głowy
Nie obchodzi mnie, co jest wpisane w naszą historię
Tak długo, jak tu ze mną jesteś
Nie obchodzi mnie, kim jesteś
Skąd się wzięłaś
Co zrobiłaś
Dopóki mnie kochasz



Hej! To ja, po prawie 2 miesiącach dodaje rozdział XD
Ogólnie mam wrażenie, że już nikt tutaj nie czyta i wszyscy przenieśli się na Wattpada... 
Oba cytaty pochodzą z piosenki którą dodałam w rozdziale czyli As Long As You Love Me - Sleeping At Last, ogólnie jest to cover, oryginalna wersja należy do Backstreet Boys XD Cytat na końcu jest tłumaczeniem cytatu z początku rozdziału ;)
Jeśli ktoś tu jest to chętnie przeczytam jakiś komentarz XD
Oczywiście przepraszam za błędy!!
Następny rozdział z pewnością pojawi się szybciej niż ten XD
Ogólnie to wczoraj minęły 3 lata odkąd opublikowałam tutaj prolog Turn To Stone...
To chyba wszystko! ;)
Do następnego!

PS I loveee youuu all<3