niedziela, 14 września 2014

Rozdział 40




-Harry ja nie wiem… Ja też nie chcę się z tobą rozstawać…- naprawdę zaskoczyła mnie jego rozpaczliwa prośba.
-Błagam podpisz, zrób to dla mnie…- powiedział i zmienił pozycje tak, że opierał się nie na dłoniach, ale na przedramionach i właściwie delikatnie mnie przygniatał.
-Zastanowię się, okej? Ja tak naprawdę jeszcze o tym nie myślałam. Na razie mam w głowie tylko płytę i teledysk.
-Ali wiesz, że jestem współwłaścicielem wytwórni, która wyda twoją płytę?- zapytał nagle a ja nie wiedziałam co to ma do rzeczy.
-Nie wiem… Nigdy nie widziałam twojego nazwiska na żadnych papierach…
-Bo to wszystko jest złożone. Duża wytwórnia składa się z mniejszych…
-Harry nie wiem do czego zmierzasz- niech po prostu powie o co mu chodzi.
-Chcesz wydać płytę, prawda?
-Oczywiście, że chcę, to jedno z moich największych marzeń, doskonale o tym wiesz.
-A co jeśli nie wydasz płyty bo nie podpiszesz umowy, która zobowiąże cię do bycia naszym suportem?- nie sądziłam, że Harry byłby zdolny do czegoś takiego! Kurde! Leżeliśmy nadzy, chwilę wcześniej mu się oddałam, ufałam mu bezgranicznie a on wyjeżdża z czymś takim? Co on zamierza? Zmusić mnie? Szantażować?
-Zejdź ze mnie…- powiedziałam natychmiast i położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i starałam się go odepchnąć. Na próżno.
-Przepraszam. Ja nie powinienem tak mówić- powiedział, ale nie wydawał się skruszony.
-Nie powinienem tak mówić? Nie Harry. Ty nie mówisz sobie po prostu, ty mi właśnie grozisz.
-Ali… Nie chciałem żeby to tak zabrzmiało.
-Nie wydasz płyty jeśli nie pojedziesz ze mną w trasę- taki jest twój warunek?
-Nie… Wydasz płytę, nie jedną, nie chciałem tego powiedzieć… Ja po prostu jestem taki zdesperowany… Nie było cię ze mną tydzień i uwierz mi, że to był najgorszy tydzień w moim życiu. Cały czas myślałem tylko o tobie. Boże, już pierwszego dnia prawie oszalałem kiedy nie odbierałaś tego jebanego telefonu. Myślałem o najgorszym, bałem się, że może twój samolot… że coś ci się stało. I tak było za każdym razem kiedy pisałem albo dzwoniłem a ty nie odpowiadałaś, bałem się o ciebie. Przez cały tydzień byłem kłębkiem nerwów… Cały czas się zastanawiałem co robisz? Z kim się spotykasz? Czy zjadłaś śniadanie? Czy się wyspałaś? Każda moja myśl była poświęcona tobie. Zastanawiałem się czy tęsknisz za mną? Bałem się, że przez to co powiedziałem… że to przemyślisz i nie wrócisz do mnie. Że uzmysłowisz sobie jak bardzo zły jestem. Uderzyłem cię i teraz miałaś cały tydzień by w końcu uświadomić sobie jak kurewsko popieprzony jestem.
-Harry…
-Ja się bałem… Że mnie zostawisz… Że nie wrócisz. Że usiądziesz na swoim łóżku, w swoim pokoju i dojdzie do ciebie to co zrobiłem, to co powiedziałem i po prostu odejdziesz. A ja bym tego nie zniósł. Boże, nie mogłem znieść tego tygodnia. Nie mogłem patrzeć jak się budzisz, jak śpisz, jak się śmiejesz, jak się złościsz. Nie mogłem cię całować, nie mogłem cię dotykać, nie mogłem się z tobą kochać. Ten jebany tydzień uświadomił mi, że nie umiem bez ciebie żyć Ali. Nawet nie wiem jak to się stało. Jakbyś rzuciła na mnie czar. Przejęłaś nade mną kontrolę, zrobiłbym dla ciebie wszystko, Ali byłbym w stanie rzucić dla ciebie wszystko, nawet chłopaków, rozumiesz? Całe moje dotychczasowe życie. Odszedłbym, zamieszkał z tobą na drugim końcu świata i byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. I teraz cię bardzo przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć tym co powiedziałem, naprawdę nie wiem dlaczego to powiedziałem… Ja po prostu desperacko potrzebuję cię do życia i jestem w stanie zrobić wszystko żeby cię przekonać do podpisania umowy, ale na pewno nie będę pozbawiał cię marzeń. Przepraszam- o ile wcześniej nie wydawał mi się skruszony, o tyle w tym momencie wiedziałam, że wszystko co powiedział płynęło z jego serca.
-Ja rozumiem o czym mówisz, naprawdę. To było straszne, te kilka dni bez ciebie. Czułam się jakbym była na jakimś odwyku czy coś, nigdy tak nie tęskniłam i też nie chcę się z tobą rozstawać. Harry ja przemyślałam wiele rzeczy, to co powiedziałeś, to co zrobiłeś i jak widać jestem tutaj i leżę pod tobą naga. Pozwoliłam ci się dotykać, kochałam się z tobą bez żadnej bariery. To chyba wystarczający dowód na to jakie decyzje podjęłam. Ale błagam nie naciskaj na mnie w sprawie tej trasy i mi…- nie groź chciałam powiedzieć ale Harry chyba nie chciał słuchać co mam mu do powiedzenia bo po prostu uniemożliwił mi po przyciskając swoje usta do moich. Językiem rozchylił moje wargi i jeśli wkurzył mnie tym co powiedział, część swoich win odkupił tą swoją przemową o tym jak tęsknił a drugą część tym pocałunkiem. Kiedy skończył i uśmiechnął się do mnie totalnie słodko z mojej głowy wyparowały jego głupie słowa. Gapił się na mnie, prosto w moje oczy, leżąc na mnie zupełnie nagi podczas kiedy ja też byłam naga i dokładnie w momencie kiedy ta chwila była idealna mój brzuch wydał dźwięk tak głośny i zawstydzający, że momentalnie zakryłam dłońmi twarz.
-Chyba jesteś głodna- stwierdził i zaczął się śmiać. Głośno…
-Jestem, wiesz kiedy ostatni raz coś jadłam? Jakieś 15 godzin temu- powiedziałam na swoją obronę. Harry słysząc moja odpowiedź momentalnie spoważniał i już wiedziałam, że mi się dostanie za to, że nic nie zjadłam przez tyle czasu.
-Piętnaście godzin? Oszalałaś? Dlaczego…- wiedziałam, że zacznie tą swoją paplaninę o tym, że mogłam zasłabnąć, że regularne odżywianie to podstawa, że cały czas robię mu wykłady na temat zdrowego stylu życia a sama o siebie nie dbam. Nie miałam ochoty tego słuchać więc od razu mu przerwałam.
-Przepraszam, okej? Ale serio nie miałam czasu. Poza tym dali mi cukierka w samolocie…
-Cukierka? Ali czy ty się słyszysz?- był wkurzony, zatroskany i szczęśliwy jednocześnie. Popatrzył na mnie, pokiwał głową w geście dezaprobaty i wstał.- Chcesz się umyć?- zapytał nagle a ja spojrzałam na niego jak na debila.
-Co?
-Wstawaj- powiedział i wyciągnął w moim kierunku rękę. Spełniłam jego prośbę i po chwili stałam przed nim. Zmierzył moja sylwetkę i przygryzł wargę, po czym spojrzał mi w oczy- Ali… Jesteś głodna, ja też. Przygotowałem dla nas kolację i szczerze mówiąc jak jechałem po ciebie na lotnisko myślałem, że kolacja będzie pierwsza, a seks będzie po jedzeniu ale jak widać wyszło na odwrót i musisz wiedzieć, że mi osobiście bardzo podoba się taki obrót spraw, ten seks był niesamowity, czułem cię, naprawdę się kochaliśmy, bez żadnej bariery… Ale przygotowałem kolację i mimo tego, że chętnie w tym momencie kochałbym się z tobą jeszcze raz bo stoisz tu przede mną, naga i totalnie pociągająca, zjemy ją i mam nadzieję, że ci zasmakuje. Pójdziesz teraz grzecznie do łazienki, wykąpiesz się, ubierzesz i przyjdziesz tu do mnie.
-A może najpierw zróbmy…- powiedziałam i złapałam jego dłoń po czym przyłożyłam ją do mojego policzka. Po chwili delikatnie, sprawiając, że tylko muskał moją skórę zjechałam nią na szyję, dekolt i lewą pierś. Chciałam go trochę rozkojarzyć i odwrócić jego uwagę od mojego burczącego brzucha. Spojrzałam w jego oczy i widziałam, że jest na skraju.
-Przestań- powiedział i zabrał swoja dłoń.- Zjemy kolację i gdy tylko przełkniesz ostatni kęs rzucę się na ciebie i będę się z tobą kochał drugi raz tej nocy. Ale teraz marsz do łazienki- powiedział twardo a ja miałam ochotę trochę się z nim przekomarzać.
-Nie mogę iść się umyć bo moje wszystkie rzeczy zostały w twoim samochodzie. Nie mam tutaj nic, piżamy, żelu, kremu, szamponu.
-Weź mój szampon, umyj się moim żelem- powiedział i przewrócił oczami by pokazać mi, że moje problemy są wyssane z palca.
-Nie mam piżamy, nie mam bielizny…
-Chodź, dam ci piżamę- powiedział, pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do sypialni. Kiedy weszliśmy do środka Harry podszedł do szafy i wyciągnął z niej zwykły biały t-shirt po czym mi go podał- Proszę, twoja piżama.
-Nie mam majtek- zakomunikowałam i spojrzałam na niego wyzywająco ale on tylko uśmiechnął się przebiegle.
-Majtki nie są ci potrzebne, po co masz je zakładać? Zaoszczędzimy czas na ich ściąganiu.
-Nie chcę żeby mi było widać tyłek- taaa, to było takie błyskotliwe i zabawne zważywszy na to, że stałam przed nim goła, pokazując nie tylko tyłek ale wszystko.
-Nic nie będzie widać, ta koszulka będzie ci sięgać chyba do kolan… A nawet jeśli byłoby widać… Nie zobaczę niczego czego już nie widziałem. A teraz koniec dyskusji, idź się myj i przestań wydziwiać- powiedział i po prostu obrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju. Super. Czułam się pokonana i nie pozostało mi nic innego niż iść i wziąć prysznic. Kiedy weszłam do salonu jego nie było, podejrzewałam więc, że jest w kuchni. Westchnęłam głośno mając nadzieję, że usłyszy po czym skierowałam się do łazienki. Jak się okazało to tam znajdował się Harry. Miał na sobie tylko bokserki. Cóż, dobrze, że chociaż się zakrył.
-Tu masz czyste ręczniki, mydło i szampon są tutaj- powiedział i już miał wychodzić ale coś mu się przypomniało.- Możesz go ubrać?- zapytał i dopiero wtedy zobaczyłam, że trzyma w ręce mój stanik.
-Po co?- zapytałam.
-Strasznie mi się w nim podobasz.
-Aha, czyli majtek nie mam zakładać bo szkoda czasu na ich ściąganie ale na stanik tego czasu nie szkoda?
-Po prostu go załóż- powiedział z dziwnym błyskiem w oku i wyszedł. Podeszłam do lustra i zobaczyłam, że kilka z tych malinek, które mi zrobił były dość duże, reszta była jednak słabo widoczna. „Spójrz na siebie. Kolejna malinka… Myślisz, że dlaczego je robi?”- nagle w mojej głowie pojawiły się słowa Nialla. Dlaczego je robi? Żeby mnie naznaczyć, żeby pokazać, że jestem jego. Tak przypuszczam. I może to dziwne ale lubię kiedy je robi. Lubię kiedy zostawia po sobie ślady na moim ciele. Nie uważam, że są one czymś złym choć wiem, że wszyscy myślą inaczej. Widzę jak Niall na mnie patrzy kiedy pojawia się kolejna. Wygląda wtedy jakby mi współczuł, ale zupełnie nie ma czego. Harry nie robi mi krzywdy tylko w jakiś swój pokrętny sposób pokazuje, że mnie kocha, pokazuje, że jestem jego dziewczyną… a nie ofiarą. Poza tym na jego plecach też są siniaki od moich zaciśniętych dłoni i nie powinnam roztrząsać tego tematu.  Nie czekając dłużej aż kolejna myśl wejdzie mi do głowy wskoczyłam po prysznic. Nawet nie sprawdzałam czy w drzwiach znajduje się klucz bo byłam na sto procent pewna, że go tam nie ma. Oczywiście możliwość umycia się jego żelem, jego szamponem sprawiła, że poczułam się idiotycznie szczęśliwa. Kiedy wyszłam i osuszyłam ciało przez dobrych kilka minut biłam się z myślami. Podejrzewam, że w innych okolicznościach nie spełniłabym jego prośby, ale przez to, że nie widzieliśmy się tydzień i strasznie się za nim stęskniłam postanowiłam zrobić mu tę przyjemność i założyłam ten stanik. Kiedy ubrałam też koszulkę zrozumiałam dlaczego wybrał akurat tę. Przez to, że biustonosz był czerwony prześwitywał przez materiał koszulki. Tak jak Harry mówił sięgała mi prawie do kolan. Poza tym miała kilka dziur i mimo wszystko, całość wyglądała nawet nie najgorzej… Nigdy raczej tak nie myślę o sobie, ale kiedy spojrzałam na siebie w tym wielkim lustrze widziałam młodą kobietę, w koszulce swojego chłopaka, z prześwitującym stanikiem, która wygląda całkiem seksi. „A co jeśli nie wydasz płyty bo nie podpiszesz umowy, która zobowiąże cię do bycia naszym suportem?”- usłyszałam nagle w mojej głowie. Nie. Nie mogę o tym teraz myśleć. On nie chciał tak powiedzieć. On by tego nie zrobił… Nie prawda. Powiedział to o czym myśli… Nie myśl o tym, nie teraz. Nie psuj tego wieczoru, popsuj jutrzejszy ale nie ten. „Każda moja myśl była poświęcona tobie. Zastanawiałem się czy tęsknisz za mną?” Czy tęsknię? Ja nie tęskniłam, ja usychałam z tęsknoty. „Przejęłaś nade mną kontrolę, zrobiłbym dla ciebie wszystko, Ali byłbym w stanie rzucić dla ciebie wszystko, nawet chłopaków, rozumiesz? Całe moje dotychczasowe życie.”- zrobił by to? Zrobiłby to chłopakom? Milionom fanek? Sobie? Przecież on to kocha. Być w zespole, podróżować. On kocha tak żyć a mimo tego mówi, że byłby w stanie się tego wyrzec dla mnie. Nie wiem czy bardziej powinno mnie to martwić czy cieszyć, że byłby zdolny do takich poświęceń. Chyba to pierwsze. Powinnam się martwić, ale sama nie wiedziałam dlaczego… Jedyne co wiedziałam to to, że nie mogłam rozmyślać o tym wszystkim w tym momencie. To nie był czas ani miejsce na myślenie o takich rzeczach. Potrzasnęłam energicznie głową jakby to miało pomóc wyrzucić z mojej głowy te wszystkie myśli i wyszłam z łazienki. W mieszkaniu unosił się cudny zapach dlatego mój brzuch kolejny raz zaburczał przypominając jak bardzo chce mi się jeść. Weszłam do salonu gdzie paliły się dwie duże świece na stoliku i mnóstwo innych, małych w całym pokoju. Z głośników ustawionych obok telewizora cicho leciała spokojna piosenka. Sia- Lullaby. To nadawało niesamowity klimat a ja uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Idąc delikatnie na palcach postanowiłam wejść do kuchni i zrobić mu niespodziankę. Stał odwrócony do mnie tyłem, oprócz bokserek miał na sobie też koszulkę. Podeszłam do niego najciszej jak umiałam i przytuliłam się do jego pleców.. Harry zaśmiał się pod nosem i odwrócił w moją stronę.
-Bardzo ładnie wyglądasz- powiedział.
-Dlaczego Sia?- zapytałam ignorując jego komplement.
-To nie sama Sia. To składanka. Sia, Ellie, Ed, Sara. Choć, pokaże ci- powiedział i wyszedł z kuchni a ja razem z nim. Podszedł do odtwarzacza i podał mi opakowanie od płyty na odwrocie którego były zapisane tytuły, po czym wyszedł z powrotem do kuchni.
1.Ed Sheeran- Give me love
2.Ed Sheeran- All Of The Stars
3.Ed Sheeran- Cold Coffee
4.Sara Bareilles- Gravity
5.Sara Bareilles- Breath Again
6.Sara Bareilles&OneRepublic- Come Home
7.OneRepublic- Stop and Stare
8.OneRepublic- Hearing Voices
9. OneRepublic- Au Revoir
10. Sia- Lullaby
11. Sia- Breathe me
12. Sia- My Love
13. Sia- I’m In Here
14. The Band Perry - Don't Let Me Be Lonely
15. The Band Perry - If I Die Young
16. Ellie Goulding - I Know You Care
17. Ellie Goulding - Dead In The Water
18.The Civil Wars - Poison&Wine
19. Damien Rice- Cannonball
20. Brad Paisley&Alison Krauss - Whiskey Lullaby
Co łączyło wszystkie te piosenki?  To, że były niesamowicie smutne i od razu nasunęło mi się kolejne pytanie. Dlaczego wybrał tę płytę? Znałam wszystkie te piosenki. Wszystkie były o rozstaniach, o ciężkiej i trudnej miłości, o śmierci. Chyba tylko „My love” jest optymistyczna, no i może „Don’t Let Me Be Lonely”.
-Dlaczego wybrałeś tę płytę?- zapytałam kiedy weszłam do kuchni.
-Nie wybrałem… Słuchałem jej wczoraj i nie chciało mi się szukać innej. Nie podoba ci się?
-Podoba, po prostu chciałam wiedzieć dlaczego ta.
-Nie wiem, te piosenki są spokojne i w ogóle lubię je- powiedział i wzruszył ramionami. Jak dla mnie nie były wcale spokojne tylko emocjonalne.- Jeśli chcesz możemy wybrać coś innego, w salonie jest dużo płyt…
-Nie, podoba mi się ta. Nie mam ochoty na nic innego. A tak w ogóle to pięknie pachnie… To co piecze się w piekarniku- nie chciałam wyglądać na wariatkę, która doszukuje się jakiegoś drugiego dna w wyborze akurat takiej muzyki dlatego postanowiłam zmienić temat. Podeszłam do niego i objęłam go w pasie.
-Jeszcze 10 minut i będzie gotowe- powiedział a ja automatycznie spojrzałam na zegarek.
-Jest już 01:18?!
-Taaa, też myślałem, że zjemy wcześniej- zaczął i się rozpogodził.- Ale kiedy cię zobaczyłem na lotnisku… myślałem, że rzucę się na ciebie przy tych wszystkich ludziach, stanął mi od samego patrzenia na ciebie- powiedział a ja wywróciłam oczami na jego słowa.
-Przestań zboczeńcu.
-Ali nie udawaj świętej. Myślisz, że nie widziałem, jak patrzysz na moje krocze i przygryzasz przy tym wargę?
-Dobra! Koniec! Lepiej powiedz co to tak ładnie pachnie…
-Nie mogę powiedzieć.
-Dlaczego?
-Bo nie.
-Nie wygłupiaj się.
-Szef kuchni Harry się nie wygłupia.
-Harry…
-Ali…
-No powiedz.
-Nie.
-Powiedz albo nie będzie seksu.
-Skarbie dzięki Bogu seks był przed kolacją, jakoś przeżyję jak nie będzie go po kolacji.
-Wkurzasz mnie.
-Wiem. Robię to z premedytacją.
-W takim razie ja z premedytacją nie zjem kolacji.
-To kurczak zapiekany z mozarrellą, pomidorami, bazylią i innymi super tajnymi składnikami, których szef kuchni Harry nie zdradzi.
-Czyli groźba, że nie będzie seksu nie działa ale to, że nie zjem kolacji już tak?
-Ali, może jeszcze tego nie zauważyłaś ale staram się dbać o ciebie a po informacji jaką otrzymałem od ciebie, że nie jadłaś nic cały dzień, w tym momencie najważniejsze jest dla mnie żebyś coś zjadła, nie seks.
-To słodkie i bardzo miłe.
-A jeśli już jesteśmy przy temacie twojego zdrowia… Robiłaś sobie ostatnio badania krwi?- zapytał i uniósł brwi do góry.
-Nie… Po co miałabym je robić?
-Anemia- powiedział totalnie poważnie a ja wywróciłam oczami.- Nie wywracaj oczami…
-Ja nie wywr- zaczęłam ale on nie dawał za wygraną.
-I nie przerywaj mi tylko mnie teraz uważnie posłuchaj. Owszem, bałem się, że przez ten tydzień coś się zmieni, że będziesz o nas rozmyślać, że będziesz myśleć o mnie i stwierdzisz, że to koniec. Ale ja też sporo myślałem kiedy cię nie było. O wszystkim co się działo od samego początku i wtedy mi się to przypomniało. Masz anemię.
-Może już nie…- znowu starałam się przerwać mu ten wywód, bezskutecznie.
-Masz. Jestem tego pewien. Nie brałaś tabletek, które ci przepisał wtedy lekarz, wiem to bo znalazłem prawie całe opakowanie w mojej walizce razem z innymi tabletkami, plastrami i wodą utlenioną. Wzięłaś 4 tabletki. Poza tym musisz inaczej się odżywiać. Wcześniej przymykałem na to oko ale teraz kiedy jesteśmy tutaj, na miejscu, będziesz jadła normalnie, jak człowiek.
-Ja jem normalnie…
-Nie Ali, nie jesz normalnie. Jesz nieregularnie, ciągle zapominasz zjeść kolacji, wolisz dłużej spać kosztem śniadania… Poza tym Niall nauczył cię jeść same niezdrowe, zapychające żarcie. Nic co by miało jakąś wartość odżywczą.
-Ale zrzędzisz…
-Ja zrzędzę? Ja? Ali to ty wzięłaś mi redbulla z ręki i wylałaś go do kibla mówiąc, że nie możesz patrzyć jak się truję. To ty przez całe pół roku łaziłaś za Zaynem i męczyłaś go o fajki, kawę, energetyki. Zgrywasz najmądrzejszą, pouczasz wszystkich a sama nie stosujesz się do własnych rad- powiedział z wyrzutem a mnie zatkało.
-Nie zgrywam najmądrzejszej tylko się o was troszczę- powiedziałam na swoją obronę.
-Skarbie ja nie mówię tego wszystkiego, żeby ci było przykro. Ja mówię ci to żebyś wiedziała, że ja też się o ciebie troszczę, tak jak ty o mnie. Będę o ciebie dbał bo chcę, żebyś była zdrowa. Ja naprawdę sporo myślałem kiedy nie było cię przy mnie i doszedłem do pewnych wniosków. Ali ja muszę dbać o to co mam najcenniejsze w życiu, a najcenniejsza dla mnie jesteś ty.- naprawdę zaczął się rozkręcać ale wtedy moim wybawieniem okazał się pikający piekarnik przez co Harry musiał zająć się naszą kolacją a mi kazał iść do salonu. Kiedy tam weszłam w tle leciało cichutko „Don't Let Me Be Lonely”. Usiadłam na kanapie a kilka sekund później do pokoju wszedł Harry, niosąc naszą kolację.
-Gorące, uważaj żeby się nie poparzyć- powiedział kiedy nałożył mi gigantyczną porcję na talerz. Poczekałam aż nałoży też sobie i nachyliłam się by wziąć w końcu kurczaka do ust ale moje włosy prawie wpadły mi do talerza. Chciałam wziąć talerz na kolana ale był on niesamowicie gorący. Wtedy wpadłam na genialny pomysł. Wzięłam jedną z poduszek, które leżały na kanapie i położyłam na podłodze. Harry gapił się na mnie i chyba zastanawiał się dlaczego nie jem tylko tak kombinuje.
-Nie wygodnie by mi się jadło bo włosy- powiedziałam siadając na poduszce. Harry zaśmiał się tylko i pokręcił głową, po czym wziął drugą poduszkę i usiadł po przeciwnej stronie, tak samo jak ja.
-Tak jest zdecydowanie wygodniej- powiedział i się gapił. Gapił. I gapił. Dzięki Bogu nie wrócił do tematu mojego zdrowia ale przez to jego gapienie nie mogłam się skupić na tyle by wziąć w końcu kurczaka do ust.
-Możesz przestać?
-Ale co?
-No tak się gapić. Jestem serio głodna ale nigdy nie zjem przez ciebie.
-Chciałem tylko zobaczyć czy ci smakuje…- powiedział i dopiero wtedy zauważyłam, że był nieco zdenerwowany. Serio bał się czy mi zasmakuje! To słodkie! Nie chciałam go dłużej katować dlatego, będąc bacznie obserwowana  włożyłam kawałek kurczaka do buzi.
-Boże to jest pyszne!- powiedziałam zupełnie szczerze. Harry uśmiechnął się szeroko, tak, że w jego policzkach uformowały się osławione dołeczki. Widziałam jak kamień spadł mu z serca.
-To moje popisowe danie ale myślałem, że będziemy jeść wcześniej i bałem się, że za długo mięso się marynowało…
-Nie, nic nie było za długo- powiedziałam z pełną buzią. Już nie przeszkadzało mi, że patrzy na mnie kiedy jem, na dodatek tak niekobieco. W tej chwili jadłam najlepszego kurczaka na świecie i to przesłoniło mi mózg. Spojrzałam na niego, też zaczął jeść. Piosenka się zmieniła i w pokoju rozbrzmiało „All Of The Star”.
-Przez ostatni tydzień słuchałem tej piosenki chyba z milion razy, a wieczorem to po prostu leżałem w łóżku, ze słuchawkami na uszach i nie mogłem zmusić się, żeby słuchać coś innego. Zadzwoniłem nawet do Eda i mu to powiedziałem a on stwierdził, że jestem nienormalny.
-Dlaczego?
-No wiesz musiałem mu powiedzieć, że…
-Nie, dlaczego tyle razy jej słuchałeś?
-Bo jest o nas, w sumie była… Poczekaj, włączę od początku- powiedział i wziął do ręki pilota, po czym piosenka zaczęła się jeszcze raz.
„To tylko kolejna noc
I patrzę na księżyc
Zobaczyłem spadającą gwiazdę
I pomyślałem o Tobie
Śpiewałem kołysankę
nad brzegiem wody i wiedziałem,
że gdybyś tu była, zaśpiewałbym dla Ciebie
Jesteś po drugiej stronie
Tak jak niebo dzieli się na dwie części
Jestem mile od tego by Cię zobaczyć
Widzę gwiazdy z Ameryki
I zastanawiam się, czy Ty też je widzisz?”
-Rozumiesz? Byłaś tak daleko…
„Więc otwórz swoje oczy i zobacz
sposób w jaki spotykają się nasze horyzonty
I wszystkie światła poprowadzą
Do nocy ze mną
Wiem, że te blizny będą krwawić
Ale oba nasze serca wierzą
Te wszystkie gwiazdy zaprowadzą nas do domu”
-Masz rację… Jest o nas… Jest piękna…-  powiedziałam cicho i nagle ogarnęła mnie chęć zapytania go o coś ale sama nie wiedziałam czy powinnam zaczynać ten temat. Siedzieliśmy w milczeniu, jedliśmy i słuchaliśmy „All Of The Stars”. Później zaczęła śpiewać Ellie- I know you care i kolejny raz Sia- Lullaby.
-Harry mogę cię o coś zapytać?- zaczęłam.
-Jasne.
-Co zrobisz jeśli nie będę chciała jechać z tobą w trasę?- zapytałam choć bałam się odpowiedzi. Nie chciałam wracać do tego tematu ale musiałam to zrobić.
-Złożę zamówienie u Eda- odpowiedział i śmiesznie poruszył brwiami.
-Co?
-Zamówię płytę pełną tekstów o miłości na odległość i uschnę z tęsknoty słuchając tych piosenek w kółko.
-Pytam na poważnie- to nie był temat do żartów, a na pewno nie po tym jego wcześniejszym „jeśli nie pojedziesz w trasę nie wydasz płyty”.
-A ja odpowiadam zupełnie serio.
-Wiesz o co mi chodzi.
-Ali nie zrobię nic, co miałoby ci zaszkodzić. Nie wiem dlaczego wcześniej powiedziałem o tym, że nie wydasz płyty. To nie byłem ja, wtedy przemówił przeze mnie mój zły brat bliźniak.
-Okej, powiedzmy że ci wierzę…- doskonale wiedziałam, że nic więcej nie powie bo nie chce o tym gadać.
-Ali przysięgam, że nie wiem dlaczego to powiedziałem. Nie roztrząsajmy tego.
-Okej, w takim razie mam kolejne pytanie- kolejne, które boję się zadać.
-Słucham- odpowiedział spokojnie ale chyba bał się co mi tym razem przyszło do głowy.
-Naprawdę rzuciłbyś to wszystko dla mnie?
-Oczywiście- powiedział i nawet się przy tym nie zająknął.
-Ale Harry ty kochasz swoje życie!
-Ale ciebie kocham bardziej- to było chyba najpiękniejsze co mógł w tej chwili powiedzieć.
-Nie wiem jak bardzo musiałabym być okrutna żeby kazać ci się tego wszystkiego wyrzec- musiał wiedzieć, ze nigdy w życiu nie poprosiłabym go o takie coś.
-Ali, jeśli czułabyś, że przez to wszystko co mam, przez tą całą otoczkę z którą się wiązałaś, wiążąc się za mną, jeśli przez to byłoby ci gorzej, rzuciłbym to bez zastanowienia.
-Gorzej czyli jeśli zaczęłabym robić to co kiedyś?
-Tak, jeśli zrobiłabyś sobie krzywdę. Jeśli jakikolwiek aspekt mojego życia pchnąłby cię do tego by zrobić choćby najmniejszą kreskę na twojej pięknej skórze po prostu bym odszedł- powiedział patrząc prosto w moje oczy. Był taki szczery kiedy to mówił, nie było w tym wyznaniu ani grama kłamstwa a ja znowu poczułam dwa zupełnie przeciwne uczucia. Z jednej strony byłam szczęśliwa, że kocha mnie tak bardzo, z drugiej byłam przerażona wiedząc jakim uczuciem mnie obdarzył. Kochał mnie tak mocno, że mógłby porzucić swoje życie kosztem mojego.
-Harry, po pierwsze nigdy nie pozwolę, żebyś przeze mnie musiał odejść a po drugie nigdy nie zrobię sobie krzywdy.
-Wiem… Ale się boję…
-Nie masz czego się bać.
-Nie Ali. Spójrz na mnie. Myślałem, że sobie radzę ze złością… Też wierzyłem w to, że nigdy więcej tego nie zrobię a jednak. Uderzyłem Patricia… Uderzyłem ciebie.
-Ja nigdy nie zrobię sobie krzywdy, obiecuję- wiedziałam, że to co robiłam wcześniej było złe i nie zamierzałam nigdy więcej tego robić.
-Nie obiecuj.
-Harry przestań. Jestem szczęśliwa i o wiele mocniejsza niż wcześniej.
-Wcześniej to było przeze mnie…
-Co? O czym ty mówisz?
-Robiłaś to przeze mnie.
-Przestań i nigdy więcej nie waż się o to obwiniać, robiłam to bo robiłam, tu nie ma winnych- dlaczego on wygaduje takie głupoty i to akurat w tym momencie? Jeśli wiedziałbym, że przez moje pytanie rozmowa zejdzie na ten temat nigdy w życiu bym go nie zadała.
-Taka jest prawda.
-Nie Harry, to nie jest prawda. Obiecuję, że nigdy sobie nic nie zrobię a już na pewno nie zrobię sobie nic przez ciebie. Nie mówmy o tym okej? Kochamy się i to się liczy. Jestem teraz bardzo szczęśliwa bo jem pyszną kolację z moim wspaniałym chłopakiem, ale nie cierpię jak on gada takie głupoty. Więc proszę cię, po prostu przestań tak gadać i nie psuj tego wieczoru a właściwie to już nocy- powiedziałam starając się jakoś ukryć moje rozdrażnienie i zdenerwowanie. Boże, w takich chwilach jak ta dociera do mnie jak on się o mnie martwi, jak bardzo się zadręcza a ja nienawidzę jak to robi. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miałam pojęcia co miałam zrobić żeby w końcu przekonać go, że byłam zdrowa. Siedzieliśmy i nie odzywaliśmy się słowem. Oboje już nie jedliśmy i wtedy usłyszałam słowa piosenki, która tak bardzo pasowała do naszej rozmowy. Pasowała albo wręcz przeciwnie. Sia „Breathe me”.
„Pomocy, znów to zrobiłam.
Byłam tu już wcześniej wiele razy
Dziś znowu zrobiłam sobie krzywdę.
A najgorsze jest to, że nie mogę nikogo za to obwinić”
-Ali…- wyszeptał i doskonale wiedziałam jak bardzo niekomfortowo czuł się słysząc słowa tej piosenki. Ale te słowa pasowały do mnie kiedyś, nie teraz. Wziął do ręki pilota i chciał przełączyć ale pokazałam mu, że nie ma tego robić. Wstałam i podeszłam do niego.
-„Bądź moim przyjacielem. Miej mnie w swych objęciach.”- usiadłam na nim okrakiem.
-Kocham cię- powiedział cicho.
-„Otul mnie. I otwórz.”
-Tak bardzo…- zaczął ale nie dokończył bo musnęłam swoimi wargami jego usta.
„Jestem niewielka.
Jestem w potrzebie.”
-„Ogrzej mnie. I oddychaj mną.”- wyszeptałam a on kolejny raz połączył nasze usta w pocałunku.

***

Kiedy szłam spać było parę minut po czwartej, budzik nastawiłam na 10:15, umówiona byłam na 12. Miałam całe 6 godzin snu. Miałam. Harry postanowił jednak wdrążyć swój głupi plan w życie i obudził mnie już o 9:30 bo MUSIAŁAM zjeść śniadanie. Wieczór i cała noc spędzona z nim po tygodniu rozłąki była niesamowita bo chyba nikt na świecie nie kochał się przy piosence „If I Die Young” albo „Whiskey lullaby”, ale poranek z Harrym był okropny. Przez niego spałam zbyt krótko, musiałam się zmusić, żeby coś zjeść przez co było mi niedobrze.
-Ali uśmiechnij się- powiedział widząc moją naburmuszoną minę kiedy wszedł do łazienki, w której ja robiłam wszystko dwa razy wolniej niż zwykle przez zmęczenie i niewyspanie.
-Nie mam nastroju na uśmiechanie się. Jestem zmęczona i niewyspana przez ciebie- powiedziałam z wyrzutem.
-Mogłaś iść wcześniej spać.
-Tak ciekawe jak skoro ty… Jesteś niezaspokojony na te słowa Harry uśmiechnął się szeroko, od ucha do ucha a ja tylko wywróciłam oczami.
-Aktualnie jestem bardzo zaspokojony. Poza tym nie zwalaj całej winy na mnie, ostatni raz o ile dobrze pamiętam to ty zaczęłaś, ty tego chciałaś, poza tym tobie też się podobało.
-Nie mówię, że mi się nie podobało tylko mówię, że jestem nie wyspana przez ciebie.
-Ja jestem wyspany i nie jestem zmęczony.
-Bo masz fajniejszy organizm i o wiele lepszą kondycję, poza tym obudziłeś mnie bezczelnie i o wiele za wcześnie, no i nikt w ciebie nie wmuszał jedzenia gdy byłeś w połowie nieprzytomny.
-Jeśli chodzi o kondycję mogę pogadać z Markiem i też możesz zacząć ćwiczyć a jeśli chodzi o śniadanie uprzedziłem cię, że teraz będziesz o siebie dbać i w końcu będziesz je jeść.
-To był pierwszy i ostatni raz kiedy rano wmusiłeś we mnie jedzenie- powiedziałam zupełnie poważnie. Naprawdę nigdy nie jadłam śniadania zaraz po przebudzeniu.
-Ali, nie dramatyzuj, poza tym radzę ci nie tracić energii na bezsensowną złość bo jak tylko uporamy się z twoim mieszkaniem wracamy tutaj i sama wiesz co będziemy robić- szkoda, że nie mam na tyle silnej woli, żeby nie dać mu tego czego chcę… Doskonale wiedziałam, że wieczorem i tak m ulegnę.
-Przed chwilą powiedziałeś, że jesteś zaspokojony.
-Skarbie uwierz mi, że do wieczora zdążę za tobą zatęsknić…- wymruczał do mojego ucha a ja wiedziałam co stara się zrobić. Starał się mnie udobruchać ale ja tak łatwo się nie daję. Niewyspana Ali= marudna Ali.
-Nic z tego, wieczorem to ja idę spać. Skoro rano jestem tak zmęczona to wieczorem będę ledwo żywa.
-Gwarantuję ci, że dla mnie wykrzeszesz trochę energii…
-Niczego z siebie nie wykrzeszę bo mnie obudziłeś 45 minut za wcześnie i…
-Dobra Ali przestań marudzić tylko się pośpiesz bo w tym tempie nie zdążymy na dwunastą.
-Przez ciebie nie zdążymy…
-Zamknij się już.
-Bo to nie moja wina, że mam takie zwolnione tempo. Miałam spać 6 godzin a spałam 5…- Harry chyba miał dość mojego gadania bo przewrócił zirytowany oczami ale już się nie odzywał. Ta scena przypominała mi trochę moich rodziców. Mama też zawsze złości się na tatę, gada o tym pół dnia a on po prostu milczy, wyłącza się i tak naprawdę w ogóle jej nie słucha. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że wiedziałam, że Harry ma w nosie moje gadanie, ale nie umiałam przestać zrzędzić mu nad uchem. Byłam totalnie jak moja mama!
Kiedy w końcu się wyszykowałam i przestałam marudzić mój umysł zajął się czymś ważniejszym. Mieszkanie. Cóż, nie znałam się na tym za bardzo, właściwie wcale ale miałam Harrego i Jess. Uzgodnili oni między sobą, które mieszkania są najlepsze. Ja nie znałam Londynu, nie wiedziałam w których dzielnicach miałabym w ogóle zacząć szukać, wiadomo, że Londyn jak każde inne miasto na świecie był podzielony na różne miejsca, przyjazne, takie w których można zamieszkać bez obawy o własne bezpieczeństwo i takie w których wyjście nie tylko po zmroku mogło się dla mnie źle skończyć. Poza tym dzięki temu mieszkaniu Jess i  Harry dzwonili do siebie i ze sobą rozmawiali. Normalnie, jak ludzie.
Pierwsza była kawalerka oddalona od mieszkania Harrego o jakieś 30 minut drogi samochodem. Była ładna ale Harry upierał się, że nie jest dla mnie. Cokolwiek to miało znaczyć. Następne mieszkanie było w pobliżu pierwszego. Miało dwa pokoje ale tym razem Harry nie musiał nic mówić bo po prostu mi się nie spodobało. Było w nim za zielono a właściciel mieszkania w umowie umieścił punkt, w którym zobowiązuję się do tego, że niczego tam nie zmienię. Mieszkanie numer trzy było bliżej Harrego ale nie podobał mi się wystrój bo tym razem było za brązowo. Między trójką i czwórką Harry zabrał mnie na obiad by dalej realizować swój głupi plan. Oczywiście nie obyło się bez małej kłótni między nami o to kto ma zapłacić. Harry był uparty, ja też. W końcu wyszło na to, że jak zwykle to on zapłacił za mnie a ja czułam się totalnie urażona. Dlaczego to on zawsze musi płacić za mnie? Nie mogłabym chociaż raz zapłacić za niego? To sprawiłoby mi przyjemność a on tego nie rozumiał. Kiedy przestaliśmy się sprzeczać przyszedł czas na mieszkanie numer cztery. Była to kawalerka, niewielka ale bardzo ładnie urządzona. Spodobała mi się od razu i byłabym gotowa podpisać umowę gdyby nie Harry. Zaczął marudzić, że mamy do obejrzenia jeszcze jedną ofertę, że lepiej wynająć mieszkanie dwupokojowe bo za kawalerkę sporo się przepłaca nawet jeśli to wynajem. Wymyślał jakieś głupoty, że w kuchni jest za mało miejsca, że pokój jest „jakiś dziwny”, mówił wszystko by zniechęcić mnie do tego mieszkania. Doskonale wiedziałam, że to nie o wystrój czy pieniądze chodzi. To mieszkanie było najbardziej ze wszystkich, które oglądaliśmy, oddalone od jego mieszkania. Byłam pewna, że to o to chodzi. Zgodził się żebym coś sobie wynajęła jeśli będzie to blisko niego. Na początku zastanawiałam się dlaczego się zgodził, dlaczego tak chętnie mi w tym wszystkim pomagał ale doszłam do wniosku, że w końcu miał doświadczenie jeśli chodziło o tego typu sprawy. Miał te swoje domy i mieszkania w różnych częściach świata więc musiał się na tym znać. Ale jemu nie chodziło o to by mi pomóc w ten sposób. Jemu chodziło o to by namówić mnie bym wynajęła coś blisko niego. Nie powiedział tego wprost ale tak właśnie było a ja postanowiłam to przemilczeć. Przynajmniej przez jakiś czas. „Ali uwierz mi, nie opłaca się wynajmować tego mieszkania. To Jess się upierała, żebyś je zobaczyła ale moim zdaniem nie warto płacić takiego czynszu co miesiąc. Poza tym w umowie masz, że musisz pokryć wszelkie koszty jakiegokolwiek remontu, koszty zniszczeń, jeśli coś się zepsuje musisz wszystko kupić sama.  W dodatku to kawalerka. Nie opłaca się wynajmować kawalerki.” Nie zamierzałam się z nim o to sprzeczać. Powiedziałam, że mogę zobaczyć jeszcze jedno ale jeśli mi się nie spodoba nie będę szukać niczego innego tylko wezmę tę kawalerkę. Harry uśmiechnął się tylko tajemniczo ale nic nie powiedział tylko zadowolony z siebie zawiózł mnie do mieszkania numer pięć. Kiedy tam weszłam nie wiedziałam czy  Harry ma takie szczęście w życiu czy może ja… mam takie szczęście albo takiego pecha. Ostatnie mieszkanie było zdecydowanie najlepszym. Było przytulne, pokoje były niewielkie ale urządzone tak jakbym ja to zrobiła. W sypialni najwięcej miejsca zajmowało łóżko nad którym górowała śnieżnobiała ściana. Pozostałe ściany były pokryte tapetą. Jasnoszarą z delikatnym białym wzorkiem. Przy łóżku stały dwie małe szafki, naprzeciwko łóżka stała komoda, całą jedną ścianę zajmowała szafa, która składała się z trzech części. Dwie po bokach były przeznaczone na ciuchy, środkowa składała się z wielu półek, od podłogi aż do sufitu, półek na których mogłam poukładać książki, zdjęcia, pamiątki… Wszystkie meble oraz łóżko były białe. Kolejnym plusem było wielkie okno i wielki parapet, który był nisko osadzony. Dodatkowo pokryty był szarym obiciem i poukładanych było na nim kilka białych poduszek, tak, że można było na nim siedzieć. Po obu stronach okna wisiały długie zasłony, na podłodze leżał puchowy dywan. Salon też był ładny, kuchnia nowoczesna, łazienka niewielka ale stylowa. Wszystko było urządzone tak by każde pomieszczenie w tym mieszkaniu pasowało do siebie ale to sypialnia zrobiła na mnie największe wrażenie. Była przytulna mimo bieli i szarości. Potrafiłam sobie wyobrazić zdjęcia, które poustawiam na tych wszystkich półkach. Poza tym właściciel tego mieszkania, którego nie było mi dane poznać bo wszystkie mieszkania pokazywała nam jakaś pani z agencji nieruchomości, on jako jedyny pozwalał na remont w swoim mieszkaniu. W umowie było wyraźnie napisane, że mogę zmienić kolor ścian a nawet meble. Szczerze mówiąc nie wiem kto normalny godzi się na takie coś ale to od razu sprawiło, że zapragnęłam tam zamieszkać. Umiałam wyobrazić sobie rzeczy, które mogą się stać z białą ścianą w sypialni. Mogłam zawiesić na niej pełno zdjęć w ślicznych ramkach a na półkach poukładać więcej książek, płyt i pamiątek, które mama miała mi wysłać jak już będę miała gdzie je trzymać. Albo mogłam zaangażować Zayna i poprosić go o coś pięknego na tej ścianie. Mógłby mi coś namalować na ścianie w sypialni tak jak ja kiedyś jemu. Ściana była biała, tak jakby specjalnie ktoś zostawił ja taką pustą bym ja mogła zapełnić ją po swojemu. Kolejnym wielkim plusem tego mieszkania było to, że koszt wynajem nie był wcale duży, co mnie strasznie dziwiło bo znajdowało się ono w luksusowej dzielnicy, blisko centrum. Było w pełni urządzone, w kuchni był ekspres do kawy, mikrofalówka, zmywarka, blender, robot kuchenny i inne sprzęty. Sam blok, w którym się znajdowało był nowoczesny. Na dole była siłownia, pralnia, garaż podziemny, w którym mogłabym zostawiać swój samochód jeśli miałabym prawo jazdy i własne auto. No i mieszkanie to miało największy plus, przynajmniej jeśli chodziło o punkt widzenia Harrego- było bardzo blisko jego. Wiedziałam, że patrząc przez okno w jego sypialni będzie widać mój blok. To mieszkanie nie miało żadnych „ale”. Mi się podobało wizualnie, a nawet jeśli by mi się nie podobało zawsze mogłam coś zmienić. Poza tym było zaskakująco tanie co dla mnie było ważne bo wcale nie byłam strasznie bogata. Za trasę nie dostałam fortuny a płyty nawet jeszcze nie nagrałam dlatego moja pensja nie była wcale tak wysoka jak niektórzy mogliby się spodziewać. Harremu też się podobało bo było blisko niego. Same plusy. Byłam niesamowicie podekscytowana i od razu zapragnęłam podpisać umowę. I wtedy coś do mnie doszło. Coś było nie tak. Musiało być. Było zbyt idealnie. No bo kurde ja tego mieszkania nie kupowałam na własność, ja miałam zamiar tylko je wynajmować a właściciel zamieszcza w umowie punkt, że dopuszcza wszelkie remonty. Dodatkowo mieszkanie znajduje się w luksusowym budynku gdzie do własnej dyspozycji mam siłownie czy pralnie dostępną tylko dla mieszkańców a czynsz jaki mam płacić jest niesamowicie mały. No i właściciel nawet nie chciał mnie zobaczyć. Po prostu podpisał umowę, na której widniał numer jego konta, na które miałam wpłacać kasę i wszystko miało się odbyć przez pośrednika jakim była miła pani z biura nieruchomości, która pokazywała mi te wszystkie mieszkania. Coś musiało być nie tak dlatego zapytałam o to wprost kobietę, która cierpliwie znosiła moje marudzenie przy poprzednich mieszkaniach. Zapytałam dlaczego ta umowa jest tak korzystna dla mnie a niekorzystna dla właściciela. Wtedy powiedziała, że właściciel wyjechał do USA z powodów osobistych.  Wyjechał na stałe. Początkowo chciał sprzedać to mieszkanie ale po pierwsze to zajęło by więcej czasu a po drugie stwierdził, że posiadanie mieszkania w Londynie jest jakimś zabezpieczeniem na przyszłość dlatego zdecydował się na wynajęcie go komuś na dobrych zasadach bo nie chciał żadnych zbędnych problemów. Po prostu zgodził się na wszystko, jedynym warunkiem było płacenie czynszu na czas. Reszta go nie obchodziła bo w przyszłości albo zamierzał je komuś sprzedać a jeśli miałby w nim zamieszkać to i tak zamierzał wszystko wyremontować. Przynajmniej tak powiedział w tym biurze nieruchomości. Po takich wyjaśnieniach nie miałam już żadnych wątpliwości, że chciałam tam zamieszkać. Podpisałam umowę i widziałam, że Harry powstrzymuje się, żeby nie zacząć skakać z radości. Ja z resztą też. Miałam śliczne mieszkanie, blisko Harrego. Czego chcieć więcej? Po podpisaniu wszystkich papierków, w których była mowa między innymi o tym, że wprowadzić się do mieszkania będę mogła już za tydzień, wróciliśmy do Harrego gdzie on zaczął szykować dla nas kolację a ja dzwoniłam. Do mamy, do Zuzy, do Klaudii i do Jess. Kiedy skończyłam rozmawiać jedzenie było już gotowe a ja żartowałam, że Harry już zawsze ma dla mnie gotować. W końcu jak to mówią „przez żołądek do serca”.
-Gdzie nauczyłeś się gotować?- zapytałam.
-W Londynie- odpowiedział i głupkowato się uśmiechnął.
-Ale sam się uczyłeś czy ktoś ci pomagał?
-Sam. Wiesz właściwie w wieku szesnastu lat musiałem stać się dorosły i po prostu jakoś tak wyszło.
-Niall też stał się szybko dorosły a jedyne co umie zrobić sam to zupa z paczki.
-Bo Niall to jest Niall. Lubi jeść a nie gotować. Mi to sprawia przyjemność.
-W takim razie fajnie, że to w tobie się zakochałam a nie w Niallu.
-Tak, też się cieszę, że zakochałem się w tobie a nie w Niallu bo on nie umie robić pizzy a ty tak i jutro mi ją zrobisz- starałam się ukryć uśmiech jaki wkradał się na moją twarz słysząc jego słowa.
-Nie, nie, nie, to ty gotujesz dla mnie. Ja jestem tu od jedzenia i mówienia, że było pyszne.
-Chyba się troszkę zagalopowałaś. Mieszkasz u mnie a nic na tym świecie nie jest za darmo. Musisz jakoś to spłacić- dlaczego miałam wrażenie, że mówi o czymś zupełnie innym, już nie o jedzeniu?
-A co się stało z „Ali, przestań, jesteś moim gościem, nie będziesz mi robić zakupów” albo „Ali jesteś moim gościem, ja zrobię dla ciebie śniadanie”?
-Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek tak mówił.
-A ja pamiętam, że właśnie tak mówiłeś jak byłam tutaj ostatnim razem- upierałam się przy swoim.
-Wtedy były inne czasy…
-Jakie inne czasy?
-Po prostu inne- i znowu zrobił tą dziwną minę sugerującą, że tak naprawdę mówimy o czymś innym.
-Cieszysz się, że wynajęłam właśnie to mieszkanie?- zapytałam zupełnie zmieniając temat.
-Nie cieszę się- zaskoczył mnie kiedy to powiedział. Myślałam, że się cieszył.
-Dlaczego?
-Cieszyłbym się jakbyś nie kombinowała z mieszkaniem i zamieszkała tutaj ze mną. Jednak mimo wszystko jestem względnie zadowolony- wyjaśnił a mi rozjaśniło się w głowie.
-Wiem dlaczego jesteś „względnie zadowolony”- powiedziałam i tym razem to ja zaskoczyłam jego.
-Tak?
-Tak. Bo nawet skoro już uparłam się, że chcę mieć swoje mieszkanie to jest ono blisko ciebie- powiedziałam prosto z mostu.
-To źle, że chcę być blisko?- zapytał nieco speszony.
-Nie… To nawet słodkie.
-Słodkie? Ali nie mów, że jestem słodki.
-Ale Harry ty jesteś słodki. Spójrz na siebie. Te loczki, ten uśmiech, te dołeczki. Jesteś słodki.
-Skarbie jestem facetem, nie chcę wyglądać słodko. Widziałaś może moje tatuaże?- zapytał i napiął śmiesznie ramiona.
-Motyl jest najsłodszym tatuażem jakiego w życiu widziałam- powiedziałam i starałam się nie śmiać z niego kiedy on naprawdę zaczął się złościć.
-Wkurzasz mnie.
-Jesteś tak słodki jak się złościsz…- lubiłam się z nim droczyć, właściwie mogłabym to robić przez całe życie.
-Smakowało ci?- zapytał starając się zmienić temat.
-Bardzo, to słodkie, że robisz dla mnie takie pyszne jedzonko…
-Skoro się najadłaś to czas najwyższy na prawdziwe świętowanie.
-Zrobiłeś też deser, który będzie choć w połowie tak słodki jak ty?- mentalnie przybiłam sobie samej piątkę.
-Zamknij się w końcu- powiedział i podszedł do mnie. Chyba liczył, że wstanę czy coś ale ja nie zamierzałam się ruszyć. Wolałam powiedzieć kolejne zdanie, w którym znajdzie się słowo „słodki”.
-Harry jesteś taki słodki…- zaczęłam ale on wtedy się nachylił złapał mnie za ramie i pociągnął do góry. Mocno. Moim zdaniem stanowczo za mocno. Zabolało mnie to.
-Czas świętować skarbie- powiedział i przycisnął swoje wargi do moich rozchylając je gwałtownie językiem. W tym momencie miałam wrażenie, że strasznie próbuje mi pokazać, że jest męski i naprawdę nie lubi kiedy mówi się, że jest słodki. Nie wiem czy to miała być jakaś kara, ale kiedy naprawdę zaczęłam się wczuwać w ten pocałunek on po prostu go przerwał i spojrzał na mnie z groźną miną. Ja natomiast wydęłam śmiesznie wargę by pokazać mu, że jestem niepocieszona tym, że już mnie nie całuje. Wtedy Harry pękł i się uśmiechnął, szeroko dzięki czemu w policzkach uformowały się dołeczki. Dotknęłam palcem najpierw jednego a później drugiego po czym położyłam dłoń na jego karku i przyciągnęłam go do siebie tak, że mogłam je ucałować.
-Są takie słodkie…- wyszeptałam prowokacyjnie. Uśmiech z jego twarzy jednak nie zniknął dlatego poczułam się nieco przegrana.
-Igrasz z ogniem skarbie- powiedział niesamowicie seksownie a jego dłonie wylądowały na moim rozporku.

***

-Śpisz?- usłyszałam tuż przy uchu.
-Nie- odpowiedziałam. Nie mogłam zasnąć. Leżałam wtulona w niego i nie umiałam przestać analizować tego dnia. Poranek, oglądanie mieszkań, podpisanie umowy, pyszna kolacja, wspaniały seks,  wspólny prysznic i na koniec leżenie w jego ramionach. Ten dzień był idealny.
-Ja też nie śpię- powiedział cicho.
-Wiem- zaśmiałam się na jego słowa.
-Ali myślałem, że po tym twoim porannym zrzędzeniu jaka to jesteś śpiąca, po całym dniu, po seksie i w ogóle po wszystkim myślałem, że uśniesz gdy tylko się położysz.
-Też tak myślałam ale chyba jestem zbyt podekscytowana by spać. Myślę o mieszkaniu. Widziałeś tę ścianę w sypiali? Jest biała, czysta. Mogę z nią zrobić co chcę a mam tyle pomysłów, że nie mam pojęcia na co się zdecyduję. Tak samo myślę o zmianie koloru w salonie i już doskonale wiem kogo zatrudnię do malowania ścian.
-Kogo?
-Zayna no i ciebie oczywiście, salon u Malika wyszedł wam pięknie. Chciałabym też kupić ramki na zdjęcia i takie tam. Na półkach mogę poustawiać książki jak mama mi je przyśle, no i płyty. Nie mam tak okazałej kolekcji jak ty ale mam się czym pochwalić. Zauważyłam też, że nie ma tam żadnych kwiatów a ja nie mogę żyć w miejscu bez kwiatów. Zastanawiam się też gdzie ma stać moja gitara od Nialla. Właśnie muszę do niego po nią pojechać. Myślisz, że lepiej trzymać ją w sypialni czy w salonie? Ona jest piękna i myślę, że może powinna stać w salonie, kupię taki specjalny stojak… A może w sypialni, sama nie wiem, chyba po prostu zobaczę gdzie będzie lepiej pasować.
-Naprawdę wszystko planujesz, prawda?
-No jasne. Zastanawiam się nawet kiedy urządzić parapetówkę, urządzę jakaś fajną imprezę tylko muszę wyciągnąć od Zayna kto zdemolował dom Nialla podczas jego urodzin żeby na wszelki wypadek nie zapraszać tej osoby do siebie.
-Jesteś w gorącej wodzie kąpana.
-Taaa, poza tym myślę o nagraniach. Za dwa dni wchodzę do studia, jutro się widzę z Jess. Tak w ogóle to zapomniałam ci powiedzieć ale już wiem kiedy dokładnie kręcę teledysk.
-Też to wiem- powiedział i cicho westchnął.
-Tak? Skąd?
-Ostatnio gdy rozmawiałem z Jess to się po prostu zapytałem. Wiesz muszę sobie jakoś radzić.
-Jesteś taki zaradny…- Harry zawsze wszystko musi wiedzieć, nie da się przed nim niczego ukryć. Niczego poza D.
-Chyba nie jesteś o to zła? Mówiłem ci już, że chcę być przy tobie kiedy będziesz…- zaczął się tłumaczyć, zupełnie niepotrzebnie.
-Tak wiem, nie jestem zła. Lepiej mi teraz powiedz o czym ty myślisz.
-Szczerze?
-Oczywiście.
-Co ci się śniło?
-Hmmm, dzisiaj miałam jakiś śmieszny sen. Byłam w domu i moja mama…- zaczęłam ale on mi przerwał.
-Nie chodzi mi o dzisiaj. Co ci się śniło kiedy byłaś w domu?- dlaczego on do tego wraca?
-Przecież wiesz, mówiłam ci gdy do ciebie zadzwoniłam.
-Ali znam cię i wiem, że nie powiedziałaś wszystkiego.
-Nieprawda.
-Prawda.
-Skąd niby wiesz, że teraz kłamię?- zapytałam i wyplątałam się z jego objęć po czym usiadłam by lepiej go widzieć, było ciemno ale nie tak, żebym go nie widziała.
-Bo kiedyś znalazłem cię roztrzęsioną w środku nocy na balkonie. Wtedy śniło ci się… Ja ci się śniłem.
-Wtedy było inaczej.
-Nie Ali, myślę o tym codziennie, zastanawiam się… Zrobiłem ci coś prawda?
-Harry, zadzwoniłam do ciebie bo chciałam cię usłyszeć, chciałam, żebyś mnie pocieszył bo strasznie za tobą tęskniłam. Nie urządzaj teraz przesłuchania- starałam się jakoś ukryć moje zdenerwowanie ale chyba nie za dobrze mi to wychodziło.
-Czyli to prawda- powiedział cicho.
-Boże, jesteś taki uparty- tak, zdecydowanie nie umiałam ukryć mojego zdenerwowania.
-Po prostu odpowiedz. Śniło ci się, że zrobiłem ci krzywdę? Tak czy nie?- po co on chciał o tym rozmawiać? Dlaczego teraz? Dlaczego on zawsze musiał psuć taką wspaniałą atmosferę robieniem z igły widły?
-Tak- powiedziałam bo wiedziałam, że nie ma sensu zaprzeczać. Musiałam po prostu pamiętać by w przyszłości nie dzwonić do niego z każdą głupotą np. głupim snem. -Harry to był sen, tylko i wyłącznie głupi koszmar.
-Nie. To nie był tylko sen. Zadzwoniłaś do mnie w środku nocy roztrzęsiona, popłakałaś się. To nie był tylko sen tylko to jest prawda- mówił spokojnie ale ten spokój był tylko pozorny. Zdradzał go głos. Był niższy, bardziej zachrypnięty i przepełniony bólem.
-Jaka prawda?
-Boisz się, że coś ci zrobię- powiedział tak pewnie, że nie miałam żadnych wątpliwości, że naprawdę wierzy w to co mówi.
-Nie boję się, że mnie zgwałcisz- powiedziałam pod wpływem chwili zanim zdążyłam w ogóle przemyśleć te słowa. Po prostu on się mylił, nie bałam się go.
-To ci się śniło? Mówiłaś, że śnił ci się ten kutas, który chciał…- nie dokończył tylko usiadł, zapalił lampkę stojącą na szafce przy łóżku i spojrzał na mnie.
-Tak, śniło mi się, że on mnie gonił, że mnie złapał i pchnął na ziemię. Ale wtedy dostrzegłam parę, stali przy jakieś ścianie, całowali się, uprawiali seks. Krzyczałam, prosiłam o pomoc i wtedy okazało się, że to ty i Chloe. Nie pomogliście mi a kiedy spojrzałam na tego faceta jego już nie było. Jego miejsce zająłeś ty. Myślałam, że mi pomożesz ale ty mnie zgwałciłeś. Naprawdę myślisz, że to prawda? Że boję się, że zrobisz mi coś takiego?
-Nie wiem…- Boże! On naprawdę tak myślał?!
-Nie wiesz? Oszalałeś?- zapytałam. Musiał oszaleć, to jedyne wytłumaczenie jego głupiego gadania.
-Po prostu wiem, że ty tak szybko to wszystko wyparłaś, całe to zło… Boję się, że tak naprawdę podświadomie się mnie boisz- powiedział a w jego oczach widziałam bezkresny ocean smutku, żalu, bólu i rozpaczy.
-Harry co zrobiłam wczoraj zaraz po wejściu do twojego mieszkania?- postanowiłam mu to wszystko jakoś wyjaśnić choć nie miałam pewności, że go przekonam. Harry myśli, że się go boję i to jest straszne.
-Kochałaś się ze mną- odpowiedział nie wiedząc dlaczego zadałam to pytanie.
-No właśnie i to nie raz. Jestem pewna, że większość par nie kocha się ze sobą tyle razy w ciągu całego miesiąca ile my w ciągu tej doby. Myślisz, że gdybym miała jakiekolwiek obawy, jeśli nie chciałabym, żebyś mnie dotykał czy jeśli bym się ciebie bała, kochałabym się z tobą od razu po moim przyjeździe tutaj?
-Ale…- zaczął a do mnie dotarło, że muszę się bardziej wysilić by go przekonać bo zwykłym gadaniem nic nie wskóram.
-Poza tym ten sen nie przyśnił mi się pierwszy raz. To nie jest tak, że mnie uderzyłeś, że ci wybaczyłam pięć minut później, ale tak naprawdę się ciebie boję i moja podświadomość stara mi się to pokazać. Ja ci wybaczyłam, naprawdę ci wybaczyłam. A to jest tylko głupi sen, w którym straszna rzecz pomieszała się ze wspaniałą, z tobą. Mój mózg jest dziwny, jeszcze tego nie zauważyłeś?- nie wiem jakim cudem ale udało mi się uśmiechnąć wypowiadając ostatnie zdanie.
-Taaa, zauważyłem- powiedział i delikatny uśmiech na moment zabłąkał się na jego twarzy.
-Twój też jest dziwny- dodałam.
-Totalnie popierdolony- chwycił moją dłoń w swoją po czym przyłożył ją do ust i pocałował jej wewnętrzną stronę.
-Tak samo jak mój…
-Ali wiem jaki jestem ale musisz o czymś pamiętać, zawsze, dobrze?- był poważny i nagle wyglądał na dziesięć lat starszego niż był w rzeczywistości.
-Dobrze.
-Wszystko co robię, robię dlatego, że cię kocham. Po prostu o tym pamiętaj.
-Okej. A teraz możemy przestać o tym gadać. Nie lubię kiedy mówimy o smutnych, trudnych i depresyjnych sprawach.
-Jasne, już nic nie mówię- puścił moją dłoń i starał się uśmiechnąć- O czym chcesz rozmawiać?
-O niczym- powiedziałam i się położyłam. Harry zrobił to samo. Zgasił światło, przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
-Jesteś niesamowita- wyszeptał mi do ucha.
-Taa, wiem- powiedziałam i poczułam, że naprawdę ogarnia mnie zmęczenie. Rozmowy na tak trudne tematy są strasznie wyczerpujące.- Dobranoc, Harry.
-Kocham cię- powiedział i oboje milczeliśmy. Kilka minut później czułam, że robi mi się błogo i odpływam. Zanim zasnęłam mój mózg zarejestrował jeszcze ciche chrapanie. Harry też zasnął…
Kiedy się obudziłam nadal było ciemno. Wyciągnęłam rękę by dosięgnąć komórkę, która leżała na szafce, była 2:37. Już miałam zamiar z powrotem zasnąć kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że leżę otulona całą kołdrą, sama. Harrego nie było. Czekałam kilka minut ale on nie wracał. Wtedy postanowiłam go poszukać. Zaspana wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju. W całym mieszkaniu było ciemno. Weszłam do salonu i zobaczyłam, że stoi przy oknie. Podeszłam do niego ale on się nie odwracał. Po prostu stał i patrzył przed siebie.
-Harry…- wyszeptałam i dotknęłam jego ręki. Był lodowaty. Nie miałam zielonego pojęcia jak długo musiał tam stać, skoro był taki zimny.- Harry…- pociągnęłam go za ramię ale on nie reagował. Nie wiedziałam co mam zrobić dlatego podeszłam do fikuśnej lampy stojącej w kącie i ją zapaliłam jakby światło miało mi jakoś pomóc. Harry się nie ruszał, nie zwracał na mnie uwagi, jakby mnie tam w ogóle nie było. Czułam jak w jednej chwili staję się pobudzona i zdenerwowana. Nie bałam się Harrego, bałam się o Harrego. Podeszłam do niego i szarpnęłam go za rękę na tyle mocno, żeby się odwrócił w moją stronę a kiedy to zrobił i zobaczyłam jego twarz poczułam jak moje serce pęka na małe kawałeczki. Jego oczy były czerwone, po jego policzkach nie spływały łzy ale wiedziałam, że płakał.
-Ali…-wyszeptał.
-Ciiiii- powiedziałam i dotknęłam jego twarzy. Miałam wrażenie, że ten dotyk sprawia mu niewyobrażalny ból. Widziałam jak w jego oczach zbierają się łzy, by po chwili spłynąć po policzkach na moje dłonie. Nie wiedziałam co mam mówić dlatego nie mówiłam nic, przyciągnęłam go do siebie i przytuliłam. Bałam się, że on tego nie odwzajemni, ale zrobił to, przytulił się do mnie mocno a to wlało w moje rozbite serce trochę ciepła.
-Jestem potworem…- wyszeptał a ta odrobina ciepła, która zagościła w moim sercu przed chwilą po prostu wyparowała jak kropla wody na pustyni.
-Nie Harry…- zaczęłam ale on mi przerwał.
-Zostawisz mnie Ali- po,wiedział łamiącym się głosem. Walczyłam by nie zacząć płakać razem z nim, ale to nie łzy mnie w tym momencie przerażały tylko pewność z jaką wypowiedział te słowa.


„Miałaś szansę. Byłaś w domu ale jesteś taka ślepa, taka głupia i w nim nie zostałaś. Wróciłaś. Powinnaś zostać w domu, powinnaś pozwolić sobie zniknąć. On wyssie z ciebie życie a ja mu w tym pomogę.
Całuski D.”




Hello! Normalnie nie wierzę ale właśnie dodałam rozdział numer 40!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Czaicie???????? 40!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Co do samego rozdziału to moim zdaniem jest raczej nudny :(
W tym rozdziale jest bardzo dużo bardzo ważnych piosenek! Ogólnie polecam je wszystkie, są cudne!
Ostatnio stwierdziłam, że zaniedbałam D. dlatego od teraz będzie pojawiać się w każdym rozdziale chyba na końcu xD
Ogólnie przepraszam, że rozdział jest dopiero teraz ale naprawdę ostatnio ciężko mi się pisze to opowiadanie :(
Jeśli chodzi o komentarze... Wiem, że nie mam wielu czytelników ale informuję o rozdziałach kilka osób na tt dlatego każdy kogo informuję MUSI zostawić pod tym rozdziałem komentarz. Jak go nie będzie to przestanę informować taką osobę. Bo po co informować jak i tak ktoś tego nie czyta? Nie lubię się narzucać więc przestane informować i tyle. Jeśli ktoś miałby problem z dodaniem komentarza to możecie do mnie napisać na tt :) No i jak już ktoś jednak postanowi skomentować to niech się podpisze!
Kolejny rozdział pojawi się nie wiem kiedy xD Jak napiszę tak będzie. Mam nadzieję, że zrobię to szybko, postaram się wyrobić w dwa tygodnie.
Na koniec jak zwykle przepraszam za błędy!!!!!

PS I LOVE YOUUU <3

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 39




UWAGA! Rozdział zawiera sceny erotyczne przeznaczone dla osób pełnoletnich! Czytając, robisz to na własną odpowiedzialność!



Lot do Polski był straszny. Dawno się tak nie bałam lecąc samolotem, nawet pomimo, że podróżowałam pierwszą klasą więc teoretycznie miałam czuć się mega komfortowo. Turbulencje w jakie wpadliśmy były po prostu okropne, wszyscy się bali, nawet stewardesy, dodatkowo musiałam się przesiadać przez co podróż trwała dłużej. Do tego byłam sama, bez Harrego i starałam się nie myśleć o tym co powiedział mi w nocy. Nie mogłam myśleć o tym w samolocie, nie kiedy się tak denerwowałam. Musiałam przemyśleć jego słowa ale na spokojnie. W domu. Kiedy samolot wylądował już w kraju miałam ochotę upaść na kolana i całować ziemie. Byłam bezpieczna, byłam w domu. Z lotniska odebrali mnie rodzice i gdy tylko skończyłam się z mamą ściskać wsiedliśmy do samochodu i zaczęłam opowiadać o moich przeżyciach, o wszystkim poza tym co powiedział mi Harry. Mama oczywiście była niezadowolona, że przyjechałam tylko na tydzień ale rozumiała, że tak naprawdę w najbliższym czasie nie będę w stanie spędzić w domu więcej czasu. Mój grafik był niezwykle napięty. Płyta, teledysk, kilka wywiadów, sesji zdjęciowych i masa innych rzeczy, które miały na celu zrobienie ze mnie kogoś sławnego? Znanego? Cóż, trzeba było mnie wypromować… Starałam się jednak nie myśleć o tym jako o czyś złym. Przecież sama tego chciałam, to było moje marzenie. Inaczej nie zapisałabym się na lekcje śpiewu, nie zgłosiłabym się do konkursu, nie podpisałabym żadnej umowy. Starałam się to wszystko jak najlepiej wyjaśnić mamie, która mimo tego, że cieszyła się że jestem była naprawdę przygnębiona tym, że zaraz mnie nie będzie. Tak naprawdę, odprowadzając mnie w kwietniu chyba nie zdawała sobie sprawy z tego co to wszystko znaczy, nie była, nie byliśmy świadomi tego, że wyjadę i tak naprawdę nie wiadomo kiedy wrócę. Ale wyjechałam by robić coś pięknego, by spełniać marzenia i musiałam ponieść jakąś cenę tego wszystkiego. I rodzice to rozumieli. Po prostu tęsknili za mną tak jak ja za nimi. Gdy dojechaliśmy do domu mój brat wyściskał mnie jak jeszcze nigdy w życiu. Boże, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak bardzo mi ich brakowało, naprawdę z trudem powstrzymywałam łzy wzruszenia. To było cudowne, znaleźć się w domu po takim okresie nieobecności. Mama jak to mama, od razu zaczęła odgrzewać dla nas obiad a ja z tatą i bratem zajęliśmy się moimi bagażami. Gdy zanieśliśmy je do mojego pokoju zostałam sama. Sama w moim pokoju. Chciałam wypakować pamiątki, które przywiozłam ale musiałam coś zrobić. Spojrzałam na moje łóżko, tak bardzo za nim tęskniłam. Nie mogłam oprzeć się pokusie i musiałam się na nim położyć. Boże, dlaczego nie mogłabym podróżować z własnym łóżkiem? Przytuliłam się do mojej poduszki. MOJEJ PODUSZKI! Przymknęłam powieki i nawet nie wiedziałam kiedy odpłynęłam. Obudziłam się kiedy na zewnątrz było już zupełnie ciemno. Byłam przykryta. Przeciągnęłam się i usiadłam. Obok łóżka leżała moja torebka. Wygrzebałam z niej komórkę, musiałam się dowiedzieć, która była godzina. Kiedy spojrzałam na wyświetlacz moje serce zaczęło szybciej bić. Miałam 19 nowych wiadomości i 34 nieodebrane połączenia- wszystko od Harrego. Miałam wyciszony telefon dlatego nic nie słyszałam. Przed wylotem obiecałam mu, że odezwę się jak tylko wyląduję w Polsce. Przeczytałam tylko kilka smsów. „Ali, wszystko w porządku?”, „Skarbie odezwij się”, „Ali zaczynam się denerwować”, „Miałaś się odezwać. Wszystko ok?”- wszystkie były podobne do siebie. Nie czekając chwili dłużej wybrałam jego numer. Odebrał od razu.
-Wszystko w porządku?- zapytał natychmiast.
-Tak, przepraszam. Zapomniałam, że miałam zadzwonić a jak dojechałam do domu to od razu zasnęłam i dopiero się obudziłam- powiedziałam totalnie skruszona. Nie chciałam go wystraszyć. Ani zezłościć.
-Boże Ali…- powiedział z ulgą. Szczerze mówiąc myślałam, że będzie na mnie zły ale wydawało mi się, że przede wszystkim poczuł ulgę. -Tak bardzo się martwiłem…
-Wiem, przepraszam.
-Od trzech godzin śledzę wszystkie wiadomości, czytam wszystkie strony informacyjne w Internecie bałem się, że może coś z samolotem… Zadzwoniłem do Jess, ale ona nic nie wiedziała… Mówiła, że panikuję- Boże skoro zadzwonił do Jessici naprawdę musiał się zdenerwować.
-Przepraszam, naprawdę. Nie zrobiłam tego celowo.
-Nigdy więcej tak nie rób, naprawdę miałem w głowie same czarne scenariusze- nie słyszałam w jego głosie złości ale musiałam się upewnić.
-Bardzo jesteś na mnie zły?- zapytałam słodko.
-Zły? Nie, w ogóle nie jestem na ciebie zły. Jestem niesamowicie szczęśliwy, że cię słyszę, że żyjesz. Zły będę później jak przestanę dziękować Bogu za to, że jesteś cała i zdrowa- nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się szczerzyć jak debil słysząc jego słowa.
-Kocham cię- wyszeptałam i mogłam sobie wyobrazić jak delikatny uśmiech wkrada się na jego twarz.
-Już myślałam, że się nie obudzisz- powiedziała moja mama wchodząc do pokoju, zapalając światło przez które prawie oślepłam.
-Harry muszę już kończyć.
-Już?- zapytał z nieukrywanym smutkiem w głosie.
-Tak, cały czas spałam i mama do mnie przyszła właśnie…- wyjaśniłam szybko.
-Rozumiem… Nie wiem jak dam radę wytrzymać bez ciebie tydzień.
-Ja też za tobą tęsknię ale serio muszę kończyć.
-Jasne. Kocham cię- powiedział starając się zabrzmieć choć trochę pogodnie.
-Ja też ciebie kocham, pa- powiedziałam i się rozłączyłam. Mama patrzyła na mnie tymi swoimi oczami, na ustach miała ten swój uśmieszek i już wiedziałam co jej po głowie chodziło. -Nie wiem czy mam się rozpakować- powiedziałam szybko by mama nie zaczynała teraz tematu Harrego.
-Oczywiście, że masz się rozpakować. Wróciłaś do domu, to nie jest hotel. Rozpakuj się, pomogę ci- powiedziała nieco z wyrzutem i od razu podeszła do jednej torby, którą otworzyła i zaczęła wyciągać z niej moje ciuchy. Bluzka, bluzka, bluza, spodnie… Długie spodnie, z dziurą na kolanie… Poza jego spodniami znalazłyśmy też dwie koszulki, koszulę, bandanę, kapelusz, skarpetki, bokserki… Od razu wyjaśniłam mamie, że Harry jest niezłym bałaganiarzem, że w trasie musimy się szybko pakować i czasami tak wychodzi, że mamy wspólne walizki… Dzięki Bogu mama nie chciała rozmawiać o tym dlaczego bokserki Harrego przyleciały ze mną do Polski już podczas pierwszego dnia mojego pobytu w domu dlatego kiedy skończyłyśmy wieszać i układać wszystkie ubrania w szafach, mimo tego, że była już pierwsza w nocy zjadłam dopiero obiadokolację i praktycznie do rana rozmawiałam z rodzicami i bratem o wszystkim tylko nie o Harrym. Kolejny dzień minął cudownie zwyczajnie. Właściwie nigdzie nie wyszłam, poza jednym miejscem... Cały dzień siedziałam w domu. Co prawda miałam gości, przyszły moje ciotki, wujkowie, kuzynostwo, babcia, dziadek, ale wszystko było tak cudownie zwyczajne, że w pewnym momencie złapałam się na tym, że było mi dziwnie znaleźć się wśród ludzi którzy mnie kochali i znali taką jaka byłam naprawdę. Siedziałam w salonie w wielkiej bluzie, legginsach z dziurą, bez makijażu, z poczochranymi włosami i nie stresowałam się, że ktoś źle o mnie pomyśli. Następnego dnia poszłam do babci na cmentarz. Musiałam ją odwiedzić, opowiedzieć o tym jak było w Stanach, o tym co mnie czeka w najbliższej przyszłości… Później poszłam z mamą na zakupy i to było totalnie dziwne. Podchodziło do mnie tyle ludzi, że naprawdę wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, że byłam w kraju aż tak popularna. Dzięki Bogu zanim ludzie zorientowali się, że ja to ja i że jestem w tym centrum handlowym zdążyłam z mamą odwiedzić kilka sklepów. Na moje konto wpłynęło całe wynagrodzenie za trasę i miałam ochotę kupić mamie wszystko. Wydawało mi się, że była nieco zawstydzona tym, że to ja płaciłam ale naprawdę chciałam zrobić jej przyjemność. Później jednak ktoś dał znać o tym, że tam byłam bo ludzi było coraz więcej. Doszło do tego, że ochroniarze, który pracowali w tej galerii pomogli nam dojść do samochodu. To było naprawdę miłe z ich strony. Kolejny dzień spędziłam z Zuzą. Wyglądała cudownie. Miała śliczny brzuszek i wystarczyło na nią spojrzeć by wiedzieć jak bardzo jest szczęśliwa. Dzidziuś, którego nosiła pod sercem miał się urodzić zaraz na początku listopada ale tak naprawdę dziecko mogło urodzić się niedługo za tydzień, dwa a może za kilka dni. Zrobiłam Zuzie małą sesję zdjęciową, zamierzałam pokazać wszystkie zdjęcia Harremu, ba chciałam pokazać te zdjęcia wszystkim i dosłownie skakałam z radości kiedy Zuza pozwoliła mi opublikować jedno na swoim koncie na Twitterze co zrobiłam natychmiast. Byłam taka dumna, że mam tak piękną, mądra i dobrą przyjaciółkę, że musiałam pochwalić się nią całemu światu. Kolejny dzień spędziłam w towarzystwie Klaudii, rano nagrywałam wywiad, później poszłyśmy na lunch, następnym przystankiem była sesja zdjęciowa a na koniec dnia poszłyśmy na drinka. Kolejny dzień znowu spędziłam w towarzystwie Zuzki, która przez to, że ciąża była tak bardzo zaawansowana nie pracowała i cały czas siedziała w domu. Później, wieczorem miałam być gościem na zajęciach u Klaudii niestety nie mogłam być na swojej starej grupie przez inne zobowiązania dlatego nieco się denerwowałam bo właściwie nikogo tam nie znałam, dodatkowo było mi trochę smutno, że nie spotkam się ze znajomymi. Ogólnie, dotarłam na miejsce wcześniej, ponieważ musiałam ustalić z Klaudią jeszcze kilka szczegółów dotyczących jeszcze dwóch wywiadów, którym miałam udzielić podczas pobytu w Polsce. Jeden z nich miał być nagrywany, drugi na żywo w telewizji, dodatkowo dowiedziałam się, że mam wziąć udział w kolejnej sesji zdjęciowej oraz, co było niezwykle szalone miałam wystąpić jako gość specjalny w programie „Mam talent”. Siedziałyśmy w sali i ustalałyśmy wszystkie szczegóły kiedy wszyscy zaczęli się schodzić i każdy kto wchodził do środka na mój widok wytrzeszczał oczy, miałam wrażenie, że traktowali mnie z dystansem. Patrzyli na mnie i na twarzach mieli wypisane: „Wow! To ona! Dziewczyna, której się udało.” Naprawdę widziałam w ich oczach podziw i to było niesamowite. Nie wiem dlaczego ale cała ta sytuacja wydała mi się nieco zabawna, rozluźniła mnie i przestałam się stresować tym, że to nie była „moja” grupa. Wręcz przeciwnie, poczułam się pewna siebie.
-Witajcie- powiedziała Klaudia gdy wszyscy już byli w komplecie. Momentalnie nastała cisza.- Jak widzicie na dzisiejszych zajęciach mamy wspaniałego gościa, kogoś kto osiągnął coś wielkiego, kogoś kto nie bał się marzyć.- na te słowa uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Klaudia na każdych zajęciach powtarzała, że nie możemy się bać własnych marzeń. Naprawdę to zrobiłam. Byłam po drugiej stronie, teraz to oni patrzyli na mnie i w głowach mieli to co ja miałam kiedy przychodził do nas na zajęcia ktoś znany- jej się udało.- Mam nadzieję, że każdy z was przygotował się na dzisiaj, mieliście zadanie domowe, prosiłam by każdy potraktował je na serio, by każdy włożył w nie serce.- Klaudia i te jej zadania domowe, zawsze kazała przygotować jakąś piosenkę. Najtrudniejsze utwory zawsze kazała przygotowywać gdy na zajęciach miał pojawić się gość specjalny. Wtedy każdy musiał się zaprezentować, sprawdzić siebie, swoje nerwy, trzeba było zaśpiewać całym sobą a gość wybierał najlepszą według niego osobę, która dostawała jakąś nagrodę- Dzisiaj zaśpiewa każdy z was…- nagle poczułam jak w kieszeni zaczyna wibrować mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, to był Harry. Wiedziałam, że nie powinnam odbierać, ale pokusa by usłyszeć jego głos był tak wielka, że nie mogłam się oprzeć:
-Halo?- zapytałam cicho i stanęłam w koncie sali mając nadzieję, że nikt nie będzie podsłuchiwał.
-Tęsknię- mimo tego, że nie widzieliśmy się tylko kilka dni ja także nie mogłam się doczekać kiedy się spotkamy. Nawet jeśli wymienialiśmy kilkadziesiąt smsów dziennie, nawet jeśli rozmawialiśmy ze sobą przez telefon, z każdą minutą tęskniłam coraz bardziej. To było dziwne, z jednej strony chciałam być w domu jeszcze z miesiąc z drugiej marzyłam by polecieć już do Londynu.
-Ja za tobą też.
-Doleciałem już- powiedział marudnym tonem.
-Nie cieszysz się? Jesteś w domu.
-Tutaj pada i jest zimno- zanim zdążyłam zapanować na swoim zachowaniem wybuchłam śmiechem przez co wszyscy na mnie spojrzeli.
-Przepraszam- powiedziałam i spojrzałam na Klaudię, która pokiwała z dezaprobatą głową.
-Co?
-To nie do ciebie.
-Ali…- Klaudia dała mi znać, że muszę już kończyć.
-Harry muszę kończyć- powiedziałam szybko.
-Dlaczego?- zapytał nieco poirytowany.
-Jestem na zajęciach Klaudii i właśnie wszyscy się na mnie gapią bo przeszkadzam, zadzwonię jak wrócę do domu.
-Na tych na które kiedyś chodziłaś?
-Tak, na tych. Jestem gościem i właśnie zachowuję się niekulturalnie.
-Rozmawiasz tylko ze swoim chłopakiem…- ewidentnie nie rozumiał dlaczego to niekulturalne bo mówił tonem urażonego dziecka.
-I przeszkadzam.
-Ale ja chciałem pogadać… W ogóle nie masz dla mnie czasu- powiedział z wyrzutem.
-Zadzwonię później. Pa- powiedziałam i się rozłączyłam zanim on znowu coś by odpowiedział i wtedy ta rozmowa trwałaby w nieskończoność.- Przepraszam, ale musiałam odebrać.- Klaudia uśmiechnęła się dwuznacznie słysząc moje słowa. Miałam ochotę jej odpowiedzieć „No co dzwoniła miłość mojego życia, to był ważny telefon” ale ugryzłam się w język i poczułam jak mój telefon wibruje. O nie kochany, tym razem nie odbiorę możesz sobie dzwonić ile chcesz!
-Więc, wracając do sedna nasz gość wybierze dzisiaj kogoś kto dostanie nagrodę- niespodziankę dlatego proszę was byście się postarali i dali z siebie wszystko- kobieta spojrzała na mnie i dała mi do zrozumienia, że teraz pora bym to ja zaczęła mówić.
-Hej- powiedziałam. Naprawdę chciało mi się śmiać. Po co ja mówię „hej”? Dobrze, że mówię „hej”, przecież muszę się jakoś przywitać- Do tych, którzy mnie nie znają jestem Ali- przecież wszyscy tutaj wiedzą kim jesteś, pomyślałam i nie mogłam hamować dłużej uśmiechu. To przez telefon od Harrego jest mi tak wesoło…I przez to, że komórka znowu wibruje w mojej kieszeni.- Nie stresujcie się tak tą nagrodą. Jeszcze niedawno byłam na waszym miejscu…- Co ja mam im właściwie powiedzieć?- Poza tym jestem z natury niezdecydowaną osobą i możliwe, że nie będę umiała wybrać jednej osoby a wtedy Klaudia będzie miała problem.- To był kiepski żart Ali, nie rób tego więcej. Przejdź do sedna sprawy- Zanim jednak przejdziemy do naszego mini konkursu Klaudia poprosiła mnie bym nieco wam o sobie opowiedziała i podzieliła się zdobytym doświadczeniem. Jakoś w połowie listopada zeszłego roku wysłałam swoje nagranie na pewien konkurs. Nagrodą była możliwość supportowania wielkiej, światowej gwiazdy. Pewnie znacie tę historię więc nie będę jej opisywać… Chodzi o to, że nagrałam video na konkurs z myślą, że nikt go nawet nie zobaczy. Na te zajęcia zapisałam się po to, by wypełnić jakoś czas, by oderwać się choć raz w tygodniu od tej całej monotonni życia codziennego. I wiecie co wam teraz mogę powiedzieć? Moje życie na pewno nie jest teraz monotonne. Wygrałam ten cały konkurs. Przeszłam wiele castingów, które kosztowały mnie mnóstwo nerwów, pracy. Włożyłam w to wszystko wiele wysiłku, uwierzcie mi, że nie było mi łatwo ale było warto. 25 kwietnia stanęłam na scenie w Bogocie przed kilkudziesięciotysięcznym tłumem i pomyślałam, że śnię, że to nie jest realne, że gdy zamknę i otworzę oczy to wszystko zniknie. Przed pierwszym koncertem prawie zjadła mnie trema. Prawie zemdlałam ze stresu, znalazł mnie wtedy Liam, mój przyjaciel, pomógł mi. Naprawdę się bałam, myślałam, że nie dam rady, ale gdy wyszłam na scenę zrozumiałam, że strach był nie potrzebny, nie było się czego bać. Wiecie co pomyślałam stojąc na scenie 5 października w Miami, podczas ostatniego koncertu? Nie myślałam już o tym, że to jest nierealne, że to tylko sen. Patrzyłam na tłum ludzi i myślałam: udało mi się, zrobiłam to. Spełniłam marzenia, poznałam wspaniałych ludzi, zobaczyłam wiele cudownych miejsc, poznałam co to znaczy przyjaźń, miłość. Wiele razy upadłam ale za każdym razem się podniosłam. Zrobiłam to. Ja. Zwykła, zwyczajna ja osiągnęła tak wiele w tak krótkim czasie. Wiem, że być może nie jestem dla was żadnym autorytetem, że One Direction być może nie są dla was autorytetem. Wiem co się o nich mówi, ale to dzięki nim jestem tym kim teraz jestem. Mogłam obserwować ich codziennie, widziałam jak ciężko pracują na swój sukces, jak wstają rano, idą na próbę, później do studia, jak piszą piosenki, które być może nigdy nie ujrzą światła dziennego. Poznałam ich, ich świat i wiem jak wiele wyrzeczeń kosztuje ich to gdzie teraz są. Są dla mnie inspiracją, są moimi przyjaciółmi i  dzięki nim przeżyłam to wszystko, zobaczyłam tyle miejsc, spotkałam tyle niesamowitych ludzi a za kilka dni wchodzę do studia by nagrać własną płytę, dzięki nim nagrałam pierwszy singiel, wkrótce nagram teledysk.- Nie miałam pojęcia czy to co mówiłam jakoś do nich docierało ale miałam nadzieję, że tak. Spojrzałam na Klaudię i miałam wrażenie, że to co widzę w jej oczach to duma. Wtedy do niej podeszłam, objęłam ją ramieniem i kontynuowałam- Ale nigdy w życiu bym ich nie poznała gdyby nie kobieta, z którą spotykacie się co tydzień. To ona nauczyła mnie jak używać głosu, dodała mi pewności siebie dlatego nawet jeśli czasami wydaje wam się, że bez sensu jest śpiewać „Panie Janie” przez całe dwie godziny uwierzcie mi, że trafiliście w cudowne ręce. Najlepsze. Zaufajcie jej, pozwólcie sobie pomóc, słuchajcie jej rad i przede wszystkim wierzcie we własne marzenia- skończyłam moją porywającą i nieco zbyt patetyczną wypowiedź, oni gapili się na mnie a ja żałowałam, że nie umiem czytać w myślach.- Okej, koniec tego gadania. Przejdźmy do rzeczy.
-Mamy ochotnika?- zapytała Klaudia kiedy usiadłyśmy za biurkiem jak prawdziwe jury. Nikt nie podniósł ręki. Oni chyba na serio się mnie boją.- Jeśli nie, to wyjdźcie wszyscy do poczekalni a z nami zostanie pierwsza osoba, którą mam na liście… Aniu?- zwróciła się do dziewczyny, która była wysoka, miała blond włosy sięgające do ramion, dwa rumieńce na policzkach i okulary na nosie. Była ładna, schludnie ubrana… Wyglądała bardzo… grzecznie? Patrzyłam na nią i kiedy wszyscy wyszli i zostałyśmy tylko my we trzy, dopiero wtedy spojrzała mi w oczy. Trwało to jakąś sekundę bo dziewczyna szybko odwróciła wzrok. Była niesamowicie zawstydzona i skrępowana. Patrzyła na swoje dłonie a nie na nas. Podstawowy błąd. Klaudia zawsze powtarza żeby patrzeć w oczy, żeby pokazać, że jest się pewnym siebie, że to co chcemy przekazać jest dla nas ważne. Powtarzała mi to zawsze. Przed pierwszym castingiem na żywo, przed ludźmi od konkursu powiedziała: „Jak tam wejdziesz uśmiechnij się, ale przede wszystkim patrz im w oczy. W oczach masz wypisaną duszę, pozwól im cię poznać”. Te słowa naprawdę zapadły mi w pamięć i powtarzałam je zawsze kiedy wychodziłam na scenę…
-Przedstaw się- poprosiłam i zmusiłam ją do spojrzenia na mnie. Kiedy to zrobiła uśmiechnęłam się zachęcająco. Boże czego ona się boi? Przecież nie gryzę.
-Nazywam się Anna Bodych, mam 20 lat…- odpowiedziała cicho.
-A co robisz po za śpiewaniem? Uczysz się?
-Tak. Studiuję architekturę…- okej, koniec. Postanowiłam jej nie męczyć.
-To świetnie. A co zaśpiewasz?- miałam ochotę dodać, że to ostatnie o co ją pytam.
-„Only hope” Mandy Moore z filmu „Szkoła uczuć”- powiedziała kompletnie niepewnie a ja pomyślałam, że to niesamowicie przewidywalny wybór. Jest tyle filmów, są wspaniałe musicale ale ona wybiera akurat tę piosenkę… Albo poszła na łatwiznę albo naprawdę dzięki tej piosence umie wyrazić siebie a patrząc na nią i jej zachowanie miałam wrażenie, że dzięki Bogu nie jest leniem i po prostu kocha tę piosenkę… Ja z resztą też tylko chciałabym żeby mnie zaskoczyła… Z drugiej strony nie zaczęła jeszcze śpiewać a ja już się czepiam…  po co miała wybierać piosenkę w której się nie czuje? Bez sensu. Ważne żeby zaśpiewała z serca i… i czasami na mnie spojrzała.
-Uwielbiam tę piosenkę- powiedziałam by dodać jej otuchy.- Zaczynaj.
Cóż Ania mnie nie zachwyciła… Zaśpiewała dobrze, technicznie poprawnie ale… nie zrobiła nic by jej wersja brzmiała inaczej niż oryginał. Zaśpiewała dokładnie tak samo. To, że miała niesamowicie podobny głos do Mandy Moore nie znaczyło, że musiała zaśpiewać tak samo. Podobało mi się, ale… nie zachwyciło. Może się czepiam ale… No właśnie ale. Przecież to moje zdanie, nie musi mi się podobać wszystko. Kolejna osoba i znowu żadnego zaskoczenia. Chłopak o imieniu Artur, lat 21, student i wybiera Goo Goo Dolls- Iris… Dzięki Bogu pojawiły się dwie wspaniałe osoby. Dziewczyna i chłopak. Ich występy były świetne, ich głosy czyste i pewne. Od razu było widać, że się przygotowali i ćwiczyli wcześniej. Śpiewali z serca i wiedziałam, że naprawdę kochają to robić. Naprawdę wyróżniali się na tle innych a ja miałam ogromny problem. Kogo wybrać.
-Została ostatnia- powiedziała do mnie Klaudia. Ostatnia, dziesiąta osoba i potem będę musiała zadecydować kto dostanie nagrodę. Jak miałam wybrać pomiędzy dwójką świetnych osób?- Elizo, zapraszamy!- zawołała Klaudia i uchyliła szerzej drzwi by ostatnia uczestniczka naszego konkursu mogła wejść do środka. Klaudia z powrotem zajęła miejsce obok mnie a dziewczyna stanęła przed nami.
-Mam na imię Eliza, mam 21 lat, jestem fryzjerką- powiedziała na wstępie i posłała mi dość nieśmiały uśmiech.
-A jak długo śpiewasz?
-Śpiewam od zawsze ale na zajęcia uczęszczam od niedawna.
-A co wybrałaś na dziś?- zapytałam z uśmiechem na ustach.
-„Learn to be lonely” z musicalu „Upiór w operze”- powiedziała a ja byłam już kupiona. To mój ulubiony musical, moja ulubiona piosenka.
-Świetnie! Uwielbiam ten utwór- powiedziałam podekscytowana a Eliza uśmiechnęła się do mnie zupełnie szczerze. Mój entuzjazm ją chyba odstresował bo nagle wydała mi się pewna siebie.
-Zaczynaj- wtrąciła Klaudia a ja poczułam jakieś wewnętrzne zdenerwowanie. Bałam się, że ona „zniszczy” tę piosenkę. Nawet nie wiedziałam, że w jakimś sensie na nią liczyłam. Boże, to było dziwne. Nigdy w życiu nie mogłabym być jurorem w jakimś programie, to byłoby dla mnie zbyt stresujące. Spojrzałam na nią a ona zamknęła oczy i gdy melodia wypełniła pomieszczenie, zaczęła śpiewać.
„Child of the wilderness
Born into emptiness
Learn to be lonely
Learn to find your way in darkness…”
Gapiłam się na nią i po prostu czułam jak do moich oczu napływają łzy. To było piękne, czyste, delikatne ale mocne jednocześnie. Czułam jej emocje, czułam, jak opowiada historię, bardzo smutną historię. Zamknęłam oczy i po moich policzkach popłynęły łzy. Nie wiem dlaczego tak bardzo się wzruszyłam… Słyszałam przecież te piosenkę milion razy… Ale teraz było inaczej. Widziałam Harrego i mnie. Jakby to było o nas… O nim… Otworzyłam oczy i spojrzałam na Klaudię. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie a ja szybko wytarłam z policzków łzy. Kiedy Eliza skończyła od razu wstałam i podeszłam by ją uściskać. Chyba była nieco zaskoczona moim zachowaniem ale uśmiechnęła się do mnie szeroko. Była bardzo ładna a właściwie śliczna, o wiele ładniejsza ode mnie. Wyglądała i śpiewała jak anioł.
-To było dobre Elizo- zwróciła się do niej Klaudia- Teraz możesz wyjść i powiedz wszystkim, że za piętnaście minut ogłosimy wyniki- dziewczyna skinęła głową i wyszła z pomieszczenia.
-Myślę, że piętnaście minut to za dużo, już wiem kto wygrał.
-Jesteś pewna? Przed chwilą zaśpiewało dla ciebie dziesięć osób, zupełnie różnych ludzi. Chcesz się dać ponieść emocjom? Według mnie Eliza nie była wcale najlepsza, słyszałam kilka niedociągnięć. Jej głos nie jest jeszcze tak stabilny jak reszty bo jak na razie to dopiero jej piąte zajęcia, inni są tu już rok, dwa, niektórzy jeszcze dłużej…
-No i co z tego? Ja też nie jestem zawsze perfekcyjna. Mój głos nie zawsze jest pewny… Poza tym sama wiele razy mi mówiłaś, że w śpiewaniu chodzi przede wszystkim o emocje. Jeśli one są technika schodzi na drugi plan. Eliza wygrała i nic nie zmieni mojego zdania- Klaudia zaśmiała się pod nosem i pokiwała głową.
-Okej… Widzę, że wzięłaś sobie do serca wiele moich słów.
-Wzięłam- przyznałam szczerze z uśmiechem na ustach.- Nie przedłużajmy tego. Zawołajmy ich!- powiedziałam podekscytowana.
Gdy wróciłam z zajęć było po północy. Bardzo polubiłam Elizę, z którą się strasznie zagadałam i tak wyszło, że wróciłam praktycznie w nocy… Ale było warto, serio ją polubiłam, była świetna. Miła, skromna i ogólnie nadawała na tych samych falach co ja. Kiedy doczołgałam się do mojego pokoju od razu zaczęłam się rozbierać. Okłamałam mamę, że zjadłam kolację z Klaudią inaczej nie pozwoliłaby mi iść spać. Byłam tak strasznie zmęczona. Zmiana strefy czasowej, do tego te ciągłe wyjścia. Zajęcia Klaudii odbywały się w innym mieście więc dodatkowo zmęczyła mnie podróż do domu. Klaudia była tak miła, że mnie odwiozła… Prysznic zajął mi jakieś 5 minut, nie myłam włosów, nie miałam na to siły. Umyłam tylko zęby i rozczesałam splątane włosy po czym dosłownie rzuciłam się na łóżko i zasnęłam zanim zdążyłam się przykryć.
Było ciemno i mokro. Chyba padał deszcz. Nie wiedziałam gdzie jestem. Co to za ulica? Dlaczego tutaj nie ma  żadnych ludzi? Co to za miasto? Londyn? Tak, chyba tak. Było mi zimno. Spojrzałam na siebie, stałam na chodniku, nie miałam butów, byłam cała brudna. Nagle usłyszałam huk. Ktoś trzasnął drzwiami. Odwróciłam się i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę, nie widziałam jego twarzy. Stałam jak sparaliżowana a facet zaczął się do mnie zbliżać. Gdy był już na tyle blisko, że mogłam go zobaczyć rozpoznałam go. To był on. Ten sam facet, który chciał mnie zgwałcić kiedyś na imprezie. Odwróciłam się od niego i zaczęłam biec ile sił w nogach. Nie wiem dlaczego biegłam tak wolno, miałam wrażenie, że szybciej potrafię iść niż biec. Odwróciłam się i zobaczyłam, że odległość między nami zmniejszyła się a ten gnojek śmieje się ze mnie. Nie chciałam dać za wygraną, musiałam mu uciec, spojrzałam przed siebie i w oddali zauważyłam latarnię, która stała się moim celem. Biegłam w kierunku światła jakby tam czekało na mnie wybawienie. Gdy dotarłam do celu odwróciłam się i wtedy ten facet pchnął mnie z całej siły na ziemię. Usiadł na mnie a ja nie miałam siły by go zepchnąć, wiedziałam co za chwilę nastąpi… Odwróciłam głowę w kierunku latarni, która miała być moim wybawieniem i zauważyłam dwójkę ludzi. Stali i całowali się. Miałam nawet wrażenie, że to coś więcej… Ona nogami oplotła jego biodra, on przyciskał ją do ściany, oboje wydawali dźwięki sugerujące jedno- seks. Ta dwójka ludzi była moim ratunkiem. Krzyknęłam z całych sił: „POMOCY!” Jednak oni nie zareagowali. Ponowiłam próbę. Nadal nic. Wtedy postanowiłam im się przyjrzeć. Oboje wyglądali tak znajomo… Ta dziewczyna… Znam ją. Chłopaka też. Te loki. Jest tylko jedna osoba na świecie, która ma takie włosy… Krzyknęłam jeszcze raz: „POMOCY!”, dziewczyna zareagowała, odchyliła głowę i spojrzała na mnie. To była Chloe. „Pomóż mi!”- powiedziałam bezdźwięcznie jednak ona zaczęła się śmiać. To z kolei przykuło uwagę chłopaka. Odwrócił głowę by zobaczyć co ją tak śmieszy a wtedy nasze oczy się spotkały. „Harry! Pomóż mi! HARRY! Proszę!”- krzyczałam ale on się tylko na mnie patrzył. Jego wzrok był straszny, dokładnie taki sam jak wtedy gdy pobił Patricia, jak upił się w Dublinie i mnie gonił w domu Nialla i bałam się, że mi coś zrobi. „POMÓŻ MI HARRY!”- krzyknęłam jeszcze raz ale jedyną reakcją jaką od niego dostałam był śmiech. Zaczął się śmiać ze mnie po czym wrócił do całowania i pieprzenia Chloe. Ja odwróciłam głowę w stronę napastnika… Nie było już tego faceta. TO BYŁ HARRY! Chciał mi pomóc! Pomoże mi! Spojrzałam w miejsce gdzie wcześniej stał z Chloe. Nikogo tam nie było. I wtedy się zorientowałam. Byłam naga a on siedział na mnie okrakiem. Miał na sobie koszulę ale nie miał spodni, nie miał bokserek. On nie chciał mi pomóc. Nie był moim wybawieniem, był moim piekłem…
-Proszę nie rób tego- wyszeptałam, z moich oczu strumieniem wypływały łzy.
-Jesteś dziwką.
-Nie mów tak, zejdź ze mnie, nie rób mi krzywdy- szlochałam.
-Ja robię krzywdę innym…- to było coś gorszego niż groźba, to brzmiało jak przysięga, jak obietnica. Jego oczy były takie straszne… Tak bardzo mnie nienawidził. Nie było w nim choć grama miłości, nie kochał mnie. Chciał mnie skrzywdzić. Próbowałam go odepchnąć ale on trzymał moje nadgarstki wysoko nad moją głową.
-Błagam Harry… Wiem, że taki nie jesteś…
-Właśnie to sprawia mi przyjemność.
-Nie prawda! Nie jesteś potworem…- szeptałam i dławiłam się własnymi łzami. Wtedy wpadłam na ostatni pomysł, to była moje jedyna deska ratunku. Kiedy mu to powiem… On nie jest taki. On jest dobry.- Kocham cię Harry- powiedziałam cicho i patrzyłam w jego oczy, widziałam jak się zmieniają, jak jego spojrzenie łagodnieje, jak patrzy na mnie zdziwiony. W tych pięknych zielonych oczach zaczęły przebijać się inne uczucia… Strach, smutek… Tak bardzo chciałam by do mnie wrócił… Mój Harry gdzieś tam był, musiałam go tylko wyciągnąć na zewnątrz.
-Ja robię krzywdę innym…- powtórzył i wszedł we mnie brutalnie i mocno, zabierając każdą cząstkę mnie, poniżając, sprawiając, że chciałam umrzeć.
Kiedy się obudziłam byłam cała mokra. Dosłownie jakbym wyszła z pod prysznica i się nie wytarła. W pierwszym odruchu moja dłoń powędrowała do krocza. Boże to było głupie, ale musiałam wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Kolejny odruch to płacz, właściwie to już płakałam tylko zdałam sobie z tego sprawę. Ten sen… Już kiedyś mi się to śniło. Właściwie to samo. Teraz tylko końcówka snu była inna. Teraz to Harry mnie krzywdził. Przez cały czas kiedy byłam w Polsce nie myślałam o tym co mi zrobił i co wyznał. To było tak jakbym wyrzuciła jego słowa i czyny z głowy. Robiłam wszystko by o tym nie myśleć, ale moja podświadomość spłatała mi niezłego psikusa. „Ja robię krzywdę innym” słyszałam to w głowie, w kółko. Harry nie jest zły, Harry nie jest zły, Harry nie jest zły… Powtarzałam to na przekór mojej podświadomości, na przekór temu nieznośnemu głosowi w mojej głowie. Okej, wiem… Harry ma problem. Jest wybuchowy, czasami agresywny do tego stopnia, że może zrobić komuś krzywdę. Ale on nad tym nie panuje! Nie robi tego celowo. Harry nie jest zły. Widziałam go codziennie przez pół roku. Mógł mnie zranić wiele razy na początku, ale tego nie robił… Robił! Nie pamiętasz już jak patrzył na ciebie z nienawiścią wypisaną w oczach? Jak był chamski, niemiły? Jak cię unikał jakbyś była gorsza od niego? Jak cię obrażał? Jak ukarał cię malinką za to, że nie oddałaś pocałunku? Jak przespał się z kimś w Dublinie?- odezwał się nieproszony, głupi głos w mojej głowie. Oczywiście, że pamiętałam o tym wszystkim, ale pamiętałam też o innych rzeczach. Mógł mnie upokorzyć na bankiecie, mógł zrobić aferę kiedy prawie zemdlałam przed koncertem… Co jeśli wezwaliby pogotowie? Co jeśli nie wyszłabym wtedy na scenę? Harry o tym wiedział i nic nie zrobił. Ba! On stał wtedy za kulisami i bił mi brawo. Przeprosił za wszystko, za malinkę, za Dublin. Harry zrobił wiele złych rzeczy, ale zrobił tez wiele wspaniałych. Pomagał mi kiedy widział, że coś jest nie tak. Martwił się kiedy zobaczył, że się krzywdzę… Harry nie jest zły. Wiem o tym, tym bardziej teraz, kiedy jestem jego dziewczyną. Poznałam go. Naprawdę. Wiem co robi zaraz po przebudzeniu, wiem jak wygląda kiedy śpi, wiem co lubi. Wiem co go bawi. Wiem jak bardzo lubi kiedy trzymam go za rękę. Wiem, że cieszy się jak dziecko kiedy kłócimy się o coś i okazuje się, że to on ma rację. Wiem jak bardzo lubi nosić swój ukochany, brązowy kapelusz… Myśląc o Harrym mam przed oczami wesołego i pogodnego Harrego. Tego, który za karę kiedy nie chcę go całować, łaskocze mnie po brzuchu, tego który lubi czasami dziwnie się ubrać, tego który dzwoni do siostry żeby zapytać co jadła na obiad. Harry nie jest zły. Jest wspaniały. Jest pomocny, udziela się charytatywnie, odwiedza chore dzieci w szpitalach. Harry nie jest zły. On jest czasami nieco dziwny, mówi nieśmieszne żarty z których śmieje się tak głośno, że nie rozumiem co mówi… Lubi się wygłupiać, śpiewać na całe gardło pod prysznicem, tak, że masz ochotę wejść do łazienki i walnąć go szamponem w głowę by już się zamknął. Harry nie jest zły. Oddał mi się tak samo jak ja jemu. Oddał mi swoje serce, ciało, duszę, powierzył sekret. Był taki jak ja. Bo w czym się różniliśmy? W niczym. Kochał mnie tak jak ja jego. Był szczęśliwy kiedy ja byłam szczęśliwa. Śmiał się ze mnie kiedy się potykałam i przewracałam tak samo jak ja śmiałam się z niego kiedy przytrafiały mu się jakieś gafy. Lubił mnie dotykać tak jak ja jego. Lubił mnie całować tak samo jak ja lubiłam całować jego delikatne usta. Może różniliśmy się pod względem wizualnym ale w środku byliśmy podobni. Harry miał problem tak samo jak ja. Nie mogłam go oceniać skoro sama przeżyłam załamanie nerwowe. Załamałam się pod wpływem presji tak samo jak Harry… Boże, on nie był zły. On był silny, piękny, dobry i walczył sam ze sobą… Walczył przeze mnie… To ja obudziłam w nim agresję… Ja. Osoba dla której był całym światem.
Wytarłam łzy z policzków. Wzięłam do ręki komórkę. Musiałam go usłyszeć. Natychmiast. Nie zastanawiając się sekundy dłużej wybrałam jego numer i przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo? Ali? Co się dzieje? Wszystko okej? Gdzie jesteś?- zalała mnie fala pytań kiedy odebrał. Wtedy zorientowałam się, że jest przecież noc. On spał.
-Wszystko jest w porządku- powiedziałam drżącym głosem. Boże byłam głupia, po co dzwonie do niego zapłakana w środku nocy? Tylko się przeze mnie zdenerwuje.
-Ali gdzie jesteś? Co się dzieje?- był zdenerwowany, zaniepokojony. Wystraszyłam go.
-Jestem u siebie w pokoju- powiedziałam płacząc.
-Płaczesz? Boże Ali co się stało? Dlaczego płaczesz?
-Bo… ja tęsknie…
-Skarbie powiedz prawdę… Proszę- dlaczego on zawsze wie kiedy kłamię?
-To jest prawda.
-Skarbie znam cię, powiedz co się stało- starał się być spokojny, nie chciał podnosić głosu, żeby mnie nie wystraszyć.
-Miałam głupi sen. Nic więcej- powiedziałam i głośno westchnęłam.
-Śniłem ci się prawda?- skąd on to wie?
-Tak bardzo cię kocham Harry.
-Opowiedz mi ten sen.
-Nie chcesz go słyszeć…- wyszeptałam.
-Proszę, opowiedz- nalegał.
-Byłam chyba w Londynie i padało i ja stałam sama na ulicy… I wtedy pojawił się ten facet… Ten który chciał mnie zgwałcić… I ja zaczęłam uciekać i biegłam do światła, tam stała latarnia i ja tam dobiegłam bo myślałam, że tam będzie ktoś kto mi pomoże, ale on mnie złapał… Rzucił mnie na ziemię… To był taki straszny sen Harry…- nie mogłam powiedzieć więcej, nie teraz, nie przez telefon.
-Spokojnie Ali… To był tylko sen. Nikt cię nie skrzywdzi, jesteś bezpieczna, wszystko jest dobrze. Nie denerwuj się, nie płacz…- gdyby był przy mnie w tej chwili na pewno by mnie przytulił, pocierałby dłonią moje plecy by dodać mi otuchy…
-Tak bardzo tęsknię…
-Ja też i gdyby nie to, że muszę być na tym występie i mam milion innych zobowiązań przysięgam, że byłbym już w drodze na lotnisko. Ale nie mogę… Nie mogę…
-Szkoda…
-To jeszcze tylko kilka dni.
-Kilka długich dni bez ciebie- powiedziałam totalnie zdołowana.
-Ali…
-Chciałabym cię przytulić… Źle mi bez ciebie…- może jednak te zobowiązania nie są tak ważne…
-Skarbie…- westchnął głośno a ja byłam pewna, że wolną ręką przeczesuje włosy.
-Smutno mi bez ciebie…
-Ali błagam, przestań tak mówić albo zaraz zrobię coś czego nie powinienem robić.
-Czuję się samotna bez ciebie…
-Ali przysięgam, że powiesz jeszcze słowo i za dwie minuty jestem w drodze na lotnisko. Błagam, nie podpuszczaj mnie bo naprawdę nie mogę tego zrobić nawet jeśli pragnę tego najbardziej na świecie. Boże gdyby to chodziło tylko o mnie… Ale jeśli to zrobię to wpakuję w kłopoty nie tylko siebie ale też chłopaków… Nie mogę tego zrobić. Przepraszam Ali, przepraszam- w jego głosie słyszałam desperację i nagle obleciały mnie wyrzuty sumienia. Nie powinnam tak gadać, przecież byłam świadoma tego, że nie przyleci do mnie.
-Nie, to ja przepraszam… Nie chcę żebyś miał kłopoty. Ja po prostu… nie mogę się doczekać kiedy cię zobaczę.
-Jeszcze kilka dni…
-Kilka dni… Boże!- w tym momencie coś do mnie dotarło! Przecież on miał ten ważny występ, w pałacu królewskim czy coś. W sumie nie zdradził mi wiele szczegółów…
-Co się stało?
-Ten występ! Przecież on jest dzisiaj, nie?
-No tak…
-Harry ja przepraszam… Obudziłam cię, zawracam głowę jakimś snem a ty przecież musisz być wypoczęty. Dopiero wróciłeś ze Stanów, ta cała podróż pewnie cię wykończyła.
-Nie obudziłaś mnie.
-Co?
-Właśnie zmieniłem strefę czasową i mój organizm żyje w innym czasie. Nie spałem jeszcze.
-Wiesz, że Lou cię zabije jak się nie wyśpisz? Będzie na ciebie krzyczeć, że masz wory pod oczami. Myślę, że powinniśmy kończyć tę rozmowę a ty od razu masz iść do łóżka- nawet nie zauważyłam kiedy przestałam płakać i zaczęłam się uśmiechać. Harry był moim wybawieniem. Naprawdę nim był.
-Nie lubię spać sam… Poza tym wisi mi to jak będę wyglądał.
-Ale mi nie wisi, chcę żeby mój chłopak wyglądał jak ładny, wypoczęty człowiek a nie jak zmęczone, niewyspane zombie.
-Ej! Ja zawsze wyglądam jak ładny człowiek!- oburzył się niby na poważnie a ja starałam się nie zaśmiać.
-Nie powiedziałabym.
-Coś sugerujesz? Kiedy według ciebie wyglądałem brzydko?
-Harry…- westchnęłam.
-Co?
-Dziękuję… Za wszystko… I… Po prostu śpij dobrze. Ja też muszę się wyspać.
-Ali?
-Tak?
-Kocham cię- wyszeptał i mimo iż gadaliśmy przez telefon, dzieliły nas tysiące kilometrów, jego szept sprawił, że przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
-Ja ciebie też kocham.
-Gdyby coś się działo dzwoń.
-Słodkich snów Harry- powiedziałam i się rozłączyłam po czym opadłam na poduszki, otuliłam się kołdrą i dzięki Harremu odpłynęłam w spokojny, regenerujący i kojący nerwy sen.

***

Ostatni wywiad, przed ostatni dzień w Polsce. Była sobota, 11 października a ja siedziałam na fotelu, jakaś pani robiła mi make up a za kilka minut miałam udzielić wywiad w śniadaniowym programie telewizyjnym totalnie na żywo. NA ŻYWO! Owszem udzielałam już wywiadów ale były one nagrywane więc można było wyciąć, wywiady radiowe też były inne, w końcu było słychać tylko mój głos. Teraz wszyscy będą mnie widzieć, to jak się zachowuję, jak się denerwuję… To stresujące. Naprawdę stresujące.
-Wchodzimy na antenę za pięć minut- powiedział do mnie jakiś facet, pewnie był kimś w rodzaju reżysera.
-Gotowa?- zapytała mnie prezenterka, która miała przeprowadzać ze mną wywiad.
-T…tak- zająknęłam się zestresowana.
-Denerwujesz się?- zapytała zdziwiona.
-Tak- przyznałam zupełnie szczerze.
-Ali występowałaś przed tysiącami ludzi, nie masz się czym stresować.
-Boję się, że powiem coś głupiego…
-Spokojnie, nie będzie żadnych podchwytliwych pytań- powiedziała i uśmiechnęła się przyjaźnie- Nie będę cię pytać o żadne intymne czy super prywatne sprawy.
-To nawet nie o to chodzi… Boję się, że się zatnę, albo powiem coś głupiego. Albo, że się opluję, albo wybuchnę śmiechem…
-Nie będzie tak źle. Zbierałam o tobie materiały i widziałam, że przed kamerami radzisz sobie całkiem nieźle.
-Mam nadzieję- powiedziałam a mój telefon który leżał na moich kolanach zakomunikował mi, że dostałam smsa. Był od Harrego. „Kocham Cię!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”. Czy tego chciałam czy nie uśmiechnęłam się od ucha do ucha i natychmiast odpisałam, że też go kocham i że ma trzymać za mnie kciuki.
-Niech zgadnę kto to… Obejrzałam wiele waszych zdjęć i chciałam ci powiedzieć, że uważam, że razem z Harrym tworzycie najsłodszą parę na świecie.
-Dziękuję- powiedziałam nieco zawstydzona ale też bardziej wyluzowana niż chwilę wcześniej.
-Naprawdę. Kocham wasze zdjęcia, wyglądacie jakbyście naprawdę byli sobie pisani.
-Za dwie minuty zaczynamy, zajmijcie swoje miejsca.
-Nie denerwuj się wszystko będzie dobrze- powiedziała jeszcze raz dziennikarka a ja wstałam i szłam za reżyserem. Następnie usiadłam na kanapie, podpięli mi jeszcze mikrofon do bluzki, prowadząca zajęła miejsce na fotelu naprzeciwko mnie. Uśmiechnęła się do mnie a ja nie pozostałam na to obojętna i także posłałam jej ciepły uśmiech.
-10, 9, 8,7,…
-Ma zaledwie 22 lata, w showbiznesie pojawiła się pół roku temu, a już grała na największych stadionach świata. Dzisiaj jest gościem w naszym studiu. Ali Rose, a tak właściwie Alicja Różańska. Witaj!
-Witaj...- powiedziałam nieśmiało. Boże powinnam powiedzieć coś więcej?
-To niesamowite, że jesteś tutaj teraz z nami, wiem jak bardzo napięty jest twój grafik dlatego przejdźmy do meritum i zacznijmy od początku. Wygrałaś konkurs dzięki któremu miałaś możliwość bycia supportem największego boysbandu na świecie, One Direction, konkurs dzięki któremu stałaś się znana i rozchwytywana. Czemu zdecydowałaś się na wzięcie w nim udziału i jak on przebiegał?
-Do wzięcia udziału w konkursie namówiły mnie tak naprawdę moje przyjaciółki. Cóż, zawsze byłam wielką fanką chłopaków ale szczerze mówiąc gdyby nie one nigdy nie nagrałabym tego filmiku. Nie wierzyłam, że mam jakiekolwiek szanse by ktoś mnie zauważył dlatego tak naprawdę nie brałam tego na serio. Dopiero kiedy dostałam maila mówiącego, że jestem w 2 etapie doszło do mnie co zrobiłam.
Sam konkurs polegał na tym by nagrać krótkie wideo, na którym trzeba było po prostu się nagrać, nagrać swój śpiew. Później z tych nagrań wybierano te najlepsze. Poproszono nas też o nagranie kolejnego filmu i tak drogą eliminacji zostawało coraz mniej osób. Na koniec były przesłuchania na żywo. Wtedy bardzo pomogła mi moja nauczyciela śpiewu, przyjaciółka i aktualnie menadżerka. Na tych castingach także byłam nagrywana i jak się okazało to na podstawie tych wszystkich nagrań chłopcy wybrali mnie bo to oni mieli decydujący głos- chyba powiedziałam to wszystko w miarę sensownie.
-Jaką piosenkę wykonywałaś na castingu?
-„Don't stop believin” zespołu Journey. Ta piosenka wiele dla mnie znaczy. Opowiada o spełnieniu marzeń a przecież to właśnie robię.
-To zabawne, bo śpiewałaś o tym, żeby nie przestawać wierzyć, kiedy tak naprawdę nie wierzyłaś, że może ci się udać- zauważyła i zaśmiała się pod nosem.
-Cała ja!
-Teraz minęło już ponad pół roku, trasa się skończyła. Jak będziesz wspominać ten okres?
-Jako najbardziej szalony okres w moim życiu. To było coś niesamowitego i wydaje mi się, że jeszcze tak do końca nie zdaję sobie sprawy z tego, że to wydarzyło się na prawdę. To stało się tak nagle. Wcześniej byłam za granicą dwa razy a teraz? Codziennie nowe miejsca, nowi ludzie, nowe doświadczenia i to wszystko co wiąże się z byciem częścią tej wielkiej maszyny zwanej One Direction. Koncerty, wielkie koncerty, tłumy krzyczących ludzi. To coś o czym nie da się opowiedzieć. Takie coś trzeba po prostu przeżyć by zrozumieć o czym mówię.
-Nagle twoje życie obróciło się do góry nogami. Na Twitterze masz ponad 2 miliony obserwujących. Jak się czujesz z tym że z dnia na dzień stałaś się idolem tysięcy młodych osób?
-Szczerze mówiąc nieco mnie to przeraża. Nigdy nie wyobrażałam sobie, nawet w najśmielszych snach, że będę w tym miejscu w którym jestem, że będę dla kogoś wzorem, inspiracją... Uważam, że jest to ogromna presja, bycie czyimś idolem wiąże się z wielką odpowiedzialnością ale też niewyobrażalnym szczęściem. Posiadanie fanów to coś niesamowitego. To bardzo motywuje do tego by być lepszym, by pisać muzykę, wiedząc, że ktoś na to czeka. Naprawdę uważam, że jestem wielką szczęściarą, robię to co kocham a komuś się to podoba. To niesamowite- miałam wrażenie, że idzie mi nieźle, pytanie nie były trudne i czułam jak z każdą minutą się rozluźniam.
-A spodziewałaś się takiego odzewu od polskiej publiczności? Tu jesteś wielką gwiazdą, prawie każda fanka zespołu cię uwielbia. Twój singiel od premiery utrzymuje się na pierwszych miejscach list przebojów. Od rozpoczęcia trasy byłaś w Polsce tylko dwa razy, więc kiedy przyjechałaś zobaczyłaś jak to wygląda w twoim kraju. To był szok, czy raczej byłaś na to przygotowana?
-Na takie coś nie da się być przygotowanym. Będąc w trasie nie miałam tak naprawdę o niczym pojęcia. Oczywiście jest Twitter i wiedziałam, że mam tutaj fanów ale nie spodziewałam się, że aż tylu. Ale teraz wróciłam i to dla mnie spory szok.
-Polscy fani różnią się czymś od tych z reszty świata?
-Zdecydowanie tym, że jest ich najwięcej i teraz to widzę, będąc tutaj, na miejscu. Nigdzie nie zaczepiało mnie na ulicy tyle ludzi co w Polsce. Poza tym to cudowne uczucie kiedy jesteś na drugiej półkuli, logujesz się na Twittera i widzisz tweety, że ktoś jest dumny z ciebie, z tego, że Polka podbija świat. To wspaniałe kiedy ktoś pisze, że cię kocha i twoja historia jest dla kogoś inspiracją by spełniać marzenia. Polscy fani są zdecydowanie wyjątkowi. Poza tym miło jest przeczytać "Hej! Jak ci minął dzień?", "Piosenka jest świetna, kocham cię" po polsku. Takie wiadomości sprawiają, że siedzisz z komórką w ręce i uśmiechasz się do telefonu jak głupek.
-Czyli będziesz patriotycznie trzymać się tego, że polscy fani są najlepsi na świecie?
-Cóż... Wszyscy fani są świetni, ale Polacy to Polacy. Są najlepsi!- powiedziałam entuzjastycznie.
-Skoro już mowa o polskich fanach... Polskie directioners starają się o koncert od lat, próbowałaś zachęcić ich aby odwiedzili Polskę?
-Oczywiście, że tak, ale szczerze? Nie wskórałam za wiele. Niestety to nie zależy od chłopaków, oni naprawdę chcą poznać Polskę i polskie directioners ale to zależy od wielu czynników i z tego co mi wiadomo rozmowy trwają już od dawna. Po prostu organizatorzy w naszym kraju nie mogą się zgrać z ludźmi chłopców. To skomplikowane, ale uwierzcie mi, że chłopcy chcą do nas przyjechać. Myślę, że polskie directioners w końcu się doczekają tego koncertu, być może szybciej niż się spodziewają.
-Nie pozostaje nam nic innego jak don't stop believen'- kobieta zażartowała a ja szczerze się zaśmiałam- Nie da się ukryć, że twoje relacje z zespołem, ich dziewczynami, ekipą stały się sensacją mediów. Codziennie pojawia się mnóstwo waszych wspólnych zdjęć, a twój związek z jednym z członków One Direction jest najczęściej pojawiającym się w kolorowej prasie. Każdy twój ruch jest komentowany, taka presją spadła na ciebie nagle, jak sobie z tym radzisz?
-Nie jest mi łatwo, z anonimowej osoby stać się publiczną. To chyba największy minus takiego życia, to, że ludzi tak bardzo interesuje moje życie prywatne. Pamiętam, że pierwsze moje zdjęcia i pierwsza plotka dotyczyła mnie i Nialla. Znaliśmy się dwa dni Niall zaoferował się, że pokaże mi Londyn, chciał mnie poznać i takie tam, w końcu mieliśmy razem pracować, spędzać każdy dzień... W Internecie od razu pojawiła się informacja, że jestem jego dziewczyną. Kompletna bzdura. I co jest najgorsze w tych wszystkich sensacjach wyssanych z palca to to, że ludzie w nie wierzą.  90% informacji pojawiających się w Internecie to bzdury. Historie dorabiane do zdjęć. To bardzo denerwujące. Naprawdę na początku było mi ciężko, czytać takie rzeczy ale teraz jest już nieco lepiej, pomału uczę się, żeby nie przejmować się takimi rewelacjami. Jeśli chodzi o paparrazi... To męczące kiedy nie możesz spokojnie wyjść bo boisz się nowych zdjęć, nowych sensacji, nowych bzdur ale żyjąc przez pół roku z chłopakami zaczęłam się przyzwyczajać do fotografów. Idzie mi to ciężko ale nie pozostaje mi chyba nic innego niż po prostu do tego wszystkiego przywyknąć.
-O tym opowiada twoja piosenka? O tym jak uczysz się żyć w tym świecie pełnym fleszy i fałszywych plotek? Czy chcesz czy nie to właśnie one decydują o tym, że pół świata cię kocha a pół nienawidzi.
-W pewnym sensie tak. O tym, że się uczę jak żyć w tym świecie ale nie tylko. Mówi przede wszystkim o moich uczuciach o tym, że był moment kiedy byłam naprawdę przerażona, nie tylko przez plotki. Wszystko co mnie spotkało stało się nagle i chyba nie byłam na to przygotowana. Piosenka pomogła mi wyrazić te wszystkie uczucia. Dzięki przyjaźni, miłości nie dałam się zwariować i zaczęłam doceniać to co mam. Przestałam się tego bać tego do dostałam od losu.
-Czy moment kiedy pod koniec europejskiej części trasy nie pojawiłaś się na paru koncertach był właśnie tym "upadkiem"?
-Można to tak nazwać. Wtedy był moment kulminacyjny... Trafiłam do szpitala, miałam anemię, mało jadłam, mało spałam... Mój organizm zaczął się buntować. Wtedy się otrząsnęłam, przysporzyłam wiele trosk całej ekipie, chłopakom, rodzicom i wtedy dotarło do mnie, że muszę przestać. Spotkało mnie w życiu coś wspaniałego i musiałam przestać się martwić. Wszyscy mi pomogli, naprawdę cała ekipa o mnie dbała i to dzięki nim się obudziłam.
-Znalazłaś światełko w tunelu... Przepraszam, ale muszę o to zapytać. Czy tym światełkiem był Harry?
-Harry jest wspaniały. Wszyscy są, naprawdę, to cudowni ludzie- wystarczyło wspomnienie o Harrym a ja dosłownie czułam jak policzki zaczynają mnie piec, zrobiło mi się gorąco. Szybko sięgnęłam po szklankę i upiłam wielkiego łyka wody.
-To nie jest jednak odpowiedź na moje pytanie- powiedziała i zaczęła się śmiać po czym dodała- Jeśli to on, pozostaje nam tylko dziękować, bo dziś promieniejesz szczęściem- jak na zawołanie uśmiechnęłam się od ucha do ucha, podobnie jak kobieta przede mną- Twoja obecność tutaj może być dobrą okazją na sprostowanie plotek, które pojawiły się w światowych mediach kiedy to Harry pojawił się sam w LA. Jesteście wciąż razem? I tu zacytuję "wasza miłość nie skończyła się razem z trasą koncertową"?
-I właśnie o tym przed chwilą mówiłam... Nic się nie zmieniło, nadal jesteśmy razem. Za dwa dni wracam do Londynu, miałam cały jeden tydzień by spędzić czas w domu, z rodziną i chciałam go wykorzystać najlepiej jak się da. Harry to rozumie, pojawił się sam bo ja chcę spędzić trochę czasu w domu. To wszystko. Cała sensacja- powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Wspomniałaś, że gdyby nie twoje przyjaciółki to wszystko by się nie wydarzyło, a rodzina była ogromnym wsparciem. Musiałaś za nimi tęsknić przez to pół roku. Jak oni reagują na tą rozłąkę?
-Jest im ciężko, przede wszystkim mamie. Naprawdę to czasami przytłaczające kiedy chcesz porozmawiać ale nie możesz bo teraz w Polsce jest dzień, ale w Stanach jest noc. Albo kiedy rozmawiamy przez minutę bo ja nie mam czasu. To trudne, ale idzie do tego przywyknąć. Poza tym staramy się rozmawiać najczęściej jak się da. Istnieje przecież Facebook, smsy, Skype. To jakoś pomaga przeżyć taką rozłąkę.
-Nie wiem czy to rozsądne przyznawać się do prywatnego Facebooka w telewizji- powiedziała i zaśmiała się serdecznie a ja teatralnie uderzyłam się w głowę, żeby pokazać, że ma rację- Już nie długo wracasz do Londynu, gdzie podobno kupujesz mieszkanie, czy to znaczy, że na stałe opuszczasz nasz kraj?
-Opuszczam, przynajmniej na razie. Mam jednak zamiar przyjeżdżać tutaj najczęściej jak się da. Aktualnie skupiam się na rozwoju. Będę nagrywać płytę, kręcić teledysk. W tym momencie stawiam to na pierwszym miejscu a Londyn jest idealny by to wszystko nabrało jakiejś formy, by zrealizować wszystkie plany.
-A więc teraz nadchodzi odcięcie pępowiny od One Direction i solowy album. Nie boisz się zaszufladkowania jako support One Direction?
-Nie... To znaczy nie postrzegam tak tego. Gdyby nie One Direction nie było by mnie tutaj teraz, nie rozmawiałabym z panią. Zawdzięczam im tak wiele, dzięki nim spełniam marzenia. Bycie ich supportem to zaszczyt. Myślę, że łatka pod tytułem: support One Direction może mi tylko pomóc w osiągnieciu wszystkich celów.
-Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci dalszych sukcesów, a państwa zaprosić na dzisiejszy Mam talent, którego gościem specjalnym będzie Ali. Wykonasz „Cannonball” czy masz przygotowane coś specjalnego?
-Cannonball.
-W takim razie dziękuję za rozmowę, to była czysta przyjemność.
-Dla mnie również. Dziękuję- powiedziałam grzecznie.
-Teraz zapraszam na reklamy. Wracamy już za parę minut- powiedziała reporterka uśmiechając się do kamery.
-Koniec- powiedział reżyser a ja wstałam z kanapy, ścisnęłam sobie dłonie z dziennikarką do której dołączył jej kolega- drugi prowadzący, który w momencie kiedy ja udzielałam wywiadu i odpowiadałam na pytania jego koleżanki siedział za kulisami. Podziękowałam jej jeszcze raz i poszłam za kulisy gdzie czekała już na mnie Klaudia. Kolejny przystanek „Mam talent”.

***

Koniec. Tydzień w domu dobiegł końca, siedziałam w samolocie i leciałam do Londynu. Wszystko co się zdarzyło w Polsce było niesamowite i otworzyło mi oczy na pewne sprawy. Przez ten tydzień czułam się taka… doceniana. Przez rodzinę, przez znajomych, przez media, przez zupełnie obcych mi ludzi. Naprawdę byłam dla nich „kimś”. Zdecydowanie potrzebowałam tego tygodnia, tygodnia w domu, tygodnia bez niego. Cała ta nasza rozłąka tylko utwierdziła mnie w poczuciu bezgranicznej miłości do niego. Tęskniłam za nim, niesamowicie. I to dzięki niemu nie było mi smutno, że muszę kolejny raz opuścić dom, tym razem nie wiadomo na jak długo. Kiedy usłyszałam komunikat by zapiąć pasy bo niedługo będziemy lądować czułam narastającą ekscytację. Zaraz go zobaczę. Umówiłam się z Harrym, że przyjedzie po mnie na lotnisko. Kiedy zapięłam pas spojrzałam na widok za małym oknem. Londyn wieczorem a właściwie nocą robił niesamowite wrażenie, wyglądał jak z filmu o czarach. Naprawdę było w nim coś magicznego i mistycznego. Niestety nie miałam szans na dłuższe podziwianie widoków bo kilka minut później byłam już na ziemi a moja ekscytacja powróciła ze zdwojoną siłą. Nagle zaczęło mi się niesamowicie dłużyć i najchętniej olałabym czekanie na bagaże i inne pierdoły. Tak bardzo pragnęłam go już zobaczyć… Kiedy się z tym wszystkim w końcu uporałam i wyszłam na zewnątrz od razu wyciągnęłam telefon by zadzwonić do Harrego. Wybrałam jego numer, przyłożyłam komórkę do ucha i usłyszałam pierwszy sygnał. Poza sygnałem usłyszałam też dźwięk jego dzwonka. Odwróciłam się i zobaczyłam, że idzie w moja stronę. Był to najcudowniejszy widok na świecie i jeśli chwilę wcześniej zachwycałam się widokiem Londynu nocą to widok Harrego w tym momencie przyćmił wszystko. On był zdecydowanie najbardziej idealną istotą na świecie. W momencie kiedy uśmiechnął się do mnie nieśmiało naprawdę zmiękły mi kolana. Boże jakim cudem udało mi się sprawić, że ktoś taki w ogóle coś do mnie poczuł?
-Hej- wymruczał kiedy znalazł się przy mnie. Pocałował mnie delikatnie w policzek a ja przysięgam, że zapomniałam jak się oddycha.
-H… hej- powiedziałam niepewnie.
-Coś się stało?- zapytał z troską w głosie widząc moje totalne zawstydzenie.
-Nie… Po prostu cieszę się, że cię widzę- powiedziałam nieco się jąkając a on zaśmiał się z mojej wypowiedzi. Nie Harry, nic się nie stało, po prostu twój widok odbiera mi dech w piersiach.
-Ja też się cieszę, że cię widzę Ali…- powiedział cicho i spoważniał. Spojrzał mi w oczy a po chwili na usta po czym oblizał językiem swoje wargi… Kiedy to zrobił poczułam wielką potrzebę by go pocałować, natychmiast. Ba! Nie tylko pocałować! -Myślałem, że więcej tego zabierzesz- powiedział i wskazał na moje walizki.
-Dwie wielkie walizki to dużo…- jego usta są idealne.
-W trasie miałaś cztery.
-Kupię sobie coś tutaj.
-Daj, wezmę je- powiedział i miałam wrażenie, że specjalnie nachyla się tak blisko bo widzi jak ciężko mi się przy nim aktualnie myśli.-Chodź.
-Przyjechałeś sam?- zawsze za Harrym jak cień włóczy się przynajmniej jeden ochroniarz.
-Tak- powiedział i spojrzał na moje usta.
-Bez ochrony?- nieco mnie to zdziwiło.
-Bez.
-Możemy prosić o zdjęcie?- zapytała jakaś dziewczyna przez co Harry przestał gapić się na moje usta.
-Jasne- chłopak uśmiechnął się do niej i jej koleżanki po czym zrobił zdjęcia.
-Ali możemy z tobą też?- zapytała kolejny raz blondynka.
-Oczywiście- powiedziałam i tak samo jak chwilę wcześniej Harry stanęłam miedzy nimi i uśmiechnęłam się szeroko. Dziewczyny podziękowały za zdjęcia i odeszły a my w zupełnym milczeniu pokonaliśmy resztę drogi. Harry właściwie bez słowa włożył moje walizki do bagażnika. Kiedy skończył podszedł do mnie bliżej i miałam wrażenie, że patrzy na mnie jak na swoją ofiarę. Jak na swoją zdobycz.
-Ładny kapelusz- powiedziałam chcąc przerwać jakoś tę ciszę. Nie wiem co ze mną było nie tak, ale spojrzałam na jego krocze, nie mogłam się opanować.
-Wsiadaj- powiedział i zdjął kapelusz. Zanim jednak wsiadłam do samochodu założył mi go na głowę. Uśmiechnął się tajemniczo i spojrzał wymownie na mój biust. Boże, to się nie działo naprawdę. My się pożądaliśmy stojąc na parkingu przed lotniskiem w obecności wielu ludzi, w tym być może paparazzi. -Ali wsiadaj- powtórzył bardziej stanowczo a ja bez zbędnych komentarzy po prostu zrobiłam to co mi kazał. Sam okrążył auto i po kilku sekundach zajął miejsce obok mnie. Spojrzał na mnie przelotnie i uruchomił silnik. Po chwili wyjechaliśmy z lotniska i kierowaliśmy się do mieszkania Harrego.
-Ładnie ci w nim- powiedział.
-Co?
-Ładnie ci w moim kapeluszu. Ładnie ci we wszystkich moich rzeczach.
-Dziękuję- powiedziałam znowu gapiąc się na jego usta. I znowu cisza. Cholerna cisza przez, którą w mojej głowie zaczęły pojawiać się wizje tego co może się stać po przyjeździe do mieszkania Harrego. Wizje, w których te usta lądują na moich, na mojej szyi, na piersiach, na brzuchu…
-Jak ci minął lot?- zapytał po jakimś czasie. Zauważyłam, że stoimy. Było czerwone światło. Harry spojrzał na mnie, na moją twarz, ale jego wzrok szybko zjechał na mój dekolt. Mój wyeksponowany dekolt. W samochodzie zrobiło mi się gorąco dlatego rozpięłam kurtkę pod którą miałam tylko bluzkę. Specjalnie przed wylotem ubrałam taką w której mój biust dobrze się prezentował. Harry uśmiechnął się nieznacznie a wtedy ja, niby przypadkiem odgarniając włosy delikatnie przejechałam palcem po odsłoniętej skórze.
-Nie rób tak- upomniał mnie i spojrzał zupełnie poważnie.
-Lot minął mi całkiem… przyjemnie- nie wiem jak to się stało, że byłam onieśmielona, pewna siebie i w pewnym sensie prowokująca w tej samym momencie. Harry miał coś odpowiedzieć, ale ktoś za nami zatrąbił dając nam znać, że z czerwonego zrobiło się zielone i musimy ruszać. Wtedy Harry spojrzał z powrotem na drogę a kiedy ponownie włączyliśmy się do ruchu nieznacznie się uśmiechnął.
-Skarbie wiesz, że ze mną się nie pogrywa, prawda?
-Harry ja z tobą nie pogrywam- powiedziałam niewinnie a kiedy Harry na mnie spojrzał delikatnie przygryzłam wargę i przejechałam po niej językiem.
-Zły ruch skarbie… Bardzo zły- wyszeptał i musiałam przyznać, że zabrzmiało to jak groźba. Odwróciłam głowę by nie patrzeć na niego i zorientowałam się, że znam okolicę, w której się znajdujemy, byliśmy już całkiem blisko. Czułam jak atmosfera między nami staje się coraz gęstsza. Mogłam wyczuć jakieś dziwne iskry przeskakujące ze mnie na niego i na odwrót. Nie minęło pięć minut a my wjeżdżaliśmy na parking. Harry zgasił silnik, ale się nie ruszył, ja także. Wiedziałam, że jeśli nie wyjdę z auta będziemy uprawiać seks w samochodzie. I dokładnie w momencie kiedy jego dłoń miała wylądować na moim udzie ja zdążyłam otworzyć drzwi i dosłownie wyskoczyłam z auta. Harry wyszedł równie szybko jak ja i kiedy ja kierowałam się w stronę bagażnika on po prostu złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę windy.
-Moje rzeczy…- powiedziałam zdezorientowana.
-Później- właściwie wepchnął mnie do windy i od razu nadusił odpowiedni numer po czym ruszyliśmy w górę. Odsunęłam się od niego i czułam się jak ofiara zamknięta w klatce z drapieżnikiem. -Wiesz, że tu są kamery?- zapytał patrząc mi w oczy.
-Nie wiem.
-Wiesz, że gdyby ich nie było nie stałabyś bezczynnie w tym momencie?
-Chciałbyś… w windzie?- zapytałam i przejechałam palcem wskazującym po dekolcie.
-Chcę się z tobą kochać wszędzie.
-Też chcę to robić w windzie…- wyszeptałam patrząc mu w oczy. Harry zareagował na moje słowa błyskawicznie przysunął się do mnie, ale ja zrobiłam niewielki krok w tył.
-Ali… Na twoim miejscu bym tego nie robił…
-Szkoda, że tych kamer nie da się jakoś wyłączyć…
-Kurwa Ali…- zaczął, ale w tym momencie drzwi windy się rozsunęły. Byliśmy na miejscu. Spokojnie i powoli wyszłam z windy i skierowałam się w odpowiednim kierunku. Stanęłam przed drzwiami jego mieszkania a Harry włożył do zamka klucz, przekręcił go dwa razy, nadusił na klamkę i stanął tak by mnie przepuścić. Weszłam pierwsza. Harry był zaraz za mną. Wszedł do środka, zamknął drzwi. Nie zapalił światła. Stanął za mną, pochylił się, czułam jego oddech na szyi.
-Byłaś niegrzeczna przez całą drogę…- wyszeptał i położył swoje dłonie na moich biodrach po czym przyciągnął mnie do siebie. Nic jeszcze nie zrobił a ja byłam już tak cholernie podniecona. Czułam jak jego dłonie wędrują wyżej by zdjąć ze mnie kurtkę. Szybko wyswobodziłam się z butów ale i z jego uścisku i odsunęłam się nieco od niego. -Próbujesz uciekać…- wyszeptał i nagle w pomieszczeniu zrobiło się jasno. Zapalił światło. Odwróciłam się w jego stronę, spojrzałam mu w oczy, w których malowało się podniecenie. Zrobiłam kolejny krok w tył a on zdjął kurtkę, kolejny krok a on pozbył się butów i zbliżył się do mnie. Kiedy miałam znowu się odsunąć on znalazł się przy mnie w mgnieniu oka. Zdjął z mojej głowy kapelusz a jego dłonie znalazły się pod moją bluzką. Wtedy niespodziewanie poczułam jego usta na moich. Zaskoczył mnie tym, nie kontrolowałam moich ruchów i głośno jęknęłam otwierając usta co Harry wykorzystał od razu. Jego język szybko połączył się z moim i wtedy zrozumiałam jak bardzo tego pragnęłam i jak bardzo za tym tęskniłam.
-Harry…- chciałam mu to powiedzieć, chciałam by wiedział jak bardzo go kocham.
-Tak bardzo tęskniłem- powiedział w moje usta po czym znowu zaczął mnie całować. Całowaliśmy się z pasją i pożądaniem kiedy on położył swoje dłonie na moich pośladkach, przysunął mnie do siebie i podniósł mnie a ja natychmiast oplotłam go nogami w pasie i ruszyliśmy w kierunku sypialni, przynajmniej tak mi się wydawało. Oderwałam się od jego ust i zaczęłam całować jego szyję by po chwili przyssać się do jego skóry. Ssałam mocno, chciałam zostawić jak najmocniejszy ślad. Harry jęknął i była to dla mnie najlepsza pochwała tego co robiłam.
-Nie idziemy do sypialni?- zapytałam kiedy zorientowałam się, że stoimy w salonie.
-Nie dam rady dojść do sypialni- powiedział a po moich plecach przebiegły przyjemne dreszcze. Nagle poczułam jak siada na kanapie, w pokoju było dość ciemno bo jedynym źródłem światła było to z przedpokoju. Siedziałam na Harrym okrakiem i jedyne o czym myślałam to to, że chce go rozebrać. Zajęłam się jego koszulką, zdjęłam ją szybko i wtedy Harry zabrał się za rozbieranie mnie. Kiedy zdjął moja bluzkę byłam z siebie dumna. Przed wylotem postanowiłam ubrać czerwoną, koronkową bieliznę, którą miałam na sobie raz w życiu- na tej przeklętej imprezie w Brazylii.
-Wszystko w porządku?- zapytałam kiedy on przestał robić cokolwiek poza gapieniem się na mój biust okryty czerwoną koronką.
-Planowałaś to…- powiedział nieco zaskoczony.
-Miałam nadzieję…- przyznałam szczerze.
-Ali wstawaj, szybko- polecił a ja zrobiłam to o co prosił. Wstałam z niego a on natychmiast zdjął ze mnie spodnie przez co stałam w samej czerwonej bieliźnie- Chętnie popatrzyłbym dłużej, ale… nie mogę- powiedział śmiertelnie poważnie i zdecydowanym ruchem zdjął moje majtki, sekundę później stanik. Kiedy ja byłam już naga zajęłam się jego rozporkiem i kiedy miałam pociągnąć spodnie w dół Harry mnie powstrzymał. Włożył rękę do tylnej kieszeni, ale niczego w niej nie znalazł. -Gumka, kurwa… Nie wiem gdzie mam gumkę- powiedział jakby zaraz miał się rozpłakać a mi zachciało się śmiać. W tym momencie miałam dla niego niespodziankę. Totalnie olałam to co powiedział i pociągnęłam w końcu te spodnie w dół. -Ali, skarbie, muszę poszukać gumki.
-Nie musisz- powiedziałam i zdjęłam też jego bokserki, które zatrzymały się na wysokości kolan, tak samo jak spodnie.
-Ali nigdy nie miałem stosunku przerywanego…
-Ja też- powiedziałam i popchnęłam go w stronę kanapy tak mocno, że się zachwiał i usiadł na niej z impetem.
-Mogę nie dać rady…
-Mam dla ciebie niespodziankę.
-Niespodziankę?
-Harry od tygodnia biorę tabletki.
-Jakie tabletki?
-Domyśl się- powiedziałam i usiadłam na nim okrakiem.
-Nie musimy używać gumek?
-Nie… Równo od tygodnia biorę tabletki antykoncepcyjne, nie potrzebujemy prezerwatyw- powiedziałam a na on uśmiechnął się tak szeroko, szczerze i radośnie, że wyglądał jak małe dziecko, które dostało tabliczkę czekolady. Trwało to tylko chwilę, uśmiech z jego twarzy powoli znikał a ja zrozumiałam co to znaczy. Jego dłonie wylądowały na moim tyłku dając mi do zrozumienia, że mam się nieco unieść co zrobiłam natychmiast. Harry przesunął się nieco wprzód, tak, by być idealnie pode mną. Chwyciłam go delikatnie w dłoń i najdelikatniej jak umiałam zaczęłam umieszczać go w sobie. Wtedy Harry zupełnie bez ostrzeżenia, niesamowicie szybko i mocno uniósł biodra wchodząc we mnie całą swą długością, niesamowicie gwałtownie. Byłam tak zaskoczona tym co zrobił, że to co wydobyło się z moich ust w tym momencie to nie był jęk, to był krzyk. Uniosłam biodra do góry ale on zrobił to samo drugi raz, tym razem delikatniej. Po chwili zaczęłam poruszać się sama, zaczęłam jęczeć a Harry zaczął robić to co kochał najbardziej- malinki. Robił je nie tylko na mojej szyi, robił je na dekolcie, na piersiach… A kiedy skończył po prostu objął mnie mocno, wstał będąc we mnie i położył mnie na kanapie tak, że teraz to on górował nade mną, po czym zaczął się poruszać. Jego usta znalazły się na moich, ale nie mogłam oddać pocałunku. Oddychałam tak ciężko, że nie byłam w stanie go całować dlatego jego usta przeniosły się na moją szyję. Matko Harry miał o wiele lepszą kondycję ode mnie.
-Tak bardzo za tobą tęskniłem- wyszeptał wywołując gęsią skórkę na całym moim ciele.
-Ja… za tobą też- wyjęczałam ledwo słyszalnie. -Jesteś piękna skarbie- usłyszałam i poczułam jak delikatnie przygryza płatek mojego ucha.
-Harry…- jęczałam.
-Twoja niespodzianka jest wspaniała.
-Ja… cieszę się… że ci się podoba- nie wiem jakim cudem udawało mi się wypowiadać słowa.
-Czuję cię Ali…- wyjęczał mi do ucha.
-Ja… ciebie…
-Jesteś dla mnie wszystkim- wszystko co robił, co mówił potęgowało tylko to jak cudownie czułam się w tym momencie. -Jesteś spełnieniem marzeń.
-Harry… ty…- chciałam coś powiedzieć, ale jego wargi naparły na moje.
-Kocham cię- wyjęczał w moje usta i kolejny raz jego język zaczął delikatnie pieścić mój. Mijały kolejne minuty a ja czułam jak moje ciało z każdym kolejnym pchnięciem Harrego jest popychane coraz bardziej w stronę urwiska. Moje serce biło jak szalone, na skórze pojawiły się malutkie kropelki potu. Czułam jak zaczynam drżeć, przeniosłam dłonie z jego włosów, które co jakiś czas odgarniałam z jego twarzy, na plecy. Kiedy czułam, że to już, że po prostu spadam w przepaść, że dochodzę, zacisnęłam ręce na jego wilgotnych plecach. Mocno. Byłam pewna, że rano pojawią się tam siniaki, ale nie odczuwałam żadnych wyrzutów sumienia. Widziałam jak Harry także doznaje spełnienia, w tym samym czasie co ja… we mnie. Boże to było tak intymne, że chyba bardziej intymna relacja i sytuacja nie istniały. On… We mnie… Bez żadnej bariery. Czułam jak na mnie opada, jak nie ma siły by podtrzymywać swoje ciało. Przesunęłam się nieco w bok by zrobić mu trochę miejsca, tak by mógł na chwilę położyć się koło mnie. Harry zsunął się ze mnie i objął mnie ramieniem. Może i było ciasno, ale taka bliskość była tym czego potrzebowałam po całym tygodniu spędzonym bez niego. Leżeliśmy w totalnym milczeniu, pogrążeni we własnych myślach, wsłuchani we własne oddechy. Spojrzałam w bok i dopiero wtedy zobaczyłam, że na stoliku stoją dwie wysokie świece, dwa kieliszki, dwa talerze, sztućce… On planował dla nas kolację! Albo nadal planuje… Ciekawe czy przewidział to, że najpierw będziemy się kochać czy liczył, że jednak najpierw zjemy kolację? W momencie kiedy miałam go o to zapytać Harry mnie uprzedził, odezwał się pierwszy.
-Ali, podpisz…- powiedział błagalnym tonem tuż przy moim uchu, wywołując gęsią skórkę na całym  moim ciele.
-Co mam podpisać?- totalnie nie rozumiałam o czym mówi.
-Umowę… Podpisz ją, proszę…
-Jaką umowę?- zapytałam a wtedy on zmienił swoją pozycję tak, że znowu nade mną górował. Położył dłonie po obu stronach mojej głowy.
-Jedź z nami w kolejną trasę, jedź ze mną…
-Ale…
-Błagam… Ja nie dam rady… Bez ciebie… Podpisz tę cholerną umowę i spraw, że będę najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.





PRZEPRASZAM! Naprawdę przepraszam za to, że tak długo nie było nowego rozdziału. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Nie byłam na żadnych wakacjach, odcięta od internetu 2 tygodnie. Nic z tych rzeczy. Nie dodawałam tak długo rozdziału bo totalnie nie miałam weny, w sumie nadal nie mam. Pisałam ten rozdział w strasznych męczarniach. :( To nie tak, ze nie mam pomysłu na opowiadanie czy coś bo pomysłów to ja mam akurat za dużo. Po prostu tak jakoś pisanie nagle przestało mi sprawiać tyle przyjemności :( No ale trudno! Nie narzekam już! Może wena wróci a jak nie to będę się męczyć dalej...
Jeśli chodzi o sam rozdział to jak już mówiłam pisanie go szło mi jak po grudzie, więc jest jaki jest :)
Jeśli chodzi o piosenkę to dodaję tutaj 2 wersje "Learn to be lonely"
1) WERSJA MINNIE DRIVER
2) WERSJA BEYONCE
W pisaniu rozdziału pomogła mi Ada!!!!!!!!! To ona wcieliła się w rolę dziennikarki i pytania z wywiadu napisała ona!!! ADUŚ DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!! KOCHAM CIĘ!
Na koniec chcę przeprosić za błędy.
Jak zwykle proszę o komentarze, o ile ktoś to w ogóle jeszcze czyta poza Adą... 

PS I LOVE YOUUU <3
PS 2 Na moją obronę chcę tylko powiedzieć, że rozdział ma AŻ 19 STRON!!!! :P To mój nowy rekord! :D