piątek, 1 kwietnia 2016

Rozdział 16




-C…Co?- spojrzałam na niego i od razu stwierdziłam, że nie wygląda tak jak zazwyczaj. Teraz ledwo trzymał się na nogach i przez ułamek sekundy, kiedy go zobaczyłam myślałam, że się upił. Ale on nie był pijany. Był chory, miał gorączkę.
-Pomóż mi- powtórzył. Na jego twarzy widniały rumieńce a włosy przykleiły mu się do spoconego czoła. Podpierał się ręką o ścianę i widziałam jak dosłownie z sekundy na sekundę jego organizm ma coraz mniej energii.
-Wejdź- otworzyłam drzwi szerzej a kiedy chłopak wszedł do środka dotknęłam jego czoła. –Masz wysoką gorączkę.
-Wiem. Przepraszam, że przyszedłem. Zgubiłem klucze- powiedział i spojrzał na mnie tak jakby zaraz miały go zjeść wyrzuty sumienia. Bał się chyba, że go wyzwę i mu nie pomogę, ale aż tak bezduszna nie jestem. Nie umiałabym mu odmówić pomocy, kiedy był w takim stanie.
-Cały się trzęsiesz, ale nie przejmuj się, pomogę ci. Zdejmij tylko kurtkę- kiedy to powiedziałam na jego twarzy malowała się ulga spowodowana moimi słowami. Gdy chłopak z moją pomocą zdjął kurtkę chwyciłam jego dłoń i zaprowadziłam do salonu gdzie na początku zamierzałam go ulokować, ale gdy spojrzałam na kanapę, na której miałby się położyć i z powrotem na niego stwierdziłam, że nie może leżeć w salonie. Harry był w złym stanie. Wiedziałam jak przechodził choćby głupie przeziębienie. Zawsze miał wysoką gorączkę. Jego organizm reagował w ten sposób na zwyczajną infekcję, zawsze walczył jakby za bardzo, dlatego potrzebował wypoczynku a nie gniecenia się na kanapie. Nie to, że była ona mała, po prostu w łóżku zawsze jest wygodniej.
-Mogę usiąść tutaj- powiedział domyślając się pewnie, że zastanawiam się gdzie go ulokować.
-Nie, tu ci będzie niewygodnie, jesteś za wysoki i za wielki- mimo złego stanu, w którym się znajdował zaśmiał się totalnie rozbrajająco. Nie miałam jednak czasu na jakiekolwiek analizy tego co się właśnie wyprawia, dlatego wciąż trzymając jego dłoń zaprowadziłam go do mojej sypialni.
-Połóż się tutaj, pójdę po termometr i coś na gorączkę- powiedziałam, kiedy chłopak usiadł na łóżku.
-Przepraszam- wyszeptał i spojrzał na mnie tak jakby miał się zaraz rozpłakać.
-Ej, wszystko jest dobrze. Nie denerwuj się- ukucnęłam przed nim i miałam wrażenie jakbym mówiła do dziecka.
-Nie chcesz mnie tutaj… Zgubiłem klucze… Na lotnisku? Może w taksówce. Przepraszam, że tu jestem. Przepraszam- mamrotał tak, że ledwo rozumiałam co mówi. Ta gorączka musiała być naprawdę wysoka i wiedziałam, że powinnam się pośpieszyć, dlatego powiedziałam tylko, że ma się położyć a ja zaraz wrócę. Praktycznie pobiegłam po termometr, wodę i tabletki przeciwgorączkowe.
-Dlaczego nie leżysz?-zapytałam, gdy po minucie wróciłam do pokoju i zobaczyłam, że Harry ledwo siedzi na łóżku.
-Bo on tu śpi- odpowiedział z wyrzutem a ja na początku nie zrozumiałam o co mu chodzi. Ale dojście do sedna zajęło mi jakieś pięć sekund. Mówił o Jessem.
-Kładź się, natychmiast- postanowiłam olać to co mówił, przynajmniej na razie. Stwierdziłam, że czas na wszelkie analizy, które tak kochałam prowadzić w swojej głowie będzie później. Ukucnęłam przed nim i zajęłam się zdjęciem jego butów.
-Nie miałem dokąd pójść- powiedział a ja wstałam i przytknęłam termometr do jego czoła.
-Dobrze, że przyjechałeś do mnie, bo ci pomogę- starałam się brzmieć przyjaźnie.
-Tylko ciebie mam.
-40,4 stopnie- nie wiedziałam czy powiedziałam to do niego czy do siebie, ale jedno było pewne, przeraziłam się.
-Nie wiem gdzie są moje klucze, zgubiłem je, przyjechałem taksówką.
-Harry muszę chyba zadzwonić po pogotowie, masz bardzo wysoką gorączkę- nie chciałam panikować, ale taka temperatura była niebezpieczna a jeśliby się jeszcze podniosła spowodowałaby uszkodzenia komórek, zaburzyłaby wiele procesów chemicznych. Gdyby wzrosła do 41 stopni mogłaby uszkodzić nawet mózg, który jest niesamowicie wrażliwy, białka budujące neurony uległby zniszczeniu… Ali skup się i nie przypominaj sobie wszystkiego czego nauczyłaś się na temat gorączki na studiach!
-Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. Nie mogę się mieszać w afery. Nie mogę- mamrotał i próbował wstać, ale położyłam dłonie na jego barkach i go powstrzymałam.
-Chodzi o twoje zdrowie, Harry naprawdę źle z tobą.
-Ali nie mogę trafić do szpitala, wszyscy o tym napiszą a ma być cicho.
-Ale…
-Skarbie błagam- skarbie.
-Okej, powiedz tylko czy coś cię boli. Brzuch, gardło?- powiedział skarbie. Ali, on majaczy. Ma ponad 40 stopni gorączki, to cud, że w ogóle jest z nim kontakt!
-Dwa dni temu bolało mnie gardło, albo pięć.
-To dobrze, jeśli to jakaś infekcja gardła to dobrze, gdyby cię bolał brzuch albo coś innego byłoby gorzej. Weź te proszki i popij wodą, wypij wszystko- podałam mu środek przeciwgorączkowy i szklankę z wodą, którą prawie na siebie wylał.
-Zimno mi- wyszeptał.
-Wiem, dlatego zaraz mnie znienawidzisz za to co zrobię. Ale najpierw się połóż.
-On tu śpi- słysząc te słowa wywróciłam tylko oczami i postanowiłam działać.
-Jeśli się nie położysz zadzwonię po pogotowie- zagroziłam i mimo tego, że chyba nie do końca rozumiał co się wokół niego dzieje w końcu się położył.
-Pozwól mi zostać.
-Pozwalam. Nie przykrywaj się dobrze?- poprosiłam go kiedy zaczął okrywać się kołdrą. Wiedziałam, że mu zimno, ale w przypadku tak wysokiej gorączki to chyba najgorsze co mógłby zrobić. Zanim wyszłam patrzyłam na niego chwilę, zamknął oczy i przysięgam, że nawet chory wyglądał idealnie i naprawdę musiałam się opanować żeby się na niego nie gapić. Musiałam mu pomóc, dlatego odwróciłam się by wyjść i wtedy niespodziewanie złapał mnie za rękę.
-Nie idź- poprosił a ja mimo chęci spełnienia jego prośby musiałam działać szybko.
-Zaraz wrócę, nie martw się- powiedziałam i pobiegłam do łazienki. Stresowałam się. Bałam się, że mu nie pomogę i że coś mu się stanie. Cały czas wydawało mi się, że powinnam zadzwonić po pomoc i stwierdziłam, że zaczekam godzinę. Jeśli jego ciało się nie ochłodzi zadzwonię po karetkę. Może i nasze stosunki były dość dziwne a ja miałam swój plan by go zniszczyć, ale nigdy w życiu nie chciałabym by stało mu się coś poważnego. Kilka rys na wizerunku to nic jeśli w grę wchodziło zdrowie. Stan, w którym Harry się znalazł uświadomił mi, że tak naprawdę nie chcę żeby działa mu się krzywda i naprawdę chciałam mu pomóc, bałam się o niego i jedyne o czym potrafiłam myśleć to, że chcę żeby był zdrowy, żeby nie chorował.
-Zostawiłaś mnie- usłyszałam, kiedy weszłam do pokoju. Nie miałam pojęcia czy mówi o tym, że przed chwilą wyszłam czy chodzi mu o kiedyś, ale to nie było ważne w tym momencie.
-Harry to co teraz zrobię będzie dla ciebie nieprzyjemne, ale muszę to zrobić- powiedziałam zanim przeszłam do sedna. Przy tak wysokiej temperaturze najlepiej jest wziąć zimną kąpiel. Wiedziałam jednak że w tym momencie ona odpada, bo Harry nie poradzi sobie sam a ja mogłam nie dać rady go utrzymać, bo byłam zwyczajnie za drobna przy nim. Dlatego postanowiłam zrobić mu zimne okłady. Zamoczyłam mały ręcznik w lodowatej wodzie i położyłam na jego czole. Wiedziałam jednak, że to nie wystarczy, dlatego postanowiłam zrobić okład na jego klatce piersiowej i ramionach. Nic więcej nie mogłam zrobić. Mogłam tylko czekać aż spadnie temperatura. Usiadłam obok niego i zaczęłam rozpinać jego koszulę.
-Dlaczego mi to robisz?- zapytał trzęsącym się głosem kiedy zimny okład wylądował na jego torsie.
-Przepraszam, naprawdę przepraszam, ale masz zbyt wysoką gorączkę.
-Dlaczego lubisz się nade mną znęcać?
-Ciiiii nic nie mów- byłam wystarczająco zdenerwowana tym wszystkim a on tylko potęgował moje emocje tym co mówił. Wiedziałam, że nie robi tego specjalnie, ale wystarczał mi sam fakt, że jest w moim mieszkaniu żebym była rozchwiana.
-Mama mnie zabije, zapomniałem wziąć śniadania- wyszeptał po chwili.
-Twoja mama jest super, nie będzie na ciebie zła- powiedziałam patrząc na jego twarz. Miał zamknięte oczy, które po chwili otworzył. Był zmęczony, wręcz wycieńczony i mimo tego patrzył na mnie przenikliwie. Zaczął mi się przyglądać a ja pochyliłam się nad nim by zmienić okład na jego czole.
-Kocham cię Ali- powiedział a ja postanowiłam udawać, że tego nie słyszałam. Nie zamierzałam tego przyjmować do świadomości. Po prostu nie mogłam o tym myśleć i wytłumaczyłam sobie, że słowa padające z jego ust to wynik gorączki, właściwie to najwyższej gorączki jaką w życiu widziałam i to na tym się skupiłam. Wszystkie fakty poboczne postanowiłam olać albo zająć się ich analizą jak będę miała pewność, że jest z nim wszystko w porządku.
-Ciii, odpoczywaj- wyszeptałam i przeczesałam ostrożnie palcami jego mokre włosy.
-Zawsze będę cię kochał, wiesz o tym- prawda była taka, że Harry mówił tak niewyraźnie, że z pewnością część z tego co mówił wcale tak nie brzmiało i ja źle to rozumiałam.  Dlatego przestałam go słuchać i mu odpowiadać. Skupiłam się na tym by mu pomóc. Po godzinie sprawdziłam temperaturę i okazało się, że dzięki Bogu jest ona niższa, wciąż była wysoka prawie trzydzieści dziewięć stopni, ale udało mi się nad nią zapanować, dlatego spadł mi kamień z serca. Harry zdążył już zasnąć, ale go obudziłam, musiał się napić. Chłopak pochłonął dwie szklanki wody i znowu zasnął. Ja nie zamierzałam tego robić. Nastawiłam sobie budzik, który dzwonił co godzinę i dokładnie co godzinę sprawdzałam czy gorączka nie jest wyższa. O czwartej nad ranem musiałam go znowu obudzić by dać mu paracetamol i zrobić okład na czoło, bo niestety temperatura wzrosła. Zadziałałam szybko, dlatego godzinę później termometr wskazał tylko 37,6 stopni. Siedziałam przy nim całą noc i jakimś cudem udało mi się nie myśleć o nim. Nie chciało mi się nawet spać. Jedyne, co czułam to ulga, że udało mi się mu pomóc…
-Ali…- usłyszałam, dlatego otworzyłam oczy. W pokoju było jasno a przy mnie kucał Harry trzymając dłoń na moim ramieniu.
-Która godzina?! Gorzej się czujesz?- dosłownie zerwałam się na równe nogi, przez co prawie go przewróciłam zaskakując go moją nagłą reakcją.
-Spałaś na tym fotelu całą noc?- zapytał, ale ja zajęłam się moją komórką. Było dwadzieścia minut po siódmej a o siódmej wstałam by sprawdzić jego temperaturę. Musiało mi się przysnąć.
-Co?
-Spałaś na tym fotelu…
-Nie, nie spałam po prostu tu siedziałam, ale teraz chyba mi się zasnęło- wyjaśniłam i jakoś tak automatycznie zaczęłam dotykać jego policzki i czoło by sprawdzić czy nie jest gorący. Dopiero po kilku sekundach zdałam sobie sprawę z tego, że on już kontaktuje, bo wyglądał na totalnie zaskoczonego moim zachowaniem.
-Przepraszam- powiedział a ja odsunęłam się od niego skrępowana.
-Za co?- zapytałam jeszcze nie do końca kontaktując.
-Że sprawiłem ci kłopot- odpowiedział i odgarnął z mojej twarzy zabłąkany kosmyk włosów.
-Jest wcześnie, połóż się jeszcze- dlaczego miałam ochotę przymknąć oczy kiedy poczułam jego dotyk?
-Nie, będę się zbierać, poza tym to ty wyglądasz na mega zmęczoną i to ty powinnaś się położyć- powiedział a jego dłoń wylądowała na mojej. Harry zaczął nawet masować kciukiem moje kostki czym mnie obudził. Odsunęłam się od niego i spojrzałam z niedowierzaniem. Co on do cholery robił? Okej, może byłam prawie nieprzytomna, ale nie zamierzałam pozwalać mu na takie zachowanie.
-Harry przeginasz- powiedziałam starając się zabrzmieć „groźnie” co oczywiście średnio mi wyszło. - Cóż, oczywiście jeśli musisz to idź, choć uważam, że powinieneś zostać. Wczoraj mówiłeś, że zgubiłeś jakieś klucze, nie wiem gdzie jest twój ochroniarz i nie wiem gdzie chcesz iść, ale moim zdaniem powinieneś to wszystko jakoś ogarnąć. No i przede wszystkim masz się umówić do lekarza i chcę mieć pewność, że to zrobiłeś. Dlatego zanim gdziekolwiek pójdziesz naładuj telefon, skontaktuj się z kim trzeba, umów się do lekarza, zjedz coś, odśwież się, po prostu się ogarnij. I przestań się szczerzyć, bo to, że jesteś chory nie powstrzyma mnie przed walnięciem cię w twarz.
-Zrobię wszystko co chcesz- powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha dlatego pokiwałam tylko z dezaprobatą głową.
-W takim razie może na początek zjemy śniadanie? W nocy naprawdę było z tobą źle i myślę, że powinieneś zjeść coś co pomoże odzyskać ci siły.
-Dziękuję ci za wszystko- powiedział i podszedł do mnie bliżej. Kiedy spał gapiłam się na niego, dotykałam jego twarzy i modliłam się żeby było z nim dobrze. Ale Harry był już świadomy i nie zamierzałam pokazywać tego jak wielkie wrażenie wywarła na mnie ta noc i to wszystko.
-Przestań- nakazałam, ale on znowu tylko się uśmiechnął.
-Przestań, co?- zapytał udając debila. W sumie… on nie musiał udawać.
-Tak się na mnie patrzeć- starałam się brzmieć na wkurzoną, ale nie miałam siły by się wkurzać.
-Jak?
-Dobrze wiesz jak.
-No właśnie nie wiem jak.
-Ładowarka do telefonu leży na stoliku, podłącz go i chodź do kuchni- powiedziałam jeszcze i wyszłam. Byłam zmęczona i nie miałam siły się z nim przekomarzać. Potrzebowałam kawy. Najlepiej całego litra, dlatego to kawą zajęłam się na początku.
-Pomóc ci?- zapytał a ja prawie umarłam na zawał. Nie zdawałam sobie sprawy, że chłopak wszedł do kuchni i stoi metr ode mnie.
-Nie trzeba… Albo podaj mi dwa kubki są do góry, w drugiej szafce od lewej strony.
-A herbata?
-Tutaj, w pojemniku- powiedziałam i wskazałam mu ręcznie zdobiony pojemnik z napisem „tea”, który stał na blacie.
-Odkrywczo-chłopak zaśmiał się totalnie uroczo przez co musiałam sama siebie wyzwać w myślach za to, że tak twierdzę.
-Ja piję kawę- powiedziałam kiedy wrzucił herbatę też do mojego kubka.
-Od kiedy?- zapytał zdziwiony.
-Odkąd nie jestem z tobą- powiedziałam i dopiero po kilku sekundach zrozumiałam własne słowa i to jak głupio one zabrzmiały. Ale halo? Byłam zmęczona i nie do końca kontaktowałam tak jak powinnam.
-Ja nadal wolę herbatę- oznajmił a właściwie burknął pod nosem nie kryjąc tego, że nie spodobało mu się to co powiedziałam, ale postanowiłam to olać.
-Usiądź, zaraz wszystko będzie gotowe- nie chciałam zacząć się z nim sprzeczać i tracić na to niepotrzebnie energii. Dokończyłam robić śniadanie a do jego herbaty dodałam łyżeczkę miodu i plasterek cytryny. Nalałam sobie kawy, która zdążyła się zaparzyć i po prostu siedzieliśmy i jedliśmy w ciszy. Nie przeszkadzało mi to i miałam wrażenie, że jemu też nie. Oboje byliśmy zmęczeni a ja dodatkowo zastanawiałam się jak dam radę przeżyć w studio i stworzyć coś sensownego po tak intensywnej nocy. W głowie pojawił mi się nawet pomysł, że chciałabym żeby Harry mnie zaraził, przynajmniej miałabym sensowną wymówkę by tam nie iść. Przez cały czas robiłam wszystko żeby nie myśleć o tym co się stało i nagle to we mnie uderzyło. Mój mózg jakby się odblokował, być może dzięki kawie, której wypiłam cały wielki kubek. –Skąd wiesz gdzie mieszkam?
-Co?- zapytał i spojrzał na mnie tak, że wiedziałam, że tak jak ja chwilę wcześniej błądził gdzieś myślami.
-Skąd wiedziałeś, że tu mieszkam?- powtórzyłam się choć domyślałam się, że mógł tę informację otrzymać od pewnego Irlandczyka.
-Od Nialla- powiedział a ja jedyne co miałam w głowie to myśl. Jedno krótkie zdanie. Zabiję tego blond tlenionego zdrajcę.
-Tak myślałam. Dlaczego właściwie do mnie przyjechałeś?
-Nie do końca umiem odpowiedzieć na to pytanie. Ale początkowo nie planowałem tego. Pojechałem nawet do mieszkania, ale kiedy tam dotarłem okazało się, że nie mam przy sobie kluczy. Nie wiem gdzie je zapodziałem… Możliwe, że ich w ogóle nie wziąłem z LA. Już tam się źle czułem, ale musiałem tu przylecieć. Kiedy wszystko załatwiłem odprawiłem ochronę gdy tylko podwieźli mnie pod dom. A tam jak już mówiłem okazało się, że nie mam jak dostać się do środka a czułem się coraz gorzej dlatego zadzwoniłem do Nialla i zapytałem o twój adres. Nie bądź na niego zła. Wyjaśniłem mu, że chyba jestem chory a on powiedział, że ty mi pomożesz. Wiem, że mogłem jechać do jakiegoś hotelu, ale nie myślałem o tym wczoraj. Nie chciałem żadnej afery, zmieniamy wytwórnię i agencję, miałem zniknąć na jakiś czas, bo nie chcemy wokół tego niepotrzebnego szumu a wiesz jak jest. Ktoś coś zobaczy i potem to jest jak domino. Dlatego wziąłem taksówkę i przyjechałem tutaj.
-Rozumiem- jego tłumaczenie było naprawdę sensowne i stwierdziłam, że raczej nie kłamie.
-Wiem, że mogłem do ciebie zadzwonić, ale telefon mi padł zaraz po rozmowie z Niallem. Wiem, że mogłem jechać do hotelu i wiem, że nie chciałaś żebym przyjeżdżał do ciebie, ale tak źle się czułem…
-Dobrze zrobiłeś, że do mnie przyjechałeś, bo ci pomogłam. Gdybyś pojechał do hotelu mogłoby to się różnie skończyć. Ale nie roztrząsajmy już tego- powiedziałam i spojrzałam na zegarek. - Na dziesiątą muszę być w studio a trochę mi zajmie ogarnięcie się więc teraz ty idź się wykąp a ja tu posprzątam. Później zadzwonisz wszędzie tam gdzie musisz, umówisz się do lekarza, ja pójdę się szykować i będzie po sprawie.
-Chętnie wziąłbym prysznic, ale nie mam ciuchów na zmianę.
-Mogę dać ci coś Jesse’ego- nie miałam pojęcia po co to powiedziałam skoro i tak wiedziałam jak zareaguje.
-Nie będę nosił jego ciuchów- oznajmił a ja wywróciłam oczami.
-Harry wyglądasz okropnie, przyda ci się prysznic. Mam tu jego czyste ciuchy…
-Wykluczone- powiedział szybko mi przerywając.
-Zachowujesz się jak dziecko.
-Nie będę nosił ubrań twojego chłopaka i koniec kropka- zrobił minę niczym naburmuszone dziecko a ja westchnęłam najgłośniej jak potrafiłam.
-Jesse nie… A z resztą. Nie chcesz to nie, nie będę ci się o nic prosić- powiedziałam i wzięłam puste kubki do rąk.
-Ali wiem, że chcesz dla mnie dobrze- mówił idąc za mną. Jako że miałam tempo gorsze niż ślimak Harry mnie wyprzedził i położył dłonie na moich ramionach, przez co zmuszona byłam stanąć. –Dziękuję ci za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. Naprawdę jestem ci wdzięczny i choć wiem, że nie powinienem się cieszyć to cieszę się, że nie zamknęłaś mi wczoraj drzwi przed nosem, bo właściwie takiej reakcji z twojej strony się spodziewałem. Wiem, że czuwałaś przy mnie całą noc i dzięki tobie czuję się teraz o wiele lepiej niż wczoraj, ale nie każ mi zakładać ciuchów chłopaka, którego delikatnie mówiąc nie lubię. Wystarczy mi to, że musiałem spać w łóżku, w którym ty i on… Nawet nie chcę o tym myśleć. Dlatego Ali nie, nie ubiorę jego ubrań- powiedział gapiąc się na mnie tymi swoimi pięknymi oczami.
-W takim razie, ty pozmywaj a ja idę się umyć- oznajmiłam, bo stwierdziłam, że w tej chwili jedyne czego potrzebuję to zimny prysznic, który mnie otrzeźwi. Podałam mu kubki i nie czekając chwili dłużej pognałam do łazienki, w której spędziłam dwadzieścia minut, z czego dziesięć stojąc pod strumieniem zimnej wody.
-Kiedy się myłaś wszystko załatwiłem, samochód przyjedzie po mnie za około dwadzieścia minut- powiedział kiedy weszłam do salonu.
-Lekarza też?
-No mówię, że wszystko.
-To super- stwierdziłam bez entuzjazmu. Kurde, wypiłam kawę, wzięłam prysznic i nawet Harry będący w moim mieszkaniu nie potrafił mnie rozbudzić.
-Coś się stało? Poza tym, że tu jestem- nie wiedziałam czy to miał być żart, ale po mojej minie chłopak mógł stwierdzić, że nie było mi do śmiechu.
-Nic się nie stało, jestem zmęczona po prostu- odpowiedziałam i usiadłam na kanapie.
-Ali widzę, że coś jest nie tak. Nie rzucasz się na mnie, nie docinasz mi, jesteś dziwnie nieobecna.
-Wciąż boli cię gardło?- zapytałam kiedy on siadał obok mnie.
-Nie mówimy o mnie.
-Odpowiedz- rozkazałam a on wywrócił oczami.
-Tak, musiałem się po prostu przeziębić.
-Możesz na mnie zakaszleć?- zapytałam. Zmęczenie miało na mnie zły wpływ. A bliskość Harry’ego tylko potęgowała to, że ciężko mi się używało mózgu.
-Co?- zapytał nie wiedząc o co mi chodzi.
-No zakaszleć. Mam ci pokazać jak się kaszle?- zapytałam a on uśmiechnął się i spojrzał na mnie jak na idiotkę rozumiejąc już do czego zmierzam.
-Jeśli chcesz żebym cię zaraził mam lepszy pomysł jak mogę to zrobić- powiedział i poruszył śmiesznie brwiami.
-Mój pomysł jest wystarczająco dobry.
-Ale mój jest lepszy. Poza tym, dlaczego chcesz być chora?
-Bo nie mam weny a muszę nagrywać. Wiesz jakie to okropne kiedy tam idziesz i nic?- Boże oddaj mi mój mózg! Dlaczego zachowuję się jak idiotka? Co ja w ogóle paplam?
-Taaa, coś tam o tym wiem- Harry był totalnie rozbawiony moimi bezsensownymi wypowiedziami.
-Potrzebuję L4.
-Myślisz, że ktoś je w ogóle uwzględni? Przecież w naszym zawodzie nie istnieje coś takiego jak L4.
-No i co? Dla mnie zacznie istnieć.
-Może po prostu zrób sobie dzisiaj wolne.
-Nie mogę… Na dodatek jestem umówiona dzisiaj z Cassie. Boże, przecież ja tam umrę!- kiedy to sobie uświadomiłam nie miałam już siły by siedzieć. Położyłam się na kanapie a stopy położyłam na jego kolanach.
-Z Cassie?
-To moja trenerka tańca i uwierz mi nigdy w życiu nie widziałeś tak wymagającego nauczyciela. Ona jest okropna, na początku się jej bałam, wręcz panicznie. A teraz przywykłam do niej i nawet ją lubię, mimo że to suka- oczywiście dopiero po minucie zarejestrowałam, że nie mogę tak po prostu sobie leżeć z nogami na jego kolanach tym bardziej, że jego dłonie automatycznie na nich wylądowały, dlatego mimo tego, że nie miałam siły ogarnęłam się i usiadłam.
-Chciałbym zobaczyć jak tańczysz- stwierdził, ale powiedział to tak, że zabrzmiało jakby mówił do siebie.
-Nie jestem w tym jakaś super, ale z pewnością idzie mi coraz lepiej. Wiesz, kiedyś mogłam iść prostą drogą i nogi same potrafiły mi się zaplątać. Teraz nie jestem już taka niezdarna, mam też dobrą kondycję, bo sporo ćwiczę. Ale mimo wszystko nie umiem tańczyć, to znaczy trochę umiem, właściwie tyle ile muszę. Podczas koncertów mam kilka układów, ale nie jest to Bóg wie co, dlatego na twoim miejscu nie spodziewałabym się cudów.
-Uwierz mi, że pamiętam ciebie nieco inną, dlatego wszystko, co teraz robisz wydaje mi się cudem. Chociażby to, że ćwiczysz.
-Czy ty się ze mnie naśmiewasz?- zapytałam widząc jego minę.
-Nie! Oczywiście, że nie tylko pamiętam cię inną…
-Po prostu postanowiłam o siebie dbać. Zrozumiałam jakie to ważne.
-To widać.- stwierdził i spojrzał na mnie dziwnie. -Wyglądasz teraz naprawdę wspaniale. Zawsze wyglądałaś, ale teraz wyglądasz po prostu zdrowiej.
-I tak się czuję, wiem, że nie zmienię już tego trybu życia. Po prostu znalazłam równowagę i staram się żyć w zgodzie z sobą.
-I taniec plus sukowata trenerka pozwala ci żyć w zgodzie z sobą?- zapytał i miał taką minę jakby próbował to jakoś zrozumieć. Cóż, w jego wyobrażeniach nadal byłam słabą, przejmującą się każdą złą opinią, wiecznie potrzebującą pomocy dziewczynką.
-A żebyś wiedział. Cassie daje mi wycisk, ale pokazuje, że jestem w stanie rozciągać swoje granice i je przekraczać. Co z tego, że po treningu mam ochotę się porzygać skoro udało mi się to zrobić? Wiesz jak się czułam kiedy udało mi się zrobić szpagat?
-Umiesz zrobić szpagat?- zdziwienie malujące się na jego twarzy było tak wielkie, że aż zrobiło mi się głupio. Za jaką ofiarę losu musiał mieć mnie wcześniej?
-Jak już mówiłam Cassie jest wredna, ale tak naprawdę jest wspaniałą trenerka, pomaga mi rozciągać i wyznaczać nowe granice- powiedziałam nieco speszona.
-Co w ogóle cię skłoniło do tego żeby zapisać się na taniec?
-Właściwie to agencja mnie zapisała. Nie tylko na taniec.
-To, że mieszkasz w Nowym Jorku to też ich pomysł?- zapytał a ja w końcu poczułam się choć trochę bardziej rozbudzona.
-Właściwie to tak. Kiedy negocjowałam nowy kontrakt powiedziałam, że chciałabym żeby tym razem było inaczej, chciałam się przygotować do powrotu i powiedziałam, że chcę się uczyć nowych rzeczy, że chcę się rozwijać i wtedy zaproponowano mi Nowy Jork. Zgodziłam się od razu, bo to miasto daje przecież tak wiele możliwości by uczyć się nowych rzeczy. A kiedy już tutaj przyjechałam okazało się, że w moim grafiku znajdują się lekcje śpiewu, tańca i nawet aktorstwa.
-Aktorstwa?-Harry wydawał się naprawdę zaciekawiony a ja miałam ochotę dowiedzieć się co on robił przez te dwa lata. Nie rozumiałam dlaczego, ale chciałam.
-Taaa, na początku też wydawało mi się to szalone, ale jak się później okazało te lekcje były równie przydatne jak te ze śpiewu.
-Naprawdę?
-Taaa, widzisz podczas trasy zaprosiłam wielu gości, z którymi wcześniej nagrywałam takie krótkie filmiki, właściwie takie scenki opowiadające jakieś historie i te lekcje okazały się dla mnie naprawdę pomocne.
-Taniec, śpiew, aktorstwo. No i oczywiście masz ogromny talent jeśli chodzi o rysowanie i malowanie. Czy ty nie jesteś zbyt zdolna?- zapytał i się zaśmiał a ja posłałam mu tylko uśmiech. Nie rysowałam ani nie malowałam odkąd się rozstaliśmy, bo jakoś tak po prostu nie umiałam. To znaczy prawie, bo rysowałam dla Lux, ale nie stworzyłam niczego wartego uwagi. Bo kwiatki i księżniczki, które tworzyły kolorowanki dziewczynki się nie liczyły.
-Tak naprawdę to mam chyba tylko talent do śpiewania, reszta jest dla mnie dodatkiem i formą rozwoju, ale nigdy nie będę w tym najlepsza.
-Dla mnie jesteś najlepsza we wszystkim- nie chciałam by ta rozmowa weszła na ten tor. Rozmawialiśmy neutralnie a on zawsze musiał wyskoczyć z tego typu tekstem.
-Powinieneś sprawdzić temperaturę, przyniosę ci termometr- powiedziałam szybko, wstałam i poszłam do pokoju po termometr. Kiedy wróciłam przytknęłam urządzenie do jego czoła i wcale nie zdziwiły mnie cyfry, które wyświetliły się na wyświetlaczu.
-I?
-38,2. Przyniosę paracetamol i zrobię ci jeszcze jedną herbatę- oznajmiłam i poszłam do kuchni by po chwili wrócić z tabletkami, wodą i parującym napojem.
-Masz naprawdę ładne mieszkanie- powiedział Harry, który nie siedział już na kanapie tylko przechadzał się właśnie po salonie i oglądał go całkiem szczegółowo.
-Dzięki- podeszłam do niego i podałam mu tabletkę i wodę.
-Jest takie w twoim stylu.
-Trochę mi zajęło zanim urządziłam je po swojemu. A ty? Mówiłeś, że zgubiłeś klucze, kupiłeś tu mieszkanie?- zapytałam, bo nagle to sobie uświadomiłam. Ku własnemu zdziwieniu, zadałam to pytanie zupełnie normalnie, bo dopiero kiedy powiedziałam to na głos dotarło do mnie, że Harry może zamieszkać w tym samym mieście co ja. A tego bym nie chciała.
-Nie, nie. To nie moje mieszkanie tylko Nicka. Zaoferował mi żebym się u niego zatrzymał i uwierz mi, on mnie zamorduje jeśli te klucze się nie znajdą.
-W takim razie nie zbliżaj się do niego bez ochrony- nie ma zdjęć Jesse’ego! Zdałam sobie z tego sprawę kiedy Harry zaczął się przyglądać fotografiom, które stały na półce. Nie chciałam by chłopak wiedział, że jestem sama, wolałam by myślałam, że wciąż jestem zajęta, najdłużej jak się dało. Ale w ramkach miałam zdjęcia wszystkich ważnych dla mnie osób, rodziców, Zuzy z synkiem, Kurta i Blaine’a, Nialla, Lux oraz swoje z mamą, z Zuzą, z Zaynem… Byli tam wszyscy poza Jessem. Kiedy się rozstaliśmy schowałam jego zdjęcia. Nie dlatego, że się rozstaliśmy tylko dlatego, że wyrządziłam mu krzywdę i nie chciałam ciągle o tym myśleć a patrzenie na jego zdjęcia powodowało, że czułam się podle. Musiałam też spakować jego rzeczy, nie mieszkaliśmy razem, ale miałam w garderobie sporo jego ciuchów, w łazience obok mojej szczoteczki do zębów stała jego, w szafce za lustrem wciąż miałam jego piankę i maszynkę do golenia. Wszystko zapakowałam do wielkiego pudła, które stało teraz w kącie w garderobie, zamierzałam to wszystko oddać, właściwie miałam na to całe dziesięć dni, ale ja nie zdążyłam tego jeszcze zrobić.
-Masz wiele nagród- głos Harry’ego sprowadził mnie na Ziemię. Chłopak trzymał w dłoniach nagrodę, którą dostałam na gali Glamour dlatego od razu się rozchmurzyłam.
-To nie wszystkie, część zawiozłam do rodziców. Ale ta, którą teraz trzymasz jest jedną z moich ulubionych. Wtedy poznałam Paula i Iana.
-Paula i Iana?
-Stafana i Damona, słynnych braci Salvatore- powiedziałam podekscytowana przypominając to sobie.
-Podejrzewam, że bardziej niż nagrodą przejęłaś się nimi.
-No oczywiście! Przecież to Stefan! I Damon!
-Nadal masz na ich punkcie obsesję?- zapytał i uśmiechnął się patrząc na mnie jak na pięcioletnie dziecko.
-No jasne!
-Nawet jeśli ich znasz?
-Teraz mam nawet chyba jeszcze większą.
-To da się mieć większą?!- zapytał udając szok a ja walnęłam go w ramię i prawie oblałam się herbatą, którą trzymałam.
-Nie śmiej się ze mnie! Nawet nie wiesz jakie to trudne iść z Paulem na pierogi i powstrzymywać się przed męczeniem go prośbami o spoilery.
-Często się z nim spotykasz? Poznałem ich wtedy na after party, ale nie sądziłem, że utrzymujecie jakieś przyjacielskie relacje.
-Spotykamy się, ale niestety rzadko, przeważnie kiedy tutaj przyjeżdża albo kiedy widujemy się na jakiś galach. Paul jest super, załatwił mi kiedyś wejście na plan, zabrałam ze sobą Zuzę i mogę śmiało powiedzieć, że to był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Z Ianem widuję się właściwie tylko na rozdaniach nagród, ale częściej widuję się z jego żoną Nikki, wkręciła mnie w pewną fundację, wiesz ona z Ianem mega się angażują w ochronę środowiska, kochają zwierzęta. Poza tym Nikki jest taka kochana, nie da się jej nie lubić, tworzy z Ianem cudną parę. Z nią niestety też nie widzę się tak często jakbym chciała, ostatnio byłyśmy razem na zakupach jakieś dwa miesiące temu.
-Ali!- usłyszeliśmy i oboje w tym samym momencie obróciliśmy się by zobaczyć kto wdarł się do mojego mieszkania. Ja oczywiście wiedziałam kto, Harry nie miał zielonego pojęcia. Mój przyjaciel miał jakiś głupi nawyk, że zawsze kiedy zapominałam zamknąć drzwi na klucz po prostu wchodził jak do siebie nie przejmując się by chociaż zapukać.
-Hej- powiedziałam wesoło widząc Kurta, który wyglądał tak jakby wygrał fortunę w totka.
-Ali dostałem się! Uwierzysz?! Przeszedłem dalej!- powiedział uradowany nie zwracając uwagi na Harry’ego któremu wcisnęłam w dłonie gorącą herbatę i popędziłam wprost w ramiona przyjaciela. Kurt był niedawno na castingu do serialu. Gdybym powiedziała, że był do tego nastawiony sceptycznie byłoby to wielkim niedopowiedzeniem. On w ogóle nie chciał tam iść, mówił, że i tak nie przejdzie dalej i poszedł tam tylko dlatego, że razem z Blainem wierciliśmy mu o to dziurę w brzuchu. Kurt miał ogromy talent i byłam pewna, że jest skazany na sukces, ale on nie wierzył w siebie wystarczająco. Nie miał łatwego życia, przez jego, w pewnym sensie, odmienność i orientację nie raz był obiektem głupich żartów czy obelg. Wciąż się uczył wiary w siebie i choć na ogół sprawiał wrażenie otwartego, pogodnego i nieco ekscentrycznego dobrze wiedziałam, że czasami miewał gorsze dni. Na ten casting poszedł pod przymusem, razem z Blainem pomagaliśmy mu się do niego przygotować, siedzieliśmy po nocach poszukując idealnej piosenki i ucząc się z nim roli, o którą się starał.
-Wiedziałam! Mówiłam ci! Mówiłam! Jesteś świetny, tylko głupcy nie poznaliby się na tobie!- mówiłam przejęta ściskając go najmocniej jak potrafiłam by po chwili go puścić i zacząć skakać po całym salonie z radości.
-To dopiero pierwszy casting…
-Przestań! Pamiętasz co mówiliśmy? Emmy, Grammy, Złote Globy, Tony, PCA, Oscary! To nasza przyszłość- powiedziałam patrząc mu w oczy ledwo hamując łzy wzruszenia. Nie wiem jak to działało, ale sukcesy moich przyjaciół zawsze cieszyły mnie tak jak moja własne. Chociaż nie. Ich sukcesy cieszyły mnie o wiele bardziej.
-Jesteś szalona.
-Nie, ja jestem realistką i mam nadzieję, że pamiętasz, że obiecałeś mi, że jak już cię nominują do Złotych Globów to zabierzesz mnie ze sobą.
-Oczywiście, że cię zabiorę- powiedział i spojrzał na Harry’ego a kiedy zrozumiał kto to jego mina była po prostu epicka. -Yyyyyy, ja nie wiedziałem, że masz gościa…
-Spokojnie, nic się nie stało. Harry to Kurt, Kurt to Harry- przedstawiłam ich sobie a oni podali sobie dłonie. Kurt patrzył na mnie pytająco a ja uśmiechnęłam się i pokiwałam dziwnie głową chcąc mu jakoś przekazać, że później mu wszystko opowiem.
-Ali w takim razie będę się zbierać- powiedział a ja wywróciłam oczami przez to, że opacznie zrozumiał on moją informację, którą starałam się przekazać kiwaniem głową.
-Oszalałeś, nigdzie się nie zbierasz. Siadaj tutaj, chcesz coś do picia?
-Nie, dzięki wypiłem już kawę- powiedział i nagle nastała cisza a oni zaczęli się gapić na mnie dlatego ja postanowiłam mówić.
-Kurt stara się o rolę w nowym serialu stacji Fox. Właściwie siłą trzeba było go zaciągać na casting, ale jest tak zdolny, że to było pewne, że dostanie te rolę. Właściwie to powinni napisać rolę specjalnie dla niego.
-Ali- Kurt westchnął i wyglądał na totalnie zażenowanego.
-Czyli jesteś aktorem?- zapytał Harry, który przyglądał się nam z małym uśmiechem na ustach.
-Taaa, jest aktorem z głosem jak anioł, śpiewa tak pięknie, że…
-Ali błagam cię- Kurt chciał mnie zamordować. Naprawdę w jego oczach widziałam już tylko żądzę mordu.
-Taka jest prawda.
-Nie słuchaj jej, ona przesadza. Na razie nie jestem aktorem, wciąż studiuję - powiedział mój przyjaciel a ja wywróciłam tylko na niego oczami. Znowu.
-Nie przesadza- zamierzałam komplementować mojego przyjaciela dalej, ale z opresji wyrwał go dzwoniący telefon Harry’ego. Chłopak powiedział tylko „hej”, „tak”, „okej”, „już idę” i się rozłączył.
-Czas na mnie, samochód już czeka na dole- oznajmił i nie krył nawet tego, że nie chciał wychodzić. Co gorsza, ja też nie chciałam by szedł.
-Okej- powiedziałam tylko, bo bałam się, że cokolwiek powiem będę brzmieć tak samo smutno jak on.
-Miło było cię poznać- odezwał się mój przyjaciel.
-Ciebie również- Harry podał Kurtowi jeszcze raz rękę, tym razem na pożegnanie i spojrzał na mnie.
-Odprowadzę cię- powiedziałam, wstałam z kanapy i skierowałam się w stronę przedpokoju.
-Kurt wydaje się być spoko gościem. Kiedyś mi o nim wspominałaś, on jest gejem, nie?- zapytał ubierając na siebie buty
-Tak, ma chłopaka. Blaine’a. Jest równie cudowny jak Kurt.
-Cieszę się, że masz przyjaciół- powiedział i stanął naprzeciwko mnie. - Ali naprawdę ci za wszystko dziękuję.
-Nie ma za co.
-Jest za co. Opiekowałaś się mną całą noc.
-Było z tobą źle, musiałabym nie mieć serca żeby ci nie pomóc.
-Jeszcze raz dziękuję- powiedział i jakimś cudem okazało się, że dzieli go ode mnie jakieś dwadzieścia centymetrów. Chłopak zaczął pochylać się w moją stronę a ja stałam i nie reagowałam. Nie miałam hamulca. Ta myśl mnie przeraziła kiedy usta Harry’ego wylądowały na moim policzku. Kiedy odsunął się ode mnie powoli i zobaczyłam uśmiech na jego twarzy poczułam złość. Właściwie to jej nie poczułam, ale chciałam ją poczuć. Bo to wszystko było nie tak. Harry to przecież wciąż Harry i samo to powinno być dla mnie wystarczającym hamulcem. Oczywiście, że zawsze pomogłabym mu w chorobie czy gdyby miał inny poważny problem. Ale teraz nie powinnam mu opowiadać o swoim życiu, o przyjaciołach, nie powinnam się z nim spoufalać bo im bardziej zacznę się przed nim otwierać tym mocniej on mnie skrzywdzi. Nie powinno mi być smutno, że wychodzi. Nie powinnam chcieć przesiedzieć z nim na kanapie całego dnia. Nie powinnam dawać się całować w policzek. Nie powinnam chcieć by pocałował mnie w usta… Dlaczego serce jest takie głupie? Rozum i zdrowy rozsądek powinien mną kierować, dlatego zamierzałam powiedzieć coś czego wcale nie czułam.   
-Harry nie chcę żadnych nieporozumień między nami. Kiedy wczoraj do mnie przyszedłeś miałeś naprawdę wysoką gorączkę, chciałam zadzwonić po pogotowie, ale poprosiłeś żebym tego nie robiła  więc zrobiłam wszystko żeby ci pomóc i cieszę się, że teraz czujesz się lepiej i że umiałam ci pomóc i naprawdę nie musisz mi za to dziękować. Ale nie chcę żebyś coś teraz sobie pomyślał. Żebyś to źle zinterpretował. Pomogłam ci nie dlatego, że nagle cię lubię, pomogłam ci, bo widziałam, że naprawdę potrzebujesz pomocy i nie wybaczyłabym sobie gdybym odesłała cię z kwitkiem a dzisiaj rano przeczytałabym, że coś ci się stało. Gdyby w takim stanie pojawiła się tu Jessica też bym jej pomogła, rozumiesz? Czuwałam przy tobie całą noc, ale nie zrobiłam tego z sympatii, bo moje uczucia względem ciebie nie uległy zmianie, nie znoszę cię i to wszystko co się wydarzyło nic dla mnie nie znaczy, jasne?
-Jak słońce- powiedział i znowu się do mnie zbliżył. Oczywiście mimo tego co przed chwilą powiedziałam dosłownie przestałam oddychać kiedy pochylił się nade mną a jego usta delikatnie dotknęły mojego ucha. – Ale czy chcesz czy nie, pomyślałem sobie swoje i twoje gadanie, że to niczego między nami nie zmienia nie do końca do mnie trafia- wyszeptał a ja miałam ochotę go spoliczkować i pocałować. Zamiast tego odsunęłam się od niego i postanowiłam go obrazić. Nazwać świnią, idiotą czy dupkiem.
-Ty…- zaczęłam nie udając już złości, ale on mi przerwał.
-Do zobaczenia…- powiedział szybko i otworzył drzwi. Już myślałam, że wyjdzie, ale zanim to zrobił musiał mnie wkurzyć jeszcze bardziej. –Skarbie- dodał i wyszedł zostawiając mnie totalnie pokonaną. Kilka chwil wcześniej chciałam czuć złość a przez jego słowa i właściwie bezczelne zachowanie byłam mega wkurzona. Wyszedł sobie zostawiając mnie bez możliwości ciętej riposty dlatego jak ostatnia kretynka nie umiejąca pogodzić się z porażką wybiegłam za nim. Ten głupek wchodził już do windy a kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Nie życzę sobie żebyś tak się zachowywał albo żebyś tak do mnie mówił- Harry wcisnął odpowiedni przycisk a winda zaczęła się zamykać. –Mów skarbie do swojej Sophie!- krzyknęłam jeszcze zanim idiota, kretyn, oszołom… zwał jak zwał, zniknął mi z oczu.

***

Coroczny, jesienny bal charytatywny to jedna z największych imprez organizowanych w Nowym Jorku. Pojawiają się na niej muzycy, aktorzy, modelki, projektanci, politycy, sportowcy a wszystko po to by pomóc potrzebującym. Bal ten zapoczątkowuje zbiórkę pieniędzy, która trwa aż do Bożego Narodzenia. Tym razem i ja zostałam zaproszona i oczywiście był to dla mnie zaszczyt, bo jak mówiła Olivia na takie imprezy nie zapraszają byle kogo - czyli poza tym, że podczas licytacji zamierzałam zostawić tam sporą sumę pieniędzy, która pomoże potrzebującym, był to dla mnie w pewnym sensie prestiż. Jako że zostałam sama i minęło dokładnie 19 dni odkąd Jesse mnie zostawił moją osobą towarzyszącą był Kurt. Blaine i tak był poza miastem, bo pojechał na weekend do rodziców więc dzięki mnie chłopak nie nudził się w piątkowy wieczór. No i poznał też kilka sławnych osób…
-Ali niby się znamy i tak dalej, niby wiem, że jesteś osobą znaną, ale…
-Rozumiem- powiedziałam śmiejąc się z chłopaka, który wciąż przeżywał fakt, że koło nas właśnie przeszła Beyoncé…  
-No bo na co dzień…- nie lubiłam kiedy moi bliscy gadali takie rzeczy więc automatycznie mu przerwałam.
-Wiem. Na mnie też widok tych ludzi robi takie samo wrażenie. Poza tym przecież to ty mnie poznałeś z Sarah, to ty jesteś jej psiapsiółem.
-Używasz takich wielkich słów. Z nią było inaczej. Ją poznałem przypadkiem, pomogłem jej i tyle. A ciebie tu zaprosili, bo uważają, że jesteś taka jak ci wszyscy tutaj. Widzisz różnicę?
-Niespecjalnie.
-Może dla kogoś ty jesteś jak Beyoncé.
-Teraz to serio się zagalopowałeś- powiedziałam nieco za głośno i spojrzałam na niego jakby był przybyszem z innej planety.
-Ali przecież ty jesteś taka znana! Nigdy wcześniej tak o tobie nie myślałem, bo nie zachowujesz się jakoś inaczej niż tacy szarzy ludzie jak ja. Jakim cudem ty się ze mną zadajesz?
-Na mózg ci padło i pleciesz głupoty. Niczym nie różnię się od ciebie czy innych ludzi którzy są w tym pomieszczeniu, ty też niczym się od nich nie różnisz…- powiedziałam i jakoś tak wyszło, że oboje, w tym samym momencie spojrzeliśmy na Beyoncé.
-Poza nią- powiedział rozmarzonym głosem.
-Zdecydowanie- bez zbędnych komentarzy przyznałam mu rację.
-Ona jest boginią.
-A my szarymi, zwykłymi ludźmi.
-Jak można być tak idealnym?- zapytał a ja nie siliłam się na znalezienie sensownej odpowiedzi.
-Nie wiem, przecież to wręcz niemożliwe żeby być tak perfekcyjnym.
-Podejdź do niej i zagadaj, przydaj mi się w końcu na coś.
-Chyba cię pogięło. Co mam jej powiedzieć?- chłopak nieco się zagalopował.
-Nie wiem. Ale dopiero co odkryłem, że jesteś sławna i zamierzam cię wykorzystać.
-Jesteś okropnym przyjacielem- powiedziałam udając oburzenie.
-Wiem, ale nie moja wina, że chcę mieć zdjęcie z Beyoncé.
-Nie podejdę do niej, nie ma szans- niby byłam pewną siebie młodą kobietą, ale bez przesady.
-No, ale zdjęcie…
-Nie szalej. Może zrobimy sobie po prostu selfie z nią w tle?
-W sumie… Okej- powiedział uradowany, wyciągnął telefon z kieszeni spodni a po chwili robiliśmy pełno zdjęć nie przejmując się tym, że nie powinniśmy robić głupich min w takim towarzystwie.
-Co robicie?- usłyszałam jego głos i automatycznie się spięłam. Niby wiedziałam, że też został zaproszony, ale Olivia nie mogła dotrzeć do informacji czy potwierdził, że przyjedzie.
-Selfie z Beyoncé- odpowiedział Kurt a ja niepewnie na niego spojrzałam. A raczej na nich. Przyszedł z nią. Sophie.
-Hej, miło cię znowu widzieć- Harry podał dłoń Kurtowi na przywitanie a w ślad za nim poszła jego dziewczyna.
-Jestem Sophie, miło cię poznać- powiedziała a ja miałam ochotę wepchnąć się między nich i powiedzieć żeby odwaliła się od mojego przyjaciela.
-Kurt, ciebie również- bla, bla, bla. Harry uwielbiał się mą bawić. Gdy był u mnie pocałował mnie! Co z tego, że w policzek?! Teraz zabrał ją ze sobą! Po co nam ta szopka? Po co to wszystko? Po co codziennie o nim myślałam i zastanawiałam się ‘co by było gdyby’? Nic by nie było!
-Kurt, chciałam cię jeszcze poznać z kilkoma innymi osobami- powiedziałam wcinając się im w rozmowę, która trwała już jakieś pięć minut i nie miałam pojęcia czego dotyczyła, bo byłam zbyt skupiona na wkurzaniu się na siebie w myślach i patrzeniem morderczym wzrokiem na Harry’ego, który wydawał się być dziwnie rozbawiony tym wszystkim. Po co on z nią przylazł? Nie wysiliłam się na żadne „wybaczcie, idę poznać się z Beyoncé” tylko po prostu chwyciłam przyjaciela za rękę i pociągnęłam go za sobą. Resztę wieczoru robiłam wszystko żeby unikać Harry’ego i jego ślicznej dziewczyny. Kurde! Dlaczego ona nie mogła być brzydka? Musiała być śliczna? Nie gapienie się na nich szło mi całkiem dobrze, bo nie było to trudne wśród tego tłumu ludzi, ale oczywiście nic nie mogłam poradzić na to, że podświadomie cały czas szukałam go wzrokiem. A kiedy go znalazłam… wyglądał pięknie w czarnym garniturze… Ale jego dłoń nie powinna być spleciona z jej. Dlaczego on jest tak bardzo dezorientujący? Raz łazi za rękę z nią, raz mówi skarbie do mnie. Dlaczego mnie to tak bardzo obchodzi? W mojej głowie dział się istny Armagedon. Stwierdziłam, że nie mogę tak stać i gapić się na nich dlatego postanowiłam iść do toalety. Kiedy tam weszłam umyłam dłonie zimną wodą i najchętniej przemyłabym też twarz, ale wtedy mój makijaż sprawiłby, że wyglądałabym jak jakaś niedorozwinięta panda a nie zamierzałam nikogo straszyć. Wyciągnęłam więc z mojej małej torebki pomadkę i zamierzałam pomalować usta, kiedy do toalety weszła ona. Oczywiście spojrzała na mnie i musiała się uśmiechnąć.
-Strasznie tam gorąco- zagadała do mnie a ja myślałam, że się walnę się pięścią w twarz. Ona była miła. Nie była taka jak Chloe.
-Tak- powiedziałam. Aż tyle. A ona tak jak ja wcześniej zaczęła myć dłonie.
-Najchętniej przemyłabym wodą twarz, ale nie chcę wyglądać jak jakaś niedorozwinięta panda- dlaczego ona nie może być wredna? Dlaczego nie może zaatakować mnie tekstem, że Harry jest jej a ja to jego przeszłość? Dlaczego nie może na mnie naskoczyć i powiedzieć, że mam przestać się na nich gapić i że mam się od nich odwalić? Wtedy mogłabym się z nią pokłócić, mogłabym się cieszyć, że jest wredną suką. Tymczasem ona jest miła.
-Przed chwilą pomyślałam o tym samym, ale stwierdziłam, że nie chcę straszyć gości- powiedziałam a ona zaśmiała się, oczywiście uroczo. Nie za bardzo wiedząc jak się w tej sytuacji zachować zaczęłam malować w końcu usta. Sophie na moje nieszczęście była normalną, sympatyczną dziewczyną i totalnie nie wiedziałam co zrobić. Wie, że Harry u mnie był? Przecież to było nie w porządku! To co zrobił! I nie miałam na myśli tego, że wtedy do mnie przyszedł tylko tego jak się ze mną pożegnał! Jak się zachowywał kiedy ona nie widziała.
-Ali wiem, że jest między nami niezręcznie…- zaczęła, ale się zacięła.
-Spokojnie, wiem o co ci chodzi.
-No właśnie nie wiesz. Harry i ja…- tym razem to ja postanowiłam jej przerwać.
-Nie musisz się przede mną tłumaczyć, nie jestem już z nim, dzięki Bogu.
-Dzięki Bogu?
-Nie zamierzałam ci niczego mówić, ale wydajesz się być naprawdę dobrą dziewczyną… Harry nie jest słodkim chłopcem za jakiego z pewnością go masz. Harry to podstępny, kłamliwy oszust, który zrobi wszystko żeby wygrać. Uwolnienie się od niego to najlepsze co mnie spotkało dlatego radzę ci, uciekaj dopóki nie jest jeszcze za późno. Poza tym on nie jest wobec ciebie w porządku. Harry był u mnie tydzień temu, był chory, ale nic nie usprawiedliwi tego, że zachował się wtedy nieodpowiednio. Dlatego dobrze ci radzę, otwórz oczy i zobacz, że on nie jest taki jaki myślisz. Im szybciej sobie to uświadomisz tym lepiej dla ciebie- powiedziałam i nie zamierzałam mówić nic więcej. Spojrzałam szybko jeszcze raz w lustro, uniosłam głowę wyżej i po prostu stamtąd wyszłam.


Hej!
Na samym początku chcę przeprosić, że tak długo nie dodawałam rozdziału! Przepraszam i niestety muszę przejść od razu do najważniejszej sprawy. Chodzi o to, że nie mam czasu pisać opowiadania, pisanie tego rozdziału to była niezła szopka, bo pisałam go przez całe 3 tygodnie i kiedy kończyłam go pisać wczoraj nie pamiętałam już co napisałam na początku dlatego przepraszam jeśli w niektórych momentach są jakieś niejasności czy coś w tym stylu :( No ale wracając do głównego wątku, tak jak wspomniałam nie mam czasu żeby pisać, głównie dlatego, że mam za dużo obowiązków, przede wszystkim muszę napisać pracę dyplomową i uwierzcie zabiera mi to praktycznie cały czas (we wtorek jak pokaże promotorowi co napisałam przez święta to mnie zabije bo napisałam stanowczo za mało m.in. przez to, że pisałam rozdział XD) No, ale nie chcę zawieszać opowiadania czy coś, zrobię to tylko jeśli naprawdę będę w potrzasku. Na razie chcę tylko powiedzieć, że kolejny rozdział pojawi się mniej więcej tak samo jak ten czyli za około 3 tygodnie. Postaram się go dodać jeszcze w kwietniu, ale chcę żebyście miały (idk czy czyta to jakiś chłopak XD Zakładam, że nie) świadomość, że opowiadanie nie jest moim priorytetem i mam po prostu ważniejsze rzeczy do robienia (bądź co bądź moja przyszłość jest dla mnie najważniejsza XD). Mam nadzieję, że będzie Wam się chciało czekać tak długo na rozdziały (taka sytuacja utrzyma się niestety do lipca, no chyba, że mnie natchnie i napiszę pracę w miesiąc XD) i rozdział raz na miesiąc Was nie odstraszy i jednak ze mną zostaniecie <3
To tyle :)
Przepraszam oczywiście za błędy!
Na koniec chcę jeszcze podziękować Lilly za to, że mimo braku czasu czyta i komentuje! Dzięęęękuję! <3
Do następnego!

PS I love youuuu all! <3

piątek, 11 marca 2016

Rozdział 15





“Remember all the things we wanted
Now all our memories, they're haunted
We were always meant to say goodbye
Even with our fists held high
It never would've worked out right
We were never meant for do or die”

Byłam zdenerwowana. I to bardzo. Mimo tego szłam pewnie czując się nieco jak żołnierz idący na wojnę. Choć może to nieco przesadzone, ale wiedziałam, że zaraz stoczę bitwę. Steve mi towarzyszył, bardzo mi na tym zależało. Miałam bowiem plan. Odkąd Niall mi powiedział,  miałam plan.
1. Nie mówić Jesse’emu, że wiem.
2. Poczekać aż z nią tutaj przyjedzie.
3. Zaprosić ich, w ramach powitania i świętowania, do drogiej i eleganckiej restauracji gdzie Jesse, mój chłopak, zapozna mnie z nowym menadżerem.
4. Nie spotkać się z Jessem przed tym epickim wydarzeniem.
5. Dlatego najlepiej załatwić to od razu kiedy przylecą, ewentualnie dobę później.
6. Z tej okazji kupić nową, oszałamiająco piękną sukienkę.
7. I oczywiście dokupić do niej nowe, oszałamiająco piękne szpilki.
8. Fryzura, makijaż- pozostawić to profesjonalistom.
9. Zabrać ze sobą Steve’a.
10. Zniszczyć ją, starać się nie zniszczyć swojego związku.
Dziesięć punktów, z których wykonałam dziewięć. Na koniec pozostał ten dziesiąty, najtrudniejszy. Nie chciałam urządzać żadnej afery, chciałam po prostu wygrać. Spojrzałam na zegarek, byłam spóźniona tylko dwadzieścia trzy minuty. Zamierzałam spóźnić się równo pół godziny, ale byłam już zbyt rozemocjonowana i nie mogłam usiedzieć na miejscu.
-Steve wiesz dlaczego idziesz tam ze mną, prawda?
-Tak, żebym w porę cię wyprowadził gdy będziesz próbowała dokonać morderstwa w afekcie- powiedział a ja wywróciłam oczami.
-Masz mi dodać odwagi gdyby ona mnie… przygasiła. No i niech patrzy, że pomimo tego, że cię wywaliła powodzi ci się tak samo dobrze jak mi. A teraz chodź, zróbmy wielkie wejście- powiedziałam i zignorowałam fakt, że mój ochroniarz patrzy na mnie jakby zaraz miała wydarzyć się jakaś katastrofa. Martwił się o mnie, bo wiedział co ona zrobiła. I wiedział, że mimo tego, że wciąż zaprzeczam sama sobie i mówię, że zapomniałam już o tym co kiedyś było złe w moim życiu, mimo tego, że mówię, że ona była zła, ale już dawno o niej zapomniałam tak naprawdę wcale tego nie zrobiłam. Nie zapomniałam ani o niej ani o tym co zrobiła. A zrobiła wiele.
-Na ogół nie pochwalam takiego zachowania, ale tej babie się należy dlatego głowa do góry i pokaż jej kto tu rządzi- usłyszałam zanim weszłam do środka i te słowa wypowiedziane z ust Steve’a dodały mi pewności siebie. Oczywiście gdy znaleźliśmy się w lokalu a ja ją zobaczyłam nieco się speszyłam, ale trwało to sekundę. Uniosłam głowę wyżej, wyprostowałam się, poprawiłam sukienkę, wzięłam głęboki wdech i postanowiłam sprawić, że ta kłamczucha straci przeze mnie pracę… drugi raz… właściwie nie przeze mnie tylko przez samą siebie.
-Ali!- kiedy Jesse zauważył mnie idącą w ich stronę wstał z krzesła i podszedł do mnie po czym mnie wyściskał, wyszeptał do ucha, że za mną tęsknił i dał mi całusa w usta. Kiedy podchodziłam do naszego stolika i słyszałam stukot moich szpilek zaśmiałam się pod nosem. Przypomniało mi się, że kiedy ostatni raz się widziałyśmy dźwięk jej stukających o podłogę obcasów był dla mnie niesamowicie irytujący i miałam małą nadzieję, że ona patrząc na mnie i słysząc jak moje szpilki pewnie uderzają o podłogę czuje to samo co ja wtedy.
-No proszę, nigdy w życiu nie przypuszczałam, że cię jeszcze zobaczę- powiedziałam zwracając się do blondynki, która wyglądała na nieco spiętą. Jess wstała by się ze mną przywitać, wyciągnęła nawet w moim kierunku dłoń, której nie zamierzałam ściskać.
-Mam nadzieję, że nie masz…- zaczęła a ja już wiedziałam, że nie będę działać według planu. Zamierzałam trochę się nią pobawić i dopiero potem zniszczyć jej wizerunek w oczach Jesse’ego. Moje zamiary zmieniły się w momencie kiedy usłyszałam jej głos.
-Pamiętasz Steve’a?- zapytałam przerywając jej niegrzecznie a Jesse spojrzał na mnie skołowany.
-Tak, miło cię znowu widzieć- odpowiedziała i zwróciła się do ochroniarza, który w przeciwieństwie do mnie podał jej rękę przez co spiorunowałam go wzrokiem. Jesse nie do końca łapał co się dzieje, ale odsunął dla mnie krzesło, na które usiadłam starając się zrobić to z gracją. Dziewięć minut. Dokładnie tyle wytrzymałam grając. Każda kolejna sekunda sprawiała, że byłam coraz bardziej zła. Z każdym jej słowem i każdym uśmiechem Jesse’ego, który nie wiedziało się kiedyś stało, ale wiedział, że z jakiegoś powodu Jess przestała być moim menadżerem. Zawsze kiedy o to pytał mówiłam, że nie chcę o tym rozmawiać aż w końcu przestał i najwyraźniej stwierdził, że rozstałyśmy się z błahego powodu.
-Okej, koniec tej szopki- powiedziałam nie mogąc już dłużej na nią patrzyć. –Prawdę mówiąc sama się sobie dziwię, że tak długo wytrzymałam. Jesse pamiętasz jak pytałeś dlaczego zmieniłam menadżera? Zawsze cię zbywałam, ale wiesz co teraz tak jakoś zebrało mi się na szczere wyznania.
-Co?
-Szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć, bo jest tego całkiem sporo. Ale zacznijmy od tego. Jessica zaproponowała mi kiedyś zmianę wyglądu. Ale nie taką której myślisz. Nie chodziło jej o ubrania czy włosy. Jessica zaproponowała mi operację nosa mówiąc, że pomoże mi to w karierze. Twierdziła, że nie wyglądam odpowiednio, że nie jestem wystarczająco ładna. Powiedziała to niedługo po tym jak ją poznałam i miałam naprawdę spore problemy z akceptacją samej siebie. Poza tym Jessica lubiła plotki. Wiesz kiedyś byłam Dublinie…
-Ali możesz nie mówić o tym tutaj? Wiesz, że ktoś może coś usłyszeć a to co teraz robisz to nie jest profesjonalizm - blondynka chyba myślała, że skoro do tej pory Jesse o niczym nie wie to już się nie dowie. Albo myślała, że jej „wybaczyłam” albo stwierdziła, że po prostu biedna Ali boi się o tym mówić.
-Nie ładnie tak przerywać- zauważyłam i posłałam jej najbardziej wredny uśmiech na jaki było mnie stać. –Wracając do sedna, byłam kiedyś w Dublinie, musiałam jechać do studia nagrać cover. Harry mi wtedy pomógł. Nagrał go ze mną i zaproponował, że odwiedzie mnie do Nialla. Rozpętała się burza, nam przebiła się opona i zatrzymaliśmy się w hotelu na obrzeżach miasta. W hotelu był tylko jeden wolny pokój a my postanowiliśmy się w nim zatrzymać i przeczekać noc. Wiesz ta nawałnica była naprawdę gwałtowna, nikt nie chciał po nas przyjechać. Rano okazało się, że ktoś nam zrobił zdjęcia. Za Harrym zawsze chodziło pełno fotografów a ja nie byłam jeszcze tak do końca nauczona, że muszę uważać. Siedziałam na parapecie, rozczesywałam włosy i oglądałam burzę, Harry stał obok mnie. Nic więcej. Rano świat obiegły nasze zdjęcia i plotki o tym, że zyskałam pracę przez łóżko. Teraz by to po mnie spłynęło, ale wtedy… Wtedy poczułam się naprawdę dotknięta. Wiesz co zrobiła Jess? Pochwaliła mnie! Powiedziała, że zdjęcia są super i plotki są super. Zrobili ze mnie dziwkę, ale to przecież super. Później byłam chora i zemdlałam po koncercie. W gazetach pisali oczywiście, że jestem w ciąży i to też Jessica pochwaliła. Po jej odejściu dowiedziałam się, że rozpuszczała wiele tego typu plotek, bo najważniejsze to żeby o mnie mówili. Nie ważne, że źle.
-Ali wiem, że mogło to być dla ciebie szokujące, ale wielu menadżerów tak robi- powiedział Jesse a jego słowa podziałały na mnie jak płachta na byka. Jak mógł trzymać jej stronę?!
-Cóż, ona robiła to naprawdę świetnie, bo między innymi dzięki takim jej działaniom przeżyłam załamanie nerwowe- powiedziałam i uśmiechnęłam się i do niego i do niej.
-Co? Ali dlaczego mi nie powiedziałaś?- zapytał zszokowany, ale szokować to ja dopiero zamierzałam.
-Bo nie chciałam cię tym obarczać. Poza tym udało mi się przetrwać. Nagle okazało się, że Harry mnie kocha. Nagle Jess stała się dobra. Nie krytykowała mnie i po prostu się ze mną zaprzyjaźniła. Ale to wcale nie był koniec. Bo później okazało się, że razem z Harry zwolniła mojego przyjaciela. Steve stracił przez nią pracę. Wiesz dlaczego? Bo wiedział. Bo kiedy w Dublinie leżałam chora w łóżku, naćpany Harry i pijana Jess postanowili się pieprzyć w pokoju obok. I kiedy już z Harrym byłam nie przyznali się. Okłamali mnie. Słyszałam ich, rozumiesz? Byłam chora, ale oni mięli to gdzieś, bzykali się a ona jęczała tak głośno, że aż teraz zaczyna mnie mdlić kiedy o tym pomyślę. Później udawali, że to nie miało miejsca. Ona kazała mi na niego uważać i mówiła, że Harry jest kobieciarzem. Udawali wspólną niechęć i wiesz co? Harry zrobił mi wiele złych rzeczy. Seks z nią to nie najgorsze co zrobił, ale on nie udawał tej niechęci. Wiesz, kiedy się bzykali nie byłam z Harrym więc mnie nie zdradził. Owszem złamał mi wtedy serce, bo byłam na etapie zakochiwania się w nim, ale on o tym nie wiedział. Zdradzili mnie później o niczym mi nie mówiąc, ale to ona kłamała w tej sprawie bardziej. Bo Harry szczerze jej nie znosił. Uważał seks z nią za jedną z największych porażek w życiu. A ona nie żałowała. Wręcz przeciwnie. Dopiero później doszło do mnie, że on się jej podobał- wypowiadając ostatnie zdanie patrzyłam prosto w jej oczy.
-Ali przeginasz. Nie musisz o tym teraz mówić, nie musisz robić przedstawienia- kiedy się odezwała doszło do mnie, że jej głos był o wiele bardziej irytujący niż myślałam.
-Ja przeginam? Czy wspomniałam już, że nigdy mnie za to nie przeprosiła?- zaśmiałam się i spojrzałam na Jesse’ego. -Nie powiedziała głupiego przepraszam a kiedy odchodziła przekazała prasie sensacyjną informację o tym, że nie jestem już z Harrym. Kiedy przechodziłam przez koszmar na początku mojej drogi, kiedy miałam załamanie myślałam, że to najgorsze co mnie w życiu spotkało. Jednak później kiedy dowiedziałam się o tym, że ze sobą spali i kiedy okazało się, że tak naprawdę nikomu nie mogę ufać… To był najgorszy czas w moim życiu między innymi dzięki Jess. Ta kobieta jest najbardziej perfidną osobą jaką znam i nie chcę żeby kręciła się przy tobie i przy mnie. Dlatego nie życzę sobie jej w naszym życiu, rozumiesz? Ona ma znowu zniknąć. Nie mam pojęcia dlaczego mi nie powiedziałeś wcześniej i dlaczego przez ciebie muszę teraz w ogóle na nią patrzeć. Nie chcę żeby była twoim menadżerem, masz ją zwolnić- zwróciłam się do Jesse’ego, którego zatkało. Właściwie wszystkich zatkało. Nawet tą blond zołzę.
-Ali nie wiedziałem o tym wszystkim, nie powiedziałaś nigdy…- zaczął, ale nie chciałam tego słuchać.
-Nie powiedziałam, bo nie ma się czym chwalić, no i nie sądziłam, że odwalisz coś takiego.
-Zmieniłaś się - wtrąciła się patrząc na mnie tak, że miałam ochotę wydrapać jej oczy.
-Za to ty nie zmieniłaś się wcale. Wciąż jesteś tak samo głupia. Jesteś tak samo perfidna. Jesteś tak samo odrażająca- właśnie się nakręcałam kiedy Jesse mi bezczelnie przerwał.
-Ali teraz serio przeginasz.
-Ja przeginam? Ja? Zapytaj Steve’a jak się czuł kiedy po latach wyleciał z pracy przez nią!- podniosłam głos wkurzona tym, że brunet staje po jej stronie. Okej, obraziłam ją, ale przecież to nie ona była poszkodowana! To ja! To ja padłam ofiarą jej intryg! Ja i Steve!
-Znam Jess znacznie dłużej niż ty i wiem, że nie jest złą osobą.
-Znasz? Ty jej nie znasz! Gdyby nie była złą osobą nie siedziałaby tu teraz! Wie co zrobiła i mimo tego znowu uczepiła się mojego chłopaka!- wiedziałam, że coraz więcej osób zaczęło zwracać na nas uwagę, ale Jesse mnie wkurzył. Naprawdę mnie zdenerwował.
-To nie tak, nie rozmawiałam o tobie z Jessem, nie wiedziałam, że nic nie wie, jest twoim chłopakiem i myślałam, że wie.
-To prawda, to ja namawiałem Jessicę do tego by ze mną pracowała, spotykałem się z nią gdy latałem do Londynu. Ona nie była pewna, ale to ja zapewniłem ją, że mnie masz nic przeciwko.
-I co? Naprawdę jesteś taką idiotką, że myślałaś, że nie mam nic przeciwko?
-Ali uspokój się. Naskakujesz na nas, na Jess a sama przyznałaś, że Harry zranił cię bardziej i mimo tego nie przeszkadza ci spotykanie się z nim, pozowanie do zdjęć i znikanie z nim na pół godziny na imprezie, na której wszyscy patrzyli na mnie jak na debila. Dlatego skoro do Jess masz tyle żalu dlaczego nie traktujesz tak Harry’ego? Myślisz, że nie widziałem waszych zdjęć z pokazu?
-A widziałeś wywiad, którego udzieliłam? Nie pomyślałeś, że Harry przyszedł na ten pokaz, że pozowaliśmy do zdjęć by załagodzić to co powiedziałam? Nie pomyślałeś, że ktoś nam kazał siedzieć koło siebie i udawać, że wszystko między nami jest w porządku? Poza tym nie rozmawiamy teraz o Harrym tylko o Jess- starałam się wybrnąć jakoś z tej sytuacji, bo słowa Jesse’ego były niestety strzałem w dziesiątkę. Nie chciałam jednak o tym rozmawiać i tego roztrząsać w tym momencie. Byłam zła na chłopaka, że nie stanął po mojej stronie. Że jej bronił. Że kiedy się dowiedział co ona zrobiła nie zareagował tak jak chciałam. A chciałam żeby powiedział, że Jess ma wyjść z restauracji, że ma wyjść z mojego życia i nigdy więcej do niego nie wracać. Zamiast tego on stanął w jej obronie i wbił mi nóż w plecy. I świadomość, że to zrobił była nie do zniesienia dlatego wstałam i zanim się odwróciłam i wyszłam powiedziałam słowa, których miałam nadzieję nie żałować. –Jutro lecę do Japonii o czym wiesz, wracam za tydzień o czym także wiesz. I jeśli chcesz bym wróciła jako twoja dziewczyna, gdy przylecę za te siedem dni, jej ma już nie być.
-Każesz mi wybierać?- zapytał i wstał. Złapał mnie za rękę odwrócił w swoją stronę i zmusił do tego żebym spojrzała w jego oczy.
-Ja albo ona. Masz tydzień choć… Nie wierzę, że w ogóle potrzebujesz czasu. Że musisz się zastanowić. Że nie wybrałeś mnie od razu kiedy powiedziałam ci, co zrobiła. Nie wierzę, że złamałeś mi serce.
-Ali dobrze wiesz, że prawda jest taka, że ty złamałaś moje pierwsza- wyszeptał i spojrzał na mnie z ogromnym żalem i smutkiem wypisanym na twarzy.

***

Byłam wykończona. Podróż do Japonii była niesamowicie intensywna dlatego odkąd wylądowałam w Nowym Jorku marzyłam tylko o tym by znaleźć się w domu, wziąć długą kąpiel, zjeść coś niekoniecznie zdrowego i pójść spać. Przez ten tydzień nie rozmawiałam z Jessem. Nie napisaliśmy do siebie chociaż jednego, głupiego smsa. Oboje musieliśmy przetrawić to co się stało, przede wszystkim on. Ja bowiem czułam się po prostu dotknięta tym co zrobił. Nie chodziło mi o to, że w tajemnicy przede mną do niej latał i prosił by była jego menadżerem, nie chodziło mi nawet o to, że w końcu się nim stała. Chodziło mi o to, że mnie nie wybrał. Że nie stanął po mojej stronie i w ogóle rozważał, którą z nas ma wybrać. Przecież powinien wybrać mnie od razu, bez zastanowienia.
Kiedy weszłam do mieszkania poczułam jak bardzo zmęczona jestem. Zostawiłam walizkę w przedpokoju, zdjęłam buty i kurtkę i poszłam do kuchni. Stwierdziłam, że zaparzę sobie herbatę, wypiję ją, pójdę się umyć i z utęsknieniem rzucę się na łóżko. Mój plan był prostu i wydawało mi się, że przebiegnie bez komplikacji. Kiedy stałam w kuchni i gapiłam się na czajnik, który podgrzewał wodę dostałam wiadomość od Jesse’ego. Chłopak napisał, że będzie u mnie za piętnaście minut. Jego sms sprawił, że nieco się zdenerwowałam. Byłam jednak tak zmęczona, że nie miałam siły się denerwować. Stwierdziłam, że po prostu się z nim przywitam i poproszę żebyśmy przełożyli jakiekolwiek rozmowy na rano kiedy będę bardziej kontaktować co się wokół mnie dzieje.


-Hej- powiedziałam gdy otworzyłam mu drzwi.
-Hej- odpowiedział i pocałował mnie w policzek po czym wszedł do środka.
-Jesse wiem, że musimy pogadać, ale możemy zrobić to jutro? Dopiero wróciłam i naprawdę jestem zmęczona.
-Dzisiaj lecę do Londynu- jedno zdanie. Kilka słów, które Jesse mówił do mnie już wiele razy. Ale nigdy nie znaczyły tyle ile w tym momencie. Nigdy słysząc te słowa serce nie zaczynało mi szybciej bić. Wybrał ją. Nie miał lecieć do Londynu. Znałam jego grafik. Oczywiście, nie dokładnie, ale wiedziałam kiedy wyjeżdżał i nie miał wyjechać tym razem.
-Nie lecisz do Londynu- powiedziałam nieco spanikowana. Nagle poczułam się dziwnie rozbudzona. Wiedziałam, że mój organizm zaczął produkcję adrenaliny. Nie mogłam stać w miejscu, zachciało mi się pić dlatego odwróciłam się i postanowiłam iść do salonu gdzie stał kubek z moją herbatą.
-Lecę i wiem, że jesteś zmęczona, ale to nie potrwa długo- powiedział kiedy szedł za mną a ja wcale nie chciałam tego słyszeć. Jak mógł ją wybrać? Jak mógł mi to zrobić?
-Jesse nie. Nie mów tego. Pogadamy jutro, nie teraz- nie docierało do mnie to co się działo.
-Ali spokojnie, wszystko będzie dobrze- powiedział i wziął kubek z moich dłoni. Nie wiedziałam nawet, że go wzięłam do rąk.
-Wybrałeś ją- powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.
-Nie wybrałem jej- odparł spokojnie.
-Wybrałeś. Jak mogłeś ją wybrać?- zapytałam z wyrzutem i spojrzałam na nasze złączone dłonie.
-Wybrałem ciebie. Właściwie co to był za wybór? Nie musiałem się zastanawiać przez choćby minutę. Zawsze wybrałbym ciebie- powiedział i uśmiechnął się do mnie nieznacznie. Nie miałam siły stać dlatego usiadłam na kanapie a chłopak usiadł obok mnie.
-Lecisz do Londynu. Za dwa dni mieliśmy zacząć nagrywać. Miałeś być ze mną.
-Ali obiecałem ci, że cię nie zranię. Obiecałem to i nie dotrzymałem tej obietnicy- jak mógł mówić coś takiego skoro jedyną osobą w tym związku, która raniła byłam ja.
-Jeśli myślisz o Jess sama się prosiłam, mogłam ci powiedzieć wcześniej co zrobiła.
-Nie chodzi o nią. Gdyby chodziło o nią wszystko byłoby takie proste. Ale problem polega na tym, że nie chodzi o Jessicę. Chodzi o ciebie. Chodzi o to, że wiem, że nie jesteś ze mną szczęśliwa a ja nie chcę cię unieszczęśliwiać. Nie chcę być powodem twojego nieszczęścia.
-Mylisz się. Tak bardzo się mylisz. Jesteś dla mnie za dobry. I jestem szczęśliwa- mój głos zdradzał wszystko. Jak zwykle w sytuacji stresowej zrobił się nieprzyjemnie wysoki.
-Ali nie jestem głupi i ślepy. Odkąd pojawił się Harry ty zniknęłaś. Właściwie nigdy nie byłaś na sto procent, ale wcześniej było dobrze. Teraz jest Harry i ty jesteś z nim, nie ze mną- Jesse był z kolei spokojny. Jakby wszystko sobie zaplanował i pogodził się z tym co się działo.
-Harry to przeszłość, powtarzałam ci to wiele razy.
-Wiem i wiem też, że nie kłamiesz kiedy to mówisz. Wiem, że w to wierzysz. Wierzysz we własne słowa i sama nie dopuszczasz do siebie prawdy. A prawda jest taka, że nie mogło się nam udać. Na początku wydawało mi się, że jest inaczej, ale oboje wiemy, że nas nie ma już od dawna. Wiem, że cię męczę…
-Nie męczysz mnie. Dlaczego tak mówisz? Dlaczego to wszystko mówisz? To przez Jess, prawda? Ona ci namieszała!
-Ali od miesiąca planowałem ci to powiedzieć i Jessica naprawdę nie odgrywa w tym żadnej roli. Po prostu chcę żebyś była szczęśliwa i sam też chcę być szczęśliwy. Kocham cię, ale nie chcę stracić życia na czekaniu aż odwzajemnisz moje uczucia.
-Przecież wiesz, że cię kocham.
-Ale nie tak jak powinnaś. Nie zaprzeczaj, bo oboje wiemy, że to prawda. Wiem, że mnie kochasz, wiem, że nie chcesz mnie ranić. Ale kochasz mnie nie tak jakbym tego chciał i mimo tego, że robisz to nieświadomie ranisz mnie Ali. Zrozumiałem, że to nie ma sensu i przyszłości u Jona. Ale nie kiedy zniknęłaś. Wszystko we mnie uderzyło gdy zobaczyłem jak na niego patrzysz. Jak przeżywasz to, że on patrzy na ciebie i zrozumiałem, że nie mamy przyszłości, bo nas już nie ma.
-Nigdy nie chciałam cię ranić. Jesse pomogłeś mi. Kiedy byłam na skraju. Pomogłeś mi jak nikt inny. Zawdzięczam ci tak wiele… Przepraszam. Przepraszam cię za wszystko. Nie chciałam żebyś się czuł źle i przysięgam, że Harry i ja to przeszłość. Naprawdę- mówiłam nieco chaotycznie, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć. Co się mówi w takiej sytuacji? Kiedy to ty jesteś tym złym?
-Nie masz mnie za co przepraszać.
-Nie zostawiaj mnie- poprosiłam chociaż wiedziałam, że to nie ma sensu.
-Ali wiesz, że tak będzie lepiej.
-Nie dla mnie- byłam największą egoistką świata mówiąc coś takiego w tym momencie.
-Ale dla mnie to najlepsze wyjście. Jedyne.
-Dlaczego nie chcesz dać mi szansy? Możemy spróbować jeszcze raz- naprawdę tego chciałam. Czułam, że jestem mu to winna.
-Cóż… Wydaje mi się, że jesteśmy z góry skazani na przegraną. Wiem, że nigdy nie przestałaś go kochać.
-Nie kocham go! Nie wiesz! Właśnie o to chodzi, że nie wiesz. Nie powiedziałam ci, bo chcę to wymazać z pamięci. On robił złe rzeczy. Kłamał. Cały czas kłamał. Spał z Jess, wyrzucił Steve’a. Ale to nie jedyne co zrobił. Wyrzucił Klaudię, przez niego nie pojechałam na ślub Zuzy.
-Ali nie musisz tego mówić. Szanuję to, że nie powiedziałaś mi o przeszłości, bo wiem, że miałaś powód. Nie musisz się teraz zwierzać.
-Ale ja chcę ci powiedzieć! Cięłam się Jesse. Nie radziłam sobie. Dlatego tak zareagowałam na widok Jess, bo ona się do tego przyczyniła. Prawie się zabiłam. Odratowali mnie w ostatniej chwili. Nie powiedziałam ci tego, bo nie chciałam żebyś mnie tak widział. Nie chciałam żebyś mnie taką znał. Słabą i do niczego. Przepraszam cię, tak bardzo za wszystko cię przepraszam. Powinnam ci powiedzieć wcześniej. Ale się bałam. Powrotu wspomnień i tego, że nie będziesz patrzył na mnie normalnie. Że będziesz patrzył przez pryzmat tego jaka kiedyś byłam i co zrobiłam. Musisz wiedzieć, że ci ufam. Jak nikomu innemu. Nie powiedziałam ci o przeszłości, ze strachu a nie przez bark zaufania- byłam głupia, że nie powiedziałam mu o wszystkim wcześniej.
-Wiem.
-Nie chcę cię stracić- powiedziałam cicho, właściwie do siebie, bo wydawało mi się, że nie powinnam tak mówić. Nie w tym momencie, kiedy jest już po fakcie.
-Nie stracisz. Chcę żebyś wiedziała, że zawsze możesz na mnie liczyć. Gdybyś miała jakieś problemy, gdyby było źle, zawsze ci pomogę. Nie wyobrażam sobie nawet przez co musiałaś kiedyś przejść. Teraz jesteś dla mnie jeszcze silniejszą osobą. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo inspirująca jesteś- Jesse to najwspanialszy chłopak na świecie. Straciłam go przez własną głupotę.
-Czuję się tak okropnie- wyszeptałam i po prostu się do niego przytuliłam. Nie chciałam żeby Jesse odchodził. Nie chciałam zostawać sama, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć żeby go przekonać do siebie i nie okłamać. Wiedziałam, że muszę być z nim szczera. W tym momencie na to zasługiwał i chociaż tyle mogłam mu dać. –Wiem, że późno zebrało mi się na szczerość, wiem, że mogłam ci powiedzieć wszystko już dawniej. Ale musisz skoro już zaczęłam mówić to chcę tylko powiedzieć, że na początku naprawdę mnie zauroczyłeś, ale to, że coś między nami się wypaliło to nie przez Harry’ego. To przeze mnie. To moja wina, bo kiedy zauroczenie minęło przestałam czuć to coś… Wiem, że brzmię teraz jak podła suka. Wiem i przepraszam. I chcę powiedzieć, że mogę spróbować się zmienić. Nie, ja obiecuję, że się zmienię. Kocham cię i przysięgam, że cię pokocham tak jak na to zasługujesz, pokocham cię tak jak tego chcesz. Tylko daj mi czas.
-Gdyby życie było takie proste i pewne sprawy załatwiałby czas…- westchnął i spojrzał na mnie a smutek, który był wypisany na jego twarzy powodował, że byłam po prostu miażdżona przez poczucie winy. –Ali nie mogę cię zmusić do pokochania mnie. I przyznam ci się szczerze, że gdybym posiadał taką moc, zrobiłbym to. Cóż, jestem samolubny. Ale tak się nie da. Po prostu. Nie możemy się już dłużej męczyć. Ty próbując mnie pokochać a ja udając, że mnie to nie rusza.  
-Przysięgam, że mogę spróbować, mogę się bardziej starać…- naprawdę mogłam to zrobić. Jesse był moim stałym punktem. Chciałam by ze mną był. Naprawdę tego chciałam i nie zdawałam sobie z tego sprawy aż do tego momentu. Byłam gotowa zerwać wszelkie kontakty z Harrym, mogłam wrócić do poprzedniego stanu kiedy udawałam, że Harry nie istnieje. Chciałam to zrobić dla Jesse’ego. Czułam, że jestem mu to winna, że powinniśmy spróbować wszystko naprawić. Moglibyśmy wyjechać gdzieś na tydzień czy dwa. Skupiłabym się tylko na nim. Boże przecież on nie może mnie zostawić.
-Wiem, ale to nic nie da. Prędzej czy później będziemy tak nieszczęśliwi, że i tak się rozstaniemy. Nie ma sensu tego ciągnąć i się oszukiwać. Wiesz, że mam rację. Poukładaj sobie wszystko i zrób to co podpowiada ci serce- mnie masz racji! Okej, może i masz, ale co z tego! Nie mogę robić tego co podpowiada mi serce, bo ono jest upośledzone! Gdyby było mądre pokochałoby ciebie, nie żyłoby przeszłością i nie kochałoby osoby, która je zmaltretowała i się nim bawiła. Nie kochałoby kogoś kto rozerwał je na strzępy, kochałoby kogoś kto pomógł je posklejać.
-Moje serce jest głupie. Jego iloraz inteligencji wynosi minus jeden- przyznałam a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Smutny. Bardzo smutny.
-Najwyraźniej serca już tak mają, bo moje też nie jest mądre- powiedział i spojrzał zegarek.
-Nie idź.
-Muszę. Inaczej nie zdążę na samolot- chłopak puścił moją dłoń i się ode mnie odsunął.
-Jesse jest mi bardzo przykro, nigdy nie chciałam wyrządzić ci krzywdy, przysięgam.
-Wiem- powiedział, uśmiechnął się nieznacznie, popatrzył na mnie, wstał i ruszył kierunku wyjścia. Zostawiał mnie. Kolejna osoba, która odchodziła ode mnie. Co było ze mną nie tak?  
-Naprawdę musisz tam lecieć?- byłam żałosna. Oczywiście, że musiał, bo chciał przede mną uciec.
-Nie. Nie muszę, ale chcę. Muszę się wyleczyć. Nie wiem ile czasu to potrwa, ale muszę się od ciebie odciąć- mówił idąc w stronę wyjścia. Kiedy stanął przy drzwiach odwrócił się i patrząc mi prosto w oczy wypowiedział słowa, które uświadomiły mi jak wielką krzywdę mu wyrządziłam. –Nie wiem kiedy tutaj wrócę, nie wiem kiedy się spotkamy. Bo Ali nie chcę cię widzieć. Naprawdę.
-Rozumiem- i to za dobrze.
-Oczywiście gdyby się coś działo, jakaś kryzysowa sytuacja, gdyby było źle, gdybyś miała problem zawsze możesz na mnie liczyć- Jesse był dobry. Po prostu dobry. Niewielu ludzi, których spotkałam w życiu było tak dobrych i bezinteresownych jak on.
-Przepraszam cię za…- chciałam go przepraszać za wszystko, ale on mi przerwał.
-Przestań.
-Nie mogę przestać.
-Ali jestem duży, poradzę sobie. Pocierpię, napiszę kilka piosenek, no może z kilkadziesiąt… Będę męską wersją Taylor Swift i wydam płytę w całości poświęconą tobie i naszemu związkowi, obsmaruję cię w kilku piosenkach, nagram własną wersję ‘I Know You Were Trouble’ i będziemy kwita.
-Ten żart nie był śmieszny.
-Był.
-Nie był, ale jeśli chcesz zrób to. Zmieszaj mnie z błotem. Masz prawo mnie nienawidzić- powinien to czuć.
-Jakaś ty niemądra. Jak mógłbym cię nienawidzić?
-Powinieneś- przyznałam. –Poza tym niemądra to moje drugie imię…- powiedziałam i zapanowała cisza. Ale nie taka niezręczna. Bo niezręczna to mało powiedziane. Mnie ta cisza po prostu miażdżyła. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale nie wiedziałam co.
-Czas na mnie.
-Przepraszam- powiedziałam po raz kolejny i zrobiłam coś samolubnego. Wiedziałam, że on prawdopodobnie tego nie chce, ale musiałam go przytulić tym bardziej, że to prawdopodobnie ostatni raz kiedy mogłam to zrobić. Ulżyło mi kiedy chłopak objął mnie tak samo mocno jak ja jego.
-Ali naprawdę muszę iść- powiedział po chwili i wyswobodził się z moich ramion. Spojrzał na mnie i zamierzał wyjść, ale ja musiałam mu coś powiedzieć. Musiałam go ostrzec.
-Jesse… Wiem, że nie chcesz zwolnić Jess, ale uważaj na nią, okej? Nie znasz jej tak dobrze jak ja. Nie pozwalaj jej wejść w twoje życie prywatne, bo wykorzysta to w mediach, wykorzysta to przeciwko tobie. Nie słuchaj kiedy powie, że masz się zmienić, bo jesteś idealny taki, jaki jesteś. Rób to co robiłeś do tej pory a ona niech zajmuje się tym czym agent musi się zajmować. No i przede wszystkim jej nie ufaj. Ona nie jest dobrym człowiekiem. Jest toksyczna i wcale nie chce dla ciebie dobrze, bo jej nigdy nie będzie chodzić o ciebie, zawsze będzie chodzić o nią, o to czego ona chce. Musisz mi obiecać, że będziesz na nią uważać, że nie zapomnisz o tym, że cię przed nią ostrzegałam i gdyby coś się działo, gdybyś miał jakieś podejrzenia co do niej obiecaj, że dasz mi znać, obiecaj, że zwrócisz się z tym do mnie bo przysięgam, że zrobię wszystko co w mojej mocy by ci pomóc.

***

-Szło mi tragicznie, nie wiem co zrobię jak wena nie zacznie mi dopisywać-wyjęczałam zrezygnowana. Po odejściu Jesse’ego zrezygnowałam z piosenek, które pisał ze mną, albo takich, które mi po prostu dał. To byłoby nie fair w stosunku do niego.
-Musisz się wziąć w garść. Może powinnaś przyjechać tutaj na jakiś czas, pobyt w domu zawsze działa na ciebie korzystnie- powiedziała Zuzka. Jakie to szczęście, że istnieje coś takiego jak Skype i mimo tysięcy kilometrów mogłam z nią rozmawiać i ją widzieć. Co prawda na ekranie laptopa, ale lepsze to niż nic.
-Nie mam czasu na powrót do domu. Wytwórnia chcę płytę i musze im ją dać. Od ponad tygodnia łażę do tego cholernego studia i nic!- westchnęłam z frustracją. Minęło dokładnie dziesięć dni od odejścia Jesse’ego i miałam wrażenie, że z nim odeszła moja wena. Zastanawiałam się co zrobić żebym odzyskała natchnienie i zapał. Może gdybym płakała… Może powinnam dopuścić do siebie to co się stało, ale ja nie umiałam. Nie płakałam kiedy Jesse odchodził, kiedy mnie zostawiał. Nie uroniłam choćby łzy i nie płakałam też przez te dziesięć dni. Skupiałam się tylko na pracy i chyba przez to miałam blokadę. Robiłam wszystko by nie myśleć o Jessem, bo kiedy tylko zaczynałam to robić zalewały mnie wyrzuty sumienia i coś jeszcze. Pewna myśl. Nie było już przeszkody, zahamowania. Związek z Jessem był moim hamulcem, który wciskałam kiedy był przy mnie Harry. Teraz nie miałam tego hamulca i cholernie się bałam, że dam się ponieść. Że przesadzę i się roztrzaskam. Takie myślenie tylko wpędzało mnie w jeszcze większe poczucie winy bo było strasznie przedmiotowe a Jesse nie zasługiwał na to by myśleć o nim w ten sposób. I tak napędzałam to błędne koło dlatego starałam się myśleć tylko o pracy, ale im bardziej się starałam tym gorzej mi wychodziło. Pisanie piosenek, w moim przypadku, zawsze opierało się o moje własne doświadczenia. „Canonnball” napisałam po tym jak przeszłam załamanie, opisałam w nim swoje mroczne dni i walkę o to by się wyrwać i zacząć żyć. Teraz nie umiałam pisać bo nie umiałam myśleć o nikim innym tylko na przemian o Jessem i Harrym i to było tak porąbane i pogmatwane, że sama tego nie rozumiałam. Zachowywałam się nieprofesjonalnie, bo nie umiałam odgraniczyć życia zawodowego od prywatnego. Właściwie zawsze tak było, ale tym razem było to milion razy bardziej nasilone.  
-Ali nie nakręcaj się tak, przecież Olivia załatwi ci więcej czasu.
-Jestem beznadziejna…- chciałam użalać się nad sobą dalej, ale usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Czekasz na gości?
-Nie wiem, nie umawiałam się z nikim, poza tym jest już późno. Może to Kurt, jemu też się użalałam nad sobą, może postanowił mnie pocieszać.
-W takim razie oddaję mu pałeczkę. Daj znać jutro czy wena wróciła.
-Już teraz mogę ci powiedzieć, że nie wróci- wydęłam głupio dolną wargę i westchnęłam najgłośniej jak potrafiłam.
-Dobra Ali kończymy, bo ktoś ci tam się nieźle dobija do drzwi- powiedziała Zuzka kiedy mieszkanie znowu wypełnił hałas spowodowany przez dzwonek.
-Jest po dwudziestej trzeciej, mogę udawać, że śpię.
-Jesteś niemożliwa, idź otwórz, paaa!- wykrzyczała wesoło i się rozłączyła. Mruknęłam pod nosem ‘pa’, którego i tak już nie słyszała, zamknęłam laptopa po czym zwlekłam się z łóżka i w ślimaczym tempie zaczęłam iść w stronę drzwi.
-Idę! Już! Pali się czy co?! - zaczęłam się wydzierać, bo przeżyłam mini zawał gdy osoba, która przyszła mnie odwiedzić znowu nadusiła na dzwonek. Przyspieszyłam kroku i potknęłam się o niewidzialną przeszkodę aż w końcu dotarłam do przedpokoju. Otworzyłam drzwi a kiedy to zrobiłam nie mogłam uwierzyć to co widzę. Skąd on wiedział gdzie mieszkam? –Harry? Co ty tu…
-Ali… Ali pomóż mi.




Hej!!!! Jaram się bo to już 15 rozdział!!! A licząc 55 tamtej części to 70!!! A dodając prolog i epilog to 72 XD
Na początku wstawiam tłumaczenie cytatu z początku rozdziału:
„Pamiętasz nasze dawne pragnienia?
Teraz wszystkie wspomnienia prześladują
Naszym przeznaczeniem było się rozstać
Nawet gdybyśmy bardzo się starali
Ten związek i tak by się rozleciał
Nie byliśmy sobie przeznaczeni”
Cytat pochodzi z piosenki, która pojawiła się w rozdziale czyli Already Gone w wersji Sleeping At Last (jest to cover, oryginał śpiewa Kelly Clarkson), kiedy usłyszałam tę wersję pierwszy raz wiedziałam, że wykorzystam ją podczas rozstania Ali i Jesse'ego XD Jest idealna dla nich!
Kolejny rozdział pojawi się za dwa tygodnie (jeśli dobrze pójdzie :/)
Przepraszam za błędy!
Dzisiaj notka będzie krótka :D
Do następnego!

PS I love youuu all! <3