niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 43




-Jeszcze raz- powiedział już chyba po raz setny tego dnia Jesse. Wzięłam głęboki wdech, dłonie zacisnęłam w pięści i kiwnęłam głową na znak, że jestem gotowa.
„And my heart's too drunk to drive
I should stay away from you tonight
But in this blackout state of mind
Baby, all I want is you tonight”
-Stop- usłyszałam a w studio nastała cisza. -Ali męczymy się z tym już prawie cały dzień…
-Wiem, przepraszam- naprawdę było mi głupio. Nie umiałam się skupić na tyle żeby wejść w tę piosenkę. Cały czas myślałam tylko i wyłącznie o tym, że Harry musiał wyjechać na trzy dni i zostawił mnie z D. zupełnie samą.
-Oddaj telefon- Jesse podszedł do mnie i wyciągnął rękę moim kierunku.
-Dlaczego?
-Bo, co pięć sekund wyciągasz go z kieszeni i mega cię rozprasza a MUSIMY nagrać tę piosenkę dzisiaj.
-Przepraszam, obiecuję, że już nie będę…- tak, od kilku dni zachowywałam się jak psychol bojąc się własnego telefonu.
-Ali siedzimy tu już prawie osiem godzin… Miałem dzisiaj wyskoczyć z chłopakami na piwo…
-Przepraszam Jesse, naprawdę. Po prostu…Nie ważne- westchnęłam głośno i w ostatniej chwili pohamowałam chęć wyciągnięcia komórki z kieszeni.
-Co się dzieje?- Jesse zmarszczył brwi i nagle zaczął mi się dziwnie przyglądać. Co się dzieje? Och, nic! Tylko jakiś głupi psychopata, który od miesięcy nęka mnie głupimi mailami jakimś cudem zdobył mój numer telefonu i teraz wysyła mi głupie smsy, z którymi nie umiem sobie poradzić. Chcę o tym komuś powiedzieć, ale nie wiem komu. Wiem, że powinnam powiedzieć Harremu, ale on w końcu zaczął być szczęśliwy i nie chciałam tego psuć. Wiedziałam, że muszę mu o tym powiedzieć, ale się bałam. Z drugiej strony mogłam powiedzieć komuś innemu, np.Jess, albo Niallowi ale wtedy Harry i tak by się dowiedział, poczułby się zraniony, pewnie uważałby, że mu nie ufam i dlatego mam przed nim tajemnice. Ale to nie było tak. Ja po prostu nie chciałam go zadręczać. Podświadomość podpowiadała mi też, że po prostu boję się jego reakcji. Co jeśli się na mnie obrazi? Musiałam postawić się na jego miejscu. Ja pewnie też byłabym na maksa wkurzona gdyby to do niego jakiś psychol wypisywał takie głupoty a on by mi o tym nie powiedział. Myślałabym, że skoro to ukrywa to mi po prostu nie ufa. A przecież zaufanie to podstawa, tym bardziej w związku takim jak nasz.
-Nic… Po prostu ostatnio nie mamy z Harrym dla siebie czasu, od kilku dni pada, chce mi się spać, boli mnie głowa, ktoś napisał mi coś obraźliwego i jakoś tak nie mam ochoty śpiewać wesołych piosenek.
-Co obraźliwego?- no tak, oczywiście musiał o to zapytać. Po co ja w ogóle o tym wspominałam? Mogłam powiedzieć tylko, że boli mnie głowa.
-To co zawsze- wzruszyłam ramionami i odgarnęłam włosy z twarzy.
-Często dostajesz takie wiadomości?
-Jestem dziewczyną Harry'ego więc niestety odpowiedź brzmi tak. Wiesz, jakoś sobie z nimi radzę, ale ostatnio mam coś jakby jesienną chandrę i wszystko nagle zaczęło mnie przytłaczać. Dlatego nie mogę wczuć się w tę piosenkę. Jest za wesoła.
-I mówisz mi to dopiero teraz? Po ośmiu godzinach nagrywania?
-No bo myślałam, że dam radę… Poza tym moje gardło chce już odpocząć… Może jutro przyjdę wcześniej i nagramy „Gone Tonight”? „On My Way” nagramy później, jak przejdzie mi ten posępny nastrój. Poza tym jeszcze zdążysz iść na piwko…- naprawdę chciałam tylko jechać do siebie, wziąć prysznic i spędzić ten wieczór w łóżku otulona kołdrą. Jesse spojrzał na mnie poważnie a ja zrobiłam maślane oczy. Kiedy na jego twarzy pojawił się uśmiech po prostu go przytuliłam i podziękowałam za to, że się nade mną zlitował. Lubiłam Jesse’go i wiedziałam, że on też mnie lubi. Naprawdę dobrze się dogadywaliśmy i z każdym dniem przywiązywałam się do niego coraz bardziej. Jesse był chłopakiem idealnym, był miły, mądry, przystojny, czarujący i… był sam. Nie wiedziałam jakim cudem nie ma dziewczyny, ale chyba jedynym logicznym wytłumaczeniem było to, że był niesamowicie zapracowanym człowiekiem i nie miał po prostu na nic czasu. Mimo moich protestów odwiózł mnie do domu robiąc przystanek pod spożywczakiem bym mogła kupić coś, co miało być moją kolacją, czyli wielką paczkę frytek. Miałam doła i po prostu musiałam zjeść coś niezdrowego i mega kalorycznego. Kiedy dotarłam do mieszkania najpierw wzięłam długi prysznic, później zabrałam się za zrobienie kolacji i obejrzałam dwa odcinki ulubionego serialu i kiedy sprawdziłam czy mój dom jest zamknięty i podczas kiedy będę spać nikt nie wejdzie do środka i mnie nie zabije, położyłam się do łóżka. Robiło mi się już błogo kiedy mój telefon zabrzęczał oznajmiając mi, że dostałam smsa. „Tęsknisz za nim… Pozwolił ci zostać samej… Jesteś teraz sama… Taka mała… taka bezbronna… Myślisz, że on też tęskni, ale to nieprawda. Nie tęskni za Tobą, tylko za tym, że nie może cię kontrolować. Wiesz, na czym polega paradoks tej sytuacji? Tak naprawdę to bez niego jesteś bezpieczna. Całuski D.”. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Ten ktoś niszczy mi psychikę. Powinnam powiedzieć Harremu. Powinien wiedzieć. Ale jak mu powiedzieć, że cały czas miałam przed nim tajemnicę? Jak mu powiedzieć o tym teraz? Kiedy w końcu wszystko zaczęło się układać? Kiedy Harry wydawał się szczęśliwy? Powinnam mu o tym powiedzieć na samym początku. Okłamywałam go. Przez ten cały czas kłamałam, ten sekret wrósł we mnie, zakorzenił się na dobre. Im dłużej trzymałam to przed nim w tajemnicy tym trudniej będzie mi to wszystko wyjawić. Co on zrobi, jeśli się dowie? Będzie zły? Rozczarowany? Zawiedziony? Miał prawo czuć się oszukany. Byłam oszustką, cholerną zastraszoną kłamczuchą, która świadomie i z premedytacją zatajała przed ukochaną osobą całkiem poważny i być może niebezpieczny problem jakim było D. Byłam nieodpowiedzialna, zakłamana i po prostu głupia i z tą świadomością po kilkudziesięciu minutach wiercenia się w łóżku zasnęłam.
Poranek. Wstałam, ogarnęłam się i pojechałam do studia. Mimo głupiego smsa od D. miałam o wiele lepszy humor. Harry wracał. Miał być wieczorem. Zamierzałam zakraść się do jego mieszkania, ugotować dla niego pyszną kolację i choć na chwilę zapomnieć o D. Po pracy od razu do niego pojechałam. Weszłam do środka, przebrałam się w jego koszulkę, żeby nie pobrudzić moich ubrań, włączyłam jego laptopa, którego wzięłam ze sobą do kuchni, otworzyłam playlistę z moimi ulubionymi, wesołymi piosenkami i zaczęłam gotować. Czułam się całkiem dobrze, mój pesymistyczny nastrój schował się gdzieś w kąt a ekscytacja z każdą chwilą rosła. Nie wiedziałam go tylko trzy dni. Aż trzy dni. Kiedy właśnie wykonywałam jakieś dziwne piruetopodobne coś zadzwonił mój telefon. Serce podskoczyło mi do gardła, ale gdy zobaczyłam, że dzwoni Jess odetchnęłam z ulgą.
-Hej!- przywitałam ją entuzjastycznie.
-Hej- odpowiedziała najbardziej ponurym głosem na jaki było ją stać.
-Coś się stało?- zapytałam od razu.
-Zmienili datę kręcenie teledysku…- powiedziała prosto z mostu a ja musiałam się upewnić, że się nie przesłyszałam.
-C…co?
-Zmienili datę… kręcenia teledysku- powiedziała powoli sprawiając, że nagle po prostu zrobiło mi się słabo. 
-Boże, na kiedy?- przymknęłam oczy czekając na odpowiedź. Musiała to być ważna data skoro Jess jest taka przygnębiona.
-Na 6 grudnia- to właśnie wtedy miał być chrzest.
-Nie.
-Ali wiem… Wiem… Tak bardzo mi przykro, ale ktoś przedłużył rezerwację studio… To jest ta sama wytwórnia… Oni się zgodzili bo stwierdzili, że możesz nagrać tydzień później… Pytałam czy nie może to być dzień później ale…
-Ale?
-Masz na nakręcenie tego dzień. 7 grudnia swój teledysk nakręci One Direction i oni są priorytetem wytwórni.
-Oni mięli kręcić go później… Jess znam grafik Harrego… Oni mieli kręcić później…
-Ali jest mi naprawdę przykro, naprawdę o ciebie walczyłam, ale chłopcy to ich największa gwiazda, wszystko ustawiane jest pod ich grafik, najwyraźniej coś musiało się pozmieniać stąd takie przesunięcia...- Jess tłumaczyła mi to wszystko jeszcze raz i jeszcze jeden, ale ja przestałam słuchać. Moje oczy zaszły łzami, wyłączyłam muzykę, wyłączyłam piekarnik, poszłam do jego sypialni i leżąc na łóżku po prostu czułam jak coś chce mnie rozerwać od środka. Nie chciałam dłużej słuchać tego, co mówiła Jess, rozłączyłam się i po prostu leżałam na łóżku skulona pogrążona w rozpaczy. Boże to się nie działo naprawdę! Nie drugi raz! Drugi raz tego nie zniosę! D. znowu zaczęło wchodzić mi do głowy i o ile z tym jakoś umiałam sobie radzić o tyle nie dam rady poradzić sobie z tym, że kolejny raz miałam zawieźć Zuzkę. Nie. Nie mogłam tego zrobić. Nienawidziłam zawodzić osób, które kochałam. Nie byłam na jej ślubie… Obiecałam, że przyjadę. Obiecałam. Obiecałam to już w dzień ślubu a teraz znowu miałam zawieźć. W tym momencie czułam się taka bezużyteczna. Taka mała… Taka słaba… Taka jak kiedyś…
-Ali?- usłyszałam jego głos i wtedy otworzyłam oczy. Nie słyszałam jak wszedł. Jak mogłam nie słyszeć?
-Harry…- powiedziałam i na niego spojrzałam. Wystraszył się kiedy zorientował się, w jakim jestem stanie.
-Boże Ali, co się stało? Dlaczego płaczesz? Skarbie nie płacz, nie płacz- powiedział, wypuścił torbę z dłoni i od razu znalazł się przy mnie. Odgarnął włosy z mojej twarzy a ja wtedy zamiast powiedzieć, o co chodzi rzuciłam się w jego ramiona i zaczęłam szlochać. -Ciiii, skarbie jestem tu, nie płacz. Powiedz co się stało- szeptał mi do ucha i gładził delikatnie moje plecy.
-Jestem… do niczego H… Harry- nie mogłam się uspokoić. Cały stres i smutek, który zbierał się we mnie w ciągu ostatnich kilku dni znalazł ujście w tym momencie.
-Nie mów tak. Powiedz, co się stało.
-Zmienili termin kręcenia teledysku. To ten dzień kiedy mały ma chrzciny. Nie mogę jechać Harry- mówiłam tak niewyraźnie, że nie wiedziałam czy on w ogóle rozumie co mówię.
-Jak to zmienili?
-Nie wiem… Boże to się znowu dzieje… Nie chcę jej zawieźć. Nikt jej tyle razy nie zawiódł co ja.
-Nie prawda, nikogo nie zawiodłaś i nie zawiedziesz. Ona to zrozumie.
-Ona jest za dobra i mi tego nie powie, ale pęknie jej serce. Boże Harry gdybyś ty ją widział… Była taka szczęśliwa, kiedy odwiedziłam ją w szpitalu… Z dzidziusiem w ramionach…
-Spokojnie… Pytałaś się czy możesz nakręcić to wcześniej albo później?
-Oczywiście. Wcześniej się nie da, bo ktoś przedłużył rezerwację czy coś a później…- zrobiłam pauzę i się od niego odsunęłam żeby na niego spojrzeć.
-Później?
-Później wchodzicie wy- powiedziałam to głosem pełnym pretensji. Nie byłam na niego zła i nie miałam pojęcia, dlaczego wygląda to tak jakby było inaczej. Przecież to nie była jego wina.
-My?- zapytał skołowany.
-Podobno zmienili wam grafik… Wchodzicie siódmego.
-Ali ja nie wiedziałem. Przysięgam. Nie miałem o niczym pojęcia- szok malujący się na jego twarzy był tak wyraźni i szczery, że na pierwszy rzut oka było widać, że mówił prawdę.
-Wiem… Ja nie chciałam żeby to tak zabrzmiało. Przepraszam.
-Skarbie nie masz za co przepraszać- powiedział a do mnie doszedł jeden ważny fakt. On był chory. Miał wypieki na twarzy, jego głos był inny i dopiero teraz zauważyłam, że pociąga nosem.
-Harry jesteś chory- powiedziałam i wytarłam morką od łez twarz koszulką, która miałam na sobie.
-Przeziębiony- powiedział a ja dotknęłam dłonią jego czoła.
-Jesteś rozpalony!- był gorący, oczy miał jakieś inne. Byłam taką egoistką. On wrócił chory a ja dodatkowo urządzałam szopki i niepotrzebnie go denerwowałam.
-Ty tak na mnie działasz- powiedział i się głupkowato uśmiechnął.
-Nie żartuj sobie tylko natychmiast przebierasz się w piżamę a ja poszukam jakiś tabletek, zrobię ci herbatę, zrobiłam kolację, ale… w sumie… nie wiem czy da się to zjeść, bo kiedy zadzwoniła Jess… Nieważne. Chodź, rozbieraj się- wstałam pospiesznie z łóżka i otworzyłam szafę gdzie na półce była jeszcze nowa piżama, w której Harry nigdy nie spał. Jemu zawsze było ciepło dlatego przeważnie spał w samych bokserkach.
-Serio?- uniósł brwi do góry i westchnął niezadowolony, kiedy zobaczył, w co każę mu się ubrać.
-Serio. Ściągaj ciuchy i się przebieraj a ja idę zrobić dla ciebie herbatę.
-Ali poczekaj- powiedział, kiedy ja chciałam już wychodzić z sypialni. Spojrzałam na niego a on nachylił się i z walizki wyciągnął pluszowego misia. Nieco koślawego misia. W sumie mocno koślawego misia- To dla ciebie. Sam zrobiłem.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się biorąc pluszaka do rąk. Przysunęłam się do Harrego blisko, wyściskałam go i zamierzałam pocałować, ale on się odsunął.
-Nie.
-Dlaczego?
-Zarażę cię.
-Ale…
-Skarbie wiesz, że nie możesz teraz zachorować…
-Ale…
-Nie mogę dostarczać ci dodatkowych zmartwień a choroba zalicza się do zmartwień.
-Masz rację- westchnęłam głośno i spojrzałam na niego totalnie przybita.
-Nie smuć się, obiecuję, że jak tylko mi przejdzie zacałuję cię na śmierć- powiedział i uśmiechnął się delikatnie. Jak on to robił, że wystarczyło, że pobył ze mną kilka minut a ja już miałam o milion razy lepszy humor? Harry umiał rozświetlić nawet najpochmurniejsze dni.
-Ale obiecujesz?- zapytałam i zamiast patrzeć na niego ja gapiłam się na najpiękniejszego misia na świecie.
-Jasne.
-Okej, w takim razie skoro nie możemy się całować a ty jesteś chory to wskakuj w piżamę a ja idę zrobić dla ciebie herbatę z cytryną.
-Ali nie chcę tej piżamy, przecież ja się w niej uduszę, ona ma długie rękawy i długie nogawki…
-Nie marudź tylko się przebieraj- poleciłam tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Ale uduszę się…
-Harry dość, idę zrobić herbatę i jak wrócę masz leżeć w tej piżamie i masz być przykryty kołdrą pod samą szyję.
-Tak jest mamo-powiedział i wywrócił oczami a ja wyszłam z pokoju z misiem w ręce i chowając moje wewnętrzne dramaty do kieszeni, zamierzałam zająć się moim ukochanym, który był chory i w tym momencie mnie potrzebował. Musiałam się nim zaopiekować i w tej chwili to się liczyło. Kiedy weszłam do kuchni i czekałam aż woda się zagotuje przez moją głowę przelatywał milion myśli, ale kiedy spojrzałam na misia coś do mnie doszło. Nie było tak samo jak kiedyś, może i D. mnie prześladowało i znowu musiałam wykonać telefon by poinformować Zuzę, że ją zawiodę, ale teraz nie byłam sama. Teraz miałam jego.

***

Minęły trzy dni. Całe trzy dni a ja nadal nie umiałam zebrać się w sobie i zadzwonić do Zuzy, żeby powiedzieć, że nie przyjadę. Może to przez to, że te dni były niesamowicie intensywne? EMA to było przeżyciem nie z tej Ziemi… Kogo ja próbowałam oszukać? Byłam tchórzem dlatego tak zwlekałam z tym by wykonać ten telefon a EMA nie miało z tym nic wspólnego.
-Hej!- usłyszałam głos Harrego, który wszedł do mojego mieszkania.
-Jestem w łazience!- krzyknęłam głośno żeby Harry usłyszał.
-Wiesz, że drzwi były otwarte? Włożyłem klucz do zamka przekręcam i nic. Ali musisz się zamykać, tym bardziej kiedy idziesz się myć albo spać. Może i jest to bezpieczne osiedle i jest tu monitoring, ale to strasznie nieodpowiedzialne nie zamknąć drzwi na klucz- powiedział całkiem spokojnie, za spokojnie. I dlaczego on się uśmiecha. Harry był raczej przewrażliwiony, jeśli chodziło o takie sprawy. Poza tym zamykałam się, raczej zawsze o tym pamiętałam, przynajmniej jak go nie było, jak wyjeżdżał. Jak był gdzieś blisko to jakoś tak automatycznie czułam się bezpiecznie.
-Nie panikuj, nikt mnie przecież nie ukradnie… Nie jesteś zły?
-Jestem ale… Mogę się przyłączyć?- zapytał a ja dostrzegłam błysk w jego oczach. Coś tu nie grało. Siedziałam goła w wannie, w otwartym mieszkaniu a on nie był zły.
-Nie…- powiedziałam niepewnie a on pokiwał śmiesznie głową, ale uśmiech nie schodził z jego twarzy. -Harry co jest?
-Załatwiłem- powiedział a właściwie wykrzyczał ze szczęścia.
-Co załatwiłeś?
-Nakręcisz teledysk tak jak to było planowane wcześniej, szóstego masz wolne!
-Co?! Naprawdę?!- teraz to ja krzyczałam.
-Naprawdę! Nie mogłem pozwolić żebyś była smutna.
-Ale jak? Przecież Jess mówiła, że nic się nie da zrobić…
-Najwyraźniej nie starała się wystarczająco mocno.
-Boże Harry nie wiem co mam zrobić, żeby ci podziękować!- naprawdę nie wiedziałam co mam zrobić, dlatego rzuciłam się na niego goła i mokra i zaczęłam go ściskać najmocniej jak potrafiłam. Chciałam go pocałować, ale on się odsunął.
-Czuję się lepiej, ale jeszcze mi nie przeszło, mam katar…
-Mam to gdzieś- powiedziałam i chyba pierwszy raz to ja zaskoczyłam jego moją szybkością i natarczywością. Dzięki Bogu Harry uległ mi totalnie i już nie protestował. Przyciągnęłam go do siebie a on delikatnie dotykał moich nagich pleców. Ta chwila była idealna i została przerwana przez mój telefon. Harry wypuścił mnie ze swoich objęć i podał mi komórkę.
-Hej! Wiem, że już jest późno, ale mam wspaniałą wiadomość!
-Wiem! Harry mi powiedział!
-Ali on naprawdę cię kocha… Wiesz co on zrobił?- zapytała a do mnie doszło to, że tak ucieszył mnie fakt, że mogę jechać, że nawet przez ułamek sekundy nie pomyślałam o tym jak on to zrobił.
-Nie…- powiedziałam niepewnie i spojrzałam na Harrego, który zorientował się o czym Jess chce mi powiedzieć, bo po prostu wziął mi telefon z ręki.
-Ali teraz nie może rozmawiać. Pa!- powiedział i się rozłączył.
-Harry jak ich przekonałeś?- zapytałam a on wywrócił oczami.
-Normalnie.
-Powiedz, przecież i tak się dowiem, wystarczy, że zadzwonię do Jess.
-Ali liczy się fakt, że pojedziesz.
-Jak?- domyślałam się jak, ale chciałam żeby mi powiedział.
-Zapłaciłem za inne studio.
-Harry zapłaciłeś za inne studio?! Boże! To musiało kosztować fortunę!- przecież nie wynajął samego studia tylko wszystko! Musiał opłacić też ludzi potrzebnych do nagrania teledysku… Reżysera, operatorów kamer, dźwięku, stylistki, wizażystki…
-Ali dla ciebie mógłbym wydać wszystko co mam- powiedział a ja sama nie wiedziałam co konkretnie powinnam czuć w tym momencie. Miałam się cieszyć, złościć?
-Ale Harry przecież…- zaczęłam, ale on mi przerwał.
-Chcesz mi się odwdzięczyć?- zapytał szybko jakby nagle wpadł na jakiś super pomysł.
-Oczywiście, ja to wszystko spłacę, nie wiem jeszcze kiedy bo nie zarabiam jeszcze dużo, ale spłacę, obiecuję.
-Nie wezmę od ciebie kasy… Oczekuję, że spłacisz dług inaczej- oznajmił z błyskiem ekscytacji w oczach.
-Inaczej?- zapytałam nieco skołowana.
-Poleć ze mną do Stanów… Wiem, że nie masz czasu, ale możemy zorganizować ci w hotelu miejsce do nagrywania czy coś, nawet możemy ściągnąć Jessego jeśli uprze się, że nie możesz lecieć, wiem, że masz termin do pierwszego, ale musisz tam ze mną polecieć. Nie chcę zostawiać cię na tak długo samej.
-Okej- powiedziałam po prostu. Jasne, że z nim polecę i to wcale nie było żadne spłacenie długu.- Ale chyba będę musiała wrócić wcześniej, bo mam tu parę ważnych spotkań…
-Jasne, ważne żebyś poleciała choćby na dwa dni. Umrę tam jeśli nie będę przy tobie przez te dwa tygodnie. Ledwo przeżyłem tydzień kiedy byłaś w domu, w domu pełnym bliskich ci osób a teraz miałbym cię zostawić na dwa tygodnie zupełnie samą? Wykluczone.
-Wiesz nie byłabym sama, mam przecież Jess i Jessego…
-Ali wiesz, o co mi chodzi.
-Wiem. Okej, polecę z tobą, ale pod jednym warunkiem.
-Ej, to ty tu spłacasz długi, masz jeszcze czelność stawiać mi warunki?- udawał oburzenie, ale średnio mu to szło.
-Mam- powiedziałam i uśmiechnęłam się pewna siebie. Jeszcze pół roku wcześniej wyśmiałabym każdego kto powiedziałby, że będę siedzieć goła w wannie przy Harrym i będę czuła się w tej sytuacji komfortowo i pewnie.
-Zadziorna i totalnie seksowna. Lubię taką Ali.
-Ja polecę z tobą do USA a ty polecisz ze mną do Polski na chrzciny- właściwie to zakomunikowałam mu to, ignorując jego wcześniejszy komentarz.
-Hmm… Załatwione- powiedział i uśmiechnął się tak czarująco, że myślałam, że się w tej wannie utopię z wrażenia. Harry był aniołem. Był moim aniołem stróżem i patrząc na niego nie miałam pojęcia czym sobie zasłużyłam, że był mój. Zaczęłam go ciągnąć do siebie nie zważając na to, że był w ciuchach. Miał do mnie dołączyć.
-Ali poczekaj- powiedział szybko. -Prawie zapomniałem- pokiwał śmiesznie głową i wyciągnął z kieszeni bluzy białą kopertę.
-Co to jest?- zapytałam pełna podejrzeń. Wtedy Harry wciągnął z koperty zaproszenie na ślub!
-John i Viki? Zaprosili też mnie?
-No jasne.
-Pokaż- powiedziałam i wzięłam zaproszenie z jego dłoni. Zaczęłam czytać i nie miałam pojęcia dlaczego wzruszyłam się w momencie kiedy przeczytałam słowa „mają zaszczyt zaprosić Alicję Różańską oraz Harrego Stylesa na uroczystość zaślubin…”

***

-Obiecuję, że jak wrócę to coś porobimy- powiedział już czwarty dzień z rzędu.
-Jasne- westchnęłam głośno wiedząc, że jak wróci będzie późno i będzie tak zmęczony, że nie będzie miał siły na nic.
-Ali przepraszam, ale ja muszę…
-Harry ja wiedziałam, że tak będzie i nie mam do ciebie o to pretensji. Przyleciałeś tu pracować a nie się lenić- powiedziałam i uśmiechnęłam się pocieszająco.
-Skarbie jeśli chcesz możesz jechać z nami- byłam z nimi przez te trzy dni i jedyne co robiłam to rozpraszanie Harrego, z resztą nie tylko jego.
-Zostanę tutaj z Lux, mała po wczorajszym ma chyba dość więc jeśli mogę się nią zająć tutaj, bez tego całego zamieszania to chętnie to zrobię.
-Jesteś aniołem- powiedział i mnie pocałował.
-Już gołąbeczki, wystarczy- powiedziała Lou wchodząc do pokoju i przerywając nam tak wspaniały pocałunek. -Ali, jeśli chcesz mogę wziąć Lux ze sobą.
-Przestań, chętnie jej popilnuję, prawda?- zapytałam zwracając się do małej, która trzymała w ręce lalkę.
-Dziękuję Ali, nie wiem jak ci się odwdzięczę, proszę tu masz klucz do mojego pokoju, jeśli chcecie możecie iść na plac zabaw tylko nie wychodźcie poza teren hotelu, okej?
-Jasne, poza tym przecież zostaje ochroniarz.
-Wiem, wiem. Dobra Harry, chodź czas na nas- powiedziała blondynka i na pożegnanie wyściskała córeczkę a Harry mnie. Kiedy już mieli wychodzić dodała tylko, żebym nie dała małej za dużo słodyczy a ja wiedziałam, że dam jej wszystko czego zapragnie. Nigdy nie umiałam jej niczego odmówić. Kiedy zostałyśmy same, poszłyśmy do jej pokoju i przez cały czas aż do obiadu bawiłyśmy się lalkami Barbie. Obie byłyśmy dzielnymi księżniczkami, które musiały uratować świat przed złem. Później, kiedy zjadłyśmy obiad i lodowy deser wyszłyśmy na plac zabaw. Po powrocie z placu mała chciała oglądać bajki, więc ułożyłyśmy się wygodnie na łóżku i włączyłyśmy jej ukochaną bajkę- Krainę lodu. Gdy mała patrzyła jak zahipnotyzowana w telewizor ja ukradkiem przeglądałam Twittera gdzie wszyscy przeżywali to, jak bardzo smutny ostatnio jest Harry. „Dlaczego on się nie uśmiecha?”, „Kiedyś każdą piosenkę śpiewał z uśmiechem na twarzy a teraz?”, „To przez Ali, widać, że jest nieszczęśliwy w tym związku”, po dogłębniejszych poszukiwaniach źródła tych plotek dotarłam do jakiegoś głupiego artykułu w plotkarskiej gazecie, który mówił, że cały nasz związek był tylko i wyłącznie na potrzeby wypromowania mnie, mojej płyty no i oczywiście był częścią promocji nowej płyty chłopców i zarówno ja jak i Harry jesteśmy już zmęczeni tym „związkiem”. Pewnie w normalnych okolicznościach zrobiłoby mi się niesamowicie przykro po przeczytaniu tego wszystkiego, ale dzięki Lux, która gdy zobaczyła, że nie oglądam zrobiłam mi wykład na temat tego, że telefony wcale nie są takie dobre, bo zawracają nam głowę w nieodpowiednich momentach i po prostu wzięła komórkę i schowała pod poduszkę, nie było mi przykro nawet przez sekundę. Chwilę potem razem z nią śpiewałam wszystkie piosenki i przeżywałam wszystkie sceny, które pojawiały się na ekranie. Właściwie nawet się nie zorientowałam, kiedy ten dzień minął. Lux poszła spać bardzo wcześnie, zmiana czasu mi także dawała się we znaki i nie zorientowałam się kiedy zasnęłam obok niej. Obudziłam się dopiero gdy poczułam, że coś jest nie tak. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Harrego, który trzymał mnie w ramionach i niósł do naszego pokoju.
-Hej- wymruczałam cicho.
-Hej- powiedział i się zaśmiał. Chciałam z nim porozmawiać, ale dosłownie czułam jak zasypiam w jego ramionach. Nie otworzyłam oczu nawet, kiedy Harry położył mnie na łóżku.
-Muszę się umyć- wyszeptałam niewyraźnie.
-Nie musisz- powiedział i zaczął rozpinać rozporek moich spodni. -Umyjesz się rano.
-Co robisz?
-Przebieram cię w piżamę- wyjaśnił spokojnie a ja pozwoliłam mu kontynuować to co zaczął. Najpierw ściągnął moje spodnie i skarpetki, później zajął się koszulą i stanikiem. Kiedy byłam już w samych majtkach uniósł mnie nieco i z jego pomocą usiadłam na łóżku po czym podniosłam ręce do góry a on ubrał mnie w koszulkę.
-Dziękuję- powiedziałam i opadłam z powrotem na poduszki.
-Ali myślisz, że ja też mogę się dzisiaj nie myć?- zapytał, kiedy zaczął się rozbierać.
-Możesz, pozwalam ci- powiedziałam.
-Dzięki, jesteś super- mimo tego, że miałam zamknięte oczy wiedziałam, że mówiąc to się uśmiechał. Dwie sekundy później leżał już koło mnie, w samych bokserkach. Słyszałam jeszcze jak nastawia budzik, odkłada telefon na szafkę i gasi światło. Byłam odwrócona do niego plecami więc Harry przyciągnął mnie do siebie i przytulił się do mnie. Nie miałam pojęcia czemu, ale wtedy nawiedziła mnie pewna myśl. Musiałam go o coś zapytać.
-Harry jesteś szczęśliwy?- zadałam to pytanie ostatkiem sił.
-Jak nigdy przedtem- odpowiedział i pocałował moje ramie a ja odpłynęłam do krainy Morfeusza z wielkim uśmiechem na twarzy.

***

Rano wybieraliśmy się do Nowego Jorku gdzie teoretycznie mięliśmy mieć aż dwa dni wolnego. Kiedy dotarliśmy na miejsce szybko okazało się, że te dwa dni nieco się skurczyły, bo przez podróż, która trwała dłużej niż miała i późniejsze problemy z hotelem okazało się, że tylko wieczór i następny dzień mieliśmy mieć tylko dla siebie. Mimo ogólnego zmęczenia mojego i Harrego postanowiliśmy pojechać do jakiegoś centrum handlowego gdzie znajdował się jakiś sklep, jeden jedyny na całym świecie, w którym Harry zamierzał kupić Gemmie prezent na Gwiazdkę. Mimo, że był jeszcze miesiąc do świąt Harry stwierdził, że „kupi go teraz i później nie będzie musiał specjalnie przylatywać do Nowego Jorku po to”. Jak go zapytałam czy nie mógłby zamówić przez Internet odpowiedział, że ten sklep nie prowadzi sprzedaży internetowej i w ogóle nie wysyłają swoich produktów a poza tym wolałam się nie zagłębiać w to, że Harry przeleciałby pół świata po jakiś prezent- tak, jakiś, bo nie chciał powiedzieć co to, to była jakaś jego i Gemmy tajemnica i nie miałam pojęcia o co chodziło. Kiedy weszliśmy do wielkiego centrum handlowego Harry od razu pobiegł do tajemniczego sklepu a ja zostałam sama z ochroniarzem. Minęło, pięć minut, potem dziesięć, piętnaście a ja nadal siedziałam na ławce sama. Gdy minęło pół godziny i mimo tego, że dzwoniłam do niego sto razy, wysłałam milion smsów, na które nie odpisał postanowiłam wstać i się przejść. Byłam zła, bo nie rozumiałam dlaczego nie mogłam iść z nim, siedziałam jak ostatnia idiotka marnując tyle czasu! Szłam powoli i przyglądałam się sklepowym witrynom jednak żadna nie zachęciła mnie na tyle, żebym chciała wejść do środka do czasu, kiedy zobaczyłam jubilera, podeszłam bliżej i patrzyłam na te wszystkie błyskotki, do których miałam słabość. To nie tak, że kupowałam drogą biżuterię, ale uwielbiałam patrzeć na te wszystkie diamenciki, na to jak pięknie się błyszczały. W całej galerii roiło się od światełek, choinek, Mikołajów i innych świątecznych atrybutów, ale to ta wystawa umiała przyciągnąć wzrok. Była piękna, stonowana i przede wszystkim niesamowicie zachęcająca do wejścia do środka. Nagle poczułam się tak jakby święta miały być już za dwa dni, w tle leciały świąteczne piosenki a ja dojrzałam śliczny pierścionek, którego diamenciki tworzyły pięknego motyla. Był idealny, prosty, ale w tej prostocie doskonały.
-Dlaczego nie poczekałaś tak jak ci kazałem?- byłam tak skupiona na gapieniu się na pierścionek, że nawet nie zauważyłam, że Harry łaskawie do mnie przyszedł.
-Dlaczego to trwało tak długo?- zapytałam wkurzona i spojrzałam na niego. Myślałam, że skoro coś kupił to będzie miał to przy sobie, ale on w ręce trzymał telefon, nic więcej.
-Bo, kiedy jedna osoba mnie rozpoznała to potem…- zaczął a ja machnęłam ręką i mu przerwałam. No jasne, że musiał robić milion zdjęć. Zawsze to samo.
-Gdzie masz prezent?
-Zamówiłem i przyślą do Londynu.
-Mówiłeś, że nie można zamawiać.
-Nie można przez Internet, ale można zamówić osobiście.
-Wcześniej mówiłeś, że w ogóle nie można zamawiać.
-Nie prawda- Harry potrafił mnie zirytować jak nikt inny, godzinę wcześniej gadał, że nie można i nagle gada, że można. Czasami nie szło się z nim dogadać.
-Gołąbeczki musimy już wracać- odezwał się jeden z trzech ochroniarzy, którzy byli z nami.
-Już? Nawet nie weszłam do żadnego sklepu!- oburzyłam się.
-Przepraszam Harry mogę zdjęcie?- zapytała jakaś dziewczyna, która podeszła z dziesięcioma innymi.
-Jasne- dlaczego to zawsze wygląda tak samo? Dlaczego w Stanach jest to nasilone, w sumie wszędzie było to nasilone, ale amerykańskie fanki były jakieś bardziej natarczywe.
-Harry tak bardzo cię kocham!
-Harry mogę zdjęcie?
-Harry jeszcze ja, proszę!- jeden z ochroniarzy odsunął mnie nieco na bok a we mnie wszystko się gotowało. To był drugi raz jak byłam w Nowym Jorku, za pierwszym razem nie wyszłam nawet z hotelu teraz wyszłam i okazało się to zupełnie bezcelowe.
-Wystarczy- powiedział ochroniarz, ale ludzi zbierało się coraz więcej, przestałam widzieć Harrego przez co zaczęłam się stresować jeszcze bardziej. Cała złość na niego, za to, że kazał mi czekać ponad pół godziny samej wyparowała, kiedy zniknął mi z pola widzenia.
-Ali zrobisz ze mną zdjęcie?- zapytała jakaś dziewczyna a ja tylko kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się sztucznie. Po chwili podeszła kolejna i następna. Nagle, dosłownie w pięć minut zrobiło się takie zamieszanie, że nie widziałam ani Harrego ani ochroniarzy. W mojej głowie momentalnie pojawiło się wspomnienie mojego upadku. Zaczęłam szybciej oddychać i mimo tego, że starałam się wyglądać na spokojną czułam jak twarz zaczyna mnie piec, jak robi mi się gorąco, jak zaczynają pocić mi się ręce.
-Ali- kiedy usłyszałam jego głos dosłownie czułam jak zaczynają mnie piec oczy. -Już dobrze, jestem tu, nie denerwuj się, nie chciałem cię zostawić.
-Wiem, nic mi nie jest- powiedziałam i wzięłam głęboki wdech. Złapaliśmy się za ręce, ale po kilku sekundach on puścił moją dłoń i objął mnie ramieniem przez co przytuliłam się do niego naprawdę mocno. Ochrona zaczęła nas wyprowadzać z tego całego zamieszania przez co wszyscy krzyczeli, żeby Harry jeszcze nie odchodził, że chcą zdjęć, ale my się nie zatrzymywaliśmy. Kiedy wsiedliśmy do samochodu i poczułam się bezpiecznie, poczułam, że Harry jest bezpieczny z moich oczu popłynęły łzy.
-Ej… Skarbie- kciuk Harrego wylądował na mojej twarzy by wytrzeć z niej łzy.- Dlaczego płaczesz?
-Nie wiem- przyznałam.
-Ali nic się nie stało, było zamieszanie ale wszystko już dobrze.
-Wiem… Po prostu się wystraszyłam, nie widziałam cię… Zdenerwowałam się i chyba to przez te emocje.
-Ja też się zdenerwowałem kiedy zniknęłaś mi z pola widzenia, przepraszam Ali, naprawdę przepraszam.
-Nie masz za co, po prostu łzy mi same poleciały.
-Chciałem dobrze skarbie, przysięgam, nie chciałem by wyszło jak zawsze- byłam głupia. Po co płakałam? To nie tak, że chciałam tylko samo tak wyszło, z emocji.
-Już, jest okej, już nie płaczę, daj mi buzi i zapomnijmy o tym, dobrze?- uśmiechnęłam się do niego całkiem szczerze a on nic nie mówiąc po prostu spełnił moją prośbę. Dlaczego kobiety są takie płaczliwe? Dlaczego ja taka byłam? Głupie hormony… 
Kiedy dojechaliśmy do hotelu poszliśmy z Harrym do Nialla. Horan leżał rozwalony na łóżku i śmiał się tak głośno, że było go słychać już pięć pięter niżej. Okazało się, że wpadł w szał oglądania śmiesznych vines. Kiedy nas zobaczył, przygnębionych i totalnie bez humoru nawet nie pytał co się stało. Po prostu zaproponował żebyśmy się do niego przyłączyli i po chwili w trójkę leżeliśmy w jednym łóżku, Niall na środku z laptopem na brzuchu ja po jego lewej, Harry po prawej i w sumie nie wiedziałam czy to te filmiki były rzeczywiście takie śmieszne czy Niall, ale po jakimś czasie śmialiśmy się tak głośno jak blondyn. Kiedy się uspokoiliśmy powiedziałam Niallowi, dlaczego byliśmy tacy przygnębieni i wtedy padły z jego ust słowa na pierwszy rzut oka zupełnie zwyczajne. „Szkoda, że nie możemy czasami zmienić swojego wyglądu, chociaż na parę godzin”. No jasne! To było to! Niall był geniuszem. Miałam wrażenie, że kiedy wypowiedział te słowa cała nasza trójka wpadła na ten sam pomysł w tym samym momencie. Mogliśmy zwiedzić Nowy Jork w spokoju! Wystarczyło się przebrać! I tak dwadzieścia cztery godziny później byliśmy z Harrym nie do poznania. Ja ubrana byłam w miarę normalnie jednak wyglądałam na jakieś piętnaście kilogramów cięższą, miałam krótkie, blond włosy, usta pomalowane miałam fioletowo- różową szminką, na głowie miałam opaskę z kokardką i patrząc na całokształt chyba nie byłam rozpoznawalna. I o ile ja miałam inny kolor włosów, byłam grubsza i byłam pomalowana inaczej niż zwykle, o tyle Harry w ogóle nie wyglądał jak Harry. Miał wyprostowane włosy, doklejony zarost, ta broda była serio imponująca, do tego też go pogrubili, przede wszystkim brzuch, ale kiedy zobaczyłam jego spodnie myślałam, że umrę ze śmiechu. Były to dżinsy o szerokich nogawkach! Do tego założył sweter i wielką kurtkę. Podsumowując wyglądaliśmy jak dwa dziwaki, jakbyśmy oboje uciekli z psychiatryka. Oczywiście mimo tego, że nie przypominaliśmy siebie na wycieczkę wybieraliśmy się z dwójką ochroniarzy, tak na wszelki wypadek. Wyszliśmy z hotelu wyjściem dla pracowników i naszym pierwszym celem było Times square. Mówi się, że to skrzyżowanie świata i naprawdę to miejsce robiło wrażenie, choć wydawało mi się, że tylko na mnie. Na Harrym o wiele większe wrażenie robiło to, że był anonimowy. Nikt go nie poznawał. Szliśmy trzymając się za ręce, przytulaliśmy i nikt nie zwracał na nas uwagi. Mieliśmy zobaczyć tyle rzeczy, ale skończyło się na tym, że weszliśmy tylko na szczyt Empire State Building gdzie po tym jak nasyciliśmy oczy niesamowitym widokiem zaczęliśmy się całować tak długo, że dosłownie moje wargi całe zdrętwiały. To miejsce było magiczne, całe miasto skąpane było w światełkach a ja czułam się jakbym była w jakimś zupełnie innym świecie. Dzięki Harremu mogłam przeżywać tak niezwykłe chwile, gdyby nie on nigdy bym tego nie przeżyła. Może i weszłabym na ten budynek i zobaczyłabym to samo, ale dzięki niemu czułam się wyjątkowa właśnie w tej chwili, gdy zamiast patrzeć się na ten zapierający dech w piersiach widok on wolał patrzeć na mnie. To była ta magia, to coś, czego nie da się przeżyć samemu. Kiedy znaleźliśmy się na dole byłam tak niesamowicie naładowana pozytywną energią, że mimo tego, że mieliśmy już wracać ja wcale nie chciałam tego robić. Chciałam chodzić po Nowym Jorku z Harrym za rękę i cieszyć się tym wszystkim. To była wspaniała randka i wtedy Harry zaprosił mnie na drinka. Mijaliśmy różne lokale ale kiedy zobaczyliśmy napis „KARAOKE” na jednym z nich, od razu wiedzieliśmy, który wybrać. Kiedy weszliśmy do środka usiedliśmy przy małym okrągłym stoliku i zamówiliśmy po lampce wina. Na podeście, który robił ze scenę stały dwie dziewczyny i śpiewały piosenkę Irene Cary- Flashdance What A Feeling. Wymieniliśmy z Harrym tylko porozumiewawcze spojrzenia i oboje wiedzieliśmy kto zaraz wystąpi na tej scenie. Kiedy wypiliśmy wino a kolejna osoba skończyła śpiewać, prowadzący wyszedł na scenę i zapytał czy są kolejni ochotnicy. Oboje zgłosiliśmy się jako chętni, weszliśmy na scenę i wylosowaliśmy piosenkę „We’ve got tonight” Boba Segera. Zaczął Harry.
„I know it's late, I know you're weary
I know your plans don't include me”
Już po pierwszych dźwiękach rozległy się oklaski. Boże gdyby ci ludzie wiedzieli, że ten zarośnięty, gruby, dziwny facet to tak naprawdę jedna z największych gwiazd na świecie… Na ekranie pojawił się napis „girl”. Teraz była moja kolej.
„Still here we are, both of us lonely
Longing for shelter from all that we see”
Publiczność powitała mnie równie gromkimi brawami co jego. Śpiewałam z Harrym! Patrzyłam w jego oczy, patrzyłam na publiczność, na całym ciele miałam ciarki. Boże dla takich chwil się żyje. W takich chwilach człowiek rozumie co to szczęście. Śpiewałam tę wspaniałą piosenkę z najwspanialszym chłopakiem na Ziemi i dopiero na tej małej scenie, przed niewielką publicznością zrozumiałam o co w tym chodzi, w muzyce, w śpiewaniu, w cieszeniu się tym. Zrozumiałam jaki sens ma to co robię, te wszystkie koncerty, piosenki, nagrania. Dosłownie w tym momencie to do mnie dotarło. Chciałam to robić do końca moich dni, ale chciałam to robić z nim. Chciałam dzielić się takimi wspaniałymi momentami z nim. Chciałam tworzyć takie wspomnienia z nim. Bo tylko przy nim to wszystko wydawało się właściwe. To Harry nadawał temu sens.


Heeeej! Wiem, długo nie dodawałam ale serio nie mam czasu i piszę rozdział w częściach i to nie tak że to olewam tylko samo tak wychodzi :/ Od razu mówię, że następny muszę dodać wcześniej bo 44 będzie jeszcze taki "zwykły" a 45 będzie świąteczny więc muszę się wyrobić z nimi do świąt xD
Piosenki:
Ali i Harry śpiewali cudną piosenkę, tutaj daję linki:
Jeśli chodzi o piosenkę "w tle" to jak już napisałam w rozdziale śpiewa ją Adam Levine (ten z Maroon 5) i piosenka pochodzi z superowego filmu, który strasznie polecam "Zacznijmy od nowa"
Na początku rozdziału Ali nagrywa piosenkę pod tytułem "On My Way". Jak ją nagra to tu wstawięxD
Ogólnie przepraszam jeśli w rozdziale pojawiają się jakieś niejasności typu: Harry wyjechał na 3 dni a za dwa dni jest informacja że wyjechał na 5 dni, ale pisałam ten rozdział w takich odstępach, że sama zapominałam co napisałam wcześniej xD
Przepraszam za wszystkie błędy!!
Dziękuję za komentarze!!
Proszę o komentarze!! :)
Jeśli chcecie jakoś mi pomóc to możecie polecać opowiadanie chociażby na Twitterze bo ja chyba nigdy go nie zareklamuje tak jak się należy xD
Pewnie coś miałam jeszcze powiedzieć ale zapomniałam :D
Ogólnie chyba niedługo ktoś jednak się dowie o D.! XD Jak myślicie kto? :D
Harry w tym rozdziale jest taki skjadjlasjdkasj :D Wyobrażacie go sobie w wielkich, szerokich spodniach???
Dobra, to chyba wszystko xD
(Ali i Lux śpiewały razem "Let it go" z Frozen... Słiiit!)
Aduś kocham Cię!



PS1 I LOVE YOUUU ALL!!!
PS2 W następnym rozdziale będzie czerwona czcionka xD 

wtorek, 28 października 2014

Rozdział 42






Siedziałam na kanapie w salonie Nialla i patrzyłam na niego jak podekscytowany mówi od rzeczy do komputera. Gdy do niego przyszłam powiedział, że obiecał fanom twitcama i muszę poczekać aż skończy. Niewiarygodne było to, że wcześniej byłam po drugiej stronie i oglądałam go na ekranie monitora a teraz miałam go na żywo. W momencie, kiedy zadzwonił mi telefon blondyn spojrzał na mnie groźnie i kiwnął tylko głową pokazując, że mam nie odbierać w tym pomieszczeniu, dlatego szybko wyszłam z pokoju i dotarłam do holu- miejsca, w którym miałam pewność, że nikt z widowni Nialla nie usłyszy o czym będę rozmawiać.
-Tak?
-Jesteś już u Nialla?- zapytał a ja poczułam jak moje serce przyśpiesza. Czy kiedykolwiek przestanę tak na niego reagować? Zadał mi jedno, zwykłe pytanie a ja słysząc jego głos czułam motyle w brzuchu. Chyba byłam nienormalna.
-Taa, Jesse musiał wyjść dzisiaj wcześniej i postanowiłam przyjechać od razu tutaj. A ty załatwiłeś wszystko?- proszę powiedz tak i przyjedź wcześniej.
-Tak. Właśnie odwiozłem tatę i myślałem, że mam jechać po ciebie do studia- powiedział.
-Nie musisz po mnie przyjeżdżać, Jesse mnie podrzucił do Nialla- oznajmiłam nie kryjąc zadowolenia.
-Czyli mam jechać do niego, niczego nie muszę załatwić, niczego kupić, tak?- zapytał.
-Tak, to znaczy musimy chyba jechać na zakupy bo w lodówce już prawie nic nie ma. No i musimy jechać po wyniki- powiedziałam i uśmiechnęłam się na samo wspomnienie badań. Harry uparł się, że zrobię podstawowe badania, w tym badanie krwi. Ja z kolei uparłam się, że zrobię je tylko wtedy kiedy on zrobi je ze mną. Jak się okazało Harry ma problem kiedy widzi igłę. Teraz wypominałam mu sto razy dziennie, że prawie zemdlał podczas pobierania krwi.
-Wyniki musisz odebrać osobiście, ale na zakupy mogę jechać teraz.
-Nie, załatwimy to razem. Przyjeżdżaj tu bo zanudzę się na śmierć.
-Nialler aż tak przynudza?
-Nie, robi twitcama a ja siedzę cicho i mu nie przeszkadzam…- westchnęłam.
-Robi twitcama? Serio?- zapytał nieco głośniej niż wcześniej.
-Serio. Czemu cię to dziwi?
-Bo my w sumie nie możemy… A widzieli cię?- miałam wrażenie, że nieco go to bawi.
-Kto?
-No pokazałaś się przed kamerą?- drążył temat a ja nie wiedziałam, o co mu chodzi.
-W sumie nie, to znaczy tylko przeszłam przez pokój żeby odebrać telefon… Czemu pytasz?
-To teraz zaloguj się na Twittera i zobacz co się dzieje. Ja będę góra za pół godziny, muszę kończyć- powiedział i się rozłączył nie czekając aż coś powiem. Kiedy wróciłam do salonu, Niall nadal gadał do komputera a ja zalogowałam się na Twittera. „Kim ona jest?”, „Kto to?”, „To jego kuzynka? Przyjaciółka?”, „Może to Ali?”- ludzie potrafią być przerażający. Gdybym wiedziała, że wszystkie zakochane w Niallu fanki zaczną świrować to w życiu nie stanęłabym, nawet na sekundę, przed kamerą. Okazało się, że mimo mojego sekundowego mignięcia przed kamerką wystarczyło bym stała się tajemniczą sensacją. Dzięki Bogu nie musiałam czekać pół godziny na Harrego, przyjechał już po piętnastu minutach i kiedy wszedł do Nialla na jego prośbę przywitał się z internetową publicznością Horana co od razu stało się głównym tematem tweetów wszystkich fanek, które umierały ze szczęścia, że Harry jest u Nialla w domu i moja osoba zeszła na drugi plan, przynajmniej na moment. Czasami, leżąc wieczorem na kanapie z książką w ręce i Harrym u boku zapominałam o tym wszystkim. Przede wszystkim teraz. Od kilku dni chodziłam do studia, byłam także w moim mieszkaniu, robiłam listę rzeczy, które musiałam jeszcze kupić, robiłam różne plany…Miałam wrażenie, że nagle to wszystko ucichło, nie łaziła za mną masa fanek chłopców ani paparazzi nie rzucali się tak bardzo w oczy, spędzałam z Harrym najzwyczajniejsze wieczory na świecie, żyliśmy jak normalni ludzie i nagle loguję się na Twittera i widzę, że to całe szaleństwo trwa. Każdy nasz ruch jest bacznie obserwowany i musiałam o tym pamiętać. Zawsze. Nie mogłam pozwolić sobie na komfort zapominania o tym jak niezwykłe życie wiedzie Niall, Harry i wszyscy z nimi związani, w tym ja.
-O czym myślisz?- wyszeptał Harry.
-O tym wszystkim. O tym, że czasami zapominam kim jesteś, kim jest Niall…- przyznałam.
-A kim jesteśmy?- zapytał ciągle szepcząc, ale miałam wrażenie, że poczuł się urażony moimi słowami.
-Jesteście wyjątkowi- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Mylisz się, jesteśmy zwyczajni.
-Nie Harry, jesteś…-zaczęłam, ale Niall mi przerwał.
-Koniec- powiedział wesoło. -Ali ty wiesz co to się działo jak cię zobaczyły? Wyskakiwało mi tu milion pytań kim jesteś, ale po przyjeździe Harrego chyba się domyśliły, że to ty.
-Wiem, przepraszam, nie chciałam robić zamieszania.
-Zamieszanie mam na co dzień więc nie masz za co przepraszać. Powiedz lepiej jak ci idzie w studio?
-Chyba dobrze. W sumie jestem tam od rana do wieczora a z Jesse’m pracuje się dobrze, ogólnie wszystko idzie jakoś szybko, nie powtarzam nagrań zbyt wiele razy, piosenki są świetne, Jesse pisze super piosenki, ty i Liam też dlatego nie mam większego problemu z wejściem w te utwory. No i oczywiście moje małe dzieła też nie są dla mnie problematyczne bo już od dawna mam w głowie jak mają brzmieć. W sumie, na razie nagrałam tylko trzy, w tym jedno demo, ale nagrywam dopiero kilka dni więc myślę, że idzie nieźle. Tak w ogóle to musisz mnie odwiedzić w studio.
-Pracujesz z Jesse’m?- zapytał nieco zaskoczony ignorując wszystkie pozostałe informacje jakie ode mnie otrzymał.
-No tak, mówiłam ci już przecież parę dni temu przez telefon.
-Możliwe- Niall uśmiechnął się głupkowato a ja doskonale wiedziałam, że przeważnie mnie nie słucha kiedy gadamy przez telefon.
-Uszykowałeś gitarę?
-Oczywiście. A w sumie gdzie jest to twoje mieszkanie?- zapytał a ja miałam ochotę trzepnąć go w głowę.
-Niall ty mnie słuchasz w ogóle kiedy do ciebie mówię?- nie chciałam się na niego gniewać, ale naprawdę nie lubiłam wszystkiego powtarzać po sto razy.
-Tak tylko mi się zapomniało.
-Mieszkam minutę drogi od Harrego- powiedziałam totalnie poirytowana jego zachowaniem.
-Minutę drogi od ciebie?- nie miałam pojęcia dlaczego Niall powiedział to tak poważnym tonem. Był uśmiechnięty, ale jego głos był inny.
-Tak, to była super oferta, też się dziwię, że udało się znaleźć takie mieszkanie w takiej cenie- Harry odezwał się pierwszy raz podczas tej rozmowy. Spojrzał Niallowi prosto w oczy a ja miałam wrażenie, że coś się właśnie między nimi dzieje a ja nie rozumiem co.
-To cudownie, że będziecie tak blisko siebie- Niall mówił to niby normalnie, ale miałam wrażenie, że był spięty.
-Cudownie- powiedział Harry a ja zastanawiałam się o co w tym wszystkim chodzi.
-Mieszkanie jest piękne, właściwie jest już urządzone, ale muszę kupić parę rzeczy takich jak ramki do zdjęć, pościel, jakiś koc, kwiaty, kilka rzeczy do kuchni, do łazienki…- powiedziałam chcąc przerwać jakoś to dziwne coś co miało miejsce chwilę wcześniej.
-A gdzie postawisz gitarę?-zapytał Horan i uśmiechnął się szeroko i miałam wrażenie, że to wszystko, cała ta niezręczna sytuacja właściwie nie miała miejsca.
-Nie wiem, muszę zobaczyć gdzie lepiej pasuje- powiedziałam nieco skołowana.
-Gitara wszędzie pasuje.
-Tak wiem, ale…- zaczęłam, ale telefon Harrego mi przerwał.
-Muszę odebrać- powiedział, gdy spojrzał na wyświetlacz i zanim odebrał wyszedł salonu.
-Niall, co to było?- zapytałam od razu.
-Do Harry'ego zadzwonił telefon, a skoro wyszedł to na bank dzwoni do niego menadżer, do mnie też dzisiaj dzwonił…
-Nie o to mi chodzi, dlaczego tak zareagowałeś, kiedy usłyszałeś, że mieszkam obok Harrego?
-Jak zareagowałem?- albo rzeczywiście nie wiedział o co mi chodzi a ja byłam jakaś przewrażliwiona albo Niall był dobrym aktorem. Właściwie odkąd Harry mnie uderzył miałam wrażenie, że Niall jest nieco inny. Może to były tylko moje widzimisię albo naprawdę coś było na rzeczy.
-Wkurzyłeś się- powiedziałam prosto z mostu.
-Co? Ali, nie wkurzyłem się. Zdziwiłem się po prostu. Londyn to wielkie miasto a wam się udało zamieszkać blisko siebie. Myślę, że macie szczęście.
-Wyglądałeś jakbyś był zły.
-Zły? Ali, cieszę się, że Harry będzie miał na ciebie oko.
-Ale…
-Po prostu zdziwiło mnie to, że udało ci się, załatwić tam mieszkanie. To wszystko- powiedział spojrzał mi w oczy i by przekonać mnie, że mówi prawdę złapał mnie za rękę jednak chwilę później ją puścił.
-Mnie też to zdziwiło i w sumie na początku myślałam, że jest jakieś drugie dno, ale ta agentka wyjaśniła, że właściciel musiał wyjechać do USA a zależało mu na czasie i dlatego żeby uniknąć problemów zaoferował dobrą cenę i ogólnie dobre warunki.
-Nie poznałaś właściciela?- Niall uniósł jedną brew do góry ewidentnie zaintrygowany tą informacją.
-Nie i z tego, co mówiła ta babka to nie poznam, bo on nie ma czasu na takie rzeczy.
-Słyszałeś, że mamy lecieć wcześniej?- zapytał Harry, kiedy wszedł do pokoju przerywając tym samym naszą rozmowę.
-Tak, dzwonili do mnie dzisiaj- odpowiedział blondyn.
-Nie lubię kiedy tak mieszają i zmieniają wszystko.
-Co zmieniają? Gdzie lecieć wcześniej?- zapytałam bo nie miałam pojęcia o czym mówią.
-Do Stanów- odparł Harry i spojrzał na mnie a ja widziałam jedynie smutek w jego oczach.
-Żeby promować płytę- dodał Niall i kiedy zorientował się jak bardzo Harry'ego zasmuciła ta informacja spojrzał na niego jak na młodszego brata, któremu ktoś wyrządził krzywdę. Wcześniej miałam wrażenie, że Niallowi nie podoba się fakt, że będę mieszkać blisko Harrego ale teraz wiedziałam, że musiałam mieć wtedy jakieś omamy bo w tym momencie Niall wyglądał tak jakby mu współczuł i chciał go przytulić.
-Damy tam koncert. Ale oprócz tego dołożyli sporo wywiadów, zmienili nieco grafik, musimy iść na AMA- naprawdę ta informacja go zasmuciła a gdy Harry był smutny ja automatycznie też.
-Zawsze Ali może pojechać z nami- powiedział Horan a ja zyskałam pewność, że wcześniej wszystko mi się przewidziało.
-Ale… Ja muszę być w Londynie, muszę nagrywać i mam tu zobowiązania…- zaczęłam od razu, ale oni obaj zrobili tak smutno-śmieszne miny, że uśmiechnęłam się do nich i dodałam- Pogadam z Jess, w końcu mogę nagrać coś szybciej czy coś…
-Chociaż na kilka dni, będzie jak za starych dobrych czasów- powiedział Niall.
-Pogadam z Jess i Jesse’m. Może uda mi się wyrobić wcześniej i dadzą mi wolne, chociaż niczego nie obiecuję, bo teraz wypadną mi trzy dni przez komiks. Właśnie, pamiętasz, że jutro jest premiera?- jeśli powie, że nie pamięta to zakradnę się w nocy do jego domu i ukradnę jego ulubioną gitarę w ramach kary za bycie sklerotykiem.
-No jasne, obiecałem ci, że będę- powiedział i zaczął się śmiać.
-Z tobą nigdy nic nie wiadomo.
-Po prostu mam krótką pamięć- oznajmił a ja wywróciłam oczami. On nie miał krótkiej pamięci, on po prostu podczas naszych rozmów udawał, że słucha i tylko potakiwał. W ogóle zauważyłam, że chyba wszyscy faceci tak mają. Harry też tak miał. Czasami musiałam powtórzyć mu coś po pięć razy zanim do niego to dotarło. Czasami się wyłączał i kiwał głową albo wtrącał co jakiś czas krótkie „taa” w rzeczywistości w ogóle mnie nie słuchając. Za to jak ja go nie słuchałam to się złościł i obrażał… I jak tu zrozumieć facetów?
-A Liam i Lou będą?- zapytał Horan a ja wywróciłam oczami.
-Nie, Lou jest w domu a Liam przecież poleciał na wakacje z Soph- powiedział Harry też nieco zirytowany, że Niall był totalnie niezorientowany w tym co się aktualnie działo. Jakby po zakończeniu trasy stracił kontakt z rzeczywistością.
Po wizycie u Nialla, która jak dla mnie trwała za krótko, bo mimo jego ogólnej niewiedzy na temat tego co się aktualnie działo w moim życiu, nie zdążyłam się nim nacieszyć, pojechaliśmy odebrać nasze wyniki. Harrego były idealne w przeciwieństwie do moich. Nadal miałam anemię- tak jak przypuszczał Harry. W momencie kiedy się o tym dowiedział z kochanego chłopaka zamienił się w upierdliwego chłopaka w dwie sekundy. Wypytał lekarza co dokładnie powinnam jeść, jak często, w jakich ilościach, kiedy mam przyjść na kolejne badania i tak dalej. Później pojechaliśmy na zakupy i kupił dokładnie to co polecił lekarz. Dosłownie po kilku godzinach miałam go dość przez co się pokłóciliśmy. On nie rozumiał dlaczego mnie wkurza to, że zrobił listę rzeczy, które będę jeść. Napisał kiedy i w jakich ilościach, dosłownie zrobił grafik na cały przyszły tydzień. Nagle zaczął mnie traktować jakbym była śmiertelnie chora, kazał mi iść spać już o 21! Co godzina i ilość snu ma w ogóle do anemii?!
-Przestań!- nie wytrzymałam w końcu i się na niego wydarłam.
-Co mam przestać?
-Przestań się tak zachowywać! Wkurwia mnie to już!- mój wybuch mogłam chyba zgonić na to, że zbliżał mi się okres.
-Co cię wkurwia? To, że się martwię czy to, że się o ciebie troszczę?! A przynajmniej staram się to robić!- super, teraz on też podnosi na mnie głos.
-Naprawdę myślisz, że będę to jadła?! W takich ilościach?!- wykrzyczałam i podeszłam do lodówki na której zawiesił ten nieszczęsny grafik, który zdjęłam i zaczęłam machać mu przed twarzą.
-Myślę, że nie masz wyjścia!- chciał mi go zabrać, ale odsunęłam się na tyle szybko, że nie zdążył.
-Nie będę tego jadła! Dobrze wiesz, że tego nie lubię! Nie jem czerwonego mięsa! I chyba do reszty zgłupiałeś jak myślisz, że przestanę pić herbatę!
-Nie interesuje mnie co lubisz a czego nie, lekarz powiedział, że masz to jeść i będziesz czy tego chcesz czy nie- powiedział ciszej, chyba doszło do niego, że z tą herbatą przegiął.
-Zmusisz mnie?- zapytałam starając się nie krzyczeć.
-Jeśli będzie trzeba to wepchnę ci jedzenie siłą do buzi.
-Koniec. Nie będę tego słuchać, idę się umyć i spać a jak jutro nadal to- powiedziałam i pomachałam mu kartką przed twarzą- będzie tu wisieć to przenoszę się do siebie w trybie natychmiastowym- praktycznie rzuciłam mu kartką twarz i zamierzałam wyjść, ale on złapał mnie za rękę i mi to uniemożliwił.
-Wiesz co? Zachowujesz się w tym momencie jak dziecko a nie dorosły człowiek. Jesteś nieodpowiedzialna. Lekceważysz wszystko i mam już ciebie dość.
-Skończyłeś?
-Skończyłem.
-To super bo też mam ciebie dość- powiedziałam, odwróciłam się od niego i wyszłam z kuchni zostawiając go samego. Poszłam do sypialni, wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Przez cały ten czas miałam ochotę rozwalić wszystko co napotkałam na swojej drodze. Chciało mi się krzyczeć i płakać jednocześnie. Byłam zła na niego i na siebie. Wiedziałam, że nie powinnam się tak wściekać bo mnie kocha i robi to z troski przez co miałam wyrzuty sumienia. Jednocześnie wkurzało mnie to, że wszystko ustalił sam, nie pytając nawet czy mi to nie przeszkadza, czy to lubię. Po prostu utworzył listę nakazów i zakazów. Dodatkowo przesadzał. Nie byłam chora, musiałam jeść tylko żelazo. Proste. A on zrobił z tego takie wydarzenie. Stałam tak chwilę analizując to wszystko i myślałam, że oszaleję. Spojrzałam na prysznic i przypomniało mi się po co tu przyszłam. Rozebrałam się, rozpuściłam włosy i weszłam pod prysznic. Zamknęłam oczy i po prostu stałam jakiś czas pod strumieniem ciepłej wody. Stałabym tak jeszcze dłużej, ale usłyszałam jak drzwi od kabiny się otwierają. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Harrego, który stał zupełnie nagi. Bez słowa, po prostu wszedł do środka a ja czułam w tym momencie wiele emocji, zaczynając od zdenerwowania, poprzez złość kończąc na podnieceniu. Kiedy się ocknęłam próbowałam stamtąd wyjść. Nie chciałam mu ulec a wiedziałam, że tak się stanie kiedy z nim zostanę. Chciałam mu się postawić chociaż raz w życiu. Byliśmy pokłóceni, oboje powiedzieliśmy sobie prosto w oczy, że mamy siebie dość a on przychodzi do mnie i zamierza się ze mną myć. Wyciągnęłam rękę w kierunku małego kółka przytwierdzonego do szklanych drzwi, ale on był szybszy. Jak zawsze.
-Wkurwiłaś mnie Ali- powiedział a jego dłonie znalazły się tuż nad moimi pośladkami przyciągając moje ciało do jego.
-Wiem, ty mnie też- starałam się być tak samo opanowana jak on, ale mimowolnie zaczynałam oddychać szybciej i coraz bardziej czułam, że nie chcę wychodzić. Byłam słaba. Po prostu słaba, Harry mógł ze mną zrobić wszystko, miał nade mną władzę a w tej chwili byłam w stu procentach pewna, że doskonale o tym wie. Tak bardzo chciałam chociaż raz górować. Chciałam się postawić i wyjść, ale jak miałam to zrobić kiedy mój osobisty cud świata stał przede mną nagi, mokry i totalnie chętny by się ze mną kochać?
-Chcę cię Ali, chcę cię nawet, jeśli jestem teraz na ciebie zły- powiedział i przeniósł dłonie na mój tyłek.
-Nie Harry- powiedziałam ledwo słyszalnie a on to zignorował i naparł swoimi ustami na moje. Dlaczego każda nasza kłótnie musi się kończyć seksem? Tym razem musiało być inaczej. Harry dominował w każdym aspekcie naszego życia. Musiałam go w końcu sprowadzić na ziemię, musiał wiedzieć, że nie zawsze tak to się będzie kończyć. Położyłam dłonie na jego torsie i starałam się go odepchnąć. Kiedy zorientował się co robię oderwał swoje wargi od moich i na mnie spojrzał.
-Nie chcesz?
-To nie powinno tak wyglądać. Jestem na ciebie zła, pokłóciliśmy się. Nie możemy tak po prostu się kochać, powinniśmy sobie wszystko wyjaśnić.
-Ale co tu wyjaśniać? Wszystko jest jasne.
-Skoro według ciebie wszystko jest jasne to pozwól, że się umyję- powiedziałam, „zdjęłam” jego ręce z moich pośladków i odwróciłam się by wziąć do ręki żel pod prysznic. Wylałam go na rękę i zaczęłam namydlać brzuch będąc dumną z siebie, że udało mi się to zatrzymać.
-Mogę ci pomóc- oznajmił a ja poczułam, że mogę go w końcu jakoś ukarać. Teraz była moja kolej by się z nim pobawić.
-Nie trzeba- powiedziałam słodko nadal się nie odwracając.
-To będzie niemiłe mojej strony jeśli ci nie pomogę- powiedział a jego ręka powędrowała w kierunku żelu.
-Powiedziałam nie trzeba, po prostu daj mi się umyć Harry.
-Ale…
-Nie przeszkadzaj. A skoro już tutaj jesteś to może też się umyjesz? No chyba, że wolisz tak stać.
-Może chcesz mi pomóc?- zapytał z nieudawaną nadzieją w głosie.
-Nie, jesteś już duży, dasz sobie radę sam- oznajmiłam i dumna z siebie kontynuowałam namydlanie własnego ciała. Cały czas starałam się nie dotykać Harrego, który za wszelką cenę robił wszystko, żeby mi się to nie udało. Na początku właściwie stał i tylko mi przeszkadzał, ale po chwili naprawdę mnie posłuchał i zaczął się myć. Kiedy skończyłam i byłam gotowa do wyjścia spojrzałam na niego. I to był błąd. Wszystko szło dobrze do tego momentu. Nie kontrolowałam tego co robię. Zmierzyłam go od stóp do głów, gapiłam się na jego tors, umięśniony brzuch aż zjechałam niżej… Kiedy się opamiętałam spojrzałam w jego oczy i dosłownie czułam jak atmosfera między nami się zmienia. Jego twarz się zmieniła i malowało się na niej podniecenie, tak samo jak na mojej. Nawet się nie zawahał, przyciągnął mnie do siebie i naparł ustami na moje a ja wiedziałam, że drugi raz nie będę potrafiła się mu oprzeć.

***

Premiera komiksu była po prostu nie do opisania. Przyszło wiele znanych osób i wszystko było niesamowite, poznałam wielu wspaniałych ludzi. Poznałam przyjaciółkę Jess, która także była czyimś menadżerem, ale nie powiedziała czyim albo powiedziała a ja po prostu zapomniałam od nadmiaru informacji jakie dosłownie zalały mnie tego wieczora. Ogólnie Megan była bardzo podobna do Jess. Była tak samo ładna, była w tym samym wieku i Harry nie lubił jej tak samo jak Jessici co dało się wyczuć na kilometr, bo gdy tylko się z nią przywitał, powiedział „hej”, nie uśmiechnął się, nie podał jej ręki chociaż zawsze tak się ze wszystkimi witał, od razu mnie zostawił i gdzieś sobie poszedł. Oczywiście miałam go zapytać skąd ją zna i dlaczego jej nie lubi ale wyparowało to z mojej głowy bo tego wieczora to nie Harry był w centrum uwagi. Pierwszy raz to ja byłam „ważniejsza”. Nigdy nie byłam częścią czegoś takiego dlatego oczywiście całe to przedsięwzięcie i to, że razem z Zaynem byliśmy w centrum zainteresowania okazało się dla mnie stresujące. Ale o ile cała ta oficjalna otoczka była stresująca o tyle podpisywanie komiksów w jednym z centrów handlowych było bez porównania gorsze pod względem stresu.  Dzięki Bogu Harry mi towarzyszył i jego obecność, nawet jeśli siedział gdzieś za kulisami umiała dodać mi choć odrobinę pewności siebie. I tak cała zdenerwowana i podekscytowana siedziałam razem z Zaynem za niewielkim stołem w otoczeniu ochroniarzy i czekałam aż to wszystko się zacznie.
-Nie denerwuj się- powiedział Zayn.
-Nie denerwuję się- starałam się uśmiechnąć naturalnie, ale chyba średnio mi to wyszło.
-Właśnie widzę, wiercisz się, pstrykasz palcami, wypiłaś już prawie całą butelkę wody i co chwilę dziwnie wzdychasz- powiedział nieco zmartwiony? O kurde! Zayn Malik się o mnie martwi?
-No okej, masz mnie. Denerwuję się- przyznałam.
-Dlaczego?
-Nie wiem… Po prostu wczoraj nie mogłam spać i tak jakoś nagle mi się przypomniało jak wy opowiadaliście mi kiedyś, że niektóre fanki wcale nie są miłe i czasami na przykład mówią któremuś z was coś głupiego albo nie chcą z jednym z was zdjęcia…
-Ali wiesz, że to się zdarza rzadko, nie? Poza tym pamiętam kiedy ci to opowiadaliśmy. Wtedy nie chodziło nam o to byś teraz się denerwowała…
-Wiem…- opowiadali mi takie historie po tym jak wyszłam ze szpitala i miałam problemy sama ze sobą a moja samoocena w skali od jeden do dziesięć wynosiła zero. Przejmowałam się każdym negatywnym komentarzem i oni starali mi się pokazać, że każdy ma swoich antyfanów, także oni i nie warto się tak wszystkim przejmować.
-Ali będzie super, wczoraj sobie świetnie poradziłaś to dzisiaj też dasz radę. Każdy kto tu przyjdzie zrobi to dlatego, że chce nas poznać.
-Taa… Masz rację- powiedziałam bez przekonania bo wiedziałam, że przede wszystkim chcą poznać jego, nie mnie, ale zachowałam to dla siebie. Przez kolejne kilkanaście minut Zayn robił wszystko, żeby zminimalizować mój stres. Zażartował nawet, że jeśli chcę może mi załatwić trochę trawki na odstresowanie. Powiedział to tak dziwnie, że w sumie nie miałam pewności czy żartuje… Po kilku minutach mój umysł skupił się na czymś innym niż skrętach i paleniu trawki. Zaczęło się. Pierwsza osoba, druga, trzecia, dziesiąta, pięćdziesiąta. Tak jak mówił Zayn mój stres był właściwie nieuzasadniony, bo wszyscy byli niesamowicie mili i uprzejmi. Naprawdę miałam wrażenie, że mimo tego, że przyszły głównie dziewczyny były podekscytowane nie tylko tym, że mogły poznać Zayna ale też mnie. Było kilka dziewczyn z Polski, kiedy zaczęły mówić po polsku po prostu wstałam i zaczęłam je ściskać. One zaczęły płakać, mówiły, że są ze mnie dumne a ja zrozumiałam dlaczego chłopcy tak bardzo lubią takie spotkania. Ci ludzie potrafili naładować człowieka tak pozytywną energią, że uśmiech nie mógł zejść mojej twarzy. I kiedy siedziałam szczęśliwa i uśmiechnięta nagle podszedł do nas jakiś chłopak. Był w moim wieku albo młodszy. Powiedział, że lubi Zayna i ogólnie One Direction, że komiks jest świetny, ale on przyszedł tu z jednego powodu i tym powodem byłam ja! W ręce trzymał bukiet kwiatów i czekoladki. Nie wiedziałam jak mam się w tej sytuacji zachować bo on powiedział, że się we mnie zakochał i że jestem wspaniała. Nie miałam pojęcia co zrobić więc po prostu wzięłam kwiaty i czekoladki i przytuliłam go tak jak wcześniej tamte dziewczyny. Kiedy Jeremy, bo tak miał na imię mój adorator, powiedział, że następnym razem gdy się spotkamy poprosi mnie o rękę Zayn był chyba w szoku, ale nie mógł przestać się śmiać. Kiedy ochrona poprosiła chłopaka by nie blokował kolejki i kiedy w końcu poszedł, Zayn powiedział, że jemu raz jakaś dziewczyna włożyła pierścionek zaręczynowy na palec z kolei fanka, która podeszła do nas chwilę później stwierdziła, że dla Harrego „Steal My Girl” ma od teraz nowe znaczenie. Po prawie dwóch niesamowitych i mega intensywnych godzinach razem z Zaynem w asyście ochrony dotarliśmy za kulisy gdzie kolejny raz tego dnia czekała na mnie niespodzianka. W środku, obok Harrego siedziała Klaudia! Kiedy ją zobaczyłam praktycznie zaczęłam piszczeć jak niektóre z dziewczyn, które poznałam chwilę wcześniej. Wyściskałam ją tak mocno, że prawie połamałam jej żebra i nie dowierzałam, że przyjechała w ogóle mnie wcześniej nie informując. Po tym jak nieco ochłonęłam, opowiedziałam historię o dziewczynach z Polski i o chłopaku, który dał mi kwiaty przez co Harry udawał urażonego i się odgrażał, że jak go kiedyś spotka to mu coś zrobi, ale wiedziałam, że mówił to wszystko w formie żartu i cieszył się razem ze mną, że mam już swoich wiernych fanów. Później pojechałam z Klaudią coś zjeść a po jedzeniu pojechałyśmy do mnie. Co prawda nadal tam nie mieszkałam bo przez ciągły brak czasu wszystko szło strasznie wolno, ale mimo tego, że sporo rzeczy wciąż brakowało Klaudia zakochała się w mieszkaniu tak samo jak ja. Następny dzień cały spędziłyśmy w studio, Klaudia poznała Jesse’go i wiedziałam, że polubiła go od razu, tak samo jak ja. Niestety trzeciego dnia moja dobra wróżka musiała wracać, ale choć jej pobyt był tak krótki dał mi niesamowicie dużo energii. Naprawdę poczułam, że wszystko w końcu się układa, wszystko było tak jak powinno być.

***

-Nudzi mi się- westchnęłam głośno już chyba setny raz a Harry nadal nie reagował. Siedział na kanapie pogrążony w stosie papierów, które czytał już jakieś dwie godziny bez przerwy. Nie wiedziałam co zrobić żeby przyciągnąć jego uwagę więc postanowiłam się położyć a moje stopy umieściłam na jego udach. Co chwilę trącałam nimi ręce Harrego przez co nie mógł czytać kartek, które trzymał w dłoniach i po kilku minutach w końcu na mnie spojrzał.
-Możesz przestać? Próbuję pracować- powiedział zły.
-To ty przestań. Jutro się przeprowadzam, za dwa dni lecę do domu, Jesse puścił mnie dzisiaj wcześniej i mam czas pierwszy raz od dawna a ty czytasz jakieś głupie papierki- powiedziałam z wyrzutem. Mieszkałam u Harry'ego już trzy tygodnie, wszystko się nieco przeciągnęło a do domu leciałam tylko na dwa dni, na święto zmarłych, jednak to był ostatni wieczór kiedy byłam jego współlokatorką i nie chciałam spędzać go na nudzeniu się.
-Skończę to i coś porobimy, nawet wiem co bo okres skończył ci się trzy dni temu- powiedział a ja wywróciłam oczami.
-Nie, porób coś ze mną, coś innego niż seks. Zagrajmy w coś, masz karty? Może zagramy w pokera?
-Rozbieranego?- zapytał i poruszył śmiesznie brwiami.
-Nie zboczeńcu. Może się gdzieś przejdziemy? Może pójdziemy do kina? Albo po prostu na spacer?
-Wszystko co chcesz tylko daj mi to skończyć- powiedział i znowu zaczął czytać.
-Ale z ciebie nudziarz. Może zadzwonię do Zayna i zapytam go czy ta trawka jest nadal aktualna, nudziłabym się, ale byłoby mi przynajmniej wesoło- powiedziałam i już zamierzałam wstać z kanapy i iść do sypialni, ale Harry uniósł wzrok znad kartek i spojrzał na mnie skołowany.
-Zayn zaproponował ci skręta?
-Taa i w sumie rozważam jego propozycję- powiedziałam ciekawa jego reakcji.
-Chyba oszalałaś, nie będziesz tego palić.
-Dlaczego?- zapytałam i się zaśmiałam.
-Bo nie.
-A ty paliłeś?
-Nie- powiedział szybko i mimo tego, że ja się śmiałam on był poważny.
-Akurat. Nie wierzę, że nigdy nie spróbowałeś- powiedziałam.
-Nigdy nie spróbowałem ani zwykłej fajki ani trawki ani niczego takiego.
-A dlaczego ja nie mogłabym zapalić?- zapytałam i splotłam ręce na piersiach. Byłam ciekawa jego odpowiedzi. Wiedziałam, że denerwują go moje pytania.
-Bo nienawidzę jak ktoś pali a jak pali dziewczyna to już w ogóle.
-Ale ja chcę zapalić- wypaliłam a on spojrzał na mnie dziwnie i uniósł brwi do góry.
-Ali co ci dzisiaj jest? O czym ty gadasz?
-Jakbym zaczęła palić to byś ze mną zerwał?- zapytałam i się zaśmiałam. Dlaczego ja chichotałam jak idiotka a on tylko gapił się na mnie nadal zupełnie poważny?
-Nie, po prostu przestałbym cię tak często całować. A teraz skończ się wydurniać i daj mi to w spokoju przeczytać- powiedział poirytowany a ja nie zamierzałam przestać. Zamierzałam dopiero zacząć. Przysunęłam się do niego bliżej, pochyliłam głowę i…go ugryzłam w przedramię. Kiedy nie zareagował ugryzłam go jeszcze raz, naprawdę mocno.
-Auć! Oszalałaś?!-wrzasnął i zaczął rozmasowywać miejsce, w które go ugryzłam.
-Oszalałaś?!- powiedziałam udając ton jego głosu.
-To bolało!
-Piszczysz jak baba- oznajmiłam i wytknęłam na niego język.
-Zobacz! Zostanie mi po tym ślad- przytknął mi rękę do nosa i wydął śmiesznie wargę.
-Fajnie- powiedziałam a Harry patrzył na mnie jak na debila. Okej, może mi trochę odbijało, może nawet mocno, ale serio znudziło mi się gapienie na niego jak czyta. Harry pokiwał z dezaprobatą głową i znowu wrócił do tych głupich kartek. Wtedy wstałam z kanapy i stanęłam przed nim. Stałam tak jakiś czas aż w końcu Harry nie wytrzymał i podniósł głowę do góry by na mnie spojrzeć.
-Nudzi mi się- powiedziałam wolno i chwyciłam kartki, które trzymał i zaczęłam ciągnąć je do góry.
-Ali jak zaraz się nie uspokoisz to będę musiał cię ukarać- powiedział poważnie a ja szybko wyrwałam papiery z jego ręki i zaczęłam uciekać do sypialni. -Sama się o to prosiłaś!- krzyknął i dwie sekundy później był przy mnie. Przerzucił mnie sobie przez ramię a ja krzyczałam i śmiałam się jak opętana.
-Puść mnie głupku!
-Jak mnie nazwałaś?!
-Głupek i nudziarz!- wydarłam się a kiedy weszliśmy do sypialni od razu wylądowałam na łóżku a papiery, które trzymałam w ręce na podłodze.
-Przeproś albo będzie kara!- powiedział starając się być poważny.
-Nudziarz- powiedziałam wyzywająco i wtedy Harry usiadł na mnie okrakiem i przytrzymał moje nadgarstki nad moją głową totalnie mnie unieruchamiając.- Złaź ze mnie! Jesteś ciężki!
-Nie, nie, nie! Teraz będzie kara. Czego Ali nie lubi najbardziej?- zapytał a ja wiedziałam, że wybrał najgorszą z możliwych kar. Uśmiechnął się przebiegle i nagle jego dłonie zaczęły łaskotać mój brzuch a ja zaczęłam się drzeć wniebogłosy i wolnymi rękoma wymachiwać we wszystkie strony.
-Przepraszam! Przepraszam! Błagam przestań!- wyjęczałam w końcu kiedy czułam, że zaraz się uduszę.
-Będziesz już grzeczna?- zapytał i przestał mnie łaskotać. Nadal siedział na mnie okrakiem, ale ręce miałam wolne.
-A chcesz, żebym była grzeczna?- zapytałam i dotknęłam jego uda, planowałam zrobić to niesamowicie seksowanie. Zamiast tego zaczęłam się śmiać.
-Ali co ci? Porządnie ci odbija dzisiaj. Jesteś zmęczona?- zapytał uśmiechnięty i pochylił się tak, że jego usta były bardzo blisko moich. Czy to dziwne, że kiedy byłam śpiąca zachowywałam się jak dziecko z ADHD?
-Nie chce mi się spać… Po prostu czuję się taka szczęśliwa Harry, najszczęśliwsza na świecie i nie umiem usiedzieć przez to w jednym miejscu- powiedziałam zgodnie z prawdą. Wtedy jego wargi zaczęły zbliżać się do moich i w momencie kiedy miał mnie pocałować zadzwonił mój telefon. Oboje westchnęliśmy niezadowoleni, Harry wstał ze mnie, wziął swoje kartki do ręki i wyszedł a ja podeszłam do szafki by zobaczyć kto dzwoni. To była Nina. Serce podskoczyło mi do gardła kiedy zobaczyłam, że to ona.
-Halo?- powiedziałam cicho, niepewnie. Nagle cały mój dobry humor prysnął jak bańka mydlana. Bałam się. Skoro ona dzwoniła coś się musiało stać.
-Hej- powiedziała równie cicho jak ja. Wypowiedziała tylko jedno słowo a ja byłam pewna, że płacze. Momentalnie czułam jak robi mi się słabo, musiałam usiąść na łóżku. Musiało chodzić o Zuzę, byłam tego pewna.
-Boże Nina, mów co się stało? Co z Zuzką?- nie panowałam nad głosem, który jak zwykle w sytuacjach stresowych zrobił się dziwnie wysoki.
-Ali… My… My zostałyśmy ciociami!- powiedziała uradowana i wzruszona.
-Co?- zapytałam bo bałam się, że się przesłyszałam.
-Zuza urodziła, dzisiaj, jakąś godzinę temu, wszystko stało się tak szybko!
-A co z nią? Co dzidziusiem?- zapytałam i zorientowałam się, że po moich policzkach popłynęły łzy.
-Czują się dobrze. Zuza śpi, maleństwo jest zdrowe, na razie jest w inkubatorze ale nie ma żadnych powodów do obaw, wiesz termin Zuza miała za 8 dni ale lekarz powiedział, że wszystko gra a dzidziuś najprawdopodobniej już jutro trafi na normalną salę- powiedziała trzęsącym się głosem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę- powiedziałam i otarłam policzki.- To taka cudowna wiadomość.
-Tak, ja też się cieszę… Ali ja już będę kończyć…
-Jasne, powiedz Łukaszowi, że mu gratuluję, zadzwonię do niego jutro, do Zuzy też. Powiedz jej, że ją kocham.
-Dobrze, przekażę im wszystko… To do widzenia Ali- powiedziała i już chciała się rozłączyć ale musiałam to powiedzieć.
-Nina?
-Tak?
-Dziękuję- kiedyś Nina była jedną z najbliższych mi osób. Doceniałam to, że mimo naszego konfliktu to właśnie ona do mnie zadzwoniła.
-Nie ma za co- powiedziała i nagle ani ja oni ona nie wiedziałyśmy co powiedzieć choć miałam wrażenie, że tak naprawdę obie poczułyśmy, że chcemy w końcu porozmawiać, tak jak kiedyś. -To do zobaczenia- powiedziała by zakończyć tę niezręczną ciszę.
-Do zobaczenia- odpowiedziałam i się rozłączyłam. Położyłam telefon na szafce i jeśli wcześniej czułam się szczęśliwa w tym momencie miałam wrażenie, że to szczęście rozsadzi mnie od środka. Powoli wyszłam z sypialni a kiedy weszłam do salonu i Harry na mnie spojrzał na jego twarz od razu wkradło się zmartwienie.
-Co się stało?- zapytał wystraszony.
-Dzwoniła Nina, moja przyjaciółka, była, właściwie.
-I?
-Zuza urodziła- powiedziałam i podeszłam do niego i usiadłam na jego udach okrakiem.
-Urodziła?
-Tak urodziła zdrowego dzidziusia, oboje czują się dobrze. Boże Harry! Moja Zuza została mamą! Myślisz, że ostatnio dostaję za dużo szczęścia? Każda nowina jest lepsza od poprzedniej- powiedziałam i się do niego przytuliłam.
-Myślę, że nigdy nie dostaniesz go wystarczająco dużo. Zasługujesz na dużo więcej.
-Kocham cię- wyszeptałam a on dotknął palcem moich ust by po chwili mnie pocałować. Delikatnie i czule.
-Kocham cię.
-Chcę za pięćdziesiąt lat usiąść w fotelu i nieważne co się w moim życiu wydarzy, chcę pamiętać tę chwilę i to jak bardzo szczęśliwa jestem w tym momencie- powiedziałam i odchyliłam się nieco by móc mu spojrzeć w oczy.
-Nie pozwolę ci zapomnieć bo będę siedział fotelu obok i będę ci o tym przypominał codziennie- uśmiechnął się i odgarnął z mojej twarzy jakiś zabłąkany kosmyk.
-Chcę żeby tak było Harry- powiedziałam poważnie.
-Będzie tak- spojrzał mi w oczy i wiedziałam, że mówi szczerze. Nagle zrobiło się poważnie więc by rozładować nieco dziwną atmosferę dodał- Ja już wszystko zaplanowałem.
-Tak?- zapytałam i się uśmiechnęłam.
-Tak. Za góra dwa lata urodzisz nasze pierwsze dziecko- uśmiechnął się szeroko, ale coś mi mówiło, że te plany wcale nie są zwykłymi żartami.
-Już za dwa lata?
-No tak, planuję co najmniej czwórkę dzieci więc musimy się zabierać za ich robienie szybko.
-Czwórkę?
-Co najmniej.
-Naprawdę chcesz mieć ze mną dzieci?- zapytałam.
-O niczym innym nie marzę- powiedział poważnie i tym razem to ja go pocałowałam. Nie mogłam pozwolić by obrazy Harrego trzymającego nasze dziecko na rękach napłynęły mi do głowy, bo moje serce biło już wystarczająco szybko a takie wizje mogły sprawić, że by po prostu nie wytrzymało przez taką dawkę emocji.
-Naprawdę musisz to czytać?- zapytałam z nadzieją w głosie, zmieniając temat.
-Mogę sobie zrobić przerwę.
-No nareszcie! To co robimy?-zapytałam i zeszłam z niego a właściwie zeskoczyłam uradowana.
-Wychodzimy stąd, twoja przyjaciółka właśnie została mamą, musimy świętować!
-Kocham cię!- niemalże wykrzyczałam z radości, dałam mu szybkiego całusa w usta i potykając się o własne nogi zamierzałam iść do sypialni żeby się przebrać.
-To chłopiec czy dziewczynka?- zapytał zanim wyszłam z pokoju a ja zdałam sobie sprawę tego, że zapomniałam zapytać.

***

-To wszystko- powiedział Harry gdy wniósł ostatnią walizkę do mojego mieszkania.
-Dziękuję- miałam małe wyrzuty sumienia bo trochę go wykorzystałam.
-Sporo tego.
-Sporo? Normalnie, potrzebuję tego wszystkiego- wcale nie miałam dużo rzeczy a on tak mówił tylko dlatego że musiał je wszystkie wnieść.
-Taa, jasne. Będziesz się rozpakowywać rok.
-Nieprawda.
-Prawda, lepiej powiedz w czym mam ci pomóc?- zapytał i chyba chciał się rozebrać ale słysząc moją odpowiedź poprzestał na rozpięciu płaszcza.
-W niczym, rozpakuję ze dwa pudła i pójdę spać bo jutro przed odlotem muszę wlecieć jeszcze na moment do studia.
-Tak, już późno… Chyba już pójdę, ja też muszę wcześnie wstać- powiedział niby zupełnie normalnie.
-Nie musisz mnie jutro odwozić na lotnisko…
-Muszę i nawet nie zaczynaj, że nie muszę cię z niego odbierać.
-Okej, okej, już nic nie mówię- powiedziałam i nagle nastała niezręczna cisza. Tak naprawdę wcale nie chciałam żeby wracał do siebie. Chciałam żeby został ze mną i wiedziałam, że on też nie chce mnie zostawiać. Ale wynajęłam to mieszkanie i zamierzałam w nim mieszkać a Harry nie mógł być przecież ze mną ciągle. Taką mieliśmy pracę, ciągłe wyjazdy, podróże. Musiałam mieć swój kąt, w którym czułabym się bezpiecznie, dobrze nawet będąc sama. Sama, ale nie samotna.
-No to chyba będę leciał- powiedział niepewnie i przeczesał dłonią długaśne włosy.
-Tak, ja zaraz wypakuję tylko pościel i powieszę ciuchy do szafy i pójdę spać- starałam się brzmieć pewnie.
-Okej, jakby coś to dzwoń- powiedział i podszedł do drzwi.
-Jasne-uśmiechnęłam się i do niego podeszłam a on otworzył drzwi.
-No to do jutra skarbie- odpowiedział mi ślicznym uśmiechem i pocałował mnie w czoło.
-Do jutra- odpowiedziałam a Harry wyszedł. Poczekałam aż wejdzie do windy po czym zamknęłam drzwi na klucz i nie miałam pojęcia co mam robić. Wcale nie chciało mi się spać i mimo, że cieszyłam się, że w końcu jestem u siebie, Harrego nie było ze mną jakieś dwie minuty ja już czułam głupią pustkę bez niego. Starałam się nie myśleć o nim i weszłam do sypialni gdzie na początek wypakowałam pościel i pościeliłam łóżko. Później zajęłam się ciuchami. Spojrzałam na wyświetlacz komórki- dokładnie dwadzieścia jeden minut byłam sama. Dwadzieścia jeden długich minut podczas których jedyne o czym umiałam myśleć to to, że chciałabym zadzwonić do Harry'ego i poprosić go żeby jednak do mnie wrócił. W końcu gapiąc się na telefon nie wytrzymałam i do niego zadzwoniłam.
-Halo?- odebrał już po pierwszym sygnale.
-Harry… Co robisz?- zapytałam niewinnie.
-Nic ciekawego…
-Bo ja… tak sobie myślę… Bo dzisiaj jest Halloween… Ludzie imprezują…- my imprezowaliśmy w weekend, razem z Liamem i Sophią wybraliśmy się do ulubionego klubu Payna na super halloweenową imprezę gdzie każdy musiał być przebrany, niekoniecznie za potwora, trzeba było po prostu mieć kostium. Było naprawdę super, ale to było w weekend a teraz chciałam, żeby Harry do mnie przyszedł. -A my siedzimy tak sami w swoich mieszkaniach… No i tak sobie myślę, że może mógłbyś jednak do mnie przyjść? Możemy urządzić małą imprezkę… Tylko ty i ja. Co ty na to?- mówiłam bez ładu i składu, ale naprawdę chciałam, żeby był ze mną w tę pierwszą noc w moim mieszkaniu. Byłam głupia, że w ogóle pozwoliłam mu z niego wyjść.
-Jesteś pewna?- zapytał i właśnie miałam odpowiedzieć, że tak, jestem pewna, że ma przyjść do mnie najszybciej jak się da kiedy ktoś zapukał mi do drzwi.
-Harry poczekaj momencik bo ktoś przyszedł i puka do drzwi- powiedziałam i pobiegłam z telefonem w ręce do przedpokoju. Przekręciłam klucz dwa razy, otworzyłam drzwi a moje serce zaczęło bić milion razy szybciej kiedy go zobaczyłam.
-Jesteś pewna?- powiedział i uśmiechnął się szeroko.
-Jak?- zapytałam, rozłączyłam się i wpuściłam go do środka, ale nie dałam mu odpowiedzieć bo najpierw go pocałowałam a potem się do niego przytuliłam.
-Miałem nadzieję, że zadzwonisz… I w sumie w ogóle nie poszedłem do siebie…
-Nie miałeś nadziei, po prostu wiedziałeś, że zadzwonię, prawda?- byłam taka przewidywalna…
-Po prostu cię znam- powiedział wesoło.
-Siedziałeś pod moimi drzwiami?- zapytałam i patrzyłam jak ściąga płaszcz i buty.
-Taa, z telefonem w ręce- powiedział i podszedł do mnie i tym razem to on zaczął mnie całować. Kiedy skończyliśmy się obściskiwać Harry pomógł mi w wypakowywaniu. Otworzyliśmy wino, ja układałam ciuchy w szafie a on książki i płyty na półkach, w tle leciała muzyka i w sumie nie odzywaliśmy się zbyt często, zarówno mi jak i jemu wystarczyło to, że byliśmy razem. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Telefon zostawiłam na stoliku w salonie dlatego zostawiłam Harrego w sypialni i poszłam odczytać wiadomość. Podniosłam komórkę, nadusiłam przycisk blokady, przejechałam palcem po ekranie, weszłam w wiadomości i zamarłam. Wiadomość była wysłana z zastrzeżonego numeru. Kiedy ją przeczytałam zrobiło mi się słabo. Przez ostatnie dni byłam taka szczęśliwa, czułam, że w moim życiu wszystko jest idealne a zapomniałam o tej osobie. Zapomniałam, że na tym idealnym obrazku jest rysa. Rysa w postaci D. „Słodka, mała, głupia Ali. Co powiesz na to żeby nasza znajomość wkroczyła na wyższy poziom? Mam nadzieję, że się cieszysz. Dobra rada? Pilnuj telefonu, chowaj go przed Harrym! Całuski D.”



Hejoł! Rozdział 42! Przepraszam, że znowu musieliście czekać tak długo ale ostatnio doskwiera mi nie tylko brak weny ale także totalny brak czasu dlatego uprzedzam, że kolejny rozdział pewnie znowu pojawi się za 2-3 tygodnie :( 
Ogólnie to mam wrażenie, że ten rozdział to takie "pitu pitu" xD
Dziękuje za wszystkie komentarze!! 
Błagam, KOMENTUJCIE!!!!
Przepraszam za wszystkie błędy, stylistyczne, gramatyczne, ortograficzne itd. ale rozdział pisałam tak długo i miałam takie przerwy, że zapominałam o czym pisałam we wcześniejszym akapicie xD Soł, błędów jest masa ale sprawdzałam też w częściach a nie miałam czasu żeby przeczytać całość.
Aduś kocham Cię!

PS I LOVE YOU ALL!! <3