wtorek, 16 sierpnia 2016

Rozdział 21




„Being a part of something special does not make you special. Something is special because you are a part of it.”


-Marzenia się spełniają. Każdy kto w to wierzy niech podniesie do góry rękę- powiedziałam stojąc na środku sali wypełnionej po brzegi. Wszyscy zaczęli się rozglądać i patrzeć na siebie, ale gdy rękę podniosła jedna osoba było to już jak fala tsunami. W całym pomieszczeniu były tylko dwie osoby, które tego nie zrobiły. Była to Klaudia i ja. –Dlaczego w to wierzysz?- zapytałam chłopaka, którego dłoń powędrowała do góry jako pierwsza.
-Yyyyyy- blondyn się zaciął wyraźnie zawstydzony. Z pewnością żałował tego, że był pierwszy i uważał, ze go atakuję.
-Śmiało, nie bój się, nie zrobię ci przecież krzywdy. Spójrz na mnie, ledwo co udało mi się przekroczyć metr pięćdziesiąt- miałam nadzieję, że jakoś go ośmielę, ale byłam świadoma, że mój żart był naprawdę słaby.
-Właściwie uwierzyłem w to dopiero dzisiaj- powiedział i zabrzmiał już całkiem pewnie.
-Dlaczego?- zapytałam zaciekawiona.
-Bo... bo jesteś prawdziwa- słysząc jego słowa od razu zrozumiałam o czym mówił. Oczywiście, że miałam świadomość tego jak jestem postrzegana przez wszystkich, którzy uczęszczali na zajęcia Klaudii.
-A ty? Także podniosłaś rękę. Dlaczego uważasz, że marzenia się spełniają?- zapytałam dziewczynę siedzącą obok chłopaka.
-Bo tobie się udało. Byłaś jak my. Byłaś tutaj a teraz jesteś tam- odpowiedziała.
-Marzenia się spełniają. Dość często to powtarzamy i słyszymy. Marzenia się spełniają. Jest w tym stwierdzeniu odrobina prawdy. Niestety tylko odrobina. Teraz was zapytam o coś innego. Kto chciałby być na moim miejscu? Jeśli na tej sali jest taka osoba niech podniesie rękę- powiedziałam i tym razem tak jak przy poprzednim moim pytaniu wszyscy unieśli do góry ręce.
-Chcielibyście być na moim miejscu, bo jak zauważyła wasza koleżanka mi się udało. Bo byłam kiedyś taka jak wy, ale mi się udało. Moje marzenia się spełniły i wy chcecie by spełniły się także wasze. Ale to nie jest prawda. Bo nie obudzicie się pewnego dnia i wasze marzenia nie spełnią się od tak. To tak nie działa. Wszystko, co teraz mam, zawdzięczam dwóm rzeczom: talentowi i ciężkiej pracy. Dzięki talentowi wszystko się zaczęło, ale to dzięki ciężkiej pracy nadal trwa. Miałam marzenie. Ale ono się nie spełniło. To ja je spełniłam a właściwie nadal spełniam. To ja. Nic nie stało się samo. Bo nic się samo nie dzieje i tylko od was zależy to czy spełnicie swoje marzenia. Kiedyś często powtarzałam, że będąc częścią czegoś wyjątkowego stajesz się wyjątkowy. To było moje motto. Teraz wiem już, że się myliłam i to nie jest prawda. Bycie częścią czegoś wyjątkowego nie czyni cię wyjątkowym. Coś jest wyjątkowe, dlatego że ty jesteś tego częścią.* Za bycie wyjątkowym odpowiada wasz talent, za sukces ciężka praca. To po zsumowaniu daje dziewięćdziesiąt dziewięć procent tego, co składa się na powodzenie. Pozostaje jeszcze jeden procent. Jeden procent, który stanowi tą drobinę prawdy w stwierdzeniu, że marzenia się spełniają. Szczęście. Czasami potrzeba odrobina szczęścia. Czasami trzeba znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Choć nie zawsze tak jest i by osiągnąć sukces trzeba iść kręta, wyboistą drogą. Ja miałam szczęście jednocześnie go nie mając. Wiem, że to brzmi nielogicznie, ale tak właśnie było. Przede wszystkim jednak czułam, że jestem stworzona by być na scenie. To moje życie. To moje marzenie, które spełniam, którym żyję. Marzenie, które kosztowało mnie morze łez, setki godzin spędzonych na kształtowaniu siebie, ale było warto. Bo warto spełniać marzenia. I kiedy to robisz wiesz, że możesz zrobić wszystko, że każda wylana łza sprawiła, że ci się udało. Uwierzcie mi, że nieważne, jakie są wasze marzenia, czy chcecie śpiewać czy nie. Bo może marzycie o czymś zupełnie innym, może ktoś chciałby otworzyć własną restaurację, ktoś chciałby napisać książkę a jeszcze ktoś z was chciałby wynaleźć lek na Alzheimera. Nie ważne jakie jest wasze marzenie. Ważne jest by się nie poddać, by wierzyć w sens tego, co robicie, by oddawać się temu z pasją i poświęceniem a po pewnym czasie, za miesiąc, rok a może dziesięć lat obudzicie się i mimo tego, że to będzie poniedziałek, będzie padać, będziecie niewyspani a wasz pies pogryzie kolejną parę waszych nowych butów, samochód nie będzie chciał odpalić a autobus wam ucieknie, stojąc w deszczu, smagani zimnym wiatrem, w butach z dziurą zrobioną przez ukochanego pupila pomyślicie, że kochacie wasze życie i nie zamienilibyście go na żadne inne. Bo to właśnie nazywa spełnieniem marzeń.

***

-Byłam dzisiaj u Klaudii na zajęciach. Chcesz mnie utuczyć?- zapytałam, bo Zuza postawiła przede mną wielki talerz czegoś, co chyba miało być zapiekanką makaronowo-serową, ale coś jej nie wyszło. Do tego zamiast herbaty, wody czy soku postanowiła podać... wielki kubek pełen goręcej czekolady z bitą śmietaną. Totalnie dziwne połączenie.
-Powinnaś trochę przytyć, bo jesteś za koścista. Jak było u Klaudii?- nie chciałam komentować, że wcale nie jestem koścista tylko wysportowana, ale Zuza odkąd tylko urodziła zaczęła wszystko postrzegać inaczej i czasami była jak moja mama.
-Byłam pierwszy raz w tym nowym budynku i jestem pod wrażeniem. Naprawdę wszystko wygląda tak profesjonalnie. Są sale do ćwiczeń, sale do tańca, dwa studia do nagrywania, jedna sala jest naprawdę duża i ma idealną akustykę przypomina wyglądem tę ze szkoły w Nowym Jorku. Poznałam też całą kadrę, instruktorów, nauczycieli i muszę przyznać, że Klaudia zna się na tym wszystkim. Pomijając fakt, że ta szkoła, bo chyba tak to trzeba teraz nazywać, otwiera naprawdę wiele drzwi tym ludziom i daje im serio wielką szansę to chyba okaże się to naprawdę dochodowy biznes- sporo w to wszystko zainwestowałam, Klaudia też, poza tym ona wzięła kredyt, ale czułam, że to naprawdę się uda. W sumie wiedziałam to już wtedy, kiedy przedstawiała mi plan, ale gdy zobaczyłam to na własne oczy dotarło do mnie jak wielkie jest to przedsięwzięcie. -Dlaczego mnie nie słuchasz?
-Słucham- odpowiedziała, choć nie byłam do końca pewna czy na pewno to powiedziała, bo mówiła mając usta pełne tego makaronowego czegoś.
-Nie słuchasz, bo masz mózg zamroczony jedzeniem- moja przyjaciółka miała chyba żołądek wielkości studni bez dna.
-Przesadzasz- od kilku dni miałam wrażenie, że blondynka nie jest do końca sobą. Miałam nadzieję, że sama mi powie o co chodzi i coś mi mówiło, że właśnie po to spotkałyśmy się tego wieczora.
-Masz jakiś problem prawda?- niektórzy ludzie, kiedy coś ich trapi nie mają apetytu. Zuza z kolei pochłaniała góry jedzenia.
-Skąd ci to przyszło do głowy?- zapytała i obdarzyła mnie pięknym uśmiechem.
-Bo zawsze zajadasz stres- może i nie wyglądała na zestresowaną, ale przez cały mój pobyt w domu była naprawdę dziwna. Przyleciałam do Polski dzień przed wigilią i już wtedy zauważyłam, że coś jest nie tak. Nie miałam jednak jak z nią porozmawiać, później były święta i musiałam skupić się na tym by nie pokłócić się z rodzicami, co było prostym zadaniem, bo cały czas mieliśmy gości. -Odkąd przyleciałam jesteś dziwna i dużo jesz a zawsze tyle jesz jak się czymś stresujesz. Znam cię. I martwię się o ciebie.
-Nie martw się. I cieszę się, że mogę ci w końcu wszystko powiedzieć, bo wiesz, że nie lubię milczeć i zawsze wszystko muszę ci wygadać. Nawet jak nie mogę. Ale wracając do sedna. Chodzi o to, że tego dnia, kiedy przyleciałaś zrobiłam test. Wynik był pozytywny, ale wolałam poczekać i się upewnić i czekałam całe święta żeby umówić się do lekarza. No i dopiero dzisiaj miałam wizytę. I teraz już jestem pewna- była tak podekscytowana, że jej głos stał się wysoki i piskliwy zupełnie jak mój kiedy się denerwuję.
-Chcesz mi powiedzieć, że...- łzy zebrały się w moich oczach, bo nie mogłam uwierzyć w to co słyszę!  
-Tak, właśnie to chcę ci powiedzieć. Jestem w ciąży!- oczywiście od razu zaczęłam ryczeć wzruszona i rzuciłam się by ściskać moją ukochaną przyjaciółkę.
-Znowu będziesz mieć dzidziusia!- mój głos stał się równie wysoki jak jej. Piszczałyśmy ze szczęścia.
-Chciałam ci powiedzieć we wigilię, ale wolałam zaczekać i mieć pewność.
-To najwspanialszy spóźniony prezent świąteczny jaki dostałam w życiu!- Zuzka wyglądała pięknie i wręcz emanowała od niej ogromna radość.
-Tylko nie mów nic przy małym. Na razie wiesz tylko ty. No i oczywiście mój kochany mąż. Chcemy poczekać z ogłoszeniem tej nowiny a Kubuś jest na takim etapie, że powtarza wszystko, co usłyszy praktycznie każdemu.
-Jasne, nic nikomu nie powiem- nie docierało do mnie to, co się właśnie wyprawiało.
-Nie powinnaś być aż tak w szoku.
-Niby masz rację, ale to tak wspaniała wiadomość, że nie mogę nie być w szoku- wiedziałam od Zuzy, że chcą mieć drugie dziecko więc powinnam spodziewać się tego, że im się uda i pewnego dnia usłyszę to co usłyszałam w tym momencie. Mimo tego i tak nie byłam przygotowana na taką nowinę. –Dlaczego ty jesteś taka spokojna?
-Bo zdążyłam się oswoić z tą myślą. Kiedy zobaczyłam wynik testu... Kupiłam go wieczorem wracając z pracy i nie mogłam się doczekać, kiedy go zrobię. Wstałam o czwartej rano i gdy zobaczyłam, że jest pozytywny pobiegłam do sypialni i tak się wydarłam, że Łukasz prawie spadł z łóżka. Kiedy pokazałam mu test też się wydarł. Oczywiście obudziliśmy Kubusia, który przyszedł z płaczem, bo chyba miał przez nas zawał- wyobraziłam sobie całą tą sytuację i zaczęłam się śmiać.
-Jesteście naprawdę wspaniałymi rodzicami...- skomentowałam. -To dziwne jedzenie, które mi dzisiaj zaserwowałaś to przez ciążę?- zapytałam.
-Nie. Po prostu teraz mogę jeść takie bomby kaloryczne i nie mam wyrzutów sumienia, że przytyję.
-Bo i tak przytyjesz.
-Ciąża jest super- podsumowała wpychając do buzi kolejną porcję makaronu.
-Zazdroszczę ci- przyznałam i jakoś tak zrobiło mi się troszkę smutno.
-Przecież ty też zostaniesz kiedyś mamą.
-Nie o to chodzi. Ale o to, że moje życie jest takie skomplikowane- poplątane, zagmatwane, chaotyczne, pokręcone...
-Rozmawiałaś z rodzicami o Harrym?- Zuza była neutralna. Porozmawiałam z nią szczerze o brunecie. Opowiedziałam jej wszystko. Co powiedziałam ja i co powiedział Harry. Wiedziała o wszystkich naszych dylematach i stwierdziła, że jest naiwna, ale mu wierzy. Stwierdziła, że tym razem jest szczery. Jednocześnie podkreślała, że nadal go nie lubi choć chwilę później powiedziała, że jednak nie jest taki zły. Pomogła mi przeanalizować jego zachowanie po raz tysięczny. Od pierwszego naszego spotkania do tego, kiedy przed świętami odwiózł mnie na lotnisko i doszłyśmy do wniosku, że wszystko opiera się na tym czy potrafię mu wierzyć i zaufać. Jeśli chodzi o wybaczenie tego, co mi zrobił to chyba miałam to już za sobą. Tym bardziej, że sama chciałam go zranić jeszcze parę miesięcy wcześniej udowadniając sobie, że tak naprawdę wcale się nie różnimy. Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu umiałam nawet usprawiedliwić to jak się zachowywał, kiedy o wszystkim się dowiedziałam i od niego odeszłam. Kochał mnie, chciał mnie odzyskać. Dowiedziałam się o tym, co zrobił złego. Dowiedziałam się o tym, że przez niego nie było mnie na ślubie Zuzy wymazując z pamięci to, że dzięki niemu byłam na chrzcie jej dziecka. Zaczęłam go postrzegać, jako najgorszą osobę na Ziemi w momencie, kiedy on mnie kochał i chciał żeby było dobrze. Dlatego robił te wszystkie chore akcje, dlatego groził, że się zabije. Robił to, bo chciał żebym wróciła. Naprawdę długo zajęło mi ogarnięcie tego. Zuza mi pomogła. Powiedziała też, że jeśli czuję, że chcę zaryzykować to mam to zrobić. Moi rodzice, przede wszystkim tata, mieli totalnie odmienne zdanie.
-Tak. I chyba pierwszy raz w życiu tata się na mnie darł. Ja też się darłam. To nawet zabawne, bo przeczekaliśmy święta by się pokłócić. Teraz niby jest zawieszenie broni, ale wiem, że tata myśli swoje. Z mamą jest lepiej. Wytłumaczyłam jej, że tak naprawdę to wszystko jest tak skomplikowane, że nawet nie wiem, co mam im powiedzieć. Opowiedziałam, że jak dowiedziałam się o pożarze to do niego pojechałam i prawie umarłam myśląc, że coś mu się stało i mama uważa, że zawsze wiedziała, że nigdy nie przestałam... No wiesz. Że zawsze go...
-Kochasz go. Mimo tego, że jest świnią. Twoja mama to wie i rozumie. Bo jest kobietą. Twój tata to facet, nie rozumie złożoności uczuć kobiety.
-Święta prawda. Do tego nie wiem, co mam zrobić z Sylwestrem. To już za dwa dni. Nie wiem czy mam zostać tutaj czy jechać do Nialla. Czy może wrócić do Nowego Jorku.
-Co robi Harry?
-Będzie u Nialla. Pogodzili się, bo Harry podjął decyzję. Nagrają ostatnią płytę. Nie będzie już trasy, ale będzie płyta. To jego kompromis. Wydaje mi się, że zmienił zdanie tylko i wyłącznie ze względu na mnie i Nialla- powiedziałam i usłyszałam jak mała osóbka przemierza przedpokój. Początkowo było słychać delikatne tupanie by po chwili dołączyły do niego kroki dorosłego mężczyzny.
-Mama!- synek Zuzy wbiegł do pokoju i podbiegł do niej. Był naprawdę słodkim dzieckiem a czerwone od zimna policzki tylko spotęgowały jego „słodkość”. Zuza przeprosiła mnie na moment i zajęła się ogarnięciem swoich chłopaków. A ja postanowiłam zadzwonić.
-Skarbie- gdy usłyszałam jego głos poczułam falę szczęścia uderzającą we mnie. Musiałam mu powiedzieć. Co z tego, że mówiłam Zuzie, że nikomu nie powiem? Musiałam się z kimś podzielić tą informacją. To znaczy... musiałam podzielić się tą informacją właśnie z Harrym.
-Hej. Co robisz?- zapytałam.
-Odwiozłem mamę do domu i teraz wracam do siebie. Właściwie to nie wracam tylko stoję w korku i się bunkruję żeby mnie nikt nie poznał- Harry pogodził się tylko z mamą. Jeśli chodziło o Gemmę nie za bardzo chciał z nią rozmawiać. Wiedziałam, że miał podobne święta do moich. Miał sporo gości, bo wysłał mi zdjęcie, na którym były jego ciotki, wujkowie, kuzynostwo.
-Zuza jest w ciąży- powiedziałam ledwo słyszalnie, ale kiedy to zrobiłam nic nie mogłam poradzić na to, że zapiszczałam do telefonu.
-To wspaniale. Ale dlaczego mówisz tak cicho?
-Bo obiecałam, że nikomu nie powiem i boję się, że usłyszy.
-Rozumiem. Powiedziałbym żebyś jej pogratulowała, ale przecież nie mam prawa wiedzieć.
-Przekażę jej twoje gratulacje. Ale dzwonię też w innej sprawie. Harry za dwa dni Sylwester i ja...- mimo tego, że czułam to, co czułam nie umiałam jeszcze mówić zawsze o wszystkim otwarcie. Czasami zacinałam się i nie mogłam wydobyć z siebie słowa a innym razem nie miałam z tym problemu.
-Chcę go spędzić z tobą. Przylecę po ciebie, jeśli będzie trzeba- gdyby stał przy mnie uściskałabym go za te słowa.
-Chyba życie ci nie miłe- zaśmiałam się wyobrażając sobie minę mojego taty gdyby zobaczył Harry’ego stojącego u progu naszego domu.
-Dla ciebie wszystko.
-Spokojnie. Nie musisz się dla mnie narażać. Będę w Londynie za dwa dni. Możesz odebrać mnie z lotniska.
-Dziękuję za pozwolenie. I od razu mówię, że zatrzymujesz się u mnie.
***
-Skarbie- Harry miał jakiś nowy zwyczaj. Ostatnio za każdym razem jak się ze mną witał nie mówił „hej” czy „cześć”, ale zawsze mówił skarbie.
-Hej- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się widząc jak jego twarz zdobi ogromny uśmiech.
-Chodźcie- Steve mi towarzyszył praktycznie cały czas. Był ze mną także w Polsce. Właściwie w domu był tylko na święta przez dwa dni. Nie powiedziałam mu o wiadomościach od D., ale miałam wrażenie, że albo po prostu o nich wie, albo poza D. ktoś jeszcze do mnie pisze, ale nie mam o tym pojęcia. Bo Steve nigdy nie był przewrażliwiony a ostatnio był ze mną cały czas, sprawdzał wszystko po pięć razy, planował każde moje wyjście tak by zawsze ktoś ze mną był. Podejrzewałam, co to oznacza, choć mężczyzna zapewniał mnie, że nie mam się niczym martwić.
-Jak minął wam lot?- Harry objął mnie ramieniem tak spontanicznie i automatycznie jakby nigdy nie przestał tego robić.
-Możemy prosić o zdjęcie?- obawiałam się tego pytania. To nie tak, że nie chciałam tego robić, ale było już późno i nawet nie chodziło o to, że muszę się przygotować, co z pewnością miało zająć mi ze dwie godziny, bo poza makijażem i ułożeniem włosów, przede wszystkim chciałam wziąć kąpiel, ale byłam podekscytowana i wystraszona jednocześnie, bo miałam jechać do Harry’ego. Do tego mieszkania, w którym bywałam codziennie. Do miejsca, które znałam i które jednocześnie stało się dla mnie zupełnie obce. Myślałam, że już nigdy się tam nie znajdę tymczasem miałam tam spędzić noc, właściwie to dzień, bo noc mieliśmy spędzić u Nialla, ale chciałam to mieć już za sobą, bo po prostu mnie to stresowało. Miałam z tym miejscem wiele wspomnień, złych i dobrych i chciałam już mieć to za sobą. Może przeżywałam to za bardzo, ale taka już byłam i czasami sytuacje, które nie powinny wywoływały we mnie jakieś duże emocje. Po jakimś czasie, który wydawał mi się być wiecznością, Steve wyciągnął nas z lotniska i zostawił w aucie Harry’ego i mimo szczerej niechęci mężczyzna zaczynał właśnie swoje dwa, wolne dni. Podczas jazdy do domu bruneta niewiele mówiłam. Harry z kolei gadał jak najęty i byłam pewna, że nie widzi tego mojego wewnętrznego zdenerwowania, które minęło, gdy weszliśmy do środka. Okazało się, że wszystko wygląda zupełnie inaczej niż zapamiętałam i gdyby nie fakt, że adres się zgadzał pomyślałabym, że to nie to mieszkanie. Harry bez owijania w bawełnę wyjaśnił, że musiał zrobić generalny remont. Inaczej nie mógłby tam mieszkać, bo za bardzo kojarzyło mu się wszystko ze mną. Oczywiście rozumiałam go doskonale. Kiedy poruszyliśmy ten temat zrobiło się nieco niezręcznie, ale tak naprawdę dopiero u Nialla zrozumiałam, co to określenie w ogóle znaczy. I nie chodziło o to, że ubrałam śliczną, grafitową, obcisłą sukienkę, która sięgała mi do połowy uda i Harry gapił się na mój tyłek przez większość czasu. Nie poczułam się niezręcznie nawet, kiedy powiedział, że cieszy się, że sukienka nie ma wielkiego dekoltu, bo nie wiedziałby, na co patrzeć. Takie zachowanie bruneta było tak naprawdę niczym. Bo niezręcznie poczuliśmy się oboje w momencie, kiedy znajomi Nialla nie kryli zdziwienia, że widzą nas razem. Trzymaliśmy się za ręce, obejmowaliśmy się... dosłownie chwilę. Bo już kilku minutach bycia tam zrozumieliśmy ich wzrok. I nagle nie chciałam tam być. Nie, kiedy patrzą na nas w ten sposób. Ale to kuzynka Horana sprawiła, że naprawdę chcieliśmy uciec. Wiedziałam, że nie chciała, ale była jak Niall. Dużo mówiła i często dopiero po chwili docierało do niej, że palnęła gafę. „Super, że znowu jesteście razem, ale szkoda Jesse’ego. Byliście taką super parą. Jesse jest naprawdę słodki i żal chłopaka.” – po tych słowach miałam wrażenie, że zapadnę się pod ziemię. Wiedziałam, że nikt tak naprawdę nie chce byśmy czuli się w ten sposób, ale jednocześnie byli bardzo niesubtelni w tym, co robili.
-Ewakuacja?- usłyszałam tuż przy uchu i naprawdę cieszyłam się, że o to zapytał.
-Zostaniesz moim bohaterem, jeśli mnie stad zabierzesz.
-W takim razie zamierzam zostać twoim bohaterem- powiedział i złapał mnie za rękę.
-Na serio chcesz to zrobić?
-A dlaczego nie?
-No nie wiem... Niall nas zaprosił. Nie będzie mu smutno, że byliśmy tu chwilę?
-Cóż... Mając na uwadze fakt, że poświęcił nam dzisiaj niecałe trzydzieści sekund wydaje mi się, że nawet nie zauważy, że nas nie ma- po tych słowach spojrzałam na Horana i zdecydowanie mogłam stwierdzić, że nie będzie się smucił, gdy opuścimy jego imprezę.
-W sumie masz rację, ale jest sylwester. Nie chcesz się bawić?- zapytałam.
-Serio myślisz, że się bawię słysząc jak piękną parę tworzyłaś z Jessem?- Harry nie wyglądał na złego. Dawniej byłby mega wkurzony. Byłby zazdrosny, ale to byłaby chora zazdrość. Teraz był po prostu zazdrosny. Tak po prostu. Normalnie.
-Wiem, że nie, ale nie chcę żeby przez to ominęła cię zabawa- czy można kogoś kochać i jednocześnie patrzyć na niego i czuć jak zakochujesz się w tej osobie na nowo?
-Ale ja nie mam ochoty na zabawę.
-Więc masz niecałe dwadzieścia cztery lata i chcesz spędzić tę noc w domu przed telewizorem?
-Niekoniecznie...- uśmiech malujący się na jego twarzy mówił jedno. Harry ma plan.
-Niekoniecznie?
-Mam pewien pomysł gdzie możemy się podziać... Właściwie chciałbym ci coś pokazać.
-Kuzyn Nialla się dziwnie na mnie gapi. Możemy jechać gdzie tylko chcesz- nawet nie próbowałam oszukiwać samej siebie, że zgadzam się z nim uciec tylko dlatego, że ludzie się dziwnie na nas patrzą. Musiałam być ze sobą szczera i przyznać się sobie samej, że po prostu chcę z nim być sam na sam.
-Super, że się tak doskonale rozumiemy- zanim wyszliśmy Harry ukradł dwie butelki szampana a ja talerz przekąsek i dopiero kiedy wsiedliśmy do auta poczułam, że się rozluźniam. Przez większość drogi milczeliśmy poza tym, że oboje dziękowaliśmy Bogu, że Harry nic nie zdążył wypić oraz tym, że w połowie trasy zorientowałam się gdzie jedziemy i zapytałam go czy mam rację na co chłopak tylko kiwnął twierdząco głową.
-Tutaj też zrobiłeś generalny remont?- zapytałam, gdy stałam za nim a on otwierał drzwi.
-Tutaj nie zmieniłem niczego- odpowiedział i przepuścił mnie bym mogła wejść pierwsza. Gdy znalazłam się w środku szybko zorientowałam się, że rzeczywiście wszystko wygląda dokładnie tak jak dawniej. Mieszkanie przeszło całkowitą zmianę, ale willa nie zmieniła się choćby w jednym procencie.
-Czyli jednak spędzimy ten wieczór jak dwójka emerytów?- starałam się zażartować, bo nie chciałam żeby mój mózg zaczął przywoływać wspomnienia.
-Możesz się śmiać, ale tutaj nie musisz się krępować słysząc głupie pytania. Albo być pod ostrzałem natarczywych spojrzeń.
-Racja. To co będziemy robić dziadku? Jest dopiero kilka minut po dwudziestej trzeciej.
-Na początek chcę wznieść toast- powiedział i zaczął przeszukiwać kuchnię w poszukiwaniu kieliszków.
-Okej. Jeśli niczego nie przestawiałeś to kieliszki są tutaj- popatrzyłam na niego i otworzyłam odpowiednią szafkę. Musiałam spojrzałam na niego jakoś dziwnie, bo chłopak postanowił zacząć się tłumaczyć.
-Nie patrz tak na mnie. Rzadko tu bywam- odparł i nalał szampana do kieliszków.
-Jasne, rozumiem. Matko, jakie to pyszne- powiedziałam, bo włożyłam do ust malutkiego krokiecika, którego ukradłam Niallowi. Harry nagle nic nie mówił a ja pochłonęłam jeszcze koreczka i coś, co wyglądało jak mini tarta. –To, za co wzniesiemy ten toast?- zapytałam, bo on się na mnie gapił, ale jednocześnie milczał i sprawił, że poczułam się skrępowana niczym na imprezie, z której oboje uciekliśmy żeby się tak nie czuć.
-Za... nas- Harry spojrzał na mnie tak intensywnie, że nie miałam odwagi by powiedzieć, że przecież nie ma nas. Zamiast tego kiwnęłam tylko głową i wzięłam w dłoń kieliszek i upiłam mały łyczek trunku.
-Dlaczego nagle jesteś taki dziwny?- stwierdziłam, że nie będę się domyślać, o co mu chodzi i zapytam wprost. Dawniej za rzadko zadawałam pytania i potem wszystko skończyło się źle.
-Bo nagle dotarło do mnie to, że tutaj jesteś.
-I to źle?  Czy dobrze?- domyślałam się, że dobrze, ale wolałam się upewnić.
-Wspaniale- powiedział, złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie, po czym zaczął mnie całować. Jak ja mogłam żyć bez jego pocałunków? Jak mogłam żyć bez tego uczucia, które pojawiało się zawsze, kiedy jego usta dotykały moich? –Chodź. Chcę ci coś pokazać- powiedział, kiedy niestety, przestał mnie całować. Trzymając się za ręce poszliśmy na górę. Wiedziałam gdzie idziemy. Powiedział, że niczego w tym domu nie zmienił. Wszystko było takie jak kiedyś. Wszystko.
-Mój pokój?- musiałam się upewnić, że kiedy zaraz otworzy drzwi zobaczę to, o czym myślę. Brunet kiwnął głową i nieco niepewnie nacisnął na klamkę. Gdy weszliśmy do pomieszczenia poczułam to, co myślałam, że poczuję, gdy wejdę do jego mieszkania. Niczego nie zmienił. Wszystko wyglądało dokładnie tak jak dawniej. Na sztaludze wciąż wisiał szkic. Na kanapie szkicownik, który dostałam kiedyś od Zayna. Farby, kredki, ołówki. Wszystko leżało dokładnie tak samo jak to zostawiłam. Był tylko jeden wyjątek. Na środku pokoju stało pudełko.

Zabrałam z tego mieszkania prawie wszystko, została mi ostatnia walizka pełna ubrań. Ale części rzeczy nie umiałam zabrać ze sobą. Po prostu nie mogłam, dlatego zostawiłam je w pudełku, które postawiłam na parapecie. Znajdowały się tam nasze zdjęcia, ususzona róża, klucze do jego domu, prezenty od niego… I teraz miałam tam włożyć coś, co było tak symboliczne… Co było jak moje serce. Podeszłam do pudełka i je otworzyłam. Następnie zerwałam wiszący na mojej szyi wisiorek, zdjęłam z palca pierścionek i włożyłam je do pudełka a kiedy to zrobiłam z moich oczu wypłynęły łzy. To był koniec. Koniec.

-Powiedziałem ci, że rzadko tutaj bywam. Po naszym rozstaniu tak naprawdę byłem tutaj raz. Przyniosłem je tutaj. Zostawiłem. I nigdy więcej nie wróciłem. Aż do teraz- powiedział, gdy przestałam oglądać wszystko szczegółowo i podeszłam do niego.
-Nie wiem, co mam powiedzieć. Nie chcę wracać do smutnych wspomnień. Bo tak naprawdę nie czuję teraz smutku. Wiem, że powinnam się smucić, że przeze mnie nie wchodziłeś do własnego domu przez ponad dwa lata, ale tak naprawdę chyba cieszę się, że nie wyrzuciłeś tego wszystkiego- już bardziej egoistycznie to nie mogło zabrzmieć.
-Nie umiałbym tego wyrzucić. I właściwie to chciałem cię o coś prosić- moje słowa chyba dodały mu pewności siebie. Harry podszedł do pudełka i je otworzył. Wyciągnął z niego mój wisiorek. Naszego motyla. A ja chyba domyślałam się już, o co chce mnie prosić. Już raz mnie o to prosił i wtedy też trzymał w dłoni ten wisiorek. –Chcę cię o coś zapytać.
-Harry- przez ułamek sekundy bałam się odpowiedzieć. Bo mimo wszystko nadal mu nie ufałam. Nawet mimo tego, co mi właśnie pokazywał. Mimo tego, że nie umiał mnie wyrzucić ze swojego życia i zachował ten pokój. Mój dawny raj. Moje rzeczy. Właściwe to nasze rzeczy. Nie ufałam mu. Nie ufałam. Ale go kochałam. Kochałam bardziej niż kiedykolwiek innego. I tego byłam pewna. I to zamierzałam mu powiedzieć. Gdyby mi nie przerwał.
-Wiem, że się domyślasz, o co chcę cię zapytać, ale chcę cię zapewnić, że tym razem wszystko będzie inaczej. Wszystkiego nauczymy się od nowa a niektórych rzeczy po raz pierwszy, ale damy radę. Uda nam się. Wiesz dlaczego? Bo się kochamy. Nie powiedziałaś mi tego, ale wiem, że mnie kochasz tak samo jak ja kocham ciebie. Powiesz mi to, gdy będziesz gotowa. Ale właśnie, dlatego że się kochamy uda nam się.
-Zamknij się- przerwałam mu i położyłam dłoń na ustach, bo cholera! Ja mu zamierzałam miłość wyznawać a on wyjeżdża z tekstem, że to wie i mam mu to powiedzieć jak będę gotowa. Halo! Ja jestem gotowa! –Harry kocham cię. To moja odpowiedź i właśnie zamierzałam...- Kiedy usłyszał moje słowa nie czekał aż skończę swoją wypowiedz. Przyciągnął mnie do siebie i raptownie połączył nasze usta w cudownym pocałunku.
-Naprawdę ze mną będziesz? Pozwolisz mi cię kochać?- miałam wrażenie, że Harry nie wierzy w moje słowa. Że nie dociera to do niego.
-Mam nadzieję, że nie będę żałować tego, że się zgadzam- odgarnęłam włosy na lewe ramię a on zapiął mój łańcuszek. Zgodziłam się, bo kierowałam się sercem, ale jednocześnie czułam, że muszę mu powiedzieć o tym, że miłość to nie jedyne, co czuję. Musiałam go uświadomić, że tym razem kieruję się także rozumem, ale to musiało chwilę poczekać, bo on postanowił znowu mnie pocałować i na moment sprawił, że zapomniałam w ogóle jak się nazywam. -Harry ja wiem, co przed chwilą powiedziałam i wiem, że się zgodziłam być z tobą, ale muszę cię uświadomić... Nie ufam ci. Nie w stu procentach i nie mam pojęcia ile czasu minie zanim to się stanie- okej może i właśnie psułam idealny moment, ale musiał to wiedzieć.
-Wiem o tym. Ale tym razem naprawdę niczego przed tobą nie ukrywam. Wiesz wszystko. I udowodnię ci, że mówię prawdę. Jeśli chcesz możemy to zrobić nawet teraz. Chcesz przeczesać mój telefon? Nie ma sprawy. Kod to 2708- może oszalałam, ale czułam, że Harry mówi prawdę. Uśmiechał się do mnie podając ten kod, miałam wrażenie, że właściwie to chce mu się nawet śmiać.
-Nie chcę tego robić. A już na pewno nie teraz. Po prostu chcę żebyś wiedział, co dokładnie czuję.
-Być może nie zdajesz sobie sprawy z tego, że czuję praktycznie to samo co ty. Ale nie chcę już o tym myśleć. Nie chcę o tym rozmawiać, bo w tym momencie jestem po prostu szczęśliwy.
-Ja też jestem szczęśliwa- przyznałam mimo tego, że nadal nie umiałam pojąć tego, co się dzieje.
-Zatańcz ze mną- powiedział i wyciągnął dłoń w moim kierunku. Uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam mu w oczy. Kochałam go. Harry był miłością mojego życia. Jedyną. Prawdziwą. Taką, którą przeżywa się tylko raz w życiu. Myślałam, że mam to za sobą tymczasem okazało się, że mogę to czuć jeszcze raz. Że mogę dopuścić do siebie to uczucie, które mimo wielu moich starań nigdy nie wygasło. Boże, to było cudowne. Bez żadnego zawahania chwyciłam jego dłoń. Harry przyciągnął mnie do siebie a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Początkowo kołysaliśmy się tylko w rytm melodii, którą nucił brunet przytulając się do siebie. Jednak to szybko przestało nam wystarczać. Wszystko działo się wolno i szybko jednocześnie. Chciałam by był blisko mnie. Chciałam go całować. Nie mogłam się pohamować i zostawiłam całusa na jego szyi. Nim zdążyłam się zorientować jego usta znalazły się na moich i zaczęły je całować. I to był inny pocałunek. Inny niż wszystkie. Nie umiałam tego opisać, ale kiedy odsunęłam się nieco od niego i spojrzałam mu w oczy wiedziałam, że Harry chce więcej. Że my chcemy więcej. Dlatego położyłam dłonie na jego torsie nieco przeciągając ten moment. Patrzyłam na niego i byłam pewna, czego chcę. Chciałam jego. Moje palce zajęły się rozpinaniem guzików fikuśnej koszuli, robiłam to powoli, bo po prostu pragnęłam nacieszyć się tą chwilą a kiedy się jej pozbyłam Harry musnął nosem mój nos i uśmiechnął się do mnie, po czym stanął za mną. Odgarnął moje włosy na ramię i pocałował moją szyję. Później jego dłonie zajęły się zamkiem błyskawicznym mojej sukienki. Z każdym odsłanianym przez siebie centymetrem Harry zostawiał na moich plecach całusa.  Wiedziałam, że tym razem nie padnie pytanie czy jestem pewna. Albo czy on chce to zrobić. Bo tak naprawdę sam fakt, że wyznaliśmy sobie miłość był odpowiedzią na to czy powinniśmy albo czy chcemy to zrobić. Zadawanie jakichkolwiek pytań w tym momencie było zbędne, bo przecież ta cała droga, którą przeszliśmy od spotkania w Nowym Jorku aż do tego momentu sprawiła, że byliśmy pewni tego czego chcemy. A chcieliśmy siebie. I w związku z tym nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Wyswobodziłam się z sukienki i stanęłam przed nim w samym staniku, majtkach i pończochach i czułam iskry przeskakujące z jego skóry na moją. Zanim zajęłam się rozpięciem jego rozporka nie mogłam się powstrzymać i pocałowałam jego motyla. Tęskniłam za tym. Za tatuażami, wisiorkiem, za Harrym. Zanim brunet pozbył się spodni wyciągnął z ich kieszeni paczkę z zabezpieczeniem przez, co spojrzałam na niego spod byka, bo coś sobie uświadomiłam.
-Zaplanowałeś to- powiedziałam i widząc jego szeroki uśmiech także się uśmiechnęłam.
-Przewidziałem- Harry puścił mi oczko i rozpiął mi stanik, który wylądował obok jego spodni. –Tęskniłem za nimi- kiedy powiedział to gapiąc się na moje piersi walnęłam go w głowę.
-Psujesz romantyczny nastrój- byłam taka wyluzowana. Chłopak zaczął się śmiać, ale po chwili przestał, bo zaczął mnie całować. Potem uniósł mnie do góry, dlatego oplotłam go nogami w pasie i przez kilka sekund się na siebie gapiliśmy.
-Gapisz się- powiedział a ja znowu uśmiechałam się jak idiotka.
-To romantyczne- jego oczy błyszczały się patrząc na mnie. Tęskniłam za tym. Za wszystkim. Nawet za tymi słowami.
-Też tak uważam- odparł i powoli zaczął iść w stronę kanapy. Ja natomiast zajęłam się całowaniem jego szyi. I policzków. I tych cudownych ust. Harry położył mnie na sofie i najpierw pozbył się moich majtek a potem swoich bokserek.
-Teraz to ty się gapisz- powiedziałam, bo właśnie to robił. Ale co może było nieco dziwne, wcale mnie tym nie krępował.
-Jesteś piękna- chłopak pocałował wewnętrzną stronę mojej dłoni. Drugą, wolną ręką odgarnęłam mu włosy z twarzy i kiedy ja przeczesywałam je palcami on zajął się ubraniem zabezpieczenia.
-Tęskniłam za tobą- wyszeptałam, kiedy pochylił się nade mną i zaczął całować moją szyję.
-Bardzo cię kocham skarbie- drapałam go delikatnie po plecach i miałam wrażenie, że doprowadzamy się wzajemnie do szaleństwa przeciągając ten moment do granic możliwości aż w końcu nasze ciała stały się jednością. Wszystkie nasze ruchy były takie nieśpieszne i delikatne jakbyśmy robili to pierwszy raz. Ale w pewnym sensie to było jak pierwszy raz. Pierwszy raz po tym, co było kiedyś, pierwszy raz, kiedy tak naprawdę przeszłość przestała mną kierować. I czułam się z tą myślą doskonale. Nasze usta łączyły się co chwilę, nasze spojrzenia wyrażały więcej niż jakiekolwiek słowa. Znowu mogłam to przeżywać. Coś, czego nie mogłabym przeżyć z żadnym innym mężczyzną. Bo nikt poza Harrym nie mógł dać mi tego rodzaju przyjemności. I naprawdę wierzyłam, że tak jak on mi, tak samo tylko ja mogłam mu to dać. Właściwie w to nie wierzyłam tylko byłam tego pewna. I kiedy oddawaliśmy się tym wszystkim doznaniom usłyszeliśmy coś jakby grzmot. Sekundę później drugi i trzeci a później była ich już niezliczona ilość. Fajerwerki. Wybiła północ. Nowy Rok. Spojrzałam na Harry’ego, który uśmiechnął się tak wymownie, że nie pozostało mi nic innego niż odwzajemnienie tego uśmiechu.
-Szczęśliwego Nowego Roku Harry- wyszeptałam i przyciągnęłam go do siebie, bo chciałam był jeszcze bliżej mnie.
-Szczęśliwego Nowego Roku skarbie.



*Cytat ten pochodzi z serialu Glee ;) I tak, jest to cytat z początku rozdziału XD



Heeeeej!
Rozdział 21 za nami!
Myślę, że piosenki, która pojawiła się w rozdziale nie trzeba nikomu "przedstawiać" XD
Dzisiaj notka będzie krótka XD 
Przepraszam za błędy!
Do następnego!

PS I love youuu all <3

wtorek, 2 sierpnia 2016

Rozdział 20





Something has changed within me
Something is not the same
I'm through with playing by the rules
Of someone else's game
Too late for second-guessing
Too late to go back to sleep
It's time to trust my instincts
Close my eyes: and leap!

-Nie rozumiem- on chyba nie powiedział tego, co usłyszałam. Na pewno chodziło mu o coś innego.
-Nie ma już umów, nie ma zespołu, nie ma udawanej przyjaźni, nie ma głupich spojrzeń, nie ma fałszu. Odszedłem- spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi oczami a ja nadal nie rozumiałam, o czym on do cholery mówi.
-Nadal nie rozumiem. Nie mogłeś tego zrobić- przecież nie mógł odejść przeze mnie. Nie mogłam aż tak namieszać! Nie mogłam zniszczyć wszystkim życia!
-Ali nie ma już One...
-Nie, nie, nie. Nikt nic nie mówił. Olivia by mi powiedziała. Kazałam jej cię stalkować, Olivia wie o tobie wszystko... Dlaczego masz taką minę?- zapytałam widząc jak bardzo próbuje się nie uśmiechnąć.
-Jaką?
-Jakbyś walczył z tym żeby się nie zaśmiać albo chociaż uśmiechnąć.
-Bo w sumie walczę- czy on mógłby być w tym momencie poważny?
-Harry, co z tobą nie tak? Mówisz mi coś takiego i chce ci się śmiać?- nie rozumiałam jego zachowania. W ogóle nie umiałam pojąć jego toku myślenia.
-Nie z tego co ja powiedziałem, ale z tego co powiedziałaś ty. I w sumie nie chce mi się z tego śmiać, ja po prostu jestem rozbawiony- jest rozbawiony. On jest rozbawiony!
-Ale co cię bawi? Co może cię bawić w tej beznadziejnej sytuacji?
-Stalkowałaś mnie- powiedział a ja wywróciłam oczami, bo przecież to nie był powód do bycia uśmiechniętym czy rozbawionym!
-To nie jest powód do tego by się uśmiechać. To jest totalnie nie na miejscu.
-Przestań się tak nakręcać- czy jemu padło na mózg?
-Ale jak mam się nie nakręcać skoro ty źle reagujesz. Nie możesz się cieszyć z tego, że kazałam cię śledzić- kto normalny by się z tego cieszył?
-Ali, od naszego rozstania myślałem o tobie codziennie, budziłem się i byłem sam, szedłem do pracy i byłem sam, jadłem obiad i byłem sam, oglądałem film i byłem sam, leżałem nocami nie mogąc spać, bo byłem sam. Zawsze, wszędzie. Otoczony setkami osób a mimo tego byłem sam. Byłem samotny. Aż do teraz. Bo teraz leżę z tobą w łóżku, trzymam cię w ramionach i w końcu nie jestem sam. W końcu jest dobrze i to, że kazałaś mnie śledzić patrząc na to, co czułem, gdy ciebie nie było jest dla mnie czymś cudownym i nieco zabawnym- powiedział a ja byłam tak tym przytłoczona, że nie umiałam wymyślić niczego sensownego, nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć.
-Leżenie w twoich ramionach jest naprawdę super. W ogóle muszę przyznać, że są one dużo większe niż dawniej, mega przypakowałeś.
-Ty też wyglądasz nieco inaczej... Jesteś taka wysportowana- Harry patrzył na mnie dziwnie a ja uświadomiłam sobie, że chce mnie omotać żebym zapomniała, że przecież panikuję.
-Zaraz! Ty to mówisz specjalnie żeby odwrócić moja uwagę od tego, że popełniłeś największy błąd w życiu!- wyplątałam się z jego objęć i usiadłam na łóżku.
-Ale się nawiedziłaś- chłopak głośno westchnął chcąc mi pokazać, że moje gadanie go męczy.
-Bo nie możesz czuć się teraz super i ja też skoro odszedłeś i sytuacja jest tak naprawdę beznadziejna!
-Sytuacja nie jest beznadziejna.
-Harry zniszczyłam ci życie, wam wszystkim! A wasi fani?! O mój Boże! To jest beznadziejna sytuacja- skończę marnie. Zginę w jakiś okrutny sposób i wyląduję w piekle za to, co narobiłam!
-Przestań panikować i przestań myśleć, że to twoja wina- on mówił całkiem spokojnie a ja praktycznie już krzyczałam. Ale to była moja wina i dlatego byłam taka rozemocjonowana.
-To jest moja wina. I przestań się do mnie uśmiechać!- wstałam raptownie z łóżka, ponieważ jego dłoń zaczęła miziać się z moją i to mogło mnie zamroczyć.
-Wolałabyś jakbym płakał? Albo na ciebie krzyczał?- zapytał znowu ciężko wzdychając.
-Tak! To znaczy nie chcę żebyś płakał, ale powinieneś na mnie krzyczeć!- to on powinien podnosić głos, nie ja. Dlaczego więc było odwrotnie?
-Uspokój się.
-Zniszczyłam wszystko.
-Teraz niszczysz to, co czuję. Niszczysz ten moment. Możesz przestać w końcu czuć się wszystkiemu winna?
-Podpisaliście kontrakt z nową wytwórnią. Wiem to. Miała być kolejna płyta- widziałam po jego minie, że coraz bardziej go denerwuję, ale naprawdę przeżywałam to co mi powiedział.
-Skarbie...- przerwałam mu natychmiast olewając to jego zupełnie nie na miejscu „skarbie”.
-Przestań w końcu udawać, że nic się nie dzieje! Że nie ma o czym gadać! Że nie dotknęło cię to co ci powiedziałam! Że twoje odejście to nic!
-Okej!- Harry w końcu podniósł głos. Chłopak usiadł na łóżku i postanowił kontynuować. - Mam się złościć to proszę bardzo! Jestem zły. Jestem zły, bo mnie nie słuchasz i nie chcesz słuchać! Chciałaś usłyszeć, że to, co zrobiłaś mnie boli? Proszę bardzo! Oczywiście, że mnie boli, że mnie to dotknęło. Nie krzyczałem, nie złościłem się, bo pierwszy raz od momentu, kiedy mnie zostawiłaś poczułem, że mogę odzyskać to, co straciłem. Myślałem o tobie codziennie, każda minuta mojego życia była, jest i będzie wypełniona tobą. Wiem, że brzmię jak wariat, który uciekł z psychiatryka, wiem, że może ci się  wydawać, że mam obsesję na twoim punkcie i w sumie taka jest prawda. Ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. Że mówisz, że pragnęłaś mnie zniszczyć a po mnie to spływa. Nie pokazuję tego, ale to nie znaczy, że nie czuję smutku, żalu i złości. Czuję to wszystko a nawet więcej. Wszystko mi się miesza a ty niczego nie ułatwiasz! Cieszyłem się, że jesteśmy tutaj razem. Że znowu pozwalasz mi na to. Nawet nie umiem tego nazwać. Ale skupiłem się na tym. Na tym, że cię całuję, że cię przytulam i serce prawie wyrwało mi się z piersi z radości. Nie dopuszczałem do siebie nawet tego, że możesz mi na to pozwalać, bo jest ci mnie żal z powodu pożaru. Byłaś tam ze mną wczoraj i dzisiaj i może, dlatego jesteś teraz taka miła i patrzysz na mnie jak dawniej. Udaję, że być może teraz wszystko się ułoży, łapię się myśli o tym, że odwzajemniasz moje pocałunki, dlatego że tego pragniesz a nie, dlatego że się nade mną litujesz, uwierz mi łapię się tego jak ostatniej deski ratunku. A ty to wszystko teraz psujesz.
-Po pierwsze nie robię tego z litości. Robię to dlatego, że tego chcę. Nie chcę żebyś myślał, że jest inaczej. A po drugie, nie mogę uwierzyć, że przeze mnie odszedłeś. Jak mogłeś to zrobić? I nie mów, że...- Harry przerwał mi natychmiast. Okej, może powinnam jakoś bardziej skupić się na tym, co powiedział, ale nie umiałam myśleć o niczym innym, tylko o tym jego głupim odejściu.
-A ty znowu o tym. Odszedłem nie przez ciebie. Koniec. Nie zamierzam o tym dyskutować.
-Ale ja zamierzam. Masz to odkręcić- podeszłam do niego i stanęłam centralnie przed nim. Patrzyłam na niego nieustępliwie i miałam wrażenie, że właśnie zaczęliśmy toczyć jakąś walkę na spojrzenia. Normalnie nawet nie mrugaliśmy.
-Ale ja nie chcę tego odkręcać, nie rozumiesz?- tak, jasne. Na pewno nie chcesz odkręcać największego błędu jakim mogłeś popełnić w życiu.
-Jak możesz nie chcesz robić tego, co tak bardzo kochasz?!
-Skąd wiesz, że nadal to lubię? Skąd możesz to wiedzieć skoro nie wiesz nic?!- jak ja nienawidziłam tych chwil, kiedy się na siebie wydzieraliśmy... Właściwie to tak naprawdę trochę je uwielbiałam.
-Nie wiem? Harry wiem o tobie wszystko.
-Myślisz, ze wiesz a to różnica.
-Niall! Dlatego Niall z tobą nie rozmawia. Jak mogłeś to zrobić Niallowi?!- nie wiedziałam co dokładnie mną kieruje, ale wzięłam jedną z poduszek i walnęłam go nią prosto w ten zakuty łeb. –Jak mogłeś to zrobić sobie?! Jak możesz być tak lekkomyślny?
-Przestań!- wrzasnął i wstał przez, co zmuszona byłam zrobić krok w tył.
-Odchodząc popsułeś wszystko! Wszystko!- może i dramatyzowałam, ale chciałam żeby on też dramatyzował.
-Zaraz przez ciebie oszaleję!- wykrzyczał i pociągnął nerwowo za końcówki włosów.
-Ty oszalałeś w momencie, kiedy postanowiłeś odejść i zniszczyć życie połowie świata!
-Przestań sprawiać, że zaczynam odczuwać wyrzuty sumienia, których nie było!
-I dobrze! Powinieneś je mieć tak samo jak ja je mam! Miałam je i bez tego, co zrobiłeś!
-Przestań! W końcu przestań!- warknął, złapał mnie za nadgarstki i kiedy to zrobił nagle, dosłownie jakby ktoś przełączył jakiś pstryczek, atmosfera wokół nas uległa diametralnej zmianie. Dosłownie zaniemówiłam i przez kilkanaście sekund gapiłam się na niego. Był zdenerwowany, bo wiedziałam, że moim gadaniem wyprowadziłam go z równowagi, ale nie był na mnie tak na poważnie zły. Poza tym  miałam wrażenie, że był szczęśliwy i właśnie w tym momencie zrozumiałam, że on naprawdę zmaga się dokładnie z tym co ja. Z tym mętlikiem, z tym poplątaniem.
-Harry- wyszeptałam, bo jego oczy patrzące intensywnie na moje usta sprawiły, że nie miałam siły by mówić. I wtedy jego wargi połączyły się z moimi. I to jak! Harry zaczął całować mnie tak zachłannie, tak pożądliwie, że aż odebrało mi dech w piersiach. Wplotłam dłonie w jego włosy, kiedy jego po prostu wędrowały po moim ciele by po chwili wsunąć się pod moją koszulkę. Nie minęła nawet minuta, kiedy znowu wylądowaliśmy w łóżku- całując się coraz mocniej i coraz bardziej niedbale. Wiedziałam, że on nakręca się coraz bardziej, bo i ja nakręcałam się z każdą sekundą bardziej. I wtedy miałam ochotę się zabić, bo naprawdę chciałam z nim to zrobić. Marzyłam o tym by mu się oddać i nie wiedziałam o tym aż do tej chwili. Ale ja musiałam to przerwać wcale nie, dlatego że chciałam, ale dlatego że musiałam. Musiałam, bo miałam okres. Nie sądziłam, że moja miesiączka okaże się dla mnie problemem do momentu, kiedy uświadomiłam sobie, że chcę się z Harrym kochać, tu i teraz.
-Harry nie możemy- powiedziałam, bo jego usta przeniosły się na moją szyję.
-Wiem- odparł i byłam w stu procentach pewna, że uważa, że ja uważam, że to za wcześnie. Ale ja wcale tak nie uważałam. Byłam gotowa się z nim kochać, ale przegrałam z własną fizjologią.
-Musimy przestać- myślałam, że przez niego zwariuję. Pożądałam go a on wszystko utrudniał całując mnie bez opamiętania, przez co ledwo mogłam złapać oddech.
-Wiem, nie powinniśmy- wysapał i był tak nakręcony, że zrobiło mi się go żal. I zachciało mi się z niego śmiać.
-Nie o to chodzi- powiedziałam i złapałam jego twarz w dłonie.
-Nie?- zapytał i patrzył na mnie tak intensywnie, że myślałam, że się rozpłynę pod wpływem jego spojrzenia.
-Nie.
-Masz okres- domyślił się od razu i z impetem położył się obok mnie. Przez chwile leżeliśmy i ja się śmiałam z niego a on tylko ciężko wzdychał. –Chciałaś tego.
-Chciałam- przyznałam, bo taka była prawda. Gdybym nie miała okresu prawdopodobnie właśnie byśmy się kochali.
-Żałowałabyś? Gdybyśmy dali się ponieść?
-Nie- powiedziałam i się zamyśliłam. Nie żałowałabym, ale jednocześnie chyba dobrze się stało jak się stało. To mogłoby jeszcze bardziej wszystko skomplikować a przecież już to, co było między nami to pomieszanie z poplątaniem. Z drugiej strony... Może właśnie to by wszystko naprostowało? –Nie żałowałbym nocy z tobą, ale myślę, że chyba dobrze się stało.
-To znaczy?- zapytał i obrócił się w moją stronę.
-Wiesz... Kłóciliśmy się i...
-I dawniej nasze kłótnie często kończyły się w łóżku- powiedział i śmiesznie poruszył brwiami. Jego dłoń wylądowała na moim udzie i ścisnęła je delikatnie sprawiając, że moja skóra pokryła się gęsią skórką.
-Pamiętam i właśnie i kurde! Zawstydziłeś mnie!- odsunęłam się nieco od niego i strzepnęłam jego rękę z mojej biednej, zaatakowanej nogi.
-Kochaliśmy się wtedy tak...
-Zamknij się- poleciłam i żeby mu jakoś uniemożliwić paplanie usiadłam i zakryłam mu usta dłonią. –Chodzi mi o to, że kłóciliśmy się, nie bez powodu, jeszcze wcześniej ryczałam, powiedziałam ci coś okropnego i moglibyśmy to dodatkowo skomplikować.
-Yhym- wymruczał i poczułam jak specjalnie obślinia mi dłoń.
-Fuj!- powiedziałam udając oburzenie i obrzydzenie i zaczęłam wycierać rękę w jego koszulkę.
-Chciałbym to dodatkowo skomplikować kochając się z tobą- Harry praktycznie rzucił się na mnie, przez co znowu leżałam na łóżku a on zwisał nade mną i szczerzył się jak jakiś głupek. Super, niech tak jeszcze mówi to padnę na zawał.
-Jesteś niemożliwy- może i powinnam się opanować, ale musiałam dotknąć palcem jego dołeczka. Zawsze lubiłam to robić.
-Wiem.
-Gdyby ktoś nas podglądał i widział to, co tu się wyprawia najprawdopodobniej zadzwoniłby po psychiatrę. Wiesz jak dziwnie się zachowujemy?
-Jak nienormalni, ale przecież my nigdy nie byliśmy normalni- powiedział i dał mi całusa w usta.
-W stu procentach się z tobą zgadzam, ale... Musisz odwołać to co zrobiłeś- nie chciałam rujnować naszego spokoju i tej chwili, ale po prostu musiałam go przekonać do zmiany decyzji.
-Nieeee- Harry padł obok mnie i zaczął jęczeć w poduszkę.
-Nie chcę się już kłócić o to, ale nie chcę też żebyś popełnił największy błąd w życiu- stwierdziłam, że musimy podejść do tego na spokojnie.
-To nie jest błąd. To jest... uwolnienie- powiedział i na mnie spojrzał. Cóż, jego słowa mnie nie przekonały i Harry chyba się domyślił widząc moją minę. –A może pójdziemy na kompromis?
-Kontynuuj- byłam ciekawa, co takiego wymyślił.
-Zastanowię się nad tym wszystkim jeszcze raz, na chłodno- tego się nie spodziewałam.
-Okej...- byłam ciekawa, czego chciał w zamian.
-Ale...
-Ale?
-Pójdziesz ze mną na randkę- uśmiech pojawił się na jego twarzy a ja nie wierzyłam, że tylko tego chce.
-Taki jest twój warunek?- zapytałam by się upewnić.
-Tak.
-W takim razie dobrze. Zgadzam się tylko- chciałam powiedzieć, że mam zapełniony grafik, ale nie zdążyłam, bo od razu mi przerwał.
-Wiedziałem, że zaraz wyskoczysz z jakimś tylko albo ale. Skarbie gdyby nie twój okres właśnie byśmy się kochali a randka to przecież...
-Nie dramatyzuj. Zgadzam się tylko nie wiem kiedy. Do świąt mam zawalony grafik. Codziennie. Jutro wracam do Nowego Jorku, bo naprawdę muszę. Blaine ma za tydzień występ zaliczeniowy i występuję z nim w duecie, do tego wciąż chodzę do studia, staram się nagrywać, poza tym opowiadałam ci o Les Misérables, muszę przygotować się do castingu, który nawet nie wiem kiedy będzie, poza tym wciąż czekam na odpowiedź odnośnie tego koncertu dla Barbry*, mega mi na nim zależy wiesz jak bardzo ją kocham, gdybym wystąpiła przed nią to by było jak spełnienie najśmielszych marzeń- zaczęłam się nakręcać, bo ostatnio byłam bliżej Broadway’u niż kiedykolwiek wcześniej i mogłam brać udział w takich projektach, o których mi się nawet nie śniło. Les Mis** czy Funny Girl to musicale, których piosenki śpiewałam odkąd byłam mała. Zawsze kochałam muzykę i teatr.
-Okej, rozumiem. Nie ma sprawy. Możemy iść na randkę jutro, za miesiąc albo za pół roku. Ale chodzi mi o to, że chcę iść z tobą na randkę.
-Mam nadzieję, że nie będziesz musiał czekać pół roku, ale przede wszystkim, że naprawdę przemyślisz swoją decyzję.
-Wow- powiedział i się uśmiechnął.
-Co wow?- zapytałam, bo nie do końca wiedziałam co ma na myśli.
-Widzisz jak potrafimy się dogadać? Bez krzyków i twojego dramatyzowania.
-Zawsze dramatyzuję.
-Wiem.
-Skoro mamy to już za sobą to teraz opowiedz mi, co robiłeś przez te dwa lata, kiedy mnie nie było? To znaczy, nie chodzi mi o jakieś dramatyczne fakty, tylko chcę wiedzieć, co robiłeś. Wiem, że nagraliście płytę.
-Nagraliśmy. To chyba nasza najlepsza płyta i mówię to całkiem subiektywnie.
-Nie przesłuchałam jej- przyznałam.
-Domyślam się. Jest na niej piosenka dla ciebie- doskonale o tym wiedziałam.
-Wiem. To ta, którą słyszałam na waszym koncercie? Ta melancholijna? Przepraszam, ale nie pamiętam tytułu. Słyszałam ją tylko wtedy, jest naprawdę piękna.
-Tak. Długo zastanawiałem się czy ma być na płycie. Ale wtedy Lou powiedział, że mam to zrobić więc zrobiłem. No i Louis napisał piosenkę dla El i ona też jest na krążku.
-A więc złamaliście nam serca a potem zarobiliście na nich miliony. To okropne- zażartowałam.
-To biznes- powiedział a ja walnęłam go w dłoń.
-Świnia. Czyli była płyta a potem co? Trasa?
-Nie, potem była przerwa- w sumie wiedziałam, że mieli przerwę od Nialla.
-Czyli się leniłeś.
-Niezupełnie.
-Niezupełnie?
-Zagrałem w filmie- coś tam mi się obiło o uszy kiedy kazałam Olivii go szpiegować. Ale wtedy nie interesowało mnie jego życie zawodowe tylko prywatne.
-Jakim?- w sumie nie umiałam go sobie wyobrazić w jakimkolwiek filmie.
-Wojennym- Harry w filmie o wojnie? Okej, tego tym bardziej nie potrafiłam sobie wyobrazić.
-Serio?
-Taaa, zginąłem- chłopak zaczął się śmiać widząc jak z każdym wypowiedzianym przez niego słowem jestem coraz bardziej zaskoczona.
-Muszę to zobaczyć.
-Premiera jest w styczniu więc musisz jeszcze poczekać.
-Opowiedz mi więcej. Kogo grasz? Kto jeszcze gra? O czym dokładnie jest film?- zapytałam, wtuliłam się w niego i zaczęłam go słuchać.

***

Kolejne dni mogłabym podsumować tylko jednym słowem: zabieganie. Byłam zabiegana i nie miałam wiele czasu wolnego. Najbardziej zaskakujące było to, że w ciągu siedmiu dni odkąd opuściłam LA wiedziałam się z Harrym... codziennie. Ani razu nie poszliśmy na randkę, ale on zgodnie z tym, co ustaliliśmy się zastanawiał, co zrobić i dość często o tym rozmawialiśmy. I te rozmowy były zupełnie w naszym stylu. Raz rozmawialiśmy spokojnie innym razem się kłóciliśmy. Poza tym Harry więcej czasu musiał spędzać na patrzeniu na mnie niż gadaniu z mną, bo nie miałam dla niego czasu. Blaine i ja ćwiczyliśmy codziennie, od tego występu zależało czy zaliczy semestr dlatego siedzieliśmy w sali prób po nocach i co było najgorsze zmienialiśmy repertuar trzy razy. Najpierw chłopak wybrał „Broadway Baby” z musicalu Follies, który pierwszy raz na Broadway’u był wystawiony w roku 1971. Uwielbiałam ten utwór i byłam mega podekscytowana, że go zaśpiewamy. Po dwóch dniach prób Blaine stwierdził, że skoro „ta baba” go nie lubi nie może zaśpiewać tego tak jak chce. A chciał żeby to wszystko było dowcipne i nieco przerysowane. Omawialiśmy szczegóły tego występu od jakiegoś miesiąca, kiedy Blaine wybrał ten utwór. Znałam go doskonale i uważałam, że to świetny wybór. Mieliśmy tydzień na dopracowanie wszystkiego, ale już wcześniej wiedziałam mniej więcej jak to będzie wyglądać. Dlatego zdziwiłam się gdy chłopak stwierdził, że wykonamy „Suddenly Seymour”, utwór pochodzący z musicalu Little Shop of Horrors, który był nie tylko przedstawieniem wystawianym na Broadway’u i innych teatrach, chociażby tym w Londynie, ale został też zekranizowany i jako film był nominowany między innymi do Oskarów czy Złotych Globów. I tak utwór ten ćwiczyliśmy kolejne dwa dni. Blaine grał na pianinie a ja siedziałam obok niego i odgrywaliśmy swoje role. I wtedy chłopak stwierdził, że w ogóle nas nie widać i takie utwory będziemy mogli wykonywać jak będziemy sławni na jakiejś wielkiej arenie z wielkimi telebimami, które będą nas pokazywać a teraz jest to po prostu nudne. Moim zdaniem miał rację i opcja pierwsza była może bardziej ryzykowna, ale przede wszystkim była też bardziej żywiołowa. No i miałam ubrać piękną sukienkę zaprojektowaną przeze mnie i Kurta, co było tylko dodatkowym plusem. Harry, który był na wszystkich naszych próbach i widział małe załamanie nerwowe Blaine’a, które przeżywał gdy odrzuciliśmy „Suddenly Seymour” tego czwartego dnia, stwierdził, że musimy wrócić do pierwotnego planu. Żartował nawet, że widząc mnie na scenie podczas tego utworu zakochuje się od nowa a gdyby był gejem zakochałby się w Blaine’nie. Byłam w totalnym szoku nie tylko tym, co mówił, ale jego ogólną postawą. Doradzał nam, pomagał i przede wszystkim miałam wrażenie, że się świetnie bawił. A chyba największym zaskoczeniem było to jak szybko, jak idealnie odnalazł się w moim „nowym” świecie, którego do tej pory nie znał. Poznał nie tylko to jak wygląda teraz mój zwykły dzień, ale przede wszystkim poznał ludzi, którzy byli częścią każdego mojego zwyczajnego dnia. Miałam wrażenie, że chce nadrobić ten czas, kiedy go nie było, że chce poznać kulisy, choć przede wszystkim wiedziałam, że pragnie znowu grać jedną z głównych ról w moim życiu będąc zupełnie nieświadomym tego, że tak naprawdę dla mnie nigdy nie przestał być postacią pierwszoplanową. To, że nagle Harry po prostu jest, że odbiera mnie o drugiej w nocy i zawozi do domu czy to, że jest na naszej próbie i nam pomaga było dziwne a z drugiej strony wydawało mi się, że w końcu wszystko jest na swoim miejscu. To było nienaturalne i naturalne jednocześnie. Oczywiście, że byłam świadoma burzy w centrum, której byliśmy, ale nie przejmowałam się tym i właściwie jedyne, czym się przejmowałam to moi rodzice a przede wszystkim tata. Z mamą chociaż rozmawiałam, co prawda nieco sztucznie, bo zarówno ona jak i ja omijałyśmy ten temat szerokim łukiem, ale tata nadal do mnie nie dzwonił i wiedziałam, że będę musiała z nimi porozmawiać o tym, kiedy polecę do domu na święta. Nie chciałam się z nimi kłócić a na pewno nie o coś, na co oni nie mieli wpływu, zresztą ja sama nie miałam wpływu na to, co czułam. Właściwe to nie miałam czasu zagłębiać się w analizy tego wszystkiego i skupiona byłam na swoich obowiązkach. Poza tym, że Blaine nieco mieszał, jeśli chodziło o to, co w końcu zaśpiewamy nie było większych komplikacji. Do momentu, kiedy w dzień występu chłopak zaniemówił. Miał gorączkę, pociągał nosem i przede wszystkim niemiłosiernie bolało go gardło. Wszystko nagle się skomplikowało. To był jego egzamin i dlatego ja stresowałam się bardziej niż przed zwykłym występem. Nie chciałam niczego popsuć, brunet śpiewał więcej partii niż ja i kiedy rano okazało się, że ledwo mówi musieliśmy podzielić się tekstem na nowo. Właściwie to Harry to zrobił, bo jako jedyny myślał na chłodno a nie tak jak Blaine, Kurt i ja – my po prostu panikowaliśmy. Brunet to ogarnął i wiedziałam, że nie ważne, co się wydarzy w przyszłości, jeśli Blaine zda egzamin będzie wielbił Harry’ego do końca życia. Mój przyjaciel prawie się nie odzywał aż do czasu występu, pił tylko napary z różnych ziół, herbatki i jakieś tajemnicze mikstury, w których skład nie miałam pojęcia, co wchodziło, ale po ilości i różnorodności tych eliksirów, które wlewał w siebie chłopak zaczęłam się zastanawiać czy studenci aspirujący do bycia gwiazdami Broadway’u nie mają przypadkiem na studiach przedmiotu, podczas którego uczą się przepisów i jak przyrządzać te dziwne lecznicze preparaty. Poza tym Blaine brał milion różnych tabletek na przeziębienie, na ból głowy, na gorączkę, na ból gardła, na chrypę – dosłownie na wszystko – przez co przed samym występem może i nie czuł bólu gardła, nie kaszlał, nie kichał i nie bolała go głowa, ale zachowywał się tak jakby się naćpał tym wszystkim. Co było w tym wszystkim najdziwniejsze? Jego stan odurzenia ziółkami, miksturami i tabletkami spowodował, że chłopak przestał się denerwować. Wyluzował się i właściwie przeziębienie wyszło mu na dobre. Mimo że nie ćwiczył ze mną tego dnia, kiedy nadszedł czas występu był rewelacyjny. Właściwie lepszy niż na próbach, bo jego zachowanie serio było przerysowane i rozbrajająco zabawne. Mniej więcej w połowie utworu wiedziałam już, że wszystko będzie dobrze, że się udało. Rozluźniłam się i po prostu cieszyłam się czerpiąc ogromną przyjemność z tego, co robiłam. Gdy było po wszystkim Blaine dowiedział się tylko, że zdał, ale ocenę miał poznać dopiero po kilku dniach. Ja z kolei dowiedziałam się, że wśród publiczności był producent oraz reżyser Les Misérables. Niedługo miało minąć 10 lat odkąd przedstawienie ostatni raz było wystawiane na Broadway’u i w związku z tym Broadway postanowił zagrać dziesięć spektakli specjalnych. Każdy z inną obsadą. Ubiegałam się o rolę  Éponine*** - postaci, która na przestrzeni wielu lat stała się symbolem nieszczęśliwej, nieodwzajemnionej miłości. Jednocześnie  Éponine to jedna z moich ulubionych bohaterek nie tylko musicalowych czy teatralnych lub filmowych. Jej tragiczna historia sprawiła, że podbiła ona moje serce. Nie trudno zauważyć, że moi ulubieni bohaterowie to najczęściej ci, którzy kochają całym sercem jednocześnie nie otrzymując miłości od ukochanej osoby. Pragnęłam wcielić się w nią i jak się okazało miałam szansę by to zrobić. Zarówno reżyser jak i producent poprosili mnie o przesłanie swojego demo do północy dnia następnego. Oczywiście, że najpierw skakałam z radości, cieszyłam się tak, że rzuciłam się na Harry’ego i zaczęłam go całować przy ludziach mając to w nosie, ale później okazało się, że mam problem. Jeszcze tego samego dnia wieczorem pojechałam do studia i wtedy zaczęły się schody. Nie miałam pojęcia, co mam nagrać. Chcieli demo, powiedzieli, że ma mieć około dwie minuty. Harry starał mi się pomagać, ale im mniej czasu miałam tym bardziej panikowałam i wydawało mi się, że każdy pomysł, na który wpada jest beznadziejny i byłam dla niego trochę jędzowata. Ale nie panowałam nad tym. I wtedy dostałam SMS. „Nigdy nie będziesz szczęśliwa, Nigdy nie zaznasz spokoju. Nigdy nie będzie końca tej udręki. Harry to Harry. Nie kocha. Nigdy nie pokocha. Nie ciebie. Ciebie nienawidzi. Ciebie oszukuje. Ciebie zwodzi. Ciebie upokarza. Ciebie poniża. Naiwna suka! Wciąż się mylisz. Wciąż popełniasz te same błędy... Nie martw się! Harry pomoże popełnić kolejne, gorsze. Jesteś pionkiem w jego grze. Jesteś niczym. Wkrótce przypomnisz sobie, jakie to uczucie, jak czuje się nic nie warte gówno... Całuski D.”
-Coś nie tak?- usłyszałam i uniosłam głowę by spojrzeć na Harry’ego.
-Wszystko w porządku- powiedziałam i schowałam telefon do kieszeni.
-Na pewno?- oczywiście, że nie.
-Taaa, po prostu muszę ci coś powiedzieć- sama nie wiedziałam czy chcę to zrobić, ale przecież on zapewniał mnie, że już zawsze będzie ze mną szczery, że mnie nie okłamie i ja chyba powinnam mu powiedzieć w końcu, że dręczy mnie psychopata. Chyba powinnam przestać to ukrywać. I chyba nie powinnam czekać, prawda? Powinien wiedzieć? Naprawdę?
-To coś ważnego?- zapytał i uświadomiłam sobie po pierwsze, że jest nagle jakiś podekscytowany a po drugie, że mnie znienawidzi kiedy powiem, że ukrywałam to przed nim tak długo.
-Nie. Ale za to ty chyba chcesz mi powiedzieć coś ważnego- starałam się brzmieć naturalnie, ale wiadomość wyprowadziła mnie z równowagi. No i fakt, że jednak jestem tchórzem. Z drugiej strony stwierdziłam, że muszę mu powiedzieć, ale niekoniecznie w tym miejscu. Powinnam to zrobić na osobności.
-„Defying Gravity”. Pamiętam jak to śpiewałaś kiedyś, każdy kto usłyszy jak to śpiewasz padnie z zachwytu- powiedział podekscytowany a ja odwróciłam się od niego i znowu poczułam jak wszystko się we mnie kumuluje. A to wszystko przez D.
-Boję się, że mnie oszukujesz-wypowiedziałam te słowa na głos i kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że to zrobiłam otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
-Dlaczego tak myślisz?- zapytał spokojnie i stanął przede mną.
-Bo bardzo mi ostatnio pomagasz, znosisz moje humorki i jesteś taki miły... Boję się, że masz w tym jakiś cel. Że robisz to specjalnie- nie robiłabym jakieś niepotrzebnej afery gdyby nie SMS od tego głupiego psychola! Ali masz poważniejsze rzeczy do roboty niż przejmowanie się jakimś chorym psychopatą!
-Mam w tym cel. Chcę cię uszczęśliwiać i nie chcę żebyś wątpiła w moje intencje. Sama się w końcu przekonasz- powiedział spokojnie i mnie przytulił.
-Zostało mało czasu i trochę panikuję, więc mi odbija. Przepraszam- zrobiłam słodką minkę i spojrzałam na niego przepraszająco.
-Kwiatuszku próbujemy to „Defying Gravity”?- zapytał Dylan, chłopak, który jako jedyny siedział z nami w studio i był tak pozytywnie zakręcony i energiczny, że wystarczyło na niego spojrzeć żeby zacząć się uśmiechać. Znałam go już długo i nie ważne czy była noc czy dzień, czy padał deszcz czy świeciło słońce, ten człowiek zachowywał się jak niewyżyte dziecko z ADHD będąc przy tym niesamowicie uroczym i słodkim. Zawsze mi mega słodził, nazywał kwiatuszkiem, maleństwem, kotkiem i nie musiałam się bać, że Harry będzie zazdrosny. Dylan był gejem.
-Próbujemy- powiedziałam i zaczęłam się przygotowywać.
-Czuję, że to będzie to- Harry nie wydawał się w ogóle dotknięty moimi wcześniejszymi słowami i w jakiś sposób dodało mi to więcej pewności, że tym razem ma naprawdę dobre zamiary. D. po prostu było głupie. Potrząsnęłam energicznie głową, skupiłam się na słowach chłopaka i coś sobie uświadomiłam. Słowa „Defying Gravity” były idealne i właśnie to przecież chciałabym powiedzieć D. Właśnie to. Że nie będę grać już według reguł, które ten ktoś ustala.
-Też tak czuję- powiedziałam i zanim ubrałam słuchawki szybko pocałowałam Harry’ego.
-Zaczynamy?- zapytał Dylan.
-Zaczynamy- jakby znikąd uderzyła we mnie wielka dawka energii Obiecałam sobie, że już nigdy nikt mnie nie skrzywdzi. I zamierzałam dotrzymać danego sobie słowa. Jeśli będzie trzeba to pokonam nawet grawitacje żeby być szczęśliwa. A poza tym... Będę najlepszą Éponine w historii.

It's time to try
Defying gravity
I think I'll try
Defying gravity
Kiss me goodbye
I am defying gravity

And you wont bring me down!



* Chodzi oczywiście o Barbrę Streisand
** Les Mis czyli Les Misérables ( po polsku Nędznicy)
*** Éponine - imię to ma swoją polską "wersję" - po prostu Eponina, ale w oryginale brzmi i "wygląda" jakoś ładniej więc w opowiadaniu jest oryginał XD






Za nami rozdział nr 20!!! Napisałam już łącznie z 1 częścią 77 rozdziałów o.O 
Na początek macie link do występu Ali i Blaine'a! Broadway Baby (jej sukienka jest taka alkjlaskjdlaskj!!)
A tutaj już piosenka z końca rozdziału czyli Defying Gravity z musicalu Wicked. Uwielbiam tę piosenkę przede wszystkim kiedy śpiewa ją Lea!! Of kors cytaty z początku i końca rozdziału pochodzą z tej właśnie piosenki.
Tutaj macie tłumaczenie:
1)Coś się we mnie zmieniło
Coś nie jest takie same
Skończyłem z graniem według zasad
Cudzej gry
Za późno by ponownie zgadywać
Za późno by wrócić do spania
To czas by zaufać moim instynktom
Zamykam oczy i skaczę
2) To czas by starać się
sprzeciwić się grawitacji
Myślę, że postaram się
sprzeciwić się grawitacji
Pocałuj mnie na pożegnanie
Sprzeciwiam się grawitacji
I ty mnie nie poniżysz
Na moim profilu na tt możecie znaleźć przypiętego tweeta, który jest nowym, króciutkim zwiastunem opowiadania XD I jest dość wesoły XD
Dziękuję Lilly za komentarz! Obiecuję, że niedługo zajrzę do Ciebie i też skomentuję <3
To chyba wszystko!
Przepraszam za błędy!
Do następnego!

PS I love youuuuu all <3

niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 19





Although loneliness has always been a friend of mine
I'm leaving my life in your hands
People say I'm crazy and that I am blind
Risking it all in a glance
And how you got me blind is still a mystery
I can't get you out of my head
Don't care what is written in your history
As long as you're here with me
I don't care who you are
Where you're from
What you did
As long as you love me

Wydawało mi się, że echo moich słów nadal nie ucichło, wydawało mi się, że te wielkie nerwy szalejące niczym pożar zostały ugaszone, gdy tylko zobaczyłam Harry’ego, ale to nagłe szczęście okazało się być tylko chwilą. Harry chciał mi odpowiedzieć, kiedy nagle jego dłoń wylądowała na jego klatce piersiowej, chciał wziąć wdech, ale nie mógł. Odsunął się ode mnie a na jego twarzy pojawił się grymas bólu.
-Ali...- powiedział i zaczął kaszleć. Trwało to chwilę, bo próbując zrobić głębszy wdech znowu położył dłoń na torsie. Wiedziałam co to znaczy. Harry mi kiedyś opowiadał, mówił, że to się działo do pewnego momentu, że miewał ataki nawet na koncertach, ale potem to ustało.
-Wiem, spokojnie- mimo że właśnie czułam jak cały ten strach znowu do mnie wraca musiałam być opanowana i przede wszystkim nie mogłam zacząć panikować. –Nie masz przy sobie inhalatora?- zapytałam, bo nie wiedziałam czy to pierwszy od dawna atak czy miewa je częściej i może ma inhalator gdzieś przy sobie.
-Nie- powiedział tylko i znowu wykrzywił twarz.
-To nic. Poczekaj tu- karetka stała na ulicy, zaraz przy wjeździe i zamierzałam pobiec do ratowników i prosić ich o pomoc, ale kiedy się odwróciłam dosłownie wpadłam z impetem na Steve’a. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale wystarczyło mu spojrzenie na Harry’ego by wiedzieć co się dzieje.
-Ma atak- powiedział jakby do siebie. Steve musiał widzieć go w takim stanie skoro tak szybko się domyślił, o co chodzi. –Zawołam ratowników.
-Spokojnie, zaraz ci pomogą- starałam się nie brzmieć jakbym zaraz miała zemdleć, ale średnio mi to wyszło. A fakt, że chłopak już nie stał tylko usiadł spowodował, że stres i nerwy brały nade mną górę.
-Nie mogę oddychać- powiedział a właściwie ledwo z siebie wydusił. Uniosłam dłoń by go dotknąć i dodać mu jakoś otuchy i zobaczyłam jak bardzo moja ręka się trzęsie. Nie miałam pojęcia, jakim cudem nie zeszłam na zawał, dopiero co umierałam biegnąc ile sił miałam w nogach, modląc się, że Harry’emu nic nie jest i kiedy okazało się, że moje modlitwy zostały wysłuchane mogłam czuć ulgę jakieś dwie minuty.
-Przy wjeździe stoi karetka i zaraz na pewno Steve przybiegnie z ratownikiem, który ci pomoże- właściwie powiedziałam to nie dlatego, że chciałam uspokoić jego, ale przede wszystkim chciałam uspokoić siebie. Przed moimi oczami zaczęły pojawiać się ciemne kropeczki i obawiałam się, że za chwilę naprawdę zemdleję a nie zamierzałam tego robić. Dzięki Bogu sekundę później stał już przy nas ratownik i po upływie kolejnej minuty Harry siedział w karetce z inhalatorem w ustach a ja czułam się odrobinkę lepiej. Gdy chłopak doszedł do siebie podeszli do nas policjant i strażak, którzy przekazali Harry’emu jak wygląda sytuacja, powiedzieli, że nazajutrz ma zgłosić się na komisariat gdzie dowie się więcej i zapewnili, że jedyną lekko ranną osobą była gosposia. Policjant polecił żebyśmy w końcu stamtąd odeszli mówiąc, że narażamy własne życie i zdrowie oraz innych chociażby strażaków, którym przeszkadzamy w wykonywaniu ich pracy, dlatego od razu zaproponowałam Harry’emu, że pojedziemy do mnie. Chłopak zgodził się natychmiast nie kryjąc swojego zadowolenia, co było dziwnie komiczne biorąc pod uwagę całą tę sytuację.
-Jak długo tutaj byłeś?- zapytał lekarz udzielający Harry’emu pomocy.
-Nie wiem.
-W takim razie jeśli długo to poza dusznością możesz odczuwać też nudności, możesz też wymiotować, jeśli...
-Zaraz rzygnę- powiedział jakże subtelnie i wymownie Harry i tak jak powiedział tak zrobił puszczając pawia, który wylądował dokładnie na moich trampkach bo lekarz zdążył się odsunąć i dlatego to ja zostałam trafiona. Spojrzałam na swoje buty a po chwili na Steve’a i jego mina mówiła wszystko.
-Przepraszam!- powiedział od razu i próbował nawet wstać, ale lekarz zagrodził mu drogę i znów stanął przed nim.
-Kręci ci się w głowie?- zapytał mężczyzna i poświecił małą latareczką Harry’emu prosto w oczy.
-Nie, Ali naprawdę przepraszam.
-Spójrz na mój palec- polecił mężczyzna a Harry wykonał jego polecenie mrucząc coś pod nosem.
-Nie chciałem narzygać ci na buty, to znaczy zwymiotować.
-Wydaje mi się, że wszystko jest w porządku, ale zalecam ci pojechać z nami do szpitala na kilkugodzinną obserwację...- lekarz nie zdążył dokończyć, bo Harry przerwał mu tak szybko i głośno, że aż podskoczyłam.
-Nie! To znaczy nie. Nie ma takiej potrzeby, czuję się dobrze, zrobiło mi się po prostu niedobrze. Ali odkupię ci te trampki, przysięgam.
-Harry jeśli pan doktor mówi, że powin...- zaczęłam, ale Harry natychmiast mi przerwał.
-Nie. Wolę jechać do ciebie- powiedział nieco panicznie a ja wszystko zrozumiałam. Chciał jechać do mnie, bo pewnie bał się, że jeśli pojedzie do szpitala ja znowu mu ucieknę. Nie wiedział tylko, że nie zamierzałam tego robić.
-Harry nie ucieknę ci. Jeśli chcesz mogę być z tobą w tym szpitalu.
-Ale ja się już dobrze czuję. Nie chcę jechać do szpitala- lekarz spojrzał na mnie wymownie a ja posłałam mu niewielki uśmiech, bo totalnie nie wiedziałam, co innego mam zrobić.
-W takim razie, jeśli wymioty się nasilą zgłoś się do najbliższego szpitala. Zatrucia dymem podczas pożarów mogą mieć różne skutki a objawy różne nasilenie- mężczyzna chyba stwierdził, że nie ma sensu się z Harrym spierać, napisał coś notesiku, z którego wyrwał kartkę i podał ją mi. – To wykupcie w aptece. Jeśli poczuje się gorzej natychmiast ma zgłosić się do szpitala. Zatrucia tlenkiem węgla to tylko jedno z zagrożeń, dlatego dobrze będzie, jeśli będziesz go obserwować kilka godzin, niech coś zje i przyjmie tabletki. Zapisałem też inhalator, ale gdyby duszności i bóle w klatce znowu się pojawiły lepiej zadzwonić na pogotowie- powiedział do mnie, bo chyba uznał, że to ja jestem w tym przypadku bardziej ogarnięta. Harry bowiem olał to, co lekarz ma mu do przekazania i już po trzech słowach mężczyzny ukucnął przede mną i zaczął zdejmować moje zniszczone buty.
-Oczywiście- powiedziałam zestresowana, bo słowa lekarza uświadomiły mi, że Harry naprawdę powinien jechać do szpitala, bo gdyby jednak coś się stało od razu udzieliliby mu pomocy. A ja? Co ja zrobię, jeśli zacznie się z nim coś dziać? Spanikuję i nawet po karetkę nie będę umiała zadzwonić.
-Spokojnie, na ogół objawy pojawiają się szybko, u niego już się pojawiły i nie powinny się nasilić. Z resztą pacjent chyba czuje się już dobrze- powiedział i spojrzał na Harry’ego tak dziwnie, że aż mi się zrobiło głupio.
-Podnieś nogę- polecił chłopak a ja stwierdziłam, że chyba powinnam przeprosić tego lekarza za tak lekceważący stosunek Harry’ego.
-Przepraszam za niego i dziękuję za pomoc.
-Nie ma za co. Dobranoc- mężczyzna chyba z ogromną radością oddalił się na kilka metrów a ja zorientowałam się, że stoję na jednej nodze, bo drugą mam bez buta.
-Jutro ci je odkupię, albo nawet dzisiaj zamówię przez Internet.
-Nic się nie stało- powiedziałam w końcu, bo aktualnie miałam gdzieś moje obuwie. Spojrzałam na Steve’a który chyba starał się nie śmiać. Mężczyzna nagle bez ostrzeżenia mnie podniósł a Harry pozbył drugiego buta z mojej nogi.
-Możemy iść?- zapytał ochroniarz a ja tylko pokiwałam głową, chociaż wiedziałam, że nie pyta mnie tylko dwóch policjantów, którzy stali obok i z pewnością mieli iść z nami. Steve mnie niósł a Harry szedł obok nas i wydawało mi się, że to wszystko nie dzieje się naprawdę. Że to wszystko, co się wydarzyło mi się tylko śni i zaraz się obudzę. Spojrzałam na Harry’ego, który w tym samym momencie spojrzał na mnie i miałam wrażenie, że to on chciałby mnie nieść i zachciało mi się śmiać. Dlaczego moje życie jest takie dziwne? Kiedy wsiedliśmy do samochodu nie wiem dlaczego od razu usiadłam z tyłu i dlaczego spojrzałam wyczekująco na Harry’ego, kiedy ten stał przed autem i płukał usta wodą, którą dał mu Steve. Gdy chłopak usiadł koło mnie miałam wrażenie, że nieświadomie od razu się do mnie przysunął. Zupełnie tak jak kiedyś. Złapał moja dłoń w swoje a ja włożyłam mu do ust miętową gumę, którą ze schowka wyciągnął Steve. Podczas drogi nie rozmawialiśmy, bo chyba nikt nie miał na to siły. Byliśmy wykończeni i wydawało mi się, że wciąż czujemy to zdenerwowanie, przynajmniej ja je czułam. Denerwowałam się już chyba wszystkim, nawet tym, że musiałam odwołać lot. Chciałam znaleźć się już w mieszkaniu, chciałam wziąć prysznic, chciałam się położyć. Ale to także zaczęło mnie stresować.
-Jesteśmy na miejscu- powiedział ochroniarz, kiedy zorientował się, że jestem tak zamyślona, że nie ogarniam, co się wokół mnie dzieje.
-Mógłbyś pojechać też do sklepu? Nie mam nic do jedzenia. Zrobisz mi zakupy?- zapytałam, bo przypomniało mi się, że kiedy wsiedliśmy do samochodu mój mózg zarejestrował to, że Steve powiedział, że najpierw nas przywiezie a potem pojedzie do apteki.
-Jasne- odpowiedział i cudowne było to, że nawet nie musiałam mu mówić, co ma kupić, bo sam doskonale wiedział. Steve to jedna z najwspanialszych osób, jakie dane mi było spotkać w życiu. Niby był moim ochroniarzem, ale ja właściwie tak go nie postrzegałam. Był moim przyjacielem, osobą, której ufałam bezgranicznie a tak naprawdę był jedną z kilku osób, których darzyłam zaufaniem.
-Super, dziękuję. Jakby coś to dzwoń- powiedziałam z wdzięcznością i spojrzałam na Harry’ego. –Idziemy?
-Idziemy- odpowiedział i wiedziałam już, że znowu czuje się gorzej.
-Jak się czujesz?- zapytałam, kiedy wysiedliśmy i przemierzaliśmy hol, w którym znajdował się portier. Mężczyzna dziwnie na mnie patrzył i na początku totalnie nie wiedziałam, o co mu chodzi.
-Znowu mi niedobrze- odpowiedział Harry a ja miałam nadzieję, że jak Steve przywiezie leki to chłopakowi się polepszy. Nie chciałam żeby źle się czuł.
-Jakby coś było nie tak od razu mi powiedz, jakby duszności wróciły albo ból brzucha się nasilił. Masz mi od razu powiedzieć, jasne?
-Nie panikuj- Harry uśmiechnął się szeroko słysząc moje słowa i chyba totalnie nieświadomie powiedziałam coś, co pragnął usłyszeć.
-Po prostu...- boję się o ciebie, cholernie się boję, bo cię kocham, nigdy nie przestałam i nigdy nie przestanę i nie zniosłabym gdyby coś ci się stało.
-Po prostu?- zapytał patrząc mi w oczy i wiedziałam, że chce usłyszeć to, co właśnie pomyślałam.
-Lekarz powiedział, że masz jechać do szpitala na obserwację, ale się nie zgodziłeś. Dlatego panikuję- powiedziałam a on wywrócił oczami i głośno westchnął wyraźnie zawiedziony moją odpowiedzią.
-Masz mieszkanie w LA. Wow- skomentował a w jego głosie usłyszałam nutę rozżalenia, ale postanowiłam to olać. Winda w końcu wwiozła nas na odpowiednie piętro i cieszyłam się, że w końcu tu dotarłam. I wtedy doszło do mnie, dlaczego portier się gapił.
-Gdzie są moje buty?- zapytałam, kiedy weszliśmy do środka i właśnie miałam je zdjąć.
-Zostały tam.
-Moje zarzygane trampki?
-Ali z pewnością masz piękne mieszkanie, ale pokażesz mi gdzie jest łazienka?- zapytał i spojrzał na mnie wymownie, dlatego olałam temat butów i szybko zaprowadziłam go do łazienki. Kiedy z niej wyszedł wyglądał na zmarnowanego.
-Steve na pewno załatwi wszystko szybko, ale na razie mogę dać ci tylko wodę. Usiądź sobie tutaj- powiedziałam i pokazałam na kanapę a chłopak tylko kiwnął głową. Był zmęczony i wiedziałam, że nie ma na nic siły, ale nagle zachciałam mu powiedzieć o wszystkim co zrobiłam.
-Mogę od ciebie zadzwonić? Nawet nie wiem gdzie teraz jest mój telefon- Harry odezwał się w momencie, kiedy toczyłam jakąś wewnętrzną grę sama ze sobą. Nie wiedziałam czy mam mu to powiedzieć tak prosto z mostu czy zrobić jakiś wstęp. Co miałam mu powiedzieć? Co ja w ogóle miałam zrobić?
-Jasne- odpowiedziałam i w momencie, kiedy podawałam mu telefon do ręki nic nie mogłam poradzić na to, że po prostu musiałam odgarnąć zabłąkany kosmyk włosów z jego czoła. Nie wiem co mną kierowało, ale kiedy to zrobiłam chciałam zrobić coś jeszcze dlatego delikatnie przeczesałam palcami całą jego nieujarzmioną czuprynę. Patrzyłam wtedy na jego twarz, przymknął powieki i wydawało mi się jakby to, co zrobiłam sprawiło mu jednocześnie ogromną przyjemność i jeszcze większy ból.
-Ali...- wyszeptał, otworzył oczy i spojrzał na mnie tak, że jedyne o czym w tej chwili marzyłam, jedyne czego chciałam to być znowu jego.
-Ciiii- powiedziałam i przyłożyłam palec do jego ust. –Wiem, że się źle czujesz. Muszę przyznać, że wyglądasz trochę okropnie.
-Umiesz pocieszyć człowieka jak nikt inny- wtrącił i się zaśmiał.
-Wiem, jestem super. Nie ważne. Chodzi mi o to, że powinieneś się umyć i położyć. Musisz odpocząć. Jutro czeka cię ciężki dzień, dlatego jeśli chcesz mogę zadzwonić wszędzie gdzie trzeba. Mogę to za ciebie załatwić- zaoferowałam. Harry stracił właśnie dom. Co z tego, że jest majętnym człowiekiem i mimo tej tragedii nie będzie klepać biedy. To był jego dom i z pewnością, mimo że starał się nie pokazywać musiało mu być niewyobrażalnie smutno. Dlatego chciałam jakoś mu pomóc.
-Naprawdę?- zapytał i znowu się zaśmiał.
-Jasne- powiedziałam szybko i spojrzałam na niego nie do końca rozumiejąc co go tak bawi.
-Wiesz, że znam na pamięć tylko trzy numery?
-Jakie?
-Twój, mimo że ostatnio go zmieniłaś, mamy i Gemmy. Zamierzałem zadzwonić do siostry, ale jeśli chcesz...
-Jednak poradzisz sobie sam- powiedziałam od razu i odsunęłam się od niego.
-Tak myślałem- mimo że starał się uśmiechać nie zdołał ukryć grymasu, który wkradł się na jego twarz na chwilę. Cóż, z pewnością przypomniał sobie to samo co ja. Moje przedstawienie wtedy w garderobie.
-No to dzwoń- powiedziałam, bo on trzymał tylko ten telefon jakby się zastanawiał czy na pewno chce to zrobić.
-Nie rozmawiałem z nią od wtedy- ta informacja sprawiła, że dosłownie mnie zatkało. Nie miałam pojęcia, co mam mu powiedzieć. Przeze mnie pokłócił się z siostrą?
-To może zadzwoń do mamy.
-Z nią też nie rozmawiam- też przeze mnie? Pokłócił się z nimi przeze mnie? Z Gemmą to raczej oczywiste, ale z mamą?
-Okej, w takim razie może Niall? Do niego mam numer- starałam się udawać, że wcale nie mam zawału przez to co powiedział. Anne i Gemma to dwie osoby, które Harry kochał najbardziej na świecie a teraz mimo pożaru, mimo tego, że wie jak bardzo jego mama i siostra się denerwują nie chce do nich zadzwonić.
-Niall jest na randce.
-Co?!- ile jeszcze sensacyjnych informacji otrzymam?
-Nie powiedział ci?- Harry się zdziwił a ja spojrzałam na niego z wyrzutem.
-Nie! A to mały, irlandzki... Jak mógł to zataić? Kim ona jest? Jest znana? Znasz ją? Jest z Irlandii? Ile się już znają? Myślisz, że...
-Wcale się nie dziwię, że ci nie powiedział- chłopak mi przerwał i zaczął się śmiać.
-Ha, ha, ha. Ja mu o wszystkim... mówię- powiedziałam zacinając się po drodze, bo zdałam sobie sprawę, że wcale nie mówię mu o wszystkim.
-Bo jesteś paplą.
-Nie prawda. Poza tym nadal uważam, że możesz do niego zadzwonić. Okej, przerwiesz mu randkę, ale przecież masz powód.
-Niby tak, ale...
-Z nim też nie rozmawiasz- dokończyłam za niego.
-Tak jakby się na mnie obraził.
-Ale mimo tego tobie powiedział, że się z kimś spotyka a mi nie- nie wiem, dlaczego tak bardzo to przeżywałam. To nie była przecież wielka sprawa patrząc na to, co się wydarzyło, ale właśnie na tym mój umysł się skupił żeby nie myśleć o prawdziwych problemach. Przynajmniej przez chwilę.
-Powiedział mi przez przypadek. Wiesz jaki on jest.
-No właśnie myślałam, że wiem, ale teraz nie wiem czy wiem- powiedziałam a mina Harry’ego sugerowała, że nie do końca ogarnia mój tok myślenia. -Ale nie gadajmy już o tym. Wiem gdzie zadzwonimy- stwierdziłam, że najlepiej będzie jak skończymy rozmawiać i zajmiemy się tym co najważniejsze. Dlatego wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Olivii. Ona z kolei zadzwoniła do menadżera Harry’ego i podała mu mój numer, dzięki czemu mężczyzna zadzwonił do mnie. Harry zaczął mu wyjaśniać wszystko i zajęło to tyle czasu, że Steve zdążył wrócić z zakupami. Mój przyjaciel zadziwił mnie kolejny raz, bo okazało się, że jest o wiele bardziej ogarnięty ode mnie. Poza lekami, jedzeniem i szczoteczką do zębów kupił Harry’emu nawet koszulkę, bokserki i spodenki, bo jego ciuchy stanowczo nie nadawały się do spania. Było to nawet zabawne, bo Steve chyba bał się, że Harry po prostu będzie spał nago i wydawało mi się, że stanowczo był przeciwny takiemu rozwiązaniu. Ogólnie wszystko szło dobrze, Harry się umył, wziął to, co zapisał mu lekarz i zjadł pół kanapki, którą wmusiłam w niego siłą, Steve pojechał do hotelu a ja się umyłam, zjadłam kolację i pojawił się problem. Kiedy weszłam do sypialni myślałam, że Harry będzie już spał, ale on stał przy oknie i wydawało mi się, że czekał na mnie.
-Dlaczego nie śpisz?- zapytałam, bo kiedy szłam się myć wyraźnie powiedziałam, że ma się położyć. Powiedziałam mu nawet dobranoc.
-Bo zapomniałaś mi dać jakąś poduszę i coś do przykrycia a nie chciałem ci grzebać w szafach- wyjaśnił.
-Co?- Harry spojrzał na mnie jakbym była jakaś głupia.
-Po prostu wiem, że nie będziemy tutaj spać razem i będę spać na kanapie.
-Nie, ty śpisz tutaj, ja idę na kanapę- jasne, że to by było dziwne gdybyśmy spali w jednym łóżku, ale przecież nie zamierzałam go wysłać na kanapę tym bardziej, że źle się czuł.
-Nie sprzeczajmy się o to- powiedział i podszedł do mnie.
-No właśnie. Kładź się tutaj.
-Ali proszę cię nie stwarzaj niepotrzebnego problemu.
-Nie, to ja proszę ciebie, bo to ty go stwarzasz, poza tym tam nie będzie ci wygodnie...- byłam zmęczona, on też i nie rozumiałam, o co ta cała sprzeczka.
-Tobie też...- zaczął, ale mu przerwałam.
-Jestem mała, drobna i nie potrzebuję tyle miejsca co ty.
-Ali to twoje mieszkanie i nie widzę powodu...- postanowiłam mu przerwać kolejny raz.
-A ja widzę powód, źle się czujesz i musisz wypocząć.
-Ale ja nie chcę tutaj spać. W tym łóżku- powiedział podnosząc nieco głos.
-A można wiedzieć dlaczego?- zapytałam poirytowana.
-Bo on tu spał. Z tobą- Harry nie hamował się w tym momencie i jego głos doskonale zdradzał jak bardzo go to złości.
-Nie Harry. Wynajęłam to mieszkanie po naszym zerwaniu. Jesse nie spał w tym łóżku- powiedziałam i westchnęłam głośno a jego nastrój zmienił się diametralnie, przez co chłopak uśmiechnął się idiotycznie, na co wywróciłam oczami.
-I tak wolę kanapę- kiedy to usłyszałam miałam ochotę walnąć go w twarz.
-Uparty. Nadal taki uparty. Jak osioł- powiedziałam do siebie tak, że nie mógł tego słyszeć i po prostu go olałam. Skoro chciał się gnieść na tej kanapie nie ma sprawy. Wyciągnęłam koc z szafy i zabrałam jedną poduszkę z łóżka, wcisnęłam mu to w ręce i postanowiłam więcej z nim nie dyskutować. -Jakby coś było nie tak to mnie obudź. Dobranoc- powiedziałam, zgasiłam światło i po prostu się położyłam. Nakryłam się kołdrą tak, że wystawał mi z niej tylko nos i udawałam, że Harry wcale nie stoi na środku pokoju i się nie śmieje. Po tym jak powiedział mi „No to dobranoc. Śpij dobrze. Dziękuję za to, że mnie przenocujesz. To dobranoc. Kolorowych snów. Idę. Szkoda, że... Nieważne. Dobranoc.” Wyszedł by wrócić po dosłownie dziesięciu sekundach. Wiedziałam dlaczego przyszedł, dlatego powiedziałam tylko, że ma w końcu się położyć i dać nam spać. Harry nie kryjąc zadowolenia od razu ułożył się wygodnie obok mnie i powiedział jeszcze raz, że mi dziękuje. Leżeliśmy na dwóch końcach łóżka i tylko fakt, że byłam niewiarygodnie zmęczona sprawił, że zasnęłam właściwie natychmiast. Gdy się obudziłam było jeszcze wcześnie. Kiedy wstałam i zobaczyłam, że Harry leży zajmując zdecydowanie większą część łóżka i poczułam coś w rodzaju deja vu. Dopiero kiedy się zamachnął i odrzucił kołdrę na bok zobaczyłam, że jest bez koszulki, która leżała na podłodze obok łóżka. Przede wszystkim jednak widok śpiącego Harry’ego uświadomił mi, że wszystko co się wydarzyło to prawda. Poszłam do kuchni, bo musiałam zrobić sobie kawę i miałam wrażenie, że z każdą sekundą czuję się coraz dziwniej. Harry tutaj jest. Spałam z nim w jednym łóżku. Kocham go. Co teraz będzie? Nie mogę z nim być. W ogóle jak mogę myśleć o tym by z nim być? Przecież to nierealne. Ale go kocham i chciałabym żeby był ze mną. Harry nie wie co zrobiłam, jak mu powiem nie będzie chciał mnie znać. Co mam zrobić? Przecież ja też nie chcę go znać. Nie chciałam. Teraz pragnę tylko by być blisko niego. Chcę go przytulić. Nie chcę żeby mnie zostawił. Jak mogę myśleć w tej chwili o sobie? Przecież to on stracił dom. Muszę mu pomóc. Jak można w jednej chwili czuć to wszystko? Moje myśli, moje uczucia to jakaś kiepska komedia. Jak poukładać sobie wszystko? Co zrobić by żyć w zgodzie ze sobą? Jak mam się zachować, kiedy on wstanie? Pokłócił się przeze mnie z Gemmą. Z mamą też przeze mnie? Z kim jeszcze nie rozmawia? Dlaczego Niall się na niego obraził?
-Dzień dobry- usłyszałam zachrypnięty głos tuż przy uchu. Boże, co mam zrobić? Co mu powiedzieć?
-Hej- powiedziałam i odwróciłam się w jego stronę. –Jak się czujesz?
-Zdecydowanie lepiej niż wczoraj. Właściwie czuję się bardzo dobrze.
-Cieszę się. Masz dużo do załatwienia dzisiaj.
-Wiem i może nie powinienem, ale mogę cię o coś prosić?- zapytał a ja patrząc na niego byłam totalnie pod wrażeniem. Dlaczego on zawsze wygląda idealnie? Dlaczego patrzy na mnie w ten sposób?
-Jasne- wyjąkałam, bo jak się okazało Harry po prostu patrząc na mnie totalnie mnie onieśmielił.
-Mogłabyś mi towarzyszyć?- zapytał i czekał na moją odpowiedź. A ja milczałam, bo byłam właśnie zawstydzona. -Albo zapomnij, że...
-Nie ma sprawy- powiedziałam w końcu kiedy ogarnęłam, że stoję i gapię się na niego jak jakaś idiotka.
-Serio?- jego zaskoczenie i szeroki uśmiech były tak szczere, że miałam ochotę po prostu go przytulić. Kiedy uświadomiłam sobie, że Harry odetchnął głęboko słysząc moją odpowiedź, poczułam się też nieco pewniej.
-Serio- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Nie wiedziałam co właściwie mną kieruje i dlaczego się zgadzam, ale nie chciałam żeby był sam... Okej, wiedziałam co mną kieruje. Miłość i troska. Byłam tego świadoma, ale jednocześnie wciąż ciężko było mi się do tego przyznać.
-Dziękuję. Za wszystko- powiedział, pochylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. Jak mógł to zrobić? Nie widzi co ze mną robi?! Ja przez niego mam palpitacje serca, kiedy po prostu na mnie patrzy i nie potrzebne mi dodatkowe bodźce.
-Najpierw pojedziemy do szpitala?- zapytałam przypominając sobie jak wieczorem mówił menadżerowi, że rano pojedzie odwiedzić gosposię, która ucierpiała w pożarze.
-Tak- odpowiedział gapiąc się na moje usta, dlatego odsunęłam się od niego. Harry nie powinien tak robić, bo przez niego mogłam zejść na zawał, dlatego wolałam zachować między nami dystans. To było takie nierealne. Takie niemożliwe. Takie skomplikowane. Bo jak inaczej nazwać to co między nami było? Te wszystkie gesty, wszystkie wypowiedziane i niewypowiedziane słowa. Byłam tak bardzo zagubiona. Nie wiedziałam co robić, czym się kierować, bo skąd miałam to wiedzieć skoro nie wiedziałam co czuję, co powinnam czuć a czego nie? Wszystko mi się pomieszało i patrząc w jego oczy wiedziałam, że przeżywa to co ja. Nie miałam pojęcia jak uda nam się przetrwać ten dzień, ale nie wyobrażałam sobie by nie być tam z nim. Na policji czy w szpitalu. Po prostu czułam, że muszę go wspierać i kiedy już z nim tam byłam przekonałam się jak bardzo tego chciał. Jak bardzo potrzebował wsparcia. Nie wiedziałam czy chodziło o mnie czy po prostu ktoś musiał przy nim być. Ale przez cały dzień nie dzwonił do nikogo prócz menadżera, z którym nie rozmawiał tak jak rozmawia się z kimś bliskim. Rozmawiali służbowo i tego dnia poza mną nie było przy nim nikogo. Nawet, kiedy odzyskał swój telefon nie przychodziły smsy, nikt nie dzwonił. Jakby Harry był sam. Byłam tylko ja. Trzymałam go za rękę cały czas. Kiedy szliśmy do szpitala, kiedy szliśmy na komisariat, obejmowałam go, kiedy pojechaliśmy zobaczyć jego dom, który już nie przypominał pięknej willi, przytulałam z całych sił, kiedy policjanci nas zostawili i Harry nie wytrzymał i w jego oczach pojawiły się łzy, które spłynęły po jego policzkach a ja starałam się go pocieszyć, chociaż nie miałam pojęcia, co może pocieszyć kogoś, kto patrzy na coś, co jeszcze wczoraj było jego domem. Zaproponowałam mu, że zrobię dla niego kolację, zaproponowałam, że może zostać u mnie ile chce, kazałam Olivii odwołać wszystkie moje zajęcia, bo zgodnie z planem rano powinnam pojawić się w Nowym Jorku. Ale mój plan miał na imię Harry i skupiłam się tylko na nim.
-W czym ci pomóc?- zapytał, kiedy wszedł do kuchni.
-W niczym, dam sobie radę- odpowiedziałam i starałam się uśmiechnąć.
-Pozwoliłaś mi zostać, chcę się jakoś odwdzięczyć.
-Nie musisz się odwdzięczać.
-Ale chcę, dziękuję ci za to i za to wszystko dzisiaj. I za wczoraj- Harry obdarzył mnie pięknym uśmiechem, który wywołał u mnie poczucie winy.
-Możesz zrobić herbatę- nie chciałam żeby mi dziękował, bo za każdym razem, gdy to robił głos sumienia odzywał się i mówił, że Harry nie wie jaka jestem okropna.
-A jaką chcesz?- zapytał, kiedy znalazł szafkę, w której trzymałam chyba z milion rodzajów herbaty.
-Zieloną.
-A którą zieloną, bo tu jest ich chyba ze sto?- chłopak się zaśmiał, ale mi nie było do śmiechu.
-Obojętnie- Harry coś do mnie mówił. Odpowiadałam mu tylko pojedynczymi słowami, bo nie umiałam się skupić na niczym innym tylko na tym, że go okłamuję. Przygotowałam z nim kolację, zjadłam siedząc naprzeciwko niego, choć bardziej niż na jedzeniu skupiona byłam na patrzeniu mu w oczy. To, co było między nami było coraz bardziej intensywne a ja nie wiedziałam co mam robić. Patrzyłam na mężczyznę mojego życia i nie wiedziałam co mam robić. Chciałam zapomnieć. O tym co było złe. Z mojej i z jego strony. Ale to uderzało we mnie o wiele bardziej niż zazwyczaj. Myślałam, że oszaleję. Kiedy skończyliśmy jeść powiedziałam, że pozmywam a on poszedł się umyć. Później to ja wzięłam długi prysznic i gdy weszłam do sypialni miałam deja vu z poprzedniego wieczoru. On stał przy oknie i na mnie czekał.
-Jeszcze raz dziękuję za to, że mogę tu zostać. Ali jesteś najwspanialsza osobą, jaką znam...- postanowiłam mu przerwać, bo nie mogłam już tego słuchać.
-Jestem zmęczona, chcę iść spać- powiedziałam i usiadłam na łóżku. Odłożyłam na szafkę zegarek i się położyłam a on westchnął tylko i kiwnął głową. Podszedł do łóżka i położył się obok mnie.
-Chcę cię przytulić- powiedział a ja byłam już na skraju. Stałam nad przepaścią. Wiedziałam, że jeszcze jedno jego słowo i spadnę.
-To nie jest dobry pomysł- jak zwykle mój głos stał się zbyt wysoki i zdradził jak bardzo się denerwuję.
-To jest nie do zniesienia- wyszeptał.
-Skoro ci źle...
-Nie o to chodzi. Dziękuję ci za to wszystko, nawet nie wyobrażasz sobie ile to dla mnie znaczy. Dziękuję, ale...- powiedział i w końcu straciłam równowagę.
-Przestań. Przestań mi dziękować i przestań mówić takie głupoty- powiedziałam i zapaliłam światło. Usiadłam i spojrzałam na niego. Wiedział, że to ten moment. Ta rozmowa. -Nie jestem wspaniała, jestem okropna. Wiesz dlaczego nie przyszłam wczoraj do ciebie, dlaczego nie było mnie w twoim domu? Bo jestem tchórzem. Bo się bałam powiedzieć ci prawdę. Nie jestem wspaniała, nie jestem dobra. Nie jestem taka jak myślisz. Musimy porozmawiać. Cały dzień udawałam, że nie musimy przeprowadzić tej rozmowy, ale ty ciągle mi dziękujesz, ciągle powtarzasz, że jestem super i już dłużej nie mogę. Harry ja chciałam cię zranić, chciałam się zemścić za to, co mi zrobiłeś. Obiecałam sobie, że zniszczę cię tak ja ty zniszczyłeś mnie- wstałam i zaczęłam mówić, nieco chaotycznie, ale w końcu mówiłam. Harry też usiadł, nie przerywał mi tylko cały czas na mnie patrzył a ja wyrzucałam z siebie to, co wyżerało mnie od środka i to przynosiło mi w pewnym sensie ulgę. –Kiedy przyszedłeś do mnie z gorączką zrozumiałam, że nie chcę żeby działa ci się krzywda. I już nie chciałam tego robić, nie chciałam się złościć i planować jak ci dokopać. Ale wtedy ty przyszedłeś na imprezę z Sophie i byłam tak zazdrosna i wściekła, że nagadałam jej na ciebie. Powiedziałam, że ma na ciebie uważać, że jesteś kłamliwym oszustem, powiedziałam, że byłeś u mnie. Nie chciałam żebyście zerwali przeze mnie. Właściwie to chciałam żebyście zerwali, ale nie chciałam. Wiem, że to skomplikowane i tego nie da się zrozumieć, ale uwierz mi, że sama siebie nie rozumiem. Chcę cię tylko przeprosić. Bardzo cię przepraszam. Za wszystko. Naprawdę nie wiem, co mną kierowało. Dlaczego się taka stałam. Przepraszam- nie wiedziałam, co jeszcze powiedzieć. Ale on milczał. Nic nie mówił i tylko na mnie patrzył. Jakby analizował to wszystko i nagle wstał. Myślałam, że wyjdzie bez słowa. Że trzaśnie drzwiami i nigdy więcej go nie zobaczę, ale zamiast tego on podszedł do mnie, złapał mnie w tali, przyciągnął do siebie i... chciał mnie pocałować.
-Co ty robisz?- zapytałam i odsunęłam się od niego na sekundę, bo Harry nie dał mi się odsunąć. Przyciągnął mnie do siebie i trzymał w żelaznym uścisku.
-Chcę cię w końcu pocałować. Cały dzień walczę z tą pokusą i już dłużej nie wytrzymam- ostatnie słowa wyszeptał by po chwili móc swoimi ciepłymi ustami całować moje. Oczywiście, że mu się poddałam, oczywiście, że to było wspaniałe, oczywiście, że motyle zaczęły szaleć w moim brzuchu i oczywiście, że chciałam go tak całować do końca życia.
-Dlaczego mnie całujesz?- zapytałam, kiedy głos rozsądku kazał mi przerwać ten pocałunek. -Harry ty mnie słuchałeś?!
-Tak słuchałem i chcę cię całować zanim to ja zacznę mówić i powiem to, co miałem powiedzieć ci wczoraj- spokój w jego głosie był dla mnie w tym momencie po prostu nienormalny.
-Jak możesz chcieć mnie całować? Po tym co powiedziałam?- nie mieściło się to w mojej głowie.
-Myślisz, że nie wiedziałem? Ali wiedziałem o wszystkim. O nagraniu wiedziałem już na drugi dzień. Zayn zadzwonił do mnie i powiedział, że najprawdopodobniej nagranie wyciekło przez ciebie. Wiedziałem o wszystkim, poza tym uwierz mi nie trudno było się domyślić- jak mógł mówić to i uśmiechać się do mnie. Jak mógł o wszystkim wiedzieć?!
-Jak możesz tak mówić?! Czemu na mnie nie krzyczysz?
-Skarbie...
-A Sophie? Powiedziałam jej, że jesteś oszustem! Zerwała z tobą przeze mnie!
-Uspokój się. Sophie ze mną nie zerwała, bo nie byliśmy parą. Swoją drogą od razu mi o wszystkim powiedziała i było jej przykro, bo bardzo mi kibicowała i cały czas liczy na to, że jednak... że wrócisz. Do mnie. Że mi się uda. Bo wiesz... Ty obiecałaś sobie, że mnie zniszczysz a ja obiecałem sobie, że cię odzyskam.
-Co? Co ty mówisz? Przecież widziałam wasze zdjęcia, na jachcie i inne, wszędzie pisali, że jesteście razem- totalnie zignorowałam to, co powiedział o naszych obietnicach. Sophie nie dawała mi spokoju.
-Sophie podpisała umowę z wytwórnią Louisa. Wiesz on ją mega lubi i namówił mnie żebym pokazał się z nią parę razy żeby zrobiło się o niej głośno. Zgodziłem się, bo dlaczego miałem tego nie zrobić? A kiedy ty znowu się pojawiłaś okazało się, że masz chłopaka. Na imprezie u Jona chciałem cię pocałować, ale ty tego nie chciałaś i powiedziałaś coś, co mnie zabolało. Że byłoby ci obojętne gdybym to ja kogoś miał. Dlatego zadzwoniłem do Soph. Początkowo nie chciała się w to mieszać, ale tak ją o to męczyłem, że zgodziła się mi towarzyszyć na urodzinach Nialla. I już wtedy wiedziałem, że jesteś zazdrosna, że czujesz to, co ja.
-Ona nie była twoją dziewczyną?- naprawdę to była ustawka? Nie mogłam tego pojąć.
-To właśnie powiedziałem- Harry się zaśmiał i pocałował mnie w czubek głowy. -Zawsze ci powtarzałem, że z nią nie jestem a ty ciągle wiedziałaś lepiej. Jesteś taka uparta.
-No, ale dlaczego się na mnie nie złościsz? Co z tego, że nie byliście razem? Mogliście być i ona mogła z tobą zerwać przeze mnie. Dlaczego się na mnie nie wściekasz?
-Bo nie ma takiej potrzeby- ja na jego miejscu już bym pewnie uciekała poprzedzając to dramatycznym krzykiem i trzaskaniem drzwiami. A on zamiast to robić wydawał się... szczęśliwy.
-Ale przecież jestem zła- naprawdę uważałam, że zmieniłam się w kogoś, kim nie chciałam być.
-Zła? Ali jaka zła?
-Przecież cię zraniłam. Mówiłam i robiłam wszystko żeby cię ranić. Dlaczego teraz tak się zachowujesz? Dlaczego nie trzaskasz drzwiami, dlaczego nie krzyczysz? Dlaczego nie jesteś na mnie zły?- powtarzałam się, ale naprawdę nie mogłam zrozumieć, dlaczego trzyma mnie w ramionach skoro powiedziałam mu właśnie takie okropne rzeczy.
-Bo cię kocham- odpowiedział a mnie zatkało. Kocha mnie. Powiedział, że mnie kocha. Stałam oszołomiona a on pocałował mnie delikatnie w policzek. I w czoło. I znowu w policzek. – Nigdy nie przestałem. Właściwie z każdym dniem kocham cię coraz mocniej- dodał i musnął swoimi wargami moje. Chciał mnie znowu pocałować, ale zamiast tego spojrzał mi w oczy i zadał pytanie, które chyba było dla niego najtrudniejsze, bo naprawdę bał się odpowiedzi. -Nienawidzisz mnie? Wtedy powiedziałaś że mnie nienawidzisz, że zamieniłem twoje serce w kamień. To prawda?
-Kiedyś wydawało mi się, że cię nienawidzę. Pragnęłam tego całym sercem. Pragnęłam cię znienawidzić, ale nie potrafiłam. Nie umiem cię nienawidzić Harry. Nie potrafię wydrzeć ciebie z mojej głowy, z mojej duszy, z mojego serca- wyszeptałam i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że mam łzy w oczach. Uświadomienie sobie tego spowodowało tylko tyle, że zaczęłam płakać. W końcu płakałam a on przycisnął usta do moich ust i to było cudowne.
-Skarbie nie płacz- wyszeptał, kiedy przestał mnie całować. Przytulił mnie i przysięgam, że nie wiedziałam co czuję. Było tego za dużo.
-Mam mętlik w głowie- wyszeptałam, bo nie mogłam mówić. Odsunęłam się od niego i usiadłam na łóżku.
-Chciałbym żeby to było proste... Wiem, że nie jest. Nigdy nie było- powiedział i usiadł obok mnie.
-Nie wiesz jak się czuję. Czuję, że postępuję dobrze i źle jednocześnie.
-Nie płacz- wyszeptał i kciukiem starł łzy z mojego policzka.
-Przytul mnie- mój głos w tym momencie był tak żałosny, że gdyby nie to, że już płakałam z pewnością zaczęłabym ryczeć. Harry natychmiast wykonał moją prośbę. Przytulił mnie a po chwili leżałam w jego ramionach i starałam się uspokoić. Ale to było niemożliwe. Bo jak miałam się uspokoić skoro leżałam z nim w łóżku, słyszałam jak bije mu serce, jego usta co chwilę skradały mi pocałunki a ja czułam się szczęśliwa i miałam wyrzuty sumienia jednocześnie. To wszystko było nie do pogodzenia. –Zraniłam ciebie.
-Nie zraniłaś.
-Zraniłam Jesse’ego. Nie powinnam z nim być. Nie powinnam go ranić. Nie powinnam złamać mu serca. On jest dobry. Co ja najlepszego narobiłam? Co ja robię?
-Ali błagam, możesz tak nie mówić teraz? Możesz nie mieć wyrzutów sumienia w momencie, kiedy ja pierwszy raz od niepamiętnych czasów jestem szczęśliwy?. 
-Przepraszam- powiedziałam i go pocałowałam. –Przepraszam. Jestem taka samolubna.
-Przestań tak mówić.
-Ale to prawda. Jestem egoistką. Nawet teraz mówię o sobie. Jestem okropna.
-Byłaś ze mną cały dzień. Byłaś tam dla mnie. Jak możesz mówić, że jesteś egoistką?
-Zawsze chciałam być dobra, dawać ludziom radość, ale nie jestem dobrą osobą- naprawdę czułam się jak czarny charakter. Jak zadufana w sobie księżniczka, która myśli, że cały świat kręci się wokół niej.
-Ali przed chwilą powiedziałem, że jestem szczęśliwy. Nie słyszysz co do ciebie mówię?- moje słowa wydawały się sprawiać mu przykrość i nie mogłam pojąć jego rozumowania. Jak na „Harry, myślałam, że cię nienawidzę i chciałam cię zniszczyć” może reagować „Nic się nie stało, chcę cię całować” a na „Harry jestem złą osobą” reaguje smutkiem?! Co z nim nie tak?!
-Słyszę. I jest mi jeszcze gorzej, bo też jestem szczęśliwa. A nie powinnam. Ale leżenie tutaj z tobą jest cudowne. Przytulasz mnie, ale nie powinieneś. Bo to przeze mnie dzisiaj nikt nie dzwonił, prawda? Przeze mnie pokłóciłeś się z Gemmą. Z mamą też?- mimo tego, że znałam odpowiedź i tak się jej bałam.
-Nigdy nie sądziłem, że oni cię zostawili. Że tak cię potraktowali. Że Gemma i mama... Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać wczoraj.
-Twoja mama nie zrobiła nic złego. Nikt nie zrobił. Mam żal do twojej siostry, ale przecież wszystko co wtedy zrobiła i powiedziała było spowodowane tym, że cię kocha- długo zajęło mi zrozumienie i zaakceptowanie tego, ale w końcu, w pewnym sensie mi się udało. Po tak długim czasie.
-Mama wiedziała. Gemma jej powiedziała o tym, że źle cię oceniła. Wiedziała też, że to ja skrzywdziłem ciebie i mimo tego cię nie przeprosiła. Nikt cię nie przeprosił- jad, którym przepełniony był jego głos mnie przeraził. 
-Nie mają mnie za co przepraszać- złość, którą zobaczyłam w jego oczach spowodowała, że z moich przestały lecieć łzy.
-Nawet nie wiesz, co czułem, kiedy stałaś na środku tej pieprzonej garderoby i walczyłaś jak lwica. Nie wiesz jak się czułem dowiadując się, że nie znam ludzi, którzy są moimi przyjaciółmi, moją rodziną. Stałaś tam i walczyłaś. A nie powinnaś. Nie powinnaś być sama. Wiesz, nie rozumiałem tej nerwowości, kiedy przyjechałaś dać Lux kolorowanki. Kiedy wszedłem wtedy do garderoby widziałem twoja postawę. Wyglądałaś pięknie, ale jednocześnie miałem wrażenie jakbyś czekała na moment, kiedy będziesz musiała się bronić. Nie rozumiałem tego. Myślałem, że to było spowodowane mną, moją obecnością. Ale teraz rozumiem. Wszystko już rozumiem.
-Pokłóciłeś się z nimi?- zapytałam.
-Nie Ali. Nie pokłóciłem się z nimi- odpowiadając zaśmiał się nieco szyderczo.
-Przecież wiem, że tak.
-Nie pokłóciłem się z nimi- powtórzył i mówił to tak spokojnie, że sama już nie wiedziałam, co mam myśleć.
-To dlaczego nikt dzisiaj nie dzwonił? Dlaczego byłam tylko ja? Dlaczego mówisz, że się nie pokłóciliście skoro wiem, że jest odwrotnie?
-Nie pokłóciłem się z nimi. Ja...- zawahał się na moment a potem spojrzał mi prosto w oczy i powiedział coś czego się nie spodziewałam. -Ja odszedłem Ali. Po prostu odszedłem.

Mimo, że samotność zawsze była moim przyjacielem
Zostawiam moje życie w twoich rękach
Ludzie powiadają że jestem szalony i ślepy
Ryzykując wszystko w mgnieniu oka
To, jak mnie oślepiłaś, wciąż pozostaje tajemnicą
Nie mogę pozbyć się ciebie z mojej głowy
Nie obchodzi mnie, co jest wpisane w naszą historię
Tak długo, jak tu ze mną jesteś
Nie obchodzi mnie, kim jesteś
Skąd się wzięłaś
Co zrobiłaś
Dopóki mnie kochasz



Hej! To ja, po prawie 2 miesiącach dodaje rozdział XD
Ogólnie mam wrażenie, że już nikt tutaj nie czyta i wszyscy przenieśli się na Wattpada... 
Oba cytaty pochodzą z piosenki którą dodałam w rozdziale czyli As Long As You Love Me - Sleeping At Last, ogólnie jest to cover, oryginalna wersja należy do Backstreet Boys XD Cytat na końcu jest tłumaczeniem cytatu z początku rozdziału ;)
Jeśli ktoś tu jest to chętnie przeczytam jakiś komentarz XD
Oczywiście przepraszam za błędy!!
Następny rozdział z pewnością pojawi się szybciej niż ten XD
Ogólnie to wczoraj minęły 3 lata odkąd opublikowałam tutaj prolog Turn To Stone...
To chyba wszystko! ;)
Do następnego!

PS I loveee youuu all<3