czwartek, 10 października 2013

Rozdział XII






Starałam się podnieść powieki, ale były takie ciężkie, tak bardzo chciało mi się spać... Nie tylko powieki miałam ciężkie, moja klatka piersiowa była jakby przygnieciona a o nogi ocierała się czyjaś długa noga. Matko! Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam Harrego, który mocno tulił mnie do siebie, jego głowa spoczywała na moich piersiach przez co jego włosy strasznie łaskotały moją skórę, drugą rękę miał pod moją głową... Styles zrobił sobie ze mnie żywą poduszkę!
-Harry- szepnęłam w jego włosy ale to nic nie dało. -Harry- powiedziałam głośniej jednak nadal nic.- Harry miażdżysz mnie!- krzyknęłam w końcu zirytowana.
-Co?- powiedział ciągle zaspanym i nieprzytomnym głosem. Dzięki Bogu jest postęp i chłopak reaguje.
-Ciężko mi! Złaź ze mnie!- Harry chyba otworzył oczy by zobaczyć o co robię tyle hałasu od rana.
-Przepraszam- Styles zszedł ze mnie i odsunął się jednak nie tak bardzo jak myślałam, że to zrobi.
-Miałeś mnie nie dotykać a ty sobie ze mnie poduszkę zrobiłeś- wiedziałam, że nie zrobił tego specjalnie ale byłam zła. Miałam na sobie tylko ten cholerny szlafrok i myśl o tym, że Styles mógł zobaczyć coś czego nie chciałam mu pokazać doprowadzała mnie do szału. O tym, że mógł coś dotknąć wolałam nie myśleć. Chłopak spojrzał na mnie niepewnie i się odezwał:
-Ali?
-Co?
-Możesz mi zejść z ręki?- wyszczerzył się w głupkowatym uśmiechu a ja miałam ochotę nieco poprawić mu tą jego idealną twarz jednym ciosem w nos. Wykonałam pośpiesznie jego prośbę i odwróciłam się w stronę nocnej szafki w poszukiwaniu telefonu. Moja krótka ręka nie była w stanie go dosięgnąć co mnie jeszcze bardziej podirytowało. Dlaczego mali ludzie zawsze mają ze wszystkim trudniej? Harry widząc moją nieporadność, nachylił się nade mną przyciskając mnie do łóżka by podać mi mój telefon. Gdy to zrobił od razu posłałam mu piorunujące spojrzenie na co on się tylko zaśmiał.
-Spokojnie mała- chciałam jakoś mu odpowiedzieć ale zobaczyłam, że wyświetlacz mojego telefonu wskazuje godzinę 9:21 czyli było już dosyć późno
-Późno już- powiedział Harry.
-Czytasz mi w myślach.
-Dzwonie do recepcji, niech nam przyniosą ciuchy a ty dzwoń po Nialla nich nas odbierze- zrobiliśmy dokładnie tak jak Harry powiedział i po 40 minutach czekaliśmy w holu na Horana.
-Nic wam się nie stało?- usłyszałam znajomy głos.
-Niall!- krzyknęłam, rzuciłam się na blondyna i zaczęłam go ściskać, myślałam, że będę na niego zła.
-Ali też się stęskniłem za tobą i szczerze to myślałem, że się będziesz na mnie gniewać- nie skomentowałam tego w żaden sposób, cieszyłam się, że jest i zaraz zawiezie mnie do domu; Horan jak zwykle śmiał się ale po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy.-Harry gdzie jest mój samochód?
-Chodź, pokażemy ci- powiedziałam i pociągnęłam go za ramię. Wsiedliśmy więc do samochodu którym przyjechał i powoli jechaliśmy drogą na której utknęłam wczoraj z Harrym. Po jakiś dwóch kilometrach zauważyliśmy samochód, stał dokładnie w tym miejscu w którym go zostawiliśmy wczoraj. Opona rzeczywiście była przebita a cały samochód pokryty był liśćmi i gałązkami.
-Dobra, zadzwonię po jakąś pomoc drogową i poczekam tu aż ktoś raczy przyjechać i odholować samochód- oznajmił Niall co nie za bardzo mi się to uśmiechało. Marzyłam o tym by wziąć prysznic i położyć się chociaż na godzinkę, dziwnie się czułam, bolała mnie głowa i mięśnie choć podejrzewałam, że to ze zmęczenia, niewyspania i wczorajszego biegu- szczerze, myślałam, że ten cały hotel był nieco bliżej.
-Albo Harry weź odwieź Ali do domu i przyjedź tu po mnie- blondyn musiał zobaczyć jak bardzo nie chciało mi się czekać.
-Nie trzeba, mogę tu poczekać razem z tobą- nie chciałam wyjść na jakąś księżniczkę po prostu czułam się źle i chciałam się położyć ale nie zamierzałam narzekać.
-To nie ma sensu, poza tym Ali wyglądasz na zmęczoną.
-Dziękuję- ucałowałam go w policzek i spojrzałam na Harrego, który miał strasznie dziwną minę.-Idziemy?
-Okej- wziął kluczyki on Nialla i chwilę później jechaliśmy do domu. W samochodzie panowała cisza, ani mi się nie chciało nic mówić, ani Harremu, który też był zmęczony. Nawet radia nie chciało nam się włączyć. Zerknęłam na niego i wydawało mi się, że intensywnie o czymś myślał, nie zamierzałam jednak się zastanawiać co mu tam po głowie chodziło. Nagle ciszę przerwał nam dźwięk mojego telefonu, myślałam, że może dzwoni mama, dziewczyny, może Klaudia ale na wyświetlaczu pojawił się dziwny, nieznany mi numer. Harry spojrzał na mnie zdziwiony, że nie odbieram.
-Kto to?- zapytał.
-Nie wiem.
-To odbierz i się dowiedz- powiedział i dziwnie pomachał ręką a ja niepewnie przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo?
-Cześć piękna- matko to nie mógł być on, przecież na imprezie nie dałam mu numeru telefonu.
-To naprawdę ty? -zapytałam i uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
-A skąd wiesz, że to ja?- zapytał rozbawiony głos z telefonu. Harry spojrzał się na mnie z pytającym wyrazem twarzy.
-Zdradza cię twój akcent. Nawet nie wiesz jak się cieszę Pato, że cię słyszę!- nie patrzyłam na Stylesa ale zauważyłam, że mocniej zacisnął dłonie na kierownicy i mocniej nacisnął na pedał gazu, jego zachowanie wskazywało na to, że się zdenerwował.
-A ja się cieszę że słyszę ciebie- byłam w wielkim szoku, że Patricio do mnie zadzwonił. Kto normalny by do mnie zadzwonił po tym co mu zrobił Harry.
-Dzwonisz w jakiejś konkretnej sprawie?
-Właściwie to tak. Bo widzisz tak się składa, że 8 lipca będę w Barcelonie i pozwoliłem sobie sprawdzić, że ty też wtedy będziesz w tym pięknym mieście. No i tak sobie pomyślałem, że jeśli oczywiście wyrazisz chęć, to może chciałabyś się ze mną umówić na kawę albo coś- totalnie mnie zamurowało i nie wiedziałam co powiedzieć, nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że jeszcze raz zobaczę Pato a już na pewno nie pomyślałabym, że będzie chciał się ze mną umówić. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć- Ali, umówisz się ze mną?- zapytał a ja słyszałam nadzieję w jego głosie.
-Pato czy ty zaprosiłeś mnie właśnie na randkę?- powiedziałam z niedowierzaniem i rozbawieniem w głosie.
-No tak. To jak? Umówisz się ze mną?- zapytał niepewnie.
-Zrobię to z przyjemnością- w tej chwili spojrzałam na Harrego, który posłał mi piorunujące spojrzenie. O co mu chodzi? To Particio powinien być zły a nie Styles.
-Super! Nawet nie wiesz jak się cieszę!
-Ja też się cieszę.- powiedziałam szczerze jednak w moim głosie dało się wyczuć zdenerwowanie. Jechaliśmy naprawdę szybko i zaczęłam się bać.-Zwolnij!- Harry spojrzał na mnie ale nie wykonał mojego polecenia.
-Co się dzieje?- Patricio się zaniepokoił.
-Nic, to nie było do ciebie. Wszystko jest w porządku- starałam się brzmieć naturalnie.
-Na pewno?
-Tak, na pewno.
-To dobrze. Ali ja ciebie przepraszam ale muszę kończyć. Tu u nas jest noc i ja muszę iść spać.
-Czekałeś do nocy żeby do mnie zadzwonić?
-Czekałem kilkanaście nocy żeby do ciebie zadzwonić aż w końcu zebrałem się na odwagę. A przez tę różnicę czasu musiałem zadzwonić kiedy u mnie jest noc...
-Bo wtedy u mnie jest dzień...- Pato jest najsłodszym chłopakiem jakiego poznałam.
-Dokładnie.
-To naprawdę słodkie.
-Do zobaczenia Ali Rose- powiedział cicho.
-Do zobaczenia Pato- powiedziałam i kolejny raz spojrzałam na Stylesa.
-Chcesz nas pozabijać?!- wrzasnęłam zdenerwowana. Harry spojrzał na mnie, nic nie powiedział ale zwolnił. Widziałam, że jest zdenerwowany. Wiedziałam, że z jakiegoś powodu nie lubił Patricia ale to nie znaczy, że na sam dźwięk jego imienia będzie mógł wszystkich pozabijać. Resztę trasy pokonaliśmy w totalnym milczeniu. Gdy wysiadałam Styles się w końcu odezwał:
-Wracam po Nialla- powiedział tak samo szorstkim tonem jak na początku naszej znajomości. Matko on był na mnie zły. O to, że gadałam z Patriciem, którego on pobił. Wczorajszy dzień i noc, które spędziliśmy razem wydawały się teraz nigdy nie mieć miejsca. Jakby to był tylko sen i miły, uprzejmy i troskliwy Harry to było tylko senne wspomnienie.
-Dlaczego jesteś zły?- zapytałam wkurzona.
-Nie jestem zły a nawet jakbym był to nie twoja sprawa- powiedział oschle, czym mnie wkurzył jeszcze bardziej. Idiota jeden, nie będzie ze mnie robił debilki.
-W sumie masz racje. Pa!- wysiadłam i trzasnęłam drzwiami od samochodu, odwróciłam się i sekundę później usłyszałam pisk opon i Styles odjechał. Palant jeden! Co ja sobie wyobrażałam? Że on nagle mnie polubił? Cały czas mnie nie cierpiał i teraz nagle mnie polubił? Ot tak? Tylko po co dawał mi jakieś złudzenia? Wczorajszy dzień i noc to jedno wielkie nieporozumienie i Styles najwyraźniej już tego żałuje... Dlaczego w ogóle mnie obchodzi co on myśli? Albo co on myśli o mnie? Postanowiłam przestać użalać się nad sobą przed domem i weszłam do środka. Dziwnie się czułam, wydawało mi się, że coś mnie drapie w gardle, ból głowy się nasilił i teraz zdałam sobie sprawę z tego, że mam większe zmartwienie na głowie niż jakiś humory Stylesa. Chyba łapie mnie jakieś przeziębienie a ja przecież nie mogę być chora. Jutro zaczynają się koncerty i muszę być w formie. Szybko pomaszerowałam do swojego pokoju i zaczęłam szukać w walizkach ciepłych ciuchów. Ubrałam legginsy z puszkiem w środku, gruby, stary ale cieplutki sweter, który już mi się wyciągnął po wielu praniach ale kochałam go najmocniej na świecie- 4 lata temu moja kochana babcia sama mi go zrobiła, na stopy założyłam grube skarpetki. Następnie zaczęłam szukać jakiejś witaminy C i tabletek na gardło jednak niczego takiego w swoich rzeczach nie znalazłam. Może Niall posiada jakieś tabletki? Postanowiłam zrobić małe poszukiwania. Przeczesałam dosłownie wszystkie szafki w kuchni ale niczego nie znalazłam. Było mi zimno i pękała mi głowa. Postanowiłam zrobić sobie herbatę z sokiem malinowym, który znalazłam w jednej z szafek. Usiadłam na krześle w kuchni i z nadzieją oczekiwałam przyjazdu Nialla, który da mi jakieś proszki na ból głowy. Gdy wypiłam pół kubka do domu wszedł Niall i Harry- ten drugi nawet na mnie nie spojrzał i od razu pobiegł do swojego pokoju na górze.
-Ali wszystko w porządku?
-Bardzo boli mnie głowa, jest mi zimno i drapie mnie w gardle. Boję się, że się przeziębiłam.
-Jesteś strasznie blada- blondyn patrzył na mnie wyraźnie zmartwiony.
-Masz może jakieś tabletki na ból głowy? Jakąś witaminę C i może coś na gardło?
-Chyba tak. Poczekaj tu a ja pójdę sprawdzić, okej?
-Jasne- szczerze nie wiedziałam gdzie Niall poszedł szukać tych leków ale miałam wrażenie, że pojechał po prostu do apteki. Zdążyłam wypić już całą herbatę a go nadal nie było. Minęło chyba piętnaście minut a Horana nadal nie było widać. Usłyszałam, że ktoś schodzi po schodach i byłam przekonana, że to on:
-Już myślałam, że pojechałeś do sklepu- powiedziałam z wyrzutem i się odwróciłam. Ku mojemu zdziwieniu do kuchni wszedł Styles.
-Oddaj mi moją bluzę- powiedział głosem wyzbytym z jakichkolwiek emocji.
-C..co?- zatkało mnie. On jest na mnie obrażony! Choć nic mu nie zrobiłam, on znowu zachowuje się jak palant, którym najwyraźniej jest!
-Dwa dni temu pożyczyłem ci moją czarną bluzę. Oddaj mi ją- mówiąc to nie raczył nawet na mnie spojrzeć.
-Jestem, sorry, że tyle to trwało ale nie mogłem poszukać i musiałem odebrać mega ważny telefon.
-Nie ma sprawy- uśmiechnęłam się do niego delikatnie po czym zwróciłam się do Stylesa- To idź do mojego pokoju i sobie ją weź. Jest złożona i leży na krześle obok komody- w moim głosie dało się wyczuć zdenerwowanie. Styles się nie odezwał tylko odwrócił się i poszedł odzyskać swoją własność.
-A ciebie co ugryzło?- zapytał Niall podając mi jakieś tabletki.
-Mnie nic ale twojego kolegę z pewnością coś…- nie dokończyłam bo połykałam coś na ból głowy.
-Myślałem, że już się dobrze dogadujecie…
-Ja też tak myślałam ale chyba oboje się myliliśmy. Niallusiu mój ja idę do siebie się położyć spać- odwróciłam się i zamierzałam iść na górę.
-Niallusiu?- Horan dziwnie to wymówił a ja zdałam sobie sprawę z tego, że przecież tu tak na niego nie mówią i „Nialluś” jest strasznym spolszczeniem jego imienia.
-To tak po polsku- powiedziałam.
-Aha. W sumie fajnie.
-Wiem- pokazałam mu język i uśmiechnęłam się do niego. -Idę do siebie.
-Okej.
-Zapomniałam cię zapytać o hasło do wi-fi.
-Nialler- oryginalnie, bardzo oryginalnie.
-Dzięki- powiedziałam i wyszłam z kuchni. Pomału dowlokłam się do pokoju a gdy weszłam zobaczyłam, że nadal znajduje się w nim Styles. Stał przy komodzie i w ręce trzymał zdjęcie, które odłożyłam zaraz po wejściu do tego pokoju dwa dni temu.
-Dlaczego moje zdjęcie leżało a nie stało tak jak reszta?- był zły, widziałam to, był zły i smutny jednocześnie. A ja nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć dlatego stałam jak kołek i oglądałam swoje dłonie. -Odpowiedz!- podniósł głos. Nie mogłam uwierzyć, że to ten sam wesoły, pomocny i opiekuńczy Harry z który spędziłam ostatnie 24 godziny.
-A co ciebie to obchodzi?- zapytałam cicho.
-W sumie masz rację- powiedział i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami, trzymając zdjęcie w ręce. Zostawił mnie totalnie skołowaną, po prostu nie wiedziałam co się dzieje. Co jest powodem jego zachowania… Ból głowy mi nie mijał, czułam jednak, że przez Harrego nie zasnę teraz, w moich żyłach krążyło teraz zbyt dużo adrenaliny, która wytworzyła się ze zdenerwowania całą wcześniejszą sytuacją. Włączyłam laptopa i połączyłam się z siecią, następnie zalogowałam się na Twittera. Dodałam jednego posta o tym, że nie mogę doczekać się jutra, dałam follow kilku dziewczynom, szczerze nawet nie czytałam co do mnie napisały, były to miłe słowa jednak nie miałam siły tego czytać. Jak zwykle pojawiły się też obraźliwe komentarze, które rzucały się w oczy o wiele bardziej niż te miłe. Wiedziałam, że nie powinnam ich czytać jednak to było silniejsze ode mnie, czytając je myślałam, że moja głowa eksploduje: „Rozbijesz ich! Najpierw Niall teraz Harry! Daj im spokój!”, „Jesteś zwykłą suką!”, „Tak dostałaś tę pracę, przez łóżko?”- ten komentarz zwrócił moją szczególną uwagę bo dołączony był do niego link. Od razu go otworzyłam, byłam ciekawa na jakiej podstawie ktoś wyciąga takie wnioski. Link okazał się bardzo rzetelnym artykułem pod tytułem „ Harry i Ali spędzają razem noc w hotelu! Co na to Chloe?”- postanowiłam nie czytać tych wszystkich rewelacji, które miał do przekazania autor plotki tylko od razu zabrałam się za oglądanie zdjęć. Kilka było z przed studia- te były raczej nic nie znaczące ale kolejne były strasznie dwuznaczne i byłam pewna, że o naszym pobycie w hotelu musiał ich poinformować ktoś z gości lub obsługi. Zdjęcia z hotelu były dość niewyraźne i jakiś durny paparazzi musiał się nieźle natrudzić żeby je zdobyć. Przedstawiał one nas w recepcji i mnie jak siedziałam na parapecie w szlafroku a za mną stał Harry tak samo ubrany jak ja gdy już byliśmy w pokoju! Te z pokoju były niewyraźne ale można się było domyślić że to my… Gdy powróciłam na Twittera dokładniej przyjrzałam się tym wszystkim tweetom i dopiero teraz zauważyłam, że większość jest o tej samej tematyce. Ja i Styles. Postanowiłam dłużej nie zwlekać i napisałam krótkie sprostowanie całej sytuacji. Nie wiedziałam na ile to pomoże i ile osób mi uwierzy ale miałam przynajmniej czyste sumienie. Po opublikowania tego tweeta wylogowałam się z tego portalu by wejść na moje prywatne konto na facebooku. Byłam ciekawa czy te rewelacje dotarły już do moich bliskich. Tam miałam kilka wiadomości, w tym jedną od Zuzy. Otworzyłam ją jako pierwszą i zobaczyłam, że pyta czy załatwiłam sobie wolne na ślub. W sumie sama nie wiedziałam, prosiłam o to Jessice ale ona do mnie nie zadzwoniła. Postanowiłam więc wejść na pocztę by sprawdzić czy nie skontaktowała się ze mną mailowo. Miałam nowego maila od niej, w którym przesłała mi plan zajęć na kolejny tydzień oraz dwie informacje: pierwsza dotyczyła ślubu i mówiła, że jeśli nic mi nie wyskoczy to może uda się to załatwić. Druga nie była tak przyjemna- Jessica chwaliła mnie za zdjęcia z Harrym. Jak ona tak mogła? Dobrze wiedziała, że to wszystko nie jest prawdą. Widocznie dla niej rozgłos był czymś najważniejszym, ważniejszym od prawdy i mojego dobrego imienia. Ważne żeby mówili, nie ważne czy dobrze. Wyszłam z tego maila, nie chciałam już dłużej patrzeć na te głupoty. Postanowiłam odczytać kolejnego maila, który nie miał tematu i pochodził od nieznanego nadawcy. Gdy go otworzyłam nie wierzyłam własnym oczom. Nie był długi ale jego treść była strasznie obraźliwa. „Myślisz, że jedna noc z NIM sprawi, że cię pokocha? Że będziesz dla niego coś znaczyć? Jesteś warta mniej niż gówno i ON o tym wie. Jesteś zwykłą dziwką, która powinna zniknąć z powierzchni ziemi. Całuski, D.”. Z trudem powstrzymywałam napływające do moich oczu łzy. Jak ktoś mógł coś takiego napisać? Skąd zna mój adres mailowy? Przecież stworzyłam go specjalnie dla najbliższych i nikt poza nimi go nie znał. No oczywiście jeszcze Jessica ale ona by przecież nie napisała czegoś takiego do mnie. Kto to D.? Szybko wylogowałam się z poczty i ponownie otworzyłam ten durnowaty artykuł by przyjrzeć się jeszcze raz tym głupim zdjęciom. Niestety były one strasznie oczywiste. Byłam z Harrym w jednym pokoju, w szlafroku, przez całą noc. Nie mogłam tego podważyć. Moja złość mieszała się ze smutkiem. Jak mam wszystkim wytłumaczyć, że nic między nami nie zaszło kiedy nawet moja menedżerka cieszyła się z powodu tych bzdur? Zjechałam na dół tej strony gdzie były podane linki do podobnych artykułów. Jeden był z wczoraj. „Harry i Chloe znowu razem?! ZDJĘCIA!”. Od razu w to weszłam i obejrzałam 24 wysokiej jakości zdjęcia ukazujące wczorajsze spotkanie Harrego z byłą dziewczyną w jakiejś restauracji w Dublinie. Czyli jak ja nagrywałam to Styles był na randce? Z jego byłą? Myśl o tym, że Harry miałby znowu się z nią spotykać z strasznie mnie dotknęła. Chciałam czy nie musiałam to przyznać sama przed sobą. Nie chciałam żeby Styles kogoś miał. Ten głupek podobał mi się i to w sposób w jaki nie chciałam. Gdy się do mnie uśmiechał miękły mi kolana, gdy mnie dotykał przechodziły mnie dreszcze, wystarczyło, żebym spojrzała mu w oczy i zapominałam języka w gębie. Jeszcze kilka godzin temu myślałam, że Harry też mnie polubił jednak teraz nie byłabym tego taka pewna. Coś spowodowało, że postanowił wrócić do naszych chłodnych stosunków. Może powodem były te nasze zdjęcia? Może on rzeczywiście chce do niej wrócić i boi się, że ona pomyśli sobie, że spędziliśmy razem noc i ponownie go odrzuci... Nie, to nie jest możliwe. Harry wkurzył się już w samochodzie a wtedy nie miał jeszcze pojęcia a tych zdjęciach. Ja rozmawiałam z Patriciem a on siedział cicho, nikt do niego nie dzwonił, z nikim nie pisał smsów. To nie jest możliwe żeby w jakimś stopniu był zazdrosny o Pato i dlatego się zezłościł. Nie, to nie jest możliwe. Musi być jakiś inny powód o którym nie mam pojęcia. Postanowiłam przestać o tym rozmyślać i położyć się spać, odpisałam tylko Zuzie, że na razie nic nie jest jeszcze pewne jeśli chodzi o ślub, przeczytałam resztę wiadomości i upewniłam się, że nie mieli oni o niczym pojęcia i wyłączyłam komputer. Położyłam się i dokładnie przykryłam kocem. Miałam nadzieję, że sen przyjdzie szybko ale nie mogłam przestać myśleć o Stylesie i o tym, że ktoś mi życzy śmierci. Ktoś napisał mi, że powinnam zniknąć z powierzchni ziemi, był zazdrosny o Harrego i co gorsza ta osoba miała mój adres e-mail co oznaczało, że mogę dostawać więcej wiadomości o takiej treści. Odpływając do krainy Morfeusza myślałam o tym, że muszę kolejny raz założyć nową pocztę...

***

Obudziłam się po kilku godzinach z jeszcze większym bólem głowy niż wcześniej. Musiałam przyznać, że aktualnie miałam sporo problemów na głowie jednak w tej chwili najpoważniejszym wydawał się potworny ból gardła. Wszystko mogło mnie boleć tylko nie gardło! Jutro koncert i ja muszę być zdrowa. Wstałam powoli z łóżka i poszłam do kuchni. Tam siedział Niall.
-Ali nie przeszło ci?
-Nie- powiedziałam cicho czując jakby w moje gardło ktoś wbijał tysiące małych igieł. -Jest jeszcze gorzej. Teraz rozbolało mnie też gardło.
-Słyszę, jak spałaś to pojechałem do apteki i kupiłem jakieś tabletki na gardło i coś na przeziębienie- Niall podsunął mi pod nos 3 opakowania jakiś tabletek.
-Dziękuję jesteś kochany.
-Może chcesz zjeść obiad?- zapytał z troską w głosie.
-W sumie to nie jestem głodna ale może powinnam chociaż coś przekąsić.
-Niestety jak wiesz jestem totalną ofiarą losu jeśli chodzi o te sprawy ale mogę zrobić ci zupkę z paczki- miałam wrażenie, że był tym faktem nieco zawstydzony.
-Jasne, jesteś naprawdę kochany.
-To ty idź do siebie a ja za 5 minut przyniosę ci obiad i te wszystkie tabletki.
-Przytuliłabym cię teraz ale boję się, że mogę cię zarazić.
-Spoko- uśmiechnął się i ruchem ręki pokazał mi, że mam iść do siebie. Po 10 minutach Horan przyniósł mi zupę i tabletki. Rozmawialiśmy chwilę, Niall opowiadał, że jutro rano wszyscy przyjadą i w domu będzie masa ludzi. Stwierdził, że jeśli jutro będę się źle czuła to mam zadzwonić do Jessici i powiedzieć, że nie dam rady występować. Dla mnie to nie wchodziło w grę. Bałam się, że moja nieobecność teraz sprawi, że nie będę mogła jechać na ślub Zuzy a to było dla mnie bardzo ważne. Przez całą naszą rozmowę nie wiedziałam czy mam poruszyć temat tych nieszczęsnych zdjęć o których jest tak głośno ale wiedziałam, że jeśli Niall wszedł na Twittera to na 100% już o nich wiedział. Pewnie nie chciał mnie dodatkowo martwić i specjalnie nic o tym nie wspominał. W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam się mu wygadać.
-Widziałeś zdjęcia?- zapytałam cicho, właściwie to szeptałam bo nie chciałam drażnić dodatkowo obolałego gardła.
-Twoje i Harrego?- pokiwałam twierdząco głową- Widziałem.
-I?
-No i są dosyć dwuznaczne...
-Super...
-Nie denerwuj się, za kilka dni cała sprawa ucichnie.
-Harry też je widział, prawda?
-Nie, nie wiem. Nic mi o nich nie wspominał. No ale nim to się nie przejmuj, on nie będzie zły o coś takiego.
-Taa, jasne.
-Dlaczego tak mówisz? Ja serio myślałem, że już jest między wami wszystko w porządku.
-Ja też tak myślałam ale on postanowił się na mnie obrazić.
-Jak to obrazić?
-No normalnie. Jedziemy sobie samochodem, ja rozmawiałam przez telefon po czym jak przyjechaliśmy tutaj to on zachowywał się jakbym mu wyrządziła coś złego- mówiąc to chciało mi się płakać.
-Pewnie źle zinterpretowałaś jego zachowanie- jego odpowiedź wydawała się szczera i Horan wydawał się przekonany, że ma rację. To znaczyło, że nie rozmawiał z Harrym na ten temat.
-Tak, pewnie masz rację- nie chciałam żeby Niall zauważył, że w jakiś sposób zależy mi na Harrym. -Podaj te tabletki- powiedziałam zmieniając temat.
-To ja już pójdę, nie będę ci przeszkadzał.
-Przestań nie przeszkadzasz mi. Tak w ogóle to wezmę ten koc i zejdę na dół. Mam ochotę pooglądać telewizję.
Resztę dnia spędziłam w towarzystwie blondyna. Oglądaliśmy jakieś irlandzkie programy, powtórki meczów i gdyby nie fakt, że gardło bolało mnie z każdą chwilą mocniej i mimo trzech koców było mi coraz zimniej, było całkiem fajnie. W pewnym momencie poczułam, że odpływam i Niall wysłał mnie na górę do łóżka. Mimo że była 21 ja leżałam już wykąpana i odpływałam z nadzieją, że jak się rano obudzę wszystko będzie dobrze. Niestety gdy się obudziłam wcale nie było rano i czułam się jeszcze gorzej- miałam gorączkę. Spojrzałam na komórkę- wskazywała 1:12 w nocy. Mimo iż było mi strasznie zimno wstałam z łóżka, owinęłam się kocem i wyszłam z pokoju. Musiałam iść do kuchni po coś przeciwgorączkowego. Gdy byłam już na schodach okazało się, że ani Niall ani Harry jeszcze nie śpią i dyskutują o czymś w kuchni. Stanęłam tak, że mnie nie widzieli i zaczęłam podsłuchiwać o czym rozmawiają.
-Zamknij się bo ją obudzisz!- Horan wydawał się wkurzony.
-Tak, na pewno. Jest na górze, zamknięta w pokoju więc raczej nic nie słyszy-odpowiedział Harry ciszej i albo mi się wydawało albo był zły... Albo nie zły, tylko po prostu wkurwiony.
-Harry ona się źle czuje więc przestań zachowywać się jak palant.
-Zachowuję się normalnie.
-Ali nie jest głupia i widzi, że coś jest nie tak. Najpierw jesteś dla niej miły a potem ją olewasz?- Niall chyba próbował się opanować.
-To był błąd, nie powinienem się z nią tak spoufalać.
-Powinieneś czy nie takim zachowaniem robisz z niej idiotkę.
-Ja?!- krzyknął Styles aż podskoczyłam. -To ona robi ze mnie idiotę- matko nic z tego nie rozumiałam, o czym oni mówią?
-Ja jakoś nie zauważyłem.
-To przez nią Chloe mnie zostawiła!- w tym momencie czułam się tak jakby ktoś uderzył mnie mocno w brzuch.
-To nie prawda i ty dobrze o tym wiesz- głos Nialla złagodniał już do reszty.
-Gdyby ona się nie pojawiła w moim życiu nadal byłbym szczęśliwy z Chloe!- każde słowo Stylesa było wypełnione goryczą.
-To, że z tobą nie jest to tylko i wyłącznie jej wina, nie Ali. Kiedy ty to w końcu zrozumiesz?
Ty ją ranisz, nie widzisz tego? Weźmy te wasze ostatnie zdjęcia.
-A co mnie obchodzą jakieś zdjęcia?
-No właśnie, ciebie to nie obchodzi a ona się przejmuje. Zrobili z niej dziwkę, która przez łóżko załatwiła sobie kontrakt. Oczernili ją a ty się zachowujesz jak palant- nagle zapadła cisza, a ja stałam jak kołek, nie mogłam się ruszyć, to co przed chwilą usłyszałam... To nie mogła być prawda. -Myślą, że przez seks z tobą załatwiła sobie tę robotę...
-To był błąd, nie powinienem z nią nigdzie jechać...ale nie mogłem. Coś kazało mi to zrobić, było mi jej po prostu szkoda... Ulitowałem się nad nią- Boże on to zrobił z litości, jestem taka żałosna myśląc, że to wszystko mogło mieć jakieś znaczenie.
-To nie prawda Harry. Ja cię znam. Ją możesz zwodzić ale ja doskonale wiem dlaczego tak się zachowujesz i ty też o tym wiesz. Możesz tu zaprzeczać i mnie oszukiwać ale przyznaj się sam przed sobą.
-Sam przed sobą mogę się przyznać do tego, że to wszystko jej wina- dwa ostatnie słowa Styles wypowiedział tak, że odechciało mi się żyć.
Nie mogłam dłużej tego słuchać bo moje serce właśnie pękało na kawałeczki. Teraz kiedy zrozumiałam, że Harry mi się podoba dowiaduję się co on o mnie myśli. Nie czekałam już ani chwili dłużej i weszłam do kuchni.
-Ali?- Niall był wyraźnie zaskoczony.
-Źle się czuję- powiedziałam i spojrzałam na Stylesa co było strasznym błędem bo do moich oczu natychmiast napłynęły łzy.
-Spokojnie- blondyn próbował mnie jakoś uspokoić. Dotknął mojego czoła i się przeraził.
-Matko jesteś rozpalona!
-Zimno mi, ja nie mogę być chora, jutro koncert, ja muszę na nim być bo inaczej nie dadzą mi wolnego na ślub- mówiłam płacząc.
-Ciii, już spokojnie. Usiądź, ja poszukam termometru- Niall wybiegł z kuchni zostawiając mnie ze Stylesem samą. On się nie odzywał tylko gapił na mnie a ja ryczałam i położyłam ręce na blacie a na nich swoja głowę. Nie miałam na nic siły. Po chwili do kuchni wszedł Niall z termometrem w ręce.
-Ali, podnieś się- powoli wykonałam polecenie i wtedy Horan dotknął urządzeniem moje czoło, poczekał kilka sekund i odczytał wynik.
-39,4- spojrzał na mnie przerażony.
-Ja muszę być zdrowa- mówiłam niezrozumiale.
-Dzwonie na pogotowie.
-Nie! Daj mi tylko te tabletki co kupiłeś. Proszę- głos mi się łamał, nie wiedziałam czy mówię po polsku czy po angielsku.
-Chodź na górę, zaraz ci przyniosę herbatę i tabletki- mówił nalewając wodę do czajnika.
-Okej- wstałam z krzesła i się zachwiałam.
-Harry zaprowadź ją!
-Nie! Nie chce go!
-Ali, ty ledwo stoisz.
-Harry mnie nie lubi i ja nie chce go angażować. Sama pójdę- nie kontrolowałam tego co mówiłam, miałam wrażenie, że zachowywałam się jak małe dziecko. 
-Dobra, Harry zrób jej herbatę a ja z nią pójdę- Niall objął mnie ramieniem i zaczęliśmy iść na górę.
-Zimno mi- powiedziałam zapłakana.
-Wiem Ali, zaraz będzie herbata, może cię troszkę rozgrzeje.
-Nie chce żeby on mi robił herbatę.
-Ali spokojnie- powiedział i otworzył drzwi. -Połóż się.
Po pięciu minutach do pokoju wszedł Styles. Zostawił herbatę i podał mi tabletki, które szybko połknęłam, po czym wyszedł bez słowa. Chciałam iść spać ale Niall się uparł, że muszę wypić herbatę. Sama doskonale wiedziałam, że gdy ma się gorączkę trzeba dużo pić ale jakoś w chwili gdy ją miałam nie myślałam o takich sprawach a jedyne czego chciałam to spanie. Po kilkunastu minutach Horan dał mi spokój i mogłam zasnąć. Miałam strasznie niespokojną noc. Śniły mi się same głupoty jednak najbardziej zapamiętałam jeden sen. Śnił mi się Harry i o dziwo był dla mnie miły i troszczył się o mnie. Ja leżałam w łóżku, chora, a on przyszedł do mnie w nocy sprawdzić czy wszystko dobrze. Nic nie mówił, ja też nie. Odgarnął moje włosy z twarzy i delikatnie przesunął palcami po moim policzku i ustach. Gdy na niego spojrzałam nie był na mnie zły i obrażony. W jego oczach widziałam jedynie mieszankę zmartwienia, smutku i uczucia...miłości? Może nie miłości ale Harry z mojego snu czuł coś do mnie i się o mnie martwił. Gdy zamknęłam oczy i ponownie otworzyłam jego już nie było. Rano nie czułam się wcale lepiej, gardło nadal mnie bolało i czułam, że nachodzi mi gorączka dlatego "profilaktycznie" wzięłam tabletki przeciwgorączkowe. Około 10 wszyscy zaczęli się zjeżdżać. Najpierw przyjechał Louis, później Liam, który moich próśb by mnie zostawił samą (nie chciałam go zarazić, nikogo nie chciałam zarazić dlatego zrobiłam z mojego pokoju "izolatkę") co chwilę przychodził by pogadać albo coś mi pokazać. Później przyjechała Lou z Lux. Strasznie się za nimi stęskniłam i było mi bardzo smutno, że nie mogę posiedzieć i pobawić się z małą, która była tak bardzo urocza i zawsze lubiłam się z nią bawić lalkami. Ostatni przyjechał oczywiście Zayn. Siedziałam w pokoju i słyszałam jak wszyscy się śmieją, najgłośniejszy był jak zawsze Nialler. Żałowałam, że nie mogę być tam teraz z nimi ale nie miałam nawet siły by się ruszyć. Byłam słaba ale nie tylko fizycznie. Po tym co usłyszałam w nocy czułam się źle nawet jeśli chodzi o psychikę. Styles mnie nie cierpi i obwinia o rozpad jego związku chociaż ja nie wiedziałam co takiego zrobiłam. Wszyscy uważali mnie za dziwkę robiącą karierę przez łóżko. Na dodatek przypomniało mi się jakie głupoty wygadywałam w nocy. Chcąc zająć umysł czymś innym zadzwoniłam do dziewczyn ale nie mogły rozmawiać, podobnie jak mama i Klaudia. Jedyne co mi pozostało to leżenie i użalanie się nad sobą a przede wszystkim rozmyślanie o Stylesie, o tym jak bardzo mnie nie lubi i jak bardzo żałosne jest to, że ja lubię jego. Mimo ciągle pogarszającego się samopoczucia półgodziny przed odjazdem wstałam z łóżka, ubrałam się i uszykowałam. Wzięłam jeszcze jedną dawkę tabletek przeciwgorączkowych bo czułam, że zaczynają przechodzić mnie te nieprzyjemne dreszcze. Na arenie było jeszcze gorzej bo dodatkowo się denerwowałam. Mój głos nie był w 100% sprawny, jednak wiedziałam, że dam radę a niektóre dźwięki będę musiała po prostu zaśpiewać niżej niż zwykle. Przerażał mnie fakt, że był to mój pierwszy koncert bez Klaudii. Bałam się, że coś może pójść nie tak. Właściwie cały czas leżałam na małej sofie w garderobie. Nic nie jadłam przez cały dzień poza kromką chleba z masłem i serem, którą Niall wmusił we mnie rano. Piętnaście minut przed wyjściem na scenę poczułam, że robi mi się zimno jednak nie wzięłam ze sobą tabletek, nie mogłam jednak powiedzieć o tym Niallowi czy Lou bo gdyby się dowiedzieli, że czuję gorączkę od razu zaczęliby niepotrzebnie panikować. Pierwsza część koncertu szła nawet gładko, jedyną zmianą jeśli chodzi o ten występ a te w Ameryce Południowej było to, że po każdej piosence piłam wodę a nie jak to bywało wcześniej, że po 2-3. Gdy byłam w połowie zakręciło mi się w głowie jednak nie zamierzałam przestać śpiewać, pochyliłam głowę nieco w dół i modliłam się w duchu by mi to przeszło. Niestety zawroty nie minęły a dreszcze się nasiliły, zostały mi jednak do zaśpiewania 2 ostanie piosenki. Z repertuaru kazano mi wyrzucić Don't rain on my parade i zastąpić ją Total eclipse of the heart. Ta piosenka była przedostatnią. Publiczność zareagowała dość żywiołowo słysząc głos Harrego w podkładzie, ucieszyło mnie to, że większości się podoba. Ostatnia jak zwykle była Don't stop believing. Zaśpiewałam ją ostatkiem sił. Stanęłam na wyznaczonym miejscu i gdy światła zgasły znalazłam się na dole. Wiedziałam, że muszę zejść z "windy" ale nie byłam w stanie, miałam ciemno przed oczami, czułam, że zaraz stracę przytomność i wtedy usłyszałam głos Zayna.
-Ali wszystko w porządku?
-Zaraz zemdleję- powiedziałam tylko i usłyszałam jeszcze krzyk Zayna:
-Lou łap ją!
-Ali!- nie wiem czy to mi się wydawało, czy tak bardzo chciałam usłyszeć jego głos ale miałam wrażenie, że słyszę Harrego krzyczącego moje imię...




Hello! :) Wiem, że późno ale dodaję jeszcze dzisiaj tak jak obiecałam :) Dziękuję wam moje kochane za komentarze pod ostatnim rozdziałem :) Niestety dwa najbliższe tygodnie mam totalnie zawalone przez szkołę i boję się, ze post nie pojawi się w przyszłym tygodniu. Będę jednak robić wszystko co w mojej mocy by tak się nie stało i może rozdział pojawi się tako około piątku/ soboty w przyszłym tygodniu. Jeśli nie to z góry was przepraszam. Ten rozdział też miał być nieco dłuższy ale nie wyrobiłam się z czasem. Nie jest jednak jakiś strasznie krótki więc nie mam dużych wyrzutów sumienia :) Mam nadzieję, że wam się spodoba, pięć minut temu skończyłam go pisać więc pewnie są jakieś błędy za które was przepraszam. Zachęcam do komentowania ;)
PS Kocham WAS !!! <3

środa, 2 października 2013

Rozdział XI





Budzik. To on wyrwał mnie z błogiego snu o wiele za wcześnie. Po dziesięciu minutach walki samej ze sobą zwlekłam się ospale z łóżka. Dublin. Studio. Piosenka. Powtarzałam to sobie non stop w myślach inaczej chyba nie dałabym rady wstać. Podeszłam do okna i od razu je otworzyłam by świeże powietrze pozwoliło mnie ocucić i obudzić. Następnie uszykowałam ciuchy i kosmetyczkę i pomaszerowałam do łazienki by się uszykować. Gdy się zobaczyłam prawie dostałam zawału, moje włosy wyglądały jak siano a grzywka stała we wszystkich możliwych kierunkach, do tego podpuchnięte oczy i jakaś czerwona plamka na czole. Szybko wróciłam do pokoju i odszukałam moją wspaniałą przyjaciółkę- prostownicę. Po około 40 minutach wyglądałam na tyle znośnie, że mogłam pokazać się ludziom, wszytko dzięki pomocnym radom jakie wcześniej dostałam od Lou, włosy wyglądały zdrowo i świeżo a twarz nie wyglądała na taką zmęczoną. Kolejną rzeczą do zrobienia było śniadanie dlatego gdy odniosłam swoje rzeczy do pokoju od razu zeszłam na dół, do kuchni. Zrobiłam sobie dwie kanapki z serem i pomidorem, jedząc co jakiś czas popijałam pyszną herbatę. I wtedy zrozumiałam, że coś jest nie tak. Podniosłam się z krzesła i weszłam do salonu, w którym panował totalny chaos. Wszędzie walały się butelki po piwach, puste opakowania po chipsach, jakieś papierki, pełno szklanek. W środku całego bałaganu, na sofie spał słodko idol nastolatek na całym świecie- Niall Horan. Na początku chciało mi się nawet z tego śmiać, (zrobiłam mu nawet zdjęcie- na wypadek gdybym kiedyś miała go szantażować) do czasu kiedy przypomniałam sobie, że to on ma mnie zawieźć do Dublina a z tego co zdążyłam zauważyć nieźle wczoraj popił i raczej przez kolejne 12 godzin lepiej żeby nie wsiadał za kierownicę. Jakoś jednak musiałam się w tym nieszczęsnym studio znaleźć. Postanowiłam, że obudzę chłopaka i dowiem się w jaki sposób tam dotrzeć.
-Niall?- powiedziałam cicho. Nie uzyskałam jednak żadnej reakcji. -Niall?- powiedziałam głośniej. Nadal nic. -Niall?!- właściwie to krzyknęłam. Nic. -Niall kurde no!- zaczęłam nim nawet szturchać ale jedyne co otrzymałam od niego to chrapnięcie i machnięcie ręką. Wiedziałam, że budzenie go nie miało sensu. Starałam się myśleć logicznie i wpadłam na pomysł, że może uda mi się sprawdzić dojazd w internecie. Zanim jednak włączyłam laptopa przypomniało mi się, że Horan nie podał mi hasła do wi-fi i internet odpadał. Pomału zaczynałam wpadać w panikę, nie wiedziałam co mam zrobić. Takimi sprawami zawsze zajmowała się Klaudia a ja nie musiałam się o to martwić. Nie ma jej ze mną dwa dni a ja już się gubię. Musiałam coś zrobić a jedyne co przyszło mi na myśl to to, żeby wyjść z tego domu w poszukiwaniu przystanku autobusowego. W ostateczności mogłam zawołać taksówkę ale wczoraj wydałam na nią tyle kasy, że na 100% nie stać mnie na drugą taką podróż, tym bardziej, że moja karta miała dzienny limit i przez 24 godziny nie mogłam wypłacić więcej niż 250 euro a wczoraj na lotnisku wypłaciłam dokładnie taką sumę a doba jeszcze nie minęła. Pobiegłam do pokoju po torebkę, na nogi założyłam trampki, początkowo miałam plan by założyć sandałki na koturnie jednak w zaistniałej sytuacji w grę wchodziły tylko trampki. Zajrzałam jeszcze do portfela z nadzieją, że w jakiś magiczny sposób przez noc pojawiło się w nim więcej gotówki. Nic z tego. Nie chciałam tracić więcej czasu więc szybko zbiegłam ze schodów, zabrałam klucze, które uszykował wczoraj Niall i modliłam się by otworzyć bramę tym skomplikowanym pilotem. Wychodząc zakluczyłam za sobą drzwi i ruszyłam w kierunku bramy. Po chwili udało mi się ją otworzyć. Gdy wyszłam z posiadłości totalnie nie wiedziałam co dalej, starałam się przypomnieć sobie z jakiego kierunku przyjechałam wczoraj i po namyśle doszłam do wniosku, że muszę iść w prawo. Po dziesięciu minutach marszu spotkałam starszego pana, którego zapytałam o drogę. Wytłumaczył mi gdzie się znajduje przystanek z którego mogę dojechać do Dublina. Byłam mu ogromnie za to ogromnie wdzięczna. Była dla mnie jeszcze jakaś szansa choć totalnie nie wiedziałam co zrobię gdy już będę w mieście- stwierdziłam, że będę się tym martwić później. Dzięki wskazówkom mężczyzny nie byłam już tak bardzo zestresowana jak kilka minut wcześniej i dopiero teraz byłam w stanie docenić jak bardzo urokliwa jest okolica. Zewsząd otaczała mnie zieleń, z którą kontrastowała czerwień, żółć i biel kwiatów. Świeże, ciepłe powietrze otulało moje zmysły. Gdy dotarłam na przystanek usiadłam na ławce i rozkoszowałam się chwilą. Promienie słońca ogrzewały moją skórę a wiatr delikatnie rozwiewał włosy, w tej chwili było mi tak błogo, że aż zamknęłam oczy.
-Ali co ty robisz?- usłyszałam nieco rozbawiony męski głos, który mnie wystraszył do tego stopnia, że podskoczyłam jak poparzona.
-Matko! Harry przestraszyłeś mnie- Styles siedział sobie wygodnie w czarnym range roverze Nialla i gapił się na mnie jak na idiotkę.
-Wybacz- powiedział i nastała cisza- No powiesz mi w końcu co ty tutaj robisz?
-Czekam na autobus bo Niall jest, jakby to powiedzieć, niedysponowany a ja muszę dotrzeć do tego cholernego studia. Czy ty przypadkiem nie siedzisz teraz w jego samochodzie?- zamrugałam szybko oczami jakby to miało mi pomóc rozpoznać samochód.
-Pożyczyłem go sobie na chwilę, poza tym Niall ma jeszcze jeden samochód w razie gdyby go potrzebował. Wskakuj podwiozę cię- powiedział przyjaźnie.
-Gdzie?- dlaczego przy nim mi się tak trudno myśli.
-No do Dublina, do studia.
-Nie no co ty, nie będę cię wykorzystywać. Poza tym zaraz przyjedzie autobus.
-Ali ja i tak jadę tam gdzie ty więc nie ma problemu- pewnie bym się nie zgodziła gdyby nie to, że naprawdę byłam w potrzasku bo co jeśli autobus nie przyjedzie albo zgubię się jak już będę w mieście? -Spokojnie, przecież nie jestem jakimś mordercą co chce cię porwać i zabić.
-No dobra- powiedziałam i wskoczyłam do samochodu po czym ruszyliśmy z piskiem opon.
-Podaj mi adres tego studia.
-Myślałam, że jedziemy w to samo miejsce- powiedziałam i uniosłam znacząco brwi.
-Mówiąc to samo miejsce miałem na myśli Dublin.
-No to rzeczywiście jest malutkie miasto.
-Czepiasz się. Dajesz mi ten adres czy nie?
-Proszę- podałam mu kartkę, którą dostałam od Jessiki a Harry wpisał go do nawigacji. -Dziękuję.
Cóż przez większość drogi właściwie nie rozmawialiśmy, tzn. on nic nie mówił bo ja rozmawiałam przez telefon najpierw z Klaudią a później z mamą. Gdy skończyłam Styles odezwał się gdy już dojeżdżaliśmy:
-Wiesz ile ci to zajmie?
-Nie mam pojęcia- przyznałam szczerze.
-Okej. Jakbyś skończyła szybciej to po prostu poczekaj na mnie. Masz mój numer?
-Nie.
-No to podaj mi swój i wyśle do ciebie smsa.
-Nie ma takiej potrzeby.
-Nie chcesz mi dać swojego numeru?- uniósł znacząco jedną brew a ja nic nie powiedziałam. -Okej. W takim razie po prostu na mnie czekaj. Mam do załatwienia pewną sprawę w mieście i jak się z tym uporam to przyjadę tu po ciebie.
-Harry ja mogę sama wrócić...
-Dla mnie to nie problem.
-A jak ty załatwisz wszystko wcześniej i będziesz musiał czekać na mnie nie wiadomo jak długo?
-Nie martw się o to Ali- poddaje się, jeśli tak mu zależy na wożeniu mnie to proszę bardzo, niech wozi.
-No dobra, sam tego chciałeś- powiedziałam i zaczęłam wychodzić z samochodu.
-Do zobaczenia- powiedział i uśmiechnął się pokazując te swoje słynne dołeczki.
-Pa- jedynie tyle byłam w stanie z siebie wydusić będąc pod jego urokiem, swoją drogą ciekawe czy robi to specjalnie czy już tak ma i czaruje nie będąc tego świadomym. Obróciłam się w stronę budynku a Harry odjechał. Zanim weszłam do środka zadzwoniłam do Horana. Nie odebrał co znaczy, że pewnie nadal śpi. Nie chciałam by mi przeszkadzał gdy będę nagrywać więc wysłałam mu smsa, że jestem na miejscu, żeby się nie denerwował bo Harry mnie zawiózł i wrócę z nim. Napisałam też, że jestem na niego wkurzona i w ramach zemsty zrobiłam mu kompromitujące zdjęcie, którego użyję jak mnie jeszcze raz wkurzy. Gdy wysłałam wiadomość, schowałam telefon do torebki i weszłam do środka. W studio nie miałam nic do gadania. Na wstępie powiedziano mi, że będę ćwiczyć Total eclipse of the heart a męskie partie wytną z występu chłopaków w x faktorze i dodadzą je komputerowo. Nie chciałam w żaden sposób protestować i od razu zaczęłam rozgrzewać gardło. Po dwóch godzinach ćwiczeń na sucho zaczęłam śpiewać do podkładu. Na szczęście nie denerwowałam się brakiem znajomości tekstu- znałam go bardzo dobrze, ponieważ kiedyś na zajęciach u Klaudii musiałam wybrać piosenkę z repertuaru Bonnie Tayler i wybrałam właśnie ją. Gdy zaczęłam śpiewać do melodii gdzie w tle były głosy chłopców coś było nie tak. Nie mogłam dopasować ani tempa ani tonu głosu do podkładu. Kiedy kolejny raz starałam się wykonać poprawnie utwór zauważyłam, że do pomieszczenia wszedł Harry. Wszyscy zaczęli się z nim witać, doskonale go znali. Poprosiłam o chwilkę przerwy, musiałam przecież powiedzieć mu, że nie ma sensu to by na mnie czekał skoro ja jestem jeszcze totalnie w proszku i nie wiadomo jak długo to wszystko potrwa.
-Harry to nie ma sensu- od razu przeszłam do sedna sprawy.
-Co?
-To żebyś tu na mnie czekał. Totalnie mi nie idzie, nie mogę trafić z tonacją i będę tu chyba do nocy.
-Poczekam na ciebie- powiedział pewnie.
-Ale ja mówię na serio. Nie wiem dlaczego ale nic mi nie wychodzi, nie tak jak oni tego chcą.
-A jak oni tego chcą?
-No bo widzisz mam zaśpiewać do podkładu, w którym słychać was. Waszą wersję z czasów x factora. Ja uważam, że to fajny pomysł i wasze fanki oszaleją jak usłyszą wasze głosy ale zanim one to zrobią to ja tu pierwsza stracę rozum.
-Rozumiem...- powiedział i na chwilę się zamyślił. -A może mogę jakoś pomóc skoro i tak już tutaj jestem?
-Jasne, jeśli chce ci się teraz dośpiewać mi męski wokal to nie ma sprawy- palnęłam.
-Spoko.
-Co?!- byłam pewna, że moje oczy są bliskie wylecenia z oczodołów.
-No pomogę ci.
-Ale Harry ja żartowałam- powiedziałam z niedowierzaniem.
-Ale ja nie. Jeśli to by miało pomóc to możemy spróbować.
-Jesteś pewien?- Harry ochoczo pokiwał głową- No to chodź- byłam już mocno zdesperowana skoro przyjęłam jego pomoc tak łatwo.
-Johnny?- zwróciłam się do faceta, który odpowiadał za całe to przedsięwzięcie.
-Gotowa?- powiedział z nadzieją w głosie.
-Tak ale widzisz Harry chce mi pomóc. Możesz puścić oryginalną wersję? Bez głosów. Oryginał.
-Okej, jasne, to nawet lepiej niż z tą przeróbką, będzie taka bardziej wiarygodna. Wejdźcie do pokoju, załóżcie słuchawki a ja już szukam odpowiedniego podkładu.
Zrobiliśmy tak jak powiedział ten postawny blondyn z dość dużym brzuchem. Gdy usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki, spojrzałam na Stylesa, który zaczął śpiewać. Byłam tak zawstydzona, że totalnie mnie zamurowało i nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Johnny od razu skomentował moje zachowanie sprowadzając mnie na ziemię. Skup się Alicjo!- powiedziałam do siebie w myślach i zamknęłam oczy. Ponownie usłyszałam znajomą melodię oraz głos Harrego. Tym razem nie stałam tam jak głupia i niepewnie zaczęłam śpiewać. Muszę przyznać, że mimo mojego początkowego zdenerwowania śpiewanie z żywym Harrym wychodziło mi znacznie lepiej niż z komputerowym. Początkowo miałam zamknięte oczy ale później co jakiś czas na niego spoglądałam i łapałam go na tym, że też zerkał na mnie co chwila. Dzięki tej relacji o wiele bardziej czułam tę piosenkę. W ciągu godziny nagrałam wystarczająco dobrą wersję i razem z Harrym mogliśmy wrócić do domu Nialla, byłam mu na prawdę wdzięczna za wszystko co dziś dla mnie zrobił. Widziałam, że ma dobry humor, ja zresztą też. Dałam radę. Byłam z tego powodu bardzo zadowolona. Gdy wyszliśmy ze studia zdałam sobie sprawę, że jest już wieczór a gdy spojrzałam w górę zobaczyłam ciemne chmury, które szczelnie zasłaniały niebo a pojedyncze krople deszczu zaczęły uderzać o ziemię. Wyjazd z Dublina okazał się o wiele trudniejszy niż wjazd, korek w którym staliśmy wydawał się nie mieć końca. Harry był tym faktem lekko podirytowany i co jakiś czas przeklinał pod nosem.
-Nie denerwuj się- powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
-Po prostu nie lubię bezczynnie siedzieć.
-To moja wina.- szepnęłam bardziej do siebie niż do niego.
-Nie to miałem na myśli.
-Ale gdybyś ze mną nie nagrywał nie musiałbyś się teraz denerwować- Harry wiedział, że to czysta prawda.
-Podobało mi się to. Śpiewanie z tobą- powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy a ja kolejny raz dziękowałam w duchu, że się nie rumienię choć czułam, że moje policzki płoną.
-Dziękuję, z tobą też nie śpiewa się najgorzej- musiałam odwrócić głowę od niego bo inaczej do reszty zatraciłabym się w tych zielonych oczach. Zamilkliśmy na chwilę kiedy w końcu udało nam się wyjechać z tego przeklętego korka. Rozpadało się już na dobre, zaczęło się nawet błyskać ale nie specjalnie się tym martwiłam. Zawsze lubiłam burze, jest to takie niesamowite i piękne zjawisko, że potrafiłam w nocy wstać i oglądać ten pokaz siły matki natury. 
-Możesz zrobić głośniej?- poprosiłam Stylesa, kiedy w radio puścili piosenkę którą lubiłam, kojarzyła mi się z dziewczynami.
-Słucham?
-Zrób głośniej, lubię tę piosenkę.
-Chyba sobie żartujesz- powiedział wytrzeszczając oczy.
-Dlaczego?
-Przecież to śpiewa moja była-zrobił głupią minę jakby to było coś co jest najbardziej oczywistą rzeczą na świecie.
-Wiem ale to nie zmienia faktu, że lubię tę piosenkę- pamiętam te wszystkie artykuły na temat ich zerwania, wspólne obrażanie się fanów obu gwiazd...
-Dobra niech ci będzie ale jak jakiś paparazzi albo fanka by to zobaczyli chyba padli by ze śmiechu i zdziwienia. Ja Harry Styles słucham sobie, na dodatek głośno, We Are Never Ever Geting Back Together Taylor Swift.
-Nie przesadzaj tylko daj głośniej- ku mojemu zdziwieniu Harry zrobił głośniej a ja zaczęłam śpiewać refren piosenki. Jego mina w tym momencie była bezcenna.
-Matko, nie wierzę, że to się dzieje naprawdę- postanowiłam olać to co mówił i nadal śpiewałam piosenkę. Harremu chyba udzielił się mój rozrywkowy nastrój bo wyluzował i nagle zaczął śpiewać razem ze mną. Musieliśmy wyglądać jak dwójka wariatów uciekająca podczas burzy ze szpitala psychiatrycznego, śpiewająca na cały głos piosenkę Taylor Swift. Oboje mięliśmy naprawdę świetny humor jednak w pewnym momencie naszą zabawę przerwał huk.
-Cholera!- krzyknął Harry a ja zaczęłam piszczeć jak ostatnia idiotka podczas gdy on energicznie poruszał kierownicą i mocno nadusił na hamulec.
-Boże co się stało?!
-Nie wiem nagle straciłem kontrolę nad kierownicą!
-W coś wjechaliśmy?!- byłam przerażona myślą, że mogliśmy coś lub kogoś przejechać dlatego w myślach już przypominałam sobie pierwszą pomoc.
-Nie, chyba nie. Poczekaj tutaj a ja wyjdę zobaczyć co się stało- powiedział Harry i od razu wylazł z samochodu. Po minucie wrócił a kiedy go zobaczyłam miałam ochotę rzucić się na niego i go wyściskać za to, że mnie nie zostawił. -Opona nam poszła.
-Jak to poszła?
-Normalnie no, przebiła się- powiedział spokojnie.
-Matko i co teraz? Gdzie my w ogóle jesteśmy? To nie jest Dublin, nie?- nagły przypływ adrenaliny spowodował, że serce biło mi tak szybko i głośno, że miałam wrażenie, że Harry to słyszy.
-Nie, wyjechaliśmy z niego jakieś pięć kilometrów temu i aktualnie jesteśmy w lesie.
-Dzwonie do Nialla.
-Okej, a ja zadzwonię po jakąś pomoc drogową- wybrałam numer Horana i czekałam aż odbierze. Po chwili usłyszałam jego głos.
-Halo?
-Niall? Musisz nam pomóc.
-Ali? Co się stało?- powiedział leniwie.
-Wracałam z Harrym i nagle pękła nam opona i teraz jesteśmy na poboczu w jakimś lesie- mówiłam tak szybko i niewyraźnie, że nie była pewna czy Niall mnie zrozumiał.
-Ali, jest burza stulecia i nie mam w domu prądu.
-No i? Po co ci prąd?- nie rozumiałam o co mu chodzi- Przecież masz drugi samochód.
-Tak ale żeby otworzyć bramę muszę mieć prąd a aktualnie go nie ma.
-Co?! Inaczej się nie da?!
-Niestety. Ali nie panikuj. Jesteś z Harrym, zadzwońcie po jakąś pomoc, taksówkę, cokolwiek. Ja serio nie dam teraz rady. Ja też zadzwonię gdzie się da tylko powiedz gdzie dokładnie jesteście?
-Harry?- Styles energicznie rozmawiał z kimś przez telefon- Harry!?
-Co?
-Gdzie my jesteśmy?
-W lesie jakimś.
-A dokładniej?!- kurde aż taką idiotką nie jestem, widzę, że to las.
-Nie wiem, nie znam tej okolicy.
-Super- mruknęłam pod nosem po czym zwróciłam się do blondyna- Niall?
-Słyszałem. Dobra Ali przeczekajcie w samochodzie tę nawałnicę, może włączą prąd i zaraz wyjadę was szukać.
-Niall...- kurde zero pożytku z niego dzisiaj, nie zawiózł mnie do studia, teraz nie przyjedzie. Super.
-Nie bój się Ali.
-Ja się nie boję, ja jestem zła. Jak to możliwe, że masz taki wypasiony dom a nie możesz po nas przyjechać.
-Przepraszam no, nie moja wina, że wszystko tutaj jest na prąd.
-No dobra, będziemy w kontakcie. Pa.
-Trzymajcie się. Pozdrów Harrego, paa- dlaczego miałam wrażenie, że Horana cała ta sytuacja bawi?
-Nie przyjedzie- powiedział cicho Harry.
-Nie ma prądu i jest uziemiony. Ale masz od niego pozdrowienia- w tym momencie Harry spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym: "Serio? Pozdrowienia? Zabiję Horana, dowcipniś jeden"- Mam rozumieć, że ty też nie załatwiłeś żadnej pomocy drogowej?
-Nie! Cholera jasna!- Styles podniósł głos i uderzył dłońmi w kierownicę czym mnie trochę wystraszył.
-Ej spokojnie. Dlaczego po nas nie przyjadą?- nie wiedziałam dlaczego ale miałam ochotę położyć mu dłoń na ramieniu.
-Bo właśnie zalewa Dublin i nikogo nie interesujemy dopóki nic nam nie grozi. Tam jest istna odyseja, mnóstwo wypadków, totalny chaos i nikt tu nie przyjedzie. Poza tym nawet nie wiemy gdzie jesteśmy bo szczerze to nie przypominam sobie tej drogi.
-Jak to nie przypominasz sobie tej drogi?- nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Normalnie, przez tę jebaną burzę nawigacja chyba źle coś pokazała i musiałem źle zjechać!
-To ty wcześniej nie jechałeś z Dublina do Nialla?!- teraz je też podniosłam głos chociaż wcale tego nie planowałam.
-Sam jechałem raz, w zeszłym roku. Dublin to duże miasto, myślisz, że pamiętam takie rzeczy? Gdzie zjechać? Od tego jest ta pieprzona nawigacja!
-Dobrze Harry, uspokójmy się, bo nerwy są teraz nie na miejscu. Pomyślmy logicznie co zrobić.
-Ali oni powiedzieli, że do rana na pewno nikt po nas nie przyjedzie. Nie pomogło nawet to, że nazywam się Harry Styles- on to powiedział tak poważnie, że nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać przez co nieco się rozluźniłam. Gwiazdy. Myślą, że podadzą nazwisko i wszyscy rzucą im się do stóp.
-Co się śmiejesz?- sam też zaczął się uśmiechać- Ze mnie?
-Ja zawsze się śmieję z bezsilności w takich sytuacjach jak ta- i nagle jak na zawołanie niebo rozbłysnęło i głośno zagrzmiało.
-Żeby tu chociaż był jakiś motel albo hotel w pobliżu czy coś...
-Matko Harry masz rację- nagle mnie olśniło- Jest hotel!
-Co? Skąd wiesz?- zapytał zdziwiony.
-Zauważyłam jak jechaliśmy, zdziwiłam się że taki ładny hotel jest w lesie.
-Ale daleko stąd?
-Nie, chyba nie- szczerze mówiąc sama nie wiedziałam. Jedyne czego byłam pewna to, że na bank go widziałam.
-Jak to chyba?
-No nie wiem, jestem kobietą, nie umiem oceniać odległości- to była szczera prawda, ja nie potrafiłam ocenić ile to jest metr a on chciał żebym mu przybliżyła ja daleko jest hotel.
-Okej, to poczekajmy aż ta pogoda się trochę uspokoi i najwyżej pójdziemy i poszukamy tego hotelu-  powiedział i nagle na maskę samochodu spadła sporej wielkości gałąź.
-Harry!- krzyknęłam totalnie się nie kontrolując. Myślałam, że zaraz wskoczę mu na kolana.- My nie jesteśmy tu bezpieczni!
-Wiem!
-To zrób coś! Nie chcę tutaj zginąć przygnieciona drzewem!- myślę, że nieco wyolbrzymiłam sprawę ale w tym momencie się bałam.
-Przestań! Nikt nie zginie! Skup się. Daleko jest ten hotel?- zapytał po raz kolejny patrząc mi prosto w oczy co jeszcze bardziej utrudniało mi myślenie.
-Nie, nie wiem no!
-Dlaczego ja go nie zauważyłem?
-Nie wiem, był z mojej strony nieco schowany, może przez to.
-Dobra, otwórz schowek.
-Po co?
-Weź parasol i chodź, poszukamy go.
-To będzie jeszcze bardziej niebezpieczne niż siedzenie w samochodzie.
-Chodź, jeśli mówisz, że hotel jest blisko to nie ma sensu tutaj siedzieć bo rzeczywiście jeszcze coś nam się stanie. Jak szybko pobiegniemy a hotel jest blisko to wszystko będzie okej i nic nam się nie stanie- Harry uśmiechnął się starając przekonać do tego pomysłu. W sumie miał rację, hotel jest blisko, bez sensu siedzieć w samochodzie. Dobra, ten pomysł był głupi ale wolałam się zgodzić niż czekać jak zabije mnie kawał drewna.
-No okej- powiedziałam, wzięłam parasol ze schowka i wyszliśmy na zewnątrz. Ta nawałnica w niczym nie przypominała pogody, którą rozkoszowałam się rano. Była groźna, mocno padało, błyskało się cały czas, bez przerwy, do tego wszystkiego wiał silny wiatr. Gdy rozłożyłam parasol od razu powyginał mi się na wszystkie strony, cały się połamał.
-Harry?!- pokazałam mu zniszczenia i zaczęłam się śmiać. Musiałam wyglądać jak głupek śmiejąc się w takiej sytuacji.
-Wyrzuć go!- krzyknął a ja wykonałam jego polecenie. -Daj mi rękę! Pobiegniemy!- pokiwałam tylko głową i zaczęliśmy biec. Harry strasznie ciągnął mnie za rękę ale ja nie mogłam biec szybciej przez obijającą się o nogi torebkę. -Ali nie dasz rady szybciej?
-Torebka mi przeszkadza!
-To daj mi ją!
-Ale wtedy tobie będzie niewygodnie!- cały czas musieliśmy krzyczeć przez wiatr, deszcz i grzmoty.
-To nic. Ja i tak mam dłuższe nogi od ciebie więc będę biegł szybko- serio musiał o tym wspominać? O swoich zgrabnych, długich nogach przez które miałam kompleksy? Widząc moją minę zaczął się śmiać.
-Proszę- podałam mu torebkę a on zawiesił ją sobie na ramię i wyciągnął ponownie rękę. Po chwili biegliśmy z nadzieją odszukania schronienia. Cała sytuacja mimo szalejącej burzy wydawała mi się strasznie zabawna i chichrałam się jak debilka. Harry też się śmiał. W pewnym momencie dojrzałam jakieś światła i wiedziałam, że nic mi się nie przewidziało i jesteśmy uratowani. Puściłam rękę chłopaka i najszybciej jak potrafiłam zaczęłam biec w stronę oświetlonego budynku.
-Ej mała czekaj!- zawołał Harry ale ja ani przez chwilę nie myślałam by spełnić jego prośbę.
-Złap mnie!- odwróciłam się i krzyknęłam. Chwilę później dopadłam do drzwi i szybko je otworzyłam. Harry dobiegł w tym samym momencie i dosłownie wpadliśmy do hotelu cali zdyszani, mokrzy i roześmiani.
-Mam cię!
-To się nie liczy bo zdążyłam tutaj dobiec pierwsza.
-Dałem ci fory!
-Akurat!- zaprotestowałam, ale wiedziałam, że ma rację.
-Chodźmy do recepcji- Styles cały czas się śmiał. -Dobry wieczór- powiedział do pani stojącej po drugiej stronie lady.
-Dobry wieczór- powiedziała oschle. Wtedy zdałam sobie sprawę, że narobiliśmy sporo zamieszania wpadając jak jacyś ludzie z buszu, cali mokrzy i roześmiani. Hotel był pięciogwiazdkowy, a ludzie majętni i eleganccy. Wszyscy na nas dziwnie patrzyli. Cóż, ja byłam cała rozczochrana i całkowicie przemoczona, moja bluzka przykleiła mi się do ciała przez co widać było koronkową fakturę mojego stanika. Spojrzałam na Harrego, któremu biały t-shirt przykleił się do torsu przez co było nieco widać jego liczne tatuaże, jego podarte jeansy i nieco znoszone buty też raczej nie robiły dobrego wrażenia, na dodatek jego włosy sterczały we wszystkich możliwych kierunkach.
-My chcielibyśmy dwa pokoje- powiedział uprzejmie.
-Niestety wszystko jest zajęte- matko ona go nie poznała, nie poznała słynnego Harrego Stylesa, bożyszcze nastolatek na całym świecie!
-Naprawdę nic się nie da zrobić?- powiedziałam ledwo powstrzymując śmiech.
-Niestety.
-Wygląda na to, że Harry Styles nie ma się gdzie podziać- powiedziałam nie spuszczając wzroku z recepcjonistki.
-Naprawdę nic się dla nas nie znajdzie? Widzi pani wracaliśmy ze studia, nagrywaliśmy piosenkę i przebiła nam się opona, prawie zabiło nas drzewo i bardzo nam zależy...- Harry zaczął w stu procentach wykorzystywać swój magnetyzm i zaczął czarować ją spojrzeniem i uśmiechem.
-Moment, jeszcze się upewnię- powiedziała nagle kobieta a Harry spojrzał na mnie wymownie.
-Niestety nie ma dwóch wolnych pokoi ale jest jeden.
-Super, bierzemy- zgodził się od razu.
-To niech mi pan poda swój dowód, muszę państwa zameldować, to potrwa chwilkę- powiedziała i uśmiechnęła się. Miałam wrażenie, że nie była tak do końca przekonana czy to rzeczywiście ten słynny Harry Styles z One Direction.
-Jasne, momencik, proszę- chłopak podał jej dowód a ona zapisała wszystkie potrzebne dane i po kilku minutach szliśmy do pokoju.
-Napiszę smsa do Nialla żeby się nie martwił- choć szczerze, nie wiem czy Horan tak strasznie się nami przejął.
-Jasne.
-Oto państwa pokój, życzą sobie państwo czegoś?
-Jadłaś coś dzisiaj?
-Tylko śniadanie- dopiero teraz to sobie uświadomiłam.
-To poprosimy kolację- powiedział Harry a facet pokiwał głową i ruszył wykonać nasz zamówienie a my weszliśmy do pokoju. Był luksusowy tak jak przystało na taki hotel. Jedyne co rzuciło się nam w oczy to łóżko, było tylko jedno. Super.
-Harry?
-Tak?- udawał głupka chociaż doskonale wiedział o co mi chodzi.
-Jest jedno łóżko.
-Widzę.
-I?
-No dobra niech ci będzie, mogę spróbować spać na tym fotelu ale nie rozumiem dlaczego to zawsze facet ma się poświęcać- zaczął marudzić.
-No i super- powiedziałam i delikatnie się do niego uśmiechnęłam. -Jest mi zimno.
-Mi też. Jesteśmy cali mokrzy, musimy się przebrać.
-Ale w co?
-Poczekaj- Harry poszedł do łazienki, po chwili wrócił z dwoma ręcznikami i szlafrokami, no tak dobre hotele gwarantują takie rzeczy. -Proszę, możesz się w to przebrać.
-Mam paradować przed tobą w samym ręczniku lub szlafroku?
-No chyba, że wolisz się przeziębić będąc w tych mokrych ciuchach.
-No dobra, idę wziąć prysznic, może mnie to jakoś rozgrzeje.
-Tylko się pośpiesz bo mi też nie jest za ciepło- wzięłam mój ręcznik i szlafrok i poszłam do łazienki. Tam szybko się rozebrałam i wskoczyłam pod prysznic. Podejrzewam, że gdyby nie fakt iż drzwi od łazienki nie można było zakluczyć pewnie nie chciałabym wychodzić z cudownie ciepłej wody, jednak bałam się że Harry chcąc mnie pośpieszyć, wejdzie mi do łazienki. Gdy wyszłam szybko się wytarłam, nad głowie zrobiłam turban z ręcznika i najszczelniej jak się dało opatuliłam się szlafrokiem. Nie mogłam założyć nawet bielizny, która była równie mokra jak reszta ciuchów. Gdy wyszłam Harry stał w samych bokserkach co totalnie mnie onieśmieliło. Chłopak podniósł wzrok i gapił się na mnie od góry do dołu. Myślałam że coś powie ale wtedy zgasło światło i w pokoju nastała ciemność. Brak prądu.
-Super- powiedział cicho a ja po omacku starałam się dojść do łóżka.
-Możesz mi poświecić telefonem? Ała!- wpadłam na jakiś stolik chyba. Styles spełnił moją prośbę dzięki czemu bez wielkich szkód usiadłam na łóżku. Nagle ktoś zapukał do naszych drzwi i Harry poszedł je otworzyć.
-Oto państwa kolacja, niestety mamy awarię prądu.
-Wiadomo jak długo ona potrwa?
-Co najmniej cztery godziny. Bardzo przepraszamy ale to nie jest zależne od nas. Jedyne co możemy państwu zagwarantować to świece.
-Okej, dziękuję. Mam jeszcze prośbę. Może wziąć pan nasze ubrania i je wysuszyć?
-Oczywiście.
-Ali gdzie zostawiłaś ciuchy?!- Harry musiał się uśmiechać gdy to mówi, to było po prostu słychać w jego głosie.
-W łazience! Ale nie dotykaj mojej bielizny!- krzyknęłam i miałam nadzieję, że Styles spełni moją prośbę i zarówno on jak i jakiś obcy koleś nie będą podziwiać moich majtek.
-Okej!- Harry poszedł tam, wziął ciuchy i dał temu facetowi.
-Proszę, na rano mają być gotowe.
-Oczywiście, życzę miłej nocy- usłyszałam jak drzwi się zamykają.
-Super, myślałem, że gorzej być już nie może a jednak może. Nie ma prądu.
-Nie marudź. Ważne, że nie mokniemy.
-Możesz to potrzymać?- Harry podał mi świecę po czym ją zapalił. Po chwili kilkakrotnie wykonaliśmy tę samą czynność i wokół nas świeciło się kilka świec a my jedliśmy w ciszy kolację. Dzięki Bogu Harry okrył się ręcznikiem a w pokoju było ciemno mimo świec więc nie widziałam za dużo jego odkrytego ciała. Inaczej nie jadłabym kolacji z takim spokojem.
-Wezmę jedną bo idę się umyć- chłopak wstał i podniósł świecę.
-Jasne, jak chcesz to weź wszystkie- Harry wyszedł a ja zostałam sama. Gdy usłyszałam jak puszcza wodę wstałam z łóżka, z torebki wygrzebałam szczotkę do włosów i rozczesując je podeszłam do okna. Usiadłam na parapecie i obserwowałam jak pioruny przecinają niebo. Kto by pomyślał, że jeszcze chwilę wcześniej byłam na zewnątrz, w samym środku burzy. Świat wydawał się teraz tak groźny i nieokiełznany.
-Lubisz burzę?- nie słyszałam kiedy Harry wyszedł z łazienki i podszedł do mnie przez co strasznie się wystraszyłam.
-Boże ale mnie wystraszyłeś!- Harry w jednej ręce trzymał świecę w drugiej bokserki co znaczyło, że był w samym szlafroku. Ta informacja sprawiała, że nie czułam się komfortowo i szybko zeskoczyłam z parapetu na którym zostawiłam szczotkę i weszłam pod kołdrę co wywołało śmiech bruneta.- Nie śmiej się ze mnie!
-Ali...- powiedział uwodzicielskim głosem.- Nie sądzisz, że tu jest całkiem romantycznie? Te świece nadają takiego klimatu...
-Nie- ucięłam mu szybko. -Harry ja jestem już zmęczona i chcę iść spać.- dało się wyczuć nutkę zdenerwowania w moim głosie choć starałam się opanować ze wszystkich sił.
-W takim razie dobranoc.
-Dobranoc- Styles zaczął gasić świece po czym usiadł na fotelu, na którym miał spać. Nie miałam pojęcia ile czasu minęło ale ani on ani ja nie mogliśmy zasnąć. Chłopak strasznie się wiercił i głośno wzdychał dając mi do zrozumienia, że jest mu nie wygodnie.
-Ali weź się zlituj no. Ja tu nie usnę, jest mi zimno i nie wygodnie- powiedział w końcu błagalnym tonem.
-Ale Harry...
-Proszę...- założę się, że nie raz już używał tego uwodzicielskiego tonu głosu by dostać to czego chce. Jestem też pewna, że zawsze stawiał na swoim.
-No dobra ale weź mnie dotknij, a tak ci obiję twarz, że własna matka cię nie pozna.
-Dziękuję!- krzyknął z wdzięcznością i w mgnieniu oka znalazł się na łóżku. Gdy ułożył się wygodnie i zabrał mi połowę kołdry zapanowała cisza. Leżeliśmy tak chyba godzinę ale nie mogłam usnąć. Wiedziałam, że Harry też nie śpi, strasznie się wiercił i co chwilę sprawdzał godzinę na telefonie.
-Przestań się tak wiercić- odezwałam się w końcu.
-Nie mogę usnąć.
-Ja też- powiedziałam po chwili. -Przez ciebie.
-Dlaczego przeze mnie?- zapytał rozbawiony a ja zdałam sobie sprawę, że zabrzmiało to dwuznacznie.
-Bo się tak wiercisz- skłamałam, tak naprawdę sama jego obecność była dla mnie na tyle stresująca, że nie pozwalała mi usnąć.
-Ja też nie mogę spać przez ciebie- zaskoczył mnie tym stwierdzeniem.
-Niby dlaczego? Ja się nie wiercę- powiedziałam głosem niewiniątka.
-Tak ale świadomość, że leżysz obok mnie w samym szlafroku, pod którym nie masz totalnie nic powoduje, że mój organizm średnio może skupić się na spaniu.
-Harry!- krzyknęłam i raptownie usiadłam na łóżku.- Zaraz wrócisz na fotel!
-Spokojnie Ali, przecież cię nie wykorzystam.- zaczął się śmiać.
-Co cię tak bawi?- muszę przyznać, że nie brzmiałam zbyt spokojnie.
-Przypomniało mi się jak cię przyłapałem na nocnej kąpieli w basenie. Wtedy bałaś pokazać się w bieliźnie a teraz mam cię na wyciągniecie ręki zupełnie nagą owinięta jedynie w szlafrok, którego mógłbym się pozbyć w 2 sekundy.
-Styles wynocha!- krzyknęłam i wzięłam całą kołdrę i szczelnie się nią okryłam.
-Spokojnie Ali ja sobie tylko żartuję- głupek cały czas się śmiał, żartować mu się zachciało.
-Mnie jakoś te żarty nie bawią!
-Ali z nikim nie miałem tak skrajnych przeżyć jak z tobą. Spójrz na wczorajszy i dzisiejszy dzień, nie wiem jak to nazwać.
-Paradoks- powiedziałam i zapadła cisza. Siedziałam opatulona kołdrą i nie wiedziałam co zrobić. Nie rozumiałam go i wydawało mi się, że nigdy go nie zrozumiem ale z jednym musiałam się zgodzić. Sytuacje w których się znaleźliśmy były tak różne: na początku mnie nie lubił, później od czasu kiedy obraziła mnie jego była stał się milszy, następnie się go bałam bo zrobił mi bolesna malinkę i pobił bezbronnego człowieka, za co później mnie przepraszał, ale tylko za malinkę, ostatnimi wspomnieniami było jak ja przepraszałam jego, jak pożyczył mi bluzę, jak zawiózł mnie do Dublina, pomógł nagrać piosenkę, po czym dopadła nas burza stulecia, wspólny bieg przez las w deszczu, śmiech i na końcu wylądowaliśmy razem w łóżku całkiem nadzy odziani jedynie w szlafroki.
-Ali położysz się w końcu?
-Masz rację- stwierdziłam.
-Ale w czym?- nie wiedział o co mi chodzi.
-No, że mamy same skrajne przeżycia- powiedziałam, położyłam się i znowu nastała cisza. Nadal jednak nie mogłam usnąć analizując to wszystko. Po jakimś czasie Harry się odezwał:
-Dlaczego wczoraj płakałaś?- zapytał cicho i zamiast leżeć na plecach obrócił się w moją stronę.
-Nie ważne- szepnęłam ale nie zmieniłam mojej pozycji.
-Powiedz mi- powiedział po chwili.
-Dlaczego cię to tak interesuje?- naprawdę byłam tego ciekawa.
-Chce wiedzieć, proszę...- szeptał.
-Płakałam bo coś sobie uświadomiłam- spojrzałam na niego i obróciłam się w jego stronę, zachowywałam jednak nadal bezpieczną przestrzeń między nami, nadal byłam owinięta całą kołdrą a on leżał w samym szlafroku i gapił się na mnie tym swoim zniewalająco pięknym spojrzeniem i czekał aż jakoś rozwinę swoją wypowiedź. -Jestem sama. Sama. Nie ma jej już ze mną.
-Klaudii- szepnął a ja twierdząco pokiwałam głową- Dlaczego?
-Powiedzieli, że nie przedłużą umowy, że ona nie jest wystarczająco profesjonalna i kompetentna i może reprezentować mnie w Polsce i tam ma zostać. Jestem pewna, że powiedzieli jej coś jeszcze ale nie chciała mi o tym powiedzieć.
-Nie zawsze możemy mieć to co chcemy. Ali ja też mam kilku menadżerów, którzy nie jeżdżą ze mną wszędzie.
-Harry ty nie rozumiesz. Ona nie była moim menadżerem. To znaczy była ale nie tylko. To dzięki niej osiągnęłam to wszystko. Dzięki niej śpiewam, to ona nauczyła mnie jak używać głosu, pomogła mi w tych wszystkich przesłuchaniach i castingach jakie musiałam przejść żeby być tu i teraz. Zawsze mogłam na niej polegać, była moją przyjaciółką, nadal nią jest ale teraz jest tak samo daleko jak wszyscy moi bliscy i nie mogę sobie z nią iść na obiad, na zakupy, obejrzeć filmu czy rozmawiać przez kilka godzin, teraz mogę pogadać z nią chwilę przez telefon i to wszystko. Kiedy była w pokoju obok wiedziałam, że jest ze mną ktoś zawsze mi pomoże, ktoś kto mnie kocha.
-Ali...- Harry nie za bardzo wiedział co ma mi powiedzieć a ja uśmiechnęłam się do niego blado.
-Wiem, jestem głupia i sentymentalna ale nic na to nie poradzę. Nie umiem tak po prostu przejść obok obojętnie.
-Dasz radę.
-Mam nadzieję, choć czasami wydaje mi się, że nie pasuję do tego świata.
-A kiedy na przykład?
-Tajemnica- otworzyłam się przed nim ale nie chciałam mu wszystkiego zdradzać. Nie ufam mu na tyle by od razu powierzać swoje sekrety a i tak powiedziałam więcej niż to było konieczne, nie znam go a jeszcze wczoraj był moim wrogiem numer jeden. Harry nic nie odpowiedział, podobało mi się, że nie naciskał, leżeliśmy w ciszy, miałam zamknięte oczy jednak co jakiś czas je otwierałam i widziałam, że Harry tak samo jak ja nie zmienił pozycji, leżał odwrócony w moją stronę i co chwilę zerkał na mnie.
-Gapisz się- powiedziałam.
-Ty też- zaśmiał się delikatnie.
-To straszne i przerażające.
-Myślę, że jest kilka dziewczyn na świecie uważających, że leżenie ze mną w jednym łóżku nie jest takie złe.
-W to nie wątpię- powiedziałam i wywróciłam oczami.
-Ali, nie to żebym narzekał ale jest mi już trochę zimno. Podzielisz się tą kołdrą?
-Okej ale pamiętaj, dotkniesz mnie i nie żyjesz- zagroziłam.
-Okej- Harry zaśmiał się i zaczął otulać połową kołdry. -Dobranoc Ali.
-Dobranoc Harry- powiedziałam i odwróciłam się od niego by bez skrępowania i obserwacji odpłynąć w krainę snu.



Oto rozdział 11. Mam nadzieję, że wam się spodoba, mogą występować jakiś błędy bo go nie sprawdziłam. Bardzo dziękuję za miłe słowa! Rozdział pojawi się w środę może w czwartek, zobaczę jak się wyrobię:) Tutaj wstawiam linka na Total eclipse of the heart (partie żeńskie śpiewa Lea Michele a męskie aktorzy z serialu Glee- Cory Monteith, Mark Salling i Jonathan Groff no ale możemy sobie wyobrażać, że to Harry ;D). Piosenka
P S Kocham was <3