środa, 20 maja 2015

Rozdział 51






„Cause I saw the end before we'd begun,

Yes I saw you were blinded and I knew I had won.

So I took what's mine by eternal right.

Took your soul out into the night.”



-Ali zaczekaj tu- powiedział Niall gdy doszło do niego, kto jest naszym niezapowiedzianym gościem i natychmiast zostawił mnie samą. Siedziałam jak trusia na kanapie i miałam wrażenie, że czas stoi w miejscu, wsłuchiwałam się w ich głosy, ale nie rozumiałam o czym rozmawiają. Z każdą chwilą było coraz głośniej a ja nie mogłam usiedzieć na miejscu. Zaczęłam chodzić po pokoju a nogi same niosły mnie do niego.
-Muszę z nią porozmawiać. Tylko kurwa tyle- powiedział stanowczo a ja znałam go na tyle dobrze by wiedzieć jak bardzo stara się panować nad emocjami w tym momencie.
-Harry porozmawiacie jak się uspokoisz, poza tym Ali tutaj nie ma- odezwał się Zayn.
-Jestem kurewsko spokojny i przestań powtarzać, że jej nie ma bo  doskonale wiem, że tutaj jest.
-Ona nie chce gadać, nie z tobą, nie teraz. Daj jej czas- wtrącił Niall, który chyba stwierdził, że zaprzeczanie, że wcale mnie tu nie ma nic nie da.
-Powtarzam ostatni raz. Muszę z nią porozmawiać- był na skraju. Wiedziałam to bo słyszałam już kiedyś ten ton…
-Nie Harry, ona nie chce…
-Kurwa! Ali!- Harry wydarł się na całe gardło a ja nie wiedziałam co robić. Mam tam wejść? Mam z nim rozmawiać? Mam na niego patrzeć? On zrobi coś Zaynowi? Albo Niallowi? Co zrobi kiedy w końcu puszczą mu nerwy?
-Perrie idź stąd- Zayn nadal wydawał się spokojny i nagle usłyszałam jakiś hałas.
-Ali! Musisz ze mną porozmawiać!
-Perrie wynoś się stąd!- Zayn krzyknął pierwszy raz okazując jakieś emocje a dziewczyna kilka sekund później prawie na mnie wpadła.
-Ali choć, zabiorę cię do mnie do pokoju, choć, zaraz wszystko będzie dobrze- blondynka szeptała a jej szept przerywany był krzykiem Harrego.
-Nie, on nie przestanie, będzie krzyczał, zrobi aferę, albo coś gorszego, zdemoluje wam dom albo rzuci się na chłopaków- powiedziałam roztrzęsiona.
-To nic, choć ze mną- Pezz była wystraszona, ale mimo wszystko starała się pokazać, że jest spokojna.
-Ali! Skarbie! Błagam! Musisz ze mną iść!
-Ali chodź- blondynka złapała mnie za ramiona i zamierzała zaprowadzić na górę. Wtedy usłyszałam kolejny krzyk. To było bez sensu. On wie, że jestem kilka metrów od niego i ukrywanie się w pokoju na górze nic nie pomoże. Ali bądź silna, on zranił ciebie ale nie pozwól by ranił chłopaków. Przecież go znasz. Co jeśli zrobi im krzywdę? Co jeśli nad sobą nie zapanuje? Przecież w tej całej sytuacji nie zawinił nikt poza tobą, gdybyś nie była ślepa nic nie zaszłoby tak daleko, nie chowaj się teraz, bo dobrze wiesz, że to nie ma sensu. Znalazł cię i już się nie ukryjesz. Jedyne co możesz zrobić to wejść tam i uratować przed nim chłopaków.
-On nie przestanie- wyszeptałam, odwróciłam się i zrobiłam coś czego prawdopodobnie nie powinnam robić. To wszystko było chore i nikt nie powinien być w to wciągany. Na pewno nie Perrie, Zayn czy Niall. Oni nie byli niczemu winni i nie mieli prawa tego znosić.
-Ali musisz ze mną wrócić do domu! Musisz wrócić!
-Przestań!- krzyknęłam stając na środku holu, koncentrując na sobie uwagę wszystkich.
-Ali idź na górę, natychmiast- niemalże wysyczał Niall, który trzymał Harrego za ramię.
-Skarbie musisz ze mną jechać, musimy porozmawiać- kiedy spojrzałam w jego oczy w moich własnych natychmiast zaczęły zbierać się łzy. Byłam pewna, że wyglądam tak samo żałośnie jak on, po całej nocy wypełnionej płaczem wyglądałam po prostu tragicznie. Dokładnie tak jak on. Miał ogromne, sine wory pod oczami, twarz wyglądała na zmęczoną, włosy na nieumyte. Do tego był ubrany tak samo jak zeszłego wieczora. Początkowo patrzył mi w oczy jednak kiedy ja zaczęłam skanować jego sylwetkę on zaczął błądzić wzrokiem po moim ciele. W momencie kiedy nasze spojrzenia znowu się spotkały w jego oczach widziałam jedynie mieszankę bólu i przerażenia.
-Ali nie…- wyszeptał i zrobił krok do przodu. Nagle było tak jakby wszyscy po prostu zniknęli i był tylko on. Nie zrozumiałam od razu o co mu chodzi ale kiedy, jego wzrok utkwił w mojej opatrzonej przez Zayna ręce dotarło do mnie co się dzieje. Myślał, że to zrobiłam… Że się skrzywdziłam. Że się pocięłam.
-To nie jest tak…- nie dał mi dokończyć bo nagle przerażenie zastąpiła furia a ten chwilowy spokój był jak cisza przed burzą.
-Jak mogłeś do tego dopuścić?!- wydarł się tak głośno, że ten dźwięk odbił się echem w całym domu. Zanim się zorientowałam co się dzieje Harry stał już przy Zaynie, z pięścią przy jego twarzy.
-Oszalałeś?! Co ty kurwa robisz?!-  oczywiście też zaczęłam się wydzierać i doskoczyłam do niego w ułamku sekundy tak samo jak Niall, który starał się jakoś ich rozdzielić –To nie jest wina Zayna! To nie jest tak jak myślisz! Nie pocięłam się! Nie specjalnie!- trzymałam go za ramię i sama nie wiedziałam czy wierzy w to co mówię. Nie patrzył na mnie tylko na biednego Zayna, który wydawał się nienaturalnie spokojny. Takie zachowanie nie pasowało w momencie kiedy twój przyjaciel zamierza walnąć cię pięścią w twarz.
-Harry proszę cię nie rób nikomu krzywdy- odezwała się Perrie, która widząc jak Harry jest o krok od uderzenia Zayna, chwyciła go za to same ramię co ja starając się odciągnąć go od Malika.
-Zemdlałam, upadając potłukłam ramki…- zaczęłam się tłumaczyć chociaż nie miałam na to ochoty. Nie byłam mu winna żadnych wyjaśnień w przeciwieństwie do niego. Nie miałam zielonego pojęcia jak długo tak staliśmy. Perrie przerażona, Zayn spokojny, Niall wkurwiony, ja zrozpaczona i on. On wydawał się być po prostu szalony.
-Ali pojedź ze mną- wyszeptał i w końcu odsunął się od Zayna, który natychmiast objął Perrie i zaczął jej coś szeptać na ucho.
-Nie-odpowiedziałam.
-Musisz pojechać ze mną- zażądał takim tonem, że zaczęłam się zastanawiać kim był człowiek z którym spędziłam ostatnie miesiące swojego życia.
-Daj jej spokój- Niall się odezwał, ale takie gadanie wydawało się w ogóle do niego nie trafiać.
-Umówiłam się z Lou- wyszeptałam chociaż byłam pewna, że Harry o tym wie.
-Wiem… Wiem, ale on nie przyjedzie. Ali musisz usłyszeć to ode mnie. Musisz ze mną jechać, musimy porozmawiać… Lou ci nic nie powie, nikt ci nie powie, rozumiesz? Tylko ja.
-Kurwa nie rozumiesz, że nie pojedzie?- Niall chyba był już u granic i tak jak ja nie miał już cierpliwości. Otworzył drzwi wejściowe szeroko i podszedł do Harrego z zamiarem wyprowadzenia go siłą. Wtedy brunet go popchnął, Zayn musiał interweniować, Perrie coś krzyknęła a ja miałam już dość. Po prostu dość tego wszystkiego.
-Okej! Pojadę tylko przestań- powiedziałam bez namysłu. -Pojadę, ale Niall przyjedzie po mnie za godzinę. Jeśli zrobisz coś… Harry przysięgam, że jeśli za godzinę nie zobaczę Nialla…
-Godzina. Rozumiem- powiedział powoli jakby wciąż analizował to co powiedziałam.
-Porozmawiajcie tutaj- wtrącił Niall, ale ja nie chciałam więcej się szarpać i walczyć.
-Jest okej, przyjedziesz do mnie za godzinę a gdyby coś było nie tak…- co mogło być nie tak? Co? Harry jest nieprzewidywalny. Jest jak burza i nigdy nie wiadomo czego się po nim spodziewać. Poza jego wybuchowym charakterem teraz wydawało się jakby oszalał i chyba nie tylko ja widziałam go w takim stanie pierwszy raz. Nie chciałam tego przedłużać dlatego ubrałam na nogi buty. Poprosiłam Perrie by przyniosła mi telefon i nie czekając na moment kiedy dojdzie do mnie co się wydarzyło, co się dzieje i co się może wydarzyć wyszłam na zewnątrz . Jeśli naprawdę chciałam z nim jechać musiałam to zrobić od razu, jeszcze kiedy byłam nabuzowana adrenaliną i emocjami, kiedy nie myślałam logicznie i trzeźwo. W przeciwnym razie mogłam się rozmyślić i uciec od niego kolejny raz a to mogło mieć poważne konsekwencje. On mógł zrobić komuś krzywdę a ja nie mogłam na to pozwolić. Wyszłam bez słowa a za mną wyszedł on. Wiedziałam jak bardzo niegrzeczne to było i obiecałam sobie, że nie ważne co się stanie przeproszę za wszystko Zayna i Perrie i podziękuję im za to co dla mnie zrobili. Wsiadłam do samochodu i sama nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Co mam mu powiedzieć? Nie chciałam znowu płakać chociaż łzy zebrały się w moich oczach od razu kiedy on zajął miejsce na fotelu kierowcy. Siedzieliśmy jakiś czas w totalnej ciszy aż w końcu ja odezwałam się pierwsza.
-Zawieź mnie do mojego mieszkania- powiedziałam patrząc przed siebie a on po chwili uruchomił silnik i w końcu samochód ruszył. Jeszcze nigdy przebywanie w pobliżu Harrego nie było dla mnie tak trudne. On po prostu zabierał wszystko. Był tak bardzo przytłaczający. Nic nie robił. Uspokoił się. Nic nie mówił a mimo to czułam jak mnie miażdży. Sama nie wiedziałam co mam zrobić. Mam go o coś zapytać? To ja mam zacząć? To on chciał rozmawiać ze mną więc dlaczego milczy? Sprawia mu to przyjemność? To, że mnie tym męczy?
-Dlaczego teraz? Co sprawiło, że dowiedziałam się teraz? Okłamywałeś, okłamywaliście mnie tyle czasu, dlaczego dowiedziałam się teraz?- zapytałam w końcu. Zapytałam i nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Kurwa! Postanowiłam zadać kolejne pytanie, może na to odpowie. -Skąd wiedziałeś, że jestem u Zayna?
-Od Lou- tym razem mnie nie zignorował a jego głos był niski i cichy.
-Zadzwonił do ciebie- no jasne. Dlaczego myślałam, że Lou zachowa się w porządku względem mnie? Przecież zawsze najważniejszy będzie Harry. Byłam idiotką i w ciągu jednego dnia przekonałam się zbyt wiele razy o tym, że naprawdę nie grzeszyłam inteligencją. Popełniałam błąd za błędem.
-Nie musiał, byłem u niego kiedy zadzwoniłaś. Nie bądź na niego zła, on chciał z tobą porozmawiać, nie myśl o tym, że cię wykiwał- jasne, że byłeś u niego. Jasne że się nie domyśliłam. Kolejny raz udowadniam sobie, że jestem głupia.
-Dlaczego się z nim wtedy pokłóciłeś? Dlaczego byłeś taki zły?- zapytałam, ale on znowu milczał. Chciał ze mną porozmawiać, urządził awanturę a w momencie kiedy w końcu ja byłam tą, która się odważyła rozmawiać, on milczał. –Możesz w końcu mi powiedzieć?!- nie powinnam podnosić głosu w momencie kiedy jedziemy samochodem ale kurwa! Należały mi się szczere wyjaśnienia!
-Ali ja nie…- nie wiedział co powiedzieć a we mnie się po prostu gotowało.
-Zatrzymaj się.
-Co?
-Zatrzymaj się! Musisz mi wszystko powiedzieć i masz to zrobić teraz. Jeśli tego nie zrobisz to przysięgam, że wyskoczę z tego samochodu nawet jeśli będziemy jechać z prędkością światła!- byłam wkurwiona, zrozpaczona, zniecierpliwiona. To był ten czas, przyjechał by mi wszystko wyjaśnić więc niech to kurwa w końcu zrobi.
-Porozmawiamy jak dojedziemy do domu- dlaczego to on zawsze musiał postawić na swoim?! Nie! Nie tym razem!
-Nie Harry, porozmawiamy natychmiast. Zatrzymaj się- dlaczego on był taki uparty?! W końcu nie wytrzymałam i emocje same poniosły moje ręce na kierownice przez co samochód wykonał gwałtowny ruch w lewo.
-Oszalałaś?!- wykrzyczał i spojrzał na mnie przerażony. Po kilku sekundach skręcił w jakąś ulicę i zatrzymał samochód.
-Dlaczego się z nim wtedy pokłóciłeś?- zapytałam jeszcze raz.
-Dostałem wtedy smsa- powiedział w końcu a ja przestałam na moment oddychać. D. To był sms od D.?
-Od kogo? Od Lou?- mój głos zdradzał wszystkie emocje jakie mną w tym momencie targały. Gapiłam się na niego przerażona.
-Nie od Lou. Nie wiem, kto to był bo się nie podpisał, numer był zastrzeżony- mówił cicho i patrzył przed siebie.
-Co to był za sms?
-Że ten ktoś wie… Że ktoś ci powie prawdę… O mnie… i Jess…- ostatnie słowo wyszeptał tak, że ledwo go usłyszałam.
-Dlaczego myślałeś, że to Lou?
-Bo on chciał żebym ci powiedział, naciskał na mnie od samego początku bo byłem takim idiotą i mu się z tego zwierzyłem. O tym co się wtedy stało wiedziały tylko cztery osoby. Jessica, Steve, Lou i ja. Sms musiał być od Lou albo Steva.
-Skąd ta pewność, że wiedzieliście tylko wy?- dlaczego ja się na niego gapię a on nawet nie raczy na mnie spojrzeć?
-Bo obiecaliśmy sobie razem z Jess, że nikomu nie powiemy a Steve nie mógł powiedzieć bo miał to w papierach.
-Może to był Steve? Skoro go zwolniłeś już nie było papierów- Steve chciał mi powiedzieć. Chciał, ale nie mógł. Boże to wszystko było takie trudne.
-Nie mógł, Steve ma rodzinę a ja…
-A ty co?- zapytałam natychmiast. Miał być ze mną szczery i chciałam wiedzieć wszystko.
-Zagroziłem, że jeśli ci powie nawet po tym jak odejdzie nie znajdzie pracy, przysięgłem mu, że go zniszczę- nie wierzyłam w to, że osoba, która siedziała obok mnie, że osoba, która jeszcze dwa dni wcześniej była moim życiem, moim wszystkim, że ta osoba jest zdolna do takich okropnych rzeczy. Przecież to był Harry! Mój Harry! Ten słodki chłopak, który uwielbiał dziwne ubrania, miał najpiękniejsze oczy na świecie, najsłodszy uśmiech, który sprawiał, że wyglądał jak dziecko, był zdolny to robienia strasznych rzeczy. A ja nie miałam o tym pojęcia. Nie znałam go nawet w jednym pieprzonym procencie. Nawet w tym momencie nie byłam pewna czy mówi całą prawdę i wiedziałam, że już nigdy nie będę mu ufać, zawsze część mnie będę podejrzewać, że kłamie.
-Pokłóciłeś się wtedy z Lou bo myślałeś, że to on? Że on chce mi powiedzieć prawdę?
-Nie wiem, tak naprawdę wiedziałem, że nie byłby do tego zdolny. Ale się wystraszyłem, skoro ja dostałem taką wiadomość to ty też mogłaś a ja nie mogłem do tego dopuścić.
-To dlatego Jess kazała ci zniszczyć mój telefon?
-Tak. Ona też dostała tego samego smsa a wczoraj przyszła kolejna wiadomość i spanikowała. Dlatego miałem ci zniszczyć komórkę, choć na chwilę byłabyś odcięta od tego wszystkiego.
-Dlatego dowiedziałam się teraz- wszystko stało się jasne. Ktoś im groził więc się pogubili. Pogubili się i zaczęli popełniać błędy. –Gdyby nie to, że dostaliście te smsy… Nie powiedzielibyście mi.
-Wiedziałem, że w końcu się dowiesz i stwierdziłem, że skoro sama się czegoś domyślasz to nie ma sensu dłużej tego ukrywać. To był impuls, spanikowałem i nie zaprzeczyłem. Byłem tak zszokowany, że nie zaprzeczyłem a ty już wtedy wiedziałaś. Ali to był błąd, cholerny błąd- wyszeptał a jego dłoń powędrowała na moją. Nie spodziewałam się tego. Co on sobie do cholery wyobrażał?!
-Nie dotykaj mnie!- chciałam wyszarpnąć rękę z jego uścisku, ale nic z tego. Jak zwykle był silniejszy.
-Ali nie odtrącaj mnie…- powiedział żałośnie i w końcu spojrzał mi w oczy.
-Powiedz mi prawdę. Powiedz wszystko, proszę- nie miałam już na niego siły. Chciał rozmawiać, ale nie chciał nic powiedzieć. To nie miało sensu.
-Znasz już prawdę.
-Chcę usłyszeć to od ciebie, chcę, żebyś opowiedział to wszystko tak jak wtedy kiedy wyszłam ze szpitala tylko tym razem szczerze.
-Wiesz jak było, wiesz co czułem…- dlaczego jego kciuk kreśli wzorki na mojej dłoni?
-To, że mnie nie lubiłeś nie dawało ci prawa do robienia mi krzywdy!- podniosłam głos a kiedy zorientowałam się jak blisko mnie się przysunął odepchnęłam go od siebie.
-Ale chciałem cię skrzywdzić! Nie rozumiesz?! Taki właśnie jestem! Chciałem cię usunąć, chciałem, żebyś cierpiała tak jak ja wtedy! Chciałem ci zabrać to na czym ci zależało! Chciałem żebyś się czuła tak jak ja kiedy osoba, której rzuciłem do stóp cały świat zostawiła mnie z dnia na dzień, bez mrugnięcia okiem! Przez ciebie! Chciałem, żebyś czuła to co ja, żebyś czuła się samotna, niepotrzebna. O to właśnie mi chodziło- powiedział i puścił moja dłoń. -Tak, Klaudię zwolnili przeze mnie. Właściwie ona sama chciała odejść, zmusiłem ją do tego. Powiedziałem, że jeśli nie odejdzie ja nie przestanę. Ona przyszła do mnie po jednej z moich akcji, powiedziała, że mam przestać się na tobie wyżywać, ale wtedy zagroziłem, że jeśli nie odejdzie ja dopiero zacznę cię pogrążać. Zadzwoniłem do wytwórni i powiedziałem im straszne rzeczy na jej temat, bałem się, że mimo moich gróźb ona cię nie zostawi, dlatego musiałem mieć gwarancję, że jak wrócisz po przerwie, będziesz sama. Wtedy Liam mnie podsłuchał, Liam wiedział o Klaudii. Tylko o niej. Oczywiście prawił mi morały, ale sam musiałem się przekonać. Musiałem sobie uświadomić, że nie powinienem tego robić. Ale kiedy się zorientowałem… Kiedy zaczęło do mnie docierać co robię, kiedy zaczynałem cię lubić… Poszedłem do niej i ją przeprosiłem. Przysięgam. Przysięgam, że tego ranka kiedy przyszedłem do ciebie po tej jebanej imprezie w Brazylii a ty nie chciałaś mnie znać próbowałem to naprawić! Poszedłem wtedy do niej, przeprosiłem, ale było już za późno. Umowa była podpisana. Klaudia jest naprawdę wspaniała, powiedziała, że mi wybacza, wyjaśniłem jej dlaczego tak się zachowywałem i wtedy ona poprosiła bym dał ci spokój. Powiedziała, żebym sobie odpuścił i trzymał się od ciebie z daleka. Obiecałem jej to i oczywiście nie dotrzymałem słowa.
-Co jeszcze?- zapytałam tylko kiedy nagle przestał mówić. Po moich policzkach łzy płynęły już strumieniami. Harry było potworem. A Liam? Liam wiedział ale nic nie zrobił! Dlaczego? Wiedział, że Klaudia zostanie wyrzucona a mimo tego nie interweniował w żaden sposób. 
-Potem był Dublin. Kiedy tamtego ranka odwiozłem cię do studia pojechałem spotkać się z Chloe. Powiedziała mi wtedy, że początkowo nic do mnie nie czuła ale… Powiedziała, że się pomyliła… Że darzy mnie uczuciem i pytała czy do niej wrócę… A ja… Nie wiedziałem. Nie dałem jej odpowiedzi. Z jednej strony byłaś ty, nie rozumiałem dlaczego ty, dlaczego w ogóle o tobie myślę. Ale z drugiej ona była moją miłością… Podczas burzy i kiedy znaleźliśmy się w końcu w tym hotelu nie myślałem o niej. Byłaś ty i ja nic nie rozumiałem. Tak, później się wkurwiłem przez Pato bo kurwa, moja była chce do mnie wrócić, ale przez ciebie jestem skołowany i nie wiem co robić a ty mnie olewasz i cała aż promieniejesz przez jedną rozmowę z jakimś debilem, który nie jest taki jak myślisz. Wkurwiłem się ale nie tylko przez niego. Zrobili nam zdjęcia w tym hotelu… Chloe to zobaczyła i napisała mi wiadomość, że jesteś karierowiczką. Że wpadnę w pułapkę, że znowu daję się nabrać. Ona napisała wtedy, że wie, że też tak robiła. Że początkowo naprawdę była ze mną tylko dla sławy ale obiecała, że się zmieniła. Nie wiedziałem w co wierzyć, z jednej strony ona z drugiej ty, nie chciałem przeżywać drugi raz tego wszystkiego, nie chciałem być odrzucony, wykorzystany i zostawiony… Później była impreza, tam była Jess a ja… Wziąłem coś, nawet nie wiem co to było. To namieszało mi w głowie jeszcze bardziej… I ja… Zanim zorientowałem się co robię napisałem maila. Donos. Napisałem, że wcale nie jesteś chora… Że udajesz. Że nie chcesz występować bo to coś w rodzaju buntu, że chcesz się odegrać za to, że wyrzucili Klaudię… Napisałem to jeszcze na imprezie i wiedziałem jakie będą wtedy konsekwencje, wiedziałem, że nie pojedziesz na ślub. A potem postanowiłem iść o krok dalej. Chciałem żeby zrobili mi i Jess zdjęcia. Ciekawe jak Ali będzie się czuła kiedy je zobaczy? Kiedy zobaczy, że obściskuję osobę, która miała zastąpić jej przyjaciółkę. Dalej nic nie pamiętam, przysięgam. Wiem, że się z nią całowałem w klubie ale to wszystko. Później urwał mi się film, nie chciałem iść z nią do łóżka… Kiedy rano mi powiedziałaś… Przysięgam, że wtedy już wiedziałem. Zrozumiałem, że zależy mi na tobie nie na Chloe, zrozumiałem, że nie chcę cię krzywdzić, nie chcę widzieć cię takiej. Zapłakanej, zranionej. Miałaś siniaki na nadgarstkach i ból wypisany w oczach. Bałaś się mnie i wiedziałem, że osiągnąłem swój cel… Ale nie wiedziałaś o tym, że to wszystko było przeze mnie. Nie wiedziałaś, że spałem z Jess, że Klaudii nie ma przeze mnie, że nie pojedziesz na ślub przeze mnie… I obiecałem sobie, że się nie dowiesz. Chciałem się do ciebie zbliżyć i wszystko naprawić, przysięgam, że kiedy się zorientowałem, że nie chcę cię ranić, że chciałbym cofnąć czas by tego wszystkiego nie zrobić, znienawidziłem siebie bardziej niż ty nienawidzisz mnie w tym momencie. Przysięgam, że się zmieniłem! Kocham cię i ty o tym wiesz. Byłem chujem ale się zmieniłem dla ciebie i dzięki tobie!- każde słowo, które padło z jego ust było jak kolejna szpila wciskana w moje serce. Złamał mnie. Zniszczył. Zrobił to co chciał.
-Byłeś chujem?! Byłeś?! Ty nim nadal jesteś! Serio myślisz, że chcę z tobą być po tym co teraz powiedziałeś? Zniszczyłeś mnie!- nie wiedziałam co mam robić, co mówić. Nie wiedziałam czy siedzieć w tym samochodzie czy może uciec.
-A ty zniszczyłaś mnie!- krzyknął a wszystko wokół mnie zaczynało wirować.
-Słucham?! Co ja kurwa zrobiłam?!- wydarłam się i nie rozumiałam jak może mnie oskarżać o coś takiego w tym właśnie momencie. Kiedy jego wyznanie obróciło w proch wszystko co miałam.
-Wtedy odejście Chloe było dla mnie końcem świata, nie rozumiesz? Zostawiła mnie przez jakąś małą sukę, która wierzy w spełnianie marzeń!- krzyknął a ja nie mogłam uwierzyć, że wykrzyczał mi to prosto w twarz.
-Zawieź mnie natychmiast do domu!
-Postaw się w mojej sytuacji! Dlaczego nie widzisz tego, że zrobiłem to bo myślałem, że to jest słuszne, że należy ci się to samo co mi?!
-Dość, nie chcę już słuchać- jak w ogóle można tak myśleć?!  Jak robienie komuś krzywdy można w ogóle uważać za słuszne?!
-Spójrz kurwa na mnie!- krzyknął i złapał mnie za rękę. Szarpnął mnie próbując odwrócić w jego stronę.
-To boli! Puść mnie!
-Ali błagam, nie możesz mnie zostawić, wiem, że byłem zły! Wiem, że byłem czarnym charakterem ale zmieniłaś mnie. Staram się dla ciebie! Kurwa poszedłem nawet do psychologa! Nie widzisz tego? Nie widzisz, że staram się być lepszy dla ciebie? Zmieniłaś mnie.
„Sprawiasz, że staram się być dobry, staram się dla ciebie ale tylko ty... Tylko ty możesz zamienić mnie w potwora...”
-Masz rację, zmieniłam cię w prawdziwego potwora, w bezwzględnego oszusta, kłamcę, w mój największy koszmar- wysyczałam z wyrzutem i na niego spojrzałam. Byłam pewna, że widzi w moich oczach nienawiść.
-Nie mów tak, nie możesz tak mówić. Przecież wiem, że mnie kochasz, mimo tego co powiedziałem. Nie mogłaś przestać mnie kochać tak z dnia na dzień!- jak on może mówić o miłości w tej chwili?!
-Jak mam ciebie kochać w tym momencie? Jak? Ty nic nie rozumiesz. Nie masz pojęcia jak się czuję. Nie mogę na ciebie patrzeć bo patrzenie na ciebie boli. Mówisz, że mnie kochasz, ale ja tego nie słyszę. Nie słyszę ciebie tylko słyszę Klaudię, która mówi mi, że mnie zostawia, słyszę Zuzę, która płacze bo nie będę z nią w najważniejszym dniu jej życia. Słyszę Ninę krzyczącą, że to koniec naszej przyjaźni. Słyszę Steva, który mówi, że mam na siebie uważać, słyszę kurwa jęki Jess, słyszę jak krzyczy twoje imię a ja zwijam się z bólu, uciekam z tego cholernego pokoju i w środku nocy siedzę z gorączką w salonie Nialla i błagam, żebyście skończyli. Słyszę wszystko tylko nie to, że mnie kochasz.
-Co mam zrobić? Co powiedzieć? Musisz mi wybaczyć, przysięgam, że wszystko naprawię tylko mi wybacz- powiedział i w tej chwili wydawał mi się najbardziej samolubnym człowiekiem na świecie.
-Harry ty nie rozumiesz. Tego się nie da naprawić. Siedzisz tu ze mną, mówisz to wszystko a ja się zastanawiam czy chociaż w połowie jesteś ze mną szczery. Co jeszcze ukrywasz? Czy powiedziałeś wszystko?
-Przysięgam…- zaczął ale od razu mu przerwałam.
-Możesz przysięgać, ale to nic nie zmieni. Nie ufam ci i już nie zaufam- powiedziałam dobitnie.
-Ali błagam- wyszeptał zrozpaczony. Ale mimo tego, że kochałam go całym sercem w tym momencie równie mocno go nienawidziłam. Za wszystko. Za każde zło, które wyrządził nie tylko mi ale też moim bliskim, za każde kłamstwo, za każdą łzę, którą przez niego wylałam.
-Skrzywdziłeś tak wiele osób… Nie tylko mnie. Gdyby to chodziło tylko o mnie… Zraniłeś moich bliskich i tego nie wybaczę ci nigdy.
-Przysięgam, że gdybym mógł cofnąć czas…
-Ale nie możesz, nigdy tego nie cofniesz, nigdy tego nie naprawisz. Tak samo jak ja. Nie doceniłam cię i to był mój błąd- powiedziałam zrezygnowana ocierając mokre od łez policzki chusteczką, którą wyciągnęłam ze schowka.
-Nie doceniłaś mnie?
-Tak, nie doceniłam i przede wszystkim ci nie uwierzyłam. Sam przyznałeś, że lubisz krzywdzić innych. Przyznałeś, że sprawia ci to przyjemność. Byłam tak zaślepiona, tak bardzo chciałam być tą, która ci pomoże, że nie uwierzyłam, albo nie chciałam wierzyć w to, że to co mówisz to prawda. Przecież mnie uratowałeś. Pomogłeś mi. Nie mogłeś być zły. Owszem uderzyłeś mnie, ale przecież cię sprowokowałam chociaż wiedziałam jak wybuchowy, zaborczy i zazdrosny potrafisz być. Byłam pewna, że mówisz o sobie źle bo jesteś nieobiektywny, wierzyłam, że masz o sobie takie zdanie bo jesteś dla siebie zbyt surowy. Ale nie. Wtedy chyba pierwszy raz, może jedyny, byłeś szczery. A ja ci nie uwierzyłam- powiedziałam i zaśmiałam się przez łzy -Raz byłeś ze mną szczery a ja ci nie uwierzyłam. Uwierzyłam we wszystko inne, w każde kłamstwo tylko nie w prawdę.
-Ali byłem zły ale dzięki tobie już…- ciągle powtarzał to samo a ja stanowczo miałam już dość.
-Odwieź mnie do domu. Chcę jechać do siebie, nie chcę cię widzieć. Muszę to wszystko przemyśleć, pomyśleć co mam zrobić- podejmowanie pewnych decyzji w nerwach i emocjach nie było dobre, chociaż sama nie wiedziałam o jakie decyzje mi chodzi. Przecież to, że między nami już nie będzie dobrze było oczywiste.
-Ale…
-Musisz dać mi spokój- powiedziałam i miałam nadzieję, że jakimś cudem to do niego dotrze.
-Nie rozumiesz, że nie umiem dać ci spokoju?
-A ty nie rozumiesz, że tylko o tym marzę w tym momencie? By znaleźć się jak najdalej od ciebie? Nie masz pojęcia co teraz czuję… jakbyś zabrał mi wszystko. Wszystko. Serce. Miłość. Życie. Każde dobre wspomnienie. Jakby ten czas kiedy byliśmy razem w ogóle nie istniał. Jakby to był sen z którego się właśnie wybudziłam i znowu jestem w tym samym miejscu co rok temu. Najchętniej bym teraz wybiegła z tego samochodu ale wiem, że nie mogę. Nie wiem dlaczego, ale jakimś cudem zauważyłam, że cały czas jechał za nami samochód i ostatnie czego teraz potrzebuję to masa moich zdjęć jak wybiegam z twojego samochodu zapłakana dlatego proszę cię, nie komplikujmy tego jeszcze bardziej. Nie potrzeba nam mieszać do tego jeszcze miliona twoich fanek- powiedziałam i w samochodzie nastała totalna cisza. Nie miałam zielonego pojęcia ile czasu minęło zanim ruszyliśmy. Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy. Starałam się nie myśleć, łzy wypływały z moich oczu, nie mogłam tego powstrzymać ale mimo tego starałam się zagłuszyć jego głos, który odbijał się echem w mojej głowie. Kiedy dojechaliśmy na miejsce wysiadłam bez żadnego pożegnania. Nie miałam zielonego pojęcia dlaczego chciałam się odwrócić i na niego spojrzeć jednak zwalczyłam tę pokusę i weszłam do budynku. Kiedy znalazłam się w mieszkaniu nie wiedziałam co mam robić. Chciałam krzyczeć, szlochać, zniszczyć każdą rzecz, która przypominała mi o nim. Weszłam do salonu, podeszłam do półki, na której stało jedno zdjęcie. Zrobiłam je kiedyś, Harry nawet się nie zorientował kiedy. Był na nim uśmiechnięty, szczęśliwy. Miał słuchawki na uszach i słuchał piosenki, która jak mówił, kojarzyła mu się z nami. Nim zorientowałam się co robię trzymałam ramkę nad głową i zamierzałam walnąć nią z całej siły o podłogę lecz wtedy drzwi do mojego mieszkania otworzyły się a ja wiedziałam, że to on. Odłożyłam natychmiast zdjęcie i w tym momencie on wszedł do pokoju.
-Wiem, że nie mam prawa o to prosić ale… pokaż obie ręce- powiedział i zaczął iść w moją stronę.
-Nic ci nie pokażę- odparłam natychmiast. On chyba czerpie z tego przyjemność. Widzi jak bardzo mnie męczy i w jakiś chory sposób go to kurwa satysfakcjonuje.
-Proszę, nie zniosę tego jeśli zrobisz sobie to przeze mnie. Po prostu nie. Pokaż mi, muszę wiedzieć, że nie zrobiłaś tego specjalnie, w przeciwnym razie nie dam rady trzymać się z daleka, nie wyjdę i nie pozwolę ci jechać z Niallem- wiedziałam, że mówi to specjalnie bo wie, że nie chcę go widzieć i taka groźba podziała dlatego zrobiłam krok w przód i bez zbędnego gadania pokazałam mu ręce. Na lewej widniały dwa kawałki plastra, które Zayn przykleił mi totalnie koślawo.
-Zemdlałam. Wiesz jak reaguję na silny stres. Upadłam i się skaleczyłam, Zayn mi pomógł. To wszystko, to był czysty przypadek, nie zraniłam się specjalnie- tłumaczenie się przed nim było kurewsko upokarzające.
-Uda, pokaż mi jeszcze uda. Wiem, że tam też się…- on kurwa żartuje, prawda?!
-Chyba żartujesz!- mój głos stał się wyższy. Co on sobie myślał?! Że tak po prostu ściągnę przy nim spodnie?!
-Znam cię, Zayna mogłaś oszukać, ale mnie nie nabierzesz- powiedział i to było chyba najbardziej paradoksalne zdanie, które padło z jego ust. Nie miałam zielonego pojęcia za ile minut będzie Niall, wiedziałam, że już jedzie bo mi to napisał ale nie chciałam spędzić z Harrym minuty więcej. Nie chciałam dać mu tej pieprzonej satysfakcji spełniając jego prośbę ale bardziej nie chciałam go widzieć dlatego schowałam resztki godności do kieszeni, rozpięłam rozporek i opuściłam spodnie w dół. Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. On uklęknął i zbliżył się do mnie lecz w momencie kiedy chciał dotknąć mojego uda natychmiast się odsunęłam i najszybciej jak umiałam założyłam spodnie z powrotem na tyłek.
-Proszę, upokorzyłeś mnie właśnie kolejny raz a teraz możesz wyjść- czułam się taka żałosna, mimo tego co mi powiedział, byłam kurwa posłuszna i robiłam wszystko co kazał. Czułam, że jestem na skraju załamania nerwowego i byłam pewna, że jak nie wyjdzie zrobię krzywdę albo jemu albo sobie. Zostawiłam go w salonie i poszłam do przedpokoju gdzie otworzyłam drzwi na oścież czekając aż wyjdzie. Dzięki Bogu chyba stwierdził, że się w końcu nade mną ulituje i kiedy przeszedł przez pomieszczenie i w końcu opuścił mój dom, stanął przy windzie i kiedy już miał do niej wejść uświadomiłam sobie dlaczego nie zamknęłam jeszcze drzwi.
-Czekaj- powiedziałam kiedy drzwi windy się rozsunęły. Podeszłam do niego i przysięgam, że w jego oczach widziałam iskierkę nadziei. Nie wiem dlaczego poczułam w tym momencie wyrzuty sumienia. Przecież nie zamierzałam dawać mu nadziei. -Oddaj mi moje klucze- Harry słysząc moje słowa spojrzał na mnie tak jakby nie wierzył w to, że rzeczywiście to powiedziałam.
-Ja… ja ich nie mam…- wydukał a ja byłam pewna, że nie spodziewał się, że poruszę teraz ten temat.
-Co? Jak to nie masz?
-Nie mam przy sobie- wydusił z siebie i przejechał dłonią po włosach. Zawsze to robił kiedy się denerwował.
-Nie kłam- powiedziałam całkiem spokojnie. Wiedziałam jednak, że jestem jak tykająca bomba i każdy jego błąd mógł spowodować, że wybuchnę.
-Nie kłamię- powiedział i nawet na mnie nie patrzył.
-Harry dlaczego musisz wszystko tak strasznie komplikować. Wiem, że klucze od naszych mieszkań i od samochodu trzymasz razem. Raz się nawet o to pokłóciliśmy, ale ty mnie nie posłuchałeś i nadal nosisz je wszystkie razem- uważałam to za nieodpowiedzialne. Harry ogólnie gubił sporo rzeczy a trzymanie wszystkich kluczy razem groziło zgubieniem wszystkiego naraz. Harry oczywiście się ze mną nie zgadzał i nie rozumiał o co robię aferę.
-Oddam ci je jutro…
-Oddasz mi je teraz- dlaczego on musiał taki być?! Dlaczego wszystko tak cholernie utrudniał?! –Ja też oddam tobie…
-Nie, nic mi nie oddasz- powiedział natychmiast podnosząc nieco głos.
-Nie potrzebuję już ich.
-Kurwa!- wrzasnął tak głośno, że aż podskoczyłam i zanim się zorientowałam stał już przy mnie i trzymał mnie mocno za rękę. Nie tylko ja byłam na skraju, nie tylko ja mogłam w każdej chwili wybuchnąć.
-No co? Uderzysz mnie?!- wysyczałam i wtedy dosłownie znikąd pojawił się Niall.
-Co się dzieje?- zapytał blondyn. Słysząc chłopaka Harry jakby się opamiętał i mnie puścił. Niall podszedł do mnie i stanął pomiędzy nami.
-Oddaj mi ten cholerny klucz- nie miałam już siły powtarzać wszystkiego po sto razy ale musiałam odzyskać ten pieprzony klucz. Inaczej ciągle bym się stresowała, że Harry będzie mógł wejść sobie do mnie kiedy mu się będzie podobać.
-Harry zrób co Ali ci każe- powiedział Niall a ja czułam jak ze stresu zaczyna mi być niedobrze. Harry powiedział coś pod nosem, ale nie zrozumiałam co wyciągnął jednak z kieszeni klucze i odpiął ten właściwy. Podał go Niallowi i bez słowa odwrócił się i nadusił przycisk przywołujący windę.
-Poczekaj, muszę ci oddać…- nie dokończyłam tylko cofnęłam się i szybko weszłam do przedpokoju jednak w momencie kiedy znalazłam to czego szukałam usłyszałam, że winda rusza i zobaczyłam jak Niall zamyka drzwi. Staliśmy tak przez chwilę w totalnej ciszy aż w końcu ja zaczęłam płakać. Blondyn podszedł do mnie i mnie przytulił. Mimo tego, że doceniałam to, że był ze mną i chciał mnie jakoś pocieszyć wiedziałam, że nic nie zmieni tego jak się czułam w tej chwili. Ostatnie dwadzieścia cztery godziny były prawdziwym koszmarem i nie miałam zielonego pojęcia co zrobić z tym wszystkim. Sytuacja w której się znalazłam po prostu mnie przerastała. Okazało się, że wszystkie wiadomości od D. były prawdą. Nie znałam Harrego, nie miałam pojęcia jakim człowiekiem był naprawdę a D. miało rację. Byłam ślepą, naiwną idiotką, którą można było oszukać tak łatwo. Nie miałam żadnych podejrzeń i we wszystkim ufałam mu ślepo. W życiu do głowy by mi nie przyszło, że Harry napisał jakiegoś maila o tym, że symuluję chorobę bym nie mogła być przy Zuzie. Nigdy nie domyśliłabym się, że dziewczyną z Dublina była Jess… Moja bajka okazała się być koszmarem, mój anioł zamienił się w potwora a miłość? Okazuje się, że miłość bardzo łatwo może przerodzić się w nienawiść…

„Bo zobaczyłem nasz koniec, zanim to się zaczęło

Tak, wiedziałem, że byłaś zaślepiona i zrozumiałem, że wygrałem.

Więc wziąłem to, co nadane mi przez wieczne prawo

Wyprowadziłem Twoją duszę w noc.”


Hej! Dodaję rozdział 51!
Cytat z początku rozdziału i cytat z końca pochodzą z piosenki 'Goodbye my lover' James Blunta :) Cytat drugi jest tłumaczeniem pierwszego :)
Dziękuję za komentarze!! <3
Kolejny rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu (mam już cały napisany XD)
Mam pytanie! Chciałby ktoś zrobić dla mnie okładkę opowiadania, żebym mogła ją wstawić na Wattpadzie?:) Będę wdzięczna jeśli ktoś taki się znajdzie!
Przepraszam za wszystkie błędy ale jestem taka wykończona, że nie myślę i w sumie sprawdziłam rozdział tak po łebkach XD
Jako że padam na twarz notka dzisiaj będzie krótka :) Jeszcze raz dziękuje za komentarze i proszę o kolejne, tym razem pod tym rozdziałem!

PS I LOVEEE YOUUU ALL <3

poniedziałek, 11 maja 2015

Rozdział 50






Kiedy znalazłam się na parterze i drzwi windy się rozsunęły wiedziałam, że muszę biec. Musiałam się stamtąd wydostać, nie mogłam dać się złapać. Wybiegłam z windy i kiedy pokonałam cały wielki hol i byłam już przy drzwiach wyjściowych odwróciłam się i zobaczyłam jego. Nie chciałam tam wracać, nie chciałam patrzeć jak płacze, nie chciałam słuchać jak przeprasza. Po prostu nie chciałam jego dlatego nie tracąc sekundy więcej rzuciłam się do ucieczki. Wybiegłam z budynku i wiedziałam, że nie mogę iść do mojego mieszkania. On miał moje klucze. Musiałam uciec gdzieś gdzie on mnie nie znajdzie. Ale jak miałam to zrobić? Jak? Biegłam przed siebie i czułam jak moje płuca płoną, nie byłam w stanie oddychać na tyle głęboko by dostarczyć im wystarczającą ilość tlenu. Ali myśl! On jest szybszy, złapie cię i zmusi do tego żeby go słuchać, żeby na niego patrzeć. Ali myśl! Nie możesz iść do siebie bo on tam przyjdzie. Taksówka.  Niedaleko jest postój taksówek. Nie myśl o niczym innym tylko o tym, że kiedy wsiądziesz do samochodu pojedziesz gdzieś gdzie on cię nie znajdzie. Biegnij szybciej!- powtarzałam w myślach. Widziałam latarnię, która stała na skrzyżowaniu ulic, wiedziałam, że gdy do niej dobiegnę i skręcę w prawo znajdę się na ulicy gdzie zawsze stoi milion taksówek. Słyszałam jak kroki osoby, która biegła za mną są coraz głośniejsze i wtedy przeżyłam coś w rodzaju deja vu.

Nie chciałam dać za wygraną, musiałam mu uciec, spojrzałam przed siebie i w oddali zauważyłam latarnię, która stała się moim celem. Biegłam w kierunku światła jakby tam czekało na mnie wybawienie.

To było jak mój sen… Jak ten cholerny koszmar kiedy uciekam, biegnę w stronę światła a kiedy tam docieram on mnie dogania, rzuca na ziemię i nikt nie zamierza mnie ratować. Wspomnienie tego koszmaru jakby dodało mi sił, nie miałam pojęcia co może zrobić nagły wyrzut adrenaliny do krwi. Kiedy dobiegłam do skrzyżowania okazało się, że od taksówki dzieli mnie dosłownie kilka metrów.
-Ali nie! Nie uciekaj…- usłyszałam w momencie kiedy otworzyłam drzwi. Odwróciłam się w jego stronę, stał kilka kroków ode mnie i w tym momencie zrobiło mi się słabo, źle i dopadły mnie jakieś gówniane wyrzuty sumienia. A to wszystko przez spojrzenie w jego zapłakane, szalone, bezradne oczy. Był zrozpaczony, rozbity, wystraszony. Kiedy zrobił krok w moim kierunku doszło do mnie jak blisko jest, nie powinien mnie złapać.
-Ja nie mogę… Przepr…- powiedziałam drżącym głosem patrząc w jego oczy i wiedziałam, że w moich są wpisane przede wszystkim strach, rozpacz i coś czego nie chciałam, nienawiść. Nie mogłam tak stać, nie mogłam patrzeć mu w oczy, nie mogłam znieść jego spojrzenia dlatego zamknęłam oczy, wzięłam głęboki wdech i w końcu wsiadłam do samochodu. Dlaczego chciałam go przeprosić?!
-Zaczekaj!- usłyszałam ale poprosiłam kierowcę by ruszył i zanim Harry dobiegł do auta my zdążyliśmy ruszyć. Łzy, które ciurkiem leciały z moich oczu wydawały się nie mieć końca i w momencie kiedy podałam kierowcy adres on podał mi paczkę chusteczek. Nie miałam pojęcia czy rozpoznał mnie albo Harrego. Miałam to głęboko w nosie. On z nią spał. Wtedy. Słyszałam ich! Kurwa słyszałam wszystko! Co z tego, że nie byliśmy wtedy razem? Co z tego? Byłam taką idiotką bo niczego nie zauważyłam, niczego się nie domyśliłam! Im dłużej jechaliśmy tym bardziej wyraźne stawały się wspomnienia z tej nieszczęsnej nocy.
-Jesteśmy na miejscu- usłyszałam głos, który wyrwał mnie z tych cholernych wspomnień. Spojrzałam za szybę i nagle doszło do mnie coś ważnego. Nie miałam pieniędzy. Miałam przy sobie tylko telefon i klucze do mojego mieszkania.
-Przepraszam- powiedziałam i otarłam oczy.- Może pan momencik zaczekać? Nie mam przy sobie pieniędzy i muszę wejść najpierw do przyjaciela poprosić o pożyczkę- mój głos był dziwnie stłumiony przez wielką gulę, która tkwiła w moim gardle. Mężczyzna spojrzał na mnie z politowaniem a następnie patrzył chwilę gdzieś ponad moją głową by po chwili westchnąć i uśmiechnąć się pocieszająco.
-Niech będzie na koszt firmy- powiedział a ja zrozumiałam jak żałośnie musiałam wyglądać skoro przejazd, który był warty od cholery funtów ma być dla mnie prezentem od firmy.
-Nie, ja zapłacę…
-Nie trzeba ale musisz już wysiadać bo mam kolejne zgłoszenie i muszę już jechać- powiedział a ja zauważyłam pewien rzucający się szczegół. Akcent. On mówił z dziwnie znanym mi akcentem.
-Jak pan ma na imię?- zapytałam po polsku i kiedy mężczyzna uśmiechnął się od ucha do ucha na mojej twarzy także pojawiło się coś co miało przypominać uśmiech.
-Adam.
-Panie Adamie, oddam panu za przejazd przy najbliższej okazji, przysięgam i dziękuję za to i chusteczki- chciałam powiedzieć coś więcej, ale usłyszałam w radio głos jakiejś kobiety, która powtarzała adres pod który mężczyzna ma pojechać dlatego nie chciałam tego przedłużać- przepraszam za kłopot, do zobaczenia- dodałam i zamierzałam wyjść.
-Nie płacz, nie warto- powiedział mężczyzna zanim wyszłam. Nawet nie wiedział jak wiele znaczyły dla mnie w tym momencie jego słowa, które wypowiedział do mnie w moim ojczystym języku. Dosłownie przez ułamek sekundy zrobiło mi się lepiej, dlatego postanowiłam, że nie ważne co się stanie znajdę pana Adama i oddam mu za przejazd z nawiązką. Mimo, że nie miałam czasu na jakieś sentymentalne dyrdymały poczekałam aż taksówka odjedzie i dopiero wtedy nogi poniosły mnie przed drzwi i w momencie kiedy miałam nadusić na dzwonek uderzyła mnie kolejna fala rozpaczy.
-Uspokój się Ali, uspokój się…- powtarzałam sobie i nawet nie zarejestrowałam kiedy moja dłoń powędrowała na dzwonek.
-Ali?- usłyszałam głos blondyna, który nie krył swojego zdziwienia.
-Niall…- wyszeptałam a łzy popłynęły po moich policzkach. Blondyn wyglądał na nieco zdezorientowanego ale przede wszystkim był wystraszony. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, zamknął drzwi  po czym mocno mnie przytulił.
-Co się stało? Coś z Harrym?- zapytał po chwili. Wiedziałam, że chciał zadać mi to pytanie od razu jak mnie zobaczył.
-On… On zrobił coś złego- powiedziałam i się od niego odsunęłam.
-Uderzył cię?- zapytał a ja widziałam jak jego twarz staje się cała czerwona.
-Nie… On… Ja nie wiem. On powiedział tylko jedną rzecz, ale wydaje mi się, że zrobił ich więcej. On z nią… On…- nie umiałam się wysłowić, nie mogłam zaczerpnąć wystarczająco dużo powietrza.
-Ali spokojnie… Chodź, wejdź do środka, uspokój się- znałam Nialla i wiedziałam jak reaguje w takich sytuacjach. Zdenerwował się widząc w jakim jestem stanie. Złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę salonu. Kiedy tam weszliśmy okazało się, że nie jest sam. Na kanapie siedział Zayn.
-Ali?- najpierw na twarzy bruneta malowało się zdziwienie, jednak gdy zorientował się w jakim jestem stanie momentalnie spoważniał. –Coś z Harrym? Coś mu się stało?
-Pokłócili się- wyjaśnił Niall. Ale to nie były wyjaśnienia. My się nie pokłóciliśmy. To nie była kłótnia.
-Nie Niall, nie rozumiesz, nic nie wiesz!- powiedziałam nieco za głośno, musiałam wyglądać jak wariatka. Ale kiedy wypowiedziałam te słowa doszło do mnie, że może jestem w błędzie. Może Niall wiedział? Może on i Zayn doskonale wiedzieli? Może wszyscy mieli niezły ubaw widząc jak wpadam w tę cholerną pułapkę?!
-Nie denerwuj się- odezwał się Zayn, który zdążył wstać i podejść do nas.
-Wiedziałeś?- zwróciłam się do Nialla i zrobiłam krok w tył.
-O czym? Ali błagam powiedz o co chodzi- Niall był cały czerwony, do tego zaczął szybciej oddychać.
-Że Harry i Jess…- zaczęłam, ale słowa uwięzły mi w gardle.
-Co Harry i Jess?- zapytał totalnie skołowany a ja poczułam coś w rodzaju ulgi. Nie wiedział. Niall nie był dobrym aktorem. Wręcz przeciwnie. On był szczery. Prostolinijny. Zawsze mówił to co myślał a kiedy musiał utrzymać coś w sekrecie było widać, że kręci. Tak było kiedy nie chciał powiedzieć na początku dlaczego Harry mnie nie lubi. On po prostu nie umiał kłamać.
-Oni… Ze sobą…- nie umiałam tego powiedzieć. Po prostu nie. Spojrzałam na Zayna, który nawet nie próbował udawać, że nie jest w szoku. Obaj byli. Nie wiedzieli. Nie wiedzieli o tym, może wiedzieli o innych rzeczach ale na pewno nie wiedzieli o tym. I kiedy staliśmy tak w trójkę, ja szlochając, a oni nie mając zielonego pojęcia co zrobić czy choćby powiedzieć, zadzwonił dzwonek do drzwi.
-To on! On mnie zna! On wie, że przyjechałam do ciebie! On za mną biegł! Ledwo uciekłam! On nie może…- zaczęłam panikować i naprawdę czułam się jak szaleniec. Ale nic nie mogłam poradzić na to, że się bałam. Nie wiedziałam tylko czy boję się jego czy samej siebie.
-Spokojnie, Niall idź otwórz, ja zostanę z Ali- blondyn nic nie odpowiedział tylko wyszedł z pokoju. Zayn podszedł do mnie bliżej i w ciszy nasłuchiwaliśmy kto przyszedł. Minęły dwie minuty i nic. Nic nie słyszałam i sama nie wiedziałam czy to dobrze czy nie. Chwilę później naszym oczom ukazał się Niall z wielkim pudełkiem na którym było napisane ‘PIZZA’.
-Z tego wszystkiego zapomniałem, że ją zamówiliśmy- powiedział patrząc na Zayna.
-Niall co mam zrobić? On tu przyjdzie a ja nie chcę awantur, nie chcę z nim rozmawiać- nie chcę by mieszał mi w głowie, muszę po prostu zostać sama, muszę to wszystko przemyśleć, muszę sobie przypomnieć, wszystko.
-Chodź- powiedział nagle Zayn a ja spojrzałam na niego jakbym nie rozumiała co mówi.
-C…co?
-Chodź do mnie, masz rację, Harry pewnie zaraz tu będzie a lepiej nie wszczynać teraz awantur.
-Zayn ma rację, jeśli Harry tu przyjedzie ja z nim pogadam, wszystko będzie dobrze, poza tym nie pozwolę mu cię skrzywdzić drugi raz. Wtedy cię nie obroniłem, więc zrobię to teraz- miałam dość. Oficjalnie miałam dość. Niall się wciąż obwiniał o to, że mi wtedy nie pomógł? Przecież to nie jego wina, że Harry mnie uderzył! Zayn chce mnie ukryć?! Boże! Przecież oni kochają Harrego! Są jego przyjaciółmi, dlaczego chcą mi pomóc? Dlaczego mam w głowie tyle myśli? Wszystko zaczyna mi się plątać.
-Nie traćmy czasu- powiedział brunet i zamierzał wyjść z salonu jednak wtedy ja się odezwałam.
-Nie chcę psuć wam wieczoru- zamówili pizzę, na stoliku stało kilka puszek piwa. Planowali jakiś męski wieczór a ja, największa ofiara losu, musiałam popsuć nawet to.
-Niczego nie psujesz- Zayn złapał mnie za rękę i zaprowadził do holu, gdzie ubrał buty i bluzę. Dlaczego ta bluza była taka znajoma? Jakbym sama ją kiedyś nosiła… To była jego bluza.

-Bo nie cierpię pomidorów ze skórką, dlatego zawsze je obieram. Niall zagotuj wodę. Harry podaj mi te wszystkie pomidory- oczywiście nie byłabym sobą gdybym czegoś nie zrobiła. Harry wziął bardzo dosłownie moją prośbę i podał mi wszystkie pomidory do rąk ułożonych w koszyczek, psikus polegał na tym, że ja nie byłam posiadaczką takich wielkich dłoni jak on dlatego dwie sztuki od razu wylądowały na podłodze a brunet natychmiast musiał mnie zaasekurować. W efekcie Harry trzymał mnie za ręce.
-Dlaczego dałeś mi te wszystkie pomidory?- zapytałam nieco rozbawiona całą tą sytuacją.
-Bo kazałaś- Harry odpowiedział na to pytanie jakby to była "oczywista oczywistość".
-Harry ja nie mam takich wielkich dłoni.
-Dobra, przetransportujmy się do zlewu- powiedział i ruszyliśmy w wyznaczonym kierunku. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że podczas naszego niespodziewanego zbliżenia dostałam gęsią skórkę na całym ciele. Jego ciepłe dłonie trzymający moje...Dlaczego jego dotyk wzbudzał we mnie tyle emocji?
-Zimno ci?
-Dlaczego pytasz?- zaskoczył mnie tym pytaniem.
-Bo masz gęsią skórkę- kurde ale spostrzegawczy.
-Tak trochę mi się chłodno zrobiło- skłamałam i wróciłam do krojenia papryki.
-To może pójdziesz i ubierzesz jakąś bluzę czy coś- powiedział Harry.
-Nie mogę.
-Dlaczego?
-Bo wy zaraz coś źle tutaj zrobicie.
-No to w takim razie weź i załóż moją- Styles zaczął się rozbierać.
-Nie ma takiej potrzeby- powiedziałam szybko. Wizja ubrania na siebie bluzy Harrego wywołała na moim ciele kolejną falę dreszczy.
-Tak, właśnie widzę.
-Ali co ty taka oporna jesteś? Ja chcę cię zawieźć ty nie, Harry chce cię ubrać ty nie.
-Okej- powiedziałam gapiąc się wymownie na blondyna, który w odpowiedzi uśmiechnął się szeroko.
-Proszę- Harry podał mi bluzę a ja ubrałam ją na siebie.

Ile razy miałam ją na sobie później? Pięć? Dziesięć?
-Ej Ali spokojnie. Zaraz wszystko będzie w porządku- powiedział totalnie zmartwiony Zayn a ja zdałam sobie sprawę, że z moich oczu znowu zaczęły płynąć łzy. To było w Dublinie… Parę dni przed tym kiedy on i Jess…
-Wiem, przepraszam- powiedziałam chociaż miałam ochotę zapytać  Zayna skąd ją wziął i poprosić by ją zdjął.
-Jutro do was przyjadę, Ali trzymaj się, wszystko będzie dobrze- powiedział Niall i na pożegnanie mnie uściskał. Chwilę później razem z Zaynem siedziałam w samochodzie prowadzonym przez jego ochroniarza i jechaliśmy do domu Malika. W aucie panowała zupełna cisza, którą przerwał sms, którego dostałam dwadzieścia minut po tym jak opuściliśmy dom Nialla. Wiadomość pochodziła od blondyna. ‘Harry przyjechał 10 minut po tym jak pojechaliście. Nie martw się, chyba zostanie u mnie, jutro się odezwę’. Być może to głupie i żałosne ale ulżyło mi, zostanie u Nialla, nie będzie sam, nie będzie nigdzie jeździł, nie będzie mnie szukał, nic mu się nie stanie.
-Jesteśmy na miejscu- głos Zayna uświadomił mi, że mam zamknięte oczy dlatego niechętnie je otworzyłam i powoli i totalnie niezdarnie wysiadłam z samochodu. Musiałam wyglądać jak pokraka i ofiara losu. Bez słowa podążałam za chłopakiem a kiedy weszliśmy do jego domu doszło do mnie, że przecież Zayn nie mieszka sam.
-Jest Perrie?- zapytałam ściągając buty.
-Nie, wróci jutro.
-Bo nie chcę wam przeszkadzać czy coś, mogę iść gdzieś indziej- ciekawe gdzie…
-Nie przeszkadzasz. Poza tym pisałem już do Perrie i sama zobacz co odpisała- powiedział i przystawił mi telefon do nosa. ‘Jasne, niech zostanie. Ja wrócę rano ale zajmij się nią, daj jej moje ciuchy i kosmetyki czy coś. Nie zostawiaj jej samej…’ Wiadomość była dłuższa ale Zayn zabrał telefon bo najwyraźniej zorientował się, że nie powinnam czytać całości. Nie zostawiaj jej samej- nawet nie chciałam udawać, że nie wiem dlaczego blondynka to napisała. Boją się, że coś sobie zrobię. Boją się, że biedna, zraniona Ali zrobi sobie krzywdę.
-Wejdź do środka, rozgość się. Chcesz może herbatę?
-Tak, poproszę- zanim Zayn zadał to pytanie nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo chce mi się pić.
-Okej, to chodź ze mną- powiedział i uśmiechnął się delikatnie. Poza herbatą Zayn zrobił dla mnie jeszcze kanapkę i mimo, że wiedziałam, że nie był raczej gadatliwy przez cały czas próbował mnie jakoś zagadać i w pewnym momencie mu się to udało.
-Mogę zobaczyć?- zapytałam szczerze zaciekawiona.
-Jasne- powiedział chociaż nie byłam pewna czy serio by się zgodził gdyby nie to wszystko co się stało. Z drugiej strony już raz mnie tam wpuścił więc może nie był taki miły tylko dlatego, że byłam aktualnie w kiepskim stanie, może po prostu mnie lubił. Albo nie.
-Wow! Masz rację, wygląda inaczej niż kiedy byłam tu ostatnim razem.
-Cytując moją mamę „zapaćkałem ten pokój do końca”- powiedział i uśmiechnął się inaczej niż to robił przez całą naszą rozmowę. A raczej jego monolog, przerywany przeze mnie tylko wypowiedziami typu. Serio? Wow. To super. Tak. Nie. Boże, byłam okropna. Byłam najgorszą osobą na świecie. On mnie przygarnął a ja nie powiedziałam nawet dziękuję. Byłam taka niewdzięczna.
-Dziękuję- powiedziałam i starałam się nie zacząć ryczeć uświadamiając sobie jak bardzo okropna jestem.
-Ej, nie płacz. Nie masz za co dziękować.
-Przecież nie musisz tego robić- zauważyłam i otarłam dłonią policzki.
-Nie muszę ale chcę. Wiesz prawda jest taka, że…- powiedział i zanim zaczął kontynuować usiadł na podłodze dlatego ja uczyniłam to samo. –Nie mam zbyt wielu przyjaciół… W sumie nigdy nie byłem jakiś popularny, nie miałem miliona znajomych. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie odczuwałem jakiejś wielkiej potrzeby żeby ich mieć. Wiem, że wszyscy mówią, że jestem ten skryty, ten tajemniczy, ten małomówny, ale nie jestem taki na pokaz. Po prostu taki jestem.
-Wiem- zdążyłam go już poznać na tyle dobrze by wiedzieć jaki jest.
-Na początku mnie to stresowało. Ale teraz… Teraz nie chcę udawać kogoś kim nie jestem. Znalazłem przyjaciół i miłość i po prostu akceptuję siebie. I wiesz, nie lubię i nie umiem dużo gadać i to czasami nie jest dobre bo są sytuacje kiedy powinienem powiedzieć to co czuję. I tak sobie myślę, w sumie dopiero to sobie uświadomiłem, że ty chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, że traktuję cię jak przyjaciółkę. Dlatego nie dziw się, że chcę ci pomóc. Tak po prostu robią przyjaciele- wypowiedź Zayna sprawiła, że zabrakło mi słów i nie miałam zielonego pojęcia co mam powiedzieć dlatego po prostu go przytuliłam. To całe wyznanie musiało go wiele kosztować.
-Mylisz się- zaczęłam kiedy w końcu przestałam go ściskać. -Wcale nie jesteś małomówny- powiedziałam i w końcu  udało mi się wykrzywić usta w prawdziwym uśmiechu.
-Taaa, dzisiaj przechodzę samego siebie.
-Nie chodzi mi tylko o dzisiaj. Znamy się rok i w sumie widzę różnicę. Kiedyś mówiłeś do mnie o wiele mniej, teraz rozmawiamy o wiele częściej.
-Taaa, Perrie też mi to kiedyś powiedziała, że widzi różnicę jak się zachowuję przy kimś kogo dopiero co poznałem a przy kimś kogo znam rok.
-Po prostu potrzebujesz czasu żeby kogoś poznać. A jak już go poznasz to chcesz z nim gadać.
-Mówisz jak ona- powiedział a ja się zaśmiałam. Wyobraziłam sobie ich pierwszą randkę.
-Czemu się śmiejesz?
-Jak ty ją w ogóle poderwałeś? Mówiłeś coś na pierwszej randce czy urzekło ją to, że jesteś po prostu przystojny?- zapytałam i wytknęłam na niego język.
-No i właśnie dlatego na ogół jestem milczący, raz powiem coś od serca a ty już się za mnie nabijasz- powiedział a ja zaczęłam się śmiać widząc jego głupkowatą minę. –Jak chcesz wiedzieć to z Perrie było inaczej no i może nasza pierwsza randka nie była idealna ale z pewnością nie była katastrofą. No może tylko małą katastrofą ale na pewno to nie był Titanic…- Zayn udawał urażonego i zaczął opowiadać jak to ich pierwsza randka była małą katastrofą a nie zderzeniem z górą lodową dlatego śmiałam się jeszcze bardziej przez co zaczęłam się kiwać na boki i wtedy zobaczyłam co znajdowało się za Zaynem. Motyl. Nasz motyl.

-No to chodź- powiedział Zayn i wszyscy podążyliśmy za nim. Po chwili znajdowaliśmy się w pokoju średniej wielkości, który trzy ściany miał pokryte dziełami Zayna. Jedna, na prawo ode mnie wydawała się dość uboga.
-Masz metr. To znaczy metr kwadratowy na tej ścianie ale mam pewien warunek- powiedział poważnie Malik.
-Tak?
-Żadnych serduszek i napisów Ali+ Harry= BIG LOVE, żadnych głupich napisów, literek H, zrozumiano?
-Zrozumiano- zaczęłam się śmiać. Zayn serio myślał, że jestem zdolna do wyznania Harremu miłości na jego ścianie?- Wiem już co namaluję.
-Co?
-Może być motyl?- zapytałam i spojrzałam na Harrego, który uśmiechnął się od ucha do ucha.

Zayn mówił, ale nie mogłam się skupić na słuchaniu tego co mówi. Po prostu scena kiedy malowałam motyla odtwarzała się mojej głowie w kółko. Byłam świadoma tego, że Zayn starał się ‘umilić’ mi czas, odwrócić jakoś moją uwagę i w pewnym momencie nawet mu się to udało. Jednak widząc motyla wszystko znowu wróciło. On z nią spał. Wtedy. W Dublinie. Dziewczyna, którą wtedy przeleciał to Jessica. Jessica, która mimo naszego nie najlepszego początku, została moją przyjaciółką.
-Zayn ja przepraszam, ale chyba pójdę już się położyć- powiedziałam bo nie chciałam robić mu przykrości moim nagłym wybuchem płaczu. Chłopak zamilknął, spojrzał na mnie i chyba wiedział co się święci.
-Jasne, choć pokażę ci gdzie będziesz spać- brunet wstał i wyciągnął w moim kierunku rękę, którą złapałam z wdzięcznością. Zayn zaprowadził mnie do pokoju dla gości i przez ten cały czas trzymał mnie za rękę. Nie wiedziałam czy zdaje sobie sprawę z tego ile znaczy dla mnie jego zachowanie.
-Spodnie będą chyba trochę za długie ale koszulka będzie pasować- powiedział kiedy przyniósł mi spodnie dresowe i zwykły czarny t-shirt, które należały do jego narzeczonej.
-Dzięki, pójdę się umyć- powiedziałam, wyszłam z pokoju, ale Zayn zatrzymał mnie przy drzwiach od łazienki.
-Ali… Ja wiem, że Harry zrobił coś złego… Ale…- wiedziałam, że przez cały ten czas nie chciał do tego nawiązywać, ale w końcu nie wytrzymał. Musiał to zrobić.
-Nie Zayn… Nie chcę o tym mówić- powiedziałam a łzy, które cały czas pragnęły wypłynąć z moich oczu w końcu śmiało spłynęły po moich policzkach.
-On cię kocha i może powinnaś się zastanowić…
-Zayn on zrobił więcej złych rzeczy- powiedziałam i do głowy wpadło mi pewne pytanie. A może Zayn wie? Może wie coś więcej? -Prawda? Wiesz o czymś? O czymś co przede mną ukrywał?- zapytałam drżącym głosem.
-Ali ja nie wiem… Nie wiem nic więcej niż sama powiedziałaś- w jego oczach widziałam szczerość, ale poza nią widziałam też obawę. –Ale wiem jaki on jest. Impulsywny. Najpierw robi potem myśli… Kiedyś miał naprawdę spore problemy, był jak tykająca bomba i nikt nie wiedział kiedy wybuchnie. To wszystko się działo do czasu. Do momentu kiedy ty…- nie mogłam tego słuchać. Zayn sam przyznał, że ma niewielu przyjaciół i do tego grona zaliczał nie tylko mnie, ale przede wszystkim Harrego. Będzie go bronił. To przecież oczywiste.
-Zayn proszę, nie rozmawiajmy o nim, chcę już iść spać- powiedziałam chociaż nie liczyłam na sen tej nocy.
-Ali nie masz pewności, że zrobił coś jeszcze. Może nie ma więcej złych sekretów…- nie wiedziałam co go w końcu przekonało, żeby odpuścił, moja mina czy łzy cieknące mi po twarzy, ale w końcu przestał mnie zadręczać- Okej, już cię nie męczę tylko… Tylko pamiętaj też o dobrych rzeczach… No i jakbyś coś chciała to będę u siebie. Jest już późno więc też pójdę się myć i spać, ale gdyby coś się działo… Gdybyś potrzebowała czegokolwiek… Możesz na mnie liczyć.
-Dziękuję- wyszeptałam i w końcu weszłam do łazienki. Miałam dosyć. Wszystkiego. Chciałam tylko nie pamiętać ostatnich kilku godzin, dni albo miesięcy. Weszłam pod prysznic i starałam się nie myśleć. Niestety niemyślenie nie szło mi zbyt dobrze. Słowa Zayna krążyły w mojej głowie a ja zaczynałam czuć się coraz ciężej. Nagle dopadły mnie wyrzuty sumienia a przed oczami miałam jego. Jego oczy kiedy dobiegłam do taksówki, kiedy postanowiłam wsiąść, kiedy przymknęłam powieki by nie patrzeć dłużej na niego, by nie wiedzieć tej rozpaczy, którą miał w oczach. Dopiero teraz zrozumiałam dlaczego wtedy chciałam powiedzieć przepraszam.

Wybiegłaś z tego mieszkania, pobiegłem żeby cię szukać. Widziałem cię, biegłaś przede mną ale nie mogłem cię dogonić, chciałem biec szybciej ale nie mogłem a ty się oddalałaś. Nagle stanęłaś, odwróciłaś się w moją stronę, płakałaś. Spojrzałaś na mnie z taką nienawiścią… I nagle zamknęłaś oczy i odeszłaś.

Jak to możliwe? Jak? Kiedy doszło do tego, że nagle nasze koszmary zaczęły się urzeczywistniać? Moja podświadomość sama znalazła odpowiedź na pytanie dlaczego czułam wyrzuty uciekając przed nim. Pamiętałam jego sen! Pamiętałam w jakim stanie go wtedy znalazłam! Pamiętałam co mówił. „Ali jestem potworem”, „Ali ty nic nie wiesz”, „Zostawisz mnie Ali”. Ten cholerny sen był jak jakaś przerażająca przepowiednia a on wiedział, że prędzej czy później do tego dojdzie. Wiedział, że się dowiem. Znał mnie, wiedział jak zareaguję. Wiedział, że ucieknę. On to wiedział. Zostawiłam go. Obiecałam, że go nie zostawię. Nie interesowało mnie w tym momencie co pomyśli o mnie Zayn, po prostu wyłączyłam wodę, owinęłam się ręcznikiem, wyszłam z pod prysznica i ryczałam. Płakałam na głos. Może to było głupie, może ja byłam głupia ale nie chciałam go ranić. Ten sen. On się bał. Był wtedy jak małe, przerażone dziecko. Nie chciałam go krzywdzić. W tym momencie chciałam skrzywdzić siebie. Chciałam zrobić to co kiedyś. Chciałam choć przez chwilę poczuć ten ból. Ten, który zawsze przez moment odwracał moją uwagę od tego rozrywającego mnie od środka bólu. Martwili się, że będę chciała zrobić sobie krzywdę i mięli rację. Chciałam to zrobić i w tym momencie nie umiałabym nikomu obiecać, że tego nie zrobię. Że nie przyjdzie taka chwila, kiedy nie dam rady psychicznie. Byłam po prostu słaba i zrozpaczona. Kochałam go a on przez cały czas mnie oszukiwał. Cały czas miał tajemnice. Co jeśli nabrał nie tylko mnie. Co jeśli oszukał wszystkich? Co jeśli tak naprawdę mnie nie kochał? Co jeśli to wszystko było częścią planu? Co jeśli w tym wszystkim chodziło tylko o to by mnie zniszczyć? „Tylko pamiętaj też o dobrych rzeczach…” Nie miałam zielonego pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Złe wspomnienia zaczęły mi się mieszać z dobrymi. Jakimś cudem znalazłam się w pokoju, położyłam się do łóżka i łzami moczyłam poduszkę, którą z pewnością wybrała Perrie. Byłam zmęczona płakaniem. W pewnym momencie sił starczało mi tylko by oddychać, zasnęłam totalnie wykończona.

Czyjś krzyk wyrwał mnie ze snu. Otworzyłam oczy, było ciemno. Odblokowałam ekran komórki, którego blask mnie totalnie oślepił i chwilę mi zajęło zanim zobaczyłam która jest godzina, a była 1:36 w nocy. Początkowo nie zorientowałam się w całej sytuacji i myślałam, że obudziłam się tak po prostu, bez żadnej przyczyny. Jednak po chwili zrozumiałam co mnie obudziło. Już nie byłam w domu sama a krzyk wcale mi się nie przyśnił, należał on do kobiety... Raptownie usiadłam na łóżku przez co zadźwięczało mi w uszach ale po chwili wytężyłam słuch by upewnić się, że nic mi się nie przesłyszało. Po chwili usłyszałam cichy jęk dobiegający zza ściany, z pokoju Harrego. Po chwili jęki stawały się coraz częstsze i głośniejsze. Harry był w swoim pokoju i uprawiał z kimś seks. Dziewczyna z którą był była bardzo głośna, stawała się coraz głośniejsza... Krzyczała jego imię, prosiła o więcej... Nie mogłam tego słuchać. Moje oczy zaszły łzami, nie wiedziałam co mam zrobić. Nie chciałam jej słyszeć, ich słyszeć. Harrego, który zranił mnie już na tyle różnych sposobów ale to co zrobił teraz przekroczyło wszelkie granice... Ja się w nim zakochałam a on pieprzył się z inną w pokoju obok... To było nie do zniesienia. Wstałam z łóżka i od razu wybiegłam z pokoju. Pobiegłam na dół, prosto do holu, chciałam wyjść z tego domu, jednak to wiązałoby się z powrotem na górę po jakieś ciuchy a tego nie chciałam. W domu panowała cisza więc głośne jęki dobiegały też na dół. Chciałam to jakoś zagłuszyć więc włączyłam głośno telewizor i skulona usiadłam na dywanie. Kołysałam się w przód i w tył, głowę miałam spuszczoną. Było mi zimno, wybiegłam z pokoju ubrana jedynie w cienką piżamę, bez skarpetek, kapci, szlafroka... czegokolwiek. Byłam zdenerwowana, cała się trzęsłam i mimo, że próbowałam pohamować łzy one ciągle spływały po mojej twarzy mocząc mi piżamę. Tak bardzo bolało mnie to, że on tam jest z jakąś kobietą... A mnie miał w dupie do tego stopnia, że nie martwił się czy usłyszę jak się pieprzy czy nie. Minuty wydawały mi się być wiecznością... Nawet nie wiedziałam ile już tak siedziałam, nie wzięłam telefonu, nie umiałam przestać słyszeć tych dźwięków... Miałam wrażenie, że wpadłam w jakiś amok. Siedziałam, kołysałam się i bezustannie płakałam. Cała dygotałam, żadne bodźce z zewnątrz do mnie nie dochodziły, nie zorientowałam się nawet, że Styles wszedł do salonu i gapi się na mnie. Ocknęłam się dopiero gdy wyłączył telewizor. Wtedy jak za pomocą magicznego pstryczka poderwałam się na równe nogi, szybko się rozejrzałam i nie dojrzałam nikogo oprócz niego...
-Jesteśmy sami- powiedział a ja spojrzałam na niego, stał w bokserkach i czarnym t-shircie, był pijany, bardzo, nigdy go takiego nie widziałam. Następnie spojrzałam mu w oczy i dostrzegłam w nich coś czego się bałam, były takie dzikie, groźne, wypełnione ekscytacją, jak wtedy gdy bił Patricia, źrenice miał strasznie rozszerzone, gdy na mnie patrzył nie wiedziałam czego się spodziewać, bałam się i to cholernie. Otarłam szybko łzy z policzków i instynktownie zwiększyłam odległość między nami- No powiedz coś!- rozkazał mi. Ja nie zamierzałam nic mówić, tylko odwróciłam się i zaczęłam biec do pokoju. Myślałam, że Styles da mi spokój ale on wpadł na inny pomysł. Gdy byłam na schodach szarpnął mnie za rękę, a ja gwałtownie się odwróciłam wpadając prosto w jego ramiona. Nie chciałam go dotykać ale przede wszystkim nie chciałam by on dotykał mnie. Nie pachniał tak jak zwykle, czułam zapach papierosów wymieszanych z jego perfumami, alkoholem i jego zapachem, z jego potem...
-Puść mnie, to boli!- krzyknęłam kiedy zacisnął swoje dłonie na moich nadgarstkach i napierając swoim ciałem na moje przycisnął mnie do ściany.
-Chciałabyś być na jej miejscu, jej się podobało, urządziłem ten mały pokaz dla ciebie skarbie- wyszeptał mi do ucha.- Chciałabyś żebym cię dotykał.
-Zostaw mnie!- próbowałam się wyrwać ale nie miałam siły, byłam osłabiona i najzwyczajniej w świecie on był silniejszy.
-Nie zaprzeczaj! Powiedz, że tego chcesz! - warknął mi do ucha...

Nie! Nie! Oni mnie nie okłamywali przez cały ten czas! To nie był zwykły sen! To się stało naprawdę! Dlaczego mój umysł mi to robił?! Dlaczego postanowił przywołać to wspomnienie. Dlaczego ten sen był tak cholernie dokładny?! Dusiłam się. Nie mogłam oddychać. Próbowałam łapać powietrze, ale nie mogłam. Usiadłam na łóżku i czułam jak robi mi się niedobrze. Bałam się, że mam atak paniki, nigdy nie miałam czegoś takiego poza jednym jedynym razem, przed pierwszym koncertem. Czułam się tak jakby cały świat wirował. Z trudem doczłapałam do drzwi. Chciałam iść po wodę, w moim gardle było tak sucho, że nie mogłam przełknąć nawet śliny. Gdy wyszłam z pokoju nie miałam siły iść dalej, po prostu osunęłam się po ścianie, skuliłam się i robiłam wszystko by nie zemdleć. Czułam jak na moim czole pojawia się pot, jak wszystko wiruje i dzwoni mi w uszach dlatego całą siłę jaką w sobie miałam włożyłam w to żeby się skoncentrować i przypomnieć sobie co powinnam zrobić kiedy jestem na granicy stracenia przytomności i jedyne na co było mnie stać w tym momencie to pochylenie się do przodu i włożenie głowy między kolana.
-Boże Ali!- usłyszałam stłumiony głos Zayna.
-Słabo mi- wyszeptałam bo nie miałam siły by powiedzieć cokolwiek, nie miałam siły by otworzyć oczy. Po prostu czułam, że jestem na granicy, że za sekundę mogę stracić przytomność. Zayn nic nie mówił albo i mówił ale nic nie słyszałam. Jedyne co powtarzałam w głowie to to, że nie mogę zemdleć. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Poczułam, że coś się zmienia wokół mnie i zmusiłam się by otworzyć oczy. Podniósł mnie z podłogi. Chwilę później czułam jak kładzie mnie w pół nieprzytomną na łóżko, jak wyciąga mi z pod głowy poduszkę, jak unosi moje nogi pod którymi wylądował stos pozostałych poduszek. Leżałam tak i leżałam aż w końcu dzwonienie w uszach ustało a pot przestał zalewać moje ciało. Poczułam jak  zaczynam się trząść z zimna i w końcu otworzyłam oczy. Zayn siedział przy mnie, a okno w pokoju otworzył na oścież.
-Prawie odjechałam- powiedziałam gapiąc się na niego. Zayn wciąż wirował mi przed oczami.
-Ja też- chłopak uśmiechnął się delikatnie, ale nie był to miły uśmiech lecz totalnie nerwowy.
-Jak mnie znalazłeś?- zapytałam.
-Usłyszałem hałas- matko, jaki on ma super słuch skoro usłyszał takie coś.- Nie spałem, a ty zbiłaś dwie ramki robiąc przy tym sporo hałasu- wyjaśnił i nagle jakby coś sobie uświadomił. Spojrzał na moje dłonie i wydawał się nieco wystraszony. Po chwili zrozumiałam dlaczego.
-Przepraszam, nie chciałam niczego popsuć, chciałam tylko się napić…- zaczęłam się tłumaczyć, ale chłopak machnął tylko ręką.
-Przyniosę ci wodę, plastry, powinienem mieć wodę utlenioną- powiedział i zanim wyszedł zamknął drzwi i poprosił, żebym nie mdlała jak go nie będzie. Kiedy wrócił i zajął się moja pociętą ręką oczywiste stało się dla mnie kilka rzeczy. Po pierwsze było już jasno. Po drugie chłopak był ubrany, po trzecie chyba nie zamierzał mnie zostawić, no i po czwarte nie rozumiałam dlaczego w momencie kiedy dopada mnie silny stres ja mam skłonność do tracenia przytomności.
-Która jest godzina?- zapytałam kiedy wszystko to sobie uświadomiłam.
-Jest jeszcze wcześnie. Dobrze się czujesz? Boli cię ta ręka?
-Czuję się w porządku. Dlaczego jesteś ubrany?
-Miałem jechać po Pezz na lotnisko, myślałem, że śpisz bo kiedy tu wszedłem spałaś…- powiedział a w jego głosie dało się usłyszeć poczucie winy.
-Zayn jedź po nią! Ja przepraszam, nie chciałam psuć waszych planów- Matko! Jeśli ktoś z naszej dwójki powinien mieć wyrzuty sumienia to z pewnością powinnam to być ja. Byłam tylko i wyłącznie problemem. Jak zawsze.
-Wszystko okej, wróci sama, samochód już pojechał, nie zostawię cię w takim stanie.
-Jakim stanie? Zasłabłam po prostu, nie pierwszy raz przecież, dam sobie radę.
-Nie zostawię cię- powiedział takim tonem, że stwierdziłam, że jak znowu powiem, że dam sobie radę to Malik się zdenerwuje i stwierdzi, że jestem jakaś niedorozwinięta. –Wyglądasz na zmęczoną.
-Domyślam się- powiedziałam. Nie dość że cały czas ryczałam to jeszcze w dodatku kiedy w końcu udało mi się zasnąć obudziłam się, prawie zemdlałam, pocięłam rękę, leciała mi krew. Takie coś zawsze męczy.
-Może się jeszcze zdrzemniesz?
-Nie wiem czy zasnę- przyznałam szczerze. Co jeśli mój mózg znowu zrobi mi głupi żart? Co jeśli podświadomość przywoła kolejne wspomnienie, które najchętniej od razu wymazałabym z pamięci?
-Może spróbuj, chociaż godzinkę- Zayn uśmiechnął się do mnie i miałam wrażenie, że patrzy na mnie jak na dziecko.
-Spróbować mogę- po chwili zostałam sama ze wszystkimi pytaniami, których niestety było coraz więcej. Co ze mną będzie? Gdzie mam iść? Mam wrócić do mieszkania? Kiedy będę w stanie spotkać z się Harrym? Powie mi całą prawdę? Co z Jessicą? Co z trasą? Co z Harrym? Jak mam się zachować? Co mam zrobić? Co on zrobi? Co jeszcze zrobił? Jak jeszcze mnie skrzywdził? Tyle pytań, tyle cholernych pytań bez odpowiedzi. I kiedy leżałam a mój umysł był nimi po prostu zalewany dotarł do mnie pewien ważny fakt. Louis. On wiedział. Wtedy kiedy Harry wszedł wkurwiony do pokoju, kiedy po prostu mnie przeleciał, powiedział, że pokłócił się z Lou. Tomlinson po prostu wiedział. Byłam tego pewna. Wiedział wszystko.
-No i ja wtedy zapytałam jak długo to potrwa a on mi na to, że nie wie. Rozumiesz? Dziewczyny oczywiście zaczęły się śmiać a ja stałam tam jak jakaś sierotka Marysia i próbowałam… O Ali- kiedy weszłam do kuchni Perrie piła herbatę i żywiołowo opowiadała o czymś Zaynowi.
-Hej- powiedziałam i starałam się uśmiechnąć w miarę naturalnie.
-Zjesz śniadanie? Strasznie długo się nie widziałyśmy- blondynka podeszła do mnie i zaczęła mnie ściskać. Mocniej niż zazwyczaj. Po kilku sekundach spojrzała na moją rękę, która była cała w plastrach dlatego zyskałam pewność, że brunet powiedział jej o moim wcześniejszym incydencie. Przez moment patrzyła na Zayna z wyrzutem na co chłopak odpowiedział przepraszającym spojrzeniem.
-Tak wiem, musimy częściej się spotykać- powiedziałam wkładając całą siłę w to by brzmiało to pogodnie.
-Zayn zaparz jej herbatę- cóż Perrie najwyraźniej w tym właśnie momencie postanowiła być na Malika zła i oczywiście była to moja wina. Wiedziałam, że kazała mu mnie pilnować ale przecież to, że się skaleczyłam nie było jego winą.
-Nie, nie trzeba, ja nie jestem głodna chciałam tylko…
-O nie, musisz zjeść- powiedział Zayn a Perrie patrzyła na mnie tak, że wolałam się przemóc i zjeść kromkę chleba. –Jak się czujesz?
-Dobrze. Ale ja w sumie mam do was prośbę- zaczęłam. –Pożyczycie mi ładowarkę do telefonu? Mój padł a muszę pilnie zadzwonić.
-Jasne, już ci przynoszę- blondynka niczym błyskawica wybiegła z pokoju w poszukiwaniu ładowarki.
-Do kogo chcesz zadzwonić? Do Nialla?- zapytał Zayn przyglądając mi się badawczo.
-Nie, muszę porozmawiać z Louisem- powiedziałam i spojrzałam na bruneta wymownie.

***

Rozmowa z Louisem trwała jakieś dwie minuty. Przez pierwsze trzydzieści sekund, chłopak udawał, że nie wie dlaczego dzwonie, później po prostu milczał i słuchał tego co mam do powiedzenia by na koniec powiedzieć, że przyjedzie do Zayna około piętnastej. Do tego czasu ja miałam żyć w totalne niepewności, nerwach i stresie. Czas jednak postanowił umilić mi nie tylko Zayn z Perrie ale także Niall, który przyjechał około dziesiątej i powiedział tylko, że Harry u niego spał, ale już o siódmej rano gdzieś pojechał. Oczywiście od razu zapytałam czy coś mu powiedział, ale Niall twierdził, że nic.
-Nie wiem gdzie mam się podziać- powiedziałam cicho, tak, żeby tylko Niall słyszał. –Nie chcę jeszcze wracać do siebie bo nie mam jeszcze siły by porozmawiać z Harrym, a u Zayna też nie chcę zostać bo wiem, że przeszkadzam.
-Możesz zatrzymać się u mnie- odparł bez zastanowienia blondyn.
-Nie, źle mnie zrozumiałeś. Nie mówię ci tego bo chcę żebyś mnie przygarnął tylko po prostu dlatego, że się zastanawiam- wyjaśniłam natychmiast.
-Wiem, ale naprawdę chcę żebyś została u mnie- powiedział a jego dłoń wylądowała na mojej.
-Ale Harry…
-Nie przyjdzie do mnie jeśli go poproszę o to. Rozmawiałem z nim o tym wczoraj- powiedział i wydawało mi się, że rzeczywiście wierzy w to co mówi.
-Aha, czyli jednak gadaliście o tym wczoraj- powiedziałam z wyrzutem. No jasne.
-Gadaliśmy ale on mi nic nie powiedział… - zaczął, ale dzwonek do drzwi wyratował go z opresji. –Spodziewacie się gości?
-Może to moja mama- powiedziała Perrie i pobiegła otworzyć drzwi. Chwilę później usłyszałam jej nieco spanikowany krzyk.
-Zayn możesz przyjść na moment?!- brunet praktycznie pobiegł do niej a my z Niallem siedzieliśmy najciszej jak się dało chcąc dowiedzieć się kto postanowił odwiedzić Zayna i Perrie i dlaczego niespodziewany gość tak zdenerwował blondynkę. Zayn nic nie wspominał by mieli z kimś na pienku. Może nie chciał mnie martwić? Co jeśli mięli kłopoty? Początkowo nie słyszeliśmy dosłownie nic, zaczęliśmy nawet z Niallem rozmawiać, ale wtedy usłyszałam jego głos. Byłam pewna. To był on. Gdy to do mnie dotarło po moim ciele przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
-Znalazł mnie- powiedziałam prawie niesłyszalnie i spojrzałam spanikowana na Nialla.



No więc jestem XD Wracam z rozdziałem numer 50!
Na początku chcę podziękować za wszystkie komentarze!! Naprawdę uświadomiły mi one, że nie mogę zakończyć opowiadania a już na pewno nie w tak chujowym momencie!
Właściwie wszystkie komentarze były naprawdę miłe, totalnie motywujące dlatego mega mocno Wam za nie dziękuję!! <3 Znalazł się też jeden mniej miły dlatego chcę się zwrócić teraz do tej osoby XD A więc Osobo (nie podpisałaś się więc nie wiem jak mam się do Ciebie zwracać) po pierwsze dziękuję za komentarz (szkoda, że mimo wszystko nie napisałaś nic o swoich uwagach odnośnie rozdziału) a po drugie to nie tak, że sępię od Was te komentarze bo chcę żebyście nabijali mi statystyki. Nie, nie o to chodzi. Ja po prostu naprawdę chcę wiedzieć jakiem macie zdanie, co myślicie o jakimś tam rozdziale itd. Spójrz na to w ten sposób. Co się dzieje jeśli nasi chłopcy wydają np. nowy singiel? Czy np. Niall nie pyta nas o zdanie? Nie proszą o komentarz? Kurde wiem, że to może nie jest trafne porównanie ale zmierzam do tego, że jeśli już coś tworzysz (no a ja jednak coś tam tworzę XD Może to nie coś tak dużego jak nowa piosenka chłopaków ale dla mnie moje opowiadanie jest ważne) to chcesz wiedzieć jakie zdanie na ten temat mają inni. Ja naprawdę lubię wiedzieć, ze jakąś postać ktoś lubi, albo, że innej nie, ze ktoś lubi jakiś rozdział a inny z kolei mógł w ogóle nie powstać... No więc kończąc to jakże nudne kazanie, komentarze są dla mnie niesamowicie ważne bo mnie motywują i ogólnie dobrze wiedzieć, że mimo wszystko jakoś tam ktoś docenia moją pracę i poświęci chwilę swojego życia by zostawić po sobie ślad. Amen.
Dobra idźmy dalej XD Założyłam konto na wattpadzie i kiedy już ogarnę jak się nim posługiwać, zamierzam tam dodawać wszystkie rozdziały od początku:)
Kolejna informacja jest taka, że planuję 55 rozdziałów + epilog albo 55 rozdziałów i ten 55 będzie epilogiem (wszystko zależy od tego jak bardzo się rozpiszę, 3 ostatnie rozdziały będą krótkie i mam już na nie pomysł chyba od roku). Jeśli wyrazicie taką chęć może powstać 2 część opowiadania (wydaje mi się, że koniec części 1 nie wszystkim się spodoba XD) i wtedy epilog będzie jednocześnie prologiem 2 części XD Jezu wiem, zagmatwane to jak projekt ustawy XD (tak, wiem ukradłam ten tekst Osłowi ze Shereka)
Kolejna sprawa, wiecie może jak usunąć weryfikację przy dodawaniu komentarzy????? Bo wiem, że utrudnia Wam to życie ale ja nie umiem tego usunąć! :( Mam zaznaczoną opcję, że nie ma być weryfikacji a mimo tego ona jest :(
Nie wiem czy powinnam to pisać ale mam już napisany cały kolejny rozdział i pół następnego XD Pierwszy raz mam napisane coś na zapas!! XD
Na koniec chcę przeprosić za wszystkie błędy a na pewno jest ich całkiem sporo :(
Jak zwykle, proszę o komentarz <3
To chyba wszystko!
Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim za komentarze pod ostatnim rozdziałem!! Jesteście wspaniałe i to właśnie dzięki Wam opowiadanie wciąż istnieje!!
Dziękuję!!

PS I looooove yoooooooou all!!!!! <3

niedziela, 29 marca 2015

Zawieszam bloga!




Hej! Wybaczcie, ale jestem zmuszona do zawieszenia opowiadania. Na jak długo? W dużej mierze zależy to od Was. Zmęczyło mnie już proszenie się o słowo komentarza. Czuję, że po prostu to nie ma sensu. Kiedy prosiłam o 5 komentarzy pod rozdziałem każdy jakoś się mobilizował, jednak gdy nie proszę... Jak już od dawna wiadomo nie mam tyle czasu co kiedyś i rozdziały nie pojawiają się tak często jak bym chciała. Dodatkowo brak komentarzy sprawia, że nie mam tylu chęci co kiedyś i nawet kiedy wygospodaruję jakiś wieczór wolę coś obejrzeć czy poczytać książkę zamiast tracić czas na pisanie czegoś czego nikt nie czyta.
Ogólnie mam wrażenie, że tej notki też nikt nie przeczytał no ale napiszę to. Jeśli każdy kto przeczytał ostatni rozdział go skomentuje (wiem ile mniej więcej osób czyta opowiadanie, mam statystyki, wiem ile osób informuję na Twitterze, ilu jest obserwatorów itp. więc wiem ile powinno być komentarzy) ja zastanowię się czy/kiedy „wznowić” bloga i dodać kolejny rozdział.
Wiem, że Wy też możecie nie mieć czasu na czytanie czy komentowanie ale rozdział dodałam już ponad 2 tygodnie temu więc myślę, że to wystarczająco dużo czasu by go przeczytać (rozdział ma prawie 100 wyświetleń czyli jednak czytacie) i skomentować (i tylko 2 komentarze).
To nie jest tak, że nie chcę już pisać bo chcę i z pewnością dokończę opowiadanie chociaż dla samej siebie. Kocham moich bohaterów i nie zostawię ich bez dokończenia ich historii (btw mam chyba jeszcze z milion pomysłów na fabułę, planowałam nawet 2 część opowiadania). Po prostu od Was zależy czy to opublikuję czy nie, czy poznacie dalsze losy Ali, Harrego, Nialla, Jess i wszystkich pozostałych postaci.
Oczywiście liczę na szczerą opinię, jeśli komuś opowiadanie przestało się podobać to piszcie, to nie tak, że się obrażę czy coś. Po prostu naprawdę czuję, że moja praca jest bezcelowa skoro nie komentujecie. Naprawdę zależy mi na szczerej opinii. Może czegoś nie zauważam, popełniam jakiś błąd, coś Wam się nie podoba i przez to nie chcecie komentować. Ale jeśli tak jest to musicie mi to napisać, może dzięki Waszej pomocy będę mogła coś zmienić i naprawić błędy... Po prostu to jest praca zespołowa, działamy w zespole... Tak, małe nawiązanie do Zayna...:(:(:(:(
Jeśli komentarze pojawią się szybko, rozdział również pojawi się szybko. Jeśli moje prośby w dalszym ciągu nie nakłonią Was do pozostawienia komentarza blog zostanie usunięty definitywnie (po co zaśmiecać Internet?) Nie wiem ile potrzebujecie na to czasu ale umówmy się, że macie czas do 11 maja. Jeśli do 11 maja komentarze się nie pojawią to będzie data kiedy blog zniknie z sieci.
Okej, koniec przynudzania. 
Możliwe, że do następnego rozdziału!








PS1 I love youuu all<3

PS2 Mam nadzieję, że jednak skomentujecie XD No i że nie uraziłam Was tą notką<3