sobota, 1 kwietnia 2017

Rozdział 34





-Wiadomo? Kim jest D.?- to wydawało mi się tak nierealne, że pomyślałam, że właśnie śnię. Zgłaszając całą sprawę odpowiednim służbom powinnam chyba liczyć się z tym, że kiedyś się dowiem, że poznam tożsamość osoby, która dręczy mnie tyle czasu. Przecież po to zajęła się tym policja. Po to by dowiedzieć się, kim jest osoba, która od samego początku istnienia Ali Rose jej nienawidzi. Po to by ta osoba przestała mnie dręczyć. Bym mogła żyć bez strachu, że groźby są prawdziwe, bez strachu przed każdą przychodzącą wiadomością. I teraz, gdy okazało się, że wiadomo, że osoba, która tak bardzo mnie nienawidzi istnieje naprawdę, nie jest już dłużej anonimowa, D. to nie jest tak naprawdę D. tylko ktoś, kto ma imię i nazwisko, ogarnął mnie o wiele większy strach niż wtedy, kiedy ten ktoś wysyłał mi psychiczne wiadomości. Bo ja nie byłam gotowa. A reakcja, mina, spojrzenie Olivii tylko mnie upewniły w tym przekonaniu. Nie byłam gotowa poznać tożsamości tej osoby, bo wiedziałam, że to nie psychofan Harry’ego. To nie mój psychofan. To nie osoba, która jest mi obca. Naiwnie część mnie wierzyła, że tak właśnie jest. Że to ktoś kto ma obsesje, ktoś kto nas śledzi, ktoś kto ma, być może, jakiś ogromny problem ze sobą samym, ale przede wszystkim to ktoś kogo nie znam. Niestety  reakcja Liv wyraźnie mówiła coś innego. To osoba, którą znam i okazało się, że jestem zupełnie nieprzygotowana na to, co zaraz usłyszę.
-Tak. Wiadomo, kim on jest- on. ON. To mężczyzna. Olivia patrzyła na mnie tak, że nie wiedziałam, co mam czuć. Mam się bać? Tak naprawdę bać? Mam być przerażona? Kim on jest? To ktoś mi bliski? Ktoś, kogo kocham? Liv wyglądała tak jakby miała wyrzuty sumienia. I poza tym widziałam w jej oczach współczucie. Było jej mnie żal. Objęła mnie chcąc dodać mi otuchy a ja nie wiedziałam, co mam robić. Nie chciałam się dowiedzieć, ale jednocześnie chciałam żeby mi już powiedziała. Żebym mogła w końcu poczuć odpowiednie uczucia. Żeby emocje ukierunkowały się w odpowiednią stronę, bo teraz wewnątrz mnie panował chaos.
-On. Jaki on?- zapytałam i odsunęłam się od niej. Wzięłam głęboki wdech i to było jedyne, co mogłam teraz zrobić. –Po prostu to powiedz.
-To Jesse- Jesse. To Jesse. Jaki Jesse do cholery? Bo ja znałam tylko jednego i ten Jesse, którego znałam nigdy w życiu nie zrobiłby czegoś takiego. On by po prostu tego nie zrobił.
-Liv mów jaśniej- poprosiłam i się uśmiechnęłam. W tej sytuacji się uśmiechnęłam. Właściwie zachciało mi się nawet śmiać.
-D. to Jesse, Jesse to D. Jaśniej nie umiem tego powiedzieć. Jesse wysyłał ci te wiadomości, ten Jesse, twój były chłopak- powiedziała a ja zaczęłam się śmiać. Można się było po mnie spodziewać chyba każdej reakcji, ale nie tej. Olivia patrzyła na mnie jak na wariatkę, a ja się po prostu śmiałam. Bo przecież ona żartowała. Chyba każdy mógłby być D., ale nie Jesse.  On by nie mógł.
-Możesz przestać żartować?- zapytałam. Przecież to nie był dobry moment na żarty.
-Ja nie żartuję. Wiem, że to dla ciebie szok. Uwierz mi, że ja sama wciąż niedowierzam- Olivia się nie uśmiechała. Była śmiertelnie poważna a do mnie, do mojej świadomości, powoli przebijał się fakt, że to on. Przestałam się śmiać. Liv widząc moją minę przytuliła mnie. Chyba uważała, że potrzebuję tego. Że w tym momencie potrzebuję pocieszenia, ale ja nie potrzebowałam. Ja po prostu byłam w szoku. Jakim cudem Jesse mógł być D.? Przecież to było pozbawione jakiegokolwiek sensu czy logiki.
-To musi być jakaś pomyłka. Mogę uwierzyć we wszystko, ale nie w to.
-Powiedziałam to samo rozmawiając przez telefon, ale fakty są takie, że to on. Przyleciał tutaj dwa dni temu, zalogował się na swoje konto czy coś. Nie wiem, nie znam się na tym.
-Aresztowali go?- zapytałam i jedyne, co czułam to... wyrzuty sumienia? Troska? O niego? Odczuwałam coś, czego chyba nie powinnam. Ale ja po prostu nie wierzyłam w jego winę.
-Zabrali go by złożył zeznania.
-Czyli tak?- w tym momencie Olivia musiała mówić do mnie wprost. Nie chciałam snuć jakiś domysłów, bo ta sytuacja była zbyt poważna i tak nierealna, że musiałam otrzymywać od niej konkretne informacje.
-Jest już na wolności. Ja też muszę tam pojechać, to znaczy muszę się spotkać z prawnikiem- wpłacił kaucję? I ja też muszę tam jechać? Chcę tam jechać.
-A ja?
-Nie. Zostaniesz tutaj, zaraz odwołam wszystkie twoje zajęcia. Dziś i jutro możesz odpocząć.
-Po co? Nie chcę niczego zmieniać, ale też chcę porozmawiać z prawnikiem, chcę żeby mi wytłumaczył. Zadzwoń do niego niech przyjedzie tutaj- to było chyba najlepsze wyjście. Nie wierzyłam w winę Jesse’ego i nie zamierzałam uwierzyć dopóki nie zobaczę dowodu. Dopóki ktoś mi nie udowodni, że to rzeczywiście on. Żeby uwierzyć musiałam zobaczyć.
-Ali wiem, że to do ciebie nie dociera, ale to prawda. To on wysyłał wszystkie wiadomości. Wiem, że jesteś w szoku. Wiem, że nie wierzysz, że Jesse byłby zdolny do takiej formy przemocy. Rozumiem, że chcesz osobiście porozmawiać z prawnikiem, ale moim zdaniem... Moim zdaniem ta rozmowa może cię kosztować bardzo wiele. On nie powie ci, że policja się pomyliła. Prawnik złamie ci serce.
-Liv ty nie rozumiesz. Ja nie uwierzę dopóki nie zobaczę. Po prostu... Znam go. Jasne, Jesse nie jest ideałem, ale... Między innymi dzięki niemu wróciłam do życia. Nie pokochałam go w „ten” sposób, bo tak umiem kochać tylko jedną osobę na tym świecie, ale to nie znaczy, że go nie pokochałam w ogóle. Spędziłam z nim tyle czasu... Znam go. Po prostu go znam.
-Wydaje ci się, ze go znasz. Może i znałaś, ale... Teraz wszystko się zmieniło. Nie powinnaś rozmawiać z adwokatem. Powinnaś spędzić ten dzień w otoczeniu przyjaciół, bo w końcu dotrze do ciebie, że Jesse to D. i kiedy to zrozumiesz tylko bliskie osoby będą umiały ci pomóc. Będziesz potrzebowała ich wsparcia.
-Zadzwoń do tego faceta i każ mu przyjechać tutaj- powiedziałam a ona tylko westchnęła.
-Dobrze. Skoro chcesz możemy pojechać na spotkanie razem.
-Nie. Chcę żeby on przyjechał tutaj. Nie wiem, co mi powie, ale chcę być wtedy w domu. Proszę cię. Po prostu niech tutaj przyjedzie i nie sprzeczajmy się o to. Ja nie odpuszczę, poza tym to mnie to wszystko dotyczy, to ja dostawałam te wiadomości i dlatego zasługuję na to żeby wiedzieć- Olivia nie chciała żebym była przy tej rozmowie i ja rozumiałam, dlaczego. Nie chciała żebym usłyszała coś, co mnie zrani. Była moją agentką, ale już dawno przeszłyśmy w naszej relacji na zupełnie inny poziom. Byłyśmy przyjaciółkami i ufałyśmy sobie bezgranicznie. Ja, co zrozumiałe musiałam jej ufać, powierzyłam jej wszystko w sensie zawodowym, ale też prywatnym. Ona także mi ufała. Nie raz opowiadała o swoich problemach o tym, co ją bolało, ale też o tym, co sprawiało, że czuła się szczęśliwa. Ufałyśmy sobie, szanowałyśmy się, przyjaźniłyśmy się i przede wszystkim troszczyłyśmy się o siebie. I właśnie, dlatego Liv chciała spotkać się z prawnikiem sama. Chciała dowiedzieć się o wszystkim i z pewnością gdyby uważała, że jakaś informacja może mnie zranić nie powiedziałaby mi, albo starałaby się to jakoś złagodzić. A ja chciałam poznać wszystkie fakty, bo inaczej nie byłabym w stanie uwierzyć, że Jesse mógłby zrobić coś takiego.
-Okej- powiedziała tylko i wzięła w dłoń telefon. Minutę później wszystko było już załatwione. Na ogół nie zapraszałam obcych ludzi do mojego domu. To była jedna z zasad, których przestrzegałam. Nie tylko ja. Na ogół spotykałam się ze znajomymi na mieście a jeśli już zapraszałam kogoś do domu istniała jedna podstawowa zasada a raczej prośba by dana osoba nie przekroczyła granic mojej prywatności. Tyczyło się to nawet Kurta czy Blaine’a i udostępnianych przez nich zdjęć. Prywatność w tym zawodzie była czymś bardzo ważnym, dlatego musiały istnieć pewne reguły. Oczywiście zdarzało się, że nawet ja je łamałam udostępniając jakieś prywatne zdjęcie, ale robiłam to świadomie. Zasady były ważne, ale czasami trzeba było je złamać, jak w tym wypadku. Co prawda Peter, prawnik, który miał przyjechać po pierwsze nie zamierzał naruszać mojej prywatności a po drugie, nie był kimś zupełnie obcym. Nie był też znajomym, ale ta sytuacja wymagała złamania pewnych schematów. Czekając na mężczyznę byłam pełna nadziei, że okaże się, że Olivia coś źle zrozumiała albo wszystko zostało już wyjaśnione i to policja się pomyliła. Nie tworzyłam żadnych scenariuszy, nie snułam domysłów. Po prostu miałam nadzieję, że to wszystko jest wielką pomyłką, jakimś absurdem. Mój umysł wzbraniał się przed tym by w ogóle rozważyć to, że Jesse byłby zdolny do czegoś takiego. Cały czas powtarzałam, że nie uwierzę dopóki nie dostanę dowodu. Byłam pewna, że to pomyłka. Ale gdy prawnik wyszedł nie mogłam już dłużej zaprzeczać. Wciąż w to niedowierzałam, ale przestałam zaklinać rzeczywistość.
-Ali naprawdę mogę z tobą zostać- powiedziała Olivia. Musiała już wyjść, ale wiedziałam, że nie chce tego zrobić. Chciała zostać ze mną. Widziała jak przygasłam po rozmowie z Peterem. Chciała poczekać aż Nina wróci. Ale ja pragnęłam zostać sama.
-Na serio nie musisz. Dam sobie radę, poza tym... To wciąż do mnie nie dociera. I myślę, że muszę z tym po prostu zostać. Pomyśleć.
-Najważniejsze, że to już koniec. Że nie będzie więcej wiadomości i w końcu odzyskasz spokój... A ten Jesse... Słyszałaś, co mówił Peter. Już ma zakaz zbliżania się do ciebie i zrobimy wszystko żeby dostał najwyższą możliwą karę.
-Nie przyznał się- to była jedyna iskierka nadziei, która wciąż gdzieś tliła się we mnie.
-Adres IP należy do niego, konto Apple należy do niego, na iCloud były te wiadomości. I to nie tak, że się nie przyznał. Słyszałaś, co powiedział Peter. Jesse w ogóle nie chciał rozmawiać i uparł się, że nie powie nic bez adwokata.
-Ale Peter powiedział, że Jesse na początku mówił, że to nie on- mimo dowodów w tej sprawie coś mi nie pasowało. Najprawdopodobniej musiało minąć kilka dni żeby i dla mnie wydało się wszystko logiczne.
-Tak, na początku. Później zrozumiał jak poważna jest sytuacja i nie mówił już nic. Moim zdaniem on się nie spodziewał, że w ogóle zgłosiłaś to na policję. Później skontaktował się z Jess i pewnie ona dała mu jakieś instrukcje, wpłaciła kaucję i przed chwilą dzwoniła do mnie. Chce to zatuszować. Albo nagłośnić.
-Znając ją zdecydowanie to drugie- powiedziałam a w moim głosie było słychać wstręt.
-Możliwe. Może będzie chciała przechylić szalę na ich korzyść. Powie prasie, że zostawiłaś Jesse’ego. Że go zraniłaś. Że zdradzałaś z Harrym, gdy jeszcze byliście w związku i Jesse stalkował cię z rozpaczy po rozstaniu. Obróci wszystko tak, że wyjdzie, że to Jesse jest pokrzywdzony. Oczywiście nie dopuszczę do tego, ale jeśli to wyjdzie oni będą chcieli coś na tym ugrać... Zrobią z niego ofiarę a ty i Harry będziecie tymi złymi... Ali przepraszam cię.
-Za co?- tego dnia usłyszałam wiele słów, których nie potrafiłam zrozumieć i to, co właśnie powiedziała Olivia zdecydowanie zaliczało się do tej kolekcji.
-Za to, że tak go broniłam. Że mówiłam ci żebyś go nie zraniła, kiedy chciałaś mścić się na Harrym. Teraz żałuję, że nie zraniłaś go mocniej.
-Naprawdę nie powinnaś mnie za to przepraszać- powiedziałam natychmiast i uśmiechnęłam się do niej.
-Powinnam, bo uważałam, że to co robisz jest nie fair. Tymczasem on był jakimś popaprańcem, który praktycznie cię zastraszał- Olivia wierzyła, że Jesse był D. od zawsze. Ja byłam pewna, że nie. Stał się nim, ale nie był nim dawniej. Nie miał powodu by mnie dręczyć na początku. Przecież ja go poznałam już po tym jak dostałam pierwszą wiadomość. Poza tym doskonale pamiętałam, że dostawałam je nawet przy nim gdy siedzieliśmy w studio i nagrywaliśmy moją pierwszą płytę.
-Nie wiadomo kto wysyłał mi wiadomości za pierwszym razem. Może masz rację? Może skrzywdziłam go o wiele bardziej niż myślałam i to jego rodzaj zemsty? Może to jest właśnie prawda?
-Jedyną prawdę jest fakt, że to on. I w moich oczach nic go nie usprawiedliwia- powiedziała a ja postanowiłam ją o coś poprosić.
-Liv musisz mi obiecać, że Harry się nie dowie- to było w tym momencie najważniejsze. Zachować to w tajemnicy przed światem. I przed moim całym światem.
-Jak to się nie dowie?
-Nie teraz. Nie może to nigdzie wypłynąć. Ja mu o wszystkim powiem jak do mnie wróci. Teraz jest tak daleko, nie chcę żeby się dowiedział od kogoś. Chcę mu sama o tym powiedzieć. Harry będzie tutaj za dwa dni i wtedy mu powiem. On nie może dowiedzieć się tak po prostu. Znam go i wiem, jak zareaguje, dlatego muszę go o tym poinformować jakoś delikatnie i przede wszystkim osobiście.
-Dobrze, ale nie możesz zwlekać z tym wszystkim.
-Wiem, powiem Harry’emu od razu jak przyleci- obiecałam i położyłam dłoń na czole. Miałam wrażenie, że przez to, czego się dowiedziałam mam gorączkę. Głowa mi po prostu pękała i czułam jakieś wewnętrzne osłabienie. Pożegnałam się z Olivią a gdy zostałam sama nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić. Jesse wysyłał do mnie te wiadomości i naprawdę to do mnie nie docierało. Poszłam do salonu i wyszłam na balkon. Na zewnątrz było zimno, ale w mieszkaniu czułam się tak jakby ktoś powoli wysysał z niego cały tlen. Nie chciałam dopuścić do siebie tej chorej informacji. Nie chciałam. Nie mogłam sobie uświadomić tego, że drugi raz ktoś chciał mnie zniszczyć. Że drugi raz zrobił to mężczyzna, który mówił, że mnie kocha, który był ze mną, który spał ze mną, który budził się u mojego boku, który był ideałem. Harry mi to zrobił. Oszukał mnie. Okłamał. Złamał mnie. A teraz zrobił to Jesse. Harry’emu potrafiłam to wybaczyć. Kochałam go. Był miłością mojego życia. Zawsze liczył się tylko on, dlatego potrafiłam o tym zapomnieć, potrafiłam zaufać mu po raz drugi. Oddałam mu każdą swoją cząstkę. Zostałam jego żoną. Do Jesse’ego żywiłam inne uczucia. Nie kochałam go. Nie znaczył dla mnie tyle ile znaczył Harry. Jesse’emu nie umiałabym wybaczyć. Ale coś w tej historii mi nie pasowało. Owszem Harry potrafił mnie oszukać, ale Jesse... Naprawdę go znałam. Co jeśli skrzywdziłam Jesse’ego bardziej niż myślałam? Co jeśli D. kiedyś i D. teraz to dwie różne osoby? Co jeśli za pierwszym razem to nie był Jesse? Co jeśli stał się  D. przeze mnie? Co jeśli mnie znienawidził tak bardzo, że chciał mnie zranić tak jak ja jego? Co jeśli? Oczywiście nic nie usprawiedliwiało takiego zachowania. Tym bardziej, że te wiadomości były coraz bardziej przerażające, ale być może to wszystko nie było takie czarno-białe. Być może istniało jakieś wytłumaczenie, choć im dłużej o tym myślałam tym bardziej wyraźna stawała się myśl, że być może nie ma wytłumaczenia. Włączyłam komputer i zaczęłam czytać te wiadomości. Nienawidziłam D. z całych sił i wiedziałam, że jestem o krok od znienawidzenia Jesse’ego. Gdy Nina wróciła od razu zauważyła, że coś się stało a ja nie broniłam się przed opowiedzeniem jej wszystkiego. Otworzyłam się i opowiedziałam jej, co dotychczas było wiadomo. Nina nie poznała Jesse’ego osobiście, więc była o wiele bardziej obiektywna niż ja czy Olivia. Nie była z nim związana poprzez wspomnienia czy emocje, więc mogła ocenić wszystko, jako ktoś znajdujący się obok całej tej sprawy. Spojrzała na to zupełnie inaczej niż ja i według niej to wszystko miało sens. Powiedziała, że rozumie, dlaczego wciąż niedowierzam, ale musiałam pogodzić się z faktami. Z dowodami, które nie zostawiały wątpliwości. Choć to nie dowody czy chłodne spojrzenie Niny przekonało mnie w końcu do tego, że to wszystko prawda. Gdy rozmawiałyśmy do moich drzwi ktoś zapukał. Podejrzewałam, że to Kurt i Blaine. Co prawda oni często po prostu wchodzili do mieszkania bez wcześniejszego uprzedzania, ale tym razem uniemożliwiła im to Nina, która w przeciwieństwie do mnie miała nawyk i zawsze zamykała drzwi na klucz. Wstałam, więc z kanapy i mimo że kolejny raz słyszałam pukanie, szłam w ślimaczym tempie do przedpokoju a gdy otworzyłam drzwi i zobaczyłam osobę stojącą przede mną serce najpierw stanęło mi w piersi by chwilę potem zacząć bić w szalonym tempie. To był on. Jesse. Przez ułamek sekundy nic się nie działo, staliśmy tylko, patrzyliśmy na siebie. Na mojej twarzy malował się ogromny szok, ale co było może zaskakujące, na jego także. I wtedy ja ocknęłam się pierwsza. Poczułam strach i panikę. Przypomniało mi się, co powiedziała Olivia. Jesse miał zakaz zbliżania się do mnie. Nie mógł tego zrobić a mimo tego stał u progu mojego domu. To dało mi impuls by jakoś zareagować i podświadomie zrobiłam jedyną słuszną rzecz. Z impetem zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
-Ali otwórz!- usłyszałam, gdy w pośpiechu szukałam w szufladzie kluczy. Zatrzasnęłam drzwi i wiedziałam, że Jesse nie jest w stanie ich otworzyć, ale dla pewności musiałam zakluczyć mieszkanie na ten specjalny klucz włączający jakąś blokadę. Nie zaznałam się na tym, ale Steve kiedyś mi to tłumaczył.
-Co się dzieje?- zapytała przestraszona Nina, która przyszła zobaczyć, co spowodowało tak wielki huk.
-Przyszedł tutaj- odpowiedziałam tylko wciąż przerzucając wszystko, co znajdowało się w szufladzie.
-Co robisz?- brunetka podeszła do mnie i chwyciła moje dłonie. Nie wiem, co zobaczyła patrząc mi w oczy, ale momentalnie się zmartwiła.
-Gdzieś tutaj jest klucz- powiedziałam a ona kiwnęła głową i zaczęła go szukać razem ze mną.
-Ali! Musimy porozmawiać!- usłyszałyśmy. Poza jego krzykiem, który sam w sobie był przerażający, Jesse postanowił dodać kolejny element by mnie wystraszyć i zaczął uderzać pięściami w drzwi. Ta sytuacja przypomniała mi wszystko, co czułam, gdy Harry się tak zachowywał po tym jak jego sekrety wyszły na jaw i od niego odeszłam. Gdy przychodził, dzwonił, zastraszał mnie i wydawało mi się, że postradał zmysły. Nagle miałam to przed oczami. Nagle słyszałam wszystko, co wtedy mówił. Przeszłam wtedy przez piekło, przeżyłam to. Ale drugi raz... Gdyby Jesse zaczął zachowywać się tak jak Harry wtedy... Nie byłam pewna czy przeżyłabym drugi raz coś takiego.
-To ten?- zapytała Nina a ja jedynie skinęłam głową.
-Ali otwórz! Porozmawiajmy! Nic nie zrobiłem!- Jesse nie dawał za wygraną a ja byłam jakby z boku całej sytuacji. On krzyczał, Nina zamykała drzwi a ja stałam jak trusia.
-Nie bój się, on tutaj nie wejdzie- powiedziała a ja nie byłam pewna, czego dokładnie boję się bardziej. Jesse’ego czy tego, że będę musiała się zmierzyć z czymś, co było dla mnie jak największy koszmar. Nie chciałam być taka... jak dawniej. Potrząsnęłam energicznie głową. Ali jesteś silna i nikt cię nie skrzywdzi, nie bój się, działaj – pomyślałam. Zamiast stać biernie postanowiłam zareagować. Natychmiast podeszłam do niewielkiego urządzenia, które przypominało domofon. Podniosłam szybko słuchawkę, nadusiłam przycisk i kilka sekund później odezwał się ochroniarz. Poprosiłam go o szybką interwencję, powiedziałam, że osoba, która ma zakaz zbliżania się do mnie właśnie dobija się do moich drzwi. Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie. Ochroniarze siłą wyprowadzili chłopaka a mężczyzna, który wpuścił go do budynku przeprosił mnie za całe zamieszanie i wyjaśnił, że znał Jesse’ego i wpuszczał go wiele razy do budynku i nigdy nie było z tym problemu. Nie wpuściłby go teraz, ale nie otrzymał od nikogo żadnej wiadomości o tym, że Jesse nie może wchodzić do budynku. Uświadomiło mi to, że nie tylko ja przeżywałam tę sytuację. Olivia i Steve także skoro zapomnieli o czymś tak ważnym jak poinformowanie ochrony.
-Nie musisz się już tym martwić. On już tutaj nie wróci, a nawet jeśli będzie chciał to zrobić ponownie nie przyjedzie tutaj. Będę całą noc siedział w samochodzie, będę miał wszystko na oku- zadzwoniłam do Steve’a by powiedzieć mu o tym „incydencie”. Przyjaciel przyjechał do mnie z prędkością błyskawicy.
-Nie chcę żebyś siedział pod apartamentowcem całą noc. Ochrona go nie wpuści, poza tym nie wydaje mi się, że będzie chciał tutaj wrócić- kiedy otrząsnęłam się z tego szoku w mojej głowie odezwała się moja masochistyczna cząstka. Wśród tego bałaganu, który panował wewnątrz mnie pojawiło się coś jeszcze. Olivia mówiła, że nie mogę rozmawiać z Jessem. Mogłam to zrobić tylko w obecności adwokata. Ale jakaś część mnie złościła się, że jestem takim tchórzem i nie stawiłam mu czoła. Mogłam z nim porozmawiać. Miałam tyle pytań, począwszy od tego podstawowego czyli, dlaczego to robił aż do tego skąd wiedział o Harrym i o mnie wszystko? A może chciał mi powiedzieć, że jest niewinny. Nie dałam mu dojść do słowa, bo zareagowałam instynktownie, ale być może to był błąd. To było takie skomplikowane, że zaczęłam żałować tego jak się zachowałam i właśnie to moje masochistyczne alter ego chciało żeby Jesse skontaktował się ze mną jeszcze raz.
-Jak mówiłem, nie martw się, już go więcej nie zobaczysz- powiedział jeszcze Steve, objął mnie i wyszedł. Brunet był uparty i wiedziałam, że nic go nie przekona do zmiany decyzji, ale musiałam, chociaż spróbować.
-Ali może to, co teraz powiem jest nietaktowne, ale Steve jest jakiś taki nadopiekuńczy. W sumie nie chodzi mi nawet o tę sytuację, ale tak po prostu- wiedziałam, że Nina chciała to powiedzieć już od dłuższego czasu.
-Myślisz, że to jest złe?- zapytałam, bo byłam ciekawa. Poza tym zgadzałam się z nią. Steve był nadopiekuńczy, choć ja wiedziałam, dlaczego taki jest, dlaczego tak się zachowuje.
-Nie. Myślę, że to dobrze, że tak się przejmuje i się o ciebie troszczy, ale... To trochę dziwne, bo jakby tak zliczyć te wszystkie godziny wyszłoby chyba, że spędza z tobą więcej czasu niż Harry- Nina na ogół była bezpośrednia. W tym przypadku owijała w bawełnę.
-Wiem do czego zmierzasz. Wydaje ci się, że Steve może do mnie żywić uczucie. To romantyczne- powiedziałam, bo właśnie o to jej chodziło.
-To może głupie, ale przemknęło mi to przez myśl.
-Uwierz mi, że to nie tak. Owszem Steve mnie kocha. Ja jego też. Jest dla mnie jak starszy brat a ja jestem dla niego jak siostra. Ale jego zachowanie nie wynika z tego, że nasze relacje nie są czysto zawodowe. Nasza historia jest zagmatwana. Steve dawniej pracował dla One Direction. Poznałam go, gdy zostałam supportem. To nie tak, że od początku się z nim zżyłam i zaprzyjaźniłam. Na początku nie mogłam zapamiętać nawet jego imienia. Był jednym z wielu ochroniarzy, co prawda zawsze był bardziej gadatliwy i taki przebojowy, ale nie był mi tak bliski jak na przykład Niall. Wszystko zmieniło się wtedy, kiedy chciałam odebrać sobie życie- powiedziałam patrząc Ninie prosto w oczy. Słysząc ostatnie zdanie dziewczyna odwróciła swój wzrok. –To on odwiózł mnie wtedy do hotelu. To on widział mnie wtedy, jako ostatni. Wiem, że to jeden z powodów. To między innymi przez to jest taki troskliwy. Ale to nie wszystko. Kiedy wtedy wyszłam ze szpitala i wróciłam do nich Steve przywitał mnie razem z resztą, choć tylko dwie osoby patrzyły na mnie tamtego wieczora w ten sposób. Z ulgą, nadzieją, szczęściem, bólem, dosłownie wszystkim. Harry i właśnie Steve. I od tego momentu zostałam jego oczkiem w głowie. Zaprzyjaźniliśmy się. Steve często był przy mnie, wiesz podczas trasy często ochrona pilnowała tylko chłopaków, podczas koncertów mnie oczywiście też, czy gdy wychodziłam gdzieś z Niallem czy Harrym, ale gdy chciałam wyjść sama nie było ze mną ochrony. Tym bardziej zanim byłam z Harrym. Ale po tym, co zrobiłam Steve częściej mi towarzyszył. Naprawdę się z nim zżyłam. A później stało się coś, co wszystko zmieniło. Pamiętasz jak ci opowiadałam o mojej pierwszej randce z Harrym?
-Pamiętam. Upadłaś wtedy. Mówiłaś, że Steve i Jason byli z wami, ale tłum był tak wielki, że nie dali rady.
-Tak. I to chyba kolejny powód. Steve nie chce dopuścić by coś takiego stało się ponownie, dlatego każe mi wszystko planować albo sam mi planuje. Nawet wyjścia do restauracji. Wiem, że przesadza, ale wiem też, że ma swoje powody. Tym bardziej, że jakby nie patrzeć przez Harry’ego stracił pracę a dzięki mnie ją odzyskał. To był jeden z moich warunków, że to Steve ma być szefem ochrony i to jedna z moich najlepszych decyzji. Poza tym teraz ta sprawa z D.
-Z Jessem- poprawiła mnie Nina a ja przyłapałam się na tym, że mimo tego, że już wiem wciąż traktuję D. jak nieznajomego.
-Wcześniej Harry mnie okłamał a Steve o tym wiedział. Właściwie okłamali mnie obaj. Steve nic mi nie powiedział i to chyba kolejny powód. Zanim odszedł powiedział głupie „Otwórz oczy Ali” a ja tego nie zrobiłam. A teraz okazało się, że dręczy mnie jakieś D. i tym psycholem okazał się Jesse. Chłopak, któremu ufał tak samo jak ja. Wiesz, oni się wręcz przyjaźnili. Chodzili razem na piwo, na siłownie. To Harry w przeszłości zrobił coś złego a Jesse był tym dobrym i wiem, że pomimo tego, że Steve nigdy tego nie pokazał ani nie powiedział na głos, nie popierał w stu procentach mojej decyzji o powrocie do Harry’ego. Teraz przekonał się, że była ona słuszna, dogadał się z Harrym. Właściwie nie wydaje mi się żeby żywił do niego urazę za to, co Harry zrobił bezpośrednio jemu. Chodziło mu raczej o to, co Harry zrobił mi. Nie ufał mu i tak jak ja potrzebował czasu żeby upewnić się, że Harry naprawdę się zmienił. Z Jessem nie mieliśmy takich dylematów. Jesse był zupełnie inny. Nie miał takiej mroczniej strony jak Harry. Zawsze był pogodny, oddany i kochający. Nie domagał się ode mnie wyjaśnień, zawsze chciał tylko tego żebym go kochała. A teraz okazuje się, że to właśnie on jest osobą, której nienawidzę. Przeszedł tutaj... I zrobił to, co Harry. To co Harry zrobił mi kiedyś- wiedziałam, że Nina jest szczerze zaciekawiona, bo o tym nie wiedziała. Nie podzieliłam się z nią wszystkim z wielu względów.
-Harry się tak zachowywał? Jeśli nie chcesz nie musisz odpowiadać. Ale jeśli chcesz z siebie to wyrzucić, jestem tutaj dla ciebie. Widziałam jak bardzo przeraziła cię ta cała akcja.
-To mi po prostu przypomniało...- niewiele osób wiedziało jaki był Harry. Jaki był nasz związek. Patrzyłam na Ninę i wiedziałam, że mimo jej humorków czy wybuchowego charakteru jest lojalna i godna zaufania. Nigdy nie zdradziła moich sekretów, nawet gdy ja stałam się znana i gdy się pokłóciłyśmy. Ostatnie wydarzenia zbliżyły nas do siebie i udało nam się odzyskać to, co utraciłyśmy na lata. Znowu się przyjaźniłyśmy. -Kiedy rozstałam się z Harrym on oszalał. Nie wyobrażasz sobie nawet, co wtedy przeżyłam. Co Harry mówił i robił. To, co zrobił dzisiaj Jesse ożywiło te złe wspomnienia i uczucia. Harry też tak robił.
-Zastraszał cię?- zapytała i byłam pewna, że gdybyśmy nie były wtedy pokłócone Nina nie była by bierna tak jak Zuza, Niall i Zayn. Ona przyleciałaby do Londynu tylko po to żeby kopnąć Harry’ego w jaja.
-Właśnie psuję ci ten idealny obraz mojego męża, który masz w głowie, no nie?- zapytałam i się zaśmiałam.
-Gdyby był tutaj to prawdopodobnie zaczęłabym się na niego wydzierać.
-To stare dzieje i Harry teraz to zupełnie inny Harry niż dawniej. No może nie zupełnie, ale zmienił się. Wtedy był jak opętany, miał obsesję na moim punkcie. Raz zakradł się do mojego mieszkania, ja wróciłam wtedy z LA. Rozwiązałam umowę i mu o tym nie powiedziałam. Jechałam z lotniska. Gdy weszłam do mieszkania nawet nie zorientowałam się, że on tam jest. Pamiętam, że było mi duszno, w Londynie panowały wtedy upały. Chciało mi się pić i stwierdziłam, że zrobię sobie herbatę. W międzyczasie zauważyłam, że się błyska. Wiesz jak lubię burzę. Nie zapalałam światła, poszłam do salonu. W mieszkaniu panowała okropna duchota, wyszłam na balkon i patrzyłam jak burza powoli zmierza w moim kierunku. I wtedy się odwróciłam a błysk rozświetlił pomieszczenie. Harry siedział cały czas na kanapie. I dopiero wtedy rozpętała się prawdziwa burza. Nigdy nie zapomnę tej bezsilności, którą czułam, gdy na mnie krzyczał i mnie obrażał, nie zapomnę jak upadłam przed nim na kolana i chciałam żeby to wszystko się skończyło. Ile razy później to zrobił? Ile razy przychodził i na mnie krzyczał, obrażał i przepraszał w kółko? Nie wiem. Wszystko, co wtedy robił było wbrew mojej woli i nie wiem, jakim cudem udało mi się to przeżyć.
-Naprawdę nigdy sobie nie wybaczę, że nie było mnie wtedy przy tobie- powiedziała. Zauważyłam, że zacisnęła dłonie w pięści.
-Zuza była, Niall był, Zayn był, ale tak naprawdę takie coś przeżywa się samemu. Bo nikt nie wiedział, co dokładnie przeżywam. Ty też nic byś nie zmieniła. To, co się działo, jasne mówiłam o tym Zuzie, ale tylko o niektórych rzeczach, przez większość czasu milczałam, przez większość czasu byłam z tym sama. I nikt by tego nie zmienił. Bo kiedy to się działo a Harry mną szarpał, przyciskał mnie do ściany i ciskał pięściami obok mojej głowy... Nie opowiadałam o tym. Nikt się nigdy nie dowie, co wtedy się działo. Tylko on i ja wiemy. Dlatego tak trudno było mu ponownie zaufać. Zajęło mi to sporo czasu, ale uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie ja byłam w tym wszystkim ofiarą tylko właśnie Harry. On i jego demony i strach przed tym, że zostanie sam. Nie wracam do tych wspomnień, właściwie do dnia dzisiejszego myślałam, że wyparłam to z pamięci. Jesse uświadomił mi, że one wciąż są ze mną i chyba nigdy nie będę potrafiła o tym zapomnieć tak naprawdę. Wiem tylko, że drugi raz nie przeżyję czegoś takiego, psychicznie nie dam rady.
-Nie będzie drugiego razu. Ten pojebany psychol nie zbliży się do ciebie, bo to nie jest taka sama sytuacja. Teraz masz Harry’ego, on wciąż ma obsesję na twoim punkcie i nie pozwoli żeby stała ci się krzywda, masz Steve’a, który cię obroni, masz mnie. Spójrz, byłam tutaj dzisiaj z tobą, nie byłaś sama i już nigdy nie będziesz sama. Kurt i Blaine są gotowi skoczyć za tobą w ogień. Olivia jest gotowa ruszyć dla ciebie niebo i Ziemię.
-Wiem, ale... W tym wszystkim chodzi mi o coś jeszcze. Bo z Harrym było inaczej. On dawał w pewnym sensie znaki, że nie ma czystego sumienia i że ma problem z samym sobą. Był zaborczy, zazdrosny. Ciągle powtarzał jak bardzo boi się, że go zostawię a ja nie umiałam tego usłyszeć. Nie zawsze rozumiałam jego zachowanie. Tak bardzo go kochałam jednocześnie samemu walcząc z moimi własnymi problemami i nie zauważałam tego. Harry był wtedy dla mnie wszystkim. Nie było tak jak teraz. Wtedy Harry zakazałby mi wielu rzeczy, które robię teraz, chociażby tańca. Utworzył coś w rodzaju muru oddzielającego mnie od reszty, nawet od Nialla. A ja nie widziałam jak bardzo chore to było, bo przecież to Harry pomógł mi stanąć na nogi. Kochał mnie i ja kochałam jego i byłam tym zaślepiona. Ale gdy spojrzałam na to wszystko z perspektywy czasu zaczęłam dostrzegać te wszystkie niepokojące znaki, które Harry dawał i nie umiał ich ukryć. Robił mi malinki, non stop. Powtarzał, że jestem jego. Zachowywał się w stosunku do mnie władczo. Przyleciał nawet z drugiego końca świata by być ze mną podczas kręcenia teledysku. Wtedy myślałam, że to romantyczne, ale później stwierdziłam, że był tam po to by mnie pilnować. Teraz zachowuje się zupełnie inaczej. Wciąż nie jest ideałem, ale tym razem nie traktuje mnie jak swojej własności. Nie boi się, że go zostawię, bo ma czyste sumienie. Nie widzi potrzeby w naznaczaniu mnie, bo wie, że jestem po prostu jego żoną i wie, że nikt nie chce mu mnie zabrać. Dojrzał do tego by być ze mną. Dojrzał do prawdziwego związku, w którym nikt nie musi niczego udowadniać światu, dorósł i zrozumiał, na czym polega prawdziwa miłość. Przestał być tak bardzo zakompleksiony.
-Harry zakompleksiony?
-Nawet nie wiesz jak bardzo. On nie wierzył, że ktoś go może pokochać. Nie jego pieniądze czy sławę tylko jego samego. Myślę, że teraz już tak nie myśli, bo widzi, że go kocham za to, jaki jest. Poza tym ja też się zmieniłam i też musiałam dojrzeć do bycia z nim. Ja się zmieniłam. Harry się zmienił, ale Jesse? On jest totalnym przeciwieństwem mojego męża. Jesse zawsze był pogodny, pełen życia, uśmiechnięty. Troszczył się o mnie. Dawał mi wybór. Gdy się rozstawaliśmy nie było w tym nic nienormalnego. Gdy rozstawałam z się z Harrym moje życie zamieniło się w koszmar a gdy Jesse odchodził umiał nawet z tego zażartować. Gdybym tylko była silniejsza i umiała wtedy dostrzegać jak bardzo zachowanie Harry’ego jest odbiegające od normalności zauważyłabym, że coś jest nie tak, ale w zachowaniu Jesse’ego nie było niczego nienormalnego. Tym bardziej, że nigdy go nie pokochałam tak bardzo jak bym chciała. Nie zaślepiały mnie uczucia. Poza tym po tym, co zrobił Harry stałam się wyczulona. Gdy ostatnio Harry był dziwny od razu to zauważyłam. Jesse zawsze był prawie idealny. Prawie, bo to nie tak, że był bez wad. Ale nasz związek był spokojny, stabilny. Ja i Harry to huragan, trzęsienie ziemi i wybuch wulkanu w jednym. Ja i Jesse to delikatny wietrzyk w letni dzień. Dlatego nie dociera do mnie jak mogłam dać się tak oszukać? Nie zauważyć, jaki on jest naprawdę? A teraz mam jeszcze jedno ogromne zmartwienie. Harry wraca za dwa dni i muszę mu o tym powiedzieć a nie mam pojęcia jak. Bo zmienił się i tylko ślepy by tego nie zauważył, ale... Harry to wciąż Harry. Potrafił się rzucić na Louisa, bo myślał, że to on jest D. i nawet nie chcę myśleć, co poczuje, gdy dowie się, że chłopak, z którym byłam po zerwaniu z nim okazał się psychopatą, który nazywa go Upiorem a mi grozi- powiedziałam i na samą myśl ogarnął mnie niepokój. Nie wiedziałam jak to zrobię, ale musiałam przekazać mu tę wiadomość tak by nie obudziła w nim tego, co najgorsze. Podświadomie bałam się, że to jest niemożliwe, właściwie podpowiadał mi to umysł. Serce i uczucie, jakim go darzyłam sprawiało jednak, że miałam nadzieję, że nie stanie się nic złego a Harry, gdy się dowie obejmie mnie i powie, że już po wszystkim, że będzie ze mną i mimo złości nie zrobi nic strasznego. Niestety, powiedzenie, że nadzieja matką głupich nie wzięło się znikąd...
***
-Skarbie...- usłyszałam jak wymawia to słowo wkładając w nie całe serce i poczułam jak jego ramiona oplatają mocno moje ciało przytulając mnie z utęsknieniem. Wtuliłam się w niego i na moment zapomniałam o całym świecie rozkoszując się tą chwilą. Na moment. Wręcz brutalnie krótki moment.
-Tęskniłam- powiedziałam niewyraźnie a gdy uniosłam głowę jego usta skradły mi namiętny pocałunek.
-Cieszę się, że już jestem- pierwszy raz w życiu nie cieszyłam się, że wrócił tak bardzo jak on. A powód był prosty. Musiałam mu powiedzieć i to było cholernie stresujące. –A co tak pięknie pachnie?
-Zawiodę cię. Nie miałam czasu żeby przyrządzić coś sama, ale wzięłam jedzenie na wynos- nie sądziłam, że uśmiechanie się do niego może być takie trudne.
-Właściwie jestem bardzo głodny- Harry poruszył śmiesznie brwiami dając mi do zrozumienia, o jaki głód mu chodzi. Oczywiście dopiero w tym momencie mi się przypominało, co mu obiecałam przed jego wyjazdem i wiedziałam jedno. Tego wieczora nie będzie żadnych erotycznych tańców w moim wykonaniu.
-Włożyłam już wszystko do piekarnika- chciałam powiedzieć mu po kolacji. Chciałam by wokół nas panowała dobra aura. Chciałam żeby Harry miał dobry humor. Chciałam się z nim przytulać i całować. Dopiero po kolacji, gdy przygotuję sobie grunt, chciałam mu to powiedzieć, ale ja zachowywałam się tak podejrzanie, że Harry po minucie przebywania ze mną już patrzył na mnie podejrzliwie.
-Wiesz o jaki głód mi chodzi- powiedział bacznie mi się przyglądając a jedynym pomysłem, na jaki wpadłam żeby jakoś wybrnąć z tej sytuacji było pocałowanie go. Zarzuciłam mu dłonie na kark, wspięłam się na palce i zaczęłam go całować. Zamknęłam oczy, ale otworzyłam je na chwilę by upewnić się, że Harry ma przymknięte powieki.
-Też jestem głodna- wyszeptałam mu do ucha.  Starałam się to zrobić seksownie i chyba mi to nawet wyszło.
-Nina jest w domu?- zapytał pełen nadziei, że jesteśmy sami.
-Mimo moich protestów, bo w końcu jest moją pełnoprawną współlokatorką, stwierdziła, że zostawi nas samych i dzisiaj śpi u chłopaków- odpowiedziałam a jego oczy wyrażały więcej niż jakiekolwiek słowa. Właściwie nie protestowałam by wyszła. Ba! Właściwie to ją o to poprosiłam, bo bałam się, że Harry zareaguje gwałtownie i nie chciałam by przy tym była.
-Naprawdę ją lubię- skomentował tylko i podszedł do walizki, która przyleciała razem z nim. Chwilę w niej poszperał aż w końcu wyciągnął z niej dwa pudła, które położył na łóżku. –To dla ciebie skarbie. Prezent prosto z Włoch.
Gdy otworzyłam mniejsze pudełko moim oczom ukazała się bielizna. Czarny koronkowy komplet. Biustonosz był tak piękny, że od razu zapragnęłam go ubrać. Majtki właściwie też. Zawsze cieszyło mnie to, że Harry’ego nie krępowało kupowanie bielizny. Nie miał przed tym oporów i wybierał dokładnie to, w czym chciał mnie zobaczyć, więc dzięki niemu moja garderoba zyskała wiele seksownych kompletów.
-Wiem, że zawsze to mówię, gdy kupujesz mi takie prezenty, ale masz naprawdę świetny gust- dlaczego nie umiem grać tak jak zamierzałam? Tyle czasu D. było moją tajemnicą a teraz nie potrafiłam udawać, że wszystko jest super jeszcze przez głupie pół godziny!
-Otwórz drugie pudło- Harry był tak podekscytowany powrotem, prezentami i mną, że ku mojej uciesze nie zauważył tego, że się denerwuję. A może zauważył, ale wolał wybadać sprawę?
-Jest świetna, dziękuję- powiedziałam, gdy obejrzałam sukienkę. Odwróciłam się w jego stronę i okazało się, że ma dla mnie coś jeszcze. W dłoni trzymał jedną, czerwoną różę. Rozpieszczał mnie to jakieś niedopowiedzenie. Harry traktował mnie jak królową.
-Skarbie co ci jest? Źle się czujesz?- zapytał zmartwiony a ja go po prostu przytuliłam. Stwierdziłam, że nie będę czekać aż zjemy. Chciałam mieć już to z głowy. Przecież Harry już miał doskonały nastrój a poza tym musiałam wierzyć, że gdy się dowie nie zareaguje gwałtownie.
-Nie, czuję się dobrze- odpowiedziałam. –Po prostu się wzruszyłam. Dziękuję. Bielizna, sukienka, róża... Wszystko jest piękne.
-Mam nadzieję, że poprawiłem ci humor, bo wydaje mi się, że jesteś jakaś nie w sosie. Właśnie! Zjemy już? Umieram z głodu. Przespałem właściwie cały lot i nic nie jadłem.  Nie rób takiej miny, dzięki temu jestem wypoczęty i mam dużo energii by się zająć moją żoną- słysząc jego słowa postanowiłam trzymać się pierwotnego planu i powiedzieć mu, gdy się naje. W końcu facet głodny jest bardziej drażliwy niż facet najedzony.
-To chodź do kuchni, zjemy i później zajmiemy się sobą- powiedziałam, choć nie miałam tego na myśli. Harry odpowiedział, że już nie może się doczekać i właściwie to on cały czas mówił. Opowiadał co robił, gdy go przy mnie nie było i właściwie z każdą minutą, widząc jak pogodny jest, miałam coraz więcej pewności, że mogę mu powiedzieć o Jessem bez obaw.
-Ali ty mnie w ogóle słuchasz? Halo! Ta róża jest aż taka ciekawa?- usłyszałam i zobaczyłam jego dłoń przed nosem.
-Tak słucham. Najadłeś się?- zapytałam, bo naprawdę chciałam to mieć za sobą.
-Tak- odpowiedział i wyglądał na nieco skołowanego.
-Nie chcesz dokładki?
-Nie, o co chodzi?
-O nic. Po prostu musimy porozmawiać, ale zanim w ogóle zaczniemy musisz mi coś obiecać- wzięłam głęboki wdech i zrozumiałam, że moje zachowanie go niepokoi.
-Obiecam ci wszystko tylko powiedz w końcu, bo widzę, że się denerwujesz.
-Dobrze, ale obiecaj, że się nie wkurzysz. Właściwie nie. Na bank się wkurzysz, ale obiecaj mi, że wszystko będzie dobrze- powiedziałam śmiertelnie poważnie patrząc mu w oczy.
-Obiecuję. A teraz mów- jego „obiecuję” było najbardziej nieszczerym „obiecuję” w historii świata.
-Okej, ale nie tutaj. Chodźmy do sypialni. Albo do salonu.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się teraz stresuję, po prostu powiedz, co się dzieje- Harry złapał moją dłoń, bo chciał mnie zatrzymać, ale ja wolałam odwlekać nieuniknione i postawiłam na swoim. W salonie usiadłam na kanapie i wskazałam miejsce obok mnie. Harry westchnął głośno, ale usiadł przy mnie.
-Daj mi rękę- poprosiłam a on splótł nasze dłonie.
-Ali cokolwiek chcesz powiedzieć nie bój się i po prostu to zrób.
-Chodzi o D- aż tyle z siebie wydusiłam.
-Wiadomo kim jest ten psychol?- Harry od razu się domyślił.
-Wiadomo- odpowiedziałam i poczułam jak uścisk jego dłoni staje się mocniejszy.
-Znamy go? Czy ją?- wiedziałam, że zadaje to pytanie tylko, dlatego, że tak jak wcześniej ja ma nadzieję, że to ktoś obcy.
-Znamy. Ja znam go bardzo dobrze- powiedziałam i złapałam jego drugą rękę.
-To twój znajomy?
-To Jesse- wyszeptałam i przysunęłam się do niego.
-Ten Jesse?- jego reakcja mi się podobała. O ile tak to można nazwać. Harry był w szoku i wyglądał tak jakby niedowierzał w to, co powiedziałam. W moich czarnych wizjach po poznaniu tożsamości D. Harry rzucał wszystkim, co popadnie, więc szok i niedowierzanie to wręcz wymarzona reakcja. Właściwie mentalnie walnęłam się pięścią w twarz za to, że w niego zwątpiłam i myślałam, że rozwali nam mieszkanie.
-Ten Jesse. Przyleciał do Stanów i gdzieś tam się zalogował czy coś. Wtedy go namierzyli, po koncie Apple i numerze IP. Od razu zabrali go by złożył zeznania. Jessica wpłaciła kaucję. Jess już dzwoniła do Olivii i stara się to zatuszować, ale nie wiem czy to prawda. Liv twierdzi, że Jessica będzie chciała sprzedać mediom historyjkę o nieodwzajemnionej miłości, o tym, że zdradzałam Jesse’ego z tobą, gdy jeszcze byłam z nim. Olivia obiecała, że do tego nie dojdzie.
-Przyznał się?- zapytał i jego głos stał się inny. Głębszy i niższy.
-Pośrednio. Potwierdził, że jest właścicielem tych kont, ale powiedział tylko tyle. Nie przyznał się do pisania wiadomości, ale nie ma możliwości by pisał je ktoś inny. Sprawdzono czy ktoś zhakował jego telefon i nic takiego nie miało miejsca. Poza tym nie da się ukraść od kogoś danych do kont Apple. Do tego lokalizacje się zgadzają i Jesse zawsze był w miejscach skąd wysyłano wiadomości. Ostatnia przyszła prosto z Londynu.
-Kontaktowałaś się z nim?- Harry był spokojny, ale miałam wrażenie, że coś się zmieniło. Patrzył na mnie, ale nagle był jakby nieobecny. Nie chciałam żeby moje czarne scenariusze się spełniły. Przytuliłam się do niego, pocałowałam jego szyję. Musiałam ugasić ten pożar wewnątrz niego zanim zacząłby szaleć.
-Nie- odpowiedziałam.
-Jak długo już wiesz?- zapytał.
-Od dwóch dni. Gniewasz się na mnie, że nie powiedziałam ci wcześniej?
-Nie gniewam się na ciebie- odpowiedział a ja czułam jak bardzo napina ramiona.
-Chciałam ci to powiedzieć osobiście. Wiem co sobie teraz myślisz i wiem, że jesteś zły. Ja też jestem. Ale to już koniec. W końcu jestem wolna i nie obchodzi mnie, że to on.
-Masz rację- powiedział, ale wciąż coś nie grało. Był zły.
-Gdy Olivia mnie poinformowała nie mogłam w to uwierzyć, ale teraz nie chcę o tym myśleć. Nie mogę o tym myśleć, bo oszaleję. Nie wiem dlaczego to robił i czy od zawsze był D., ale dla mnie przestał istnieć. Mogę w końcu żyć bez strachu. Mam ciebie i swoich przyjaciół i to jest najważniejsze- nie wiedziałam, co dokładnie mam mówić, bo tak naprawdę nie wiedziałam, na czym stoję.
-Zaraz... Na dole ochroniarz... Znowu jest jakiś nowy?- zapytał a ja miałam nadzieję, że to nie to, o czym myślę.
-Nie. Ten jest na zastępstwie, bo ktoś tam się rozchorował- odpowiedziałam a on spojrzał na mnie tak jakby w końcu połączył wszystkie fakty.
-Kazał mi się wylegitymować zanim tutaj wszedłem. Zapytałem dlaczego, przecież wiedział, kim jestem bo mnie rozpoznał. Odpowiedział, że to przez ten incydent. A teraz ja pytam ciebie. Jaki kurwa incydent?
-Tylko się nie denerwuj. Jesse ma zakaz zbliżania się do mnie, ale dwa dni temu przyszedł tutaj. Nie wszedł do środka, była ze mną Nina, ochrona pojawiła się w minutę od mojego powiadomienia. On nic nie zrobił, chciał tylko porozmawiać- powiedziałam a on milczał. Nie patrzył na mnie, nie odzywał się. Siedział i ściskał moją dłoń walcząc ze sobą. Pocałowałam go w policzek a on przymknął oczy. Nie rozumiałam, dlaczego moja pieszczota sprawiła, że wyglądał tak jakbym właśnie sprawiła, że poczuł ogromny ból. Uniosłam nasze splecione ręce i pocałowałam wierzch jego dłoni. Wtedy Harry na mnie spojrzał i naprawdę na jego twarzy malował się ból. Jakby moje czułe gesty były czymś okropnym. Nie mogłam tego zrozumieć. Wstałam i stanęłam przed nim, między jego nogami. Pochyliłam się nad nim, ujęłam jego twarz w dłonie i go pocałowałam. Jego usta oddały pocałunek, ale nie tak jak powinny.
-Masz tutaj jakieś dokumenty? Dowody? Cokolwiek?- zapytał i nie wiedziałam, co konkretnie się z nim dzieje, ale to nie było nic dobrego.
-Mam, Peter dał mi kopie. Chcesz to przeczytać?- starałam się nie pokazywać mu jak bardzo się denerwuję. Starałam się być czuła i troskliwa i chyba właśnie taka byłam.
-Chcę- odpowiedział.
-Mam je w sypialni, przyniosę wszystko tutaj- powiedziałam i mimo tego, że najwyraźniej moje pocałunki nie sprawiały mu w tym momencie choćby odrobiny przyjemności znowu go pocałowałam.
-Kocham cię skarbie- wyszeptał, gdy moje usta powoli oddalały się od jego. Zaskoczył mnie tymi słowami, ale mimo wszystko wciąż czułam, że mam do czynienia z tykającą bombą. Mimo tych słów nie widziałam w jego oczach miłości. Widziałam to coś, to przerażające coś. Widziałam to kilka razy i nie sądziłam, że jeszcze kiedyś to zobaczę. Wyszłam z pokoju nie patrząc więcej na niego. W sypialni podeszłam do komody z ważnymi papierami. Wyciągnęłam z niej odpowiednią teczkę, ale przez to, że byłam zdenerwowana jakimś cudem kartki, które w niej były znalazły się na podłodze. Uklękłam szybko i zaczęłam je zbierać. Moje dłonie trzęsły się jakby były zrobione z galarety i wtedy stało się. Usłyszałam huk, który momentalnie postawił mnie na nogi. Zebrałam się w sobie i wybiegłam z sypialni a gdy weszłam do salonu zobaczyłam, że na podłodze leży roztrzaskany telefon i moja róża a właściwie to, co z niej pozostało. Harry’ego tam nie było. Przez moment w mieszkaniu panowała grobowa cisza, ale wtedy hałas zaczął dobiegać z holu. Harry tam był i wiedziałam, co robi. Szukał klucza. Pobiegłam tam a gdy weszłam do przedpokoju on był już ubrany. Miał na sobie buty i kurtkę. Chciał wyjść. Na podłodze leżało urządzenie, przez które mogłam skontaktować się z ochroną.
-Nie wychodź. Błagam cię Harry- powiedziałam łapiąc go za ręce, ale on był jak w amoku. –Co chcesz zrobić? Proszę nie rób głupstw. Wiesz, że cię kocham, ale nie rób mi tego! Nie zostawiaj mnie teraz!- dosłownie rzuciłam się na niego i zaczęłam go przytulać najmocniej jak umiałam. On mnie nie obejmował. Zamiast tego wciąż szukał klucza.
-Nie bój się. Przecież obiecałem, że wszystko będzie dobrze- powiedział i odsunął mnie od siebie. Znalazł ten przeklęty klucz a ja znowu się go uczepiłam.
-Nie rób tego. Błagam cię!- podniosłam głos a po policzkach spłynęły mi łzy.
-Wszystko będzie dobrze- powtórzył i znowu stanowczo złapał mnie za ramiona i tym razem nieznacznie odepchnął mnie od siebie.
-Co chcesz zrobić? Gdzie chcesz iść? Nie zostawiaj mnie! Co chcesz zrobić? Wiem, co teraz czujesz. Wściekasz się i masz do tego prawo. Ale błagam cię. Zostań ze mną, zostań, zostań dla mnie- płakałam. Miałam wrażenie, że nic dla niego nie znaczę. Że zamienił się w kogoś, kogo tak nienawidzi.
-Wszystko robię dla ciebie- powiedział a ja kurczowo uczepiłam się jego ramienia odciągając go od drzwi.
-To zostań. Krzycz, rzucaj wszystkim, czym popadnie. Ale nie rób tego! Nie odchodź!
-Ali odsuń się od drzwi- kilka niewinnych słów, ale w jego ustach brzmiało to jak groźba.
-Nie- powiedziałam płacząc.
-Odsuń się od tych jebanych drzwi- widziałam jak zaciska pięści, jak szybko jego klatka piersiowa unosi się i opada, jak w jego oczach panuje ciemność.
-Nie- chciałam być twarda. Nie chciałam płakać, ale emocje były tak wielkie, że nie mogłam pohamować łez. Harry zrobił krok w moją stronę i złapał mnie za ramiona. Odsunął mnie od drzwi z taką łatwością jakbym była zwykłą lalką, przedmiotem, który nie stawia żadnego oporu. W końcu udało mu się otworzyć mieszkanie a ja ostatni raz złapałam jego dłoń. Ciągnęłam go w swoją stronę, wciągałam do domu, płakałam.
-Puść mnie- powiedział a ja pokiwałam tylko głową.
-Co chcesz mu zrobić?- zapytałam patrząc na niego. Walczyłam z nim a on nagle przestał. Spojrzał mi w oczy a słowa, które wypowiedział zmroziły mi krew w żyłach. Przeraziły mnie.
-Nic. Jestem tylko ciekaw czy Jesse pamięta jedną, najważniejszą zasadę.
-Jaką zasadę?
-Trzymaj dłoń na wysokości oczu!*



*Keep your hand at the level of your eyes! - jest to cytat z Upiora w Operze. Te słowa wielokrotnie padają w musicalu. Harry wypowiada je nie bez powodu... Nie wiem czy chcecie żebym Wam spoilerowała XD Ale dla pełnego zrozumienia tych słów muszę. Soł napiszę tylko, że chodzi o to, że jak ktoś chciał przeżyć spotkanie z Upiorem musiał trzymać dłonie na wysokości oczu.



Hej!
Nie wiem czy w ogóle ktoś tutaj jeszcze czyta, czy wszyscy przenieśli się na Wattpada, ale jeśli wciąż ktoś tutaj jest to dziękuję! 
Przepraszam za błędy!
Do następnego!

poniedziałek, 6 marca 2017

Rozdział 33





-Co się stało?- zapytał Harry, gdy się rozłączyłam.
-Nie wiem. Nina i Kurt są w szpitalu. Nie wiem. Muszę tam jechać- odpowiedziałam i spojrzałam na piwo, które trzymał w dłoni. –Muszę zadzwonić po Steve’a albo taksówkę.
-Ja to zrobię- powiedział i wziął ode mnie telefon. Naprawdę byłam mu za to wdzięczna, bo moje ręce po prostu odmówiły mi posłuszeństwa. Nie miałam pojęcia, co dokładnie się stało. Blaine też nic jeszcze nie wiedział.
-Nie wiem, co z Kurtem. Blaine jeszcze tam nie dojechał. Nina do niego zadzwoniła, ale nie wiem, co z nią, nie powiedziała Blaine’owi- wyjaśniłam, gdy Harry skończył rozmawiać ze Stevem i w pośpiechu się przebierałam.
-Na pewno oboje czują się dobrze.
-Nie wiem- powtarzałam te słowa, ale naprawdę nie wiedziałam. I to mnie przerażało. Ta niepewność i niewiedza. Kurt był dla mnie jak rodzina. Nina była jak siostra, którą odzyskałam. Na samą myśl, że ktoś mógł zrobić im krzywdę zaczynał mnie boleć brzuch.
-Steve zaraz będzie. Mamy szczęście, bo powiedział, że był jeszcze umyć samochód i nie zdążył go tutaj odstawić.
-To moja wina. To ja dałam im te zaproszenia- wyszeptałam. Moim przyjaciołom nic by się nie stało gdybym nie wyskoczyła z tym, że pójdą tam za mnie. Uświadomienie sobie tego sprawiło, że momentalnie na moje barki spadło ogromne poczucie winy. Właściwie zaczęło mnie przygniatać i dusić. Moje dłonie zaczęły się trząść, mój oddech stał się płytki.
-Skarbie to nie jest twoja wina. Rozumiesz? Nic, co spotkało Niną i Kurta nie jest przez ciebie- powiedział i mnie objął, ale jego słowa wcale nie zmieniły mojego toku myślenia.
-Możemy zejść już na dół? – zapytałam, ale tak naprawdę nie ważne, co by odpowiedział ja i tak zrobiłabym po swojemu.
-Oczywiście.
-Zadzwonisz do Steve’a? Zadzwoń do niego, zapytaj za ile będzie- wiedziałam, że Harry przestał z nim rozmawiać minutę temu, ale dla mnie ta minuta była całą wiecznością.
-Wiem, że moje słowa niczego nie zmienią, ale skarbie nie denerwuj się tak, na pewno wszystko będzie dobrze- Harry miał rację w stu procentach, jego słowa nie zmieniły absolutnie niczego.
-Muszę wziąć jeszcze dokumenty Niny- nie do końca wiedziałam, po co to mówię skoro mówienie, czy ogólnie rozmawianie, aktualnie mnie denerwowało. –Nie wiem czy są w ogóle potrzebne, ale lepiej będzie jak je wezmę. Nina jest tutaj dopiero dwa dni...- dwa dni a już stało się coś tak okropnego.
-Zadzwoniła do Blaine’a, więc na pewno nic jej...- nie chciałam by Harry dokończył, więc mu przerwałam.
-Nie wiem jak wygląda sprawa z jej ubezpieczeniem. Jest tutaj tak krótko, więc lepiej wezmę te papiery, że przebywa tutaj legalnie gdyby się okazało, że coś jest niejasne. Chowałam je wczoraj do mojej specjalnej szuflady, bo stwierdziłam, że dobrze, jeśli wszystkie ważne dokumenty będziemy mieć w jednym miejscu. Wiesz gdzie jest moja torebka? Ta duża. A może powinnam wziąć torbę? Może powinnam spakować piżamę, szlafrok, jakieś kosmetyki? Na pewno lepiej by jej było gdyby była w swoich ciuchach- nie mogłam uwierzyć w to, co mówię. W to, co się stało. Rodzina i przyjaciele byli dla mnie najważniejsi. Najcenniejsi. Nie chciałam widzieć jak dzieje się im krzywda.
-Jeśli okaże się, że Nina zostanie w szpitalu przyjadę tutaj i wszystko spakuję- powiedział i pomógł mi włożyć teczkę z dokumentami do torebki.
-Okej, okej. W takim razie już chodźmy- naprawdę chciałam wyjść. Bałam się, że jeśli będę czekać na Steve’a bezczynnie siedząc zacznę panikować o wiele bardziej niż teraz. Ubrałam, więc buty, chwyciłam w dłoń torebkę i nie trudząc się zamknięciem mieszkania – Harry się tym zajął – po prostu stamtąd wyszłam. Kiedy znaleźliśmy się na dole chodziłam w tę i z powrotem, co kilkanaście sekund kazałam Harry’emu dzwonić do Steve’a i mimo że miałam świadomość tego jak bardzo jestem denerwująca nie umiałam przestać. Gdy mój przyjaciel w końcu przyjechał od razu wsiadłam do samochodu. Oczywiście zupełnie się nie kontrolując naskoczyłam na Steve’a, że mógł jechać jeszcze wolniej, że czekaliśmy na niego całą wieczność a w trakcie jazdy cały czas go ponaglałam.
-Co z nimi?- zapytałam od razu Blaine’a, który siedział w poczekalni na izbie przyjęć.
-Z Niną wszystko dobrze. Z Kurtem chyba jest gorzej. Rozmawiałem przed chwilą z lekarzem- z jednej strony mi ulżyło, że mojej przyjaciółce nic poważnego się nie stało, ale z drugiej poczułam jak nerwy ściskają mi żołądek, bo nie wiedziałam co z Kurtem. Objęłam szybko Blaine’a by dodać mu jakoś otuchy. –On jest poobijany, teraz jest na tomografii. Sprawdzają czy nie ma jakiś urazów wewnętrznych. Jest nieprzytomny. O Ninie wiem tylko tyle, że jest w dobrym stanie, ale nic mi nie chcieli powiedzieć, bo nie jestem z rodziny.
-Widziałeś się z nimi?- zapytałam.
-Nie. Gdy tu dotarłem Nina była na jakiś badaniach, Kurt też.
-Nie wiesz jak to się stało?- podejrzewałam, że nie wie, ale wolałam się upewnić.
-Nie. Nina zadzwoniła i powiedziała, że ktoś na nich napadł- patrząc na Blaine’a poczułam, że nie mogę być taką trzęsącą się papką. Musiałam wziąć się w garść i wspierać moich przyjaciół, bo to oni w tym momencie byli najważniejsi.
-Będzie dobrze. Kurt na pewno szybko wróci do zdrowia. Bardzo cię kocha i szybko wyzdrowieje dla ciebie. Poza tym wiesz, że ja też cię kocham, bardzo mocno, jego też, jesteście moimi przyjaciółmi i zrobię wszystko żeby Kurt miał teraz najlepszą możliwą opiekę- wiedziałam, że moje słowa nie sprawią, że Kurt nagle ozdrowieje, ale wiedziałam, że Blaine potrzebuje tego by ktoś był z nim i go pocieszał. Wyglądał na niesamowicie przybitego, ale gdybym to ja była na jego miejscu i wiedziałabym, że Harry’emu stała się krzywda najprawdopodobniej leżałabym już na jednym ze szpitalnych łóżek pod kroplówką nawadniającą, bo lekarze baliby się, że przez te hektolitry wylewanych przeze mnie łez się odwodnię. Do tego z pewnością byłabym już na silnych środkach uspakajających. Kurt był dla Blaine’a najważniejszą osobą, miłością jego życia i naprawdę podziwiałam to, że był w tej sytuacji taki opanowany.
-Nie zadzwoniłem jeszcze do jego taty. Myślisz, że mam to zrobić teraz? Czy poczekać aż będę wiedział wszystko? Lekarz powiedział, że więcej będzie wiadomo po badaniach, ale chyba nie powinienem czekać- być może tylko mi się wydawało, ale miałam wrażenie, że moje słowa w niewielkim stopniu, ale jednak, wsparły go na duchu.
-Znam jego tatę i on chciałby wiedzieć najszybciej jak się da. Tak mi się przynajmniej wydaje- odpowiedziałam.
-Masz rację. Po prostu nie wiem jak mam mu to powiedzieć.
-Jeśli chcesz ja mogę zadzwonić- zaoferowałam od razu.
-Nie. Ja to zrobię. Ty idź dowiedz się, co z Niną- powiedział i jakimś cudem się do mnie uśmiechnął.
-Okej- odpowiedziałam i zanim wstałam przytuliłam go jeszcze raz. Poprosiłam Steve’a by został z chłopakiem a ja postanowiłam znaleźć lekarza.
-Skoro Blaine’owi nie powiedzieli, bo nie jest krewnym to tobie też nie powiedzą- stwierdził Harry.
-Nie mówiłam ci, ale Nina wyznaczyła mnie, jako osobę... Gdyby coś jej się stało... Wiesz. Jako rodzinę, nie ma tutaj nikogo z rodziny a ja...- język mi się plątał ze stresu, ale Harry objął mnie ramieniem, przez co zrobiło mi się lepiej o jakiś jeden procent.
-Rozumiem- powiedział i nagle jego kieszeń zaczęła wibrować. Ktoś do niego dzwonił.
-Odbierz. Ja pogadam z lekarzem- wzięłam głęboki wdech i jeszcze raz postanowiłam, że muszę wziąć się w garść. Gdy Harry rozmawiał przez telefon udało mi się porozmawiać z lekarzem. Nina była na prześwietleniu, ale wstępnie nic poważnego jej nie było. Lekarze wykluczyli złamania i inne poważne urazy. Miała tylko silnie stłuczony nadgarstek i kolano oraz ranę na głowie, która nie była poważna, ale mimo tego lekarz zadecydował, że dziewczyna ma pozostać na obserwacji do rana. Niby tomografia niczego nie wykazała, ale przy urazach głowy lepiej dmuchać na zimne. Po rozmowie z doktorem musiałam zaczekać jeszcze chwilę, ale w końcu mogłam zobaczyć przyjaciółkę.
-Wyszliśmy z wernisażu, Steve nas odwiózł. Poszliśmy do sklepu, to znaczy Kurt poszedł, ja zostałam na zewnątrz- powiedziała brunetka. Leżała na łóżku w szpitalnych ciuchach, przez co naprawdę żałowałam, że jednak nie przywiozłam jej piżamy.
-Dlaczego?- zapytał Steve.
-Bo chciałam zadzwonić do mamy- odpowiedziała i miałam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która widzi jak bardzo jest zmęczona.
-I wtedy co?- zapytał Blaine.
-I wtedy podbiegł do mnie jakiś facet. Zaczął mnie szarpać a ja zaczęłam krzyczeć. Nikt akurat tamtędy nie przechodził, on ciągnął moją torebkę, telefon wypadł mi z rąk. Nie wiem, co dokładnie się działo, ale się przewróciłam, albo on mnie przewrócił i wtedy pojawił się Kurt. Odepchnął tego faceta a on mu przyłożył. Nie wiem, co dokładnie się działo, bo leżałam na ziemi i nie mogłam się podnieść. Byłam jakaś zamroczona, bo uderzyłam się w głowę. Chwilę później ktoś do nas podbiegł i przegonił tego kolesia. Nagle zbiegli się ludzie, ktoś zadzwonił po pogotowie. Gdy tu przyjechałam próbowałam się do ciebie Ali dodzwonić, ale nie mogłam i zadzwoniłam do Blaine’a. Podałam twój numer jakiejś lekarce, ale ona też nie mogła się dodzwonić.
-Zgłosiliście to już na policję?- zapytał Harry a ja objęłam przyjaciółkę ramieniem.
-Nie. To znaczy w sumie nie wiem. Ta lekarka coś mówiła, że szpital ich powiadomi.
-Jesteś zmęczona. Chłopaki, Nina powinna odpocząć- powiedziałam, bo oni serio zadawali się tego nie widzieć. Poza tym przypomniało mi się jak ja czułam się, gdy kiedyś pod restauracją dosłownie napadł na mnie tłum fotografów i w tym całym zamieszaniu zostałam nieźle poturbowana. Marzyłam wtedy o spokoju. -Zadzwonię do Liv i poproszę żeby przywiozła ci piżamę i jakieś ciuchy na rano.
-Byłoby super, bo ta piżama jest taka dziwna- brunetka wysiliła się na niewielki uśmiech a ja wciąż nie mogłam uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło.
-Zaraz wszystko załatwię- powiedziałam i zadzwoniłam do Olivii. Poza tym, że poprosiłam ją o to by przywiozła jakieś ciuchy Ninie poinformowałam ją, że nie wiem, co z Kurtem i poprosiłam by zajęła się opieką dla niego. Najlepszą w Nowym Jorku. Zależało mi na tym by w razie jakichkolwiek komplikacji, gdyby stan chłopaka uległ pogorszeniu, zajęli się nim najlepsi lekarze. Właściwie to tyczyło się też Niny. Chciałam by moi przyjaciele mieli najlepszą opiekę.
-Harry i Steve załatwili tyle ochrony, że jestem pewna, że wszyscy myślą, że w tym szpitalu znajduje się teraz królowa Elżbieta- powiedziała Olivia, gdy weszła do środka. Musiałam przyznać, że uwinęła się o wiele szybciej niż myślałam.
-Nie wiem nawet, nie ruszałam się stąd- przyznałam.
-Jak się czujesz?- zapytała Ninę.
-Jakby ktoś na mnie napadł- odpowiedziała i się zaśmiała. Olivia też. Tylko ja stałam i nie umiałam się zmusić do tego by choćby się uśmiechnąć.
-Mogę pomóc ci się przebrać- zaproponowałam.
-Dzięki. I w sumie chętnie wzięłabym prysznic- miałam wrażenie, że Ninie jest głupio. Że przejmuje się tym, że sprawia w tym momencie kłopoty. A to była przecież największa bzdura na świecie.
-Oczywiście, pomogę ci. Nie martw się- podeszłam do niej i złapałam ją za rękę. Pomogłam jej wstać i razem dokuśtykałyśmy się do łazienki.
-Prysznic wezmę sama. Albo mogę poprosić pielęgniarkę... Ty pewnie i tak musisz niedługo jechać.
-Hej, spójrz na mnie. Nie martw się. Chcę ci pomóc. Zostanę tutaj z tobą do rana. Olivia już załatwiła wszystko. Godziny odwiedzin nie obowiązują. Zostanę przy tobie- powiedziałam patrząc jej w oczy.
-Zniszczyłam twój płaszcz. I kapelusz, który mi pożyczyłaś... Nie wiem gdzie on jest. Chyba został na chodniku. Sukienka też jest podarta- moja przyjaciółka była niesamowita. Jak można mieć w tym momencie wyrzuty sumienia, ze zniszczyła pożyczoną sukienkę?
-Ale ty jesteś cała. I to jest dla mnie najważniejsze a nie moje głupie ubrania. Naprawdę one w tym wszystkim nie mają żadnej wartości- musiałabym być jakaś nienormalna żeby myśleć w tym momencie o jakimś płaszczu.
-Ale pożyczyłam i powinnam oddać ci wszystko- denerwowało mnie to, że Nina przejmuje się takimi błahostkami, ale jednocześnie znałam ją na tyle dobrze by wiedzieć, że naprawdę leży jej to na sercu.
-Kochanie przestań się tym przejmować. To tylko głupie ciuchy. Najważniejsze jest, że tobie nie stało się nic poważnego. A teraz proszę cię żebyś już więcej nie myślała o tych głupotach. Jasne?
-Jasne. Ale kiedyś ci oddam kasę. Obiecuję- jej upór był niemożliwy.
-Jedyne, co mi musisz obiecać to, że już nigdy nie otrzymam telefonu, że jesteś w szpitalu i nie wiadomo, co się z tobą dzieje- właściwie musiałam chyba wszystkim moim bliskim kazać mi to obiecać.
-Okej, obiecuję, chociaż nie złość się, jeśli złamię tę obietnicę.
-Wtedy będę na ciebie wściekła. A teraz chcesz żebym została i ci pomogła czy dasz sobie radę sama z tym prysznicem?- zapytałam mając nadzieję, że Nina zmądrzeje i da sobie pomóc.
-To znaczy boli mnie ta ręka, ale spójrz na moje włosy. Pielęgniarka mi je umyła, bo były całe w krwi i brudzie, który mi się przykleił jak leżałam na chodniku, ale zrobiła to niedokładnie chyba albo raz to za mało, bo nadal wydają mi się jakieś posklejane, więc gdybyś mogła pomóc mi je umyć? Bo sama chyba nie dam rady- powiedziała a ja stwierdziłam, że wszystko zrobiłybyśmy szybciej bez tych jej niepotrzebnych gadek.
-Jasne, że ci pomogę- przecież powtarzam to cały czas.
-Rozwiążesz mi ten supełek?- zapytała i zdrową ręką wskazała na tył swojej okropnej, szpitalnej piżamy a ja pomogłam jej się w końcu rozebrać. Później z moją pomocą weszła pod prysznic i usiadła na krzesełku a ja umyłam jej włosy, co wcale nie było takie proste ze względu na ranę, którą miała na głowie. Cieszyłam się, że przestała mówić, że może spróbować sama się umyć, albo przepraszać, że sprawia mi kłopot i zamiast tego zaczęła opowiadać wszystko jeszcze raz. Wolniej i spokojniej niż za pierwszym razem. Wyglądało to tak jakby dopiero się uspokoiła i chciała to wszystko opowiedzieć. Jej historię wysłuchałam częściowo razem z Harrym. Początkowo namawiałam przyjaciółkę, że ma się przespać i wszystko opowie mi rano, ale ona uparła się, że nie zaśnie, jeśli tego z siebie nie wyrzuci. Wiedziałam też, że mimo moich zapewnień, że zostanę z nią do rana i nie zostawię jej samej, boi się, że gdy zaśnie i się obudzi, będzie sama. Doskonale to rozumiałam, bo wiedziałam jak to jest, kiedy jesteś w obcym kraju, bez najbliższej rodziny i trafiasz do szpitala. To po prostu okropne, dlatego chciałam być z nią. I z Blainem.
-Właśnie rozmawiałem z lekarzem Kurta- wyszeptał Blaine, gdy wszedł do pokoju, w którym spała Nina. Podeszłam, więc do chłopaka i od razu kamień spadł mi z serca. Widziałam po jego minie, że wszystko jest dobrze. –Podobno miał dużo szczęścia, bo kiedy tutaj dotarł rozważali wiele urazów wewnętrznych, ale okazało się, że nic mu nie jest. To znaczy ma poobijane żebra, ma podbite oko, rozcięty łuk brwiowy i wargę, ale poza tym jest wszystko dobrze.
-Ale, dlaczego jest nieprzytomny?- zapytałam, bo wydało mi się to ważne. Przecież przytomności nie traci się z byle powodu.
-Bo podali mu leki przeciwbólowe i chyba jakieś uspakajające, dlatego śpi. Gdy tutaj przyjechał był przytomny. Możemy do niego wejść. Prawdopodobnie jutro albo pojutrze do wypiszą- powiedział i wyglądał tak jakby ktoś zdjął z jego barków ogromny ciężar.
-Dzięki Bogu- wydusiłam z siebie jedynie i przytuliłam bruneta. To był uścisk pełen ulgi. Kurtowi i Ninie nic nie będzie.
-A co z Niną? Jak ona się czuje?- zapytał i ruszyliśmy powoli w kierunku sali, w której odpoczywał Kurt.
-Dobrze. Teraz śpi. Opowiedziała mi wszystko jeszcze raz. Mówiła, że ten popapraniec, który się na nią rzucił chyba chciał jej ukraść torebkę.
-To całkiem prawdopodobne. Wiesz ile kradzieży dziennie jest w naszej dzielnicy? Ile przestępstw ogólnie? Wiesz, że u nas niebezpiecznie jest nawet w dzień.
-Wiem...- oczywiście, że wiedziałam. Każde duże miasto jest podzielone. W każdym mieście znajduje się miejsce, w którym możesz zamieszkać z dziećmi, pełne przyjaznych ludzi, ale są też miejsca, w których lepiej nie bywać. Nowy Jork nie był pod tym względem żadnym wyjątkiem. Kurt i Blaine mieszkali w nieciekawym miejscu, ale wkrótce miało się to zmienić. Zamierzałam wziąć sprawy w swoje ręce. Już wcześniej chodził mi po głowie pewien pomysł, ale w tej sytuacji byłam pewna. Kurt i Blaine musieli się w końcu wyprowadzić z tej patologii.
-Przyzwyczaiłem się mieszkając tam tyle czasu do tego, że kręci się tam pełno podejrzanych typków, ale nie sądziłem, że dojdzie do tego, miałem świadomość tego, że mieszkanie w takim miejscu wiąże się z większym ryzykiem, ale chyba przestałem zwracać na to uwagę. Zapomniałem o tym. A przecież wszystko mogłoby się skończyć o wiele gorzej.
-Najważniejsze, że tylko najedliśmy się strachu- i ja zadbam o to żebyśmy nie najedli się go znowu. –Mogę tu z tobą posiedzieć?- zapytałam, gdy stanęliśmy przed odpowiednimi drzwiami.
-Oczywiście- odpowiedział i weszliśmy do środka. Kurt spał a my podeszliśmy do niego. Od razu przyjrzałam się jego twarzy. Wyglądała dokładnie tak jak to opisał chwilę wcześniej Blaine, miał wielkiego siniaka pod okiem, który od razu przykuwał uwagę i niewielkie rozcięcia na wardze i brwi. Siedziałam z Blainem przy jego łóżku bliżej nieokreślony czas. Nie rozmawialiśmy. Blaine patrzył na narzeczonego a ja rozmyślałam. Bałam się, że policja nigdy nie znajdzie tego faceta, przez którego moi przyjaciele wylądowali w szpitalu, bo wiedziałam jak traktowane są takie sprawy. Poza tym zastanawiałam się czy zaatakował Ninę, dlatego, że chciał ją okraść? Nina pożyczyła ode mnie na ten wieczór nie tylko sukienkę, ale też płaszcz i kapelusz. Jej strój nie należał do najtańszych i na pierwszy rzut oka ktoś mógł rzeczywiście pomyśleć, że Nina jest łatwym celem i wyrwanie jej torebki może nieźle wzbogacić. Ale część mnie miała przeczucie, że to wcale nie był napad rabunkowy. Nina ubrana była w moje ubrania. Owszem były drogie, ale co jeśli to w ogóle nie miało znaczenia? Co jeśli, ktoś ją po prostu pomylił z mną? Właśnie przez ubrania? Obie byłyśmy brunetkami. Obie byłyśmy szczupłe. Ja, co prawda byłam niższa, ale Nina nie była jakaś bardzo wysoka. W moich ubraniach, wieczorem można by nas pomylić... To ja miałam być na wernisażu. Każdy mógł zdobyć tę informację... Co jeśli to było D.? Co jeśli D. naprawdę chciało mi zrobić krzywdę? Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Z jednej strony wydawało mi się to tak nierealne, że wręcz śmieszne. Zaczęłam mieć nawet wyrzuty sumienia, że w tej sytuacji, kiedy moi przyjaciele leżą w szpitalu, ja myślę o sobie. Stwierdziłam, że D. tak bardzo wryło mi się w psychikę, że dopatruję się w tej historii czegoś, czego po prostu nie ma.
-Skarbie- usłyszałam, dlatego spojrzałam w stronę drzwi. Harry uśmiechnął się do mnie i spojrzał na Blaine’a. Chłopak miał zamknięte oczy. Spał. Najciszej jak umiałam wyszłam z sali i podeszłam do mojego męża od razu wpadłam w jego ramiona. Stałam tak tuląc go do siebie i dopiero w tym momencie kamień tak naprawdę spadł mi z serca i dotarło do mnie, że wszystko będzie dobrze. Emocje w końcu ze mnie wyszły w postaci łez. Kilku łez ulgi, które ozdobiły bluzę Harry’ego. –Już dobrze?- zapytał i dał mi całusa w czoło.
-Już. Tak się denerwowałam...
-Przyszedłem porwać cię na kawę- powiedział a ja spojrzałam na zegarek. Było już naprawdę późno.
-Harry ja zostanę tutaj do rana, ale jeśli chcesz, właściwie to nie, jeśli chcesz tylko powinieneś jechać do domu. W południe lecisz do Londynu. Będziesz nieprzytomny. Wczoraj nie spaliśmy, dzisiaj też.
-Zostanę z tobą. Poza tym, już zadzwoniłem do taty, że nie przylecę tak jak się z nim umawiałem tylko później a on stwierdził, że nie ma problemu- słysząc te słowa tak bardzo chciałam go pocałować, że po prostu musiałam to zrobić.
-Serio?- zapytałam i zauważyłam, że kilka metrów od nas stoi ochroniarz Harry’ego.
-Serio- odpowiedział i się uśmiechnął.
-To super! Naprawdę. Wiem, że powinnam ci powiedzieć, że powinieneś spotkać się z tatą, ale jestem taka egoistyczna jeśli chodzi o ciebie, że tak na serio to cieszę się, że zostaniesz ze mną dłużej. Zwłaszcza teraz- Harry patrzył nam mnie tak, jakbym właśnie wypowiedziała najpiękniejsze słowa na świecie.
-Muszę jeszcze zadzwonić do Nialla. Mieliśmy lecieć razem. Widziałaś jaki wybór mają w tym automacie?- zapytał szczerze zszokowany a ja się zaśmiałam.
-Też jestem w szoku- czy można być bardziej uroczym?
-W takim razie, co dla ciebie, moja piękna żono?
-Wybierz coś dla mnie- odpowiedziałam i było to nieco nienormalne, ale patrzenie na niego, nagle totalnie pochłoniętego wybieranie kawy z automatu, było dla mnie czymś niewyobrażanie interesującym i pięknym.
-Widzisz jak Steve udaje dyskretnego?- zapytał, gdy podał mi papierowy kubek z gorącym napojem. Zaczęłam się rozglądać starając się dostrzec przyjaciela i rzeczywiście nie trudno było go nie zauważyć.
-Udawaj, że go nie widzisz. Niech myśli, że dobrze robi to, co robi- odpowiedziałam i upiłam małego łyczka kawy.
-I jak?- zapytał, ale nie czekał na moją odpowiedź tylko sam spróbował tej najgorszej na świecie kawy.
-I jak?- ponowiłam jego pytanie, ale jego mina mówiła wszystko.
-To jest okropne. Miało być cappuccino a to smakuje jak woda od mycia podłogi.
-Skarbie, skąd wiesz jak smakuje woda od mycia podłogi?- zapytałam a on spojrzał na mnie spod byka i złapał mnie za rękę. Usiedliśmy na tych niewygodnych krzesłach, piliśmy to okropieństwo, otaczał nas ten nieprzyjemny zapach charakteryzujący wszystkie szpitale świata i zrozumiałam, że chyba właśnie zakochałam się w Harrym jeszcze raz. Był tam ze mną. Wspierał mnie. Poświęcił spotkanie z własnym ojcem by móc być przy mnie i moich przyjaciołach. Robił to, co przysięgał w otoczeniu naszych bliskich. Był ze mną na dobre i na złe.
-O czym tak myślisz?- zapytał patrząc na mnie tak jakby naprawdę chciał umieć czytać mi w myślach.
-O tym, że najprawdopodobniej lekarze i pielęgniarki w tym szpitalu mają mnie i Blaine’a za niezłych panikarzy- odpowiedziałam. Co prawda nie myślałam o tym w tym momencie, ale Harry nie musiał znać każdej mojej myśli, ku jego niezadowoleniu jak mogłam się domyślić.
-Co do Blaine’a to może i nie mają racji, ale ty jesteś okropną panikarą.
-Być może- przyznałam w pełni świadoma tego, że to prawda.
-Tylko być może?- Harry się zaśmiał, przez co musiałam wbić mu palec w żebra żeby się za bardzo nie zapędzał.
-Być może- powtórzyłam. –Ale zostałam tutaj nie tylko, dlatego żeby mieć pewność, że wszystko będzie dobrze. Obiecałam Ninie, że z nią zostanę. Wiem z doświadczenia, co się czuje, kiedy trafiasz do szpitala i jesteś w obcym kraju, z dala od rodziny. To nie jest miłe przeżycie. Dlatego chciałam żeby Nina miała ten komfort, że ktoś z nią jest i czuwa przy niej i jej nie zostawi.
-Moja żona jest taka wspaniała- Harry zaczął mnie komplementować a z jego ust padały słowa, na które z pewnością nie zasłużyłam. Później poszliśmy do Niny. Harry usiadł na fotelu a ja na jego kolanach. Objęłam go i nawet nie zauważyłam, kiedy usnęłam. Rano lekarz powiedział, że Nina może wyjść, dał nam receptę i wypis. Kurt miał zostać jeszcze jeden dzień. Zanim wyszliśmy chwilę z nim rozmawialiśmy. Dogadaliśmy się, że nie odwiedzimy go już tego dnia. Poza Blainem przy jego łóżku był już jego tata i z tego, co nam było wiadomo Kurt miał mieć gości przez cały dzień. Wszyscy jego przyjaciele już wiedzieli, co się stało i każdy chciał go odwiedzić. Gdy czekaliśmy na wypis do szpitala przyjechał... Niall. Na widok Niny najpierw nieco się skrzywił, wydawało mi się nawet, że się po prostu zmartwił, a później się do niej uśmiechnął. A ona uśmiechnęła się do niego. To było dla mnie niepodważalnym dowodem ich ogromnej miłości, dlatego gdy Niall poszedł odwiedzić Kurta a Nina rozmawiała ze Stevem ja nuciłam Harry’emu „Can You Feel The Love Tonight”, na co on zareagował tylko śmiechem i mówił, że „wie i już widzi”. Kiedy w końcu dotarliśmy do mojego mieszkania wiedziałam, że Niall chce się nią zająć. To było po prostu widać. I było widać, że ona też tego chce. Ale moja obecność i Harry’ego zdawała się ich peszyć, dlatego starałam się robić wszystko by on mógł jej pomagać a ona przyjmowała jego pomoc bez oglądania się na mnie i Harry’ego. Dlatego gdy wysiedliśmy z samochodu wzięłam leki i wszystkie papiery a Harry torbę Niny, przez co Niall musiał pomóc jej dojść do windy. W mieszkaniu od razu zaczęłam wypakowywać torbę i dokumenty a Nialla poprosiłam o to by zrobił dla Niny herbatę. Później zostawiłam ich samych i zamknęłam się z Harrym na moment w pokoju. Horan był u mnie przez cały dzień. Cały dzień był przy niej. Rozmawiał z nią. Śmiał się. Zakochiwał! A ja udawałam, że tego nie widzę, bo nie chciałam niczego zepsuć. Właściwie ich zachowanie stało się dla mnie bodźcem do tego by w końcu coś zrobić. Harry nie słyszał jeszcze żadnej piosenki, którą nagrałam. To znaczy bywał ze mną w studio, ale wtedy na ogół dogrywałam chórki, albo pracowałam cały dzień nad jednym fragmentem. Nie słyszał pełnych, studyjnych wersji, które miały znaleźć się na płycie. Udało mi się już wybrać prawie wszystkie pozycje. Wiadomo, że na ogół nagrywa się dużo więcej piosenek niż pojawia się docelowo na krążku i prawda była taka, że on nie słyszał mojej muzyki. Oczywiście wiele razy mnie prosił żebym otworzyła się przed min, ale ja chciałam poczekać. Chciałam wszystko nagrać i dopiero, gdy sama przed sobą stwierdziłam, że to, co nagrałam jest dobre, mogłam pokazać to Harry’emu. Wiedziałam, że jest moim największym fanem, ale w pewnym sensie czułam, że oczekuje ode mnie dużo i to on najbardziej mnie motywował. To dzięki niemu tworzyłam muzykę, z której byłam dumna. Pierwsza płyta była dl a mnie czymś w rodzaju poszukiwania siebie i swojego brzmienia. Druga płyta była po prostu moja. Była określona, bo ja byłam określona. Tworząc ją czerpałam z własnych doświadczeń, uczuć, z tego, co kochałam. Była inspirowana miłością, ale nie tylko tą do Harry’ego, ale też miłością do moich bliskich, miłością do muzyki, do musicali, do teatru. Oddałam kawał siebie tworząc tę płytę i Harry o tym wiedział. Dlatego na mnie naciskał i ciągle prosił o to bym dała mu chociaż próbkę. A ja byłam uparta i chciałam odkryć to przed nim, kiedy ja będę gotowa i kiedy poczuję, że to jest ten moment.
-Harry?- wciąż nie wybrałam piosenek, które zostaną singlami, ale miałam kilka typów. W tym piosenkę, którą zamierzałam mu teraz pokazać.
-Hmm?- wymruczał a ja objęłam go w pasie i przylgnęłam do jego pleców. Siedział na krawędzi łóżka i jeździł palcem po ekranie komórki. Był bez koszulki, z włosów kapała mu woda. Ja byłam już w piżamie. Nina spała. Niall wrócił do hotelu. Cały dzień czekałam na ten moment. Odpowiedni moment, kiedy będę tylko z nim.
-Chciałabym ci coś pokazać- powiedziałam a on się zaśmiał tak dziwnie, że byłam pewna, że wyobraził sobie coś bardzo niestosownego.
-Tak?- zapytał uwodzicielsko.
-Tak- odpowiedziałam tylko i wypuściłam go ze swoich objęć. Wstałam z łóżka i podeszłam do stolika, na którym leżał laptop. Wzięłam go do rąk i podałam Harry’emu. –Możesz go włączyć?- poprosiłam a sama z szuflady wygrzebałam słuchawki. Gdy tylko je zobaczył jego oczy zaczęły błyszczeć i zaczął być tak samo podekscytowany jak ja.
-Jeśli teraz włączysz mi coś innego niż twoja piosenka to wyrzucę ten komputer przez okno- zagroził a ja usiadłam obok niego i podłączyłam słuchawki do laptopa.
-Zanim ci ją włączę mam jeden warunek- powiedziałam i weszłam w odpowiedni folder.
-Love is Alive- przeczytał nazwę folderu i na mnie spojrzał w taki sposób, że aż przeszedł nie dreszcz.
-Będziesz ze mną szczery okej? Wsłuchaj się w to i oceń.
-Wiesz, że nigdy nie będę umiał cię ocenić w pełni obiektywnie?- oczywiście, że to wiedziałam. Jego reakcja po przeczytaniu tytułu była na to wystarczającym dowodem.
-Po prostu się postaraj- naprawdę chciałam by spojrzał na to nie tylko jak mój mąż, ale też osoba, która robi to, co ja, jest w tej samej branży i ma o tym pojęcie.
-Postaram się- powiedział i założył słuchawki a ja wzięłam głęboki wdech i włączyłam audio. Po kilku sekundach Harry zamknął oczy i słuchał. Gdy piosenka się skończyła od razu chciał ją włączyć ponownie, ale natychmiast zamknęłam laptopa by nie mógł tego zrobić.
-I?- zapytałam, bo naprawdę chciałam usłyszeć, co sądzi o piosence, którą ja kochałam. W którą włożyłam całe swoje serce.
-Jest piękna- czas, którego potrzebował by wypowiedzieć te słowa był stanowczo za długi. Myślał nad tym ze dwie minuty!
-Powiedz coś więcej. Konkretniej.
-Ali nie mogę. Nie słyszysz tego w moim głosie? Nie widzisz tego w moich oczach?- zapytał cytując słowa piosenki a ja uśmiechnęłam się do niego. -Spójrz ma moje ręce- powiedział a ja zobaczyłam, że jego skóra pokryta jest gęsią skórką.
-Naprawdę ci się spodobała?- byłam bardzo naiwna licząc na obiektywizm z jego strony.
-Pokochałem ją od pierwszego usłyszenia. Jest taka... osobista? Jest emocjonalna. Jest piękna. Jest nieco teatralna. Wokalnie jest...Wow. Jest twoja. Chyba się zakochałem. Znowu. Tak bardzo to w tobie kocham. To jak bardzo kochasz muzykę- Harry w tym momencie tak bardzo przesadzał, że postanowiłam położyć mu dłoń na ustach by przestał mówić.
-Miałeś się postarać być obiektywny.
-I postarałem. Jestem z ciebie taki dumny- powiedział i nagle zaczął mnie całować. I to nie byle jak tylko ten pocałunek jednoznacznie wyrażał jego intencje.
-A co jeśli Nina usłyszy czy coś?- zapytałam, gdy Harry pozbywał się mojej koszulki i jego usta zaczęły obdarowywać pocałunkami moje piersi.
-Nie usłyszy- odpowiedział tylko i zanim w stu procentach skupiłam się na nim w mojej głowie pojawiła się pewna myśl. Skoro Harry rzuca się na mnie po przesłuchaniu jednej piosenki... Co zrobi, gdy przesłucha całą płytę?
***
-Jak mnie bolą nogi od tych obcasów! Jak ty możesz w nich chodzić?- Gemma zdjęła szpilki od razu, gdy znalazłyśmy się w samochodzie.
-Kwestia przyzwyczajenia chyba- odpowiedziałam i stwierdziłam, że jestem naprawdę zmęczona. Cieszyłam się, że już wracamy do mieszkania. Wyciągnęłam komórkę z torebki i napisałam do Harry’ego, że szkoda, że nie mógł iść ze mną na galę i after party, jego siostra świetnie go zastępowała.
-Ali jesteś sensacją Internetu- powiedziała Gemma i zaczęła się śmiać. Podejrzewałam, o co chodzi. Właściwie wiedziałam to już w momencie, kiedy wręczałam Taylor Swift nagrodę podczas gali.
-Domyślam się.
-Cały Twitter o tym pisze. No i jesteś w trendach, ale w sumie to zdjęcie jest bardzo ładne- dodała.
-Jakie zdjęcie?- zapytałam a ona podała mi swoją komórkę. Zdjęcie rzeczywiście było bardzo ładne, ale cała ta sprawa mnie bawiła, bo ja nie widziałam w tym nic sensacyjnego.
-Właściwie, o czym rozmawiałyście?
-Pogratulowałam jej wygranej, powiedziałam, że uwielbiam jej nową płytę. Ona podziękowała i powiedziała, że to bardzo miłe z mojej strony i że nie może doczekać się mojej nowej płyty, powiedziała też, że ślicznie wyglądam i ja powiedziałam, że ona też wygląda pięknie. Na koniec dodała, że teraz będziemy sensacją a ja zaczęłam się śmiać. To wszystko. Była miła, ja też. I bawi mnie to, że teraz naprawdę ludzie robią z tego taką sensację. Ale skoro tak to przeżywają to, dlaczego nie dać im jeszcze większego powodu by to przeżywać?- naprawdę nie rozumiałam tej sytuacji. Taylor była kiedyś z Harrym. Tak, wieki temu. I nie był to jakiś nie wiadomo jak poważny związek. Właściwie zawsze ją lubiłam, jej piosenki i muzykę. Nie ukrywałam tego. To, że kiedyś kręciła z Harrym nie było dla mnie czymś okropnym, za co musiałabym jej nienawidzić. Może i nie była dla mnie materiałem na najlepszą przyjaciółkę, bo bądź, co bądź byłoby to nieco dziwne, ale przecież wzajemny szacunek i sympatia chyba nie powinny nikogo szokować.
-Co chcesz zrobić?- Gemma także wydawała się być rozbawiona a ja zalogowałam się na swoim koncie na Twitterze.
-Nic takiego. Po prostu napiszę coś na Twitterze- odpowiedziałam i pobrałam zdjęcie, o którym była mowa i dodałam je do tweeta, w którym pogratulowałam „sweet girl” Tay zasłużonej wygranej, dodałam, że jej płyta jest świetna i jestem od niej uzależniona. Później napisałam oczywiście drugiego, w którym pogratulowałam wszystkim zwycięzcom a na koniec podziękowałam Gemmie za to, że była tego wieczora moją drugą połówką. I na tym zakończyłam moją przygodę z Teen Choice Awards w tym roku. Zamiast skupiać się na błahostkach spojrzałam na dłoń Gemmy i znowu zaczęłam przeżywać.
-Cieszę się, że mogłam ci dzisiaj towarzyszyć- powiedziała, gdy przeczytała moją wiadomość dotyczącą jej na Twitterze.
-Ja też się cieszę, ale zmieniając temat, wciąż nie mogę uwierzyć, że jesteś zaręczona! Wiem, że przeżywam to od wczoraj, ale naprawdę bardzo, bardzo się cieszę- cieszyłam się o wiele bardziej niż blondynka mogłaby przypuszczać. Obok narodzin synka Zuzy była to najlepsza wiadomość w ostatnim czasie.
-Ja przeżywam to już od tygodnia- powiedziała i spojrzała na pierścionek, który znajdował się na jej palcu. –Spotykam się z Adamem długo. Ale naprawdę byłam zaskoczona, gdy uklęknął przede mną i zrozumiałam, co się dzieje.
-Ja wciąż jestem zaskoczona i już się nie mogę doczekać aż zaczną się wszystkie przygotowania. Chcę ci pomagać we wszystkim! A tak w ogóle wiecie już, kiedy mniej więcej chcielibyście to zrobić?- naprawdę nie mogłam się doczekać, kiedy zaczniemy szukać dla niej sukni, kiedy będę kupować im prezent, kiedy będę już w kościele wylewać morze łez ze wzruszenia.
-Nie. Minął dopiero tydzień i jeszcze nie ustalaliśmy niczego. To za szybko... Chociaż komu ja to mówię?- Gemma zaczęła się śmiać a ja poszłam w jej ślady.
-Cóż... Może rzeczywiście w tej sprawie dla mnie nic nie jest za szybko. Wiesz, na twoim miejscu wyszłabym za mąż dzień po oświadczynach- zażartowałam tak naprawdę wcale nie żartując. Właściwie, gdy to przemyślałam to mój ślub był naprawdę czymś szalonym i wciąż nie do końca wierzyłam w to, że moi rodzice, przede wszystkim tata, wyrazili na to w ogóle zgodę. –A tak na serio, co powiesz na to żebyśmy razem gdzieś wyjechali? Ty, Adam, Harry i ja? Na weekend? To znaczy wiadomo nie teraz, ale chodzi mi o sam pomysł.
-Tak jasne. Byłoby super. Sama proponowałam to Harry’emu, ale znasz go. Odpowiedział, że on nie wie, bo nic nie ogarnia i tyle z nim można było pogadać.
-Bo z nim się nie załatwia takich spraw- powiedziałam. To cudowne, że odkąd się pogodziłyśmy znowu miałyśmy tak dobry kontakt. –Właśnie, dlatego moje plany na ten tydzień zmieniają się jak w kalejdoskopie i zamiast zostać tutaj wracam do Nowego Jorku- bo nasze wybieranie domu musiało poczekać. Harry zadzwonił do agenta nieruchomości i podał mu tyle punktów odnośnie tego, jaki dom go interesuje, że... aktualnie w Los Angeles nie było ani jednej posiadłości spełniającej te kryteria. Dlatego ja pozmieniałam swój grafik i zamiast czekać na niego w LA, stwierdziłam, że wrócę do Nowego Jorku.
Z Gemmą rozstałam się rano. Ona zostawała w LA a ja wracałam do Niny i chłopaków, którzy na czas mojej kilkudniowej nieobecności zostali jej współlokatorami. Zamierzałam poprosić ich by zostali nimi na stałe, ale najpierw chciałam mieć wszystkie dokumenty dotyczące wynajmu i tak naprawdę wciąż nie było dla nich miejsca, bo najpierw ja musiałam się wyprowadzić, albo przynajmniej wywieźć część swoich rzeczy.
-Czyli zaraz przyjedzie Olivia?- zapytała Nina, która była gotowa do wyjścia.
-Tak. Steve ją przywiezie i nalegam żebyś z nim pojechała- nie rozumiałam uporu mojej przyjaciółki. Może i kolano już jej prawie nie doskwierało i ogólnie czuła się dobrze, ale przecież mogła korzystać z mojego samochodu a zamiast tego wolała tłuc się przez całe miasto metrem.
-Dobrze wyglądam? Wiem, że to tylko rozmowa o pracę w kawiarni, ale od czegoś muszę zacząć prawda?- powiedziała zupełnie ignorując moje słowa.
-Nie rozumiem, dlaczego nie chcesz żebym pomogła ci zdobyć pracę.
-Dałaś mi dach nad głową, pracę znajdę sobie sama.
-Ale ja mogę...- zaczęłam, ale ona nie chciała dopuścić mnie do głosu.
-Nie.
-Ale znajomości...- moja kolejna próba przemówienia jej do rozumu zakończyła się tak samo jak poprzednia.
-Wychodzę. Trzymaj za mnie kciuki!- powiedziała, dała mi buziaka w policzek i tyle ją widziałam. Chwilę później przyjechała Olivia i razem miałyśmy zacząć wybierać osoby, które miały jechać ze mną w trasę.
-Jeśli chodzi o tancerzy Cassie dała mi dzisiaj całą listę osób, które jej zdaniem się nadają.
-Tak wiem, prosiłam ją o to. Ale najpierw wolisz wybrać tancerzy czy wokalistów? I co z supportem? Wytwórnia ma trzy typy i pewnie to oni zadecydują, ale chcą znać twoją opinię na ten temat.
-Nie wiem, muszę najpierw wszystkich przesłuchać. No i przede wszystkim formuła koncertów ma być podobna do tej z pierwszej trasy. Każdy koncert ma być czymś wyjątkowym- planowanie trasy to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, jaką dane mi było robić w moim życiu. Co prawda moje pomysły były później omawiane, poprawiane, albo odrzucane, ale naprawdę brałam w tym udział i miałam poczucie, że nie jestem bierna. Nie siedziałam u kosmetyczki na zabiegu i nie szłam później na rozmowę, na której siedziałam i słuchałam tylko, co organizatorzy, choreografowie czy reżyser koncertów mają mi do powiedzenia tylko byłam po części każdą z tych osób. Miałam swoją wizję, oni mieli swoje i wszyscy razem omawialiśmy nasze pomysły. Tak było za pierwszym razem i tak miało być teraz.
-Tak będzie. No i skoro Cassie dała ci listę wyślemy maile do wszystkich. Niech stawią się na casting i teraz mam pytanie. Chcesz być obecna przy wyborze tancerzy, czy zdajesz się na Thomasa?
-Zdaję się na niego. Poza tym Cassie wybrała na pewno odpowiednie osoby i z pewnością wiele z nich znam więc myślę, że nie będzie problemu jeśli Tom zajmie się tym ze swoją ekipą.
-No to super, nie musimy tego wpychać do grafiku. Skoro tancerzy na razie mamy z głowy, może obejrzysz nagrania supportów?- zaproponowała.
-Jasne. Przyniosę komputer i od razu zabieramy się do słuchania- powiedziałam i poszłam do sypialni, z której wyszłam nie tylko z laptopem, ale też wielkim notesem, na którym napisałam wielkimi literami słowo TRASA. Zapisywałam tam wszystko, co tyczyło się koncertów, każdą myśl. Teraz zamierzałam zapisać wszystko, co przyjdzie mi do głowy podczas oglądania nagrań supportów. Wszystkie spostrzeżenia, zalety, wady. –To artyści solo czy są jakieś zespoły?
-Jeden zespół i dwie dziewczyny solo- odpowiedziała a jej komórka zaczęła wibrować. –Przepraszam cię na moment- powiedziała i zostawiła mnie samą. Włączyłam komputer i wzięłam do ręki pierwszą płytę. Otworzyłam notes i stworzyłam zakładkę, którą podpisałam twórczo „Support”. Na górze pierwszej strony zapisałam imię i nazwisko, które widniało na płycie a następnie umieściłam ją w odtwarzaczu i czekałam chwilę na Olivię. Ona jednak nie wracała a ja coraz bardziej nie mogłam się doczekać, kiedy obejrzę nagranie. Nie za bardzo widziałam, co nagle ze sobą zrobić, więc wstałam i poszłam do kuchni gdzie zrobiłam dla nas zieloną herbatę.
-No nareszcie skończyłaś- powiedziałam zrzędliwie, gdy weszłam do salonu a na kanapie siedziała Olivia. –Proszę, zrobiłam twoją ulubioną herbatę- postawiłam parujący napój na stoliku i usiadłam koło Liv. I dopiero wtedy na nią spojrzałam. Kobieta wyglądała... dziwnie. Jej policzki nie zrobiły się różowe a czerwone. Na jej dekolcie także pojawiły się wielkie czerwone plamy. A jej oczy... Jej oczy patrzyły na mnie ze strachem. Olivia była zdenerwowana. I to bardzo, dlatego ja automatycznie też to poczułam. Ostatnio coraz częściej dopadało mnie to okropne uczucie.
-Dzięki- powiedziała mając na myśli herbatę, o której ja zdążyłam zapomnieć w pół sekundy.
-Coś się stało prawda? Coś złego? Coś z Harrym? Jeśli coś z Harrym to...- od razu pomyślałam o nim.
-Z Harrym wszystko dobrze. Ale... Ale chodzi o kogoś innego. Dzwonił prawnik, prokurator się z nim skontaktował w twojej sprawie, bo wszystko bardzo ruszyło do przodu.
-Bardzo? Jak bardzo?- zapytałam. Domyślałam się, dlaczego Olivia jest taka przejęta.
-Wiadomo, kim jest D.