poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 6




-Ali…- kiedy usłyszałam jego głos wszystko co czułam się po prostu spotęgowało. Wszystko. Nie byłam zdenerwowana, ja byłam jedną wielka mieszanką emocji. Miałam wrażenie, że przed oczami widzę wszystko, od naszego pierwszego spotkania do ostatniego pocałunku. Ali weź się w garść! Po co się uśmiechasz do niego idiotko?! Mentalnie walnęłam się pięścią w twarz. Spotkanie go to nic dobrego! Nie chciałaś go spotkać! A uśmiech, na dodatek szczery mówi mu, że się cieszysz, że go widzisz! A przecież się nie cieszysz!
-Harry- powiedziałam a głupi uśmiech zniknął z mojej twarzy. Uniosłam głowę wyżej, wyprostowałam się i starałam przestać czuć to co czułam.
-Miło cię widzieć- powiedział a uśmiech zniknął także z jego twarzy. Zanim zdążyłam zastanowić się co mam mu powiedzieć on odezwał się ponownie. -Ja nie wiedziałem, że cię tu spotkam. To przypadek- dodał nieco spanikowany.
-Wiem. Ja też nie wiedziałam, że cię spotkam- to była moja wina! Miało mnie nie być w Nowym Jorku od wczoraj! Ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie i nikogo o tym nie poinformowałam. Jak mogłam nikomu nie powiedzieć?! Przecież musiałam informować Liv o wszystkim by nie doszło do takiej właśnie sytuacji! Mój wyjazd był zaplanowany już z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, ale mi się odwidziało dzień przed! Była głupia! GŁUPIA!
-Co u ciebie słychać?- zapytał. Wiedziałam, że też się zdenerwował, ale zachowywał przyjazny ton, bo mięliśmy sporo świadków tej rozmowy. Wiedziałam, że muszę grać tak samo dobrze jak on dlatego cieszyłam się, że brałam lekcje aktorstwa. Bo w tym momencie musiałam grać po prostu oscarowo. I o ile z jakiegoś niewyjaśnionego powodu gdy go ujrzałam, poczułam coś w rodzaju chorej radości, że go widzę, przez głowę przemknęło mi nawet, że dobrze wygląda, o wiele lepiej niż podczas naszego pożegnania, o tyle stojąc przed nim chwilę dłużej mój umysł zaczęły zalewać same złe rzeczy. To on. Drań, który tak mnie skrzywdził! Stałam pośrodku Nowego Jorku i patrzyłam na człowieka, który mnie zniszczył i to przez niego wszystko musiałam robić od nowa.
-Wszystko w porządku- odpowiedziałam siląc się na neutralny ton. I wtedy przypomniało mi się coś. Spojrzałam na mojego ochroniarza i pokazałam na niego dłonią. -Jak widzisz Steve dla mnie pracuje- powiedziałam zwracając się do Harry’ego, uśmiechnęłam się do niego nieszczerze i spojrzałam na niego wymownie, Steve natomiast wyciągnął dłoń w jego kierunku i się przywitał a Harry obdarzył nas równie nieszczerym uśmiechem jak ja jego.
-To świetnie- odpowiedział i wiedziałam jak bardzo niekomfortowo się czuje mimo, że próbował to zamaskować uśmiechem. Ja czułam się jeszcze gorzej, ale nauczyłam się nie pokazywać publicznie tego co naprawdę czułam. Zamiast rzucić mu się do gardła ja po prostu stałam i się do niego uśmiechałam. Bo powinnam chcieć walnąć go w twarz a nie podziwiać jak piękne ma oczy. Boże, dlaczego uważam, że ma piękne oczy?! Przecież to oczy kłamcy! Nie mogą być piękne!
-A co u ciebie?- zapytałam i miałam wrażenie, że coraz więcej osób robi nam zdjęcia. Cała ta scena byłaby nawet zabawna. On i ja uśmiechający się do siebie, rozmawiający niczym starzy, dobrzy znajomi a wokół nas tłum gapiów. To byłoby zabawne gdyby nie fakt, że rozmawiałam z Harrym, którego nie chciałam spotkać nigdy więcej i to nie był sen. To była rzeczywistość i w tej chwili byłam zła o wiele bardziej na siebie niż na niego. Bo to spotkanie nie było jego winą tylko moją. Gdybym trzymała się zasad nie doszłoby do tego.
-Jakoś leci. Właściwie całkiem spoko- byłam pewna, że dziewięćdziesiąt procent ludzi na świecie nigdy nie przeżyło i nie przeżyje tak niezręcznej sytuacji jak ta. Bo w tym momencie nawet słowo „niezręczność” nie było w stanie opisać tego co się między nami działo dlatego postanowiłam skrócić tę mękę i po prostu odejść. Nie chciałam wyjść na tchórza, który ucieka z podkulonym ogonem, ale jeszcze bardziej nie chciałam na niego patrzeć.
-Harry wybacz, ale trochę się śpieszę, bo już jestem spóźniona…- powiedz mu, że na obiad z Jessem. Powiedz mu! -I muszę iść.
-Tak, ja też muszę iść- powiedział i wydawało mi się, że czuje jednocześnie ulgę i zawód. Idiota. Dlaczego nie wspomniałam o Jessem?!
-Miło było cię spotkać- powiedziałam to tak przesłodzonym i sztucznym głosem, że aż zaczęło mnie mdlić.
-Ciebie również.
-Żegnaj- rzuciłam tylko. Uniosłam głowę jeszcze wyżej, przestałam silić się na uśmiech i spojrzałam na niego z wyższością.
-Do zobaczenia. Musimy się kiedyś umówić…- powiedział kiedy go mijałam. Do zobaczenia? Musimy się kiedyś umówić?! MY?! Palant! Dlaczego do cholery uśmiechnęłam się jak go zobaczyłam?! Przez całą naszą rozmowę trzymałam fason. A przynajmniej tak mi się wydawało jednak byłam niesamowicie zła na siebie za ten głupi uśmiech. Tym bardziej, że wkurzyło mnie to co powiedział na koniec. Jakby nie mógł powiedzieć zwykłego „pa”. Nawet nie zorientowałam się, że idę tak szybko, że praktycznie biegnę. Steve oczywiście dotrzymywał mi kroku i dzięki Bogu milczał, nie komentując tej szopki w żaden sposób. Nie miałam najmniejszej ochoty rozmawiać o tym co się stało, ale kiedy byliśmy już niedaleko restauracji wiedziałam, że muszę go o coś poprosić.
-Steve?
-Hmm?- mężczyzna wydawał się być zamyślony a kiedy mnie usłyszał spojrzał na mnie i potarł dłońmi twarz.
-Nie mów Jesse’mu, okej?- oczywiście mężczyzna spojrzał na mnie totalnie niezadowolony. Wiedziałam, że lubił Jesse’ego i nie podobało mu się to, że chciałam go okłamać. Ale ja nie mogłam wejść do tej knajpy i powiedzieć: „Jesse! Co słychać? Ciekawa ta książka? Właśnie spotkałam Harry’ego i wiesz co? Zamiast udawać, że go nie znam albo, że go nie zauważyłam ja stanęłam jak wryta i się do niego UŚMIECHNĘŁAM. To co zamówimy? Może twoją ulubioną pieczeń?”. Nie mogłam mu powiedzieć, bo bałam się, że powiem coś czego mówić nie powinnam. Że nie oznajmię mu tylko, że widziałam Harry’ego, ale wymsknie mi się coś w stylu „wyglądał dobrze”, „nie wiem dlaczego pożegnał się mówiąc do zobaczenia” albo, co gorsza, że Jesse zacznie mnie o to wszystko wypytywać. Po prostu wolałam udawać, że to co wydarzyło się chwile wcześniej nie miało dla mnie żadnego znaczenia i było tak nieważne, że stwierdziłam, że nie warto o tym wspominać. No i przede wszystkim. Cały czas czułam, że po prostu w środku drżę. Czułam się roztrzęsiona i nie chciałam by Jesse widział, że to Harry wywołał u mnie taką reakcję.
-Okej. Ale Jesse to dobry chłopak i…- zaczął, ale natychmiast mu przerwałam.
-Wiem. Przecież go kocham. Po prostu nie chcę go martwić. To wszystko- powiedziałam starając się zabrzmieć pewnie i chyba mi to wyszło, bo Steve obdarzył mnie uśmiechem. Chwile później weszliśmy do restauracji.
-Jesteśmy- powiedziałam kiedy podeszłam do odpowiedniego stolika i przywitałam się z moim chłopakiem buziakiem.
-Jakoś szybko tu dotarliście- zauważył spoglądając na zegarek.
-Po prostu nie chciałam żebyś długo czekał- powiedziałam i zajęłam miejsce obok niego.
-Po zajęciach u Cassie wciąż masz tyle energii? Ali zaczynam mieć kompleksy przez twoją kondycję- powiedział a ja wiedziałam, że żartuje. Po chwili podszedł do nas kelner i cała nasza trójka złożyła zamówienie. Steve widział, że wciąż nie mogę dojść do siebie dlatego miałam wrażenie, że specjalnie zagadywał bruneta dając mi tym samym czas na to bym się w końcu otrząsnęła. Ale ja nie potrafiłam się otrząsnąć nawet jak już skończyliśmy jeść, jak żegnałam się z ochroniarzem, jak jechałam z Jessem do domu i jak w końcu zostaliśmy sami. Leżeliśmy na kanapie i doskonale wiedziałam, że Jesse’ego martwi moje zachowanie dlatego wysiliłam się na radosny ton i zaproponowałam żebyśmy obejrzeli film, który mięliśmy obejrzeć od pół roku, ale nigdy nie mięliśmy na to czasu. Zrobiłam dla nas kolację a kiedy ją zjedliśmy usiedliśmy na kanapie. Jesse mnie objął a ja wtulona w niego udawałam, że w ogóle widzę co oglądamy. Tak naprawdę przed oczami miałam Harry’ego. I nie mogłam nic poradzić na to, że analizowałam nasze spotkanie na wszystkie możliwe sposoby. Pod koniec filmu udałam, że zaczynam ziewać i kiedy nasz domowy seans się skończył poszliśmy spać. A raczej Jesse poszedł spać. Bo ja gapiłam się na niego i po prostu zachowywałam się jak idiotka. Dlaczego przywiązywałam do tego spotkania tak wielką wagę?! Dlaczego na jego widok moje serce zabiło szybciej? A co najgorsze dlaczego nigdy nie zabiło tak na widok chłopaka, który leżał obok mnie? Dlaczego mimo tego całego czasu, który minął spotkanie go wzbudziło we mnie takie emocje? Byłam wściekała na siebie za to. I za to, że kiedy zamknęłam oczy zobaczyłam Harry’ego. I nie rozumiałam dlaczego mam ochotę się uśmiechnąć. Dlatego postanowiłam zadać sobie ból. Jesse nie zasługiwał na to bym myślała o innym chłopaku. Bo przecież go pokochałam. Udało mi się to. Starałam się go pokochać od dnia, w którym powiedział mi, że mnie pokochał. Naprawdę chciałam dać mu to samo, bo Jesse był po prostu ideałem. Dlatego postanowiłam przypomnieć sobie każdą złą rzecz, która wydarzyła się dzięki Harremu. A wydarzyło się ich mnóstwo. Już podczas pierwszego spotkania sprawił, że poczułam się źle. To on był człowiekiem, przez którego prawie się zabiłam. Bo to było przez niego! Wszystkie nieszczęścia jakie mnie wtedy spotkały były przez niego i to on sprawił, że stałam się słaba i podatna na rozerwanie jak kartka papieru. A potem oszukał mnie jeszcze bardziej! Mamił mnie niby-miłością, zbudował mnie od nowa, tyle, że na własnych fundamentach, które były po prostu iluzją. Karmił mnie kłamstwami. A każde było gorsze od poprzedniego by na koniec pokazać prawdziwą twarz. Całe zło. Począwszy od głupiego wyjścia podczas kiedy chciałam się z nim przywitać, po zrujnowanie mojej psychiki groźbami, że się zabije. To przez niego Klaudia straciła pracę, przez niego ja nie pojechałam na ślub przyjaciółki, bo to on złożył jakiś chory, nieprawdziwy donos, to on przespał się z kobietą, która później udawała moją przyjaciółkę, podczas gdy ja byłam w pokoju obok i wszystko słyszałam a zrobił to specjalnie, przez niego ktoś mnie prawie zgwałcił, przez niego paparazzi nagrał film, przez który prawie wyleciałam z trasy i stałam się obiektem nienawiści wszystkich fanek One Direction i nie tylko. Każda z tych rzeczy spowodowała, że zamykałam się w sobie coraz bardziej. On i D. doprowadzili mnie do krawędzi i sprawili, że zrobiłam krok w przód i prawie spadłam. Ale w ostatniej chwili on wyciągnął w moją stronę rękę, ale nie dlatego, że chciał mi pomóc. Nie. Przeżyłam i mógł mi powiedzieć wszystko, ale zamiast tego on kłamał. Przez cały czas tylko udawał, że chce mnie uratować a tak naprawdę robił to dlatego, że był samolubny. Bo tak naprawdę byłam jedyną osobą na świecie, która kochała go tak bardzo, że byłabym w stanie oddać za niego życie. Byłam jedyną osobą, poza jego mamą i siostrą, która pokochała jego. A przynajmniej kogoś kim myślałam, że jest. A on to wykorzystał. Kłamał i robił kolejne świństwa. Zwolnił Steva, podał mi tabletki wbrew mojej woli, osaczał mnie, uderzył mnie i uzależniał od siebie do tego stopnia, że nie wiedziałam, że tak naprawdę u niego mieszkam. A potem wszystko wyszło na jaw i sama nie umiałam stwierdzić przez co cierpiałam bardziej. Czy przez to, że przez niego ktoś mógł mnie zgwałcić czy przez to, że nasz związek okazał się być jednym, wielkim kłamstwem a może przez coś innego. Przez zwolnienie Klaudii? A może przez wspomnienia z Dublina, z nocy kiedy pieprzył się z nią, kiedy uciekłam z pokoju, kiedy on gonił mnie w domu Nialla i krzyczał, że to wszystko było dla mnie. Ale Harry nie miał dość. Mimo tego co zrobił nie dał mi spokoju, którego tak bardzo potrzebowałam. Zamiast pozwolić mi odejść on wolał mnie zniszczyć do końca. Nie miał litości i nie wystarczało mu to, że miałam ochotę coś sobie zrobić przez to, że przez cały czas kiedy z nim byłam okłamywał mnie i tak naprawdę nie miałam pojęcia kim jest. Nie. To mu nie wystarczyło. On musiał po prostu mnie zniszczyć. I to zrobił. Prześladował mnie, obrażał, przepraszał i groził, że się zabije. I tak w kółko. Zachowywał się jak szaleniec i robił wszystko bym ja oszalała razem z nim. Mimo tego, że pragnęłam od niego odejść i się uwolnić nie mogłam tego zrobić. I wtedy stało się coś dzięki czemu on zrozumiał jak bardzo mnie rani i niszczy i łaskawie dał mi wolność. Dał mi ją, ale ja byłam już ruiną człowieka. Naprawdę myślałam, że to koniec. Że się nie podniosę po tym wszystkim co zrobił. Ale udało mi się. Zrobiłam to i byłam z siebie dumna. Ale poskładanie mojego życia wcale nie było proste i wymagało ode mnie ogromnego wysiłku. Nauczyłam się żyć od nowa. ”Przeszłam przez ogień, by ocalić swoje życie bo pragnęłam tego, pragnęłam mojego życia tak bardzo, że nawet on nie był w stanie mi tego odebrać. Wiedziałam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy by już nigdy nie dopuścić do tego by to życie stracić.”* By tamta Ali wróciła. Bo prawda była taka, że tamtą Ali zniszczył człowiek, któremu powierzyła wszystko, swoje życie, swoją duszę, swoje serce. A on z tego zakpił. Po prostu zakpił sobie ze mnie i był przy tym taki okrutny. Bezlitosny. I w momencie kiedy leżałam w łóżku i po prostu wszystko do mnie wracało przypomniało mi się co kiedyś sama sobie obiecałam. Obiecałam sobie zemstę. Miałam go już nigdy nie spotkać a jednak go spotkałam. W mojej głowie na nowo pojawiła się ta sama myśl co wtedy u Nialla. Chciałam by poczuł to co ja. By cierpiał tak jak ja, bo tylko na to zasługiwał. I kiedy uświadomiłam sobie, że zamiast rzucić się na niego z pazurami gdy go tylko zobaczyłam, ja się do niego uśmiechnęłam poczułam, że jestem po prostu wściekła. Byłam zła, bo uświadomiłam sobie, że zachowałam się jak idiotka. Ale nigdy więcej nie zrobię z siebie idiotki. Nigdy. Co prawda nie zamierzałam go więcej spotykać, ale wcześniej też tak myślałam i mimo tego go spotkałam. Dlatego jeśli to się jeszcze stanie, Harry spotka kompletnie obcą mu osobę. I pożałuje tego. Przysięgam, że zrobię wszystko by go upokorzyć tak samo jak on upokorzył mnie. Potraktuję go dokładnie w ten sam sposób. Będę z nim pogrywać tak jak on ze mną. I jeśli do tej pory nie znienawidził mnie zupełnie sprawie, że jedynym uczuciem jakim mnie obdarzy będzie nienawiść. I nie będę mieć żadnych skrupułów. I to właśnie ta myśl spowodowała, że spojrzałam na Jesse’ego. Bo o ile Harry’ego chciałam zniszczyć, o tyle Jesse nie zasługiwał na to bym go zraniła przez wypełniający mnie gniew. Ale obawiałam się, że nawet Jesse nie mógł sprawić, że zrezygnowałabym z chęci zemsty…

***

-Buuuu!- powiedziałam i złapałam chłopaka za ramiona przez co na serio się wystraszył.
-Ali czy ty chcesz abym zszedł tu na zawał?- zapytał łapiąc się teatralnie za serce.
-Przecież jesteś wampirem, może cię zabić kołek w serce lub ewentualnie promienie słoneczne- powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Ali nigdy ci to nie przejdzie?
-Nigdy- odpowiedziałam zgodnie z prawdą i usiadłam naprzeciwko niego. Bycie znaną osobą ma jedną, wyjątkową cechę. Poznaje się inne znane osoby. Na przykład aktorów twojego ulubionego serialu. I tak dzięki gali magazynu Glamour poznałam Stefana Salvatore, czyli Paula Wesley’a, czyli Pawła Wasilewskiego. Tak, Stefan z „Pamiętników Wampirów” był moim znajomym. Cóż dzięki tamtej gali poznałam też Iana Somerhaldera, czyli Damona Salvatore i jego żonę Niki Reed znaną dzięki wcieleniu się w postać Rosalie Hale ze Zmierzchu. Trzy wampiry. Oczywiście cała trójka jest niesamowita jednak to z Paulem załapałam najlepszy kontakt, głównie przez jego polskie korzenie. Właściwie całą galę i pół after party przegadaliśmy o tym skąd jestem ja i gdzie mieszka jego rodzina, o tym, że ja tęsknię za domem i o tym, że on chociaż raz w roku musi odwiedzić rodzinę w Polsce. Oczywiście wymienialiśmy nasze ulubione polskie potrawy i wtedy Damon, to znaczy Ian, opowiedział interesującą i totalnie zabawną anegdotkę o tym jak Paul przywiózł kiedyś z Polski wódkę… Wymieniliśmy się numerami telefonów a ja oczywiście zaproponowałam by dali znać jeśli będą kiedyś w Nowym Jorku czy w Polsce byśmy mogli się spotkać. Zabawne było, że kilka dni po gali zadzwonił Paweł mówiąc, że zamierza przylecieć do NYC i czy zechcę się z nim spotkać. Od tego momentu spotkaliśmy się kilka razy.
-Jakaś ty zabawna- powiedział sarkastycznie a ja wzięłam w tym czasie menu do ręki totalnie olewając jego uwagę. Chwilę później podeszła do nas kelnerka.
-Dzisiaj wezmę te z kapustą i grzybami- w Nowym Jorku jest chyba milion różnych restauracji, które proponują dosłownie wszystkie specjały świata. My jednak zawsze spotykaliśmy się w knajpce serwującej pierogi, bo jak się okazało oboje je kochamy.
-Też je wezmę- powiedział uprzejmie i dokładnie w tym momencie spojrzałam nieco w prawo przez co tym razem to ja prawie zeszłam na zawał. Zobaczyłam chłopaka, który w pierwszej sekundzie przypominał mi Harry’ego. Serce podeszło mi do gardła i mimo, że wiedziałam już, że to nie on totalnie straciłam humor. Właściwie nie miałam go od kilku dni, od naszego spotkania, ale spotkanie z Paulem sprawiło, że choć na chwilę zapomniałam o Harrym. Do tego momentu.
-Coś się stało?- zapytał sprowadzając mnie tym samym na Ziemię.
-Nie…
-Przecież widzę. Źle się poczułaś? Zrobiłaś się blada.
-Nie, wszystko w porządku. Po prostu za tobą siedzi taki chłopak i pomyliłam go z kimś innym.
-Z duchem? Bo wyglądasz jakbyś jakiegoś zobaczyła.
-Nie. Z moim byłym. Ostatnio wpadłam na niego przez przypadek a nie widzieliśmy się prawie dwa lata i teraz gdzie nie spojrzę to go widzę- wyjaśniłam.
-Rozumiem… Też przechodziłem przez coś podobnego kiedyś- powiedział a wyraz jego twarzy wskazywał na to, że rzeczywiście mnie rozumiał.
-Ech…- westchnęłam po czym szybko dodałam. -Nie gadajmy o tym.
-Okej.
-Powiedz mi lepiej dlaczego cię tu przywiało.
-Kręcimy tu jeden odcinek- powiedział i westchnął tak głośno, że chyba wszyscy wokół nas go słyszeli. A zrobił to dlatego, że przewidział moją reakcję.
-O mój Boże! Będzie odcinek w Nowym Jorku? Błagam o spoiler, musisz mi coś powiedzieć!
-Nie Ali, wiesz, że nic z tego i nawet nie zaczynaj- ostatnim razem wierciłam mu dziurę w brzuchu chyba z godzinę aż się poddał i mimo, że nie może powiedział co się stanie.
-No proszę… Maluteńki spoileruś…
-Stefan pojedzie do Nowego Jorku- powiedział po chwili i zaczął się śmiać widząc moją minę.
-To się nie liczy!
-Liczy!
-Oszukujesz!- udałam złość a tak naprawdę wiedziałam, że prędzej czy później coś z niego wyduszę. Teraz jednak wolałam zamilknąć, bo widziałam, że kelnerka niesie nasze zamówienie. Kiedy zaczęliśmy jeść na początku prawie się nie odzywaliśmy i jedyne co mówiliśmy to „jakie to jest pyszne”, „zaraz umrę”, „niebo w gębie”, jednak po początkowym zachwycie zaczęliśmy rozmawiać i nawet nie zorientowałam się kiedy musieliśmy się pożegnać. Wyszliśmy na zewnątrz a chłopak podszedł ze mną do samochodu, w którym siedział Jason, mój kierowca i ochroniarz, któremu dałam pracę tak samo jak Stevowi.
-Może cię podwieźć?- zapytałam i uśmiechnęłam się do bruneta.
-Nie trzeba.
-Jesteś pewien?
-Tak- powiedział i dziwnie się uśmiechnął. Miałam wręcz wrażenie, że jest jakiś dziwnie podekscytowany.
-Co jest?- zapytałam i spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Nic nie jest.
-Tak bardzo cieszysz się, że masz już spokój i nie musisz się ze mną męczyć?
-Przestań. Oczywiście, że nie- powiedział, ale poza tym, że wydawał się jeszcze bardziej podekscytowany był też rozbawiony.
-Okej… W takim razie pozdrów ode mnie Iana i Niki chociaż z nią widziałam się całkiem niedawno, bo wpadłyśmy na siebie w LA.
-Tak wiem, wspominała, że się widziałyście- o co temu człowiekowi chodziło? Byłam brudna od tych pierogów czy co, że tak się szczerzył?
-Możesz mi w końcu wyjaśnić o co chodzi? Jestem brudna?- zapytałam i przez ten jego zaraźliwy uśmiech sama zaczęłam się uśmiechać.
-Wiesz co? Wcale nie pozdrowię Iana czy Niki.
-Co? Pawełku powiedz mi co się dzieję, bo zaraz skołuję jakiś kawałek drewna i dźgnę cię nim prosto w serce.
-No nie pozdrowię ich. To się dzieje.
-A można wiedzieć dlaczego?
-A dlatego, że zapraszam cię na jeden dzień na plan serialu!
-Ale, że na plan „Pamiętników…”?- zapytałam z niedowierzaniem.
-Dokładnie tak- powiedział a ja zaczęłam piszczeć na cały głos.
-Jezu! Naprawdę?! Boże! Jesteś najlepszy!- wrzeszczałam i rzuciłam się na niego by go wyściskać.
-Wiesz, że jesteś jedyną osobą, poza moją rodziną, która mówi do mnie „Paweł”?- wydusił z siebie kiedy go ściskałam. -Taka mała a taka silna…
-Sporo pakuję na siłowni- zażartowałam szczerząc się szczęśliwa.
-Ali nie mogę tutaj stać- usłyszeliśmy kiedy Jason wysiadł z samochodu by mnie ponaglić.
-Kurde muszę jechać- powiedziałam z nieudawanym smutkiem.
-Spoko, niedługo się zobaczymy- chłopak przytulił mnie jeszcze raz.
-Dziękuję ci za tak wspaniałą niespodziankę i obiecuję, że przestanę cię męczyć prośbami o spoilery- powiedziałam a Paweł zaczął się śmiać.
-Wsiadaj zanim cię Jack zabije.
-Jason- poprawiłam go i się zaśmiałam. Paul miał ten sam problem co ja. Opornie szło mu zapamiętywanie imion.
-Do zobaczenia Alicjo- powiedział po polsku i otworzył mi drzwi.
-Dziękuję Pawełku- odpowiedziałam w moim ojczystym języku i wsiadłam do auta. Zdążyłam mu jeszcze pomachać i Jason ruszył z piskiem opon. Spędziłam z Paulem ponad dwie godziny. Dwie cudowne godziny podczas których nie musiałam się niczym martwić. Ani tym, że coś się poprzesuwało i moje próby i przygotowania do amerykańskiej części trasy były mega w tyle, że ktoś pomylił moje wymiary i wszystko zostało źle uszyte. Nie myślałam o tym, że Steve za dwa dni jedzie do Londynu na dziesięć dni, bo przed trasą chce wypocząć i spędzić czas z rodziną i ma urlop, że mimo tego, że nie mogłam się doczekać tego, że Zuza do mnie przyleci za miesiąc to przez to, że nie mogę teraz trenować mogę nie mieć czasu dla mniej kiedy już przyleci, ale będę musiała go znaleźć i chyba będę ćwiczyć nocami. No i nie myślałam o Harrym co od kilku dni było wręcz niemożliwe przez co ciągle chodziłam wkurzona, bo wcale nie chciałam o nim myśleć i byłam zła, że to wszystko wywarło na mnie takie wrażenie. Po spotkaniu z Paulem odwołałam wieczorny trening na siłowni, bo z niewiadomych przyczyn kiedy wsiadłam do samochodu przez pięć minut byłam jeszcze w euforii jednak nagle dopadło mnie jakieś głupie przygnębienie. Dlatego postanowiłam spędzić ten wieczór w łóżku oglądając jakiś film. Jesse musiał wyjechać do Londynu na kilka dni, Blaine i Kurt byli zajęci uczelnią dlatego nie miałam co liczyć na ich towarzystwo. I kiedy właśnie zamierzałam się przebrać dzwonek zadzwonił do moich drzwi a kiedy je otworzyłam okazało się, że nie spędzę wieczoru sama, bo ktoś postanowił mnie odwiedzić a tym kimś był mój kochany Irlandczyk, który przyjechał totalnie bez zapowiedzi robiąc mi tym samym ogromną niespodziankę. Przez cały wieczór gadaliśmy o wszystkim. O pracy, o rodzinie, o piłce. Niall zaczął narzekać kiedy zrobiłam dla niego zbyt zdrową kolację twierdząc, że nie jest królikiem, który je samą zieleninę dlatego zamówił pizzę i przez niego zjadłam dwa kawałki. A nie powinnam jeść takich rzeczy w ogóle, a już na pewno nie kiedy nie poszłam na siłownię i jadłam tego dnia pierogi. Później sprzeczaliśmy się o to, że ma zostać u mnie na noc. Kiedy byłam sama Horan nie miał większych problemów by u mnie nocować jednak odkąd związałam się z Jessem zawsze wymyślał, że lepiej będzie jak jednak wróci do hotelu. Wkurzał mnie tym, bo nawet Jesse nie miał nic przeciwko temu choć Niall upierał się, że brunet mówi tak tylko z grzeczności. Zawsze gadał to samo „A ty jakbyś się czuła jakby u niego spała jego przyjaciółka?” na co zawsze odpowiadałam, że nie miałabym nic przeciwko temu i to było w stu procentach zgodne prawdą. Nie chciałam się przyznać nawet sama przed sobą, że tak naprawdę nigdy nie bywałam o Jesse’ego zazdrosna co nie było tak do końca dobre, bo przecież odrobina zazdrości w związku jest potrzebna… Jako, że miałam dar przekonywania przeważnie udawało mi się postawić na swoim dlatego i tym razem Niall w końcu uległ i postanowił zostać do jutra. Niestety Horan przyleciał do Nowego Jorku tylko na chwilę, bo jak się okazało One Direction aktualnie koncertowało w Europie. Teraz mięli jednak tydzień wolnego dlatego przyleciał tylko na chwilę mnie odwiedzić i w sumie pewnie dlatego został na noc, był tu na chwilę więc musieliśmy zdążyć się nagadać i obejrzeć wszystkie nienormalne filmy na YouTube’ie, które Niall po prostu kochał. Wolałam udawać, że w ogóle mnie nie ruszyła informacja o tym, że są teraz w trasie i że to pierwszy raz jak Niall wspomniał coś o zespole. Na ogół nie mówił nic.
-Ali wiem, że się widzieliście- powiedział nagle, totalnie zmieniając temat a ja doskonale wiedziałam o kogo mu chodzi. Wolałam jednak udawać, że nie mam pojęcia a jako, że spojrzałam na prawie pustą butelkę po piwie, którą trzymał w ręce wstałam z kanapy i stwierdziłam, że to idealny moment by pójść do kuchni po kolejną butelkę.
-Tak? Kogo masz na myśli?- zapytałam i usłyszałam jak Horan wstaje z kanapy i idzie za mną.
-Doskonale wiesz kogo- podeszłam do lodówki, otworzyłam ją, wyciągnęłam z niej piwo, odwróciłam się i podałam je blondynowi. Spojrzałam na niego i udawałam, że zastanawiam się o kogo mu chodzi. Niall uniósł do góry brwi i miałam wrażenie, że serio uwierzył, że nie wiem o kogo mu chodzi.
-Aaaaa, mówisz o swoim koledze z zespołu- powiedziałam po chwili niby to przypominając sobie całe zdarzenie. Jako, że chciałam by Niall myślał, że nasze spotkanie nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam na butelkę, którą trzymał w dłoni orientując się, że jest zamknięta dlatego podeszłam do szuflady, z której wyciągnęłam otwieracz i podałam go nieco skołowanemu Horanowi. -Proszę.
-Dzięki… I tak mówię o Harrym.
-Rzeczywiście spotkaliśmy się, oczywiście przez przypadek.
-I jak?- zapytał zaciekawiony.
-Co i jak?
-No jak było?
-A jak miało być?- zapytałam i starałam się wyglądać tak jakbym nie wiedziała o co mu chodzi.
-Harry mówił, że gadaliście- powiedział a ja się zaśmiałam.
-Cóż rozmową bym tego nie nazwała, ale tak, powiedzieliśmy sobie cześć i chwilę „rozmawialiśmy”- wypowiadając ostatnie słowo nakreśliłam cudzysłów palcami.
-Tak po prostu?
-Tak, tak po prostu. A co mięliśmy zrobić?
-No nie wiem w sumie…- Niall się zamyślił i spojrzał na mnie podejrzliwie. A ja zrozumiałam dlaczego mnie odwiedził. Dlaczego stracił tyle wolnego czasu i przyleciał na dzień, na dodatek bez uprzedzenia. Chciał mnie sprawdzić.
-To dlatego tu jesteś, prawda? Nie przyleciałeś, bo się stęskniłeś tylko dlatego, że on ci powiedział, że się widzieliśmy i chciałeś sprawdzić czy przypadkiem nie wpadłam przez to w depresję- powiedziałam łagodnie. Nie miałam bowiem tego Niallowi za złe.
-Nie… No może… Bo wiesz jak to między wami było…- hmmmm, zastanówmy się. Czy ja wiem jak to między nami było? Tak Niall, wiem jak było i dlatego nie jestem na ciebie teraz zła.
-Cóż, wydaje mi się, że większość złych wspomnień udało mi się już wyprzeć z pamięci, ale wiem o co ci chodzi.
-I co w ogóle nie zrobiło to na tobie wrażenia? Przecież nie widzieliście się tak długo…- Niall próbował mnie sprytnie podpuścić, ale ja nie zamierzałam się dać. Horan, nie powiem ci tego co chcesz usłyszeć. Nie powiem ci, że od tamtego spotkania nic tylko myślę o Harrym i przeżywam to i analizuję na wszystkie sposoby, nawet jeśli to prawda.
- Niall, twój kolega jakby to powiedzieć… Stał mi się obojętny. Może gdybyśmy spotkali się rok temu… Ale teraz jest inaczej. Nie darzę go żadnymi uczuciami… No może poza jednym- powiedziałam a mój uśmiech się poszerzył.
-Jakim?- zapytał chociaż chyba się domyślał. Cóż Niall. Prawda jest taka, że on nie jest mi obojętny nigdy nie będzie, ale nikt poza mną nie musi o tym wiedzieć.
-Nie ważne. Liczy się to, że kiedy go ujrzałam wypełniła mnie totalna obojętność i tak właściwie mam go gdzieś.
-Aha… Czyli jakbyś go znowu zobaczyła nie zrobiłoby to na tobie wrażenia?
-Dokładnie tak.
-Ale przecież sama wynegocjowałaś punkt w umowie, że agencja zapewni ci, że się nie spotkacie.
-Wiem, ale umowę tę podpisywałam ponad rok temu.
-Czyli mogłabyś „odwołać” ten punkt, bo spotkanie Harry’ego i tak jest ci obojętne?- zapytał a ja wiedziałam do czego zmierza.
-Oczywiście- odpowiedziałam natychmiast w ogóle wcześniej tego nie przemyślając.
-I zrobiłabyś to choćby teraz?- zapytał i uniósł prawą brew do góry badawczo mi się przyglądając.
-Jasne.
-Wiesz, że wtedy moglibyśmy się częściej widywać, bo moglibyśmy pojawiać się w tych samych miejscach co ty, na tych samych imprezach i tak dalej.
-Zdaję sobie z tego sprawę.
-Ale mimo tego nie „odwołasz” tego punktu- stwierdził pewnie przez uśmiech z mojej twarzy zniknął.
-Nie zrobię? No to patrz- powiedziałam i wymijając go poszłam do salonu, w którym znajdowała się moja komórka. Natychmiast wybrałam odpowiedni numer a po trzech sygnałach odebrała Olivia.
-Hej.
-Hej.
-Coś się stało?
-Nie a dlaczego tak sądzisz?
-Bo jest już pierwsza w nocy i na ogół nie dzwonisz o tej porze- powiedziała a ja przez chwilę analizowałam jej słowa.
-Jeju! Nie wiedziałam, że jest tak późno… Ale ty chyba nie spałaś, no nie?- zapytałam by się upewnić. Liv miała całkiem „normalny” głos i nie wydawała się zaspana.
-Nie, nie spałam.
-Liv dzwonię w konkretnej sprawie. To znaczy chodzi o Harry’ego- powiedziałam i spojrzałam na Nialla, który skupiony przysłuchiwał się temu co mówię.
-Zamieniam się w słuch.
-Chodzi o to, że się spotkaliśmy, no wiesz… Parę dni temu.
-No wiem. I co w związku z tym?
-Tak jak ci wcześniej mówiłam, to spotkanie było dla mnie bez znaczenia- Niall zaśmiał się delikatnie a ja nie miałam pojęcia dlaczego co totalnie mnie poirytowało dlatego spojrzałam na niego tak, że od razu przestał się uśmiechać.
-No tak wiem.
-No i zmierzam do tego, że jeśli o mnie chodzi można skreślić ten punkt w umowie, że mam go nie spotkać- powiedziałam szybko i pewnie.
-Naprawdę?- nie szło nie usłyszeć zdumienia Liv kiedy to usłyszała.
-Tak. Widzisz, spotkałam go i  zrozumiałam, że mam go gdzieś a wiem, że na wielu imprezach One Direction nie pojawia się przeze mnie. A mogliby i dzięki temu spotykałabym częściej Nialla. Poza tym wiem jakie to kłopotliwe dla wszystkich. To ciągłe ustawianie grafików tak żebyśmy tylko na siebie nie wpadli. Myślę, że wcześniej to miało sens sama wiesz dlaczego, ale teraz… Teraz naprawdę mam gdzieś to, że go zobaczę.
-Cóż… W takim razie… Zadzwonię jutro do agencji i dam ci znać co z tego wynikło.
-Super- powiedziałam fałszywie entuzjastycznie. -Liv muszę kończyć już, bo Niall u mnie jest.
-Jasne, pozdrów go ode mnie.
-Okej.
-To do usłyszenia jutro.
-Dobranoc- powiedziałam, rozłączyłam się i byłam w tym momencie wściekła, bo chwilę wcześniej cieszyłam się, że Niall mnie nie podpuści a tymczasem to zrobił i to na moje życzenie. Oczywiście, że chciałam by ten punkt nadal w umowie widniał i był przestrzegany, ale przez to, że udawałam obojętność musiałam tak postąpić. Dodatkowo irytował mnie głupi uśmieszek, który znowu pojawił się na tej irlandzkiej twarzyczce. -Co? Coś cię bawi?- zapytałam starając się to zrobić neutralnie. Nie chciałam mu pokazać, że tak naprawdę w środku mega przeżywam to co się właśnie stało. Starałam się jakoś uspokoić, bo to co zrobiłam było nieprzemyślane i wykonałam ten telefon pod wpływem chwili i Horana. Poza tym część mnie pamiętała, że nie tylko ja zażądałam wtedy takiego punktu w umowie. On też nie chciał mnie widzieć więc dopóki on niczego nie odwoła wciąż będę żyć w spokoju i nie będę musiała się martwić, że go zobaczę.
-Bo kiedy Harry powiedział mi, że cię spotkał przeprowadziłem z nim praktycznie taką samą rozmowę jak teraz z tobą.
-Możesz jaśniej?

-Niby tylko mu się wspomniało, że cię spotkał, stwierdził, że właściwie to spotkanie było mu obojętne- powiedział a ja oczywiście poczułam ukłucie w sercu. -I kiedy tak samo jak ciebie zapytałem go czy byłby w stanie odwołać punkt o unikaniu ciebie natychmiast powiedział, że tak. Patrzyłem na niego i sam nie wiedziałem co myśleć i wtedy on, żeby udowodnić mi, że mówi prawdę zrobił dokładnie to co ty przed chwilą. Zadzwonił do menadżera i oznajmił, że właściwie wszystko mu jedno i może ciebie spotkać- powiedział i gapił się na mnie będąc ciekawym mojej reakcji. I o dziwno była ona zaskakująca nawet dla mnie. Bo o ile w pierwszej chwili byłam wściekła na Nialla za to, że mnie podpuścił i na siebie, że tak łatwo dałam się podejść, o tyle chwilę później moje nastawienie do tego wszystkiego się zmieniło. Uśmiechając się słodko do Nialla miałam w głowie tylko jedną myśl. A Horan nawet nie wiedział, że przez swoje głupie gierki właśnie skazał swojego przyjaciela na moją zemstę. I o dziwo dzięki temu wizja kolejnego spotkania z Harrym przestała napawać mnie niepokojem. Wręcz przeciwnie. Nie mogłam się doczekać kiedy poniżę go dokładnie w ten sam sposób jak on poniżał mnie… Harry Styles pożałuje, że mnie poznał, pożałuje, że się mną bawił, pożałuje każdej mojej, wylanej przez niego łzy…

*Fragment w cudzysłowie to przerobiony przeze mnie tekst piosenki Elastic Heart,którą śpiewa Sia. W oryginale brzmi on tak:
"I'll walk through fire to save my life
And I want it, I want my life so bad
I'm doing everything I can"
A tłumaczenie tak:
"Przejdę przez ogień, by ocalić swoje życie
I pragnę tego, pragnę mojego życia tak bardzo
Robię wszystko, co w mojej mocy"



Hej!
Jak widać Harold nam do opowiadania powraca, co prawda był tylko chwilę, ale wkrótce się to zmieni XD
Ali ma nowego znajomego... Kto się jara, że to wampir Stefan Sexi Salvatore z TVD?? :D Kto chce zobaczyć ich wspólne zdjęcie?? :D 

Btw kto razem ze mną szipuje Lea'ę i Paula?? :D Byliby piękną parą! *.*
Co do przyziemnych spraw... Kolejny rozdział pojawi się za około dwa tygodnie. Chciałabym dodawać rozdziały częściej ale nie mam czasu ich pisać i niestety z motywacją też nie jest za dobrze i jak zwykle chodzi mi tu o komentarze. Naprawdę szkoda, że tylko dwie osoby są takie kochane i komentują :( No ale cóż. Jak to się mówi, life is brutal XD
Aduś, nie wiem czy zadowala Cię ten fragment o pierogach no ale mam nadzieję, że choć troszkę Ci się podobał! <3
To chyba wszystko :)
Przepraszam za błędy, bo mam świadomość, że jest ich cała masa! Ogólnie mam wrażenie, że nie za dobry ten rozdział mi wyszedł więc za to też przepraszam! :/
Dziękuję Adzie i Lilly za komentarze!
I proszę innych czytelników o to by poszli w ślady dziewczyn i zaczęli mi tu komentować <3
Do następnego!

PS1 I love youuuu all <3
PS2 Kto zauważył, że na zdjęciu Ali ma nagrodę a w rozdziale o tym nie wspomina?
PS3 Kto uważa, że Niall tak naprawdę skrycie szipuję Ali i Harrusia? :D



2 komentarze:

  1. SCENA Z PIEROGAMI >>>>>>>
    DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Moje spamy na tt się opłaciły xd
    Było dokładnie tak, jak chciałam, żeby było! Wreszcie się doczekałam i jestem zachwycona! Paul jest cudowny *.*
    Jeśli chodzi o Harry'ego to mam wrażenie, że to Ali będzie teraz tą femme fatale, która chce go pogrążyć i nie mogę się doczekać na to odwrócenie ról. CHOCIAŻ wiem, że ona ciągle go kocha tak naprawdę i na koniec będą razem, ba! Ty to wszystko poprowadzisz tak, że nawet ja będę szczęśliwa z takiego obrotu spraw xd
    Niall w tym rozdziale, jak zwykle cudowny i chwała mu za to, bo dzięki niemu wreszcie zacznie się coś dziać między tą dwójką! Swoją drogą to zabawne, że oboje zareagowali tak samo.
    Wciąż tęsknię za D. i nie mogę się doczekać rozwiązania moich teorii xd
    Kocham Cię <3
    Adrianna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Heeej, przepraszam ze dopiero teraz komentuje ale jestem w klasie maturalnej i kazda wolna chwile wykorzystuje na odpoczywanie czyli spanie.
    No spotkanie bylo troche niezreczne. Ale smieszy mnie ta cala sytaucja. Niall oczywiscie mistrz jak zwykle. Uwielbiam go. Jakbym mogla to przybilabym mu piatke bo tak wszystko zaaranzowal xd Super ze Ali ma w nim takie wsparcie. Wydaje mi sie ze on shippuje ja z Harrym. Widze ten jego szyderczy usmieszek po tym jak Ali zadzwonila do menadzerki. I nie moge sie doczekac az Ali zacznie swoja zemste. Mam nadzieje ze sb tym nie zaszkodzi i Harry wreszcie dostanie za swoje . Pozdrawiam -Lilly

    OdpowiedzUsuń