niedziela, 3 czerwca 2018

Rozdział 49






Chloe wspięła się na palce, zarzuciła Harry’emu ręce na szyję a ja czułam się tak jakby mi nogi wrosły w podłogę. Ta lafirynda właśnie zamierzała pocałować mojego męża.
-Co ty robisz?!- powiedział Harry i zrobił krok w tył. Z tonu jego głosu wnioskowałam, że jest zaskoczony. Wciąż nie widziałam jego twarzy, bo stał do mnie tyłem. On też mnie nie widział.
-Przecież ci się podobam- odparła głośno, tak żebym słyszała. Znowu się do niego zbliżyła a on znowu się odsunął.
-O czym ty mówisz?- Harry był w szoku i chyba zaczynał czuć też złość.
-Nie udawaj...
-Odsuń się- powiedział stanowczo i głośno. Zareagował dokładnie tak jak powinien, szybko, stanowczo i to mnie odblokowało. Znowu czułam swoje nogi a moje serce biło jak oszalałe. Byłam wściekła przede wszystkim na tą podłą sukę, ale częściowo też na Harry’ego.
-Dlaczego teraz się tak zachowujesz? Bo jest po wszystkim?- zapytała sugerując, że coś między nimi zaszło.
-Po jakim wszystkim?- jeśli w takiej sytuacji istnieje jakiś idealny schemat zachowania to Harry spisał się wzorowo. Jego reakcja była bardzo naturalna i on po prostu niczego w tamtej chwili nie udawał w przeciwieństwie do Chloe, która postanowiła odegrać jakieś chore przedstawienie a ja zamierzałam zagrać w nim główną rolę.
-Brawo! Brawo!- powiedziałam i wchodząc do sypialni to właśnie robiłam. Biłam brawo patrząc w oczy tej lafiryndzie.
-Ali to nie tak- brunet był już nie tylko zły i w szoku, ale teraz na pierwszy plan wysunęło się przerażenie. Natychmiast do mnie podszedł i złapał mnie za ręce.
-Nie udawaj Harry! Przecież przed chwilą uprawialiśmy...
-Przed chwilą nawet cię tutaj nie było! Ali przysięgam do niczego nie doszło- Harry naprawdę bał się, że pomyślałam, że mnie zdradził nie zdając sobie sprawy, że nigdy w życiu nie byłam nikogo tak pewna jak jego w tej chwili. Owszem miał na sobie tylko ręcznik a ona była w samej koszuli, ale to dla mnie nie było żadnym dowodem. Właściwie wydawało mi się, że wiem, dlaczego to wygląda tak, bądź co bądź, dwuznacznie.
-Wiem- odpowiedziałam tylko, stanęłam między nią a nim i spojrzałam na zegarek, który miałam na ręce. –Masz piętnaście albo nie, daję ci pół godziny na opuszczenie mojego domu. Daję ci aż trzydzieści minut tylko, dlatego że masz się dokładnie spakować i wziąć ze sobą wszystko, co twoje, jeśli cokolwiek tutaj zostawisz by za dwa dni pod pretekstem tutaj wrócić mogę ci od razu powiedzieć, że to wyrzucę, choćby miała to być diamentowa kolia.
-Skarbie ja...- Harry chciał pewnie zacząć mówić, że mam w nic nie wierzyć, chciał mnie zapewniać, że do niczego nie doszło a ja nie musiałam tego słyszeć. Chciałam z nim porozmawiać, ale najbardziej na świecie pragnęłam żeby ona zniknęła.
-A z tobą porozmawiam później- powiedziałam wskazując palcem na Harry’ego, który wyglądał tak jakby wydawało mu się, że to wszystko nie dzieje się naprawdę tylko to jakiś głupi koszmar, z którego zaraz się obudzi.
-Porozmawiajmy teraz, ja naprawdę, przysięgam, naprawdę...
-Wiem. Uspokój się- powiedziałam, ale zamiast patrzyć na Harry’ego patrzyłam na Chloe, która miała tak dziwny wyraz twarzy, że sama nie wiedziałam, co właściwie się z nią dzieje. Patrzyła na mnie z ogromną nienawiścią, ale jednocześnie wydawało mi się, że widzę w jej oczach strach.
-Nie wyrzucaj mnie Harry- wyszeptała wyglądając tak jakby właśnie palił jej się grunt pod nogami, jakby zrozumiała, że zrobiła coś źle, popełniła błąd, którego nie może naprawić. Ja na jej słowa jedynie się zaśmiałam. Ona była najbardziej bezczelnym człowiekiem na Ziemi.
-Idę na dół a ty to załatw- powiedziałam do Harry’ego, który do tej całej palety emocji, które odczuwał dodał chyba zdziwienie spowodowane moim zachowaniem. Zanim wyszłam kazałam mu się jeszcze ubrać. Gdy znalazłam się na dole słyszałam jak Harry się na nią wydziera i dopiero powoli zaczynało do mnie docierać co się tak właściwie wydarzyło. Miałam jakąś nieopartą chęć opowiedzenia komuś o tym, więc zadzwoniłam szybko do Niny. W minutę powiedziałam jej, co się stało a ona zaproponowała, że do mnie przyjedzie. Nawet nie wiedziałam jak bardzo tego chcę dopóki mi tego nie zaproponowała, dlatego zgodziłam się natychmiast. Po zakończeniu rozmowy sprawdziłam ile minut minęło. Nie żartowałam dając tej wywłoce pół godziny, naprawdę byłam gotowa wyciągnąć ją siłą na ulicę, nie wspominając o wyrzuceniu jej rzeczy. Patrzyłam na zegarek jak zahipnotyzowana i nie mogłam uwierzyć, że czas może być taki dziwny, niby minuta zawsze miała sześćdziesiąt sekund, ale czasami wydawało mi się, że to jednak tak nie działa. Zostało jej osiemnaście minut, ale te poprzednie dwanaście zdawały się trwać wieczność.
-Skarbie wiem, co możesz sobie myśleć, ale zanim mnie zwyzywasz i się na mnie obrazisz pozwól mi powiedzieć jak było- powiedział Harry, gdy wszedł dokładnie po dwunastu minutach i dwudziestu sześciu sekundach od mojego wyjścia z sypialni. –Najpierw chcę wyjaśnić, dlaczego byłem goły, to znaczy w samym ręczniku. Strasznie dzisiaj zmokłem, jak wróciłem do domu od razu poszedłem pod prysznic a gdy wyszedłem z łazienki ona już była w naszej sypialni i urządziła tę chorą akcję. Nie wiem, dlaczego była tak ubrana, nie wiedziałem nawet, że jest w domu. Jak ją zobaczyłem byłem zaskoczony.
-Miałam rację- stwierdziłam tylko niegrzecznie mu przerywając. Bo miałam rację, co do tej wywłoki. Chloe zawsze wydawała mi się być zagrożeniem, nigdy nie wierzyłam w jej przemianę i szczerość. Miałam rację.
-Przysięgam, że już nigdy jej nie zobaczysz, nie przyprowadzę jej tutaj, nie będę kazał ci się z nią spotkać- oznajmił a to było przecież oczywiste. Zwróciłam jednak uwagę, że mówił tylko o mnie a co z nim? Może nie powinnam ich zostawiać samych, bo ta podła manipulantka mogła go jakoś przekabacić.
-A ty? O czym z nią teraz rozmawiałeś?
-Kazałem jej się wynosić. Teraz pakuje swoje rzeczy, zaraz ktoś po nią przyjedzie.
-Harry kiedyś powiedziałam ci, że nie będę ci mówić, z kim masz się przyjaźnić a z kim nie, ale teraz to zrobię. Masz usunąć ją ze swojego życia. Nie tylko z mojego. Co ona ci teraz powiedziała?
-Przeprosiła mnie, prosiła o wybaczenie- odpowiedział cicho. Wiedział jak idiotycznie to brzmi, dlatego nie patrzył mi w oczy.
-Dlaczego to zrobiła? Dlaczego tak się zachowała?- wydawało mi się, że znam odpowiedź na te pytania, ale byłam ciekawa, co mu powiedziała. Co takiego wymyśliła? Czym próbowała go zmanipulować?
-Bo myślała, że ja coś do niej... Nie wiem. Nie wiem, co jej strzeliło do głowy, nie umiała mi tego logicznie wytłumaczyć, może nie chciała tego zrobić. Nie wiem.
-Jaki ty jesteś ślepy- powiedziałam i przeczesałam palcami włosy. Ona doskonale wiedziała, że Harry nic do niej nie czuje a to przedstawienie odegrała, bo chciała nas skłócić.
-Przysięgam, że nie dawałem jej żadnych znaków. Przynajmniej nie celowo.
-I tego, że ona tobie dawała znaki nie widziałeś. Kłóciłeś się ze mną o nią wiele razy, ale ja widziałam to wszystko. Nie wyolbrzymiałam, nie chodziło nawet o zazdrość, bo nie przez zazdrość widziałam to, że ona na ciebie leci a ty... A ty teraz musisz dać jej jasno do zrozumienia, że...- właśnie przez to byłam zła na niego, bo nie wierzył mi tylko jej. Cały czas zapewniał mnie, że ona jest super a ja jestem uprzedzona i tak naprawdę nie słuchał mnie, gdy mówiłam, że jest inaczej i to przez jego ślepotę doszło do tej sytuacji. Przez to, że uparcie idealizował tą swoją ulubioną top model musiałam się zmierzyć z takim niepotrzebnym stresem.
-Już to zrobiłem. Ona wie, że kocham ciebie i tylko ciebie. Wie, że nic do niej nie czuję.
-Wiesz, że ona widziała, że stoję za wami i właśnie wtedy próbowała cię pocałować?- zapytałam a on nic nie odpowiedział. –A jak już weszłam do sypialni próbowała wmówić mi, że do czegoś miedzy wami doszło. Pytała dlaczego udajesz. Sugerowała, że mnie z nią zdradziłeś.
-A ty w to nie uwierzyłaś- stwierdził i się uśmiechnął. W takim momencie się uśmiechnął. Czubek.
-Oczywiście, że nie uwierzyłam.
-Kiedyś zrobiłabyś mega aferę- powiedział jakby do siebie.
-Kiedyś byłam inna. No i wciąż czeka cię mega afera, ale najpierw muszę pozbyć się problemu o nazwie Chloe. Nie chcę jej dawać satysfakcji. Chciała nas skłócić, chciała mnie zranić, ale jej się to nie udało. Dlaczego nic nie mówisz? Dlaczego nie przyznajesz mi racji? Wiem, że ci przykro, dlatego że to czupiradło zawiodło cię dzisiaj na całej linii, ale wkurzasz mnie, bo powinieneś mi przytakiwać a tego nie robisz.
-Bo jest mi najzwyczajniej w świecie wstyd, że to się stało. Nie wiem co mam ci powiedzieć, bo jest mi w chuj głupio- wyjaśnił a ja nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Jego słowa sprawiły, że zrobiło mi się jakoś przykro i było mi go żal. Złapałam jego dłoń i po prostu milczałam. To Harry przerwał panującą ciszę. -Naprawdę mnie dzisiaj zaskoczyłaś. Jakby nie patrzeć miałaś podstawy by jej uwierzyć.
-Ufam ci, znam cię. Wiem, że mnie kochasz.
-Ale nie weszłaś od razu. Sama powiedziałaś, że ona widziała, że nam się przyglądasz. Dlaczego?
-Nie wiem.
-Chciałaś mnie sprawdzić? Czekałaś na moją reakcję?
-Nie. Mnie chyba po prostu zatkało. Sama nie wiem, dlaczego dałam jej czas. Dlaczego pozwoliłam tej sytuacji się rozwinąć, ale byłam pewna, że mnie nie zawiedziesz. I mam nadzieję, że nie zrobisz tego teraz i naprawdę to koniec waszej znajomości.
-Po tym, co zrobiła możesz być tego pewna. Gdybyś uwierzyła w jej słowa, gdybyś chciała mnie zostawić... Nigdy jej tego nie wybaczę.
-Obiecaj, że...- byłam gotowa zmusić go siłą do złożenia obietnicy, że Chloe to tylko przykre, zaczynające już blaknąć wspomnienie, ale on mi przerwał.
-Obiecuję a kiedy Chloe wyjdzie będę cię przepraszał za to, co cię dzisiaj spotkało cały dzień.
-Spokojnie, zadzwoniłam już po wsparcie i powinieneś się cieszyć z tego powodu, bo im dłużej o tym myślę tym bardziej stwierdzam, że to twoja wina.
-Bo to jest moja wina i teraz sam to widzę. Ale ja serio nie wysyłałem jej żadnych sygnałów, ona musiała moje zainteresowanie jakoś błędnie interpretować.
-Co ty nie powiesz?
-Poza tym, Chloe po tej zdradzie Daniela...
-O nie, nie. Mówisz, że jej nie wybaczysz, że kazałeś jej się wynosić a już ją usprawiedliwiasz- powiedziałam z wyrzutem.
-Nie usprawiedliwiam. Przepraszam cię po prostu... Wybaczysz mi kiedyś?- zapytał i pocałował moją dłoń.
-Kiedyś- wymamrotałam zirytowana tym, że chyba nieświadomie próbował ją jakoś wybielić wciskając w to Daniela. A może on jej w ogóle nie zdradził? Może to wszystko było jednym wielkim kłamstwem? Jakąś jej grą?
-Mogę cię o coś zapytać?- Jak Harry mógł ją lubić? Jakim cudem? Jak ktoś taki jak on, miły, dobry, bezinteresowny, mógł mieć słabość do niej?
-Nie wiem.
-W takim razie zapytam. Co sobie pomyślałaś, gdy zobaczyłaś mnie prawie gołego z nią w naszej sypialni?
-Ty jesteś jakimś masochistą, dlaczego chcesz żebym powiedziała, że pomyślałam o najgorszym i rozważałam ucieczkę skoro tak nie było? Naprawdę nie zwątpiłam w ciebie nawet przez chwilę, nie musisz się o to martwić.
-Nie irytuj się.
-To nie bądź irytujący.
-Jestem gotowa- usłyszeliśmy i Harry odwrócił się w jej stronę a ja siedziałam na kanapie zupełnie ją ignorując. Nie miałam ochoty patrzyć na tę jej podstępną twarz, bo już było mi niedobrze.  Bałam się, że gdy na nią spojrzę zwymiotuję.
-Dobrze- powiedział Harry a jego głos brzmiał zupełnie inaczej niż jeszcze chwilę wcześniej, gdy rozmawiał ze mną. Cieszyłam się, że jest na nią aż tak zły, chciałam żeby na nią nawrzeszczał i jako, że znałam go chyba lepiej niż samą siebie wiedziałam, że jest bliski zrobienia tego. Jak dla mnie mógł się nie krępować.
-Ali, zanim wyjdę chciałam jeszcze z tobą porozmawiać- kiedy te słowa padły z jej ust zaśmiałam się. To było tak bezczelne i głupie z jej strony, że z bezsilności zachciało mi się śmiać.
-Chloe jedyne, co zrobisz w tej chwili to wyniesiesz się z naszego domu- słowa padające z ust mojego męża były w tamtym momencie, ta złowroga chrypka w jego niskim głosie były dla mnie czymś cudownym.
-Chciałam tylko...
-Przeginasz. Mówię to ostatni raz, wynoś się stąd- powiedział Harry.
-Chcę wszystko naprawić...
-Dobrze, masz minutę i to ostatnie sześćdziesiąt sekund mojego życia, jakie ci poświęcam. Ja nie mam ci nic do powiedzenia, bo chyba doskonale wiesz, jakie mam zdanie na twój temat. Ale słucham, mów, co chcesz mi powiedzieć- sama nie rozumiałam, dlaczego zgadzam się na to by jej wysłuchać. Chyba kierowała mną ciekawość a jak wiadomo ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
-Skarbie nie musisz tego robić.
-No to słucham. Co chcesz powiedzieć?
-Możemy na osobności?- zapytała a ja naprawdę byłam nie tylko coraz bardziej zła i zirytowana, ale też coraz bardziej docierało do mnie, z kim mam do czynienia. Harry oczywiście zaczął się wściekać, że nie ma prawa stawiać jakiś warunków a ja bez słowa ruszyłam na górę i jedynie spojrzałam na nią wymownie by szła ze mną. Kiedy weszłyśmy do gabinetu patrzyłam jej prosto w oczy i nie umiałam jej rozgryźć. Co takiego chciała mi powiedzieć? Że Harry mnie z nią zdradził? Doskonale wiedziała, że jej w to nie uwierzę.
-Masz minutę- odezwałam się. Oparłam się o biurko i splotłam ręce na piersiach czekając na atak. Przynajmniej tak mi się wydawało, że wszystko, co padnie z jej ust będzie atakiem wymierzonym w moją stronę.
-Przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale jedynym wytłumaczeniem...- miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Właściwie to był jeden z najbardziej surrealistycznych momentów w moim życiu, przynajmniej tak mi się wydawało.
-Wytłumaczeniem? Serio uważasz, że takie zachowanie da się jakoś wytłumaczyć?
-Naprawdę wydawało mi się, że Harry... Ale on kocha tylko ciebie- ta rozmowa z nią sprawiała, że czułam się jak idiotka. Dosłownie jakby obumierały komórki w moim mózgu.
-W co ty grasz?- zapytałam nie przestając się na nią gapić.
-W nic. Nie wiem, co mi odbiło.
-Przestań się pogrążać. Zrobiłaś to specjalnie, dlaczego? Tak samo jak ja wiesz, że Harry mnie kocha a do ciebie nic nie czuje. Po co to zrobiłaś?  Chciałaś nas skłócić? Myślałaś, że poczuję się zraniona, bo wyobrażę sobie najgorsze?
-Nie wiem.
-Myślałaś, że nas ze sobą skłócisz- chciała tego. Chciała nas poróżnić.
-Nie... Ja czuje się taka samotna, myślałam, że Harry... Po prostu wszyscy mnie źle traktują a on jako jedyny jest dla mnie dobry, okej może źle zinterpretowałam jego zachowanie, ale tylko jego tutaj mam. Przepraszam a to co zrobiłam. Nie nastawiaj go przeciwko mnie- jej usta mówiły jedno a oczy drugie. Owszem, przepraszała mnie, ale patrzyła na mnie w taki sposób, że nieszczerość, która od niej biła była wręcz namacalna.
-Sama nastawiłaś go przeciwko sobie. Przestań być taka bezczelna i powiedz o co ci właściwie chodzi?- nie rozumiałam po co odgrywa przede mną to przedstawienie. Po co to robi? Po co udaje? Przecież widzę, że ma w tym jakiś cel i nie przepraszam mnie, bo rzeczywiście żałuje.
-Cała moja rodzina, prawdziwi przyjaciele, wszyscy są w Anglii. Tutaj mam tylko jego. Nie odsuwaj go ode mnie. Mam tylko jego. Błagam cię Ali, nie wyrzucaj mnie- psychiczność tej rozmowy już dawno wykroczyła poza wszystkie możliwe skale.
-Myślisz, że mnie to obchodzi? Jedyne, co ci mogę radzić to znajdź sobie nowego przyjaciela, bo twoja przyjaźń z Harrym właśnie dobiegła końca.
-Nie możesz mu zakazać przyjaźnić się ze mną.
-Nie muszę mu niczego zakazywać, sama zakończyłaś tę pseudo-przyjaźń. Ale jeśli mimo wszystko, za jakiś czas chciałby choćby napisać do ciebie głupiego SMS-a nie powiem mu, że nie może tego zrobić. Każę mu wybrać, ja albo ty. Harry zawsze wybierze mnie- odparłam a wyraz jej twarzy nieco się zmienił. Jakby moje słowa, w końcu odsłoniły nieco jej prawdziwą twarz.
-Jesteś jego taka pewna- powiedziała i się uśmiechnęła. –Ale zapomniałaś, że byłam kiedyś jego dziewczyną.
-Masz rację, zapomniałam, bo było to tak dawno temu. Poza tym wiesz, co?- zapytałam i uniosłam do góry dłoń by lepiej widziała obrączkę na moim palcu. –Jestem jego żoną. On zawsze wybierze mnie.
-Jeszcze się zdziwisz- stwierdziła pewnie. Naprawdę wypowiedziała te słowa takim tonem jakby była w stu procentach przekonana, że tak będzie. Podeszła do mnie i jeszcze raz, patrząc na mnie z góry powtórzyła te słowa. Właściwie zrobiła to tak jakby składała mi obietnicę. –Jeszcze się zdziwisz.
-Nadal próbujesz? Jeszcze do ciebie nie dotarło, że nie zamącisz między Harrym a mną?
-Dlaczego zakładasz, że to ja zamącę? Dlaczego nie bierzesz pod uwagę twojego męża? Skąd wiesz, że czegoś przed tobą nie ukrywa? Czegoś ważnego? Być może mi o tym powiedział, bo choć cię to tak bardzo boli, Harry mi ufa.
-Skończyłaś?
-Na teraz- odparła a ja miałam ochotę pięściami zedrzeć jej ten uśmiech z twarzy.
-Wiesz, gdy tak patrzę teraz na ciebie jest mi ciebie nawet żal. Tak bardzo chciałabyś mną i to jest takie żałosne, że naprawdę zaczyna mi być ciebie szkoda. Uciekasz się do jakiś podstępów i gierek, bo kochasz faceta, który nigdy na ciebie nie spojrzy. To smutne.
-Taksówka czeka na dole- powiedział Harry, który wszedł do gabinetu i nam przerwał. Miałam wrażenie, że Chloe momentalnie ubrała na twarz maskę. Wredny, pewny siebie uśmieszek zniknął jak za pomocą czarodziejskiej różdżki a jego miejsce zastąpił nieszczery smutek. Ona zawsze przed Harrym grała ofiarę.
-Jeszcze raz przepraszam, za wszystko- wyskamlała niczym bezpański pies. Zrobiła do niego maślane oczka i wiedziałam, że mimo wszystko jest mu jej żal. Był na nią wściekły, bo go zawiodła, ale widziałam też współczucie w jego oczach. Szczerze jej współczuł a ja patrzyłam na nią i nie mogłam uwierzyć w to jak idealnie umie odgrywać rolę pokrzywdzonej. Chwilę wcześniej kipiała nienawiścią i patrzyła na mnie tak jak dawniej, z wyższością i pewnością, że to ona wygra. Gdy Harry wszedł do pokoju przeistoczyła się w pokrzywdzoną, samotną dziewczynkę. Zanim wyszła z gabinetu posłała mu jeszcze jedno żałosne spojrzenie a ja nie umiałam tego nawet skomentować. Niczym cierpiętnica schodziła po schodach a za nią szliśmy my słuchając jej głośnego szlochu. Wychodząc jeszcze raz powiedziała jak bardzo jej przykro i że przeprasza nas za wszystko. Kiedy w końcu zostałam z Harrym sama poczułam przede wszystkim zmęczenie. Chloe wyssała ze mnie całą energię niczym jakiś wampir. W dodatku zachciało mi się pić jakbym właśnie skończyła intensywny trening na siłowni, dlatego poszłam do kuchni. Za mną niczym cień podążał Harry, który tak jak ja milczał. Też chyba miał już dość, nagle spadła na nas taka afera i o ile ja właściwie nie byłam jakoś bardzo w szoku o tyle on zupełnie nie spodziewał się, że zdradzi go jego „przyjaciółka”.
-Chcesz?- zapytałam, gdy skończyłam pić.
-Nie- odparł i do mnie podszedł. Odłożyłam szklankę na blat i zarzuciłam mu ręce na ramiona. Przyciągnęłam go do siebie i po prostu przytuliłam.
-Wiem, że jest ci przykro, bo znowu źle cię potraktowała. Ale ona nie jest warta tego żebyś źle się z tym czuł- powiedziałam cicho, właściwie prawie wyszeptałam. Harry objął mnie mocniej i wyszeptał jedynie „kocham cię”. Chwilę później przyjechała Nina z Niallem i ja zamknęłam się z nią w sypialni gdzie mogłam wszystko jej opowiedzieć i z siebie to wyrzucić a Harry z Horanem poszli ze zgrzewką piwa do ogrodu gdzie też z pewnością rozmawiali o zaistniałej sytuacji. Wieczorem nie rozmawialiśmy już na ten temat, gdy nasi goście zostawili nas samych nie wracaliśmy już do Chloe. Ja nie myślałam o tym, co mi powiedziała, wiedziałam, że zrobiła to by zamącić mi w głowie. Leżąc w łóżku starałam się skupić na tym, że leżę w ramionach mojego męża i muszę napawać się tym uczuciem, bo zaraz znowu lecę w trasę i będę zasypać w samotności.
-Mogę cię o coś zapytać?- zapytał znienacka. Otworzyłam oczy, mimo że w pokoju panowały egipskie ciemności i nic nie widziałam.
-Yhym- odparłam nieco sennie.
-Co ona ci powiedziała?
-Nic. To znaczy nic wartego powtórzenia. Dlaczego myślisz, że coś mi powiedziała?- Bał się? Ona serio mogła cos wiedzieć? Harry jej coś powiedział? Na pewno nie. Po prostu jest ciekawy. No i ona mogła mi powiedzieć cokolwiek, mogła starać się wcisnąć mi jakąś nieprawdziwą historyjkę i Harry w końcu zrozumiał, że ona jest dwulicowa, podstępna i nie można jej ufać.
-Po tej akcji, którą urządziła boję się, że mogła to pociągnąć dalej i mogła ci powiedzieć, że coś zrobiłem, chociaż nic nie zrobiłem.
-Rozumiem. Nie bój się, nieważne, co powiedziała, nieważne czy przeprosiła. Ważne jest, że mogę ci ufać i dzisiaj tylko mnie utwierdziłeś w tym przekonaniu. Mogę ci ufać i nic przede mną nie ukrywasz.
-Oczywiście. Dobrze wiesz, że po tym, co się stało w przeszłości nie popełniłbym drugi raz tego samego błędu. Jeśli ona coś ci powiedziała, że coś między mną i nią było, jeśli stwierdziła, że coś do niej czuję to musisz wiedzieć, że to nie prawda.
-Ja to wiem.
-Kocham tylko ciebie i to w sposób, którego nawet nie umiem logicznie wytłumaczyć- powiedział. Chyba. Mówił jakoś tak cicho, jego głos wydawał się być taki niski, że niektórych słów jakby nie kończył.
-Wiem.
-Raz już cię straciłem, musiałbym być skończonym głupcem żeby zrobić coś przez co mógłbym cię stracić drugi raz.
-Skarbie nie musisz tego mówić.
-Ale chcę. Ostatnio prawie się nie widujemy i ja usycham z tęsknoty, myślę tylko o tobie i o tym, że nie mogę się doczekać kiedy twoja trasa się skończy. Nie umiałbym tak funkcjonować, bez ciebie, już zawsze, drugi raz nie potrafiłbym się pozbierać gdybyś ode mnie odeszła. Poza tym nawet nie umiem sobie wyobrazić, że miałbym myśleć o kimś innym- mówił a ja spojrzałam na to z drugiej strony. Harry nie mówił wprost, ubierał to wszystko w takie wielkie słowa, bo ewidentnie nie chciał powiedzieć prosto z mostu, że mnie nie zdradził i nigdy tego nie zrobi. Wiedziałam, że tego nie zrobi tak samo jak ja nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego jemu. Świata poza nim nie widziałam, ale jego słowa dały mi do myślenia. Ja bym mu nie wybaczyła zdrady, ale on tak bardzo się nakręcił i mówił takie rzeczy, że zaczęłam się zastanawiać, co on by zrobił.
-Co byś zrobił jakbyś wrócił do domu i zobaczył, że ktoś chce mnie pocałować? Co byś zrobił jakbym oddała ten pocałunek, jakbym cię zdradziła?- zapytałam i naprawdę byłam ciekawa jego odpowiedzi. Nie chodziło mi o to by wyniknęła z tego jakaś afera. –Nie zrozum opacznie mojego pytania. Wiesz, że nigdy tego nie zrobię i już nie chodzi nawet o to, jaką mamy relację czy coś tylko ja najzwyczajniej w świecie nie byłabym do tego zdolna. Ale chodzi mi o sam fakt. Czy byłbyś w stanie wybaczyć zdradę?
-To pytanie jest bezsensu- wymamrotał. Po tonie jego głosu mogłam poznać, że naprawdę nie spodobał mu się kierunek, w którym powędrowała ta rozmowa.
-Wiem, ale chcę żebyś odpowiedział- powiedziałam i w pokoju zapadła cisza. Harry długo milczał a ja żałowałam, że nie umiem czytać mu w myślach. Z każdą kolejną sekundą rosła we mnie coraz większa obawa. On się zastanawiał, naprawdę o tym myślał a przecież odpowiedź powinna być dla niego prosta i oczywista. Bez cienia zawahania powinien powiedzieć, że nigdy by mi tego nie wybaczył.
-Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, dlatego wybaczyłbym ci wszystko, nawet zdradę.
***
-Nie wierzę, że znowu dałam się do tego namówić. A jeszcze bardziej nie wierzę, że tak mi się podobało- powiedziała Nina, gdy szłyśmy do auta.
-Bo jesteśmy w domu- stwierdziłam i uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
-Boże to jest takie piękne- powiedziała łamiącym się głosem Zuza, która szła obok mnie. Objęłam ją ramieniem, na co blondynka zareagowała łzami.
-Nie rób tego, bo i ja się poryczę- wymamrotałam.
-Bo ja jestem z was taka dumna. I tak za wami tęsknię a wy jutro już mnie zostawiacie- słysząc te słowa Nina też się do nas przytuliła. Tęskniłyśmy za sobą i kilka dni w domu nie było w żaden sposób nadrobić tego czasu, gdy byłyśmy osobno, tym bardziej, że przez większość pobytu w Polsce musiałyśmy pracować. Koncert gonił koncert, wywiad gonił wywiad. Czasu dla rodziny i przyjaciół prawie nie miałyśmy, ale mimo tego czułyśmy, że jesteśmy w domu. Cudownie było zobaczyć najbliższych i choć przez chwilę poczuć, że jesteśmy u siebie. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do mieszkania za granicą, że gdy po jednym z koncertów poszliśmy do restauracji na kolację nie mogłam przestać cieszyć się, że zewsząd słyszę jak ludzie mówią po polsku. Dopiero później uświadomiłam sobie, że to naprawdę smutne. Zbyt rzadko bywałam w domu i obiecałam sobie, że muszę to zmienić. Nie miałam pojęcia jak tego dokonam, ale taki miałam cel. Gdyby Niny nie było chyba w ogóle zaczynałabym zapominać jak brzmi mój ojczysty język.
Następnego dnia siedząc w samolocie do Londynu walczyłam z emocjami, które mną targały. Nie chciałam wyjeżdżać a moje serce było w kawałkach. Żyjąc w takim szalonym tempie, będąc w ciągłym biegu czasami nie miałam czasu by choćby pomyśleć o tęsknocie. Poza tym byłam mistrzynią w wypieraniu tego uczucia jednak lecąc do Anglii miałam w głowie tylko to, że tak naprawdę mam nadzieję, że kiedyś wrócę do domu na stałe. Nie rozmawiałam o tym z Harrym, być może on chciał kiedyś zamieszkać w swoich rodzinnych stronach. Wiedziałam, że w tym momencie naszego życia nie chcę poruszać tego tematu jednak, gdy siedziałam w wygodnym fotelu, przeglądając zdjęcia, które zrobiłam, patrząc na moich bliskich byłam pewna, że przyjdzie w moim życiu taki moment, że będę chciała wrócić.
-Rozchmurz się- powiedziała Olivia, kiedy usiadła naprzeciwko mnie.
-Chciałabym zostać w domu trochę dłużej- przyznałam.
-Wiem, ale zamiast się dołować pomyśl o nadchodzących dniach- Liv była nieco zbyt rozentuzjazmowana, ale miała rację. Musiałam skupić się na najbliższej przyszłości. Do Londynu nie leciałam w ramach trasy, ale na wieczór panieński Gemmy. Właściwie to ja go organizowałam, oczywiście przy pomocy Olivii, Niny i kilku innych osób. Kiedy moje myśli skupiły się na mojej szwagierce rzeczywiście polepszył mi się humor. Jej ślub zbliżał się wielkimi krokami i organizowana dla niej impreza była tego najlepszym dowodem. Blondynka była siostrą mojego męża, ale z czasem i ja zaczęłam ją tak traktować. Byłyśmy rodziną, ale najważniejsze było dla mnie to, że zapomniałyśmy o tym, co nas dawniej podzieliło i traktowałyśmy się jak rodzone siostry. Naturalne było dla mnie to, że to na mnie spoczął obowiązek zorganizowana dla niej wieczoru panieńskiego i właściwie nie traktowałam tego w kategorii przymusu czy tego, że tak wypada. Podjęłam się tego zadania z wielką ochotą i miałam nadzieję, że to będzie dla niej niezapomniana noc. Przez Olivię moje myśli popłynęły w kierunku Gemmy i jej mamy. Zaczęłam myśleć o tym, że teraz to też moja rodzina i właściwie zostawiłam jeden dom i lecę do drugiego. Te myśli doprowadziły mnie do tego, co starałam się ignorować przez ostatnie dwa tygodnie. Przez ostatnie dni starałam się nie nakręcać, nie chciałam robić sobie nadziei, ale całe to moje myślenie o rodzinie sprawiło, że nie chciałam już dłużej czekać. Od dwóch tygodni spóźniała mi się miesiączka i cały czas udawałam, że to nic. W głębi mojego serca kiełkowała nadzieja, że tym razem się udało jednak nie chciałam kolejny raz poczuć zawodu. Być może powinnam poczekać aż Harry do mnie dołączy. On był współorganizatorem wieczoru kawalerskiego swojego przyszłego szwagra, który miał mieć miejsce tej samej nocy, co impreza Gemmy. Harry miał być w Londynie niebawem, ale nie chciałam czekać. Oczywiście, gdy wylądowaliśmy na miejscu było pełno rzeczy do zrobienia i nie miałam nawet jak poprosić żeby ktoś zawiózł mnie do apteki. W dodatku cały czas jeździli za nami fotografowie, jakby wiedzieli, że muszę kupić test ciążowy. Dopiero wieczorem, kiedy Steve odwiózł mnie i Ninę do willi Harry’ego były odpowiednie warunki do tego typu akcji.
-Idź do samochodu, zaraz do przyjdę- powiedział, gdy wraz z Jasonem wniósł nasze bagaże. –Ali lecę, jutro działamy według planu.
-Właściwie chciałam go nieco zmodyfikować- zaczęłam.
-Rozmawiałaś o tym z Liv?- zapytał nieco zdziwiony. Rzadko zmieniałam plany.
-To tylko taka niewielka zmiana. W sumie chciałam cię prosić żebyś przyjechał troszkę szybciej, bo muszę gdzieś jechać rano. To znaczy w sumie nad ranem- „wyjaśniłam”. Mężczyzna spojrzał na mnie podejrzliwie, zastanawiając się, co kombinuję.
-Co kombinujesz?
-Nic. Mam coś do załatwienia na mieście- odpowiedziałam a on tylko westchnął.
-O której mam być?- zapytał.
-A myślisz, że papsy zrobią mi zdjęcie o piątej rano?
-Istnieje taka możliwość. Wiesz, że obawiam się, że będą się czaić przez całą noc, dlatego zostawiam pod domem dwóch chłopaków- odpowiedział a ja pokiwałam tylko głową i od razu poczułam wkurzenie. Odkąd Chloe opuściła nasz dom a właściwie nasze życie nagle do prasy zaczęły przenikać jakieś głupie plotki od super informatorów. Debilizmy prześcigały kolejne debilizmy i dosłownie wszyscy pisali o tym, jaki to ogromy kryzys przechodzimy, Harry mnie zdradził, nie widzieliśmy się od roku nie mieszkamy razem, ja sobie kogoś znalazłam i inne tego typu idiotyzmy. Byłam pewna, że to sprawka tej blond wywłoki i właściwie miałam w nosie to, co wypisywano w szmatławcach. Byłam jednak zła, bo przez te sensacyjne newsy razem z Harrym byliśmy wręcz atakowani przez ludzi rządnych sensacji. Wszyscy uważali, że skoro nagle tyle czasopism i stron w Internecie pisze o naszym kryzysie to musi być coś na rzeczy. Wiedziałam, że każde nowe zdjęcie, nie ważne czy Harry’ego czy moje, generuje duże zyski, dlatego paparazzi tak nas męczyli.
-Chodzi o to, że muszę pojechać do apteki. To znaczy nie muszę osobiście, ale potrzebuję coś z apteki- może niepotrzebnie owijałam w bawełnę, ale nie było to spowodowane brakiem zaufania do Steve’a. Nie chciałam po prostu by poczuł się jakoś dziwnie skrępowany. Oczywiście nie miałam pewności, że się tak poczuje, ale poza tym wiedziałam, że może mu już do reszty odbić i pewnie pilnowałby mnie z jeszcze większym przewrażliwieniem. Już przesadzał, bo czasami nie pozwalał się do mnie zbliżyć dziesięciolatce. Gdybym go uświadomiła, że naprawdę staram się zajść w ciążę pewnie pod koniec trasy byśmy oszaleli. Dodatkowo najprawdopodobniej mój brak okresu i to, że czułam się jakoś inaczej było tylko fałszywym alarmem i nie chciałam robić z tego sprawy.
-Mogę kupić, co tylko chcesz- zaproponował a ja się uśmiechnęłam.
-Możesz, ale nie wiem czy nie będziesz się wstydził? To znaczy nie wiem, to w sumie nie jest wstydliwe- powiedziałam a on też się uśmiechnął.
-Kupowałem już damskie rzeczy w aptece- wyjaśnił a ja się zaśmiałam. Stwierdziłam, że chyba naprawdę niepotrzebnie owijam w bawełnę. Steve był dla mnie jedną z najbliższych, najważniejszych osób w moim życiu i niepotrzebnie robiłam jakieś tajemnice. Co prawda takie tematy omawiałam raczej z Zuzą, Niną i Olivią a nie ze Stevem czy Niallem, ale nie, dlatego że ufałam im mniej niż dziewczynom a dlatego że faceci po prostu nie rozmawiają o ciążach czy dzieciach.
-Chodzi o test.
-Jaki?
-Ciążowy- wyjaśniłam w końcu.
-Ali Niall na łączu, chce coś od ciebie, ale debil nie chce mi powiedzieć, co bo wie, że się wkurzam jak robi jakieś tajemnice z Bóg wie, czego- powiedziała Nina, gdy weszła do pomieszczenia w dłoni trzymając komórkę.
-Zrobiłaś na głośnomówiący specjalnie żebym słyszał jak nazywasz mnie debilem?- śmiech Horana wydobywający się z telefonu wypełnił hol a ja wzięłam od przyjaciółki urządzenie.
-Zaraz oddzwonię- rzuciłam tylko i się rozłączyłam. –To jak? Załatwisz to dla mnie?
-Załatwię wszystko, ale nie wiem czy jestem odpowiednią osobą- Steve, na ogół spokojny, trzymający emocje na wodzy w prawie w każdej sytuacji patrzył na mnie zszokowany. Nie był to negatywny szok, to znaczy tak mi się wydawało. On po prostu wyglądał tak jakby dopiero sobie uświadomił, że to przecież logiczne, że chcemy z Harrym mieć dzieci. –Nie znam się na tym, nigdy nie byłem w ciąży.
-Chcesz kupić test?- zapytała Nina, gdy przestałyśmy się śmiać z ochroniarza. W przeciwieństwie do niego była wtajemniczona. Wiedziała, że od jakiegoś czasu próbujemy i fakt, że chcę sprawdzić czy tym razem się udało nie był dla niej w żadnym stopniu dziwny.
-Chcę, ale nie chcę żeby cały świat wiedział.
-Nie ma sprawy, ja to załatwię- zaoferowała.
-Naprawdę?
-Jasne, nie ma problemu.
-Ja cię zawiozę- wtrącił Steve a ja poczułam nagle jakieś ogromne wzruszenie i sama nie rozumiałam, dlaczego aż tak bardzo zachciało mi się płakać. Nie była to żadna oznaka ciąży, bo takie zmiany nastroju ma się w późniejszej fazie. Chyba. W sumie nie wiedziałam, bo tak jak Steve, nigdy nie byłam w ciąży.
-Dziękuję, naprawdę- powiedziałam przejęta, rozbawiona i podekscytowana.
Nazajutrz działaliśmy zgodnie z planem a raczej oni działali. Steve przyjechał wcześniej i zabrał Ninę do apteki a ja przygotowywałam się do wyjścia tak jak zawsze. Miałam dobry humor, bo wiedziałam, że to będzie dobry dzień. Układałam sobie włosy i gdy doprowadziłam je do porządku zajęłam się makijażem. Na ogół, gdy malowałam się sama, nie nakładałam na twarz tony kosmetyków. Wyjątkiem był okres, gdy miałam swój idiotyczny plan zemsty i zawsze chodziłam w pełnym makijażu i szpilkach. Odkąd wróciłam do Harry’ego wyluzowałam i nie stroiłam się tak bardzo na co dzień. Tym razem miałam na to ochotę, dlatego postawiłam na mocniejszy make-up. W międzyczasie rozmyślałam o tym, co mnie tego dnia czeka a było tego sporo. Pierwszy raz w życiu organizowałam wieczór panieński i chciałam by wszystko wyszło idealnie. Oczywiście gdybym miała zająć się tym zupełnie sama wszystko skończyłoby się raczej totalną klapą, ale poza pomocą Olivii mogłam liczyć na pomoc przyjaciółek, rodziny i najbliższych znajomych Gemmy.
-Już jestem, mam test- powiedziała Nina, gdy bez pukania czy jakiegokolwiek uprzedzenia wparowała mi do łazienki.
-Dziękuję- odparłam i wzięłam pudełko do rąk. –Steve czeka na dole?
-Właściwie to czekam tutaj- odpowiedział brunet i wychylił się zza drzwi.
-Dziękuję, że...
-Nie ma sprawy. Chciałem tylko powiedzieć, że trochę o tym rozmyślałem i muszę ci coś powiedzieć. A raczej zakomunikować- powiedział poważnie, przez co nieco się zmartwiłam. Miałam nadzieję, że nie wyskoczy z czymś głupim w stylu „jeśli jesteś w ciąży odwołujemy wszystkie przedkoncertowe spotkania z fanami i zatrudniamy stu nowych ochroniarzy”.
-Tak?
-Jeśli to będzie chłopiec ja nauczę go grać w piłkę. Harry się do tego nie nadaje, on sam nie potrafi grać. Niall pewnie będzie się kłócił o to, ale on może go nauczyć grać w golfa. Ja zajmę się piłką i razem zaszczepimy w nim miłość do footballu. Może nawet zostanie piłkarzem?
-A jeśli to dziewczynka?
-Dziewczynki też się to tyczy. Nauczę ją grać i będę zabierać ją na mecze. Ją, jego. To bez różnicy. Wujek Steve dopilnuje żeby ten dzieciak pokochał piłkę nożną. Oczywiście o to, że będzie kibicem Królewskich nie musisz się martwić.
-W takim razie dziękuję ci za to już z góry- odparłam śmiejąc się nie tylko z tej powagi, którą miał wypisaną na twarzy, ale przede wszystkim jego słowa w jakiś dziwny sposób mnie uszczęśliwiły. Chwilę później zostałam w łazience sama z niewielkim pudełkiem w dłoniach. Pragnęłam by się udało. Harry też tego chciał. Wiedziałam, że nie będzie zawiedziony, że za nim nie poczekałam i zrobiłam test bez niego. Nie to się liczyło. Jeśliby się udało, to nie miałoby żadnego znaczenia. Zanim wykonałam test przeczytałam instrukcję obsługi, mimo że dokładnie wiedziałam jak to się robi, bo miałam już naprawdę spore doświadczenie. Po dwóch minutach było po sprawie i gdy czekałam na wynik nie czułam tego, co za pierwszym razem. Wtedy byłam prawie pewna, że się udało, ale tym razem przez to, że nie chciałam robić sobie nadziei byłam spokojna i właściwie nie miałam żadnego przeczucia. Stałam przed lustrem i malowałam tuszem rzęsy. Naprawdę, gdy tyle razy spotyka cię rozczarowanie przestajesz powoli wierzyć, że tym razem się udało. Właśnie dlatego, po upływie określonego na opakowaniu testu czasu, nie spojrzałam na niego pełna ekscytacji, nadziei i Bóg wie czego. Gdy telefon zakomunikował mi, że minął czas, odłożyłam tusz do kosmetyczki i zupełnie spokojnie wzięłam test do ręki a wtedy stało się coś o czym ostatnio bałam się choćby marzyć. Na moich oczach pojawiła się druga kreska. Najpierw była prawie niewidoczna, jasnoróżowa, ale w miarę upływu kolejnych sekund jej kolor ciemniał i ciemniał aż stała się wyraźna. Nagle nie byłam pewna, co to oznacza, dlatego wzięłam opakowanie i przeczytałam instrukcję jeszcze raz. Według tego, co tam było napisane dwie kreski świadczyły tylko o jednym. Byłam w ciąży.